Nauka i religia

Laura Knight-Jadczyk

Sott.net/The Dot Connector Magazine Nr14
19 sierpnia 2011

Źródło

Korupcja nauki jest jednym z największych problemów, z jakimi nasz świat kiedykolwiek miał do czynienia – tak poważnym, że może doprowadzić do wyginięcia rasy ludzkiej. Ta perspektywa przeraża mnie i powinna przerażać ciebie. Mniejsza jednak o strach; serce mi pęka, kiedy uświadamiam sobie, że największa nadzieja ludzkości – Prawda, piękna Prawda – została sponiewierana i zmarnowana przez samych strażników świątyni – naukowców, podlegających wpływom skomplikowanej sieci powiązanych ze sobą patologicznych spisków, które oddzieliły się całkowicie od organizmu normalnej ludzkości.

Byłam bardzo młoda, kiedy dowiedziałam się, że nauka może popełniać błędy. Dorastałam obok dzieci, których matki przyjmowały Talidomid w czasie ciąży. Kiedy miałam 14 lat, nasz lekarz rodzinny przepisał mi „pigułki odchudzające”, metamfetaminę. Nieomal nieodwracalnie zniszczyły mi zdrowie. W późniejszych latach z telewizyjnego magazynu informacyjnego „20/20“ dowiedziałam się, że propagowana kuracja na nadciśnienie, zalecona mojemu dziadkowi przez Urząd d/s Weteranów, zabiła go. To tylko kilka migawek z życiowych doświadczeń z lekarzami i innymi pracownikami medycznymi, którzy w około 75% przypadków dokonywali nieprawidłowych ocen, zaś pozostałe 25%, kiedy mieli rację, nie dotyczyło sytuacji krytycznych. We wszystkich sytuacjach krytycznych – moich własnych lub moich dzieci – posłuchanie zaleceń lekarza miałoby poważne negatywne konsekwencje.

Jest to z pewnością przygnębiająca perspektywa, ale tak jest: lekarzy nie szkoli się, aby pomagali żyć zdrowo, szkoli się ich na uczelniach medycznych, finansowanych przez firmy farmaceutyczne, żeby wspierali rozwój przemysłu lekowego. Słyszałam kiedyś, że w starożytnych Chinach lekarze musieli wywieszać nad swoimi drzwiami informację o liczbie ich zmarłych pacjentów. Oczywiście, stało się to silną motywacją do znalezienia naprawdę skutecznej terapii, nikt bowiem nie przychodziłby do nich na konsultacje, gdyby ich rady i eliksiry nie przynosiłyby pacjentom korzyści. Byłoby miło, gdyby nasza cywilizacja wprowadziła podobny system.

Jednak w pewnym sensie taki system już istnieje – to wymiana informacji w społeczeństwie. Problem jedynie w tym, że ogromna większość ludzi w naszym społeczeństwie nie uwierzy 500 osobom, które powiedzą im, że coś naprawdę działa, ponieważ to wypróbowali. Uwierzą jednemu lekarzowi, który mówi, że „nie jest to zalecane przez stowarzyszenia medyczne”. Taki człowiek, podążający za „ustanowionymi autorytetami”, zamiast kierować się empirycznymi dowodami, jest klasyfikowany przez psychologa Boba Altemeyera do typu osobowości „Autorytarnego Wyznawcy”. To przez tego typu ludzi nawet czystej wody psychopaci u władzy mogą uniknąć kar za najpoważniejsze przestępstwa, popełnione we wszystkich dziedzinach działalności, od medycyny do prawa, od przemysłu do polityki. Autorytarny Wyznawca wierzy, że władza ma prawo żyć według własnych reguł, a zatem kłamstwo, oszustwo, kradzież i morderstwo w ​​kręgach władzy mogą być tolerowane i skwitowane jedynie wzruszeniem ramion. Będą oni również chętnie angażowali się w te same kłamstwa, oszustwa, kradzieże i zabójstwa, jeśli przedstawi im się je jako konieczne do ochrony ich status quo.

Korupcja Nauki. Po tych wszystkich doniesieniach o cichych powiązaniach naukowców z wielkimi korporacjami i pichceniu danych, o Aferze Klimatycznej, zatajaniu badań naukowców z NASA, nie wspominając już o długiej historii WIELKICH błędów popełnionych przez naukę, które doprowadziły do ​​strasznych cierpień całych grup ludzi, zestawienie w rozmowie tych dwóch słów – korupcja i nauka – nie wywołuje dziś zdziwienia. Każdy z grubsza rozumie, że wśród naukowców, jak w każdej grupie ludzi, znajdą się tacy, którzy są na bakier z etyką albo wręcz drapieżni. Chciałabym jednak zasugerować, że korupcja nauki jest głębszym i szerszym problemem, niż się powszechnie podejrzewa; że jest to zgnilizna, która przenika całą naszą zachodnią kulturę i w rzeczywistości leży u podstaw wszelkiego zła, które dziedziczyliśmy na przestrzeni ostatnich stuleci. Ponadto, chciałabym zasugerować, że przyczyną korupcji nauki jest fakt, iż została ona opanowana przez psychopatię, wspieraną przez ludzi o typie osobowości Autorytarnego Wyznawcy.

W ostatnim numerze magazynu „The Dot Connector”, w moim artykule „Złota Era, psychopatia i szóste wymieranie”, przytoczyłam kilka przykładów badań, które pokazują, w jaki sposób działa mózg osób o typie osobowości Autorytarnego Wyznawcy (wg opisu Boba Altemeyera) oraz jak powszechnie ten typ jest reprezentowany zarówno w nauce, jak i wśród ludzi religijnych. Teoretyzowałam też nieco o początkach tego konfliktu, wywodzącego się z istnienia dwóch rodzajów ludzi – tych, którzy posiadają pewien potencjał duchowy (prawdopodobnie z racji genetyki, aczkolwiek morfologiczny wpływ na genetykę miały czynniki niematerialne), a więc zdolnych do pojmowania i działania w ramach duchowej struktury ideologicznej, oraz tych, którym brak tej zdolności – także prawdopodobnie z powodu genetyki – a więc na zawsze ograniczonych w obrębie materialistycznej struktury, bez względu na to, jak silna i elegancka jest moc obliczeniowa ich fizycznego mózgu.

W tym samym artykule zwróciłam również uwagę na ciekawy fakt, że kiedy amerykańskie media robiły szum wokół „nadużyć rytuału satanistycznego” a półki w księgarniach uginały się pod ciężarem książek na temat porwań przez obcych, te same media jednocześnie – i równie energicznie – propagowały teorię ewolucji. Nie chodzi o to, że teoria ewolucji jest całkowicie błędna, tylko o to, że stosuje się ją do absolutnie wszystkiego, jakby była fundamentalną Teorią Wszystkiego, a nie jest!

Teoria ewolucji jest jak każda inna teoria – ma ograniczoną dziedzinę aplikacji. Poza tym obszarem, znanym obecnie jedynie w przybliżeniu, teoria ta może okazać się bezużyteczna lub wręcz błędna i często daje niedorzeczne odpowiedzi. To tak jak z teorią względności – jest przydatna tak długo, jak długo zapominamy o efektach kwantowych. Istnieją efekty kwantowe, które są niezgodne z teorią względności i problemy te były znane takim naukowcom, jak Einstein i Dirac. Podczas gdy Einstein nie przepadał za teorią kwantową, Dirac, z drugiej strony, nie przepadał za teorią względności i próbował wskrzesić starą teorię eteru.

Teoria ewolucji opiera się na pewnych konkretnych założeniach. Ci, którzy w teorii ewolucji widzą odpowiedź na wszystkie pytania związane z życiem, wszechświatem i co by jeszcze, częstokroć zapominają, że niektóre z tych założeń mogą być wątpliwe lub błędne. U podstaw teorii ewolucji leżą „prawa przypadku”. Ale skąd się wzięły te prawa przypadku? I dlaczego mają zastosowanie do naszego świata? To ważne pytania, ale teoretycy ewolucji odrzucą je jako „metafizyczne”. Jednak te pytania nie są wcale bardziej metafizyczne niż inne, na które ewolucjoniści rzekomo mają odpowiedź.

Dlaczego w ogóle istnieją jakieś prawa? Czy pojawiły się również przez przypadek? Zdeklarowani ewolucjonisći będą próbowali ukryć się za zasadą antropiczną, gdzie „prawa przypadku” tworzą niezliczone wszechświaty, a my „akurat znaleźliśmy się” w takim, w którym stworzono „teorię ewolucji”, mającą wszystko wyjaśnić. Uczciwy naukowiec nie może być usatysfakcjonowany tak bezużytecznym pseudo-wyjaśnieniem. Skąd wziął się porządek we wszechświecie i jak? Można różnie odpowiadać na to pytanie, jednak by zmierzyć się z takimi problemami, nauka musi wyjść poza czysto materialistyczny paradygmat. Niektórzy naukowcy próbują to robić, ale są zwykle dość ostro sprowadzani z powrotem do szeregu przez armię Autorytarnych Wyznawców, dowodzoną przez ich psychopatycznych mistrzów.

Nawet jeśli rozpatrujemy teorię ewolucji w dziedzinie, w jakiej wydaje się mieć zastosowanie, nadal mamy problemy. Prawdopodobieństwa są subiektywne, oparte na częściowo arbitralnych modelach. Jednego dnia szacujemy pewne prawdopodobieństwo na bliskie zeru, a potem, następnego dnia, dowiadujemy się, że w pewnych okolicznościach to prawdopodobieństwo zbliża się do jednego. Albo odwrotnie. W skrócie, teoria ewolucji jest przydatna tak długo, jak długo jest przydatna. Jest narzędziem, którego można używać w określony sposób, w pewnych, raczej wąsko zakreślonych okolicznościach, i nie jest zbyt wyszukanym narzędziem.

Krótko mówiąc, teorie Wielkiego Wybuchu i Ewolucji trzeba przyjąć na wiarę – potrzeba DUŻO wiary – i dlatego bliżej im do religii niż do czegokolwiek innego.

To prowadzi nas do problemu religii, które nie udają, że są czymś innym, niż są. Dyskusje na temat „nauka czy religia” na ogół formułowane są w kategoriach argumentów faworyzujących wiarygodność – lub „prawdziwość” – jednej bądź drugiej. To niewłaściwy kontekst. Pasja i polemiki, które wchodzą w grę, gdy przeciwstawia się sobie naukę i religię, ujawniają nam coś fundamentalnego o obu postawach – głębokość i siłę, z jaką jednostki identyfikują się z jedną z nich. To, samo w sobie, odsłania „religijny” charakter obu dyscyplin, bo przecież słowo „religia” pochodzi od słowa „ligare”, co oznacza „wiązać ze sobą” – na ogół bardzo mocno – podobnie jak więzadła przywiązują mięśnie do kości. Kości stanowią podstawową strukturę, na którą nałożona jest struktura ciała, ale żadna z nich nie miałaby kształtu, ani niczemu użytecznemu by nie służyła, bez spajającej mocy więzadeł. Ktoś może być szczupły lub gruby, wysoki lub niski, i w wielu różnych wariantach, które mają niewiele wspólnego z samą strukturą kości, a jedyną stałą jest to, że ciało jest połączone z kośćmi za pomocą więzadeł.

Dokładnie tak samo mięso (treść) organizmów naszych idei nadbudowane jest na określonej bazie – szkielecie – i długie lata obserwacji doprowadziły mnie do przekonania, że to nie ów fundament jest albo „naukowy”, albo „religijny”, ale coś o wiele bardziej interesującego i subtelnego – pewien stan ideologiczny. Pozwólcie, że to wyjaśnię.

Wikipedia mówi nam, że „ideologia” jest:

[…] zbiorem poglądów, stanowiących o czyichś celach, oczekiwaniach i działaniach. Ideologia może być traktowana jako całościowa wizja, jako sposób patrzenia na sprawy […] – czyli na zdrowy rozsądek […] lub jak to przedstawiają niektóre prądy filozoficzne […] – lub też jako zbiór idei przedstawionych wszystkim członkom społeczeństwa przez dominującą w nim klasę społeczną („otrzymana świadomość”, produkt socjalizacji). Ideologie […] są systemami myślenia abstrakcyjnego w odniesieniu do spraw publicznych, czyniąc to pojęcie kluczowym dla polityki. Domyślnie każdy kierunek polityczny wymaga ideologii, bez względu na to, czy jest ona postulowana jako jasno zakreślony system myślenia, czy też nie. To sposób, w jaki społeczeństwo patrzy na różne sprawy.

Okazuje się, że istnieją dwa podstawowe „typy szkieletu”, na których rośnie tkanka struktur naszych idei i do których są one przyłączone z taką trwałością, z jaką więzadła mocują ciało do kości, oraz że nie można się z tym tak łatwo uporać, nazywając dany szkielet „religijnym” bądź „naukowym”. Jednym z nich jest dobrze znany w naszej kulturze „materializm”. Ale czym jest ten drugi? Co dziwne, nie ma ściśle zdefiniowanej alternatywy, która byłaby powszechnie rozumiana w dzisiejszym świecie. Wikipedia (znów), informuje nas, że:

W filozofii teoria materializmu zakłada, że jedyną rzeczą, która istnieje, jest materia; że wszystkie rzeczy złożone są z materii i wszystkie zjawiska (w tym świadomość) są wynikiem materialnych oddziaływań. […] Filozoficznymi alternatywami dla materializmu są dualizm i idealizm.

Jedynymi alternatywami są dualizm i idealizm? No cóż, jeśli wniknąć nieco głębiej okaże się, że są też inne opcje, takie jak pluralizm i monizm. W końcu, kiedy już usmażysz sobie mózg czytając te wszystkie wywody filozoficzne, powrócisz do wniosku, że tak naprawdę są tylko DWA podstawowe stanowiska:

– tych, którzy uważają, że materia jest w jakiś sposób korzeniem i pniem istnienia, a świadomość jest jedynie produktem ubocznym doznań przepychających się między sobą atomów (że tak powiem);

– i tych, którzy uważają, że świadomość (nie osobista, ale Kosmiczna Świadomość) jest podstawową Jednością, od której pochodzi lub emanuje wszystko inne, w tym materia.

Co ciekawe, można znaleźć fanatycznych wyznawców religii, budujących swoje wierzenia religijne na czysto materialistycznej ideologii, ale można też znaleźć wspaniałych naukowców – czystych doświadczalników – wśród tych, którzy są przekonani, że to świadomość, tj. duch, jest w jakiś sposób podstawowym elementem wszystkiego, co istnieje. To naprawdę tyle. Można z tym robić różna cuda, ale i tak w ostatecznym rozrachunku skończymy na jednym z tych dwóch podstawowych poglądów, które dla naszych celów możemy, jak sądzę, określić jako Materialny vs Duchowy – terminu „duchowy” używając umownie, na oznaczenie preegzystującej Kosmicznej Świadomości.

Jak już wskazywałam w „Złotej Erze, psychopatii i szóstym wymieraniu”, myślę, że te dwa podstawowe stany ludzi są efektem genetyki – prawdopodobnie wymieszania się genów neandertalczyka z genami człowieka współczesnego, co utworzyło wiele patologii osobowości, w tym psychopatię i osobowość autorytarną. Jasnym, a zarazem przerażającym jest fakt, że to właśnie tego typu ludzie opanowali naukę. Takie jednostki nie będą najlepszymi naukowcami – prawdopodobnie nie będą nawet dobrymi. Sposób, w jaki może się to zdarzyć, wyjaśnia psycholog Andrzej Łobaczewski – był bowiem tego świadkiem w komunistycznej Polsce i opisał ten proces w swojej przełomowej pracy „Ponerologia Polityczna”.

Łobaczewski opisuje kraj pod panowaniem patologicznych jednostek jako Patokrację. Oczywiście, patokracja nie może się rozwijać, kiedy nauka pracuje na rzecz mas pracujących; patokracja może rozwijać się tylko wtedy, kiedy nauka jest starannie zarządzana gospodarczo i politycznie tak, by służyła kontroli rzeczonych mas. To oczywiście wymaga w pierwszej kolejności skorumpowania tych dziedzin nauki, które mogłyby wyjawić naturę patokracji – czyli psychologii, psychopatologii, psychiatrii i medycyny.

Wszelkie szanse na dokładny opis psychopatologii i opracowanie metod diagnozy muszą być umiejętnie udaremnione, a badania przekierowane. Dla patologicznych jednostek na szczycie kopca jest to kwestia „być albo nie być”. Oni doskonale wiedzą, że gdyby „ustanowione autorytety” nauki i religii postanowiły ich zdemaskować, nie dałoby się powstrzymać żądań typu: „Na gilotynę z nimi!” Tak więc, jak wskazuje Łobaczewski, do monitorowania publikacji naukowych zaprzężono celowy i świadomy system kontroli, terroru i odwracania uwagi. Utalentowani naukowcy z dużymi możliwościami mogą stać się obiektem szantażu i złośliwej kontroli ze strony przełożonych o niewielkich lub żadnych talentach i umiejętnościach. Dokładnie taką rolę pełni naukowy system „peer review”. Recenzowanie przed publikacją nie jest złe samo w sobie, to anonimowość recenzentów otwiera drzwi korupcji. Naukowcy powinni być zobowiązani do występowania w jasnym świetle dnia, jako osoby posiadające nazwiska i twarze, i precyzyjnie formułować, w czym nie zgadzają się z wynikami danej pracy naukowej, bądź jakie elementy metodologii krytykują. W ten sposób moglibyśmy wyeliminować STASI-podobną tajną policję myśli, wetującą publikację jakiejś pracy naukowej, która po prostu stoi w sprzeczności z dogmatami ustroju lub też wzięła na cel jedną ze świętych krów recenzenta.

We wczesnych stadiach operacja [policji myśli] musi być przeprowadzona w taki sposób, aby nie rzucała się w oczy. Jednak, kiedy już władzę przejmie patologia, problem znika, ponieważ, jak wspomniano powyżej, Autorytarni Wyznawcy uważają, że ​​jest słusznym i sprawiedliwym, kiedy liderzy kłamią, oszukują, kradną i mordują po prostu dlatego, że SĄ władzą.

Czasami dobrzy naukowcy są uciszani i eliminowani bezgłośnie, inni zaś są zmuszeni do porzucenia kariery lub przeniesienia się do innych krajów. Po dojściu nazistów do władzy, w Niemczech nastąpił znaczący „drenaż mózgów”. Przez lata doskonali naukowcy notorycznie uciekali z totalitarnych krajów komunistycznych. W ostatnich latach wiele krajów europejskich straciło swoich najlepszych myślicieli z powodu braku uczciwego wsparcia finansowego. Zawsze i nieodmiennie, kiedy najlepsi myśliciele odchodzą, dany kraj zaczyna popełniać jeden błąd za drugim, a jego destrukcja staje się nieunikniona.

Aby ustawić swoich ludzi od kontroli na dogodnych stanowiskach, patokratyczny system musi znaleźć kandydatów, którzy są przynajmniej w stanie ukończyć studia – choć bardzo często stopnie uzyskuje się drogą oszustwa lub nacisków z różnych stron na organy je wydające. Po zdobyciu stopni naukowych takie patologiczne jednostki nagradzane są wysokimi stanowiskami, gdzie mają kontrolę nad tym, co jest lub nie jest uważane za „do przyjęcia w nauce”. Te imitacje naukowców mają możliwość kontrolowania, kto otrzymuje stopnie naukowe, czyja praca zostanie opublikowana, kto dostaje gwarancję zatrudnienia, i tak dalej. Na bardzo przyziemnym poziomie, wielu z nich, będąc przeciętnymi naukowcami, kieruje się własnym interesem i zazdrością wobec bardziej utalentowanych badaczy.

Jak już wspomniano, kontrola w naukach psychologicznych jest szczególnie szkodliwa i zdradliwa. Otwiera drzwi jednostkom, które same są patologiczne i zajęły się tą dziedziną tylko dlatego, że szukają władzy i kontroli nad innymi (to jedna z cech definiujących psychopatologię). Typy te są z natury skłonne do „służenia ciemnej stronie”. W dawnych czasach, gdy obowiązywał system oparty na faktycznych zasługach, patologię można było wyeliminować. Jednakże w dzisiejszym świecie, w którym system został wypaczony tak, żeby lepiej pasował do potrzeb patologicznych jednostek, liczba osób na wysokich stanowiskach i z wyższymi stopniami naukowymi gwałtownie wzrosła.

Naukowcy, którzy dopiero rozpoczynają karierę w tych dziedzinach nauki, powodowani prawymi przesłankami, mają kolosalne problemy, a skutki tego dla całej ludzkości są katastrofalne. Ponieważ są oni niedokształceni, błędnie wykształceni lub świadomie wprowani w błąd, ci młodzi naukowcy są bezradni wobec problemów ludzkości. Niektórzy z nich zdają sobie sprawę, że potrzebna jest bardziej precyzyjna wiedza i próbują zdobyć ją na własną rękę. Ale takie postępowanie, w obliczu naukowej policji myśli, może oznaczać konieczność zapłacenia wysokiej ceny, a nie wszyscy z nich mają ku temu odpowiednie predyspozycje. Wielu przyzwoitych naukowców po prostu podporządkowuje się i ma nadzieję dożyć do emerytury tak, aby później mogli realizować to, co jest naprawdę ważne, będąc jednocześnie w stanie utrzymać dach nad głową i pełną lodówkę.

Kiedy nauka jest nieuczciwa, to również profesje, które od niej zależą, zaczynają gnić. Pod rządami patokratów jedyna droga to droga w dół. Widzimy to dziś USA, jak również we wszystkich krajach, które są z USA powiązane ekonomicznie i politycznie. Jeśli nauka została skorumpowana, żaden obszar życia społecznego nie może rozwijać się ani normalnie funkcjonować, a tym bardziej „ewoluować”. (Ironia zamierzona.) Zła nauka wpływa na gospodarkę, kulturę, technikę, administrację, politykę – dosłownie na wszystko. Ludzie zaczynają biadolić i narzekać, i grozić buntem. Zagraża to patokratom, zmuszając ich do korzystania z jeszcze bardziej nikczemnych metod terroru i eliminacji zagrożeń.

Oczywiście, jak długo patokraci są ustanowioną władzą, mają zagwarantowane wsparcie ze strony Autorytarnych Wyznawców we wszystkich dziedzinach życia, co prowadzi do głębokich podziałów w społeczeństwie. Autorytarni Wyznawcy stają się działaczami i aktywnie uczestniczą w indoktrynacji, nie zdając sobie zupełnie sprawy, że karmią chorobę, która zniszczy również ich. I tak się to toczy – patologia stopniowo wkracza wszędzie i zgnilizna się rozprzestrzenia. Wszędzie wybuchają kryzysy, wciąż podejmowane są złe decyzje oparte na chciwości i żądzy władzy, a patokraci nigdy nie uczą się na własnych błędach. Zarazki nie są świadome, że będą spalone żywcem lub zakopane głęboko w ziemi wraz z ciałem, do którego śmierci doprowadziły.

Łobaczewski pisze:

„Patokracja rodzi się pasożytując na wielkich ruchach społecznych, a potem staje się chorobą narodów. W ciągu dziejów ludzkości powodowała ona zwyrodnienie różnych ruchów narodowych, politycznych i religijnych, zniekształcając ideologie charakterystyczne dla ich czasów i warunków etnologicznych i czyniąc z nich ich własne karykatury. Działo się to na skutek aktywizacji podobnych czynników etiologicznych i w podobnym procesie patodynamicznym. Dlatego wszystkie patokracje świata były i są do siebie podobne w swoich właściwościach istotnych. Sobie współczesne znajdują więc wspólny język porozumienia mimo tego, że różnią się dramatycznie swoimi ideologiami, które je żywią i chronią przed identyfikacją ich patologicznej natury.

[…]

Zidentyfikowanie więc zjawisk tego rodzaju, jakie wystąpiły na przestrzeni dziejów ludzkości i prawidłowe ich zakwalifikowanie wedle ich rzeczywistej natury, a nie podle ich różnorodnych ideologii, jest zadaniem dla historyków już uzbrojonych w konieczne kryteria identyfikacyjne. Tylko ideologia społecznie dynamiczna i zawierająca elementy twórcze może przez dłuższy czas żywić i skrywać przed ludzkim krytycyzmem zjawisko makrosocjalne w swojej naturze całkiem odmienne. Tylko taka ideologia może dostarczać mu motywów użytecznych dla oddziaływania na wewnątrz i dla celów ekspansji politycznej.

Jest kwestią umowną, od jakiego momentu przekształcania się jakiegoś ruchu ideologicznego, pod wpływem znanego nam już procesu ponerogenezy, możemy zacząć uważać go za patokrację. Jest to proces narastający w czasie, który w pewnym momencie osiąga swój punkt nieodwracalności. Potem dochodzi do wewnętrznej rozprawy z wyznawcami pierwotnej ideologii, co stanowi ostateczne przypieczętowanie patologicznego charakteru zjawiska. Hitleryzm przekroczył niewątpliwie ten punkt nieodwracalności, ale do całkowitej rozprawy z wyznawcami pierwotnej ideologii niemieckiej, jak także do tej idącej w dół patologizacji życia i gospodarki, jeszcze nie doszło, kiedy armie aliantów rozgromiły jego potęgę militarną.”

„Ponerologia Polityczna”, str. 103

Jak napisałam powyżej, serce mi pęka, kiedy uświadamiam sobie, że największa nadzieja ludzkości – Prawda, piękna Prawda – została sponiewierana i zmarnowana przez samych strażników jej świątyni – naukowców, podlegających wpływom skomplikowanej sieci powiązanych ze sobą patologicznych spisków, które oddzieliły się całkowicie od organizmu normalnej ludzkości. Dlaczego? Ponieważ jako metoda poznawcza, nauka – prawdziwa nauka – to nasza największa nadzieja. Karl Popper poczynił ​​ważne obserwacje:

„…wszystkie objaśniające nauki są niezupełne; dla zupełności musiałaby podać wyjaśnienie samych siebie. Jeszcze silniejszy wynik daje słynne twierdzenie Gödla o niezupełności sformalizowanej arytmetyki (aczkolwiek użycie w tym kontekście twierdzenia Gödla i innych matematycznych twierdzeń o niezupełności jest jak użycie ciężkiego uzbrojenia przeciw stosunkowo słabym siłom). Ponieważ wszystkie nauki fizyczne używają arytmetyki (i ponieważ dla redukcjonisty jedynie nauka sformułowana przy pomocy symboli fizycznych odzwierciedla jakąkolwiek rzeczywistość), twierdzenie Gödla o niezupełności pozbawia zupełności wszystkie nauki fizyczne. Dla nieredukcjonisty, który nie wierzy w redukowalność całej nauki do nauki opartej na formułach fizycznych, nauka jest tak czy owak niezupełna.

Nie tylko filozoficzny redukcjonizm jest błędem, ale jak się wydaje, błędem jest również przekonanie, że metoda redukcji może doprowadzić do redukcji pełnej. Żyjemy w świecie wciąż tworzącej się ewolucji, w świecie problemów, których rozwiązania, o ile są znalezione, rodzą nowe, głębsze problemy. Tak więc żyjemy we wszechświecie powstającej nowości; nowości, która z zasady nie jest całkowicie redukowalna do żadnego z poprzednich etapów”.

Następnie dodał:

„Niemniej, metoda próbowania redukcji jest najbardziej owocna, nie tylko dlatego, że dużo uczymy się z jej częściowych sukcesów, z częściowych redukcji, ale także dlatego, że uczymy się na naszych częściowych porażkach i na nowych problemach, które nasze porażki ujawniają. Otwarte problemy są niemal równie interesujące, jak ich rozwiązania; w rzeczy samej, byłyby tak samo interesujące, gdyby nie fakt, że niemal każde rozwiązanie otwiera z kolei zupełnie nowy świat otwartych problemów”.

Naukowe filozofie odnoszą się do „przypadkowej mechaniczności” wszechświata i uczą nas, że jedynym sensem życia jest brak w nim jakiegokolwiek sensu. „Jedz, pij i wesel się, bo jutro możesz umrzeć”, a potem – zapomnienie.

Naukowy punkt widzenia przez długi czas za podstawę rzeczywistości przyjmował materię i ruch i w znacznym stopniu wciąż tak jest. Jednak tak naprawdę, materia i ruch są wielkościami niewiadomymi – x i y – i zawsze definiowane są za pomocą siebie nawzajem. Definiowanie jednej niewiadomej za pomocą innej jest absurdem. Oznacza to, że nauka definiuje materię jako to, co się porusza, a ruch – jako zmiany w materii. Teoria „Wielkiego Wybuchu” czy Kosmicznej Petardy jest wyjaśniana na tych samych zasadach. Pierwotny atom (materia) o niewyobrażalnej gęstości „eksplodował” w ruch. (Skąd się wziął pierwotny atom, jak powstała przestrzeń, w której tenże atom eksplodował, i skąd pochodził impuls, który to wydarzenie zapoczątkował – to pytania, które są zazwyczaj ignorowane.). I z tego wydarzenia, jakoś tak „przypadkowo”, wyłonił się nasz wszechświat i życie w nim. Człowiek jest „amoralnym zwieńczeniem zabójczej ewolucji biologicznej”. Umysł i dusza są niewytłumaczalnymi produktami ubocznymi walki o byt.

Dla przeciętnego człowieka stół, krzesło, czy pomarańcza są rzeczywistymi obiektami. Mają wymiar – a dokładnie trzy – są prawdziwe. Czy aby na pewno? Fizyk (i obeznany z tematem laik) wie, że przedmiot składa się z atomów. I w tym cały szkopuł!! Rozbity atom (cząstki kwantowe) często wykazuje bardzo niepokojące właściwości. Kto naprawdę widział materię lub siłę? Myślimy, że widzimy materię w ruchu, ale fizyka pokazała nam, że to, co widzimy, jest iluzją.

Kiedy próbujemy się na niej skupić, kwantowa cząstka-fala jest nieskończeniewymiarowym bytem, którego nie da się dostrzec w danym momencie jako trójwymiarowej bryły, poruszającej się w przestrzeni. Gdy odwracamy wzrok, kwantowa cząstka-fala zachowuje się jak fala czystej energii – niewidzialna siła.

Czym zatem jest materia? Czym jest to lokum, w którym odnajdujemy naszą egzystencję? Czy fizyczność kończy się na tym, co widzialne? Oczywiście nie, tak jak nie widzimy elektryczności i innych sił we wszechświecie, mierzalnych jedynie poprzez ich wpływ na „materię”. Czy te siły znikają, kiedy stają się niewykrywalne dla naszych zmysłów bądź instrumentów? Czy to, co wykrywamy subtelnym mechanizmem naszego umysłu i uczuć, nie istnieje tylko dlatego, że nie możemy tego zobaczyć lub zmierzyć?

Nauka przekazuje te pytania religii i zasadniczo mówi się nam „wierz, w co chcesz” na tym polu, ponieważ nauka nie ma w zwyczaju opisywać rzeczy, których nie można materialnie zważyć czy zmierzyć, i nieważne, że naukowcy również „wierzą w to, w co im się podoba”. Takie podejście kryje w sobie niezbyt trudną do zauważenia implikację, a mianowicie, że i tak zupełnie nie ma znaczenia, w co ktoś wierzy, ponieważ – jak ujął to duński fizyk, Niels Bohr – „nie istnieje żadna głęboka rzeczywistość”! Ale narzucenie nam przez materialistyczną naukę przekonań dotyczących każdego aspektu życia przynosi niezmiernie szkodliwe efekty!

Dla tych ludzi, którzy zakładają, że istnieje coś „głębiej” – jakiś „sens” życia, jeśli wolisz – jest tylko jedno miejsce, gdzie mogą szukać odpowiedzi. Jest nim religia, z jej aktualnie trzema głównymi – monoteistycznymi – odmianami, opartymi w gruncie rzeczy na jednej religii, judaiźmie.

Biblia mówi: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”. Ani Biblia, ani nauka nie mają wiele do powiedzenia na temat tego, co działo się przed początkiem. Święty Augustyn zadał kiedyś pytanie: „Co robił Bóg, zanim stworzył świat?”. Riposta Biskupa: „Tworzył piekło dla tych, którzy zadają takie pytania!” zamyka drogę takim dociekaniom. Od tamtego czasu niewielu więcej pytało, a materialistyczni naukowcy starają się ten stan rzeczy utrzymać.

Czy naprawdę jesteśmy przypadkowym produktem ewolucji w przypadkowym wszechświecie, w wyścigu donikąd, z wyjątkiem zapomnienia? A może jest jeszcze gorzej, może sam nasz umysł – nasza wiara w istnienie czegoś wyższego i pragnienie poznania tego – jest naszą największą iluzją? Czy jesteśmy potępieni przez naszą religię za zadawanie takich pytań albo wyśmiewani przez naukę za samo myślenie, że powinny one zostać zadane? Wygląda na to, że wybierać możemy jedynie pomiędzy niesmacznym żartem a błędem.

A jednak należy zadać to pytanie: dlaczego żyjemy w świecie, w którym fizyczne wymarcie jest realną możliwością? Czy naprawdę stoimy na skraju otchłani, tracąc równowagę i przygotowując się do wpadnięcia w dziurę tak głęboką i ciemną, że nigdy się z niej nie wydostaniemy?

Prawdziwa nauka – a nie entropiczny materializm, który udaje dziś naukę, stworzony i narzucony ludzkości przez patologiczne jednostki pozbawione duszy i sumienia – istnieje potencjanie, a my rozpaczliwie potrzebujemy zacząć ją zgłębiać i praktykować. Taka nauka byłaby otwarta na odkrywanie naszego świata bez uprzedzeń, włącznie ze wszystkimi zjawiskami związanymi ze świadomością – czy duchem – których jesteśmy spadkobiercą. Camille Flammarion zauważył:

„Nie waham się powiedzieć, że ten, kto twierdzi, że zjawiska spirytystyczne są sprzeczne z nauką, nie wie, co mówi. W rzeczywistości, w przyrodzie nie ma nic nadnaturalnego. Istnieje tylko nieznane – ale to, co było nieznane wczoraj, stanie się prawdą jutra”.

Victor Hugo, kolejny zwolennik naukowego spirytualizmu, powiedział: „Przymykanie oczu na zjawiska spirytystyczne to przymykanie oczu na prawdę”. Musimy wrócić do Nauki, inaczej nie ma żadnej nadziei. Sama tylko nauka jest w stanie przeniknąć tajemnice rzeczy i dać człowiekowi skrzydła, by wznieść go do najwyższych prawd. Możemy poznać Prawdę, która nas wyzwoli.

—————————–

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:
Science and Religion

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

66 myśli nt. „Nauka i religia

  1. A ja myślę,że nauka chce przejąć role różnych religii, które wszystkie maja jeden cel, panowania nad człowiekiem. Nauka , szczególnie farmacja i medycyna oraz nauki społeczne, podobnie jak religie nie są uczciwe i chodzi im głównie o to żeby człowiek nie rozumiał jaka ma władzę, bo tak naprawdę człowiek może wszystko, pod warunkiem , ze rozumie czym on sam jest.

    Dlatego uśpienie ludzi jest tak ważne, bo w sen daje im ukojenie i spokój ducha, ale nie duszy, bo dusza każdego człowieka zapewnia mu co jest jemu potrzebne dla egzystencji .Nie należy utożsamiać tego co człowiek sobie życzy, bo życzenia mogą nie być realizowane. Człowiek rozumiejący czym jest potrafi zmaterializować wszystko, trzeba tylko potrafić to robić, a z pomocą swojej grupy dusz , do której należy każdy człowiek, człowiek może osiągnąć wiele , dla siebie niewyobrażalnych zdarzeń , faktów lub rzeczy.

    Aby człowiek rozumiał kim jest musi być informowany od najmłodszych lat kim jest , co może i czego może doświadczyć. Zło i dobro stoją blisko siebie i na siebie wpływają, a rze3czywistości istnieje na świecie jakaś równowaga, z przechylami w różne strony, ale równowaga jest z grubsza utrzymywana.

    Na nauce jak na religiach wielu już doświadczyło i rozumie ich działania.

    Myślę,że przyjdzie czas kiedy skorumpowana nauka, tak obecnie religie, otrzyma to na co zasługuje, a MY nie dajmy się oszukiwać informując się wzajemnie i uświadamiając sobie kim w rzeczywistości jesteśmy.

  2. @ Stawol: religia ma się wciąż dobrze, a nauka coraz lepiej. Obie osiągnęły sukces dzięki praniu umysłów od kołyski. Jeśli wbijesz dziecku do głowy różne dogmaty i będziesz je wciąż umacniał, to takie dziecko nie zobaczy prawdy nawet na starość. Budzą się jednostki, ale z jednostek składają się narody, więc może w końcu i narody zmądrzeją.

  3. Tak Astromario, religia i nauka mają się bardzo dobrze, a przebudzonych tak naprawdę w tych siedmiu miliardach ile może być? Jeszcze niedawno bardzo mnie to „gryzło”, ale teraz wiem, że niczego na siłę nie da się zrobić (może to i dobrze). Niestety nie wiem, co sprawia, że ktoś się przebudzi, a inny nie. Myślę, że nikt tego nie wie. Obserwując moich znajomych widzę, że mimo iż się starają „obudzić”, to jednak te, jakże doskonale wpojone lęki, powodują, że teoretycznie wyrzekłszy się kościoła, naciskają na swoje dzieci, aby np.ochrzcić wnuki, rzekomo dla tradycji, ale podejrzewam, że boją się jak cholera tego obiecanego piekła dla nieochrzczonych (dotyczy to i innych tzw. „sakramentów”). Z kolei jak usłyszą, że ktoś odmawia „standardowego” leczenia, mimo iż teoretyczne wiedzą jakim złem jest chemioterapia czy radiacja, to nie mogą wyjść z podziwu, jak można być takim „nieodpowiedzialnym”. Dotyczy to też szczepień itp. Czy to „tylko” dobrze wprogramowane lęki, czy bezgraniczna wiara w autorytety, czy coś jeszcze innego? Jak to jest, że jeden to widzi, a inny da się zabić dla obłąkanych idei?!

  4. @Dana

    Myślę, że dużą i bardzo negatywną rolę wśród ludzi, odgrywa strach przed byciem „innymi” i domniemane odtrącenie przez otoczenie. Większość boi się uznania za odszczepieńców (to ma przypadkowo podwójne znaczenie) 😉 Świat jest okrutny, a nikt nie chce żyć w nim w pojedynkę… Brakuje ludziom zwykłej odwagi bycia i życia w zgodzie z własnymi przekonaniami, choćby były one najbardziej dziwaczne (w domyśle jednak słuszne)…

  5. LogoPedant:
    Myślę, że masz rację – lęk przed byciem „innym” to może być hamulec. Choć z drugiej strony, jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz, czy warto się było bać. Często ludzie szanują „innych”, choćby dlatego, że zazdroszczą im odwagi. Może i obgadują, plotkują itp, ale sądzę, że w głębi duszy czują podziw, nawet jak się do tego nie przyznają. Szkoda, że tak mało jest odważnych!!

  6. Mam nadzieję, że jest równowaga w przyrodzie i tych odważnych jest tyle samo co tych konformistów. To, że wokół siebie, wśród rodziny i najbliższych tak niewielu spotykamy jeszcze nic nie znaczy.

    Pamiętam swoje osamotnienie, kiedy zaczynałam błąkać się na tej drodze „przebudzenia”, kiedy wierzyłam w różne głupoty, jakie mi wdrażali do głowy różnej maści nauczyciele duchowi i nie tylko/ również marketingowi ;)/.

    I co? Nie zgłupiałam do reszty, a zaczęłam powoli odsupłowywać ziarno od plew.A znajomi i przyjaciele?

    Jest powiedzenie, że przyjaciel, który był i znika, nigdy nim nie był. Poznajemy innych ludzi o podobnych wibracjach, poszukujących, chłonnych prawdziwych doznań. Gdzieś tam po drodze ich wyłuskujemy.

    W necie podobnie. Na wielu blogach byłam, a w końcu zostawiłam sobie ten mój ukochany, bo mam w pigułce i zdanie mądrych ludzi o tej wielkiej polityce i o zdrowiu i o duchowej stronie życia.

  7. Poczucie bycia „innym” czyli prawo do indywidualnosci, bo przeciez kazdy z nas jest „inny” i dobrze, tez z nas w wielu wypadkach wylugowal system. Zeby nie odstawac od „normy” podjudzano nas , zebysmy siebie wzajemnie kontrolowali i kapowali na tych co sa be, a inni cacy.
    Na jednej z lekcji religii ten sam typ, co mowil,ze zwierzatka nie maja duszy, zaczal tez truc o tym , zeby zaczac sprawdzac, czy rodzice chodza do kosciola co niedziele.Raz bedac tak ambitnie podkrecona i w nastepna niedziele i chyba o tej porze obserwowalam mojego tatulke, jak robil sobie niedzielne sniadanko. Zaczelam slodko i powiedzialam :” Tata , a wiesz, ze ksiadz powiedzial, ze ty i mama macie chodzic co niedziele do kosciola, zebyscie nie mieli grzechu i zeby nam dac dobry przyklad !”

    Moj tata przerwal na chwile jedzenie sniadania i spogladajac na mnie powiedzial konkretnie tak : ” Wiesz co, ze jak ja sie caly tydzien nazapierdalam, zeby bylo za co jesc, to musze w niedziele przynajmniej wypoczac i przestan mi nadawac przy jedzeniu sniadania, bo chce miec spokoj.”
    Mamusie tez pare razy wzielam pod „obstrzal” , a ona na to zagoniona przy piecu kuchennym: ” Co to nie widzisz, ze wam obiad wszystkim gotuje i nie mam czasu na latanie do kosciola”. Dawala mnie i siostrze pare zlotych na tace, zebysmy chodzily regularnie do kosciola i zeby ludzie nie mowili, ze my to jakies antychrysty, co to nawet ich dzieci do kosciola nie chodza.

    Tak to funkcjonuje chyba do dzisiaj, ze ludzie sie wzajemnie kontroluja i wlaza z kopytami do czyjejs duszy i zycia, zeby wszystko bylo wedlug normy czyli nijakosci kazdego czlowieka. Unifikacja, jednorodnosc, monokultura czy wszystko na jedno kopyto pomaga utrzymac kontrole nad masami.

    W szkolkach tez panuja „normy” i nie wolno stawiac „glupich” pytan. Trzeba sluchac, bo za nieposluszenstwo stawiaja przykladowo do kata albo wywalaja za drzwi.
    Historia opisana w oficjalnych ksiazkach tez musi byc przyjmowana za pewniaka.

    Wprowadzono odpowiedzialnosc zbiorowa i jak jeden podskoczy, to wszyscy dostaja po lapach. Trzeba sluchac rozkazow i ubrac mundur bez szemrania w razie potrzeby (ostatnio Afganistan) i nie pytac sie dlaczego ?

    Powinnismy sie cieszyc, ze zyjemy w czasach „pokojowych” i mozemy jesc zatruta zywnosc, wdychac zatrute powietrze, leczyc sie zabojcza chemia, otrzymywac „szczepionki”, rozwijac sie „kulturalnie” przed telewizorem, czytac kolorowa prase z idealami pieknosci i meskosci, siac „zmodyfikowane” rosliny i zapomniec , jak wygladaja pszczoly i i inne stworzenia.

    Kazdy ma przeciez swoja wolnosc, bo mozna ubrac czapke moherowa i isc do kosciola, kochajacy „inaczej” moga sie oficjalnie kochac i zawierac zwiazki malzenskie, do wszelkich zboczen namawia pornografia, baby moga robic kariere zamiast rodzic dzieci i gotowac. To wszystko w ramach „tolerancji”, „demokracji” i „pokoju” oraz tzw. „prawdy”.

    Jak komus idzie cos nie tak, to moze sie nawalic winem marki wino albo innymi trunkami, specjalne odjazdy zalatwia heroina, bo marihuana to straszne przestepstwo i „prawo” czuwa nad takimi czy innymi srodkami.

    Hulaj dusza piekla nie ma, bo po nas moze przyjsc nawet potop.

    Mamy tak samo mowic, tak samo wygladac, tak samo myslec jak nam nakazuja mendia, polityka i kosciol.
    Trzeba byc porzadnym obywatelem i placic haracz w postaci podatkow oraz katolikiem i placic tacowe i inne sumki za „uslugi” kosciolka. W ogole za kazde wciskane gowno trzeba placic i nawet za powietrze , ktorym oddychamy.

    Przede wszystkim nie myslec samodzielnie, bo to juz jest herezja, odszczepienstwo czy wariactwo.
    Dla przykladu i dla odstraszenia mas stawia sie takich myslacych inaczej pod pregierzem „opinii publicznej”, wyszydza sie i niszczy po to tylko, zeby inni nie poszli ich sladem.
    Wielu „zalatwia” sie po cichu, bo po co ludzie maja za duzo wiedziec i co gorsza myslec.

    Kiedys palono „czarownice” na stosach pokazowo , a teraz „pali” sie wszystko, co nie odpowiada „normom” diabelskim i to jest inkwizycja wspolczesna.

  8. Przypomniałaś mi, jak mój przyjaciel, kolega, niezapomniany w moim sercu, wybił mi raz na zawsze z głowy donosicielstwo.
    Do szkoły podstawowej chodziłam w Kaszubskiej wsi. Kochał się we mnie taki Kazio, był starszy ode mnie jakieś dwa lata.Bawiliśmy się pięknie jeszcze przed szkołą, no ale on pierwszy zaczął edukację, z tytułu wieku. Pamiętam, jak łykałam łzy poniżenia, że ja jeszcze nie mogę się edukować. Ojciec mnie posłał wcześniej, od 6lat/ wtedy to było jeszcze wcześniej/ i dogoniłam Kazia gdzieś w trzeciej klasie. Przyjaciółmi byliśmy dalej.
    Nauczyciel Kaszub na lekcji wychowawczej truł o nie używaniu wulgarnych słów i edukacyjnie przykazał o każdym takim przypadku powiedzieć. Jaką wydrą niewdzięczną musiałam wtedy być, podniosłam łapkę i powiedziałam, że Kazio przeklinał, na psa….
    Na przerwie dał mi takie manto,m że zapamiętałam na całe swoje życie
    .
    Kazio, dowiedziałam się po latach zginął tragicznie w wojsku – przypadkowe postrzelenie przez kolegę.

  9. Dana
    ————

    Wystarczy osiem procent populacji światowej aby to wszystko naprawić. Trzeba więc poszerzać krąg rozumiejących kim są.

  10. Moi mili, a ja chciałabym wiedzieć „co” sprawia, że niektórzy ludzie się budzą. Co powoduje, że przestają się bać i zaczynają myśleć samodzielnie, wchodzą na ścieżkę poszukiwacza nie przejmując się tym, co powiedzą inni.
    A 8 procent z 7 miliardów to jednak wciąż olbrzymia liczba.

  11. Dobrze jest Was poczytac:)

    ——————————-
    Do wiary,wiedzy, dodalabym najwazniejsze—-wyobraznie w tym jest moc.
    ———————————
    Czlowiek nigdy nie bedzie czul sie samotny-inny* , gdy bedzie umial byc sam ze soba,bo to jest sztuka–kochac siebie to kochac ludzi.
    ——————————–
    Eliszka dubluje moje………..mysli:)

    Pozdrawiam:)

  12. Dana 61
    Trudno powiedzieć co. Ale kryteria są – według mnie – co do zasady, trzy.
    Pierwsze, od urodzenia czujesz, że „coś jest nie tak”. I dociekasz, a jak jesteś dostatecznie silny i wytrwały, przekraczasz graniczny próg percepcji i zaczynasz werbalizować, sam przed sobą, mechanizmy tego, co cały czas było i jest zadrą.
    Drugie, zdarzenie traumatyczne, które Twoje życie pcha ku poznaniu. Zmieniasz cały swój światopogląd, i dązysz do poznania.
    Trzecie, jako osoba nie naznaczona od urodzenia i poza traumą, tzw. los lub zwykła ludzka dociekliwość (czasem inspirowana przez środowisko), powoli i systematycznie zbliżają Cię ku łagodnemu „obudzeniu”.
    Tak to w skrócie wygląda.

  13. Ja chyba jestem raczej nietypowym przypadkiem, ponieważ mnie nie uczono wiary w żadne dogmaty. Mogłam czytać co chciałam, a nawet rozmawiać z rodzicami o „dziwnych” rzeczach. Wprawdzie mój ojciec był racjonalistą i wyśmiewał się ze zjawisk niewyjaśnionych, ale jak się go przycisnęło do muru potrafił myśleć niekonwencjonalnie. Od początku czułam, że coś się tu nie zgadza, ale nie miałam większych problemów z porozumiewaniem się z otoczeniem – miałam jakieś takie dziwne szczęście, że trafiałam na „nawiedzone” koleżanki, z którymi mogłam rozmawiać o dziwnych rzeczach. Bardzo wcześnie zaczęłam kolekcjonować prasę parapsychologiczną, książki o zjawiskach niewyjaśnionych, pisma o UFO, a teorie spiskowe zawsze mnie fascynowały. Bardzo szybko stało się dla mnie jasne, że to nie żadne „teorie”, lecz autentyczne spiski. Żeby było zabawniej Iluminaci zawsze ujawniali ciemne sprawki, nie tylko w filmach sensacyjnych, ale w normalnej telewizji, trzeba było tylko być nocnym Markiem i oglądać filmy dokumentalne, które nadawali koło północy. Z tych filmów można było się dowiedzieć, że np. JFK nie został zabity przez Oswalda i że całe śledztwo to była wielka lipa. Do dziś takie ujawniające prawdę programy lecą np. na Discovery. Wprawdzie zawsze są komentowane jako spekulacje, na które nie ma dowodów, ale dowody są w nich wywalane kawa na ławę, więc inteligentny człowiek wyciąga z tego właściwe wnioski, a uśpiona owca i tak uwierzy w końcowy komentarz, który zaprzecza oczywistym faktom. Wydawano też książki, np. „Protokoły mędrców Syjonu”, mam taką, wydaną przez jakieś dość renomowane wydawnictwo. Oczywiście połowa książki to kretyńskie bredzenia Żyda Tazbira, ale nikt nie może mnie zmusić do czytania tego bełkotu, więc go tylko przejrzałam, wyłapałam kłamstwa i z czystym sumieniem zamknęłam.

  14. Rozwijajmy dar intencjalności.
    Jesteśmy istotami duchowymi doświadczającymi, płynąc naszymi rzekami życia.
    Nie wolno wykorzystywać dorobku w poznaniu tajemnicy życia tych, którzy próbowali odkrywać ją przed nami,

    Nie zapominajmy, że musimy iść cały czas do przodu.

    To nadzieja i optymizm związany z nauką, że w końcu wydostanie się z tego pudła, w którym ortodoksyjnie utknęła i będzie mieć pełny udział w odkrywaniu cudownej przygody, podróży w uczeniu się kosmicznych Praw Natury.

    Jeśli coraz więcej nas potrafi stworzyć bardziej inteligentny dialog ze świadomym wszechświatem – nie da się nie zauważyć więcej rozwiązań na genialnym poziomie dla chorób, cierpienia. wojny, architektury. bankowości i globalnej polityki.

    polecam film na youtubie – Kwantowa komunikacja

  15. nie wolno nie wykorzystywać, trzeba wykorzystywać dorobek, ale cały czas iść do przodu, bo wszystko jest zmienne, w tym nasze umysły, odczucia….

Nie mam żadnego wpływu na to, że komentarze stałych bywalców bloga lądują w moderacji! Proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s