Komu przydzielić władzę absolutną nad dzieckiem: rodzinie czy państwu?

Dzieci wasze nie są waszymi dziećmi. To syny i córy tęsknoty życia za samym sobą. Jawią się na tej ziemi przez was, lecz nie od was pochodzą; i choć przebywają z wami nie do was należą.

Miłość im waszą dawajcie, lecz nie waszą myśl, gdyż one własne posiadają myśli (…) Możecie starać się być do nich podobni, lecz nie usiłujcie nigdy upodobnić je sobie. [Kahlil Gibran]

I znowu ścierają się ze sobą dwie skrajności: unijny „liberalizm” wziął się za łby z kościelną „świętą” tradycją. O „nasze dobro” walczą ze sobą dwaj giganci, a za to wszystko jak zwykle zapłacimy my.

Tradycjonaliści uważają, że rodzina to rzecz święta i nikt nie ma prawa ingerować w to, co się w niej dzieje, nawet jeśli dochodzi tam do aktów przemocy, a „postępowcy” chcieliby poddać wszystko, wraz z prywatną sferą życia totalitarnej kontroli i inwigilacji.

Najpierw dano nam religię z okrutnym, patriarchalnym bóstwem, którego „boskość” wyrażała się hasłem „ja tu rządzę, więc mam prawo poniżać i zabijać kogo zechcę” i na ten wzór i podobieństwo ustanowiono rodzinę oraz strukturę państwa, a obecnie zaczyna dominować tendencja przeciwna. Teraz już tatusiowi nie wolno bić, gwałcić ani tyranizować, teraz tatuś musi być pod kontrolą. Najlepiej totalitarną. Niektórzy byliby pewnie za tym, aby wprowadzić przymus osadzania rodzin w szklanych domach, żeby od razu było widać, jaka patologia kryje się w czterech ścianach pozornie porządnego domu.

Dawniej rodzina musiała przestrzegać 10 przykazań, a jej nowoczesna odmiana powinna nauczyć się na pamięć zapisów „Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie”. Najlepiej byłoby czytać ją głośno przed każdym posiłkiem. Według tej ustawy aktem przemocy jest narzucanie dzieciom światopoglądu, który wyznają rodzice, muszą więc oni wystrzegać się wszelkich rozmów o religii, polityce i seksie. Najbezpieczniej byłoby nie rozmawiać z dziećmi w ogóle, żeby nikt nie mógł zrobić donosu do władz, które mają prawo odbierać dzieci i odstawiać je do bidula bez czekania na prawomocny wyrok sądu, bo po co tracić czas na prawnicze korowody, skoro można od razu ratować dzieci przed patologią. Pozwolę sobie zadać pytanie: czy narzucanie światopoglądu religijnego będzie karane tak samo, jak narzucanie światopoglądu ateistycznego?

Religie i ich zalecenia powinniśmy traktować z dystansem. Generalnie religie są dla owiec, ale nie jest prawdą, że każdy człowiek jest baranem. Tylko nieliczni zasługują na to, żeby uznać ich za barany. Mimo to religia traktuje wszystkich jednakowo. Przesławna ostatnio „ekspertka”, siostra Michaela twierdzi, że człowiek nie posiada żadnego naturalnego zmysłu moralnego, więc musi ślepo przestrzegać zaleceń danych mu przez biblijnego boga i słuchać księży, którzy są jego ziemskim ramieniem. Czytając to współczuję szczerze siostrze, bo od razu widać, w jakich sferach się biedaczka obraca.

Jeśli jednak ktoś wierzy, że poprawimy świat wprowadzając w miejsce religii unijną nowoczesność to myli się bardzo. Unijny socjalizm jest tak samo totalitarny jak religia i tak samo traktuje ludzi jak zwierzęta. Różnica między religią a Unią polega na tym, że barany ustąpiły miejsca dzikim i niebezpiecznym bestiom, które trzeba nieustająco śledzić i kontrolować.

Dawniej matki siedziały w domach i nikt ich nie pytał, czy mają na to ochotę. Dziś matki muszą pracować i również nikt ich nie pyta, czy im to odpowiada. Dawniej rodzice narzucali dzieciom wychowanie religijne (innej opcji nie było), dziś zmierzamy w stronę państwowego ateizmu (Polska jest wyjątkiem, ale nie wiadomo jak długo jeszcze). Wszyscy znamy hasło „sześciolatki do szkół”. Niedługo będzie to dotyczyło pięciolatków, a może i czterolatków. Żłobki i przedszkola będą obowiązkowe – „dla dobra dzieci”, bo tylko te instytucje rzekomo zagwarantują im właściwy rozwój i edukację bez demoralizującego wpływu domu rodzinnego.

Każdy myślący człowiek wie, że nie da się zastosować jednej, uniwersalnej miarki do osądzenia wszystkich rodziców. Są rodzice idealni, są też głęboko patologiczni, a cała reszta to średnia krajowa, gdzie dobro i zło są przemieszane w różnych proporcjach. Tak więc ani nie można założyć, że każdy rodzic postępuje idealnie, więc łapy precz od każdej rodziny, ani też odwrotnie, że każdy to potencjalny drań, więc na wszelki wypadek inwigilujmy nieustająco wszystkich i wyposażmy państwo we władzę absolutną.

Nawet, gdybyśmy wdrożyli najbardziej surowe kryteria kontrolowania rodziców i tak nie uda się zapobiec wszystkim aktom przemocy, bo w świecie istnieje zarówno dobro, jak i zło. Tego nie zmieni żadne państwo i żadne, nawet najbardziej drakońskie prawo. Mówienie o „zapobieganiu” przestępczości czy przemocy w rodzinie jest zwykłym oszustwem. Żadne prawo niczemu nie zapobiegnie, co najwyżej może wprowadzić kary za już popełnione czyny. Nie da się przewidzieć zamiaru popełnienie jakiegokolwiek czynu. Żeby prawo mogło wkroczyć musi zaistnieć powód, a więc czyn któremu rzekomo mieliśmy zapobiec musi zostać popełniony. I gdzie tu zapobieganie? Życie pokazało, że nawet zagrożenie karą śmierci nie likwiduje przestępczości, podobnie jak nie zlikwidowały jej kamery wiszące na każdej latarni.

Na szczęście mamy (jeszcze) demokrację i możemy tę linę z władzą przeciągać, jest więc nadzieja, że dojdzie do kompromisu.

29 komentarzy do “Komu przydzielić władzę absolutną nad dzieckiem: rodzinie czy państwu?

  1. czyją własnością są dzieci, jako libertarianin uważam że dzieci są oczywiście własnością rodziców,
    -gdy dzieci przestają być własnością rodziców
    to znak że żyjemy w społeczeństwie TOTALITARNYM

  2. Dzieci nie są niczyją własnością, gdyż nie stanowią przedmiotów materii nieożywionej.

    Myślałem że to oczywiste. O_o

  3. Dzieci nie powinne być własnościa rodziców! A tym bardziej państwa! Tym czasem na naszych oczach i przy naszej aprobacie nasze dzieci odbierane nam już od urodzenia. Traktowane jak przestępcy (na wszelki wypadek)- są ponumerowane i rejestrowane,zabierane po porodzie na szczepienia… nastepnie realizowany proces debilizacji dziecka w szkole, to też instytucja jak zadna inna stworzona do kontroli rodziny..Tak stopniowo od urodzenia czlowieka uczono ze jest poddany systemowi i tak ma byc…
    Polacy zawsze stosują opor bierny i jakoś na tym jadą. Ta ustawa uderzy przede wszystkim w biedote, a co z patologią w rodzinach bogatych psychopatów?

  4. Idiotyczny projekt wrócił ponownie do komisji sejmowych, głównie dzięki licznym protestom zainteresowanych, też się podpisałam. Może dotrze do zakutych sejmowych łbów, że są granice ingerencji w życie prywatne obywateli. Margines zwyrodnialców nie może powodować takich zmian prawa, żeby normalny człowiek nie mógł własnych wartości przekazywać dziecku. Proces wychowania m.in. na tym polega i nie może pracownik socjalny, często młody i niedoświadczony decydować o tym, czy dziecko rodzinie odebrać,to musi zostać w gestii sądu. Pomijam już kwestie finansowania z budżetu kolejnej armii urzędasów, bo tych nam ciągle przybywa w ramach akcji taniego państwa, faktycznie sprawnych pracowników socjalnych podobnie jak kuratorów nieletnich to na lekarstwo. W dzisiejszym systemie prawnym są instrumenty pozwalające szybko dziecko odizolować, gdy jest w drastycznie ciężkich warunkach, tylko trzeba chcieć to robić. Przepis nie zmieni sytuacji na lepszą, bo jeśli sąsiad nie interesuje się, że dziecko za ścianą jest katowane to o czym my mówimy. Ustawa w proponowanym kształcie jest kolejnym zamachem na nasze prawo do wolności, próbują na wszystkich polach, brońmy się.

  5. @Obywatel
    więc uważasz że rzeczy żywe nie mogą być niczyją własnością?
    a jeśli nie są to znaczy że może je ktoś zawłaszczyć
    naprawdę ciekawy pogląd
    @ Mama, sory ale spróbuj nie robić tyle błędów, trzymaj poziom blogu

    Tak nawiasem mówiąc kto miałby prawo przydzielać, kto mu dał takie prawo?

  6. Jak widzicie kochani NWO ma z owczarnią poważny problem. Daliśmy się zaszczepić? Zgodziliśmy się na Rejestr Stron Niedozwolonych? Pozwolimy sobie odebrać dzieci?

    Nie tak prosto panowie psychopaci, owce mają nie tylko rogi i kopyta, ale i rozum, czego pewnie nie zauważyliście. Owce budzą się coraz szybciej i coraz liczniej, już niedługo zauważą, ile świństw żrą w chlebie, mięsie i warzywach i że niebo jakoś wygląda nie tak, jak powinno.

  7. To sa ataki z kazdej strony…Aspartam znajduje sie nawet w jogurtach, witaminy niezauwazalnie znikaja bo jak na razie w sprytny sposob zaniza sie dawki do mniej niz „sladowe”, z gory serwuja nam prysznic trucizn, pogoda jest tak „rozhustana” i sztucznie manipulowana ze nawet panowie meteorolodzy jakaja sie przy przedstawianiu prognoz, przecietny Kowalski wydaje coraz wiecej na leki (i coraz krocej zyje), coraz wiecej kataklizmow i coraz wiecej „czarnej” kroniki o przestepstwach w telewizji (kukielki-politycy korzystajac na tym iz lud koncentruje sie na kataklizmach w swiecie w miedzyczasie podpisuja ustawy ograniczajace wolnosc obywateli), coraz wiecej gmo w naszym jedzeniu…A teraz panstwo udaje „dobra mame” i robi reklame typu „sasiad Ci sie nie podoba?wystarczy ze powiadomisz odpowiedni organ ze zle traktuje twoje dziecko”…
    Nwo dziala na zasadzie- zrob to sam. Sami mamy sie powybijac. Ludzie traca prace, bedzie rosla przestepczosc. Jeszcze ten nie calkiem najbiedniejszy pleb bedzie bronil swoich okruchow przed reszta glodnego plebu. Dzieki przepisom o rzekomej ochronie dzieci nasi synowie beda trzymani daleko od rodzicow; w rodzinie bedzie malo wiezi.
    Zastanawia mnie jedno- co bedzie sie dzialo z odebranymi dziecmi. Co wlasciwie jeszcze sie kryje pod ta sztuczna troska o nasze pociechy (oprocz oczywiscie podstawowego celu-rozbicia rodziny). Kasa od bogatych rodzin zastepczych? Indoktrynacja na poslusznych obywateli naszych synow (wzor Hitlera)? Handel organami (to handel jak wszystkie inne)? Kazdego roku gina tysiace dzieci- w telewizji naglasniane sa tylko pojedyncze przypadki. Moze znikajce dzieci beda sluzyly do rytualow na wyzszych szczeblach? Co bedzie wiedzial rodzic o zabranym dziecku miesiac, rok, dwa lata czy pozniej, skoro oczywiscie te informacje beda zatajone?

  8. Oglądałem wczoraj audycję „Warto rozmawiać” red.Pospieszalskiego i widziałem,że te posłanki PO, które brały udział nie potrafią myśleć logicznie i to one forsują ustawę o przemocy Państwa wobec Rodziny, a podczas dyskusji używały argumentów nielogicznych i starały się nie dopuścić do głosu przeciwników tej ustawy.

    PO na wzór niemieckich Jugendamtów chcą doprowadzić do odbierania dzieci rodzicom pod byle pretekstem przez pracowników socjalnych tzn. powoli wprowadzane są w przepisach prawa niemieckie standardy i przepisy, zamiast dać rodzicom zasiłki na dzieci pozwalające je wychowywać na odpowiednim poziomie .
    Jeżeli jeszcze weźmiemy przymusową likwidację „zerówek” w przedszkolach,a w to miejsce K.Hall wymusza tworzenie klas dla 6-ci0 latków , nawet w nieodpowiednich warunkach, to mamy intencje rządu PO jak na dłoni, bo chodzi o wyhodowanie osobników posłusznych władzy, a do tego muszą byc stworzone odpowiednie instytucje.

    Cała polityka PO nie jest polityką polską i jest chora w każdym aspekcie , co widać na co dzień, poprzez wyprzedaże majątku polskiego w obce ręce, pozbawiając Polaków wpływu na jej prowadzenie, a robiąc z Polaków pariasów we własnym kraju.

    Nasuwa się pytanie – jak długo ta antypolska polityka będzie przez „polski rząd „prowadzona, bo UE przewiduje,ze w 2020 r. w Polsce będzie zatrudnionych tylko 59,2% osób ,spośród zatrudnionych w 2008 r.

  9. więc uważasz że rzeczy żywe nie mogą być niczyją własnością?
    a jeśli nie są to znaczy że może je ktoś zawłaszczyć
    naprawdę ciekawy pogląd

    „Nic na ten świat nie przynosimy i nic ze świata tego wynieść nie możemy” (parafraza – św. Augustyn). Ale traktując to w kategoriach tak zwanej ułomności ludzkiej, łatwiej już mi przyznać że prędzej laptop może być moją własnością, niż dziecko. Co prawda to i tak iluzja, ale bardziej humanitarna. Motto z notki polecam.

    A poza tym, mówisz „jako libertarianin”, co wyklucza możliwość dyskusji. Mów jako człowiek, to może Cię posłucham. Etykietki i ideologie sa wtórne wobec tego, czym jest isota człowieka, warto sobie je aż tak brać do serca? Czasami cieszę się że nie jestem libertarianinem, lewicowcem, członkiem GreenPecae’u, narodowcem, patrotą, konserwatystą, liberałem, komunistą, anarchistą, buddystą, chrześcijaninem, gnostykiem, muzułmaninem, neopoganinem, członkiem Bractwa Kosmicznego Umysłu czy innym tego typu konstruktem myślowym.

  10. Co Pani sądzi o zakazie palenia w miejscach publicznych? To też jakiś spisek?

  11. @Obywatel 12
    a ja jestem libertarianinem, lewicowcem, buddystą,i poganinem, i dobrze mi z tym.

    Pytanie: na jakiej podstawie matka może zobowiązać małe dziecko żeby wróciło wieczorem do domu jeśli nie jest jej własnością?
    a gdy mówi: „to jest moje dziecko” to co ma wtedy na myśli. Czyżby kłamała?

    Dalej. Jeśli istoty żywe nie sa niczyją własnością
    to znaczy że nie należą także do siebie,
    -a więc do kogo należą?

    I jeśli istoty żywe nie są niczyją własnością to znaczy że są wspólna własnością, czyli z że mamy do czynienia z komunizmem, na dodatek w swojej totalitarnej odmianie [ bo są komunizmy wolnościowe i demokratyczne ]

  12. @ Russ: szczerze i z głębi serca nienawidzę palaczy, bo nieraz skutecznie odebrali mi prawo do oddychania świeżym powietrzem (z ich powodu przestałam bywać w kawiarniach i klubach), ale ten zakaz jest kolejną patologią. Państwo wpiernicza się już wszędzie i chce regulować wszystko. O ile jestem w stanie zrozumieć zakaz palenia w kawiarniach czy nawet na przystankach (tego drugiego nie musi regulować prawo, lecz dobre wychowanie, czego palaczom akurat całkowicie brakuje), o tyle zakaz palenia we własnym mieszkaniu to już totalne bestialstwo.

  13. @ Nordzom, link do protestu jest pod wpisem na ten temat na blogu http://waldek1984.info/page/2/
    Myślę, ze trzeba się nadal podpisywać, bo to nie ginie i jest bacznie śledzone przez propagandystów rządu. ja dodatkowo mam zamiar wybrać się do jednego z lokalnych posłów w kilku sprawach i w tej również. Trzeba ruszyć tyłek, bo dalej tak być nie może. Obejrzałam wczoraj program red. Jaworowicz i jestem wstrząśnięta (może za rzadko oglądam), było o pobraniu narządów w prywatnym gabinecie od człowieka, który rzekomo sam się powiesił, to co pokazano w reportażu to zgroza. Czy ktoś słyszał, że prokurator nie informując rodziny (która twierdzi, że człowiek nie mógł popełnić samobójstwa) daje błyskawiczną zgodę na pobranie narządów, jednocześnie pozwala na zniszczenie ubrania denata, a rodzina widzi ciało uszminkowane dopiero w trumnie ? Uprawniony przez Min. Zdrowia lekarz pobiera narządy we własnym gabinecie, nie w szpitalu ! Przecież to o włos od handlu narządami. Co to za prawo w naszym kraju i dla kogo. Drugi reportaż był o deweloperach z góry zakładających,że budują tylko po to by ograbić ludzi, a ci zostają bez mieszkań i pieniędzy. Sprawy ciągną się latami, kolejni posłowie w programie u Jaworowicz obiecują zmiany w ustawach i nic się nie dzieje, dalej działa prawo upadłościowe z lat 30tych ub.wieku. Sorry, że tak się rozpisałam, ale prawo w Polsce jest po to by gnębić maluczkich i czas się temu przeciwstawić.

  14. @Baria wyobraz sobie za rzad wloski uchwalil, ze teraz trzeba miec adnotacje w dowodach osobistych odnosnie darowania organow. Brak adnotacji bedzie oznaczal ZGODE na pobieranie organow, jesli ktos nie chce ich darowac musi miec adnotacje w dowodzie sporzadzana w urzedzie miasta. To skandal!!! Obdarli ludzi z rzeczy materialnych, teraz obdzieraja nas z naszego wlasnego miesa. Piszesz ze jestes wstrzasnieta; ja tez bylam jak zaczelam szukac informacji na ten temat. Ludzie mysla ze pobiera sie organy z martwych cial, to nieprawda! Ciala musza byc zywe. Przepisy okreslajace stan w ktorym mozna pobierac organy sa tak sformulowane aby nikt sie nie domyslil ze osoba jest zyjaca (bijace serce). Zaklada sie worek na glowe osobie (aby nie widziec przerazenia…) i pobiera orany „na zywo”…Ludzie w dobrzej wierze dja zgode na pobor organow nie wiedzac jak naprawde to wyglada i jaki przemysl sie za tym kryje. Chce dodac, ze dzieje sie na skale szersza niz myslimy i na jednym organie sluzba zdrowia zarabia nawet 400tys euro w bogatszych krajach.

  15. I jeśli istoty żywe nie są niczyją własnością to znaczy że są wspólna własnością, czyli z że mamy do czynienia z komunizmem, na dodatek w swojej totalitarnej odmianie [ bo są komunizmy wolnościowe i demokratyczne ]

    Odnoszę wrażenie że nie rozmawiam z Tobą, tylko z etykietkami które ktoś wrzucił Ci do mózgu. Na domiar złego Ty, zamiast uważać to za ograniczające Twoją mentalną wolność, filtrujesz wszystkie treści przez te określenia, które są przecież wtórne wobec Ciebie. Wyciągasz proste sylogizmy na zasadzie kojarzenia pojęć z tym, co kojarzy się z etykietką. „Komunizm” to dla libertarianina kumulacja „zła”, nie od dziś to wiadomo. Gdybyś nie uważał się za libertarianina, nie naginałbyś każego przejawu „niczyjej własności” go kolektywnych idei komunizmu, prawda? Bo to, że Twoje wnioskowanie pojęcia komunizmu z pojęcia niczyjej własności jest kulawe, to widać jak na dłoni. O co Ci więc tak naprawdę chodzi, że bronisz się przed argumentami i sięgasz od razu po wielką artylerię typu „totalitaryzm”?

    Pytanie: na jakiej podstawie matka może zobowiązać małe dziecko żeby wróciło wieczorem do domu jeśli nie jest jej własnością?

    Jeśli jesteś też „buddystą” a na domiar „lewicowcem” to Twoje filozofie trochę się ze sobą nie zgadzają u podstaw. Ale OK, rozważmy to z czysto świeckiego punktu widzenia:

    Matka może zobowiązać swoje dziecko do powrotu do domu, opierając się na autorytecie który u dziecka posiada. Dziecko ufa swoim rodzicom, gdyż ci zapracowali sobie u niego na szacunek, między innymi postępując wobec niego konsekwentnie i nie stosując wobec niego kar cielesnych, które są przejawem zwykłej słabości ludzkiej. Jeśli dziecko rodzicom ufa to nie będzie miało problemów z tym, by na ich prośbę wrócić wieczorem do domu. Rodzice opiekują się dzieckiem, ponieważ przepisy gwarantują im PRAWO do tego, to znaczy prawo do OPIEKI nad nim (zwracam uwagę na ważne słowa-klucze: nigdzie tam nie jest napisane, że rodzice posiadają akt własności dziecka). Opiekują się nim, ponieważ chcą to robić. Zapewniają dziecku byt i wychowują je tak, aby rozumiało ono, że pewne zakazy i nakazy są do pewnego momentu potrzebne. Ten moment to usamodzielnienie się, dojrzałość psychiczna, zdolność do obrony własnych racji (do czego dziecko rzecz jasna powinno się zachęcać od małego, ale to już detal).

    a gdy mówi: “to jest moje dziecko” to co ma wtedy na myśli. Czyżby kłamała?

    Powiedziałeś kiedyś o dziewczynie „to jest moja dziewczyna”? Albo o żonie „to jest moja żona”? Czy uważasz że stała się przez to Twoją własnością? Co innego obiegowe zwroty o cokolwiek niesłusznej zresztą, ale kulturowo uwarunkowanej podstawie, co innego faktyczne znaczenie. Owszem, cżłowiek Zachodu chce wszystko zawłaszczać, bo cierpi na manię posiadania. Czy to znaczy, że innych ludzi można traktować jak chłopi traktują grunty rolne? Gdybym posługiwał się Twoim sposobem rozumowania i wnioskowania, powiedziałbym że podobne poglądy do Ciebie głosili zwolennicy niewolnictwa. I ty byś zakrzyknął, że „demagogia”, że „nieprawda”, że „popadam w skrajności” i że chcę Ci pojechać ad personam. Oczywiście nadal nie zauważyłbyś, że Ty sam, w podobny sposób wysnuwasz gdzieś spomiędzy wierszy widmo totalitarnego „komunizmu”, które jak wiadomo krąży po Europie i nawiedza koszmary każdego zdrowego wolnościowca.

  16. A żeby nie było wątpliwości: to, że dzieci nie są „niczyją” własnością, nie oznacza, że nie są własnością samych siebie. Może trzeba mi to było napisać na początku, ale przyznaję, wydawało mi się, że każdy myślący człowiek może zgodnie z pomocą zwykłej logiki dojść do takiego wniosku. Poza tym, potwornie nie chciałem używać w ogóle pojęcia „własności”, ale Zee tak narzucił je dyskusji że nie dało się go ominąć. Nie chciałem więc pisać: „to oczywiste dla mnie że dzieci są własnością siebie samych”, bo wtedy musiałbym użyć tego terminu, którego wolę nie używać. Jeśli jednak coś byłoby niejasne, to myślę że teraz wyjaśniłem.

  17. Nigdy w życiu nie spotkałam się z przekonaniem, że dziecko jest własnością rodziców. Czegoś takiego nie ma nigdzie, ani w Biblii ani w prawie cywilnym.

    Jeśli istoty żywe nie sa niczyją własnością
    to znaczy że nie należą także do siebie,
    -a więc do kogo należą?

    A to już prawdziwe kuriozum. Kto powiedział lub gdzie jest to zapisane, że wszystko musi należeć do kogoś? Wszystko co jest można ukraść lub wziąć do niewoli, ale to raczej patologia, a nie norma.

    I najważniejsze: po jaką cholerę na siłę przyklejać sobie etykietki? Po to, żeby mieć pretekst do rezygnacji z myślenia?

  18. @21 Astromaria

    A to już prawdziwe kuriozum. Kto powiedział lub gdzie jest to zapisane, że wszystko musi należeć do kogoś? Wszystko co jest można ukraść lub wziąć do niewoli, ale to raczej patologia, a nie norma.

    – tego nie napisałem „że wszystko musi należeć do kogoś”
    napisałem jedynie że człowiek należy do siebie, i co z tego wynika jest swoją własnością, dzieci natomiast są własnością rodziców, dopóki nie dorosną/staną się samodzielne [ taki był sens mojej wypowiedzi ]

    nie znoszę etykietek, Obywatel mi tu przykleja jakieś etykietki, a ja z trochę przekory zgodziłem się
    ———-
    czy prawa własności mają sens czy nie i czy mogą pomóc rozwiązywać pewne problemy
    proszę wrócić do wpisu numer 17

    „o pobraniu narządów w prywatnym gabinecie od człowieka…”
    -mówię o świecie rzeczywistym, w którym teraz żyjemy

  19. nie znoszę etykietek, Obywatel mi tu przykleja jakieś etykietki

    Nie ja określiłem że będę cośtam mówić „jako libertarianin”, więc nie odwracaj kota ogonem.

    Kwestia narządów nie była przez nas poruszana chyba. Tylko Baria o tym wspomniała, ale nie w odniesieniu do naszej dyskusji.

  20. Przepraszam że wtrącę się do dyskusji.
    Nie lepiej wprost zaznaczyć własne zdanie albo napisać, że coś może wywołać taki a nie inny wniosek u innych osób? A zadawanie retorycznych pytań może przynieść efekt jak sugerowanie wypowiedzią jedynie słusznej odpowiedzi (filtr słuchacza), którą na dodatek sami sugerujemy w następnym zdaniu :). Efekt jak widać jest odwrotny i spór gotowy.
    Na tym tle, jak mi się wydaje, powstaje dużo nieporozumień.
    Pozdrawiam Was.

  21. @Obywatel
    oczywiście że używanie nazw nie stwarza to dla mnie problemów, i nie widzę powodów żeby ich unikać a gdy istnieje taka potrzeba po prostu używam ich ponieważ mogą ułatwić porozumienie [ w tym wypadku okazało się że nie ]

    nawiązanie do wpisu 17. Baria
    nie było skierowane specjalnie do Ciebie i Astromari, po prostu chciałem pokazać że wskazanie praw własności ułatwia życie ludzkie, tu ciało człowieka należało by prawdopodobnie do jego rodziny [ „było jego własnocią”]
    tak samo jak określenie że dzieci są własnością rodziców rozwiazało by problem
    o którym wpis mówi
    Uwaga bo tu czuję obawę, posiadanie czegoś/kogoś na własność nie znaczy że możemy robić z tym kimś/czymś co tylko nam się podoba

    ps
    sympatyczny filmik
    http://www.jonathangullible.com/mmedia/intro_polish_10-04-2007.swf

  22. Więc nie używałbym tu słowa „własność”, gdyż ono sugeruje właśnie, że możesz z posiadaną rzeczą zrobić co chcesz. Własność to posiadanie, a posiadanie to władza. Władza absolutna. Ja w ogóle sie nie odnoszę do tej filozofii „własności”, nawet do „własności samego siebie”. Esencją wewnętrznej wolności jest to, że człowiek staje się samoświadomy – wtedy żadne kryteria „własności” nie są mu potrzebne. Filmik sympatyczny, ale gdybym ja to miał przedstawiać, nie użyłbym tak nacechowanych zwrotów. Ja bym powiedział, że wszystko, co jest na tym świecie (idzie o to wszystko, co przemija) otrzymujemy niejako w dzierżawę (nie od państw, ani polityków, lecz od kosmosu jako takiego). Ale tu by trzeba już rozwijać filozofię zdecydowanie nie świecką i zdecydowanie nie religijną, a nie chcę w sumie odchodzić od tematu.

    Dla mnie nie istnieje taka konstrukcja jak „posiadanie kogoś na własność” i tyle. Postuluję o nazywanie tego inaczej. Toczymy tylko pozornie spór o „nazewnictwo”. W języku, jak wiemy, zawiera się kulturowy i mentalny obraz świata jednostki. Myśli ona przez pryzmat języka. Tak więc każdy taki spór „o język” staje się tak naprawdę sporem o uniwersalia, niestety.

  23. Do Obywatela
    _______________

    Wyobraź sobie ,ze człowiek ma wolną wolę, to wtedy odpowiesz sobie na pytanie, czy dzieci mogą byc czyjąś własnością – co innego znaczy wychowywać, a co innego posiadać.

  24. Nie rozumiem o co Ci chodzi. Przecież ja uważam, że nie moga być niczyją własnością. Sam podkreślałem że wychowywać i opiekować się to nie to, co posiadać.

    Czyżbyś nie przeczytał uważnie tego, co napisałem? A może pomieszałeś moje wypowiedzi z wypowiedziami Zee?

Nie mam żadnego wpływu na to, że komentarze stałych bywalców bloga lądują w moderacji! Proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.