Homo sapiens czyli człowiek rozumny w racjonalnie zarządzanym świecie

Zaryzykuję tezę, że każdy rodzi się jako człowiek (potencjalnie) rozumny. Ale później, dzięki właściwej socjalizacji, rozum mu zanika, a może raczej (w wersji bardziej optymistycznej) zostaje wyłączony.

Dlaczego?

Bo tak jest wygodnie dla władzy.

Przede wszystkim człowiek musi zostać ogłupiony po to, żeby sądził, że władza jest po to, żeby mu pokornie służyć i że to on tę władzę wybiera sam, w demokratycznych wyborach.

Trzeba być naprawdę kompletnym, totalnym idiotą, żeby nie widzieć, że jest dokładnie odwrotnie. To nie władza jest dla ludzi, lecz ludzie dla władzy.

Czym konkretnie są ludzie dla władzy?

Są roboczym bydłem, które ma harować dla dobra i pomyślności elit. Żeby plan mógł się powieść ludzie muszą być tępi, głupi i nie posiadać zdolności myślenia. Bo gdyby zaczęli myśleć, to mogliby się zbuntować.

Dlatego przede wszystkim należy zadbać o właściwe i staranne pranie umysłów i programowanie trendów społecznych. Dawniej rozumy prała religia, a dziś, w dobie lotów kosmicznych, robi to jeszcze skuteczniej racjonalizm.

Prześledźmy koleje rozwoju rozumu homo sapiens od jego narodzin aż do śmierci.

Tak jak małpa rodzi małpę, a nie szczura, a słoń słonia, a nie świnię, tak i człowiek rozumny musi być zrodzony z rozumnych rodziców. Skoro rodzice są rozumni, wynikałby z tego logiczny wniosek, że podejmują oni rozumną decyzję, powołując potomka na ten świat, że głęboko medytują nad stanem tego świata i nad tym, jaki będzie przyszły los narodzonego: czy będzie miał co jeść i gdzie mieszkać, czy będzie żył w zdrowiu, czy będzie człowiekiem wolnym i mającym władzę nad swoim losem oraz czy będzie się cieszył pokojem na świecie.

Obawiam się, że takie pytania zadaje sobie zaledwie promil ludzkości. Większość jest nieprzytomnie napalona na seks, a przy tym ma głowę pełną kościelnych sloganów o grzeszności antykoncepcji, więc zamyka oczy i rzuca się w wir życia, wierząc, że jakoś to będzie. A kiedy zdarzy się wpadka zaczyna się rwanie włosów z głowy i wysłuchiwanie przeciwstawnych opinii osób, które uważają siebie za najmądrzejsze na świecie i powołane do udzielania rad. Jedni powiedzą, że to hańba, bo kto to widział, żeby w katolickiej rodzinie zdarzały się takie rzeczy, a inni przeciwnie, będą się zachwycać, klepać po brzusiu i namawiać do urodzenia uroczego aniołka, zapominając zupełnie, że życie samotnej matki, nie mającej żadnego wykształcenia, dobrej pracy ani mieszkania wcale się z rajem i aniołkami nie kojarzy.

Załóżmy jednak, że nasz mały homo sapiens przychodzi na świat w rozumnej rodzinie i że jest dzieckiem oczekiwanym przez rodziców. A nawet załóżmy jeszcze bardziej optymistycznie, że jego rodzice mają wyższe wykształcenie, dach nad głową i stałą pracę. Są magistrami, są więc umocnieni w przekonaniu, że są naprawdę bardzo, ale to bardzo sapiens. Wszak w uczelni im stale powtarzano, że tytuł magistra zapewnia im etykietkę „inteligenta”, a gazety piszą, że źle się dzieje w państwie duńskim (i polskim również), ponieważ jest za mało ludzi wykształconych i mądrych (jakby jedno miało cokolwiek wspólnego z drugim). Wynika z tego wniosek (niestety, niezbyt rozumny), że jak się skończyło studia, to jest się mądrym, a więc sapiens.

W uczelniach uczą również ekonomii. Ale uczą tak, żeby nikt nie był w stanie zorientować się jaka jest jego osobista sytuacja, a zwłaszcza stan finansów państwa.

Rodzi się więc taki mały homo sapiens i cieszy się jak głupi, bo nie wie (a niby skąd noworodek ma to wiedzieć, skoro nawet jego rozumni rodzice nie mają o tym pojęcia?), że już od chwili narodzin jest po uszy zadłużony, a nawet więcej, że jego dług rośnie w tempie iście astronomicznym i że choćby pękł nie zdoła tego długu spłacić do końca życia.

Nie spłacą go również jego dzieci, wnuki, a nawet prawnuki, chyba, że nastanie koniec świata i tym nadprzyrodzonym sposobem jego dług zostanie anulowany.

http://alterkino.org/spowied-agenta

Dobre państwo, w trosce o jego obecne i przyszłe zdrowie natychmiast (i bez wiedzy rodziców) aplikuje mu szczepionkę przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby. Mógłby ktoś sądzić, że jest to konieczne, bo w szpitalach jest taki syf i brud, że bez tego na pewno złapałby tę francę. Prawda jednak jest zupełnie inna: Polska jest chyba jedynym krajem w Europie, gdzie aplikuje się tę szczepionkę, a stoją za tym względy nie tyle medyczne, co raczej korupcyjne. Mówiąc bez ogródek: ktoś z Big Pharma dał w łapę komuś z Ministerstwa Zdrowia, dzięki czemu wprowadzono ten „zbawienny” przepis. Zbawienny – dla stanu kasy koncernów farmaceutycznych. I zgubny dla stanu zdrowia naszych dzieci.

Te same względy zagoniły wszystkie rodzące kobiety tzw. „cywilizowanego świata” do szpitali, zupełnie jakby poród był ciężką chorobą lub zabiegiem medycznym, a nie procesem naturalnym. Żeby wybić kobietom z głowy tradycję rodzenia w domu wytłumaczono im, że tam też są bakterie, a co gorsze, do domowego porodu wzywane są akuszerki, brudne, zawszone i nie umiejące pisać wiejskie baby, które wyglądają, jak przeniesione żywcem ze średniowiecza. Mają kołtuna, wszy, nie myją rąk i odprawiają czary, dlatego racjonalnie myślące kobiety muszą trzymać się od nich z daleka.

Poród racjonalistki musi być naukowy: w szpitalu, w pozycji wprawdzie zupełnie niefizjologicznej, ale za to wygodnej dla lekarza, w sali operacyjnej pełnej super-nowoczesnych urządzeń medycznych, z tlenem podawanym przez maseczkę, z narkozą, hormonami aplikowanymi przez kroplówkę i bez współpracy z siłami (prymitywnej i nienaukowej!) natury.

http://alterkino.org/porodowy-biznes

Pamiętajcie: natura jest dzika, prymitywna i niebezpieczna. Natura jest tak groźna, że ludzkość już dawno uciekła przed nią do nowoczesnych miast i odgrodziła się od niej nowoczesną techniką.

Ci, którzy zostali, bo byli głupi lub po prostu musieli (ktoś w końcu musi tę żywność produkować, prawda?) są stale narażeni na ataki żywiołów: zalewają ich powodzie, palą ich straszliwe upały i susze, niszczą gradobicia i nękają trąby powietrzne. Dlatego musimy się przed naturą chronić w miastach, zbudowanych zgodnie z zasadami nowoczesnej nauki i techniki!

Porzućmy wreszcie infantylną wiarę w to, że wszystko co naturalne jest czyste i zdrowe. Proszę państwa, kiedyś to ludzie wierzyli, że ziemia jest płaska i nie znali mikroskopu. My dziś wiemy to, o czym oni nie mieli pojęcia: że ziemia, na której uprawiamy swoje zboża i jarzyny jest siedliskiem bardzo groźnych patogenów.

Kiedyś ludzie nie znali nowoczesnych, naukowo opracowanych nawozów sztucznych, więc nawozili glebę gnojowicą! Czy wy wiecie, czym jest gnojowica? Przecież to są odchody zwierząt! A w przewodach pokarmowych zwierząt lęgną się bakterie chorobotwórcze, pasożyty i inne, groźne mikroorganizmy. I to trafiało na pola i skażało żywność, która potem trafiała na stoły konsumentów. Całe środowisko naturalne może stanowić potencjalne źródło chorób: proszę sobie wyobrazić ptaki, zarażone ptasią grypą, przelatujące nad polem z kapustą! I potem ktoś taką kapustę przeznacza na surówkę! Przecież to jest bardzo niebezpieczne! Dlatego my dążymy do tego, żeby zrezygnować z naturalnej żywności i zastąpić je nowoczesną, naukową pigułką, zawierającą wszystkie niezbędne białka, minerały i witaminy. A na razie nie mamy innego wyjścia jak szczepienia. Trzeba się szczepić na wszystko, bo nie wiadomo, co może nam zagrozić: czy będzie to grypa ptasia, świńska, kozia czy inna małpia ospa.

Kiedy w końcu nasz mały człowieczek szczęśliwie, nowocześnie i bezpiecznie przyjdzie na świat, kiedy otrzyma swoją pierwszą szczepionkę z dobroczynnie działającą na jego zdrowie rtęcią, leży w czystym, białym łóżeczku i marzy o matczynym cycusiu. Nie wie biedaczek, że

mleko matki to przeżytek i nienaukowe wstecznictwo, praktykowane przez wieki przez niepiśmiennych, zawszonych i zakołtunionych chłopów pańszczyźnianych.

W dawnych czasach ludzie nie mieli innej opcji niż karmienie piersią, bo nie znali nauki ani postępu. Dziś wiemy, że tłuszcze zwierzęce (wstyd to głośno przyznać, ale homo sapiens, nawet ten z podwójnym sapiens-sapiens należy też do świata zwierząt, przynajmniej cieleśnie) są niezdrowe i nie wolno ich spożywać.

Już na pierwszym etapie życia nasz biedny, mały homo sapiens napotyka błąd natury, wymagający natychmiastowego skorygowania.

Na szczęście nauka wyciąga do nas pomocną dłoń. Pozwólmy więc odpocząć pięknym, matczynym piersiom, które mogłyby się od karmienia zdeformować (ale spokojnie, bez paniki, nawet jeśli do tego dojdzie, nauka oferuje znakomite, zdrowe i pod każdym względem lepsze od naturalnego tłuszczyku, mającego naturalną skłonność do obwisania, implanty z silikonu). Zamiast mleka matki, obfitującego w niezdrowy, zatykający żyły tłuszcz (za przeproszeniem) zwierzęcy i równie niezdrowy (powodujący otyłość i cukrzycę!!!) cukier, powołane do dbania o nasze zdrowie firmy oferują mleko w proszku, wprawdzie krowie, ale humanizowane, idealnie dostosowane do wieku niemowlęcia, pełne roślinnych nienasyconych kwasów tłuszczowych, słodzone aspartamem, dietetycznym słodzikiem pochodzącym z najbardziej zaawansowanych technologicznie laboratoriów naukowych, wspieranych przez amerykańską FDA, Światową Organizację Zdrowia oraz Unię Europejską.

Ale nawet tak znakomicie opracowane receptury nie gwarantują naszemu maleństwu pełni zdrowia. Dlatego wiodące w świecie firmy farmaceutyczne nie ustają w wysiłkach stworzenia idealnych pod względem składu i smaku odżywek witaminowych oraz mineralnych. Żeby nasi milusińscy zażywali ten eliksir zdrowia z radością i entuzjazmem dodają do niego syntetyczne barwniki, aromaty i aspartam, jako słodzik idealny i odpowiedni w każdym wieku. A jeśli dziecko zachoruje, podamy mu antybiotyk szeroko znany z tego, że powoduje u dzieci głuchotę i ślepotę, dla zachęty również posłodzony aspartamem. [Kiedyś na opakowaniu tego antybiotyku, zapisanego przez lekarza mojemu nowo narodzonemu dziecku widniała taka bezwstydna informacja. Ciekawa jestem, czy jeszcze tam jest].

Dzięki postępowi naukowemu i cywilizacyjnemu kobiety są wreszcie wolne i na równi z mężczyznami mogą cieszyć się życiem i karierą zawodową.

Jakże szczęśliwi są dzisiejsi rodzice, że nie muszą się o nic troszczyć. Nauka i rząd światowy zdejmują z nich trud myślenia, jak urozmaicić dietę dziecka, żeby mu niczego nie zabrakło i jak dbać o profilaktykę zdrowotną, żeby nie chorowało i nie zarażało innych.

Wystarczy całkowicie zaufać producentom nowoczesnych koncentratów spożywczych i dań gotowych, a my i nasze dzieci będziemy zdrowi i bezpieczni. Nie trzeba już tracić czasu na zakupy na bazarze, na pieczenie domowego chleba, czyszczenie jarzyn, krojenie i mielenie mięsa, wyrabianie i klejenie pierogów – wszystko można kupić gotowe. Wystarczy zalać „Gorący kubek” wodą z czajnika lub wrzucić danie do piekarnika i gotowe. I jakie smaczne! Takiego bogatego smaku nie uzyska się z naturalnych warzyw czy mięsa, do tego potrzebne są nowoczesne, opracowane przez naukę dodatki, takie jak glutaminian sodu lub skoncentrowane aromaty oraz cudowne, przyciągające oko barwniki. Co więcej, niesłychana wręcz rewolucja naukowa sprawiła, że możemy jeść dżemy, ciasteczka, a nawet cukierki bez obawy, że zepsują się nam zęby lub nabawimy się cukrzycy oraz otyłości. Szkodliwy cukier został w nich zastąpiony dietetycznym i zbawiennym dla naszego zdrowia naukowo opracowanym aspartamem, który można spożywać bez obawy przedawkowania. Dlatego przeznaczone dla najmłodszych, dietetyczne cukiereczki oraz gumy do żucia bez naturalnego (pamiętaj – natura to twój wróg!), szkodliwego cukru pakowane są w przyciągające dziecięce oko kolorowe torebki i wieszane przy kasie w każdym supermarkecie w zasięgu ich małych rączek. Wyeliminowano też problem nadmiernie słodzonych napojów, zastępując je nietuczącą i nie psującą zębów wersją Light.

Dziećmi zajmuje się państwo. Powinno to robić od pierwszych chwil życia. Państwo robi to zdecydowanie lepiej, niż rodzice, którym brakuje wiedzy z dziedziny pedagogiki i psychologii, a co więcej, państwowe opiekunki nie ulegają emocjom, nie rozpieszczają dzieci i żywią je zgodnie z zaleceniami nauki. Dlatego każde dziecko powinno jak najwcześniej trafić do żłobka, gdzie od pierwszych chwil życia oduczy się egoizmu, nauczy zasad współżycia z innymi i gdzie jego światopogląd zostanie ukształtowany w jedyny właściwy sposób, gwarantujący przyszłe harmonijne współżycie z innymi.

Jeśli nie występują różnice światopoglądowe między jednostkami, w kraju nie rodzą się konflikty społeczne!

Dlatego wszyscy powinni wyznawać tę samą religię i mieć takie same poglądy polityczne, czego wyrazem już niedługo stanie się system jednopartyjny. O to należy zacząć dbać już w żłobku.

Dzięki sprawiedliwym płciowo posunięciom państwo będzie miało pełną kontrolę nad profilaktyką zdrowotną i zapobieganiem epidemiom. Dzięki temu żadne dziecko nie uniknie zbawiennych i obowiązkowych szczepień i nie padnie ofiarą ciemnoty rodziców, którzy nie doceniają zdrowotnych walorów rtęci i skwalenu dodawanych do szczepionek. Rtęć stymuluje właściwy z punktu widzenia społecznego rozwój systemu nerwowego, a skwalen zbawiennie pobudza system immunologiczny.

Rodzicu! Zapamiętaj! Rtęć dodawana do szczepionek zagwarantuje Twojemu dziecku szczęśliwe i bezkonfliktowe życie. Twoje dziecko będzie spokojne, nie będzie wszczynać awantur ani bijatyk, a w przyszłości będzie pokornym i zgodnym obywatelem, nieskłonnym do strajków i powstań. Dzięki temu ma szansę na długie życie, którego nie straci głupio w zamieszkach i powstaniach.

Państwowa niania, starannie przygotowana do swojego zawodu przypilnuje, żeby w grupie panował spokój i dyscyplina oraz zadba o podstawy edukacji, dzięki czemu dziecko wstępując po raz pierwszy w progi szkoły będzie umiało już czytać, pisać i liczyć.

Wykwalifikowana niania powie wam również w telewizyjnej reklamie (reklamy są źródłem najwyższej próby wiedzy naukowej, więc koniecznie je oglądajcie!), że masło to trucizna. Powoduje otyłość i miażdżycę, dlatego absolutnie nie wolno podawać go małym dzieciom ani dorastającej młodzieży. Koniecznie należy zastąpić je margaryną, zdrowotnym tłuszczem, uzyskanym i udoskonalonym dzięki starannym badaniom naukowym.

Pamiętaj! Natura jest prymitywna i brudna. Wszystkie naturalne produkty spożywcze i lecznicze mają niedoskonały skład, wymagają więc ingerencji nauki, która poprawi ich parametry zdrowotne.

Czy mamy coś lepszego niż nauka? To jedyna, prawdziwa, sprawdzona wartość, jaką posiada ludzkość. Nauka jest powołana do naprawiania błędów natury.

Na masło skazani byli niewykształceni, dzicy analfabeci, bo nie mieli innej alternatywy. Biedacy nie znali nauki, więc się truli najgorszym, nieprzetworzonym, prymitywnym i zanieczyszczonym bakteriami świństwem, pochodzącym prosto od zwierzęcia stojącego w gnoju w brudnym chlewie.

Jakie to szczęście, że dziś mamy naukę i możemy korzystać z ulepszonych przez nią produktów. Dlatego już niedługo znikną z pól świata prymitywne, niedoskonałe rośliny naturalne, a zastąpią je produkty wysoko zaawansowanej myśli naukowo-technicznej, czyli tak długo oczekiwane, błogosławione GMO. Nareszcie znikną choroby powodowane przez naturę, takie jak cukrzyca (nadmiar cukrów i wprost niepojęty, zupełny brak insuliny w roślinach), otyłość (nadmiar skrobi, tłuszczu i cukru w produkcie naturalnym), ślepota (brak karotenu w ryżu), miażdżyca (nadmiar cholesterolu w mięsie) oraz ryzyko groźnego przedawkowania witamin i mikroelementów. Ten ostatni problem zostanie rozwiązany poprzez radykalną redukcję zawartości tych groźnych substancji w roślinach uprawnych. Na przykład mamy już marchew z minimalną zawartością witaminy A (najnowsze, precyzyjne badania naukowe wykazały, że zawartość tej witaminy w jednej dużej marchwi przekracza dwukrotnie dzienne zapotrzebowanie dorosłego człowieka; strach pomyśleć, co się stanie, gdy taką marchew zje dziecko!) i selenu (jeden orzech brazylijski zawiera go więcej, niż przewiduje dzienna norma ustalona przez WHO i Codex Alimentarius).

Dla dobra społeczeństwa (zdrowy naród przyczynia się do wypracowania dobrobytu elit rządzących) zostały ustalone optymalne dzienne normy spożycia witamin i mikroelementów. Każde przekroczenie tych norm będzie traktowane jak przestępstwo i surowo karane.

Kiedy dziecko wreszcie idzie do szkoły rodzice (i cały świat) mogą odetchnąć z ulgą. Małe dzieci są wprawdzie cudownie kreatywne i uzdolnione artystycznie, ale też są zbyt żywe, niesforne, a co najgorsze zadają miliony zupełnie idiotycznych pytań, a to jest bardzo niebezpieczne z punktu widzenia porządku społecznego. Niezdyscyplinowani ludzie mogą siać zamęt i wzniecać niepokoje społeczne, należy więc zdecydowanie ukrócić te skłonności. Szkoła jest miejscem, w którym Wasze dzieci zostaną właściwie ukształtowane. Kreatywność wprawdzie zaniknie, ale za to dziecko opanuje całą wiedzę zalecaną przez Ministerstwo Oświaty, a przede wszystkim opanuje sztukę harmonijnego współżycia z innymi.

Na szczęście, dzięki naszej nowoczesnej nauce mamy sposoby, żeby radzić sobie z jednostkami aspołecznymi i buntowniczymi, które mogłyby stanowić zagrożenie dla innych dzieci. Na zachodzie coraz powszechniej stosuje się dwa cudowne leki, rozwiązujące wszystkie problemy wynikające z nadpobudliwości (ADHD) i skłonności do depresji: Ritalin i Prozac. Czas najwyższy, żeby i nasi rodzice oraz lekarze docenili dar, jaki otrzymaliśmy dzięki badaniom naukowym i pełnej poświęcenia, niemal bezinteresownej pracy ludzi z koncernów farmaceutycznych.

I oczywiście nie zapominajmy o obowiązku regularnego szczepienia naszych dzieci! W powietrzu, wodzie i wszędzie wokół kryją się groźne bakterie i wirusy, stanowiące śmiertelne zagrożenie dla nas wszystkich. Gdyby wymknęły się spod kontroli, wybuchłaby wielka, światowa pandemia, której nasze dzieci mogłyby nie przeżyć. Co więcej, unikanie szczepień jest równoznaczne z uchylaniem się od regularnego przyjmowania zbawiennych dla rozwoju systemu nerwowego dawek rtęci.

Pamiętajmy: rtęć zawarta w szczepionkach stoi na straży pokoju w społeczeństwie!

W miarę jak nasze dzieci dorastają powinny zacząć stopniowo pojmować świat w bardziej dojrzały sposób. W szkole podstawowej, gimnazjum i liceum uczą się religii, ponieważ dzieci powinny w coś wierzyć. Najmłodsi wierzą w bajki i św. Mikołaja, ale kiedy dorastamy musimy odrzucić wiarę i przyjąć racjonalistyczny ogląd rzeczywistości. Musimy mieć odwagę cywilną powiedzieć sobie uczciwie, że duszy nie ma, a ciało jest śmiertelne. Oszukiwanie się, a zwłaszcza kierowanie się w życiu ślepą wiarą w gusła prowadzi do zmącenia rozumu i irracjonalnych zachowań. Dlatego w wyższych uczelniach kładziemy bardzo silny nacisk na racjonalizm. Może to nawet sprawiać wrażenie prania mózgu, ale w tym przypadku cel uświęca środki. Absolwent wyższej uczelni to człowiek rozumny, a więc racjonalista w pełnym znaczeniu tego słowa.

Człowiek ma nazwę gatunkową „sapiens”, czyli rozumny. I to obliguje go do kierowania się w życiu rozumem.

Wszelkie religie, mistycyzm i wierzenia dowolnego rodzaju, jako sprzeczne z rozumem, muszą być wyeliminowane.

W dobie rozwoju nauki, która umożliwia nam latanie w kosmos niedopuszczalne jest tolerowanie wiary w Boga, duchy i UFO, w antynaukowe bzdury z rodzaju pamięci wody oraz w lecznicze działanie ziół, witamin i bioenergii. Nauka nie potwierdza istnienia ani skuteczności tych rzeczy, należy więc całkowicie zakazać wiary w te groźne przesądy. Jedyne skuteczne i starannie przebadane, a więc bezpieczne leki pochodzą z certyfikowanych laboratoriów firm farmaceutycznych. Substancja czynna zawarta w naparach, wyciągach i nalewkach z ziół nie jest laboratoryjnie czysta, lecz skażona wieloma chemicznie obojętnymi lub przeciwnie, aktywnymi, ale działającymi w nieznany i być może niepożądany sposób związkami chemicznymi. Dlatego należy stosować wyłącznie ich syntetyczną, czystą i naukowo przebadaną odmianę. Co więcej, zioła są szkodliwe, a nawet mogą być trujące (belladonna, tojad, blekot, bieluń dziędzierzawa i wiele innych). W najlepszym przypadku powodują groźne halucynacje, w gorszym nawet śmierć w męczarniach, dlatego absolutnie nie wolno brać do rąk żadnych roślin, ani leśnych, ani łąkowych.

To naprawdę oburzające, że te potworne trucizny oraz jady pszczół i żmij używane są w oszukańczym trucicielstwie, zwanym homeopatią! Stosując lek homeopatyczny zażywasz trujące jady i toksyny, które mogą się skumulować w twoim organizmie i spowodować choroby, a nawet śmierć.

Do czasu przeprowadzenia zakrojonych na szeroką skalę badań skuteczności i bezpieczeństwa ziół wprowadza się całkowity zakaz ich stosowania. Za handel, posiadanie i zachęcanie do stosowania ziół zostaną wprowadzone kary podobne, jak za posiadanie i obrót substancjami psychoaktywnymi (proszę zwrócić uwagę, że większość narkotyków to również zioła).

38 myśli nt. „Homo sapiens czyli człowiek rozumny w racjonalnie zarządzanym świecie

  1. No, dobre! Wreszcie jakiś konkret, Merkury wyszedł z retro? 🙂

    A dalszy ciąg? A małżeństwo, praca, starość, śmierć? Też dałoby się zrobić dobrą antyutopijną wijzę. 🙂

  2. Pomyślę o tym jutro 😉
    Tak naprawdę to wyszło tego strasznie dużo i przestraszyłam się, że nikt nie przeczyta. Ale jak rzucicie tu kilka sugestii w komentarzach to pewnie ciąg dalszy nastąpi.

  3. PS. Merkury jakiś czas temu wyszedł z retro, troszkę mi ulżyło, ale dalej nie chciało mi się pisać. Robiłam tylko krótkie notatki na mankietach, obrusach i chusteczkach higienicznych i na tym wyczerpywała się moja wena twórcza. Zajrzałam więc do tranzytów i załamka – Merkury wlazł mi do 12 domu. Jak nie kijem go to pałką…

  4. Ty, a na mnie ten Merkury nie działa. Ale za to Neptun na tym retro jeździ mi po natalnym Merkurym i paranoja. Ostatnio wyszedłem z domu na miasto bez śniadania, bo… zapomniałem je zjeść. A jeszcze tenże Neptun nawala mi trygonem do Księżyca i mam totalne problemy z racjonalną oceną sytuacji. Dlatego się teraz nie czepiam, jak zwykłem to robić. 😛

  5. Och AstroMario – majstersztyk przedni dałaś nam przed oczy!

    he he … odnoszę wrażenie, że niektórzy wyznawcy nałkowości potraktują poważnie Twoje słowa.

    Z drugiej strony nachodzi ponura refleksja nt kondycji ludzkości, skoro ustawicznie, od wieków (tysiącleci?) godzi się na rolę bezwolnego bydełka.
    Do tej pory nigdy na Ziemi nie było tak – za aktualnej cywilizacji – żeby globalnie całej populacji odbierano żywność, zatruwano wodę (np. fluorem w Juesej)!… Niszczenie rodziny to szczegół, używany do osłabienia i atomizowania ludzi, synchronizowany z podsycaniem strachu o byt (kryzysy), skutecznie kanalizuje resztki energii i inicjatywy „homo sapiens”. Igrzyska są całodobowo w telewizorze.

    „Obyś żył w ciekawych czasach!” – aleśmy sobie czasy wybrali na to ziemskie wcielenie! Nikt nam nie obiecywał, że będzie lekko. Używajmy więc swojej mądrości do budzenia, budzenia setnej małpy.

  6. (…)”W dobie rozwoju nauki, która umożliwia nam latanie w kosmos niedopuszczalne jest tolerowanie wiary w Boga, duchy i UFO, w antynaukowe bzdury z rodzaju pamięci wody oraz w lecznicze działanie ziół, witamin i bioenergii. Nauka nie potwierdza istnienia ani skuteczności tych rzeczy, należy więc całkowicie zakazać wiary w te groźne przesądy”

    Dowodów coraz więcej a „uny” ciągle wciskają nam racjonalistyczne kity:

    A może przygotowują owieczki na bliskie spotkanie (jak w tej reklamie)? Obawiam się jednak, że jak to spotkanie ogłoszone nam będzie przez czołowych „unych” polityków (jak w tej reklamie), to można się domyslać, że „gwiezdne istotki” są tzw: „service to self”, – o biedny człowieku, niszczysz planete więc przybywamy ci pomóc.Z tej okazji „przybijamy piątke” z prezydentem Obamą. Co ciekawe istotka w tej reklamie wygląda jak albinos Annunaki o których wspominał James Casbolt, który był agentem MI6 i bywał w tajnych bazach w UK i USA.

  7. Oczywiście jak „service to self” wylądują i przybiją piatke z Obamą, wtedy Fundacja Nautilus objaśni wszystkim w Polsce jak to cudownie, że mamy kontakt z UFO, oni chcą nam pomóc, są wspaniali itp. Bernatowicz bedzie pokazywany jako ekspert na wszystkich kanałach TV, bo on już od wielu lat upowszechniał wiedze o UFO, ma wielkie doświadczenie i to jest prawdziwy „autorytet” na temat UFO. Większość kupi piekną bajke a my jak zwykle będziemy w opozycyjnej mniejszości. Oczywiście to tylko taki scenariusz jeżeli to wszystko nastąpi co też nie jest takie pewne.

  8. O tak, Marcus, jeszcze nam Bernatowicza brakuje, do jasnej ciasnej…

  9. Wszystkie umysly „jednoczy” telAwizja. TelAwizja naprowadza na to co trzeba jesc i czym sie podcierac, a jesli w miedzyczasie miedzy jednym a drugim „masa” ma zgage to co lyknac, zeby ta zgage zlikwidowac. TelaWizja pomaga decydowac w wyborze prezydentow,wychowuje dzieci, informuje o niezliczonej i wzrastajacej ilosci zwyrodnialcow i zboczencow.
    TelAwizja to najwspanialszy wynalazek wszechczasow, wykorzystywany do kontroli niezliczonej ilosci owieczek i baranow.
    To wszystko o czym tak pieknie napisala Astromaria, ludzie nie wyssali z „mlekiem matki”.
    Juz nie biora pod uwage wlasnych doswiadczen, ani doswiadczen najblizszych, nikt z ze soba nie rozmawia, nie ma o czym…
    TelAwizja zabija kreatywnosc.

    Wczoraj widzialam dziewczyne w sklepie, jest tam kasjerka.Zauwazylam ze ma w uszach kolczyki, takie wielkie kola ktore rospychaja do granic mozliwosci dziurki w uszach.
    Robia z nich wielkie dziury. Spojrzalam na nia i pomyslalam…..skarbie ! gdzie twoja matka!!!!

    Kiedys moja corka majac lat okolo 14 chciala miec tatuaz, wydawalo jej sie ze to najlepszy pomysl na podkreslenie jej urody. Wiedziala ze wykonanie tego jest bolesne, ale bardzo, ale to bardzo chciala miec cos namalowane na ciele.
    Nie wpadlam w panike, nie staralam sie obrzydzac, wiedzialam ze moje tlumaczenie nie wiele zmieni. Mnie tatuaze kojarza sie z dziecinstwem spedzonym w kolejce w sklepie miesnym i osteplowanym wieprzowym miesem.
    Pewnego dnia wracajac z pracy wstapilam do sklepu z kosmetykami i kupilam dziecku farbe do wlosow. Dalam corce i mowie: na tatuaz jestes jeszcze za mloda i nikt legalnie ci go nie zrobi, ale jesli chcesz byc „inna” to pofarbuj sobie wlosy. Dalam jej sloiczek farby.
    Corka byla zachwycona! Nie pomalowala wszystkich wlosow, tylko grzywke.
    Ta farba miala kolor niebieski.
    Po kilku myciach kolor wyblakl i zaczal wygladac jak zielony. Musiala znowu pomalowac.
    Minely moze ze trzy cztery miesiace, moja corka patrzac w lustro mowi do mnie: jestem juz zmeczona swoim wygladem, nie chce mie juz tej niebieskiej grzywki.
    Wtedy ja sie usmiechnelam, bo mialam argument,bez krzykow, awantor i wojen, ktory od tej chwili moje dziecko zrozumie.Powiedzialam jej wtedy, ze wszystkie decyzje jakie podejmujemy w zyciu przynosza z czasem konsekwencje. Powiedzialam jej, zeby zawsze zastanawiala sie gdy podejmuje zyciowe decyzje, czy gdy z czasem gdy zmieni zdanie, bedzie mogla sie wycofac.
    Jest juz dorosla i nie ma tatuaza.
    Moim skromnym zdaniem ogromnym problemem teraz jest to ze nikt z nikim juz nie rozmawia.

  10. to nie ma tlumaczenia ale jest bardzo graficzne i dynamiczne, po samych obrazkach mozna sie tresci domyslec…

    Pharmaburger

  11. Kiedyś, kiedy nie było telewizji, ludzie musieli sami zadbać o rozrywkę i kulturę. Spotykali się w grupach, żeby pośpiewać i potańczyć, a dziś oglądają w telewizorze, jak inni to robią. Istniało wiele gier i zabaw towarzyskich. A nawet istniały plotki. Też miały swój urok. Kilka sąsiadek spotykało się przed chałupą i opowiadały sobie, co dzieje się u innych: kto ma kłopoty z mężem, z dziećmi lub z kasą albo skąd sąsiad wziął kasę na taką brykę. Na wsiach baby spotykały się na darciu pierza i innych wspólnych sezonowych pracach i było mnóstwo śmiechu i śpiewania. Dzięki temu ludzie byli zaprzyjaźnieni ze sobą i stanowili jedną, wielką rodzinę.

    A dziś jak wyglądają tańce? Grupka dziewczyn gibie się na środku, a chłopcy nie mają odwagi do nich podejść. A nawet jeśli podejdą, to nie pogadają, bo muzyka ryczy tak głośno, że nic nie słychać.

    W korporacji mają taki zapierdol, że nikt nie ma czasu patrzeć wokół, więc ścigają się te szczury aż nagle wpada im do głowy przerażająca myśl, że zegar biologiczny tyka, a tu ani męża ani dziecka. Jest mieszkanie jak pałac, urządzone jak pałac, ale w nim panuje martwa cisza i pustka. Więc żeby nie zwariować włącza się telewizor i już ma się towarzystwo. I to nie byle jakie, bo samych gwiazd i celebrytów.

  12. Ostatnio rozmawiałem z kumplem o chemii w żarciu. Gdyby istniała jeszcze Polska Norma sprzed wejścia do Unii to trzeba byłoby prawie wszystkie wędliny se sklepów wyrzucić na śmietnik. A najlepiej spalić bo to trucizna. Na koniec powspominaliśmy jak smakowało żarcie za „komuny”. Swoje trzeba było odstać w kolejce ale jak się już kupiło szynkę to była szynka. Na koniec mój kumpel spuentował „Za komuny było tylko ekologiczne żarcie, bo innego nie było”

  13. Apropo tej reklamy z Albinosem u boku Obamy. Typowe przygotowywanie ludzi na „ujawnienie” się przyjaciół(rzekomych) To będzie dopiero propagandowa siła, porwie nawet część rzekomo przebudzonych, indygo, dadzą się uwieść (miłości i ich trosce)… na szczęście nie wszyscy będą tak naiwni….W poprzednim poście pod innym tekstem pisałem że stąpamy na bardzo grząskim gruncie, właśnie to jest jeden z ich elementów. Fałszywe istoty STO, będące naprawdę STS…ileż osób da się temu uwieść…lepiej nawet nie myśleć…

  14. Ekologiczne żarcie za komuny? Wodnista kiełbasa, ocet, musztarda, wyroby sero- i czekoladopodobne? 🙂 🙂 Tak, jak ktoś miał dojście do rolnika co mu załatwił trochę naturalnej żywności, to faktycznie, jadł ją. 🙂 🙂

  15. Obywatelu,faktycznie jesteś strasznym malkontentem. Pamiętasz czasy późnego Gierka, a ja pamiętam wcześniejsze. Pamiętam szyneczkę, którą z okazji świąt wystała w długiej klejce maja babcia i faktycznie była to szyneczka, a nie coś, w czym jest 60% jakiegoś mięsa, być może indyczego + galaretki i aromaty. Niedawno właściciel osiedlowego sklepu pokazywał mi wędliny, które ma w chłodni na wystawie. Powiedział, że 60% mięsa w mięsie to jest max, ale ma tu też takie, w których jest 40, a nawet 36%. Powiedział dokładnie: „to są wyroby wędlinopodobne, gorsze niż za Gierka, tylko ładniej pachną i nigdy się nie psują”.

    Pamiętam też polską czekoladę Wedla, który wtedy był polską firmą. To była czekolada!!! I te orzechy w środku!

    A co do serów: ostatnio dostaję wściekłej histerii, kiedy muszę kupić żółty ser. Na wystawie wygląda to jak ser, ale już następnego dnia zamienia się to w coś zupełnie niejadalnego. Najgorsze sery są w Stokrotce i OK (lokalny sklep). Nawet stopić się tego nie da, bo po podgrzaniu zamienia się w twardą podeszwę, której nie da się pogryźć. Za Gierka sery były w porządku.

  16. Nie no, teraz nie jest lepiej, wiadomo, a ja się tylko uśmiechałem. 🙂

  17. Serów za komuny nie fałszowano.Były dobre i tanie. Teraz wyroby seropodobne to już norma. Wędliny też były o niebo lepsze. Baleron, szynka czy kiełbasa smakowały tak jak się nazywają. Był problem z dostępnością tych wędlin w sklepie ,ale w smaku nie ma co porównywać. Powszechnie też kupowało się mięso na wsi lub dostawało od rodziny i wędziło. Teraz tez można kupić i zrobić samemu,ale co to za mięso? Kurczaki na chormonach i świnie na zastrzykach. Już powoli zapominam jak smakował kiedyś rosół. Na dziejszym kurczaku wychodzi zupa rosołopodobna. Ale ludzie powoli zdają sobie sprawę z trucizn w jedzeniu. Ostatnio widzialem w takim średniej wielkości sklepie napis na ladzie chłodniczej „Mięso wieprzowe bez zastrzyków”

  18. @ Astromaria
    Skoro tak jakoś zeszło na tego Gierka to przyszła mi do głowy pewna refleksja. Za Gierka wszystko było państwowe i mieliśmy chyba 30 mld dolarów zadłużenia. Teraz te wszystkie państwowe zakłady zostały już sprzedane i mamy 720 mld. zlotych zadłużenia! Gdzie są u licha nasze pieniądze?
    Komuny nie idelizuję,ale przypominanie ciągle Gierka jako tego złego co to napożyczał w świetle obecnego zadłużenia staje się trochę komiczne. Poza tym patrząc na obecne zaklamanie elit Gierek wydaje się większym patriota od tych bohaterów Solidarności. Większość z tych rewolucjonistów lat 80-tych chodzi na pasku globalistów. Solidarności oczywiście żal. Na początku zapowiadało się to na piękny obywatelski ruch.

  19. Gierek był niestety zwykłą marionetką, a tak zwana gospodarka socjalistyczna była spisana na straty od samego początku. Po Gierku przyszły generały i przez jakiś czas był „spokój”, ale tego się nie dało uratować, trzymając ludzi za mordę latami – nie w tym kraju, w Rosji może tak, ale nie tu.

    Komiczne zaś jest w sumie to, że ten sam model gospodarki realizują nasze rządy po ’89, plącząc nas w sieć zależności od chciwych podmiotów gospodarczych i nazywając to „wolnością”. Zakłady państwowe sprzedano za grosze, tak zwana prywatyzacja była u nas tylko okazją do tego, żeby ktoś się nacharapcił. Dług ma jednak znaczenie geopolityczne – jako że jesteśmy zadłużeni głównie w USA, mozna przypuszczać, iż ten kraj uzyje swoich wpływów, by odebrać należne mu pieniądze, kiedy będzie przeżywał dotkliwy kryzys finansów publicznych. USA ma nas w ten sposób w kieszeni. Czasem oferuje naszym wywiadom, bądź siłom zbrojnym przeprowadzenie działań, za które bonifikatą jest umorzenie części długu (vide: operacja „Samum”, myślę że każdy wie o co mi chodzi – umorzyli nam za to połowę długów, a nikt poza nami nie chciał się na tę misję zgodzić). Teraz nasi są w Afganistanie i Iraku – również spodziewano się profitów, ale poza jakimś tam nikłym obcięciem odsetek, nic się nie wydarza.

    Ja, kiedy mam nastrój na historyczne żale, to żałuję tego, że Władysław IV nie został carem Rosji, albo że jakiś narwany Serb nie wysadził w powietrze pomieszczenia, w którym odbywała się konferencja w Jałcie wraz z jej uczestnikami. To by może nie rozwiązało wszystkich problemów świata, ale nasze w jakimś stopniu na pewno. 😛

  20. Pamiętasz, jak w kampanii wyborczej Kaczyński podliznął się komuchom mówiąc, że Gierek był fajny? To, co nastąpiło potem spowodowało u mnie poważny szok. Media spod znaku Agory i TVN podniosły jazgot, że Gierek zadłużył kraj na 30 mld. zł!!! Michnik i Walterowie muszą mieć coś nie tak z głowami, jeśli wydaje im się, że Polacy są aż takimi idiotami, żeby nie wiedzieć, że Tusk 2,5 krotnie przebił Gierka i ciężko pracuje nad tym, żeby nasz dług osiągnął prawdziwie astronomiczną sumę.

    A co do Solidarności – bardzo wierzyłam (i nie tylko ja, bo cały naród), że to był spontaniczny ruch ludowy i że wykończył komunizm bez jednego wystrzału (nie licząc tych, których zastrzelił Kiszczak). Teraz wiem, że i tym rządziły elyty. Eksperyment pt. „komunizm” przebiegł pomyślnie, elyty przeprowadziły badania co można, a czego nie można, co działa, a co nie działa, nauczyły się na błędach i teraz chcą wprowadzić ten system globalnie, na całej planecie.

    Za komuny po domach chodziły „baby z mięsem”. Wynalazek wywodził się z czasów okupacji i przetrwał do końca komuny. Mięso było nielegalne, ale Polak potrafi, więc cwany chłop hodował sobie świniaka czy krowę „na czarno”, a inny cwany chłop miał przydomową ubojnię. Obaj mieli żony i te żony brały koszyk wyłożony gazetami, w ten koszyk wkładały cielęcinkę, wołowinkę i wieprzowinkę, na wierzch masło i biały ser, a na to wszystko jajka owinięte kawałkami gazety, żeby się nie potłukły i do pociągu. Moja matka czekała na babę z mięsem jak na święto. Kiedy się zjawiała była wielka radość i ceremoniał ważenia tego wszystkiego na kuchennej wadze. Jajka kupowało się na medle (12 sztuk), kopy (60 sztuk) i gross, ale nie pamiętam ile to było. Zdarzało się, że moja mama brała kopę. Potem panie się umawiały na następny raz, ustalając ile czego potrzeba.

    U mojej teściowej też krążyła baba, ale jej specjalnością była baranina i wołowina. Był też chłop, który woził mleko. Zostawiało mu się na płocie butelki w torbie, a on zamieniał puste na pełne. Jeździł też warzywiarz, który przywoził konnym wozem warzywa prościutko z ogrodu – wyrywał je wieczorem, a rano rozwoził. Przysięgał, że bez nawozów sztucznych. I faktycznie były pyszne i trwałe.

    Teraz elyty są cwańsze. Już nie będzie żadnej lewizny, bo każda krowa i świnia musi mieć kolczyk w uchu i nic się przed władzą nie ukryje. Zwierzęta muszą stać w oborze lub chlewie i żreć przemysłowe pasze. Muszą też dostawać zastrzyki: antybiotyki i hormony. Wychodzenie na słońce jest kategorycznie zakazane, żarcie trawy również. W programie „Uwaga – nabiał” jeden chłop wyznaje, że jego krowy nie umieją jeść trawy, bo nigdy jej nie widziały, więc nie wiedziałyby co się z nią robi. Co więcej – już wkrótce, dla naszego dobra, z wielkiej troski, żeby nie daj Boże nie doszło do skażenia żywności przez tę wstrętną, dziką i brudną naturę nie będzie wolno uprawiać żadnych warzyw w ogródku. Pomyślcie tylko, jakie to byłoby groźne, gdyby dziecko zjadło niepolerowaną i nie wydezynfekowaną chlorem marchew prosto z ziemi! Albo liść sałaty obsranej przez ptaka z ptasią grypą…

  21. Świetny tekst! 🙂 Oby więcej takich – wcale nie długich – syntetycznych tekstów.

  22. @ MeliPeli: definicje mają to do siebie, że niczego nie wyjaśniają i dają się dowolnie naciągać. Mnie definicje w ogóle nie interesują. Racjonalizm osądzam nie po tym, co piszą o nim w Wikipedii, ani nie po tym, co deklarują uroczyście na portalu Racjonalista, lecz po czynach tych, którzy działają na Racjonaliście i na racjonalistycznych blogach oraz stronach. I po tym, co wypisywali tu racjonaliści, zanim ich wszystkich zbanowałam za robienie na blogu chlewu.

  23. Ale MeliPeli ma trochę racji, może zacznijmy wyraźniej piętnować racjonalizm pisanty w cudzysłowie, a chwalić racjonalizm bez cudzysłowu. To, co aktualnie robi banda zapatrzonych w siebie debili z tym światem, jest psychopatyczną technokracją. Mają na to jeszcze jedno słowo: materializm. Skrajny materialista to człowiek gorszy od religijnego fanatyka. Największe ofiary pociągnęły za sobą totalitaryzmy stworzone przez materialistów.

  24. Słowa, słowa… Racjonaliści są zrzeszeni, mają swoja stowarzyszenia ateistów, racjonalistów i sceptyków, wręcz można odnieść wrażenie, że słowo „racjonalizm” jest przez nich opatentowane i jest ich własnością. Kiedy piszę w blogu, że jestem racjonalistką, bo kieruję się rozumem, natychmiast rzuca się na mnie ktoś, kto zabrania mi używać tego słowa, bo nie należę do jego sekty.

  25. odnośnie wspominków PRL – drugi obieg handlowy („baby”) to konieczny wentyl bezpieczeństwa, który albo pojawia się spontanicznie, albo jest planowo tworzony. ale występuje zawsze w każdym systemie autorytarnym. świetnie się o tym czyta w naszych starych powieściach social-fiction, a to ś.p. Zajdla, czy dr Wnuka-Lipińskiego.

    z linka o prawnym zakazie ziół bardziej przerażają wieści z USA, gdzie próbują urobić na farmaceutyki WSZELKIE NATURALNE PRODUKTY ŻYWNOŚCIOWE.
    że niby „ekologiczne” jedzenie powoduje „zysk zdrowotny”.
    ekologiczne = normalne, tradycyjne, każde jeszcze nieopatentowane….

    przypomina mi to wizję, którą miała dość znana polska tarocistka i mistyczka –
    – wizja przyszłości, gdzie każda żywność jest zatruta i niezdatna do spożycia, ludzie są głodni i wychudzeni, umierają masowo oni i zwierzęta.

    bo jeśli opatentują tradycyjne odmiany roślin, gatunki zwierząt – to będą mogli narzucić ceny i dostępność. rynek wyeliminuje normalną żywność a w sklepach będzie już tylko GMO…..

  26. Tradycyjnych nie opatentują tylko zabronią używać, bo szkodliwe. Zmasowana akcja już daje rezultaty, luzie czytają „Wybiórczą”, choć Rzepa też nie ustępuje i są jak najbardziej za GMO. Jeśli KE przeforsuje zakaz używania ziół, o ile nie przejdą normalnego cyklu badań klinicznych, ( ma to być od 01 kwietnia przyszłego roku ), to marny nasz los.

  27. aarvedui (23/09/2010 @ 05:34),
    w filmie „Korporacje” wspomniano, że przy jakiejś okazji batalii o żywność dawno temu w USA, sąd najwyższy odrzucił swoim wyrokiem możliwość patentowania niemodyfikowanych organizmów (instytucja precedensu w prawie tam obowiązuje). Co do zmodyfikowanych to jak najbardziej, można patentować. Stąd wniosek, że wystarczy zmienić jakiś „trybik” w DNA (i dodać do tego gen terminatora) w jakimś organizmie i można to opatentować.
    Ktoś zada pytanie: a do kogo należy pozostała niezmodyfikowana większość zawartości DNA? Komu za „użytkowanie” zapłaci firma patentująca GMO? I ile?
    Nie idźmy tym torem bo z czasem może się okazać że wszelkie koszty jakie firma patentująca GMO poniesie i tak przerzuci na cenę końcowego produktu i my zapłacimy za takie postawienie sprawy. A po drugie takie postawienia sprawy ostatecznie „zalegitymizuje” GMO.

    Piszesz: „…przerażają wieści z USA, gdzie próbują urobić na farmaceutyki WSZELKIE NATURALNE PRODUKTY ŻYWNOŚCIOWE.”

    Otóż FDA próbuje każdemu wmówić, że czyniąc deklarację poprawy zdrowia po przez używanie twojego produktu, czynisz go substancją leczniczą a te podlegają prawu dopuszczenia do obrotu właśnie przez FDA a więc podlegają też długotrwałym i kosztownym badaniom laboratoryjnym. Takiemu stanowisku podpadają przede wszystkim zioła naturalne o działaniu leczniczym. I tu Codex Alimentarius się kłania. Chodzi o zniechęcenie i zmęczenie ludzi kosztami.

    Rachunek jest prosty.
    Potencjalnie firmy muszą ponieść olbrzymie koszty dopuszczenia każdego naturalnego produktu do obrotu (!!!) bez prawa do wyłączności do tych produktów (bo naturalnych nie można opatentować). Korporacja prywatna bez patentu i gwarancji wyłączności taką działalność oleje. Więc kto?
    Możliwe, że ktoś w końcu przekona ustawodawcę by te koszty poniosło wspaniałomyślnie społeczeństwo, np. mocą ustawy, co spowoduje dodatkowy deficyt pieniędzy w budżecie, który ostatecznie rządy załatają… kolejnym kredytem z banku centralnego (niemożliwym do spłacenia). Prawda jak może być miło?

    Perspektywa więc jest taka, że będziemy musieli wywarzać otwarte drzwi i na własny koszt udowadniać, że kilka tysięcy lat kultury i tradycji naturalnego rolnictwa i że w ogóle natura nie jest pomyłką! Tucząc przy okazji właścicieli banku centralnego!

    Tak nawiasem chciałem wspomnieć że gdzieś trafiłem na informację, że właścicielem firmy Searle, tej od aspartamu, stała się firma Monsanto. Ale nie pamiętam gdzie o tym usłyszałem.

  28. Kiedy GMO skazi wszystko wokół firmy biotechnologiczne staną się wyłącznymi właścicielami wszystkiego, co rośnie na polach i o to im chodzi. O to procesowali się z Pecy’m Schmeiserem, ale przegrali. Na razie. Na pewno nie odpuszczą.

    O ile sobie przypominam Monsanto sprzedało patent firmie Searle, a teraz właścicielami patentu są Japończycy. Wszystko to jest wyjaśnione w filmie „Świat według Monsanto” (albo „Rakotwórcza słodycz”, nie pamiętam, bo widziałam to już dość dawno).

  29. Swietne napisany tekst 🙂

    Ja tylko dodam, ze ostatnio w duńskiej prasie ,jednej z najbardziej popularnych gazet artykuł na cala pierwsza strone :

    NATURALNE PRODUKTY SA NIEBEZPIECZNE ! Moga cie otruć a nawet zabic 🙂
    a na obrazku Rumianek 🙂 Nieźle – korporacje nigdy nie spia ….

  30. Zdrowa dieta zabija, produkty naturalne też… Z komentarzy na blogu Waldka1984 dowiedziałam się (od niejakiego Barta), że dziurawiec jest groźny i powinien być wydawany tylko na receptę, strona, do której podałam link w tekście oświeciła mnie, że pokrzywa jest rośliną trującą i nie wolno jej dotykać, a Duńczycy odkryli, że rumianek jest groźny.

    W takim razie ja jestem już trupem!

    Zeżarłam kilka kilogramów surowej pokrzywy w wiosennych surówkach, rumianek pijam zamiast herbaty, a z dziurawca robię nalewki. Znajomy zielarz udzielił nam wieki temu rady, jak pić, żeby się nie upić i nie mieć kaca: wystarczy do czyściochy wrzucić kilka torebek herbaty z dziurawca i pokrzywy, takiej jaką produkuje Herbapol, zostawić na parę tygodni i można urządzać imprezkę, po której nikt nie zarzyga mieszkania, nawet jeśli wypije więcej, niż rozum nakazuje.

    Obecnie plagą świata stają się pluskwy. Nie ma dnia, żeby jakaś stacja TV lub gazeta nie podała wiadomości, że nadciąga pluskwiana plaga egipska. Opowiem wam, jak pluskwy stały się największym koszmarem mojego życia i jak zostałam zbawiona przed piekłem spowodowanym przez te odrażające robale.

    Kiedy jeszcze byłam w podstawce moi rodzicie przeprowadzili się z Łodzi do Warszawy. Nie wiedzieli biedacy, że wszystkie stare, przedwojenne warszawskie kamienice były, są i na wieki będą zapluskwione. Tej zarazie nie dały rady wojenne pożary ani nowoczesna, powojenna chemia. Niczego nieświadomi moi starzy weszli w posiadanie sporego mieszkania w kamienicy-studni na Woli. Radość była wielka, ale skończyła się już pierwszej nocy, kiedy całe tabuny wygłodzonych pluskiew wyległy na łowy i przystąpiły do ssania naszej krwi. Wierzcie mi, że to jest najgorsze wspomnienie mojego życia i nie sądzę, żeby jakiekolwiek zdarzenie mogło je przyćmić. Nie pomagało żadne trucie. Wszystkie chemiczne trucizny były nieskuteczne. Nawet jeśli udało się wytruć to świństwo, nowe pluskwy przechodziły od sąsiadów i koszmar zaczynał się od początku. Mało wtedy nie popełniłam samobójstwa, naprawdę, nie żartuję.

    Na szczęście moja mama poznała wtedy bardzo starszego pana, który był znanym zielarzem i pisał do prasy artykuły o ziołolecznictwie. Ten zielarz, jak się dowiedział o naszym koszmarze zabrał nas na łąkę, gdzie nakosiłyśmy z mamą spore wory piołunu. Przywiozłyśmy ten piołun do mieszkania i pod okiem zielarza poukładałyśmy go cienką warstwą we wszystkich wersalkach, na dnie i na półkach w szafach, za i pod meblami, we wszystkich kątach – dosłownie wszędzie, gdzie nie było go widać. I stał się cud!!! Pluskwy uciekły!!! Po jakimś czasie piołun zwietrzał i przestał pachnieć, co było znakiem, że jest potrzeby nowy. Ponieważ była to zima musiałyśmy kupić w Herbapolu suszony. Okazał się równie skuteczny jak świeży. W mieszkaniu było trochę bałaganu, bo ten piołun wciąż „wyłaził” z kątów, a ubrania leżące w szafie były nim nieco zapylone, ale wreszcie mogliśmy się wyspać w nocy!

    Kiedy przeprowadzaliśmy się do nowego mieszkania strasznie się bałam, że pluskwy też mogą się z nami przeprowadzić, ale okazało się, że piołun wystraszył je tak skutecznie, że nasze meble i ciuchy stały się dla nich nie do wytrzymania.

    Tym sposobem ziele okazało się skuteczniejsze od nowoczesnej chemii. Jeśli chodzi o leki jest podobnie. Ziółka ą skuteczniejsze niż piguły.

  31. Przecież Ddziurawiec działa antydepresyjnie, jak na przykład zrobić sobie z niego herbatkę. Jak ktoś chce dużo dziurawca nazbierać to niech jedzie w Beskid Niski i idzie na Wahalowski Wierch, tam tego rośnie od zatrzęsienia. Inna sprawa że po wypiciu takiego wywaru lepiej na słońce ponoć nie wychodzić, ale żeby od razu dziurawiec miał zabijać…?

  32. Antydepresyjnie???!!! I jeszcze nie daj Boże kogoś wyleczyłby z depresji lub stanów samobójczych?!?! I odebrałby klientów firmom farmaceutycznym produkującym psychotropy?

    Nie ma gorszej zbrodni, niż narażanie na straty finansowe koncernów farmaceutycznych! Można ludzi truć, zabijać, doprowadzać do obłędu i ciężkiego rozstroju zdrowotnego, ale nie wolno odbierać zarobku BigPharmie! Za to należy się kara ciężkich robót i zesłanie na Kołymę. A zielsko trzeba wyplenić. Na równi z konopiami!

  33. Tabletki Persen (łagodzące stany depresyjne) są robione z dziurawca. Tylko ja wyczytałam, żeby dziurawiec działał antydepresyjnie to musi być w alkoholu, bo wtedy coś tam z niego się uwalnia. Natomiast jako ziółko parzone wrzątkiem doskonale działa na wątrobę. Jest sporo leków na bazie wyciągu z dziurawca na drogi żółciowe. A rośnie chyba wszędzie w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym cały czas pełno, sama robię olej dziurawcowy, ma działanie przeciwbólowe ( do wcierania w kręgosłup).Rzeczywiście nadmiar dziurawca i słońca może powodować przebarwienia skóry.

  34. Zgadza się, na depresje stosuje się nalewkę (tzw. wyciąg) z dziurawca. Kiedyś była do kupienia w Herbapolu, ale dawno nie kupowałam, więc nie wiem jak jest teraz. Tzw. świeży sok z dziurawca jest świetny na rany i oparzenia (to też nalewka, ale robiona ze świeżego dziurawca). Słyszałam (ale nie próbowałam), że aby latem uzyskać piękną, szybką i ciemną opaleniznę należy pić przez całą zimę herbatkę z dziurawca, wiosną przestać i opalać się, ale oczywiście ze świadomością, że przesada może spowodować poparzenia słoneczne (dziurawiec uczula na słońce).

    Najskuteczniejsze w medycynie są te „chwasty”, które rosną wszędzie i których nie da się wyplenić, bo wciąż odrastają, czyli pokrzywa, perz, mniszek, glistnik itp. Dziurawiec też można znaleźć wszędzie, zarówno na wsi jak i w mieście. Ta ich żywotność udziela się pacjentom.

    Jeśli zioła zostaną zakazane i nie będzie ich w zielarniach ani aptekach, to oczywiście katastrofa, bo mnóstwo ludzi straci pracę (plantatorzy, zbieracze, właściciele zielarni i ich pracownicy). Natomiast dla pacjentów to nawet lepiej. Zamiast siedzieć przed telewizorem z michą chipsów z ziemniaków Amflora słodzonych aspartamem i przyprawianych glutaminianem powinni ruszyć tyłki i wybrać się z podręcznikiem dla zielarzy poza miasto i nazbierać sobie ziół sami. Ponieważ każde ziółko zbiera się o innej porze roku, będą mieli trening od wczesnej wiosny do początków zimy (korzeń mniszka zbiera się jak tylko wypuści pierwsze listki, pokrzywę zbiera się w maju i na początku czerwca, większość ziół, np. dziurawiec, kwitnie latem, w lipcu i sierpniu, jesienią zbiera się owoce np. róży i korę różnych krzewów, a owoce jałowca i rokitnika najlepsze są po przemarznięciu, a skrzyp zbiera się przez calutki rok, również w zimie).

  35. Pingback: Stop Codex Alimentarius » Blog Archive » Homo sapiens czyli człowiek rozumny w racjonalnie zarządzanym świecie

W tym blogu komentarze są równie ważne jak teksty na stronie głównej, dlatego bardzo proszę o trzymanie się tematu! Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku. Jeśli Twój komentarz się nie ukazał przeczytaj zasady komentowania bloga (patrz strony na górze bloga). Komentarze nie na temat będę kasować, a awanturników banować!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s