Dlaczego ludzie to robią?

Postanowiłam trochę popracować nad swoim szczęściem intensywnie inwestując w pozytywne myślenie, a to wymagało odcięcia się od świata. Obłożyłam się stosownymi poradnikami i tak podbudowana zajęłam się medytowaniem.

Rzeczywiście, w krótkim czasie poczułam się znacznie lepiej, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, a co więcej, w księdze gości przy mojej stronie www pojawiła się nagle istna lawina entuzjastycznych wpisów (co w dawniejszych czasach bynajmniej nie było tam normą). Oto dowód, że „czary” działają…

Dziś jednak coś mnie podkusiło i włączyłam radio (wszystko dlatego, że rozładował się mój odtwarzacz mp3).

O mój Boże!

Czegóż to ja się nasłuchałam… Najpierw zraniły moje uszy „dżingle” z cytatami wypowiedzi pana Prezydenta – wprost zwaliło mnie z nóg. Potem wysłuchałam podsumowania minionego roku i prognozy na nowy – dowiedziałam się, że było źle, ale w przyszłości będziemy wspominali ten rok jako szczęśliwy w porównaniu z tym, co nastanie w najbliższej przyszłości. Oczywiście gwoździem programu była wojna na Bliskim Wschodzie i kłótnie komentatorów, rzucających się sobie do gardeł w ocenie roli jednej lub drugiej strony konfliktu.

Wyłączyłam radio i zajrzałam do sieci. Studiując wnikliwie pozycję mojego bloga w rankingu na WordPress natknęłam się na blog znajomej feministki. I cóż tam zobaczyłam? Ano to, co zawsze – że faceci to obleśne świnie, a kobiety to głupie pindy, bo im pozwalają, zamiast walić po mordach i ciągać po sądach.

Przerzuciłam się więc na blog gwiazdora racjonalizmu. A tam oczywiście pełen nienawiści atak na radiestezję. Kto oglądał przedostatni odcinek „Strefy tajemnic” ten wie, że w Warszawie jest kilka skrzyżowań ulic, na których ludzie w biały dzień wchodzili pod koła tramwajów i samochodów i gdzie była rekordowa ilość tragicznych wypadków. Nie pomagało przebudowywanie tych miejsc ani wysyłanie tam patroli policji. W tej sytuacji władze stolicy w wielkiej desperacji chwyciły się ostatniej deski ratunku i wezwały na pomoc radiestetę (czyli rzemieślnika, uprawiającego legalny zawód). Ten przybył, przy pomocy różdżek i wahadeł zbadał co trzeba, po czym sporządził odpromienniki i zakopał je w wyznaczonych miejscach. Od tego momentu na tych skrzyżowaniach nie zdarzył się ani jeden (!) wypadek. Moim zdaniem jest to sukces, a co więcej: dowód naukowy, że radiestezja działa.

(to jest część I, linki do kolejnych części znajdują się na YouTube obok filmu)

Problem w tym, że racjonalisty nie przekonają żadne fakty ani dowody – zatrudniając radiestetę Zarząd Dróg obraził jego uczucia racjonalistyczne, więc domaga się zadośćuczynienia (gdy katolicy mówią o obrazie uczuć religijnych racjonalista nie posiada się z oburzenia).

Poczułam się zniesmaczona, więc przeniosłam się na YouTube, gdzie obejrzałam piękny i budujący film naukowo udowadniający górowanie ducha nad materią.

Z przyczyn, których nie pojmuję, po zakończeniu seansu YT „podpowiedziało” mi kilka filmów, rzekomo podobnych do tego, który się właśnie skończył. Jednym z nich był… „Ateista”!!! Coś mnie podkusiło i kliknęłam. I cóż zobaczyłam? Jakiś niespecjalnie przystojny facet w niezbyt inteligentny sposób wygłasza pseudofilozoficzne rozważania, w jaki sposób powinno się zwalczać wiarę religijną.

Tu już mi opadły ręce.

Panowie ateiści i racjonaliści, prezentujecie moralność Kalego!

Pragnienie zwalczenia dowolnego światopoglądu bierze się z zupełnie mylnego i niczym nie uzasadnionego przekonania, że posiadło się jedyną prawdziwą i nieomylną wiedzę jaka istnieje. Dokładnie tym samym przekonaniem kierowała się święta inkwizycja, gdy zwalczała heretyków. Zwalczanie ateistów przy pomocy stosów pewnie bardzo się ateistom nie podobało (i wcale się nie dziwię). Ale zwalczanie religii podoba się panom ateistom jak najbardziej. Oto właśnie logika Kalego – czym to różni się od logiki dowolnego fanatyka? NICZYM!

Od tego wzajemnego zwalczania na ziemi nieustająco leje się krew. Może czas wreszcie pozwolić ludziom wierzyć, w co chcą i żyć jak chcą? Mnie ateizm w niczym nie przeszkadza, dokładnie tak samo jak głęboka wiara moherów, dopóki żadna z tych frakcji nie zaczyna prowadzić zbyt intensywnej działalności misjonarskiej i nie włazi na moją głowę. Ja nie jestem wyznawczynią ani ateizmu, ani religii – mam gdzieś zarówno jedno, jak i drugie, ponieważ są to kompletnie urojone idee.

Moja przygoda z oficjalnymi mediami i topowymi blogami niniejszym dobiegła końca. Znowu zakopię się w mojej pustelni i popracuję nad swoimi celami. Moje plany są bardzo pozytywne, jeśli uda mi się je zrealizować będę żyć w raju na ziemi. Niech feministki szukają upojnego szczęścia w kastrowaniu facetów, a ateiści w pieczeniu na stosie wyznawców dowolnych zabobonów. Ja się od tego odcinam. Wolę realizować plany o bardziej pozytywnym charakterze.

Gdyby każdy z nas zajął się budowaniem swojego osobistego szczęścia i nauczył swoich przyjaciół, jak to robić, świat byłby naprawdę zupełnie przyjemnym miejscem do życia. Gdyby ludzie byli zadowoleni ze swojej sytuacji na pewno nie byliby chętni do wyruszania na żadne wojny. Bo pewnie nie byłoby o co toczyć tych wojen.

14 myśli nt. „Dlaczego ludzie to robią?

  1. Trudno się nie zgodzić. Niemniej trzeba pamiętać, że w każdej frakcji są też „normalni” ludzie, nie narzucający swoich poglądów wszystkiemu co oddycha. Tylko że tacy ludzie nie piszą blogów – bo w sumie i po co? Nie prowadzą misjonarskiej działalności za wszelką cenę. Są zajęci własnym życiem i mają w głębokim poważaniu wszystkie wielkie nieszczęścia tego świata – które notabene sami sobie zgotowaliśmy.

    Jestem ateistą i nie poczuwam się do nawracania wszystkich (n!e)wiernych. Ot to po prostu mój wybór.

  2. Myślę, że zdanie:

    „Gdyby każdy z nas zajął się budowaniem swojego osobistego szczęścia i nauczył swoich przyjaciół, jak to robić, świat byłby naprawdę zupełnie przyjemnym miejscem do życia. Gdyby ludzie byli zadowoleni ze swojej sytuacji na pewno nie byliby chętni do wyruszania na żadne wojny. Bo pewnie nie byłoby o co toczyć tych wojen.”
    powinno stać się przesłaniem dla nas wszystkich.

    A od siebie dodam: bez względu na to co piszą czy podają media, nie dajmy sobie wmówić, że jest źle a może być jeszcze gorzej. Cieszmy się życiem i wypełniajmy go miłością do siebie i innych, a wtedy złe wróżby nie będą dla nas istotne.

    Mario, chcę Ci powiedzieć, że Twoje artykuły są dla mnie wielką inspiracją do odkrywania zarówno siebie jak i odpowiedzi na wiele nurtujących mnie problemów. Chociaż czytam je od niedawna, to wniosły do mojego życia bardzo wiele. Mam wrażenie, że dzięki nim poczyniłam duży postęp w samodoskonaleniu i poszukiwaniu szczęścia. Dziękuję Ci za to.

  3. Gratuluję postawy, życzę wytrwałości i zrealizowania wszystkich oczekiwanych założeń!

  4. „Mario, chcę Ci powiedzieć, że Twoje artykuły są dla mnie wielką inspiracją do odkrywania zarówno siebie jak i odpowiedzi na wiele nurtujących mnie problemów. Chociaż czytam je od niedawna, to wniosły do mojego życia bardzo wiele. Mam wrażenie, że dzięki nim poczyniłam duży postęp w samodoskonaleniu i poszukiwaniu szczęścia. Dziękuję Ci za to.”
    I ja się pod to mogę podpisać.;)

    Wracając… Ja również ostatnimi czasy wziąłem się za medytację, za „urywanie” niepotrzebnych myśli, świadome śnienie i tym podobne… W moim życiu ostatnimi czasy zaczęły następować kolosalne „zmiany” zwłaszcza te złe. Ale dzięki medytacji oraz wierze w to że swego rodzaju zostałem wystawiony na próbę swoich przekonani/wierzeń, nie poddałem się i powiedzmy, że wszystko wraca powoli do normy mimo, iż to były najgorsze dni mojego życia.(Nie będę wspominał o co chodzi/chodziło)
    W gwiazdkowym prezencie dostałem od rodziców książkę Osho : Medytacja. (przeczytałem zaledwie kilka stron to z tego powodu, że mama i brat już ją czytają…:D)

    Co do: „Gdyby każdy z nas zajął się budowaniem swojego osobistego szczęścia i nauczył swoich przyjaciół, jak to robić, świat byłby naprawdę zupełnie przyjemnym miejscem do życia. Gdyby ludzie byli zadowoleni ze swojej sytuacji na pewno nie byliby chętni do wyruszania na żadne wojny. Bo pewnie nie byłoby o co toczyć tych wojen.”
    uważam, że najpierw musi nastać okres (trwający obecnie) nagłaśniania, wyciągania brudów na wierzch, informowania ludzi!
    następnie okres milczenia, niech każdy zajmie się sobą pielęgnuje to co w nim najpiękniejsze, co mu sprawia szczęście, a dopiero czas czynów.(wdrażania tego przesłania w życie)

    Jak to kiedyś ktoś mądrze skomentował na Pani blogu:
    „Skoro mowa jest srebrem, a milczenie złotem, to czyny zdecydowanie są platyną”.. (chyba dobrze zapamiętałem)

    Przepraszam za chaotyczność mojej wypowiedzi. Ale raczej nie zostałem(bądź nie odkryłem) obdarzony zdolnościami twórczymi. 🙂

  5. Treść tej notki, jak i tej noworocznej w sam raz dla mnie na teraz. Sama postanowiłam wrócić do praktyk oddechowych i wizualizacji, celem wygrzebania się z życiowego błotka. Czynię to jednak ze strachem (no nic nie poradzę, jakiś tam lęk mamrocze mi w głowie), bo w zeszłym roku przygoda z pozytywnym mysleniem odbiła mi się ciężką czkawką i pojechałam depresyjnym tunelem w dół. I do tej pory nie dostałam zadowalającej odpowiedzi, w czym tkwił mój błąd. Ale chcę miec poczucie, że wpływam na swoje życie, że nie jestem bierną depresantką. Wierzę w moc osobistej praktyki, więc trzymajcie kciuki!;))

  6. Początki zawsze są trudne, a co więcej, pierwsze zmiany mogą się zamanifestować w sposób skrajnie odmienny od naszych marzeń.

    Zanim nastąpi poprawa, może się pojawić kryzys, i to nawet dość ostry. Przed osiągnięciem stanu zdrowia choroba często się zaostrza, co może przerażać. Ale należy to przetrwać, nie wpadając w panikę.

    Najtrudniej jest opanować „myśli-chochliki”, takie złośliwe trolle, które budzą się w chwili, gdy próbujemy się zmienić. Te złośliwce zaczynają nas nękać czarnymi wizjami i horrorami. Nie bójcie się, to się nie zrealizuje. Na szczęście masze myśli nie realizują się od razu. Ich materializacja wymaga sporo czasu i (początkowo) wysiłku. Jak już pisałam – jeśli pojawi się natrętna, negatywna myśl należy sobie powiedzieć: „myśl jest tylko myślą i zawsze można ją zmienić”. W końcu zła myśl odejdzie i będzie można zająć się pozytywną.

    @Karuma: błąd polega pewnie na tym, że w ogóle nie zdajesz sobie sprawy z tego, jakie są naprawdę twoje myśli i najgłębsze przekonania. Od lat hodowane negatywizmy tak wrosły w nasze umysły, że ich nie rejestrujemy i nie rozpoznajemy. Poznajemy je dopiero po skutkach, jakie wywołują, czyli np. po kryzysie depresyjnym. Rozpoznanie i przepędzenie tych przekonań może być bardzo trudne i zająć sporo czasu. Mimo, że mam już sporą praktykę wciąż mi się zdarza, że takie przekonanie mnie mocno zdołuje i dopiero wtedy uświadamiam sobie, że w ogóle ja posiadam.

    Marek Aurelisz powiedział, że „człowiek jest taki, jak myśli w sercu”. Miał na myśli te bardzo głębokie i najczęściej nieuświadamiane przekonania, które kierują naszym życiem w sposób, który nas najczęściej zaskakuje.

  7. Hmm… po przemysleniach doszłam do podobnych wniosków. Rozmaite poszukiwania lepszego życia zaprowadziły mnie kiedyś na kurs art of living, gdzie ucza jogowskich technik oddechowych, trochę asan, trochę filozofii życiowej. Ogólnie super fajne doświadczenie, kolosalny zastrzyk energii. Niestety, nie byłam przygotowana (nikt mi o tym nie powiedział), że po przypływie euforii może spotkać mnie dół. I to nie byle jaki zły nastrój, ale prawdziwa rozpacz i silny lęk. Oddychałam i po prostu umierałam. W koncu poddałam się, zaczęłam brać leki antydepresyjne (akurat ta decyzję uważam za słuszną dla mnie w tamtym czasie) Dziś myślę, że istotnie te wszystkie głęboko zakorzenione negatywizmy, „demony”, moje najsilniejsze lęki podniosły łby i zaczęły wyć. Nie byłam w stanie sobie wtedy z tym poradzić, nie wiedziałam, skąd sie to wzięło, przecież miało być mi lepiej…
    Dziś nadal biorę leki, ale jak wspomniałam chce miec wpływ na swoje życie. I myślę, ze jestem dziś lepiej przygotowana, więcej wiem. Najgorsza jest bierność, więc do dzieła!
    ZabaJacek, dzięki;))

  8. @ Karuma – każdy sam decyduje o swoim życiu, ale nie mogę się oprzeć pokusie, żeby się wtrącić…

    Ostrożnie z lekami antydepresyjnymi i psychotropowymi – to narkotyki, tyle tylko, że legalne. Niestety, uzależniają tak samo, jak te nielegalne. Nie radzę odstawiać ich nagle, ale warto wzbudzić w sobie pragnienie uwolnienia się od nich. Ja też cierpiałam na depresję. Wprawdzie nie miałam ostrego epizodu, bo moja depresja była przewlekła, ale była równie niszcząca, ponieważ przez całe życie nie pozwalała mi rozwinąć skrzydeł. Pozbyłam się jej raz na zawsze dzięki duchowemu uzdrawianiu. Po prostu sama znikła i więcej się nie pojawiła. Znam ludzi, który są na psychotropach całe życie i prawda o nich jest taka, że są równie niezrealizowani jak wtedy, kiedy chorowali. Tak więc leki nie zmieniają życiowej sytuacji, one tylko otępiają ból.
    Obejrzyj sobie ten film: http://pl.youtube.com/watch?v=8vhtLrTL4KU

  9. Wielkie dzieki za linka…ogladając miałam chwilami łzy w oczach, chociaż nie jest ze mną „aż tak źle”

  10. Nie odstawiaj leków od razu, ale zacznij praktykę z wiarą, że pomoże. Wtedy potrzeba ich łykania sama zniknie. Metoda BG jest fajna, bo jest dla leniwych – nic nie musisz robić, wystarczy tylko powiedzieć sobie, że pomoże i samo się zrobi. Spróbuj, to nie boli 🙂

  11. Też był czas że brałem leki antydepresyjne, ale porzuciłem to, zresztą nie mam zaufania do lekarzy i tabletek. Staram się sam sobie radzić i wierzyć, że będzie dobrze. Choć przyznaje, nieraz mam doły. Ważne żeby cieszyć się nawet z małych rzeczy, jednak u mnie z tym różnie.
    Zgadzam się z Mruk, każdy powinien żyć tak jak chce. Nigdy nikogo nie nawracałem, bo uważam, że wiara bądź niewiara w Boga to prywatna sprawa każdego człowieka. Nie można mierzyć innych swoją miarą, warto spróbować wczuć się w osobę która myśli inaczej niż ja. Sam to stosuję i naprawdę działa.
    Pozdrawiam wszystkich:)

  12. Z afirmacjami jest dokładnie tak jak pisze Maria. Należy się przygotować, że w początkowym okresie, może być gorzej niż było, np. afirmujemy miłość w związku, a on zaczyna się rozpadać, afirmujemy zdrowie, a z dnia na dzień czujemy się gorzej. Ten czasami nieprzyjemny okres należy przetrwać, zaś świadomość, że coś takiego może się pojawiać pomoże nam to przejść. No i oczywiście należy przyjrześć się sobie z większą uwagą.
    Na temat technik afirmacji znalazłam miły artykuł na stronie http://www.prosperita.prv.pl.

    Myśli-chochliki to są po prostu małe łobuzy. Na co dzień zwalczam je sposobem wyczytanym w książce Osho, gdy się pojawiają mówię sobie „nie-dwa”. Wszystkie emocje mają swoją drugą stronę, np. miłość – nienawiść, odwaga – strach itp. Tak więc gdy zaczynam lewitować w stronę w którą nie chcę (np. zaczynam się martwić czymś, co jeszcze nie nastąpiło albo przeżywać coś co już było), mówię sobie „nie-dwa” i zaczynam myśleć o czymś przyjemnym.

    Muszę przyznać, że praca nad sobą to dość mozolne zadanie i wygląda na to że dożywotnie , ale już sama po sobie widzę, że warto. Nie da się zmienić w ciągu tygodnia czegoś co rosło w nas latami, dlatego początki są ciężkie, ale gdy już się ruszy to później jest łatwiej.

    Pozdrawiam wszystkich cieplutko.

  13. Sądzę, że praca nad sobą jest łatwiejsza, jeśli.. nie myśli się ciągle o tym. Dobrze jest mieć wypracowaną postawę ‚jestem tu i mnie nie ma’. Niby uczestniczę w wydarzeniach, a zarazem jestem jak przybysz z Matplanety i patrzę na to wszystko z boku. Urwałem się z choinki i nie stosuję żadnego wartościowania, jak bierny obserwator, którego (pozornie) nic nie obchodzi. Ktoś powie „łatwo powiedzieć”. Wypracowanie tej postawy nie jest aż tak trudne; kiedy już stanie się ona naturalna, to emocjonalnie właściwie zdejmuje się nogę z gazu. I depresjom jakoś kleju brakuje by się przyczepić, a sprawy codzienne jakieś takie śmiesznie małe się wydają. Reasumując: osiąga się finalnie stan, gdzie można dostrzec ‚umowność’ tego, w czym na co dzień uczestniczymy. Umowność polegającą na tym, że dane życie to tylko temat do przerobienia. Oczywiście obowiązuje reguła środka – nie wolno przesadzać w żadną stronę, bo nie słyszałem by jakiekolwiek nawiedzenie komukolwiek pomogło 🙂

    Klucz do siebie jest w sobie. Tylko i wyłącznie. Warto o tym pamiętać.

Nie mam żadnego wpływu na moderację, więc proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s