Życie lub śmierć, wybór należy do ciebie

Twoje pożywienie powinno być lekarstwem, a twoje lekarstwo powinno być pożywieniem.

Mądry człowiek powinien wiedzieć, że zdrowie jest jego najcenniejszą własnością i powinien uczyć się, jak sam może leczyć swoje choroby.

Lekarz leczy, natura uzdrawia.

[Hipokrates]

W pełni i z niekłamanym podziwem doceniam niesłychane wprost osiągnięcia chirurgii urazowej i rekonstrukcyjnej w ratowaniu ofiar wypadków i ludzi z genetycznymi, upośledzającymi funkcjonowanie bądź oszpecającymi wadami wrodzonymi. Podziwiam też diagnostykę i leczenie takich chorób jak np. fenyloketonuria czy inne wady genetyczne. Ale przecież zdecydowana większość ludzi rodzi się bez wad wrodzonych i defektów genetycznych. Dlaczego więc chorują i umierają w młodym wieku, w czasach, w których medycyna szczyci się wielkimi osiągnięciami w wielu dziedzinach, np. w walce z chorobami zakaźnymi?

Choroby, zaburzenia psychiczne i inne plagi zdrowotne oraz łykanie całych zestawów leków, które na jedno pomagają, a na inne szkodzą stało się tak powszechne, że powoli zaczynamy uznawać je za normę. Obyśmy nie doczekali czasów,  w których zdrowy, szczupły, dobrze widzący i mający włosy na głowie człowiek będzie uważany za coś kuriozalnego, niespotykanego i wartego pokazywania w cyrku.

Wygląda to na jakiś spisek przeciwko ludzkości, ale (przynajmniej na razie) nie jest.

To nie jest wina żadnej siły wyższej, Iluminatów ani kosmitów. Ludzie sami kopią sobie groby własnymi nożami i widelcami. Oczywiście – wolno im. I mnie nic do tego. Ale czasem sobie myślę, że może robią to nieświadomie. U nas nie jest jeszcze tak źle, ale fast foody stały się ostatnio bardzo snobistycznymi lokalami, w których ludzie mogą się poczuć jak obywatele wielkiego świata, a przynajmniej jak Amerykanie. I już niedługo będą jak Amerykanie grubi i chorzy.

Wielu wierzy, że na diecie wegetariańskiej (a wegańskiej czy witariańskiej szczególnie) umiera się z niedoboru białka, co grozi nowotworami i innymi nieuleczalnymi chorobami (w każdym razie, gdy ja przechodziłam na wegetarianizm tak mnie straszyli nawet lekarze, że o rodzinie nawet nie wspomnę).

Wielu wierzy, że człowiek musi chorować już od urodzenia (taka karma? a może boskie okrucieństwo?), a po czterdziestce jest to wręcz nieuniknione.

Wielu wierzy, że nigdy nie będą w stanie odstawić insuliny ani leków na nadciśnienie.

Wielu wierzy (mimo braku jakichkolwiek postępów na drodze do zdrowia), że trzeba się leczyć i że jedyną bezpieczną medycyną jest alopatia, onkologia, chirurgia…

Wielu wierzy, że homeopatia jest przesądem i że jest nieskuteczna, a ziołolecznictwo i medycyna alternatywna to czyste zabobony z zamierzchłej, ciemnej przeszłości.

Wielu tyje, łysieje i ramoleje już w bardzo młodym wieku.

Wielu niszczy swoje zdrowie i naraża życie, ale robią to wyłącznie na własne (lub swoich rodziców) życzenie… I zgodnie ze swoją wiarą.

Każdy człowiek jest absolutnie i bezgranicznie wolny.

Każdy ma prawo wierzyć, w co tylko zechce i realizować w swoim życiu scenariusz, który uważa za realnie istniejącą rzeczywistość.

Każdy ma prawo chorować, łykać leki całymi garściami, robić sobie kilka razy dziennie zastrzyki z insuliny, cierpieć przeróżne bóle, zauważać kolejne, pojawiające się z czasem zwyrodnienia kolejnych narządów, poddawać się ciężkim operacjom chirurgicznym i onkologicznym, wszczepianiu bypassów, przeszczepom narządów i co tam jeszcze nowoczesna medycyna XXI wieku ma w swojej „handlowej” ofercie.

W końcu każdy ma też prawo umrzeć w majestacie nauki i nowoczesnej racjonalności.

Ja nikomu niczego nie zabraniam – wolna wola.

Ale jeśli nie chcesz być wrakiem, a zwłaszcza jeśli do późnego wieku chcesz cieszyć się radością życia, zdrowiem, jasnym umysłem i młodzieńczym entuzjazmem zmień swój system wierzeń. Skoro to, w co wierzy dziś prawie cały świat prowadzi do opłakanych skutków, czyli epidemii nowotworów, cukrzycy, nadciśnienia, olbrzymiej otyłości i innych, do tej pory jeszcze nie opisanych i nieznanych chorób, to znaczy, że lansowana przez władze wersja profilaktyki zdrowotnej oraz wysiłki medycyny alopatycznej są delikatnie mówiąc nieskuteczne lub wręcz kłamliwe.

A mówiąc wprost – są jednym wielkim szwindlem i oszustwem psychopatów, którzy chcą się cynicznie bogacić na chorobach i cierpieniu.

Wybór należy do ciebie.

Sam/a decydujesz komu wierzysz i komu ufasz: czy twoim „guru” są eksperci medycyny alopatycznej i onkolodzy, czy szamani, zielarze, homeopaci oraz naturoterapeuci. Jeśli mimo leczenia nie czujesz się lepiej, pomyśl przez chwilę – może ktoś Cię wykorzystuje i bogaci się na Twoim nieszczęściu?

Ale nie potępiaj tych, którzy zwodzą cię na manowce. Nie wszyscy są psychopatami. Niektórzy (a może nawet większość z nich), tak samo jak Ty, po prostu głęboko wierzą, że nie ma innych opcji poza medycyną alopatyczną. Inni są po prostu uśpieni („wierzący” – w religię i naukę) i nieświadomi, więc błądzą nie ze złej woli. Jeszcze inni są tak uczciwi, że oburza ich rzucanie podejrzeń (które uważają za oszczerstwa) na lekarzy, koncerny farmaceutyczne i polityków, bo nie mogą uwierzyć w złe zamiary instytucji powołanych do dbania o dobro ludzkości.

Siebie również nie obwiniaj – błądzić jest rzeczą ludzką. Nawet trwanie w błędzie do grobowej deski nie jest niczym złym. Życie na ziemi jest tylko szkołą, a w szkole dostaje się czasem pały i powtarza klasę. Jak nie dziś, to jutro dostaniesz nową szansę i pewnie pójdzie ci lepiej, niż tym razem. Ja również błądzę i co jakiś czas muszę korygować swoją życiową nawigację.

Wszyscy znajdujemy się w kosmicznej podróży ku doskonałości. I wszyscy kiedyś ją osiągniemy.

Dzisiejsze czasy nie są niczym złym. Są one wyłącznie wielkim egzaminem dla ludzkości i dla każdego z nas z osobna. Od tego, jak zdasz ten egzamin zależeć będą Twoje przyszłe losy. Możesz się na wszystko pokornie zgodzić i chorować, ale masz też inny wybór: powiedzieć NIE! i żyć po swojemu. JESTEŚ CAŁKOWICIE WOLNY/A I ZUPEŁNIE SAM/A DECYDUJESZ O SWOIM ŻYCIU! O chorowaniu i umieraniu również!

Ziemia jest strefą wolnej woli. Tu każdy sam dokonuje własnych wyborów i rzadko może mieć pewność, czy postąpił słusznie. Każdy sam decyduje o tym, jakie wybiera autorytety i komu wierzy. Od słuszności i mądrości tych wyborów zależy jego szczęście i zdrowie. Jeśli wierzysz, że natura ci zaszkodzi, a chemia przywróci zdrowie – twój wybór.

Zdrowie jest dziedziną, w której za błędy można zapłacić śmiercią. Ale to też tylko lekcja na drodze życia.

Poniższy film jest typową amerykańską reklamą filmu zachęcającego Amerykanów do zdrowego odżywiania. Amerykański styl różni się bardzo od europejskiego, więc proszę się nie szokować ani nie dziwić. Po obejrzeniu filmu o leczeniu cukrzycy każdy, kto nie zna amerykańskich problemów zdrowotnych powinien zrozumieć, dlaczego w USA potrzebna jest aż taka akcja.

Więcej filmów o surowej diecie.

Uwaga: surowa dieta jest niezbędna, żeby szybko oczyścić organizm z fast-foodowych toksyn i przywrócić mu stan równowagi. Ostrzegam jednak, że w naszym, chłodnym klimacie, a zwłaszcza zimą (szczególnie w czasie silnych mrozów) może być niewskazana, ponieważ silnie wychładza organizm. Oczyszczanie powinno się przeprowadzać latem, najlepiej pod okiem specjalisty (są organizowane obozy zdrowotne), a jesienią należy zacząć stosować dietę wegetariańską z dodatkiem brązowego ryżu i nieoczyszczanych kasz (razowy makaron w niewielkich ilościach też jest do przyjęcia) oraz razowego chleba. Oczywiście fasoli ani ziemniaków nie da się jadać na surowo, więc trzeba je gotować.

Szczepić, czy nie szczepić swoje dzieci?

Na razie jeszcze mamy wybór, ale jeśli będziemy bierni, być może już niedługo nas go pozbawią i za realizowanie własnej woli pójdziemy siedzieć.

A tu są linki do filmów, które każda chora osoba powinna obejrzeć i dokładnie przemyśleć:

Leczenie cukrzycy w 30 dni (i nie tylko cukrzycy, bo również innych rzekomo nieuleczalnych chorób: nowotworów, nadciśnienia, osteoporozy, a nawet stwardnienia rozsianego oraz przywracanie sprawności umysłowej oraz chęci do życia – to trzeba obejrzeć!!! Proszę zwrócić uwagę, że najszybciej zdrowieli ci, którzy przystąpili do kuracji z wiarą i entuzjazmem, ale w końcu kuracja okazała się skuteczna również w przypadku osób pesymistycznych).

Cud terapii Gersona

Dieta witariańska

Jedzenie ma znaczenie (było, ale przypominam jeszcze raz, bo może ktoś nie widział)

30 myśli nt. „Życie lub śmierć, wybór należy do ciebie

  1. Warto przeczytać na ten temat książkę Tiziano Terzani ” Nic nie zdarza się przypadkiem” ten bogaty dziennikarz 25 lat mieszkający w Indiach, wydał bardzo dużo pieniędzy, żeby sprawdzić tą teorię. Bo to nadal jest teoria, na jednych zadziała, a na innych nie. Facet, odwiedził wszystkich możliwych znanych i mniej znanych propagatorów „złotych myśli” , guru, systemy religijne, klasztory, mistrzów Reiki, odbyło głodówkę oczyszczającą jelita grubego w Tajlandii, skończył wszystkie możliwe kursy, spotkał wielu wolnomyślicieli znanych i nie, wróżki, wróżbitów, filozofów, psychologów i indiańskich szamanów, nawet Dalajlamę itd. itd. nie sposób wymieć wszystkich jego poszukiwań. I choć miał kiepskie zdanie ta temat medycyny alopatycznej, to ta niekonwencjonalna w żaden sposób mu nie pomogła przeżyć raka. Ale sam Tirzani, twierdzi że to co spotkał, pomogło zobaczyć swoje życie od innej strony, jednak nie powstrzymało choroby, choć jego nastawienie do życia sposób reagowania i podejście do choroby było wyjątkowo pozytywne, można to zaobserwować w treści samej książki, jak i na filmikach youtube. Jest coś takiego jak przeznaczenie. Przeznaczeniem jest choćby nieuchronność śmierci. Choćbyśmy nie wiem jak mantrowali, pomżemy. Jeśliby to miało prawdziwie działać, to sama zmiana nastawienia( o ile jest możliwa, u pewnych typów osób) sprawiłaby że zmodyfikowalibyśmy swoje DNA i żyli wiecznie, albo przynajmniej 200 lat. Po co się tak rozdrabniać, na choroby, powinno się zacząć od tej głównej starzenia organizmu. A tymczasem nawet ostatnia katastrofa lotnicza świadczy o czymś zgoła innym. Ludzie sukcesu, entuzjaści po wakacjach w Rio, wręcz nad – afirmowani do granic możliwości, po wielu szkoleniach dotyczących kreatywności i przy rzeczywiście wymiernych osiągnięciach, nagle po nagrodzie dopadła ich katastrofa i to straszna! Można oczywiście pewne przypadki pomijać milczeniem, albo naganą, że ktoś udawał, robił to niewłaściwie, powierzchownie, załamał się i przestał itd., a inne gloryfikować, tak czy owak to nie działa. W jednym przypadku jest super( podatny grunt) a w drugim wpędzanie w poczucie traumy i obwiniania samego siebie, za nieumiejętność doprowadzenia do zmiany, czyli wmawianie w zdrowego choroby, że nie odpowiednio albo za mało, nie na takim poziomie, za płytko – podświadomość nie usłyszała itd.. Działa tylko na tych na których miało zadziałać, mają odpowiednie predyspozycje zarówno w genach jak i w swojej Natalnej obietnicy. Jak ktoś tego nie ma, to tak jak by chciał uruchomić Windowsa na komputerze przystosowanym jedynie do Dosa, albo Macintosha. Oczywiście może próbować, ale poza jakimiś prowizorkami, nic mu z tego nie wyjdzie.

  2. A propos diety, to akurat sukcesywnie wprowadziłam ( czuję o wiele lepiej), jedno z dzieci zmusiłam, drugie ma taki naturalny dar żywienia się surowym od dziecka. Ale mam męża podtuczonego, źle się odżywiającego . Nie ma na niego żadnej siły, nic co by mogło go przekonać, żadne sugestie, ani pozytywne ani negatywne. Ma dziewiąty dom w Byku i mocne wpływy Saturna.

  3. Zaraz, zaraz, zaczekaj, bo strasznie dużo wątków i trochę się pogubiłam.

    Jeśli chodzi o tego dziennikarza – coś mi się zdaje, że zachował się jak archetypowy dziennikarz, symbolizowany przez trzeci dom i Merkurego. 10 srok za ogon, ale żadnej nie złapał porządnie. Nie można tak działać, trzeba się na coś zdecydować i być konsekwentnym. Tu jakiś guru, tam jakieś mantry, gdzieś złote myśli… Człowiek chory na raka nie ma tyle czasu, żeby odwiedzić aż tylu guru i z każdym z nich spędzić wystarczająco dużo czasu, żeby się czegoś od niego nauczyć. Można więc podejrzewać, że żadnej kuracji nie przeprowadził do końca i zaraz leciał za następną. W takim przypadku entuzjazm staje się wadą i przeszkodą. Pewnie zabrakło dobrze uziemiającego Saturna. Ale nie znam książki, więc nie wiem, co tam napisał, mogę tylko snuć swoje podejrzenia.

    Jeśli chodzi o mantrowanie, to ja bym nim leczenia nie zastępowała, ale pewnie nie znam się na tym, bo nigdy nie mantrowałam. Znam wprawdzie kilka osób, które cenią sobie tę czynność, nawet bardzo, ale mnie to nie przekonuje. Nie można znać się na wszystkim, więc się nie wypowiadam.

    W sumie facet i tak wyniósł jakąś korzyść, bo nauczył się inaczej myśleć, co mu się pewnie przyda w następnym wcieleniu 😉 (mam nadzieję, że nie czyta tego żaden racjonalista, bo znowu mi sę dostanie).

    Co do przeznaczenia to powiem ci, że nie rozgryzłam tej zagadki. Nie wiem, czy ono jest, czy go nie ma i czy, jeśli jest, jest nieuchronne. Wydaje mi się, że od każdej reguły są wyjątki, ale głowy nie dam sobie urwać. Ja podejrzewam, że radykalna przemiana wewnętrzna może odwrócić przeznaczenie, ale to chyba jest dość rzadka rzecz (ta przemiana).

    Co do modyfikowania DNA – nie wykluczam, że jest to możliwe, ale ja tego nie umiem (chyba). Ci, którzy zajmują się tematami z pogranicza nauki i mistyki, twierdzą, że to jest możliwe (np. Dan Winter). Życie wieczne? Wszyscy żyjemy wiecznie. Tylko że nie w tym samym ciele. Podobno człowiek powinien żyć kilkaset lat, ale „za karę” czas życia mu skrócono (tak w każdym razie twierdzi Biblia i kilka innych źródeł).

    Skąd wiesz, co robili ludzie w Rio? Czy masz jakąś wiedzę o tym, że byli na jakichś wczasach rozwoju duchowego? Nie były to zwykle, relaksujące wakacje? Jak pewnie wiesz, kilka osób nie zdążyło na Titanica i ci ludzie uważali, że to właśnie było ich przeznaczeniem. Tak więc, jeśli ktoś miał ocaleć, to nie poleciał tym samolotem (była taka para).

    Jeśli chodzi o chorych, to mam trzy koleżanki, które jęczą i chorują, ale nie chcą dosłownie nic zrobić, nawet wobec perspektywy zejścia z tego padołu łez. Wydają całą pensję na leki i nie chcą nawet słyszeć o zmianie diety czy stylu życia. Ja ich nie naciskam, linki znają, mogą sobie same poczytać i pooglądać. Ale nie chcą. Pewnie twój mąż też jest taki. Tak sobie myślę, że jak naprawdę zaczną się źle czuć, to w końcu sami pękną i coś ze sobą zrobią. A jak nie, to trudno, wolna wola. Ja tylko proszę o niemarudzenie przy mnie. Bo nie mam obowiązku tego słuchać.

    No i ostatnia kwestia: każdy ma inną wibrację duchową. Świadomi ludzie rzadko chorują, a jeśli im się to zdarzy, bez większego trudu przeprowadzają zmiany i zdrowieją. Tak więc masz rację – jak ktoś ma DOS, to nie będą u niego chodzić programy na Vistę. Takiej osobie się nic nie wytłumaczy, bo ona słucha swojego księdza i lekarza i nikogo poza tym. Amen.

    Acha, jeszcze jedno – zapomniałam napisać, że surowa dieta nie da się zastosować przez cały rok w tak zimnym klimacie jak nasz. W tropikach jest idealna. Ale w mrozy grozi wyziębieniem organizmu.

  4. filmik drugi w moim „ulubionym” amerykańskim stylu – show. mówią, że nie wciskają, ale jednak wciskają – film ocieka marketingiem, że aż się niedobrze robi…jeszcze ten naoliwiony solar-blondyn..ehh…nie mogli po prostu pokazać wyników badań przed i po, i „parę słów” od lekarzy i pacjentów?
    czy adresatem tego maja być ludzie, którzy „polecą na cukierki” ? 😉

    co do jedzenia surowego – też skrajność, i też przedstawiona w amerykański prymitywny sposób. jest przecież mnóstwo wartościowych rzeczy, które są efektem pewnej obróbki…kto zje na surowo kaszę gryczaną? albo wyciśnięta oliwa. albo kefir czy jogurt. a chleb? ciężki i wilgotny od zakwasu. albo piwo – tradycyjne, pełne witamin i mikroelementów. a wino?
    ciekawe też czemu w filmie są tylko owoce – piękne, słodkie, egzotyczne – dojrzałe w atmosferze metanowej,w kontenerze. nawet właściwe klimatycznie jabłko – widać że to produkt sztucznej fabrycznej fermy i pracownika polewającego je woskiem.
    a kapusta? a kartofel? burak? za mało widowiskowe, co?

    sprawa jest słuszna, ale znowu zabierają się do niej wg schematu – pastor/przywódca sekty/ i jego wyznawcy, film został nakręcony wg takiego właśnie schematu.
    jakby nie był teledyskowy i prymitywny, to nikt by nie uwierzył ani nie zrozumiał? eh amerykanie….ten kontynent powinien był zatonąć wieki temu dla dobra planety..

  5. edit: chodziło mi oczywiście głównie o pierwszy filmik – reklamowy

  6. Fakt. Każdy ma inną wibrację duchową.
    Każdy kombinuje po swojemu. Napomknięcie, nieśmiałe nawet ludziom o samouzdrawianiu i potencjale w nas, to na bank wystawienie się na drwiny lub ośmieszenie. Niewiara najsilniejsza u tych ‚ wierzących’.
    Natomiast doświadczenia z wędrówki po placówkach służby zdrowia, to norma. Przy tym sarkazm, rozgoryczenie, zniesmaczenie postawami lekarzy. Wnioski: pójdę do prywatnego. Za kasę potraktuje mnie profesjonalnie…
    A na tym padole łez … raz lepiej, raz gorzej. Trzymać pion pomimo wszystko to wyzwanie czasów, w jakich przyszło nam doświadczać życia.
    To tyle na marginesie dyskusji.
    trochę wyciszona i przysmucona piszę
    niech to słonko wreszcie zaświeci

  7. @ Arvedui: ten film TO JEST REKLAMA! Reklama filmu, którego chyba jeszcze nie ma (albo nie było, gdy robiono reklamę). Jest to typowa amerykańska reklama, u nas pewnie by nie przeszła.

    Owoce – w południowych stanach takie rosną. Nie potrzebują metanu, żeby dojrzeć, metanowe docierają do krajów północy Europy, bo muszą być niedojrzałe i twarde, żeby się nie rozciapkały w transporcie. Wszystkie banany które jesz są zrywane zanim dojrzeją.

    Kefir i jogurt: no bez przesady, nikt ich nie gotuje, bo by się zamieniły w serek. Jogurt robi się w 60st., ale do gotowania jeszcze od tego daleko. Piwko – piłeś niepasteryzowane? Sprzedają takie tu i tam, jest mętne conieco w porównaniu z tym „zwykłym” no i jest nietrwałe. Podobnie z winem – też się go nie gotuje, chyba że robisz zupę z wina (bardzo dobra, polecam, z białym serkiem).

    No i napisałam w komentarzu – wszystko na surowo, to nie w naszym klimacie, ale w Kalifornii, na Florydzie i paru innych ciepłych stanach czy krajach – jak najbardziej. U nas też dobry pomysł, ale tylko w upalne lato.

    Poza tym – przy leczeniu podaje się wszystko na surowo, żeby radykalnie oczyścić organizm, ale później wolno pojadać rzeczy gotowane, byle nie z fast foodów.

  8. @ Eliszka: a może idź do homeopaty, ale niestety w Warszawie. Koleżanka była (u mojego nauczyciela astrologii zresztą) i jest zachwycona. Dostała też poradę w sprawie leków homeopatycznych od pani psycholog, sprowadziła je z Anglii (u nas już chyba jest zakaz czy co, bo nie można ich kupić) i opowiadała zupełnie niesamowite rzeczy, o tym, czego doświadczyła po ich zażyciu. Istna magia i cuda, aż trudno uwierzyć.

    Gdybyś się zdecydowała, to mogę ci skombinować nocleg, ale pod Warszawą. Mogłybyśmy się też spotkać, co ty na to?

  9. Jedzenie surowych rzeczy dla pokolenia urodzonego przed wojną i w jej trakcie, zwłaszcza tych wychowanych na wsi oznaczało biedę. Bo ogień był drogi, nie zawsze było stać na rozpalenie go w kominie.
    Pewnie stąd wziął się kult potraw gotowanych.

  10. wiem, że jest reklama, ale reklama – informacja, a reklama – wciskanie kitu, trochę się różni. ten film posługuje się środkami typowymi dla reklam – wciskaczy kitu, toteż można go odbierać z mieszanymi uczuciami.
    raw foods – o ile mnie angielski nie myli, to jedzenie bez obróbki, surowe. gotowanie, prażenie, fermentacja, kiszenie etc – te wszystkie procesy jednak zmieniają sporo w składzie żywności – i znowu jest to samobój autorów, przydający filmowi łatkę „wesoła propaganda”, bo wielu wartościowych produktów nie da się spożyć bez obróbki.
    ja wiem, że amerykanie już tak mają,że w propagandzie są lepsi od chińczyków, ale jest tyle dobrze zrobionych dokumentów, np. o Monsanto, i w dokumencie promującym słuszne idee mogli się powstrzymać od tanich chwytów.

    piwko – nawet to ze sklepu ma mało wspólnego z dobrym starym piwem. jeszcze w XVIII wieku na dworze angielskim zapasy żywności liczyło się piwem – bo właściwie była to taka lekko sfermentowana zupa zbożowa, filtracja była tylko z grubsza, więc w płynie nadal pływało mnóstwo śmieci – począwszy od plew a skończywszy na pełnym witaminowym zestawie.
    takie piwko rzadko przekraczało swój termin ważności 😉
    teraz można je sobie zrobić tylko samemu, podobnie jak kwas chlebowy – w kamionkowym naczyniu.

    a bananów nie jem u nas, to jest szaleństwo, bo dostajemy najgorszy sort, najpospolitsze gatunki. natomiast chętnie – w miejscu hodowli bananów, warto popróbować wszystkich odmian, świeżo rwanych i sprzedawanych na ulicach. to są banany! =]

  11. Polecam tę książkę( nie jest pisana w stylu dziennikarskim i jest grubaśna) jak znajdziesz chwilę przeczytaj, jak zaczniesz to skończysz ( wciąga) ; ” Nic nie zdarza się przypadkiem” . Tirzani nie przeleciał wszystkiego po łepkach, w grę wchodziło coś innego. Z mistyką jako taką miał związek z 20 lat od momentu kiedy jakiś hindus wróżbita przepowiedział mu że zginie w katastrofie lotniczej w tym a w tym roku ( była taka i zginął by na prawdę),Pisze o tym w równie dobrej i wcześniejszej jego książce pt „Przepowiedział mi wróżbita”.
    Ano był facet pod wpływami Merkurego z racji, że urodził się w znaku Panny, co miał na ASC nie wiem, ale znam dokładną datę bez godziny to sprawdzę co on tam miał za planety i aspekty.
    A propos tych ludzi ( chyba źle odczytałaś?) to było 20 zasłużonych francuskich pracowników, którzy polecieli w nagrodę do Rio,(nie uduchawiali się tam na miejscu) w kraju zasłużyli na wyróżnienia, wiadomo co robili w Rio, świętowali swój sukces, na który faktycznie zapracowali we własnej firmie i kraju. Nie trudno się domyśleć jakim potencjałem dysponowali, oni to właśnie poświęcili się jednej sprawie, dopięli ją na ostatni przysłowiowy guzik. Jednym zdaniem, Ludzie Sukcesu na zasłużonych wakacjach w Rio i za tydzień śmiertelne ofiary potwornej katastrofy, taki finał ich sukcesu. Przyznasz, że super „motywacja” do wiary w to że i ty możesz być liderem, jak tylko ze chcesz i zmienisz nastawienie do życia.
    Czy ja wierzę w przeznaczenie ? Wszystko wskazuje na to że ono jednak istnieje. Codziennie przytrafiają się nam sprawy , rzeczy i przypadki na które wpływ poza nami ma setki nieznanych osób, są z nami na zbieżnym kursie. Można co prawda wygłaszać teorię, że jak zmienimy myśli to ktoś, kogoś ominie, a inny ktoś obok nas nie przejdzie , nie zajmie kolejki, nie zapuka do drzwi, zgubi nasz numer telefonu itd., ale jak na razie, to cały czas spekulacje i dobry zarobek dla pisarzy poczytnych poradników. Fajny film dziś obejrzałam, ten powyżej to cytat z jednej z jego scen; ” Dziwny przypadek Benjamina Buttona” . Polecam i pozdrawiam 🙂
    Nie jem samego surowego, ale w Meksyku jadłam, sam organizm się upominał, nie robiłam tego z przemyślenia, ot nic innego mi nie wchodziło, nie smakowało 🙂

  12. Mam nadzieję, że książka jest po polsku, bo po angielsku czytałabym ją ze sto lat… OK, poszukam, jak znajdę, to kupię.

    Jeśli chodzi o samolot, to przyznam się, że zupełnie nie czytałam nic na ten temat, ale w sobotę mój były zastrzelił mnie „teorią spiskową”, że ten samolot (jego zdaniem) nie mógł spaść od pioruna, bo to jest niemożliwe. Fakt, samoloty nie spadają od piorunów, bo naukowcy specjalnie wlatują w chmury burzowe i przeprowadzają badania, co zresztą aż do znudzenia pokazywali na Discovery. No i mój były stwierdził, że informacje podawane przez media są tak sprzeczne, że za tym musi się kryć coś bardzo podejrzanego i że jego zdaniem to był zamach (była taka afera w USA, jakieś 10 lat temu, do dziś nie wyjaśniona, z zestrzeleniem samolotu pasażerskiego rakietą bojową).

    To, co piszesz mogłoby to potwierdzać. NWO nie potrzebuje uduchowionych i silnych ludzi sukcesu. Dziś toczy się bezwzględna walka z ludzką duchowością, z pozytywnym myśleniem (patrz: casus pana Stawiszyńskiego), z medycyną naturalną, homeopatią, witaminami, suplementami, astrologią, szamanami i innymi ludźmi oraz systemami wspomagającymi nasze zdrowie i duchowy potencjał. Czyż nie byłoby rzeczą wielce spektakularną udowodnić światu, że rozwój duchowy nie działa i nie chroni przed śmiercią? Przecież to jest niezbity „dowód naukowy”. Proszę, tacy silni, pozytywnie nastawieni i bum! Już ich nie ma! „Sekret” obalony!

    Trwa właśnie akcja propagandowa w sprawie depopulacji. Co moment natykam się na wiadomości tej treści, oto przykład: http://www.sfora.pl/Jest-nas-za-duzo-a5017 więc będą nam reglamentowali wodę, żywość wyłącznie GMO, zabronią oddychania i wydychania CO2, mieszkania tam, gdzie mieszkamy i wielu innych rzeczy. Dla dobra planety zostaniemy zamknięci w gettach i powoli wykończeni aż do osiągnięcia proporcji 20% elity i 80% zniewolonych roboli (patrz na górze bloga „Tittytainment”).

    „Wszystko wskazuje na to że ono jednak istnieje. Codziennie przytrafiają się nam sprawy , rzeczy i przypadki na które wpływ poza nami ma setki nieznanych osób, są z nami na zbieżnym kursie. Można co prawda wygłaszać teorię, że jak zmienimy myśli to ktoś, kogoś ominie, a inny ktoś obok nas nie przejdzie , nie zajmie kolejki, nie zapuka do drzwi, zgubi nasz numer telefonu itd., ale jak na razie, to cały czas spekulacje i dobry zarobek dla pisarzy poczytnych poradników” – a czy pan dziennikarz nie jest dowodem, że zmienił przeznaczenie? Przecież miał zginąć w katastrofie lotniczej, ale zainteresował się naukami duchowymi i nie zginął – sama piszesz o tym. No więc – odwrócił kartę losu, czy nie?

    Na zakończenie ezoteryczny dowcip (dość znany):
    Tonie statek pełen pasażerów, a wśród nich przestępca. Zbój pomyślał trochę i postanowił przechytrzyć Boga. Modli się więc słowami: „Drogi Boże, ja jestem złoczyńcą i zasługuję na śmierć, ale popatrz na tych wszystkich niewinnych ludzi, przecież ich nie zamordujesz bez żadnego powodu”! Na to Bóg wychyla się zza chmurki i powiada: „10 lat mi zajęło zebranie was wszystkich na tym statku”.

    Jak pisałam – na Titanica parę osób nie zdążyło…

  13. Ch Cha dobry dowcip 🙂 Zawsze podczas odprawy zastanawiam się, co mnie łączy z ludźmi z którymi mam lecieć ? W zasadzie to już po wejściu do samolotu, gdy zamkną drzwi, wszyscy zebrani są jak „grupa przeznaczeniowa” coś jak rodzina rodzina. Reszta świata, zostaje jakby w innej rzeczywistości… My pasażerowie lotu XXX i los. W zasadzie nie trzeba wsiadać do samolotu – wszyscy jesteśmy taką „grupą przeznaczeniową”. lecimy sobie wspólnie, tylko że w o wiele większym „urządzeniu”.
    Masz słuszność, można zmienić swoje przeznaczenie i nawet trzeba to robić, po to żyjemy. Jeśli się ma odpowiedni potencjał, to zadziała i zgadzam się z tobą, że są na świecie siły które zrobią wszystko żeby zachować władzę i kontrolę, nie przebierając w środkach. Owe siły nie dopuszczą żeby ich tajemnice wyszły na jaw, bo wtedy straciłyby „ducha magii” na wyłączność. Było by straszne gdyby ludzie rozpoznali jakie mają możliwości i może (na razie) rzeczywiście, byłoby to straszne ? Dlatego dobrze jest od czasu do czasu, robić z tej niewielkiej garstki myślących, mówiących, piszących i malujących inaczej; idiotów, nawiedzeńców, satanistów i kłamczuchów dybiących na ludzkiej naiwności. A gawiedź pokornie wierzy i wyśmiewa jak może. Wszystko kwestią czasu – to też przeminie.
    Samolot na pewno nie spadł od uderzenia pioruna. Możliwa jest jeszcze burza elektromagnetyczna, ale czytałam że w tamtych rejonach to rzadkość.
    Książka jest po polsku i lekko się czyta tego pana Tirzaniego, bądź co bądź On zawsze uważał siebie za człowieka sukcesu 🙂

  14. @ Jaga: „Masz słuszność, można zmienić swoje przeznaczenie i nawet trzeba to robić, po to żyjemy. Jeśli się ma odpowiedni potencjał, to zadziała i zgadzam się z tobą, że są na świecie siły które zrobią wszystko żeby zachować władzę i kontrolę, nie przebierając w środkach. Owe siły nie dopuszczą żeby ich tajemnice wyszły na jaw, bo wtedy straciłyby “ducha magii” na wyłączność. Było by straszne gdyby ludzie rozpoznali jakie mają możliwości i może (na razie) rzeczywiście, byłoby to straszne?” Dokładnie!!! My, ludzkość, mamy niesamowity potencjał i ci, którzy „trzymają władzę” robią wszystko, co w ich mocy, żeby ludzie o tym nie wiedzieli. Bo oni panicznie boją się tego, że mogliby stracić swoją uprzywilejowaną pozycję. Myślą, że ludzi da się zamienić w stado baranów do strzyżenia, ale już widzą, że to się nie da. Mimo istnienia całej sporej kasty sprzedajnych kolaborantów (polecam film „They Live”, tam jest to fajnie pokazane) i niemałej grupy „racjonalistów”, którzy są tak głupi, że nawet nie widzą swojej głupoty, na co dowodem jest fakt, że dali się nabrać na bzdurne teorie „naukowego postępu” w postaci walki z zabobonami (szamanizmem, astrologią, magią, naturalnym leczeniem i innymi metodami przywracania równowagi organizmu) i popierania GMO, reszta kombinuje w miarę samodzielnie. Okazało się, że potrafimy się opierać, buntować i przeprowadzać własną wolę. I jeszcze raz się okazało, że jak władza przegnie, to się to obróci przeciwko niej, bo co za dużo, to nie zdrowo. Kiedyś mogli knuć, bo nikt nie był w stanie wiedzieć, co oni robią, a nawet jak ktoś się dowiedział, to nie miał jak powiadomić o tym innych, ale dziś mamy internet, więc wieści rozchodzą się szybko.

    Rozwinę ten temat w następnej notce.

  15. W dzisiejszych wiadomościach podsłuchałam, że już wkrótce nastąpi przymusowy – obowiązek rejestracji w sądach wszystkich tekstów i blogów publikowanych w internecie. Wynika z tego, że jeśli komuś podpadniemy ( np. obrazimy jego uczucia religijne), będziemy się z tego tłumaczyć w sądzie, a nie jak dotychczas w komentarzach. Ciekawe czy to przeforsują i jak się wtedy będzie miała blogowa wolność ?

  16. Też o tym czytałam. Że niby autor strony lub bloga musi wziąć na siebie odpowiedzialność za to, co pisze, jak w prasie papierowej, w której redaktor odpowiada za poziom jego gazety. Pewnie to przez Katarynę, hehe. Mam nadzieję, że i tym razem obejdą się smakiem, podobnie jak z ustawą antypiracką. Niedługo będziemy się musieli tłumaczyć z myśli, które przelatują nam przez głowę. Założę się, że już projektują telefon komórkowy z odpowiednim detektorem fal mózgowych. Debile, słowo daję.

    Podobno jest już telefon donoszący, że właściciel cierpi na uporczywy kaszel, bo może to być objaw świńskiej grypy, która jak wiadomo gorsza jest niż AIDS i cholera razem wzięte. Teraz już wiemy, do czego i komu potrzebna jest ta heca z rzekomą epidemią rzekomej grypy – Wielki Brat nie ma nic lepszego do roboty, więc z nudów wymyśla gadżety do kontrolowania obywateli.

  17. (Astromaria napisała:)
    Podobno jest już telefon donoszący, że właściciel cierpi na uporczywy kaszel, bo może to być objaw świńskiej grypy, która jak wiadomo gorsza jest niż AIDS i cholera razem wzięte. Teraz już wiemy, do czego i komu potrzebna jest ta heca z rzekomą epidemią rzekomej grypy – Wielki Brat nie ma nic lepszego do roboty, więc z nudów wymyśla gadżety do kontrolowania obywateli.

    – – –

    Marcel Messing (autor książki: „WWW. Czy się przebudzimy?”, która niedługo ukaże się po polsku) twierdzi nawet, że: „W Europie trwają prace nad ustawą – nikt nie przygląda się jej detalom, wydrukowanym często małymi literkami – która zakłada, że w przypadku pandemii każdy obowiązkowo musi zostać zaszczepiony.
    Nie wspominam nawet o bardzo szkodliwych konsekwencjach stosowania szczepionek.
    Potwierdzające to dowody można odnaleźć w gruntownych badaniach przeprowadzonych przez profesora Horowitza. Robi się jednak wszystko, abyśmy się o tym nie dowiedzieli.
    Prof. Petit z Francji, człowiek o wielkim autorytecie, uważa, że istnieją gotowe do realizacji plany, aby każdą szczepionkę wyposażyć w mikroskopijny płynny nano-czip. I nikt się w tym nie zorientuje. Natomiast na pewno to odczuje, gdyż przy pomocy systemu GPS (Global Position System) w połączeniu z cray-komputerami w Pentagonie, Brukseli czy gdzie indziej, będzie można każdego wziąć pod lupę i zbadać.”
    (Ciąg dalszy rozmowy z /…/ Marcelem Messingiem, tłum. Bożena Helfenrath – Porębska, Nieznany Świat Nr 2/2009)

  18. Ta książka chyba już wyszła, mam zamiar ją kupić, więc zaraz zbadam sprawę.

    Jeśli chodzi o knowania „elyty” świata przeciwko „ziemskiemu motłochowi i bezproduktywnym pożeraczom chleba”, czyli nam, to mogą sobie knuć. Jeśli nie wiedzą, na czym tak naprawdę siedzą, to się zdziwią, kiedy się dowiedzą. Wszystkie przepowiednie, również biblijne mówią wyraźnie o tym, że zło ma już przerąbane. Tutaj jest piękny przykład naukowych pomysłów ostatecznego rozprawienia się z ludzkością. Ale zapomnieli, że rok 2012 będzie już za chwilę. Niestety, ludzie o tak niskich wibracjach nie przejdą tej próby, bo ich organizmy tego nie wytrzymają i nastanie dla nich prawdziwy koniec świata. To nie my zginiemy, lecz te gadziny. I oni powinni już to wiedzieć. Usiłuję napisać tekst na ten temat, ale opór materii wciąż staje mi na przeszkodzie. Co się odwlecze, to nie uciecze, więc już wkrótce wezmę się do roboty.

  19. Astromaria powiedziała:
    > Ta książka chyba już wyszła, mam zamiar ją kupić, więc zaraz zbadam sprawę.

    – – – –
    Miałaś rację (jak zwykle ;)), książka już wyszła. Kupiłam ją pare godzin temu. Ale boję się czytać do poduszki…

  20. Jedzenie ma znaczenie – niestety filmy są już niedostępne.
    Poszukiwałem tego wpisu odnośnie terapii Gersona.
    Byłem ciekaw jakiegoś oficjalnego stanowiska na ten temat ze strony medycyny akademickiej, ze tak powiem. Otóż znalazłem coś na ten temat na stronie National Cancer Institute w USA (instytucja rządowa). Niestety nie znam dialektu amerykańskiego. Przydałoby się żeby rzucił na to okiem ktoś kto go dobrze zna. Może jakieś tłumaczenie? Link:
    http://cancernet.nci.nih.gov/cancertopics/pdq/cam/gerson/Patient
    To wersja dla pacjentów. Dla lekarzy (jak się domyślam) jest wersja „Health Professional Version”.
    To co mają do powiedzenia jest zalinkowane obok po lewej, minn. „Questions and Answers About the Gerson Therapy”. Jeśli by ktoś to przetłumaczył to by był pewnie ciekawy materiał polemiczny. Myślę że warto by było to przetłumaczyć aby poznać aktualne stanowisko oficjalnej medycyny w USA.

  21. Może jednak znajdzie się ktoś chętny na przetłumaczenie powyższego materiału?
    Tym bardziej że jak wynika z filmu na Youtube, zrobionego w meksykańskiej klinice córki Gersona, terapia ta jest niezwykle skuteczna.

  22. Witaj, miło znów „widzieć” 🙂
    Mario, nie chodziło mi o film „Jedzenie ma znaczenie” – tu „zaktualizowałem” tylko stan linku. Tak się dziwnie składa że ostatnio znikają z youtubisia ciekawe filmy. Możliwe ze jest to związane z prawami autorskimi… chociaż… o Święty Gralu! :D… jak można handlować prawdą? Gdyby mi zależało na rozpowszechnieniu oczywistej prawdy, byłoby na miejscu pobieranie opłaty? Zastrzeganie praw do zysku z dystrybucji? Mniejsza z większym.
    Mnie chodziło o link http://cancernet.nci.nih.gov/cancertopics/pdq/cam/gerson/Patient . Chodzi mi o stanowisko NCI i w ogóle co mają do powiedzenia o terapii Gersona. O tłumaczenie tego mi chodziło.
    Ale za link z mininova dziekuję :). I proszę, nie wrzucaj filmiku na chomika. Szkoda katować łacza :).
    Przy okazji poszukiwań informacji o terapii Gersona trafiłem na ciekawą stronkę o vitaminie B17….

  23. Łącze oczywiście odmówiło posłuszeństwa, kurczę, jak już chyba większość się przesłała, FF się zwalił i nie udało się wznowić przesyłania. Tak więc mogę na chomiku umieszczać tylko drobiazgi.

    Może jakaś dobrze znająca angielski dusza da się namówić na tłumaczenie????

  24. Mianowicie:
    http://www.vismaya-maitreya.pl/naturalne_leczenie_naukowcy_odkrywaja_witamine_b17_laetrile.html
    bardzo ciekawe rzeczy.

    O takim selektywnym dostarczaniu lekarstwa w ściśle określone miejsce chorobowe czytałem niedawno na jakimś portalu około miesiąc temu (?), chyba na interia.pl ale nie dam głowy. I wczoraj po przeczytaniu powyżej linkowanego materiału zadałem sobie pytanie: czy kolesie z farmacji zrobią wszystko… by wycisnąć kasę z patentu podglądniętego w naturze? Jak znajdę link z interii (?)to go tu dołączę. Tytuł informacji brzmiał mniej-wiecej tak: „przełom w leczeniu raka”. W treści było o nowym sposobie dostarczaniu lekarstwa do komórek rakowych.

  25. Na razie jest zakaz patentowania witamin i ziół. To właśnie dlatego mają zniknąć i stać się zakazane. Nie kijem go, to pałką: skoro nie ma zgody na patentowanie, jest zakaz sprzedaży. Gdyby była zgoda, witaminy zaczęłyby osiągać astronomiczne ceny i nie byłoby nas na nie stać. W najbliższym czasie zaopatrzę się w krople MMS bo w tej sytuacji i one mogą zostać zakazane.

  26. Może chomik nie przyjmuje długich plików?
    W summie to nie ma sensu. Najbardziej niezawodne są emule (w każdej sytuacji), torrent (torrent – o ile dysponuje się swoim tzw. publicznym IP – jeśli nie to tylko emule) lub upload na rapidshare ale po pocięciu pliku na mniejsze kawałki. W przypadku emule lub wystawianiu własnego torrenta trzeba mieć włączony komputer.
    Ale dostępność linku na mininova zupełnie wystarcza. Dzięki 🙂

  27. Na chomika można wrzucić co się chce, ale trzeba mieć przepustowe łącze. Poza tym, jeśli nie masz własnego zbioru i nie „zarabiasz” punktów za to, że od ciebie pobierają, to się nie opłaca, bo trzeba płacić za pobieranie większych plików.

    Co do muła – kiedyś ciągnęłam z niego jak smok, potem padł mi komp, a jak ściągnęłam program na nowy, to znikły mi serwery i nie wiem, jak je ustawić. Więc kicha. Ale to może być sprawka cholernej Visty, która blokuje „piractwo” wrrrr.

    Z powodów o których piszesz ściąganie „Płyt prawdy” z torrentów jest bardzo uciążliwe. Jest tylko 1 user, który wystawia film w sieci, a z niego ciągnie niezliczona ilość ludzi. I dlatego pobranie całości może trwać do końca świata i 1 dzień dłużej.

  28. Ciekawa filozofia w tym chomiku.

    Zasada w torrentach jest taka że im więcej włączonych komputerów tym lepiej. Każdy kto zaciąga dany plik zdefiniowany na „trakerze” staje się potencjalnym serwerem tego pliku (dla innych) w momencie zassania dowolnej jego części. Stąd siła tego protokołu. Ale to świetnie działa właśnie gdy te komputery są włączone. Inaczej to jest masakra jak piszesz.

    Bardzo podobnie działa emule. Tylko że emule jest bardziej uniwersalny i jednocześnie trudniejszy do śledzenia/szpiegowania. Ma jednak taką wadę że pobieranie z emule zazwyczaj trwa dłużej (system kredytowo-kolejkowy dla wszystkich udostępnianych/pobieranych plików) niż na torrencie (kolejka dotyczy tylko jednego danego udostępnianego pliku – równolegle można wysyłać dowolną ilość plików – łącze dzielone jest na ilość wysyłanych plików i aktywnych klientów).
    Z tymi problemami na Viście z emule… domniemanie „piractwa” nie ma w/g mnie tu nic do rzeczy. To chyba problem techniczny wbudowanych w Vistę zabezpieczeń protokołu sieciowego jak sadzę. W XP SP2 i SP3 były podobne problemy ale w mniejszej skali. Spróbuję znaleźć więcej informacji na ten temat.

  29. Z Vistą są problemy, np. trzeba strasznie kombinować, żeby coś ściągać z Soulseeka. To akurat jakoś mi się udało, ale z Mułem sobie nie poradziłam.

W tym blogu komentarze są równie ważne jak teksty na stronie głównej, dlatego bardzo proszę o trzymanie się tematu! Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku. Jeśli Twój komentarz się nie ukazał przeczytaj zasady komentowania bloga (patrz strony na górze bloga). Komentarze nie na temat będę kasować, a awanturników banować!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s