Jeszcze o przyczynach raka

Przy okazji poszukiwania terapii na raka musieliśmy się również zastanowić nad jego przyczynami. Nie można leczyć choroby, jeśli się nie wie, co ją spowodowało. Hipotez było wiele i terapii również niemało. Ale jest jeszcze jeden trop, który uważam za ważny, a został on zupełnie pominięty.

Nie od dziś wiemy, że media mają zły wpływ na swoich widzów i słuchaczy. „Dobra wiadomość to żadna wiadomość”.

Media z lubością informują o strzelaninach, katastrofach, wojnach, zamachach, kryzysie ekonomicznym, wzroście zachorowalności na choroby „nieuleczalne” i wszelkich innych plagach egipskich. Słuchając radia mam wrażenie, że komuś bardzo zależy na tym, żeby ludzie uwierzyli w kryzys i żeby wpadli z tego powodu w depresję lub wręcz manię samobójczą. Każdy serwis informacyjny zaczyna się od powtarzania matry: „kryzys obejmuje cały świat”, „jest to największy kryzys gospodarczy jakiego doświadczyliśmy kiedykolwiek”. I tak w kółko. Dlatego ostatnio w ogóle nie włączam radia (chyba że jest to LastFM).

Telewizja z kolei uwielbia straszyć chorobami. Oczywiście, w trosce o nasze zdrowie. Chodzi tylko o to, żebyśmy się zbadali. Zalecają nam macanie piersi, jako domowy sposób wykrywania zmian. Tomografy, mammografy i inne cuda techniki czekają na nas, dlaczego więc nie przychodzimy i się nie badamy? Panowie, prostata! Macie w sobie taką straszną bombę z opóźnionym zapłonem, jakie to niebezpieczne, trzeba stale sprawdzać, czy nie zaczęła tykać! A choroby serca? Nie znasz dnia ani godziny, gdy dopadnie cię zawał…

Siła wyższa człowieku. Nie masz na nic wpływu. Jaki ten świat jest straszny i niesprawiedliwy, nie dość, że cegła z dachu może ci spaść na głowę lub samochód wjechać ci w zadek, to jeszcze w twoim własnym ciele kryje się mnóstwo zagrożeń, które tylko czekają na to, żeby cię zabić.

Bla bla bla…

A nasza biedna planeta? Jacy my jesteśmy straszni! Trujemy ją, podgrzewamy jej klimat, zatruwamy wody, powietrze i glebę, przez nas giną zwierzątka w lesie i topią się misie polarne! Cóż za grzech śmiertelny! Powinniśmy się sami czym prędzej wyeliminować, żeby dać szansę naturze, tak przez nas udręczonej! Jeśli tego nie zrobimy dobrowolnie, wyręczą nas w tym zatroskani Iluminaci, którzy już zamówili trumny dla każdego.

Był jeden facet, który za dużo czytał o zbrodniach człowieka wobec natury. Nie tylko czytał, ale brał to sobie do serca. Tak się tym przejął, że aż… umarł.

Nie wiedzielibyśmy nic o jego doświadczeniach gdyby pozostał martwy, ale na szczęście wrócił z tamtego świata i osobiście powiedział o tym, co tam odkrył. Lekturę tego tekstu polecam każdemu, kto uważa człowieka za rakową narośl na cierpiącym ciele naszej biednej planety.

W 1982 doświadczyłem śmierci spowodowanej nieuleczalnym nowotworem, którego nie można było zoperować, a z kolei jakakolwiek chemioterapia zrobiłaby jedynie ze mnie warzywo. Lekarze dawali mi sześć do ośmiu miesięcy życia. W latach 70-tych interesowałem się informacją, czytając o kryzysie nuklearnym, ekologicznym i innych, stopniowo traciłem nadzieję i ogarniało mnie zniechęcenie. Ponieważ nie miałem podstaw duchowych, zacząłem wierzyć, że natura pomyliła się i że prawdopodobnie byliśmy rakiem na naszej planecie. Nie widziałem rozwiązania żadnego z problemów, które sami stworzyliśmy sobie i naszej planecie. Uważałem wszystkich ludzi za raka i dostałem raka. Właśnie to mnie zabiło. Uważaj, jaki masz pogląd na życie. Może się on odbić na tobie, zwłaszcza jeśli jest negatywny. Mój był bardzo negatywny. To właśnie doprowadziło do mojej śmierci. Wypróbowałem różne rodzaje alternatywnych metod leczenia, ale nic nie poskutkowało.

A jak mogło poskutkować, skoro w życiu realizuje się tylko to, w co wierzymy? Jeśli pacjent ma niewłaściwe podejście do własnego życia, to żadna terapia mu nie pomoże. Ale sposób myślenia można zmienić nawet będąc już na tamtym świecie i… wrócić dzięki temu do świata żywych. Mellen-Thomas wrócił specjalnie po to, żeby opowiedzieć o swoich doświadczeniach i uświadomić podobnie myślącym ludziom, że robią wielki błąd. Całość możecie przeczytać na Astraldynamics, gorąco zachęcam do lektury!

15 myśli nt. „Jeszcze o przyczynach raka

  1. He he, Mayu widze, ze wszystko jest splatane astralnymi kablami. Wczoraj wydrukowalem sobie ten tekst i czytalem do poduszki. Dzis wchodze na Twojego bloga a tu… prosze : )))

  2. Aaa, widzisz, to pewnie ja tak narozrabiałam. Moja koleżanka mówi, że kiedy ja o niej myślę, to jej kapelusz z głosy spada. Z tym tekstem nosiłam się już co najmniej od miesiąca i wciąż myślałam, że „trzeba-by” napisać. Widocznie przechwyciłeś moje „trzeba-by”.

  3. Astromario, chcę ci coś wyznać, bardzo osobistego…

    Dotykając klawiatury komputera, to było jakieś półtora roku temu, prosiłam Boga bym nie wdepnęła w jakieś g… przepraszam najmocniej
    Już wówczas wiedziałam czego szukam i moja wola była niezłomna.
    W momencie kiedy odnalazłam astroforum a nastepnie twój blog wiedziałam, że idę w stronę ‚ światła’. Z ostrożnością jednak stapałam po tych ‚ mwandrach duchowości’ i nie tylko, i zaczęłam po malutku odkrywać swoje miejsce wśród ‚ swoich’.
    Chcę ci podziękować, za całokształt, za twoje artykułym, za linki stron internetowych, które polecasz.
    Moje wzruszenie i przemożna chęć wyrażenia powyższego wyzwoliła sie po przeczytaniu Astraldynamics
    Mam nadzieje, że będę miała okazje w życiu poznać cię osobiście, ale póki co, dzięki, że jesteś, za twój blog, za twoja otwartą postawę.
    El.

  4. Przeczytałam Astraldynamics. Zastanawiam się, dlaczego przyjmuję to wszystko bez wątpliwości, jakby ta wiedza była we mnie, a teraz została „odkurzona”. Bardzo mnie to niepokoi (brak wątpliwości), muszę się zaszyć do kącika i poszukać znaków zapytania:))
    Od lat omijam narzekających, głoszących pesymizm, jak również wiadomości tv. Nie zaburzało to mojej energii, nie tak bym to ujęła. Po prostu wiało mi nudą.
    Znałam starszą osobę, pełną nienawiści do świata i ludzi, złości, projektującą na wszystkich wokół swoje złe intencje. Najpierw był rak jelita, potem – guz wielkości mandarynki w mózgu. Może i był to etap zdrowienia, bowiem złagodniała i do niektórych osób (przedtem modliła się, by zczezły:)) zaczęła odnosić się w ludzki sposób. Może – gdyby jej nie operowano – by żyła, ale biorąc pod uwagę jej zaawansowany wiek, inne nieuzdrawialne choroby (złamany kręgosłup, co zrobiło z niej kalekę), samotność, którą sobie wypracowała – chyba sama życia się nie chciała trzymać.
    W każdym z nas jest chyba świadomośc, że czas na coś innego, nie ma się co upierać nad tym ziemskim wcieleniem, czeka nas duzo więcej dużo ciekawszych inspiracji.
    Chęć życia czasami nie wystarcza – np w katastrofie lotniczej. Z drugiej strony siedząc w pikującym samolocie przyjmuje się chyba za aksjomat koniec ziemskiego wcielenia.

  5. Właśnie napisałam nową wersję swojego Credo. Muszę tam wspomnieć jeszcze o tym, że na mojej drodze wyzwalania się z ateizmu kamieniem milowym stała się książka Raimunda Moody „Życie po życiu”. W domu rodzinnym wmówiono mi, że śmierć jest końcem wszystkiego, że po prostu nasza świadomość gaśnie i przestajemy istnieć. Film się kończy, a my idziemy do piachu (dokładnie to samo zawsze mówił prof. Religa). Nie miałam pojęcia o tym, co dzieje się z ludźmi w stanie śmierci klinicznej i być może miałabym trudności z uwierzeniem w to, gdyby autorem książki nie był lekarz. I gdyby nie przedstawił tam kilku naprawdę przekonujących dowodów. To był dla mnie bardzo pozytywny szok. Później znalazłam niezliczone dowody na to, co przeczytałam, od Platona poczynając, po obecne filmy, jak choćby „The Day I Died” (czyli „Dzień, w którym umarłem/am”), który umieściłam na blogu.

  6. Astromario – ja miałam szczęście przeżyć spotkanie z ‚duchem’ świeżo zmarłego. Może dlatego nie wątpię, że nie jesteśmy TYLKO ciałem, a może otwartość na odczucie tego umożliwiło to i kolejne doznania? Od tego momentu pojęłam, dlaczego nie jest to powszechna wiedza. Wystarczy uruchomić wyobraźnię, co z naszymi ciałami – ziemskimi ubraniami – zrobiliby mocodawcy z przewagą I etapu świadomości:((

  7. AstroMario – powtarzam: CHWAŁA CI, ŻE JESTEŚ!!! Od pierwszej chwili zetknięcia z Tobą dziekuje, że jesteś.
    Ktoś-kiedyś podesłał mi Twoje słowa, fragment jednego z Twoich tekstów. To było parę lat temu.
    Dzisiaj dziekuje, za ten powyższy tekst. Juz kiedyś dotarł do mnie w części i gorszym przekładzie, i przepadł, jak to zdarza sie w internecie…
    Teraz jest, widać, pora na skoordynowanie w sobie CAŁOŚCI tej relacji.

  8. Podziękowania należą się Indygo, która przetłumaczyła ten i kilka innych naprawdę ważnych tekstów. To właśnie dzięki niej znam tę relację.

  9. Jasne, ze ów ‚dzisiejszy tekst’, to: „Poprzez Światło” w tłum.Indygo. Jak to komfortowo, że na Twoja inteligencję można liczyć niezawodnie!
    To jeno powód do wdzięczności.
    Fakt, że JESTEŚ – trzyma w mocnym pionie wielu!

  10. Tekst „Jeszcze o przyczynach raka” jest precyzyjnie trafny i niezwykle potrzebny. Jakimiż „trąbami” go maksymalnie rozpropagować, by ludzie zechcieli m y ś l e ć ?
    Można zacząc od puszczenia tekstu w obieg internetowy – AstroMaria pewnie nie zabroni.

  11. Droga Astromario,
    i cóż tu komentować? Artykuł starczy za komentarz. Pozdrawiam!

  12. Przepraszam, że to co napiszę nie wpisuje się w temat, ale jak najbardziej w … funkcjonowanie służby zdrowia.
    Boli mnie/ bolała / prawa noga, nie stawy, żadnych zmian, żylaków nie mam, bolały mnie mięśnie uda, łydek, taki przemieszczający się ból, szczególnie jak się nabiegałam, a, że ja też z tych ‚ ADHD’, więc nie chodzę, tylko biegusiem więcej…
    Ból nie ‚przechodził’, więc zaczęłam się zastanawiać.
    Od jakiegoś czasu nastawiam się na odbiór energii uzdrawiającej przez Bruno Groeninga, noga jest zdecydowanie zdrowsza, ale nie do końca. Postanowiłam oddać się również w ręce panów doktorów.
    I wczoraj doczekałam się wizyty u pana dr naczyniowca, badanie USG metodą Doplera. Czekałam w kolejce ok. 2godziny, weszłam ostatnia do gabinetu.
    Pan dr już bardzo spieszył się do wyjścia/przede mną było chyba z 50. pacjentów/, zbadał bardzo sprawnie i szybciutko, stwierdził, że żyły wydolne, noga przeciążona i jakieś mazidło mi zapisał. Ponieważ to trwało w mojej ocenie jakieś 2 min. uznałam za stosowne wytłumaczyć, że ja chodzę o kijkach nording walking, ruszam się.
    Pan dr kategorycznie orzekł, że kijki nie wskazane, bo wymuszają niefizjologiczną pozycję ciała. Na moje zdziwienie, już podirytowany powiedział, że mam do czynienia z profesjonalistą/ jest lekarzem sportowym/.
    Wyszłam tak szybko, jak weszłam, lżejsza o 40,- zł polskich i musiałam przespać noc, żeby odrzucić teorię pana dra o szkodliwości kijków i … ruchu.
    A przecież reprezentuję raczej sceptyczny stosunek do panów doktorów i medycyny konwencjonalnej.
    Siła ich ‚ auytorytetu’ jest ogromna, a rozmowy jakich byłam z konieczności świadkiem czekając w kolejce, do ilu specjalistów ludzie chodzą lecząc się przez całe życie… umocniły mnie w swoim szamaniźmie dość mocno.
    biorę kijki i idę na spacer wiosenny

  13. Eliszka, nie uwierzysz, ale chyba się od ciebie tym zaraziłam. Mnie też boli prawa noga (podudzie), raczej czuję to w kości niż w mięśniach. Niby nie mocno, ale czasem w nocy mnie to budzi. Ból przechodzi na jakiś czas, a potem wraca. Na razie nie byłam u lekarza, ale może warto to prześwietlić. Ale ja tak sobie kombinuję: prawa noga, prawa strona, męska, a więc to dotyczy jakichś „męskich” decyzji, zdecydowania, twardego, „męskiego” działania. Noga to ten narząd, który pozwala mi iść przez życie. Iść pewnie do celu, bez kuśtykania i bez zwłoki. No i od razu sprawa jest jasna: nie lubię ani podejmowania decyzji, ani działań, ani tym bardziej szybkości i wyścigu. Jestem leniwa, zdezorganizowana i najchętniej spędziłabym życie bez pieniędzy, bez obowiązków i w ogóle jak ten motylek. No, ale rzeczywistość ma swoje wymagania, a noga mnie pogania. Jeśli nie zrobię nic, to kto wie, może nawet nabawię się nowotworu kości? Zgroza. I ta myśl mnie mobilizuje… I to jak!

  14. Absolutnie podobnie ‚intepretuję’ moje bolenie prawej nogi. Strona męska, karma męska, ja jakbym miała do przerobienia w tym wcieleniu w podwójnym wydaniu / ojciec i mąż/. Ja te decyzje męskie podejmowałam całe swoje życie, bo tak mi się układało, choć nic nie miałabym przeciwko, żeby facet zwolnił mnie z tych ‚przyjemności’i odpowiedzialności. Tak miało być, zresztą, miałam być chłopakiem.
    To co dzieje się obecnie w moim życiu; wiele zrozumiałam, niczego nie zmieniając z układu w jakim jestem, funkcjonuję jakby w krainie wielkiej łagodności, i jeden i drugi ‚strawni’ i nie ma powodu do agresji… to moja wielka wygrana i zwycięstwo, bez żadnej przesady. Jestem świadoma, aż do bólu, tego o czym mówię.
    A noga boli, więc nastawiam się na energię i wierzę niezłomnie, że resztki tej karmy, nie karmy zejdą… nodze tłumaczę, że jest od chodzenia, ewentualnie tańczenia a nie od bolenia, wszelkie bóle precz, a sioo
    właśnie skopaliśmy wspólnie z mężem spory kawałek warzywnika, w takiej symbiozie, że aż dziw i nic nie boli…

Proszę się nie awanturować z powodu moderacji - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s