Jak mówić prawdę i popaść w kłopoty

ROZDZIAŁ PIERWSZY książki

Szalony kowboj

Howarda Lymana, byłego hodowcy bydła z Montany, który został wegetarianinem i bojownikiem o prawa zwierząt

Jak mówić prawdę i popaść w kłopoty

JESTEM FARMEREM, hodowcą bydła czwartej generacji. Wychowałem się na farmie w Montanie, gdzie hodowałem krowy przez dwadzieścia lat. Wiem z doświadczenia jak wygląda hodowla fermowa i produkcja mięsa w USA – mam na ten temat informacje z pierwszej ręki.

Obecnie jestem prezydentem Międzynarodowej Unii Wegetariańskiej.

Z pewnością kiedyś lubiłem jeść steki – tak jak moi znajomi i sąsiedzi. Gdybyście jednak wiedzieli to, co ja wiem, o tym jak one powstają i co powoduje ich jedzenie, prawdopodobnie tak jak ja zostalibyście wegetarianami. I, wierzcie mi lub nie, że jako wegetarianin, który nie konsumuje żadnych produktów zwierzęcych, mogę wam powiedzieć, że teraz jem więcej i jedzenie sprawia mi większą radość niż kiedyś.

Jeśli wciąż konsumujecie mięso, to powinniście wiedzieć, że macie coś wspólnego z większością krów, które zjadacie. One także jedzą mięso.

Kiedy zarzyna się krowę, blisko połowa masy jej ciała nie jest konsumowana przez ludzi: wnętrzności i ich zawartość, głowa, rogi, kopyta, jak również kości i krew. Te rzeczy (a także całe ciała chorych i zainfekowanych krów i innych zwierząt farmowych) są rozdrabniane, mielone i przetwarzane przez gigantyczne maszyny w specjalnych przetwórniach. Przetwórstwo tego rodzaju – to przemysł przynoszący dochód 2,4 miliarda dolarów rocznie, przetwarzający corocznie 40 miliardów funtów (tj. 18 mld kg) ciał martwych zwierząt.

Nie ma w Stanach Zjednoczonych zwierzęcia na tyle wyniszczonego chorobą, przeżartego wrzodami czy rakiem, które nie mogłoby być powitane przez wszechobejmujące ramiona przemysłu przetwórczego. Innym, obok zwierząt farmowych, ważnym surowcem przetwórczym, są ciała uśpionych zwierząt domowych – sześć do siedmiu milionów psów i kotów, które corocznie zabija się w schroniskach dla bezdomnych zwierząt. Na przykład samo tylko Los Angeles wysyła miesięcznie dwieście ton uśpionych psów i kotów do zakładów przetwórczych. Do tego dochodzą jeszcze uśpione zwierzęta wyłapywane przez specjalizujące się w tym procederze firmy, oraz zwierzęta ginące na drogach. (Ginące pod kołami samochodów zwierzęta nie są zbierane z dróg codziennie i latem ludzie zajmujący się ich zbieraniem zwykle, zanim je dostrzegą, najpierw czują je węchem).

Ta makabryczna mikstura jest mielona, gotowana i odparowywana, po czym lżejszą, tłustą substancję wypływającą na powierzchnię poddaje się procesowi rafinacji i stosuje do produkcji kosmetyków, mydeł, świec, smarów i wosków. Cięższy ekstrakt białkowy zostaje wysuszony i zmielony na brązowy proszek, który składa się w 1/4 z fekaliów. Proszek ten wykorzystywany jest następnie jako dodatek do prawie wszystkich rodzajów karmy dla zwierząt domowych jak również do paszy dla zwierząt farmowych. Hodowcy nazywają go „koncentratem białkowym”. W 1995 roku pięć milionów ton odpadków z rzeźni zostało sprzedanych i przerobionych na paszę dla zwierząt w Stanach Zjednoczonych. Ja sam zwykłem wykorzystywać tony tego rodzaju paszy do karmienia mojego inwentarza żywego. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, że karmię krowy krowami.

W sierpniu 1997 roku, w odpowiedzi na zagrożenie ze strony „choroby szalonych krów” (czyli gąbczastego zwyrodnienia mózgu), amerykańskie Ministerstwo ds. Żywności i Leków (Food and Drug Administration – FDA) zatwierdziło nowe przepisy zakazujące karmienia zwierząt przeżuwających białkami pochodzącymi od zwierząt przeżuwających. Wprowadzenie w życie tego zarządzenia spowodowało, że krowy nie są już karmione kanibalistyczną karmą, jaką przygotowali dla nich ludzie. Nie jedzą już całych kawałków innych krów, owiec lub kóz, jakkolwiek wciąż przeżuwają one sproszkowane ciała martwych koni, psów, kotów, świń, kurczaków czy indyków, jak również krew i fekalia własnego gatunku.

Około 75% z 90-milionowego pogłowia bydła amerykańskiego rutynowo karmione jest paszą „wzbogaconą” przetworzonymi częściami martwych zwierząt. Powszechne jest także używanie zwierzęcych ekskrementów do produkcji paszy, ponieważ przedsiębiorcy zauważyli, że jest to „rozsądny” sposób pozbycia się części z 1,6 miliona ton zwierzęcych odchodów produkowanych corocznie przez farmy hodowlane.

Na przykład w stanie Arkansas jedna, przeciętnej wielkości farma karmi corocznie swoje krowy ponad 50 tonami kurzych odchodów. Pismo U.S. News & World Report cytowało wypowiedź pewnego farmera z Arkansas, który ostatnio kupił 745 ton odchodów i odpadków kurzych zebranych na pobliskiej farmie. Po dodaniu do nich niewielkiej ilości otrąb sojowych i wymieszaniu całości, nakarmił tą mieszanką swoje stado 800 krów, co sprawiło, że stały się one, jak sam powiedział: „tłuste jak kluski”. Następnie wyjaśnił: „Gdybym nie miał tych kurzych odpadków, musiałbym sprzedać połowę mojego stada. Inne rodzaje pożywienia są zbyt drogie”. Przykład ten zapewne pomoże zrozumieć osobom jedzącym mięso czym żywi się ich pożywienie.

Nie wiemy wszystkiego, co chcielibyśmy wiedzieć o skali, w jakiej konsumpcja chorych czy zakażonych zwierząt powoduje choroby u ludzi, lecz z pewnością wiemy, że niektóre z nich – na przykład wścieklizna – są przenoszone ze zwierząt gospodarskich na ludzi. Wiemy, że zatrucia pokarmowe przenoszone są powszechnie przez takie mikroorganizmy jak bakterie E. coli (ich obecność w pożywieniu jest skutkiem zanieczyszczenia żywności zwierzęcymi odchodami), które powodują śmierć 9 000 Amerykanów rocznie. Wiemy też, że około 80% wszystkich zatruć pokarmowych powoduje zakażone mięso. Obecnie możemy już być pewni także i tego, że „choroba szalonych krów”, która nawiedziła stada brytyjskich krów, może atakować też inne gatunki i być przyczyną powstania nowej odmiany choroby Creutzfeldta-Jakoba, zawsze fatalnej w skutkach i niszczącej ludzki mózg.

Zabawne rzeczy mogą zdarzyć się kiedy zaczniesz w USA mówić ludziom prawdę. Możesz wtedy trafić do sądu. W kwietniu 1996 roku uczestniczyłem w programie TV pt. The Oprah Winfrey Show. Pamiętam, jak siedząc wówczas w studiu patrzyłem na mocno zdziwione miny ludzi, którzy po raz pierwszy dowiedzieli się, że krowy karmi się dietą kanibalistyczną. Właśnie teraz – wyjaśniłem – robimy dokładnie to samo, co robili brytyjscy hodowcy, którzy od dziesięciu lat zmagają się z „chorobą szalonych krów” (bardziej dyskutując o tej chorobie, niż rzeczywiście dokonując istotnych zmian). Kilkaset krów hodowanych w Stanach Zjednoczonych jednej nocy wygląda na zdrowe, a następnego ranka znajduje się je martwe. Większość z tych krów przerabia się na paszę, którą następnie karmi się inne krowy. Jeśli tylko jedna z nich jest chora na „chorobę szalonych krów” – może potencjalnie zarazić tysiące innych osobników. Także prowadząca program Oprah Winfrey była zaskoczona moimi słowami i powiedziała: „Krowy są zwierzętami trawożernymi. Nie powinny one zjadać szczątków innych krów… to po prostu powstrzymuje mnie od zjedzenia następnego hamburgera”.

W studiu oprócz mnie był reprezentant Krajowego Związku Hodowców Bydła, dr Gary Weber, którego zadaniem było zapewnienie oglądającej program publiczności o tym, że mięso jest absolutnie bezpiecznym pożywieniem. Żal mi było tego jegomościa – miał on nadzwyczaj trudną rolę do odegrania. Nie był w stanie zaprzeczyć moim zapewnieniom, że krowy karmi się krowami, lecz lekceważąc ten fakt nie czuł się zbyt pewnie siedząc przed wpatrującą się w niego publicznością. Podczas przerwy w nagrywaniu wyraził swoje prywatne zdanie zgadzając się ze mną, że nie powinniśmy dodawać zmielonych kawałków krów do zwierzęcej paszy.

W czerwcu 1996 roku grupa hodowców bydła z Teksasu wytoczyła proces mnie i prowadzącej ten program Oprah Wilfrey, a także jej wytwórni filmowej „Harpo Productions”, oskarżając nas o dyskredytowanie produktów żywnościowych. Hodowcy z Teksasu oraz tamtejszy pełnomocnik rządu ds. rolnictwa widocznie wierzą, że Pierwsza Poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych gwarantująca wolność wypowiedzi, nie może być interpretowana tak szeroko, by dawała ludziom możliwość wypowiadania krytycznych opinii pod adresem wołowiny. Wskazując na możliwe załamanie handlu bydłem, wnoszący pozew oskarżyli mnie o wygłaszanie „oszczerczych twierdzeń” o bydle i wołowinie, które spowodowały, że musieli oni cierpieć „wstyd, upokorzenie, zażenowanie, psychiczny ból i udrękę”.

Według prawa obowiązującego w Teksasie, regulującego kwestie dyskredytowania żywności, ciężar udowodnienia racji spoczywa w dużym stopniu na barkach obrońców. W styczniu 1998 roku, w mieście Amarillo w Teksasie został zwołany sąd przysięgłych, mający między innymi określić, na ile moje stwierdzenia odbiegały od „uzasadnionego i rzetelnego naukowego zbierania faktów, informacji i danych” – jest to standardowy proces dowodzenia, który kompletnie ignoruje fakt, że w środowisku naukowców zawsze istniały nieporozumienia w większości ważnych kwestii i z pewnością kontrowersje takie istnieją obecnie w przypadku „choroby szalonych krów”.

Pamiętam jak ostatnio czytałem o pewnej kontrowersji, jaka pojawiła się w XIX wieku na Węgrzech, kiedy to dr Ignaz Semmelweis zasugerował, aby studenci medycyny obowiązkowo myli ręce przed odbieraniem porodów – zwłaszcza, że wielu z nich przychodziło do sal porodowych prosto z sal operacyjnych. Dr Semmelweis został wtedy bezpardonowo zaatakowany za swoje radykalne poglądy, lecz przynajmniej nie musiał stawiać czoła żadnym przepisom prawnym zakazującym dyskredytowania zarazków.

Trzynaście stanów amerykańskich posiada przepisy prawne zakazujące dyskredytowania żywności. W Kolorado osoby publicznie dyskredytujące dane produkty żywnościowe mogą nawet trafić za to do więzienia. Te przepisy prawne dotyczą najczęstszych ataków na gwarantowaną przez Pierwszą Poprawkę konstytucyjną wolność słowa i skutecznie zwracają uwagę wszystkim adwokatom konsumentów, że cokolwiek chcieliby powiedzieć głośno o jakimkolwiek aspekcie związanym z „bezpieczną” żywnością, może to przynieść im proces sądowy kończący się dla nich bankructwem.

Oprah Winfrey i ja zostaliśmy zaszczyceni faktem, że nam jako pierwszym wytoczono proces z tytułu łamania obowiązujących w Teksasie przepisów dotyczących dyskredytowania żywności. Po przeszło roku od oskarżenia nas, rozpoczął się drugi proces oparty na tym prawie – wytoczony przez hodowców strusi emu przeciwko firmie samochodowej Honda, która w swojej reklamie emitowanej w TV komercyjnej, ośmieszała strusie emu. Ceny tych ptaków obniżały się latami; podejrzewam, że hodowcy strusi odczuwali cichą satysfakcję ze znalezienia kozła ofiar nego w postaci zasobnej finansowo Hondy, którą można było obwinić o spadek cen strusi. Wydaje się, że ostrożności w wypowiadaniu się na temat bydła i strusi emu nigdy nie za wiele – przynajmniej w Teksasie.

W ciągu kilku miesięcy od mojego występu w programie Oprah Winfrey, który spowodował burzę dyskusji i sporów w Stanach Zjednoczonych, FDA wydało nowe rozporządzenia mające wyeliminować proceder karmienia zwierząt przeżuwających dietą kanibalistyczną. Wdrożenie w życie tych rozporządzeń zostało opóźnione aż do zakończenia wyborów prezydenckich w 1996 roku, najprawdopodobniej po to, by nie drażnić hodowców. W końcu w sierpniu 1997 roku zakazano karmienia zwierząt przeżuwających zwierzętami przeżuwającymi – konieczny, lecz niewystarczający środek zapobiegający rozpowszechnianiu się „choroby szalonych krów” w USA został wreszcie wprowadzony.

Większość liczących się w tym kraju mediów rozpoczęło wielką kampanię reklamową opłacaną przez przemysł mięsny i mleczarski. Po moim wystąpieniu w The Oprah Winfrey Show, dowiedziałem się, że Komitet Promocji Wołowiny wydał ponad 600 tysięcy dolarów na reklamę swoich produktów. Bardzo rzadko można spotkać tak znaną jak pani Oprah osobistość ze świata mediów, która chciałaby z odwagą i uczciwością stawić czoło „grubym rybom” , przedstawicielom wielkiego biznesu. Nigdy nie zapomnę, jak w dniu, w którym kręciliśmy program, Oprah powiedziała mi na osobności, że oglądała kilka razy film „Babe – świnka z klasą”, wskutek czego przestała jeść wieprzowinę. Po naszym programie przestała także jeść wołowinę.

Jeśli zostanie wam kiedykolwiek wytoczony proces o dyskredytowanie wołowiny, niech zdrowy rozsądek podpowie wam, byście wybrali jakiekolwiek miejsce rozpraw, byle nie było to Amarillo w Teksasie. Amarillo dosłownie jest całe wypełnione krowami; przemysł mięsny ma tutaj roczny budżet rzędu 3 miliardów dolarów. 25% amerykańskiego bydła jest tuczone w Amarillo, zanim trafi na rynek. Największym prywatnym pracodawcą w tym mieście jest rzeźnia. Freski przedstawiające bydło ozdabiają gmach tutejszego sądu. Amarillo jest także rodzinnym miastem Paula Englera – właściciela farmy będącego jednym z powodów w procesie przeciwko mnie i Oprah Winfrey.

Memorandum wydane przez prezydenta Izby Handlowej w Amarillo, na prawie dwa tygodnie przed rozpoczęciem procesu, przypominało wszystkim zainteresowanym tą sprawą, że Izba Handlowa „w pełni popiera hodowlę bydła i produkcję wołowiny” i że nie powinno się „rozwijać czerwonego dywanu przed Oprah Winfrey”. Z powyższych przyczyn, nasz adwokat złożył w sądzie wniosek, w którym prosił o zmianę miejsca prowadzenia procesu – z Amarillo na bardziej neutralne terytorium, takie jak Dallas. Wniosek ten został odrzucony. Mój adwokat uznał to za niepowodzenie i przejaw wrogości sądu wobec naszej strony, lecz mnie niezbyt to zmartwiło. Cieszyła mnie myśl o zwycięstwie nad moimi oponentami w ich własnym domu. Jeśli ja i Oprah Winfrey zdołalibyśmy wygrać proces w Amarillo, nasze zwycięstwo byłoby jeszcze słodsze.

Oprah zdołałaby z łatwością zapłacić miliony dolarów, których domagał się oskarżyciel, lecz będąc osobą ambitną, postanowiła walczyć o swą reputację i o prawo do wolności słowa. Na czas trwania procesu przeniosła swoją wytwórnię filmową z Chicago do Amarillo. Reporterzy zbiegali się do niej jak pszczoły do miodu. Jednakże ani ona, ani ja nie mogliśmy podejść do mikrofonów, gdyż sędzina Mary Lou Robinson nałożyła na obie strony zakaz udzielania wywiadów na czas trwania procesu. Dzień po dniu w telewizyjnych wiadomościach można było zobaczyć Oprah wchodzącą lub wychodzącą z gmachu sądu, najwyraźniej ignorującą przybliżane do niej kamery. Z jakichś powodów, prasa wykazywała mniejsze zainteresowanie moją osobą.

Przez dwa dni składałem zeznania jako świadek. Przepisy zakazujące dyskredytowania żywności, o łamanie których zostaliśmy oskarżeni, czynią człowieka odpowiedzialnym jeśli rozgłasza on informacje, które „stwierdzają lub sugerują”, że jakieś „psujące się produkty żywnościowe mogą stanowić niebezpieczeństwo w przypadku skonsumowania ich przez ludzi” i jeśli ta informacja zostanie uznana przez sąd za fałszywą, zgodnie z „racjonalnymi i rzetelnymi informacjami naukowymi, faktami i danymi”, adwokat powoda musiał najpierw określić, czy ja rozpowszechniałem takie „fakty”?”. Następnie powinien udowodnić, że te fakty były „fałszywe” oraz to, że ja wiedziałem o tym, iż były fałszywe. Ale ja po prostu zaprzeczyłem, że moje ostrzeżenia przed rozpowszechnianiem się „choroby szalonych krów” w Stanach były „faktami”. Powtórzyłem kilka razy, że wyrażałem w tej kwestii tylko moją opinię. Osobiście jestem przekonany, że moje ostrzeżenie, iż praktykowanie krowiego kanibalizmu mogłoby mieć tragiczne skutki, nadaje się do rozpatrywania raczej w kategoriach „opinii” niż „faktu”. Jak w ogóle można mówić o faktach mających nastąpić w przyszłości? Koncepcja, że odpowiedzialność warta miliony dolarów może zależeć od takich rozróżnień, zagraża rzeczowej dyskusji. Doświadczenia jakie zdobyłem podczas składania zeznań w sądzie, były dla mnie czymś bardzo osobliwym – nawet nie podejrzewałbym, że może się to zdarzyć w USA. Musiałem odpowiadać na pytania takie jak: „Czy ktoś kiedykolwiek powiedział ci, że jesteś nieodpowiedzialny?” Odpowiadałem w sądzie pod przysięgą. Nie mogłem kłamać. „Moja żona” – odpowiedziałem.

Kiedy Oprah zaczęła składać zeznania, nazwała ten proces „najbardziej bolesną rzeczą, jakiej musiała doświadczyć”. Następnie dodała: „Czuję w głębi swego serca, że nigdy nie wyrządziłam krzywdy żadnej ludzkiej istocie”. Wierzę w to, co powiedziała. W czasie trwania procesu, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz sali sądowej, nigdy nie słyszałem, aby źle wypowiadała się o kimkolwiek – nawet o hodowcach bydła, którzy ją zaatakowali, kwestionując jej uczciwość i podważając jej reputację. „Ja po prostu nie rozumiem, dlaczego tutaj jestem” – mówiła często. Jak podkreślała w zeznaniach, do uczestnictwa w swym programie zaprosiła dwóch gości, aby zaprezentowali swój punkt widzenia w kwestii przemysłu mięsnego. Co więcej – pozwoliła jednemu z nich, dr Weberowi, by kontynuował swą wypowiedź w programie bez mojego w nim udziału, czy też bez udziału jakiejkolwiek osoby mogącej zaprzeczyć jego poglądom. Na zdrowy rozum rzeczywiście trudno byłoby oskarżyć Oprah o stronniczość i knucie jakiegoś „anty-wołowego” spisku, a mimo to była ona w Amarillo oskarżona właśnie o coś takiego.

Pan Engler, nasz oskarżyciel, zaczął swoje wystąpienie od złożenia zeznania, w którym stwierdził, że nigdy nie wszcząłby tego procesu, gdybym ja zakwalifikował moje stwierdzenia jako „opinie”. Powiedział on, że dr Weber nie był do tego samego zobowiązany, ponieważ jego wiarygodność jest większa od mojej – z racji posiadania przez niego tytułu naukowego oraz tego, że nie jest on wegetarianinem. Mój obrońca podkreślił, że między panem Englerem i mną występują pewne podobieństwa: obaj jesteśmy absolwentami wyższej uczelni rolniczej i obaj byliśmy kiedyś hodowcami bydła, którzy sprzedali swoje krowy by spłacić długi. Dlatego mój obrońca zadał pytanie: „Gdyby pan pojawił się w telewizyjnym talk-show, czy wówczas musiałby pan powiedzieć, że wyraża tylko jakieś opinie?”.

„Nie” – odpowiedział Engler.

„”Czy zatem jakaś istotna różnica między panem a panem Lymanem powoduje, że nie zgadza się pan z nim?” – zapytał mój obrońca.

„Nie, proszę pana. Trudno powiedzieć” – odrzekł Engler, a po krótkiej pauzie wyjaśnił: „Pan Lyman jest kłamcą”.

Jednak sąd nie kupił jego logiki. 26 grudnia 1998 roku długi czas ciężkiej próby dobiegł końca: sąd po 6-godzinnej naradzie uznał nas za niewinnych i oczyścił z wszelkich zarzutów. To był piękny dzień w moim życiu, pełen radości, która powstaje z ulgi oczyszczenia się z zarzutów. Jednak są jeszcze większe powody do radości – nie życzyłbym przegrania tego procesu mojemu największemu wrogowi. Zważywszy fakt, że w trzynastu stanach trwają obecnie procesy o dyskredytowanie żywności, a w czternastu innych – jak mi wiadomo – takie procesy mają zostać wszczęte, to wygrany przez nas proces w Amarillo, który odbił się głośnym echem w całym kraju, stał się przysłowiowym kijem włożonym w mrowisko. Ufam też i wierzę, że obecnie obowiązujące przepisy prawne zakazujące dyskredytowania żywności będą wkrótce uznane za sprzeczne z konstytucją.

Mogę powiedzieć wam, jako były, rzekomy obrazoburca żywności, że za absurdem prawa zakazującego dyskredytowania żywności stoi paskudna rzeczywistość. Amerykańscy obywatele zostali wychowani w przeświadczeniu, że ktoś za nich bacznie dogląda kwestii bezpieczeństwa żywności. Niemiła rzeczywistość wygląda jednak tak, że upoważnionymi do ochrony jakości produktów żywnościowych są biurokraci z amerykańskiego Ministerstwa Rolnictwa (U.S. Department of Agriculture – USDA) oraz FDA, którzy nie zachowują się jak rzecznicy interesu publicznego, lecz są jak płatni najemnicy, wydłużone macki przemysłu mięsnego i mleczarskiego.

Moje życie jako farmera hodującego bydło na swoim rancho potoczyło się dziwnymi torami: byłem człowiekiem, który kiedyś tuczył w klatkach cielęta, a potem musiał frustrować się waszyngtońską polityką i który pasjonował się zdobyczami nowoczesnego rolnictwa, by potem zostać oskarżonym przez jego przedstawicieli. Wcale nie udaję, że znam znaczenie każdego wyboju na drodze, którą podróżuję.

Czasami czuję, że pierwszą połowę tej drogi przeżyłem w zupełnej nieświadomości. Mogę jednak powiedzieć z całą pewnością: wszystkie drogowskazy na mojej drodze dotyczyły aspektu zdrowia. Za każdym razem, gdy instynktownie dokonywałem wyboru związanego z polepszeniem stanu mojego zdrowia fizycznego, było to tak, jakby nowe promienie światła zaczynały oświetlać mi coś dotąd nieznanego, co okazywało się wspaniałe i zdumiewająco proste.

Książkę tę pisałem przede wszystkim z chęci podzielenia się wiedzą o tym, jak najlepszy wybór w kwestii naszego osobistego zdrowia może okazać się najlepszym wyborem dla całego świata, który zamieszkujemy.

Dla zbyt wielu Amerykanów pierwszą, świadomie podejmowaną decyzją dotyczącą własnego zdrowia jest desperacki wybór pomiędzy operacją wstawienia by-passu a angioplastyką lub pomiędzy chemioterapią a radioterapią. W rzeczywistości jednak, świadomie lub nieświadomie, każdego dnia podejmujemy decyzje, które mogą prowadzić nas albo w kierunku ponurych i zatrważających wyborów, albo w kierunku tych bardziej dla nas korzystnych i szczęśliwych. Robimy to oczywiście za każdym razem, kiedy decydujemy, jaki rodzaj „paliwa” wlewamy do swych ciał.

Abyśmy mogli dokonywać wyborów, będąc lepiej poinformowanymi, musimy zacząć od przedstawienia faktów.

Sesja on-line z Howardem Lymanem

Recenzje książki:

„Mogę uczciwie powiedzieć, że na tej planecie nie ma człowieka, którego darzyłbym większym szacunkiem niż Howarda Lymana. Nie ma słów, którymi mógłbym opisać tego człowieka, jego pracę i książkę. Szalony Kowboj jest jego historią i jest to z pewnością jedna z najważniejszych książek tego stulecia. Kupcie dziesięć egzemplarzy tej książki i dajcie ją ludziom, których kochacie. To j est prawdziwa rzecz!”  JOHN ROBBINS, autor Diet for a New America i Reclaming Our Health, założyciel EarthSave

„Howard Lyman – bezkompromisowy, uczciwy, prawy i energiczny Amerykanin z Montany ma do przekazania ważną historię. Przeczytajcie w Szalonym Kowboju, dlaczego ten syn amerykańskich farmerów nie zamierza być dalej okłamywany przez przemysł mięsny… i dlaczego wy także nie powinniście być oszukiwani”.  JIM HIGHTOWER, autor There’s Nothing in the Middle of Road but Yellow Stripes and Dead Armadilos

Kiedy były hodowca bydła Howard Lyman pojawił się w telewizyjnym talk-show w 1996 r., by podzielić się swymi spostrzeżeniami odnośnie niebezpieczeństwa pojawienia się „choroby szalonych krów” w Ameryce. Jego uwagi pod adresem przemysłu mięsnego nakłoniły grupę hodowców bydła z Teksasu do pozwania go do sądu z paragrafu „deprawacja żywności”  To jednak nie wystarczyło, by Howard Lyman zamilkł i po przebyciu burzliwej drogi od uwielbiającego mięso kowboja do aktywisty ekologicznego opisuje całą prawdę o katastroficznych skutkach stosowania diety opartej na produktach zwierzęcych.

Lyman świetnie orientuje się w problemach, z jakimi na co dzień borykają się hodowcy inwentarza żywego: wysokie dawki pestycydów, hormonów wzrostu, zmielone szczątki innych zwierząt… On także regularnie faszerował swe bydło i ziemię chemikaliami. Dopiero wówczas, gdy cudem uniknął paraliżu, Lyman zaczął kwestionować dotychczasowe zwyczaje oraz skutki, które wywierały one na ludzi i ziemię. Odpowiedzi na pytania, jakie sobie zadawał, doprowadziły go do zaadoptowania diety wegetariańskiej, w rezultacie której stracił 65 kg i obniżył poziom cholesterolu o ponad 150 punktów. Obecnie jest on czołowym rzecznikiem wegetarianizmu w Ameryce.

Z biegiem czasu, Lyman zebrał jeszcze więcej alarmujących informacji o niebezpieczeństwie wynikającym z jedzenia mięsa. W tej książce krytykuje propagandę przemysłu mięsnego i mleczarskiego (oraz rządowych agencji, które często ich bronią) oskarżając dietę opartą na produktach zwierzęcych jako podstawową przyczynę raka, choroby serca i otyłości.

Szalony Kowboj jest książką napisaną pod wpływem własnych do­świadczeń autora, który przez wiele lat prowadził własną farmę w stanie Montana w USA. Dzięki zdobytej wiedzy H. Lyman opisuje klęskę ekologiczną w USA spowodowaną nadmierną hodowlą bydła i stosowaniem intensywnych metod rolnictwa chemicznego, burząc tym samym drogi niektórym Polakom mit „wspaniałej Ameryki”.

Autor z całą odwagą demaskuje oszukańczą propagandę rządu i wielkich firm w sprawie stosowania szkodliwych dla ludzi i zwierząt hormonów wzrostu oraz produkcji żywności genetycznie zmodyfiko­wanej. Ponadto książka zawiera praktyczne wskazówki, jaki sposób odżywiania jest najwłaściwszy dla człowieka i dlaczego należy unikać niektórych „modnych”diet.

Szczególnie interesująca dla polskiego czytelnika może się oka­zać historia „choroby szalonych krów” w Wielkiej Brytanii, jak rów­nież przyczyny, natura, objawy i liczne odmiany tej choroby szcze­gółowo opisane przez Lymana. Autor odpowiada też na pytanie, czy tylko krowy zapadają na „chorobę szalonych krów” i czy ma ona związek z chorobą Creutzfeldta-Jacoba, na którą umiera ostatnio coraz więcej ludzi w wielu krajach Europy (także w Polsce). Czy można wierzyć wszystkim informacjom na ten temat, oficjalnie podawanym przez media? Odpowiedź na to również znajduje się w książce Lyma­na, do której życie wciąż dopisuje własny ciąg – i to w kierunku przewidzianym przez autora…

Szalonego Kowboja powinni przeczytać wszyscy, którym nie jest obojętne własne zdrowie i przyszłość naszej planety.

Danuta Modrzewska

„Nowa książka Howarda Lymana, Szalony Kowboj, odnotowuje chro­nologiczne zdarzenia z życia autora, począwszy od jego kowbojskich czasów w Montanie do chwili, gdy został przewodniczącym Interna­tional Vegetarian Union. Szalony Kowboj ostrzega Amerykanów przed wybuchem epidemii choroby szalonych krów, przy okazji de­maskując propagandę przemysłu mięsnego i mleczarskiego”. Philadelphia City Paper

„Produkowanie i konsumowanie mięsa przez ludzkie istoty jest dzia­łaniem szalonym. Heretyckie stwierdzenie? Niewątpliwie, jeśli ma miejsce w kraju, którego kulinarne ‚psyche’ ukształtowane zostało głównie przez wołowe steki, hamburgery, potrawy z grilla i pieczone martwe ptaki.

Intencją nowej, prowokatorskiej książki Howarda Lymana jest kwestionowanie ortodoksyjnego fetyszu, jakim stało się mięso.

Autor Szalonego Kowboja w świetnym stylu podważa podstawy mięsnego monolitu: erozja gleby wskutek wypasu bydła, epidemia choroby szalonych krów, wycinanie deszczowych lasów tropikalnych i zakładanie w ich miejsce ferm hodowlanych, stosowanie pestycy­dów, hormonów i zmielonych szczątków zwierząt w hodowli inwenta­rza żywego. Obok implikacji ekologicznych czy etycznych, Lyman odnotowuje własną fizyczną transformację: będąc na diecie pozba­wionej produktów zwierzęcych stracił on 70 kg wagi i obniżył swój poziom cholesterolu o ponad 150 punktów. Spójrzcie na fakty przyto­czone w Szalonym Kowboju, a zapewne już nigdy nie będziecie po­strzegać rzeczywistości w ten sam sposób”.  – The Seattle Times

„To właśnie Howard Lyman był tym człowiekiem, który w kwietniu 1996 r. pojawił się w telewizyjnym talk-show mówiąc zszokowanej publiczności, że w Stanach Zjednoczonych powszechną praktyką jest karmienie krów zmielonymi szczątkami innych krów. Autorytet – to coś, co Howard Lyman ma we krwi. W swej najnowszej książce pre­zentuje najbardziej miażdżące komentarze w formie zabawnej mie­szanki sarkazmu, faktów i dobrego humoru.

Zarówno rząd, jak i największe media w tym kraju – które są w kieszeni dotowanego przemysłu mięsnego i mleczarskiego i które wykorzystują nasze podatki na wycinanie lasów, erozję gleby, skaże­nie powietrza, wody i ziemi, jednocześnie zatykając nasze tętnice i podwyższając nam ciśnienie – chcą, by ludzie uważali Howarda Lymana za dziwaka. Przypuszczalnie, największe gazety, stacje ra­diowe i telewizyjne przywitają tę pouczającą, gruntownie przenikliwą i świetnie napisaną książkę tym samym głuchym milczeniem, jakim witają cokolwiek, co zagraża ich status quo. Miejmy nadzieję, że tak się nie stanie. Jednak na wszelki wypadek polecamy, abyście już teraz kupili Szalonego Kowboja i podarowali go swym znajomym, którzy myślą, że wegetarianie to tylko mięczaki i nieszkodliwi maniacy. – Ta książka będzie dla nich miłą niespodzianką”.  Satya Magazine

„Howard Lyman to wojownik walczący w słusznej sprawie z podniesioną do góry głową, mający przed oczami jasny cel. Tym celem jest czyste powietrze, czysta woda i czysta żywność. Dla na­szych dzieci i dla dzieci naszych dzieci. Ponieważ w naszym społe­czeństwie wciąż zbyt mało dyskutuje się o problemach środowiska naturalnego, dlatego też potrzebujemy takich książek jak Szalony Kowboj. Potrzebujemy takich ludzi jak Howard Lyman, którzy inspi­rowaliby nas do działania. Możemy przekonywać ludzi do naszych idei dając im Szalonego Kowboja. Jest to podarunek serca, który bę­dzie procentował”.  Country Connections

„Szalony Kowboj ukazuje przeobrażenie jakie zaszło w sercu kochają­cego mięso hodowcy bydła, który stał się zapalczywym propagatorem wegetarianizmu i aktywistą walczącym o prawo do bezpiecznej żyw­ności. „Mięso zabija” – pisze Howard Lyman i dodaje: „jest to przy­czyna nr 1 chorób i przedwczesnych zgonów w Ameryce”. Przyta­czając wyniki studiów naukowych, oskarża on diety oparte na pro­duktach zwierzęcych o poważne zwiększanie ryzyka zachorowania na chorobę serca, raka, cukrzycę. Oskarża on również pewne grupy po­lityków faworyzujących intensywne rolnictwo chemiczne. Szalony Kowboj przypomina nam, że wielkie hodowle bydła dewastują ziemię, że każdy zjadany przez nas posiłek ma wpływ na stan kurczących się bogactw naturalnych ziemi w naszym przeludnionym świecie”.  Sierra Magazine

39 myśli nt. „Jak mówić prawdę i popaść w kłopoty

  1. Nie wiem jak to skomentować… Kanibalistyczny obóz koncentracyjny…?

    (…) wnoszący pozew oskarżyli mnie o wygłaszanie „oszczerczych twierdzeń” o bydle i wołowinie, które spowodowały, że musieli oni cierpieć „wstyd, upokorzenie, zażenowanie, psychiczny ból i udrękę”.

    No, po prostu straszne… Ciekawe, co na to zwierzęta? Pewnie są zadowolone, że istnieje prawo, zabraniające dyskredytowania ich mięsa… Ktoś zatrzyma wreszcie ten morderczy cyrk?

  2. Dwadziescia lat temu mialam sen-wizje , gdzie poczulam ogromny bol(w tym snie jedzac mieso). Po tym snie zostalam wegetarianka , Schudlam 28 kg po szesciu miesiacach (oczywiscie tez cwiczac ,wiecej na stronie http://www.mariannabartke.com

    bede prowadzila zajecia :Jak zaprzyjaznic sie i pokochac swoje cialo
    z miloscia mariannav

  3. No prosze a Oprah Winfrey jest uważana w środowiskach kościółkowych za istne wcielenie diabła lub masońską propagandystkę. Teraz już wiem dlaczego bo promuje wegetarianizm i prawo przyciągania, czyli główne „grzechy” ludzkości. Owce mają wpieprzać mięcho i cierpieć bez przyciągania (realizacji) marzeń.

  4. Między innymi po takim steku, choroby demielizacyjne mózgu, a nowotwór po kurczakach karmionych paszą z antybiotykami i gmo. Ogólnie nie ma co jeść, nie ma co pić i czym oddychać. Demielizacje u chorych po 60-ce sięgają już ok 80% populacji.
    Ps. @astromaria
    Mogę to przekleić do swojego bloga?

  5. Jasne, ten tekst jest udostępniony przez tłumacza książki i można go popularyzować (kiedyś na jego stronie była cała książka, ale już jej nie ma).

  6. Powiedziane jest, przejmę kontrolę nad surowcami, kontroluję narody, przejmę kontrolę nad żywnością, kontroluję ludzi.
    Na tym to polega. Problem w tym, że narody i ludzie nie są wyabstrahowane z całości ekosystemu planety (i nie tylko). Zatem ingerencja w życie – co najmniej zwierząt i roślin – implikuje efekty w życiu ludzi.
    Immanentnie.
    Pytanie jest takie, czy ci, którzy wciąż manipulują, jako użyteczni głupcy, zdają sobie z tego sprawę i mimo to liczą na „cud” polegający na tym, że im się upiecze, czy też wiedzą, że zostaną wylani z kąpilą.
    Mentalność łajdaka jest silna, niestety.
    A może wierzą w to, że „zostali wybrani”. Ale jeśli tak, to muszą wiedzieć, że przedmiotem wyboru, co najwyżej jest funkcja kapo. Nic powyżej. Cały czas to obóz.
    I dalsze pytanie, do mocodawców użytecznych głupców? Wy też myślicie, że podlegacie odrębnym prawom?
    Otóż nie. Prawa są dla wszystkich, jednak, jednakowe. I czas weryfikacji się zbliża.
    Do zastanowienia.

  7. ps niemal każdy mój wpis, długotrwale, oczekuje na moderację.
    Oto – przy braku jakiejikolwiek konkretnej krytyki poszczególnych podmiotów – wolność wypowiedzi w Polszcze.

  8. Jeszcze raz ps
    Na tvp 1 leci bajka o koszmarnym Karolku. W sklepie, gdy nie było przezeń oczekiwanego towaru, ówże Karolek przyoblekł się w Gada, nie węża.
    Ciekawe.
    Machał przy tym ogonem i i niszczył wystawy. Znamienne. Czy to qasireptyliańska propaganda, czy zwykły przypadek?
    Nota bene świat bajek medialnych,. wskazuje, jaki jest lansowany i, chyba tym samym, pożądany, kierunek indoktrynacji na najbliższe pokolenie. Warto to weryfikować.

  9. @ tytus: LogoPedant jest stałym bywalcem tego bloga i nigdy mi nie podpadł, a mimo to jego komentarze najczęściej lądują w moderacji, a nawet (chyba jeszcze częściej) w SPAMIE!!! Próbowałam odkryć, dlaczego WordPress tak go szykanuje, ale nie udało mi się. Inni stali bywalcy też są wywalani do moderacji, np. niereligijna, ale już się chyba przyzwyczaili (czasem tylko cicho klną pod nosem).

  10. Astromario to nie zarzut do Ciebie. Po prostu wypacza to sens wypowiedzi, bo ps idzie przed tekstem. Kiedyś z resztą mi to pisałaś.

  11. „Uczeni” doszli do wniosku, że w odchodach jest niewykorzystanych wiele cennych składników , a że jest to pierwszy powód na szerzenie różnych chorób i epidemii, to ich juz nie obchodzi , bo najważniejsze jest aby się nic nie zmarnowało.

    I to jest skandal na skalę światową, w Polsce również ten proceder się stosuje, bo nikt nie wie z czego składaja się w szczegółach mieszanki treściwe i co w ogóle zawierają, nie maja pewności czy nie są szkodliwe dla zwierząt i dla ludzi.

    A może o to chodzi aby jeszcze jedną z dziedzin życia włączyć w depopulację ?

  12. Kiedyś, dawno temu, widziałam film o produkcji kurczaków dla KFC. Dziennikarze potajemnie wnieśli kamerę do kurnika i dzięki temu udało się pokazać światu, jaki tam jest koszmar. Kury siedziały w ciemności i bez wentylacji w ciasnych klatkach, kilku-piętrowo i wzajemnie się obsrywały, a na samym dole był ściek. Co najbardziej zadziwiło ekipę filmową to fakt, że te odchody wcale nie szły do ścieków, lecz były zbierane i przetwarzane na paszę. Hodowcy wyjaśnili, że „nałukofcy” wyliczyli, że w tych odchodach jest dobrze ponad 50% niestrawionej paszy, więc szkoda ją zmarnować. Z tego powodu odchody suszono i ponownie podawano kurom. Po tym filmie zrobił się skandal i ludzie przez jakiś czas kupowali trochę mniej smażonych kurczaków. Jednak już niedługo sprzedaż wróciła do normy. I obawiam się, że proceder ten trwa do dziś, a nawet się rozszerza. Teoretycznie ludzie widzą, czym karmione są kurczaki, ale nikogo to nie obchodzi. A tych, których to obchodzi i nie chcą takiego świata traktuje się jak wariatów i sekciarzy.

    Wegetarianie to oczywiście potwory, agresywne, fanatyczne i krwiożercze, a mięsożercy to święte anioły.

    Jak można być normalnym, jeśli je się gówna?

  13. Ale teraz to zabiłaś mi ćwieka Mario. Sadziłam, że to ty taką opcję ustalasz, czyje komentarze podlegają moderacji. Moje wszystkie oczekują na nią, a ja przecięż łagodnie, w politykę się nie włączam, więc o co chodzi?
    Nie wiem czy się cieszyć czy martwić tym faktem, że jest się na cenzurowanym. Nie czuje się na siłach na walkę z cieniami….

  14. PS. Kiedyś myślałam, że to dotyczy tylko USA, a my jesteśmy bezpieczni. Ale minęło kilka latek i staliśmy się częścią globalnej wioski. Coraz częściej się zastanawiam, czy da się wysiąść z tego wariackiego świata? Czy gdziekolwiek na planecie można znaleźć oazę normalności i wolności?

  15. Eliszka również jest ofiarą szykan WordPressa. Ręce i nogi opadają, naprawdę. Niestety, nie mogę ustawić opcji bez moderacji, bo sami rozumiecie, że „racjonaliści” od razu by nas zasypali swoimi „mądrościami”.

    Ustawione jest tak, że jeśli pierwszy komentarz danej osoby zostanie zatwierdzony, następne przechodzą bez moderacji. Ale to nie działa!

  16. No proszę, moderacja, problem istotny.
    Pytanie, kto modruje i w oparciu o co?

  17. Ja mam teraz podobne problemy na blogspot(cie). Wyniosłem się z WordPressa bo coś się tam ciągle zacinało. Teraz na blogspocie znikneła mi wyszukiwarka komentarzy i nie widze kto napisał komentarz,więc przepraszam jak kogoś przegapię bo musze sprawdzać pod tekstami. Nie wiem dlaczego to znikneło. Widocznie systemy rządzą się własnymi prawami.

    @Astromaria
    Poszukam czegoś na temat Gundrsona jestem zaskoczony bo nie słyszałem o jego śmierci.

  18. Marcus, systemy nie rządzą się własnymi prawami ale prawami narzucanymi przez panów kontrolerów panom programistom. Przecież znasz znaczenie pojęcia „uwarunkowanie”.
    Nawet założenie własnego konta na wordpress nie gwarantuje, że komentarze (na tymże wordpress) nie wpadną do modelatorni. To nie ślepy system ale celowe działanie filtrów. A filtry (jak niemal wszystko) się programuje a nie puszcza samopas rzekomej sztucznej inteligencji. No sorry, ale takie głupoty o sztucznej inteligencji można pociskać owcom.
    Przy okazji filtrów polecam takie cóś jak… Aldous Huxley Nowy wspaniały świat od event15.
    Powalające aczkolwiek biorąc poprawkę na to że jest to „gra umysłu” i tak potrafi zdrowo kopnąć w zadek.
    I to że jakiś koleś realizuje scenariusz z książki napisanej 21 lat temu przestaje mnie w tym kontekście (znaczy Huxley’a) dziwić.

  19. @ Marcus: Tę wiadomość o Gundersonie znalazłam na monitorzepolskim, ale nie szukałam potwierdzenia. Podobno umarł na raka (jak wszyscy niewygodni dla systemu: Karla Turner, Aaron Russo i paru innych).

  20. @AstroMario
    – jak zwykle WIELKIE dzięki za ten tekst, szokujący na tyle skutecznie, że przejdzie ochota na zaglądanie w witryny mięsno-wędliniarskie nawet tym, którzy do tej pory nie uwolnili swoich apetytów od zjadania szczątków zwłok. Taka informacja o AŻ TAKIM syfie jest ciągle niezbędna – więc rozsyłajmy to, najszerzej jak się da!!!

    @Tytus
    – skąd takie poczucie krzywdy? mogłeś był już przyzwyczaić się do specyfiki bloga na WordPress, tj. do częstych moderacji. Każdego z nas to spotyka (mnie też!), a niemile dziwi tylko za pierwszym razem.
    Trzeba przyznać, że Nasza Gospodyni niezwłocznie ten defekt usuwa.

  21. Mnie zadziwia fakt, że dowiadujecie się o tym dopiero teraz. Przecież to – jak sądziłam – ogólnie znany fakt, że dodaje się do pasz „koncentrat białkowy” z martwych zwierząt. Ja o tym wiem od lat 80 od zwykłych rolników. Nie jeść mięsa? uważam to raczej może za efekt szoku i rodzaj pokuty? u autora książki. Rozumiem efekt prze-wrażliwości. Ale to nie jest rozwiązanie. Nie jeść? Inna bzdura. Może zacząć hodować własne zwierzęta i jeść tylko pokarm własną ręką wypielęgnowany? Efektem moich przemyśleń i decyzji wrażliwości było przeniesienie się na wieś i własna hodowla. Ograniczam do minimum korzystanie z usług sklepowych. Od gadania nic się nigdy nie zmieniło. Pozdrawiam. ES

  22. Po to, żeby nie truć organizmu na poziomie fizycznym czymś, czego on nie potrzebuje i nie jest w stanie przyswoić, a na planie duchowym, żeby mieć cudownie czyste sumienie, że nie kupuje się śmierci czujących stworzeń.

  23. Ewo – nie każdy jest urodzonym rolnikiem ;] Własna hodowla/uprawa oznacza raczej rezygnację z innych ambicji zawodowych/życiowych, i sama raczej bym się nigdy nie zdecydowała. Trzeba po prostu zacząć zmieniać ten chory świat, tak, żeby można było kupić wszystko co zdrowe w sklepie, a nie szukać nie wiadomo gdzie za nie wiadomo ile. Sama mięsa nie jem od kilkunatu lat i wcale mnie do niego nie ciągnie (czasem zrobię wyjątek w „gościach” bądź na domowy wyrób, bądź w sytuacjach ekstremalnych kiedy nie ma nic innego ; ).

  24. Poza tym, co wyżej argumentuje AstroMaria, zjadanie szczątków zwłok to jest wchłanianie kodów śmierci, żerowanie na krzywdzie i cierpieniu czujących istot.
    A „zyskujemy” – ociężałość, oraz obniżenie wibracji na poziomie wszystkich ciał, co widać wyraźnie w ciałach subtelnych i w aurze.

  25. Nie chce mi się kłócić o te sprawy, bo nie chcę się dowiedzieć, że jestem agresywną, krwiożerczą, morderczą fanatyczką, a tak z reguły kończą się takie rozmowy. Nie włażę z tym tematem na cudze blogi i nikomu niczego nie narzucam, ale u siebie wolnoć Tomku w swoim domku. Nie ma przymusu czytania ani denerwowania się z powodu tego, co piszę.

    Mięsożercy przeżywają ciężki konflikt sumienia na poziomie podświadomości i dlatego nie można z nimi rzeczowo dyskutować. Jest to dla nich temat zbyt bolesny, więc wywołuje emocjonalną reakcję i atak, który jest najlepszą formą obrony.

    Pamiętam z dzieciństwa, jakim koszmarem było dla mnie jedzenie „tego pysznego i zdrowego mięska”. Mięsko było ze zwierzątek, które były miłe i ładne, a ja uwielbiałam się z nimi bawić. Cielaczki były takie słodkie i zabawne, a koziołki pocieszne. Bawiłam się również z prosiaczkami, które były malutkie, ciepłe, różowe i śmiesznie pokwikiwały. Kiedy dowiedziałam się, że po kilku miesiącach życia kończą w rzeźni ryczałam jak bóbr. Gdyby przynajmniej to mięsko rzeczywiście było pyszne, to może bym się jakoś przełamała. Ale było wstrętne: twarde, żylaste, tłuste i właziło mi między zęby, a co najgorsze, okropnie brzydko pachniało. Chowałam je pod policzkiem, żeby potem dyskretnie wypluć je do kibla. Często część kęsa była już w gardle (nie pogryziona, bo się nie dało), a część w ustach, trzymała się na jakiejś żyle, i wtedy wszystko mi się cofało. To był niesamowity wysiłek: powstrzymać w towarzystwie odruch wymiotny.

    Oczywiście mamusia zmuszała mnie siłą do jedzenia tego, więc w końcu przywykłam. Urosły mi stałe zęby i szczęki, więc jakoś lepiej udawało mi się to przeżuwać (we wczesnym dzieciństwie łykałam duże kawały w całości, a potem bolał mnie brzuch). Jedynie drób udawało mi się zjadać bez większych ekscesów.

    Kiedy wyszłam za mąż postanowiłam skończyć z tym procederem. I powiem wam, że nie było lekko. Jedzenie mięsa to nałóg, mięso zawiera jakieś substancje uzależniające, więc zerwanie z mięsożerstwem nie jest łatwe. Zmagałam się z tym parę długich lat.

    Teraz, kiedy przechodzę koło wejścia na zaplecze hipermarketu trupi smród wylatujący stamtąd przyprawia mnie o mdłości. Ten fetor budzi moją odrazę, więc zaraz stamtąd zmykam. Kiedyś, dla świętego spokoju uległam presji licznie zgromadzonej rodziny, żeby nie wzbudzać sensacji i nie rozpętywać długiej i burzliwej dyskusji pt. „Jak to, ty nie jesz mięsa? A co ty w takim razie jesz? Ach, te kobiety, one zawsze muszą robić wokół siebie jakąś niezdrową sensację, bez tego nie potrafią żyć” itp. i zjadłam ten „pyszny wołowy zwijany zrazik”. Mało nie puściłam pawia przy stole. Miałam uczucie, że jem trupa. Trupi smród mnie wprost obezwładnił. Przysięgłam wtedy, że to było ostatni raz, pfuj.

    A teraz inny aspekt sprawy.

    Mała hodowla kóz nie zanieczyszcza środowiska, bo kozy chodzą po łące czy po lesie i to, co zostawią wsiąka w glebę i jeszcze na tym trawka wyrośnie. Ale wielkie hodowle bydła i świń to po prostu horror. Produkują takie ilości nawozu i smrodu, że tego nie ma jak utylizować. Poza tym taka hodowla jest nieludzka. Świnie stoją na metalowym ruszcie bez możliwości poruszania się i wariują, autentycznie dostają świra. Filozofie wschodu mówią, że ci, którzy jedzą mięso stają się bezlitosnymi istotami, pozbawionymi empatii. System dlatego karmi ludzi mięsem, bo dzięki temu ma dużo chętnych do pracy w korporacji i rekrutów do armii.

    Obejrzyjcie sobie ten film:

    http://stagevu.com/video/fdsarqoywtfl

  26. Mario, ja się nie denerwuję. 😉 Ale często denerwuję i dziwię wegetarian, którzy lubią mnie atakować z powodu mojego trybu życia, filozofii i świadomości. Twoja opowieść jest. I tyle. I jest to twoja opowieść. Może ktoś źle gotował w twoim otoczeniu. Może zjadałaś tylko stare zwierzęta, rzeczywiście łykowate. Może jmiałaś jakieś prblemy. Albo o prostu byłaś wrażliwym dzieckiem o sugestywnej wyobraźni.
    O tym zatruwaniu organizmu itp. uważam, że to kwestia nierównowagi, która rodzi się wtedy, gdy korzysta się ze sklepu właśnie i nie ma się kontaktu z przyrodą, rytmem natury, porami roku, pogodą, czymś, co było oczywiste dla naszych przodków. Przez tysiące, setki tysięcy lat.
    Wegetarianizm, jako świecki spośob życia powstał bardzo niedawno. Dawniej nazywano go postem, wyrzeczeniem, pokutą, miał rys religijny i miał status sakralny. Jako sposób życia na co dzień jest pozbawiony sakrum. I nie oczyszcza. Z codzienności, trudu, ciężkiej pracy.
    Wielu z was, czytając różne info, co naprawdę dzieje się na świecie i ze światem wciąż chce go utrzymać, uratować, aby był taki sam, ale lepszy, poprawiony. Trudno, jeśli chce się dalej pracować przy biurku, ruszając się na drodze kibelek – komputer, mieszkanie – sklep, i wierzyć, że ktoś inny świat uratuje i go postawi do mieszczańskiego czy inteligenckiego pionu, to się jest skazanym na wybrzydzanie, narzekanie co jest w sklepach, uzależnienie od technologii żywieniowej, wynalazków chemicznych i organizacji. Można też spoko wytrzymać latami jedząc ziarno, owoce i warzywa. (Dla mnie gazo-rodne, jem tego doprawdy mało, a na owoce w ogóle nigdy w życiu nie miałam apetytu, co najwyżej na korzeniowe warzywka, gotowane, nigdy surowe).
    Ale wystarczy rzucić to podłe zajęcie i „realizowanie” się w systemie, skonfrontować ideały i wyobrażenia z rzeczywistością i przyrodą, a także ciężką pracą fizyczną, żeby przestać pie…ić o idealnym świecie new age i nowej rasie, w którą można się zmienić za życia.
    Czego ci, Mario, nie zarzucam. 😉 To tak ogólnie. Naprawdę ogólnie. Dla równowagi.
    Pozdrawiam
    Ewa S.

  27. Tak w ogóle, to jeśli przechodzicie na dietę roślinożerną, i chcecie, żeby było smacznie, i żeby nie zabrakło wam składników odżywczych, to o wszelkich przepisach i recepturach dowiecie się od Towarzystwa Świadomości Kryszny. Można czytać ich publikacje albo pójść do ich świątyni i poprosić o przepisy. Nie namawiam nikogo do uczestnictwa w tej religii (czy jak kto woli sekty) ani sam do niej nie należę. Niemniej jednak mają wprawę w wegetarianizmie i są w tej dziedzinie ekspertami:)

    @ Astromaria:
    „Jedzenie mięsa to nałóg, mięso zawiera jakieś substancje uzależniające, więc zerwanie z mięsożerstwem nie jest łatwe.”

    Właściwie to mięso nie zawiera żadnych substancji psychoaktywnych sensu stricte, ale powoduje zwiększenie poziomu dopaminy w mózgu (jak np. metamfetamina, alkohol, kokaina) i przez to staje się nieco uzależniające (aczkolwiek z tego co pamiętam dotyczy to głównie czerwonego mięsa. Nie wiem na ile mięso np. z kurczaka powoduje ten efekt).

  28. Powiem szczerze, że mnie takie dyskusje przestały interesować. Napisałam o sobie, żeby nikt nie mógł mi zarzucić chorej ideologii i fanatyzmu światopoglądowego. Ja mięsa nie lubię, mi mięso śmierdzi i kiedy je jem mam wrażenie, że jem rozkładającego się trupa. Nie poszłabym na wycieczkę do rzeźni, nie zabiłabym zwierzęcia ani nie chciałabym być świadkiem takiego zabijania. Widziałam kilka filmów o tym jak „produkuje się” żywność i moje oczy zostały zranione widokiem zabijanych krów i świń. Widziałam też zdjęcia robione ukrytą kamerą w hodowlach, gdzie zwierzęta (np. maleńkie cielęta) są trzymane w nieludzkich i bestialskich warunkach. I zdjęcia ukrytą kamerą z rzeźni (film „Eathlings”, lepszy niż „Teksańska masakra piłą łańcuchową”). Kurczaki traktowane są jak kamienie lub kartofle, które się przesypuje z pojemnika na taśmę transportera i żywe wrzuca do młyna, bo to kogutki, a więc odpady produkcyjne, a te, które miały „szczęście” trafić do hodowli, kiedy podrosną są zbierane maszynowo, niczym głowy kapusty i wrzucane do ciężarówki.

    Na początku swojej farmerskiej przygody napisałaś na swoim blogu, że kiedy przyszedł chłop pozarzynać twoje koźlęta wyszłaś z domu, a kiedy wróciłaś zastałaś porcje mięsa. Nie wydaje ci się, że to hipokryzja? Dlaczego nie weźmiesz noża i nie zarżniesz tych koźląt własnymi rękami?

    Wiele lat temu, mój sąsiad, który poślubił córkę miejscowego rzeźnika, został poproszony przez swojego teścia do pomocy w świniobiciu. Teść zaciągnął go do chlewika, złapał świniaka i wbił w niego nóż. A jego dzielny zięć, chłop na schwał (naprawdę, kawał chłopa) zemdlał i padł jak bela na ziemię. Zemdlał tak porządnie, że musieli wzywać pogotowie, bo nie mogli go docucić. Jego syn (a wnuk rzeźnika) został wegetarianinem.

    Gdyby człowiek był drapieżnikiem, to takie rzeczy by się nie zdarzały.

    I na zakończenie – również refleksja jak najbardziej osobista: uwielbiam owoce. Od zawsze. Mogłabym je żreć furami. Dziś przyniosłam brzoskwinie, nektarynki, pomarańcze, banany, melony i arbuza, położyłam je na wielkich paterach i patrzyłam na nie z zachwytem. Są takie piękne, kolorowe i tak cudownie pachną!!!

    Połóż sobie kawał mięcha na stole, wąchaj i kontempluj jego urodę – obawiam się, że zrobi ci się niedobrze.

  29. @ DR SZCZEPIONKA: uwielbiam kuchnię Krisznowców! Spotykam ich czasem na różnych imprezach ezoterycznych, gdzie rozstawiają wielką kuchnię i karmią przybyłych. Wszystko jest super, z jednym wyjątkiem: ich słodycze są tak słodkie, że aż gębę skręca.

  30. ‚@Mario, pieknie opisalas swoj stosunek do miesa i do owocow. Podpisuje sie pod nim obiema raczkami,=…
    Moj syn kiedy mial 20 lat powiedzial mi, ze nie chce aby dla niego zabijano zwierzatka i sam swiadomie wybral wegetarianizm.
    Od kuzynki maz (36 lat), kiedy mial 4 latka zabili mu krowke i od tamtego czasu nie jada miesa.Widac, ze swiadomie wybral sobie sposob odzywiania.Moja corka codziennie zajada mieso, bo to jest jej dieta odchudzajaca.Ja uwolnilam sie od miesa kiedy zaczelam medytowac..Sposob odzywiania bardzo wiaze sie ze stanem duchowym, z wnetrzem czlowieka, ale wazne by czlowiek sam decydowal o tym co chce jesc, a nie bylo mu narzucane,….
    Uwielbiam wszystko co swieze, zielone i kolorowe – smacznego!

  31. Jeśli twoja córka stosuje dietę Dukana, to ostatnio pisano w prasie, że powoduje ona raka. Jakiś francuski lekarz napisał o tym artykuł, a Dukan wytoczył mu proces o zniesławienie, ale przegrał. Sąd przyznał rację „oszczercy”. Podobno najbardziej zagrożona jest trzustka, a to wyjątkowo nieprzyjemny typ raka.

  32. Przypomniała mi się scena z „Zielonej piękności” – pamiętacie sklep rzeźnika i klientkę, która kupiła mięso?

  33. Mario, nie wiem o czym mówisz w sprawie mojej farmerskiej przygody, bo nie mogłam opisać czegoś, co nie miało miejsca… Nie były to koźlęta, bo koźląt nie jem, żadnych dzieci. Był to prawie roczny koziołek, a wynajęty masarz nie umiał go fachowo ubić. Trzeba go było zastrzelić. Mięso nie było przez to właściwie oczyszczone i mało smaczne. Taką miałam inicjację w krew. W tajemnicę krwi i decydowanie o czyjejś śmierci oraz zasad panujących na tej planecie.
    Osobiście nie zabijam, jestem zbyt sensytywna, czego u siebie nie lubię i staram się to kontrolować świadomością. Nie jest to hipokryzja. Ludzie są istotami stadnymi i nie wszyscy nadają się do wszystkiego, są specjalizacje. Nawet jeśli jest się synem rzeźnika można nie znosić widoku płynącej krwi i kwiku. Osobiście uczestniczyłam w ubiciu gąsiora. 😉 Większe od drobiu zwierzęta muszą być ubijane przez mężczyzn, znających tę sztukę i potrafiących kontrolować ich siłę.
    Nigdy nie pojmę, jak można z taką pogardą i wstrętem. traktować ciało, biologię, zwierzęcą naturalną ofiarę z ciała. Czuć smród czegoś, co nie śmierdzi, chyba, że jest padliną. Nazywać trupem/ścierwem? mięso, ciało, pokarm. Poza tym surowego mięsa raczej się nie jada (poza małymi wyjątkami). Odbieram to jako agresję i niestety, Mario, wcale nie odbiegasz od stereotypowych ataków, które mi od czasu do czasu serwują fundamentaliści-wegetarianie, wzywając mnie z nieświadomą rozkoszą np., żebym zjadła swojego psa albo kota!
    Ale spoko, można oczywiście – za śri Prabhupadą od Beatelsów – twierdzić dumnie, że oto jestem urodzoną braminką-braminem, a reszta ludzi to niedorozwinięte inkarnacje przed którymi jeszcze długa droga do oświecenia itd. albo jest to dowód niezbity, że pochodzę z gwiazd, gdzie jedzenie istot (nie)żywych jest absurdem, stąd to dowód mojej wyższości duchowej.
    Także nie chodzi mi o dyskusję w tej prze-wrażliwionej materii. Dyskutują na ogół ludzie, którzy są teoretykami i z przyrodą, prawdziwym życiem ziemskim nie mają do czynienia, nigdy nie mieli i wcale nie dążą do sprawdzenia teorii w praktyce.
    Po prostu inaczej rozumiemy uczciwość. Życie na ziemi, ziemskie, w ciele, integrację z planetą, ciałem własnym i cudzym, innymi ludźmi, duchowość. Zdarza się. Po co się zaperzać?
    Pozdrawiam wszystkich, niezależnie od tego, co jedzą.
    Ewa S.
    PS. co do owoców, jem kilka z każdego polskiego gatunku NA ROK. Muszą być koniecznie czerwone, podobnie warzywa. I raczej zmuszam się do ich zjedzenia czy wypicia soku. To genetyka organizmu, grupa krwi też. I cenię wiedzę tybetańskiej medycyny, która rozróżnia typy odżywiania się, łącząc je z typem organizmu i dominującymi żywiołami w chwili narodzin (tj. horoskopem). Nie narzekam na zdrowie. Chorowałam w Warszawie 3 razy na rok po 3 tygodnie. Mieszkając na wsi w bezpośredniej relacji z przyrodą i pogodą nie miałam nawet kataru. Oczyszczanie? Acha, post… czasem poszczę w intencji, wtedy, gdy się ludziska obżerają świątecznie, wystarczają mi wtedy wibracje sytości, nic się nie daje przełknąć nawet kilka dni pod rząd. Nie jest to żaden argument, ot, opis indywidualnego przypadku.
    PS2. Dla równowagi z wiedzą objawioną Prabhupady i słodkościami krysznowców podaję linka do dyskusji, którą pewnie znacie. Z wiedzą objawioną także-a-jakże. Kto lubi objawienia, niechaj czyta.
    http://sisi.salon24.pl/316020,xi-vi-xi
    Nie powiem, że się ona nie zgadza z moją wiedzą od- i doświadczeniem (także wegetariańskim, głodówkowym i dietetycznym).

  34. @ Ewa S.: chyba muszę ci coś uświadomić: to nie ja weszłam do ciebie, żeby cię pouczyć, że źle czynisz (nie umieszczałam u ciebie linka do tego tekstu), to ty weszłaś do mnie i z jakiegoś powodu szukasz zaczepki.

    Nigdzie w swoich wypowiedziach nie generalizuję, nie powołuję się na New Age, na Hare Kriszna ani dzieci gwiazd (skąd w ogóle taki pomysł?), bo nie mam instynktu stadnego i do żadnej z tych sekt (katolickiej również) nie należę.

    Nie głoszę żadnych cudzych filozofii ani nie przystępuję do żadnych grup religijnych, bo stać mnie na moje własne myśli i decyzje, płynące z mojego serca i duszy.

    Nie wypowiadam się w imieniu ludzkości, kosmosu, duchowości, religii ani niczego takiego. Wypowiadam się wyłącznie WE WŁASNYM IMIENIU i piszę o moich osobistych odczuciach i uczuciach, np. o smrodzie, który razi mój osobisty nos.

    Napisałam, że:

    JA MIĘSA NIE JEM, BO BUDZI MÓJ WSTRĘT I MI ŚMIERDZI.

    Wolno mi czuć wstręt do czegokolwiek, np. polityki, wojen, mięsa, gówna i przelewu krwi, nawet jeśli nie jest to krew człowieka, a „tylko” kurczaka.

    Tak już mam.

    Możesz to uznać za agresję, zbrodnię, fanatyzm, agitację wojenną, nienawiść do boga Jahwe i do całego świata lub za cokolwiek innego. Nie mam żadnego wpływu na twoje osądy – bo to twoje osądy, a nie moje.

    Możesz to uznać za cokolwiek. I co z tego? To nie zmieni ani mnie ani moich poglądów.

    Jak chcesz, możesz mnie ogłosić murzynką. Jesteś dość mądra, żeby wiedzieć, że od tego murzynką nie zostanę.

    Jedz sobie mięso. I nie jedz owoców. I niech ci idzie na zdrowie. Nie będę ci niczego nakazywać ani zakazywać.

    Ja pozostanę przy swoich odczuciach, bo nie widzę powodu, żebym miała zadawać sobie gwałt dowolnego rodzaju i ranić się czymkolwiek. Umartwianie się to nie moja ścieżka.

    Uważam tę dyskusję za zakończoną. Napisałaś co ci leżało na sercu, ja napisałam, co leżało na moim sercu i wystarczy. Jak widać nie ma szans, żebyśmy znalazły porozumienie, więc nie ma też sensu maglować tego tematu.

    PS. Co do kataru: ostatni raz na grypę chorowałam dobre 10 lat temu. A katar zdarzył mi się raz, 2 lata temu w zimie, co mnie mocno zaskoczyło i nieco zaniepokoiło, bo to był pierwszy taki incydent od ostatniej grypy (czyli od ponad 10 lat). W mieście nie mieszkam od 2004 roku. Ale zupełnie nie wiem, dlaczego się z tego tłumaczę.

  35. Jezus Maria, nie szukam zaczepki, to twoje odczucie, zapewniam, że błędne co do moich intencji. Po prostu są rzeczy, które można inaczej odczuwać i o tym mówię, wspomniałam (przeczytaj bez odruchowych emocji mój pierwszy post). Może nie tyle tobie, co tym, którzy słodko klaskają (przepraszam za niewielką złośliwość, to chyba z zazdrości, że nikt mi słodko, ani tym bardziej krwiożerczo nie przyklaskuje, nawet choćby jedną ręką). Kwestia odżywiania się, jak widać, jest fundamentalna w świadomości ludzi nakręconych dietetycznie, tak czy owak. Sama mowa o naturalnym odżywianiu się bez myślenia co i kiedy i ile, wydaje mi się dziwnie ich drażnić. Miałam nadzieję, że ciebie nie. I ANI przez moment nie oceniałam ciebie. Po prostu na twoją opowieść podałam swoją, całkowicie inną, aby usunąć sugestię, że stoi za twoją coś lepszego ode tego, co stoi za moją. I przepraszam, że parę rzeczy odczytałam między wierszami… na pewno błędnie… zresztą podobnie jest z twojej strony względem mnie się stało.
    Masz rację, milczenie jest złotem.
    Wspomniałam o zdrowiu, gdyż wegetarianie mówią o oczyszczaniu z toksyn, sugerując jak to wstrętne mięso szkodzi, i że są przez swoją dietę zdrowsi i szczęśliwsi. Czują się dobrzy (lepsi?), nie zjadają swoich przyjaciół itp. Swoją drogą wart dyskusji byłby temat (no, wiem, nie na twoim blogu, może znajdę czas na to, aby to poruszyć u siebie) choroby wegetarian. Właśnie wybieram się z wizytą do szpitala do znajomej wieloletniej wegetarianki, która jeszcze kilka miesięcy temu chwaliła się jakie ma wspaniałe wyniki badań, a rozłożyła się w kilka chwil, nagle. I nie może podnieść. Jakoś tak tych przykładów znam więcej (na 10 znajomych wegetarian tylko dwoje nie narzeka na różne dziwne dolegliwości), ale to pewnie tylko prześladujący mnie przypadek…
    Pozdrawiam każdego, niezależnie od tego co je i co pije
    Ewa S.

  36. Ewa, a co mnie / ciebie obchodzi, co kto jada i jaką ma przy tym ideologię? Ja mam w dupie ideologię. W dupie mam New Age, Hare Kiszna, doktora Kwaśniewskiego i Atkinsa. Ja jem to, co mi smakuje i co mnie pociąga i nie ruszam tego, co mnie odrzuca. Przeraża mnie zabijanie. Od dzieciństwa przeraża mnie to tak, że sobie nie wyobrażasz. Nie zabiłabym żadnego stworzenia (poza muchami i komarami, które morduję jak dr Mengele). I to wszystko. Nie prowadzę tu kampanii na rzecz wegetarianizmu, nie piszę o jadaniu naszych „przyjaciół” i nie zionę nienawiścią do mięsożerców. Wiem, że świata nie zmienię. Problematyka praw zwierząt jest mi bliska od lat 60., ale co z tego? Jest wielu aktywistów, wielu z nich zginęło z rąk wielbicieli kotleta i polowań, ale czy świat to w ogóle zauważył? Nie tylko nie zauważył, ale w ogóle nic się nie zmieniło. Wręcz przeciwnie, hodowle są coraz większe i coraz okrutniejsze, rzeźnie pracują pełną parą, a specjaliści przewidują, że spożycie mięsa wzrośnie w najbliższym czasie dziesięciokrotnie!!! Wciąż testuje się na zwierzętach leki (które niczego nie leczą, a wręcz powodują choroby), chemię gospodarczą i kosmetyki i wciąż przeprowadzane są wiwisekcje – po co??? Ja tego nie zmienię, to może zmienić jedynie Bóg, a jeśli tego nie robi, to widocznie tak ma być. Żyjemy na takiej pełnej okrucieństwa planecie i musimy sobie z tym jakoś poradzić.

    Nie rzucam się z motyką na słońce i nikogo do niczego nie przekonuję. Ja mam wpływ jedynie na siebie samą. Nie mam go nawet na własne dzieci, więc jak mogłabym wierzyć, że zmienię świat? To moja karma, moja wiara, mój żołądek i moje ciało. Zmieniać mogę tylko to, co mogę, a resztą postanowiłam się nie przejmować. Ten tekst zamieściłam po to, żeby ludzie dowiedzieli się, jak wygląda rzeczywistość, o której nie mają pojęcia. Czyta ten, kto chce, a kto nie chce, ten nie czyta. Ten kto chce się zmieni, a kto nie chce, ten się nie zmieni.

    W kilku miejscach pisałam, że czym innym jest mała, ekologiczna hodowla, zapewniająca zwierzęciu godne warunki życia, a nawet śmierć z ręki hodowcy, a czym innym wielkoprzemysłowa hodowla, jaka jest rzekomo niezbędna, żeby wyżywić 6 miliardów ludzi lub polowanie z nowoczesnym sztucerem, z celownikiem i lunetą, „dla przyjemności” (zabijania). A jeszcze czym innym jest polowanie, jakie robią ludzie pierwotni, którzy chodzą pieszo (na bosaka), z prostą dzidą i modlą się do bóstw dżungli, żeby poświęciły dla nich jedną sztukę ze stada.

    Ale teraz to i tak nie ma znaczenia. Teraz nadchodzi druga Atlantyda i koniec świata stuka do drzwi. Tzw. „nauka” wyprawi ludzkość z powrotem do jaskiń, a nawet być może zniszczy całe życie biologiczne na tej planecie. Biotechnologia, inżynieria genetyczna i jej wspaniałe wynalazki, takie jak ludzko-zwierzęce chimery + III wojna światowa wisząca na włosku, a potem rządy NWO – to jest problem, a nie to, czyja jadam mięso, czy nie. Jeśli nie nastąpi jakaś „boska ingerencja” będzie po nas.

Proszę się nie awanturować z powodu moderacji - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s