Dlaczego jesteśmy ulegli? Źródła bierności wobec tyranii.

Kimkolwiek są i jakkolwiek potworne są ich przestępstwa, w głębi każdego dyktatora, masowego mordercy czy terrorysty tkwi poniżone niegdyś przez opiekunów małe dziecko, które przeżyło tylko dzięki zupełnemu zaprzeczeniu doświadczanym przez siebie krzywdom, uczuciom i bezradności. Jednakże owo zaprzeczenie rodzi w ofiarach pustkę wewnętrzną. W efekcie większość z nich nigdy nie rozwija zdolności do normalnego, ludzkiego współczucia i dlatego nie ma żadnych skrupułów, lub tylko znikome, by niszczyć życie – innych lub własne, z noszoną w środku pustką.

W mojej opinii, jak i na podstawie moich badań nad historiami dzieciństwa najbardziej bezwzględnych dyktatorów jak Hitler, Stalin, Mao Tse Tung bądź Ceausescu, twierdzę, że terroryzm w ogóle, a w szczególności ostatnie, przerażające ataki na USA są makabrycznym lecz ścisłym odzwierciedleniem cierpienia, jakie pod szyldem dobrego wychowania spotyka miliony dzieci na świecie. Niestety, społeczeństwo udaje, że tego nie widzi. Horrory przemocy terrorystycznej możemy oglądać na ekranach telewizorów. Jednak domowe horrory, w jakich dorasta mnóstwo dzieci, bardzo rzadko są ukazywane w mediach. Dlatego też większość ludzi pozbawiona jest informacji o głównym źródle nienawiści na świecie. Publicznie spekuluje się na temat politycznych, religijnych, ekonomicznych czy kulturowych przyczyn przemocy, jednak spekulacje te błądzą w mroku, ponieważ jej główny powód wciąż pozostaje ukryty: stłumienie i następujące po nim zaprzeczanie wczesnodziecięcej, prawomocnej wściekłości, które przeradza się w nienawiść napędzającą rozliczne ideologie.

Na całym świecie i bez względu na czasy – w Serbii, Rwandzie czy Afganistanie – nienawiść pozostaje nienawiścią, a wściekłość wściekłością. Emocje te są zawsze pokłosiem bardzo silnych uczuć, jakimi reagowaliśmy na zranienia i krzywdy doznawane w dzieciństwie oraz normalnych reakcji naszego ciała, któremu zabroniono bezpiecznej ekspresji siebie. Nikt nie przychodzi na świat z pragnieniem niszczenia i śmierci. Każdy noworodek, niezależnie od kultury, religii czy pochodzenia etnicznego potrzebuje bezwarunkowej miłości, ochrony, troski i szacunku. Takie są jego biologicznie założenia. Jeśli zaznaje maltretowania wskutek okrutnych metod wychowania, rozwinie w sobie bardzo silną nienawiść i pragnienie zemsty. Będzie parł do niszczenia innych lub samego siebie (lub obie opcje na raz), ale zawsze będzie to wynik jego wczesnej historii życia, a nigdy wrodzonych wad czy genów. Teorie o destruktywnych genach są współczesną wersją bajek o „diabelskim nasieniu” sugerujących istnienie złych ze swej natury dzieci, które muszą być karane i bite, żeby były miłe i grzeczne.
(…)
Wszystkimi możliwymi sposobami musimy rozpowszechniać te wiedzę – wiedzę, że przez poniżanie i wykorzystywanie naszych małych dzieci nieuchronnie tworzymy i użyźniamy glebę, z której wyrasta przemoc i śmierć.

Nowe prawo, chroniące niemowlęta przed przemocą domową, jak to, którego wprowadzenie w Szwecji znacznie zmniejszyło przestępczość w tym kraju, przyniesie bez wątpienia zasadnicze zmiany w każdym społeczeństwie – jeśli nie natychmiast, to w ciągu 20 lat, kiedy dorosną nigdy nie krzywdzone dzieci, które nie będą zainteresowane przemocą i wywoływaniem wojen.
Alice Miller (2001) „Źródło horroru w kołysce”

Czy w tej sytuacji możemy się dziwić, że podobnie wygląda sytuacja społeczeństwa, całkowicie poddanego władzy polityków i dążącego – niczym Wielki Brat – do totalitarnej kontroli nad obywatelami systemu państwowego?

Przez krótką chwilę cieszyliśmy się humanitarnymi prawami obywatelskimi, nota bene permanentnie łamanymi, a przynajmniej zagrożonymi przez różnego rodzaju władze, lecz już coraz bardziej widoczna staje się  tendencja do wprowadzania wręcz totalitarnego systemu kontroli. Jeszcze krócej z humanitarnych praw cieszą się dzieci, którym (z wielkimi oporami) przyznano prawo do życia bez bicia dopiero w latach 80. XX wieku, i to tylko w nielicznych krajach. Te przywileje są tak kruche, że w każdej chwili możemy je utracić na rzecz stale czającej się gdzieś w mroku tyranii.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tyrania wciąż się odradza?

Kończymy kolejną z niezliczonych, krwawych wojen, zamykamy w więzieniach nielicznych zbrodniarzy wojennych, którzy byli na tyle głupi, że dali się złapać lub zostali rzuceni na pożarcie przez swoich mocodawców i naiwnie się cieszymy, że wreszcie nastał pokój i że wreszcie będzie można żyć w harmonii. Czasem ktoś rzuci pytanie, jak to w ogóle jest możliwe, że ci wszyscy sympatyczni i uroczy sąsiedzi, od dziesięcioleci zgodnie współżyjący na danym terenie, mogli w jednej chwili zamienić się w dzikie, krwiożercze, przerażające bestie, ale nie potrafimy znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi ani sposobu zaradzeniu złu.

Problem polega na tym, że zawsze dostrzegamy i próbujemy leczyć objawy zamiast poszukać przyczyn i je usunąć. Dopóki nie dobierzemy się do korzeni zła i nienawiści, nie osiągniemy niczego.

Nie jest prawdą, że człowiek jest zły z samej swojej natury i że nic nie można na to zaradzić. Psychoterapeutka Alice Miller już wystarczająco dawno odkryła i ogłosiła światu, jakie są prawdziwe przyczyny ludzkiego okrucieństwa i co należy zrobić, by położyć temu kres. Kolejne bombardowania „złych krajów” ani zamykanie okrutników w więzieniach nie zmienią sytuacji.

Zmienić należy system rodzinny, bo przyczyny zła lęgną się właśnie w domu rodzinnym, a nie na poligonie.

Richard Dawkins twierdzi, że religie są źródłem wszelkiego zła, bo produkują terrorystów. W pewnym sensie ma rację, ale samo zlikwidowanie religii nic nie zmieni, dopóki nie zmieni się mentalność każdego z nas.

Zastanówmy się, jak i dlaczego religie (i nie tylko religie) to robią?

Nad ponad połową świata przejęły władzę dwie potężne religie monoteistyczne: chrześcijaństwo i islam i to właśnie z nich wywodzi się największa patologia społeczna. Cechą charakterystyczną tych religii jest mająca swe źródła w patriarchacie „hierarchia dziobania”.

System patriarchalny zaczyna się od boga-ojca, męskiego, straszliwego, mściwego, karzącego, władającego piekłem i wieczystymi karami, siedzącego na samym szczycie i dziobiącego wszystkich, którzy są niżej i którzy są słabsi. Starotestamentowy bóg bezlitośnie poniewiera wszystkimi, którzy… nie są bogiem. Pod bogiem jest ojciec, męska „głowa rodziny”, który dziobie żonę i dzieci. U boku ojca siedzi matka, która jest dziobana przez ojca, ale może na równi z nim dziobać dzieci i innych słabszych od siebie. Rodzice nie dziobią swoich rodziców, bo chroni ich IV przykazanie. Dzieci mogą skopać psa lub słabszego (siostrę/brata, kolegę, inwalidę).

Ojciec bywa dziobany przez swojego szefa, policjanta, polityka… ale raczej stara się to ukrywać przed rodziną i znajomymi.

Taka piramida rodzi frustrację we wszystkich, może z wyjątkiem boga, który jest poza zasięgiem dziobów i dziobania.

Tak jak bóg jest terroryzujący i karzący, tak i rodzice, a szczególnie ojciec, mają władzę i uprawnienia, żeby tyranizować, upokarzać i zamieniać w piekło życie dzieci i podobnie jak bóg jest bezkarny, tak i oni mają społeczne przyzwolenie na okrucieństwo. „Sprawa rodzinna”: to hasło do niedawna uniemożliwiało wszelką interwencję policji, gdy sąsiedzi donosili, że w mieszkaniu obok dochodzi do przemocy. Bity dorosły, gdy został napadnięty w domu lub na ulicy, miał prawo wezwać policję, ale maltretowana żona i dzieci zostały tego prawa całkowicie pozbawione.

Bicie w rodzinie przez wieki było „świętą krową”, która nie podlegała żadnym uregulowaniom prawnym. Politycy i policjanci również byli bici jako dzieci, uważali więc, że to jest normalne i że tak musi wyglądać życie rodzinne. Nie tylko uważali to za normalne, ale wręcz za konieczne, gdyż, jak wierzyli, bez bicia nie da się wychować dziecka na porządnego człowieka.

Bite dziecko nie miało żadnych praw. Przede wszystkim nie miało prawa do protestu, a okazywanie złości była zbrodnią karaną szczególnie surowo. Złość została uznana za najgorszą rzecz, jaka istnieje na świecie. Inną powinnością dziecka było bezwarunkowe wybaczanie. Rodzic mógł przekroczyć wszelkie granice okrucieństwa, ale nigdy nie był uznany za złego. Złe – i przez wszystkich potępiane – było dziecko, jeśli okazało złość, a szczególnie, jeśli nie wybaczyło (i nie wyparło z pamięci) tego, co mu zrobili rodzice.

Bycie na dole „hierarchii dziobania” wiąże się też z koniecznością odstępowania wszelkich przywilejów tym, którzy byli wyżej, na przykład nielubianej cioci, która przyszła z wizytą. Gdy ciocia wkraczała w drzwi następował koniec rozwalania się w ulubionym fotelu lub na kanapie, oglądania telewizji w salonie, słuchania radia lub innych, radosnych harców. Trzeba było dla cioci zwolnić wygodny i ulubiony mebel, wyłączyć telewizor i usiąść cicho a kącie. Sprzeciw lub jakikolwiek przejaw niegrzeczności wobec cioci był traktowany jak zbrodnia i jeśli kara nie została wymierzona od razu, można było być pewnym, że i tak będzie nieuchronna.

Wychowywanie dzieci w naszej cywilizacji przypomina raczej pełną przemocy i okrucieństwa tresurę. „Dobrze wychowane” dziecko reaguje na dyskretne spojrzenie rodzica, bo wie, że jeśli nie zrobi tego, czego się od niego oczekuje, spadną na nie gromy. A rodzic jest dumny ze swoich sukcesów wychowawczych, więc chwali się w towarzystwie, jaką to ma grzeczną córeczkę – wystarczy jedno spojrzenie i ona już wie, że zrobiła coś nie tak.

Inną metodą jest zawstydzanie. Matka wprost „płonie ze wstydu” lub „zapada się pod ziemię” z zażenowania, po czym cała w pąsach przeprasza wszystkich, że ma tak niewychowanego bachora, który ją kompromituje.

Szczytem okrucieństwa są kary cielesne, wręcz zalecane przez Biblię i dawne podręczniki dla rodziców. Większość z nas doświadczyła takiego traktowania, czy można się więc dziwić, że ustępujemy, wycofujemy się i nie bronimy swoich nawet najoczywistszych praw? Jak możemy zachowywać się asertywnie, gdy każdy sprzeciw, nawet najbardziej uzasadniony, traktowany był jak zbrodnia i natychmiast karany biciem, upokarzaniem i zawstydzaniem?

Skutki tego są tragiczne. Nawyk ustępowania „silniejszemu” staje się automatycznym odruchem, więc nawet nie zauważamy, kiedy robimy bez szemrania wszystko, co władze nam każą.

Ludzie robią dobrą minę do złej gry, zakłamując samych siebie, że mieli cudownych rodziców i bajkowo szczęśliwe dzieciństwo, że są silni, pewni siebie i asertywni, ale niewyrażona złość i skrywane poczucie upokorzenia tlą się pod spodem, gotowe wybuchnąć w każdej chwili w niekontrolowany sposób. Czasem atakujemy bez powodu – bo się nam zdawało, że ktoś krzywo patrzy albo miał coś na myśli. Zamiast spytać, czy rzeczywiście i wyjaśnić nieporozumienie w sposób cywilizowany, skaczemy sobie do oczu wykrzykując urojone zarzuty. Wystarczy komuś delikatnie zwrócić uwagę na jakiś błąd lub niedoskonałość, żeby ten skoczył krytykującemu do gardła niczym harpia i totalnie zmieszał go z błotem. Nie raz doznałam wręcz szoku, gdy różne osoby, które nierzadko miałam za przyjaciół, rzucały się na mnie z dziką furią, po czym wychodziły trzaskając drzwiami lub przestawały się do mnie odzywać. Uraziłam w jakiś sposób czuły punkt tych ludzi, nie mając o tym nawet pojęcia.

Nic więc dziwnego, że między ludźmi stale wybuchają wojny. Od małych wojenek w domu i pracy (trzeba przecież ustalić „hierarchię dziobania”), poprzez wojny w parlamencie, aż do wojen światowych. Gdzieś przecież trzeba tę złość wyładować. Najlepiej znaleźć kozła ofiarnego: jakiś naród, który jest „gorszy”, „niewłaściwą” religię, niesłuszną ideę, którą trzeba zetrzeć z powierzchni ziemi lub cokolwiek innego, co usprawiedliwi agresję i nienawiść. Skoro nie możemy zemścić się na naszych rodzicielskich oprawcach musimy znaleźć obiekt zastępczy, na który skierujemy całą swoją skumulowaną przez długie lata i niewyrażoną złość oraz frustrację.

Jeśli nie zrobimy czegoś ze swoją złością będziemy chorować. Stłumiona i niewyrażona złość przejawia się w postaci różnych stanów zapalnych, np. gardła, jeśli nie wolno nam było „pyskować” i musieliśmy w milczeniu wysłuchiwać pełnych wściekłości rodzicielskich tyrad lub zapalenia nerwów, gdy w rodzinie zupełnie brakowało wzajemnego porozumienia. Co wiec zrobić z tymi „złymi” emocjami? Na pewno nie należy ich w sobie dusić. Ale to jest temat na osobną notkę.

Linki powiązane:

Strona Koniec milczenia a na niej artykuły Alice Miller oraz artykuły innych autorów

Mój tekst Wybaczanie

I wstrząsający wywiad z „Wysokich obcasów”: Mamo, odkryj kołdrę

22 myśli nt. „Dlaczego jesteśmy ulegli? Źródła bierności wobec tyranii.

  1. Mądrze opisane.

    Podobne rzeczy dotyczące dzieci wypisuję w swojej książce nad którą pracuję od czasu do czasu.

    Jednak istnieje też wolna wola – każdy może się wyrwać z głupoty, lecz mało kto tego szuka. Nie jest to powodowane tylko środowiskiem w jakim się wyrastało, lecz poziomem świadomości jednostki i jej celami w życiu.

    Bardzo długo zastanawiałem się nad dylematem wolna wola/determinizm.
    Obserwacje dały mi jednoznaczną odpowiedź – istnieje wolna wola i dużo bardziej wpływa na życie niż środowisko. Człowiek decyduje gdzie chce należeć, czy chce być baranem czy rządzącym, mądrym czy głupim.
    Potem stwarza sobie warunki ku temu, żeby mógł być taki jak wcześniej zechciał.
    I nie tylko o rodzinę tu idzie, bo jeden człowiek doznając cierpienia pomyśli „Nie chcę, żeby ktoś inny tak cierpiał przeze mnie.”, a inny „Będę krzywdzić innych, bo sam cierpiałem.” Tu chodzi też o standard życia, o posiadaną wiedzę, itp.

    Nie ma sensu zwalać winy na rodziców, czy też system za to, że jesteśmy jacy jesteśmy. Ja się chciałem wyrwać z chorych uwarunkowań kiedy tylko je zobaczyłem. Inni idą na kompromis, ale nie dlatego, że muszą, tylko dlatego, że tak wygodniej (albo przynajmniej tak im się wydaje). I nie szukają.

  2. Przepraszam za podwójny wpis, ale sporo racji jest też w tym co piszesz o przemocy i takich tam.
    Człowiek, który nie musi walczyć może łatwiej poświęcić się zgłębianiu siebie.

  3. Jest wolna wola, ale jest też „odruch Pawłowa”. Nie do końca jest dla mnie jasne, dlaczego jedni, nawet najokrutniej skrzywdzeni, potrafią się pozbierać i świadomie wyrzec potrzeby odgrywania się na własnych dzieciach oraz otoczeniu, a inni nie i działają jak niszczycielskie czołgi. Są też tacy, którzy świadomie pracują nad sobą, ale co jakiś czas zdarzają im się wpadki, np. odruchowo nawrzeszczą lub przywalą dziecku, a potem mają wyrzuty sumienia.

    Obawiam się, że większość ludzi nie ma świadomości. I w tym problem. Z tymi należy postępować tak, żeby zminimalizować skutki ich złości. Ja dość często słyszę hasło: „Skoro mnie bito i wyrosłem na dobrego człowieka, to znaczy, że bicie jest dobre” albo „Nie da się wychować dziecka bez bicia”. Niektórzy wręcz wierzą, że gdyby nie ostra dyscyplina w dzieciństwie, świat by upadł z powodu anarchii.

    Nie wiem, czy prawny zakaz bicia dzieci wiele pomoże, bo rodzicielska agresja znajdzie inną drogę ujścia. Może to być psychiczne znęcanie, które jest równie groźne w skutkach. Ale od czegoś trzeba zacząć. Zauważ, że ostatnio było u nas kilka przypadków zakatowania na śmierć lub spowodowania kalectwa małych dzieci przez rodziców. To o czymś świadczy.

    Ja bym nie powiedziała, że to jest „zwalanie winy na rodziców”, lecz uświadamianie światu, że rodzicielskie okrucieństwo prowadzi do społecznych patologii. Rodzice sami są ofiarami, jako że wszyscy jesteśmy ofiarami ofiar (jak to ładnie ktoś wyraził). Tak więc walmy prawdę prosto w oczy, ale nie po to, żeby obwiniać czy mścić się, lecz żeby uświadamiać następnym pokoleniom, że nie muszą powielać domowych wzorców we własnym rodzicielstwie.

    Ten kto naprawdę chce i jest świadomy wyrwie się z tego zaklętego kręgu (mnie się udało, ale to może dlatego, że nie padłam ofiarą skrajnych nadużyć), ale są też tacy, którzy nie mają ani świadomości ani ochoty, żeby cokolwiek zmieniać. I to oni są problemem.

  4. Nic dodać nic ująć. Nie żebym kadziła autorce bloga, ale podpisuję sie wszystkimi kończynami pod artykułem i komentarzem.

    Zwalanie winy na rodziców, no i idąc dalej, rodziców rodziców. itd. w głąb… do żadnego konstruktywnego wniosku nie doprowadzi.
    Zaczynałam moje ‚rozliczanie’ doznanych krzywd od procesu wybaczania/ pisałam po 77razy, że wybaczam przez miesiąc/, na moje szczęście mądre książki wpadły mi w ręce,jak to się mówi, jakby na zamówienie i następnie starałam się zrozumieć, dlaczego byli tacy, a nie inni.
    Dla mnie to było ważne. Czułam intuicyjnie, że bez tego nie zrobię jednego kroku do przodu we własnym rozwoju.
    A teraz z niepokojem patrzę, jak moim dzieciom brakuje chwilami cierpliwości przy opanowywaniu kaprysów swoich dzieci, dostrzegam błędy/ nieuniknione, zresztą/ bo sytuacji idealnych nie ma w życiu, a zwracanie uwagi staram sie ograniczać do absolutnego minimum. Mam świadomość, że moja świadomość właściwie ukształtowała sie na dzisiejszym poziomie, jak dzieci wyszły z domu, choć z perspektywy, spoglądając wstecz, mimo trudności, ogromnych, właściwie samotnego wychowywania dzieci, nie popełniłam tych błędów zbyt dużo. Może ta moja ocena samej siebie jest łagodna i wyrozumiała, nieobiektywna, ale szczerze tak to widzę, i daje mi to siłę.

  5. Sądze że prawdą jest iż przeżycia z dzieciństwa ( poniżanie,bicie) mają wielki wpływ na rozwój nienawiści i wojen.

    Ale
    „Publicznie spekuluje się na temat politycznych, religijnych, ekonomicznych czy kulturowych przyczyn przemocy, jednak spekulacje te błądzą w mroku,”

    Nie do końca się z tym zgadzam, gdyż ekonomia danego regionu ma również decydujący wpływ na wojny i terror.
    Społeczeństwo beznadziejnie biedne, szybciej ulega nienawiści i manipulacjom. W rejonach Afryki jest to najlepiej ukazane,a w połączeniu z fanatyzmem religijnym daje to przerażające efekty.

    Dlatego aby zminimalizowac konflikty/nienawiść , niewystarczy zminimalizować cierpień dzieci ale równomiernie należy walczyć z ubóstwem społeczeństwa.

  6. @ Miki: bieda też może być spowodowana przez bierność i brak asertywności. Jest to poddawanie się przemocy ekonomicznej i też może wynikać z nienawiści klasy rządzącej do całego świata. A w każdym razie na pewno bieda nie jest wynikiem miłości bliźniego i nie rodzi się tam, gdzie ludzie są równi i traktują się jak bracia. Ona panuje tam, gdzie jest klasa panów i klasa niewolników (a więc są lepsi i gorsi).

    @Kosmos – dzięki, ciąg dalszy będzie o pułapce wybaczania, o „złej” złości i jeszcze „gorszej” nienawiści do oprawców.

  7. Dodałam na końcu tekstu kilka linków, w tym jeden do przerażającego (!!!) wywiadu z autorką autobiograficznej książki o wykorzystywaniu seksualnym w dzieciństwie, Halszką Opfer.

  8. Właśnie przeczytałem wywiad z Halszką i aż dostałem duszności, myślałem, że się wywrócę na drugą stronę. Ile takich przypadków może się rozgrywać w rodzinach, o ilu nigdy się nie dowiemy „bo głośno o tym mówić nie wolno, bo nie wypada, bo brudy nalezy prać we własnych czterech ścianach, no i przede wszystkim IV przykazanie „Czcij ojca swego i matkę swoją”. Skrzywdzony człowiek, dziecko już na starcie nie ma szans na wyrażenie i przeżycie bólu, złości i krzywdy bo musi miłować kata – nawet jeśli jest to jej własny ojciec. Nawet matka broniła kata odwiedzając go na cmentarzu. Dużo się mówi o wybaczeniu lub bezwarunkowym wybaczeniu, ale przecież w większości przypadków to tylko słowa i chwilowa ulga, a co z całym bałaganem nagromadzonym przez całe lata w podświadomości, on nie znika od razu. Mówię tu o tłumionej złości i poczuciu krzywdy, które nie mogło być w żaden sposób wyrażone, a jeśli nawet próbowano to robić to spotykało się to z obojętnością i lekceważeniem dorosłych. Wyparte uczucia nie znikają, tylko zostają zepchnięte na poziom nieświadomości skąd nadal działają w zakamuflowanej formie powodując choroby somatyczne jak bóle,a także psychiczne cierpienia „niewiadomego pochodzenia”. Pełne wybaczenie powinno być rozumiane jako świadome wyczyszczenie nieświadomości z nagromadzonej tam złości w stosunku do oprawcy, tylko wtedy jest ono prawdziwe i człowiek przestaje być ofiarą.

  9. Jedna warstwa horroru w przypadku Halszki to jej koszmarne przejścia z ojcem, a druga, najczęściej lekceważona i pomijana, a moim zdaniem równie straszna, to problem tej rodzinnej amnezji. Matka nic nie pamięta, nic nie wiedziała, nic nie zauważyła. Brat też. Brat na szczęście w nieszczęściu raczył sobie przypomnieć przynajmniej (wielki sukces!), że ojciec pił i bił, a o molestowaniu wolał nie wiedzieć. W tym zakłamaniu dziewczyna sama siebie karała bólami głowy i wymiotami za sam pomysł poruszenia tego tematu. Lepiej milczeć, niż budzić potwora.

    Znam tę amnezję i wiem, jak potrafi zranić. Chyba równie mocno jak to, czego dotyczy. Bo to jest zdrada ze strony osób najbliższych, które się kocha i którym chciałoby się ufać. I nagle się okazuje, że ci ludzie nie są po stronie prawdy. A więc po czyjej stronie są? Skoro nie popierają mojej wersji zdarzeń, to wychodzi na to, że to ja kłamię i że to ja jestem tą złą, intrygantką, oszczerczynią. To bardzo boli.

    To jest naprawdę bezgranicznie przerażające, jak ludzie mogą robić takie rzeczy. Jak mogą stać po stronie oprawcy i zwracać się przeciwko ofierze? Wynika z tego, że każdy miał swojego kata i musiał go kochać, przez co poprzestawiały mu się wartości i pokręciła logika.

    Poczytałam sobie wcześniejszą dyskusję na prawda2 i nie poczułam się lepiej. Jest tam kilka naprawdę świadomych i mądrych osób, ale jest też mnóstwo (o wiele za dużo) ludzi, którzy święcie wierzą w bicie i tresurę. A najgorsi są ci, którzy uważają, że są wspaniałymi i światłymi rodzicami, ale robią rzeczy, od których zrobiło mi się słabo. Nie wiem, czy powinnam dać wyraz swoim uczuciom, zobaczę czy i jak rozwinie się dalsza dyskusja. Na razie skopiowałam sobie wypowiedzi, które mnie najbardziej zbulwersowały swoją skrytą agresją i okrucieństwem zamaskowanym rzekomą miłością.

  10. I jak taki człowiek, który nie widzi, nie potrafi dostrzec jawnej krzywdy i hipokryzji we własnym domu może ją dostrzec w religii, w życiu kapłanów i w polityce? Nie może. Dlatego historia ciągle i ciągle się powtarza, od wojny dojny, od kłótni do kłótni, od wyborów do wyborów. Człowiek przyzwyczajony do hipokryzji i ciągłej niekonsekwencji swojej i innych ludzi idzie na te wybory, głosuje, politycy okazują się kłamcami nie wywiązującymi się ze swoich obietnic, człowiek chwilę pokrzyczy na nich, pozłości się, ale na koniec stwierdzi, że to normalne, że politycy kłamią i przy następnych wyborach, po akcji kiełbas wyborczych znowu pójdzie, zagłosuje, znowu politycy go okłamią… i tak się kręci ta psychodrama. Dlatego wszelkie próby budzenia samoświadomości u ludzi są zwalczane. A najgorsze jest to podpinanie świadomego wychowania pod wychowanie bezstresowe, dla wielu ludzi to znaczy to samo.

  11. Ta śpiewka z bezstresowym wychowaniem po prostu mnie tak wnerwiła w forum, że aż odechciało mi się zabierać głos w dyskusji. Ile razy można powtarzać, że nie bicie nie ma nic wspólnego z bezstresowym wychowaniem? Grochem o ścianę.

    Reprezentanci zamordyzmu podszywają się teraz pod wrogów NWO, perfidnie wmawiając ludziom, że Alice Miller i inni światli terapeuci są ukrytymi agentami NWO i twórcami nowego spisku przeciw ludzkości. Że zakaz bicia, przez nich propagowany, doprowadzi do końca świata i rozpadu cywilizacji. Ręce i nogi opadają. A najlepsi są ci z awatarami religijnymi – takiego nikt nie przekona, bo on przemawia w imieniu samego boga, więc jest nieomylny.

    Raczej czarno widzę możliwość zmiany ludzkiej świadomości. Jak na mój rozum, to w 2012 będzie coś, co Ra nazywa „Żniwem” – zostaną zabrani świadomi, a reszta dalej będzie tworzyć piekło na ziemi własnymi rękami. Będzie Wielki Brat, czipowanie ludzi, Hitlera wyniosą na ołtarze a Samouczek będzie papieżem lub prezydentem.

  12. Odnośnie ostatniego komentarza…

    Przykro mi to stwierdzać, lecz dopóki ludzie uważają, że jest o co walczyć to poziom świadomości wciąż będzie ten sam.
    Co za różnica, czy walczysz o jedzenie, czy o oświecenie?
    Walka to walka.

    Ludzie poszukują prawdy nie po to, żeby skończyć z kontrolą na świecie, z agresją, z prawami, lecz po to, żeby oni mieli kontrolę, byli nietykalni i mogli nakładać prawa.
    Chcą posłużyć się bogiem/oświeceniem/miłością do podporządkowania sobie ludzi oraz wgrania im w głowy programu, który sami uważają za najlepszy.
    „Ja chcę być wolny, ale ty już powinieneś słuchać mnie słuchać. Jestem ponad tobą”
    W tym myśleniu tkwi cały problem ludzkości i braku świadomości.

    Bo mówi tak prawie każdy, ale słuchać nikt nie chce.

  13. Nie wiem co mam napisac …
    Pomine wszystkie swoje odczucia na temat artykulu o Halszce… a moze jednak kilka… szczerze i bardzo jej współczuję i rozumiem wściekłość, nienawiść a i może chęć zabicia własnego ojca. Rozumiem bo sam tego uczucia nienawiści (co prawda do ojczyma) doświadczyłem.
    Proszę tylko abyście próbowali znaleźć źródło zachowania tego człowieka i rozwoju tej patologii.
    Matka i zona tej rodziny myślę nie jest bez winy… Problem myślę polega tez na tym ze jeśli się widzi u swego małżonka takie odchylenia to może należy czym prędzej albo temu jakoś zaradzić albo definitywnie odejść chroniąc resztę rodziny? A może… niestety wiemy jak KK wynosi na piedestał mężczyzn i pielęgnuje niemal „toksyczne związki”? I czyż ten sam KK nie ponosi winy za to ze tak gloryfikuje mężczyzn nie dostrzegając jednocześnie niebezpieczeństw nadużywania tej danej w zaufaniu pozycji?… Dlaczego nie mówi się o tym na kazaniach? (a może pozycji danej nie w zaufaniu tylko wynikającej z niepodważalnego patriarchalnego porządku?)

    Ale… jednak wielką prawdą mi się zdaje, że największą wojną jaka doświadczymy jest ta która odbędzie w nas samych, a może raczej zaczyna się już u niektórych i odbywa się u innych na poziomie źródeł informacji.
    Źródłem wszystkiego prawdziwego jest samoświadomość i podwazanie jej ew. fałszywych uwarunkowań tu i teraz i tego nie zagłuszy żaden informacyjny sztorm który jest nam codziennie fundowany.
    Idąc za stwierdzeniem Buddy… chyba wiecie o co chodzi. A jak nie wiecie to starożytni wiedzieli, że chodzi o kasę bo ona po prostu nie śmierdzi.
    Sorki za skróty myślowe.
    Pozdrawiam.

  14. @ Duke: prawdopodobnie matka Halszki sama była wykorzystywana seksualnie w dzieciństwie i właśnie dlatego była tak przerażona, bezradna i bierna. Widząc co się dzieje stawała się znowu małą, przerażoną i bezradną dziewczynką, którą ten problem przerastał. Żeby się temu przeciwstawić potrzeba dojrzałości. A tej nigdy nie osiągnęła. To jest ciąg toksyczności, który ginie w mrokach dziejów, w czasach dziadów-pradziadów. Ja twierdzę, że to wszystko zaczęło się już w Raju, gdy bóg wprowadził zakaz wiedzy. Już wtedy człowiek miał być głupi i miał nie zadawać pytań. Widocznie mamy do przerobienia na tej ziemi taki program. A KK? Oni sami mają na sumieniu tyle, że wolą się nie odzywać. Przede wszystkim sami księża – uciekli od dorosłości i odpowiedzialności w celibat, bo byli niedojrzali jako mężczyźni i bali się seksu i kobiet.

  15. Moim zdaniem celibat nie byl ucieczka przed dorosloscia chodz i tego wlasnie ich pozbawil. Celibat byl lekiem na roszczenia majatkowe ze strony potomkow co wazniejszych osob w KK. Zabazpieczyl podstawy materialne wielkiej instytucji.
    Co do matki Halszki to racja. Moglo byc i tak. Zapewne tkwi w niej do tej pory jakas ciezka „nieprzerobiona” przeszlosc.

  16. Całe szczęście, że nie wierze w zadnego boga, bo miec boga za wroga to przerąbane. Raj, wypełniony istotami nie potrafiacymi odróżniać dobra od zła, byłby ja rodzina Halszki Opfer.
    Myślę, że w każdym czlowieku leży potencjał do dobra i zła. Eksperymenty Jane Eliot i Milligrama wyraźnie to pokazuja i moim zdaniem to jest powód sprzeciwu wobec nich, a nie ewentualna nieetycznośc.
    Wychowanie może nas popchnąc w jedną lub drugą strone. Najczęściej, niestety, jest związane z wpajaniem zakazów i nakazów. Tyle, że człowiek bez podstawowej umiejątności współodczuwania, bez swiadomości, ze inne istoty moga cierpieć, jest automatem żyjącym według reguł. Wystarczy nadpisać reguly albo ustalic nowe, a łatwo się dostosuje i bestia gotowa.

  17. „Ludzie poszukują prawdy nie po to, żeby skończyć z kontrolą na świecie, z agresją, z prawami, lecz po to, żeby oni mieli kontrolę, byli nietykalni i mogli nakładać prawa.
    Chcą posłużyć się bogiem/oświeceniem/miłością do podporządkowania sobie ludzi oraz wgrania im w głowy programu, który sami uważają za najlepszy.” – trudno byłoby tę myśl wyrazić lepiej. Nic dodać, nic ująć.

    Można jedynie dorzucić, że ci, którzy osiągnąwszy pewien poziom świadomości rwą się kontrolować innych działają w ‚biegunie negatywnym’, zaś ci, którzy walczą o prawdziwą wolność dla wszystkich w tym sensie, że ‚ja robię swoje i ty też rób’ – w biegunie pozytywnym.

  18. Wchodzę nareszcie przez Firefox i przeczytałam artykuły w Wysokich obcasach i wiem do czego sie odnosiliście wyżej i jak infantylny był mój komentarz.

    Zastanawiam się, pod jaki poziom rozwoju można ‚podciągnąć’ tamtych ojców, matki.
    Nie powinnam zabierać głosu w tej dyskusji, umieszczać swojego doświadczania w relacjach z rodzicami, bo nie ten wymiar problemu…
    Swoją drogą jestem ciekawa czy istnieje jakieś psychologiczne uzasadnienie, próba ustalenia przyczyn molestowania dzieci, własnych i cudzych.
    Jeżeli można tłumaczyć stanowisko matki własnymi doświadczeniami z dzieciństwa, to jak zrozumieć ojca ? Czy agresja, bicie, może przełożyć sie na takie zwyrodnienie ? Pewnie tak, ale powinno się bić na alarm.
    Ile jeszcze takich historii, ile dzieci przeżywających koszmar we własnym domu trzeba żeby wstrząsnąć tym bagnem, w którym toniemy, jako społeczeństwo.

  19. Przepraszam, że bez zaproszenia, ale dołączę się do dyskusji.Przeczytałem, dość uważnie, wyrażane tutaj opinie i doszedłem do wniosku, że nie potrafię tak do końca być obiektywny, bo obiektywizm – niestety – wiąże się z brakiem uczuć.
    Podczas lektury nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że wszyscy dążą do jednego, znaleźć sprawcę! Odpowiedzialnego za wszystkie te nieludzkie zbrodnie. Czy znając odpowiedź będziemy wstanie cokolwiek zmienić?
    Wydaje mi się, że człowiek ewoluował do przedziwnej mieszanki, inteligentnego zezwierzęcenia, inaczej nie można tego nazwać bo wyrafinowanie z jakim w makiaweliczny sposób niektóre osobniki dążą do celu jest naprawdę na wysokim poziomie, z drugiej zaś strony prostota zadawania bólu, psychicznego czy fizycznego, stawia nas na najniższym szczeblu ogromnej rodziny naczelnych.
    Czy naprawdę jesteśmy w stanie oprzeć się instynktownej chęci dominacji, zarówno tej przywódczej jak i seksualnej?
    Zwalamy winę na środowisko, tak to prawda nie będę negował czegoś tak oczywistego, ale niestety właśnie to środowisko ustaliło pewne normy, a wszystko poza granicami stało się patologią. Dotykamy istotnych problemów i jednocześnie tak delikatnych ponieważ dotyczą one złożonej ludziej natury, tym bardziej jakakolwiek przemiana będzie bolesna i długotrwała.
    Własnie w tym momencie, dyskutując na tak ważne tematy tworzymy zupełnie nową normę,można powiedzieć, że modyfikujemy pewien naturalny aspekt życia ludzi, który dla nas jest złem, dlatego tak trudno jest nam zrozumieć co skłania innych do popełniania zbrodni.
    Kolejny wniosek; można to nazwać „efektem motyla”, ale jakiekolwiek zło popełnione w dowolnym miejscu na Ziemi, dotyczy nas wszystkich, ponieważ zbiorowa świadomość zezwala na wszelkie możliwe okrucieństwa. Jesteśmy częścią tego świata i czy tego chcemy czy nie odczuwamy, zupełnie nieświadomie, echa różnych wydażeń, pierwiastki dobra i zła wnikają w nas, ale my posiadamy bardzo ważną cechę… możliwość wyboru.
    Może się wydawać, że piszę nie na temat. Jeżeli ktoś tak uważa powinien to przeczytać jeszcze raz.

  20. Jak oglądanie horrorów wpływa na psychikę i czemu właściwie służy? Zaburza harmonię czy wręcz przeciwnie? Czy osoby oglądające namiętnie filmy gore to może skryci psychopaci? Co Pani o tym sądzi?

Nie mam żadnego wpływu na to, że komentarze stałych bywalców bloga lądują w moderacji! Proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s