Nie kijem go, to pałką

Kochani, jakimi my jesteśmy szczęściarzami! Nareszcie, dzięki postępowi nałukowemu możemy powiedzieć prymitywnej naturze NASZE STANOWCZE NIE!

Nasi biedni przodkowie odżywiali się w sposób naturalny, ponieważ byli dzicy, zabobonni i niepiśmienni. Oni po prostu nie mieli wyboru. Byli ofiarami ciemnej, przednaukowej epoki, w której nie znano nowoczesnych metod dbania o zdrowie. Ale my mamy ten wielki przywilej, że wreszcie możemy w racjonalny sposób zadbać o swoją kondycję i doskonałe samopoczucie.

Mamy oto nowy, bezpieczny słodzik, którego może używać bez umiaru cała rodzina!

Cytaty pochodzą ze strony firmy handlującej tym cudeńkiem, ale nie podam linku, żeby nie robić reklamy trucicielom i ludobójcom. Każdy, kto chce się truć sam ją znajdzie (a zapewniam Was, że jest takich niewiarygodnie dużo).

Inną zasługą tej firmy jest krzewienie kultury języka, co znalazło swój wyraz na pierwszej stronie, reklamującej ich kalkulatorek „antycukrowy”: „Ile łyżeczek cukru słodzisz codziennie?” Prawda, jaka piękna polszczyzna? Ja łyżeczek nie słodzę, jakby ktoś pytał, ja słodzę herbatę.

Pierwsze słodziki pojawiły się już pod koniec XIX wieku, ale dopiero od wynalezienia aspartamu w latach 80. możemy mówić o ich rosnącej popularności. Przesyłane w paczkach przez nasze rodziny z Niemiec czy też Stanów Zjednoczonych były pewnego rodzaju symbolem luksusu, świadomej diety, lepszego – zachodniego świata.

No i oczywiście – naukowego stylu życia! Żegnaj cukrzyco i otyłości! Nareszcie możemy słodzić do woli i cieszyć się naszym ulubionym smakiem.

Oto próbka reklamy, zupełnie jakby żywcem wyjęta z mojego ulubionego i niezapomnianego serialu „Robocop”:

S…R… – bo życie ma słodki smak!

S…R… to innowacyjna substancja słodząca wytwarzana na bazie cukru. Znakomicie słodzi kawę, herbatę oraz  inne gorące i zimne napoje. Nie zawiera kalorii, a wieloetapowy proces technologiczny sprawia, że zachowuje smak najbardziej zbliżony do cukru. S…R… to słodycz bez ograniczeń.

S…R… jest już używany w ponad 3000 produktów, w 80 krajach na świecie. Bezpieczeństwo stosowania produktu potwierdzają badania kliniczne. S…R… polecają też specjaliści ds. żywienia, stomatolodzy i diabetolodzy. Bez obaw może więc go używać cała Twoja rodzina.

S…R… to świetne rozwiązanie dla wszystkich, którzy żyją zdrowo, dbają o swoją sylwetkę, właściwie się odżywiają, a jednocześnie nie chcą rezygnować z przyjemnego smaku słodyczy. Małe, poręczne opakowanie możesz mieć zawsze przy sobie – w domu, w pracy czy w podróży – S…R… to produkt stworzony specjalnie dla Ciebie.

S…R… w przeciwieństwie do popularnych słodzików – nie zawiera sztucznych składników: aspartamu czy też fenyloaniliny. Dzięki temu jest nieszkodliwy dla organizmu i nie pozostawia gorzkiego posmaku. 1 tabletka S…R… słodzi jak 1 łyżeczka cukru. Organizm traktuje ją jako neutralną substancję, dlatego przechodzi ona przez układ pokarmowy w stanie niezmienionym – używanie S…R… to więc znakomity sposób na oszczędzanie zbędnych kalorii.

S…R… –  nie zawiera substancji przyspieszających rozpuszczanie (NaHCO3-wodorowęglan sodu  lub Na2CO3-węglan sodu), które pozostawiają metaliczny posmak i wpływają na klarowność napoju. S…R… rozpuszcza się wolniej, ale ma lepszy smak!

(…)

Już teraz kup S…R… i rozpocznij redukcję kalorii. Używaj S…R… tak, jak dotąd cukru – dużo czy mało – zawsze smakuje wyśmienicie…

Młodzi tego nie pamiętają, ale aspartam był reklamowany w taki sam sposób: słodycz bez ograniczeń, nie tucząca, nieszkodliwa dla cukrzyków, pyszna w smaku, a co najważniejsze – w pełni bezpieczna i zdrowa.

Oto „Historia sukcesu” (firmy, naiwniacy, a nie waszego):

S…R… wczoraj…

Jest rok 1976. Londyński uniwersytet prowadzi badania na sacharozie. Podczas jednego z eksperymentów profesor Leslie Hough zleca swojemu asystentowi przeprowadzenie badań, używając sformułowania – „to test” (eng. – badać). Młody chemik rozumie słowa profesorki jako zachętę do spróbowania przedmiotu badania – „to taste” (eng. – smakować, spróbować). Podczas tej próby odkrywa on, że nowo wynaleziona substancja jest niebywale słodka (oto godna podziwu gotowość złożenia swego życia na ołtarzu nauki: spróbować coś, czego nie testowano nawet na szczurach; a może to zwykłe lizusostwo – przypisek astromarii). Kolejne analizy pokazują, że nawet 600 razy słodsza od cukru! Naukowcy prowadzący badania otrzymują przywilej nadania jej nazwy – tak powstaje sukraloza.

Sława londyńskiego uniwersytetu Quenn Elizabeth College rośnie w szybkim tempie. Niezwykła historia odkrycia sukralozy intryguje coraz więcej osób – kusi obietnicą smaku słodyczy bez ograniczeń i bez wyrzeczeń.

Odkryciem nowej substancji zaczyna się interesować ‘Johnson & Johnson Company’. Sukraloza okazuje się być na tyle ciekawym i rozwojowym produktem, że J&J wspólnie z ‘Tale & Lyle’ rozpoczynają szczegółowe badania nad bezpieczeństwem jej stosowania.

Mija 15 lat licznych badań i testów wskazujących na to, że stosowanie sukralozy jest bezpieczne dla organizmu człowieka. W 1991 pod nazwą Splenda sukraloza debiutuje w Kanadzie. Niedługo potem do użycia dopuszczają ją kolejne kraje: Australia i Rosja (1993), Nowa Zelandia (1996), USA (1998), Wielka Brytania (2003), aż w końcu cała Unia Europejska (2004).

S…R… dziś…

Jest rok 2009. Sukraloza jest z powodzeniem używana przez miliony ludzi w ponad 80 krajach na świecie. Na skalę przemysłową stosuje się ją już w ok. trzech tysiącach produktów spożywczych. Rok 2009 to także debiut S…R… na polskim rynku.

Londyński Uniwersytet Queen Elisabeth był nic niewart, aż do dnia dokonania tego wiekopomnego wynalazku, który stał się największym błogosławieństwem ludzkości!

Pocieszmy się więc jeszcze trochę historią tego sukcesu:

Sukraloza została zaakceptowana przez ponad 60 jednostek nadzorujących na całym świecie, a dzisiaj jest obecna w ponad 3 000 produktów sprzedawanych na świecie. W Stanach Zjednoczonych Coca-Cola wprowadziła nowy napój dietetyczny słodzony Splendą, a inni producenci napojów będą podążać tym tropem. (biotechnologia.pl)

Ktoś rozsiewa wredne plotki przeciwko sukralozie? O wstrętny, w żadnym razie nie powinniście wierzyć temu podstępnemu szczurowi, przez którego przemawia zawiść. Nic dziwnego, przecież za sprawą tego cudownego wynalazku traci miliony dolarów każdego dnia:

Dekada sukcesów sukralozy na rynku oraz akceptacja konsumentów i władz sanitarnych wszystkich rozwiniętych krajów na świecie powodują, że wątpliwości kilku naukowców – podsycane w Internecie przede wszystkim przez głównego konkurenta sukralozy (producenta aspartamu) – można uznać za dyskusje czysto akademickie.

Aspartam jest be. Przez to, że truje konsumentów zrobił czarny PR wszystkim słodzikom, a to jest bardzo niesprawiedliwe, bo przecież sukraloza jest środkiem idealnym i pozbawionym wszelkich wad.

A oto kolejna informacja ze strony biotechnologia.pl:

Liczba produktów spożywczych i napojów zawierających aspartam ciągle spada, a tych z sukralozą z roku na rok wzrasta. Dane pochodzące z Mintel’s Global New Products Database wykazały 746 nowych produktów zawierających aspartam w 2005 r., 700 w 2006r., i 663 w 2007. Z drugiej strony liczba produktów zawierających sukralozę w 2005r. wynosiła 134, w 2006 150, a w 2007 r. 234.

Chociaż aspartam jest wciąż znacznie bardziej powszechnie stosowany niż sukraloza w Europie, niektórzy producenci w oczywisty sposób wybierają sukralozę, aby przyciągnąć klientów , którzy nie są do końca przekonani, że aspartam jest bezpieczny.

Wszyscy poszukiwacze bezpiecznych, nie tuczących słodzików mają powód do radości! Powoli i po cichu, coraz bardziej skompromitowany i coraz częściej odrzucany przez konsumentów aspartam jest wycofywany i zastępowany nowym słodzikiem. Wspaniale, prawda?

Bynajmniej!

Spróbujmy więc wyjaśnić wątpliwości.

Z niemałą radością dostrzegłam na stronie link pt. „Krytyka i kontrowersje”, który obudził we mnie nadzieję, że znajdę tu przynajmniej pozornie uczciwą polemikę z krytykantami oraz próbę wyjaśnienia wątpliwości dotyczących bezpieczeństwa słodzika. Ale nic z tego! Krytyka dotyczy wyłącznie cukru. Kontrowersje oczywiście również. Sam słodzik nie wzbudza ani kontrowersji, ani żadnej krytyki.

Sprawdźmy więc, czy rzeczywiście.

Zaczynamy od Wikipedii, która w charakterystyczny dla siebie sposób wyjaśnia nam, że trucizny są cacy i powinniśmy je ufnie spożywać każdego dnia i bez żadnych ograniczeń:

(…) Sama sukraloza nie jest szkodliwa, ale podobnie jak aspartam, rozkłada się na związki, które są szkodliwe dla organizmu ludzkiego: chloroglukozę i chlorofruktozę. Są one toksyczne, ale w większych ilościach niż te, które znaleźć można w produktach spożywczych. Około 20% sukralozy rozkłada się w organizmie, reszta zostaje wydalona w niezmienionej postaci.

Związki toksyczne, szkodliwe dla ludzkiego organizmu, są nieszkodliwe. Cud prawdziwy!

W reklamie czytamy:

Już teraz kup S…R… i rozpocznij redukcję kalorii. Używaj S…R… tak, jak dotąd cukru – dużo czy mało – zawsze smakuje wyśmienicie…

Zaraz, zaraz, chwileczkę, przecież Wikipedia napisała:

Są one toksyczne, ale w większych ilościach niż te, które znaleźć można w produktach spożywczych.

A w reklamie stoi jak wół:

dużo czy mało – zawsze smakuje wyśmienicie…

Czy owo „dużo czy mało” nie stanowi różnicy? Czy „dużo” nie znaczy przypadkiem „w większych ilościach niż te, które znaleźć można w produktach spożywczych”?

Około 20% sukralozy rozkłada się w organizmie, reszta zostaje wydalona w niezmienionej postaci.

Jeśli ktoś będzie słodził „dużo”, to czy te 20% owego „dużo” nie okaże się zabójcze dla jego organizmu?

No i jak, czy naprawdę jest to taki bezpieczny słodzik? Syp go dużo, a według zapewnień Wikipedii stworzysz takie stężenie, że okaże się ono toksyczne.

Ale sukraloza zalecana jest również dla dzieci, a skoro jest tak bezpieczna, to pewnie i dla niemowląt:

Bez obaw może więc go używać cała Twoja rodzina.

Dużo, czy mało… i dla dużych i dla małych!

No cóż, nie wszyscy są tak optymistyczni.

Sukraloza ma równie podejrzany rodowód, a badania nad nią są równie „obiektywne” jak to miało miejsce w przypadku aspartamu. Przed zgłoszeniem do zatwierdzenia przez FDA obie te substancje zostały przebadane wyłącznie przez swoich wynalazców i producentów, co jest po prostu skandalem, ponieważ jest oczywiste, że ktoś, kto ma interes w tym, żeby zarobić na danym produkcie nie ma interesu w tym, żeby ujawnić całą prawdę na jego temat. Takie badania nie mogą być uznane za obiektywne i nie powinny być miarodajne. Jednak ani w przypadku aspartamu, ani sukralozy niezależne badania nie były przez FDA wymagane. Zostały one przeprowadzone znacznie później, już po zalegalizowaniu i wprowadzeniu obu słodzików na rynek i w obu przypadkach wykazały wyniki zdecydowanie rozbieżne z tymi, które zostały przedstawione przez producenta.

My już wiemy, że FDA nie chroni konsumentów, do czego została powołana, a wyłącznie stoi na straży interesów finansowych firm chemicznych, które z czystym sumieniem można nazwać trucicielami ludzkości.

Przy produkcji sukralozy używa się zwykłego cukru i między innymi fosgenu.

Mówi Wam coś ta nazwa?

Jeśli nie spaliście na lekcjach historii, powinniście wiedzieć, że jest to wysoce toksyczny gaz, który był używany w czasie I wojny światowej jako gaz bojowy.

Oto fragmenty artykułu „Życie po aspartamie” ze strony dobrametoda (polecam tę stronę, jest tam mnóstwo ciekawych artykułów na temat zdrowia):

Pat Thomas
Wrzesień 21, 2005
Aspartam nie powinien się był nigdy pojawić na rynku. Ale nawet jeśli zostałby jutro usunięty ze sprzedaży, jak dużo zaufania mogą mieć konsumenci do innych sztucznych słodzików obecnych na rynku?

Nie istnieje żaden sztuczny słodzik na rynku, o którym możnaby bez cienia wątpliwości stwierdzić, że jego spożycie jest bezpieczne dla zdrowia człowieka.

Zarówno sacharyna, jak i cyclamate i acesulfame-K okazało się, że powodują raka u zwierząt. Nawet rodzina względnie łagodnych słodzików znanych jako polyols, sorbitol czy mannitol, może zakłócać pracę żołądka, jeśli spożyje się je w większej ilości.

NutraSweet jest przekonana, że jej nowy oparty na aspartamie słodzik, Neotame, jest ‚rewolucyjny’ ale to tylko pozory, jest on jedynie bardziej stabilną wersją aspartamu. Taka sytuacja otwiera szeroko rynek dla sukralozy.

(…)

W złożonym procesie chemicznym cukier jest przetwarzany między innymi wraz fosgenem (substancja chemiczna używana podczas I Wojny Światowej, a obecnie powszechny składnik w produkcji plastików, pestycydów i barwników) w reakcji której trzy atomy chloru zastępują trzy hydroksylu (wodór i tlen) grupy naturalnie przyczepionej do cząsteczki cukru.

W wyniku procesu powstaje 1,6-dichloro-1,6-deoksy-beta-D-fruktofuranozydo-4-chloro-4-deoksy-alfa-D-galaktopiranozyden (znana również jako trichlorogalaktosukrozą lub cukralozą), nowa substancja chemiczna, którą Tate & Lyle nazywa ‚rozpuszczalnym w wodzie węglowodanem’.

Przyjęcie klasyfikacji Tate & Lyle’s, wg której sukraloza jest węglowodanem zwiększa niepokój o to, czy nadaje się ona do stosowania jako dodatek żywnościowy. Chlorowane węglowodany należą do klasy związków chemicznych znanych jako chlorocarbons.

Lista tych związków, zawierająca znane trucizny niszczące zdrowie ludzi i zatruwające środowisko, zawiera:

Polichlorowane bifenyle (PCBs)
Chlorowane węglowodory alifatyczne
Chlorowane węglowodory aromatyczne takie jak DDT
Pestycydy chlorowcoorganiczne takie jak aldryny and dieldryny
Chlorowane etery aromatyczne takie jak polichlorowane dioksyny (PCDD) i polichlorowane dibenzofurany (PCDF)
Większość syntetycznych składników które zjadamy, poddawanych reakcjom z czynnikiem chlorującym, jak np pestycydy, obecnych w pożywieniu i wodzie, gromadzi się w naszym organizmie i może powodować wady rozwojowe płodu lub rozwój raka. Skąd mamy wiedzieć, że sukraloza jest inna?

Tate & Lyle upiera się, że sukraloza przechodzi przez organizm w stanie niezmienionym i że ciasne wiązania między atomami chloru i cząsteczkami cukru dają w efekcie bardzo stabilny i wszechstronny produkt, który nie jest metabolizowany.

(…)

Większość badań przedstawionych FDA było niepublikowanymi badaniami przeprowadzonymi na zwierzętach laboratoryjnych przez samo Tate & Lyle i dlatego łatwo je oskarżyć o potencjalną stronniczość.

Przetestowano jedynie pięć osób, a te krótkoterminowo i często jednorazowo. Badania te w sposób oczywisty nie mogą reprezentować ewentualnego skutku stosowania sukralozy w prawdziwym świecie.

Po zastrzeżeniach wyartykułowanych przez FDA co do bezpieczeństwa stosowania sukralozy u diabetyków, dostarczono pięć dodatkowych badań przeprowadzonych na ludziach.

1 kwietnia 1998 FDA dopuścił sukralozę do ograniczonego użycia, a rok później dopuścił ją jako słodzik do powszechnego zastosowania.

Niektóre pytania dotyczące bezpieczeństwa sukralozy, które pojawiły się po dostarczeniu dowodów do FDA, pozostały bez odpowiedzi. Badania te zawierają niepokojące odkrycia dotyczące zwierząt, które wystawione na wysokie dawki sukralozy doświadczały:

  • kurczenia się grasicy i śledziony
  • powiększenia wątroby i nerek
  • zahamowaniu wzrostu dojrzałych osobników i noworodków

W końcowym raporcie FDA kilka badań dostarczonych przez McNeila okazało się mieć ‚bezproduktywne’ rezultaty lub były one ‚niewystarczające’ żeby wyciągnąć z nich jasne wnioski. Wśród nich były następujące:

  • test sprawdzający aktywność klastogenów (umiejętność rozpadu chromosomów) sukralozy, i test poszukujący aberracji chromosomalnej w ludzkich limfocytach wystawionych na działanie sukralozy
  • serię trzech badań toksykologicznych przeprowadzonych na zwierzętach
  • badanie laboratoryjne używające tkanki nowotworowej (chłoniaka) myszy, która pokazywała, że sukraloza była ‚nikle mutageniczna’ (zdolna do powodowania mutacji komórek)

Klastogeniczne, genotoksyczne i mutageniczne substancje – wszystkie one są potencjalnym czynnikiem ryzyka rozwoju raka.

Oprócz tego uznano również za niewystarczające badania, które śledziły bardzo specyficzne ‚anty-produkcyjne’ skutki działania sukralozy i jej produktów rozpadu, szczególnie w odniesieniu do produkcji spermy. Jest to niepokojące ze względu na fakt, że inne ‚chlorocukry’ takie jak 6-chloroglukoza, są w fazie badań jako środki powstrzymujące produkcję spermy.

Ponadto zarząd zauważył, że McNeil nie wyjaśnił w sposób satysfakcjonujący spadku wagi ciała zauważonej u zwierząt karmionych sukralozą i stwierdził że ‚są potrzebne dodatkowe badania do rozwiązania tej kwestii’. Dziwne, że w obronie produktu, który ‚smakuje jak cukier’, McNeil argumentował, że utrata wagi była spowodowana ‚zmniejszoną smakowitością diety zawierającej sukralozę’.

Recenzenci FDA odkryli również, że przy dawce od połowicznej do wysokiej była tendencja ‚zmniejszania się ilości białych ciałek krwi i limfocytów wraz ze zwiększaniem dawki’.

To zostało odrzucone przez FDA jako nie mające ‚znaczenia statystycznego’; u zdrowych zwierząt i ludzi tak może istotnie być, ale co się stanie kiedy jednostka z już osłabionym systemem immunologicznym spożyje sukralozę?

(…)

Publikuj i daj się pozwać do sądu

W obliczu powszechnie narastającej krytyki, prawnicy Tate & Lyle zwarli już szeregi do bitwy. Według pełnomocnika Jamesa Turnera, głównego aktora w dramacie „aspartam” ‘w przeciągu kilku następnych miesięcy zanosi się na wielką bitwę o Splendę… [Tate & Lyle’s] prawnicy są w gotowości próbując wszystkich zmusić do milczenia’.

Taka taktyka sprawdzała się w wypadku Monsanto, który stosował nacisk prawny w stosunku do każdego kto krytykował NutraSweet.

Ostatnio wydawca lokalnej gazety w Brighton Argus po wydrukowaniu artykułu sugerującego, że sukraloza jest szkodliwa dla ludzi uznał za rozważne opublikować przeprosiny ułożone przez Tate & Lyle (lub ich prawników), ponieważ w innym wypadku zostałby pozwany do sądu za szkalowanie i obniżenie obrotów sprzedaży.

Pierwszą powszechnie znaną ofiarą Tate & Lyle’s była strona internetowa mercola.com – jedna z najczęściej odwiedzanych stron internetowych na świecie dotyczących zdrowia. Prowadzona przez dra Josepha Mercolę, strona głośno od lat wyrażała krytykę dotyczącą sukralozy. Zamiast rozpowszechniać informację o sukralozie, która to informacja mogłaby stymulować ożywioną publiczną debatę, strona zawiera obecnie następującą wiadomość: ‚Pełnomocnicy działający na rzecz producentów sukralozy, Tate & Lyle Plc, w Londynie, England, poprosili żeby informacje zawarte na tej stronie były niedostępne dla użytkowników Internetu w Anglii’.

W tym momencie zaniepokojeni konsumenci powinni zadać sobie kilka pytań. Czy historia o sukralozie nie brzmi znajomo? Jeżeli sukraloza jest ponad wszelką wątpliwość bezpieczna, dlaczego powstała tak paląca konieczność powstrzymania jakiejkolwiek krytyki na jej temat?

I na koniec: komu taka taktyka służy naprawdę? Czy konsumentowi i jego prawu do wyboru, informacji, bezpieczeństwa i ewentualnego zadośćuczynienia? Czy też może machinie korporacyjnej i jej potrzebie utrzymania generowania zysków bez ponoszenia odpowiedzialności za ludzi, którzy będą działać w oparciu o jej zapewnienia?

Ecologist Online Wrzesień 8, 2005

Komentarz dra Mercoli:

Jeśli to czytasz nie znajdujesz się w Wielkiej Brytanii, ponieważ zostałem zmuszony do zablokowania komentarzy dotyczących Splenda dla tamtejszych czytelników. Tate & Lyle zapewnili mnie, że pozwą mnie jeśli tego nie zrobię. Jest to związane z liberalnym prawem dotyczącym zniesławienia w UK. To, co jest zupełnie legalne w Stanach Zjednoczonych nie jest takie w UK, jako że wolność słowa jest mocno ograniczona poza USA.

Wielu zostało oszukanych przez zwodnicze praktyki reklamowe Splendy. Ale szczerze mówiąc twierdzenie, że skoro Splenda jest ‚zrobiona z cukru więc smakuje jak cukier’ brzmi jak twierdzenie, że skoro benzyna jest ‚zrobiona z rośliny więc smakuje jak brokuły’ .

Przez okres kiedy cukier przechodzi przez złożoną obróbkę chemiczną potrzebną do stania się sukralozą, staje się zupełnie inną substancją niż był na początku.

Tate & Lyle nie chce żebyś o tym wiedział. Robią co mogą, żeby powstrzymać mnie od powiedzenia Ci prawdy. Jak zostało to zauważone w powyższym artykule, milionom ludzi w Anglii nie pozwolono przeczytać opartych na faktach informacji o Splendzie zaprezentowanych tutaj.

Jednak Tate & Lyle nie odniósł całkowitego sukcesu. Jeśli to czytasz, to już wiesz, że nie mogą ukryć prawdy wszędzie. A duża liczba prawników występujących przeciw nim jest rezultatem ich niepewnych interesów i praktyk reklamowych.

Nie popełniaj błędu – Splenda nie jest produktem naturalnym. Nie jest zdrowa. Nie jest dobra dla Ciebie. Jest niebezpieczna. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, zachęcam do przestudiowania strony ze skutkami wywołanymi przez Splendę. (W Polsce strony nie można zobaczyć).

Inne moje teksty o podobnych sprawach:

O aspartamie i nagrodzie Darwina

O przejmowaniu kontroli nad całą żywnością świata

Wszyscy będziemy przestępcami

Cukier krzepi? Słodziki lepiej!

26 myśli nt. „Nie kijem go, to pałką

  1. Z tego, co wiem (wspominano nawet o tym w „Nexusie” i, bodajże, w „Nieznanym Świecie”), to naturalnymi słodzikami dostępnymi od jakiegoś czasu na rynku są ksylolit i nektar z agawy.

  2. Zastanawia mnie ostatnie zdanie w linkowanym przez Ciebie artykule: „Życie po aspartamie” – „w Polsce strony nie można zobaczyć”. Wiem, że zabrzmi to naiwnie, ale pierwszy raz spotkałem się z cenzurą w Internecie. Wiadomo, że gdzieś w odległych Chinach www jest blokowane, reglementowane. Ale w Polsce?
    Natomiast w sprawie Twojego wpisu… Fascynujące wydaje mi się to w życiu, czego nie rozumiem. I takim właśnie „pozapojmowalnym” dla mnie jest dążenie do zagarnięcia wszystkiego dla siebie, kosztem innych ludzi. Wiem, że właściciele środka, o którym piszesz, mają swoje ambicje i cele, do których dążą, ale całkowicie nie potrafię zrozumieć takich celów oraz takich metod.
    Ostatnio w kawiarnii przysłuchiwałem się rozmowie dwóch panów, którzy na polski rynek chcą wprowadzić nowy napój energetyzujący (coś w stylu redbula). Obmyślali sposób dystrybucji, żonglowali chwytami marketingowymi. Dla mnie to było coś absolutnie nowego, nigdy nie widziałem świata z tej strony. Później przeszli na inne tematy, w tym na temat zdrowia jednego z nich, regularnie pijącego owe napoje. Najgorsze było to, że obaj świetnie zdawali sobie sprawę z tego, jakie świństwo chcą sprzedawać, w jakich krajach te napoje są zakazane i dlaczego w Polsce na razie są absolutnie legalne.
    Fascynujące, dla mnie niepojęte…

  3. Ostatnio próbowałem kupić zwykłą, chamską ‚cukrową’ gumę do żucia. I nic! Myślałem, że w sklepach znajdę takową bez problemu, tymczasem wszyscy orbitują dziś bez cukru. Rzekomo w trosce o zęby (nawet PTS dało certyfikat tym gumom). Być może prawdą jest, że guma taka przyczynia się nawet do usuwania płytki nazębnej (jak mówiła pewna profesor stomatologii), jednak zanim się przyklei do tej ostatniej celem jej usunięcia, aspartam będzie już w żołądku.

    Nota bene to żucie bezcukrowej gumy wcale kondycji antypróchniczej zębów nie poprawia.
    Ale wyboru jako konsument się nie ma – albo orbitujesz, albo w ogóle nie żujesz.

    Swoją drogą skąd ta antycukrowa paranoja? Że niby się wmówi ludziom jaki to ten cukier cukrzycogenny jest i trzeba go czym prędzej zastąpić słodzikiem?

  4. Dziś w sklepach był ścisk, bo jutro wszystko zamknięte. Zwykle pędzę między półkami, łapiąc co mnie interesuje, a potem hop, prosto do kasy, więc nawet nie wiem, co tam obok jest wyeksponowane. Nigdy nie miałam czasu się przyjrzeć, bo u nas kolejek nie ma (przynajmniej w tych godzinach, kiedy ja tam bywam). A dziś były. Więc stałam i miałam czas popatrzeć.I oczywiście najpierw przeszłam przez alejkę orbitów i winterfreshów. Potem mój wzrok padł na małą chłodziareczkę, a w niej… kolejna trucizna, czyli Red Bull (zakazany w krajach skandynawskich). Ach, zanim weszłam w alejkę stałam przy półce z lekami. Środki przeciwbólowe, oczywiście same mocne oraz różne musujące paskudy z aspartamem. I jakieś tam cuda na zgagę i kaca.

    A ja miałam w koszyku pieczywo chrupkie, otręby, wodę i inne dziwolągi.

    Cukrowa paranoja została rozpętana w ramach dalekosiężnego planu „ratowania ludzkości przez tą trucizną”. Teraz ratują nas przed witaminami i ziołami, bo nie są wystarczająco przebadane, więc mogą komuś zaszkodzić.

    W najbliższym czasie uratują nas „nowoczesną” żywnością GMO.

    Prawdziwi szczęściarze z nas…

  5. Olgu powiedział/a

    Z tego, co wiem (wspominano nawet o tym w “Nexusie” i, bodajże, w “Nieznanym Świecie”), to naturalnymi słodzikami dostępnymi od jakiegoś czasu na rynku są ksylolit i nektar z agawy.

    Polecam też stewię.

    Ramosz powiedział/a
    10/06/2009 @ 21:01
    Ostatnio próbowałem kupić zwykłą, chamską ‘cukrową’ gumę do żucia. I nic! Myślałem, że w sklepach znajdę takową bez problemu, tymczasem wszyscy orbitują dziś bez cukru.
    —-
    Jest na rynku guma z cukrem i bez dodatku słodzików: francuska guma z propolisem, jak znajdę, to napiszę nazwę. Jest też polska „Maja”, ale to guma rozpuszczalna.

  6. Podobno te słodziki, jak się je przedawkuje, mogą wywołać rewolucję w żołądku, ale przynajmniej nie trują.

    A syrop klonowy – próbował ktoś? Podobno bardzo dobry. Mój najmłodszy syn dostał od kogoś, ale wyżarł cały, zanim zdążyłam się do niego dobrać.

  7. ‚A syrop klonowy – próbował ktoś? Podobno bardzo dobry’ – próbowałem, słodkie to strasznie. Do polewania naleśników w sam raz, sera w środku słodzić już nie trzeba 🙂

    ‚A ja miałam w koszyku pieczywo chrupkie, otręby, wodę i inne dziwolągi’ – ja też lubię pieczywo chrupkie, ale podobno zawierają akrylamid (czyli to, co jest w chipsach) – mały przykład:

    http://www.zycie.ca/tag/trucizna/

    Generalnie jednak chodzi głównie o chipsy, na całe szczęście.

    Jeśli zaś mówimy o chlebie, to w Warszawie można od kilku lat dostać prawdziwy rarytas – Chleb Mistrza Piotra (do kupienia u Bliklego i w wybranych sklepach). Przykładowo:

    http://www.smaknatury.pl/p/pl/5219910013641/chleb+grzmul+staropolski+twardy+szt.html

    Nie pamiętam już, ile wciąłem tych grzmuli staropolskich, ale jak się człowiek dorwie do takiego świeżego i prawdziwego chleba, cały idzie od razu. Niestety, kosztuje trochę, bo 4,50 za sztukę.
    Ale jak mam zjeść ten niewypieczony pszenny gips, który chyba w ogóle nie zawiera drożdży – cena nie gra roli.

    Natomiast do pieczywa chrupkiego polecam masło orzechowe:
    http://www.biovert.pl/product_info.php?products_id=910

    Zawiera tylko orzechy, z dodatkiem soli morskiej. Można je dostać nawet w sieciowych sklepach -eko (Świat Natury, itp.) Odkąd to jem (już parę ładnych lat) mam wręcz za dużo ‚dobrego’ cholesterolu 🙂

    Idealne drugie śniadanie to pajda grzmula (bez masła) plus chrupka z masłem orzechowym popita przegotowaną wodą. Do tego jakiś owoc plus kawałek czekolady 90% i da się pół dnia przebiedować.

    Skoro już poruszyłem temat chleba, to może coś się w tym naszym Sejmie a propos ruszy. Podobno posłowie PSL zamierzają opracować regulację zakazującą produkcji wyrobów ‚chlebopodobnych’ – podobno chleb to ma być chleb (po staremu!). I oby się to udało.

  8. Najlepszy jest chlebek pieczony w domu… ale do tego trzeba mieć robot wielofunkcyjny, np. Bosch, z młynkiem do zboża. Kupuje się w sklepie eko pszenicę i żyto (lepiej żyto niż pszenicę, ale żytni nie ma glutenu, więc można dodać trochę pszenicy) oraz suchy zakwas, zboża miele się w młynku (grubo), zakwasza tym kwasem na noc, a rano się wyrabia w dużej misce. Acha, i koniecznie trzeba mieć kalendarz biodynamiczny (Osetek), bo są takie dni, kiedy ciasto nie rośnie i robią się zakalce. Chleb kupowany w sklepie zawsze jest wyrośnięty i pulchny, właśnie za sprawą owych polepszaczy, które są trujące. A w naturze niestety zdarzają się gnioty. Kiedy ma się kalendarz wiadomo, kiedy chleby się udadzą, a kiedy nie, więc w dniu korzystnym można napiec więcej, na zapas, żeby nie piec w dniu, w którym i tak wiadomo, że się nic nie uda.

    Taki chleb jest tak pyszny, że można go jeść bez dodatków. Masło orzechowe do tego może być, w naszym domu wszyscy je lubią.

    Jeśli sejm ma się zająć taką słuszną sprawą jak wyroby chlebopodobne, to może wyraźmy nasze poparcie dla tej inicjatywy? I żeby nie ładowali do chleba soi (podobno GMO zresztą).

    Czytałam wywiad z chirurgiem, który operował kiedyś piekarza, a potem uciął z nim sobie pogawędkę. I po tej rozmowie lekarz nie tyka chleba. Piekarz mu powiedział, że ta operacja, której musiał się poddać jest wynikiem choroby zawodowej piekarzy, którzy są zatruci chemią dodawaną do chleba i że wielu z nich wcześnie musi przejść na rentę, a niektórzy zostają inwalidami. A my to jemy i nic nie wiemy.

    @ Hubert Świetlicki: Czytam własnie artykuł dr Ratha o zdemaskowaniu karteli farmaceutyczno-chemicznych, polecam: http://www4pl.dr-rath-foundation.org/pdf/20081229_europa_ikarus_pl.pdf. Po przeczytaniu tego opracowania wiele spraw staje się jasne. Zwykły człowiek tego nie może pojąć, ale są tacy, którzy stacili poczucie umiaru i przyzwoitości. Ich apetyty są nieograniczone.

  9. Syrop klonowy jest pyszny! Faktycznie, słodki jak diabli 🙂 Dlatego najlepiej smakuje mi z kwaśnym jogurtem bałkańskim. A` propos jogurtów, ciężko znaleźć jogurt naturalny bez dodatku żelatyny wieprzowej 😦

    @Astromaria, dzięki za informacje o „dniach zakalca”. Mój Chłop piecze chleb i parę razy mu nie wyszło…No i zniechęcił się. Teraz już będziemy zwracać uwagę na kalendarz.

  10. To jeszcze jedna rada, tym razem na temat jogurtu: trzeba kupić urządzenie do produkcji jogurtu (jest to takie urządzenie z pokrywką i słoiczkami, które podgrzewa do temperatury 60 st.), mleko możliwie naturalne (najlepiej by było na wsi, ale pewnie to mało realne dla większości), tabletki z bakteriami jogurtu (bywają w sklepach eko) lub mały, naturalny jogurt z żywymi bakteriami oraz mleko w proszku. Na szklankę mleka wziąć ok. 1 łyżki mleka w proszku, dodać bakterie lub żywy jogurt, zmiksować i rozlać do słoiczków, a potem wstawić do podgrzewarki. Dojrzewa to co najmniej 6 godzin (można próbować, czy nie za kwaśne). Kiedy gotowe – wstawić do lodówki. Pyyyycha! Można tego później używać do zakwaszania następnych partii jogurtu, dopóki jogurt wychodzi dobry i smaczny (po jakimś czasie bakterie się psują i trzeba użyć tabletek lub jogurtu ze sklepu).

  11. czy kalendarz z tej strony wystarczy?

    http://www.ogrody-krzekowo.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=5&Itemid=34

    Niby mowa tu o działkowych warzywach, ale są też wyliczone dni niekorzystne. Ten kalendarz, o który Tobie chodzi to jakaś książka?

    Jeśli ktoś nie ma tego robota, to co wtedy zrobić? Mąka kupiona w sklepie tez jest szkodliwa? Może taka ze sklepu ekologicznego mogłaby być, czy też nie?

    „mleko w proszku” do jogurtu? Na pewno? Zawsze wydawało mi się, że jest jeszcze gorsze od sklepowego.

    Jak cenowo wychodzi taki chleb pieczony w domu?

  12. Odnośnie strony Pana Mercola.
    Każde klikniecie na chyba dowolny link odsyła do założenia newslettera i do zalogowania się. To samo w linkach z wyszukiwania dowolnej frazy na stronie mercola.com. Tragedia. W życiu nie widziałem tak upierdliwej strony. Nie da się nic normalnie przeczytać. Ale zajarzyłem skąd się to wzięło. No właśnie z powyższego powodu bo nie jest to takie tanie lub proste filtrować każde połączenie do strony pod względem IP z którego przychodzi (czyli z naszego). Przypuszczam że: cokolwiek chcesz poczytać na tej stronie musisz się najpierw zarejestrować. Założę się że przy zakładaniu konta oprócz obowiązkowego podania e-maila należy tez podać „państwowość” :). Po aktywacji konta i zalogowaniu się na stronie, na podstawie tejże naszej „państwowości” jesteśmy dopuszczani lub nie do „odpowiednich” treści. Jeśli ktoś już założył konto niech spróbuje z podaniem państwa UK oraz innego działającego oczywiście e-maila na jakimś zagranicznym serwerze. Np. Google Mail.
    Tak oto zostajemy również pozbawieni pewnej odrobiny anonimowości/prywatności. Wyobrażam sobie co by się działo gdyby wszystkie portale informacyjne żądały od każdego założenia konta. Następny krok do totalnej kontroli. Być może w tym świetle ostatnio ujawniona niechęć KE do tzw. „ciasteczek” i próba uregulowania problemu, jest autentyczną troską o rzeczywistą prywatność użytkowników przeglądarek internetowych? KE to dziwna instytucja więc może i tu tkwi drugie dno podobnie jak to miało miejsce w przypadku „pakietu telekomunikacyjnego”? 🙂

  13. @ Milko: naprawdę godny zaufania jest kalendarz Marii i Mathiasa Thun, w Polsce wydawany przez Wydawnictwo Otylia Jerzego Osetka (ul. Staszica 13, 89-100 Nakło nad Notecią). Próbowałam używać innych, ale były do bani.

    Kalendarz jest w postaci cienkiej broszurki. Są podane dni korzystne do upraw, a do prac typu pieczenie chleba czy ciasta oraz wyrabianie masła (jakby ktoś chciał się bawić), kiszenia ogórków itp. najlepsze są dni kwiatowe i owocowe. Najgorsze są wykreślone i liściowe, korzeniowe też są niedobre.

    Mąka w sklepach eko jest bardzo drobno mielona i częściowo oczyszczona, więc świetnie nadaje się na kluski czy żurek, ale do chleba średnio. Pewnie, że jest lepsza niż biała, ale chleb jest najlepszy z grubo mielonego, pełnego ziarna.

    Jogurt z mlekiem w proszku jest gęsty. Pewnie bez proszku jest zdrowszy, ale nie tak dobry. Czasem można zgrzeszyć…

    @ Duke Nukem: link do strony dr Mercoli był podany w Nieznanym Świecie i kiedy próbowałam tam wejść okazało się, że to istny tor przeszkód. Faktycznie, nic nie da się przeczytać bez spełnienia 1000 warunków. To mnie zniechęciło i poszłam gdzie indziej. Nie wiem, z czego to wynika, może faceta nękają jakieś ciemne typy. A w ogóle to w tym Matrixie naprawdę nic nie wiadomo. Nie sposób zyskać pewności, kto jest po której stronie. Nawet UE czasem zdaje się działać pozytywnie, pewnie dlatego, że naciski społeczne są silne i nie da się ich zlekceważyć. Być może trochę ustępują, żeby uśpić czujność, a potem docisną, kiedy będą bardziej sprzyjające okoliczności.

    Krzysztof Jackowski przewidział upadek UE. Pożyjemy, zobaczymy. Ja bym się wcale nie zdziwiła, gdyby tak się faktycznie stało. Wielka Brytania jest blisko wystąpienia z tej struktury, a narody Europy Środkowej i Wschodniej najwyraźniej ją olały, co zdziwiło komentatorów zachodnich pism. Zadawali oni pytanie, jak to możliwe, że kraje które niedawno zrzuciły kajdany komunizmu nie chcą demokracji. I tu się serdecznie uśmiałam – te narody mają w pamięci komunizm i nie mają ochoty na nowy. Może na Unię da się nabrać ludzi zachodu, którzy nie przeżyli tego co my, ale my jesteśmy nieufni wobec władzy i boimy się rządów totalitarnych. A z UE aż wieje totalitaryzmem.

    Ale masz rację, KE czasem daje furtki i działa w dziwny sposób. Może to dlatego, że Europa ma dawne i prężne tradycje narodowe, których nie da się tak po prostu podeptać. Żaden kraj nie chce się poddać totalnej unifikacji.

    No i jeszcze jedna dobra wiadomość: sąd francuski orzekł, że francuska ustawa antypiracka jest niezgodna z Konstytucją, a co więcej, łamie prawa człowieka i ją odrzucił. To mnie cieszy, bo widać, że nie jest wcale łatwo podeptać demokratyczne prawa. Wielu by chciało, ale pewnie obejdą się smakiem.

    Być może ciemnym siłom uda się rozwalić USA, ale Europa, po dwóch wojnach światowych i okresie komunizmu być może jednak zmądrzała. Tak to w każdym razie wygląda.

  14. Unia Europejska rozpadnie się jak domek z kart gdy tylko przestanie się opłacać Niemcom lub/i Francji. To te dwa kraje rozdają karty, a fanatyczni euroentuzjaści powinni uświadomić sobie, że UE nie idzie wcale w stronę integracji ale kontroli innych państw i nie ma tu miejsca na żadne altruizmy.

  15. Napoleon próbował, Hitler też próbował, ale się nie udało, więc doszli do wniosku, że trzeba połączyć siły. Nie przestanie im się opłacać, co najwyżej ich plany mogą zostać przejrzane, a jeśli w końcu „setna małpa” zrozumie, co jest grane, pojawi się nadzieja, że wszystkie małpy zaczną stawiać opór.

  16. A ja piekę z mąki pszennej razowej z eko-sklepu i bez maszyny, zakwas zrobiony z żytniej mąki z ciepłą wodą stoi kilka dni, jak zacznie bąbelkować jest dobry. Dodaję na 1 kg mąki 1,5 dkg świeżych drożdży wyrabiam ręcznie i dość krótko, ale rośnie długo, jak raz urośnie wyrabia się drugi raz i znów rośnie i do pieca. Roboty nie ma wiele, ale proces rozciągnięty w czasie.
    Gorzej, że podobno nie zebrano wystarczającej ilości podpisów pod petycją o referendum w/s Codex Alimantarius, a czasu mało.

  17. Pewnie ludziska się boją podać swoje dane. Jakby było głosowanie mailowe, to pewnie wysłaliby po 5 maili z różnych swoich adresów, a jak trzeba podać adres domowy, to nie ma odważnych.

  18. steinbock powiedział/a
    10/06/2009 @ 22:10
    Jest na rynku guma z cukrem i bez dodatku słodzików: francuska guma z propolisem, jak znajdę, to napiszę nazwę.

    – – –
    Znalazłam: to SOBIOLIS.

  19. Tak a propos tematu „Nie kijem go, to pałką” screen ze Star Treka:

    Co ciekawe, ta gadzina w oryginale została nazwana jako ktoś z rasy Reptilian.

  20. Tu jest cała scena z filmu:

    Nawiasem mówiąc, została ona uznana za najgorszą scenę walki w historii kina 😀
    Gadziny są wszechobecne w literaturze sci-fi i fantasy, może dlatego, że budzą jakiś atawistyczny lęk w ludziach. Legend o smokach też się sporo zachowało.

  21. @ vortex – „została ona uznana za najgorszą scenę walki w historii kina”
    hi hi 🙂 rzeczywiście strasznie topornie to wyglądało 😉

  22. Wygląda jakby to było kręcone w zwolnionym tempie. Jakby puścili w przyspieszonym, to może byłoby OK.

    Na Reality TV leci taki program o tajemnicach. W jednym odcinku mowa była o UFO i ufoludkach. Okazało się, że wszystkie filmy pokazują ich mniej więcej tak samo. Oczywiście sceptycy triumfalnie orzekli, że to filmy sf wymyśliły ufoludków i teraz wszyscy stuknięci ludzie twierdzą, że ich widzieli, a tak naprawdę opisują to, co widzieli, ale nie w realu, lecz w filmach. Ekipa udała się więc do twórców filmów takich jak Gwiezdne Wojny i zadała pytanie, kto projektował te ufoludki i jak wpadł na taki pomysł. Twórcy tych stworów powiedzieli, że to nieprawda, co niektórzy sugerują, że to oni to wszystko wymyślili. Tak naprawdę oni tylko przejrzeli wszelkie dostępne źródła informacji o tym, co ludzie opowiadają na temat spotkań z UFO, czyli stare komiksy z lat 50. i 60. oraz relacje z „wzięć” i na tej podstawie stworzyli te postacie.

    Z kolei niejaki Courtney Brown, uczeń Roberta Monroe, twierdzi, że twórcy StarTreck też niczego nie wymyślili, ponieważ sami kosmici podpowiedzieli im to w żywych snach, które były przez nich sztucznie generowane. Ten serial miał za zadanie przyzwyczaić ludzi do myśli, że są na świecie inne cywilizacje i że istoty te mogą wyglądać inaczej niż ludzie. A co więcej – że któregoś dnia im się pokażą. Jaszczury również.

  23. No dobrze ale czy twórcy StarTrek uczynili Courtney Brown’a swoim rzecznikiem czy też jest to jego własna „nieautoryzowana” opinia? Bo myślę że to drugie.

Proszę się nie awanturować z powodu moderacji - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s