Wojna w tobie

To, co poniżej jest fragmentem książki mojego ulubionego autora, Thorwada Dethlefsena, niemieckiego ezoteryka. Ten pisarz totalnie przeorał i wywrócił do góry nogami mój sposób myślenia i widzenia świata, a jego mała książeczka „Przeznaczenie twoją szansą” stała się dla mnie objawieniem. Za inspirację dziękuję zenforest (z którą wymieniłyśmy się tekstami).

Jeszcze jeden, tym razem ezoteryczny, dowód na to, że szczepienia nie są dobre. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni…

Ten tekst jest też jakby alegorią tego, co obecnie dzieje się na świecie. Żyjemy w świecie permanentnego konfliktu, w którym praktycznie wszyscy są przeciw wszystkim. Świat jest jak żywy organizm. Albo zintegruje te konflikty i pokona stany zapalne, albo choroba go pokona i umrze. Najgorszą rzeczą, jaką świat może zrobić jest przyjęcie szczepionki przeciwko chorobie, jaka go toczy. Tą szczepionką będzie pokonanie wszelkich konfliktów poprzez nałożenie na ludzkość totalnej kontroli, rozbrojenie obywateli i chemiczno-elektroniczne pozbawienie ich wrodzonej agresywności. Pacjent może i przeżyje tę kurację, ale stanie się totalnie autystyczny.

Jak na górze, tak na dole. Jesteśmy jednością. Napiszę o tym więcej już niedługo.

Uwaga!!! Ostrzegam!!! Racjonalistom odradzam czytanie tego tekstu, bo „antynaukowe herezje” w nim zawarte mogą im zaszkodzić lub doprowadzić ich do szału.

Thorwad Dethlefsen – Poprzez chorobę do samopoznania

Biegunowość naszej świadomości bezustannie stawia nas, ludzi, w sytuacji konfliktowej, zmuszając do dokony­wania wyboru spośród dwóch możliwości. Stale musimy się na coś decydować, rezygnować z jednej możliwości na rzecz innej. Wciąż więc czegoś nam brak, wciąż czujemy pewien dyskomfort psychiczny. Szczęśliwy ten, kto potrafi zaakcep­tować konfliktowość ludzkiej egzystencji. Większość z nas bowiem skłonna jest wierzyć, że niedostrzeganie konfliktu jest tożsame z jego nieistnieniem. Z podobną naiwnością małe dzieci wierzą, że wystarczy zamknąć oczy, by stać się niewidzialnym. Konflikty jednak istnieją zawsze, niezależ­nie od tego, czy ktoś je dostrzega, czy nie. Kto nie jest gotów uznać tego faktu, przeanalizować konfliktu i starać się znaleźć jakieś rozwiązanie, prędzej czy później odczuje to na własnym ciele. Konflikty przybiorą formę zapalenia. Każda infekcja to zmaterializowany konflikt. Unikanie konfliktu na poziomie duszy (z wszystkimi jego przykrościami i niebez­pieczeństwami) odbija się na poziomie ciała w postaci zapalenia.

Prześledźmy ten proces na trzech wspomnianych już płaszczyznach, którymi są: zapalenie-konflikt-wojna:

1. Impuls: Zarazki wnikają do organizmu. Mogą to być bakterie, wirusy lub trucizny (toksyny). Wnikanie to nie tyle jest zależne od obecności zarazków – jak sądzi wielu laików – ile raczej od gotowości naszego organizmu do ich przyjęcia. W medycynie nazywa się to słabą odpornością. Problem infekcji nie sprowadza się – jak uważają fanatycy sterylności – do obecności zarazków, lecz do umiejętności współżycia z nimi. Stwierdzenie to można odnieść niemal dosłownie do obszaru świadomości. Nie chodzi przecież o to, by człowiek żył w świecie bez problemów i konfliktów, lecz by umiał żyć z konfliktami. Nie trzeba chyba dłużej uzasadniać, że system odpornościowy jest sterowany przez naszą psychikę, skoro nawet naukowcy coraz dogłębniej zajmują się ostatnio tym zagadnieniem (badania nad stre­sem itp.).

Znacznie ciekawsze jednak jest uważne obserwowanie tych zależności na przykładzie samego siebie. Kto nie chce otworzyć własnej świadomości na konflikt, który by go bardzo zdenerwował, musi otworzyć swoje ciało na zarazki. Lokują się one w słabych punktach organizmu, nazywanych po łacinie loci minoris resistentiae, czyli miejscami o osłabio­nej odporności, uważanymi przez medycynę klasyczną za wrodzone albo dziedziczne. Medycyna klasyczna sprowa­dza podatność pewnych organów na zapalenie do wrodzo­nej słabości tych organów, co pozornie uniemożliwia dalszą interpretację zjawiska. Psychosomatyka natomiast wskazu­je nie od dziś, że określonym grupom problemów od­powiadają określone organy, przez co jednak popada ona w sprzeczność z głoszoną przez medycynę klasyczną teorią miejsc o zmniejszonej odporności.

Ową pozorną sprzeczność bez trudu obalimy, jeśli spojrzymy na to zagadnienie z trzeciego punktu widzenia. Ciało jest zmaterializowanym odzwierciedleniem naszej świadomości, podobnie jak dom jest zmaterializowanym odzwierciedleniem idei architekta. Idea i jej kształt material­ny odpowiadają sobie wzajemnie, tak jak fotografia od­powiada negatywowi, nie będąc jednak tym samym. I tak każda część ciała i każdy narząd odpowiadają określonej treści psychicznej, określonemu stanowi emocjonalnemu i określonemu kręgowi problemów (na tych analogiach zasadza się fizjonomika, bioenergetyka, techniki masażu psychicznego i inne).

Człowiek ucieleśnia pewien stan świadomości, będący w danym momencie życia odzwierciedleniem jego dotychczasowych doświadczeń. Przynosi ze sobą na świat okreś­lony wzorzec problemów, których stopniowe rozwiązywanie i pokonywanie będzie kształtowało jego los, gdyż los = charakter + czas. Charakter ani nie jest dziedziczny, ani też kształtowany przez otoczenie, jest on „przynoszony” – jest wyrazem świadomości, którą ucieleśnia.

Ów stan świadomości ze specyficznymi układami prob­lemów i zadaniami życiowymi jest tym, co astrologia, na przykład, przedstawia symbolicznie w horoskopie. (Bliżej na ten temat w książce pt. Przeznaczenie twoją szansą). Skoro jednak ciało jest zmaterializowanym odzwiercied­leniem świadomości, również w ciele znajduje odbicie okreś­lony układ problemów. Oznacza to między innymi, że pewne grupy problemów mają swój cielesny czy też or­ganiczny odpowiednik w podatności na choroby. Z wiedzy tej korzysta na przykład irydodiagnostyka, nie uwzględ­niająca jednak ewentualnej korelacji psychologicznej.

Miejscem o zmniejszonej odporności jest ten narząd, który musi przejąć na siebie proces zdobywania doświad­czeń wtedy, gdy człowiek nie rozpracowuje w swej świadomości problemu psychicznego odpowiadającego danemu narządowi. W dalszym ciągu książki wyjaśnimy stopniowo, jaki organ odpowiada jakiemu problemowi. Kto się z tym zapozna, spojrzy na procesy chorobowe z całkiem innego punktu widzenia niż ci, którzy uparcie trzymają się przyczynowego sposobu myślenia.

Prześledźmy przebieg zapalenia, nie wskazując na razie dokładnie jego lokalizacji. W fazie pierwszej (impuls) zara­zki wnikają do organizmu. W sferze psychicznej odpowiada to sytuacji, gdy stajemy w obliczu jakiegoś problemu. Impuls, z którym dotychczas się nie zetknęliśmy, pokonuje system obronny naszej świadomości i rozdrażnia nas. Wznie­ca napięcie między biegunami, które to napięcie odczuwamy teraz świadomie jako konflikt. Jeśli nasz psychiczny system obronny funkcjonuje bardzo dobrze, impuls nie dosięgnie naszej nadświadomości – jesteśmy uodpornieni na jego wyzwanie, a tym samym na doświadczenie i rozwój.

W tym wypadku również mamy, zgodnie z zasadą biegunowości, dwie możliwości. Jeśli zrezygnujemy z obro­ny w obszarze świadomości, zachowamy odporność or­ganizmu, jeśli zaś nasza świadomość będzie odporna na nowe impulsy, organizm będzie gotów do przyjęcia zaraz­ków. Nie unikniemy zarażenia, możemy jedynie wybrać obszar, w którym ono nastąpi. Przenosząc to rozumowanie na warunki wojenne, powiedzielibyśmy, że pierwszej fazie – impuls – odpowiada wtargnięcie wroga do kraju (naruszenie granic). Tego rodzaju atak kieruje oczywiście całą uwagę polityczną i militarną na wrogich intruzów. Wszyscy wykazują wzmożoną aktywność, całą swoją ener­gię ukierunkowując na ten nowy dla nich problem, mobili­zują wojsko, poszukują sprzymierzeńców – krótko mó­wiąc: koncentrują uwagę na ognisku niepokojów. Takie działania naszego organizmu to:

2. Faza wysięku: Zarazki już się zagnieździły i tworzą ognisko zapalne. Ze wszystkich stron napływa płyn tkan­kowy, odczuwamy obrzmienie tkanki i towarzyszące temu najczęściej napięcie. W przypadku konfliktu psychicznego również wzrasta napięcie. Całą swoją uwagę skupiamy na nowym problemie, nie potrafimy już myśleć o niczym innym, prześladuje on nas dzień i noc, nie jesteśmy w stanie o niczym innym mówić, wszystkie nasze myśli krążą bez­ustannie wokół tej jednej sprawy. W taki oto sposób konflikt pochłania całą naszą energię psychiczną. Żywimy go, roz­dymamy, aż staje się gigantyczny niczym góra, której nie jesteśmy w stanie pokonać. Konflikt zmobilizował i zaan­gażował wszystkie nasze siły psychiczne.

3. Reakcja obronna: Pod wpływem zarazków (= anty­genów) organizm wytwarza specyficzne przeciwciała (w krwi i szpiku kostnym). Limfocyty i granulocyty tworzą wokół zarazków tak zwany wał granulocytowy, a makrofagi zaczynają pożerać zarazki. Toczy się więc wojna w obszarze ciała. Wróg zostaje otoczony i zaatakowany. Jeśli nie uda się rozwiązać konfliktu na płaszczyźnie lokalnej (wojna ograniczona), następuje powszechna mobilizacja. Cały naród bierze udział w wojnie, poświęcając temu wszystkie swoje siły.

4. Gorączka: Atak sił obronnych niszczy zarazki, a uwalniające się przy tym trucizny (toksyny) wywołują reakcję w postaci gorączki. Na lokalne zapalenie organizm odpowiada podwyższoną temperaturą ciała. Z każdym stopniem podwaja się wskaźnik przemiany materii, a więc nietrudno zorientować się, w jakiej mierze gorączka nasila procesy obronne organizmu. Dlatego też zwykło się mówić, że gorączka jest zdrowa. Istnieje więc współzależność mię­dzy wysokością temperatury a tempem przebiegu choroby. Dlatego można spokojnie ograniczyć przyjmowanie środ­ków obniżających temperaturę do granicy nie zagrażającej życiu i nie zbijać temperatury gwałtownie za każdym razem, gdy wzrasta.

Jeśli chodzi o sferę psychiczną, konflikt w tej fazie absorbuje nas bez reszty i pochłania całą naszą energię. Analogie między podwyższoną temperaturą naszego ciała a podnieceniem psychicznym są tak wyraźne, że znajdują odzwierciedlenie w naszym języku. Mówimy na przykład o gorączkowym oczekiwaniu, o gorączce poszukiwań, o gorą­czkowaniu się. […] Nie tylko bowiem gorączka jest zdrowa, jeszcze zdrowsza jest konfrontacja z konfliktami. Mimo to panuje powszechna tendencja, by w miarę możliwości dusić w zarodku i gorączkę, i konflikty oraz duma umiejętności tłumienia (gdybyż tylko to tłumie­nie nie sprawiało tyle radości!).

5. Powolne opadanie gorączki (rozwiązanie): Załóżmy, że siły obronne naszego organizmu okazały się skuteczne – odparły obce ciała, częściowo je wchłonęły, i w efekcie następuje rozpad przeciwciał i zarazków, czego skutkiem jest żółta ropa (straty po obu stronach!). Zarazki w zmienio­nej, osłabionej formie opuszczają nasze ciało. Ale i w nim zaszły pewne zmiany, gdyż teraz posiada ono: a) informację o zarazkach, co nazywa się „odpornością nabytą lub swoistą”, b) jego siły obronne przeszły trening, przez co wzmocniły się – jest to „odporność nieswoista”. Przeno­sząc to na sferę militarną, moglibyśmy powiedzieć, że jest to zwycięstwo jednej strony przy stratach poniesionych przez obie. Zwycięzca wychodzi jednak z konfrontacji wzmoc­niony, gdyż dostosował się do przeciwnika, poznał go i w przyszłości może na niego odpowiednio zareagować.

6. Śmierć: Może się jednak zdarzyć, że zwycięstwo odniosą zarazki, co prowadzi do śmierci pacjenta. Fakt, że uznajemy taki wynik za mniej korzystne rozwiązanie, wyni­ka jedynie z naszego subiektywizmu. To tak jak w piłce nożnej – wszystko zależy od tego, z którą drużyną się identyfikujemy. Zwycięstwo to zwycięstwo, niezależnie od tego, która strona je odniesie – w tym wypadku też następuje koniec wojny. Radość i tym razem jest ogromna, tyle, że po stronie „przeciwnika”…

7. Stan chroniczny: Jeśli żadnej ze stron nie uda się rozwiązać konfliktu po swojej myśli, następuje kompromis między zarazkami a siłami obronnymi organizmu. Zarazki pozostają w naszym organizmie, nie odnosząc jednak zwycięstwa, co oznaczałoby śmierć, ale i nie zostają pokona­ne (wyzdrowienie w sensie restitutio ad integrum). Wytwarza się stan chroniczny, którego symptomami jest stale podwyż­szona liczba limfocytów i granulocytów, przeciwciał, lekko podwyższony opad i nieznacznie podwyższona temperatu­ra. Taka sytuacja powoduje, że w naszym ciele tworzy się ognisko wiążące energię potrzebną organizmowi. Pacjent czuje się zmęczony, apatyczny, bierny, niezdolny do działa­nia. Nie jest chory, ale i nie jest całkiem zdrów – jest to sytuacja, kiedy nie toczy się co prawda wojna, ale i nie ma pokoju, panuje kompromis, ale zgniły, jak wszystkie kom­promisy tego świata. Kompromis jest wzniosłym celem tchórzy, ludzi „letnich” (Jezus mówi: „Chciałbym ich wypluć z moich ust. Niech będą gorący albo zimni”), którzy niezmiennie boją się konsekwencji swego działania i wszel­kiej odpowiedzialności. Kompromis jednak nigdy nie stano­wi rozwiązania, gdyż ani nie jest absolutną równowagą między dwoma biegunami, ani też nie przechyla szali na jedną stronę. Kompromis oznacza permanentny zatarg, a co za tym idzie – stagnację. Czyniąc odniesienie do sfery militarnej, możemy porównać to z wojną pozycyjną (por. I wojna światowa), która pochłania energię i materiały, osłabiając lub też paraliżując pozostałe dziedziny życia, jak gospodarka czy kultura.

W sferze psychiki stan chroniczny odpowiada perma­nentnemu konfliktowi. Człowiek tkwi w sytuacji konflik­towej i nie znajduje ani odwagi, ani siły, by podjąć jakąś decyzję. Każda decyzja wymaga ofiar – możemy zrobić tylko jedno albo drugie – a taka perspektywa napawa lękiem. Dlatego wielu ludzi tkwi w samym środku konfliktu, są oni niezdolni dopomóc do zwycięstwa jednemu lub drugiemu biegunowi. Nieustannie roztrząsają problem, jaka decyzja byłaby słuszna, a jaka błędna, nie rozumiejąc, że w abstrakcyjnym sensie nie istnieje pojęcie słuszności i błędu, gdyż aby wreszcie być zdrowym, i tak potrzebujemy obu biegunów, tyle, że nie możemy zrealizować ich równocześ­nie, lecz musimy zacząć od jednego z nich – a więc zdecydujmy się!

Każda decyzja przynosi wyzwolenie. Stan chronicznego konfliktu natomiast wysysa z człowieka energię, co do­prowadza koniec końców do psychicznego zniechęcenia, apatii, rezygnacji. W chwili gdy zdecydujemy się na jedną z możliwości, poczujemy natychmiast przypływ energii. Tak jak nasze ciało z każdej infekcji wychodzi wzmocnione, tak i nasz stan psychiczny poprawia się po każdym konflikcie. Stajemy się bogatsi o nowe informacje, które tak samo jak nabyta odporność ułatwiają nam w przyszłości uporanie się z podobnym problemem.

Każdy konflikt, jaki przeżywamy, uczy nas ponadto lepiej i odważniej konfrontować się z konfliktami w przy­szłości, co odpowiada odporności naszego organizmu. Po­dobnie jak w przypadku naszego ciała, każde rozwiązanie pociąga za sobą ofiary, zwłaszcza po stronie przeciwnej; również decyzje podejmowane w sferze psychicznej wyma­gają ofiar. Nieraz trzeba poświęcić swoje dotychczasowe poglądy, ukochane przyzwyczajenia i zachowania. Ale przecież wszystko, co nowe, z góry niejako zakłada śmierć tego, co stare. Większe ogniska zapalne w organizmie często pozostawiają blizny. W naszej psychice również niekiedy pozostają blizny, które z biegiem lat stają się jakby wspo­mnieniami głębokich przeżyć w naszym życiu.

Kiedyś wszyscy rodzice wiedzieli, że dziecko po przeby­tej chorobie dziecięcej (wszystkie te choroby są chorobami zakaźnymi) uczyniło skok w swym rozwoju albo dojrzewa­niu. Dziecko nie jest już takie samo jak przedtem. Choroba je zmieniła, stało się bardziej dojrzałe. Ale nie tylko choroby wieku dziecięcego powodują, że człowiek staje się bardziej dojrzały. Tak jak ciało z każdej przebytej choroby zakaźnej wychodzi silniejsze, tak i człowiek po każdym przebytym konflikcie staje się dojrzalszy. Bowiem tylko wyzwania, którym musimy stawić czoło, czynią nas silniejszymi i bar­dziej doświadczonymi.

Tak jak ciało z każdej przebytej choroby zakaźnej wychodzi silniejsze, tak i człowiek po każdym przebytym konflikcie staje się dojrzalszy. Bowiem tylko wyzwania, którym musimy stawić czoło, czynią nas silniejszymi i bardziej doświadczonymi. Wszystkie wielkie kultury powstały w efekcie wielkich wyzwań i nawet Darwin sprowadzał rozwój gatunków do pomyślnego przezwyciężenia warunków środowiska (ta uwaga nie oznacza jednak akceptacji darwinizmu!).

„Wojna jest ojcem wszystkich rzeczy”, powiada Heraklit, i ten, kto prawidłowo rozumie tę sentencję, wie, że wyraża ona jedną z najbardziej fundamentalnych mądrości. Wojna, konflikt, napięcie między biegunami dostarczają energii życiowej, gwarantując w ten sposób postęp i rozwój.

Takie stwierdzenia brzmią groźnie i mogą być niewłaściwie odczytane w czasach, gdy wilki przyoblekają się w owczą skórę i w takim przebraniu demonstrują swoją tłumioną agresję jako umiłowanie pokoju.

Celowo porównywaliśmy rozwój stanu zapalnego w naszym organizmie z przebiegiem wojny, gdyż dzięki temu poruszany temat zyskuje ostrość i nie zostanie pobieżnie potraktowany przez czytelnika.

Żyjemy w takiej epoce i w takiej kulturze, które naznaczone są konfliktami i wrogością. Człowiek za wszelką cenę usiłuje uniknąć konfliktów i konfrontacji ze swoimi problemami – nie zauważając przy tym, że takie nastawienie uniemożliwia osiągnięcie wyższego stopnia świadomości.

Wprawdzie człowiek nie jest w stanie w dwubiegunowym świecie uniknąć konfliktów środkami funkcjonalnymi, ale właśnie dlatego usiłowania takie prowadzą do coraz bardziej skomplikowanych przesunięć wybuchów na inne płaszczyzny, których wewnętrznych powiązań trudno nie zauważyć.

Nasz temat, choroba zakaźna, jest na to dobrym przykładem.

Wprawdzie w powyższych rozważaniach traktowaliśmy paralelnie strukturę konfliktu i strukturę zapalenia, aby wypunktować to, co jest w nich wspólne, jednak w organizmie człowieka bardzo rzadko (lub nigdy) przebiegają one równolegle.

Dzieje się raczej tak, że jedna płaszczyzna zastępuje drugą w myśl alternatywy albo-albo. Jeśli jakiemuś impulsowi uda się pokonać siły obronne świadomości, przez co człowiek uświadomi sobie swoją sytuację konfliktową, wówczas naszkicowany wyżej proces przetwarzania konfliktu odbywa się tylko w psychice i z reguły nie dochodzi wtedy do infekcji somatycznej.

Jeśli zaś człowiek nie otworzy się na konflikt i nie uzdrowi go w strefie psychicznej, jeśli odrzuca wszystko, co mogłoby podać w wątpliwość jego sztucznie podtrzymywany zdrowy świat, wówczas konflikt przerzuca się na jego ciało i dochodzi do stanu zapalnego na płaszczyźnie somatycznej.

Zapalenie to konflikt na płaszczyźnie materialnej.

Nie należy zatem popełniać błędu i traktować swoich chorób zakaźnych powierzchownie, aby w efekcie dojść do wniosku, że „nie przeżywałem przecież żadnych konfliktów”.

Właśnie niedostrzeganie konfliktu wywołuje chorobę. Wejrzenie w siebie jednak, poszukiwanie przyczyn wymaga znacznie większego wysiłku niż rzucenie tylko pobieżnego spojrzenia, wymaga absolutnej uczciwości, która naszej psychice stwarza najczęściej podobny dyskomfort jak infekcja naszemu ciału. Właśnie tego dyskomfortu chcemy uniknąć.

To prawda, konflikty zawsze są bolesne – czy to będzie wojna, czy walka wewnętrzna, czy choroba, nie są one niczym ponętnym. Ale nie będziemy tu prowadzić rozważań w kategoriach ładne czy nieładne; skoro raz zgodziliśmy się, że niczego nie jesteśmy w stanie uniknąć. Kto nie pozwoli sobie na eksplozję psychiczną, u tego nastąpi eksplozja w ciele (ropień). Czy w takiej sytuacji można sobie jeszcze stawiać pytanie, co jest ładniejsze albo lepsze? Choroba czyni człowieka uczciwym!

Walka z infekcjami jest walką z konfliktami na płaszczyźnie materialnej.

Uczciwe było w tym wypadku w każdym razie nadanie nazwy broni: antybiotyki. Słowo to składa się z dwóch wyrazów greckich: anti = przeciw i bios =życie. Antybiotyki są więc „substancjami skierowanymi przeciwko życiu” – to się nazywa uczciwość!

Z dwóch względów antybiotyki są wrogie wobec życia. Jeśli przypomnimy sobie to, o czym już mówiliśmy, a mianowicie, że konflikt jest właściwym motorem rozwoju, czyli życia, wszelkie tłumienie konfliktu jest równocześnie zamachem na dynamikę życia jako takiego.
Ale i w węższym, medycznym sensie antybiotyki są wrogie wobec życia.

Zapalenia to stany ostre, w których organizm szybko się oczyszcza, wydalając z ciała toksyny w procesie ropnym.

Jeśli takie procesy oczyszczania się organizmu będą często i na dłuższy czas powstrzymywane antybiotykami, toksyny odłożą się w organizmie (najczęściej w tkance łącznej), co przy powtarzalności tego zjawiska może nawet wyrodzić się w proces nowotworowy.

Powstaje efekt pojemnika na śmieci: pojemnik można albo często opróżniać (infekcja), albo gromadzić śmieci tak długo, aż nastąpią w nich procesy zagrażające całemu domowi (rak).

Antybiotyki są obcymi substancjami, których człowiek nie wypracował własnym trudem, i dlatego pozbawiają go właściwych owoców jego choroby, a mianowicie doświadczenia, jakie zdobywa się w każdej konfrontacji.

Pod tym kątem należałoby również krótko omówić temat „szczepienia”.

Znamy dwa podstawowe rodzaje szczepień: uodpornienie czynne i uodpornienie bierne. Przy uodpornieniu biernym aplikuje się przeciwciała, które zostały wytworzone w innych organizmach.

Tę formę szczepienia stosuje się wtedy, gdy choroba już wystąpiła (np. tetagam przeciw zarazkowi tężca). W sferze psychicznej odpowiadałoby temu przejmowanie gotowych rozwiązań, przykazań i norm moralnych. Człowiek korzysta z cudzej recepty, unikając w ten sposób własnych rozwiązań i doświadczeń. Bardzo wygodna metoda postępowania, która nie jest żadnym postępowaniem, gdyż nie wymaga ani wysiłku, ani aktywności.

Przy uodpornieniu czynnym aplikuje się osłabione zarazki, aby organizm na ich bazie sam wytworzył przeciwciała.

Tę formę stosuje się we wszystkich szczepieniach profilaktycznych, jak na przykład przeciwko chorobie Heinego-Medina, ospie, tężcowi.

W sferze psychicznej odpowiednikiem tej metody jest ćwiczenie rozwiązań konfliktów w niewinnych sytuacjach (w wojsku: manewry), na przykład terapia grupowa, ćwiczenia dydaktyczne. Chodzi o to, by człowiek wyuczył się strategii rozwiązywania konfliktów, którą mógłby zastosować w sytuacji rzeczywistego konfliktu.

Powyższych rozważań nie należy interpretować jako recepty na sposób postępowania. Nie chodzi bowiem o to, „czy człowiek ma się pozwolić zaszczepić, czy nie”, lub „czy nie powinien nigdy stosować antybiotyków”.

Koniec końców jest zupełnie obojętne, co się zrobi, jeśli tylko zrobi się to świadomie! Najważniejsza jest nasza świadomość, a nie wszelkie nakazy czy zakazy.

Wyłania się jeszcze jedna kwestia, ta mianowicie, czy proces chorobowy w naszym organizmie jest w stanie zastąpić proces psychiczny.

Niełatwo na to odpowiedzieć, bo duszę i ciało można traktować odrębnie jedynie w teorii. W rzeczywistości zaś nigdy nie funkcjonują one w oderwaniu od siebie.

Wszystko to, co dzieje się w naszym ciele, znajduje odbicie w naszej świadomości, w psychice. Kiedy uderzamy się młotkiem w palec, mówimy: Boli mnie palec. Nie jest to twierdzenie do końca słuszne, gdyż ból zachodzi wyłącznie w świadomości, a nie w palcu. Ból palca jest jedynie projekcją psychicznego odczuwania przez nas „bólu”.

I właśnie dlatego, że ból jest zjawiskiem zachodzącym w naszej świadomości, możemy na niego rozmaicie wpływać: przez odwrócenie uwagi, hipnozę, narkozę, akupunkturę.

Wszystko, co odczuwamy w czasie procesu chorobowego w naszym ciele, rozgrywa się wyłącznie w naszej świadomości.

Rozróżnienie między objawami „psychicznymi” a „somatycznymi” odnosi się wyłącznie do obszaru projekcji. Jeśli ktoś jest chory z miłości, przerzuca swoje odczucia na coś niecielesnego, a mianowicie miłość, podczas gdy chory na anginę przerzuca je na gardło – cierpią jednak obaj wyłącznie w psychice.

Materia – a więc i ciało – może służyć tylko jako „ekran”, nigdy natomiast nie jest miejscem, w którym problem może zostać rozwiązany. Rozwiązanie może nastąpić tylko w świadomości. I tak każdy proces chorobowy w naszym organizmie jest jedynie symbolicznym przetworzeniem problemu, a wyciągnięte z niego doświadczenia zapładniają naszą świadomość. Dlatego też z każdej choroby człowiek wychodzi bardziej dojrzały.

Między cielesnym a psychicznym rozwiązaniem danego problemu zachodzi określony rytm. Jeżeli nie jesteśmy w stanie rozwiązać jakiegoś problemu w świadomości, wówczas używamy ciała jako materialnego środka pomocniczego.

Nie rozwiązany problem przybiera formę symboliczną.

Doświadczenia, jakie przy tym zdobyliśmy, wracają do naszej psychiki po zakończeniu choroby. Jeśli mimo zdobytych doświadczeń naszej psychice nie uda się uchwycić problemu, wraca on ponownie do naszego ciała, abyśmy mogli zdobyć następne doświadczenia praktyczne. (Nie bez powodu takie pojęcia, jak uchwycić czy sprostać są określeniami bardzo konkretnych postaw naszego ciała!)

Ten proces powtarza się tak długo, aż zgromadzimy wystarczająco dużo doświadczeń, by nasza świadomość ostatecznie zdołała rozwiązać istniejący problem lub konflikt.

Albo – oczywiście, poniesiemy porażkę, uparcie trwając w naszych starych metodach działania. Nasza wewnętrzna wojna, przyczyni się wtedy do ostatecznego zakończenia naszego życia.

Powyższe rozumowanie można zilustrować następującym przykładem:

Uczeń ma się nauczyć liczenia w pamięci.

Dajemy mu pewne zadanie (problem).

Jeśli nie potrafi się z nim uporać w pamięci, dajemy mu do ręki liczydło (materia).

Dokonuje on teraz projekcji problemu na liczydło i dzięki temu jest w stanie go rozwiązać (również w pamięci).

Dajemy mu teraz następne zadanie, które również powinien rozwiązać bez pomocy liczydła.

Jeśli mu się to nie uda – znowu otrzymuje środek pomocniczy.

Powtarzamy tę procedurę tak długo, aż wreszcie uczeń zrezygnuje z liczydła, gdyż wszystkie zadania potrafi wykonać w pamięci.

Liczenie tak czy inaczej zawsze odbywa się w pamięci, nigdy na liczydle, posługiwanie się nim jedynie ułatwia naukę.

Ci uczniowie którzy nie nauczą się liczyć, wypadają z gry i nie awansują do następnej klasy.

Omawiam tę sprawę tak wyczerpująco, ponieważ uzmysłowienie sobie związku między ciałem a duszą prowadzi do wniosku, którego wcale nie uważamy za oczywisty, a mianowicie, że ciało nie jest miejscem, w którym może zostać rozwiązany jakiś problem!

Cała medycyna tymczasem tak właśnie uważa.

Wszyscy, zafascynowani, obserwują to, co dzieje się w ciele człowieka, i usiłują uporać się z chorobami na płaszczyźnie cielesnej (nie biorąc pod uwagę psychiki).

Nic w ten sposób nie wskórają.

To tak, jakbyśmy za każdym razem, gdy uczeń ma trudności ze znalezieniem rozwiązania, przebudowywali liczydło. Człowieczeństwo ma miejsce w świadomości, a odzwierciedla się w ciele.

Nieustanne czyszczenie lustra nie zmieni tego, kto się w nim odbija (daj Boże, aby to było takie proste!).

Powinniśmy zaniechać poszukiwania w lustrze przyczyn i rozwiązań wszystkich odzwierciedlających się w nim problemów, i używać lustra po to tylko, by rozpoznać tam samego siebie.

Podsumowanie:

Infekcja = zmaterializowany konflikt.

Ten, kto ma skłonności do zapaleń, jest człowiekiem starającym się unikać konfliktów.

W przypadku choroby zakaźnej powinniśmy zadać sobie następujące pytania:

1. Jakiego konfliktu w moim życiu nie dostrzegam?
2. Jakiego konfliktu unikam?
3. Jakiego konfliktu nie przyjmuję do wiadomości?

Aby znaleźć istotę konfliktu, należy dokładnie zapoznać się z symboliką zaatakowanego narządu lub części ciała.

———————–

Polecam też tekst: Niebezpieczeństwo i niemoralne tło szczepień, autorstwa lekarza-homeopaty.

43 komentarze do “Wojna w tobie

  1. Bardzo ciekawy tekst…nareszcie zaczynamy dostrzegać, że ciało i duch to pozornie tylko dwie oddzielne rzeczy…bo tak naprawdę, to nie można tego rozdzielać…bardzo ciekawie napisane i te porównania bardzo trafne…
    Niesamowite jest też to, że wszelkie choroby ciała autor wiąże z problemami emocjonalnymi, duchowymi i mniej lub bardziej uświadomionymi konfliktami w nas…
    Zauważyłem, że jeśli zdarzy mi się stres, z którym sobie średnio poradzę, to po kilku dniach mam tzw „przeziębienie”…które nie jest przeziębieniem, ale prawdopodobnie reakcją organizmu na problemy , tak jak to dokładnie opisuje autor tekstu…
    Do mnie ten tekst bardzo trafia, bo wiele lat temu zetknąłem się z filozofią, która de facto opiera się na tym samym co zostało w tym tekście napisane, tylko jakby z innej strony:
    Nasz system energetyczny posiada tzw czakry, centra energetyczne – głównych jest 7, chociaż tych mniejszych wiele tysięcy w naszym ciele energetycznym – czakry kontrolują m.in. właściwości-pewne kosmiczne zasady w nas i związane to jest właśnie z konkretnymi organami w naszym ciele-tzn że jesli jest blokada energetyczna, wówczas ta kosmiczna zasada w nas nie ma możliwości zamanifestowania i wtedy odzwierciedla się w nas jej brak, czyli przeciwieństwo…np wątroba choruje, jeśli dominuje nas gniew i agresja a powinna ona być oazą spokoju w nas…nawet przysłowie powiada, ze komus coś na wątrobie leży, czyli że jest wściekły…:) a np lewy bark, kiedy mamy poczucie winy…kiedy normalnie nie powinniśmy się za wszystko obwiniać
    Ciekawe czy to mapowanie i właściwości pokrywają się z doświadczeniami autora tego tekstu?…bo wspomina on o tym, że pewne konkretne problemy mają swoje odbicie w odpowiadających im narządach…chętnie bym ten tekst poznał w całości…
    Nie wchodząc w szczegóły, generalnie – psychika i nasze wnętrze ma kluczowe znaczenie dla zdrowia naszego ciała…coś mi się zdaje, ze w stopniu o wiele wiele większym, niż można by przypuszczać…:)

  2. Książki nie da się już kupić, ale można ją ściągnąć z sieci, poszukaj googlem. Niestety nie ma w tej wersji obrazków.

  3. Tekst rewelacyjny, odważę się ocenić i komunikuje się pięknie z dyskusją, jaka się wyzwoliła na innym zaprzyjaźnionym blogu w temacie szczepień, między ‚ racjonalistami’ a ‚duchowiakami’,
    zainspirowana tekstem z Twojego bloga Mario.
    Mario, bardzo bym chciała ściągnąć tę książkę. Nie wiem czy potrafię i czy mój komp ma taką ‚możliwość’.
    Mario, pragnę z serca podziękować ci szczególnie za ten tekst.
    Ostatnio mam tak, że na zapotrzebowanie mojego serca i duszy otrzymuję odpowiedź, różnymi kanałami.

  4. 1)Konflikty żadko maja rozwiązanie w postaci albo albo. Najczęściej jest to albo albo albo itd. ……
    2)Kompromisy są zgniłe, to fakt. Nie koniecznie jednak są wynikiem braku decyzji. Zdarza się, że kompromis jest w wyniku decyzji, a brak decyzji to często zakamuflowana decyzja.
    3)Część konfliktów jest pozorna.
    4)Część konfliktów to zasłony dymne dla innych konfliktów.
    5)Wypuszczenie niewyszkolonego żółtodzioba na pole walki, z nastawieniem niech się uczy w ogniu bitwy jest niemoralne w mojej opini (delikatnie mówiąc). Namawianie innych do zaniechania szkoleń tym bardziej.
    6)Choroba może być częścią rozwiązywania konfliktu lub bodźcem do jego rozwiązania.

  5. Całe działania idą w kierunku odwrócenia uwagi społeczeństwa w Polsce od spraw zasadniczych i zajmowanie się przeróżnymi konfliktami, sprawami bytowymi, podrzucanymi celowo społeczeństwu, a w zamiarach osiąganiu swoich celów sprzecznych z celami całego społeczeństwa Polski i całego Świata.
    Nie dajmy sie tym celowym manipulacjom.

  6. @ Eliszka: jest w moim chomiku hasło: dethlefsen

    @ Rungarak:

    1)Konflikty żadko maja rozwiązanie w postaci albo albo. Najczęściej jest to albo albo albo itd. ……

    To nigdy nie jest albo-albo, prawda zawsze leży gdzie indziej, o czym mówi nagłówek tego bloga. Przykład: odejście od religii i rzucenie się w ateizm lub odwrotnie (co kiedyś i mnie się na chwilę przytrafiło) jest przejściem z jednej skrajności w drugą, czyli przerzuceniem się z jednego zniewolenia w drugie. Zamiast miotać się między skrajnościami należy stanąć w środku lub z boku. Nie byłoby pokoju, gdyby nie było wojny. Żeby był pokój, trzeba czasem użyć oręża, a przynajmniej odstraszania.

    5)Wypuszczenie niewyszkolonego żółtodzioba na pole walki, z nastawieniem niech się uczy w ogniu bitwy jest niemoralne w mojej opini (delikatnie mówiąc). Namawianie innych do zaniechania szkoleń tym bardziej.

    Przeczytaj uważnie to:

    „Wojna jest ojcem wszystkich rzeczy”, powiada Heraklit, i ten, kto prawidłowo rozumie tę sentencję, wie, że wyraża ona jedną z najbardziej fundamentalnych mądrości. Wojna, konflikt, napięcie między biegunami dostarczają energii życiowej, gwarantując w ten sposób postęp i rozwój.

    Takie stwierdzenia brzmią groźnie i mogą być niewłaściwie odczytane w czasach, gdy wilki przyoblekają się w owczą skórę i w takim przebraniu demonstrują swoją tłumioną agresję jako umiłowanie pokoju.

    Tu jest napisane: „ten, kto prawidłowo rozumie tę sentencję” i „Takie stwierdzenia brzmią groźnie i mogą być niewłaściwie odczytane”.

    Wyjaśnię to na przykładzie naszego ciała: zastanów się, do czego został stworzony system immunologiczny – czy nie do toczenia WOJNY? Czyż nie toczy on wojny ze wszystkim, co obce, a co chce przeniknąć do naszego organizmu i nim zawładnąć? System immunologiczny powinien uczyć się tego, do czego został powołany: powinien toczyć wojnę od pierwszej chwili życia. Zaczyna jako żółtodziób (zawsze i każdy na początku jest żółtodziobem) i dzięki temu uczy się i mężnieje, jak żołnierz po wielu bitwach. Zwalnianie go z tego obowiązku lub tylko pomaganie mu przy użyciu strzykawki, bo przecież jest żółtodziobem i jeszcze nie umie, powoduje więcej szkody niż pożytku. Co widać wszędzie wokół.

    Unikanie konfliktu (czego z takim zacięciem uczą nas chyba wszystkie religie-manipulantki i panie przedszkolanki oraz nauczycielki) jest fałszywą ścieżką. Gdyby nasz system immunologiczny stał się pokojowy i miłujący, to niestety, bardzo źle by się to dla nas skończyło. Gdyby tacy lekarze jak prof. Majewska czy dr Jaśkowski pokochali swoich wrogów i przestali z nimi walczyć, wtedy wszystkie nasze dzieci zostałyby zatrute rtęcią i stały się autystyczne. Gdybym ja nie wzięła kija i nie pogoniła z tego bloga paru racjonalistycznych psychopatów na usługach koncernów farmaceutycznych, lecz pozwoliła im się tu wyżywać, mogliby namącić ludziom w głowach, a odpowiedzialność za to spadłaby na mnie (że nie zwalczyłam zła w zarodku).

    Oczywiście – nic w przyrodzie nie ginie. Kiedy ich stąd wywaliłam poszli nękać inne blogi o podobnej tematyce i próbowali wykorzystać pokojowe nastawienie ich autorek. Ale mam nadzieję, że w końcu staną się one amazonkami i sięgną po miecze.

    @ Kapol:

    Nie dajmy sie tym celowym manipulacjom.

    No właśnie. Oni wiedzą, że ludzie są stworzeni do toczenia wojen i konfliktów, więc odwracają sprytnie uwagę od tego, co ważne i kierują ją na boczne tory lub napuszczają na siebie (konfliktują) ludzi, żeby się wykrwawili i nie mieli siły walczyć z tym, co naprawdę jest groźne – czyli z nimi.

  7. @astromaria

    „Gdybym ja nie wzięła kija i nie pogoniła z tego bloga paru racjonalistycznych psychopatów na usługach koncernów farmaceutycznych, lecz pozwoliła im się tu wyżywać, mogliby namącić ludziom w głowach, a odpowiedzialność za to spadłaby na mnie (że nie zwalczyłam zła w zarodku).

    Może rzeczywiście wcale nie są to ludzie „szczerze zaniepokojeni wzrostem zabobonu w medycynie”, za jakich się podają, a zwyczajnie są to blogerzy pracujący dla jakiejś korporacji czy jakiegoś lobby. Marketing szeptany nie jest nowością. Ja sobie nie wyobrażam, jak można dzień i noc krążyć po różnych blogach i stronach, zwalczając to, co „nieprawomyślne”, organizować nagonki na takie czy inne blogi, bez jakiejkolwiek gratyfikacji finansowej. Cokolwiek dziwne hobby.

    I rzeczywiście sprawiają wrażenie psychopatów. Już od pierwszego kontaktu. Rzuca się w oczy bezkompromisowe dążenie do celu, opluwanie ludzi, i zupełny chłód emocjonalny. Klasyczni psychopaci.

  8. Hmm, inaczej spojrzałem po tym tekście na mój ból gardła. Nie będzie dzisiaj na noc polopirynki. Może nawet zwizualizuję jakąś walkę z chorobą. Ostatni raz coś takiego robiłem w latach 90.

  9. Są dwie możliwości, jeśli chodzi o tych kolesi – albo mają mentalność moherowych beretów, ale robią w branży racjonalistycznej, albo ktoś im za to płaci. Jeśli to drugie, to niestety, premii nie dostaną, bo spieprzyli robotę, celu nie osiągnęli i jeszcze się zbłaźnili. Ode mnie na dzień dobry dostali ignora na blipie. A – ciekawa sprawa: jak tylko się tam pojawiłam, to natychmiast zostałam wzięta pod obserwację praktycznie wyłącznie przez wrogi obóz. Przyjaciół wynalazłam sama i ich dodałam, a nieprzyjaciele znaleźli mnie. Ale się rozczarowali, bo dostali szlaban. Ja się nie bawię w pyskówki jak na bazarze, jak mam coś do powiedzenia to piszę to na blogu i nie obchodzi mnie, co kto o tym sądzi. To jego sprawa a nie moja.

    No i się przyznam, że po tym co się zadziało po notce o kwasku cytrynowym złapałam katar. Na szczęście przeszedł sam, po 3 dniach.

  10. Thorwald Dethlefsen dorobił jakąś pokrętną filozofię do naturalnych zjawisk zachodzących w naszych organizmach. Więc odsyłam do źródła – czyli odkrycia dr Hamera, które Dethlefsen nieudolnie usiłuje tłumaczyć.

    http://prawda2.info/viewtopic.php?t=9324

  11. „Przeczytaj uważnie to:…”
    przeczytałam i nie podzielam, a może raczej inaczej rozumię. Dawno temu, na forach i grupach dyskusyjnych można było natknąć się na dysusje na różne tematy pomiędzy ludźmi o różnych światopoglądach ale nie zacietrzewionymi. Dyskusje merytoryczne. Dyskutanci toczyli spory przez wiele dni, czasem tygodni. Starannie przygotowywali argumenty, spedzali czas na douczaniu się. I zdarzało się czasem, ze zmieniali zdanie w wyniku takiej syskusji, bo celem nie było wygrac a poznac i zrozumiec. Taki konflitk nieźle kształtował i uczestników i obserwujących. Teraz widze w internenie wojny „plemienne”. Jena grupka na druga i zeby wyszlo na nasze. Jedynym efektem taiej wojny jest produkcja dużej ilosci negatywnych emocji. Tak więc myśle, że żeby walka była owocna to warto najpierw osiągnąć pokój. (Który wcale nie oznacza miłowania wszystkich jak leci) Bedąc w stanie pokoju walczy się o coś, będąc w stanie wojny walczy się przeciwko czemuś.

    „Wyjaśnię to na przykładzie naszego ciała: zastanów się, do czego został stworzony system immunologiczny – czy nie do toczenia WOJNY?”
    Nie, nie do toczenia wojny. System immunologiczny służy do zachowania równowagi pomiędzy tym co wewnętrzne i zewnętrzne. Jesli system immunologiczny jest zbyt wojowniczy to zwraca się przeciwko organizmowi, którego jest częścią.
    Widzisz, jeśli poslesz żółtodzioba na pole bitwy to ma małą szanse stać się weteranem. Jeśli go przygotujesz do bitwy, do ma szanse przezyć i wyciądnąć nauki z doswiadczenia.
    Oczywiście, gdy wytrenujesz maszyne do zabijania, to nie zdziw sie gdy ktoregoś pięknego dnia poderżnie Ci gardło.

    „Przykład: odejście od religii i rzucenie się w ateizm lub odwrotnie (co kiedyś i mnie się na chwilę przytrafiło) jest przejściem z jednej skrajności w drugą, czyli przerzuceniem się z jednego zniewolenia w drugie. Zamiast miotać się między skrajnościami należy stanąć w środku lub z boku.”

    Większość ludzi jest przekonana, że ich poglądy są najbardziej wyważone, ich stanowisko wlaściwe i przemyślane. Skrajni fanatycy to ci inni 🙂
    Dla mnie np. zarówno przeciwnicy jak i zwolennicy szczepionek są jak swoje lustrzane odbicia. Zwłaszcza w sposobie pisania o sobie nawzajem. Ciekawe ile forumowych i youtubowych dyskutantow faktycznie pezastudiowało oryginalne prace naukowe nad szczepionkami.(plus krytyke plus odpowiedź na krytyke)
    W dodatku każda ze stron wierzy, że głosząc swoje i walcząc z przeciwnikami, walczy ze złem i chroni zdrowie i życie dzieci. Każda ze stron wierzy, że przeciwnicy lobbuja na rzecz koncernów farmaceutycznych/szarlatanów.

  12. @Astromario
    Katar jest rozwiązaniem konfliktu „cała ta sprawa mi śmierdzi”.

  13. @ Rungarak: to nie takie proste. Na tym świecie nigdy nie wiadomo, co jest prawdą, a co kłamstwem. Nie wiadomo, kto ma rację, a kto łże, ani nawet kto jest kim. Dziś szczególnie tak się porobiło, że nikomu nie można wierzyć. Ale to ma i dobre strony. Bo każde zło ma dobre strony. Jeśli ludzie stracą zaufanie do autorytetów, wyjdzie im to wyłącznie na zdrowie – może w końcu sami zaczną myśleć.

    Nasz system immunologiczny stoi na straży równowagi. Ale żeby ona mogła trwać, on musi nie raz ostro walczyć. Niestety. Jeśli nie walczy z wrogiem zewnętrznym, wtedy walczy z własnym gospodarzem. I to też jest wynik nieodpowiedzialnego szczepienia.

    Jeśli chodzi o mnie, to zostałam wychowana w kulcie nowoczesnej medycyny, wierzyłam w zbawienność szczepionek i wszystko, co doktory gadają. Jak pierwszy raz przeczytałam, że szczepionki szkodzą, uznałam to za idiotyzm i herezję. Ale jak weszłam w temat, to mi się szeroko oczy otworzyły. Są wręcz wytrzeszczone jak talerze. Dokopałam się też do strasznych informacji o tym, jak niszczeni są lekarze, którzy mają odwagę przeciwstawiać się temu lobby.

    A co dzieje się na forach? Nie wiem, dawno znudziło mi się dyskutowanie na forach, bo przekonałam się, że każdy powtarza tam z uporem wyłącznie to, w co sam wierzy i nie interesuje go to, co mówią inni.

  14. @ GNM: Torwald Dethlefsen jest ezoterykiem i wykłada wiedzę, która istniała tysiące lat przed doktorem Hammerem. Mam wiele szacunku dla doktora Hammera, ale nie róbmy z niego Boga. Bo ścieżek do prawdy jest niezliczona ilość.

  15. ‚Wszystko, co odczuwamy w czasie procesu chorobowego w naszym ciele, rozgrywa się wyłącznie w naszej świadomości’ – bardzo trafne spostrzeżenie!

  16. „No i się przyznam, że po tym co się zadziało po notce o kwasku cytrynowym złapałam katar. Na szczęście przeszedł sam, po 3 dniach.”

    Mnie też rozbolała głowa po kontakcie z tymi „opętańcami”. A jeden z nich w nowym tekście robi antysemitę z dr Jaśkowskiego… Najprostszy sposób na zdyskredytowanie czyichś dokonań.

  17. a może rozwiązanie dylematów jest proste jak drut

    Jakby tak połączyć pokojowo naukę i duchowość, to wyszłoby na dobre ludzkości.
    Bo … życie to duch, a nauka to wiedza, to informacje wykute przez umysł, który należy jakby nie spojrzał do materii.

    Na tym blogu uczestnicy / tak ja przynajmniej odbieram/ w większości uznają za aksjomat prawdę, że my, to ciało i duch.

    Wówczas ‚wojna w tobie’ jest bardziej zrozumiała i do zzakceptowania.

  18. „Człowiek to istota” z gruntu skazana na ryzyko”.
    Porażka mniej mu szkodzi niż pozorne zabezpieczenie
    na wszelkie ewentualności.
    Bóg nie chce poszukiwaczy metafizycznych wyjść awaryjnych,lecz istot dążących do pełni człowieczeństwa
    z pierwiastkiem zmysłowym i ponadzmysłowym.”
    HERBERT FRITSCHE
    Roz.IX z ksiazki Thorwalda Dethlelefsena”Przeznaczenie twoją szansa”
    ——————————————-
    Pozdrawiam:)

  19. Czyż takie dbanie o nasze dobro i bezpieczeństwo nie pozbawia nas tego, co najcenniejsze, czyli wolności i prawa do samostanowienia? Zobaczcie, do czego zmierzamy: powoli chcą nas ubezwłasnowolnić, a to wszystko pod hasłami „naszego dobra”. Musimy się obowiązkowo ubezpieczać i szczepić i nikt nie chce słuchać naszych protestów, że w rzeczywistości nas okradają i trują, a nawet zabijają.

  20. Ponieważ mi też teoria Thorwada Dethlefsena skojarzyła się z Germańską Nową Medycyną, podzielę się z Wami moimi obserwacjami, o których pisałam na forum rodziców nie szczepiących:

    1. Mój starszy synek dostał w nocy jakiś miesiąc temu straszny kaszel. Nie mógł złapać oddechu, zaczął się dusić. Kaszlał metalicznie i ostro, co przypominało szczekanie psa. Musieliśmy wezwać pogotowie, które zawiozło go do szpitala. Dostał wziewny steryd (Pulmicort) i mógł spokojnie oddychać. Lekarz zdiagnozował podgłośniowe zapalenie krtani. Dodam, że nigdy wcześniej mu się nic takiego nie zdarzyło. Owszem, miewał kiedyś ataki duszności w nocy (zwykle przy pełni), diagnozowane jako astmatyczne, ale kaszel był inny, świszczący i zawsze pomagała homeopatia. Po odrobaczeniu kaszle te ustały.

    Po całym zajściu postanowiłam sprawdzić, co ma ten temat do powiedzenia GNM.
    Cytat:
    Tzw. błonica krtani (duszność przy zapaleniu krtani -> patrz również motoryka krtani) występuje przede wszystkim u niemowląt i małych dzieci i może przejść w stan chroniczny. […] DHS-em powodującym stan zapalny krtani jest konflikt typu „strach z przerażeniem” (człowieka dosłownie zatyka ze strachu). A więc całkiem niespodziewane i nieznane dotąd niebezpieczeństwo. W fazie aktywnej nie obserwuje się żadnych wyraźnych symptomów. Po rozwiązaniu konfliktu dochodzi do obrzęku błony śluzowej krtani, co powoduje widoczne trudności w oddychaniu i zmianę głosu. W internecie i innych książkach zawierających medyczne porady, można znaleźć informacje, że tzw. pseudokrupp występuje częściej w zimnych porach roku i może stać się chroniczny.
    DHS-em u mojej córeczki (miała wówczas prawie dwa lata) był … święty Mikołaj!!!
    […] Ataki spowodowane zapaleniem krtani (croup) w fazie zdrowienia brzmiały dosyć „groźnie” (podobne do szczekania), ale w rezultacie wcale groźne nie były. Myślę, że jak uda się uniknąć tego, żeby dziecko płakało i było poddenerwowane (po prostu spełniać w tym momencie wszystkie jego życzenia) oraz jeżeli się nie grzeje szyji, tylko ją chłodzi, to nie ma niebezpieczeństwa, że wystąpi ekstremalna duszność wskutek obrzęku.
    Na marginesie mówiąc, wydaje się, że zimna pora roku i wczesnie pojawiająca się ciemność pod koniec dnia i do tego niezwykłe dźwięki, szczególnie nadają się do wytworzenia konfliktu „strach z przerażeniem”, co tłumaczyłoby rzucające się w oczy częste zachorowania w tym czasie. No tak, a z jakiego powodu może przybrać ta „choroba” chroniczny przebieg, to można sobie wyobrazić samemu („co roku to samo się powtarza”).
    Uwaga:
    Dziewczynka ta jest widocznie osobą praworęczną. Gdyby była leworęczną, to przeżyłaby żeński konflikt „strach z przerażeniem” w ośrodku sterowania oskrzelami i stałaby się depresyjna (spokojna). W fazie zdrowienia, dostałaby nie zapalenia krtani, a zapalenie oskrzeli (spastyczne).

    Oczywiście Dominik jest praworęczny. Zaczęłam analizować, co ostatnio mogło się wydarzyć, co wywołało w synu konflikt „strach z przerażeniem” i bingo Dwa dni wcześniej wieczorem poszłam z nim na koncert mis tybetańskich i gongów. Na początku wcale nie chciałam go ze sobą brać, bo koncert był dosyć późno i nie wiedziałam jak zareaguje na takie dźwięki. Dominik jednak nalegał tak bardzo, że w końcu się złamałam. Salka była zaciemniona, były aż 3 gongi. Kiedy rozpoczął się koncert i zabrzmiały dźwięki gongów, Domini skulił się i zaczął mówić, że się boi. Zaczęłam go uspokajać, przytuliłam, a on dygotał. Wzięłam go więc na kolana. Przylgnął do mnie całym ciałem i … zasnął. Po koncercie zbudziłam go, a on zaczął sie pytać, dlaczego te dźwięki były takie straszne. Całą drogę rozmawialiśmy na ten temat. W ten sposób oswoił się z przeżytym uczuciem. W domu zasnął bez przeszkód i spał spokojnie. Dopiero następnej nocy zaczął się dusić. Teraz wiem, że poprzez rozmowę szybko rozwiązał przeżyty konflikt i dlatego duszność w fazie zdrowienia pojawiła się tak szybko od zdarzenia. Niesamowite

    2. W zeszły weekend podobny szczekający kaszel dopadł ni z gruszki ni z pietruszki mojego młodszego ponadrocznego synka. Też nie mógł złapać oddechu. Pognaliśmy na pogotowie i też dostał jeden wziew sterydu (Pulmicort) i troche mu się polepszyło. Również jemu zdiagnozowano zapalenie krtani. Nie muszę dodawać, że też przytrafiło się to mu po raz pierwszy.

    Ponieważ wiedziałam już, co ma ten temat do powiedzenia GNM, zaczęłam szukać przyczyn tej duszności w ostatnich dniach i znów bingo. Dwa dni wcześniej popołudniu kurier dostarczył nam rowerek dla Ignasia. Synek był zachwycony. Ponieważ rowerek wygrywał rózne melodyjki i to dosyć głośno, czasem wręcz agresywnie, dzieciaki non stop naciskały guziki, tak że musiałam w końcu wymontować baterie, by zaznać odrobiny spokoju. Tego dnia pojechaliśmy rowerkiem na krótki spacer, podczas którego Ignaś aż podskakiwał z radości i raczył otoczenie przeróżnymi dźwiękami. Nastepnego dnia też kilka razy odpalił muzę z rowerku, tańczył koło niego, ale też momentami, gdy zbyt długo grało, popłakiwał a na jego twarzyczce malował się jakby strach. Z jednej strony chciał naciskać guziki i słuchać muzyczki, z drugiej odczuwał pewien niepokój, więc nie był to typowy konflikt „strach z przerażeniem”, jednak w nocy spał gorzej, jakby odreagowywał doświadczenia z dnia.

    Tak więc zarówno w przypadku starszego, jak i młodszego syna dwa dni wcześniej w ich dniu pojawiły się dziwne dźwięki, które mogły w pewien sposób ich przestraszyć.

    3. Mniej więcej tydzień temu u mojego maluszka na bródce, tuż pod wargami, pojawiły się krostki, które zaczęły się jątrzyć (mój mąż twierdzi, że malec je rozdrapał) i rozchodzić na większy obszar pod ustami. Nie wyglądało to ładnie. Zaczęłam smarować mu chore miejsca żyworódką i pastą cynkową. Ranki zaczęły przysychać, pojawiły się strupki, spod których stopniowo zaczęła się wyłaniać zdrowa różowa skórka.

    W międzyczasie dostałam newlettera z GNM a propos egzemy i weszłam na stronkę i oto co znalazłam:
    Cytat:
    Naskórek ma warstwę wewnętrząn i zewnętrzną. Wewnętrzna warstwa podstawna (basal) graniczy ze skórą właściwą. Zewnętrzna warstwa naskórka, to część naskórka, który widzimy gołym okiem i który możemy dotknąć. Naskórek składający się z komórek nabłonka płaskiego jest sterowany przez sensoryczny ośrodek kory mózgowej. Reaguje na konflikt typu „rozłąka”, zerwanie kontaktu (oderwanie się od ciała). Utrata kontaktu z matką, gromadą, rodziną, przyjaciółmi. W przyrodzie utrata kontaktu z rodziną/gromadą jest równoznaczna ze śmiercią, dlatego konflikt ten ma bardzo duże znaczenie!

    Neurodermitis
    Po przeżyciu szoku konfliktowego z powodu rozłąki z dzieckiem albo partnerem pojawiają się w naskórku owrzodzenia. Gołym okiem nie da się ich zaobserwować, do tego potrzebujemy mikroskopu. Jesteśmy jednak w stanie je wyczuć. W miejscach owrzodzenia naskórek nie jest aksamitny, miękki, tylko szorstki. Taka symptomatyka nosi nazwę neurodermitis (Jest to aktywność konfliktu!)

    Egzema
    Po rozwiązaniu biologicznego konfliktu, w fazie zdrowienia skóra staje się zaczerwieniona i ma obrzęk, co nazywa się wysypką. Owrzodzenia zostają od podstawy wypełnione nowymi komórkami (nabłonek płaski).

    Dopiero wczoraj karmiąc małego przed zaśnięciem piersią dostałam olśnienia. Przecież od jakiś 2 tygodni stopniowo odzwyczajam synka od piersi. Przestałam karmić go w nocy i w ciągu dnia. Teraz dostaje pierś tylko przed zaśnięciem i rano po przebudzeniu. Najpierw wybudzał się w nocy i przeraźliwie płakał, wołał mnie i póbował się sam dobierać do piersi. Złościł się, jak brał go mąż. Jakiś tydzień temu, mniej więcej gdy pojawiła się wysypka przestał budzić się w nocy, tak jakby zaakceptował nowy stan rzeczy (czyli wg GNM rozwiązał konflikt i wszedł w fazę zdrowienia). Ranki pojawiły mu się na bródce, którą zawsze wtulony był w pierś podczas karmienia. To miejsce, jako miejsce styku z ukochanym cycusiem, najbardziej „odczuwało” konflikt rozłąki z piersią.

  21. @ martynka, Gongi mogły przestraszyć małego. Kilka lat temu byłam na targach ezoterycznych, nigdy nie korzystam z żadnych proponowanych tam usług, kupuję książki, kamienie itp. Misy tybetańskie widziałam wówczas pierwszy raz, były osoby chętne do eksperymentu z dźwiękiem, przechodziłam obok, gdy leczący dźwiękiem uderzył w misę, dla mnie było to przerażające, miałam wrażenie, że rozpadam się na milion kawałków, zwiałam natychmiast. Dla dziecka mogło to być jeszcze gorsze przeżycie.

  22. Co mnie poraża, to niesamowita pewność siebie z jaką niektóre osoby wyrażają swoje opinie w temacie m.in. szczepień. Proponowałbym jednak nieco więcej powściągliwości w ferowaniu swoich (bądź co bądź subiektywnych) sądów. W takiej atmosferze nagonki (z obu stron) nic konstruktywnego nie wyniknie. Dlatego jako oręż w dyskusji może lepiej sięgnąć po konkretne argumenty a nie tylko pomówienia i insynuacje. To, że ktoś zabiera głos w temacie, np po stronie zwolenników szczepień, to nie znaczy, że automatycznie należy przypisywać mu złą wolę.

    Jeszcze jedna uwaga: ważną kwestią jest rozróżnienie „naukowego światopoglądu” z tym co wyprawiają niektóre koncerny farmaceutyczne. Z nauką jest jak z każdą rzeczą, można ją wykorzystywać na pożytek lub na szkodę. To nie nauka i racjonalizm są problemem lecz sama ludzka natura.

    Piszę to i jako „duchowiak” i jako naukowiec – bynajmniej nie związany z medycyną ani przemysłem farmaceutycznym. NIe reprezentuję żadnych interesów. Po prostu nie podoba mi się czarna propaganda skierowana przeciwko nauce, a także pośrednio przeciwko całemu środowisku lekarskiemu – uważam, że takie stawianie sprawy nie oddaje mu sprawiedliwości.

    Dlatego proponuję, szukajmy dialogu, zamiast używać sformułowań i epitetów, które świadczą nie tyle o naszych adwersarzach, co jak najbardziej o nas samych.

  23. Trochę trudno mówić o dyskusji i o prawach człowieka w sytuacji, gdy szczepienia są lub mogą być przymusowe. Jak na razie prawa wyglądają pięknie, ale tylko na papierze. Rzeczywistość wygląda tak, że się ludzi do szczepień zwyczajnie zmusza, wbrew Konstytucji, a jeśli się buntują nakłada się na nich wysokie i wielokrotne kary pieniężne, a nawet grozi im się więzieniem. To oczywiście nie ma nic wspólnego z nauką, to jest zwyczajny bioterroryzm uprawiany przez koncerny farmaceutyczne i sprzedajnych lekarzy.

    Proszę zajrzeć na fora dyskusyjne dla rodziców, którzy nie chcą szczepić swoich dzieci. Rzeczywistość tam przedstawiana wygląda dość ponuro.

  24. http://www.dziennik.pl/swiat/article455822/Szczepionka_na_swinska_grype_szkodzi_.html Wczoraj ta wiadomość była też na onecie i jednak musimy mieć ograniczone zaufanie do szczepień. Były już na tym blogu cytowane wywiady z epidemiologami np. dr Jeffersonem, którzy uważają, że szczepienia na grypę to wyłącznie kasa. Dzisiaj czytałam, że koncerny farmaceutyczne nadal blokują produkcję generyków, mimo krytycznego raportu UE. Lek jest dla nich wyłącznie dobrze sprzedającym się towarem i robią wszystko, żeby zarobić gigantyczne pieniądze. Pacjent niewiele znaczy, jest potrzebny, bo ma kupować produkt i tyle.

  25. „Po prostu nie podoba mi się czarna propaganda skierowana przeciwko nauce, a także pośrednio przeciwko całemu środowisku lekarskiemu – uważam, że takie stawianie sprawy nie oddaje mu sprawiedliwości.”
    Ba, żeby tu tylko o sprawiedliwość chodziło. Skutkiem wojny pomiędzy „racjonałami” i duchowiakami” jest przede wszyskim bezkarność różnej maści oszustów po obu stronach barykady. Bo w czasie wojny ludzie mają tendencje do przymykania oczu na szumowiny po swojej stronie barykady, a nawet bronienia takich jeśli tylko atakującym jest strona przeciwna.

  26. Rungarek – bardzo słuszne spostrzeżenia. Dlatego uważam, że warto przyjrzeć się również sobie i wyjść poza wszelką podyktowaną światopoglądowymi uprzedzeniami stronniczość. A to różnych „kwiatków” nie brakuje moim zdaniem po obu stronach sporu. Nie mówię to jako „adwokat” szczepionek czy tzw „big farmy”, po prostu mam świadomość, że dopóki jest to w istocie wojna światopoglądowa, dopóty porozumienie nie jest możliwe i nic konstruktywnego z tego nie wyniknie.

  27. Walka wcale nie jest zła. Każda strona przedstawia swoje racje i ciągnie linę w swoją stronę, a życie weryfikuje wartość obu ofert. Może niestety zwyciężyć po prostu silniejszy, ale zwykle taka walka prowadzi do kompromisu, w którym uwzględnione są racje obu stron. Oczywiście – nie ma gwarancji. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Prędzej czy później lud zaczyna widzieć i rozumieć, że zwycięzca nie ma racji i że jego rządy nikomu nie służą. I obala jego dominację.

    Mądry człowiek potrafi żyć również pod złymi rządami. Jest ciężko, ale mądrość pozwala mu uniknąć zagrożeń. A głupcy… no cóż, człowiek uczy się na błędach, więc i głupiec w końcu zmądrzeje.

  28. Niestety, to nie tak prosto. na wojnie nie ma miejsca na przedstawianie racji. Jest huzia na Juzia. Żeby przedstawić racje, a co ważniejsze żeby ich wysłuchac, to trzeba przerwać bitwe, ale wtedy, dziwnym trafem zawsze znajdzie się ktoś, kto podjudzi tłum do walki. Władza jak chce spacyfikować demonstrantów to podstawia tajniaków, którz mają atakować policje. Producenci broni sabotują własne armie zeby wywołać konflikt, itd. A większość biorąca udział w wojnach, także ideologicznych, to tylko mięso armatnie.

  29. W przypadku tego typu sporów jak zdrowie i medycyna wyrok wydaje sąd. I wtedy wszyscy muszą się podporządkować wyrokowi, bez względu na to, czy jest on dobry, czy zły. Raczej nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, w której lekarze rzucają kamieniami w zielarzy i odwrotnie. Ale jeśli chodzi o szczepienia, to tu można się obawiać, że może dojść do ulicznych zamieszek.

  30. Zamień kamień na obelge i fałszywe oskarżenie i już to masz. Być może napisałam zbyt ogólnie lub metaforycznie. To napisze konkretnie. Jeśli wojna zostaje sprowadzona do haseł: szczepienia dla idiotów, brak szczepień dla idiotów, alternatywna dla idiotów, akademicka dla idiotów, to przy tak postawionym sporze jest on nie do rozsądzenia i można go ciągnąć dowolnie długo. Tymczasem nikt już nie pamięta, że pewna firma wypuścila serie wadliwych szczepionek dla dzieci, ze pewna pani sprzedawała „ziołowe i naturalne” środki odchudzające po których kilka kobiet wylądowało w szpitalu. I nikt nie pamięta, że nikt za to nie beknął.
    Łudzie się kłucą o to kto jest durniem, ten co szczepi czy ten co nie szczepi, a zapominają, że o naszym zdrowiu decydują urzędnicy.
    A jak tylko ktos zabierze sie za konkretnego łobuza, to obok pojawią sie zaraz „sprzymierzeńcy” krzyczący precz z zabobonami/mordercami w kitlach. Wtedy oczywiście uczciwi koledzy po fachu rzeczonego łobuza zamiast się za niego zabrać są zajęci bronieniem sie przed atakiem. I jeszcze łobuz moze im robić wode z mózgu udając niewinną ofiare ataków. I tak to się kręci.

  31. I nikt nie pamięta, że nikt za to nie beknął.

    Od tego są sądy. Zarówno za jedno, jak i za drugie sprawcy powinni beknąć, bo jeśli nikt nie beknął, to znaczy, że jest bezprawie. Ktoś komuś zaszkodził i musi a to odpowiedzieć. Problem polega jednak na tym, że ta pani od ziół nie jest chroniona żadnymi rządowymi gwarancjami, w przeciwieństwie do firm farmaceutycznych, które „załatwiły” sobie bezkarność w razie gdyby szczepionki okazały się szkodliwe lub zabójcze. Jest to skrajna nierówność wobec prawa, a nawet gorzej, jest to skandaliczne złamanie prawa. Na szczęście ci, którzy sądzili, że mogą robić co im się podoba i że takie gwarancje działają, przeliczyli się mocno i prawdopodobnie poniosą konsekwencje prawne.

  32. @ majk79: dostajesz ostrzeżenie. Albo będziesz czytał ze zrozumieniem i komentował w przytomny sposób, albo będę kasować twoje komentarze. Jeśli nie wiesz o jakich rządowych gwarancjach piszę, to po postu spytaj, zamiast gadać bez sensu. Strzelasz z armaty do komarów, ponieważ osoby z dyskusji są fikcyjne, a sytuacje hipotetyczne.

  33. O, coś dziwnego się podziało w komentarzach? Bo nie wiem dlaczego mój zniknął i kim jest majk79.

    Tak czy inaczej ja równiez nie wiem czym są gwarancje rządowe i chętnie się dowiem ale to nie jest moim zdaniem sedno problemu. Dlaczego? Bo pani z mojego postu nie poszla siedzieć dzięki brakowi stosownych regulacji prawnych. One ją chronią tak samo jak armie prawników i zapisy prawne chronią duże korporacje.

    A co jest sednem problemu? Zobacz jak brzmi to co napisałaś o niespawiedliwości.
    Przecież to brzmi tak: „Nasz” łobuz ma gorzej niż ich „łobuz”.
    Tak wojna zniekształca postrzeganie rzeczywistości. Bo przecież nie chodzi o to żeby wyrównać bezkarność. I to jest prawdziwy problem. Bagatelizuje sie wine „swoich”, a dostrzega przywileje wrogow. To sprawia ze druga strona czuje się pokrzywdzona i w rezultacie bagatelizuje wine „swoich”. Błędne koło. Łobuzy wygrywają, bo łobuzy zawsze wygrywaja na wojnie. Jeśli zejść na chwile z pola bitwy, to można zobaczyć jak dwie strony są tu na siebie podszczuwane.

  34. Nie wiesz kim jest majk? Jak przeczytasz dyskusję, to się dowiesz.

    Coś ci znikło? A może już dawno temu wróciło? Owszem, jeden twój komentarz automat wrzucił do spamu, ale już dawno go stamtąd wyciągnęłam. Radzę sprawdzać takie rzeczy, zamiast robić toksyczne sugestie bez powodu. Nie wiem, w co tu gracie z Majkiem79, ale skasowałam jego komentarz za te same słowa, które teraz są w twoim: „“Nasz” łobuz ma gorzej niż ich “łobuz””. Jesteście w zmowie? A może jesteś jasnowidzem i potrafisz czytać skasowane posty?

    Gdzie w tekście, o którym dyskutujecie jest coś na ten temat? Albo będziecie trzymać się tematu albo kończę tę dyskusję, zwłaszcza, że odnoszę wrażenie, że coś mi tu oboje usiłujecie mgliście imputować.

    Gwarancje rządowe od Obamy otrzymały firmy farmaceutyczne. Mają mieć gwarancje, że nawet jeśli szczepionki okażą się zabójcze lub szkodliwe, koncernom farmaceutycznym nie spadnie włos z głowy, a poszkodowani nie otrzymają ani złamanego centa odszkodowania.

    I teraz odpowiedzcie mi na pytanie: czyj „łobuz” ma lepiej? „mój” homeopatyczny, czy „wasz” alopatyczny?

    Bardzo nie podoba mi się to, co tu robicie. Jeszcze jeden taki wyskok i się pożegnamy. Przeczytaj, co napisałam Majkowi79 – ciebie to też dotyczy.

  35. „Bardzo nie podoba mi się to, co tu robicie. Jeszcze jeden taki wyskok i się pożegnamy. Przeczytaj, co napisałam MAjkowi79 – ciebie to też dotyczy.”

    Nie rozumien o co chodzi i co według Ciebie tu robię. A takze co toksycznego czy tez jake insynuacje widzisz w moich tekstach.

    Mój tekst o łobuzach jest do fragmentu Twojego komentarza, o tym ze firmy farmaceutyczne mają lepiej.:” Problem polega jednak na tym, że ta pani od ziół nie jest chroniona żadnymi rządowymi gwarancjami, w przeciwieństwie do firm farmaceutycznych”
    Bo moim zdaniem to akurat nie jest zaden problem. Problemem jest, że wogóle ktoś może dostac takie gwarancje.

    „I teraz odpowiedzcie mi na pytanie: czyj “łobuz” ma lepiej? “mój” homeopatyczny, czy “wasz” alopatyczny?”
    Właśnie o to mi chodzi cały czas, że nie ma łobuza „naszego” i „waszego”. I nie ma znaczenia, który ma lepiej lub gorzej. Łobuz to łobuz, nie ważne po której stronie wydaje się że stoi. (bo stoi tylko po swojej wlasnej)
    Pare razy rozmawiałam na ten temat z „racjonalami”. to co mówiłam bylo dokładnie tym samym co piszę teraz i byłam wtedy posądzana o stanie po stronie „zabobonów” przeciwko racjonalizmowi. Zobacz, mówię/piszę dokladnie to samo, a każda strona posądza mnie o sprzyjanie tej drugiej.

  36. Przeszukałam „ctrl+F” swoje wypowiedzi i nie pada w nim ani razu słowo „łobuz”. Pierwszy raz pojawiło się ono w komentarzu Majka79 z przymiotnikiem „nasz” i „ich” i za to go skasowałam. Skąd więc to samo u ciebie?

    Ja nie ma żadnych „naszych” ani „moich” łobuzów i w ogóle nie mam ochoty dyskutować o żadnych „łobuzach”. Temat tej notki nie ma związku z łobuzami, więc uważam, że dyskusja odbiegła za daleko od tematu. Ale skoro już o tym mówimy, to powiem tylko, że pomysł, iż jakaś pani handlująca ziołami mogłaby otrzymać od rządu gwarancje bezkarności jest tak absurdalny, że wprost nie pojmuję, jak można w ogóle coś takiego wymyślić. Ale że koncern farmaceutyczny może coś takiego uzyskać to chyba dość oczywiste, prawda? Tak więc owe „łobuzy” nigdy równe sobie nie będą. Pani z ziołami może otruć kilka osób, a koncern truje jak Auschwitz – jest różnica? Jest! Wielka jak wół!

  37. „Skąd więc to samo u ciebie?”
    Nie mam bladego pojecia. Moje jest z mojej głowy, a skąd u Majka79 to nie wiem.
    Gdybym byla nieskromna to bym powiedziala, że wielkie umysły myślą podobnie. Haha.
    Nie będe jednak gdybać. A swoją drogą co w tym takiego obrazoburczego?

    „że pomysł, iż jakaś pani handlująca ziołami mogłaby otrzymać od rządu gwarancje bezkarności jest tak absurdalny”
    Nie tak absurdalne rzeczy się zdarzały. Zresztą dla większości osób teorie spiskowe, ufo i egrgory to czysty absurd.
    Widze, że nie ma co kontynuować, bo zaczynamy sie zapentlać. A ja nie mam ochoty walczyć na cudzej wojnie, którą w dodatku uważam za bezsensowną.

  38. Nie wiem, w co tu gracie z Majkiem79, ale skasowałam jego komentarz za te same słowa, które teraz są w twoim: ““Nasz” łobuz ma gorzej niż ich “łobuz””. Jesteście w zmowie? A może jesteś jasnowidzem i potrafisz czytać skasowane posty?

    – Astromaria – chyba zaszło jakieś nieporozumienie. 🙂 W żadnym ze swoich komentarzy nie użyłem słowa „łobuz”, wszystkie komentarze, które napisałem znalazły się na stronie (chociaż jeden czekał dość długo w moderacji). Doprawdy nie wiem o co cała ta sprawa, nie rozumiem też skąd taka cierpka reakcja na moje wypowiedzi. 🙂

  39. Są wojny bezsensowne, np. w Iraku i Afganistanie i te powinniśmy natychmiast zakończyć, ale są też wojny w słusznej sprawie. Gdyby nie było wojen, nie byłoby pokoju. Wojny o wolność i prawa humanitarne mają sens. Ja nie będę biernie czekać, aż władza mnie ubezwłasnowolni i do tego pod pretekstem, że działa dla mojego dobra. To ja decyduję o tym, czy i jak mam się leczyć, czy mam się szczepić i na co, jak mam się odżywiać i jak mam żyć. Nikomu nic do tego. Jeśli ktoś podniesie rękę na moją wolność, to pójdę na wojnę i nie będę mieć wyrzutów sumienia, jeśli mu zrobię krzywdę. Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie.

    Żyjąc nieustająco ryzykujesz. Ale takie jest twoje i moje prawo. Jeśli na skutek złej decyzji nażrę się złych ziółek, to moja sprawa, sama tego chciałam i zostanę za to słusznie ukarana utratą zdrowia. A jeśli władza naszprycuje mnie siłą skażonymi i trującymi szczepionkami to czyja będzie wina? Bo chyba nie moja. Nie życzę sobie, żeby jakaś władza robiła zamach na moje prywatne ciało i narażała mnie na utratę zdrowia i jeszcze załatwiała sobie immunitet bezkarności.

    Czy nie wyrażam się wystarczająco jasno? Sprawa jest oczywista i nie ma co dzielić włosa na czworo.

Nie mam żadnego wpływu na to, że komentarze stałych bywalców bloga lądują w moderacji! Proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.