Tłuc, czy wychowywać bezstresowo?

Za każdym razem, gdy tylko ktoś wspomni w towarzystwie lub na forum dyskusyjnym o wychowaniu bez bicia i przemocy, natychmiast jakiś inny ktoś z ironią rzuca hasło „wychowanie bezstresowe, hahaha” i już po chwili wybucha straszna awantura. Wrogowie „bezstresowego wychowania”, którzy, co oczywiste, są zwolennikami domowej przemocy, wpadają w istny amok, stając się głusi jak pień na wszelkie argumenty, a najbardziej na ten, że jest jeszcze trzecia opcja do wyboru.

Tytułowe pytanie jest tak samo „mądre”, jak to, czy lepiej być wierzącym czy ateistą. Na oba odpowiadam tak samo: obie opcje są błędne, ponieważ reprezentują przeciwstawne skrajności.

Wszystko jest podwójne; wszystko ma swoje bieguny; wszystko tworzy parę ze swoim przeciwieństwem; podobne i niepodobne są tym samym; przeciwieństwa są identyczne w swojej naturze, lecz różne w stopniu; skrajności się spotykają; wszystkie prawdy są jedynie półprawdami; wszystkie paradoksy da się pogodzić (IV Prawo Hermetyzmu, Kybalion)

Każde z tych wychowawczych przeciwieństw wydaje takie same owoce: zarówno dzieci bite, jak i wychowywane bezstresowo są nieprzystosowane do życia, zalęknione i pozbawione poczucia własnej wartości.

Przeglądając w Internecie różne opinie na temat wychowania łatwo zauważyć, że poglądy autora zależą od jego światopoglądu. Katolicy nawołują do trzymania się tradycji, do kształtowania dzieci na obywateli szanujących hierarchię społeczną i autorytety, potępiają relatywizm i uważają, że dziecko należy do rodziców, którzy mają wszelkie prawa, żeby traktować je tak, jakby było ich własnością. Wszelką ingerencję ze strony państwa czy prawa uważają za skandaliczny zamach na ich prywatność i rodzinę jako taką.

Ateiści przejawiają zdecydowanie więcej empatii i otwartości, uważając, że dziecko należy traktować po partnersku i przyjacielsku, wyjaśniając mu, dlaczego powinno zachowywać się w określony sposób.

O biciu i idącym w ślad za nim braku emocji, współczucia i serdeczności (wychowanie autorytarne) już pisałam, więc wyliczę tylko w skrócie, jakie są jego skutki. Co otrzymaliśmy i czego nauczyliśmy się w domu rodzinnym, to przekazujemy później światu jako ludzie dorośli. Ci, którzy doświadczyli rodzicielskiej wściekłości i bicia, sami stają się wściekli i agresywni i co oczywiste – gotowi są bić każdego, kto się im sprzeciwi. Ci, którzy mieli rodziców tyranów i równie bezwzględnych nauczycieli czują się najpewniej, gdy sami są tyranami i podporządkowują sobie innych. Tacy ludzie wierzą w prawo pięści, w tradycyjną hierarchię, a przede wszystkim w to, że świat można naprawić tylko żelazną dyscypliną, pruskimi szkołami, drakońskimi karami (np. karą śmierci) i krwawymi wojnami. To właśnie ci ludzie zostają bezwzględnymi, wymyślającymi „oś zła” politykami i to właśnie przez nich wojny nigdy się nie kończą.

Czasem się zdarza, że ci, którzy doznali brutalnej przemocy ze strony rodziców zaczynają rozumieć, jak wielkie zło im wyrządzono. Nie chcą krzywdzić własnych dzieci, więc postanawiają, że sami będą wychowywać swoje pociechy zupełnie inaczej. Bez bicia, tresury, krzyków ani innej brutalności (leseferyzm). Problem w tym, że ci ludzie nie wynieśli z rodzinnego domu żadnych wzorców, na których mogli się uczyć właściwego postępowania z dziećmi. Z tego powodu czują się, jakby zawiśli w próżni. Tak bardzo boją się brutalności, że przeginają w przeciwną stronę. Każdy rodzaj dyscypliny kojarzy im się z tresurą, brutalnym terrorem lub okrucieństwem, więc postrzegają go jako niebezpieczny i zły. To prowadzi do zupełnego braku jakichkolwiek reguł, obowiązujących ich dzieci. I w ten sposób wpadają z deszczu pod rynnę, w pułapkę bezstresowego wychowania, które kończy się równie fatalnie jak drakońska tresura.

Wygląda na to, że legendarne „bezstresowe wychowanie” jest jakimś rodzajem samowoli wychowawczej, do której nie przyznaje się żadna szkoła pedagogiczna. Jest to idea, która pojawiła się już dawno temu. Zalecał ją np. J. J. Rousseau, który pisał, że „człowiek jest z natury dobry, ale wypacza go cywilizacja”. Z innych znanych ludzi podobne poglądy głosił Lew Tołstoj oraz twórcy psychologii humanistycznej, A. Maslow i C. Rogers. Późniejszy autorytet pedagogiczny, dr Benjamin Spock, któremu przypisywano autorstwo tej idei zdecydowanie się od niej odciął.

Dlaczego bezstresowe wychowanie jest pomyłką?

Bezstresowe wychowanie nie jest przejawem miłości. Co gorsze – sprawia, że dzieci wychowywane w ten sposób nie mają poczucia bezpieczeństwa i są niedojrzałe. Dowodem na to jest ich zachowanie. Często można odnieść wrażenie, że prowokują one swoich opiekunów do zdecydowanego powiedzenia „dość!”, a nawet można odnieść wręcz wrażenie, jakby chciały dostać po pupie. Kiedy rodzic nie podejmuje żadnych działań, dziecko zachowuje się coraz gorzej, aż w końcu staje się tak nieznośne, że nikt nie chce takiej rodziny gościć w swoim domu ani przebywać z nią na wakacjach.

Dziecko musi przestrzegać pewnej umiarkowanej i rozsądnej dyscypliny (autorytatywny styl wychowania). Czuje się ono dobrze tylko wtedy, gdy reguły są jasno określone, kiedy każdy dzień ma swój rozkład, a ono ma konkretne obowiązki do wypełnienia. W pracy wychowawczej lepiej sprawdzają się zachęty i nagrody niż kary, ale i bez kar żyć się nie da. Z dziećmi tak już jest, że czasem ich zachowanie wymyka się spod kontroli i należy przywołać je do porządku. Zapewniam państwa, że to „przywoływanie do porządku” wcale nie musi oznaczać przemocy fizycznej. Dziecko, które kocha i szanuje swojego rodzica czuje się podle, że zawiodło jego zaufanie, a to już może być wystarczająca kara. Wystarczy więc „wezwać je na dywanik” i patrząc mu głęboko w oczy spytać, co dane zachowanie miało znaczyć i co ma na swoje usprawiedliwienie. Jeśli się wstydzi i obiecuje, że to już nigdy więcej nie powtórzy, sprawa powinna być uznana za zakończoną.

Jeśli wykroczenie jest poważniejsze, wtedy zupełnie dobrze sprawdza się metoda „rachunku sumienia”, które kończy się samodzielnym wskazaniem rodzaju kary, jaką trzeba ponieść. Musi to być kara dość dotkliwa, ale nie okrutna. Zwykle rodzic i dziecko są w stanie wynegocjować jakiś rozsądny kompromis.

Ci wszyscy, którzy zostali wychowani przez wymagających, konsekwentnych, ale jednocześnie kochających i sprawiedliwych rodziców w naturalny i spontaniczny sposób odnoszą się do bliźnich z miłością i szacunkiem. Tacy ludzie nie cierpią na zaskakujące ataki furii ani nie potrzebują zaglądać do dekalogu, żeby kontrolować swoje zachowanie, ponieważ i bez tego miłują bliźniego z całego serca, a wszelka przemoc i mordowanie, również na wojnie, jest im wstrętne. Takie dzieci w dorosłym życiu w naturalny sposób tworzą zdrowe związki partnerskie, cieszą się satysfakcjonującym pożyciem małżeńskim i wychowują swoje dzieci na łagodnych, nastawionych pokojowo ludzi.

Jako ilustrację zamieszczam tu tabelkę ze strony Wychowawca:

diana-baumrind1

I na samo zakończenie: proszę zwrócić uwagę na podwójną moralność ludzi zalecających bicie dzieci.

Gdybym ja w czasie ostrej dyskusji z takim osobnikiem przywaliła mu w tyłek lub w twarz, natychmiast wezwałby policję i domagał się dla mnie najsurowszej kary za naruszenie jego nietykalności cielesnej, mimo, że oboje jesteśmy dorośli, a ja, jako kobieta, nie dorównuję mu ani siłą fizyczną ani wielkością. Ale kiedy on, wielki i silny facet, tłucze maleńkie dziecko, nie uważa tego za naruszenie jego nietykalności fizycznej i dowodzi, że „to co innego”. Gdzie w tym jakakolwiek logika?

17 myśli nt. „Tłuc, czy wychowywać bezstresowo?

  1. Pomysł z tym, ze dziecko samo wyznacza sobie karę jest naprawdę dobry, będe musiał moim rodzicom go podrzucić;) Tak na marginesie to nie wiem jak ja byłem wychowywany, nie sądze bym to była „metoda bezstresowa” (już wiem czemu w „…”), co nie znaczy, że byłem bity, choć to pewnie nie raz dostałem pasem. (z racji tego, że jak mówią „byłem dzieckiem z ADHD”;]) Staram się być miły i serdeczny dla ludzi, jednak zdarzają mi się „niekontrolowane” wybuchy gniewu. Zwykle niepoważne w skutkach. Jednak po zajściu zawsze wiem, że źle postąpiłem. ahhh 😀 Dobranoc:)

  2. Oj, Zabo, jesteś klasycznym przykładem dziecka, które usprawiedliwia swoich rodziców, bo ich kocha. Przeczytaj, co sam napisałeś: „co nie znaczy, że byłem bity, choć to pewnie nie raz dostałem pasem”. Dostanie pasem i to nie raz to według ciebie nie jest bicie?

    No i czy na ADHD nie ma innego sposobu, niż tylko pas? W mojej rodzinie chyba wszyscy są ADHD, co jest oczywiście straszliwie wkurzające, ale gdybyśmy mieli się z tego powodu bić, to nie robilibyśmy nic innego, tylko stale byśmy się tłukli. Na pocieszenie ci powiem, że chyba wszyscy geniusze mieli ADHD, a w każdym razie Edison, Einstein i Feinmann na pewno. Jak wpiszesz ADHD do wyszukiwarki na moim blogu, to wyleci ci tekst, a na końcu jest długa lista sławnych ludzi, którzy na to cierpieli. Może cię to pocieszy 🙂 Piękna przyszłość przed tobą.

    I te „niekontrolowane wybuchy gniewu”… to jest ten gniew, który z ciebie wychodzi, bo ktoś inny go tam wrzucił. Człowiek jest jak akumulator: jak go naładują gniewem, to się wścieka. Kup sobie worek bokserski i wal w niego, może ci pomoże.

    Nie mogę potępiać twoich rodziców, bo sami byli tak wychowywani i nie wiedzieli, że można inaczej. To będzie jeszcze się ciągnęło przez pokolenia, ale może w końcu da się z tym skończyć. A wtedy na świecie zapanuje powszechna miłość i pokój. Fajnie, nie?

  3. „I te “niekontrolowane wybuchy gniewu”… to jest ten gniew, który z ciebie wychodzi, bo ktoś inny go tam wrzucił” – można też rzec, że te wybuchy są przejawem transformacyi związanej z IV poziomem świadomości: http://sladamiprawdy.i365.pl/news.php?readmore=210 . Swoją drogą ten prof. Dąbrowski (wymieniony tamże) to fajny gość musiał być.

  4. o wychowaniu dzieci napisałem wiele u siebie oraz przy okazji na innym blogu o tym samym ale inaczej napisanym problemie. Okazuje się jedno. Kochaj i okazuj miłość a dziecko ci je odda. Jeśli nie wiesz co to miłość, dziecko jej nie pozna także. To my dorośli przekazujemy dziecku zasady i prawdy i dopiero jak trochę życia poznamy okazuje się co nam rodzice robili bijąc nas albo za bardzo rozpieszczając.

    A podstawa to: nie myśl o sobie, bo nie jesteś sam 🙂

  5. Cóż nie usprawiedliwiam ich, w sumie nawet nie wiem czy byłem bity. Po prostu tak mi się wydaje;] Z tego co widzę jak wychowują młodszą siostrę to bardziej kary typu: Liczę do 3 i jak się nie uspokoisz idziesz do pokoju.
    (znów ich usprawiedliwiam, haha;D)

    „“niekontrolowane” wybuchy gniewu.” Co nie oznacza, że są one z niczego. Zwykle gdy ktoś mi perfidnie stara się zagrać na nerwach i już przegina wtedy momentalnie i krótkotrwale wybucham;o

    Widzę, że jakoś to wszystko niedokładnie ująłem wczoraj wieczorem(zmęczenie);)
    Co do worka to 2x w tygodniu daje mu wycisk:)

  6. Astromario:

    Szacun!!!
    I to nieustający!
    Kiedy Ty masz czas na pisanie tych wszystkich mądrych rzeczy…
    (ja ostatnio nie nadążam nawet z ich czytaniem 😉 teraz nadrabiam zaległości jeszcze z marca).

    A tu znów kłania się stary poczciwy Korczak.

    Ramosz:

    dzięki za link – dodałam do ulubionych i będę penetrować te stronę 🙂
    – – – – – – – –
    Pozdrawiam wiosennie 😀

  7. @ steinbock: a gdzieś ty się podziewała? Fajnie, że jesteś 🙂 Piszę, jak mnie coś „natchnie”. Jak nie mam natchnienia, to nie ma siły, żeby coś wydusić, więc nie piszę, a statystyki bloga jadą wtedy w dół…

    @ Ramosz: fajny ten tekst, ale szkoda, że tylko do poziomu 4. Swoją drogą szacunek dla autora, że jest tak skromny. Mógł przecież oświadczyć, że jest oświecony i pisze z poziomu 7. I tak nikt by pewnie nie zauważył różnicy. Pogooglowałam tu i tam i dowiedziałam się, że to tropiciel UFO i innych dziwnych fenomenów. Czyli heretyk i podpałka do stosów. Na eioba jest dużo podpalaczy, hehe 🙂

  8. „Fajny ten tekst, ale szkoda, że tylko do poziomu 4. Swoją drogą szacunek dla autora, że jest tak skromny. Mógł przecież oświadczyć, że jest oświecony i pisze z poziomu 7” – pewnie sam zakłada, że osiągnął ‚ledwie’ poziom 4. I tak te dane są ciekawe, bo na końcu tekstu jest stwierdzenie, że poziom 4 osiągnęło zaledwie 5% populacji.

    W ogóle ta cała teoria dezintegracji pozytywnej jest ciekawa, tutaj kolejny link (dla tych, którzy zaczęli śledzić bieżący wątek, stali czytelnicy już pewnie zajrzeli 🙂 http://www.sladamiprawdy.i365.pl/readarticle.php?article_id=96

    W świetle tej teorii cała ‚płciowość’ homo sapiens wydaje się być dość mocno powiązana z rozwojem świadomości.

  9. Przy artykułach opisujących problem bicia dzieci często pojawia się przykład rodzica, który wyprowadza dziecko z piaskownicy ze słowami „Przecież mówiłem ci, ze nie wolno nikogo bić” po czy daje klapsa dziecku.
    Jednym z moich argumentów podczas rozmowy z synem, gdy ten uderzy młodszą siostrę jest pytanie: „Czy mama albo tata cie biją? Czy chcesz, gdy mi się nie spodoba twoje zachowanie, żebym cię bił?”
    Bicie jest bardzo prostą reakcja na wymuszenie posłuszeństwa, ale nie zawsze też skuteczną. Rodzice często do bicia dokładają obelgi, wyzwiska albo ‚motywacje’ typu: do niczego nie dojdziesz, jesteś leń, same problemy z tobą, gorszego dziecka nie widziałem etc.
    A podstawowa zasada: nie rób drugiemu, co tobie niemiłe. Ludzie zapominają, że dotyczy to także dzieci, które nie są ich własnością. Dzieci nie narodziły się po to, aby bezwzględnie słuchać swoich rodziców i im służyć…

  10. Mądry i ważny tekst, więc potrzebny aktualnie i jeszcze dłuuugo. Nigdy dość mówienia o przyzwoitości ludzkiej, życzliwości i SZACUNKU do drugiej osoby. W katolickim (chrześcijańskim) systemie wychowawczym dziecko nie jest osobą – jest przedmiotem, z ktorym rodzic może zrobić wszystko, wg własnego uznania… Bić? – jak najbardziej! Wszak „rózgami Duch Swięty dziateczki bić każe” ! … he he he… Jednak największą krzywdą, serwowaną dzieciom w katolicznych domach nie jest bicie, ale poniewieranie ich godności,upokarzanie i obrażanie przy byle okazji, brak minimum szacunku. Zgodnie z naukami tzw. ojców kościola, a jakże.
    Im dalej wstecz historycznych czasów, tym gorzej i okrutniej z tym było.
    Jakich osobników taki system wychowuje – widać nie tylko „dookoła”, ale i np. w polskim parlamencie.
    Szkoda słów. Polecam książki Karlheinza Deschnera – wstrząsające dokumenty (ten teolog i filozof WIE, co pisze).
    Zakodowane w podświadomości imperatywy, nabyte w dzieciństwie, są ciężkie do przepracowania, wymagają wielkiej pracy nad własnym rozwojem. Zyjemy po to, by się rozwijać, ŚWIADOMIE. Problemy uświadomione przestają sterować osobą z „dzieciństwem – nawet bardzo – pod górkę”.
    Wiedza Rozwojowa jest łatwo dostępna w naszych czasach. Także na Twoim blogu, Astromario. DZIĘKI CI.
    Ujadaniem niektórych „piszących” się nie przejmuj – w większości są to różni dyżurni kościółkowi itp, podszczekujący na różnych stronach o tematyce rozwojowej.

  11. Ech, pomarzyć tylko, żeby wszyscy rodzice tak to rozumieli…

    Co do ujadających – kościółkowi sobie poszli, podgryzają mnie ateiści.

  12. Mario – miej wspaniałomyślne współczucie dla ateistów. Ci, którym odbija palma wyższości jedyniesłusznej, są to przeważnie b.młode dusze, tj.świeże inkarnacje, o znikomej (lub zerowej) samowiedzy i odciętej duchowości, toteż nie wiedzą, co czynią.
    Przecież CIEBIE nie mogą dotknąć ich wierzgania, wynikające z upośledzenia. Dla nich zawsze jesteś poza zasięgiem.
    Serdecznie pozdrawiam.

  13. To są duchowe dzieci wychowywane bezstresowo. Wyrwały się spod władzy surowego Jahwe i tak się rozwydrzyły, że łażą po ścianach, a człowiekowi czasem łapa sama lata, żeby tego klapsa przyłożyć. A tu nie można… no i jest frustracja.

    Trzeba by je wysłać do domu Tany’i Byron, tylko ona potrafi je poskromić.

    (Dopisane następnego dnia): Prawdę mówiąc, te dzieci nie są takie niewinne. To właśnie te „dzieci” odpowiedzialne są za świętą inkwizycję, wojny, pogromy, faszyzm, Ku-Klux-Klan itp. To nie żarty. Nawet można dostać kosę w plecy.

  14. ja bylam bita bardzo rzadko, ale mysle, ze te kilka klapsow poukladalo mi nieco klepki w glowie:) w londku bardzo czesto widze przyklady leseferetyzmu (nowe madre slowo:)), szczegolnie w bogatszych sferach dzieci sa pozostawiane samym sobie, wszystko im wolno. rodzice sa zajeci robieniem kariery. w biednych rodzinach to samo, tyle, ze rodzice zajeci sa cpaniem, chlaniem lub awanturowaniem sie. koszmarem jest gdy te dzieciaki daja pokaz aktywnosci w zatloczonym markecie… i strach pomyslec jaka mlodziez z nich wyrosnie… tutaj ludzie boja sie zwracac uwage mlodziezy, czemu sie nie dziwie, bo w gazetach az sie roi od artykulow o „nozownikach”- mlode dzieciaki kroja kogo popadnie za byle co. strach sie bac…

  15. Pracowałam kiedyś w takiej małej firmie, prowadzonej przez młodsze ode mnie małżeństwo. Ludzie ci mieli jedynaka, wychowywanego bezstresowo. Dzieciak był „sławny” w całej miejscowości, szczególnie od czasu, kiedy posłali go do przedszkola. Przedszkole było prywatne, elitarne i podobno bardzo dobre. Ale gówniarz wprowadził tam takie obyczaje, że skończyło się buntem rodziców. Właściciele mało nie splajtowali, w końcu powiedzieli, że jeśli moi szefowie nie zabiorą swojego dzieciaka, to oni będą musieli zamknąć przedszkole. W końcu chyba nawet upozorowali jego zamknięcie, bo inaczej nie dało się pozbyć gagatka. Oczywiście, moi szefowie byli oburzeni i obrzucali wyzwiskami wszystkich. Własnej winy dostrzec nie potrafili. Ale to pewnie dlatego, że byli to typowi dorobkiewicze, którym się totalnie przewróciło w głowach.

    Jeśli masz kablówkę, to w którejś ze stacji (Club lub Reality) możesz zobaczyć dr Tanyę Byron, która jest psychologiem i prowadzi terapię dla takich rodzin. Bo nie tylko dzieci potrzebują dyscypliny, muszą się jej nauczyć jej również ich rodzice. Tanya ma taki dom, do którego przyjeżdża na kilkudniowy turnus po kilka rodzin z dziećmi i na początku jest tam autentyczny horror: dzieciaki wrzeszczą, wiją się na podłodze, rzucają jedzeniem, niszczą wszystkie przedmioty, plują na rodziców i biją ich, a rodzice nie wiedzą, jak się bronić. Po kilku dniach w domu panuje cisza, wszyscy są uśmiechnięci, a dzieci i rodzice są szczęśliwi. Tanya nie bije ani dzieci, ani rodziców, rodzice również mają zakaz bicia kogokolwiek. A jednak… jednak bez bicia udaje się poskromić tę dzicz i przywrócić w rodzinie normalną hierarchię ważności. Dzieci, które wiedzą, gdzie jest ich miejsce, kto tu rządzi i co im wolno a czego nie wolno są naprawdę przeszczęśliwe.

    Cud? Bez wrzasków, bicia i tortur można zaprowadzić idealną dyscyplinę?

    A można! Kto nie widział niech koniecznie zobaczy.

Proszę się nie awanturować z powodu moderacji - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s