Gary Moore nie żyje

Mój ulubiony gitarzysta Gary Moore zmarł w niedzielę w nocy. Odszedł we śnie, w czasie wakacji w Hiszpanii. Właściwie tylko pozazdrościć takiej śmierci, ale smutno się robi, kiedy odchodzi ktoś tak utalentowany i w pełni sił. Na razie przyczyna śmierci jest nieznana, ponieważ na nic nie chorował.

Już nie skomponuje takiego cudownego bluesa, jak ten:

ani takiej cudownej ballady:

ani takiego hiciora, który znają wszyscy:

To też znają wszyscy:

Ale za to w niebie mają coraz większą i coraz lepszą kapelę.

47 myśli nt. „Gary Moore nie żyje

  1. ******************************
    No i jeszcze takie cudo zostawił na pamiątkę :

  2. To był przedstawiciel pokolenia które tworzyło muzyke popularną która była na wysokim poziomie artystycznym i była wtedy wszechobecna w mediach audiowizualnych. Dwadzieścia, trzydzieści lat temu w radiu i TV większość muzyki popularnej miała jakiś poziom. Kicz i chłam był w mniejszości. Dzisiaj jest niestety odwrotnie. Gary był wielki.

  3. Do lat 90. MTV grało porządną muzę i porządni artyści dostawali nagrody Grammy. Szkoda, że to już historia. A kiedy byłam w szkole, w dyskotekach grali Led Zeppelin, wprost nie do wiary!

  4. muzyka teraz jest forma wladzy i kontroli umyslow, jest dokladnie taka jaka potrzebuje nwo.
    Muzyka „za naszych czasow” byla calkowicie inna, zapewne wielu z nas na dzwiek jakiegos utworu, ma calkiem zywe wspomnienia z prywatki gdy mial 15 lat. A teraz …rapowo – hip hop owo pop pustka.

  5. Cholernie go szkoda, ale przynajmniej pojawiło się na blogu coś o muzyce. 🙂 Ciekawe co było przyczyną śmierci, zdaje się że on lubił „czadowo” żyć. Był świetnym gitarzystą i wokalistą, nagrał parę naprawde dobrych albumów i miał ten feeling, którego wielu nie mało. Niby nagrywał proste rzeczy, ale miały w sobie to coś…

    Over the hills and far away!

  6. Człowiek przeniósł się do innego wymiaru, ale jego cudowna muza pozostała w nas [*]

  7. @ Obywatel: żył bardzo czadowo, ale w młodości. Razem z Philem Lynotem byli prawdziwymi demonami czadowego życia. Chyba niewiele brakowało, żeby się zapili na śmierć. Potem się ustatkował (podobno). No, ale jeśli rozwalił sobie wątrobę, to później mogło się to mścić. Zobaczymy co podadzą jako przyczynę śmierci, później poszukam, a na razie muszę się zająć czym innym.

  8. Powiem Wam że dla mnie lata 80-te i połowa 90-tych bez tej muzyki, bez radiowej Trójki i bez słynnej Listy Przebojów to byłaby wegetacja.
    Gary Morre miał tam swoje ważne miejsce jak i wielu innych świetnych wykonawców. Przepiękne kawałki które potrafią przenieś w lepszy, wewnętrzny świat.
    Pamiętam jak byłem dawno temu na pierwszym koncercie w życiu, na Manamie w jakiejś sportowej hali na Śląsku i gdy usłyszałem „Espania Forever” to mnie po prostu zatkało ze wzruszenia. Stałem rozklejony i bezbronny z opadniętymi rabarbarami do ostatniej nuty. Przepiękne. I takie są też kawałki Garego.
    W ogóle dobra melodia, gitara, sittar, smyczki i fortepian to jest to. Niekoniecznie wszystko razem 🙂
    I nie smućmy się. Została nam cudna muzyka poruszająca serce i umysł.
    I powiem Wam jeszcze że jeśli choć trochę pogrywacie na gitarze to poszukajcie kogoś do pary i zagrajcie razem. Cokolwiek. Np. kawałek z „Czterech pancernych”? 😉 Duety to jest niesłychana frajda. Czysta radocha jak na załączonym wyżej przykładzie widać. 🙂

  9. Jakiś czas temu przeczytałam, że brytyjscy dziennikarze muzyczni wieszczą koniec epoki rocka na rzecz popu. Śmieszą mnie takie teksty, bo skąd oni są w stanie to przewidzieć? Dla mnie to tez jest formą manipulacji i wkładaniem ludziom do głowy określonych informacji i ustawianiem myślenia ludzi. To, że teraz jest wszędzie pełno plastikowego i niewiele wartego popu, nachalnie przez wszystkie media promowanego to nie znaczy jeszcze, że wszyscy go chcą słuchać. Mało tego, nie jestem dziennikarzem muzycznym i nie prowadzę badań, ale z moich obserwacji ludzi, a także czytania różnych komentarzy do artykułów w internecie, np. na onecie (który przecież ma niski poziom) zauważam coś dokładnie przeciwnego. Ludzie rzygają (przepraszam za słowo) tą plastikową, pustą popową sieczką! I nie są to tylko ludzie w wieku Wojciecha Manna (który notabene w radiowej trójce w niedzielę ok. 10-tej puszcza świetne utwory bluesowe i rockowe), ale są to także małolaty w wieku 14 i więcej lat. Wszyscy narzekają na brak dobrych kapel rockowych na miarę AC/DC, Led Zeppelin itp. i plują na sieczkę w stylu Gagi czy Justina Biebera (nawet piszą teksty typu, czemu moi rodzice nie zrobili mnie wcześniej, w latach 60, 70-tych to była muzyka). Każdy z kim rozmawiam narzeka na muzykę w radiu, które ma fatalnie ułożone playlisty. Zresztą sukces takiej np. Gagi to w przeważającej mierze marketing i wciskanie ludziom do głowy po pięćset razy na dzień w mediach jaka to ona jest świetna, oryginalna, wizjonerska i że „przszłośc należy do niej”, że jest „najpotęzniejsza” i tym podobne bzdety. To wszystko jest sztuczne, nadmuchane, ludziom się mówi, ze ona jest wielka, żeby tak myśleli. To samo dzieje się także w Polsce co widać na przykładzie Dody. Praktycznie wszyscy „wchodzą jej do tyłka”, w mediach co chwilę przedstawia się ją jako największą polską gwiazdę, dziennikarze muzyczni, którzy powinni przecież znać się na rzeczy piszą, że ona świetnie śpiewa itd, itd. Poza tym drażni mnie przedstawianie Zapendowskiej jako eksperta od emisji głosu, bo jakkolwiek pani Ela ogólne pojęcie o tym, jak powinien prezentować się wykonawca na scenie ma, to jednak o emisji głosu mało wie, co widać właśnie na przykładzie Dody, a także Górniak. Nie mam nic przeciwko takim wykonawcom jak Doda, Ich Troje, Feel, disco polo i jeśli ktoś ich słucha to jest mi to całkowicie obojętne, ale dostaję ciężkiej cholery kiedy dziennikarze i krytycy muzyczni wciskają ludziom do głowy, że ten chłam jest świetny i na poziomie, bo kto jak kto, ale oni właśnie powinni dbać o poziom (to śmieszne przyznawanie nagród jak w towarzystwie wzajemnej adoracji). Zresztą tu jest właśnie pies pogrzebany, bo tak naprawdę nie chodzi o tych wykonawców, tylko o tych którzy ich wpuszczają „na salony” i promują w mediach. To szefowie wytwórni, mediów i dziennikarze są odpowiedzialni za ten całkowicie denny stan polskiej sceny muzycznej. Można by nawet ukuć „teorię spiskową”, że to jest celowe psucie polskiego rynku muzycznego.

    Jednakże, ponieważ z natury jestem optymistką to sądzę, że z dobrą muzyką będzie dokładnie odwrotnie, niż wieszczą ci „znafcy” – spora część ludzi stanie się całkowicie odporna na tę nachalną promocję plastiku i powstaną alternatywne sposoby promowania tego co wartościowe. W sztuce, jak w życiu też występują cykle, raz jest boom muzyczny (jak w latach 60 i 70-tych), a raz kicha i to teraz możemy obserwować. Niestety to pokolenie klasyków bluesa, jazzu i rocka, wielkich osobowości muzycznych, które tworzyły nowe nurty powoli odchodzi. Jednak z pewnością za jakiś czas pojawi się jakaś wybitna osobowość, która pchnie muzykę na nowe tory i znowu poziom pójdzie w górę. Na razie musimy zadowolić się klasykami.
    Gary’ego Moore’a też bardzo lubiłam, cieszę się, że mogłam być na jego koncercie w Spodku.

    A dla odmiany proponuję innego gitarzystę blues-rockowego, podobnego do Gary’ego. Niestety też już nie żyje, bo zginął w katastrofie śmigłowca. Przepiękny nastrojowy blues o ponurej treści:

    Stevie Ray Vaughan – Tin Pan Alley

    🙂

  10. Ach, szkoda stracić taki talent tutaj, gdzie panuje popowo, hip hopowy pusty, manipulacyjny kicz.

  11. Kochani, żyję już parę latek na tym świecie, więc pamiętam czasy dinozaurów. Koniec rocka wieszczono niezliczoną ilość razy. Były to prognozy PEWNE I OSTATECZNE. I co? I nico! Po każdej takiej przepowiedni rock wybuchał z nową siłą. Świat staczał się od czasu do czasu na samo dno popowej otchłani, ale potem się z niej wyłaniał. U nas (bo żyjemy w małym i niebogatym kraju) szaleje monopol: wiadome „siły nieczyste” wykupiły wszystkie stacje radiowe i zamieniły je w popową tubę (Trójkę też, niestety), więc nie bardzo mamy wybór. Ja słucham sobie czasem AntyRadia, rzekomo rockowo bezkompromisowego (co jest przechwałką nieco na wyrost) i to jest właściwie jedyne radio, którego jestem w stanie słuchać bez wpadania w ostre nerwowe kryzysy i szały rzucania ciężkimi przedmiotami oraz bluzgami. Na szczęście jestem w posiadaniu wielkiej płytoteki, więc mam czego słuchać i nikt nie jest w stanie zmusić mnie do słuchania swojej gówiennej oferty.

    W USA są stacje grające wyłącznie rock czy metal. Ale ich na to stać. U nas to nie przejdzie. Więc każdy musi sam sobie zorganizować własne, domowe „radio” z własnych zbiorów. W latach 90. była jedna stacja rockowa (ktoś pamięta?): Radio Wawa – tak, tak, kiedyś, na samym początku to oni byli rockowo bezkompromisowi. Grali absolutnie bosko, więc słuchałam ich od świtu do nocy, nawet przy kopaniu ogródka. Ale wszystko co dobre szybko się kończy.

    A co do SRV – słucham go namiętnie, do medytacji również. Ale najlepszy do medytowania był dla mnie Gary i jego „Ballads and Blues” oraz Pat Metheny, oby żył wiecznie.

  12. Rzadko słucham radia, a jeśli już to tylko 2 stacji: RMF Classic oraz Chilli ZET. Obie komercyjne, ale bez zadęcia. Prowadzone kulturalnie i kameralnie…

  13. Zajrzałam na wrzutę. Nie logowałam się tam od paru lat i szok! Wrzuciłam tam kiedyś kilka swoich ulubionych kawałków, między innymi SRV i wszystko znikło!!! Został tylko jeden klip King’s X – czyżby przez przeoczenie psów od praw autorskich? Znikła nawet audycja o Bruno Groningu, co za skurczybyki, tego nie mieli chyba prawa wyrzucać.

  14. Sprawy techniczne.
    Zmienione linki po prawej stronie:

    Mity i fakty o mutantach (GMO) Z doktorem Árpádem Pusztaiem rozmawia Michał Sobczyk. Aktualne: http://wolnemedia.net/gospodarka/mity-i-fakty-o-mutantach/
    Stanowisko PAN ws. upraw GMO: http://wolnemedia.net/ekologia/stanowisko-pan-ws-upraw-gmo/
    Bomba chemiczna z opóźnionym zapłonem: http://wolnemedia.net/ekologia/bomba-chemiczna-z-opoznionym-zaplonem/
    Krach Stanów Zjednoczonych Północnej Ameryki: http://wolnemedia.net/polityka/krach-stanow-zjednoczonych-polnocnej-ameryki/

    Martwe linki:
    Niestety domena geocities.com została wyłączona kilka miesięcy temu.
    Te strony przestały istnieć. A szkoda bo to były świetne teksty:
    Historia krzyża. Krzyż nie jest sybolem chrześcijańskim!
    Humanizm w Polsce
    Karlheinz Deschner. Za zgodą Autora, znalazły się tu w postaci elektronicznej książki Karlheinza Deschnera, które możesz ściągnąć ZA DARMO!
    Strona zakazana. Świetny wybór literatury oraz dokumentów antyreligijnych

    Propozycja zmiany:
    Pełny Obraz Film bez dźwięku, ale za to z napisami 😉
    Strona autora tego filmu-kompilacji: http://www.thecrowhouse.com
    Plik z filmem do pobrania: http://www.thecrowhouse.com/vid/bigpic.wmv
    Napisy polskie mam ale nie mogę znaleźć konkretnego linka do nich. Muszę jeszcze poszukać.

  15. Pat Metheny dobrze się trzyma, ale niestety pije dużo coli light (tak kiedyś mówiła Jopek jak z nim nagrywała, że przez cały czas nagrywania tym się żywił). Niestety Pat jest przeciwnikiem „teorii spiskowych”, kiedyś na swojej stronie polecał książkę brytyjskiego dziennikarza konserwatywno-katolickiego (zapomniałam jak się nazywał), która „demaskowała” wszystkie najważniejsze teorie jak szczepionki, WTC i inne. Ale w sumie Pat żyje spokojnie i pozytywnie, więc może mu te cole nie zaszkodzą.
    George Benson też jest fajny 🙂

  16. No to się zmartwiłam, żeby tylko ta cola go nie wykończyła 😦 Podejrzewam, że Pat prędzej czy później przejrzy na oczy. Jeśli nie, to może mieć kłopoty (ale też to właśnie dzięki nim może się przebudzić). Facet ma silnego Plutona (na Słońcu), więc transformację ma wpisaną w horoskop. Na marginesie – nasi ukochani artyści mają horoskopy pasujące do naszych. Gary Moore miał Wenus w ścisłym trygonie do mojej i Słońce w moim 7 domu, a Pat ma Słońce na moim Księżycu, Wenus na moim ascendencie i Marsa na moim IC. Jest to dowód na to, że podobne wibracje się przyciągają.

    George Bensona (aka Jerzego Bensonskiego, jak sam się przedstawiał, kiedy grał w zespole Michała Urbaniaka) też mam w swojej kolekcji. I Ala Jarreau również.

  17. Alex, i ja się pod twoją wypowiedzią podpisuję. Ale nie chciało mi się o tym już pisać.

    Astromario, co do obecnej Trójki to często mi ręce opadają.
    Od kiedy trafił tam Piotr Baron (z pewnej katolickiej lokalnej rozgłośni), który swego czasu dostał „misję” ratowania Listy po odejściu Niedźwieckiego to coś się pokręciło w tym radiu na dobre. Myślę że to efekt zmiany ekipy kierowniczej. Niedźwiecki wrócił jakoś niedawno do Trójki i ratuje twarz tej rozgłośni. A ja Barona mimo wszystko dalej nie trawię. Staram się ale to nie to.
    A najbardziej nie cierpię kiedy Baron zapoda jakiś niby rock ale to jest jakiś łomot niestrawny.
    Moja ocena to też wynik obserwacji kontaktów prezenterów ze słuchaczami. Taki Kuba Strzyczkowski to jest gość. Ma świetny kontakt i czuje „fazę”. Po prostu sympatyczny człowiek, który potrafi się wczuć w każdą sytuację na żywo.
    Niestety w nocy Trójki przeważnie nie da się słuchać. Zamiast coś stonowanego puścić to walą jakąś alternatywną muzę, która do nocnej atmosfery ma się jak pięść do oka. Wolę wtedy posłuchać lokalnego radia na 2PR albo jakiejś większej komerchy niż tego trójkowego crapu.
    Kiedyś w Trójce udzielał się Tomasz Beksiński syn artysty Zdzisława Beksińskiego. Niestety odszedł ponad 10 lat temu zbyt świadomie. Jego audycje to była poezja dosłownie. Muzyka i jego osobiste tłumaczenia z niej tekstów. A że muzyka była nietuzinkowa bo bardzo nastrojowa to i same jego recytacje były niesamowite. Tomasz Beksiński tłumaczył też słynny Lający Cyrk Monthy Phytona.

    A co do wrzuty to trzeba sprawdzić regulamin czy czasem brak „słuchalności” nie powoduje usunięcia materiału.

  18. Ech, Beksiński… ileż nocy przez niego nie przespałam… wprawdzie jego gust nie do końca zgadzał się z moim, ale i tak go słuchałam, to była osobowość! Kiedyś było tam więcej świetnych audycji i prezenterów, ale moim zdaniem Trójka zaczęła schodzić na psy wcześniej niż piszesz.

    Co do linków – dzięki, bo właśnie mam od wczoraj otwarty panel z linkami, co znaczy, że miałam sprawdzać, czy działają, ale nie chciało mi się tego robić, więc tak sobie ten panel czeka i czeka. A teraz (dzięki Tobie) robota pójdzie gładko.

  19. Młodzież SŁUCHA dobrej muzyki: Zeppelinów, Pink Floydów, King Crimson itd. Często nawet całkiem młodziutka młodzież :). I są zachwyceni, i zazdroszczą nam: „jaką mieliście fajną muzykę” Słuchają także muzyki poważnej.
    Moim zdaniem to wynika z tego, ze rodzi się coraz więcej osób na poziomie świadomości 4. i wyższych, którzy intuicyjnie wyczuwają, co jest Sztuką, a co nie.

  20. @Duke Nukem
    „Pamiętam jak byłem dawno temu na pierwszym koncercie w życiu, na Manamie w jakiejś sportowej hali na Śląsku i gdy usłyszałem „Espania Forever” to mnie po prostu zatkało ze wzruszenia”

    O Boże jak ja kochałem Kore. Moja mama sie ze mnie śmiała a ja w podstawówce na ścianie miałem plakaty Kory i Tiny Turner z tygodnika „Na Przełaj” (to była wtedy kultowa gazeta, podobie jak „Razem”).

    I jeszcze Pink Floyd na ich tekstach uczyłem sie angielskiego:

    Oj, można by tak wspominać godzinami.

  21. Z Maanamem to było tak… nie znałam tego zespołu, ale któregoś dnia mój mąż, który się wtedy zajmował muzyką dawną, przyszedł do domu z kasetą Maanam i nam ją zapuścił z bardzo tajemniczą miną. I opowiedział taką historię: jego kolega, muzyk klasyczny, nagrywał płytę, a w studio obok nagrywał Maanam. On nie był wielbicielem muzyki popularnej ani rocka, słuchał tylko klasycznej. I tak się zasłuchał w to, co działo się w studiu obok, że aż poszedł sprawdzić, co to za kapela tam tak daje. A nagrywali właśnie „Nocny patrol”. Tym sposobem poznał zespół i dostał płytę, a potem jeszcze wszystkich namówił, żeby też kupili. Z tą płytą spędzałam niezapomniane wakacje nad jeziorami na Kaszubach. W dzień plaża albo las, a wieczorem kaseta z Manamem. Super wspomnienia. A sąsiedzi w domkach obok słuchali Urszuli.

  22. „Nocny Patrol” nagrali w wersji polskiej i angielskiej pod okiem angielskiego producenta. Koncertowali na zachodzie głównie w Niemczech. Mieli szanse na kariere. Kora w jakimś wywiadzie przyznała, że nie wytrzymali presji, dużo pili, mieli problemy z paszportami i zawiesili działalność. Po latch „Nocny Patrol” brzmi dosyć wspołcześnie i uniwersalnie.

  23. Heh, co do historii z Maanamem – jakoś u początku lat ’80 znajomy basista, co to wcześniej był pogrywał chałtury z różnymi popowymi gwiazdkami, w tym z Marylą Rodowicz, podniósł słuchawkę od telefonu i słyszy że dzwoni Jackowski. Jackowski mówi, że hej, jest taka sprawa, będę robić zespół, mam już cały skład, to będzie coś nowego, ale nie mam basisty… Na co on zbaraniał i mówi, że no nie wie, bo on ma koncerty i tak dalej. Ale Jackowski przekonuje, opisuje mu zespół, mówi jaki będzie charakter muzyki… tylko po to, żeby ów znajomy rzucił słuchawką z niesmakiem i powiedział: „eeee… to nie pójdzie, wypali się po jednej płycie, rock się już nie sprzedaje”.

    Jak bardzo się mylił, pokazał sukces Maanamu. No, to tak odnośnie prognoz o końcu rocka. 🙂

    (chociaż, jeśli uczcić uszy, nic nowego się w tym nurcie muzycznym nie wydarzyło od lat, a i nic inspirującego również – dinozaury powymierają i komu będzie robić rock?)

  24. Jest pare fajnych brytyjskich młodych zespołów więc z rokiem nie jest tak źle, jak na przykład bardzo lubie White Lies ten:

  25. Za długo się w tej Angolii nasiedziałeś. 🙂 Może i ładne ale bez polotu, typowo wyspowe, wygładzone, pseudo-synkopowane z wokalem jakich wiele. Ale nie będę marudził. 🙂 W ostatniej dekadzie z Brytoli podobali mi się Arcade Fire.

    Szkoda trochę, bo kiedyś Brytolia wyznaczała kierunki rozwoju muzyki – teraz jej symbolem jest Bono, licencjonowany „niepokorny” chrześcijański niuejdżowiec i wszyscy ci, którzy próbują go naśladować.

    Ale wy tam macie chociaż BBC R2 i można posłuchać sobie dinozaurów. W Polszy takiego radia nie ma, no chyba że ktoś ma na myśli „Złote przeboje”. 😛

  26. No tak Bono, on bardzo lubił robić sobie zdjęcia z G.Bushem. U2 było fajne do płyty „Pop”. Później jakoś mi nie odpowiadali. Byłem na ich koncercie w 1997 na Służewcu w Warszawie.

    Masz racje, może „nowy” brytyjski rock nie jest odkrywczy ale gdyby więcej takiej „średniej” muzyki leciało w radiu byłoby fajnie. Czasami słysze jak w Polsce ludzie narzekają na radio, jak to u nas źle a na zachodzie jest super. Kiedyś słyszałem Hołdysa jak wychwalał angielskie rozgłośnie. Chyba zatrzymał się w czasie na latach 80tych. W Angli w większości rozgłośni leci taki sam chłam jak w Polsce. BBC Radio1 nie da się słuchać. Owszem jest pare niszowych fajnych stacji i jeden wyjątek BBC R2 ale jak zwykle sprawe ratuje internet.

  27. o… mam ‚still got the blues’ na vinylu i 200 innych polskich,
    głównie tego słucham, żadna tam kompresja wielopasmowa (remaster) do podgłaśniania na potrzeby ‚współczenego’ radia i sprzętu… z nową igiełką za każdym razem można się poczuć jakby się było przy nagrywaniu.

  28. Nie należy siedzieć za długo na wyspach, bo człowiek przywyka do ichniego stylu. Najbardziej rozśmieszył mnie jeden koleś na forum Gazety. Wyznał, że złapał się na tym, że zaczęły mu się podobać Brytyjki, a to zapaliło czerwoną lampkę w jego mózgu i zrozumiał, że czas wracać do kraju. Oglądam czasem brytyjskie programy „z życia” i wolę nie mówić, co sądzę o ichnich kobietach.

  29. @ Mirek: winyl wraca! Ostatnio podali, że wbrew przewidywaniom ludzie znowu kupują winylowe płyty i że ten przemysł się rozkręca.

  30. Ładne kobiety są tylko w Londynie. Ale nawet sami anglicy przyznają, że Londyn to nie Anglia, Londyn to Londyn wartość sama w sobie. Ja mieszkam jakieś 150 km od Londynu i tutaj nie ma fajnych kobiet, trzeba szukać w innych nacjach.

  31. Jest jeszcze inny fajny gitarzysta do kontemplacji – Al Di Meola (nagrał świetną płytę z tangami Astora Piazzolli „Heart of the Immigrants”)

  32. Marcus: w Szkocji widziałem niezłe laski, ale one są strasznie wysokie i w ogóle ogromne. 🙂

    A BBC R2 słucham czasem przez net, mam sentyment, przypomina mi się jazda przez Anglię, chyba byłem w okolicach Northampton kiedy to radio usłyszałem. 🙂

  33. Astromario to oczywiście nie wszystkie linki bo jak sama wiesz jest tego masa 🙂

    W ogóle to macie fajne wspomnienia.
    Może czas je spisać? 😉

    Marcusie, ja co prawda nie kochałem się w samej Korze ale miałem koleżankę podobną nieco do niej. I z charakteru też coś miała z nią wspólnego. Miała swoje miejsce w moim sercu 🙂

    Alex, to piękne jest. Takiego go nie znałem.
    Al Di Meola poznałem z czadowego koncertu pewnego trio: „Friday Night In San Francisco”:
    http://www.searchengines.pl/Al-Dimeola-John-McLaughlin-Paco-De-Lucia-t101220.html . Posłuchajcie tego bo to cudna uczta.

    A tu videło z innej okazji czyli jak oni to robią 🙂 :

    Wiecie może że wczesne Genesis (lata 70-te) miało bardzo ciekawy i oryginalny styl?
    Po około 10-ciu latach pojawił się pewien zespół, Marillion któremu, gdy wypłynął na fale eteru, zarzucano że zrzyna z Genessis kompletnie bez pardonu. Starego Genesis nasłuchałem się już godzinami.
    Pewnej nocy obudziła mnie przepiękna muzyka (radia to ja w zasadzie nie wyłączałem) i na wpół sennie rozpłynąłem się w niej prawie do zera myśląc: „Ale te Genesis daje po garach! Jak za starych, dawnych czasów…” Słucham sobie i słucham i nie minęło z 15 minut gdy wybrzmiała ta muza po czym odzywa się nadzwyczaj przytomny o tej porze prezenter w te słowa: „To był MARILLION”. 😛
    Ha ha! No i miałem swoje Genesis ;]. To było moje kompletne zaskoczenie w temacie klasycznego rocka.
    Mogę powiedzieć że to jedyny przypadek pewnego rodzaju plagiatu w sztuce który mnie zaskoczył pozytywnie. Ale w końcu poszukałem owego Marylion na kasetach i muszę stwierdzić że grali naprawdę z jajem.
    Cała reszta wtórnej twórczości zwłaszcza przerabianej klasyki na dyskotekowe bity to zużyta guma do żucia, której nie jestem w stanie strawić.

  34. @ Duke Nukem
    Polecam całą płytę Meoli „Heart of the Immigrants” – wyjątkowo mu się udała. Meolę mam właściwie całego przerobionego, bo z kolei ja się kiedyś w nim kochałam 😉

    A teraz z innej beczki. Wiecie jak napisać przebój? To proste, wystarczą 4 akordy! Zespół Axis of Awesome prezentuje
    różne utwory różnych wykonawców oparte na tych samych 4 akordach.
    Link do pośmiania się 🙂

  35. @ Alex

    Eeee, stare schematy. Ja od dawna podobny „numer” wykonywałem z gitarą wśród znajomych – ta sama progresja akordów zaczerpnięta z Johanna Pachelbela, czyli z muzyki barokowej, robi oszałamiającą kariere we współczesnym popie i rocku. Ale kogóż to obchodzi? 🙂

    „Kanon w D-Dur” Pachelbela, gramy progresję „zachodnioeuropejską” z regularnymi inerwałami:

    d-dur
    a-dur
    h-moll
    fis-dur
    g-dur
    a- dur
    g-dur
    d-dur (oktawę niżej)

    Cztery pierwsze akordy z powyższych dają „4 Chord Song”, można śpiewać i zadziwiać znajomych.

    Tym niemniej wykonanie bardzo fajne, żywe, z jajem. 🙂 🙂 🙂

  36. Ło! Ale pojechali! 🙂
    A tę płytę Al Di Meola to sobie „oblukam”. Może na wrzutkach będzie.

  37. @ Obywatel,
    Link 4 chord song podałam do pośmiania się, bo chłopcy robią sobie fajne jaja ze współczesnych pop songów. Porównać „Let It Be” z „Poker Face”, o mój boże..
    Wiadomo, ze z muzyce rozrywkowej pełno jest schematów. Nieśmiertelny 12-taktowy schemat bluesa z trzema akordami i pięciodźwiękową skalą oraz kadencja II-V-I w jazzie.

    Znalazłam ten wywiad A.M.Jopek, w którym mówi o Pacie Methenym:

    http://anna-maria-jopek.com/pl/jazzforum.html

    Na onecie podali, ze Gary Moore prawdopodobnie zmarł na atak serca 😦

  38. Hendrix nie żyje, także S. R. Vaughan, teraz Gary Moore… a i ja ostatnio też się nie za dobrze czuję 🙂
    Fender Stratocaster leży zawsze u mnie pod ręką i chociaż od studenckich czasów nie grałem w żadnej kapeli, gitara pozostała częścią mojego życia. Gary Moore należał do tych, przy muzyce których najczęściej sobie podgrywałem. Ci inni to m.in. Clapton, Santana, Page i B.B. King. Blues-rock to muzyka, która bez wątpienia najbardziej zapadła mi w serce i mimo późniejszej miłości do jazzu, pozostała w jakimś sensie #1

    Mimo wszystko Gary Moore był zawsze gdzieś z boku, podobnie jak Peter Green, Robin Trower, a nawet Jeff Beck; największą „karierę” z wielkich goitarzystów (w sensie komercyjnym) zrobił oczywiście Eric Clapton, ale to dobrze, bo akurat u niego z artyzmem i przywiązaniem do bluesowej tradycji nie było przecież źle.
    Dla mnie największym rewolucjonistą gitary był genialny Hendrix (ewenement nie do powótrzenia w historii muzyki), największym popularyzatorem Clapton, zaś chyba największą estymą i zachwytem darzę Steviego Ray Vaughana, który w niesamowity sposób potrafił łączyć wirtuozerię gry, dynamikę, wokal i bluesowy spleen tworząc coś, co jest zupełnie niepowtarzalne i nie do podrobienia (i również wątpię wo to, czy ktoś taki może się jeszcze pojawić).
    (Wspomnę tylko, że miałem to szczęście/nieszczęście uczestniczyć w jego ostatnim koncercie w Alpine Valley pod Chicago, po którym rozbił się we mgle helikopter, ktorym, przypadkowo zresztą, wracał do hotelu. Na ktym ocercie, oprócz niego, grali jeszcze Clapton i modny swego czasu Robert Cray, też niezły gitarzysta, kompozytor i wokalista).
    Uwielbiam gitarę Marka Knopflera (co za kolorystyka, subtelność, liryczność i melodyka!), i to chyba on jest z tych wszystkich, wymienionych przeze mnie gitarzystów, najlepszym kompozytorem (choć Clapton i Santana też przecież – pod tym względem – sroce spod ogona nie wypadli.
    No i jak już się tak rozpędziłem, to nie wypada mi wspomnieć o dwóch współczesnych gitarzystach, którzy jednak odeszli od bluesa w stronę bardziej złożonej grze i kompozycji – chodzi mi o Stevie’go Vai’a i Joe Satrianiego. Ale oni to już grają jak jakieś cyborgi 🙂

    Pozdrawiam
    PS. Nie spodziewałem się tutaj takiego tematu. Thanks 🙂

  39. Kto się po mnie nie spodziewał takiego tematu, teraz może przeżyć prawdziwy szok! Zapomnieliśmy o jeszcze jednym mistrzu gitary, również niestety grającym już w niebiańskiej kapeli. Tytuł utwoeu jak najbardziej odpowiedni do tej notki, niestety. Posłuchajcie jak grzmiał:

  40. Kiedyś miałam zamiar prowadzić blog o muzyce, ale nie dałam rady. Dla mnie pisanie o muzyce jest strasznym ekshibicjonizmem, naprawdę, prowadzenie tego bloga mnie wykańczało, więc go skasowałam.

  41. Polecam radio legendę , która po wielu latach znów nadaje, tylko tym razem w internecie „Radio Luxembourg”. Przed wiekami człowiek wielce się umęczył zanim złapał odpowiedni mocny sygnał, dziś jest to dużo łatwiejsze, ale nie tak już przyjemne.

  42. Ech, Radio Luxembourg, łezka w oku się kręci… ileż to się człowiek namęczył, żeby to namierzyć, a potem fala pojawiała się i znikała, zamiast muzyki leciał jakiś szum, a potem znowu muzyka… Piękne czasy…

Nie mam żadnego wpływu na moderację, więc proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s