Jak mój kot wyleczył mnie z migreny

Koty to magiczne stworzenia. Mój jest jeszcze kocim dzieckiem (ma niecałe 5 miesięcy), ale już wykazał się zdolnością leczenia.

Z soboty na niedzielę dostałam napadu migreny, bolała mnie lewa połowa głowy i było mi trochę niedobrze. Położyłam się na plecach z myślą, że pewnie czekają mnie jakieś trzy dni złego samopoczucia, co oczywiście wcale mi się nie podobało. Kiedy tak leżałam mój kot wskoczył na łóżko i zamiast położyć się jak zwykle w nogach przewędrował w stronę mojej głowy, obwąchał mnie mrucząc, po czym położył się tak, że jego brzuszek znalazł się na moim czole, po lewej stronie i spokojnie zasnął. Nigdy wcześniej (ani później) nie kładł się w ten sposób. Zawsze układał się jakieś 5-10 cm od poduszki, nie dotykając mnie. Tym razem leżał na mojej głowie, bardzo głośno mruczał i chyba spał. Zrobił się ciepły i grzał mnie jak piec. Normalnie jego futerko nie wypuszcza ciepła na zewnątrz (kiedy się go głaszcze wydaje się chłodny). Poleżał tak bez ruchu chyba z godzinę, po czym wstał i położył się obok poduszki. A mnie przestała boleć głowa!!! Prawdziwy kot-cudotwórca.

56 myśli nt. „Jak mój kot wyleczył mnie z migreny

  1. Niedawno na Jutubie widziałam kotkę, która adoptowała całą rodzinę wiewiórek, takich szarych, amerykańskich.

  2. Astromaria! Odkrylam dzis ta nastepna Twoja strone i nie dosc , ze znowu tu jest tyle o ubostwianych tez przeze mnie kotach, bo to mnie przyciaglo, ale rowniez ten filmik , przez ktory trafilam na Twoj blog !
    Ktos wyslal na Nasza Klase linka z tym Hitlerkiem i zaczelam sie juz dobrze bawic z tej satyry, kiedy uslyszalam o kroplach MMS i o „Astromarii”, ktora ma gdzies altorytety ! Ciekawosc mnie zzerala, kto ma odwage w tych parszywych czasach, az tak sie wyrazac o „niepodwazalnej” wiedzy.
    O kroplach MMS wiedzialam juz wczesniej i dlatego czulam, ze to nie sa jakies prostackie zarty, tylko prawda.
    Tak ten niby „przypadek” skierowal mnie na Twoj blog , a kiedy jeszcze odkrylam w nim Twoje kocie strony i zdjecia kotow, to wrocil do mnie znowu duch przetrwania i walki.
    Mam cztery takie mruczace futerka i dzieki ich pomocy i swiadomosci boskiego istnienia zdolalam z nimi przezyc te niebezpiecznie pokrecone czasy.
    Moge tylko potwierdzic opisane tu zbawienne dla ludzi dzialanie kotow, bo mnie tez pomogly przetrwac rozne ciezkie chwile w moich ciezkich zalamaniach nerwowych.
    Teraz tez mi pomagaja , bo chociaz mnie na sanatorium nie stac, ale gdyby, to bym i tak nigdzie nie pojechala, bo mam czterech sprawdzonych , mruczacych lekarzy przy sobie .

    Pies „mojego” pana tez sie z kotami bardzo dobrze rozumie i nawet ten najwiekszy dzikus nie tolerujacy zadnego czlowieka oprocz mnie, wcale sie go nie boi.

  3. @ Poganka: dziś mnie mruczące futerka wkurzyły, a zwłaszcza jedno, rude i wredne, bo wyspało się grubo przed świtem i uznało, że skoro ono nie śpi, to inni też nie powinni. Wysłuchałam więc długiego koncertu miauczenia w ciemności, a potem łomotu spadających kolejno na podłogę drobnych przedmiotów, takich jak długopis, łyżeczka i pilot od telewizora. Było też głośne drapanie i dobijanie się do spiżarni. Kto nie ma kotów, ten nie wie, że to strasznie cwane bestie, które wiedzą, jak skutecznie obudzić śpiącego – najlepiej działa zrzucanie drobnych, ale brzęczących rzeczy na podłogę. Robiła to nasza poprzednia Kicia i robi to Rudolf. Kicia zaczynała delikatnie: najpierw spadała gumka do ołówka. Jak nie pomogło, to spadał ołówek. Potem metalowy długopis lub linijka, a na końcu cały kubek z przyborami do pisania lub piórnik. Kochane futrzaki, wrrrr….

Proszę się nie awanturować z powodu moderacji - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s