Ani trochę nie współczuję ofiarom lekarzy

Każdy z nas, jeśli oczywiście nie jest upośledzony umysłowo ani uwięziony w Guantanamo, jest w stu procentach odpowiedzialny za to, co go spotyka w życiu.

Żyjemy w Matrixie, a wszystko wokół nas to jedna, wielka iluzja, która czyni z nas niewolników systemu. Aby stać się wolnym wystarczy się przebudzić, a co jeszcze ważniejsze: PRZESTAĆ SIĘ BAĆ!

Zdecydowana większość ludzi pogrążona jest w lunatycznym śnie i śni koszmarny sen wariata. Każdy nieświadomy praw duchowych człowiek żyje jak zombie, nie mając pojęcia o tym, że jest niewolnikiem i owcą stadną przeznaczoną do strzyżenia, dojenia i zabijania. Na całe szczęście nieszczęścia chodzą po ludziach, bo nic tak skutecznie nie budzi ze stanu hipnozy jak dramatyczne zdarzenia. Jak napisał Steven Arroyo: najbardziej nieświadomi ludzie muszą doświadczyć najstraszniejszych zdarzeń. Dlatego nie istnieje ani dobro, ani zło, bo nigdy nie wiemy, co jest dla nas dobre, a co złe. Czasem to, co najgorsze okazuje się najlepszym, co mogło daną osobę spotkać.

Dlatego nie współczuję chorym i cierpiącym, bo wiem, że będą cierpieć i chorować do czasu, aż zrozumieją, że choroba nie dotyczy ich ciała fizycznego, lecz duszy i umysłu. Jedyna droga do wyzdrowienia wiedzie przez zmianę sposobu myślenia i stosunku do świata i ludzi. Jednak wszelkie próby wytłumaczenia tego ofiarom ciężkich chorób prawie zawsze skazane są na niepowodzenie, a nawet mogą wywoływać ich agresję. Lepiej więc nie wtrącać się w ich życie, lecz pozwolić działać prawom duchowym. Siła Wyższa wie najlepiej, czego komu trzeba i czego dana osoba musi doświadczyć, żeby zmądrzeć. Czasem jest to śmierć i nic na to poradzić nie możemy.

Śmierć nie jest końcem istnienia, lecz końcem jednego etapu rozwoju i początkiem drugiego (reinkarnacja jest FAKTEM i jest na nią mnóstwo NIEZBITYCH dowodów, ale z nikim nie będę się o to kłócić ani nikomu nie dostarczę w zębach dowodów, bo nie jestem psem aportującym; chcesz dowodów, to sam ich sobie poszukaj; samodzielne poszukiwania są bardzo kształcące).

Na tej dziwnej planecie zwanej Ziemią niebo i piekło leżą tuż obok siebie, na wyciągnięcie ręki. To my sami decydujemy o tym, w którym z tych światów żyjemy. Możemy wybrać piekło choroby i pełnego cierpień „leczenia” zabijającego w majestacie prawa, męczeńską śmierć na ołtarzu dowolnej wiary: religijnej lub racjonalistycznej lub raj wolności duchowej i intelektualnej, miłości i pełnego zdrowia.

To ty decydujesz o tym, w którym z tych światów chcesz żyć. I ty ponosisz za wszystko pełną odpowiedzialność.

Nikt nie może mieć pretensji do nikogo, jeśli pod wpływem religijnej wiary, medialnej propagandy lub „dobrych rad” księdza, eksperta onkologicznego bądź cioci Kloci zrobi coś głupiego, zaszkodzi sobie w dowolny sposób lub doprowadzi się do śmierci. Nie może mieć do nikogo pretensji, bo ostateczna decyzja należy do niego i sam ponosi za nią odpowiedzialność.

Dzięki bibliotekom i pismom naukowym każdy ma nieograniczony dostęp do wszelkich możliwych źródeł wiedzy i informacji z każdej dowolnej dziedziny i może z nich zrobić właściwy użytek. Dziś, dzięki Internetowi, jest to łatwiejsze niż kiedykolwiek w dziejach ludzkości. Nie trzeba w ogóle wychodzić z domu, wystarczy tylko chcieć ruszyć tyłek sprzed telewizora i wykonać kilka kliknięć myszą.

I proszę nie powtarzać bezmyślnie za „racjonalistycznymi” użytecznymi idiotami, że „w internetsach to są same śmieci”. Tej wymówki nie kupuję. W Internecie można znaleźć wszystko to, co wydrukowano w papierowych książkach oraz poważnych pismach naukowych plus całe mnóstwo zakazanej, nielegalnej i niewygodnej dla decydentów wiedzy, która nigdzie nie została wydrukowana, ponieważ została wycięta nożycami cenzora, jako nieodpowiednia dla celowo utrzymywanych w głupocie ludzkich owieczek.

Bóg cię po to obdarzył rozumem, byś miał gdzie szukać ratunku – Ali Ibn Abi Talib

Bóg dał Ci mózg, żebyś myślał i wolną wolę, żebyś się nią kierował. Jeśli oddajesz innym władzę nad swoim losem i pozwalasz im decydować za siebie, sam jesteś winien, jeśli wpadniesz w poważne tarapaty.

Nikt nie ma obowiązku polegać ślepo na żadnym autorytecie, ani wierzyć bezkrytycznie religijnemu przywódcy. Jeśli to robi, to znaczy, że siebie samego uważa za bezmózgiego idiotę i osobę niezdolną do posługiwania się inteligencją.

Wiem, że to co piszę niektórym może wydawać się herezją.

Przecież po to mamy Kościół z Dekalogiem, żeby prowadził nas prosto ku zbawieniu.

Po to mamy medycynę, żeby nas leczyła i ratowała od śmierci.

Po to mamy ekspertów z każdej dziedziny życia, żebyśmy nie pobłądzili w gąszczu fałszywych teorii.

Każdy kij ma dwa końce.

Brak uregulowań rodzi ryzyko bezprawia i nadużyć ze strony przeróżnych szarlatanów.

Nadmiar uregulowań to dzieło psychopatów, którzy dla władzy i pieniędzy nie cofną się przed niczym, np. przed kłamstwem, korupcją i szantażem, a w końcu przed wprowadzeniem ustroju totalitarnego. Bo psychopata żyje tylko po to, żeby przejąć kontrolę nad światem, a ludzkość zamienić w armię tępych niewolników.

Nowy Porządek Świata to wymyślona przez paranoików teoria spiskowa?

Idealną sytuacją dla każdego człowieka jest ta, która pozwala mu na pełną wolność działania przy jednoczesnym kontrolowaniu zachowania innych w celu wymuszenia posłuszeństwa na drodze do realizacji własnych pragnień. To znaczy, innymi słowy, każdy człowiek poszukuje władzy nad światem niewolników. [James Buchanan, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii]

Nad społeczeństwem dominować będzie elita… która dla osiągnięcia swoich politycznych celów nie będzie wzbraniać się przed stosowaniem najnowocześniejszych technik kształtowania publicznych zachowań i utrzymywania społeczeństwa pod ścisłą kontrolą i inwigilacją [Zbigniew Brzeziński]

Człowiek myślący musi zdawać sobie sprawę z takich zagrożeń i w każdym ustroju społecznym zachowywać czujność.

Nie piszę tego, żeby straszyć, lecz po to, żeby uświadomić Wam wartość INFORMACJI. Wiedza uchroni Cię przed spiskami (a nie „teoriami”!!!) takich ludzi jak James Buchanan, Zbig Brzeziński i cała zgraja innych cwaniaków (więcej autentycznych cytatów tych drani znajdziesz w lewej kolumnie bloga).

Nadmiar podejrzliwości prowadzi do paranoi, ale jej zupełny brak świadczy o braku instynktu samozachowawczego i o zwyczajnej głupocie. A to grozi unicestwieniem.

Z wyżej wymienionych powodów trzeba myśleć samodzielnie i na nikim bezkrytycznie nie polegać. Dlatego ani trochę nie współczuję pacjentom onkologicznym (i żadnym innym takoż). Są dorośli i sami ponoszą odpowiedzialność za to, co robią ze swoim życiem. Jeśli godzą się na okaleczanie, ból, rakotwórcze naświetlania, skutki uboczne chemioterapii, a nawet jeśli na końcu, z wyrokiem „nieuleczalni”, umierają w cierpieniu w hospicjum – robią to, bo się na to zgodzili. Nie stali przed plutonem egzekucyjnym, gdy podpisywali zgodę na leczenie, a to znaczy, że nikt ich do niczego nie zmuszał.

Jeśli widząc, że „leczenie” tylko pogarsza stan ich zdrowia nie zrobili nic i nawet nie próbowali się ratować, to znaczy, że z pełną świadomością zrzekli się odpowiedzialności za swój los i życie.

I ja to proszę państwa w pełni szanuję. Nawet bardzo. I szczerze podziwiam. Nie rozumiem takiej postawy, ale ją akceptuję.

Bunt rodzi się we mnie tylko wtedy, kiedy myślę o chorych na nowotwory dzieciach, bo jeśli mają głupich i bezwolnych rodziców, skazane są na cierpienie i śmierć w majestacie prawa. Wprawdzie Konstytucja gwarantuje rodzicom prawo do decydowania o losie dzieci, co więcej ani w Konstytucji, ani w Kodeksie Karnym nie ma nakazu przymusowego leczenia w razie choroby, ale praktycznie nikt nie korzysta z tych praw, ponieważ ludzie nie mają ani świadomości, że prawo ich chroni, ani wiedzy o tym, że są alternatywne, bezpieczne i o wiele skuteczniejsze metody leczenia (jakby ktoś pytał: PRZEZ LEKARZY, a nie czarownicę w bagnie). A co gorsze, są tak przerażeni diagnozą, że przestają myśleć i godzą się na wszystko. Dlatego, w przypadku gdy u dziecka stwierdza się nowotwór, jest ono kierowane do szpitala i niemal pod przymusem, a w każdym razie pod wpływem lęku i pod bardzo silną presją psychiczną, rodzice podpisują zgodę na leczenie i wszelkie zabiegi, jakie lekarze uznają za konieczne.

Liczy się tylko pieniądz

Bandyci z Big Pharma chcą Twojego ciała, bo chcą na nim zarabiać. Chcą wstrzykiwać w nie chorobotwórcze (rakotwórcze i zawierające rtęć) szczepionki i poddawać je nieuzasadnionym operacjom chirurgicznym już od dnia narodzin (obrzezanie) oraz chemicznemu „leczeniu”, nawet jeśli jesteś zdrowy lub gdy tylko istnieje cień możliwości, że możesz być chory. Medycyna wespół z mediami wytwarzają psychozę lęku przed chorobami i epidemiami, dzięki czemu ludzie uwierzyli, że szczepienia są konieczne, a rak jest chorobą powszechną i nieuleczalną. Ludzie uwierzyli w mit „wczesnej wykrywalności” i związaną z tym konieczność samobadania (np. piersi) oraz regularnego poddawania się badaniom okresowym. Wystarczy maleńki guzek, nieznaczna zmiana na zdjęciu lub małe wahnięcie w wynikach badań, żeby pacjent wpadł w panikę i był gotów na wszystko, co zleci mu jego lekarz.

A przecież wystarczy chwilkę pomyśleć…

Jakim cudem wciąż istniejemy jako gatunek?

Jakim cudem ludzkość zdołała w ogóle przetrwać, a nawet tak się rozmnożyć, że aż niektórzy nawołują do depopulacji, skoro insulinę wynaleziono w latach 20-tych XX wieku, a „naukową” onkologię wymyślono dopiero w latach 30-tych? Jakim cudem ludzkość nie wymarła, skoro nie było diabetologów, onkologów, psychiatrów, chemii farmaceutycznej, szczepień ani naświetlań?

Pomedytuj nad tym drogi czytelniku, myślenie nie boli.

A teraz małe ćwiczenie: pomyśl przez chwilę i policz, ilu osobom z Twojego otoczenia niepotrzebnie wycięto wyrostek robaczkowy, pierś, węzły chłonne, tarczycę lub cokolwiek innego? Może znasz kogoś, komu pozostawiono w brzuchu nożyczki, gazę lub inne przedmioty? A może znane ci niemowlę chorowało ciężko, a nawet zmarło po szczepieniu?

Albo inaczej: czy potrafisz wskazać kogoś, kogo naukowa medycyna XXI wieku skutecznie wyleczyła z cukrzycy, nadciśnienia, choroby obturacyjnej płuc lub marskości wątroby (przeszczepy się nie liczą)? Mówiąc o „wyleczeniu” mam na myśli stan powrotu do pełnego zdrowia i całkowite odstawienie wszelkich leków. No, jak ci idzie udzielanie odpowiedzi na moje pytania?

Za ignorancję płaci się najwyższą cenę

Trochę rozumiem ludzi, a trochę nie. Rozumiem, bo wszyscy wokół przekazują sobie mrożące krew w żyłach opowieści o chorych na raka znajomych i krewnych, którzy przeszli istne piekło kuracji, późniejszych wznów i ponownych kuracji, po czym zmarli w męczarniach w hospicjum. Wizja doświadczenia podobnego losu jest przerażająca. Ale jeszcze bardziej nie rozumiem, dlaczego ludzie nawet nie próbują szukać alternatywnych rozwiązań, skoro powszechnie stosowane prowadzą na niemal pewną śmierć. Wystarczy zapoznać się ze statystykami uleczalności raka (a raczej jej braku), żeby postukać się w głowę i dojść do wniosku, że coś tu się nie zgadza. Mimo tego całego straszenia człowiek dorosły i w miarę rozgarnięty ma przecież swobodny dostęp do alternatywnej wiedzy i może z niej skorzystać.

Dlaczego tego nie robi? No? DLACZEGO???

Odpowiada mi głucha cisza…

Głupota zabija

Oto dowód: tekst zaczerpnięty z bloga pewnej chorej na raka dziewczyny. Wyjaśnia ona, dlaczego nie da się nabrać na żadne alternatywne metody leczenia, a zwłaszcza na dietę dr Gersona:

Podam Wam przykład – dieta Gersona. Należy ona do najbardziej znanych propozycji antyrakowych, jest dobrze opisana, są ośrodki, w których metodę się stosuje. Sama fachowość, czołówka listy metod alternatywnych. Popytałam o nią specjalistów i oto czego się dowiedziałam.

Kwestia wyciskarki do soków sprzedawanej za ciężkie pieniądze. Absolutnie musi być taka jaką zalecają, z ceramicznymi wałkami, bo tylko ona nie zabija potrzebnych składników owoców i warzyw. Otóż specjalistka wyjaśniła mi, że maszynę zaprojektował dr Gerson kilkadziesiąt lat temu. A to oznacza, że nie było wówczas magicznej stali nierdzewnej. Metalowe wałki były najzwyczajniej w świecie niezdrowe, bo cząsteczki metali dostawały się do jedzenia, więc dr Gerson słusznie wymyślił, że należy wprowadzić ceramiczne. Tyle, że w dzisiejszych czasach nie ma to żadnego znaczenia, który to szczegół jakoś na ogół umyka specjalistom od diety.

Koniec wywodu. Jeśli ktoś sądzi, że jest to „fragment wyrwany z kontekstu” wyjaśniam, że bynajmniej. To jest całość. Koniec. Kropka. To jest dosłownie zacytowany powód, że osoba ta nie ma zaufania do metody Gersona z powodu (rzekomo) ceramicznych wałków. Prawda jednak jest taka, że dziś wszystkie wyciskarki do soków stosowanych w terapii Gersona są robione ze stali nierdzewnej. Tak, ze stali nierdzewnej, a nie z ceramiki! Ale nawet gdyby były ceramiczne, to jaka logika stoi za tym dziwacznym wywodem? Nie będę się leczyć sokami tylko dlatego, że 60 lat temu zaprojektowano ceramiczne wałki, które dziś są przeżytkiem? Czyżby ta panna wierzyła, że leczy ceramika lub stal, a nie soki?

I jeszcze taki kwiatek:

Ja, na przykład, przy wzroście 168 zazwyczaj ważyłam 55kg. Teraz moja waga waha się między 48, a 51kg. W dodatku guz uciska żołądek, co sprawia, że jestem w stanie zjeść na jeden raz tyle co kot napłakał. W tej sytuacji ja nie mogę się żywić sokami owocowymi i gotowanymi warzywami, bo najzwyczajniej w świecie zniknę. Fakt, że razem z chorobą, ale jakoś mnie to nie pociesza. Ja muszę wpierniczać setki kalorii żeby jakoś się tuczyć, a przynajmniej nie chudnąć.

Jakaż to dieta zapewnia owe tuczące „setki kalorii”? Jak mniemam są to słodkie, maślane drożdżówki ze śnieżnobiałej mąki pszennej. Ciekawe, co na to onkolog? Ach, zapomniałam, onkolodzy nie znają się na zdrowym żywieniu, bo to nienaukowe.

Okazuje się, że takie rzeczy jak węglowodany i cukry powinny w ogóle zniknąć z naszego „jadłospisu”. Jest to o tyle poważne, że nowotwór po prostu rozwija się i to bardzo szybko głównie dzięki właśnie węglowodanom i cukrom. – Marek Kidziński, autor książki Jak w 90 dni pokonałem raka?

Ratunkiem dla chorego może się okazać wyrok śmierci

Tak, dokładnie: WYROK ŚMIERCI wydany przez onkologów, którzy oświadczają pacjentowi, że już nic więcej dla niego zrobić nie mogą, więc żadne błagania o chemię i naświetlanie nie pomogą. Koniec, nie ma o czym gadać, wypisujemy panu / pani skierowanie do hospicjum, żegnamy, papa, proszę nas w d… pocałować.

Tak zdradzony pacjent (ale nie łudźcie się, że każdy, bohaterka w.w. bloga tego nie zrobiła!) w końcu budzi się ze stanu zombicznego i zaczyna myśleć. Wydaje się to trochę spóźnione, ale jak to mówią lepiej późno niż wcale. Jeśli pozostała w nim choć iskierka nadziei i ducha walki zaczyna szukać ratunku zupełnie gdzie indziej. Skoro onkolodzy go odtrącili i z zimną obojętnością skazali na śmierć, zwraca się do „szarlatanów”, w ostatniej nadziei, że u nich znajdzie pomoc. I często znajduje. Proszę mi wierzyć, są udokumentowane przypadki wyjścia z całkowicie beznadziejnego stanu.

Na Reality TV niedawno nadawano serię filmów dokumentalnych pt. „Nieuleczalni”. Pacjenci porzuceni przez onkologię, z wyrokiem pewnej i szybkiej śmierci w hospicjum opowiadali tam, jak zamiast biernie czekać na wyrok losu, postanowili wykorzystać cień ostatniej szansy i spróbować metod alternatywnych, „nienaukowych” i „szarlatańskich”. Jedna z kobiet wybrała dietę makrobiotyczną. Zgłosiła się do specjalisty, który skomponował jej jadłospis i stale kontrolował postępy w zdrowieniu, korygując dietę zależnie od jej aktualnego stanu zdrowia. Pacjentka zaczęła dochodzić do zdrowia w tak szybkim tempie, że zdumiewało to jej rodzinę. Kiedy wkrótce potem, w wieku 41 lat zaszła w ciążę wszyscy doradzali jej aborcję. Lekarze straszyli wznową, a przyjaciele obawiali się, że ciąża może ją zabić. Ona jednak postanowiła nikogo nie słuchać i udała się do kaplicy, aby się pomodlić. Tam spłynął na nią doskonały spokój, więc umocniła się w przekonaniu, że jej decyzja jest słuszna. Ciąża przebiegała bez komplikacji i zakończyła się urodzeniem zdrowego syna. Dziś chłopak na ponad 20 lat, matka i syn są zdrowi i oboje cieszą się życiem i szczęściem.

Takich opowieści było tam mnóstwo. Ponieważ mamy kryzys można się spodziewać, że serial będzie wielokrotnie powtarzany, chyba, że onkolodzy załatwią zakaz jego emisji. Ale bądźmy dobrej myśli…

Organizm ma wielką zdolność przywracania homeostazy. Nie potrzebuje do tego ciężkiej chemii ani żadnych poważnych ingerencji. Nie należy mu w tym przeszkadzać, jedyną dopuszczalną metodą jest delikatne wspomaganie dietą lub informacją (homeopatia).

Na zakończenie fragment „Samokrytyki lekarza medycyny konwencjonalnej”:

Spoglądając wstecz na swój sposób myślenia i podejścia do zdrowia i choroby zdałem sobie sprawę, że:

  1. Byłem agresywny. Zakładając, że życie to ciągła walka o przetrwanie oraz że życie ludzkie to najwyższa wartość, nie miałem żadnych wątpliwości używając całego arsenału broni przeciwko wszystkiemu, co uznałem za najeźdźcę lub agresora, choć i oni byli przejawami życia. [Dzięki makrobiotyce nauczyłem się, że nasz „wróg” może być naszym dobroczyńcą i że może zmienić się w naszego najlepszego sprzymierzeńca. Odkąd stałem się makrobiotykiem nie drażnią mnie nawet komary. Teraz widzę, że moje paranoidalne, agresywne i militarne podejście do życia miało swoje źródło w jadaniu produktów zwierzęcych (zwłaszcza mięsa i jajek)].
  2. Myślałem, że życie to skomplikowany proces biochemiczny, w którym mogą nastąpić nieprzewidziane reakcje. Im więcej poznawałem szczegółów, tym bardziej potwierdzały one moje poglądy. Nie miałem możliwości konfrontacji z innymi poglądami. I tak miałem dużo roboty z przyswajaniem złożoności teorii, którą wyznawałem. [Takie fragmentaryczne, czysto ANALITYCZNE i skomplikowane spojrzenie na świat spowodowane i spotęgowane było konsumpcją żywności sztucznie oczyszczonej (białej mąki i cukru), przemysłowo przetworzonej, z dodatkiem konserwantów, rozdrobnionej (np. jadanie tylko niektórych części owoców), a zupełnym brakiem prostego, zdrowego, podstawowego pożywienia].
  3. Myślałem, że jestem istotą myślącą. Kiedy Michio Kushi poprosił mnie, abym prosto, lecz wyczerpująco zdefiniował pojęcie miłości, pokoju, wolności, szczęścia, prawdy, zdrowia, choroby, życia, mogłem tylko podawać cytaty z książek i nie zastanawiałem się, dlaczego nie mogłem znaleźć właściwych definicji w encyklopediach, czy też tworzyć ich samemu. Myślałem, że odpowiedź na te pytania wymaga rzadkiej umiejętności i jest prawem przynależnym tylko mistrzom filozofii. [Moje studia filozoficzne w szkole medycznej nie były ani rozległe, ani głębokie; przedstawiono nam w zarysie poglądy tylko niektórych filozofów Zachodu oraz wyjaśniono logikę arystotelesowską. Dopiero teraz w pełni widzę, jak płytko myślimy po tego rodzaju edukacji. Umiemy jedynie podawać niekompletne, niejasne i zawiłe definicje, a te zmieniają się z dnia na dzień. Wybrałem się kiedyś do mojego byłego profesora filozofii i poprosiłem o podanie definicji. Uśmiechnął się, ale odpowiedzi nie usłyszałem. Dzięki makrobiotyce zrozumiałem, że ten brak głębi, umiejętności i precyzji myślenia ma dużo wspólnego z nie przeżuwaniem pełnych produktów naszej diety; innymi słowy z nie wykorzystywaniem naszych zębów „mądrości” w takim celu, do jakiego zostały przeznaczone, tzn. do dokładnego przeżuwania pełnych zbóż. Jedząc pełne zboża i przeżuwając je dokładnie zauważymy, iż zaczniemy poszukiwać, i to poszukiwać pełnej odpowiedzi, w której będzie też miejsce na te szczegóły, które już znamy. Zauważymy, że logika Arystotelesa to w pełni lustrzane odbicie logiki w kategoriach Yin Yang, a to z kolei to dynamika samego życia, wszystkich w nim zmian].
  4. Widzę teraz, że ja i moi koledzy dumni byliśmy, iż korzystamy z osiągnięć współczesnej medycyny oraz na tyle naiwni, aby wierzyć, że medycyna ta pewnego dnia pokona wszystkie choroby. [Teraz zdaję sobie sprawę z tego, iż człowiek dumny znajduje się na krawędzi upadku, a cały postęp – jeżeli nie jest w harmonii z życiem samym – jest w rzeczywistości regresją, a przynajmniej, że każdemu osiągnięciu towarzyszy pewnego rodzaju regresja. Duma i naiwność to czarujące, młodzieńcze cechy, szczególnie spotęgowane konsumpcją mleka, jego przetworów i cukrów prostych].
  5. Byłem przekonany, że jedynie „metodą naukową” można właściwie badać naturę. Z wyższością patrzyłem na dogmatyczne religijne i metafizyczne metody terapii, w rzeczywistości wykazując taki sam dogmatyzm w swojej dziedzinie.

Jakie jest biologiczne tło takiego dogmatyzmu? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam do rozstrzygnięcia każdemu osobiście.

Jeśli świadomie lub podświadomie dominują w nas agresja, pomieszanie, duma, naiwność i fanatyzm, oczywistym jest, że nie patrzymy na siebie krytycznie. Patrzymy uparcie tylko na to, co osiągnęliśmy (wydłużenie życia, zlikwidowanie tego, czy tamtego), ale nie zawsze widzimy, jakim kosztem zostało to osiągnięte i jakie skutki uboczne przyniosło: zwiększającą się zachorowalność, coraz to nowe, poważne choroby, zwiększenie długości życia oznaczające utrzymanie przy życiu, a nie przywrócenie zdrowia i szczęścia.

Ponieważ my nie patrzymy krytycznie na siebie, krytyka musiała przyjść z zewnątrz. Pierwsza nadeszła ze Wschodu. Była nią praca całego życia George Ohsawy. Jednakże jego pouczenia nie były wyrażone we właściwym języku – nie były one sprawdzalne eksperymentalnie ani zilustrowane danymi statystycznymi. Do tej pory miały one niewielki wpływ na kierunek rozwoju współczesnej medycyny. Ponieważ nie ufamy nikomu tylko sobie i naszym metodom, jak możemy poświęcić Ohsawie odrobinę naszej cennej uwagi?

Oczywiście, dopóki nie zaczniemy się odżywiać według zasad makrobiotyki, trudno nam będzie zrozumieć, a nawet wyobrazić sobie logikę i siłę makrobiotyki. Ale też, jeżeli nie będziemy myśleć „holistycznie”, trudno nam będzie jeść właściwie. Czy zatem nie ma wyjścia? Według zasady Yin-Yang można zacząć od postępowanie przeciwnego do dotychczasowego: zacząć słuchać, zamiast mówić, patrzeć na całość zamiast na poszczególne części, myśleć: „Nie wiem zbyt wiele” zamiast „Wiem dużo”. W taki oto sposób można zobaczyć pełny obraz życia i doświadczyć go.

Marc Van Cauwenberghe

Ten film gościł w moim blogu niezliczoną ilość razy, ale obawiam się, że wciąż są tacy, którzy jeszcze go nie widzieli. Jeśli tak, to KONIECZNIE powinni to obejrzeć.

Playlista

I jeszcze e-book, do pobrania: Jak w 90 dni pokonałem raka? (złośliwego!)

177 myśli nt. „Ani trochę nie współczuję ofiarom lekarzy

  1. O wielkie nieba!! Toż już samego…tffuu… Gregosiewicza blog Najzacniejszej AstroMarii przyciągnął??
    To jest wyjątkowo tępy, najmądrzejszy inaczej osobnik, wojujący inkwizytor nałki i spec od kopania, zwłaszcza leżących przeciwników . Nieprześcigły kandydat do Nagrody Darwina.
    A tutaj nie przyszedł po żadne informacje, lecz po ustawienie nas sobie do wdeptania w glebę.
    Apage.

  2. Przyszedł w nadziei, że wdepcze w glebę, ale zastał tu zawodników mocno stojących nogami na ziemi i ani myślących się położyć, a tym bardziej wypiąć do kopania. Znalazł tu też DOWODY skuteczności homeopatii, więc zwiał i jedyne, co po nim zostało to paskudny smród strachu. Z nami doktorku nie da rady pogrywać w ch…ki, bo my tu jesteśmy mocni nie tylko w gębie, ale uzbrojeni w dowody, których obalić się nie da. Na forach dla młodych mamuś pewnie było łatwiej, hehe 😛

  3. Oj, to ten doktorek sieje zamęt na forach dla młodych mamuś?! Niedobrze… Może warto go tam dopaść?

  4. I dobrze, że niezłomny bojownik jedynie słusznej sprawy usunął się sam z tego bloga. Wielokrotnie okazywało się, że tacy bojownicy nie działają wyłącznie dla idei, a są zwykle sowicie opłacani przez odpowiednie gremia lobbystów.

  5. Lobbyści pewnie nie lubią, jak ich agent dostaje wpierdol, lepiej więc zwiać niż narażać się na klęskę.

  6. Dla niedouczonych doktorków mam niespodziankę, 3. część programu „Uwaga!”, w której douczony pan profesor w swoim laboratorium naukowym wyjaśnia, że Hannemann 200 lat temu miał genialną intuicję, ponieważ dzisiejsza nauka jest w stanie wykazać obecność INFORMACJI w cieczy, w której nie ma ani jednej molekuły substancji czynnej: http://uwaga.onet.pl/28849,wideo,144207,homeopatia_pomaga_czy_szkodzi_cz3,homeopatia_pomaga_czy_szkodzi,reportaz.html

  7. Hmm, ja mam od urodzenia jakąś dziwną niechęć to tej „cudnej” medycyny chemicznej. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że tylko oni sami są odpowiedzialni za siebie. Bo gdyby to do nich dotarło zamiast szukać pomocy u kogoś innego szukali by u siebie. Intuicja by ich poprowadziła do celu, ale żeby to zrobić trzeba pozbyć się strachu i pokochać siebie oraz swoją chorobę. Bo w końcu choroba jest częscią Nas samych, więc niszcząc chorobę lekami niszczymy samego siebie. A przecież chodzi o to żeby siebie uzdrowić, a nie zabijać jak robi to obecna medycyna.

  8. „Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie”. Ciągle czytamy w nekrologach „przegrał walkę z rakiem” (lub „ciężką chorobą”). Przegrał, bo walczył. Widocznie wróg był silniejszy. Gdyby zamiast walczyć współpracował z naturą i swoim organizmem, to doszedłby do harmonii i zdrowia bez stosów trupów. Nie musiałby stracić kilku narządów i nie musiałby cierpieć z powodu zatrucia. Chorujemy, bo sami się zabijamy. Nie mamy czasu prawidłowo jadać, relaksować się, wyjeżdżać na wakacje ani nawet myśleć. Ludzie żyją w permanentnym stresie, jedzą byle co i w pośpiechu, piją paskudztwa z plastikowych butelek, pożerają tony środków przeciwbólowych, palą, piją kawę i alkohol… bo muszą żyć na takim poziomie, żeby sąsiadom oko zbielało z zazdrości. A kiedy już się dorobią (dzięki kredytom), tracą pracę i zostają z długami. Nie dość, że nie mają z czego żyć, to jeszcze muszą spłacać kredyty i płacić kartelowi farmaceutycznemu za jego oszukańcze „leki”. Ta „walka” każdego pokona. Nie tędy droga. Ale choroba jest właśnie po to, żeby człowieka powalić i uniemożliwić mu dalszą destrukcję. Jeśli to zrozumie, jest uratowany. Jeśli nie, to po nim.

  9. Panie AtroMarianie, ostatnio boli mnie trochę w kroku. Zazwyczaj jest to takie mocne szarpanie w okolicach jąder, a nieraz swędzenie nieopodal odbytu. Od dziecka mam wrodzoną niechęć do chemicznych trucicieli zwanymi – tfuuu – lekarzami, więc chciałbym zasięgnąć porady specjalisty.

    Z wyrazami najzajebistrzego szacunu

    adam

  10. @ Adam_p adam_p (adam@padam.pl 178.73.63.10) Męskiej kurwy nie wyleczy żadna medycyna, alopatyczna również. To nie jest kwestia medyczna, to jest skutek bycia nie szanującą się i nie szanowaną przez nikogo szmatą, tarzającą się w brudnym rynsztoku. Skoro jesteś męską dziwką i dajesz dupy każdemu bez względu na płeć, to nie dziw się, że chorujesz na syfa, AIDS i każdą możliwą chorobę i że cię tam boli i swędzi. Wykąp się, ogarnij trochę, przestań ćpać i puszczać się, a zobaczysz, że poczujesz się lepiej.

    Proszę państwa, takie właśnie komentarze zostawiają w tym blogu ludzie ROZUMU, wielbiciele RACJONALIZMU, wierni wyznawcy MEDYCYNY ALOPATYCZNEJ i WROGOWIE HOMEOPATII. To jest typowy poziom ducha i umysłu piewców naukowego rozwoju (w tym GMO) i wrogów natury.

    Zatwierdziłam ten komentarz, żebyście na własne oczy zobaczyli, co wyrzucam do spamu. Pozdrawiam serdecznie moich racjonalistycznych wielbicieli z WordPressa i blipa – idźcie się przebadać, bo możecie być bardzo chorzy. Tak chorzy ludzie stanowią zagrożenie dla zdrowotności społeczeństwa. Zamiast zmuszać dobrze prowadzących się ludzi do niepotrzebnych szczepień (Gardasil) i bredzić o „wyszczepialności populacji” przestańcie rozsiewać choroby swoim amoralnym prowadzeniem się i seksualną rozwiązłością.

  11. Astomario! czy to nie czasem ten Pan Mizia- art. Przepis na rewolucje.. w 2.poz. broniłam blogi pani, Poliszynela i Bazarmedyczny- wydaje mi się, że się wsciekł…

  12. @ Antykk: to nie mizia. To jest ktoś z paczki barta, herszta „racjonalistów”. Poznaję to po tym, jakim nickiem się do mnie zwraca.

  13. ”Dlatego nie współczuję chorym i cierpiącym, bo wiem, że będą cierpieć i chorować do czasu, aż zrozumieją, że choroba nie dotyczy ich ciała fizycznego, lecz duszy i umysłu. Jedyna droga do wyzdrowienia wiedzie przez zmianę sposobu myślenia i stosunku do świata i ludzi. Jednak wszelkie próby wytłumaczenia tego ofiarom ciężkich chorób prawie zawsze skazane są na niepowodzenie, a nawet mogą wywoływać ich agresję. Lepiej więc nie wtrącać się w ich życie, lecz pozwolić działać prawom duchowym. Siła Wyższa wie najlepiej, czego komu trzeba i czego dana osoba musi doświadczyć, żeby zmądrzeć. Czasem jest to śmierć i nic na to poradzić nie możemy.”

    Super Astromaria, po prostu rewelacja!

    A małe dzieci? One też zrozumieją? Zmienią sposób myślenia?
    2 letnie dziecko chyba nie bardzo!

    A po zatym biorąc mój przypadek pod uwagę to guzik mogę bo do 18 roku życia nie mogę podejmować samodzielnych decyzji! Jak nie będę chciała się leczyć na raka, to mnie zmuszą. Odbiorą rodzicom prawa rodzicielskie, a ja czy tego chce czy nie będę musiała się leczyć. Chyba że szybciej umrę.

    Lubię czytać Twojego bloga, ale chyba tym razem przesadziłaś. Choć to oczywiście moje zdanie i zgadzać się z nim nie musisz.

  14. I się z nim oczywiście nie zgadzam. Mój blog jest przeznaczony dla ludzi dorosłych, co nawet zaznaczyłam w ustawieniach (ale nie wiem, czy powoduje to jakieś ograniczenia w dostępie do niego). Nie piszę bloga dla dwuletnich dzieci, bo one nie umieją czytać i nie ponoszą odpowiedzialności za swoje życie. Piszę bloga dla ludzi dorosłych i do nich się zwracam.

    Co do przymusu leczenia raka czy czegokolwiek: gdzie w Konstytucji jest napisane, że można człowieka zmusić do poddania się dowolnemu leczeniu, szczepieniu lub badaniom? Pokaż mi, gdzie jest zapisane, że można rodzicom odebrać prawa rodzicielskie, dlatego, że mają własną wizję leczenia chorego dziecka? Jeśli znasz przepisy prawne, które to nakazują to mi je podaj. Nawet, jeśli takie rzeczy dzieją się w USA, to nie znaczy, że jest to możliwe w Polsce i UE (w razie czego istnieje jeszcze Trybunał w Strasburgu).

    Jeśli państwo występuje z takim nakazem, to łamie zapisy Konstytucji. To specjalnie mnie nie dziwi, bo państwo ma z natury skłonność do działań totalitarnych i do bezprawia. Ale jeśli obywatel bez szemrania poddaje się takiemu bezprawiu, to jest baranem. I jako baran zasługuje na śmierć. Gdyby nie był baranem, to znałby swoje prawa i umiałby się bronić – i do tego nie potrzeba drogich prawników, wystarczy powołać się na Konstytucję. Mamy takie straszliwe bezprawie właśnie dlatego, że całe stada bezmyślnych i bezwolnych owiec godzą się na bezprawie i poddają swoje dzieci szczepieniom oraz leczeniu onkologicznemu i przeciw AIDS. Na szczęście są wśród nad ludzie, którzy mają ludzką godność, więc sprzeciwiają się tym praktykom. Wszyscy, którzy powiedzieli NIE wygrali sprawę w sądzie i dziś mają spokój. Wielka szkoda, że tych ludzi jest tylko kilkoro, o czym świadczą wyroki sądu wymienione na mojej stronie Szczepienia.

    Ty również masz prawo podejmować suwerenne decyzje. Nawet 13-nastolatkom one przysługują, tylko trzeba się nauczyć asertywności. Nikt nie ma prawa zmusić do niczego 16-latka, jeśli ten wyraźnie oświadczy, że sobie tego nie życzy. Osoba w tym wieku może już zadbać o swoje interesy i np. zmienić sposób odżywiania. Należy o tym po prostu otwarcie porozmawiać z rodzicami, raczej wątpię, żeby się to skończyło bijatyką w domu.

  15. @Alex

    Granica Twojej wolności jest tam, gdzie ją sobie sama ustanowisz. Jeżeli chorujesz, to Twoim niezbywalnym prawem jest wybór sposobu leczenia (co to z resztą za głupie i absurdalne rozważania, co do przymusu?). Jeżeli jest inaczej, to znaczy tyle, iż z jakiś powodów nie chcesz wyzdrowieć, utrzymując stan choroby… Amen.

  16. LogoPedant :
    Tak oczywiście nie chce wyzdrowieć. Bardzo lubię mój wózek . Wręcz go uwielbiam. Łatwo tak gadać, co?

    Astromaria:
    Ja mówię jak jest w praktyce(tak, tak wiem można iść do sądu)
    A reszta to jest moje zdanie.

  17. @Alex

    Nie łatwo jest tak gadać. Zapewniam Cię. Podobnie do mnie mówią Ci, którzy piją i nie chcą przestać pić. Stwierdzają wtedy: „Łatwo Ci jest mówić, skoro masz to za sobą”… To tak, jakbym tego nie miał wcześniej przed sobą…

    Przykro mi, że spędzasz życie na wózku, jednak Twoje zdrowie jest w Twoich rękach. Zawsze znajdzie się powód usprawiedliwienia stanu w jakim się znajdujemy. Ten powód jest wszędzie, tylko nie w nas. Każda choroba jest na nasze życzenie, najczęściej tak ukryte, że trudno w ogóle o akceptację takiej możliwości… Choroba usprawiedliwia nasze niepowodzenia i jest wygodnym argumentem dla tworzenia kolejnych barier i przeszkód w życiu… Przeczytaj książkę (znów o niej trąbię do choinki…) „Poprzez chorobę do samopoznania”, a być może będziesz w stanie zaakceptować światopogląd, o którym tutaj piszę. My mamy moc, tylko musimy to zrozumieć i ją wyzwolić… Powodzenia. 🙂

  18. Jak nie będę chciała się leczyć na raka, to mnie zmuszą. Odbiorą rodzicom prawa rodzicielskie, a ja czy tego chce czy nie będę musiała się leczyć.

    Bzdura.

    A małe dzieci? One też zrozumieją? Zmienią sposób myślenia?
    2 letnie dziecko chyba nie bardzo!

    Zależy jak patrzymy na życie. Życie jest lekcją. Dzieci nie zmienią sposobu myślenia, bo jeszcze nie myślą „racjonalnie”. Na szczęscie. Chore dziecko, to lekcja dla rodziców.

  19. W 1984 roku Światowa Organizacja Zdrowia przedstawiła Model Deklaracji Praw pacjenta jako wytyczne do stosowania w poszczególnych państwach. W dokumencie tym określa się, że KAŻDY ma prawo do:
    „- poszanowania swojej osoby ludzkiej
    – samodecydowania [do informacji o stanie zdrowia i PROPONOWANYCH PROCEDURACH LECZNICZYCH wraz z ryzykiem i przewidywaną korzyścią, do decydowania o zgodzie lub odmowie zgody na działania medyczne],
    – poszanowania integralności fizycznej i psychicznej oraz poczucia bezpieczeństwa swojej osoby [do NIEDOKONYWANIA DZIAŁAŃ MEDYCZNYCH BEZ WYRAŻENIA ZGODY] chyba, że jest niezdolny do wyrażenia zgody, a natychmiastowa interwencja lekarza jest konieczna, niepoddawania się badaniom naukowym bez zgody i oceny komisji etycznej”.
    W Polsce na podstawie obowiązującej Konstytucji i ustaw została opracowana już przed 10 laty KARTA PRAW PACJENTA, którą Minister Zdrowia i Opieki Społecznej przekazał do publicznej wiadomości.

    To tyle, jeśli chodzi o wiarę w to, że służba „zdrowia” może kogokolwiek ubezwłasnowolnić i wepchać mu do ust jakiekolwiek pigułki lub wstrzyknąć cokolwiek do jego ciała. Jak również, że może zmusić kogokolwiek do poddania się jakimkolwiek „przymusowym” lub „obowiązkowym” badaniom profilaktycznym lub szczepieniom.

    A co do niemożności wyzdrowienia: w książce o Hunie jest opowieść o młodym, sparaliżowanym mężczyźnie, który (rzekomo) bardzo chciał zacząć chodzić. Zwrócił się więc z prośbą do kahuny o pomoc i zaczęli pracować nad jego uzdrowieniem. Szło im naprawdę dobrze i młodzieniec zaczął już wstawać i wydawało się, że lada moment zacznie chodzić, kiedy nagle nastąpił kompletny krach i paraliż powrócił. I to chyba nawet większy, niż był. Oczywiście, można powiedzieć, że kahuna do bani, ale nie to było przyczyną. Uzdrowiciel zwrócił się do Siły Wyższej z zapytaniem co poszło nie tak i otrzymał odpowiedź, że młody się wystraszył odpowiedzialności, z jaką wiąże się życie zdrowego, młodego mężczyzny. Musiałby iść do pracy i zacząć sobie radzić ze wszystkim sam, a życie na wózku zdejmowało z niego te przykre obowiązki. Miał wypłacaną regularnie co miesiąc rentę, pielęgniarkę i pełną obsługę, więc o nic nie musiał się troszczyć. Być może jego świadomość chciała zdrowia, ale naszym życiem rządzi podświadomość i to ona decyduje o tym, co się zdarzy. Dlatego, jeśli chcesz wstać z wózka, musisz się dogadać z tą „bezrozumną” częścią swojej osoby.

    Nie wiem, jaka jest przyczyna twojego stanu, ale jeśli jest to SM, to jest to choroba w pełni uleczalna, trzeba tylko zmienić dietę i swoje przekonania. Jedyne nieuleczalne choroby, to choroby genetyczne (a i tego nie jestem pewna).

  20. Moja mama opowiadała mi wczoraj historię małego dziecka, które miało „wszystkie” choroby świata i matka była bezsilna, bo klasyczna medycyna nie potrafiła odnaleźć przyczyn tego stanu, na przykład jaskry(!) (dlaczego mnie to nie dziwi?). Matka zwróciła się do jakiegoś szamana, który od razu stwierdził, że przyczyną chorób jest sama matka, a nie dziecko. „Choroba” tkwiła w kobiecie i szaman ją uzdrowił, odprawiając „czary” nad jej brzuchem, jako źródle chorób dziecka. Mam opowiadała mi tę historię w pośpiechu, więc dopytam ją później na spokojnie, jak to się wszystko odbywało i Wam opiszę…

  21. Alex również nie wiem, co Ci dolega, ale posyłam dla podniesienia ducha 🙂

    Uzdrowiony paraliż Bethany:

  22. A co do niemożności wyzdrowienia: w książce o Hunie jest opowieść o młodym, sparaliżowanym mężczyźnie, który (rzekomo) bardzo chciał zacząć chodzić. Zwrócił się więc z prośbą do kahuny o pomoc i zaczęli pracować nad jego uzdrowieniem. Szło im naprawdę dobrze i młodzieniec zaczął już wstawać i wydawało się, że lada moment zacznie chodzić, kiedy nagle nastąpił kompletny krach i paraliż powrócił. I to chyba nawet większy, niż był. Oczywiście, można powiedzieć, że kahuna do bani, ale nie to było przyczyną. Uzdrowiciel zwrócił się do Siły Wyższej z zapytaniem co poszło nie tak i otrzymał odpowiedź, że młody się wystraszył odpowiedzialności, z jaką wiąże się życie zdrowego, młodego mężczyzny. Musiałby iść do pracy i zacząć sobie radzić ze wszystkim sam, a życie na wózku zdejmowało z niego te przykre obowiązki. Miał wypłacaną regularnie co miesiąc rentę, pielęgniarkę i pełną obsługę, więc o nic nie musiał się troszczyć. Być może jego świadomość chciała zdrowia, ale naszym życiem rządzi podświadomość i to ona decyduje o tym, co się zdarzy. Dlatego, jeśli chcesz wstać z wózka, musisz się dogadać z tą „bezrozumną” częścią swojej osoby.

    Ale jak? O podświadomości słyszałam, ale niektóry mówią że trzeba sobie wyobrażać że się np. chodzi, inni że trzeba podświadomość prosić inni że jej kazać.
    W końcu nie wiem.

  23. Jutro jeszcze raz dokładnie przeczytam, zrobię sobie plan i zamierzam wyleczyć się tą metodą.
    Nie może, na pewno.
    Dzięki za link, Astromaria.

  24. Kiedyś pisałam o dzieciaku z guzem przysadki, rodzice nie zgodzili się na operację, bo lekarze nie byli pewni, czy po operacji się wybudzi, a jak nawet, czy nie będzie kaleką. Leczony metodami niekonwencjonalnymi ma się świetnie.

Nie mam żadnego wpływu na moderację, więc proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s