Czas na rewolucję na polskim talerzu (która spowoduje rewolucję wszędzie wokół)

Czy są jeszcze tacy, którzy nie wiedzą, kto lub co stanowi największe zagrożenie dla świata i ludzkości? Kto lub co może stać się bezpośrednią przyczyną wyginięcia nie tylko ludzkości, ale całej natury? Kto ma władzę nad światową polityką i każdym z nas z osobna?

Czas zrozumieć, że kartel chemiczno-farmaceutyczny, ten sam, którego korzenie sięgają czasów II wojny światowej i obozu w Auschwitz, wraz ze swoimi biotechnologicznymi „córkami” stopniowo przejmuje pełną władzę nad całym światem i nad każdą dziedziną naszego życia. Dalekowzroczni sędziowie Trybunału Norymberskiego przestrzegali, że tak może się stać:

Jeśli odpowiedzialność za czynniki ekonomiczne, które wywołały II wojnę światową – mianowicie kartel olejowy i narkotykowy – nie zostanie wywiedziona na światło dzienne, te same czynniki wywołają w przyszłych pokoleniach jeszcze więcej szkód niż naziści. [Telford Taylor, amerykański oskarżyciel w Trybunale do Ścigania Zbrodni Wojennych w Norymberdze przeciwko IG Farben, w 1947 r.]

Straszliwe zbrodnie kartelu chemiczno-farmaceutycznego nie tylko nie zostały ukarane, ale nawet nie doczekaliśmy się ujawnienia prawdy na ich temat. Nic więc dziwnego, że obecnie ponosimy skutki swojej krótkowzroczności. Chrześcijańska idea wybaczania, nadstawiania drugiego policzka i puszczania w niepamięć zbrodni sprawia może pozory, że jesteśmy uduchowieni, ale jak każde nauczanie religijne w praktycznym życiu się nie sprawdza. Zresztą to nie przypadek, że narzucono światu taką idealistyczną religię, jak chrześcijaństwo. W świecie, którym rządzą psychopaci również religia musi gwarantować im władzę i całkowitą bezkarność.

Nie rozgromiliśmy kartelu chemiczno-farmaceutycznego, nie dobiliśmy tej hydry, nie dziwmy się więc, że głowy jej odrosły i że znowu stała się groźna. A nawet groźniejsza niż kiedykolwiek wcześniej, bo nauczyła się wiele na swoich własnych błędach.

Przyjrzyjmy się więc, jak jesteśmy przez ten kartel „chemizowani” od narodzin do śmierci

Wpadamy w jego macki od razu po narodzeniu. Już w pierwszym dniu życia nowonarodzony człowieczek otrzymuje swoją pierwszą dawkę rtęci i innych trucizn, niszczących jego układ nerwowy i wpływających na DNA. Im szybciej zostanie zaaplikowana „SZCZEPIONKA”, tym trudniej będzie rodzicom zauważyć, że ich dziecku zaszkodziła i że cofnęła je w rozwoju. Doszło już do tego, że jesteśmy bliscy uznania, iż coraz powszechniej występujący autyzm jest rzeczą normalną i że zawsze tak było. Dla psychopatów rządzących światem byłaby to wprost idealna sytuacja, gdyby wszyscy ludzie byli debilami, niezdolnymi do krytycznego myślenia i sprzeciwu.

Od pierwszych chwil życia nasze niemowlę i małe dziecko otrzymuje witaminy i odżywki. Jeśli złapie lekki katarek (precz z domowymi sposobami, to przesąd, trzeba działać naukowo!) aplikuje mu się ANTYBIOTYK (np. Augmentin). Żeby dziecko zażywało te środki bez plucia muszą one być słodkie i pyszne. Cóż jednak zrobić, gdy zmasowana akcja propagandowa określiła cukier jako najgorszą truciznę, więc jakże moglibyśmy podawać ją naszym dzieciom? Skoro pojawia się poważny problem niezbędna jest reakcja czynników odpowiedzialnych, a za nią musi iść rozwiązanie. Nasza dobrodziejka nauka znalazła je: dała nam syntetyczny SŁODZIK! Prawdziwy cud i zbawienie, czyli powodujący nowotwory układu nerwowego ASPARTAM. Tą trucizną słodzimy wspomniane odżywki i leki.

Już w niemowlęctwie w jadłospisie naszego maleństwa pojawiają się słoiczki z pysznymi, zdrowymi jarzynkami, GENETYCZNIE MODYFIKOWANYMI (bo są naukowe, a więc lepsze od naturalnych), uprawiane na naukowo opracowanych NAWOZACH SYNTETYCZNYCH i wolne od insektów, które wytruliśmy DIOKSYNAMI.

Kiedy dziecko wybiera się na pierwszy bal przedszkolaków mamy 100% pewności, że zostanie poczęstowane COLĄ LIGHT (w której „trujący” cukier zastąpiono „zdrowym” aspartamem), chipsami na oleju z roślin GMO i chrupkami kukurydzianymi z KUKURYDZY MON 810, zawierającej toksynę zabójczą dla omacnicy prosowianki (i dla wszelkiego innego stworzenia również). Będą też czekoladki z lecytyną sojową z SOI ROUNDUP READY, co oznacza, że soja ta była wielokrotnie w okresie wegetacji zlewana silnie toksycznym herbicydem, powodującym raka, zaburzenia w systemie nerwowym i wady wrodzone płodów. Nikomu chyba nie muszę tłumaczyć, że ta cała toksyczna chemia, wylewana na rośliny uprawne nie znika w cudowny sposób, lecz wnika w roślinę, w jej nasiona i w glebę, gdzie będzie truć jeszcze przez kilka/naście/dziesiąt lat.

W (przed)szkolnej stołówce nasze dziecię będzie jadło „świeżą” (dzięki potężnym dawkom naukowo opracowanych syntetycznych KONSERWANTÓW), wyhodowaną na chemicznych nawozach i chemicznie chronioną przed insektami oraz chorobami żywność z puszek i mrożonek, doprawianą poprawiającą smak i zapach przyprawą z GLUTAMINIANEM SODU i słodzikiem, a w szkolnym sklepiku kupi sobie Colę bez cukru, dietetyczne cukiereczki i gumy / cukierki ORBIT – oczywiście słodzone naukowo opracowanym dietetycznym aspartamem, zbawiennie działającym na ząbki, które przed spaniem umyje naukową i nowoczesną pastą z FLUOREM.

Wakacje spędzi na wsi u dziadków, gdzie będzie oddychało świeżym powietrzem, przesyconym nowoczesną AGROCHEMIĄ, bez której rzekomo nic w polu nie wyrośnie (ciekawe, jak to możliwe, że w średniowieczu jednak cokolwiek rosło).

Kiedy Twoje dziecko, na skutek zatrucia licznymi szczepionkami (do wieku dojrzewania otrzyma ich chyba ze 40), skażoną NAWOZAMI, PESTYCYDAMI i HERBICYDAMI żywnością, wodą zawierającą całą tablicę Mendelejewa oraz ślady wszelkich możliwych leków (hormonów, sterydów, leków onkologicznych i psychotropowych, wysikiwanych przez pacjentów do swoich WC, mających odpływ do polskich rzek), wyląduje w końcu na onkologii zostanie poczęstowane jeszcze większą porcją toksycznej chemii… to taka alopatyczna homeopatia: podobne leczyć podobnym. Skoro zachorowałeś od toksycznej chemii, musisz się leczyć jeszcze bardziej toksyczną chemią. Umierając twoje dziecko udowodni, że rak jest chorobą nieuleczalną i że do jego leczenia potrzeba jeszcze więcej toksycznych składników, bo te, które obecnie są stosowane nie działają.

Jeśli dziecko jakimś cudem przeżyje okres dzieciństwa, dobije się nieco później. Samo. Papierosami, fastfoodami, Colą, Red Bullem, gumą Orbit i cukiereczkami bez cukru, odświeżającymi oddech. Kiedy zachoruje pójdzie do lekarza, a ten zapisze mu PSYCHOTROPY (na depresję, na głupie myśli, na pobudzenie i na uspokojenie), coś na cukrzycę, na serce, hormony na popęd i sterydy na mały pryszcz na nosie. I nawet po śmierci człowiek nie zazna spokoju, bo jego zwłoki się nie rozłożą – za dużo w nich konserwantów i innej chemii.

Czas zrozumieć, jak koncerny chemiczno-farmaceutyczne nabijają sobie kabzy naszym kosztem: oszukali rolników, że bez chemii nic im nie wyrośnie. Kiedy ci się sprzeciwiali znaleźli „argument” nie do odrzucenia: pieniądze! Za chemizowanie upraw rolnik dostaje wysokie dopłaty, dzięki czemu produkuje „tanią” żywność, z którą rolnictwo organiczne nie jest w stanie konkurować. Ale ta taniość jest pozorna. To oszustwo. I to potrójne:

  • po pierwsze dopłaty pochodzą z Twoich podatków, które rządowy zbój Janosik zdziera z Ciebie nie pytając cię, czy się na to zgadzasz i na co chcesz je przeznaczyć.
  • Po drugie jedząc to świństwo ciężko chorujesz Ty i Twoje dzieci, więc musisz wydać pieniądze na lekarza (a przynajmniej na witaminy i suplementy).
  • I po trzecie: żywność organiczna jest wartościowa, więc nie musisz jej dużo zjeść, żeby się najeść.

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to oczywiście chodzi o pieniądze. Podążaj pieniędzmi, a one Cię doprowadzą do celu!

Sprawa jest prosta: biznes musi się kręcić!

Jeśli ludzie chorują, to chodzą do lekarza, a ten zapisuje leki, które nie tylko nie pomagają, ale jeszcze bardziej szkodzą. Potrzebne więc są następne leki – leczące skutki uboczne poprzednich. Ale i one mają skutki uboczne, więc końca dramatu nie widać.

Leki są horrendalnie drogie – ich producenci pobierają marżę w wysokości kilku tysięcy procent w stosunku do kosztów produkcji.

Nieskutecznie, a dokładniej: z groźnymi dla zdrowia i życia skutkami ubocznymi leczeni ludzie trafiają do szpitala, gdzie przeprowadza się bardzo drogie badania bardzo nowoczesnymi urządzeniami. Pomyśl, ile kosztuje ich wyprodukowanie!

Później kierowani są na operacje, w czasie których tzw. „lekarze” (chyba raczej prymitywni rzeźnicy!) wycinają im narządy niezbędne do życia, a po operacji leżą w szpitalu, znowu biorą leki, a nawet całe długie i wielokrotne serie chemioterapii i tak w kółko.

Kto raz wpadnie w te tryby nigdy się z nich nie wyrwie, chyba że umrze lub dozna oświecenia, że jest oszukiwany i wykorzystywany.

Od kołyski po grób jesteśmy szprycowani chemią, chemią i jeszcze raz chemią.

I tak się ten złoty biznes kręci.

Kręci się, bo ludzie są głupi i sami na to pozwalają. Pozwalają się truć od urodzenia po grób i pozwalają psychopatom zarabiać na swoim nieszczęściu.

Gdyby to zrozumieli, cały ten oszukańczy system runąłby w jednej chwili. Pomyślcie tylko: nie byłoby pieniędzy na korumpowanie polityków!!! Znaczy to, że i polityka by runęła, jak domek z kart!

Dlatego apeluję: koniec gadania i teoretyzowania, czas na konkretne działania.

Wygląda na to, że ludzie (przynajmniej na Zachodzie) zaczynają mieć dość życia w tej chemicznej komorze gazowej i zaczynają działać. Oddolnie. Nie czekają, aż skorumpowane rządy coś im dadzą lub Unia łaskawie im pozwoli. Unia na nic nie pozwoli, jeśli my sami się nie zbuntujemy i nie zrobimy porządku na swoim własnym podwórku. Ta rewolucja musi się zacząć na naszym talerzu. Jeśli przestaniemy kupować „naukowe” i „nowoczesne” trucizny i zaczniemy się domagać prawdziwej, naturalnej i zdrowej żywności z całą pewnością znajdzie się ktoś, kto nam ją dostarczy.

Jeśli nie będzie zbytu na GMO, zniknie ono z naszych pól.

I bardzo proszę mi nie pieprzyć (za przeproszeniem), że nic nie możemy zrobić, bo to dopiero początek ucisku i że będzie jeszcze gorzej, bo tak jest napisane w Biblii albo w Apokalipsie albo przepowiedzieli to jakaś wieszczka lub inny prorok. Również proszę mi nie mówić, że przylecą tu „dobre istoty z kosmosu” lub przybędzie jakiś Zbawiciel, który nas wyzwoli.

Nikt tu nie przybędzie, żeby uratować bandę głupich, nieświadomych i totalnie bezmyślnych owiec. Nikt nie przyjmie do kosmicznej wspólnoty bandy idiotów, bezmyślnych baranów ani tępych Jasiów, bo jest oczywiste, że głupi wszystko zepsuje! Sami musimy zmądrzeć i uporządkować ten bałagan. Bez oglądania się na Boga, Jezusa, kosmitów, Unię, rząd czy inny cud.

Ludzkość jest jak motyl wykluwający się z poczwarki. Jeśli ktokolwiek pomógłby temu motylowi wyciągając go z kokonu, żeby się tak biedaczek nie musiał męczyć, zrobiłby mu niedźwiedzią przysługę – taki motyl nigdy nie mógłby latać i byłby niezdolny do samodzielnego życia. Motyl musi się wydostać sam!

My też musimy zrobić porządek na swojej własnej planecie SAMI!

Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że nie wierzę w „boga” Jahwe. Jahwe NIE JEST BOGIEM. Wierząc w boskość Jahwe obrażasz prawdziwego Boga!

Skoro Jahwe nie jest Bogiem, to i jego „święta księga” Biblia (wraz z Apokalipsą) również jest guzik warta. Podobnie i prorocy.

Nie rozśmieszajcie mnie, kochani przerażającymi horrorami z Apokalipsy, bo sprawa jest poważna.

Wiele razy pisałam, że to nie LUDZKOŚĆ jest winna temu, co dzieje się na naszej pięknej planecie. Winni są psychopaci, stojący na czele korporacji, niszczących nasz świat. Sama korporacja działa jak psychopata! A to właśnie korporacje nas karmią, leczą i nami rządzą. Ale robią to dlatego, że my im na to pozwalamy! Bez naszego biernego przyzwolenia korporacyjni psychopaci nie osiągnęliby nic!

Nastał czas, by to zmienić. Czas zrzucić kajdany i podjąć walkę. Ale nie na ulicach i nie na wojnie.

Walka ma mieć charakter pokojowy i musi się zacząć od naszego własnego talerza, na który nakładamy posiłek. Jeśli każdy zrobi porządek w swojej lokalnej społeczności, uporządkujemy cały świat.

Jeśli staniemy się przykładem dla innych, przyłączą się do nas.

Takie rzeczy już się dzieją. Nie tylko nie udało się ich stłumić, ale wręcz przeciwnie, coraz więcej ludzi przyłącza się do tych „rewolucjonistów” i wszyscy zaczynają działać wspólnie. I nic nie robią sobie z tego, że to jest nielegalne i że przepisy na to nie pozwalają. Nie ma takich przepisów, których nie da się obejść – my, Polacy, wiemy o tym najlepiej na świecie, bo ćwiczyliśmy to przez stulecia na naszych okupantach. Dlaczego więc teraz oglądamy się na innych i mówimy, że „nic się nie da”? Za Hitlera za szmuglowanie mięsa groziła kara śmierci, a jednak robiono to na masową skalę. Czy Unia jest gorsza niż Hitler?

Uczmy się na błędach innych. Skoro oni boleśnie przekonali się na własnej skórze, że GMO jest oszustwem, bo nie gwarantuje ani taniej, ani wydajnej, ani tym bardziej zdrowej produkcji rolnej i teraz – mimo najszczerszych chęci – mają wielki problem z powrotem do rolnictwa tradycyjnego, więc nie idźmy w ich ślady. Oni już tam byli i stamtąd wracają, przegrani, przerażeni i pełni żalu, że w ogóle w to weszli. Chemia rolnicza i GMO okazały się wielkim oszustwem. Doprowadziły do bankructw wielu gospodarstw i spowodowały wiele chorób oraz wad genetycznych.

Od chemii giną pszczoły, a bez pszczół nie przetrwamy. I popatrzcie tylko, kto te pszczoły truje: firma Bayer! Ta sama, która działała w Auschwitz i produkowała leki dla doktora Mengele! Nie wierzcie więc, że jest to przypadek i że Bayer uderzy się w piersi, przyzna do winy i wycofa truciznę z handlu. Nic z tego! Będzie truć, aż ostatnia pszczoła padnie. A my wraz z nią! Jeśli Einstein miał rację, to bez pszczół zostaną nam tylko 4 lata życia na tej planecie.

Popatrzcie sami, jak dziś wygląda niegdyś sielska francuska wioska, nad którą unosi się biała mgła z rozpylanych środków chemicznych, od których rolnicy ciężko chorują, a ich dzieci i dzieci ich sąsiadów umierają na raka. Nie radzę nikomu skubnąć winogron z krzaczka winorośli, gdyż grozi to zatruciem, a nawet śmiercią. Winogrona są zbierane po okresie karencji, ale chemikalia wnikają w glebę i pozostają tam do następnego roku albo i na zawsze. A my zachwycamy się smakiem francuskiego wina… i nikt nie kojarzy jego picia z ewentualnym nowotworem za lat kilka. Smacznego!

I na zakończenie, dwie, bardzo ważne wiadomości z krajowego podwórka:

Krajowa inicjatywa, warta jak najszerszego rozpropagowania. Już następnego dnia po ukazaniu się tego artykułu zareklamowałam go na Facebooku i ku mojej wielkiej radości wiele osób zaczęło to przekazywać dalej i dalej. Tak trzymać!!!

Marek Kajdas: Antysystemowy żywnościowy ruch oporu

Namawiam do podziemnego rolnictwa i domowego przetwórstwa żywności z jej dystrybucją pozasystemową wprost do ludzi, znajomych, po sąsiedzku, przez internet, ewentualnie nielegalne targowiska, czy też legalne ale bez doliczania VAT, marż złodziejskich. Na razie jeszcze nie grożą za to kary tak surowe jak za ładu jaki nam tworzyli krewni Tuska, pobratymcy z Prus-Niemiec. Nie lepiej było za PRL stalinowskiego aż po lata Gierka, kiedy istotnie rolnikom trochę zelżono ucisk, taki NEP nastał pod koniec ery Edwarda. .

Ponad milion drobnych gospodarstw rolnych, jeszcze więcej działkowiczów także z miast…. może wytwarzać tyle żywności że wystarczy jej do wyżywienia wielu milionów Rodaków. To będzie żywność dystrybuowana w barterze, czy za gotówkę, ale poza systemem fiskalnym bez VAT i innych haraczy. Przykładowo mogę np dać 100 kg zboża za stworzenie dla mnie małego portalu – jakiś gołębiarz, hodowca królików, kur potrafiący takie www składać, instalować nie będzie musiał tracić gotówki, ani ja. Sprzedać zboże jest trudniej małemu rolnikowi, cena musi być godziwa, inaczej to dopłacanie do produkcji. To taki przykład z brzegu.

Należy dążyć do tego żeby w sklepach minimalizować zakupy, zwłaszcza bojkotujmy wielkie sieci zagraniczne, oraz nasze z nomenklaturowym rodowodem. Niektóre targowiska są także ukąszone systemem, kasy fiskalne, podatki płacą, doliczają VAT itd Powstanie antysystemowe ma być powszechne. Nawet paliwo można sprzedawać bez haraczy, rolnik może wytwarzać sprężony biogaz którym także można napędzać pojazdy, ogrzewać dom, wodę. Podobnie z biopaliwem, po co narzucać ludziom całym ten chory system? Zatem po cichu… machnium? Machnium! Zamiast węgla można stosować brykiety ze słomy, niektórzy rolnicy mogą ich wyprodukować wiele ton ponad swoje potrzeby.

Szara strefa zatem, ale po prawdzie apeluję o coś więcej. O życzliwość, o hojność. O płacenie rolnikom drobnym nawet powyżej ceny rynkowej za ich produkty, bo to są partyzanci antysystemowi, inaczej cały naród PO-żre new world order. W razie wojny kraje z rolnictwem towarowym będą w tarapatach, a my wyżywimy naród na luzie metodami niekiedy ze starożytności jeszcze 🙂 Można piec chleb w domach, można mleć ziarno ma mąkę, kasze, otręby itd Można robić pyszne sery, masło prawdziwe, a nie 50-80%, dawniej gospodarze zabijali prosiaki, byczki i jakoś nikogo nie truli podrobami, mięsem. Za to UE truje nas skażonym świństwem raz po raz. Wiele zależy od miast, włączcie się w akcję, kupujcie wprost u rolników w naszych domach. Nie opłaci nam się stać na targowiskach, sprzedaż w domach to co innego. Klient nasz pan. Pomóżcie wsi przetrwać i rozwijać się.

Przydałby się specjalny portal PODZIEMNA POLSKA 🙂 To kwestia także innych branż, rzemiosła, złotych rączek od każdej usługi, noclegów poza rejestrem, bazy żywieniowej poza SSanepidem itd Nie samo rolnictwo i żywność. Tak trudno o dobre wino, piwo w ludzkiej cenie. W sklepach same sikacze niewarte naszych ust. Powinny powstawać małe gorzelnie, winiarnie, browary. Wczoraj piłem bimber o jakości koniaku dobrego. Żadna wódka gatunkowa nie jest lepsza od produkcji „wujka”, zwłaszcza żołądkowa Palikota.

I apel Jadwigi Łopaty, laureatki tzw. „Zielonego Nobla”:

Od wielu lat współpracuję z różnymi organizacjami, ekspertami i rolnikami z krajów Europy Zachodniej. Jestem świadkiem zmian, jakie następują w ich rolnictwie i widzę jak dużo wysiłku i pieniędzy wkładają, aby powrócić do, jak to nazwali, prawdziwego rolnictwa.

O ironio! W tym samym czasie jestem również świadkiem, jak w Polsce niszczy się ‘prawdziwe rolnictwo’.

Piszę ten artykuł w Anglii, bowiem muszę szybko wyrzucić z siebie żal, jaki ściska moje serce z powodu bezmyślnych działań niszczących, jakże wartościową dla nas wszystkich, polską wieś.

Właśnie wróciłam z kolejnego spotkania, w którym uczestniczyli wiodący teoretycy, aktywiści i praktycy rolnictwa. Zastanawiali się nad przyszłością rolnictwa i żywności w Anglii. Co dalej?

Zglobalizowany, energochłonny agrobiznes, niewolnictwo rolników oraz chemia i GMO na talerzach? Czy ‘nowa era rolnictwa’ czyli proekologiczne, tradycyjne, nisko-energetyczne (zużywające minimalne ilości paliw i środków chemicznych) rolnictwo?

Oczywiście odpowiedź jest jednoznaczna – ta druga droga stanowi rozwiązanie – krzyczą zgodnie Anglicy i kreślą plany, na podstawie których chcą zrobić rewolucję w swoim rolnictwie.

A co takiego proponują nasi angielscy koledzy? Jak chcą zmienić swoje rolnictwo i dlaczego?

Aby poznać odpowiedź, wystarczy przyglądnąć się polskiej wsi.

Nie wierzycie – bardzo proszę oto główne postulaty koniecznych zmian w angielskim rolnictwie:

1. Zwiększyć liczbę rolników 10 razy. Obecnie mają około 300 000 – czyli chcą mieć znowu około 3 milionów. Dlaczego? Produkcja dobrej jakości żywności wymaga większego nakładu pracy, trzeba więcej rąk do pracy. Poza tym chcą być w dużej mierze samowystarczalni w zakresie produkcji żywności a małe gospodarstwa/jednostki są bardziej wydajne.

W Polsce mamy około 2 mln rolników i cały czas nam się wmawia, że to stanowczo za dużo, że trzeba zredukować liczbę do pół miliona (o takim planie wiem z osobistego spotkania z przedstawicielami z wydziału ds. rolnictwa w UE), że trzeba stosować więcej chemii i koniecznie GMO … bo w przeciwnym razie grozi nam głód. To tak perfidne kłamstwa, że za samo ich promowanie należy się kara.

2. Zmniejszyć przeciętny wiek rolnika; odmłodzić rolnictwo i podnieść status zawodu rolnika. Jak to określili Anglicy ‘zrobić go seksi’; tak aby przyciągnąć młodych. O co tutaj chodzi? Średnia wieku angielskiego rolnika dobija do sześćdziesiątki … podobnie jest zresztą w innych bogatych materialnie krajach. W Polsce średnia wieku rolnika to 47 lat, więc jesteśmy w dużo lepszej sytuacji.

3. Rozwinąć modę na tzw. ‘part time family farming’…czyli nasz polski chłoporobotnik. W większości małych gospodarstw rodzinnych jeden z członków rodziny pracuje i zdobywa gotówkę na opłaty, podczas gdy pozostali pracują w gospodarstwie. Anglicy orzekli, że to wspaniały model. Nie tylko marzą, aby go powielić u siebie, ale już po prostu zabrali się z wielką determinacja do roboty. Dlaczego? Bo takie gospodarstwa to idealne miejsce dla rozwoju dzieci, bo wiedzą co jedzą, ponieważ sami produkują żywność, bo chcą umieć produkować żywność i uniezależnić się. Hmmm … polski chłop ostał się rozbiorom, komunie, ale czy nie podda się kłamliwym obietnicom i złudzeniom kapitalizmu. ‘Oni’ przychodzą jak przyjaciele, dają dotacje … tylko, że ‘oni’ też np. zniszczyli (celowo) wszystkie małe przetwórnie, aby rolnik nie mógł sprzedać swoich produktów. A 80% dotacji trafia do wielkich gospodarstw i przetwórni spożywczych, które stanowią 20% wszystkich jednostek zajmujących się produkcją żywności. A więc te półtora miliona mniejszych i małych gospodarstw dostaje grosze i równocześnie nie może sprzedać swoich produktów. O co tutaj chodzi … pisałam powyżej – to celowy plan zniszczenia polskiego rolnictwa.

4. Anglicy uknuli termin „transition town’ i ‘transition farm’, czyli miasta i gospodarstwa w okresie przejściowym.

Przejściowym do czego? Do lokalnej produkcji i konsumpcji. Angielscy rolnicy, zamiast sprzedawać na globalnym rynku, coraz częściej szukają zbytu swoich produktów lokalnie, w okolicy gospodarstwa. Dlatego, że to najpewniejszy rynek zbytu. Konsumenci zaś wolą kupować od lokalnych rolników, bo w każdej chwili mogą zobaczyć jak żywność jest produkowana. A więc mogą wybierać tych rolników, którzy produkują dobrej jakości żywność. Angielskie odpowiedniki gmin i powiatów zapewniają swoim rolnikom promocje, targi chłopskie. W planach mają tworzenie lokalnych magazynów, gdzie rolnicy będą mogli dostarczać swoje produkty a lokalne instytucje (szkoły, szpitale, restauracje, itp.) będą się w nich zaopatrywać. No cóż pospieszyliśmy się i prawie zupełnie zniszczyliśmy naszą strukturę spółdzielni rolniczych…a szkoda…bo też bylibyśmy już do przodu…kto teraz odbuduje sieć lokalnych odbiorców żywności?

Chciałoby się krzyczeć i krzyczę: kochani Rodacy, dlaczego nie doceniacie swoich tradycyjnych i ekologicznych gospodarstw rodzinnych? Czy znowu będziemy mądrzy po szkodzie? Jak naprawimy tę szkodę? Wołam do wszystkich prawdziwych tradycyjnych i ekologicznych rolników: NIE DAJCIE SIĘ ZNISZCZYĆ, NIE DAJCIE SIĘ OSZUKIWAĆ. PRZYSZŁOŚĆ NALEŻY DO WAS!

Proszę wszystkich Polaków, którzy cenią dobre jedzenie i dziedzictwo polskiej wsi: SZANUJCIE I WSPIERAJCIE tych rolników. Nie musimy powtarzać błędów innych krajów. To od nas wszystkich zależy, jaka będzie przyszłość rolnictwa i żywności w Polsce.

Jadwiga Łopata – laureat Ekologicznego Nobla (nagrody Goldmana), inicjator ICPPC – Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi, założyciel i wieloletni Prezes Stowarzyszenia ECEAT-Poland (European Center for Ecological Agriculture and Tourism), członek organizacji Innowatorów dla Dobra Publicznego – Ashoka, właściciel małego gospodarstwo ekologicznego, Człowiek Roku 2008 „Gazety Krakowskiej”, inicjator Koalicji „POLSKA WOLNA OD GMO”.

Pod obrazkami w tym wpisie kryją się linki do filmów na Alterkino – proszę klikać, ściągać i oglądać!

169 myśli nt. „Czas na rewolucję na polskim talerzu (która spowoduje rewolucję wszędzie wokół)

  1. Komunizm to właśnie utopia. Warto przeczytać co mają do powiedzenia autorzy danych koncepcji, w ogóle warto przed krytyką zapoznać się z argumentacją przeciwników jak i zwolenników. Ja bez tego nie podejmuję krytyki czegokolwiek, bo wtedy nie są to moje wyrobione poglądy, ale danej grupy, której argumenty akurat poznałem. Dopiero po poznaniu zdania dwóch stron można się jej podjąć i tak jednoznacznie stwierdzać, że coś jest złe.

    @Nordzom: Nikogo nie agituję i nie staram się przekonać. Uświadamiam tylko i wyprowadzam z błędów. Stawianie znaku równości między ludobójstwem czy totalitaryzmem a komunizmem to zwyczajny brak wiedzy, który mam nadzieję uzupełniłem w tej dyskusji 😉

  2. @ Mizia: napiszę tu to samo, co w blogu o chemtrails, gdzie zostawiłeś ten link:
    Żeby nie było, że jestem niedobra zatwierdzam. Ale… Ale na usta cisną mi się bardzo mocne słowa. Postaram się jednak wyrazić swoje uczucia w cywilizowany sposób.
    Po pierwsze, nawet jeśli uznacie mnie za wyjątkowo podłą sukę, nie dam ani grosza na onkologię, zwłaszcza dziecięcą, bo to mordownia, a nie medycyna. Anonimowa ankieta przeprowadzona wśród onkologów wykazała, że tej terapii nie poddałoby się 85% z nich.
    Po drugie przeczytałam tam takie zdanie:

    Obecna cena lekarstwa wynosi około 35 500,00 zł za jedno opakowanie (wystarcza ono na 21 dni)

    Dam sobie odciąć rękę za twierdzenie, że cena wyprodukowania tego leku to kilka(dziesiąt) centów za opakowanie, ale cena sprzedaży to 35 500 zł – toż to bandyterka w najczystszej postaci!!! Wiem, oczywiście, jest to jedyny lek, a rodzice zrobią wszystko, żeby przedłużyć (ale nie uratować) życie dziecka. Tak więc, jeśli macie trochę kasy na zbyciu wpłaćcie na konto tych kryminalistów, niech pozwolą dziewczynce pożyć trochę dłużej.

    Cena leku jest tak wysoka, bo chorych, którzy go potrzebują można policzyć na palcach jednej ręki, i to w skali całego świata. Firmy farmaceutyczne (najbogatszy kartel na świecie!!! bogatszy niż branża narkotykowa i porno) nie mogą sobie pozwolić na rozdawanie leku za darmo. Dlatego, że liczy się wyłącznie dochód, a życie ludzkie jest gówno warte.

  3. To jest GRA na uczuciach i nieświadomości, nie mam słów na określenie takich sq-synów, żerujących na krzywdzie ludzkiej… Dla MM proponuje najwyższy wymiar kary.. i koniecznie leczenie Ich, ich metodami. Karin Stanek zmarła ostatnio, czy to kolejna ofiara onkologii? Nie dziwię się osobom „biednym umysłowo” , ale tacy z pierwszych stron gazet” dają się omamiać, czy to jakieś zaćmienie, zahipnotyzowanie czy co???

  4. @ Astromaria – w obliczu takiej choroby raczej nie wypada kogokolwiek pouczać i uświadamiać , przekonywać , chcesz dasz nie chcesz nie dasz , dam ci taki przykład lapidarny , jak mnie ktoś prosi zawsze daje nawet jak wiem , ze np. to przechleje – JEST TAKIE POWIEDZENIE NAKARM GŁODNEGO …. dlaczego daję , BO JEŚLI KTOŚ ZNIŻA SIĘ DO BŁAGANIA O POMOC I JEST TO CHOĆBY ZŁOTÓWKA DO BUTELKI WINA – TO WIEDZ , ZE DLA TEGO CZŁOWIEKA TO WINO JEST W DANEJ CHWILI „CHLEBEM” -ponieważ nie potrafi funkcjonować bez tego tak jak my bez CHLEBA , nie będę się kłócił w tej kwestii .
    =====================
    ps . wstawiłaś i CHWAŁA CI ZA TO NA PONAD 90 BLOGACH WSTAWILI , wyjątkiem jest blog byłego bazarchandla, jako jedyny ale cóż .
    PPS.co nie przeszkadza mu wstawiać swoich linków umnie …

  5. @ Mizia: rodzice dzieciaka są pewni, że te pieniądze uratują mu życie, a tak naprawdę mu je odbiorą – jeśli to nazywasz „chlebem” dla dziecka, to ja czegoś nie rozumiem. Ja do tego ręki nie przyłożę, przykro mi. Inna sprawa, że przekonywanie tych ludzi do metod niekonwencjonalnych też na nic się nie zda, bo oni są w panice i nie działają racjonalnie. Przemawianie do nich pewnie skończyłoby się wyzwiskami pod adresem agitatora. Dlatego będzie co ma być, ale bez mojego udziału.

  6. @ ASTROMARIA -dokładnie tak!! i pozostawmy to ,
    ps. sens ma uświadamianie osób jeszcze zdrowych , a wiec do dzieła pozdrawiam 🙂
    „TONĄCY SIĘ NAWET BRZYTWY CHWYTA” –

  7. @Miziaforum

    …BO JEŚLI KTOŚ ZNIŻA SIĘ DO BŁAGANIA O POMOC I JEST TO CHOĆBY ZŁOTÓWKA DO BUTELKI WINA – TO WIEDZ , ZE DLA TEGO CZŁOWIEKA TO WINO JEST W DANEJ CHWILI „CHLEBEM” -ponieważ nie potrafi funkcjonować bez tego tak jak my bez CHLEBA…

    Błąd myślowy. Od 5-ciu lat funkcjonuję bez tego chleba. Twój argument jest jedynie dramatyczny, bo nie zawiera w sobie, ani krzty prawdy. Dokonywanie wyborów, nawet tych najbardziej trudnych, to jest chleb powszedni. Uzdrowienie tego dziecka, może być darmowe, a ścieżka do znalezienia sposobu jest w Internetsach, tak niewygodnych dla „unych”. Mizia. Jesteś świadomy wielu spraw, a w kwestii medycyny, krzyczysz o wsparcie dla zabójczej alopatii? Jest to dla mnie niezrozumiałe… Sądzę, że dobre oczyszczanie organizmu, uchroniłoby to dziecko od śmierci, która nad nim czyha, przynajmniej na pierwsze tygodnie. Później alternatywne rozwiązania, których jest bez liku. DARMOWYCH! Powodzenia.

  8. A propos tego apelu na stronie chorej dziewczynki, usiłowałam wysłac komentarz- nie wszedł!!!!Oto treśc-

    Czy oglądaliscie film „Olej Lorenza” , zobaczcie koniecznie. Rodzice, jesli sami nie uratujecie dziecka to na pewno medycyna chemiczna nie pomoże-wyssie z Was ostatni grosz, pogrązy finansowo i tyle. Tak wysoka cena leku* wyssana z palca bo i choroba rzadka, a łupić trzeba baranków (big-pharma bogaci się kosztem naszych uczuć i niewiedzy, oraz bezmyślnemu zaufaniu białemu kitlowi rodem z… Auchwitz) „Choroby są procesem pozbywania się toksyn z organizmu. Objawy są naturalną ochroną organizmu. Nazywamy je chorobami, lecz w rzeczywistości leczą one choroby. Wszystkie choroby mają jedną przyczynę, choć objawiają się w różny sposób, w zależności od miejsca, w którym występują.” Wszystkie choroby są objawem niedoboru, czegoś lub toksemii..!!!
    http://www.bioslone.pl/forum/index.php#1
    http://www.bioslone.pl/

  9. Olej Lorenza to jest film KULTOWY. Kto nie widział niech zobaczy, jak się ludzie musieli użerać w medycznymi bezdusznymi urzędasami i Big Pharmą, którym nie opłacało się zająć konającym dzieciakiem tylko dlatego, że jak powiedział jeden z nich „więcej dzieci dławi się frytką niż zapada na tę chorobę”. Drugi film, oparty na faktach to „Polisa śmierci”, również o bezduszności świata medycyny i ubezpieczeń zdrowotnych http://www.filmweb.pl/film/Polisa+%C5%9Bmierci-2002-138088

  10. W temacie Rastego i ZeitGeist:MF.
    Jeśli komukolwiek uda się wytrącić broń obecnym kolesiom z ręki to będzie to poważny problem nie dla nich ale dla NAS jeśli ta wielka szara masa nie będzie miała świadomości z KIM się walczy i KTO pociąga za sznurki zachowań tejże szarej masy.
    Posługiwanie się starymi pojęciami rodzi tylko uprzedzenia.
    Ludziom brakuje prostego wglądu w obecną „rzeczywistość” sytemu monetarnego i bankowego. Nawet Lenin zauważył że: „… samochód jedzie w nie w tą stronę” (film „Money Masters”). On zrozumiał że jest zależny od systemu bankowego kolesi sponsorujących jego rewolucję i że mają w tym wielki interes a nie szczerą troskę o wolność Kraju Rad. Sądzę że on zrozumiał w końcu że mają to głęboko w dupie. I wtedy gdy to zrozumiał stał się nieprzydatny i wręcz niebezpieczny więc „poszedł do piachu”. I raczej nie z własnej woli. Ale to moje przypuszczenia.

  11. Tę pozytywną wiadomość (w pierwszej części) dedykuję Niereligijnej zza Wielkiej Wody.

    Mleko prosto od krowy w MLEKOMACIE w Łomży
    „To inicjatywa młodego rolnika ze Stawisk, Adama Sanickiego, który kupił mlekomat od producenta z Czech, a butelkomat do sprzedaży butelek sprowadził z Włoch. Dzięki tym urządzeniom świeże mleko codziennie trafiać będzie do automatu od rolników z podłomżyńskich wsi. Będzie smaczne i zdrowe, przechowywane w odpowiedniej temperaturze – zapewnia Adam Sanicki.”

    Rolnicy sprzedają świeże mleko w automatach
    „Czescy rolnicy chcą w ten sposób walczyć z niskimi cenami skupu i sieciami supermarketów, które zmuszają ich do sprzedaży mleka po jak najniższej cenie. Mleko z automatów jest świeższe, smaczniejsze i zdrowsze. Nie pokonuje w kartonach setek kilometrów od producenta do regałów w supermarketach.”

    Przypomnę od siebie że olbrzymia większość supermarketów to zachodnie koncerny transferujące zyski za granicę oraz że są to twory w większości zwolnione na 5 lat z płacenia podatków (w majestacie „polskiego” prawa) wobec Polskiego Skarbu Państwa. Podobnie jest w innych państwach byłego bloku wschodniego.

    Tymczasem trwa w trójce wieczorna modlitwa do Mamonia.

    Pozytywne jest to że obecnie ponad 65% statystycznych Polaków sprzeciwia się wyprzedaży majątku narodowego jak KGHM, PKO itd.
    Niewzruszona żyto-masońska-ponadnarodowa-komuna i tak ma to w dupie bo nasze długi prężnie rosną (Jewro 2012) a ludziom żyje się (d)ostatnio.

    I tak będziemy zmuszeni sprzedać nasze srebra rodowe wcześniej czy później bo nasze zadłużenie i tak nas dobije nie pozwalając finansować długu powyżej 60% PKB z naszego (jeszcze?) Narodowego Banku Polskiego:

    http://www.sejm.gov.pl/prawo/konst/polski/10.htm (klikać proszę a nie czytać tylko najważniejsze urywki poniżej)

    „Rozdział X
    FINANSE PUBLICZNE

    Art. 216.

    § 5. Nie wolno zaciągać pożyczek lub udzielać gwarancji i poręczeń finansowych, w następstwie których państwowy dług publiczny przekroczy 3/5 wartości rocznego produktu krajowego brutto. Sposób obliczania wartości rocznego produktu krajowego brutto oraz państwowego długu publicznego określa ustawa.

    Art. 220.

    §1. Zwiększenie wydatków lub ograniczenie dochodów planowanych przez Radę Ministrów nie może powodować ustalenia przez Sejm większego deficytu budżetowego niż przewidziany w projekcie ustawy budżetowej.

    §2 Ustawa budżetowa nie może przewidywać pokrywania deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązania w centralnym banku państwa.

    Są to najbardziej restrykcyjne zapisy w Europie. Wiele państw w EU nie ma tych zapisów i dlatego mają dług publiczny o wiele większy niż 60% PKB. Znacie te sprawy z zadłużeniem Grecji, Portugalii, Włoch, Irlandii? Sami sobie poszukajcie ile wynosi ich obecne zadłużenie liczone względem ich PKB. Gwarantuję wasze zdziwienie.
    Takie zapisy mają wejść w wielu państwach Europy wkrótce, na przestrzeni najbliższych 2 lat. Pytanie: to z jakiego banku w takim razie będzie finansowany budżet danego państwa po przekroczeniu jego 60% PKB?
    No jak to z jakiego? Prywatnego. Komercyjnego. Zakumaliśmy? Będziemy musieli płacić wysoką lichwę obcym, prywatnym bankom (ponadnarodowym) za udzielony kredyt zamiast emitować własną walutę z Banku Centralnego (nie obciążoną daniną wobec obcych) na własne potrzeby.

    Szczerze zainteresowanych zachęcam po raz kolejny, z upierdliwym uporem maniaka, do obejrzenia sobie c-a-ł-e-g-o filmu „The Money Masters” z naciskiem na wątek samofinansowania się kolonii północno-amerykańskich i innych koloni angielskich oraz wniosków z nich wypływających:
    The Money Masters
    oraz moich własnych wniosków z tego filmu co do systemu monetarnego (obszerne fragmenty z polskich napisów):
    https://astromaria.wordpress.com/2010/12/31/pozytywne-zyczenia-noworoczne/#comment-15254

  12. Odnosnie mleka, jak obejsc przepisy-NY nalezy do wielu stanow, w ktorych jest zakaz sprzedazy mleka surowego (prosto od krowy). Farmer moze miec krowe mleczna „na wlasne potrzeby”, ale nie moze wedlug przepisow mleka sprzedawac. Wiec farmerzy sprzedaja „udzialy w krowie”, czyli sprzedaje „krowe w czesciach” 🙂 np.pomiedzy 10 osob. 10 osob jest wlascicielami takiej krowy, placa na jej utrzymanie i maja mozliwosc picia surowego mleka codziennie. Wieczorem zostawia sie na farmie pojemniki, rano odbiera pelne mleka.
    Niestety nie wszyscy maja taka mozliwosc. Ja musialabym jechac po takie mleko ze 100 km.
    Sa tez inne sposoby na zakup surowego mleka. Nie mozna go sprzedawac w sklepach dla ludzi, wiec w niektorych sklepach sprzedaje sie je z napisem „Nie do spozycia przez ludzi”, za to jest napis, ze np. „Przeznaczone dla zwierzat”.
    A zawsze bylo „Polak potrafi” 🙂 .

  13. A tak! O udziałach w krowie już ktoś tu pisał. No i to jest pozytywne. Tylko szkoda że zdrowy rozsądek ciągle musi się ciągle siłować z korporacyjno-faszystowskim prawem.
    Z drugiej strony to prawo dostosowano do warunków życia krów ciągle zamkniętych w przemysłowych oborach, stojących w pływającym ła.nie, które światło słońca i świeżą trawę widzą gdy idą na ubój. Po prostu warunki sanitarne, mimo kafelek i cegieł klinkierowych na ścianach i podłogach raczej się obniżyły. Z resztą sami wiecie jak jest.

    Przy okazji, nie wiem czy ktoś pisał o tym: Bruksela: „Świński interes” zbulwersował europosłów .
    „Posłowie Parlamentu Europejskiego domagają się wstrzymania unijnych dotacji do wielkoprzemysłowych hodowli trzody. To efekt projekcji kontrowersyjnego filmu.
    W Parlamencie Europejskim zaprezentowano film sprzed kilku lat zatytułowany „Świński Interes”, poświęcony negatywnym aspektom przemysłowej hodowli trzody w Polsce.
    Marek Kryda, współautor filmu argumentował, że istnieje ryzyko uodpornienia zwierząt na antybiotyki, które są stosowane w hodowli przemysłowej. Przekonywał, że szkodzi to małym gospodarstwom rodzinnym. Mówił także o złym traktowaniu zwierząt.”

    Ja się pytam (nie pierwszy raz): dlaczego zawsze dopłaca się bogatym (po prostu włazi im się w dupę bez wazeliny) a tym samym innych traktuje się jak zło konieczne i stawia się na straconej pozycji? Bo ubodzy nie mają kasy na łapówy?

    Film dostępny na Alterkino: Świński interes – Pig Business.

  14. @ Duke Nukem: faszystowsko-korporacyjne prawo dopiero nadciąga. To, co jest teraz to nic w porównaniu z tym, co ma być. Ale nie będzie, bo to się musi zwalić.

  15. Ja już o tym nie mówię.
    Jeśli to co się teraz dzieje nie wzrusza ludzi, to myślisz że większe ograniczenia ich ruszą? Być może ale widać, że powolne podgrzewanie żaby działa nadzwyczaj dobrze. Niewielu widzi że coś nie gra. Ich liczba się powiększa ale chyba zbyt wolno. Trudno się porzuca iluzje.

  16. Moze czytaliscie ksiazke Schlossera „Fast food nation” (bestseller, pewnie wydany w Polsce, moze pod tym samym tytulem). Dla niezorientowanych w temacie napewno szok. Opisuje wlasnie to, co dzieje sie w duzych korporacjach, ktore produkuja mieso dla mcdonalda i innych. Autor poswiecil kilka lat na zglebienie tematu. Potworne warunki chowu i uboju zwierzat. Krowy jedzia zdechle chore krowy lub flaki kur, kury jedza zdechle swinie, zwierzeta jedza siebie nawzajem. Male swinki sa zabierane od matki bardzo wczesnie i poniewaz ciagle maja potrzebe ssania, i jedna drugiej ssalaby ogon, to ogony sa im ucinane badz lamane. Jak jest zlamany ogon to boli i juz taka swinka nie pozawala drugiej ssac. Wiec zajmuja sie jedzeniem, czyli tym, na czym zalezy ludziom. Kurczakom ucina sie dzioby, zeby sie nie dziobaly.
    W ubojniach kazdy pracownik ma swoje zadanie, jest np. ktos kto caly czas zajmuje sie wyciaganiem flakow ze zwierzat. Zeby robic to dobrze i bez „wypadkow” rozlania zawartosci, osoba musi miec okolo 3-miesieczne doswiadczenie. Malo kto wytrzymuje tyle w ubojni, bo warunki pracy i placy sa tez okropne (autor opisuje praktyki zatrudniania, warunki pracy i liczbe wypadkow, spowodowanych ciaglym poganianiem pracownikow; przy okazji-nie raz maszyna zmielila czesci ciala lub nawet calych ludzi). Czesto dochodzi do rozlania zawartosci jelit, stad twierdzenie Schlossera, ze w miesie mielonym jest g.wno („there is shit in the meat”). Przy okazji-odbiorcami takiego miesa sa tez szkoly, na posilki dla dzieci.
    Kiedys rowniez czytalam artykul opisujacy walke producentow przeciwko bakteriom w miesie. Okazuje sie, ze dodaje sie amoniak lub chlor do miesa mielonego, zeby bakterie nie mogly sie rozmnazac.
    Ostatnio kupilam kotom kurczaka organicznego, w domu okazalo sie, ze smierdzi chlorem. Po wymianie emailow z producentem, okazalo sie, ze organiczne kurczaki tez zanuza sie w chlorze i jest to zgodne z przepisami FDA. Zaoferowali zwrot pieniedzy i wyrazili nadzieje, ze bedzie przeznaczony na zakup kurczakow ich firmy. I tu napisalabym-naiwniacy, ale pewnie jeszcze kupie, bo czym do cholery karmic koty, musza miec jakies miesko. W puszkach i w suchym to tez g.wno.
    To jest cos okropnego, co dzieje sie na swiecie. Polki uginaja sie od jedzenia, a my nie mamy co do geby wlozyc. W telewizji przekonuja nas o zaletach cukru z kukurydzy, ze tak samo dobry jak ten z burakow (nowe haslo reklamowe „sugar is sugar” cukier to cukier). Idzie ojciec z dzieckiem (usmiechnieci) przez pole kukurudzy i twierdzi, ze zanim sie do tego przekonal, to dobrze zbadal temat. Ale nikt jakos przey tym nie mowi, ze 80% kukurydzy to GMO.

  17. Kiedyś czytałam jakąś przepowiednię, że w miastach będzie pełno żarcia, ale każdy, kto to zje będzie chorował lub nawet umrze. No i proszę, spełnia się? Na półkach nie tylko GMO i konserwanty, ale „dodatki” takie jak aspartam i inne gówna. A z nieba leci na głowy i pola syf, więc niedługo nawet w lesie nie będzie nieskażonego jedzenia.

    Chyba, że w końcu „ich” powstrzymamy.

    Zajrzyjcie na blog Monitorpolski, bardzo ciekawy wpis o Fulfordzie i równie ciekawa dyskusja. Bardzo bym chciała, żeby to była prawda, ale bądźmy czujni.

Nie mam żadnego wpływu na moderację, więc proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s