Kotek

Uff, ale się dziś najeździłam rowerem… Najpierw objechałam 2 supermarkety, a potem wybrałam się jeszcze do Marcpolu po arbuza i melony, a to trochę daleko ode mnie, na szczęście przez większą część drogi jedzie się fajną ścieżką rowerową przez lasek. Deszczyk zaczął kropić, ale co mi tam deszczyk, zachciało mi się melona, więc kręcę dalej. Nagle prawie pod koła wskoczył mi malutki, czarny kotek. Był naprawdę malutki i jakoś tak dziwnie się plątał po ulicy, która jest dość ruchliwa, a co gorsze samochody grzeją tam szybko, bo teren jest niemal niezabudowany. Zsiadłam z roweru i patrzę na tego stworka, a on przymilnie defiluje przede mną, zerka zalotnie i miauczy. Wyciągnęłam rękę, nie uciekł, lecz podszedł ją obwąchać. Chodził mi wokół nóg, więc rozejrzałam się wokół: po jednej stronie las, a w nim tylko nowy sklep komputerowy, chyba jeszcze nie otwarty, po drugiej stronie wielki magazyn z cegłami i dachówkami, ni żywego ducha ani domu, z którego ten kotek mógłby wyjść na wycieczkę.

Podrapałam się za uchem i myślę sobie, że mam dwa dwuletnie drapieżniki w domu, wiec jeśli wezmę tego malca, to go zjedzą żywcem. A zostawić go w tym lesie, przy ruchliwej ulicy nie mam sumienia. Komary tną jak wściekłe, deszczyk leje się na głowę, co tu robić, kogo by tu uszczęśliwić tym kotem? Pomyślałam o pierworodnym, który od roku mieszka z tatą. Poprzednio mieszkał ze mną i z kotami i teraz trochę za nimi tęskni. Ale to daleko… No ale przecież nie zostawię kociaka na jezdni. No tak, ale jak go wziąć, skoro nie mam transporterka, a nie wezmę go pod pachę, bo się wyrwie i ucieknie. Co tu robić???

W końcu pogrzebałam w torebce, znalazłam tam torbę na zakupy lekko ażurową, złapałam kota (od razu zaczął mruczeć) i buch do torby. Oczywiście kot zaczął wyłazić, bo nie dało się tego szczelnie związać. Podumałam i związałam torbę jak worek reklamówką, mocno zacisnęłam, żeby nie wylazł i w drogę do syna. 2,5 stacji kolejki podmiejskiej, bocznymi drogami, po wybojach, bo nie chciałam, żeby mi ewentualnie wypadł na jezdnię, gdyby się z tego worka wymotał. Kot darł mordę wniebogłosy przez całą drogę, ale na szczęście z powodu deszczu wszyscy się pochowali w domach, bo ktoś mógłby mnie oskarżyć o znęcanie się nad zwierzętami. Pomyślałam, że skoro się tak drze, to znaczy, że żyje i że się nie udusił.

W końcu zdyszana i spocona dojechałam na miejsce, walę do drzwi, wychodzi mój były, zdziwiony, i pyta, co mnie sprowadza. Na to ja, że przywiozłam im kota w worku. Zdziwił się jeszcze bardziej, a ja wchodzę do pokoju syna z tym workiem i mówię, że w worku jest kot. Syn wybałuszył oczy ze zdziwienia, a ja w tym czasie rozwiązałam worek i wypuściłam krzykacza.

Kot natychmiast uznał ten dom za własny. Nie bał się i nawet nie próbował się chować po kątach. Wylazł z torby, bardzo zadowolony, obejrzał swojego nowego pana, zajrzał po łózko i popędził prosto do kuchni. Tam znalazł masło na stole i od razu chciał je wyżreć, ale mu nie dali (niedobrzy ludzie). Na szczęście najmłodszy, wyprowadzając się, zostawił kuwetkę, miseczki, a nawet trochę kocich chrupków, więc zaraz nakarmiliśmy głodomora (wygląda, że nie jadł od dawna).

Wróciłam do domu skonana i spóźniona (2 stacje kolejki z powrotem), po drodze kupiłam gotową pizzę, bo nie miałabym czasu na gotowanie i zjedliśmy obiado-kolację, zwaną u nas „kolbiadem”. Spytałam pierworodnego przez gg co z kotem, a on napisał, że kot czuje się całkiem zadomowiony i non stop mruczy.

91 myśli nt. „Kotek

  1. Od dnia, w którym dobry Bóg stworzył koty domowe aż do dziś nikt nie badał kotów na obecność wirusa HIV, a mimo to koty istnieją nadal. Te rzekomo chore, wzięte z ulicy nie wyzdychały, a co więcej na oko są nie do odróżnienia od zdrowych. Gdyby rzeczywiście była epidemia i ta rzekoma choroba byłaby śmiertelna, to gołym okiem byłoby widać, że koty są chore i masowo padają. Ktoś wymyślił pewnie „genialny” sposób pozbywania się bezpańskich kotów bez wzbudzania fali protestów. To samo było z drobiem, a co gorsze z łabędziami w czasie rzekomej ptasiej grypy. Puszczono z torbami hodowców i przed kamerami bawiono się w gazowanie ptaków, zupełnie legalnie i była świetna zabawa. Władza upaja, jak wino. Człowiek u władzy może wszystko, a owce nawet nie powiedzą beeeee.

  2. Przeczytałam ten artykuł o kocim HIV i wszystko jasne:

    Schronisko w Poznaniu musiało zakupić specjalne, drogie testy

    wyprodukowane przez Big Pharma.

  3. Musze od razu wrzucic teraz moje „trzy grosze”! Oczywiscie,ze to nastepna bujda z tymi testami i robienie kasy i zabijanie niewinnych stworzen i sprawdzone juz na wystraszonych ludziach juz od dawna (np.Aids) ! Uwaga! Wyskoczyli juz z „cudowna” szczepionka na osiem roznych „ciezkich” schorzen u kotow,psow i zdaje mi sie dla bydla tez ! Zaraz doczytam w internecie,ale z tego co zdazylam przeczytac, to wiem z komentarzy ,ze jest to totalne swinstwo i zwierzaki po tym dopiero choruja, a nazywa sie to nalkowo Enduracell 8 ! Przyszedl liscik od weta z taka pomaranczowa i rzucajaca sie od razu w oczy okragla nalepka „wazne”! Tak k…a wazne,tylko dla kogo,zeby sciagnac kase i zabic tym swinstwem nasze zwierzaki, jakby im dzieci jeszcze bylo malo!

  4. Świat zszedł na PSY. To tak pół żartem, pół serio… 😦

  5. Pingback: Kompleks jot – czym właściwie jest? Tekst wielowątkowy « Kefir 2010 – New World Order Resistance

  6. …ten blog chyba też. od dawna nic nie było a na pożegnanie „kotek”…

  7. mam wrazenie ze ten blog umarł albo został tak naprawde zlikwidowany bo wyglada jakby waleczna Astromaria przeszła lobotomię i usunieto jej nieprawomyślne dla władz poglady i zaszczepiono kociarstwo bo tekścik o kotku pasuje jak pieść do nosa do charakteru bloga takiego jakim był przynajmniej do tej pory…albo ja zastraszyli i tyle…a taki był fajny….a teraz …. dobrze że o kocie a nie o sposobach na plamy bo całkiem by przysżło sie załamac…a niereligijna udaje taka niekumatą że nie widzi tej drastycznej zmiany?

  8. Zdziwona Mocno:

    A ja nie widzę żadnej drastycznej zmiany. Czytam tego bloga od 2005 roku i znam Mayę na tyle, że rozumiem, iż każdy może chcieć odpocząć od zangażowania i napisać o czymś, co pozytywne. Już niejeden raz w historii tego bloga były takie „przerywniki”. Może dla Ciebie tekst o kotku nie pasuje do charakteru autorki, ale dla mnie pasuje. i teraz możesz się kłócić ile wlezie. To nie jest żadna drastyczna zmiana, tylko znudzenie ciągłym powtarzaniem prawd, których i tak nikt nie słucha – jak dla mnie.

    Maya mogłaby napisać o wypiekaniu chleba (jak już pisała), o awarii kompa (również), a także o wycieczce do Otwocka – i co, straci w twoich oczach? Wszystko, co napisała wcześniej, jest dostepne w archiwum – ja nie rozumiem, po co coś dodawać? Chcesz poznać opinię autorki bloga na temat wszystkich aktualnych wydarzeń, bo inaczej nie będziesz wiedziała sama co o nich myśleć?

  9. @Gbur

    Może Ty masz swój blog, na którym mógłbym znaleźć interesujące rzeczy? Masz gburze?

    @Zdziwiona Mocno

    Jezuuuu…. Ludzie! Wakacje są! Astromaria nie jest dyżurnym kraju w dekonspiracji spisków. Sami coś napiszcie…

  10. Wybaczcie ale mam bojowy nastrój 😉

    @ Zdziwiona Mocno

    1. Nie ma obowiązku czytania

    2. Nikt tu nikomu nie płaci za to, że coś na blogu pisze/zamieszcza, jest to jedynie kwestia dobrej woli i weny twórczej właściciela bloga

    3. To nie jest jedyny blog na tematy niepoprawne

    4. W jaki cudowny sposób jeden człowiek ma pisać o wszystkim? Nawet gdyby Astromaria była na półtora etatu, to by nie dała rady

    5. To właściciel decyduje, co wrzuca na blog, to chyba oczywista oczywistość

    6. Załóż swojego bloga (są darmowe!) i zacznij pisać, skoro inne ci nie odpowiadają, dasz wszystkim przykład a przy okazji poczujesz smak tej „pracy” 😀

  11. Całe lato lało i było zimno, a w ostatnich dniach sierpnia przygrzało. Robię sobie ZASŁUŻONE wakacje. Leżę, dłubię w nosie, ziewam i przewalam się z boku na bok. A jak wrócę wrzucę tu coś bardzo, ale to bardzo pozytywnego. Wygląda na to, że psychopaci jednak mogą połamać sobie zęby, bo ludzkość to zbyt wielki kąsek, żeby można było go połknąć jednym kłapnięciem szczęki. Na ra!!!!

  12. ale agresywni jestescie…normalnie poczułam sie jak kociak w stadzie wkurzonych psów….mój post był hołdem dla bezkompromisowości gospodyni a rzuciliscie sie na mnie jak jacys uczuleni… czy by móc sie tu odzywac musze byc jak członkini koła gospodyn wiejskich? identyczna z innymi? Gospodyni bloga od dłuzszego czasu jest dla mnie wzorem odwagi i ten post zbyt mocno odbiegał od poprzedniego zaangazowania i energii – był jak przemiana we wspomnianych wczesniej Żonach ze Stepford. Dlatego jestem zdziwiona mocno. Nie mozna wytłumaczyc zamiast od razu sie wyrapiac? Samozwańczych rzeczników prasowych w najgorszym możliwym stylu wypowiadajacych sie za nią gospodyni bloga wcale nie potrzebuje. Dlatego uspokojona ( w necie przejecia blogów i zamykania ciekawych stron sie nasiliły stąd moje obawy) zycze Pani Marii spokojnego odpoczynku. Doceniam odwagę ludzi prowadzących blogi takie jak ten i lubie poznac opinie ludzi inteligentnych na biezące wydarzenia a nie tylko byc ich echem w komentarzach z obawy przed zbanowaniem – prawdziwa cnota krytyki sie nie boi i świetnie sobie z nią radzi bez stada pochlebców

  13. @ zdziwiona mocno: jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie – to prosta zasada. Jeśli wchodzisz gdzieś nabuzowana agresją, to masz jak w banku, że ktoś na to zareaguje i ci przywali w nos. Nie pojmuję, jak może cię razić to, co ci napisali inni, skoro sama nie masz zwyczaju przebierać w słowach i zachowujesz się słoń w składzie porcelany? Przeczytaj uważnie, co napisałaś:

    wyglada jakby waleczna Astromaria przeszła lobotomię i usunieto jej nieprawomyślne dla władz poglady

    dobrze że o kocie a nie o sposobach na plamy bo całkiem by przysżło sie załamac

    a niereligijna udaje taka niekumatą że nie widzi tej drastycznej zmiany?

    O sposobach na plamy było w tym blogu, musiałaś czytać nieuważnie, skoro nie zauważyłaś. Dyskutowaliśmy, jak je wywabiać bez użycia agresywnej chemii gospodarczej.

  14. PS. Co do zamknięcia mojego bloga, to spoko. Gdybym miała go zamknąć zrobiłabym to dawno temu, bo kiedy zaczynałam pisać bardzo się przejmowałam atakami na moją osobę i na moje poglądy. Był nawet czas, kiedy starałam się pisać tak, żeby nie wkurzać racjonalistów, ale w końcu dotarło do mnie, że postępując w taki konformistyczny sposób nie odgrywam żadnej roli w blogosferze. Blogów o dupie Maryny jest bez liku i nie potrzeba więcej. Piszę po to, żeby wyrażać siebie, a nie po to, żeby składać hołdy politycznej poprawności i ograniczonemu przez klapki na umyśle światopoglądowi. Od 2001 roku dużo się nauczyłam (przede wszystkim tego, żeby nie płakać, że „nikt mnie nie lubi”), ale po tylu latach mam coraz częściej wrażenie, że pisałam już o wszystkim, a nie lubię się powtarzać.

  15. Dzięki AstroMarii sito na trolle jest tutaj skuteczne, toteż próbują włazić sposobem, np. na „Zdziwioną mocno”, czy „Gbura”..
    Zaiste, byłyby to niebywałe „hołdy” dla Autorki, gdyż imputuje się jej lobotomię i pokrzykuje (zapewne z ukrytą nadzieją), że blog „umarł albo został zlikwidowany”.
    Wyzwiska pod naszym adresem też nie zastąpią znajomości rzeczy – tj. zasobów niniejszego bloga, które są obszerne, cenne i wzbogacają każdy umysł – pod warunkiem, że jest otwarty.
    Otóż oni nie są czytelnikami tego bloga, gdyż świetnie wiedzieliby, że ich czepianie się jest bezzasadne.
    A na dyskusje z trollami szkoda czasu i atłasu.

  16. Mam wrażenie, że pojawił się nowy rodzaj trolli: troll „adorujący”. Podobny objawił się w blogu o chemtrails.

  17. a propos/ jak mawia pewna znajoma pod wpływem / czy wiecie co to jest?

    Śpiewa, tańczy, recytuje, daje d… i gotuje… podpowiem – Koło Gospodyń Wiejskich 🙂

  18. zdziwiona mocno ….marna z Ciebie intrygantka,

    takie teksty jak ten :
    a niereligijna udaje taka niekumatą że nie widzi tej drastycznej zmiany?
    nie podnosza mi cisnienia, jestem ambitna inaczej

    raz prowokujesz ubolewajac, ze Astromaria zawiodla Cie tematem o kotku, a teraz gdy stanelismy ramie w ramie po stronie autorki i wlascicielki strony,Ty chcesz wzbudzic nasze poczucie winy, utozsamiajac sie z kotkiem sierotka, ktorego „odpychamy”.

    Swoim pisaniem, nie jestes podobna do kotka ! raczej do natretnej muchy „sraluchy”.

  19. @Zdziwiona Mocno
    No…, naprawdę… Daruj sobie…

    @Hovara
    Rzeczywiście czeba Ci odpoczynku, he, he, he… Czy na Twoim parapecie nie znalazłoby się trochę miejsca dla mnie? Nie jestem wymagający…, 3 razy dziennie poprosiłbym jedynie o filiżankę kawy… :mrgreen:

    @Eliszka
    Ja to bym się do takiego KGW chętnie przyjął, ale nie ze względu na wymienione przez Ciebie czynności, tylko dla atmosfery i kosztowania przysmaków lokalnych… 😉

    @Niereligijna
    Daj spokój tym zaczepkom. Rzuć nam lepiej jakąś opowieścią z Hameryki. 😉

    P.S. A tak w ogóle to od dwóch tygodni nie jem mięsa i powiem Wam, że czuję do niego coraz większe obrzydzenie. Wczoraj w sklepie spożywczym stała przede mną kobieta i kupowała wielką paczkę kiełbas na grilla (chyba z 10 kg), a ja patrzyłem na te zmielone truchła i myślałem, że zwymiotuję…

  20. z hameryki i o kotku…
    sprzatalam kiedys u ludzi ktorzy mieli dom jak komin , tzn zabudowa szeregowa, strasznie waskie, duzo schodow, w sumie 4 pietra do sprzatania. Mieli kota, nie wiem czy kot czy kotka, ale charakterek dziwny. Kot atakowal gosci, przez jakis czas sporadycznie, ale z czasem zaczelo sie nasilac. Wzasadzie i ja mialam regularnie goscinne wystepy co dwa tygodnie wiec wlasciciele domu i kotka zadecydowali ze kotek bedzie zamykany w szafie na czas mojego sprzatania. Nie martwcie sie sytuacja kotka, szafa byla wielkosci malego pokoju w polskim standarcie mieszkaniowym. Kiedys klientka zadzwonila do mnie i pyta czy moge u nich sprzatac gdy oni wyjada na Jamajke na 4 dni? i ze wracaja tego samego dnia wieczorem, kiedy ja bede sprzatac. Tylko jest jeden problem, nie moga kota zostawic w szafie na te kilka dni, wiec zapytala czy bedzie ok jesli kot bedzie lazil po domu?
    hmmm…moze jakos przezyje.
    Nadszedl dzien sprzatania, otwieram drzwi od ich domu i wchodze… kotek siedzi na dywanie w przedpokoju i patrzy na mnie….hmmm nic szczegolnego , ale wyglada jakby nie mial uszu. Stoje jak posag, boje sie ruszyc. W mojej glowie tysiac mysli, musze zrobic krok dalej i wyciagnac prawa reke do pudelka po lewej stronie na scianie bo swiatelko mruga, wchodzac uaktywnilam alarm, teraz musze wcisnac kod, bo inaczej alarm sie wlaczy i przyjedzie policja….mam z policja juz duzo doswiadczenia i pewnie rekordowa ilosc raportow, jeden wiecej nie robi roznicy (gdy sprzatam, lubie do domow miec tylko klucz, nie chce znac kodow alarmow, wtedy gdy cos sie stanie, albo klient wyjedzie, to bedzie mial pewnosc ze nie bede buszowac w jego domu bez jego lub jej wiedzy, ale moi klienci czesto zapominaja nie wlaczac alarmu w dniu kiedy sprzatam) ….ok ale jesli przyjedzie policjant to bedzie w tej samej sytuacji co ja, tez ten potwor bedzie chcial go zaatakowac tylko tyle, ze policjant ma bron!!!! ok musze zaryzykowac, wcisnelam szybko numerki kodu, wlaczylo sie zielone swiatelko…potwor bedzie zyl, ale sie na mnie nadal patrzy jak zboj i nadal nie ma uszu. Nie ma szans na sprzatanie ….teraz musze sie wycofac, ale rakiem, dobrze wiem, ze jesli sie tylko do niego odwroce plecami to zaraz skoczy na mnie.
    Wycofuje sie, niby maly przedpokoj, a teraz wydaje mi sie ogromny….jeden ruch…otwieram drzwi i wyskakuje…w tym samym czasie widze jego lape miedzy drzwiami a rama na wysokosci mojej twarzy, zatrzasnelam drzwi i zamknelam na klucz….uffff niech sobie po Jamajce posprzataja sami.
    Zadzwonilam do nich wieczorem i przeprosilam, ze nie posprzatalam, zapytalam tez czy nie uszkodzilam kota tymi drzwiami, ale okazalo sie ze nie.

  21. Super kot stróżujący, lepszy od psa! Żaden złodziej do domu nie wejdzie. Kiedyś w TV pokazywali takie dzielne zwierzaki, które obroniły dom przed napadem. Było wśród nich kilka kotów. Jedna babka opowiedziała, że spała sobie spokojnie, a kot spał w nogach łóżka. Nagle kot zerwał się na równe nogi i popędził na dół. Po chwili rozległ się jego potworny wrzask i wielki huk, jakby coś ciężkiego upadło na podłogę. Przerażona kobieta pobiegła zobaczyć co się dzieje i zobaczyła swojego kota najeżonego jak szczotka, leżący na podłodze telewizor i zwiewającego w panice złodzieja. W serii o rasach kotów jeden dumny właściciel kota opowiedział, że siedział sobie z laptopem, a obok siedział kot. Nagle pobiegł do niego złodziejaszek, który chciał mu wyrwać laptopa, ale w tym samym momencie kot z wrzaskiem skoczył mu prosto w twarz i złodziej zwiał. Brawo koty!!!

    Wczoraj poszłam odwiedzić kotka i zobaczyć, co u niego słychać. To najdziwniejszy kot, jakiego mieliśmy do tej pory. Wszystkie nasze koty były strachliwe (kiedy ktoś wchodzi do domu koty natychmiast się chowają), a ten nic sobie nie robi z obecności obcych w domu. Kiedy weszłam jadł sobie spokojnie i wcale nie myślał przerywać uczty, potem bawił się nie zwracając na mnie uwagi. U weta też się nie bał. Dał się macać, miętosić, a nawet spokojnie zniósł zastrzyk – zamiast drapać koniecznie chciał zobaczyć strzykawkę. I z ciekawością zwiedził cały gabinet.

  22. Astromario – nie jestem trollką – raczej naprawde zainteresowana i myśląca osobą szukajaca wiedzy i słuchajaca wszystkich a wyciagająca wlasne wnioski – mam po prostu jedna wade – mam problemy z „integrowaniem sie z innymi „- po prostu działaja mi na zeby wszelkie partie, stowarzyszenia,komuny, sekty, kółka wzajemnej adoracji i lukrowane chórki pochwalne – odczytałam zmiane charakteru bloga jako przejęcie bądź zastraszenie przez słuzby -i chwała bohu że sie myliłam, a po tym ataku po prostu nie wiem co mysleć – posadzenie o trollowanie tylko dlatego że zdziwiła mnie wolta tematyczna? i ten atak? naprawdę dziwnie sie człowiek czuje gdy jest tak atakowany… jestescie zwarta grupa przyjaciół i nie dziwie sie że rycersko rzuciliście sie do obrony ale ataku nie było. Akurat dziekuje Astormarii za istnienie tego bloga – a odczytywanie jako agresywne pewnych sformułowan świadczy tylko i wyłacznie o tym ze jestesmy juz tak nasiaknieci polityczna poprawnoscią wypowiadania sie, że czasem strach uzyc barwniejszych sformułowań by nie byc posadzonym o bycie agresywnym( stara jestem, duzo czytam i mam naleciałosci z róznych środowisk i rózne sformułowania mi sie przytrafiają a czasem i gospodyni bloga nie przebiera w słowach( czyż nie?) co akurat mnie sie podobało). Coraz czesciej stykam sie z tym ze pewne normalne niegdys sformułowania we współczesnym świecie sa źle odczytywane – słowo „niekumata” bardziej widac razi niz nazwanie kogoś pozytecznym idiotą, owca lub baranem itp( uzywane na tym blogu przez wiele osób ) Astromario dziekuje Ci za blog.

  23. @Zdziwiona Mocno

    Znający ten blog, do których ponoć się zaliczasz, nie mają podobnych odczuć przy żadnej z notek Marii, choćby dotyczyła kupy kotka. Odczuliśmy (choć mogę pisać jedynie we własnym imieniu) arogancję z Twojej strony i niegrzeczność w postaci braku, choćby zdawkowego „dzień dobry”. Jakieś zwyczaje obowiązują, zatem pisząc pierwszy post na tym forum, mogłabyś się chociaż przywitać, a nie od razu rościć pretensje do Marii za odmienne tematy wpisów, a później do nas/czytelników, że występują w jej obronie… Na tym blogu panuje przyjacielska atmosfera i nie tylko Maria o nią dba, ale my także. Internet jest pełen chamstwa i napastliwości, więc nie dziw, że bronimy tej oazy spokoju i mądrych treści… Napisałaś komentarz napastliwy, a że „Co zbierzesz to posiejesz”, otrzymałaś zwrotnie podobne emocje…

    P.S. Myślę, że szkoda czasu na pochylanie się nad „ty”, „ja”, „oni”, taki, sraki, owaki, bo na świecie są o wiele ważniejsze sprawy, choć dusza kota, uratowanego przez Marię… 😉

  24. mam pytanie …..czy ktos z Was wie jak dlugo trzeba karmic kota ziemia okrzemkowa, zeby przestal miec tasiemca( pewnie kilka sztuk), Wiem juz jaka dawka, ale nie wiem ile czasu, nigdzie nie ma informacji. Dostalam troche tej ziemi od klentki, ona powiedziala ze tez mozna od czasu do czasu pudrowac kota zeby nie mial pchel. Maly Kajtek ma robaki, ale ta ziemie mieszam mu z mlekiem skondensowanym a potem ze zwyklym kozim i pije bardzo chetnie. Tak naprawde to nie lubie chodzic do weta, bo mnie znowu bedzie strofowal ze kota na dziwne nowe choroby nie zaszepilam. Rozmawialam z inna klientka i ona mi mowila ze jezdzila do weta w innej pobliskiej miejscowosci i oni nie byli za szczepieniem bezopamietania zwierzat. Jak sie dowiem dokladnie gdzie to zmienie weta.
    W czasie gdy to pisalam , moj maz poszedl pospacerowac z papierosem i przylapal Kajtka jak sie ze skunksem goscil przy papierowej miseczce, na ktorej wczesniej dalam jesc bezdomnej kotce ktora jest przypuszczalnie matka Kajtka bo z daleka wyglada jak on i ma tez biala mordke i czarne usta. Wczoraj i ona dostala dawke tej ziemi okrzemkowej. Zaraz poszlam i ja zobaczyc co ten Kajtek ze skunksem wyprawia, kajtek byl przy misce a skunks wyszedl ze smietnika przez dziure, gdy on podchodzil do miski to Kajtek odszedl. W latarce mam swiatlo laserowe tez to przelaczylam i zwabilam Kajtka do domu, bo ja juz nie wiem na jakich oni sa ukladach, moze skunks by sie na mnie wkurzyl ze mu towarzysza porwalam i by mnie opryskal….;)
    Ok jesli ktos wie z Was wiecej o tej ziemi okrzemkowej to prosze o informacje.

  25. @LogoPedant
    Miejsce na parapecie jest, ale jakbyś się na nim połozył to już by dla kota nie starczyło 😉
    Uu, a kawke robię przednią z ekspresiku – mam taki ekspres na gaz.
    Na drugie wakacje mozemy zrobić sobie zjazd, mój kuzyn ma małą chatkę nad rzeką Wartą (Załeczański Park Krajobrazowy), woda jest, prąd też, wychodek niestety na dworze (taki z serduszkiem ;-)) Polana duża otoczona drzewami klimat kameralny, na której można rozbić namioty.
    Czym blizej natury tym lepiej ;-). Ostatnio w Kamionie rzeka Warta się oczyściła. Jak sie nic nie zmieni na drugi rok i będziecie chętni to pogadam z kuzynem, napewno odstąpi mi domek na parę dni. http://www.dspk.pl/zpk/zpk_galeria5.htm
    Pisałeś, że remontujesz mieszkanie. Ja tez muszę zacząc bo tapety mam w strzępach odkąd mam kociaka. Muszę wymyślić jakies drapaki dla niego. Tapety niestety juz nie przykleję. Mam duzy pokój i kuchnię do remontu. Jeszcze przed paroma laty robiłam remont sama, teraz nie wiem czy starczy mi siły. Moje mieszkania maja trzy metry wysokości. Jest to plus, bo jest dobre powietrze, nie odczuwam, że mieszkam w „szufladzie” lepsza cyrkulacja powietrza. Minus bo duża powierzchnia do malowania.

  26. @NIereligijna
    Nie mam dla Ciebie rady odnośnie tasiemców, ale przy okazji Twojego pytania, podrzucę wartościowe informacje na temat odkłaczania sierściuchów 😉 . Zakłaczenie bywa równie niebezpieczne…

    @Ehovara
    W takim razie dziękuję, ale nie będę swoim cielskiem zajmować miejsca istotom, dla których słoneczny parapet jest ważniejszy… 😉 Ja wiem, że wszyscy się spotkamy, bo widziałem nas kiedyś w umyśle przy dużym ognisku, właśnie na jakiejś polanie, otoczonej drzewami. W temacie remontu polecam zrezygnowanie z tapet, bo mogą być niezdrowe, a ich klejenie to mordęga. Pomaluj sobie całe mieszkanie. Tak będzie prościej i na pewno taniej. Drapaki możesz zrobić z pieńków, tyle, że trzeba by je przytaśtać do chałupy 😉 . Możesz także kupić jakieś podesty z drewna dla kotów, które będą na pewno chętnie drapane. Moja kotka ma stary stołek barowy, który ma tak odrapane nogi, że zastanawiam się jak jeszcze stoi. 😉 Kiedyś miała na jednej ze ścian specjalny materiał, po którym się wspinała…

    @Eliszka
    Nadciśnienia nie wyleczy się (nie zbije) żadną tabletką, ani specyfikiem, ale Ty to wiesz. Nadciśnienie, oprócz oczywistych przyczyn psychicznych jest także wynikiem zrujnowanego zdrowia i to rujnowanego przez długie lata. Najbardziej skutecznym środkiem na nadciśnienie jest zmiana diety. Może spróbujesz namówić małżowinę 😉 do kuracji olejem lnianym (kwasy Omega 3)? Ta dieta czyni cuda i właśnie ją rozpocząłem 2 tygodnie temu, jednocześnie zaprzestając całkowicie jadania mięsa… Polecam! To Twoje jeżdżenie po szpitalach może być również niebezpieczne dla Ciebie. Takie miejsca są wręcz przepełnione wygłodniałymi bytami o niecnych zamiarach. Pamiętaj proszę, że mieć czujność i Światło wokół siebie i bliskich…

  27. Logopedant dziekuje Ci za ta”strone”, nie wiem czy moje koty maja klopoty z sierscia w przewodzie pokarmowym, bo duzo czasu spedzaja na dworzu i wzasadzie tam sie wyprozniaja ew kaszla, na balkonie mam ogromny perz w doniczce (teraz wyglada jak centrala nasiennictwa 😉 ) i duzo kocimietki, wiec moje i osiedlowe koty, maja dostep do radosnych witamin.

  28. Logo, chłopaku zaczynam dzień zabezpieczeniami na wszystkich możliwych poziomach, nie tylko przed wejściem do szpitala ale nawet przed wejściem do pokoiku tatusia. Przede wszystkim to się nie boję.

    Co do męża i proponowanej diety – ma zrujnowane zdrowie lekami, 15 lat dializ, jeden nieudany przeszczep, drugi 11 lat temu przyjęty, więc cały czas na lekach przeciw odrzutowych, na nadciśnienie, żołądek i sama nie wiem jeszcze na co. Sam pilnuje tych swoich tabletek, bo moje zainteresowania są ignorowane, że się nie będę wyrażać. Mnie nie dotyczy choroba nerek, a przeczytałam wszystko, co możliwe na ten temat, on łyka leki.
    Mam olej lniany, mam siemię, no i co, mam przekonywać?

    Mięsa w moim domu praktycznie nie jemy, tylko, jak dzieci przyjeżdżają, czy goście.

  29. Eliszko, dziewczyno 😉 , ja wiem, że Ty wiesz, jeno zawsze jakieś słowo, każdy z nas do drugiego czyni, bo wiedzę uzupełniamy… Ech, przytuliłbym Cię bez podtekstów, bo mi Cię po prostu żal… Dzielna z Ciebie kobieta jest. Kotów więcej zaproś do domu, to może odczynią „czary”… 😉

  30. Zagladam tu dzisiaj wielokrotnie i widze,ze moge sie podzielic moimi doswiadczeniami z zycia z kotami.Porady dla „kociarzy”..Na tasiemca i inne robale cudownie dziala olej z pestek dyni. ( U ludzi zreszta tez).Na pchly pomagaja drozdze drobno pokruszone i rozsypane na jedzonku i ten olej tez mozna na jedzonku kocim podac.Zaczelam szukac i znalazlam te porady w internecie i przestalam oczywiscie kupowac i podawac chemiczne preparaty dla zwierzakow,ktore sa produkowane przez te same firmy produkujace „leki” dla ludzi.Aha! Drozdzy dla siebie na talerzu nie rozkruszam, bo nie mam pchel i wole lepiej piec chlebek.Woda dla kotow jest przegotowana i z odrobina natronu.Roztocza w uszkach zniknely u mojej jednej kotki z ta przypadloscia po czyszczeniu patyczkami usznymi nawilzonymi aktywowanym roztworem kropli MMS.Tapety tez kociatka lubily zdrapywac w poprzednim miejscu zamieszkania , gdzie tez myslalam z przerazeniem o zrywaniu i kladzeniu nowych tapet.Pewna cudowna osoba z imieniem Lucia ( Swiatlo) oswiecila mnie mowiac,ze wcale nie trzeba nic zrywac i klasc nowych tapet,tylko zamalowac pedzlem z biala farba.Zrobilam to i wogole nic nie „podpadalo” !

  31. Pogadanka po trzech dniach dawania moim kotom tej „ziemi” w proszku Kajtek zaczal jesc „jak czlowiek” tzn ilosci ktore je stanowczo sie zmniejszyly, Kiedys gdy Vania mial robaki tez jadl bardzo duzo. Energia Kajtka nadal rozpiera, tzn ze nie zaklajstrowalam go ta ziemia. Z moich obserwacji tez wynika ze koty bardzo lubia slodyczebo ta ziemie mieszam z lyzeczka mleka skondensowanego, Vani rozpuszczam to jeszcze w mleku kozim, a Kajtek nie ma czasu i wpiernicza to „na sucho, daje tez swoim kotom olej z konopi, nie znalazlam tego z pestek winogron, ktory zalecala kobieta na stronie podanej przez LogoPedant-a, daje im po troszku.

  32. dzisiaj Kajtek znowu byl u weta, trzeciego!
    ostatnie 3 dni ma pelne emocji, w czwartek wyladowal w wannie, po zabawie ze skunksem, w piatek w schronisku wycieli mu jajka (musieli szukac jedngo bo w worku nie bylo tyle ile powinno byc), gdy wrocil do domu byl kompletnie pijany, Tak normalnie to chodzi troche geyowato, a po tych znieczuleniach to chodzil jakby parodiowal geya. Zaraz poszedl do miski, ale po niedlugim czasie sie zwymiotowal a w zygowinach bylo wiecej niz w jedzeniu i sie ruszalo wiec moja corka zapakowala to w foliowa torebke z suwaczkiem, zeby byla ewidencja a dzisiaj znowu do weta… u weta zrobili mu kolejne testy i na ten koci hiv………… i wiecie co? Kajtek nie ma tego hiv-a, a Vania podobno ma, oni lobuzuja razem, spia razem, jedza z jednej miski, liza sie, gryza sie, drapia…robia wszystko to co koty robia…i Kajtek sie nie zarazil, bo prawdopodobnie nie ma czym!!!!

  33. Tez wczesniej oddawalam kocury do kastracji, ale temu ostatniemu „odpuscilam”, bo bardzo cierpialam widzac to, co sie z tymi innymi po kastracji dzialo.To oszolomienie i wymioty po narkozie,bo organizm chce sie jak najszybciej tej chemii pozbyc, no i ten szok po obnizeniu poziomu testosteronu.Brr! Nie chcialabym byc w skorze takiego kota, ale trzymam mocno kciuki za niego,zeby szybko wydobrzal i wrocil do rownowagi.Te kocie „hiv-y” i inne bzdety sa napewno tez wymyslone i wiecie juz napewno przez kogo i po co.Moj kochany Cezarek mial dziesiec lat i cieszyl sie pelnia zdrowia, jak mi cos odbilo (poczucie winy wtedy z powodu dlugiej przerwy w szczepieniach) i zawiozlam go do weta.Pare miesiecy pozniej musial odejsc na raka.Teraz wiem ,ze wlasnie wtedy u weta mu cos wszczepiono ,co spowodowalo oslabienie ukladu immunologicznego i rak podniebienia byl tylko nastepstwem i przyczyna odejscia mojego najlepszego przyjaciela.Masz racje Niereligijna,ze nie ma czym sie zarazic,bo to tylko sianie nalkowej paniki i zapewnianie duzych zrodel kasy, nawet juz kosztem cierpien zwierzat pod wplywem wystraszonych wlascicieli..Te labory pracuja na zasadzie ruskiej ruletki i na kogo wypadnie , to na tego bec !.Tak samo to funkcjonuje dla ludzi jeszcze, ale mam pewnosc,ze to zatrzymamy wspolnymi silami.Wspomnialas niedawno,ze chcesz pracowac w tym osrodku tworzonym przeze mnie.Jestes przyjeta i to o ile moje koty nie beda stwarzaly obciazenia dla Ciebie.

  34. Pogadanka ja sie wcale nie chwale , ale jesli o sprzatanie to mam wielki talent. Z kajtkiem poszlismy do przytulka dla zwierzat na ta operacje bo ostatnio z forsa krucho, a u zwyklego weta chca za operacje 300$ a w tym przytulku 65$ tylko tyle ze za to schowane jajko wzieli 35 wiecej. Gdy go odbieralismy widzialam ludzi- kobiety ktore przynosily w piatek po pracy jedzenie dla zwierzakow i to co mogly…ubrane jak pielegniarki np. Pomyslalam, ze i ja tam pojade w ktorys wolny dzien i zrobie im prezentacje jak i jakimi narzedziami sprzatac by bylo bardzo tanio i efektywnie , uzywajac niewielkiej ilosci srodkow chemicznych.Wszystko zalezy od techniki sprzatania tzn efektywnosc pracy.
    Wiele osob patrzac na to jak ja pracuje, ma wrazenie ze ja tylko sobie chodze po domu.
    Wczoraj u weta w sklepie zoologicznymzanim wstapilam by dali mi „wycene na te robaki” powiedzieli ze 145$ gdy juz Kajtek byl tam to zadzwonili ze ma uszy brudne i trzeba wyczyscisc i zbadac czy nie ma usznych wszow . Podali nowa cene 275$ ok zgodzilam sie co moge zrobic?! A gdy przyszlo doodebrania Kajtka dziewczyna w kasie mowi ze mam zaplacic 310$. COOOOOO!!!!!!!!!!!!?????????????? powiedzialam ze dzwonili do mnie i powiedzieli 275$ ja nie mam wwiecej pieniedzy i niech robi co chce! Poszla po lekarke, ta przytaknela ze moja cena jest prawidlowa a w komputerze jest blad. Moj maz smial sie ze mnie ze ja jestem franca bo o cene sie kloce i ze on by pewnie zaplacil te 310 i nie dyskutowal. Ja i w banku sie kiedys o pieniadze wyklocilam, bo wrzucalismy pieniadze do maszyny co zamienia drobne pieniadze na grube tzn liczy ile sie nawrzucalo a potem trzeba z kwitkiem pojsc do kasjera i ta maszyna nie liczyla tylko wysypywala pieniadze na zewnatrz przez rure (tak robi jesli sa miedzy amerykanskim bilonem jakies zagraniczne pieniadze) i rura w tej maszynie byla zle skierowana ze tylko czesc pieniedzy leciala na zewnatrz a czesc wpadala do srodka na podloge kolo workow.
    Gdy pracownik banku przyszedl zeby sprawdzic co sie dzieje i otworzyl maszyne kazalam mu oddac pieniadze ktore lezaly na dnie maszyny, chyba mialam stanowczy glos bo oddal bez gadania.

  35. Niereligijna ciesze sie ,ze znasz wartosc swojej pracy i znalazlas w niej tylko potwierdzenie,ze to wcale nie musi byc ciezka harowa i jak sie dobrze prace zorganizuje, to wszystko idzie z platka..Tu gdzie mieszkam tez jest co robic, ale mam swoje ulubione narzedzia pracy do sprzatania i z tym moge bez zbednego wysilku czy uczucia „ponizenia” szybko sprzatac bez chemii. i w rekawiczkach.Gdybym tu od samego poczatku zaczela sprzatac po domach na „czarno” to, juz bym miala dawno w Polsce kupiony bez kredytu dom i kupe zaoszczedzonej kasy, ale mimo wszystko nie placze wiecej nad przeszloscia, bo teraz dopiero zaczela sie konkretna robota w moim powolaniu leczenia ludzi metodami naturalnymi.Mam na oku pewien zamek w Polsce i niedlugo musze sie tam wybrac,zeby omowic szczegoly.Z tego co sie dowiedzialam, to wlasciciel jest za takim osrodkiem.Musi wszystko sie dograc, bo i tak nie mam innego wyjscia,jak wrocic do kraju i leczyc ludzi miedzy innymi akupunktura.Nie sa potrzebne do tego zadne kredyty, bo wszelkiego rodzaju badziewie laboratoryjno-diagnostyczne jest zbedne i nawet szkodliwe..Dwie albo trzy sale na poczatek wystarcza, bo najwazniejsze to zaczac dzialac.Bedziesz miala tam co robic zamiast tracic nerwy na obserwacje „oryginalow” sciagajacych buty.Widze,ze Ciebie tez wyrolowali na kasie z powodu kota! Mnie tez,ale nie ma sie juz czym przejmowac, bo i tak ta proba z”gory” wypada dla nas pomyslnie,bo nie dalysmy sobie odebrac prawa do kochania naszych cudownych zwierzaczkow.Chytry trzy razy wiecej traci!Ja juz tez lecze moje zwierzaczki naturalnie za ulamek tych sum,jakie wymagaja hieny weterynaryjne i w dodatku bez objawow ubocznych.Teraz ide z psem na spacer,bo mu obiecalam.

  36. Wrócę jeszcze do tej nieingerencji, bo czasami to głupie, a czasami człowiek bezmyślny. Ze 20 lat temu z moim ex wynajęliśmy dom w małej mieścinie. Ja przedtem mieszkałam zawsze w blokach, co może trochę mnie tłumaczy 🙂 Ale do rzeczy. Była wiosna, wyszłam do ogródka powyrywać chwasty, podniosłam gałęzie jakiegoś krzaka… a tam jeż. Olbrzym! Przestraszyliśmy się tak samo, ale niestety tylko ja miałam środki, żeby coś zrobić. Wymyśliłam, że biedny jeżyk, pewnie przywędrował z lasu i teraz nie może tam wrócić, bo nie umie pokonać drucianego płotu ( moja inteligencja nic nie podpowiadała w kwestii tego, że jakoś ten płot musiał wcześniej sforsować ). Przyniosłam pudło, za pomocą łopaty włożyłam do niego jeża ( mój ex się go bał ) i wywiozłam jeża do lasu. Jaka byłam z siebie zadowolona, kiedy jeż potruchtał przed siebie! A jakie było moje zdziwienie, kiedy po kilku dniach, na trawniku zobaczyłam kilka małych jeżyków! Przez swoją głupotę, pozbawiłam dzieci rodzica! Czasami więc dobrze jest pomyśleć, czy się swoją ingerencją – przy najlepszych nawet chęciach – czegoś nie spaprze 🙂

    P.S. Teraz mieszkam już w trzecim domu ( i ostatnim, jak wreszcie go ktoś kupi!) i ingerencję ograniczam do portretowania jeży.

    A co do kotów, to zaraz po tym, jak zamieszkaliśmy w tamtym domu, do mojego ex, który coś grzebał na podwórku przy samochodzie, przyszła czarna kotka. Siedziała z nim przez cały dzień, bo długo tam grzebał. Dałam jej i owszem, mleka, ale ani ex, ani ja, specjalnie się nią nie zajmowaliśmy, oboje myśleliśmy, że to kot z sąsiedztwa i sobie pójdzie. Kiedy ex zakończył swoje grzebanie, to kotka też się podniosła i przez drzwi tarasowe, hyc, do domu. No, to pomyślałam, że jej się pomyliło i ją wystawiłam na zewnątrz, a ona z powrotem! I tak parę razy. No to pozwoliliśmy jej zostać na noc, zrobiliśmy plakat na furtkę, że znaleziono kota, itp., rano z kotką na rękach obeszłam wszystkie domy w okolicy, ale nie znalazł się nikt, kto by kotkę kojarzył. Tak więc zwierzyna wybrała nas na swoją rodzinę. I była z nami 13 lat. A teraz jest ze mną jej 16-toletnia córeczka, która robi ze mną, co chce 🙂

Nie mam żadnego wpływu na moderację, więc proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s