Wiadomości z wariatkowa odc. 6

Zamienił stryjek siekierkę na kijek

Jakieś 10-15 lat temu w mediach dał się słyszeć krzyk społecznego protestu: reprezentujące rozsądek matki-Polki biły na alarm, że supermarkety robią zamach na zdrowie, a nawet życie naszych dziatek, perfidnie wieszając cukierki i czekoladki przy kasie, w zasięgu małych rączek. Sfrustrowane w najwyższym stopniu rozsądne matki-Polki biły na alarm, ponieważ, aby uchronić je przed szatańską pokusą, nie mogły zabierać swoich pociech na zakupy. No a z kim matka-Polka zostawi dziecię, gdy musi zaopatrzyć rodzinę? Tragedia!

Na szczęście mamy nałkę i ona (jak zawsze) nas uratowała.

Dziś żadna matka-Polka nie ma powodów do utyskiwań. Cukierki i czekoladki znikły z półek przy kasie, a zastąpiły je dietetyczne, bezcukrowe gumy do żucia i inne łakocie z aspartamem.

Dziś już nie grożą nam dziury w zębach.

Teraz będziemy mieli dziury w mózgu.

Pewnie dziury w mózgu zrobiły już swoje, dzięki czemu żadna opowiadająca się po stronie zdrowego rozsądku matka-Polka nie pisze w tej sprawie listów do Gazety. Nie słychać również, żeby komukolwiek przeszkadzał fakt, że odżywki dla niemowląt, witaminy i antybiotyki są słodzone aspartamem. Nikt również nie kojarzy wysokiej zachorowalności na raka mózgu oraz wcześniactwa z tym faktem.

Wysyp wcześniaków

Jakiś tydzień lub dwa temu w Faktach pokazali inkubatory na oddziale noworodków, a lekarz z zatroskaną miną rzekł, że co 10 dziecko urodzone w Polsce jest wcześniakiem (w USA co ósme)

To po prostu przerażające!

Co dziesiąte dziecko urodzone w Polsce jest wcześniakiem!

Jak znam medycynę nałkowcy intensywnie będą szukali leku na tę plagę i pewnie wynajdą jakąś wspaniałą pigułę, którą trzeba będzie łykać 3 razy dziennie przez całe 9 miesięcy. Nafaszerują kobiety i ich płody dawkami farmaceutycznej chemii, która pewnie i tak nie pomoże (powiedzą, że to kolejna choroba nieuleczalna – wszak dzisiejsza medycyna nie zna chorób uleczalnych), ale mimo, że leki nie działają, a nawet mają skutki uboczne, trzeba je łykać. Oczywiście nikt nie spyta, jaka jest przyczyna tego stanu rzeczy. Pytanie o przyczynę jest niezgodne z racjonalistycznym podejściem do leczenia, bo obowiązkiem lekarza jest znaleźć lek. Usuwanie przyczyn jest nienaukowe.

Co gorsze przyczyna problemów może okazać się politycznie niepoprawna, bo gdyby się wydało, że wszystkiemu winne jest spożywanie skażonego toksyną BT i Roundup’em GMO, wtedy racjonaliści podnieśliby krzyk, że takie gadanie jest przejawem lęku przed postępem naukowym. GMO jest cudownym osiągnięciem nauki i najnowocześniejszej technologii, więc boją się go tylko ciemniacy wierzący w płaską ziemię i księżyc z sera.

Big Pharma i firmy ubezpieczeniowe ubiły świetny interes

Wiadomość jak zwykle z niezawodnego ĆwokFm: kupujesz ubezpieczenie na życie lub od nieprzewidzianych kataklizmów i… niespodzianka! O tym nie wie nawet twój agent, ale kiedy się wczytasz w szczegóły umowy odkryjesz z bezgraniczną radością, że otrzymałeś też prezent w postaci szczepienia przeciw świńskiej grypie, i to w swoim własnym domu! Nie musisz jechać do przychodni i stać w kolejce, bo przychodnia przyjedzie do ciebie i utylizuje (czyli wstrzyknie w ciebie  twoje dzieci) stare, zalegające w magazynach szczepionki, na które w zeszłym roku nikt się nie dał nabrać. Dzięki tobie firmy farmaceutyczne odnotują kolejny sukces na giełdzie, a ty będziesz miał zapisaną zasługę w niebie (gdzie masz szansę się znaleźć), za uratowanie ich od bankructwa.

Ciągle za mało pieniędzy

Jeśli kobieta pamięta o corocznej cytologii i w pewnym momencie zostanie wykryta najwcześniejsza faza nowotworu, jej leczenie będzie kosztowało 300 zł. W fazie zaawansowanej – 45 tys. zł, a efekt będzie niepewny. Podobnie jest w raku piersi – wczesne leczenie to 1,5 tys. zł, zaawansowane – ok. 200 tys. zł. Trzy kursy chemioterapii, standard w leczeniu onkologicznym, to cena przyzwoitego samochodu; 9 kursów chemioterapii to już 100 tys. zł.

Leczenie jednego pacjenta lekiem Glivec (m.in. białaczki) kosztuje ok. 100 tys. zł rocznie, a herceptyną (nowoczesna terapia raka piersi) 80-90 tys. zł rocznie. Roczna terapia białaczki interferonem to koszt ok. 30 tys. Na szczęście pewne nadzieje można wiązać z wygaśnięciem patentów i pojawieniem się konkurencji. Dziś leki onkologiczne należą do najdroższych.

Równowartość samochodu robi wrażenie. Ale to i tak za mało. Jeśli chcesz otrzymać wszystko, co jest w stanie zaoferować ci nowoczesna onkologia, to nie możesz ograniczać się do skromnej oferty NFZ i musisz sam skombinować kolejne tysiące, a może i milion zł. Skąd je wziąć? Wygrać w totka? Nie, to zbyt niepewna metoda. Powinieneś ogłosić zbiórkę pieniędzy wśród krewnych i znajomych, a jeszcze lepiej założyć blog i opisywać w nim barwnie kolejne sukcesy, jakie odnosi twój rak w walce z naukową medycyną. Dzięki zebranym pieniądzom dostaniesz super-hiper-operację w USA i ekstra chemię, po czym pójdziesz do piachu i skazisz chemicznie glebę na cmentarzu. Za to zejdziesz z tego świata wzruszony ludzką hojnością i przepełniony wdzięcznością za serce, które okazali ci bliźni.

Firmy farmaceutyczne celowo podsycają histerię braku pieniędzy w NFZ, bo nic tak nie nakręca popytu na leki onkologiczne, rzekomo ratujące życie, jak świadomość, że „dla mnie może zabraknąć”.

A teraz opowieść dla wierzących w płaską ziemię i cukierki rosnące na drzewach, czyli coś dla zabobonnych i bojących się postępu naukowego:

Uratować cię może wyrok śmierci wydany przez onkologów

Kiedyś przy wejściu do jednego z amerykańskich szpitali dr George Ashkar zauważył wychodzącą zapłakaną kobietę.

– Co się pani stało? – zapytał ostrożnie.

– Mój 11-letni synek ma raka. Leczyli go w tym szpitalu, ale bezskutecznie. Przed chwilą powiedzieli mi, że choroba jest już tak zaawansowana, że syn wkrótce umrze. Zasugerowali, że bardziej humanitarnie i lepiej dla niego będzie jak to się stanie w domu, a nie w szpitalu*).

– Niech pani przestanie płakać! Ja wiem jak pokonać raka. Pomogłem już wielu ludziom mającym podobny problem. Proszę wziąć moją wizytówkę i potem zadzwonić do mnie to wszystko dokładnie pani wyjaśnię. Po pewnym czasie kobieta zadzwoniła. Dr Ashkar pojechał do niej i zaprezentował swoją metodę. Choć pomysł Ashkara wydawał się trochę dziwny, to jednak kobieta intuicyjnie czuła, że był nadzieją. Zresztą nie miała innej. Przecież była w najlepszym amerykańskim szpitalu „Memorial Hospital”. Zastosowała tę metodę. W rezultacie syn całkowicie wyzdrowiał. Gdy u chłopca nie było śladu raka, zawiozła go do tego samego szpitala, z którego ją odesłano do domu. Spotkała się z lekarzem i powiedziała:

– Niech pan spojrzy na mojego syna. Według pana powinien już nie żyć, a on jest całkowicie zdrowy.

– Rzeczywiście, jak to się stało?

– Poznałam cudownego człowieka, który pokazał mi, jak mogę go wyleczyć.

– A co to za człowiek?

– Proszę, tu jest jego wizytówka. Niech pan się z nim skontaktuje i nauczy od niego, jak można wyleczyć raka.

Lekarz grzecznie podziękował i wziął wizytówkę. Kobieta dopiero potem zrozumiała, że to był jej błąd. Wkrótce w domu Georga Ashkara zamiast lekarza pojawili się agenci FBI. Aresztowali go pod zarzutem leczenia bez uprawnień. Wytoczono mu proces. Na świadków wezwano innych uleczonych.

– Był pan chory na raka? – zapytał świadka sędzia.

– Tak wysoki sądzie.

– Czy teraz jest pan zdrowy?

– Tak wysoki sądzie.

– Czy stosował pan metodę obecnego tu Georga Ashkara?

– Tak wysoki sądzie.

Drugi świadek udzielił dokładnie takich samych odpowiedzi. W rezultacie ława przysięgłych uznała, że Georg Ashkar ich wyleczył. Nie pomogły tłumaczenia, że z medycznego punktu widzenia chłopiec miał umrzeć, a żyje, że dr Ashkar nie diagnozował, nie dotykał pacjenta, ani że ziarno ciecierzycy, które zalecał nie jest lekarstwem.

Sąd niczym bezduszny robot potraktował dr. Ashkara paragrafami – leczył bez uprawnień. George Ashkar jest doktorem fizyki, nie medycyny, więc skazano go na 5 lat więzienia w zawieszeniu i dodatkowo na 5 tysięcy dolarów grzywny.

Oto mamy sytuację, gdzie ktoś twierdzi, że znalazł oczekiwane przez ludzkość skuteczne w 100 proc. lekarstwo na raka, ma świadków i dowody w postaci mnóstwa listów dziękczynnych. Próbuje, nie oczekując żadnego wynagrodzenia, zainteresować świat medyczny swoim odkryciem. Dobija się do wielu instytutów i lekarzy niby walczących z rakiem. I co? System się wścieka, bo zagrożone jest jego status quo. Przecież w razie rozwiązania problemu raka gigantyczne pieniądze na badania nagle się skończą. Zamiast nagrody więc jest proces, który skazuje Ashkara niczym przestępcę. W tym czasie w samym tylko USA umiera z powodu raka aż 1500 osób dziennie.

——

*) W rzeczywistości chodzi o statystyki: pacjent umierający w szpitalu jest liczony jako ofiara raka, a jeśli umiera w domu statystyki go nie obejmują. [Przypisek MS].

Przyszłe pokolenia nie będą w stanie uwierzyć, że to jest prawdziwa historia…

Ot, planeta małp.

Bieda uratuje ci życie

W samej Kalifornii George Ashkar uratował 400 ludzi. Dr Ashkar przyznaje, że 8 z tych czterystu zmarło, ale były to wyłącznie osoby bardzo zamożne, które stać było na najdroższe amerykańskie szpitale i tam kontynuowały leczenie. Wszyscy biedniejsi, których nie było stać na nowoczesną terapię, przeżyli.

Najwyższy czas stworzyć Kasę Zdrowych

Według prokuratury, w szpitalu nazywanym przez media „kliniką horroru”, przeprowadzono w latach 2005-2007 83 całkowicie niepotrzebne operacje, przede wszystkim płuc i piersi, między innymi u chorych na raka. Były to zabiegi bezmyślne i szkodliwe, których można było uniknąć. Według śledczych, kobietom usuwano całe piersi, gdy nie było to konieczne.

Około 10 pacjentów z gruźlicą leczono tam usuwając płuco. 88-letnia chora na raka kobieta przeszła trzy operacje w ciągu 3 miesięcy, podczas gdy wystarczyłaby tylko jedna. Za każdą z nich klinice zwrócono po 12 tysięcy euro.

W wielu przypadkach pacjenci nie złożyli podpisu pod zgodą na operację albo przeprowadzano je wbrew opinii lekarza prowadzącego. Wszystko po to, by otrzymać pieniądze z kasy chorych i jednocześnie uzyskać podwyżki pensji. Zarobki, wynoszące miesięcznie od 1700 euro wzrastały w klinice dzięki wyłudzonym pieniądzom nawet do 27 tysięcy euro!

Cały ten przestępczy proceder odbywał się – jak podkreślano w akcie oskarżenia – „przy całkowitym lekceważeniu pacjenta i jego cierpień”.

Dopóki NFZ będzie płacił za wycinanie narządów, a więc za okaleczanie i za chemię, czyli trucie, onkologiczna fabryka śmierci nigdy nie przestanie pracować pełną parą. Radzę zamienić Kasę Chorych na Kasę Zdrowych. Jeśli Fundusz Zdrowia będzie hojnie płacił za każdego skutecznie i całkowicie wyleczonego pacjenta problem sam się rozwiąże.

27 myśli nt. „Wiadomości z wariatkowa odc. 6

  1. Dopóki pozwolimy na ten horror tak będzie.Ludzie za mało się interesują i za bardzo wierzą lekarzom.Dla nich tylko kasa ,a zdrowie pacjenta się nie liczy leczy aż do śmierci.

  2. CZY MOŻNA UFAĆ MEDYCYNIE? (artykuł z Nś)
    Jeśli mechanizm produkowania chorych nie zostanie przystopowany, jeśli nie będziemy się wspierać i propagować tanich oraz efektywnych metod leczenia, stracimy szansę zaspokojenia podstawowych potrzeb ludzi chorych. Do przeciwstawienia się tym trendom potrzebny jest silny ruch społeczny na rzecz czystego środowiska, żywności i zdrowia, dostrzegający ich powiązania wzajemne
    Na wstępie wyjaśniam, że pochodzę z rodziny medycznej. Moja matka była lekarzem posiadającym trzy specjalizacje. Karierę zawodową rozpoczęła po wojnie w szpitalu w Bydgoszczy, a pracę zawodową kończyła w Akademii Medycznej w Warszawie. Pamiętam ją wiecznie zajętą wizytami domowymi u pacjentów i dyżurami w szpitalach. Niewyspaną, zapracowaną, mamie zarabiającą. Siłaczkę.
    W Australii przeciętny lekarz ogólny, przerabiający pacjenta w ciągu 15 minut, wypisujący recepty na pigułki i skierowania do specjalistów, inkasuje ćwierć miliona dolarów rocznie. Tyle samo wynoszą oferty dla specjalistów, z tym, że każdy z nich ma prawo posiadania prywatnych pacjentów w szpitalu, w którym pracuje, albo prowadzenia prywatnej praktyki. N a tym dochody lekarzy się nie kończą. Firmy farmaceutyczne organizują dla nich konferencje, pokrywając koszty uczestnictwa i przelotu do Europy, Meksyku, czy na Hawaje. Podczas konferencji gospodarze reklamują swoje najnowsze leki, które lekarze następnie przepisują pacjentom.
    Specjaliści od urazów pełnią rolę konsultantów firm ubezpieczeniowych oferujących im wysokie honoraria za sporządzanie opinii o stanie zdrowia chorych. Stawka jest wysoka, bo od opinii eksperta zależy, czy firma wypłaci 10 czy 100 tysięcy dolarów odszkodowania. Retoryczne pytanie: który ekspert nie chciałby otrzymywać jak najwięcej takich zleceń?
    Lekarz, który zarabia kilkakrotnie więcej niż np. inżynier, nie jest w stanie wydać tych pieniędzy jedynie na bieżące wydatki, czyli musi inwestować. Nadmiar środków wymaga podejmowania decyzji – np. co bardziej opłaca się kupić: kolejny dom, nowszego mercedesa, czy może akcje na giełdzie? Tak czy inaczej lekarze muszą więc przeznaczać sporo czasu na zarządzanie swoim majątkiem. Jak wszyscy zamożni ludzie poświęcają też pewną liczbę godzin na wypoczynek i rozrywkę. Ile czasu zostaje im na doskonalenie poziomu zawodowego? Niewiele.
    Na szczęście mają swoje zawodowe stowarzyszenie, które ich w tym wyręcza. Wydaje ono periodyk stanowiący kompendium najnowszych osiągnięć w medycynie, zwłaszcza środków leczniczych zwanych pigułkami. Czasopisma te finansowane są z reklam – głównie firm farmaceutycznych. Nie ma tam publikacji poruszających problem działań ubocznych preparatów chemicznych! Tymczasem dla większości lekarzy w Australii (Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Anglii, Nowej Zelandii) jest to praktycznie jedyne źródło wiedzy medycznej.
    Liczy się sprzedaż
    Firmy farmaceutyczne finansują potężny sektor badawczy w medycynie, zatrudniający tysiące ludzi, w tym dobrze zarabiających lekarzy. Badania koncentrują się przede wszystkim na poszukiwaniach nowych lekarstw, rzadko dotyczą skutków ubocznych ich działań. Pacjenci nie mają dostępu do wyników tych analiz. Możliwe, że w archiwach firm farmaceutycznych spoczywają dokumentacje tanich i skuteczniejszych leków niż obecnie stosowane. Po cóż jednak wprowadzać nowy towar, skoro dotychczasowy dobrze się sprzedaje?
    W numerze 7-8/2004 polskiego miesięcznika Ekoświat zacytowano wypowiedź prof. Zbigniewa Religi, który stwierdził, że 80% chorób ustąpiłaby samoistnie, gdybyśmy temu nie przeszkadzali, sięgając po lekarstwa. Z LEKAMI CZY BEZ – SKUTEK BYŁBY TEN SAM: USTĄPIENIE CHOROBY, WYLECZENIE. Nie jest to opinia odosobniona i najczęściej wygłaszają ją lekarze o dużym dorobku i autorytecie. Tezę tę potwierdzają badania dotyczące tzw. placebo (obojętny farmakologicznie środek podawany w badaniach klinicznych). W niektórych przypadkach procent pacjentów wyleczonych metodami medycyny współczesnej jest taki sam jak w grupie, gdzie podawano placebo. I nie są to badania efektywności leczenia kataru, lecz poważnych chorób, z jakimi medycyna sobie nie radzi. Tak oto stajemy wobec dylematu: skoro w większości przypadków można się wyleczyć nie robiąc nic, to po co chodzić do lekarza, który w trosce o dochody własne i przemysłu pigułkowego – przepisze kolejny lek?
    Naturalne – za tanie
    Każdy z syntetycznych leków wywołuje szkodliwe efekty uboczne. Wiele z nich rujnuje nasze organizmy. A w ogóle to dlaczego syntetyk ma być lepszy niż jakakolwiek naturalna substancja? Czy ktoś dowiódł takiej tezy? Czy to zgodne z fizjologią ludzkiego organizmu i filozofią związku człowieka z Naturą? Jeśli tak, to po co nam czyste powietrze, woda i zdrowe jedzenie? Wdychajmy spaliny, jedzmy odpady przemysłowe i faszerujmy się pigułkami.
    W spółczesna medycyna leczy chirurgicznie. Niekiedy skutecznie, a czasem z tragicznymi skutkami. Ponadto korzysta z osiągnięć fizyki (np. fal radiowych), głównie jednak opiera się na chemii. Lekarstwa obliczone są na eliminowanie symptomów choroby, a nie jej istoty. Mojej żonie australijski lekarz powiedział, że do końca życia musi brać tabletki obniżające poziom złego cholesterolu we krwi i wypisał na nie receptę. Zamiast ją zrealizować, małżonka zmieniła dietę. Po sześciu miesiącach zły cholesterol spadł i nigdy się nie podniósł. Przy innej okazji tenże lekarz zaordynował jej pigułki, po których była nieprzytomna całą dobę, a gdy się przebudziła, nie władała dłonią. Ten sam medyk skierował ją do specjalisty, który chciał przeprowadzić operację w miejscu, gdzie przechodzi ważny nerw. Jego uszkodzenie powoduje niedowład dłoni, co często zdarza się po takich zabiegach. Żona podziękowała, z przypadłości wyleczyła ją Chinka za pomocą akupunktury.
    Podczas zjazdu onkologów w Hamburgu martwiono się, że środki medycyny alternatywnej nie są testowane pod kątem interakcji z konwencjonalnym leczeniem. W takim postawieniu sprawy kryj e się założenie wyższości medycyny zachodniej nad medycyną innych kultur. Chciałoby się zapytać: skąd ta pewność? Dlaczego chińska akupunktura, pogłębiana przez tysiące lat i stosowana w przypadku bardzo wielu chorób, ma być traktowana jako wątpliwe uzupełnienie medycyny anglosaskiej? Czy takie podejście ma jakieś szczególne uzasadnienie? Jeśli nie, to o co chodzi? Odpowiedź jest prosta: jeśli nie wiadomo o co chodzi, to lekarz w USA wykonujący operację serca zarabia kilkadziesiąt tysięcy dolarów za kilka godzin pracy (odpowiednik luksusowego samochodu). Amerykański Wall Street Journal podał, że w ciągu trzydziestu lat na leczenie i badania nad rakiem wydano ponad dwa tryliony dolarów. Nie miliardy, a tryliony! Kwota ta obejmuje m. in. gigantyczne zyski koncernów farmaceutycznych z produkcji preparatów stosowanych przez onkologów. Czyż trzeba przypominać, że mimo tak oszałamiających wydatków, przypadków nowotworów jest coraz więcej i wielu ludzi przedwcześnie umiera z ich powodu?
    Wyklęci
    Aby lepiej zrozumieć charakter współczesnej anglosaskiej medycyny, warto cofnąć się w przeszłość, gdy w Ameryce formowała się korporacja lekarzy kształconych w tradycyjny sposób, z intencją pozbawienia konkurentów dostępu do pacjentów. Ta medycyna trudniła się głównie upuszczaniem krwi. Inną metodą było leczenie chorób wenerycznych za pomocą rtęci – jednej z najsilniej szych trucizn. Może w ten sposób karano śmiercią szczególnych grzeszników? Wspomniane praktyki nie przeszkadzały Stowarzyszeniu Lekarzy Amerykańskich. Natomiast organizacja ta reaguje również dziś z nieskrępowaną furią na eksperymenty kolegów wyłamujących się z oficjalnie namaszczonych, często nieskutecznych praktyk. Naszemu rodakowi, dr. Stanisławowi Burzyńskiemu groziło 200 lat więzienia za skuteczne pomaganie chorym na raka. W Australii, w Perth, mieszka lekarz leczący tę chorobę za pomocą fal radiowych. Znalazł się na indeksie kolegów, którzy próbują go zdyskredytować.
    W połowie XIX w. profesorem medycyny na uniwersytecie wiedeńskim był położnik Ignaz Philipp Sommelweis, który wystąpił z rewolucyjną tezą, iż połogowe zakażenie jest powodowane brudnymi rękami i instrumentami lekarzy. Udowodnił on, że przenoszeniu tej choroby zapobiega dokładne mycie rąk oraz instrumentów. Wystawił się w ten sposób na pośmiewisko świata medycznego, stracił zmysły i w wieku 47 lat zmarł w szpitalu dla umysłowo chorych. Niewiele trzeba było czasu, by okazało się, że miał rację.
    Wyśmiewano również trzykrotnego laureata Nagrody Nobla Linusa Paulinga za jego uwagi dotyczące roli witaminy C w leczeniu chronicznych chorób. W wydawnictwach finansowanych przez koncerny farmaceutyczne kpi się z lekarzy, którzy leczą nieuleczalne choroby prostymi środkami i metodami. Nic dziwnego – psują znakomity interes. Burzyńskiego już nie krytykują, bo jego kuracji kosztuje do 100 tys. dolarów.
    Na początku XIX w. rozczarowanie oficjalną medycyną było tak duże, że wielu lekarzy przestawało praktykować, widząc nieskuteczność swoich poczynań. Jednym z nich był Niemiec Samuel Hahnemann, który doszedł do wniosku, że walka z symptomami choroby ( co czyni medycyna współczesna) jest bezwartościowa (np. obniżanie temperatury ciała podwyższonej wewnętrznym schorzeniem). Przetestował na sobie wiele substancji oraz ustalił podstawy homeopatii, która w XIX w. stała się w wielu krajach popularniejsza od oficjalnej medycyny.
    Od lat kończący studia medyczne składają przysięgę Hipokratesa. Jak to się jednak ma do ankiety przeprowadzonej w 1986 r. wśród kanadyjskich onkologów, którzy w większości stwierdzili, że gdyby sami zachorowali na raka, nigdy nie skorzystaliby z chemioterapii, ze względu na jej wysoką toksyczność i małą efektywność? Czyżbyśmy mieli do czynienia z legionem krzywoprzysięzców?
    Inna teza Hipokratesa głosi, że leczyć należy jedzeniem. W Australii w ramach studiów medycznych odżywianiu poświęca się … 1 (słownie: jedną) godzinę! Nic dziwnego, że w tej dziedzinie naturoterapeuci biją lekarzy na głowę. Ale jakie byłoby odczucie większości pacjentów cierpiących na chroniczne schorzenia, gdyby – zamiast wkładania ich do maszyny stanowiącej najnowsze osiągnięcie techniki i kosztującej milion dolarów – lekarz ordynowałby spożywanie jarmużu lub siemienia lnianego?
    W Australii do dziś istnieje zasada, że lekarze-imigranci nie mogą podjąć studiów medycznych. Wyjątek dotyczy uchodźców i wielu Polaków z niego skorzystało. Innym natomiast mimo wysokich kwalifikacji nie wolno wykonywać zawodu. Wprawdzie mogą przystąpić do egzaminu w celu uznania dyplomu, ale związane z tym wymogi okazują się tak zawyżone, iż zdaje go 3% kandydatów.
    Mimo braku lekarzy w australijskich ośrodkach prowincjonalnych, limity przyjęć na studia są niskie. To jedyny zawód, w którym po wojnie nie było bezrobocia. Wszędzie dają o sobie znać kolejki chorych, na operacje czeka się latami, a uposażenia lekarzy rosną.
    Ponieważ dostanie się na studia zależy od wyników uzyskanych w szkole, każdy mający dobre oceny ubiega się o przyjęcie na medycynę. Tylko niewielki procent wyselekcjonowanych w ten sposób studentów kieruje się powołaniem i chęcią służenia ludziom. W praktyce, to pacjenci służą lekarzom, a nie odwrotnie. Nie bez powodu mawia się też, że więcej ludzi z chorób nowotworowych żyje (i to znakomicie), niż z ich powodu umiera.
    Na zdrowie!
    Ruch Zielonych na świecie, w tym także w Polsce, podążył – moim zdaniem w złym kierunku, zajmując się prawami mniejszości np. seksualnych oraz walcząc ze wszystkimi, także drobnymi zmianami w środowisku. W ten sposób odepchnął od siebie wielu potencjalnych, rozsądnie myślących zwolenników. Nie docenia on związku chorób z globalizacją zanieczyszczeń, produkcją zdechłej żywności i funkcjonowaniem machiny, która – zamiast leczyć – często nas dobija. Wszystko to podyktowane jest chęcią osiągnięcia nadmiernych zysków z prowadzonej działalności. W dychamy trucizny, niszczą nas wszechobecne fale elektromagnetyczne i odrywające się od tworzyw sztucznych cząstki ropopochodne. Pijemy wodę zanieczyszczoną trucizną (np. chlorkiem fluoru) w imię rzekomego pozytywnego oddziaływania na zęby. Praktyki te popierają związki lekarzy i dentystów, wiedząc, że zatrucie zwiększa liczbę potencjalnych pacjentów. Wyjałowiona, skażona nawozami sztucznymi gleba daje produkty marnej jakości, dodatkowo zatruwane zanieczyszczoną wodą, środkami owadobójczymi etc. Karmione takim pokarmem zwierzęta hodowlane kumulują trucizny wzbogacane antybiotykami i hormonami.
    W Ameryce powszechnie modyfikuje się genetycznie produkty rolne, zwłaszcza soję. Jakie będą tego skutki – nikt jeszcze nie wie. Intuicja podpowiada, że manipulowanie naturalnymi kodami definiującymi różne formy życia nie może prowadzić do zdrowych efektów. Amerykanie produkujący nadwyżki tej żywności chcą ją sprzedawać, m. in. w Europie i Australii, nalegając na państwa broniące się przed zakupami, by udowodniły, że jest to żywność szkodliwa dla zdrowia. Powód modyfikacji, podobnie jak wszystkich przedsięwzięć kompleksu żywnościowego i medycznego, jest ekonomiczny. Środki chwastobójcze trują chwasty i rośliny hodowane. Modyfikacja czyni te drugie bardziej odporne na chemię, tzn. absorbujące jej coraz więcej i więcej. Wyprodukowano arbuzy i winogrona bez pestek, bo rzekomo dzieci ich nie lubią. W rzeczywistości chodzi o to, aby rolników uzależnić od stałych zakupów nasion!
    Po zebraniu plonów surowiec spożywczy biorą na warsztat producenci zdechłej żywności, faszerując go chemikaliami i przetwarzając w sposób szkodliwy dla zdrowia. Aby wytworzyć u konsumentów potrzebę nieustannego jedzenia, dodają do produktów ogromne ilości cukru i soli. Tak produkuje się otyłych, zmęczonych i pobudliwych Macludzi, na których czekają koncerny farmaceutyczne oraz medycy.
    Wśród udających leczenie są nie tylko lekarze. Dotyczy to również przedstawicieli medycyny alternatywnej. Ci drudzy jednak są tańsi i mniej szkodzą. Popyt na usługi medycyny konwencjonalnej bierze się głównie stąd, iż opłaty za korzystanie z porad lekarzy i ich leczenia zwracane są w dużym procencie przez państwowy system ubezpieczeń. W ten sposób pacjent nie płaci wiele, a gigantyczne koszty usług medycznych drastycznie obciążają budżet państwa. Nawet najbogatsze z nich często nie mogą sobie poradzić z tym wydatkiem.
    Jeśli mechanizm produkowania chorych nie zostanie przystopowany, jeśli nie będziemy się wspierać i propagować tanich oraz efektywnych metod leczenia, stracimy szansę zaspokojenia podstawowych potrzeb pacjentów. Do przeciwstawienia się tym trendom potrzebny jest silny ruch społeczny na rzecz czystego środowiska, żywności i zdrowia, dostrzegający ich powiązania wzajemne.
    Dr Janusz Rygielski jest naukowcem i publicystą mieszkającym od dwudziestu kilku lat w Australii. Artykuł Czy można ufać medycynie?, który miał swoją premierę w kwartalniku Porady na zdrowie, http://www.poradynazdrowie.manpol.pl

  3. Podobno dawno temu w Chinach było tak że jeśli lekarz nie wyleczył pacjenta to po pierwsze pacjent mógł odmówić zapłaty (no bo za co?) a po drugie fama szła w szeroką wioskę i takiego lekarza ludzie omijali szerokim łukiem. Teraz to by się nazywało pomówieniem albo podważaniem autorytetu. Ech.

  4. No wszystko fajnie, że jest taki dr Ashkar. Ale co z tego dla nas? Wiedza, że jest i że potrafi coś zrobić z rakiem nie sprawi, że mój rak (odpukać) będzie mógł być zwalczony jego metodą.

    Gdzie się udać, skąd wziąć sposób jak pozbyć się intruza???

  5. @ Caddicus:

    Gdzie się udać, skąd wziąć sposób jak pozbyć się intruza???

    zastosować metodę Ashkara, półgłówku, nie rozumiesz co czytasz? Domyślam się, że jesteś trollem, więc mam cię na oku.

  6. @ Caddicus: byłam na twoim blogu i może jednak nie jesteś trollem, więc przepraszam za mocne słowa. Nie rozumiem twojej postawy. Wejdź na stronę Ashkara i poczytaj. Jak poczytasz i zapoznasz się z opiniami ludzi, którzy tę metodę stosowali (wielu opisuje ją na swoich blogach, między innymi „Kidzik”, który pokonał złośliwego raka w 90 dni) to może dotrze do ciebie, że raka pozbędziesz się stosując tę metodę. Proste jak drut.

  7. Astromario! Powiedz, jak dotrzec do 30letniej wykształconej idiotki*, która leczy* antybiotykami swoją 3-letnią córeczkę (katar i kaszel zwykłe objawy czyszczenia organizmu)? Serce boli na widok tej kruszynki! Wspaniały artykuł!

  8. Dziękuję za łaskawe cofnięcie/zawieszenie etykiety półgłówka.
    Przepraszam za wtargnięcie na Twój blog.

  9. @ Antykk: szkoda dzieciaka i innych dzieciaków wykształconych idiotek, ale ja nie wiem, jak do nich dotrzeć. Patrzę na ten świat i ręce mi opadają. Z jednej strony masz lemingi zaślepione religijnie, a z drugiej lemingi zaślepione racjonalistycznie. Ani do jednych, ani do drugich nie trafisz. Co ciekawe, mimo, że niby są z przeciwstawnych obozów obie sekty mają takie samo podejście do medycyny i wielu innych spraw i obie sekty wierzą w oficjalną wersję rzeczywistości, przedstawianą przez media i szkołę. Najgorsze jest jednak to, że nie trafiają do nich oczywiste dowody w postaci tego, co widać gołym okiem, bo oni wolą wierzyć w to, co mówią im autorytety.

  10. @ caddicus: zawieszenie etykiety jest czasowe. Jeśli dalej będziesz pytał, jak się pozbyć intruza zamiast przeczytać i sprawdzić empirycznie na sobie etykietę odwieszę.

  11. Nie wiem czy ktoś się interesował grzybami SHITAKE i REISHI
    W krajach Dalekiego Wschodu nazywany był grzybkiem nieśmiertelności i długowieczności. W Medycynie Naturalnej Japonii, Tajlandii i Chin stosowano go od tysięcy lat jako intensywny środek odmładzający oraz wspomagający leczenie wielu chorób. Dzięki niezwykłej skuteczności grzybek Reishi otrzymał przydomek „Dar Bogów”, gdyż przywracał on zdrowie nawet ludziom w bardzo ciężkim stanie. Stosowano go m.in. w leczeniu schorzeń nowotworowych (prostaty, wątroby, żołądka, nerek, piersi, przełyku, pęcherza, mózgu, odbytnicy i okrężnicy, w białaczce, chłoniaka nieziarnicznego oraz innych form raka). Ponadto kuracja Reishi znacznie wspomagała leczenie reumatyzmu, dolegliwości związanych z osłabieniem systemu odpornościowego (np. chroniczne zapalenie oskrzeli, płuc, grypy, częste przeziębienia), przewlekłe stany zapalne, dolegliwości klimakteryjne oraz nieregularne miesiączki, napięcie nerwowe i stres, nadpobudliwość, bezsenność (oraz nadmierna senność), katarakta, schorzenia serca (arytmia, choroba wieńcowa), anemia, cukrzyca, rekonwalescencja po wylewach krwi do mózgu, schorzenia układu trawiennego, zapalenia żołądka i jelit, wrzody, zapalenie wątroby, martwica wątroby, nadciśnienie, wysoki poziom cholesterolu, bóle i zawroty głowy, alergie oraz rekonwalescencja po przebytych chorobach.
    Niegdyś cena grzybków Reishi była niezwykle wysoka (równała się cenie złota), czyniąc je niedostępnymi dla wielu osób. Wynikało to z rzadkości występowania tego gatunku grzyba w naturze. Od kiedy jednak badania naukowe prowadzone w USA, Japonii i Chinach potwierdziły wysoką skuteczność preparatów z zawartością Reishi, rozpoczęto hodowlę tego grzyba. Dzięki temu obniżone zostały ceny tej niezwykłej rośliny i uczyniły ją dostępną dla szerokiego ogółu ludzkości.
    Zamierzam zamówić czy ktoś zażywał te grzybki.

  12. Niektórych nie da się przekonać, bo święcie wierzą, że szczepienie noworodków to wielka zdobycz medycyny i nic innego do nich nie trafia. Mam przykład dziewczyny w ciąży, którą użarł kleszcz, zaraz był odczyn, potem badania krwi potwierdziły borelię, antybiotyków nie tolerowała, pomogło jej leczenie homeopatyczne. A nadal uważa, że należy siebie i dziecko szczepić i leczyć wg wskazań lekarzy uzbrojonych wyłącznie w najnowszą (farmaceutyczną) wiedzę.

  13. Matrix… dowody leżą przed nosem i są oczywiste, ale zahipnotyzowane lemingi widzą tylko to, co im autorytety powiedzą i idą na śmierć, do końca wierząc, że tak trzeba i że nie ma innego wyjścia.

  14. Metode p Ashkara mozna tez zastosowac profilaktycznie, jako calkowity detoks organizmu, a do tego koniecznie miksture p. Jozefa Sloneckiego. Zdrowie murowane na 100%. Och oby ludziska wreszcie otworzyli oczy! Juz sobie wyobrazam jak medyki ida z torbami.

  15. @ tesa: najpierw ludzie musieliby się obudzić z hipnozy. Na razie widzą nie to, co jest, lecz to, co im wmówiono. Niektórzy budzą się, gdy zachorują i lekarze zrobią im „kuku”, a niektórych nawet to nie obudzi i lezą biernie na śmierć, jak choćby prof. Religa.

  16. Tak.Wiem. Ale najgorsze jest to ze nie chca czytac. Przyklad: Studentka na trzecim roku, w zyciu zadnej ksiazki nie przeczytala, tylko to co potrzebne do egzaminow. Szybko zrobic magistra bo kasa sie tylko liczy.

  17. Swego czasu byłam dystrybutorem koncernu, który w swej ofercie miał Reishi. Byłam nawet na sympozjum naukowym w Warszawie, wprowadzającym preparat do Polski kilka lat temu.
    Skontaktowałam się z onkologiem i skierował do mnie kilku chorych. Preparat był drogi / ok. 250,- bez doliczania należnej mi marży. Niewielu stać było na ten specyfik, różne stadia choroby, różna skala dramatów, jakie ci ludzie przeżywali i żadnej gwarancji wyleczenia.

  18. Wydaje mi się, że niewiele już można zrobić w walce z medyczną paranoją. Żyjemy w takim, a nie innym świecie i możemy tylko biernie obserwować jak świat się zmienia, a my nie mamy na niego wpływu.

  19. Oj, mamy wpływ mamy 🙂 Można zacząć od właściwej lektury i zmiany siebie oraz swojego życia. Gdyby każdy zrobił tylko tyle świat byłby rajem ;p Jak powiedział Gandhi: „Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie.” A tymczasem link do strony, na którą dziś trafiłam, z interesującymi artykułami, jeszcze nie bardzo rozbudowana, ale polecam, żeby zajrzeć chociaż:

    http://ciekawnik.pl/

  20. A w merdiach debata i nagonka że za mało jest kasy na system „opieki zdrowotnej”, kjm. System ten przypomina jako żywo lewą nogę systemu ubezpieczeń społecznych nazywanych 2 Filarem (dojenia baranów?) i pod względem nakazu przymusu niewiele się różni od złodziejskiego ZUSu obliczonego również na wygodne ustawienie władzy komuny w stanie spoczynku.
    To w co nas obecna władza wmanewrowała pod przymusem to zalegalizowane złodziejstwo na rzecz bankowych i giełdowych inwestorów i firm spekulującymi papierami „wartosciowymi”. Co z tego że takie fundusze emerytalne inwestują w obligacje Skarbu Państwa skoro tenże Skarb Państwa jest częścią budżetu tego samego państwa które jest zadłużone po uszy (nasz już na ok. 600 mld PLN)?
    Z czego zapłaci Państwo za te obligacje? Z kosmosu? Nie. Z naszych podatków wymyślając jeszcze większy VAT, akcyzy i inne udogodnienia. Czyli zapłacimy sami sobie… długami? Więc nie jest dla mnie dziwne że większość ekspertów (nie wiem na ile prawdziwych ale to co mówią nawet trzyma się kupy ) już mówi, że emerytury z tego filara będą na poziomie 20-30% naszej najlepszej wypłaty. Przecież to jest czyste złodziejstwo. Po prostu sponsorujemy wielkie firmy które albo szastają kasą albo ją wyprowadzą na Bahamy tak jak to robi np. Google i wiele innych firm na świecie:
    Google uczy jak robi się wielkie pieniądze
    http://pclab.pl/news43645.html
    2 Filar to kolejny sposób na przymusowe dojenie baranów i sponsorowanie ponadnarodowych korporacji. A komu się nie podoba to do ciupy.
    Kolejny raz okazuje się że najlepiej wyciąga się cudze pieniądze pod przymusem prawa państwowego. Przy okazji oskubania obywateli można jeszcze bardziej zadłużyć ich państwo.

    Wracając do systemu „opieki zdrowotnej”. Tutaj robimy za sponsorów koncernów farmaceutycznych (przez składki na NFZ) a lekarze tak naprawdę odgrywają tu rolę dealerów tych koncernów. Co najgorsze MY NIE MAMY PRAWA DO WYBORU TERAPII UZNANEJ PRZEZ NAS OSOBIŚCIE ZA NAJLEPSZĄ. To prawo zostało nam po prostu odebrane. Lekarzy docierających do sedna sprawy można ze świecą szukać.
    Podobnie jest z politykami. Przy państwowym korycie jest tak, że (prawie) nikt sam sobie od niego ryja dobrowolnie nie odrąbie. To się sprawdza w każdym systemie, jakby go nie nazwać.

    @ G4spr0m, mylisz się.
    Mamy prawo o tym mówić żeby wiedziało o tym coraz więcej ludzi.
    Żyjemy w takim świecie… na jaki pozwalamy swoją obojętnością i ignorancją. Proponuję uważne obejrzenie filmu „Korporacja” http://alterkino.org/korporacja .
    Dla mnie oczywiste jest że sednem, oprócz FED, jest prawo o korporacjach. Ich „ograniczona odpowiedzialność”, niemalże nieśmiertelność i uboczna „eksternalizacja kosztów” to „święta trójca” tego systemowego dziwoląga. Niestety wygląda to jak bardzo zaawansowana schizofrenia (nie obrażając „schizofreników”).
    Ale naprawdę to nasza ignorancja, obojetność, chciwość oraz brak wiedzy że ponad tym wszystkim stoją kolesie trzymający FED, trzyma to przy życiu. Więc nie pozostaje nam nic innego jak to obnażać.

  21. AstroMario – kiedy doczekamy dalszego ciągu Map Świadomości?
    Bo intuicja mówi mi, że problem polega na etapie rozwoju świadomości. OBUDZIĆ można tylko tych, którzy są bliscy przebudzenia, otworzenia oczu, którzy CHCĄ poszukiwać i wiedzieć.
    „Gdy uczeń jest gotów – Nauczyciel się pojawi”, źródło wiedzy trafi przed jego oczy.

    Na blogu AsymetriaInformacji jest wstrząsający materiał o procederze, stosowanym od wieków w pewnej „nacji”, dzięki któremu całe pokolenia nie wychodziły w rozwoju poza 3 czakrę. Totalnie, w skali globalnej podobny efekt zapewniać mają szczepionki (a nawet więcej, bo oprócz otępienia mózgów całych populacji szczepienia są zamierzone jako metoda stopniowej depopulacji).
    Czego spodziewać się od uszkodzonych mózgów?? Samodzielnego myślenia i mądrych wyborów – kiedy potrafią i wolą być dyspozycyjne, bo zaprogramowane zostały w szkole oraz na religii na brak samodzielności właśnie? Potrzeby „kulturalno – umysłowe” lemingów zaspokajają seriale i wiadomości w TV, więc jest to gatunek raczej nie podatny na budzenie. Niektórzy potrzebują mocnych wstrząsów – jak poszczepienny autyzm dziecka i podobne tragedie, by zaczęli myśleć i szukać.
    Inni „wierzący w medycynę”, zanim zdążą ocknąć się do myślenia – lądują na cmentarzach.

    Takie są czasy, że o przetrwaniu zdecyduje poziom świadomości. Dosłownie.

    AstroMario – w 100% potwierdzam, że szpitalnictwo onkologiczne to obyczaje rodem z Auschwitz. Gorzej, że do tego poziomu etycznego zmierza i pozostałe lecznictwo chirurgiczne, świadomie okaleczające i uśmiercające ludzi za kasę, odkąd stawki z NFZ za operacje są nieporównywalne do stawek za leczenie zachowawcze pacjenta. Wszak pamiętamy kiedy np. nastała moda na bajpasy, nagminnie wszczepiane pacjentom z problemami krążeniowymi…

    Miałam szczęście trafić niedawno na spotkanie z dr Ashkarem i praktyczny wykład o jego metodzie oczyszczania ciała z karcinogenów i innych toksyn. Ta metoda przywraca zdrowie nie tylko w przypadku nowotworów, ale i innych ciężkich schorzeń, jak RZS (reumatoidalne zapalenie stawów), artretyzm, astma, bronchit, choroby serca etc. Polega na usuwaniu z ciała karcinogenów i toksyn poprzez oczyszczenie układu limfatycznego. Najważniejszą informacją jest, że nowotwór to nie jest choroba spowodowana przez zarazki żywe, lecz przez czynniki chemiczne. Karcinogeny to nie bakterie ani wirusy – są to skażenia chemiczne, wchłaniane przez nas z żywności i z otoczenia (z oddechem, przez skórę), ich krytyczne stężenie w organiźmie prowadzi do łączenia się z tzw. promotorami raka (którymi są komórki uszkodzone przez choroby, a przede wszystkim stres) i dochodzi do zainicjowania nowotworu.
    Karcinogenów nie da się zabić żadnym lekarstwem (bo nie są organizmem żywym), ani tym bardziej chemioterapią, która jest intensywnie rakotwórcza i przyśpiesza chorobę.
    Cały proces powstawania nowotworów i metoda oczyszczania są klarownie opisane w niewielkiej książce dr Ashkara, wydanej w Polsce w ubiegłym roku. Myślę, iż jeszcze jest do kupienia w wydawnictwie w Kaliszu, tel.: 62 768 33 33 albo 62 501 11 81.
    Informacje na stronie internetowej – pod adresem, który podaje AstroMaria: http://www.lekarstwonaraka.com.pl i http://drashkar.pl
    Dr G.Ashkar przekazuje swoją wiedzę bezpłatnie, jest skromnym, życzliwym człowiekiem. Głosi przesłanie: „Nie umieraj na raka człowieku! Nie musisz cierpieć”.
    Zastosowanie tej metody wymaga zainwestowania …kilkunastu złotych.
    To nie są miliardy $, euro.
    Znam ludzi, którzy tę metodę stosowali – z powodzeniem, i tych, którzy aktualnie ją stosują.
    Boże błogosław Dr Ashkara!

    @Tesa – „studentka 3 roku, która nie przeczytała ani jednej książki” nawet jeśli ukończy studia, to czy będzie zaliczać się do inteligencji? Ktoś takich nazwał „wykształciuchami”, za co po dziś dzień pienią się z obrazy. To trafne określenie.

    @G4spr0m – nie zgadzam się, że mamy „tylko biernie obserwować” świat, w którym żyjemy. Mamy nań wpływ swoją świadomością, każdym wyborem i decyzją, a przede wszystkim każdą swoją myślą!

  22. Jeśli chodzi o służbę zdrowia , to wymyśliłem jakiś czas temu takie coś:
    lekarze powinni dostawać pieniądze wtedy gdy jesteśmy zdrowi,jeśli chorujemy to lekarz nie dostaje kasy.
    Mam przemyślany cały system i jeśli forumowicze byli by zainteresowani to podzielę się swoimi przemyśleniami.
    W skrócie mówiąc system powinien być taki aby lekarz miał interes w naszym zdrowiu, a nasza choroba aby była dla niego finansową stratą. Wtedy poczynając od lekarza rodzinnego wszyscy łapiduch powinni być zainteresowani tym abym dbał o zdrowie , właściwie się odżywiał, ruszał się itd.
    Ale takie logiczne systemowe myślenie to chyba do zrealizowania będzie w nowej erze.

  23. Kiedyś taki system był w Chinach, ale nie chce mi się sprawdzać za którego cesarza. To dość często przywoływany przykład. Lekarz dostawał wysoką pensję, dopóki wszyscy jego podopieczni byli zdrowi. Gdy ktoś chorował, obcinano mu część dochodów. Im więcej miał chorych, tym mniej zarabiał. W takim układzie lekarzowi opłacało się dbać o profilaktykę. Oczywiście – jeśli zachorował cesarz… było po lekarzu.

Nie mam żadnego wpływu na moderację, więc proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s