Medycyna z planety małp

Lekarz ma tylko jedno zadanie: wyleczyć chorego. Jaką drogą tego dopnie, jest rzeczą obojętną – Hipokrates

Zadano mi dziś prowokacyjne, ale stawiające sprawę na głowie pytanie:

Bardzo uprzejmie proszę o wyjaśnienie, co to jest homeopatyczna „informacja lecznicza”. Chodzi mi o jej charakter fizyczny. Czy to jest promieniowanie elektromagnetyczne, czy informacja cyfrowa, czy informacja kwantowa, a może jeszcze jakaś inna. Śledzę od lat wszystko na temat homeopatii i nikt jeszcze tego nie wyjaśnił.

Otóż bardzo proszę o wybaczenie, ale na usta cisną mi się bardzo, ale to bardzo brzydkie słowa i jeśli ich z siebie nie wyrzucę szlag mnie trafi:

GÓWNO MNIE OBCHODZI jak działa cokolwiek, co jest dobre, bezpieczne i praktycznie użyteczne!

Gówno mnie obchodzi, jak działa mój zegarek, telewizor czy laptop, skoro działa i jestem z niego zadowolona.

Podobny stosunek mam do medycyny.

Gówno mnie obchodzi, co to jest homeopatyczna „informacja lecznicza”, czy ma ona charakter fizyczny, czy to jest promieniowanie elektromagnetyczne, czy informacja cyfrowa, czy informacja kwantowa, a może jeszcze jakaś inna.

Medycyna ma leczyć.

A jak?

A co mnie obchodzi JAK!?

Ma leczyć skutecznie, trwale, bezpiecznie, bez okaleczania i bez trucia, eufemistycznie zwanego „skutkami ubocznymi”!

Jeśli lek powoduje skutki uboczne, to nie jest o lek, lecz oszustwo, a jego zalecanie pacjentom jest przestępstwem!

Jeśli lekarz wycina pacjentowi dowolny narząd, to nie jest to lekarz, lecz rzeźnik i przestępca!

Nie zrezygnuję ze skutecznego i bezpiecznego leczenia homeopatycznego tylko dlatego, że jakiś naukowo utytułowany kretyn domaga się jego delegalizacji do czasu, aż zrozumie, JAK to działa.

Wolę być wyleczony przez szarlatana niż uśmiercony przez sławę medyczną – Julian Aleksandrowicz, profesor medycyny

Jeśli mi pomaga zachować idealne zdrowie, nie powodując przy tym skutków ubocznych, to jest to medycyna.

Takiej medycyny się domagam i nie przeszkadza mi, jeśli znajdę ją u wiejskiego znachora-analfabety.

Ale jeśli zamiast leczyć wycina mi kolejne narządy, jeśli mnie truje lekami, od których rzygam, łysieję i na końcu, po długich cierpieniach, zamiast zdrowieć umieram

TO NIE JEST TO MEDYCYNA, LECZ RZEŹNIA!

I nie obchodzi mnie, że podpiera się ona autorytetem Jaśnie Pani Nauki. Ja się na takie leczenie nie godzę i truć się nie pozwolę! Nawet, jeśli faszyści przejmą władzę nad światem, ja będę z tym walczyć, bo

wolę umrzeć na stojąco, niż żyć na klęczkach!

Kasia, która nie chciała leczyć się metodą doktora Gersona ani żadną inną „szarlatanerią”, bo niezłomnie, wręcz fanatycznie wierzyła w naukę i uczciwość lekarzy NIE ŻYJE (możecie odwiedzić jej grób, w blogu jest adres). W jej blogu na wieczną pamiątkę pozostały komentarze „racjonalistów”, którzy ją nienawistnie podjudzali przeciwko wszelkiej „szarlatanerii” i „oszukańczej pseudomedycynie”. Mam nadzieję, że sumienie tym draniom spać nie daje. Lektura tego bloga jest niezwykle pouczająca, polecam przeczytać go od dechy do dechy! Zwróćcie uwagę, jak walczyła o nowe leki i jak one spowodowały wytworzenie się NOWEGO GUZA, który w końcu ją zabił. [Polecam lekturę mojego tekstu: Dlaczego nie daję na wódkę i na Big Pharma, dowiecie się z niego, dlaczego onkologia powoduje nowotwory, zamiast je leczyć].

——————————–

To, co dzieje się z medycyną jest kuriozum na skalę wręcz kosmiczną i stanowi niezbity dowód na to, że żyjemy na planecie małp, leczeni przez małpich lekarzy i edukowani przez małpią naukę.

Medycyna alopatyczna, która niczego nie potrafi skutecznie wyleczyć, a zamiast tego truje, okalecza i zabija na masową skalę jest oficjalną i legalną medycyną, wręcz nietykalną świętą krową, a medycyna, która skutecznie i bez skutków ubocznych leczy i nie ma na swoim koncie żadnych przypadków śmiertelnych, a nawet nie raz pokazała, że potrafi wyciągnąć grabarzowi spod łopaty tych nieszczęśników, których medycyna alopatyczna wysłała do HOSPICJUM, żeby sobie w nim spokojnie umarli, jest oskarżana o oszukiwanie pacjentów i wszelkie możliwe najgorsze zbrodnie. Zamiast konkretnych dowodów przeciwko niej wysuwa się oskarżenie, że to „szarlataneria” lub „nienaukowy przesąd”. I to ma nam wystarczyć jako powód, żebyśmy nie korzystali z jej usług. Przyznaję, że wielu intelektualnych nuworyszy daje się na to nabrać. Ale na szczęście nie na wszystkich to działa. Rozsądni ludzie unikają lekarzy alopatycznych jak ognia i ci ludzie żyją najdłużej i w pełnym zdrowiu do późnej starości.

Przy okazji spytam:

czy istnieje chociaż jedna choroba, którą alopatia uznaje za uleczalną?

Jeśli tak, bardzo proszę o informację, gdyż tylko ona może sprawić, że ta metoda zostanie przynajmniej częściowo zrehabilitowana w moich oczach. Z tego co widzę, alopatia leczy, problem tylko w tym, że niczego nie potrafi WYleczyć. Leczy latami i nieskutecznie, bo gdyby cokolwiek wyleczyła, straciłaby pacjenta, a więc dojną krowę.

Mimo wysiłków rządów, postępów w nauce i technice i miliardów wydawanych na służbę zdrowia pacjentów i chorób nie tylko nie ubywa, ale lawinowo przybywa.

———————-

Homeopatia skutecznie i szybko leczy to, co alopatia uznaje za nieuleczalne – jeden z dowodów:

Dawno temu obiecałam opisać, jak mój syn leczył się z pewnej dolegliwości, nie ważne jakiej, bo sama choroba akurat jest najmniej istotna. Istotne jest coś innego – różnica między „naukową” medycyną alopatyczną a rzekomą „szarlatanerią”, czyli medycyną naturalną, która – według tejże nauki – powinna być zakazana.

Mój syn tak opisuje swoją chorobę i leczenie:

Tak na dobrą sprawę wszystko zaczęło się od bardzo nieprzyjemnych i uciążliwych badań. Lekarz stwierdził, że takie dolegliwości są trudne w leczeniu, gdyż leki mają bardzo duże problemy z dotarciem w tamto miejsce i że ogólnie przyjmuje się, że taka „kuracja” trwa ok. pół roku. Przepisał mi lek, który nie był zbyt drogi i skierował na kolejne badania. Im dłużej trwały te wizyty tym doktorek coraz bardziej mnie torturował coraz to dziwniejszymi badaniami, żeby po kilku miesiącach mojego narzekania, że rezultatów praktycznie nie ma żadnych przepisać mi kolejny lek, tym razem dużo droższy (bo niby skuteczniejszy), więc szprycowałem się już dwoma różnymi jednocześnie – oczywiście bez większych rezultatów. Do tego bezczelnie dopiero po tych kilku miesiącach „leczenia” spytał mnie o występowanie pewnego „efektu ubocznego”, który był na tyle przerażający, że gdybym wiedział wcześniej czym to grozi nawet bym tych pigułek nie wziął do ust. Po kilku kolejnych miesiącach bezskutecznego faszerowania się lekami powiedziałem sobie dość! Skoro przez pól roku nie dało to kompletnie nic, a moje ogólne samopoczucie, szczególnie psychiczne, było już solidnie sfatygowane poszedłem po rozum do głowy i postanowiłem się przejść do homeopaty. Na pewno nie zaszkodzi, a przecież może pomoc.

Dalszą część opiszę swoimi słowami.

Zdenerwowany wrócił do domu i zaczął szukać w Internecie homeopaty. Znalazł lekarza, a raczej lekarkę (20 lat praktyki w Wielkiej Brytanii i kilka lat w Polsce), zadzwonił i umówił się na wizytę. Opowiedział tylko o swoim głównym problemie medycznym, nie wspominając ani słowem o innych dolegliwościach, które odczuwał. W czasie wizyty został KOMPLEKSOWO przebadany na wszystko – o zgrozo metodami niekoniecznie naukowymi, jakie stosują w szpitalach i przychodniach.

W gabinecie spotkała się licząca tysiące lat tradycja medycyny wschodu (akupunktura i badanie przepływu energii przez meridiany) z nowoczesnymi komputerami. Metalowa „różdżka” badała kolejne punkty akupunkturowe na ciele mojego syna, a na monitorze komputera pokazywała się mapa blokad, świadczących o zaburzeniach i chorobach. Po chwili diagnoza była gotowa. Ze zdumieniem syn dowiedział się, że oprócz choroby na którą się skarżył ma inne zaburzenia zdrowia, które jeszcze się w pełni nie ujawniły. To rozpoznanie przekonało syna, że trafił w ręce dobrego fachowca, ponieważ diagnoza była idealna.

Przy okazji dowiedział się, że zgagi, która go męczy, nie leczy się lekami blokującymi wydzielanie kwasu żołądkowego, bo jest to nieskuteczne. Zamiast walczyć ze skutkami należy znaleźć przyczyny i je usunąć. Przyczyną palenia w żołądku jest nadmierne zakwaszenie całego organizmu. Radą na to jest ścisłe przestrzeganie diety: 10 dni bez węglowodanów (mąki, cukru, klusek, pieczywa itp.), niejadanie pewnych rodzajów mięsa (wieprzowina jest zakazana, drób dozwolony; nie pytajcie o szczegóły, bo syn ich nie pamięta, jadanie warzyw i owoców oraz stosowanie suplementu „Proszek zasadowy” (żądać w aptece BEZ DODATKU ASPARTAMU!!!). A potem jadanie zgodne z grupą krwi.

Po badaniu dostał receptę na kilka leków, ale było już za późno na wyprawę do apteki, poprosił więc swoją narzeczoną, żeby następnego dnia je wykupiła.

I tu szok…

Kiedy ok. 20 lat temu leczyliśmy kamień w nerce leki homeopatyczne były bardzo tanie. Za każdą receptę (nierefundowaną!) płaciliśmy od 20 do maksymalnie 50 zł. Tym razem było inaczej. Kiedy dziewczyna mojego syna zobaczyła cenę za leki mało nie padła trupem z wrażenia. Rachunek opiewał na 300 zł! Walka z medycyną, która stanowi skuteczną konkurencję dla kartelu farmaceutyczno-narkotykowego zaowocowała zamykaniem małych firm farmaceutycznych, produkujących te leki, a to z kolei spowodowało wzrost ich cen, bo przecież nikt za darmo niczego produkować nie będzie.

Mimo ceny leki zostały kupione i zażyte.

I stał się cud!

Syn, który od miesięcy cierpiał i czuł się chory natychmiast poczuł się lepiej, a po skończeniu kuracji jest jak nowonarodzony. Choroba znikła bez śladu, również po skutkach ubocznych leczenia alopatycznego nie pozostał żaden ślad.

Tam, gdzie alopatyczne „leki mają bardzo duże problemy z dotarciem w tamto miejsce” lek homeopatyczny dotarł bez najmniejszych problemów i zadziałał natychmiast.

Dowody przeciwko medycynie alopatycznej są wprost porażające!

Jeśli tego nie widzicie, to marny Wasz los! Skończycie jak Kasia, wierna wyznawczyni nauki i postępu.

My pozostajemy wierni tradycji.

Nie nałka mnie stworzyła, lecz Natura (lub Bóg, jeśli wolisz). Jestem dzieckiem Natury. I w Naturze szukam zdrowia, a nie w „nowoczesnej” chemii czy nauce.

Człowiek choruje najczęściej dlatego, że łamie prawa natury

Zamiast naturalnej, nieprzetworzonej żywności, uprawianej na oborniku lub kompoście, je pełne toksycznej agrochemii, oczyszczane z najcenniejszych składników, mocno przetworzone świństwo (biała mąka, ryż, bułeczki) i popija to napojami na kwasie ortofosforowym lub cytrynowym, ze sztucznymi barwnikami, syntetycznymi zapachami, konserwantami i aspartamem, zamiast pić czystą, źródlaną wodę czy naturalne soki. A kiedy zachoruje, zamiast wrócić do natury łyka trujące, chemiczne pigułki, po czym umiera, utwierdzając bezmyślne owce w przekonaniu, że istnieją choroby nieuleczalne.

Wspomniany prof. Aleksandrowicz napisał książkę „Nie ma chorób nieuleczalnych”. Niestety, było to dawno temu, więc pewnie książka jest już nie do zdobycia. Ale do zdobycia są książki o makrobiotyce i książka o terapii Gersona, polecam je każdemu, kto choruje.

220 myśli nt. „Medycyna z planety małp

  1. Co do wody Kangen – już kiedyś o tym była mowa w komentarzach. Woda kangen to nazwa firmowa wody uzyskiwanej z bardzo drogiego urządzenia sprzedawanego w systemie MML (sieciówka). Prawda jest taka, że chodzi o wodę alkalizowaną, którą można uzyskać również z innych, tańszych urządzeń. Oczywiście, nie należy przeginać w żadną stronę. Ani nie trzeba kupować drogiego urządzenia firmy Enagic, ani chińskiej taniochy. W necie jest sporo informacji, jak taką wodę uzyskać bez ogłaszania bankructwa.

  2. GÓWNO MNIE OBCHODZI jak działa cokolwiek, co jest dobre, bezpieczne i praktycznie użyteczne!

    Gówno mnie obchodzi, jak działa mój zegarek, telewizor czy laptop, skoro działa i jestem z niego zadowolona.

    Podobny stosunek mam do medycyny.
    Gówno mnie obchodzi, co to jest homeopatyczna „informacja lecznicza”, czy ma ona charakter fizyczny, czy to jest promieniowanie elektromagnetyczne, czy informacja
    cyfrowa, czy informacja kwantowa, a może jeszcze jakaś inna.
    Medycyna ma leczyć.
    A jak?
    A co mnie obchodzi JAK!?

    Brawo jesteś zajebista, z wielką uwaga czytam twoj blog i jestem zachwycony, uwielbiam ludzi madrych i odważnych. podzielam twoje zdanie, prosze nie myśleć ze kadze, nic takiego. pozdrawiam MAHAKALA

  3. Gówno cię obchodzi jak działa madycyna homeopatyczna?
    Po przeczytaniu notek i twoich komentarzy na tym blogu można by cię wziąść za osobę dociekliwą. A tu taki manifest.
    Mnie też interesowało na jakiej zasadzie działa homeopatia oprócz nastawiania odpowiednio psychicznie człowieka i spotykam coś takiego.

  4. @ Merlin: gdzieś mam JAK działa mnóstwo rzeczy, np. zegarek elektroniczny, komputer, astrologia, homeopatia i wiele, wiele innych rzeczy. Mnie interesuje fakt, ŻE to działa. Gdybym wychodziła z takiego założenia, jak pseudo-racjonaliści, że jeśli nie wiem, JAK coś działa, to nie mogę tego używać, to musiałabym zrezygnować z używania zegarka, komputera, homeopatii, astrologii i wielu innych rzeczy. Czysty idiotyzm!

  5. „Gówno mnie obchodzi, co to jest homeopatyczna „informacja lecznicza”, czy ma ona charakter fizyczny, czy to jest promieniowanie elektromagnetyczne, czy informacja cyfrowa, czy informacja kwantowa, a może jeszcze jakaś inna.”
    ASTROMARIA NIE WSCIEKAJ SIE, TEN SWIAT JEST PELEN IDIOTÓW. TYLKO IDIOTA MOGL ZADAĆ TAKIE PYTANIE. ASTROMARIA MĄDREGO CZŁOWIEKA POZNAJE SIE PO ZADAWANYCH PYTANIACH. TEN OSOBNIK KTÓRY ZADAŁ TAKIE PYTANIE TO SKONCZONY IDIOTA, CHOĆBY NIE WIEM ILE FAKULTETÓW SKONCZYŁ, I TO WSZYSTKO NA TEMAT. NIE WARTO SZARPAĆ SOBIE NERWÓW NA TAKI ELEMENT „NAUKOWY” PODOBNO.
    POZDRAWIAM MAHAKALA

  6. Jeśli gdzieś masz jak działa jakiś proces to nie ogarniasz wszystkich jego aspektów a tylko te efekty które cię interesują.
    Przykładowo jeśli nie wiesz na jakiej zasadzie działa mikrofalówka, to dostajesz fajnie podgrzane jedzenie a nie masz pojęcia o tym co te mikrofale jeszcze z jedzeniem robią. Oczywiście jedzenie można potem zbadać w laboratorium i wykryć efekty a nawet odżywiać się nim jakiś czas i obserwować jak reaguje ciało, ale gdyby znać naturę procesu podgrzewania w mikrofalówce to można by się od razu za to nie brać.

    Jak dla mnie to że nie wiemy jak coś działa nie dyskwalifikuje korzystania z tego, ale przecież lepiej taką wiedzę posiąść, nie sądzisz?
    Twój wpis natomiast sugeruje że nie ma to żadnego znaczenia.

  7. @ MAHAKALA: To, że rzucam gównami nie znaczy wcale, że się wkurzyłam lub że nerwy mi puściły. Odpowiedziałam mocnymi słowami, żeby uczony kretyn i pseudo-racjonalistyczni użyteczni idioci z jego klaki zrozumieli, że to, co głoszą jest gówno warte. Kiedy zwracam się do nich grzecznymi słowami nie rozumieją, więc widocznie trzeba strzelić z grubszej armaty.

  8. @ Merlin: zupełnie mylisz pojęcia. Nie mam pojęcia, jak działa mikrofalówka (w tym sensie, że nie mam wiedzy, jak ją zbudować), ale wiem, że źle wpływa na żarcie, degenerując białka.

  9. Czy wiem jak działa = wiem jak zbudować?
    Ogólne działanie o silniku parowym ma większość osób ale znowu większość osób nie ma pojęcia w jaki sposób go zbudować, w sensie z jakich stopów odlać części, jaka musi być temperatura wytopu, jaka wielkość trybów żeby siła się najefektywniej przenosiła. Tak samo jak lekarz wie na jakiej zasadzie działa aspiryna niekoniecznie będzie umiał ją syntezować w laboratorium.

    Zresztą możemy się tak przerzucać porównaniami i metaforami i tylko oddalamy się od sprawy.

    Po prostu wiedza o przebiegu jakiegoś procesu jest zwykle przydatna i pożyteczna, lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć żeby móc efektywniej coś wykorzystywać i zmniejszać ryzyko błędów. No przecież to oczywistość.

    Poważnie masz w dupie jak działają homeoleki? Gdybyś miała możliwość spytania kogoś kto wie, nie skorzystałaś? Nie ma w tobie ciekawości? Gdzieś preczytałem na blogu że dla ciebie nie ma tajemnic bo jak jakąś spotykasz to siedzisz w temacie aż wszystko jest jasne.
    Kliknąłem na linkowany komentarz, wpisałem nazwisko w googe i już wiem skąd taka gwałtowna reakcja 🙂 Ale nie każdy zadający niewygodne pytania ma takie intencje.

  10. Przyznaję że o homeopatii wiedzą mam zerową, i zacząłem od czytania twojego bloga,
    teraz czytam komentarze i widzę że teoria jest, chodzi o pamięć wody. Dlaczego więc nie napisałaś o tym w tej notce.
    Dziwnie postępujesz, dla ty jako autorka dzięki tej notce którą teraz komentuję wyglądałas na początku jak ci chrześcijanie co czczą jakąś tajemnice wiary, dla któryś brak wiedzy o czymś uświęca to. A przecież tak nie jest bo z innych notek wyłanial się zupełnie inny obraz twojej osoby.

  11. Merlin, gdzieś usłyszałam coś takiego: „”nie wiem, jak działa elektryczność, ale wiem, że można na niej ugotować cały obiad, ale można też ugotować człowieka”. I taka wiedza nam wystarczy, Merlin i sądzę, że o taką wiedzę chodziło Astromarii. To tak, jak cudzoziemiec pyta mnie, dlaczego mówimy „wiatr”, ale już „sweter”. A ja nie umiem mu wytłumaczyć. Używam języka, potrafię się dogadać, wiem, co i jak jest i działa w nim, ale nie mam zamiaru być ekspertem, który zna genezę wszystkich słów i odmian tychże. Po co ta dyskusja? Brak dogłębnej wiedzy i ciekawości nie sprawia, że ktoś jest złym praktykiem. Powiedziałabym nawet, że często wręcz odwrotnie.

  12. @ Merlin: JA OCZYWIŚCIE WIEM, JAK DZIAŁAJĄ LEKI HOMEOPATYCZNE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    JA TO WIEM I CO Z TEGO?

    Czy z tego powodu, że jakiś uczony kretyn uważa, że to wyjaśnienie jest nienaukowe należy zakazać stosowania homeopatii?

  13. @ Merlin: skoro jesteś taki dociekliwy kup sobie książeczkę Thorwalda Dethlefsena „Przeznaczenie twoją szansą” i uważnie ją przeczytaj. Jeśli jesteś w stanie zrozumieć, co autor miał na myśli zrozumiesz również, dlaczego mój sposób myślenia różni się radykalnie od sposobu myślenia przeciętnego „racjonalisty”. Przeczytaj ją i przestań mnie zanudzać.

  14. @ Merlin: generalnie – mój blog nie zajmuje się żadnymi wierzeniami, więc nie pisz mi, że zachowuję się jak chrześcijanka broniąca swojej wiary. HOMEOPATIA NIE JEST KWESTIĄ WIARY!!! To sprawdzona metoda leczenia. Ona działa również wtedy, kiedy nie wiesz JAK. Działa na zwierzęta, małe dzieci i ludzi, którym nie pomogła medycyna alopatyczna. Co to ma wspólnego z wiarą? I po co ja mam wyjaśniać JAK to działa, skoro opisałam konkretne przypadki wyleczenia? Uprzedzam ewentualne pytania o placebo! Ludzie, którzy są leczeni onkologicznie powinni umrzeć po pierwszej chemioterapii – wlewanie w żyły gazu musztardowego jest zabijaniem, a nie leczeniem. Nie umierają wyłącznie dlatego, że przy życiu trzyma ich wiara, że to jest lekarstwo, czyli efekt placebo. Alopatia nie leczy, alopatia, jeśli pomaga, to wyłącznie na zasadzie placebo.

  15. uporządkować można przy okazji lektury swoje pole energetyczne i „podłączyć” się pod jaśniejsze wibracje – ale trzeba czytać ze zrozumieniem
    dowodów naukowych niet

  16. @Eliszka, ależ dowody naukowe na kontakt z Centralą są. Przecież badano wielokrotnie (w którymś komentarzu polecałem film na Planete: Siła umysłu), na przykład osoby medytujące i ich mózgi, aurę, itd., tylko o takich badaniach nie mówi się głośno w musowych środkach przykazu…

  17. ależ Logo ja miałam na myśli dowody naukowe o jakie chodzi – nie chcę obrażać personalnie np. Merlina, ale większości populacji
    mnie i ciebie nie trzeba przekonywać, ja doświadczam i nie muszę stawiać dylematu – wierzę, czy nie wierzę – wiem

Proszę się nie awanturować z powodu moderacji - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s