Zamiast komentarza do masakry w Stuttgarcie

Rodzice zabójcy byli zafascynowani bronią. Rodziny innych sławnych zamachowców przejawiały podobne fascynacje, kupując swoim dzieciom broń na każde urodziny i gwiazdkę, mimo że dzieciaki te cierpiały na zdiagnozowane zaburzenia psychiczne lub nieprzystosowanie społeczne. Większość sprawców masakr przyjmowała leki antydepresyjne lub psychotropowe (Prozac, Zoloft lub Luvox), które już od dawna są podejrzewane o powodowanie, a nie leczenie zaburzeń psychicznych. Sprawca ze Stuttgartu również był leczony psychiatrycznie. Dowody przeciwko koncernom farmaceutycznym można mnożyć, ale nikt ani nic nie powstrzyma ich poczynań.

Zarówno sprawcy, jak i politycy oraz lekarze – wszyscy oni reprezentują bardzo niski stopień rozwoju świadomości. Ofiarą ich paranoi padają niestety niewinni ludzie, najczęściej dzieci. Szkoły stają się powoli najbardziej niebezpiecznymi miejscami na świecie. Jak tak dalej pójdzie, rozsądni ludzie nie będą chcieli posyłać swoich dzieci do szkół.

Tu jest playlista

22 myśli nt. „Zamiast komentarza do masakry w Stuttgarcie

  1. Ciekawe też, jak ta ‚niedyspozycja psychiczna’ sprawcy wygląda z astralnego punktu widzenia. Oczywiście wszystko w ramach niskiego stopnia rozwoju świadomości.

  2. Ramosz, jeżeli cynizm przez ciebie przemawia, to ktoś tu ładnie napisał, że takowy zawęża horyzonti jasnośc widzenia…

    Ktoś, kto ma ‚ nierówno’ pod sufitem i .. wykorzystuje kretyńskie przepisy, by wejśc w posiadanie broni… odpowiedzi każdy ma prawo udzielić sobie sam

  3. Nie, nie o cynizm mi tutaj chodziło. Dostęp do broni i fascynacja nią to jedno, ale interesujące jest co skłoniło 17-latka do zastrzelenia kilkunastu osób. Jakie są przyczyny chorób psychicznych – nie wiemy tego do końca.

  4. Ponieważ brak dobra jest złem, a chwasty nie są pożyteczne i niszczą wspaniałą, przydatną dla ekosystemu roślinność, ludzi odessanych z pozytywnych emocji i norm współżycia powinniśmy rozpoznawać. Czy patrzymy na innych zbyt powierzchownie, czy też oni się tak dobrze maskują?
    Astromario – nawet, jeśli przyjąć, że leki psychotropowe zniszczyły im mózg, to gdzież się podziała psyche? Pytanie retoryczne, bowiem sporo chorób psychicznych rozwija się właśnie na niespójności psyche i rządzącego ciałem mózgu.
    Faktem jest, że przyjmowali leki, bo było z nimi coś nie tak. Że tabletki nie leczą, wiemy. Co więc mamy robić, by się chronić przed zagrożeniem psychopatów? (Słowo „zagrożenie” w NLP jest manipulatorem, ale nie o strach mi chodzi, a o modus vivendi leczenia).

  5. Ja bym poprosiła by ktoś podał definicje różnicy między chorobą psychiczną/ dezintegracja osobowości na poziomie niemożności funkcjonowania w społeczeńsatwie, rodzinie/ a ludzi o skłonnościach psychopatycznych, idących po trupach do obranego celu, wykorzystujących w bezwzględny sposób swoje ‚ predyspozycje’ do osiągania władzy, manipulowania na szeroką skalę… i zabijania, nie osobiście, za to w znacznie szerszym, globalnym wydaniu.

    Myslę, że ‚psychopaci’ przez duże P przyczyniaja sie w ogromnnym stopniu do zasilania wciąż nowych szeregów tych psychopatów zamknietych w okowach swojego chorego mózgu i nieświadomych swoich odruchów i zachowań.

    ‚Problemy’ psychiczne dotykają jednak w większości osoby o nieprzeciętnej wrażliwości. Ktoś z poziomu I/ zostańmy przy tym podziale/ nie zadaje sobie pytań egzystencjalnych. Jego być albo nie być często otwiera i się zamyka na poziomie konsumcji, wydalania i rozrywki bardzo masowej, tak to nazwijmy. Wystarczy mu pełna micha i kilka gadżetów i jest szczęśliwym człowiekiem. Rządzą nim nawyki, na starość jest zrzędzącym staruszkiem, którego nikt nie chce łuchać i szanować jego ‚ siwych włosów’
    Bo prawdziwe życie to jednak wysiłek dfokonania wyboru, opowiedzenia sie po stronie dobra i wartości. Wszystko ine jest pułapką.

  6. Choroby psychiczne to bardzo dziwna i niezrozumiała sprawa. Nikt tak naprawdę nie zna ich przyczyn. Psychiatria też ich nie zna i chyba nawet nie chce znać, bo po co, skoro są te cudowne leki? Wystarczy łyknąć pigułkę i człowiek staje się „normalny”.

    Jest zasadnicza różnica między psychopatą a chorym psychicznie. Psychopata jest pozbawiony uczuć, za to żądny władzy (dominacji), a chory wręcz przeciwnie.

    Różne ciekawe, ale i dziwne rzeczy o chorobach psychicznych mówili Kasjopeanie. Według tych przekazów niektóre „choroby” mogą być formą opętania przez złe istoty 4G, które sterują ludźmi dla własnych korzyści lub czerpią z nich „lusz”. Część chorób to zwykłe opętania. Niektóre są skutkiem nadmiernego rozdęcia się ego – np. te wszystkie „moce sidhi”, które dają poczucie bycia kimś wyjątkowym często prowadzą do tego, że ludziom odbija i trafiają do psychiatryka.

    Kiedy przyglądałam się historiom tych szkolnych i rodzinnych młodzieżowych zabójców czułam, że to wyjątkowo nieszczęśliwe dzieciaki. Oni musieli być ofiarami jakichś strasznych nadużyć w rodzinie. Szkoda, że tego nikt dokładnie nie zbadał. Potępiono ich tylko i tych, którzy przeżyli (nie zostali zastrzeleni przez policję ani nie popełnili samobójstwa) zamknięto po prostu w więzieniu. Takie załatwienie sprawy jest bardzo niebezpieczne, bo nie prowadzi do wyjaśnienia przyczyn. A jeśli nie znamy przyczyn, to nie wiemy jak leczyć i zapobiegać.

    Moim zdaniem nie zrobiono nic, żeby odkryć przyczyny i żeby zapobiec podobnym tragediom w przyszłości. Kiedy oni zdradzali objawy nieprzystosowania społecznego ktoś powinien ich wysłać do psychologa i zająć się tym na poważnie. Ale łatwiej dać pigułkę i wyrzucić ze szkoły lub udawać, że nic się nie dzieje i czekać aż samo przejdzie, niż porozmawiać i zrozumieć, a zwłaszcza pracować nad tym na terapii.

  7. Wersja Kasopejan wydaje mi sie dalece prawdopodobna.
    Z mojego doświadczenia, wynikającego choćby z dłuższego pobytu na forum chadowskim i z atopsji, odważam sie założyć, że nie nastąpi żaden postęp, w wyeliminowaniu lub znacznym ograniczeniu chorób psychicznych, jeżeli nie połączy się w mądry, przmyślany sposób profilaktyki już od etapu wychowania dzieci, z uwzględnieniem psychologii, duchowości, wyważonej i wdrażanej’ mądrości serca’.
    Medycyna akademicka– nie wnikająca w przyczyny choroby, to nie jest wyjście. Leki otumaniające chorego, życie na krawędzi jest i zawsze będzie niebezpieczne.
    A co do zakładów karnych i zakładów psychiatrycznych, to ścisk wielki i miejsc brakuje. Jakoś nikogo to jakby nie obchodziło, ani polityków, ani lekarzy, ani duchownych,tych uznanych przwdomników duchowych narodu, nie wspomnę.
    Ich dyżurne etaty w tych instytucjach/ na kosdzt budżetu, domuyślam sie/ , to raczej nie to, o czym myślę. Bo mleko już zostało wylane. Czasem na forum jakaś informacja o przepełnieniu w tych ośrodkach leczenia..i tyle.

    Nie rokuje to dobrze. Ja myśle, że każda osoba, która na własny użytek odnajduje drogę w tym matrixie … jest zwycięstwem. Malutkim, ale z malutkich osiągnieć składa sie to większe – nadzieja.

  8. Eliszko – ja miałam kontakt z chorymi psychicznie. I jedna z tych osób była w rodzinie bardzo kochana, bardzo zdolna (czyli świetna pamięć), w czasie studiów coś się stało z jej zdrowiem i normalny kontakt był utrudniony. Zupełnie dobrze radziła sobie bez leków (mimo czasami słowotoku na wyimaginowane problemy), była ciekawa świata – zamknięta przez dziesiątki lat od świata chciała poznać komputer, cyfrowy aparat. Niestety, rodzice zmarli i wtedy trzeba było umieścić ją w szpitalu z różnych życiowych powodów – innej opcji niestety nie było. Po miesięcznej terapii lekowej wypisana powiesiła się. Terapii lekowej nie kontynuowała. Żyć bez rodziców nie chciała – od chwili śmierci matki twierdziła, że nie ma już celu, sensu i ochoty.
    Z tego doświadczenia pozwalam sobie wysnuć tezę, że można być kochanym w rodzinie, ale jeśli nie ma się celu – to i strzelanie do innych i powróz dla siebie jest o krok. Idąc tym tokiem – najważniejsze jest indywidualne podejście do dziecka, by zauważyć, docenić i wspomóc rozwój jego talentów. Tego nie daje niestety szkoła w obecnej postaci, którą można nazwać „szkoleniem tłumów na wiece”. Niestety, nie jest jedyną przyczyną ‚gromadne’ uczenie, gubienie indywidualności i presja agresywnych rówieśników. Moim zdaniem, dopóki zawód nauczyciela będzie gromadził ludzi z negatywnego naboru i będzie opłacany gorzej od każdej byle-laski, reklamującej krem na pryszcze – niewiele się zmieni. Oświata jest najbardziej zaniedbanym z najistotniejszych elementów, odgrywających ważną rolę w rozwoju. Niestety, mam wrażenie (wynik własnych doświadczeń), że zbyt wielu z nauczycieli tak na prawdę dzieciaki nie interesują.

  9. Yovanko, naprawdę dziękuje opatrzności, ze nie zostałam nauczycielką, bo takie były moje pierwsze kroki i zamiary zawododowe.
    Oczywiście, pełna zgodność z twoja opinią na temat tzw. ‚oświaty’, nauczania, zowodu nauczyciela, dzisiaj. By wpuścić kropelke optymizmu, chcę wierzyć, że są pedagodzy z powołania, tylko mają związane ręce programem i tą całą otoczką… tacy nauczyciele kochający dzieci i nie traktujący zawodu, jak rzemiosło.
    Ja wyżej pisałam o wcześniejszym, bardzo ważnym okresie, tym, przed szkołą, gdzie uwagi i mądrosći rodziców nikt i nic nie zastąpi, bo dziecko już w jakimś stopniu przychodzi ukształtowane przez dom rodzinny do szkoły.
    Nie chcę tylko krytytkować nauczycieli, bo pracy dzisiaj z młodzieżą im nie zazdroszczę.
    Jedno wiem, że z takiego ‚przerzucania’ odpowiedzialności z etapu na etap nic dobrego nie wyniknie. Bo psychika dziecka kształtuje sie już pod sercem matki. I życzmy wszystkim matkom, żeby nosząc pod sercem swoje dzieci były spokojne i szczęśliwe.

  10. Po raz pierwszy obejrzałam ten film i musze stwierdzić, ze potwierdza moje wlasne doświadczenia i spostrzezenia. Wszechobecne zastraszanie. zastraszanie jako metoda utrzymywania w ryzach. Zastraszanie jako metoda poprawiania sobie nastroju kosztem innych. Zastraszanie jako metoda zmniejszania własnego lęku. A przecież można się tego lęku pozbyć.

  11. Eliszko – oczywiscie, ze są nauczyciele z powołaniem, jak w każdym zawodzie. Ale to – jak się ma szczęście – jedyny nauczyciel po stronie zagubionego dzieciaka, przedmiotów jest więcej, nauczycieli też, a jeden „głupi” potrafi zepsuć wiele, jak zbuk w cieście:))
    Wg mnie rodzina jako gniazdo w ogromnej większości nie daje ludziom tego, o czym piszesz. Też bym chciała, by matka była wspierająca, kochająca, ale widzę, jak rzadko to się trafia, jak wiele ludzi z rodzinnego domu wyniosło poczucie krzywdy i niedowartościowania, brak akceptacji i krytykę. Natomiast od momentu wejścia w społeczność rówieśników – w szkołę – jej oddziaływanie jest ogromne. Zapracowani rodzice też nie mają czasu. O poziomie umiejętności rozmowy już nie wspomnę. Zaobserwowałam, że często matczyna miłość zastępowana jest dbałością o żołądek. Dzięki Astromarii dotarło do mnie, że to ślad I etapu.
    Idealny układ to 1.ciepły dom i 2.nauczyciel-przewodnik. Wg mnie do 1 nie można zmusić ludzi (do prowadzenia samochodu trzeba prawa jazdy, do wychowywania dzieci żadnego kursu), a od 2 można czegoś oczekiwać, skoro to praca wynagradzana przez państwo.
    Np jeśli dzieciak nie nauczy się w domu tolerancji i szacunku, to przedziwne jest dla mnie, że szkoła tego nie wymaga i nie uczy, skupiając się na amebach i chemii organicznej.
    Jeśli zaś od szkoły w tym zakresie niczego nie oczekujemy, to po co ona? Wszak wiedzy teoretycznej równie dobrze można nauczyć się z książek i internetu, nie wychodząc z domu:))

  12. Co do szkoły: szczerze nienawidziłam szkoły. Chodziłam do kilku i wszędzie było to samo. Urodziłam się w Łodzi i tam zaczęłam swoją edukację, przez jakiś czas chodziłam do szkoły w Pabianicach, bo tam kierownikiem był mój dziadek, a babcia nauczycielką, a ja (uwaga, uwaga!) miałam dysgrafię z dysleksją (horror), więc dziadkowie postanowili mnie „wyprostować”. To było naprawdę straszne, ale w końcu się udało i nawet zostałam mistrzem ortografii (ale dalej bazgrzę jak kura pazurem). Potem przeprowadziliśmy się do Warszawy, więc zmieniłam podstawówkę. I też jej nienawidziłam. Właściwie szkoła to dla mnie był jeden wielki koszmar. Mimo to jakoś nie wpadło mi do głowy, żeby wziąć bombę i ją tam wrzucić. Może dlatego, że w tamtych czasach w szkole był rygor, a broni nie było, nawet na bazarze Różyckiego (to taki warszawski bazar, na którym można kupić wszystko, może nawet atomową bombę walizkową Jelcyna). Jednego mało nie wywalili za… „bombę” z woreczka foliowego, wypełnionego wodą i rzuconego na boisko z kibla na II piętrze. Cała szkoła o tym mówiła, jakby co najmniej kogoś zabił.

    W Wywiadzie z Alanem Russo jest taki fragment, w którym Alex Jones mówi o emancypacji kobiet (Jones to pobożny chrześcijanin). Stwierdza, że (bodajże) Rotschild mu powiedział, że to był ich, iluminatów, pomysł. I że wcale nie chodziło o to, żeby kobietom zrobić dobrze, lecz o to, żeby musiały iść do pracy i oddać dzieci na cały dzień do szkół. A w szkołach, wiadomo, obowiązuje program iluminacki, wpajany małolatom od najwcześniejszych lat życia. No, a teraz mamy posyłać do szkół nawet 5-latki. Już tam najpierw czarujący ksiądz z gitarą, a potem panie nauczycielki zrobią im wodę z mózgu. Niby mamy prawo edukować dzieci w domu, ale kto może sobie na to pozwolić? Zresztą była taka afera. Jakiś doktor z uniwerku edukował swoje dzieci sam, dzięki czemu zostały przyjęte do jakiejś renomowanej uczelni w USA, ale przedtem władze oświatowe tak mu dały popalić, że się facetowi odechciało. Oskarżano go między innymi o wykorzystywanie seksualne własnych dzieci! Tylko dlatego, że kategorycznie odmówił posłania ich do szkoły! Jak widać lepiej władzy nie podpadać.

    Co do domu rodzinnego i miłości: KRK lansuje kościelną ruletkę. Ludzie nie mają możliwości decydować o tym, czy i kiedy życzą sobie mieć dzieci. Dzieci się rodzą, bo rodzice uprawiają seks, a seks służy przecież prokreacji. A więc – co rok prorok. Czy ci ludzie tych dzieci pragną? Czy potrafią je kochać? Najchętniej mnożą się ci, którzy nie mają pieniędzy, mieszkania ani rozumu. I te dzieci trafiają na ulicę. Jak ma wyglądać społeczeństwo, gdy większość to ciemna i niewykształcona masa? Czy można tu w ogóle mówić o kochaniu dzieci? O jakimś zrozumieniu w rodzinie? To jest prawo dżungli. Te dzieciaki żyją z tego, co ukradną lub z dilerki. O sprzedawaniu ciała nawet nie wspomnę. No i te dzieci chodzą do tej samej szkoły, co nasze dzieci. Poziom nauczania jest dostosowany do poziomu, który nie przekracza ich możliwości intelektualnych. Jeśli ktoś chce mieć bezpieczną i uczącą czegokolwiek szkołę, to powinien ją sam stworzyć.

    Od dłuższego czasu mam w głowie i sercu pomysł na tekst o świadomym i nieświadomym poczynaniu dzieci, hehe, za co pewnie środowiska katolickie upieką mnie na stosie. Ale jak już to we mnie dojrzeje, to na pewno coś napiszę. Chodzi o to, że przy takiej „edukacji seksualnej” jaką mamy obecnie mamy szansę wysadzić ten świat w powietrze. Aż dziw, że on jakoś jeszcze się trzyma.

    Jeszcze wracając do emancypacji: moim zdaniem ani dawny system „tradycyjnej rodziny”, ani obecne równouprawnienie nie rozwiązują żadnego z problemów. To jest kolejne przerzucanie się ze skrajności w skrajność, co oczywiście do niczego nie prowadzi. Potrzebujemy drogi środka. Za przeproszeniem mnie najbardziej odpowiada system obowiązujący w światłych krajach muzułmańskich: tam kobieta może pracować, dopóki jest panną. Gdy wychodzi za mąż i zachodzi w ciążę staje się żoną i matką i siedzi w domu, a mąż i ojciec musi ją utrzymać. I stać go na to! A gdy odchowa dzieci, ok. 50-ki znowu może wrócić do pracy i jest w pełni wolną osobą, podobnie jak u nas.

  13. @Astromaria: „Za przeproszeniem mnie najbardziej odpowiada system obowiązujący w światłych krajach muzułmańskich: tam kobieta może pracować, dopóki jest panną. Gdy wychodzi za mąż i zachodzi w ciążę staje się żoną i matką i siedzi w domu, a mąż i ojciec musi ją utrzymać. I stać go na to! A gdy odchowa dzieci, ok. 50-ki znowu może wrócić do pracy i jest w pełni wolną osobą, podobnie jak u nas.”
    Tfu, tfu, na psa uro mam nadzieje, ze do tego nigdy nie dojdzie. Nie żebym miala cos przeciwko Pania zostającym w domu i wychowującym dzieci. Mam natomiast wiele przeciwko odgórnym prikazom jak ma wyglądac życie rodzinne i podział obowiązków. Ludze powinni sobie takie rzeczy organizowac we własnym zakresie. Dla jednch to będzie optymalny model, a dla innch nie.

  14. Napisałam i wcięło mi…

    Ja też jestem za wolnością i prawem wyboru, problem tylko w tym, że u nas wyboru nie masz. Jeśli oboje nie pracują to rodzina wpada w nędzę. Dlatego nikt nie pyta, czy kobieta mająca dzieci chce pracować czy nie. Ona po prostu musi. Patrzę na taką jedną moją pobożną krewną: 4 dzieci, 5 w drodze, a ona o 5 rano już jest na nogach, jedno do żłobka, dwoje do przedszkola, jedno do szkoły i do roboty.

    W Unii rozwiązano jakoś ten problem i okazało się, że kobiety wcale tak się do kariery nie palą. Wiele bierze długie urlopy wychowawcze, bo dostają zasiłki i do tego jeszcze opiekunkę społeczną i nie tracą szans na powrót do pracy. Ale my jesteśmy krajem rzekomo chrześcijańskim, więc my kochamy cierpieć. Kościół każe mieć chmarę dzieci, a w zamian obiecuje zbawienie.

    Mnie nic w wyścigu szczurów nie zachwyca ani nie fascynuje. Gdybym była Naomi Campbell, to pewnie wiedziałabym, że robię karierę. Ale kariera w korporacji to dla mnie kara za grzechy. A w nagrodę czeka tam zawał, nadciśnienie, wrzody żołądka i wywalenie na bruk na rok przed emeryturą. Super kariera, warto się zabijać.

  15. A ja myslę, że my tu rozmawiamy o takim wyidealizowanym świecie, gdzie dwoje ludzi zakłada rodzinę, kochają sie, szanują, pragną mieć dziecko, warunki są … i mamusia rodzi szcześliwa i spokojna o swój byt i swojego dziecka, pewna miłości partnera, jego szacunku i etc.
    Wówczas może spokojnie zostać w domku, zająć się dzieckiem, przy dzisiejszej technice, dostępie do netu, nie musi zostawać na marginesie życia zawodowego, może sie rozwijać/ bowiem tylko od niej zależeć będzie co zrobi z wolnym czasem, jak dzieciątko z grubszego odchowa/.
    Praca jest, wyścigu szczurów nie ma, każdy człowiek ma
    świadomość conajmniej na poziomach III i IV, czasy, kiedy psychopaci rządzili są nie aktualne…. itd.

    Tylko czego nowego doświadczać przy nastęnym etapie ewolucji? jeszcze doskonalszego bytu?

    Boże, aż mi się dziwnie zrobiło na samą myśl takiej
    szczęsliwości.

    Strasznie dużo do zrobienia, a słuchać głosu rozsądku, jakoś na razie niewielu ludzi, ani młodych, ani starszych… chce i ma taką potrzebę. Raczej, nachapać sie jak najwięcej, dzieci, tak, jak pisze Maria rodzą się w ‚natrudniejszych rodzinach’, natomiast tam gdzie kasy w brud, w mniejszych ilościach zdecydowanie, ale przewraca sie nastolatkom już na starcie zycia w głowach i sercach, od … nadmiaru kasy, braku miłości, zainteresowania rodziców robiących karierę.
    Pozostawię sobie optymistyczną ‚kropelkę’, wierzę, że są wyjątki, dobre wyjątki

  16. „Tylko czego nowego doświadczać przy nastęnym etapie ewolucji? jeszcze doskonalszego bytu?” – nauki miłości. Ziemska miłość jest daleka od ideału, więc edukacji w tej dziedzinie nigdy nie dość. U nas nawet najlepsze rodziny nieświadomie ranią swoje dzieci. Bo nie potrafią powstrzymać się od podejrzliwości, zazdrości lub niesprawiedliwości. Dlatego myślę, że nawet na innych (lepszych) planetach mają się czego uczyć.

    Ja się dziwię kobietom. Wmówiono im, że wychowywanie dzieci oznacza bycie kurą domową, że to jest śmieszne i nie zasługuje na szacunek. W domach nie siedzą nawet mohery, mimo że niby głoszą „tradycyjne wartości rodzinne”. One wierzą, że „robią karierę”, buahaha. Co to za „kariera”? Codziennie rano trzeba być w biurze, nie wolno się spóźniać, trzeba przekładać papiery z kupki na kupkę, dzwonić do jakichś cymbałów, wysyłać maile, użerać się z innymi cymbałami, słuchać poleceń szefa, starać się być skuteczniejszą niż inni, Boże!!! To ma być życie? Dzień w dzień to samo, aż do emerytury… Ja dziękuję 😦

    Kiedy mój średni syn robił maturę, jego wychowawca oświadczył, że od nowego roku szkolnego przechodzi na urlop tacierzyński. Facet wielki (Koziorożec), chyba z 190 cm wzrostu, kościsty i chudy, nie wyglądał na oko na „mamuśkę”. Ale jak postanowił tak i zrobił. Jego żona, też nauczycielka w liceum, wychowała córkę, a on postanowił, że wychowa syna. Żona wróciła do pracy, a on został w domu. Mieszaliśmy niedaleko, więc go co jakiś czas widywałam jak z wózeczkiem i plecakiem buszował po okolicznych sklepikach. Zagadnęłam, jak mu się żyje w domowych pieleszach, a on się cały rozjaśnił. Powiedział, że wreszcie się wysypia, budzi się dopiero, gdy dziecko zaczyna marudzić, daje mu butlę, kąpie, przebiera, potem spacerek w parku, zakupy, gotowanie obiadu, pranie i czekanie na powrót żony. Wyglądał na baaaardzo szczęśliwego.

    Ale dziś każdy sądzi, że dom i rodzina to przeżytek. I z tego powodu pozbawia się ludzi prawa wyboru, jak chcą żyć.

  17. Ramosz: astrale podobno mają trochę wspólnego z chwilową zmiana
    tożsamości i dokonaniem morderstwa. Przypominam sobie przypadek faceta, który w transie (może był pod wpływem jakiegoś astralna) zamordował swoją żonę. Nic kompletnie nic nie pamiętał. Ciało żony znaleziono nad basenem wraz z zakrwawionym narzędziem zbrodni (nóż) na którym roiło się od jego odcisków palców. Mąż wrócił do łóżka, jakby nic się nie stało. Motywem zabójstwa miały być pieniądze (tak wymyślili policjanci, gość nie nienawidził denatki (no chyba, że podświadomie) wiec ten motyw odpadł ). Który przebiegły przestępca z chrapką na kapitał, pozbywa się żony w tak nierozsądny sposób? Ciało trzeba zakopać, pozbyć się narzędzia zbrodni, oczyścić z pozostawionych po sobie śladów, wymyślić historyjkę o zniknięciu żony. Samo morderstwo już bardziej na oczach sąsiadów odbyć się nie mogło. Kupy się nie trzyma.

    Mnie interesuje gdzie, kiedy i do kogo podczepiają się astrale.
    Ludzie osłabieni czy nałogowcy (alkohol, narkotyki) mają być
    najbardziej podatni na opętania. Astrale są chyba także przyciągane przez
    długodystansowe negatywne myślenie. Chociaż myślę sobie, że nie ma na to reguły. Czy nie wystarczy jeżeli podczepiony ma trochę silniejszą osobowość i może narzucić swoją wole, nawet osobie silnej i pewnej siebie?

    Miejsca w których cos się może do nas podpiąć: przychodzi mi do głowy cmentarz, przychodnie (kto wie z czym tak naprawdę przychodzą niedomagający pacjenci) , budynki przesiąknięte negatywną energią o złej historii, albo tam gdzie są płyty tektoniczne, żyły wodne (od razu można dostać zawrotu głowy), seanse spirytystyczne.

    W ogóle to siadając na miejsce wygrzane uprzednio przez osobę, która
    tonęła w czarnych myślach i źle się czuła, lepiej się zastanowić czy warto akurat na tym miejscu usiąść.

  18. Niektóre zbrodnie są tak irracjonalne, że do głowy nie przychodzi nic innego niż opętanie. Zresztą nie powinno się lekceważyć mądrości ludu. Zabobony wcale zabobonami nie są, to tylko racjonaliści są ślepi i odrzucają połowę rzeczywistości tylko dlatego, że nie potrafią jej wyjaśnić na gruncie nauk materialistycznych.

    Kiedyś (dawno temu, zaraz na początku mojego blogowania) opisywałam dziwny przypadek pokazany na Planete: młody facet (osobiście to opowiadał) obudził się któregoś rana z bardzo silną, wręcz nieodpartą potrzebą włączenia się do akcji „ratowania nienarodzonych”. Co było dziwne, nawet dla niego samego, to fakt, że ta sprawa nigdy przedtem go nie interesowała. Praktycznie – nie miał o tej akcji zielonego pojęcia, nie czytał o tym ani się nad takimi sprawami nie zastanawiał. I nagle, rano obudził się jakby… opętany! Uczucie było tak silne, że bez wahania zgłosił się do organizatorów, a że był strasznie napalony, dali mu broń i wysłali „w teren”, gdzie oczywiście wrzucił bombę i strzelał do lekarzy. I oczywiście został aresztowany i skazany na wieloletnie więzienie.

    Opisano też przypadki mordów dokonanych w czasie snu. Dowody były na tyle przekonujące, że sąd nie był w stanie skazać mordercy. Najgłośniejsza sprawa miała miejsce w Kanadzie, gdzie na policję zgłosił się w środku nocy facet z okrwawionymi rękami i w zakrwawionej piżamie i z przerażeniem w oczach wyznał zdumionym bezgranicznie policjantom, że chyba musiało się stać coś strasznego, bo on nagle ocknął się jadąc gdzieś swoim samochodem i stwierdził, że jest zlany krwią. Gliniarze nie wierzyli własnym oczom! Poszli do jego samochodu i tam znaleźli okrwawiony nóż. Dalsze śledztwo wykazało, że tej nocy zamordowano teściów tego człowieka. Podejrzany wyznał jeszcze, że miał koszmarny sen, w którym kogoś mordował. Eksperci orzekli, że facet jest lunatykiem i że nie wiedział, że to jawa, a nie sen. I co wy na to? Przypadek opisany przez Gall też mógł należeć do tej kategorii.

    I na zakończenie powiem wam, że mój były lunatykował, przez co mało przez niego nie umarłam ze strachu. Wyglądał na obudzonego, ale widział rzeczy, których nie było, np. wielką dziurę w ścianie naszego domu. Oglądał tę dziurę z wielką uwagą i wyglądał na przerażonego. Stale pytał „I co teraz zrobimy, co to będzie, cały dom się zawali”. Żadne szturchanie ani szarpanie go nie budziło, śnił dalej, a ja nie wiedziałam, co się z nim dzieje. Kiedyś polazł śpiąc do kuchni, nalał sobie soku i dopiero wtedy się obudził, bardzo zdziwiony. Na szczęście nie miał morderczych zapędów 😉

  19. Polecam bardzo intersującą książkę, moja ostatnia lektura
    Dean Koontz ‚Nieznajomi’
    Dokładnie w temacie wyżej poruszonym.

  20. Wpisałam do google hasło „niebieskoocy” i wyleciało parę interesujących rzeczy, na przykład zaproszenie (sprzed prawie roku) na pokaz filmu w Kinie Racjonalisty w Krakowie. Fajna recenzja, np. taki fragment: „Dlaczego tak trudno zrozumieć, że inności są normalnością? Większość osób musi się na co dzień tłumaczyć, a to powodu bycia wegetarianinem albo ateistą, albo feministką czy gejem. Trwanie przy schematach myślowych i stereotypach dotyczących płci, religii, seksualności czy fizyczności jest żenujące, ale przede wszystkim krzywdzące. Dlatego podejście Jane Elliott jest szczególnie trafne dzisiaj. Pokazuje niezbicie, że nawet bez prawnej dyskryminacji, mowa nienawiści, obniżone oczekiwania i odrzucające traktowanie, mogą mieć niszczycielski wpływ na osiągnięcia osób z grup mniejszościowych. Elliott podkreśla że mechanizmy działania seksizmu, homofobii i ageismu są takie same”.

    Szkoda tylko, że autorka recenzji nie spytała, dlaczego tak rzekomo „światli” i „tolerancyjni” racjonaliści prześladują innych ludzi, co ewidentnie widać na portalu „Racjonalista”, który zajadle zwalcza każdą obcą (rzekomemu w rzeczywistości) racjonalizmowi myśl. No i obecny „List”… klapa, panowie niebieskoocy racjonaliści.

    Może ktoś wie, gdzie można ściągnąć ten film? Nie ma go na chomiku, Googlevideo ani na YouTube, nie znalazłam torrenta, na Alterkino chyba też nie ma (niestety, brak tam wyszukiwarki).

Nie mam żadnego wpływu na moderację, więc proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s