Jeszcze jedno post scriptum

Ponieważ w moim blogu starli się (niekoniecznie przepełnieni miłością) wegetarianie z wielbicielami kotletów czuję się wywołana do tablicy i sprowokowana do zabrania głosu w tej kontrowersyjnej i stale wzbudzającej wielkie emocje sprawie.

Wydawało mi się, że jeśli zakopię topór wojenny, strona przeciwna zrobi to samo. I faktycznie, przez wiele lat tak właśnie było. Wprawdzie obiecałam sobie, że nie będę oceniać, co kto jada i nie będę toczyć sporów na ten temat, ale trudno mi przejść obojętnie wobec okrucieństwa.

Niektóre przekazy channellingowe twierdzą, że nie mamy prawa oburzać się na niedobrych Lizardów za to, że nas wykorzystują, mordują, a nawet… zjadają, bo takie są prawa dżungli: skoro my jadamy zwierzęta, nie powinniśmy się dziwić, że inni jadają nas.

Według zasad Kodeksu Hammurabiego prawo to wydaje się bardzo sprawiedliwe.

Ale może czas zdać sobie sprawę z tego, że zgodnie z prawem przyczyny i skutku, którego nauczał również Jezus („co posiejesz, to żąć będziesz”) każde nasze działanie owocuje uruchomieniem kosmicznych energii, które do nas wracają. Dopóki napędzamy energię lęku i nią się żywimy (bo jedząc mięso zjadamy również lęk, krążący w żyłach umierającej istoty), dopóty sami kręcimy bicz na własny zadek. Dopóki jadamy innych, inni będą jadać nas.

Zamiast przedstawiać przekonujące argumenty umieszczam film video zatytułowany „Ziemianie” i uprzedzam, że oglądanie wymaga mocnych nerwów:

PS. do PS.: mam grupę krwi „0”, ale od urodzenia nie cierpiałam mięsa i nie chciałam go jeść. Oczywiście – zmuszano mnie do tego siłą…

17 komentarzy do “Jeszcze jedno post scriptum

  1. Też mam grupę krwi zero. Pierwszy raz próbowałam przestać jeść mięso w wielu 6 lat, drugi w wielu 12, trzeci w wielu 16 lat. Za trzecim razem się udało i śmiało mogę powiedzieć – jakiś czas temu świętowałam datę, kiedy byłam wegetarianką tyle samo, co mięsożercą. Teraz już mam więcej stażu wegetariańskiego 🙂

    Myślę, że dr Peter J.D’Adamo konstruując swoją teorię żywieniową wg grup krwi, pomylił początki człowieka z epoką jaskiniową i zlodowaceniem. Jesteśmy prymatami, a prymaty głównie jedzą liście, owoce, trochę korzonków i rzadko, skubną sobie jajko, młode pisklę albo jakiegoś owada.

    Jeśli ktoś ma problem z cudzym stylem żywienia, to powinien się leczyć. Szkoda mi oczywiście zwierząt zabijanych na posiłki dla ludzi mięsożernych, ale tak mocno wbitego uzusu żywieniowego nie zmienią żadne nakazy i dyskusje.

    Jeśli ktoś nie czuje współczucia do innych istot na tym poziomie, albo wręcz jego organizm potrzebuje mięsa do przeżycia – znam takie przypadki – to, żadne gadanie tego nie zmieni. Taka karma – dosłownie i w przenośni.

  2. Karma, dokładnie 😉
    Nasze zęby wskazują raczej na to, że jesteśmy stworzeni do przeżuwania twardych pokarmów pochodzenia roślinnego, takich jak nasiona (zboża) czy korzonki. Kiedyś nie było miękkiej i słodkiej marchewki, tylko taka łykowata, która wymagała mocnych zębów.
    A co do kłów: największe kły na świecie mają słonie i owocożerne nietoperze.

  3. Obejrzałam. Boże, koszmarne i niewyobrażalnie wielkie są te mordy zwierząt. Co można zrobić poza osobistym nieprzyłączaniem się do tego? :”(

  4. Pokazywać w szkołach? Byle nie w podstawowych, brrr… nie wiem naprawdę. Chyba każdy mięsożerca powinien zaliczyć wycieczkę do rzeźni. Obowiązkowo.
    A może należy ten film wkleić w każdym blogu prowadzonym przez nie-mięsożercę?

  5. Ja to zrobię na swoim blogu, i newsletter roześlę, ale wiesz :]

    To nadal nie takie proste. Mój starszy brat np. – w sumie rozsądny, ogarnięty życiowo facet, na jakiś czas przestał jeść mięso, kiedy ja przestałam, a potem znów zaczął. Towarzystwo, oczekiwania społeczne robią swoje u większości ludzi. I nie mogę powiedzieć mu, żeby zabił jakieś zwierzątko, bo kiedyś samodzielnie zabił królika, po czym zrobił z niego pasztet i zawsze się na tego nieszczęsnego królika powołuje. Do rzeźni nie pójdzie, chociaż wie, jak tam jest, ale „takie jest życie”. A tak naprawdę, to kwestia wygody, przyzwyczajeń i tego, co jest przyjęte jako norma w danej społeczności – np. naszej, polskiej, z tradycyjnym karpiem na stole w święta i ze schabowymi :]

    Myślę, że nie można nikogo zmusić do tego, żeby zwiększył swoją wrażliwość. Jeśli ktoś nie chce, to do upojenia mu będzie można podawać takie przykłady, i nic. Przecież goście z Ku-Klux-Klanu i naziści chodzili do kościołów w niedziele, ale nie widzieli w niewolnikach czy żydach wrażliwych istot, lecz

    Nie wiem, czy w liceum nie jest już za późno dla wielu 😦 Poza tym, na miłość boską, małe dzieci zabiera się na ryby, daje im się kurczaka do jedzenia itd.

    Zmiany na lepsze zachodzą, ale jakże wolno.

    Nie zdawałam na psychologię, bo wtedy w programie na UW było krojenie żaby w ramach obowiązkowego zaliczenia jednego z przedmiotów. Kilkadziesiąt pokrojonych żab co roku przez ludzi, którzy mają pomagać innym ludziom osiągać stabilizację psychiczną – bez żadnej logicznej przyczyny tak naprawdę :]

    Dziś mają film, na którym kroją jedną żabę. Dobre i to, choć wciąż pojawia się pytanie, po co, nawet ta jedna żaba i jej męczeńska, bezsensowna śmierć utrwalona na filmie? Co to ma wspólnego z psychologią?

    Nie pozostaje nic innego, jak robić swoje, chociaż po takim secie, jak na tym filmie człowiek ma poczucie, że to co robi, to kropla w morzu cierpienia. Oglądając ten film tak płakałam, że mój kot przyszedł i zaczął mnie pocieszać 😦

  6. To zdanie kończy się tak, nie dopisaam:

    Przecież goście z Ku-Klux-Klanu i naziści chodzili do kościołów w niedziele, ale nie widzieli w niewolnikach czy żydach wrażliwych istot, lecz przedmioty.

  7. I tak jest lepiej niż było. Choćby z tą żabą: jak piszesz kiedyś każda grupa kroiła nową żabę, a dziś pokrojono jedną i sfilmowano. Na uczelniach medycznych było jeszcze gorzej – istny holokaust żab, myszy, szczurów i królików.

    Dlaczego się skończyło? Bo aktywiści obrony praw zwierząt przez lata walczyli z „eksperymentami naukowymi”, które są do niczego niepotrzebne. Na przykład z tym, żeby nie badać mydła tylko dlatego, że jest dla dzieci, skoro wiadomo, że ma taki sam skład jaki miało wcześniej. Tak długo truli, aż w końcu wygrali. Kropla drąży skałę.

    Jestem starsza od ciebie, więc pamiętam czasy, kiedy ciebie nie było na świecie. Wtedy wydawało się, że tego nie da się zmienić, że wszelkie próby walki z tym systemem są skazane na niepowodzenie. Padały „racjonalne” argumenty, że tak trzeba i że nie da się inaczej, bo dla dobra człowieka wszystko jest usprawiedliwione. Pamiętam taką straszną, psychopatyczną uczoną, szefową laboratorium naukowego, w którym przeprowadzano eksperymenty na zwierzętach, z jaką zaciętą twarzą i jak twardo oświadczyła, że te eksperymenty są niezbędne i że nie ma takiej siły, która mogłaby położyć temu kres. W tej babie była taka nienawiść do całego świata, że aż mnie zmroziło. Takiej mentalności było wtedy wszędzie pełno i mało kogo to bulwersowało.

    Wegetarianie byli wtedy tak małą garstką szaleńców, że polowano na nich jak Ku-Klux_Klan na Murzynów. Strach było się przyznać do wegetarianizmu, żeby nie dostać w łeb. Zebrania (niemal tajne) wegetarian często kończyły się najazdem skinów, którzy bili i demolowali lokal. A dziś wegetarian jest tak dużo, że nikogo to nie dziwi ani nie bulwersuje. Położono również kres mordowaniu żab.

    Ale tak to już jest na tym świecie – że jak się jedno polepszy, to zaraz drugie się popieprzy. I dlatego teraz czeka nas kolejna wojna, tym razem w obronie prawa do korzystania z medycyny alternatywnej. Już widać, co się szykuje. Jeszcze trochę, a zakażą też astrologii.

    I jeszcze jedno – jedni mają wrażliwość wrodzoną i mdleją, gdy widzą okrucieństwo, a inni wręcz przeciwnie, lubią się znęcać nad bezbronnymi istotami. Jak napisałam w tamtym komentarzu – sumienia nie da się przeszczepić. Albo się je ma, albo nie.

  8. Mała ciekawostka: sprawdzałam dziś, czy mam w swoich zbiorach tzw. „V Ewangelię” („Ewangelię życia doskonałego”) i we wstępie do niej znalazłam taki apel wydawcy:
    Człowiek współczesny w swej żałosnej niewiedzy i wciąż postępującej degeneracji dopuszcza przerażającą gehennę bezbronnych stworzeń, tłumacząc swoje okrucieństwo rzekomą koniecznością.
    Nasza wspólna Matka-Ziemia od zarania dziejów po dni dzisiejsze pławi się w potokach ich niewinnej krwi, cierpiąc z nimi niewypowiedziany ból i wsłuchując się w nieprzemijającą skargę dławiącej rozpaczy.
    Dla nich my jesteśmy podobni bogom, ku którym oni spoglądają w swej niedoli… Ale my nie znamy litości, a one nie znają nadziei. Człowiek nie chce niestety zaniechać swego zbrodniczego procederu… A Jezus rzekł: „Jak czynicie w tym życiu współstworzeniom waszym, tak dziać się wam będzie w przyszłym życiu” .
    Hominem te (esse) memento – pamiętaj, że jesteś (tylko) człowiekiem…
    Wydawca kategorycznie potępia haniebne akty brutalnej przemocy wobec zwierząt i jednocząc się ze współczującą opinią publiczną dedykuje tej słusznej sprawie niniejsze drugie wydanie dzieła. Upoważnia go do tego również aktualna konieczność kampanii w obronie praw zwierząt, nad którą nie może być zadań pilniejszych: „Każdy dzień jest stratą a każda godzina niebezpieczeństwem”!
    Ta nagląca potrzeba jest uświęcona nie tyle intencjami, co wręcz kategorycznym żądaniem tego od nas przez samego MISTRZA JEZUSA, którego dramatyczne wołanie poprzez wieki wciąż rozbrzmiewa: Nie męczcie zwierząt! Kochajcie waszych mniejszych b r a c i, pomagajcie im! To wstawiennictwo, dostojny patronat i błogosławieństwo są dla powodzenia tej akcji nieobojętne; wsparta Najwyższym Autorytetem – nie może upaść!

  9. Jak zwykle wsadzę kij w mrowisko. Nie mam nic przciwko wegetarianizmowi, ale…

    Spora ilość wegetarian nie zdaje sobie sprawy, jaka krzywda dzieje się dla zwierząt na skutek produkcji i uprawy tego, co jedzą. Zwłaszcza soi, pod którą wypala się lasy deszczowe. Ktoś zbadał ile ssaków i ptaków zakłada w tych sojowych polach gniazda i ginie bezlitośnie podczas żniw. Żeby tę soję przetworzyć na kiełbasę albo konserwę, trzeba mnóstwa wody i energii, czyli znowu trujemy.

    Ideał wegetarianizmu według mnie jest taki: jemy to co wyrosło w naszym ogródku. Trzymamy też krowę i kury – opiekujemy się nimi, a w zamian dostajemy mleko i jaja. Ale to ideał. Z braku takich możliwości należałoby przynajmniej kupować polską nieprzetworzoną soję z polskich ekologicznych upraw.

  10. Hmm, a skąd taki pomysł, że wegetarianie się głównie soją żywią? Zresztą zdaje się, że więcej wycina się pod plantacje kawy i pod przystosowanie terenów na wypas dla krów hodowanych na mięso. Zanim też zaczniesz przeliczać energie potrzebną na przerób soi czy innego zboża, poszukaj dla porównania, ile zużywa analogiczna wagowo ilość mięsa.

    Poza tym, nie ma możliwości na tym świecie uniknąć 100 % cierpienia – w chlebie choćby, razem ze zbożami na pewno od czasu do czasu zdarza się mielony owad. Tak to jest z kulturami rolniczymi, nie miej złudzeń, że przy żęciu zboża jest inaczej. a nie bardzo wyobrażam sobie przejście teraz do kultury zbierackiej, chyba że w miejscach, gdzie jest dużo cieplej, gdzie mogą sobie żyć witarianie, takich jak Australia czy Afryka.

    Chodzi o maksymalną minimalizację cierpienia. Widzisz różnicę między fermami, które są po prostu regularnymi obozami koncentracyjnymi dla zwierząt, a przypadkowymi, nieplanowanymi i o wiele mniej licznymi śmierciami zwierząt przy żniwach?

    Tu nasuwa się analogia z psychopatycznym mordercą – kierowcą, który rozjeżdża na drodze wszystko, co się rusza, a kimś kto jest zwykłym, normalnym kierowcą i niechcący rozjechał mysz na drodze. Taka jest różnica między jednym a drugim wg mnie.

  11. Maria:
    I jeszcze jedno – jedni mają wrażliwość wrodzoną i mdleją, gdy widzą okrucieństwo, a inni wręcz przeciwnie, lubią się znęcać nad bezbronnymi istotami. Jak napisałam w tamtym komentarzu – sumienia nie da się przeszczepić. Albo się je ma, albo nie.

    Ano nie da, nijak. Albo jest się wrażliwym na cudze cierpienia, albo nie – i to jest osobista decyzja każdego człowieka.

  12. tez mam grupe 0. W dziecinstwie mialam grubego psa jaki zjadal wlasna porcje i chylkiem wciskalam mu trupki mi serwowane. Po osiagnieciu pelnoletnosci przestalam sie zmuszac. Od 18 lat jestem wegetarianka. Nie jem nic co ma twarz. Mam kumpla 57 letniego wegetarianina od 31 lat nie je miesa. Oboje jestesmy zdrowi i mamy sie ok.

  13. @ Pik33: tu nie chodzi o soję. Wielkoobszarowe rolnictwo jest antyekologiczne. Dawniej, gdy każdy rolnik uprawiał to, czego potrzebował + to, co sprzedawał pola były niewielkie, przedzielone miedzami, krzakami i pasami drzew i pełne różnorodności, również pod względem dzikiej przyrody. Żyły tam przepiórki i inne ptaszki, chodziły bociany, zające i inne stworzenia. Dziś bociany giną, bo nie mają nic do jedzenia. Niekończące się morze pszenicy, żyta, kartofli lub czegokolwiek innego jest dla nich pustynią. To samo dotyczy innych zwierząt i ptaków.

    Na szczęście Unia wreszcie to dostrzegła i szykują się zmiany. Powoli takie pola przekształca się w tradycyjne.

    Co do soi – nie zalecam jej mężczyznom, ponieważ zawiera hormony podobne do żeńskich. Poza tym jest niesmaczna, niestrawna, „bąkotwórcza” i nie sądzę, żeby ktoś na niej długo wytrzymał. Ja po soi bekam przez całą dobę, więc jej nie tykam. Człowiek potrzebuje różnorodnego pożywienia, a nie wysokobiałkowej paszy roślinnej.

    Gdyby ideałem wegetarianizmu było jadanie tego, co wyrosło w ogródku, to większość ludzi padła by z głodu. Czy dajesz tę radę mieszkańcom miejskich blokowisk, tym, którzy mieszkają na 13 piętrze w betonowej pustyni?

    Poszukaj sobie danych, ile kilogramów paszy roślinnej potrzeba do wyprodukowania 1 kg mięsa, a potem pisz tu takie rzeczy, jak to, co napisałeś. 1 miską zboża można nakarmić 1 głodnego i wystarczy mu tego jedzenia na cały dzień. Ale jest to niemożliwe, bo tę miskę kaszy oddano bydłu, potrzebnemu bogaczowi do zaspokojenia jego zachcianek kulinarnych.

    @ Princess – kurczę, a ja nie miałam psa… i dlatego od razu było widać, czy zjadłam 😦

  14. Pingback: Przyjemności zakupowe: 385 - 395 « Księga przyjemności :)

  15. piku – to jest taki mit, że jak się nie je mięsa, to trzeba obżerać się innym białkiem. wystarczająco dużo na ludzkie potrzeby można skomponować z roślin, nasion i orzechów.
    jedyna różnica jest taka – że odciążony układ pokarmowy, przyzwyczajony dobrym odżywianiem do efektywnego działania, łatwo przyswaja i wykorzystuje w pełni wszystko, co wpadnie.

    zawalone pokarmem jelita wcale nie wpłyną na to, że będzie „lepiej”. po prostu większość pokarmu przejdzie dalej, nie przyswojona. a szczególnie niedobre dla zdrowia są złogi nadtrawionego pokarmu wysokobiałkowego, gnijące sobie spokojnie w jelicie.

  16. to straszne przerazajace:((( i okropnie smutne jacy ludzie potrafia byc okrutni:((( skojarzylo mi sie to z obozem koncentracyjnym z wszelkimi rodzaju katorgami.. poryczalm sie jak maly dzieciak.. jak oni beznamietnie bezuczuciowo traktuja te czujace zywe istoty…

  17. „Nasze zęby wskazują raczej na to, że jesteśmy stworzeni do przeżuwania twardych pokarmów pochodzenia roślinnego, takich jak nasiona (zboża) czy korzonki”.

    Dla wyrobienia sobie zdania o układzie pokarmowym człowieka (mięsożerny czy roślinożerny) czytam argumenty za i przeciw jednej z teorii. Mnie wychodzi, że nie jest to do końca rozstrzygnięte. Wszystkożerni? Ktoś z naukowców rozstrzygnął ten spór?

Nie mam żadnego wpływu na to, że komentarze stałych bywalców bloga lądują w moderacji! Proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.