„Wegetariańskie oszustwo” a NLP czyli pierwsze przymiarki do wprowadzenia Codex Alimentarius

Znalazłam w sieci skarbnicę książek oraz wiedzy z różnych dziedzin, a w niej artykuł o groźnie brzmiącym tytule „Wegetariańskie oszustwo”. Zaintrygowana ściągnęłam to dzieło na dysk i drżąca z lęku  zabrałam się za lekturę. Tajemnicze opracowanie okazało się nieco wymiętym skanem z jakiejś gazety lub czasopisma. Nazwa pisma pozostaje tajemnicą, ale nad artykułem, na zielonej winietce, widoczny jest biały napis „Polska-Unia”. To rzuca nieco światła na naszą zagadkę. Jako dociekliwy Skorpion nie poprzestałam na tym, przesunęłam suwak na sam dół strony i moim oczom ukazał się kolejny trop, wiodący po nitce do kłębka, czyli sygnaturka: „Bezpieczeństwo i higiena żywności 8/49/2007”. I wszystko jasne. Oto próbka popisów pisarskich, dająca wyobrażenie o tym, w jaki sposób Unia Europejska ma zamiar dbać o zdrowie i bezpieczeństwo „swoich” obywateli. Obywatele przecież są głupi… e tam, zaraz głupi, przecież człowiek nie może się znać na wszystkim. Każdy fachowiec zna się na swojej działce, na przykład na muszkach owocówkach lub na czarnych dziurach, a zwykły obywatel nie ma o tym pojęcia i mieć nie musi. Ale od czegóż mamy Unię? Śpij więc spokojnie. Unia rządzi, Unia radzi, Unia nigdy Cię nie zdradzi. Unia zadba o ciebie, wprowadzając jednolite przepisy i zalecenia, rzecz jasna DLA DOBRA OBYWATELI, żeby nawet ci, którzy tego czy innego nie wiedzą mogli być pewni, że są tacy, którzy wiedzą i czuwają.

Idźmy więc dalej i przyjrzyjmy się artykułowi z całą, należną uwagą, wytrenowaną przez konieczność utrzymywania nieustającej czujności w społeczeństwie, w którym na każdym rogu czai się jakiś NLP-owski manipulant, cynicznie dybiący naszą kasę lub śliniący się z lubieżnej chuci, by nas wykorzystać seksualnie, bez naszej świadomości rzecz jasna.

Na samej górze widzimy sporej wielkości nadtytuł w dwóch kolorach. Ceglasto-czerwoną czcionką: „Diety zawierające produkty pochodzenia zwierzęcego” i dalej czcionką czarną: „kontra diety wegetariańskie”. Następnie wielkimi wołami wydrukowany sam tytuł. Czarną czcionką: „Wegetariańskie” i ceglasto-czerwoną „oszustwo”. Czerwony kolor rzuca się w oczy i jest stosowany wtedy, gdy koniecznie musimy na coś zwrócić uwagę. Wiemy już, że „diety zawierające produkty pochodzenia zwierzęcego” mają nam się wbić w podświadomość i że wegetarianizm jest oszustwem.

Pod spodem wycentrowany i wyróżniony dużą, szarą czcionką fragment tekstu:

„Odstaw mięso, stracisz zdrowie” – tak powinni zachęcać do diet wegetariańskich ich orędownicy, jeżeli chcieliby zachować obiektywizm i szacunek do wyników badań dietetyków. Wykreślając z diety produkty mięsne tracimy szereg substancji niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu.

I już od razu, na dzień dobry wiemy właściwie wszystko. Nie jesz mięsa, a więc nie szanujesz autorytetu nauki, a to znaczy, że zachowujesz się nieodpowiedzialnie. Nieodpowiedzialność zawsze owocuje złymi skutkami, w tym przypadku utratą zdrowia. Zamiast słuchać uczonych z tytułem dr dajesz się mamić jakimś podejrzanym „orędownikom diet wegetariańskich”. Skoro oni orędują, a więc agitują, kto wie, co się za tym może kryć, ale jest wielce prawdopodobne, że mogą oni być członkami jakiejś sekty. Przecież Dominikanie ostrzegają, że jeśli twoje dziecko przestaje jeść mięso, to jak nic wpadło w sidła groźnej sekty.

Na szczęście masz Unię. Unia rządzi, Unia radzi, Unia nigdy Cię nie zdradzi.

Skoro unijne pismo pisze o wegetariańskim oszustwie, to widocznie ma na to niezbite, wręcz miażdżące naukowe dowody, które zaraz zostaną przedstawione, a nam, wegetarianom nie pozostanie nic innego, jak posypać głowę popiołem, wejść pod stół i odszczekać wszystko to, co mówiliśmy o zdrowym (w naszym mniemaniu) odżywianiu.

Ze ściśniętym niepokojem sercem zabrałam się za lekturę reszty. Ale najpierw mój wzrok został przyciągnięty przez wyeksponowane podtytuły, aż krzyczące, żeby skupić na nich swoją uwagę: „LUDZIE-WARZYWA” i „ZDROWI INACZEJ”. Moja podświadomość od razu wpadła w stan trwożliwego drżenia, a oczom mojej wyobraźni ukazał się obraz jakichś zombie bezwładnie zwisających z wózków inwalidzkich, zielonych na twarzach jak szczypiorek, z cieniutkimi niczym zapałki nóżkami, sięgających pożądliwie rachitycznymi rączkami po zakazany krwisty befsztyk. „ Zamienił się w warzywo na resztę życia” – wiemy, że w mowie potocznej oznacza to stan wegetatywny. Któż z nas chciałby zamienić się w warzywo?

To było mocne! Z trudem doszłam do siebie, w czym pomogło mi wypicie szklanki zimnej, źródlanej wody z plastikowej butelki i z trudem przełamując lęk zabrałam się za dalszą lekturę.

Po zapoznaniu się z podtytułami rzuciłam okiem na autora i jego kompetencje, żeby nie dać się wpuścić w maliny jakiemuś panu Kaziowi, co to na co dzień para się układaniem parkietów, a po godzinach udaje dietetyka. To, co zobaczyłam uspokoiło mnie nieco, bo chociaż autor wydaje się pochodzić zza 7 gór i rzek, jest pracownikiem naukowym SGGW w Warszawie (dokładnie: dr Saa’ed Bawa, Katedra Dietetyki, Wydział Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji). No cóż, doktor. Nie mam pojęcia, czy Saa’ed to on czy ona, więc dla wygody przyjmuję założenie, że to on.

Kiedyś, w dawnych czasach, kiedy jeszcze byłam ateistką i ideową racjonalistką, przed doktorami chyliłam nisko czoło, ale ostatnio tytuły zupełnie przestały robić na mnie wrażenie. Biskup, doktor, prezydent, przedstawiciel Wielkiego Urzędu, Wielki Mistrz czy dowolnego rodzaju Jego Eminencja… te tytuły nie robią na mnie najmniejszego nawet wrażenia. Życie nauczyło mnie, że każdy z nich kultywuje swoją Świętą Wiarę, pozostając przy tym głuchym i ślepym na wszelkie dowody podważające związane z nią dogmaty. I tylko z rzadka światem wstrząsa straszliwy skandal, kiedy sławny na cały kraj jezuita lub watykański urzędnik świętej inkwizycji z hukiem opuszcza szeregi Kościoła, bo doznał iluminacji, że Jezus nie jest Bogiem lub gdy będący wielkim światowym autorytetem zajadły „rottweiler darwinizmu” uznaje nagle za naukową i dającą się udowodnić teorię „inteligentnego projektu”. Zdarza się. Osamotnieni tą dezercją wierni muszą jakoś sobie z tym poradzić, więc zwykle ogłaszają, że ten, kogo jeszcze wczoraj uważali za najmędrszego z najmędrszych nagle zwariował, więc nie ma co się nim przejmować.

Zainteresowanie dietami wegetariańskimi w dużej mierze wywołują jednak aktywiści, którzy usiłują zdyskredytować korzyści zdrowotne, wynikające ze spożywania produktów pochodzenia zwierzęcego, jak np. wołowiny.

I cóż my tu widzimy? Mowa jest o jakichś aktywistach, ale nie nazwano ich z imienia. Skąd mogę wiedzieć, jakich aktywistów mam się wystrzegać, skoro nie poinformowano mnie jak mam ich rozpoznać? Czy mam unikać wszystkich aktywistów jacy są? Czy może tylko jakichś konkretnych? To nie fair i ja się gubię.

Dalej mamy nie ulegające jakiejkolwiek wątpliwości „korzyści zdrowotne”. Koniec, kropka. A gdzie uzasadnienie? Nie ma! Mam uwierzyć na słowo. W końcu pisze to doktor.

Autor nie używa słowa „mięso” – ciekawe dlaczego? Czyżby z powodów (że tak powiem) estetycznych? „Mięso” nie brzmi zbyt przyjemnie i może wywołać złe skojarzenia. Jatka, trupy, ochłapy… Zamiast tego mąci mi w rozumie jakimiś „produktami pochodzenia zwierzęcego”. A czy (za przeproszeniem) kupa nie jest przypadkiem „produktem pochodzenia zwierzęcego”? Dla mnie jest, jak najbardziej namacalnie, bo sprzątam ją po moim kocie.

Dalej pada wreszcie jakiś konkret: WOŁOWINA!

Z czym kojarzy mi się wołowina? Ze wszystkim co najgorsze, czyli z Teksasem, gdzie hoduje się woły, które szprycowane są hormonem wzrostu, od czego tamtejsi ludzie stają się dwustukilogramowymi grubasami i dwumetrowymi gigantami. I z czymś jeszcze gorszym: z firmą Monsanto, która te hormony produkuje i tylko sobie znanymi metodami zmusza cały świat do ich używania. A kiedy jest mowa o „tylko sobie znanych metodach” oczywiście na myśl przychodzą wielkie pieniądze i korupcja. Moja uwaga została więc zaalarmowana, co wywołało podejrzliwość, czy przypadkiem autor artykułu nie jest przez kogoś sponsorowany. A może nie tylko sam autor, ale cała Katedra, a może i uczelnia. I nie mówcie mi, że to nie Teksas, lecz Polska. Firma Monsanto wykupiła już wiele stacji nasiennych i mnóstwo gruntów uprawnych w naszym kraju i tak się dziwnie składa, że ich posiadłości tworzą jedną linię z północy na południe. Jeśli będą tam uprawiać swoje GMO wiatr poniesie pyłki po całej powierzchni kraju: z zachodu na wschód, jedną linią od północy do południa. Jestem też pewna, że ich Posilac stosowany jest we wszystkich polskich oborach, od największych po najmniejsze. Któż nie skusiłby się na dotacje z Unii? Wszak Unia rządzi, Unia radzi, Unia nigdy Cię nie zdradzi.

Ale zaraz, jednak jest coś o aktywistach:

Aktywiści czynią to z powodów pozamerytorycznych, czasem religijnych, czasem quasi-ideologicznych. Troska o zdrowie namawianego do przejścia na wegetarianizm człowieka nie jest dla nich celem nadrzędnym.

I znowu się nie dowiedziałam, jaki jest cel tych „aktywistów”. Skoro nie dbają o moje zdrowie, a ja nie widzę, jaką korzyść mieliby odnieść z tego namawiania, to widocznie są to bardzo, bardzo źli ludzie. I po co im to? Jaki cel mają w tym, żeby mnie za darmo wpędzić do grobu? Może to diabły są prawdziwe?

I dalej… coraz bardziej zapala się czerwona lampka w moim mózgu: znowu ta wołowina:

Artykuł niniejszy opisuje diety wegetariańskie i POTENCJALNE następstwa zdrowotne, wynikające z unikania spożycia mięsa, zwłaszcza WOŁOWINY.

(podkreślenia moje). Słowo „POTENCJALNE” zwalnia autora z odpowiedzialności za słowa, gdyby się jednak okazało, że nie poniosłam żadnych następstw zdrowotnych. A dlaczego wołowina? A dlaczego nie wieprzowina? Czyżby autor był Żydem lub muzułmaninem i uważał świnię za zwierzę nieczyste? W artykule ani razu nie pada ani słowo na temat wieprzowiny. Jak zalecenia religii mają się do wyników badań naukowych? Czy to się da jakoś pogodzić?

Dalej jest omówienie typów diet wegetariańskich, więc pomińmy ten fragment. Po przejściu na drugą kolumnę w oczy rzuca się dwukolorowy, ogromny tekst:

Troska o zdrowie człowieka nie jest dla orędowników diet wegetariańskich celem nadrzędnym

To na wypadek, gdybyś drogi czytelniku to przeoczył. Pamiętaj, wróg nie śpi. Musisz być czujny. Taki orędownik może być dosłownie wszędzie, więc miej się na baczności. Za Stalina zachodni imperialista czaił się za każdym rogiem ulicy, a nawet pod łóżkiem, więc obywatel musiał być stale czujny, żeby drania rozpoznać i złożyć na niego donos do bezpieki. A w średniowieczu na biednego człowieka dybał diabeł. On też mógł być wszędzie. I też namawiał do złego. Zło chce twojej duszy lub twojego zdrowia. Ale nie wiem, czego mógł chcieć od obywateli zachodni imperialista. Bo chyba nie duszy?

Brak zgodności w słowie „wegetarianizm” skłania do sugestii, że można go zastąpić terminologią „dieta oparta na produktach pochodzenia roślinnego”.

Uuups, wymiękam, Pawian przy drodze pilnie potrzebny, bo bez profesjonalnego polonisty (przepraszam Pawiana, która jest kobietą a do tego feministką)… mówiąc feministycznie: bez polonistki nie potrafię zrozumieć co autor miał na myśli pisząc

brak zgodności w słowie „wegetarianizm”

I tu wreszcie dochodzimy do wspomnianego, mrożącego krew w żyłach podtytułu „ludzie-warzywa”. Wcale nie chodzi o to, że od wegetarianizmu staniesz się warzywem, co NLP-owsko zdaje się sugerować ten tytuł. W tym fragmencie znajdują się tylko dane statystyczne na temat wegetarianizmu w USA i trochę mącącego w głowie bełkotu autora, np. to:

… badania przeprowadzone na zlecenie National Live Stock and Meat Board wykazały, że ok. 20% respondentów stwierdziło, że jest wegetarianami. Jednakże, po przeanalizowaniu diet respondentów okazało się, że mniej niż 1% nie spożywało czerwonego mięsa, a dużo mniej – mięsa, drobiu i ryb.

No teraz to już naprawdę nic nie rozumiem… Ludzie deklarują, że są wegetarianami, ale tylko 1% z tych rzekomych wegetarian nie jada czerwonego mięsa? W takim razie NIE SĄ wegetarianami i badania na nich nie mogą dać wyników miarodajnych dla wegetarian. I co to jest „dużo mniej” niż 1%?

Dla niektórych ludzi, szczególnie młodych kobiet, stosowanie diety wegetariańskiej może być sposobem maskowania zaburzeń odżywiania, jak np. anorexia nervosa, bulimia nervosa.

Doktor zapomniał, a może raczej nie słyszał jeszcze o wymyślonej w 1997 roku przez innego doktora, Stevena Bartmana, jednostce chorobowej, która nazywa się orthorexia nervosa i polega na „fiksacji na punkcie zdrowego odżywiania”. Unia rządzi, Unia radzi, Unia nigdy Cię nie zdradzi! Unia ma teraz nowe narzędzie do ratowania ludzi przed samozniszczeniem. Jeśli nie będziesz jeść mięsa, jeśli będziesz odmawiać spożywania GMO i żarcia skażonego pestycydami oraz napromieniowanego, wsadzą cię do wariatkowa i zaordynują stosowną kurację. Doktor Bartman radzi takich ludzi leczyć. Poważnie. Przecież zdrowe odżywianie szkodzi, podobno nawet są już pierwsze ofiary śmiertelne, sprawa jest więc poważna. Jeśli chcesz uniknąć elektrowstrząsów i trepanacji czaszki nie podskakuj i żryj co ci każą, nawet jeśli się świeci lub jeśli warzywo ma oczy i się rusza.

A dlaczego wegetarianie są „zdrowsi inaczej”? Mówiąc w skrócie chodzi o to, że rzeczywiście są zdrowsi, co sam autor przyznaje ponad wszelką wątpliwość, bo nie da się inaczej. Wykazują to wszystkie bez wyjątku badana medyczne, ale autor jest jak podejrzewam sponsorowany przez pewne lobby, musi więc jak najlepiej odrobić zadanie, za które zainkasował niebagatelne jak się można domyślać honorarium. A to wymaga naciągania faktów i stosowania demagogii. Pisze więc, że

małe spożycie mięsa czerwonego (przez wegetarian??? przypisek mój) nie wydaje się dostatecznym wyjaśnieniem ogólnego dobrego stanu zdrowia populacji stosujących dietę wegetariańską

Tu już autor po prostu pluje nam w twarz, najwyraźniej sądząc, że czytelnicy są idiotami i już zapomnieli, że przed chwilą zapewniał nas, że:

troska o zdrowie człowieka nie jest dla orędowników diet wegetariańskich celem nadrzędnym

Odstaw mięso, stracisz zdrowie

wykreślając z diety produkty mięsne tracimy szereg substancji niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu

co niedwuznacznie sugeruje, że diety te są szkodliwe. Żeby się nie wiem jak gimnastykować i naciągać fakty pod z góry założoną i opłaconą przez sponsorów tezę, nie da się w żaden sposób ukryć

ogólnego dobrego stanu zdrowia populacji stosujących dietę wegetariańską.

Brak w tym jakiejkolwiek logiki i konsekwencji, którą powinien odznaczać się tekst pisany przez naukowca, z tytułem „dr” przed nazwiskiem.

Dalej jest jeszcze gorzej. Dowiadujemy się, że wegetarianie nie piją, nie palą i uprawiają sporty oraz spożywają dużo owoców i warzyw. I to rzekomo może być przyczyną ich lepszego zdrowia, wniosek więc z tego wynika taki, że gdyby mięsożercy również spożywali owoce i warzywa w takiej ilości na pewno byliby równie zdrowi. Ale nie są, czego w żaden sposób nie da się ukryć. A gdyby wegetarianie jadali (jeszcze więcej) wołowiny (której jako wegetarianie nie jadają wcale), na pewno byliby jeszcze zdrowsi, bo mieliby jeszcze więcej witaminy B12 i cynku (których braku żadne badania nie wykazują, nie odnotowuje go nawet autor tej pracy). Z dalszej lektury wynika jeden wniosek: dieta wegetariańska jest pod każdym względem doskonała i zdrowa, zalecana dla kobiet w ciąży, niemowląt i dzieci, a nawet dla wyczynowych sportowców, wegetarianom nie brakuje absolutnie żadnych witamin, białek ani soli mineralnych, ale powinni oni jadać wołowinę. Bo tak. Po prostu.

BADANIA NAUKOWE WYKAZUJĄ, że osoby, które wprowadzają DUŻE ilości WOŁOWINY do swej diety spożywają białko, żelazo i witaminy z grupy B NA POZIOMIE ZALECANYM w porównaniu z osobami, które jej unikają.

Przeczytacie uważnie to zdanie! Czy widzicie, jak Was robią w konia? Badania NAUKOWE wykazują, że pożerając woły stosujesz się do zaleceń naukowych! Masło maślane! I za to dają w Unii doktoraty?!

Nie ważne czy wyjdzie ci to na zdrowie. Ważne jest jedynie to, żebyś spożywał białko, żelazo i witaminy z grupy B NA POZIOMIE ZALECANYM. Posłuszni ludzie tak postępują, po czym chorują i leczą się w szpitalach. Łykają leki całymi garściami i jeszcze bardziej chorują od skutków ubocznych tych leków. Więc dostają jeszcze więcej leków, po to, żeby zniwelować skutki tamtych leków. A potem skutki skutków kolejnych leków. I tak bez końca, aż do śmiertelnego zatrucia chemią farmaceutyczną i niestrawionymi resztkami wołowiny w osłabionych jelitach. Jaki stąd wniosek? Że zalecenia są złe i że są takie specjalnie po to, żeby sponsora tego artykułu było stać na jego opłacenie i zarobienie dzięki niemu jeszcze więcej kasy. Czy bogacenie się na śmierci może dawać szczęście?

Ten tekst bardzo podoba się mięsożercom, którzy powielają go i rozpowszechniają. Znaczy to, że nie zauważyli tej całej psychomanipulacji. Stanowi to dowód na to, że dieta mięsna szkodzi mózgowi i upośledza inteligencję.

Tekst jest długi, ma 4 strony i nie ma żadnego sensu, żebym dalej, zdanie po zdaniu, dokonywała jego analizy. Chciałam tylko pokazać na przykładzie, w jaki sposób można ludzi ogłupiać i że można to robić w wyjątkowo prymitywny sposób. Przykre jest to, że większość przyjmuje te bzdury za dobrą monetę i nie zauważa, jak demagodzy manipulują prawdą, przedstawiając białe jako czarne.

Amerykańskie Stowarzyszenie Dietetyczne o diecie wegetariańskiej

45 myśli nt. „„Wegetariańskie oszustwo” a NLP czyli pierwsze przymiarki do wprowadzenia Codex Alimentarius

  1. no tak, otagowanie „kretynizmy” jest wlasciwe.
    Znam ogromne ilosci wegetarian jacy maja sie dobrze. Sama nie jadam miesa od 16 lat. Mam przyjaciel co od 30 lat nie jada miesa i tez ma sie ok.
    W ogole to dziwi mnie ze sa jeszcze ludzie jacy tworza takie ksiazki biorac pod uwage, iz np w krajach anglosaskich ( i zapewne nie tylko) sa setki tysiecy wegetarian i juz nikogo nie dziwi to. Nawet w miejscu gdzie pracuje w odleglosci do 20 metrow jest jakies 5% ich.

  2. „Brak zgodnosci w slowie wegetarianizm”. Ja tylko dodam, ze jest calkowita zgodnosc w slowie kretynizm. Jacy naukowcy tak uczelnia.
    Osobiscie od kiedy nie jem miesa (jem ryby, warzywa i owoce) oraz nie ogladam TV i nie slucham wspolczesnej muzyki pop (dlugo nie wiedzialem kto to Doda), moja zdolnosc do analizy i kojarzenia faktow znacznie sie wyostrzyla. Potrafie bardziej myslec samodzielnie, znajdowac wazne informacje tam gdzie inni ich nie dostrzegaja oraz nie nabieram sie na autorytety. Mysle bardziej krytycznie oraz moje samopoczucie jest lepsze. Prawdopodobnie moj „stan” dostanie niedlugo w NWO jednostke chorobowa w klasyfikacji DSM!!!!

  3. Wegetariańskie jedzenie jest zdrowe na równi z innymi dietami, bo wiele zwierząt rownież nie jada mięsnych potraw i miewa się dobrze.
    Ktoś powie,ze są przystosowane do jedzenia pokarmów roślinnych, a czy człowiek nie jest ???

    Moim zdaniem takie artykuły maja jakieś zadanie ??? Jakie ??? Mogą być różnorodne.

    A Codex Alimentarius ze współdziałania z Monsanto to jeszcze jedno działanie korporacji przeciw człowiekowi,ale to się nie uda, bo świadomość populacji na to nie pozwoli.

  4. I jeszcze jedna sprawa. Sam skonczylem studia jakies prawie dziesiec lat temu i mam paru znajomych ktorzy zostali na uczelni i zajmuja sie praca naukowa. Kiedy sie z nimi spotykam to widze tylko frustracje tych osob. Frustracje na feudalny system panujacy na wyzszych uczelniach w Polsce. System ten tlumi osobowosc i niejednokrotnie kreatywnosc jednostek. Gdzies czytalem w prasie raport o szkolnictwie wyzszym w Polsce. W raporcie byla mowa o bardzio duzej bylejakosci publikacji naukowych. Oczywiscie jak zawsze sa jakies wyjatki.
    Moze ci od miernych prac naukowych jedza za duzo miesa i sa uciskani przez profesora lub dziekana feudala, albo oplacani posrednio przez korporacje?

  5. To wszystko zaczyna stanowić jednolity obraz: zaczął się totalny upadek naszej cywilizacji. Jest gorzej niż w starożytnym Rzymie. Dzieci szprycuje się zatrutymi szczepionkami, które uszkadzają ich system nerwowy (nawet te bez rtęci mają poważne skutki uboczne), w wielu krajach fluoryzuje się wodę, a we wszystkich pastę do zębów, produkuje się łakocie i napoje dla dzieci z aspartamem, a co gorsze słodzi się tym świństwem witaminy, leki i odżywki dla niemowląt, wszystkie gotowe wyroby (ketchupy, musztardy, nawet śledzie, np. Lisner) zawierają niewiadome ilości tej neurotoksyny, „leczy” się zęby plombami z rtęcią, wszystkie „szybkie” zupki dla zapracowanych oraz przyprawy (typu vegeta, Knorr itp.) zawierają różne glutaminiany (sodu i potasu), blokuje się wiedzę na temat zdrowego odżywiania i naturalnej medycyny, na siłę wprowadza się uprawy GMO, bez badania ich skutków i wbrew protestom całych narodów, a prawo zamiast bronić obywateli jest stanowione przeciwko nim. Dzięki temu można ludzi przymusowo szczepić wbrew konstytucji, a co gorsze truć ich z nieba pod pretekstem zapobiegania rzekomemu ociepleniu klimatu (bez ich wiedzy i zgody). Do tego pisze się kłamliwe „prace naukowe” o zdrowiu, zalecając to, co szkodliwe i odradzając to, co zdrowe.

    Dodajmy do tego upadek edukacji: szkoły zamieniły się w niebezpieczne miejsca, gdzie bandziory terroryzują nauczycieli i strzelają do wszystkiego co się rusza, nauczyciele niczego nie wymagają, bo się boją, uczniowie boją się jeszcze bardziej, bo w szkole można zostać pobitym, okradzionym, a nawet zgwałconym, a uczelnie wyższe biorą kasę od trucicieli i tworzą „naukę” pod dyktando korporacji. Ludzi twórczych i samodzielnie myślących tępi się już w podstawówce, odkrywcze i ujawniające prawdę prace naukowe trafiają na indeks, a ich autorów wywala się z uczelni z wilczym biletem.

    Rozrywka (muzyka pop w szczególności) zamieniła się w widowiska porno i prymitywne łupu-cupu, podziwiane i kochane gwiazdy lansują bezmózgowość, liczy się tylko młodość, uroda (spod skalpela), wielkie cycki (z silikonu) i viagra. No i kasa, choćby kradziona.

    Obywatel ma być głupi, bezmyślny i bezwolny. Ma się gapić w cycki na ekranie, żreć GMO przyprawiane aspartamem i glutaminianem i ciężko pracować. Najlepiej za darmo.

    Mam nadzieję, że jednak większość w końcu się ocknie. Ale czasem ogarnia mnie zwątpienie. Nawet myślący ludzie wierzą, że chemtrail to tylko smugi kondensacyjne, że czerwone mięso jest zdrowe i absolutnie niezbędne, że trzeba pić dużo mleka, a władza przecież nigdy nie dopuści do tego, żeby środki spożywcze i medyczne szkodziły, a te wszystkie ostrzeżenia to tylko paranoja i teorie spiskowe.

  6. Unia rządzi, Unia radzi, Unia nigdy Cię nie zdradzi!
    Jeśli chcesz uniknąć elektrowstrząsów i trepanacji czaszki nie podskakuj i żryj co ci każą, nawet jeśli się świeci lub jeśli warzywo ma oczy i się rusza.
    Dobre.

  7. @Astromaria
    „Mam nadzieję, że jednak większość w końcu się ocknie. Ale czasem ogarnia mnie zwątpienie”
    Mnie tez ogarnia zwatpienie jak staram sie docierac z informacja do ludzi z mojego otoczenia.

    Najwiecej w moim otoczeniu (rodzina i znajomi) mam katolikow i nastepnie racjonalistow. Juz nie mowie o UFO, tajnych bazach wojskowych, Bohemian Grove, jaszczurach, 9/11, itp. Zauwazylem, ze najlepiej skutkuje jak mowi sie do tych ludzi ich jezykiem. Katolikom pokazuje filmy o czipach i cytaty z Apokalipsy sw. Jana, wtedy ludzie otwieraja szeroko oczy.
    Racjonalista mowie tez o czipach ale tylko o chciwych bankierach ktorzy rzadza swiatem za pomoca pieniadza i chca nas zniewolic. I wtedy racjonalisci tez otwieraja oczy (nie wszyscy ale zawsze ktos). Nie ma sensu mowic o wszystkim.

    Ludzi w moim otoczeniu najbardziej szokuje fakt czipowania ich jak bydlo. A dalej niech juz sami sobie tworza wlasne teorie (religijne czy racjonalistyczne) byle tylko nie dali sobie wszczepic tego cholerstwa.

    I jeszcze ciekawostka. Mam kuzynke w Szwecji i rozmawialem ostatnio z nia o NWO itp, ona nie byla zdziwiona i powiedziala, ze w Szwecji juz nawet w glownych mediach zaczyna sie troche mowic o spisku Iluminatow!!!! Gdzie niegdzie jest jakas nadzieja.

  8. Miałam ochotę wypisać fragment z komentarza Marii, ale zrobiła to Zyta powyżej.
    Przyznaję, że z ciekawością obserwuję i czytam, lecz nie poruszam tych tematów z nikim. Nie czuję się na siłach podejmować dyskusji.
    Nie chcę się denerwować. I nie mam ochoty.

    Tym większe uznanie dla Astromarii za konsekwencję i siłę w drążeniu i przedstawianiu tego bagienka, w który wpakowano nas.

    Dzisiaj nie śledzenie tych spraw jest groźne dla życia.
    Świadomość, na wagę złota, bez najmniejszej przesady.

  9. Mocne, ale ciekawe, dlaczego teraz nagle wypłynęło na powierzchnię, czyżby z przyczyn propagandowych? Żeby ludzie się bali? Dodałam do tego tekstu komentarz:

    Obawiam się, że to jest już od dawna stosowane, ale nie do kontrolowania zwykłych obywateli, a polityków i uczonych, dopuszczonych do największych tajemnic tego świata. O podobnym “wynalazku” wspomina Jan van Helsing w książce “Ręce precz od tej książki”. Pisze tam o woreczku z narkotykami, przyczepianym do ciała naukowca pracującego przy tajnych projektach. Dopóki uczony jest lojalny i posłuszny, dostaje narkotyk, kiedy “podskoczy” odcina się jego dopływ, co powoduje śmierć. To by wyjaśniało, dlaczego potężne umysły, zamiast pracować dla dobra ludzkości, działają dla jej zguby.

  10. @ Eliszka, nie wpadaj w przygnębienie. Pamiętaj, że depresja niszczy system immunologiczny. Kto się zamartwia, staje się łatwym celem dla bakterii, wirusów i skażeń chemicznych (system immunologiczny chroni również przed nimi). Dlatego zachowuj siłę ducha, medytuj, uzdrawiaj się, jedz zdrowo, spaceruj i nie daj się. Trzeba wiedzieć, co się dzieje, ale nie należy przejmować się tym do tego stopnia, żeby sobie zaszkodzić. Zadbaj o własną, najbliższą rodzinę, a inni niech cię nie martwią, sami muszą o siebie zadbać, bo jak tego nie zrobią, wydadzą na siebie wyrok.

    Pamiętajcie, że teraz toczy się decydująca walka dobra ze złem. Mówi o tym Biblia i wiele przepowiedni. Ale według zapowiedzi zło zostanie rzucone w otchłań. Pilnujmy, żebyśmy się nim nie oblepili.

  11. Ze świadomością, że nie jesteśmy osamotnieni w naszych „urojeniach”, damy radę! Duża w tym Twoja zasługa 🙂

  12. Od ładnych paru lat natykam się w różnych czasopismach na artykuły przychylne wegetarianizmowi, prawie w każdym większym sklepie jest teraz dział ze zdrową żywnością, w tym dla wegan i wegetarian. Nikt mi nie każe jeść mięsa, coraz więcej knajp z wegetariańskimi potrawami. Chyba żyje w omiennej rzeczywistości.

  13. Dzieki Marcus za nowy film o szczepionkach. Rozeslalam go juz wszystkim, komu moglam z odpowiednim komentarzem.

  14. @ Rungarak: „Mają oczy ale widzą tylko co chcą widzieć. Maja uszy ale słysza tylko to co chcą usłyszec”. Nikt nie twierdzi, że nie ma sklepów ze zdrową żywnością, że wszystkie pisma prowadzą nagonkę na wegetarian i że (jak na razie przynajmniej) ktokolwiek jest w stanie zabronić mi jadać to, co mi się podoba. Gdybyś czytała to, co naprawdę jest napisane, a nie to, co wydaje ci się, że jest, to byś wiedziała, że artykuł jest ewidentnie SPONSOROWANY przez tzw. „PRODUCENTÓW” (zawsze mnie szokuje określenie „producent” gdy chodzi o mięso) wołowiny. Ten artykuł był też wyraźnie napisany na zalecenie Unii.

  15. Ludzie bez względu na to czy są katolikami, czy buddystami czy…..(wstaw dowolnie) są mądrzy i głupi. Pisałam kiedyś, że dr Hałat, jeśli chodzi o czystość wody i żywności w Polsce jest niestrudzonym wojownikiem sprawy i dla mnie jest nieistotne, że jest gorliwym katolikiem, bo w/s GMO wspieram go z całego serca. Na jego stronie jest info o konferencji 05.09.br. na Jasnej Górze o rolnictwie w Polsce, gdzie będą wykłady o szkodliwości GMO. Doktor od lat walczy z GMO i dlatego też jest marginalizowany przez środowisko. Jest nadzieja, że jak to będzie na Jasnej Górze to i katolicy zastanowią się nad tym co nam w rolnictwie chcą zafundować.

  16. @Astromaria
    Oczywiście, że artykuł jest sponsorowany przez producentów wołowiny, ja nie twierdze, ze nie jest. Dziwi Cię, że artykuły sponsorowane się ukazują, bo mnie już nie.
    Co do zlecenia przez Unie, to też bym sie tym nie przejmowała.Unia sponsoruje mnóstwo badań i ruchów społecznych, często sprzecznych ze sobą. To się chyba nazywa pruralizm światopoglądowy.
    Takie artykuły raczej nie zrobia z wegetarian jedzacych mięso. Myślę, ze głównym adresatem są mięsozercy unikajacy czerwonego mięsa. Codzi o to, zeby z kurczaków i ryb wrócili do wołowiny, bo w ostatnim czasie sporo było negatywnych informacji o czerwonym miesie. Wegetarianizm wystapił w roli koziołka do bicia. Sporo osób jedzących mięso bardzo lubi czytac i sluchać niepochlebnych opini o wegetarianiźmie, to ich utwierdza w wyborze diety. A autor beszczelnie tym upodobania poschlebiał.

  17. Nie wiem czy smiac sie czy plakac. Nie wiem kim jest osobnik ktory napisal ten kretynski artykul, ale te dr to mu przy podpisywaniu sie chyba przypadkiem wskoczylo… Cuchnaca propaganda i smiech na sali. Pewnie w najblizszym czasie mozemy sie spodziewac wielu takich artykulow jesli spadnie spozycie a to wieprzowiny, alkoholu czy mleka. Kiedys lekarze zachecali przeciez do palenia papierosow, a ostatnio czytalam takie tam ciekawostki w gazetach niedzielnych, z wypowiedziami osob ktore przekroczyly setke i chwalily sie ze gorzolki sobie nigdy nie zalowali….

  18. @ Baria: gdzieś tu chyba (ach, ta skleroza) wstawiłam link do filmu o truciznach w żywności, wyemitowanego przez Polsat. W tym filmie (bardzo mądrze) wypowiada się m.in. dr Hałat.

    @ Rungarak: a jeszcze niedawno lekarze przestrzegali przed czerwonym mięsem. W każdym poradniku można było przeczytać, że mięso jest zdrowe i super, byle tylko nie czerwone. Jak to kasa wpływa na światopogląd. I na sumienie.

    @ Usagi: Z tą wódeczką to chyba coś jest… słyszałam o wielu bardzo starych ludziach, którzy po obiedzie „strzelali” sobie kieliszeczek. Ale tylko 1 i najczęściej spirytusu lub czyściochy. I co ciekawe, te osoby jadły tłusto i dużo mięsa. Może mięso z wódką staje się bardziej strawne? Hmmm… alkohol konserwuje 😉 Ciekawe, czy środki tak powszechnie używane do konserwacji żywności też tak nas zakonserwują?

  19. Trafiłem ostatnio na fragment pragramu Galileo na TV4 – dla tych co nie wiedzą, jest to program produkcji niemieckiej, chyba zapożyczony z Discovery, taki popularno-naukowy, bardziej o ciekawostkach typu „jak produkuje się kołki rozporowe”, niemniej dość ciekawy i raczej rzetelny. Co prawda widziałem tylko kawałek, ale z kontekstu domyśliłem się, że chodzi o problem infekcji gruczołów mlecznych u krów w hodowlach, co hodowcom przynosi spore straty w mleku. I w Niemczech przeprowadzono eksperymentalne badania, no i okazało się – uwaga, uwaga – że na krowy działa zarówno placebo, jak i z większym powodzeniem kuracja HOMEOPATYCZNA! Lek homeopatyczny dodawany był do wody pitnej i krowy nie łapały zapalenia wymion. Wybaczcie, nie wierzyłem że zobaczyłem to w telewizji 🙂
    Notabene, homeopatia to jeszcze rozumiem, ale placebo? Wynika stąd, że krowy mają świadomość, że są leczone, czyli potrafią wnikliwie obserwować i myśleć abstrakcyjnie.

  20. No popatrz, tego nie wiedziałam. Wiem, że można zwierzęta leczyć homeopatią i akupunkturą, ale żeby wmówić krowie, że cukierek to lekarstwo to faktycznie dziwne. My bardzo nie doceniany zwierząt, ich rozumu i uczuć. Gdyby mięsożercy wiedzieli, jaką świadomość i wrażliwość mają zwierzęta, to by ich nie jedli. To nasi bracia. A wszystko przecież jest jednością. Jedząc krowę jem siebie, nie mogę się więc dziwić, że szkodzę tym sobie.

  21. no prosze. tefauen donosi w powyzszym filmiku ze „amerykanie dowiedli ze witamina c zwieksza zwapnienie i zmiany miazdzycowe”. ledwo po tym jak rath dowodzil czego innego dokladnie…

  22. Przyznam sie że nie jem mięsa od około kilkunastu lat, zresztą od dobrego roku przeszłam na weganizm. Jednak z tolerancją w naszym społeczeństwie do wegetarian jest różnie. Taki sposób odżywiania nie jest akceptowany, bywa nawet szykanowany, ja się zetknęłam do tej pory raczej z brakiem akceptacji i szacunku do wegetarian. Widać w każdym mieście jest inaczej , zależy od okolicy, u nas brak właśnie takiej reustauracjii wegetariańskiej. Od niedawna przyznaję się do wegetarianizmu. Przez wiele lat musiałam ukrywać nie jedzenie mięsa(o tym że nie jem mięsa wiedziała tylko moja córka) by spokojnie przetrwać. Zetknęłam się z opinią kiedyś wśród znajomych iż jeśli dziecko nie je mięsa to może należeć do sekty… takie opinie nadal funkcjonują w obiegu niestety…

    Jedzenie mięsa wywołuje jednocześnie toksyczne myślenie, związane jest ono najczęściej z wyrzutami sumienia. Aby usprawiedliwić swoje spożywanie mięsa , człowiek odreagowuje na osobach w jego mniemaniu słabych czyli kozłach ofiarnych. Osoba która spożywa mięso istnieje w niewoli stylu odżywiania. Każdy wegetarian przypomina jej o sumieniu, dlatego wywołuje to takie nerwowe ataki i agresywne zachowania wśród osób jedzących mięso. Dlatego będą szukać na siłę artykułów akceptujących spożywanie mięsa i szukać naukowych autorytetów, jest to dla nich swoiste pocieszenie.

    Jednak ,,oni” są nami ponieważ wegetarianie kiedyś też jedli mięso, wegetarianie są tylko przykładem pionierską grupą jak można żyć i funkcjonować bez spożywania mięsa dla ludzkości. Wszystko jest jednością nie ma wojny. To tylko blokady w myśleniu, uwarunkowania pokoleniowe, które trudno ot tak wraz z e strzyknięciem końca palców zmienić.
    Nauczono nas myślenia, że mięso jest pożywne i zdrowe. Jednak ja pochodzę z rodziny długo żyjących, i moja prababcia z biedy spożywała mięso tylko dwa razy w roku podczas świąt(tak mi przynajmniej opowiadała) jednak przeżyła ona dwie wojny światowe i wygnanie do Kirgizji. Nie przepadała za mięsem ponieważ nie była od niego uzależniona, wiedziała że można spożywać wiele różnych pokarmów bez mięsnych i żyć.

  23. Każdy wegetarian przypomina jej o sumieniu, dlatego wywołuje to takie nerwowe ataki i agresywne zachowania wśród osób jedzących mięso.

    No, dokładnie! Ja to wiem, ale o tym nie mówię, bo to wywołuje jeszcze większą złość takiej osoby. Oni doskonale wiedzą, że mięso jest co najmniej zbędne, a nawet szkodliwe, ale mięso uzależnia. Trudno jest je odstawić, bo ma się potem iście narkotyczny głód.

    Jednak ,,oni” są nami ponieważ wegetarianie kiedyś też jedli mięso

    Fakt, u nas praktycznie nie było rodzin od pokoleń wegetariańskich. Ja nigdy nie lubiłam mięsa, ale mnie do niego zmuszano siłą. Potem bolał mnie brzuch i źle się czułam, ale zamiast zmienić dietę dawali mi ziółka i lekarstwa. Od czasu kiedy odstawiłam mięso nie mam żadnych takich sensacji żołądkowych. Ludzie wokół ulegają zatruciom pokarmowym i powszechnie chorują na coś, co jakiś dureń wymyślił nazywać „grypą żołądkową”, a mnie i mojej rodzinie się to nigdy nie zdarza. Ale zanim przeszłam na wegetarianizm zdążyłam się uzależnić od mięsa i bardzo trudno było mi je odstawić. No i byłam też dość agresywna w stosunku do wegetarianizmu jako takiego. Bo… czułam, że to co robię jest złe i gryzło mnie sumienie. Więc każdy, kto zdobył się na odwagę zmiany postępowania przypominał mi o tym, że ja „grzeszę”.

  24. Jako wegetarianka od mniej więcej ćwierć wieku widzę to dokładnie z odwrotnej strony. Ja mam gdzieś, co kto jada, może sobie jadać nawet kamienie, jego sprawa. Ale kiedy przy stole dziękuję za mięsko od razu zaczyna się zadyma. Najpierw zapada ciężka i pełna zbulwersowania cisza, a potem ktoś głosem drżącym ze zgrozy pyta: skoro nie jesz mięsa, to co ty właściwie jadasz?” I tu nie ma żadnej dobrej odpowiedzi (moja ulubiona to: „wszystko poza mięsem”), bo cokolwiek powiesz, od razu ciotki, jedna przez drugą zaczynają wydziwiać, że to jest jakieś dziwactwo, że to pewnie tylko po to, żeby wywołać sensację i zwrócić na siebie uwagę, że to taka moda, „zjedz, to już i tak jest zabite”, „jak nie będziesz jadać mięsa to umrzesz na raka i anemię” i takie podobne. Z tego powodu kilka razy zdarzyło mi się zjeść trupa, chociaż mi straszliwie śmierdział, żeby tylko nie było gadania. Czasem mówię „lekarz mi zabronił”, ale to też nie jest dobre wyjście, bo zaraz pytają „a dlaczego?” i „a na co jesteś chora” a potem gadają, że ten lekarz to ciemniak i żebym poszła do innego.

    Agresja mięsożerców jest wprost powalająca.

  25. Wiesz co ale ja mam wrażenie, że każda inność przy stole potrafi zasiać ferment. Jak nie lubisz ciasta, słodyczy to też jest obraza majestatu gospodyni i zdziwienie, że istnieją ludzie nie lubujący się w słodkim. A nie daj bóg jak liczysz kalorie i pozwalasz sobie w gościach tylko na jeden kawałek tortu, a z pozostałych potraw jesz po trochu, małe ilości. „O jej od tego nie utyjesz, zjedz z nami dla towarzystwa”. Moja koleżanka ma teściową, która nachalnie i z uporem maniaka ładowała jej na talerz to czego nie lubi albo próbowała w nią wmusić drugie danie choć było mówione, że nic jeść nie będzie. A że wredna małpa ;)(z koleznaki) to ostentacyjnie nie tykała i nie jadła tego co było na talerzu, niezależnie od tego jak wielkiego focha miała później teściowa. Dobrze że to tylko obiadki niedzielne były.

  26. Z największą agresją w stosunku do wegetarian spotkałam sie wśród anonimowych wypowiedzi w internevie. Na codzień większość osób przechodzi nad tym do porządku dziennego, a rodzina nauczyła się przygotowywać dania wegetariańskie. Faktycznie, jak pisze Gal, wegetarianizm bywa po prostu tematem do rozmowy. Wiele osób jest ciekawych i często zadaje pytania dlaczego czy co jadasz. Jak byłam młodsza to mnie te pytania irytowały bo podswiadomie spodziewałam się ataku i tak je traktowałam. No i większość tych pytań byla głupia. Odkąd zlewam cudzą opinie na temat swojej diety, to zdarza mi sie mieć zupełnie normalne rozmowy na temat wegetarianizmu z mięsożercami. Faktem jest, że na temat wegetarianizmu krąży wiele głupich mitów, takze wśród samych wegetarian. Więksość osób mających negatywny stosunek do wegetarianizmu ogranicza się do uśnieszku czy pojedynczego komentarza i zajmuje swoim talerzem.
    Pare razy spotkałam się natomiast z ludźmi autentycznie agresywnymi, na których samo moje istnienie działalo jak płachta na byka, i którzy czuli usilną potrzebę udowodnienia, ze wegetarianizm jest szkodliwy lub głupi.

  27. No tak, to pewnie z powodu różnicy pokoleń. Moje ciotki mają coś około 70-ki a nawet więcej i dla nich to jest po prostu koniec świata. Ja się sama nie wyrywam z tym, co jadam a czego nie, ale ostatnio wrobiła mnie żona mojego taty, głośno obwieszczając wszystkim, że my nie jadamy mięsa. Ja w życiu nie wyjechałabym z czymś takim i prawdę mówiąc ciut się wkurzyłam, bo od razu wiedziałam, jak się to skończy. A skończyło się długą i burzliwą dyskusją, a ja miałam ochotę wejść pod stół.

  28. No wlaśnie nie bardzo. Moi rodzice, ich znajomi, ciotki itp. to ludzie ok. 60-70 ki, mający średnie lub zawodowe wykształcenie. I oni to jakoś łykneli. być może traktują to jako fanaberie ale bez agresji. Z agresją i kpinami spotkałam sie głównie wśród ludzi stosunkowo mlodych, dwadzieścia pare do trzydzieści parę, wykształconych i pozujących na elite intelektualną.

  29. Może i macie rację. Jednak ja uważam że świadoma decyzja dotycząca wegetarianizmu nie powinna interesować nasze otoczenie. Sama jestem wege od kilku lat i b.dobrze się z tym czuję. Owszem zdarza się, że osoby, które rzadko widuję często o tym fakcie zapominają, ale nie widzę w tym problemu- zawsze coś bezmięsnego u każdego się znajdzie:) Grunt to potrafić to uszanować.
    ps: nawet jak będę w ciąży nie tknę zwierząt!

  30. Zależy, jakie się ma otoczenie. Jedni przyjmują to jako rzecz naturalną, inni straszą śmiercią. A najgorsze jest pisanie głupot przez uczonych. Gdyby wegetarianizm był zabójczy, to nie byłoby wegetarian, bo by wymarli.

  31. Myślę, że weganie mają gorzej i tak. Jak ludzie ich widzą, to się zastanawiają, czy oni jeszcze żyją itp. „Co oni w ogóle jedzą”, to się pojawia notorycznie. 🙂

  32. A widzisz, jem i żyję:):) ostatnio słyszałam b.ciekawy wywiad z jedną z sióstr zespołu „SISTERS”. {W prawdzie obydwie są wegetariankami}. Najbardziej spodobała mi się jej pewność, co do wolności w dokonaniu wyboru i że mając swoje małe dziecko da mu właśnie taką szansę, niech samo zadecyduje.

Proszę się nie awanturować z powodu moderacji - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s