Nie wyleczysz żadnej choroby, jeśli nie usuniesz jej przyczyny, czyli historia Betsy Dischel z serii „Nieuleczalni”

Betsy Dischel urodziła się ze słabym zdrowiem, w niemowlęctwie stale płakała i trudno było ją uspokoić. Cierpiała na wysypkę i miała alergię niemal na wszystko. Przez całe dzieciństwo miała egzemę, która objawiała się w postaci wyprysków koło ust i oczu, więc stale nosiła przy sobie tubkę maści z kortyzonem. Nie lubiła miasta, więc wyniosła się do niewielkiej miejscowości nad morzem, ale tam stan jej zdrowia pogorszył się jeszcze bardziej. Skóra była podrażniona i sucha do tego stopnia, że pękała, kiedy Betsy obracała głowę. Czuła jakby jej całe ciało oblazły jadowite mrówki.

Leczenie zalecone przez lekarza nie tylko nie przynosiło ulgi, ale nawet pogarszało jej stan. Próbowała diety, akupunktury i kręgarstwa, ale i to nie pomogło.

Później odkryła na szyi guzek, który stale rósł. Poszła do lekarza, który nie wiedział, co to może być, ale zaproponował jego usunięcie. Betsy się zgodziła. Sądziła, że to koniec kłopotów, ale kiedy spędzały z siostrą miły weekend, ciesząc się z zakończenia chemioterapii jej ojca, zadzwonił telefon. Lekarz powiedział, że guz, który jej wycięto to bardzo rzadki, złośliwy nowotwór (rak gruczołowotorbielowaty), który nie daje objawów, podstępnie rozwija się wzdłuż dróg nerwowych i nie poddaje się chemioterapii.

Okazało się, że nowotwór nie został usunięty w całości, więc zagrażał przerzutami do ślinianek, mózgu i oczu. Betsy poddała się drugiej operacji, w czasie której wycięto jej mięśnie, nerwy i węzły chłonne z szyi i zalecono 6-tygodniową, intensywną radioterapię.

Betsy była przerażona, kiedy dowiedziała się, że skuteczność leczenia wynosi tylko 30%, a skutkiem ubocznym jest stwardnienie tętnic, co nawet po wielu latach grozi udarem, utratą zmysłu smaku, wypadnięciem zębów i poparzeniem skóry.

Kiedy znajomi dowiedzieli się o jej chorobie zaczęły dzwonić do niej znane i nieznane jej osoby doradzając różne, niekonwencjonalne terapie. Problem polegał na tym, że Betsy próbowała już niemal wszystkiego – bez rezultatu. Ale było coś, czego jeszcze nie wypróbowała: dieta makrobiotyczna.

Przeczytała wiele strasznych rzeczy na temat skutków i (nie)skuteczności leczenia raka i była przerażona. Pomyślała, że dieta jest jej ostatnią szansą.

Jej matka była przerażona i pomyślała, że Betsy zwariowała: przecież musiałaby gotować w domu! To się ani jej, ani Betsy nie mieściło w głowie!

Betsy wyjaśniła na czym polegał problem, z którym musiała się zmierzyć: trzeba udać się do sklepu, najlepiej z żywnością ekologiczną, wybrać odpowiednie produkty, przynieść je do domu, oczyścić, pokroić i ugotować, a co jeszcze gorsze: nie wolno używać kuchenki mikrofalowej. Po 12 godzinach potrawa traci wartości odżywcze, więc trzeba ją wyrzucić i ugotować świeżą. Nie była pewna, czy to wyzwanie jej nie przerośnie, ale postanowiła spróbować.

Skontaktowała się z nauczycielem makrobiotycznego stylu życia, Dennym Waxmanem (Denny jest bardzo popularny w Polsce, gdzie prowadzi kursy i wykłady i ma wielu uczniów, którzy kontynuują jego dzieło). Kiedy wypytał ją o nawyki żywieniowe i życiowe pomyślał, że będzie z nią ciężko, ale spodobała mu się jej odwaga i determinacja.

Wyjaśnił jej, że podstawą każdego makrobiotycznego posiłku jest ziarno + jarzyna. Jeśli nie ma ziarna, to nie jest to posiłek, a jeśli nie ma jarzyny, posiłek nie jest zbilansowany energetycznie (yin-yang). Ziarno musi być nieoczyszczone i nie poddawane jakiekolwiek obróbce, ponieważ musi zachować zdolność kiełkowania. Ziarno (np. brązowy ryż) moczy się w wodzie przed gotowaniem kilkanaście godzin, co zapoczątkowuje w nim proces kiełkowania, czyli budzi w nim siłę życiową, która przywraca zdrowie. Do tego codziennie jada się różne fasolki (np. adzuki, można je kupić w sklepach z żywnością ekologiczną), orzechy, warzywa morskie (glony), grzyby i owoce, czasem ryby. Bardzo ważne jest przeżuwanie: najlepiej 60 razy każdy kęs; jest to szczególnie ważne w przypadku raka i innych ciężkich chorób!

Denny Waxman wyjaśnił, że przyczyną chorób Betsy była niewydolność nerek, która najpierw przejawiała się w postaci egzemy, a później przeszła w raka. Organizm nie był oczyszczany z toksyn, które gromadziły się w komórkach, zatruwając cały ustrój.

Po pół roku wszystkie symptomy choroby znikły.

Betsy zawsze chciała mieć rodzinę i dzieci, ale obawiała się nawrotu choroby. Zgłosiła się więc na badania. Lekarze byli zaszokowani jej idealnym zdrowiem. Nie znaleźli ani śladu raka, więc się uspokoiła. Wyszła za mąż i urodziła synka. Kiedy była w ciąży zrezygnowała z diety. 3 miesiące po porodzie egzema wróciła, a wraz z nią lęk przed rakiem. Zadzwoniła więc do Denny’ego Waxmana, a on potwierdził jej obawy i nakazał natychmiastowy powrót do diety. Poradził jej, jak zorganizować pracę, żeby pogodzić gotowanie z opieką nad absorbującym dzieckiem i egzema bardzo szybko znikła.

Uświadomiła sobie, że to nie obowiązki związane z gotowaniem, lecz choroba zamieniła ją w niewolnika i cierpiętnika. Dzięki diecie odzyskała wolność i cieszy się pełnią zdrowia – jak nigdy wcześniej.

25 myśli nt. „Nie wyleczysz żadnej choroby, jeśli nie usuniesz jej przyczyny, czyli historia Betsy Dischel z serii „Nieuleczalni”

  1. Ciekawa historia, lecz tych szkół jest tyle.. ; ) Rozumiem że ta seria „Nieuleczalni” opiera się tylko na przypadkach wyleczonych dietą makrobiotyczną?

    Ja niestety odkąd pamiętam mam lekkie worki pod oczami co ma ponoć świadczyć o problemach z nerkami, jak się tego pozbyć (poza dietą makrobiotyczną ; ) za bardzo nie wiem, a mam podejrzenia, że to diagnozowanie może być słuszne ; (

    Co do zbóż to nie wiem, czy też o takie tu chodzi, ale ostatnio chcąc przemycić do diety otręby wróciłam do jedzenia z rana płatków owsianych bądź jęczmiennych na wodzie z różnym dodatkami, i o dziwo świetnie się po tym czuję i wzmaga to nawet mój apetyt…

    Co do żywności organicznej, to u nas raczej trudno dostępna i droga, i oczywiście zgodzę się, że dla zdrowia powinno się tylko takich produktów używać, ale jak się nie ma za co, to się nie kupi choćby się chciało ;] Tak w ogóle to sprzedaż innej żywności niż organiczna powinna być zabroniona dla dobra publicznego ; )

  2. @ Indygo: na początku myślałam nawet, że ta seria jest sponsorowana przez makrobiotyków, ale okazało się, że nie. Są tam liczne przypadki wyleczenia metodami innymi, niż makrobiotyka, ale praktycznie wszystkie zostały wsparte zdrową dietą. Bez diety nie da się niczego wyleczyć, bo jeśli człowiek żre gotowce podgrzewane w mikrofali, to mu święty Boże nie pomoże. Niestety, Amerykanie mają potężny przemysł takich dań do podgrzewania, a zaczęło się to u nich chyba w latach 40. Początkowo podgrzewali to w zwykłym piekarniku, a teraz mają mikrofalówki, czym wbili sobie ostatni gwóźdź do trumny. A żeby dobić się do reszty mają w tym jeszcze przyprawy typu MSG, po którym gwiazdy lądują na odwyku i męczą się dokładnie tak samo, jak narkomani. Przykładem jest Kirstie Alley, która twierdzi, że utyła właśnie od tego świństwa.

    Ale jak sobie teraz przeanalizowałam przypadki opisane w tej serii i to powiem ci, że najbardziej spektakularne przypadki wręcz „zmartwychwstania” spowodowane były właśnie przez makrobiotykę. Inni zaliczali wzloty i upadki, a makrobiotycy mieli wyłącznie sukcesy.

  3. Dr.Bruce Lipton prowadzący badania na komórkach doświadczalnie stwierdził,że komórki przeniesione do niekorzystnego środowiska chorują i umierają,a jeżeli zostaną przeniesione do zdrowego środowiska zdrowieją i zaczynają się rozwijać. To samo dotyczy organizmu człowieka składającego się z 50 bilionów komórek.
    Dlatego godząc w człowieka jako komórkę większej społeczności jaka jest ludzkość rządzący światem celowo zatruwają nam nasze środowisko, bo chcą nasz doprowadzić do zguby, odbierając nam naszą nieograniczona siłę poprzez różne manipulacje – od biologicznej po fizyczną, poprzez psychologiczną.
    Wiadomo,że człowiek 95 % czasu nie przeżywa świadomie, bo tylko 5% czasy przeżywa świadomie, a resztę przeżywa wg programów wgranych w ciągu pierwszych 6-ciu lat życia , wzorując się na środowisku , w którym jest hodowane. I stąd dążenie wszelkich władz do kształtowania młodzieży już od 5,-ciu lat , a nawet wcześniejszych , jak w Kanadzie o 2 lat, na swoje potrzeby, żeby młodzież nie poznała swojej nieograniczonej siły, bo wtedy utraciliby kontrole nad masami, którym odebrano ich nieograniczone możliwości tworzenia rzeczywistości wg własnych marzeń i wymagań. Stąd te wszystkie programy telewizyjne , radiowe, wszelkie igrzyska dla odwrócenia uwagi od swoich możliwości oddziaływania na rzeczywistość. Są to wszystko manipulacje dla kierowania masami w pożądanym przez siebie kierunku.
    Wszyscy, dlatego, powinny kształcić się w poznawaniu swoich nieograniczonych możliwości, swojej siły oddziaływania, a wtedy może unikniemy różnych wojen , do których dążą rządzący i do stowrzenia z ludzkości niewolników, posłusznych niewolników.

  4. No to ja opowiem o sobie – chociaż mam wrażenie, że już tutaj o tym pisałam.
    Urodziłam się chora na wszystko, 55 lat temu i zanim się wyjaśniło, że to nietolerancja, laktozy, białka i czegoś tam jeszcze, byłam umierająca. Moja matka słabo zniosła informację, że muszę mieć specjalną dietę a mleka to już nawet nie powinnam widzieć a co dopiero pić. Jakiś czas nawet była dzielna i chodziła do takiej specjalnej kuchni dla dzieci ma Rajskiej w Krakowie, ale zadanie ją przerosło, bo jak nadal chorowałam na co się tylko dało. Podejrzewam, ze miałam małą odporność (tak jest do dziś) a chodziłam do żłobka a później do przedszkola. Niby próbowała matka z niańkami i takie tam, ale jak wszystko co było związane ze mną, stanowiło problem, więc upadało lub jakoś zanikało w czasie. I tak się snułam po lekarzach, szpitalach z depresją odkąd pamiętam aż do 12 roku życia, kiedy to doszło dodatkowe, traumatyczne przeżycie. Znienawidziła rodzinę (i tak już nie lubianą) do reszty, a matkę zwłaszcza i doszły mi skłonności samobójcze. Do tego byłam nieprawdopodobnie inteligentna, oczytana (z nudów :)) i nawet nie miałam z kim pogadać, bo wszyscy byli mono poniżej moich możliwości. Mało tego, byłam wybitnie utalentowana muzycznie i w ogóle artystycznie (musiałam nawet przejść przez szkołę muzyczną). Ze swoimi możliwościami nie robiłam dosłownie nic! Żadnych komercyjnych pomysłów! Mało tego, każda próbę wkręcenia mnie w system torpedowałam. Zawsze mogłam uciec w chorobę … no i uciekałam.
    Na szczęście zakochałam się w najlepszym człowieku na świecie, który do dziś całuje ślady moich stup, mimo, że dałam w dupę tak, że cud, że on to przeżył. Napisałam „zakochałam się” ale to się ma nijak do miłości a której, zaślepiona swoim bólem, nie miałam pojęcia. Umiałam tylko niszczyć. I niszczyłam. Ale mąż był dzielny. Teraz teraz też walczy ze mną o mnie 🙂
    Tyle historia.
    Czy mogłabym wyzdrowieć? Oczywiście, przecież wiem jak to zrobić. Byłam prawie ślepa, od dzieciństwa nosiłam okulary ale natychmiast po zdobieniu prawo jazdy wzrok mi się naprawił, bo było ryzyko, ze mi je zabiorą z powodu postępującej ślepoty. Później też leczyłam sobie mniejsze lub większe schorzenia „od ręki” w miarę jak mi przeszkadzały. A w 2005 przeszłą mi depresja i potrafię się śmiać 🙂 Na diecie makrobiotycznej jestem, z niewielkimi przerwami) od 1984. A mleka nie tykam, chyba, że chcę mieć zapalenie płuc 🙂
    Niestety, obecna sytuacja na świecie, być może również moje postępowanie dotychczas spowodowało sporą zapaść materialną i z tym sobie słabo radzę, właściwie to nie radzę sobie a mój dzielny Ukochany podupadł z tego wszystkiego…
    Co jeszcze? A no tak. Przeszłam wszystkie etapy przebaczania, nie oceniam (zwłaszcza pod względem intelektualnym i estetycznym :)), nie nienawidzę, rozumiem (lub przynajmniej się staram).
    Jak widzicie nasze drogi były podobne, niestety….
    Konkludując te przydługie wynurzenia, które piszę po to by wam wyjaśnić, że nie jestem nieświadomą ofiarą systemu i wiem co i jak na tyle na ile możemy tutaj się dowiedzieć, dodam: „MOŻNA WYLECZYĆ KAŻDĄ CHOROBĘ ALE NIE KAŻDEGO CZŁOWIEKA”, jak wiemy…
    Bardzo was serdecznie pozdrawiam

  5. Podstawą wyleczenia każdego schorzenia jest usunięcie jego przyczyn. Celowo napisałem przyczyn (l.mn.). Dlatego dzisiaj tak wiele ludzi choruje. Leczymy jedynie chory organ, a tak naprawdę choroba dotyczy całego organizmu. Początki choroby powstają w komórkach, jako wynik długotrwałego (wieloletniego) braku wielu składników odżywczych, niezbędnych do prawidłowego metabolizmu komórkowego. Efektem tego jest choroba. Podstawą powinna być właściwa dieta. A jaka ona dzisiaj jest. Nawet ta najlepsza nie daje gwarancji właściwego odżywiania. Większość gleb jest znacznie wyjałowiona (chociaż w Polsce jeszcze nie jest tak źle). Powinniśmy codziennie dostarczyć organizmowi w diecie ok. 90 różnych składników w postaci minerałów, witamin, aminokwasów i innych, a tymczasem większość stosowanych nawozów sztucznych to NPK (azot, fosfór i potas), a gdzie reszta? Z wielu badań laboratoryjnych wynika, że ilość składników (mikroelementów) w dzisiejszych produktach w stosunku do tych z lat 80-tych spadła nawet o 70-80%. Trzeba znaleźć rozwiązanie dla tego problemu. Niewielu ludzi wie, że np. organizm człowieka w przeciwieństwie do organizmów większości zwierząt (są wyjątki – naczelne i świnka morska) nie potrafi wytworzyć wewnętrznie (endogennie) ani jednej molekuły witaminy C. A jest to niezwykle ważna witamina. Dostarczamy ją wyłącznie z dietą. Sklepy z żywnością ekologiczną niestety też nie gwarantują odpowiedniej jakości (a do tego wysokie ceny). W tak zwanych ekologicznych produktach również można spotkać dodatki – np. w sokach owocowych (malinowy i inne) sztuczny kwasek cytrynowy jako tzw. regulator kwasowości. Dobrym rozwiązaniem na razie wydają się Stowarzyszenia Konsumentów-Producentów już w Polsce działające, a pozwalające na pewną kontrolę procesu produkcyjnego żywności i szybką jej dostawę przy sprawnej organizacji.
    Polecam cały wykład B. Liptona. http://www.youtube.com/watch?v=DINIZY6fjoE&feature=related
    Pozdrawiam.

  6. Pola, napisalas tak obrazowo, o sobie, ze czuje sie jakbym obejrzala serial na podstawie zycia artystki…
    🙂

  7. @ Pola: zżeranie komentarzy jest wyjaśnione tutaj: https://astromaria.wordpress.com/komentowanie-bloga/ punkt I., podpunkt 3.

    Przed „Nieuleczalnymi” na Zone Reality leci reportaż ze szpitala, dziś jesteśmy na oddziale onkologicznym. Są tam również dzieci. To jest taki horror, że niedobrze się robi. Lekarze dwoją się i troją, żeby przekonać ludzi do leczenia, a ludzie, płacząc i jęcząc przełamują opory i lezą w szpony śmierci jak ćmy do świecy. Jedna sama zażądała najbardziej agresywnej chemioterapii, bo powiedziano jej, że ma wyjątkowo złośliwego raka. Nastolatce wysiadła wątroba, więc nie mogła więcej brać chemii, więc lekarze zawyrokowali, że nowotwór na pewno wróci – ale nie będzie można go leczyć.

    Nikt tam nawet nie pomyślał, że istnieje jakakolwiek alternatywa.

  8. Pola, nie wiem, czy jest sens się odzywać… : )

    Warto sobie pomyśleć, że skoro już się żyje, to chyba najlepiej byłoby w zdrowiu, szczęściu i bogactwie 😉 Ale do tego potrzebne jest odpowiednie nastawienie ;]

    Skoro już żyjesz, to żyj dobrze, zrób losowi na złość i pozbądź się raczyska, i zlituj się nad tym biednym chłopiną 😉

    Chyba śmierć z choroby nie należy do najprzyjemniejszych… No i chyba wbrew pozorom nie umiera się tak szybko, a długie męczarnie to też raczej żadna satysfakcja..

    A skoro już duża kobitka jesteś i możesz wziąć życie w swoje ręce, to czemu tego nie zrobić, i nie wziąć w końcu za siebie odpowiedzialności…

    Mnie też ten świat wcale nie odpowiada, ale jednak na żadne raki i temu podobne nie mam ochoty, bo zafundowanie sobie czegoś takiego równałoby się dla mnie z jeszcze większym poczuciem beznadziejności i na pewno w jakimś stopniu niemocy.

    Zawsze jest czas na to, żeby się oduczyć bycia ofiarą, choć wiem, że może to nie być łatwe po pewnych przejściach i uzależnieniu ;]

    A skoro dręczy cię depresja, to znak, że jednak stare urazy i żal żyją w tobie, i nie pozwalają ci na zdrowe życie, jak się ich pozbyć? Nie jestem ekspertem, ale z pewnością jest cały wachlarz terapii (niekonwencjonalnych), które mogą w tym pomóc.

    Pozdrawiam

  9. Zgadzam się z Indygo!!! Jeśli już musimy żyć, to porządnie i zdrowo, a jeśli umierać, to bez zbędnych męczarni!

  10. Ja tez podpisuje sie pod Indygo i Maria, ze zyc nalezy zdrowo, a to wszystko zalezy od nas od naszego nastawienia do siebie i swiata.Odejscie jest zupelnie naturalne, ale nie musimy odchodzic w bolu i cierpieniu.Edytka spiewa::kocham cie zycie ,jakie zycie taka smierc…..
    Kazdy z nas ma swoja historie zycia i swoj wybor.Wazne aby zrozumiec jaka role gramy w zyciu.W momencie jak zrozumiesz ze grasz role ofiary jestes od tej roli uwolniona>mam na to wlasne doswiadczenie.50 lat gralam i plakalam ze swego nieszczescia i cierpialam ze swoimi „nieuleczalnymi” chorobami,Dopiero jak uswiadomilam sobie kim naprawde jestem i co tutaj robie zostalam uwolniona od tej gry.Wolna jestem od lekarzy juz prawie 15 lat i ciesze sie zyciem i ta radoscia przyciagam do siebie wspanialych ludzi.
    Dieta jest bardzo wazna aby byc lekkim i szczesliwym, ale kazdy indywidualnie wie co jest dla niego dobre…
    Pozdrawiam:)).

  11. Polu, moja immienniczko 🙂 Przesylam Ci moc pozytywnej energii, sama zmagam sie z kilkoma chorobami od lat, naturalnie-poczawszy od diet poprzez wplywanie na podswiadomosc, wybaczanie, pozytywne myslenie az po metode bruno groninga i czasem jest lepiej, czasem jednak gorzej, ale nie trace nadziei, bo to i tak zadne choroby w porownaniu z innymi. Sek w tym, ze ja chce byc zdrowa i dlugo porzadnie zyc i mam przyslowiowego fisia na tym punkcie, choc nie zawsze tak bylo. Teraz mam jeszcze tyle do zrobienia, odkrycia, ze wrecz mi tego czasu brakuje.
    Daleka jestem od oceniania, jesli czujesz ze Twoj czas sie zbliza, moze wlasnie tak jest, moze wykonalas juz jakas misje i nic Cie tutaj wiecej nie trzyma, chcesz po prostu exit z tego plane, ale nie powiem Ci szerokiej drogi, za to powiem nie spiesz sie i zaczekaj jeszcze…

  12. nie mam już depresji 🙂
    rakiem sama byłam zaskoczona, stawiałam raczej na serce ;), nadal nie mogę dogrzebać się do przyczyny….
    i uważam, że wszelka choroba zaczyna się w głowie a jedzenie, leczenie itp miłe lub nie miłe dodatki to tylko dodatki 🙂
    ale … no i to „ale” w dualnej naszej rzeczywistości często jest ważniejsze od podstawy …
    jestem refleksyjna jak Bromba i Tewie Mleczarz razem wzięci i do tego do sześcianu 🙂

  13. Pola,
    Polecam Ci do kompletu literaturę Andreasa Moritza (Rak nie jest chorobą) i może technikę emocjonalnej wolności EFT. Praktykuję na sobie i widzę, że działa. Dieta ważna i to bardzo, ale wiedza jeszcze bardziej. Powodzonka życzę :).

  14. Juz dawno mialam zapytac, a teraz ta kuchenka mikrofalowa mi przypomniala 🙂 .
    Astromario, pisalas kiedys, ze gotowanie na kuchence elektrycznej jest niezdrowe tak samo ja w mikrofali. Po pierwsze o jaka kuchenke elektryczna chodzi? Taka jak kiedys byly, z jednym lub dwoma okraglymi palnikami, czy o te nowej generacji, gdzie jest jedna duza plyta (ktora, wyobrazam sobie, latwo utrzymac w czystosci 🙂 )? A moze nie ma roznicy pomiedzy nimi? Drugie pytanie to – dlaczego gotowanie na kuchence elektrycznej jest niezdrowe? Z fizyka zawsze bylam na bakier, moze mi to ktos przystepnie wytlumaczyc?

  15. @Magdalena

    Chodzi o pole elektromagnetyczne. Kuchenka gzowa go nie wytwarza, chyba, że ma jakieś małe urządzenia elektryczne w rodzaju wyświetlacza, etc… P.S. Gotowanie na płytach elektrycznych jest do bani, zarówno technicznie, jak i smakowo. To tak na marginesie…

  16. Najbardziej naturalne gotowanie to gotowanie na ogniu. Gaz tworzy płomień, więc imituje proces naturalny, chociaż są tacy smakosze, którzy twierdzą, że naprawdę smaczne jedzenie musi być przyrządzane na tradycyjnej kuchni opalanej drewnem. „Nowoczesne” wynalazki produkują ciepło w inny, nieznany naturze sposób. Jak widać im nowocześniej, tym gorzej, strach się bać, co wymyślą w przyszłości.

  17. Albo powrócimy do gotowania na drewnie, tudzież szyszkach.
    Ostatnio moja koleżanka wprawiła mnie w zdumienie, wręcz przerażenie, opisując rozwiązania technologiczne w swoim domu. Krótko mówiąc,jak nie ma prądu, to nawet herbaty sobie nie ugotuje!
    W skrajnej sytuacji może w kominku napalić. I kiełbaski na kiju usmażyć 😉

  18. Szyszek ci u mnie w okolicy dostatek… wszędzie rosną sosny, ale nie mam kuchni, do której mogłabym je wsypać. Może da się kupić tzw. „kozę”, bo na szczęście żyje jeszcze stare pokolenie, które pamięta ten wynalazek i potrafiłoby wyprodukować to cudo metodą chałupniczą. Gdyby zabrakło prądu to i ja leżę, chociaż mam gaz i zapałki. Wszystko inne jest na prąd niestety.

  19. Astromaria! Pamietam taka „koze” z dziecinstwa i pozniej u mojej cioci na jej wlosciach.
    Gotowac tez mozna na tym bylo.
    Muzyka ognia czyli ten pomruk plomieni tez jest wspanialy.Taka „koza” funkcjonuje wszedzie, gdzie jest duzo odpadow lesnych,
    a na podpalke nadaja sie swietnie rozne reklamy.
    Ogladalam kiedys bardzo ciekawy film w srodku nocy ( bo czasami noca leci cos w telawizji interesujacego) o starozytnym inzynierze i matematyku Heronie z Aleksandrii.
    Potrafil zbudowac rozne mechaniczne urzadzenia dzialajace na zasadzie sily cisnienia podgrzanej pary wodnej i przeksztalcania tej sily w ruch roznych mechanizmow.

    Skontruowal rowniez w jakiejs swiatyni wrota, ktore sie „same” otwieraly przed „wiernymi” , ale wczesniej zapalano „swiety” ogien.
    Nikt z „wiernych” nie wiedzial o podziemnej aparaturze, ktora sterowala poprzez cisnienie pary wodnej „cudowne” otwieranie sie wrot do przybytku „boskiego”. Byla tez „wyrocznia” i automat do wody funkcjonujace po wrzuceniu monety,

    Szkoda, ze takie wynalazki ze starozytnosci zostaly skazane na zapomnienie i u katoli ostal sie jeno ordynarny „koszyczek” albo prostacko chciwa „lapa”.

    Trafilam niedawno na inny „zapomniany” wynalazek czyli motor Stirlinga tez dzialajacy na zasadzie roznicy temperatur oraz cisnienia pary wodnej. Opracowano rowniez model bez uzycia materialow palnych albo energii slonca, bo wystarczy roznica temperatury w glebi ziemi i na zewnatrz. Czytalam tez na temat „zimnej” fuzji i ze we Wloszech zrobiono cos z tym wiecej.

    Jestem zszokowana po tych roznych odkryciach, bo kiedys wydawalo mi sie, ze tylko panstwo moze dostarczac energie ta czy inna, a prawda jest taka, ze odcieto nas od roznych wynalazkow na ten temat, zeby z ludzi sciagac kase, niszczyc srodowisko i uzaleznic wszystkich od systemu.

    Przypuszczam, ze w Polsce sa „tegie” glowy, co to z patefonu moga zrobic pralke automatyczna i napewno opracuja urzadzenia dostarczajace energie z „niczego”.

  20. AQQ ! Filmik jest wspanialy ! Przypomnial mi stara sage o tym, ze Slowianie mieli wspolnych przodkow czyli Lecha , Rusa i Czecha.
    Ta wspaniala lekarka w tym filmie opowiada o bardzo waznym gruczole w systemie odpornosciowym czyli o grasicy !

    Studenci medycyny ucza sie o tym gruczole niewiele i ze przy pokwitaniu jego funkcja zanika.

    Przypuszczam jednak , ze wlasnie tyle szczepionek podawanym dzieciom powoduje totalne zaburzenia funkcji grasicy i co za tym idzie spustoszenia w ukladzie immunologicznym (odpornosciowym) . Pasuje, jak ulal do programu oslabienia i depopulacji ludzi.

W tym blogu komentarze są równie ważne jak teksty na stronie głównej, dlatego bardzo proszę o trzymanie się tematu! Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku. Jeśli Twój komentarz się nie ukazał przeczytaj zasady komentowania bloga (patrz strony na górze bloga). Komentarze nie na temat będę kasować, a awanturników banować!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s