Naturalna medycyna to też wielka kasa

Tak twierdzą opłacani przez koncerny farmaceutyczne naganiacze, których zadaniem jest rozprawić się z nieuczciwą (bo skuteczną) konkurencją na rynku zdrowia. W tym celu koncerny wynajmują „blogerów” i komentatorów trollujących na różnych portalach, którzy „bezinteresownie” i z „punktu widzenia nauki” przedstawiają „racjonalne” argumenty za tym, że tylko chemiczna i chirurgiczna medycyna alopatyczna oraz powszechne szczepienia gwarantują nam bezpieczne i skuteczne dbanie o zdrowie. Oczywiście, jednym z chętnie podnoszonych pod adresem „szarlatanów leczących chwastami i placebo” zarzutów jest i ten, że biorą za to OGROMNE pieniądze. No i przemysł zielarski to też OGROMNE pieniądze, więc jak sugeruje Konstanty Radziwiłł, jest wielce prawdopodobne, że ktoś w WHO wziął od zielarzy w łapę i tylko dzięki temu to znachorstwo jest jeszcze legalne.

Pomyślmy przez chwilkę, to naprawdę nie boli…

Czy przemysł suplementów i zielarstwo oraz szeroko pojęta medycyna naturalna mają jakikolwiek udział w podziale łupów, które przypadają medycynie alopatycznej z racji pobierania przez państwo od każdego bez wyjątku obywatela przymusowych i ogromnych składek na ubezpieczenie zdrowotne? Nie mają! Wszystko to, co do grosza, przypada „naukowej” medycynie, która mimo to stale podnosi głośny i dramatyczny lament, że pieniędzy jest za mało, że szpitale są niedoinwestowane, że pacjenci głodują i marzną i że trzeba sprzedawać cegiełki lub zarządzać dodatkowe składki na świadczenia bardziej wyrafinowane, niż porada w sprawie kataru lub wyrwanie zęba.

Gdyby każdy z nas odkładał na własne konto te pieniądze, które wpłaca w postaci składek zdrowotnych, po kilku latach stać by go było na najbardziej wymyślne usługi medyczne, z operacjami plastycznymi włącznie. Ale wpłaca je na cudze konto. A o cudze nikt nie dba.

Do ziół nikt z naszych składek nie dopłaca. Zioła zbierają i odstawiają do punktów skupu zwykli ludzie, którzy dostają za to marne grosze. Ubezpieczalnie nie finansują również gabinetów medycyny naturalnej ani homeopatycznych, nawet jeśli prowadzone są przez lekarzy.

Jeśli ktoś był na tyle lekkomyślny, że niewłaściwą dietą i zabójczym trybem życia sam doprowadził się do ciężkiej choroby ma dwa wyjścia:

1. Skorzystać z dobrodziejstw medycyny, na którą przez całe lata płacił przymusowy haracz i położyć się w szpitalu lub

2. Pójść wreszcie po rozum do głowy i zawrócić ze ścieżki wiodącej ku samozagładzie.

Rozważmy teraz dokładniej każdą z tych opcji:

1. Wybieramy medycynę alopatyczną

W szpitalu dobrzy doktorzy podtrują pacjenta obcą naturze chemią jeszcze bardziej, niż czynił to sam. A czynił to nieświadomie (bo nie interesowało go, czy to, co jest wymienione jako skład danego produktu spożywczego jest bezpieczne), z powodu cenienia kariery wyżej niż zdrowia („nie mam czasu na gotowanie, więc przyrządzę sobie ‘Gorący kubek’ lub zamówię hamburgera bądź inny ‘fast food’”) lub za sprawą nadmiernego zaufania do przemysłu spożywczego i do państwa, które przecież stoi na straży naszego zdrowia i bezpieczeństwa („w życiu nie uwierzę, że jakikolwiek zatwierdzony przez instytucje powołane do kontrolowania żywności dodatek może być szkodliwy dla zdrowia, przecież to absurd i kompletna bzdura!”). Dodajmy do tego niedobory witamin (bo chleb razowy jest dla wiejskiej biedoty) oraz miłość do Coli Light, odświeżających oddech miętusków i gumy Orbit (są dietetyczne, bo nie zawierają szkodliwego cukru) oraz życie w permanentnym stresie wywołanym koniecznością konkurowania o pozycję w korporacji i… katastrofa gotowa.

Co robi nowoczesny, racjonalnie myślący człowiek, gdy poczuje się chory? Oczywiście – idzie do lekarza. A co robi będący przedstawicielem naukowej medycyny lekarz? Oczywiście – leczy! Leczy, to znaczy przepisuje proszki lub zastrzyki. Nowoczesny reprezentant naukowej medycyny ma leczyć, a nie uzdrawiać. Uzdrawianie jest domeną szarlatanów, czyli oszustów wciskających pacjentowi zwykłe chwasty, wodę lub kulki z cukru.

Uczciwy lekarz nigdy nie wspomni o uzdrawiającej sile natury, bo natura jest prymitywna, brudna i nienaukowa, a jego uczono, że z jej usług korzystano w czasach kołtunów, zabobonu i wszechobecnego brudu (o wszach nawet nie wspomnę, brrr, ohyda). Naukowy lekarz leczy. A jeśli to nie pomoże (a kto powiedział, że musi pomóc? Farmaceuci robią co mogą, ale widocznie więcej nie mogą) wytnie całe mnóstwo narządów, nie zważając na to, że zostały dane człowiekowi przez naturę (Boga lub ewolucję, wybierzcie sami, co wolicie), żeby jego organizm mógł właściwie funkcjonować. No, a jak i to nie pomoże, to trudno, medycyna musi przyznać się czasem do porażki lub bezsilności. Widocznie choroba była nieuleczalna. Takie jest życie, nic na to nie poradzimy.

2. Wybieramy naturoterapię

Tu musimy od razu powiedzieć sobie jasno: całą naszą niewyobrażalnie wielką kasę, którą z nas zdarto w ramach przymusowego ubezpieczenia zdrowotnego szlag trafi i nigdy jej nie odzyskamy. Zmarnuje się. Albo skorzysta z niej ktoś inny, kto padnie ofiarą naukowej medycyny (patrz punkt pierwszy). My nie tylko nie odzyskamy nawet procenta z tego, co musieliśmy zapłacić za ubezpieczenie, ale będziemy musieli wyłożyć kolejną sumę z własnej kieszeni. Jeśli myśl o bezpowrotnej stracie pieniędzy jest dla Ciebie nie do zniesienia, nie czytaj dalej, idź do lekarza i wykorzystaj swoje zainwestowane w służbę zdrowia pieniądze. A my zajmiemy się teraz nienaukowym przywracaniem zdrowia za własne pieniądze.

Jeśli poważnie chorujesz, np. na raka, lepiej skorzystaj z pomocy lekarza. Ale nie alopatycznego, lecz specjalisty od leczenia metodami naturalnymi. Nie jest prawdą, że medycyną naturalną zajmują się wyłącznie znachorzy. Jest wielu lekarzy, którzy skończyli normalne, „naukowe” uczelnie medyczne, mają dyplom lekarza i prowadzą legalne, prywatne gabinety. Oczywiście, nie mogą oni przyjmować pacjentów za darmo. Ponieważ leczenie metodami naturalnymi nie jest refundowane, musimy za nie zapłacić. Czy jest coś cenniejszego, niż zdrowie? Nie bądźmy więc skąpi, to się i tak opłaci.

Możliwe, że dla potrzeb terapii trzeba będzie wyjechać w miejsce oddalone od cywilizacji i skażeń. To oczywiście też kosztuje. Trzeba opłacić pobyt i wyżywienie, a lekarze i terapeuci też nie mogą pracować za darmo. Może jednak warto sprawić sobie taki mały prezent?

Jeśli Twoja choroba nie zagraża życiu możesz się leczyć sam/a.

Hipokrates powiedział, że zdrowie jest zbyt cenną rzeczą, żeby powierzać je lekarzom, więc każdy powinien sam o nie zadbać. Nauczał też, że pożywienie ma być naszym lekarstwem. Ale musi to być żywność naturalna i świeża. Ekologiczne owoce i warzywa są drogie, bo dziś są rzadkością, ale leczenie się nimi i tak wyjdzie taniej niż kuracja chemią. A co najważniejsze dzięki nim odzyskamy zdrowie i umkniemy grabarzowi spod łopaty. I nie martwcie się, że nie macie czasu na takie zabawy. Dzisiejszy przemysł wychodzi naprzeciw potrzebom zapracowanych i zalatanych. Nie musimy kroić warzyw ręcznie ani ręcznie wyrabiać razowego chleba. Dla zaoszczędzenia czasu należy sobie sprawić dobry robot kuchenny z przystawką do mielenia ziarna, maszynkę do wyrabiania i wypiekania domowego chleba (cały proces jest zautomatyzowany), maszynkę do robienia makaronu oraz zainwestować w prasę do wyciskania soków. Prasa jest najdroższa, ale i tak warto ją mieć.

Gdy już wyposażymy swoją kuchnię należy zacząć od oczyszczenia organizmu. Można robić głodówki (ale nie zimą!!!), jednak to lepiej robić pod okiem lekarza lub terapeuty, który się na tym zna. Można też oczyścić organizm sokami z owoców i warzyw (tego również nie należy robić zimą).

A po oczyszczeniu organizmu należy przejść na naturalną dietę z możliwie jak najmniejszą ilością mięsa (jeśli już musisz jadac mięso, wybierz pochodzące spoza przemysłowej hodowli). Oczywiście na zawsze trzeba zrezygnować z wszelkich gotowych wyrobów: zupek, kubków, napojów, chrupków i rzeczy dostępnych w każdym supermarkecie.

Jakie diety stosować i gdzie szukać pomocy? Informacje o tym są po prawej stronie bloga, w linkach oznaczonych „Zdrowie”.

44 myśli nt. „Naturalna medycyna to też wielka kasa

  1. 1 złoty, słownie: jeden złoty, kosztowała mnie kuracja, dzięki której pozbyłem się zapalenia mięśni międzyżebrowych, zapalenia oskrzeli i chronicznego nieżytu górnych dróg oddechowych, w tym kaszlu, kataru i paskudnej zawiesiny w zatokach. Mało? Mój organizm jest dotleniony, wzmocniony i coraz bardziej odporny. Woda utleniona. Tak, Szanowny Czytelniku. Woda. która jest dostępna w każdej aptece za symboliczną złotówkę. Dla niewtajemniczonych: Iwan Nieumywakin – Woda utleniona na straży zdrowia. Poguglać, poczytać, kupić, zażyć i wyzdrowieć. To takie proste, a takie trudne, bo trzeba przestawić myślenie na inne tory… 😉

  2. Astromario,wiem,nie lubisz hołdów i świadczy to o Tobie najlepiej,ale jak tu wyrazić „niehołdem” :-)to,co czuję widząc kapitalną,zwięzłą a do tego jak najbardziej fachową-bo prawdziwą- analizę dwóch systemów,widząc świetne,trzeźwe postrzeganie istoty medycyny w poprzednich wpisach?Wiesz,że różne są rodzaje wdzięczności,bywa „wdzięczność” i wdzięczność.Bywa,od tej pierwszej losie lepiej uchowaj.Mam nadzieję,że ludzie odwiedzający Twoją stronę są wdzięczni nie tylko czułym myśleniem o Tobie,ale i świadomością istnienia sensu tego,co i JAK przekazujesz.Stworzyłaś pewnego rodzaju centrum pozytywnych przemian,bo ci,których uświadomiłaś,idą dalej i niosą Twoje przesłanie.Wykonać mądrą pracę to nie wszystko-trzeba ją jeszcze właściwie podać a to wymaga ogromnej odwagi-i za to wszystko,choćbyś nie wiem,jak protestowała-ogromny szacunek.Dziękuję.Po prostu.Za to,że jesteś,za TO i za TO…….a wiesz,za co:-):-)sorry za zbytek słów,krócej się nie dało:-)

  3. @TheEndi

    Napisz coś więcej- jak zażywasz ,jak zakraplasz H2O2?
    Cieszę się,że Ci pomogło:)

  4. @ Ella Jest książka „Woda utleniona na straży zdrowia” dostępna w księgarni Nieznanego Świata, zamawiałam od nich niedawno książki i widziałam, że ta pozycja cieszy się dużą popularnością. Jeśli jesteś z W-wy to możesz kupić na miejscu,jeśli nie to przesyłka też tania i o dziwo poczta zwykłą przesyłkę dostarczyła w 2 dni ! Ja nie próbowałam tej metody ale wszystko przede mną, bo chętnie bywam królikiem doświadczalnym dla samej siebie. Idzie wiosna i już teraz siedzę na blogu i licznych stronach dr Różańskiego, żeby zaplanować sobie zbieranie niektórych ziół i wykorzystanie do różnych tinctur itd.
    Na szczęście mamy jeszcze wybór co do sposobu leczenia. Zauważcie co wyrabiają koncerny farmaceut. mało im, że zarabiają na sprzedaży leków gigantyczne pieniądze to zarabiają na świadomym wykańczaniu pacjentów. Kilkanaście dni temu przemknęła informacja o wycofaniu przez Glaxo b.popularnego leku na cukrzycę i o tym, że firma przez kilka lat ukrywała informacje o szkodliwym działaniu leku. Info o leku na odchudzaniu, którego substancja czynna wywołuje zawały i udary też przemknęła szybciutko i cisza. Z żywnością podobnie, pamiętam sprzed lat wieczorne programy Grażyny Dobroń w radiowej Trójce( niestety program wywalili na godziny nocne, a teraz nawet nie wiem czy w ogóle jest), która zapraszała lekarzy medycyny naturalnej i nie tylko. Raz była pani z instytutu badającego żywność, mówiła o wynikach badań zupek typu gorący kubek, że to sam skoncentrowany tłuszcz i chemia, i że nie pozwolono tych badań im opublikować i nagłośnić sprawy, a było to przed wejściem do UE, gdy nasze normy były znacznie lepsze niż unijne, to co jest teraz!

  5. Oj, to wszystko nie jest tak prosto jednoznaczne. Nie można tak w czambuł potępiać medycyny alopatycznej tylko dlatego, że siedzi w kieszeni koncernów farmaceutycznych. Przecież są przypadki np. wypadkowe, urazowe, ale nie tylko, kiedy ratuje ona życie. Z kolei medycyna naturalna to pojęcie bardzo szerokie. Interesuję się i fascynuję się nią od kilku lat. Jest tak wielu twórców różnych metod, różnych mikstur, a każda jest jedyna, najlepsza i tylko ona zapewnia wyzdrowienie ze wszystkich chorób. Więc po latach doszedłem do wniosku, że do wszystkiego należy podchodzić z dystansem i przede wszystkim myśleć, a nie od razu „kupować”, bo tak pięknie opisane i tyle pozytywnych opinii. Większość z tych metod zmierza do usprawnienia funkcjonowania przewodu pokarmowego i to wydaje mi się słuszne. Sądzę, że metody polegające na pracy nad własną psychiką też powinny przynosić dobre rezultaty, bo przecież „wiara czyni cuda”. ale jest to znaczne trudniejsze do zrealizowania. Sam staram się odżywiać bardzo racjonalnie, ale bez przesady (mięso w małych ilościach też) i stosuję jedną z metod na poprawę funkcjonowania przewodu pokarmowego oraz ogólne odtrucie. Ale sądzę, że sensowne i pewne rezultaty zobaczę po dłuższym stosowaniu, bo na tym polega działanie metod naturalnych.
    Pozdrawiam

  6. Istnieje taka dziedzina medycyny, która się nazywa „chirurgia urazowa i rekonstrukcyjna”. Raczej trudno ja nazwać medycyną alopatyczną. Każdy może ulec wypadkowi lub każdemu może się urodzić dziecko z deformacjami i wtedy będzie bardzo wdzięczny, gdy ci chirurdzy poskładają go do kupy i przywrócą mu wygląd zbliżony do normalnego. Ci lekarze dokonują prawdziwych cudów i nie raz pisałam w tym blogu, że kłaniam im się nisko, do samej ziemi. Ale z chemią to oni za wiele wspólnego nie mają. Owszem, stosują narkozę (za ten rodzaj chemii też winniśmy medycynie okazać wdzięczność), stosują też środki przeciwzakrzepowe, antybiotyki itp. Ale to margines ich działalności. Nikomu źle nie życzę, ale to jedyna dobra strona posiadania ubezpieczenia zdrowotnego.

  7. Też tak uważam. Ci goście artyzm uskuteczniają, ale nikomu nie życzę korzystać z ich usług.

    Myślę że każdy kto widział filmik który tu wkleiłem, zdaje sobie sprawę z tego, jak dobre i zdrowe jest „oficjalne” jedzenie. Analogie do medycyny są oczywiste.

  8. @Obywatel
    Racja! Wykurzy każde zło, tylko, czy się nie poparzymy…? 😉

    @Ella
    Baria odpowiedziała za mnie, ale skrobnę co nieco…
    Uważam, iż woda utleniona jest pomocna zarówno w nagłych przypadkach, kiedy dopada nas jakieś sezonowe choróbsko, jak i w sytuacji silnego wyniszczenia organizmu i małej odporności. Czytałem, iż może nawet leczyć bardziej trudne schorzenia, na przykład jaskrę, ale wymaga to długiego zażywania. Mnie pomogła po jakiś 2 tygodniach, kiedy poczułem, jakby coś we mnie pękło i nastąpiły szybkie zmiany. Zacząłem się potwornie pocić, a górne drogi oddechowe szybko oczyszczać. Woda odbuduje układ immunologiczny, co sprawia, że po jakimś czasie organizm potrafi sam zwalczać choroby, choć uważam, iż picie wody jest jedynie wstępem do zmiany trybu życia i zadbania o zdrowie, głównie duchowe, bo kiedy ono szwankuje, to szwankuje ciało… Teraz medytuję z Bruno i jest mi z tym coraz lepiej…

    Woda pomogła mi stanąć na nogi, bo mój organizm był skrajnie wyniszczony depresją, stresem, wysiłkiem fizycznym i całą masą innych czynników. Dopiero, kiedy poczułem się lepiej, zdałem sobie z tego sprawę… Piję wodę już kilka miesięcy i jeszcze trochę „pociągnę”. Zaczynasz od 1 kropli + 1 łyżka stołowa zwykłej wody 3 razy dziennie, każdego kolejnego dnia zwiększając dawkę o 1 kroplę, dochodząc w 10 dniu do 10 kropli (przez cały dzień 30). W kolejnych 2,3 dniach ma nastąpić przerwa (choć ja piłem jednym ciągiem), po której pijesz już po 30 kropli dziennie. Woda utleniona ma bardzo specyficzny smak, który może obrzydzić jej spożywanie, ale jeżeli przy pierwszych kilku podejściach, postarasz się ją „polubić”, to dalej pójdzie gładko… 😉 Wodę trzymaj w chłodnym i zacienionym miejscu i staraj się pić ją na czczo, najlepiej pół godziny przed posiłkiem lub 2 godziny po nim. Zdrowia życzę! 😉

  9. Książkę Nieumywakina można ściągnąć z sieci, trzeba tylko pogooglować (oczywiście nie namawiam do piratowania, o nie).

  10. Ile to razy musiałam się nakłamać będąc u lekarza, który przepisuje mi antybiotyki. Podczas wizyty kontrolnej wypytuje mnie oczywiście, jak się czuję, ile tabletek antybiotyku mi zostało. Muszę za każdym razem kłamać, bo nawet nie wykupuję recepty. I, o dziwo, po osłuchaniu oskrzeli doktor stwierdza poprawę. Myślę, że moje choroby trwałyby dłużej i miałyby nawracający charakter, gdybym przyjmowała tabletki. A ja po prostu nie przyjmuje nic, oprócz soków. Taka sokowa dieta plus głodówka mogą czynić cuda.
    Wiem, że pewnie robię dużą krzywdę innym ludziom, gdy tak kłamię u lekarza na temat przyjmowania antybiotyku, bo pan doktor przecież skrzętnie notuje efekty działania poszczególnych lekarstw i przepisuje je następnym nieszczęśnikom. Ale jak mi zaczął suszyć głowę, że nie chodzę na odczulanie do alergologa, to po prostu nie miałam innego wyjścia. Po prostu było mi potrzebne chorobowe, żeby głodować w spokoju.

  11. Mnie najbardziej irytuje podejście tzw. medycyny akademickiej która okrutnie się wypaczyła. Często schorzenia czy choroby są do wyleczenia bardzo prostymi środkami (akupresura, zioła, różne inne metody) jednak ignoranci po ciężkich studiach na jakiejś akademii medycznej nie mają o tym pojęcia i kiedy samemu mówi się o tym że dana metoda (naturalna) działa lepiej niż przepisany lek robią ten swój głupawy wyraz twarzy w którym wyczytasz w sekundę wyższość pod którą kryje się zwykłe nieuctwo, brak kompetencji i zaangażowania w leczenie. Bo przecież lekarz ma LECZYĆ a nie tkwić w jakimś hermetycznym i ciasnym światku. Niestety, większość z nich tkwi.

  12. Nigdy wczesniej nie slyszalam o tym, ze woda utleniona moze byc wykorzystana w taki sposob – dzieki za te informacje.
    Od jakiegos czasu nie korzystam z „dobrodziejstw” medycyny wspolczesnej (typu leki) a moje wizyty ograniczaja sie do wizyt u dentysty. I wiecie co, najsmieszniejsze jest to, ze ludzie uwazaja, ze jestem jakims dziwakiem i „na pewno” jestem chora, tylko jako ze nie robie badan nic mi o tym nie wiadomo. Juz nawet nie pozwalaja czlowiekowi cieszyc sie wlasnym zdrowiem…

  13. @lady_blue
    Sprawiasz wrażenie, że ktoś zmusza Cię do wizyt u lekarzy… 😉
    @Baska
    Żłop do bólu. Zdrowia życzę…

  14. TheEndi,
    poniekąd to prawda – mama 🙂 Wciąż jestem jej małą córeczką, ale jakoś przełknęła to, że stosuję takie metody leczenia. Przecież widziała rezultaty. Jak to stwierdziła Astromaria: jestem dobrze wychowana, czyli od urodzenia sterroryzowana 😉 i dlatego dla świętego spokoju idę do lekarza. Również po zwolnienie z pracy, bo urlopu nie zawsze starcza.

  15. Jak zwykle swietny wpis Astromario.
    Ja prawie zawsze lecze sie glodowka. Jak jestem chora, nie jem, pije duzo wody, robie lewatywy z rumianku (obowiazkowo). Wlasnie teraz przechodze dziwna grype, ktora pojawila sie u calej rodziny…Kiedy daje sie odpoczac cialu od jedzenia, moze sie ono skupic na zwalczaniu wlasnych chorob. Ponoc czterdziestodniowa glodowka potrafi zwalczac kazda przewlakla chorobe. Zreszta jest nawet wskazowka w Biblii (Jezus postujacy 40dni na pustyni). W wielu religiach glodowka jest wrecz obowiazkowa. Nie rozumiem dlaczego KK nie udziela wskazowek na ten temat…
    Zmieniajac temat- dzis we wloskiej telewizji strasznie reklamowano w dziennikach zbawienne odkrycie natury- pomidora zwalczajacego raka! Mimo, iz jest on stworzony w laboratorium, podkreslano iz jest on „naturalny” i zawiera substancje (antyoksydanty) ktorych inne pomidory nie posiadaja.
    I tak ludziom robi sie wode z mozgu i przyzwyczaja do GMO.
    Zapewne jak juz te pomidory beda w sprzedazy, wielu ludzi pobiegnie je kupic. Ciekawe kto predzej bedzie chory na raka- ci co spozywaja czy nie…

  16. Przez wieki Kościół zalecał przestrzeganie postu. Dawniej nie jadło się nic przez cały dzień, dopiero wieczorem można było zjeść trochę postnego żurku na samej wodzie. Niby z powodów religijnych, a tak naprawdę było to zalecenie zdrowotne. We wszystkich religiach występował post (ramadan w islamie). I ten post został zlikwidowany za mojej pamięci, co oburzyło wielu specjalistów od medycyny naturalnej. Teraz nawet w wigilię można jeść mięsko, samo zdrowie. W mojej starej książce kucharskiej, bardzo mięsnej i „rozpustnej”, którą odziedziczyłam po babci (wydanej ok. roku 1920) jest cały rozdział z potrawami postnymi. Dawniej nawet zamożni ludzie pościli!!!

  17. Z każdej dziedziny można zrobić wielki biznes i tak to się odbywa, z tym tylko ,że najpierw trzeba mieć kasę na ten wielki biznes.
    A człowiek ? Człowiek sie nie liczy.

  18. @Astromaria i inni…
    Szukam porad dla załamanej przyjaciółki mojej dziewczyny, która poroniła już drugą ciążę w siódmym tygodniu. Ma kilkuletnią córeczkę, ale te kolejne ciąże to jakiś koszmar… Jakiś czas temu, trafiłem gdzieś w sieci na informacje o naturalnych metodach wspomagania kobiet ciężarnych i leczeniu konkretnych przyczyn poronień, ale nie mogę sobie przypomnieć ich źródła. Macie jakieś doświadczenie i wiedzę w tej materii? Pomożecie? Z góry dziękuję…

  19. Polecałam komuś specjalistów, którzy są regularnie opisywani w Szamanie. Wiem, że doskonała opinią cieszy się p.Trembaczewski. W przypadkach „ciążowych” itp. problemów jest podobno niezwykle skuteczny. Najlepiej skontaktować się z redakcją w Katowicach i podadzą jak się skontaktować http://www.miesięcznik-szaman.pl , albo kupić nr Szamana zawsze są podane namiary, kto i gdzie przyjmuje (w Katowicach). Dobre opinie o pomocy w takich sprawach czytałam też o Pawle Połaneckim, chyba przyjmuje w Warszawie. We Wrocławiu jest doskonała lekarka/ginekolog – hinduska,sporo dobrego o niej czytałam, ale wszystko zależy od tego, gdzie dziewczyna mieszka, bo bez sensu jest gnać na drugi koniec Polski, jeśli znalazłby się ktoś dobry blisko. Ja jakoś intuicyjnie czuję , że Trembaczewski jest naprawdę dobry „w poczęciach i udanych porodach”. Oby przyjaciółce się udało, szczerze życzę.

  20. @Baria
    Bardzo dziękuję za powyższe informacje i życzenia powodzenia…
    Temat ciężki, ale postaram się przekonać przyjaciółkę do metody Bruno, bo ona może być odpowiednia. Jesteśmy z Wielkopolski, a więc rzeczywiście do Katowic, czy Warszawy sporo kilometrów, ale Wrocław mógłby już wypalić. Czy mogłabyś przybliżyć osobę tej Hinduski? Dziękuję na zapas. 🙂 Pzdr

  21. @ TheEndi Lekarka we Wrocławiu to Pretti Agrival http://www.preetigin.pl/ – link do jej strony i gabinetu. Czy Twoja koleżanka ma koty ? pytam, bo córka mojej kumpelki z Anglii miała poronienia i okazało się, że złapała od swoich kotów toksoplazmozę, ale trzymała je w mało higienicznych warunkach, delikatnie mówiąc.
    Jeśli dziewczyna jest zdeterminowana to pojedzie i do Katowic, to nie są chyba bardzo częste wizyty. Większości ludzi łatwiej skorzystać z czyjejś pomocy niż zabrać się samodzielnie za metodę Bruno, ale może ją przekonasz, powodzenia.

  22. Poronienia mogą być też spowodowane przez chemiczne świństwa, które nieświadomie jemy, np. aspartam. Wczoraj na blipie jeden koleś się wkurzał, że nie może kupić niczego, co nie byłoby słodzone aspartamem. Facet klnie nie dlatego, że jest świadomy zagrożenia, lecz dlatego, że uważa, że aspartam ma odrażający smak. Sypią go do śledzi, majonezu, napojów i ketchupów, a co gorsze leków, więc praktycznie nie da się go uniknąć, jeśli się nie wie jak to zrobić. O wpływie szczepień nawet nie wspomnę.

    Poza tym poronienia bardzo często mają przyczynę w psychice. Przydałby się więc ktoś, kto potrafi to odkryć.

    A ja właśnie złapałam jakiś niewielki katar, więc posłałam syna do apteki, żeby mi kupił wodę utlenioną. Zaczynam eksperyment 🙂

  23. Mario, piąteczka, ja też kuruję się wodą utlenioną. Tym razem konsekwentnie, bo to moja największa wada. Zaczynałam już i zapominałam.
    Jestem przy 6 kropelkach.

  24. Mam wodę, za całe 1,17 zł! Do tego wapno za 6 zł. Inni klienci w aptece płacili po 30 do nawet 300 zł, a ja mam zakup 7 z groszami. Zaraz zaczynam.

  25. Kropelka do kropelki, a twój układ immunologiczny, stanie się wielki… 😉

    Zauważam tylko, że jak zapomnę wziąć wodę, to niestety zaczynam się przeziębiać, a więc, albo jestem jeszcze słabeusz odpornościowy, albo w powietrzu jest tyle syfu, że trzeba się chronić. Jak pisałem wcześniej; woda to tylko pomoc doraźna, choć leczy skomplikowane choroby, ale jest odpowiednia, żeby postawić kogoś na równe nogi i zmusić do zadbania o swoje zdrowie, na przykład medytując z Bruno… Zażywając wodę, nie pozbyłem się do końca kataru i daje mi to do myślenia, że jego podłoże jest pewnie chemiczne (chusteczki-barwiony papier, etc…) lub mam jakieś zwyrodnienia w zatokach, które powodują, że nie są one podrażnione i nie całkiem drożne. Mój ojciec cierpiał na chroniczne zapalenie zatok i miał punkcję, więc może coś mi przekazał…? Nigdy w życiu takich doświadczeń! No…, to chluśniem, bo uśniem! 😉

  26. A może dzięki wodzie to, co zbierało ci się w zatokach przez lata teraz zaczęło wychodzić. Stąd ten katar. Jak się oczyści do końca, to katar zniknie. Ja mam problemy z zatokami od dzieciństwa, nawet była mowa o punkcji, ale jakoś z tego zrezygnowano. Mam nadzieję, że dzięki wodzie wszystko to wyjdzie.

  27. @AstroBaria Tak będzie krócej, żeby Wam obu podziękować. 😉

    Kotów brak, więc ten trop jest chybiony, ale myślę, że źródło problemów, może być rzeczywiście psychiczne, zważywszy, iż przyjaciółka ma już córkę i oboje z mężem, są wręcz „nadpłodni”… Dwa poronienia też robią swoje, a i chemia również może wchodzić w rachubę. Teraz już będę naciskać. Jeszcze raz dzięki…

  28. @Astromaria
    Słuszna uwaga, tylko, że ten katar trwa już ze 3 miesiące. Faktem jednak jest, że przez pierwszy miesiąc, wyłaziły ze mnie niezłe świństwa… Zobaczymy po pół roku, bo tyle gdzieś chcę pić wodę, czyli w sumie niedługo. Czekam też na moment, kiedy zrobi się cieplej i będę mógł zacząć jazdę rowerem i poprawę kondycji…

  29. @TheEndi:

    Zaczynasz od 1 kropli + 1 łyżka stołowa zwykłej wody 3 razy dziennie, każdego kolejnego dnia zwiększając dawkę o 1 kroplę, dochodząc w 10 dniu do 10 kropli (przez cały dzień 30). W kolejnych 2,3 dniach ma nastąpić przerwa (choć ja piłem jednym ciągiem), po której pijesz już po 30 kropli dziennie.”

    Czy pory przyjmowania muszą/powinny być stałe?

  30. @TheEndi: Stwierdzam, że ta woda utleniona bardzo mi pasuje. Niewiele brakowało, a padłabym na dobre, powalona jakimś paskudnym bakcylem, miałam nie tylko katar, ale nawet stan podgorączkowy, a dzięki popijaniu wody utlenionej (od razu walnęłam sobie 5 kropli) wstałam zdrowa już następnego dnia. Katar prawie zupełnie znikł i czuję się dobrze.

    MMS mi nie pomógł. Mimo zażywania miałam katar przez cały tydzień, a co gorsze czułam się ogólnie paskudnie.

  31. Artykuł bardzo ciekawy. Informacjie w komentarzach również. Metoda z wodą to dla mnie nowość 🙂 Aż się zaciekawiłem 🙂 Zwłaszcza, że słowianin ją zbadał i o niej książkę opublikował 🙂
    A teraz szybkie pytanie… co to jest ta metoda z Bruno?
    z góry dzięki!
    pozdrawiam

  32. Właśnie łyknęłam sobie łyżkę wody z wodą utlenioną i raduję się, że z powodu wciąż zatkanego nosa nie czują zapachów. Jak nos mi się odetka nie będzie tak przyjemnie 😦

    Co do metody, o którą pytasz: chodzi o duchowe uzdrawianie wg. metody Bruno Groninga. Na górze bloga, po prawej stronie jest blogowa wyszukiwarka, wpisz tam „Bruno Groning” i pokażą ci się wszystkie moje teksty, w których o tym pisałam. Jest jeszcze taka strona: http://www.otostrona.pl/brunogroening/index.php?news&nid=16

  33. @Magaut
    Nie pamiętam, czy dokładna pora każdego dnia ma jakieś większe znaczenie. Ja, ze względu na moje zajęcia zawodowe, egzystuję o różnych porach, a więc i zażywam wodę o niestałych godzinach. Jedyne o czym staram się pamiętać, to zalecenie, aby łykać wodę na czczo (30 minut przed posiłkiem lub 2 godziny po). Jeżeli chcesz bardziej precyzyjnych informacji, musisz zajrzeć do książki, jakkolwiek na moim przykładzie, mogę dobitnie stwierdzić, że katowanie się ścisłymi godzinami nie ma sensu, a jedynie picie 3 dawek dziennie. Na pewno czas kuracji jest istotny, ale to już indywidualna kwestia…

    @Astromaria
    No, dałaś z grubej rury z tą dawką. 😉 Moim znajomi, którzy rozpoczynali kurację od 1 kropli, narzekali na refluks i mdłości. Pewnie jesteś zaprawiona po MMS tak bardzo, że i nawet Lizol mogłabyś popijać. 😉 Pamiętasz ten okrutny specyfik do dezynfekcji toalet? Jestem ciekaw, jakie szkody ta trucizna wyrządziła przyrodzie, skoro używaliśmy jej przez tyle lat, odprowadzając bezpośrednio do ścieków… Woda nie śmierdzi tak jak MMS, choć jej woń (czy raczej smak) przypomina mi kuchenną ścierę. Odczułem na sobie, że woda działa bardzo wszechstronnie, bo nie dość, że wyleczyłem wszystkie nieżyty, to również poprawiło mi się ogólne samopoczucie, choć istnieje podejrzenie, że za moją coraz lepszą kondycją, stoi cichutko Bruno i się do tego jeszcze nie przyznaje… 😉 Fajne zdanie powiedział, które znalazłem w linku, który podałaś (nie znałem tej strony): „Uważano, że jeden może odróżniać się od drugiego tym, że odwróci się od natury i wspinać się będzie po szczeblach kultury. To jest błąd, tu jest zawarte wszystko, czego człowiekowi brakuje: natura, z powrotem do natury! Z powrotem do naszego Pana Boga, z powrotem do wiary w dobro w człowieku!”

    Jedyne, co mi przeszkadza w naukach Bruno, to bezpośrednie odwołania do Boga. Wiem, że pewnie inaczej nie mógł ludziom przekazać o jakie siły kosmiczne chodzi, ale pejoratywne znaczenie słowa „bóg” trochę mnie dekoncentruje. Mam niejaki rebus z tym bogiem u niego… Hmm…

  34. @ TheEndi: faktycznie, MMS już mnie chyba oczyściły z większości paskudztw, więc teraz mogę sobie zaszaleć z tą wodą. Co do lizolu: w wodzie pitnej mamy teraz taki cocktail chemikaliów, że strach. Bardzo możliwe, że obecna epidemia raka z tego m.in. się bierze. Chlor, lizol i fluor to mały pikuś. Okazało się, że w wodzie, nie tylko wodociągowej, ale nawet źródlanej (!!!) są wszystkie medykamenty z apteki. Ludzie łykają te świństwa, a potem do kibelka. Filtry odfiltrowują co grubszą frakcję zanieczyszczeń. Ale żeby pozbyć się tych chemikaliów potrzebne są bardzo wyrafinowane filtry. I ten sposób nieświadomie zażywamy wszelkie możliwe leki, z chemią onkologiczną, hormonami żeńskimi i męskimi, sterydami i innymi cudami nie mając o tym pojęcia. Żeby chodziło tylko o smród ścierki, to byłoby bardzo dobrze. Ale jest gorzej. Jak widać przedostaje się to nawet do wody źródlanej i to jest horror.

    A co do Boga: przyzwyczaisz się. Ja też miałam z tym problem. Bruno mówił do chrześcijan, bo w tamtych czasach nie było takiej wolności światopoglądowej. Jedna moja znajoma na swoim „duchowym” blogu napisała, że jeśli kogoś wkurza słowo „bóg”, to niech wie, że nie chodzi o boga z Biblii, lecz o Universum, a w ogóle to niech każdy sobie rozumie to pojęcie jak chce, byle nie religijnie.

    Pewnie należałoby stworzyć jakieś nowe słowo, które nie kojarzyłoby się z Jahwe i z klepaniem pacierzy. Niektórzy mówią „Źródło Pierwotne”, żeby było wiadomo, że chodzi o Kreację.

    Zaważ, z jaką zajadłością psychopaci wyśmiewają „zabobonną” wiarę w moc natury i potrzebę szukania ukojenia na jej łonie. Tylko głupie prostaczki mają rzekomo taką potrzebę, ludzie racjonalni ratunku szukają w nauce, a nie w prymitywnej dziczy.

  35. Jestem w trakcie kuracji wodą utlenioną, dziś dobiłam do 10. kropelek i … smarkam się nosem i oczami.
    Poza tym z Brunem jestem w przyjaźni i kontakcie na bieżąco.

  36. Poznałem wiele naturalnych metod leczenia – są one skuteczne i wielu ludziom pomogło – ale podstawą naszego zdrowia jest jedzenie – już to stwierdził ponad 2 tysiące lat temu Hipokrates – „Niech lekiem będzie jedzenie a lek jedzeniem”. Obecnie są już niezależni od firm farmaceutycznych naukowcy, którzy udowodnili, że choroby biora się głównie z powodu braku w naszej diecie odpowiednich witamin, mikroelemetów, aminokwasów, pierwiastków śladowych itp. – w sumie ok. 90 składników. Udowodnił to Dr Rath – który stworzył medycyne komórkową. Traktuje nasz organizm jako całośc i mówi jak jest chory jakiś organ to chore jest całe ciało i ono w całości musi być leczone. Zobaczcie na stronę http://www.dr-rath-koalicja.pl lun moją http://www.bioaktywatory.nets.pl lub napisz jerzyczy@wp.pl

  37. Apropos tytułu wpisu:

    MMS: hurtowo 30 złotych za 10 litrów. W detalu 60 złotych za 100 mililitrów, a opis dawkowania taki, że nie pomoże (chyba, że na zasadzie homeopatii, czy placebo) ani nie zaszkodzi.

    Sprzedają jakiś tam uzdrawiający sok z klonu, czy z czegoś. Może i uzdrawia, 300 złotych za pół litra.

    Citrosept, czyli naturalny antybiotyk, koszt produkcji grosze, w aptece kupa forsy, dawkowanie w ulotce: patrz MMS.

    W Nieznanym Świecie mnóstwo jest reklam takich specyfików, chorzy ludzie płaczą.. i płacą za nadzieję uleczenia.

    To też jest oszustwo i żerowanie na ludzkim bólu.

  38. Jakiś czas temu w prasie królowały reklamy znakomitego środka przeciw nowotworom, 10 zł za porcję. Okazało się, że była to sproszkowana papryczka chilli, taka sama jak ta, którą sprzedają w każdym sklepie spożywczym po ok. 2 zł. Podobnie jest z kurkumą. Ale co to ma wspólnego z medycyną naturalną? Jakiś oszust postanowił się dorobić nic nie robiąc i tyle.

    Citrosept każdy może zrobić w domu, z pestek grapefruitów, przy okazji naje się tych owoców, co mu tylko na zdrowie wyjdzie.

    Kupowanie cudownych soczków sprzedawanych w sieciówkach jest głupotą, to samo można kupić w sklepie lub znaleźć krajowe odpowiedniki. Ale głupi zawsze traci. Bo jest głupi. Ja tego nie piję, a żyję. Syrop klonowy można zamówić u przyjaciół z Kanady, na pewno wyjdzie tanio.

  39. Dzisiaj w Polsacie, w programie Interwencja wyemitowano reportaż jakiejś młodej, wszystkowiedzącej dziennikarki, który w bardzo złym świetle przedstawił metodę Ashkara. Z samego doktora zrobili durnia i szamana, który ogłupia ludzi i każe zaprzestawać (bardzo słusznie z resztą) chemioterapii. Sposób, w jaki został zrealizowany reportaż oraz komentarze do filmu w studio, pokonały moją cierpliwość. Zapewne ten odcinek Interwencji znajdzie się w necie, więc go obejrzycie, ale ja nie wytrzymałem tych oszczerstw i nie obejrzałem do końca. Oszkalowali go perfekcyjnie.. Do czego to wszystko prowadzi? Ech…

  40. Jest wielka nagonka na Ashkara. W TVN też na niego pluli, być może był nawet jakiś prgram w całości poświęcony opluwaniu tej metody, ale nie miałam zdrowia oglądać. „Racjonalistyczne” blogi aż się gotują, tyle pomyj tam leją. Swoją drogą czas trochę przyłożyć „racjonalistom”, bo dawno im nie dokuczałam, a zebrało się trochę tematów.

  41. Ja wierzę, że proces konieczności łączenia nurtów medycyny alternatywnej i samouzdrawiania się zaczął i nic już tego nie powstrzyma i nie zawróci.
    Polecam wszystkim książkę Dra Erica Pearla ” Połączenie ze żródłem” – przedstawia metodę samouzdrawiania energią rekonektywną.
    Ta książka oferuje bardzo interesujące i świeże spojrzenie na postęp w leczeniu z uwzględnieniem wszystkich nurtów leczenia.

  42. Żadna władza nie ma władzy absolutnej i zagwarantowanej na wieczność. Mogą chcieć i próbować i może im się nawet na jakiś czas udać wprowadzenie dyktatury, zakazów czy innego terroru, ale natura nie z nosi próżni. Prędzej czy później ludzie zorientują się, że są oszukiwani i mordowani i wtedy nastąpi masowy odwrót od naukowo-racjonalistycznej ciemnoty. To już się dzieje. Przysłowie mówi, że im gorzej tym lepiej. Im bardziej będą terroryzować i prześladować, tym szybciej nastąpi rewolucja. Prawda zawsze zwycięża. Prawda o zdrowiu również zwycięży.

    Na Zone Reality leci teraz taka seria, która nazywa się „Nieuleczalni”. Są to historie ludzi, na których konwencjonalna medycyna wydała wyrok. Uznano, że mają nieuleczalną odmianę raka i że mają przed sobą od 3 do 6 miesięcy życia. I to ich uratowało. Widząc, że lekarze umywają ręce ludzie ci wzięli się do działania sami, przeprowadzając prawdziwą rewolucję w swoim życiu: zmiana diety, witaminy, zioła, lewatywy i inne cuda. Okazało się, że można wyjść ze stanu uważanego za lekarzy za nie rokujący żadnych nadziei na przeżycie. To powinni pokazywać w szkołach medycznych.

Proszę się nie awanturować z powodu moderacji - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s