Egzorcyzmy

W komentarzach do poprzedniej notki obiecałam napisać kilka słów na temat egzorcyzmów. Nie jestem ekspertem, ale ponieważ lubię wiedzieć wszystko o wszystkim, wtykam swój nos gdzie się tylko da i staram się dowiedzieć, co jest prawdą, co fałszem, a co oficjalne czynniki usiłują przed nami ukryć.

Rzeczy zatajanych jest dużo więcej, niż zwykły obywatel może podejrzewać. A co więcej, jest mnóstwo spraw, które przedstawiane są w sposób kłamliwy, za to zgodny z obowiązującym obecnie światopoglądem naukowo-racjonalistycznym.

Kościelne egzorcyzmy zawsze mnie śmiertelnie przerażały. Odprawiał je ubrany na czarno ksiądz lub zakonnik o płonącym spojrzeniu, a osoba poddawana jego działaniom miotała się w konwulsjach po podłodze, nierzadko tocząc pianę z ust, potwornie przewracając oczami, wydając z siebie straszliwe dźwięki i bluzgając niczym diabeł.

Potworne i przerażające widowisko. Wolałam żyć nic o tym nie wiedząc, więc omijałam ten temat szerokim łukiem. Ale kiedyś ktoś mądry powiedział mi, że egzorcyzmy wcale nie muszą wyglądać w taki sposób i że wcale nie chodzi w nich o wyganianie diabła, lecz o uwalnianie człowieka od obcego ducha. Zaczęłam czytać na ten temat i dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy.

Wyjaśnienia zacznę od tego, że człowiek to nie ciało.

Ciało zbudowane jest z materii, ale gdyby nie przebywała w nim iskierka duchowości, zwana przez religie „duszą” człowiek byłby po prostu martwy. Ciało bez duszy to zwłoki. Inaczej mówiąc: ciało jest tylko materialnym pojazdem (powłoką lub przebraniem) dla niematerialnej duszy.

To właśnie owa dusza stoi na straży homeostazy, panującej w żywym organizmie. Gdy jej zabraknie (czyli gdy opuści ona ciało), natychmiast zaczyna się proces rozkładu. Obecność duszy sprawia, że procesy chemiczne w materialnym ciele pozostają pod kontrolą.

Niemiecki ezoteryk, Thorwald Dethlefsen o duszy pisze tak:

Jeśli przyjrzymy się nieco bliżej temu mikrokosmosowi, jakim jest człowiek, to najpierw dostrzeżemy ciało. Ciało to, w przypadku człowieka żyjącego, nie jest wyłącznie zwykłą sumą konkretnych związków chemicznych, są one bowiem podporządkowane wspólnej idei i pełnią służebną rolę wobec nadrzędnego pojęcia, jakim jest „człowiek”.

Nie jest to tak zupełnie oczywiste. O wiele bardziej zrozumiałe jest zjawisko, które obserwujemy na przykładzie rozkładu zwłok: wszystkie związki chemiczne podporządkowują się własnym prawidłom (własnej woli) i nie podlegają już żadnemu porządkującemu i łączącemu je zamysłowi. Jeśli w przypadku żyjącego człowieka tak się nie dzieje, to znaczy to, że musi w nim istnieć pewna instancja, która posiada zdolność do koordynowania różnych składników materialnych. Instancja ta musi być właściwa wyłącznie człowiekowi żyjącemu, ponieważ jej działania nie obserwujemy u zmarłego.

(…)

Religie, ludzie posiadający status wtajemniczonych czy też okultyści z dawien dawna wiedzieli o istnieniu duszy i jej zdolności do przetrwania śmierci człowieka. Mimo to nasze społeczeństwa i przedstawiciele świata nauki odbierają to jako sensację, gdy uczeni (jak np. Amerykanin dr Moody) publikują relacje osób, które zostały reanimowane i przeżyły śmierć kliniczną. W zwierzeniach tych zawsze jest mowa o tym, jak „opuścili swoje ciało, niewidoczni dla pozostałych przebywali w dalszym ciągu w pomieszczeniu, mogli wszystko widzieć, słyszeć i czuć”.

Nie będę się wdawać w spory z materialistycznymi „racjonalistami”, którzy opisane wyżej zjawisko wyjaśniają procesami chemicznymi, zachodzącymi w niedotlenionym mózgu konającego. Przekonanie to jest wyłącznie kwestią (ateistycznej) wiary, bo przekonujących, a zwłaszcza niezbitych dowodów naukowych na jej potwierdzenie brak.

Ludzie o ateistycznym światopoglądzie są święcie przekonani, że śmierć oznacza koniec ich egzystencji, a więc przede wszystkim zanik świadomości. Dlatego, gdy umrą, a w dalszym ciągu posiadają świadomość, są przekonani, że żyją dalej i że nic się nie zmieniło. Nie przyjmują do wiadomości faktu, że umarli, ale frustruje ich brak reakcji otoczenia na ich słowa i samą ich obecność. W końcu wpadają na pomysł, że można „wypożyczyć” cudze ciało i działać poprzez nie. Niestety, ciało to jest już zajęte przez duszę prawowitego „właściciela”, zaczyna się więc walka o prawo do jego używania.

Zasiedlenie jednego ciała przez dwie (lub więcej) dusze nazywamy opętaniem. Egzorcyzmy powinny więc polegać na przekonaniu duchowego intruza, żeby zechciał odejść w zaświaty, gdzie jest jego miejsce. I tu zaczynają się problemy, ponieważ uparty duch nie chce uwierzyć w swoją śmierć. Próby przekonania go do tego pomysłu mogą sprawić, że wpadnie w furię i zacznie rzucać przedmiotami, demolować pomieszczenie lub bić ludzi.

Jeszcze gorsza jest sytuacja, gdy rodzina wzywa księdza, a ten uznaje, że intruzem jest diabeł i próbuje przepędzić go do piekła. Dusza słysząc o piekle wpada w panikę i staje się nieobliczalna, a wtedy sytuacja łatwo może się wymknąć spod kontroli. Dlatego właśnie w takim przypadku ksiądz może więcej zepsuć niż pomóc.

A oto autentyczny przypadek świeckiego egzorcyzmu, a raczej uwolnienia pacjentki od złośliwego ducha zmarłej ciotki, opowiedziany przez brytyjskiego emerytowanego psychiatrę i konsultanta psychiatrycznego, doktora Alana Sandersona:

Powtarzam jeszcze raz: tę historię opowiedział lekarz psychiatra z tytułami naukowymi, a nie nawiedzony szaman z dżungli.

Ordynator szpitala psychiatrycznego w Krakowie również miał dość odwagi cywilnej, żeby publicznie przyznać, że do niektórych pacjentów wzywani są egzorcyści, a sztuka medyczna polega między innymi na tym, żeby umieć odróżnić przypadki opętania od chorób psychicznych.

14 myśli nt. „Egzorcyzmy

  1. No i właśnie…

    Tylko do powyższego trzeba dodać jeszcze istnienie „pobożnych diabłów”. Tych o których piszą księża egzorcyści, a którzy nie znoszą krzyża, wody święconej i świętych obrazów.

    Skąd takie coś się bierze?

    Ano stąd, że każdy system przekonań ma „tam” swoje miejsce. Robert Monroe nazwał to „Focus 25”. Na zasadzie – podobne przyciąga podobne – każda religia, każde wierzenie ma swoje miejsce na poziomie 25. Ma swoje niebo i swoje piekło, w co tam zresztą przedstawiciele danej religii wierzą.

    I, niestety, taki np. wierzący katolik który jest przekonany że „nagrzeszył”, czy zmarł bez sakramentów (itd, itp) – trafia do owego piekła. Trafi tam też antykościelny wyznawca kościelnego Szatana. Zgodnie ze swoim przekonaniem. I staje się diabełkiem pośledniego sortu (póżniej, oczywiście, może awansować).

    A w piekle jak to w piekle, jest konkurencja i hierarchia. Nie ma za to podstawowej energii – Światła, Miłości, jak ją tam zwą – mieszkańcy piekła muszą więc żyć czym innym. W tym celu pasożytują jedni na drugich… a mistrzem tego wszystkiego i szefem tego interesu jest oczywiście Szatan. Bo każde piekło ma swojego Szatana.

    Pasożytowanie jednego na drugim nic by nie dało, bo to jak ten wąż co zjada własny ogon. Energię trzeba brać z zewnątrz, więc… diabełki opętują.

    Opętany przez „pobożnego diabła” bluźni na widok krzyża czy obrazka z Jezusem lub Marią. No i w związku z tą symboliką, trafia prosto do księdza egzorcysty. Ten wysyła diabła do piekła. Diabeł oczywiście nie chce i protestuje, no ale wspierana przez egregora energetyka egzorcysty jest silniejsza. Diabeł trafia więc z powrotem do piekła.

    Co dalej? Dalej.. uwolniony od diabła opętany może się nawrócić. Przyjmować komunię, spowiadać się, itd. To zapewnia mu ochronę przed ponownym opętaniem – chroni go energia kościelnego egregora. Ale niech no tylko ten człowiek dopuści się odstępstwa od religii – wypędzony wcześniej diabeł tylko czeka na okazję.

    Wyjściem jest oczywiście zwrócenie się do egzorcysty niekościelnego, który odprowadzi diabła – czyli, tak naprawdę, duszę która zbłądziła – do światła. Ale kto pójdzie do niekościelnego egzorcysty kiedy ma do czynienia z diabłem, który boi się święconej wody? Nie ma lepszego potwierdzenia prawd religii niż taki diabeł. Prawdę napisał autor biblii szatana, że diabeł jest najlepszym przyjacielem kościoła, bo od dwóch tysięcy lat daje mu pracę…

  2. Zasada „W co wierzysz, to masz” obowiązuje na wszystkich poziomach rzeczywistości, również w świecie duchowym.
    Jeśli wierzysz w Jezusa, to po śmierci przyjdzie do ciebie „Jezus” i zaprowadzi cię do „Ojca”. Jeśli wierzysz w piekło, to do piekła trafisz. A jeśli tak jak Świadkowie Jehowy wierzysz w sen do dnia sądu ostatecznego, to zapadniesz w sen na wieczność.
    Ponieważ obecnie stale przybywa materialistów (ateistów, racjonalistów) nie ma się czemu dziwić, że problemy z błądzącymi duchami stają się coraz bardziej dokuczliwe. Nie znam nikogo, kto nie byłby w pewnym okresie przez takie byty nękany i straszony. W moim forum dyskusyjnym wciąż pojawiają się pytania o osobę, która odprowadza uciążliwe duchy.
    @ Pik33: nie założyłbyś własnego bloga??? (A może masz, ale się nie pochwaliłeś?)

  3. Widziałem ja raz opętanego. Naprawdę opętanego, jak poinformowała mnie tzw. „Służba Drogowa” na chrześcijańskim festiwalu Slot Art w Lubiążu. Zgłosił się do nich mężczyzna, na oko lat między 28-30, mówiąc, że jest opętany. Wzięli go na stronę, zamknęli w pokoju i zaczęli się modlić. A on – notabene musiał się wręcz rozkoszować zainteresowaniem, wszak był wówczas w centrum – zaczął wrzeszczeć. I wrzeszczał tak całą noc, aż wreszcie te bidule ze Służby Drogowej powiedzieli, że ni hu hu, pan jest opętany zbyt mocno, zbyt dotkliwie – my tylko te demony powierzchowne usuwamy. I został bidak z demonem. Pewnie demonem seksu, bo tak bluźnierczo krzyczał.

    Potem palę papierosa, podchodzi do mnie ten facet, pyta się, czy go poczęstuję. Częstuje, podpalam mu fajkę, stoimy, palimy, a demony w nas, zaręczam, aż wyją…

  4. Ta, bo to pewnie była „Chrześcijańska Służba Drogowa” jak nic. Taka niechrześcijańska odwozi faceta do żłobka, a ci postąpili po chrześcijańsku i się modlili.
    Może na demony lepsza by była fajka pokoju, a nie taka zwykła?

  5. No chrześcijańska, a jaka – ideą ich jest całkowita gotowość dla ludzi w potrzebie, tj. jeśli chcesz się z kimś pomodlić zaczepiasz takiego chłopaka/dziewczynę, idziecie na stronę i… no… modlicie się. Zero sex i zero postmodern, nuda.

  6. Witaj Astromario!
    Z tego co piszesz wnioskuję, że zaczynasz propagować takie same głupoty jakie wciskają od początku świata przewodnicy duchowi wszelkiej maści ruchów religijnych z tą różnicą, że chcesz nadać tym historyjkom wiarygodny charakter podpierając się takimi autorytetami jak lekarz psychiatra (który po tylu latach przebywania z umysłowo i nerwowo chorymi sam już może przestać prawidłowo odbierać otaczającą go rzeczywistość). We wszystkich sytemach religijnych czy filozoficznych na pierwszym miejscu stawiany jest człowiek. Nie dziwi mnie to, gdyż wszystkie są stworzone przez ludzi. Tylko uczciwe spojrzenie na otaczającą rzeczywistość pozwala zauważyć, że jest on tylko cząstką kosmosu. A gdzie inne żywe istoty, dlaczego ich nie opętują złe moce? Dlaczego w ich ciała nie inkarnują się rzekomi zmarli? Chociaż zgodnie z teorią reinkarnacji traktuje się je jako gorsze formy inkarnacji dla „bezdomnych” dusz. Moim skromnym zdaniem wszelkie byty są równe tylko nasza ludzka świadomość jest tak bardzo ograniczona, że nie jest w stanie tego pojąć. Zgadzam się tylko z jedną tezą tego artykułu, że żyjemy w takim świecie jakim go sobie wyobrażamy (stwarzamy) albo jakiego wyobrażenie inni nam narzucają. Stąd te wszystkie rzekome opętania. Pozdrawiam!

  7. @ Libertynka – skąd wiesz, że zaczynam? Może raczej kończę?

    Masz jakieś niezbite dowody naukowe ma to, że przewodnicy duchowi propagują „głupoty”? Czy wyobrażasz sobie, że w poważnej, merytorycznej dyskusji np. na uczelni uczony mógłby użyć określenia „głupoty? Jest to słowo uważane za obraźliwe i poza złą emocją nie niesie żadnej rozumnej treści. Jeśli chodzi tylko o to, żeby mnie obrażać, to daruj sobie. Mój szacunek możesz wzbudzić tylko wtedy, kiedy przedstawisz mi mądre argumenty (dowody?) na poparcie swoich racji.

    W ogóle twój pogardliwy sposób traktowania ludzi myślących inaczej niż ty pozostawia wiele do życzenia. Jakim prawem piszesz „po tylu latach przebywania z umysłowo i nerwowo chorymi sam już może przestać prawidłowo odbierać otaczającą go rzeczywistość”, czyżbyś wierzyła w to, że choroby psychiczne są zaraźliwe? Może sądzisz, że powodowane są przez bakterie? A może masz jakąś inną teorię przenoszenia tych chorób na otoczenie? Wydałaś lub czytałaś jakieś publikacje naukowe na ten temat?

    Sugerujesz, że osoba pełniąca tak poważne funkcje jest zwyczajnym wariatem? Jeśli tak, to wniosek z tego prosty – nie możemy mieć zaufania do nauki i naukowców. Bo skoro profesorami są wariaci – chyba sama rozumiesz co z tego wynika?

    Nie wiem skąd wytrzasnęłaś te „mądrości”, że zwierzęta nie bywają opętane. Na własne oczy widziałam opętanego psa. A NT opisuje, jak Jezus wyganiał demony, a te weszły w świnie. Oczywiście, dla ciebie to bajki, wiem, nie fatyguj się, nie musisz mnie o tym informować.

    „We wszystkich sytemach religijnych czy filozoficznych na pierwszym miejscu stawiany jest człowiek” – możesz to rozwinąć? Jeśli to jest argument na poparcie twoich tez, to jest mało zrozumiały.

  8. Pisząc „głupoty” mam na myśli zafałszowany obraz rzeczywistości wprowadzany do świadomości setek milionów ludzkich istnień. Podaj mi jakąkolwiek religię, która przyniosła ludzkości coś dobrego bezpośrednio na wielką skalę. Jest wręcz przeciwnie, poza jakimiś nielicznymi wyjątkami, o ile takowe są. Lekarz, o którym piszesz być moze zastosował swoistą terapię i przywrócił organizm (psychikę i ciało) pacjentki do prawidłowego funkcjonowania. Nie podwazam jego doświadczenia (umiejętności i wiedzy), ale to, w jaki sposób to przedstawiłaś – wszystko upraszczając i sprowadzając do typowych kościelnych egzorcyzmów. W artykule, który zamieściłaś na swoim blogu jest napisane, że „dusza” jest nierozerwalnie związana z każdą komórką ciała człowieka i od tej siły duchowej (niematerialnej) zależy jego witalność. Zgadzam się, ale na tej samej zasadzie działają wszystkie żywe organizmy. Takie sformułowanie jest jedynie przekopiowaniem katolickiego dogmatu o nieśmiertelności ludzkiej duszy, czyli innymi słowy stwierdzeniem, że tylko człowiek jest tym wybrańcem losu (Boga), bo posiada duszę, bo jest stworzony na jego obraz i podobieństwo. Takie tezy kłócą się z wymową całego tekstu zaprezentowanego w tym miejscu. Ja poza nowotestamentowym przykładem nie znam osobiście żadnego takiego przypadku. Może napiszesz coś więcej o swoim doswiadczeniu z „opętanym” psem?

  9. I jeszcze jedno Astromario! A co z ateistami, czy raczej ich duchami (duszami)? Czy ich też byś „przegnała” opowieściami o piekle lub niebie? A może po „śmierci” staną się nagle „wierzący”? Brak tutaj jest spójności i logiki, a co z duchami innych zwierząt niż ludzie? Jak je wypędzić z ciał zwierząt, a może mogą zasiedlić nawet ciało człowieka, co byłoby już niebywałą profanacją? Astromario nie dziw się, że traktuję to jako jedynie dywagacje, gdyż to co piszesz nie jest poparte żadnymi dowodami, a jedynie jakimś wyobrażeniem albo subiektywną interpretacją jakichś faktów, których jak słusznie uwazasznauka nie jest w stanie ani ogarnąć ani tym bardziej wytłumaczyć. Jednego się tylko obawiam, że w szpitalach lekarzy psychiatrów zastąpią zakonnicy albo księża egzorcyści. Ostatnio podano wiadomość, że gdzieś na Pomorzu (oczywiście z publicznych pieniędzy)budują ośrodek paramedyczny, który będzie się zajmował egzorcyzmami, a personelem będą właśnie księża egzorcyści. Nie wiem czy właśnie o to Ci chodziło?

    PS Nikogo nie mam zamiaru obrażać, lecz jedynie dać do myślenia.
    Pozdrawiam

  10. Astromario! Czyżby brakowało Ci argumentów by rozwiać moje wątpliwości? Cierpliwie czekam na odpowiedź. Skoro podjęłaś tak trudny temat, którego meritum nie da się zbadać metodami empirycznymi, to chociaż spróbuj oświecić mnie w kwestiach mnie nurtujących. Jak się zapatrujesz na te nieścisłosci związane ze zjawiskiem opętania?
    PS (1) Wbrew kontekstowi nie uważam, by choroby psychiczne były zaraźliwe ani tym bardziej przenosiły się drogą kropelkową czy poprzez powietrze albo poprzez jakikolwiek inny kontakt. Ale jakaś mądrość w powiedzeniu, że kto z kim przestaje takim się staje jest. Mam w tym miejscu na myśli skrzywienie zawodowe, a nie zupełne wariactwo (ta dywagacja to tylko tak na marginesie).
    Pozdrawiam!
    PS (2) Nie liczyłam na to ze zyskam Twój szacunek lub uznanie.

  11. Przede wszystkim wyjaśnijmy sobie pewną kwestię: nie jestem człowiekiem wiary i dlatego nie wierzę w omnipotencję jakiegokolwiek systemu – ani religii, ani nauki (racjonalizmu). Nie istnieją ostateczne odpowiedzi na żadne pytania, więc kłócenie się o to, kto ma ostateczną i jedyną rację jest stratą czasu. Nauka też nie odpowiada na wszystkie pytania. Jak powiedział astronom z UW, dr. Stanisław Bajtlik: „nauka udziela wiedzy pewnej, ale nie pełnej”. Nie łudź się, że będziesz wiedzieć wszystko. Zacytuję tu jeszcze chińskie przysłowie: „jeśli wiesz wszystko, to znaczy, że zostałeś źle poinformowany”.

    I jeszcze jedna ważna uwaga: jeśli sugerujesz, że propaguję tu jakąkolwiek religię, to chyba nie wiesz gdzie jesteś. Rozejrzyj się zatem przytomnie dookoła i postaraj się to ustalić.

    Wielokrotnie pisałam w tym blogu, że na tej ziemi nie ma nic, co byłoby wyłącznie złe (odwrotnie również). Religie nie są żadnym wyjątkiem od tej reguły. Nauka podobnie.

    „Pisząc “głupoty” mam na myśli zafałszowany obraz rzeczywistości wprowadzany do świadomości setek milionów ludzkich istnień” – na tym blogu zajmuję się uświadamianiem ludziom, jak bardzo zafałszowany obraz rzeczywistości jest im wpajany. Kłamią religie, kłamie nauka, kłamią politycy. A ja próbuję skłonić ludzi do samodzielnego myślenia. Jeśli ktoś ma religijne klapki na umyśle, to staram się go nieco zracjonalizować. I odwrotnie – kiedy wpada tu jakiś racjonalista pokazuję mu, że ma filtry umysłowe, nie pozwalające mu zobaczyć drugiej strony. Ateista nie chce wiedzieć nic, co mogłoby się choć trochę kojarzyć z duchowością, bo ma irracjonalne złudzenie, że każda duchowość to religia. A to nie to samo, droga Libertynko.

    „Lekarz, o którym piszesz być moze zastosował swoistą terapię” zrobił dokładnie to, co opisałam i sam to opowiedział przed kamerą, prezentując nagranie z tej sesji jako ilustrację swojego osiągnięcia.

    „Nie podwazam jego doświadczenia (umiejętności i wiedzy), ale to, w jaki sposób to przedstawiłaś – wszystko upraszczając i sprowadzając do typowych kościelnych egzorcyzmów” – jak wyżej: opisałam to dokładnie tak, jak było. Co do „typowych kościelnych egzorcyzmów” – chyba nigdy nie widziałaś kościelnych egzorcyzmów. Ja widziałam tyle, ile sam Kościół ujawnia (główna „impreza” jest tajna i odbywa się za zamkniętymi drzwiami). Ale nawet to, co KK jest skłonny ujawnić jest tak przerażające, że włosy stają na głowie. Nie odbywa się to w ciszy gabinetu lekarskiego, lecz jest to spektakl pełen przemocy fizycznej, przekleństw, bluzgów i ryków z piekła rodem. Opętany się miota i czasem musi go trzymać kilku silnych chłopów. A tu nikt nie klął ani nie używał siły fizycznej. Całość nie miała zupełnie nic wspólnego z jakąkolwiek religią ani lekarz nie deklarował swojej przynależności do żadnego wyznania.

    „W artykule, który zamieściłaś na swoim blogu jest napisane, że “dusza” jest nierozerwalnie związana z każdą komórką ciała człowieka i od tej siły duchowej (niematerialnej) zależy jego witalność” – że co proszę????????????????

    „Takie sformułowanie jest jedynie przekopiowaniem katolickiego dogmatu o nieśmiertelności ludzkiej duszy” – no tu to po prostu pojechałaś jak łysy grzywką o beton. Nauka o duszy nie ma katolickiego rodowodu, bo podobnych rzeczy nauczał choćby Platon. Nauki o duszy możesz znaleźć w hinduizmie, buddyzmie, islamie i paru innych (wszystkich?) religiach. Wiara w istnienie duszy nie musi się wiązać z przynależnością do jakiejkolwiek religii. Ja nie wyznaję żadnej, ale mam praktycznie pewność co do istnienia pierwiastka duchowego. Jako urodzona ateistka doszłam do tego… rozumem, po wielu latach racjonalnego zgłębiania tej tajemnicy. Świeccy badacze spraw duchowych (np. doktor Moody) nie są osobami religijnymi.

    „czyli innymi słowy stwierdzeniem, że tylko człowiek jest tym wybrańcem losu (Boga), bo posiada duszę, bo jest stworzony na jego obraz i podobieństwo” – to są wyłącznie twoje teorie. Ja nie mam nic wspólnego z podobnymi poglądami. Jestem przekonana, że moja kotka ma kawał pięknej duszy, a znam ją już od 16 lat, więc miałam okazję przyjrzeć się jej dokładnie.

    „Może napiszesz coś więcej o swoim doswiadczeniu z “opętanym” psem?” – otóż był to pies osoby, którą podejrzewam o opętanie. Takie opętanie nie jest rzeczą stałą, raz się ujawnia, a raz stan człowieka wydaje się wracać do normy. Ten pies zachowywał się.. jakby to powiedzieć… no, po prostu jak opętany. Żal było patrzeć na biedne zwierzę, które cały dzień kręciło się w kółko jak szalone. Pies skończył pod kołami samochodu. Przykra historia, naprawdę, żal mi go było. [Nigdy nie słyszałam, żeby psy chorowały psychicznie, więc nie pisz mi, że może zwariował].

    „A co z ateistami, czy raczej ich duchami (duszami)?” – a co ma być? To, że jakiś ateista nie wierzy w to, że posiada duszę nie znaczy, że jej nie posiada. On tylko nie wie, że ją ma. Ja mogę nie wiedzieć, że mam jakąś bakterię, a mimo to ją mam. Wiedza ani wiara nie wpływają na fakty.

    „Czy ich też byś “przegnała” opowieściami o piekle lub niebie?” – coraz bardziej się upewniam, że nie wiesz z kim rozmawiasz, skoro piszesz takie bzdury. Pomyliłaś blogi.

    „A może po “śmierci” staną się nagle “wierzący”?” – niby dlaczego?

    „to co piszesz nie jest poparte żadnymi dowodami, a jedynie jakimś wyobrażeniem albo subiektywną interpretacją jakichś faktów” – dokładnie to samo robi nauka. Teoria względności jest tylko teorią. Podobnie teoria Big Bangu. A teoria ewolucji jeszcze bardziej. Nie tylko do dziś nie znaleziono „brakującego ogniwa”, nie tylko żadnym sposobem nie udało się ożywić tego rzekomego pierwotnego bulionu, ale z rachunku prawdopodobieństwa wynika niezbicie, że choćby taki narząd jak oko czy ucho nie mogło powstać na skutek przypadkowych mutacji. Prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest praktycznie żadne! Ale bardzo cię proszę, wręcz błagam, nie zaliczaj mnie od razu do kreacjonistów i nie wciskaj mi w usta słów, których nie napisałam, już dość naczytałam się twoich insynuacji, nie każ mi czytać więcej!

    „Jednego się tylko obawiam, że w szpitalach lekarzy psychiatrów zastąpią zakonnicy albo księża egzorcyści” – na lęki zalecam medytację. Bardzo jest skuteczna. W ostateczności możesz połknąć jakiś lek uspokajający, ale nie polecę ci żadnego konkretnego, ponieważ jako osoba unikająca wszelkiej chemii nie znam się na tym.

    „Ostatnio podano wiadomość, że gdzieś na Pomorzu (oczywiście z publicznych pieniędzy)budują ośrodek paramedyczny, który będzie się zajmował egzorcyzmami, a personelem będą właśnie księża egzorcyści” – takie rzeczy się dzieją właśnie dlatego, że ateiści się na to godzą. Widocznie wam to nie przeszkadza. Podobnie jak feministkom najwyraźniej nie przeszkadza, że zakazuje się aborcji. Gdybyście zebrali kasę, wynajęli dobrego adwokata i podali podejmującego takie decyzje urzędnika do sądu, a potem do trybunału w Strasburgu, na pewno byście wygrali i władze musiałyby się zastanowić, zanim znów zrobiłyby coś takiego. Ale skoro tego nie robicie, to widocznie uważacie, że wszystko jest w porządku.

    „Nie wiem czy właśnie o to Ci chodziło?” – tę wątpliwość rozwiejesz najskuteczniej, gdy zaczniesz czytać ze zrozumieniem. Innej rady nie mam.

    „Astromario! Czyżby brakowało Ci argumentów by rozwiać moje wątpliwości?” – nie jestem powołana do tego, żeby rozwiewać twoje wątpliwości. Jak napisałam we wstępie – człowiek nigdy nie pozbędzie się wątpliwości. Chyba, że jest idiotą. Tylko osoby niezłomnej wiary, takie jak fundamentaliści religijni oraz Richard Dawkins nie mają żadnych wątpliwości, reszta ludzi jest pełna pytań i chęci poszukiwania odpowiedzi na nie.

    „Jak się zapatrujesz na te nieścisłosci związane ze zjawiskiem opętania” – o jakie nieścisłości ci chodzi?

    PS. Jeśli chcesz wiedzieć kim jestem i jakie są moje poglądy przeczytaj O mnie.
    Jeśli chcesz wiedzieć czym się tu zajmuję przeczytaj O blogu

  12. Nie będę czytać po raz kolejny stron „O mnie” i „O blogu”. Znam doskonale Twoje poglądy. I niczego się nie lękam oprócz ludzkiej głupoty. Nie należę do żadnej grupy ateistów ani fundamentalistów religijnych. Gdyby tak było nie byłoby tej dyskusji. Nie należę też do misjonarzy, którzy za wszelką cenę by chcieli Ciebie przeciągnąć na swoją stronę.A jeśli już o lękach mowa to Ty sama kiedys opisywałaś historię swojej depresji(implant lęku wszczepiony przez okultystów) i drżałaś ze strachu przed lekarzami psychiatrami. Nie szukałaś pomocy u lekarza specjalisty, bo byłaś sparaliżowana przez irracjonalny lęk, dlategoteż nie udzielaj mi takich porad. Świetnie znam wszelkie teorie i poglądy na temat duszy ludzkiej i wiem tylko tyle, że jest to wiedza teoretyczna, a nie praktyczna, bo takowej żaden żyjący człowiek nie posiada. W wątku o duszy chodziło mi tylko o to, że w artykule ani słowa nie poświęcono duszom innych żywych istot poza człowiekiem. I to ma być rzetelne podejście do tematu. Pisząc o ateistach nie chodziło mi o to jak zareagują na wieść o tym, że istnieje dusza i że oni ją też mają, ale że niekoniecznie ich duch musi się przestraszyć opowieści o piekle albo nagle uwierzyć w opowiastki o niebie. Dlatego kwestionuję opowieść tego lekarza psychiatry, bo duch kobiety, która zatwardziale nie wierzyła w Boga nagle po słowach terapeuty „nawrócił” się i poszedł do nieba. Wybacz, ale jak dla mnie to zbyt proste, żeby nie powiedziec wręcz naiwne. Nie wypowiadam się na temat tego lekarza, bo nie mogąc zobaczyć tego programu trudno jest mi to wszystko ocenić. Ale stale pisze się o spektakularnych sukcesach wielu cudownych (skutecznych) uzdrowicieli i terapeutów, a po jakimś czasie okazuje się, że to zwykli szarlatani zręcznie posługujący się trickami lub trafiający we właściwym czasie i miejscu na własciwy przypadek. Nie jestem feministką, ale popieram działania tego ruchu jeżeli idą w słusznym kierunku. Jesteś kobietą, a z Twoich wzpowiedyi jasno wznika, e nie jesteś admiratorką patriarchatu, więc dlaczego czepiasz się feminizmu? A z tego co Ty piszesz to widzę, że lubisz wszystko potępiać w czambuł i krytykować. Odnośnie psa i innych zwierząt. Czy uwazasz, że zwierzęta nie posiadają psychiki i nie potrafią odczuwać i postrzegać otaczającej ich rzeczywistości w sposób mentalny, a nie tylko instynktownie? Wbrew temu co napisłaś doskonale orientuję się we względności wszystkiego co istnieje na tym swiecie. A może nasz umysł jest tak dalece niedoskonały (albo nie potrafimy we właściwy sposób wykorzystać jego możliwości), że w ten sposób potrafi odbierać rzeczywistość albo to co jest na zewnątrz nas. A wracając do zwierząt skąd masz stuprocentową pewność, że tylko ludzie zapadają na choroby psychiczne. Jeśli zwierzę, nie reaguje prawidłowo (przeciętnie tak jak większość) to według Ciebie jest opętane, nieprawdaż? Nic mi nie wiadomo, aby na wydziałach medycyny weterynaryjnej nawet takich renomowanych uczelni jak SGGW (bardzo blisko Ciebie, bo w Warszawie)istniały Katedry lub chocby Zakłady zajmujące się psychiką zwierząt. Zwierzęta i tak mają szczęście, że znaleźli się ludzie, którzy zaczęli traktować je jako pełnowartościowe żywe istoty i powstała taka gałąź medycyny jak weterynaria. Nie wiem jakie były faktyczne powody takiej decyzji być może nie altruizm tylko względy ekonomiczne dotyczące ochrony zwierząt gospodarskich przed inwazją groźnych chorób.Ale wracajac do tematu wielu lekarzy-weterynarzy „z ludzką twarzą” mówi wprost, że zwierzęta posiadają psychikę i świat przezyć z tym związanych. Moze teraz mnie wysmiejesz i stwierdzisz, że nie ma na to dowodów naukowych ani empirycznych. Może i będziesz miała rację. Ale ja uważam, że nasze możliwości poznawcze są tak ograniczone, że nikt nie jest w stanie tego stwierdzić. Poza tym człowiek zajmuje się badaniem aspektów jakiejś sfery życia zwierząt, tylko wtedy gdy jest mu to do czegoś potrzebne. Więc nie liczę, że nagle nastąpi jakieś przełomowe odkrycie. Ale co ja tutaj piszę o chorobach psychicznych zwierząt,skoro dzisiaj wielu m.in. w naszym pięknym kraju pozamykałoby w szpitalach bez klamek wszystkich homoseksualistów, a dawniej tak postępowano z innowiercami (najłagodniejszy środek represyjny), że juz nie wspomnę o wegetarianach. Choć i dzisiaj kwitną na naszym rodzimym gruncie takie wybitne indywidualności jak Pan Dariusz Pietrek z Chorzowa, który wszystko co niekatolickie najchętniej zamknąłby w zamkniętych obozach pracy ( nie mam tutaj na myśli takich groźnych sekt 🙂 jak ŚJ czy Himawanti, ale wszelkie ruchy związane z NEW AGE a nawet astrologią, radiestezją czy ogólnie pojętą medycyną niekonwencjonalną). Zauważam po raz kolejny, że masz tendencję do nadinterpretacji tego co piszą inni oraz kwitowania kwestii, których nie wyjaśniasz komentarzem, że ktoś nie czyta ze zrozumieniem. Nawet na myśl mi nie przyszło, by określać Ciebie jako kreacjonistkę, natomiast Ty od razu zaliczyłaś mnie do feministek i ateistek. Myślę, że ateistyczny model wychowania jeszcze nie wywietrzał Tobie z głowy.
    Pozdrawiam!

  13. PS Przepraszam za literówki, ale przestawił mi się tryb klawiatury.

  14. Droga Libertynko, albo zaczniesz pisać do rzeczy i bez wściekania się, albo cię stąd wywalę – jasne?

    Większość twoich żalów i pretensji nie ma żadnego uzasadniania, a zarzuty są wyssane z twojego palca. To jakieś twoje urojenia i nic więcej

    Jeśli masz zastrzeżenia do tego, co napisałam lub nie podobają ci się moje poglądy, to zechciej to dosłownie zacytować, a nie przekręcać cytując z pamięci. Nie będę się z tobą bawić w głuchy telefon. Ja cytuję dosłownie to, co napisałaś, a ty insynuujesz, że napisałam rzeczy, które nawet do głowy by mi nie przyszły. Jeśli jeszcze raz napiszesz coś takiego, skasuję twój komentarz. Albo cytujesz dosłownie, albo do widzenia. I nie wrzeszcz tu na mnie, bo to mój blog. Nie mam obowiązku gościć tu ludzi, którzy mnie obrażają.

    Odpowiem ci po kolei, jak zwykle cytując twoje słowa:

    „Znam doskonale Twoje poglądy” – obawiam się, że tylko ci się tak wydaje. Poprzedni twój komentarz dowodzi, że ich nie znasz.

    „Nie należę też do misjonarzy, którzy za wszelką cenę by chcieli Ciebie przeciągnąć na swoją stronę” – nie rozumiem, dlaczego się tak tłumaczysz…

    „Nie szukałaś pomocy u lekarza specjalisty, bo byłaś sparaliżowana przez irracjonalny lęk” – to nie był irracjonalny lęk, lecz w pełni racjonalne i logiczne rozumowanie. Wiedziałam, że lekarze mnie nie wyleczą, lecz zrobią ze mnie ćpuna, szprycując mnie psychotropami. Mój rozum nie godził się na to. Widziałam zbyt wielu ludzi „naćpanych” prochami przepisywanymi przez psychiatrów i wiedziałam doskonale, że po odstawieniu prochów problem powraca. A więc nie jest to leczenie, lecz oszustwo. Oszukuje się mózg chemią, a nie leczy. Gdzie w tym rozumowaniu widzisz irracjonalność lub lęki? Jak widać znalazłam racjonalne wyjście z sytuacji, chociaż tobie może się wydawać nieracjonalne, bo nie było to leczenie, ale duchowe uzdrawianie. Dla mnie liczy się tylko jedno: skuteczność. I tę uzyskałam.

    „dlategoteż nie udzielaj mi takich porad” – szkoda, że tak tragicznie brakuje ci poczucia humoru i choćby tylko odrobinki dystansu do swojej nadętej osoby. Pisząc te słowa zażartowałam sobie z ciebie, a ty się nadymasz, jak jakiś brodaty talib z bombami. Trochę uśmiechu nie zaszkodzi.

    „Świetnie znam wszelkie teorie i poglądy na temat duszy ludzkiej” – ale z tego, co napisałaś wynikało, że znasz wyłącznie wykładnię katolicką.

    „i wiem tylko tyle, że jest to wiedza teoretyczna, a nie praktyczna, bo takowej żaden żyjący człowiek nie posiada” – nigdy nie mów nigdy. Są ludzie, którzy to badali i mają przekonujące dowody. Nieznajomość tych dowodów nie może być uważana za dowód na ich nieistnienie. Jeśli ja nigdy nie byłam w Ameryce, nie mama prawa twierdzić, że jej nie ma – to oczywiste, prawda? Skoro tego nie wiesz, to się po prostu dowiedz. SAMA! Ja cię w tym nie wyręczę.

    „W wątku o duszy chodziło mi tylko o to, że w artykule ani słowa nie poświęcono duszom innych żywych istot poza człowiekiem” – nie poświęcono – i co z tego? Temat dotyczył egzorcyzmów przeprowadzonych przez psychiatrę i niczego ponad to. Koniec kropka.

    „I to ma być rzetelne podejście do tematu” – to było wyczerpujące podejście do tematu tego konkretnego przypadku egzorcyzmów. Innych nie omawiałam, bo nie widziałam. Co więcej – napisałam wyraźnie, że nie jestem ekspertem. To jest blog, a nie katedra uniwersytecka. Napisałam, że jeśli ktoś szuka wiedzy, niech idzie na uniwerek, a jak chce wiedzieć, co o tym sądzi Kościół, to niech się uda do niego. Ja nie przetrawiam tu cudzych myśli, lecz snuję własne, być może wysoce subiektywne. Jak ci to nie pasuje, to nie musisz ich czytać.

    „Pisząc o ateistach nie chodziło mi o to jak zareagują na wieść o tym, że istnieje dusza i że oni ją też mają, ale że niekoniecznie ich duch musi się przestraszyć opowieści o piekle albo nagle uwierzyć w opowiastki o niebie” – w takim razie naucz się jasno precyzować myśli. W przeciwnym wypadku nie dziw się, że cię nie rozumiem. Piekło i niebo to są dla mnie tematy z gatunku smoka wawelskiego, więc nie próbuj mi wmawiać, że o tym pisałam.

    „Dlatego kwestionuję opowieść tego lekarza psychiatry, bo duch kobiety, która zatwardziale nie wierzyła w Boga nagle po słowach terapeuty “nawrócił” się i poszedł do nieba” – możesz to kwestionować – nie zabraniam ci. To tylko twoje osobiste przekonania. Ja opisałam dokładnie to, co widziałam. I ani słowa nie napisałam o żadnym nawróceniu.

    „Wybacz, ale jak dla mnie to zbyt proste, żeby nie powiedziec wręcz naiwne” – amen…

    „Nie wypowiadam się na temat tego lekarza” – ależ jak najbardziej, wypowiedziałaś się, sugerując, że zaraził się świrem od swoich pacjentów.

    „bo nie mogąc zobaczyć tego programu trudno jest mi to wszystko ocenić” – ależ oceniasz! Oceniasz, chociaż nie widziałaś.

    „Ale stale pisze się o spektakularnych sukcesach wielu cudownych (skutecznych) uzdrowicieli i terapeutów, a po jakimś czasie okazuje się, że to zwykli szarlatani zręcznie posługujący się trickami lub trafiający we właściwym czasie i miejscu na własciwy przypadek” – a dlaczego zwracasz się do mnie z tymi pretensjami? Czy ja tu reklamuję jakichś szarlatanów? Idź ze swoimi uwagami tam, gdzie to przeczytałaś, a nie do mnie, bo ja nie mam z tym nic wspólnego. Wręcz przeciwnie, napisałam na swojej stronie, że nie wierzę w uzdrawianie bioenergią, reiki i innymi takimi metodami. To pomaga, ale na krótko. Na dłuższą metę każdy musi się uporać sam ze swoimi problemami. Zwalanie na innych odpowiedzialności za własne zdrowie i szczęście jest bez sensu. Zdrowia nie da się kupić za żadne pieniądze! Choćby dlatego, że choroby nie spadają na nas z nieba, lecz to my sami na nie sobie zapracowujemy własną ignorancją i łamaniem praw duchowych.

    „Nie jestem feministką, ale popieram działania tego ruchu jeżeli idą w słusznym kierunku. Jesteś kobietą, a z Twoich wzpowiedyi jasno wznika, e nie jesteś admiratorką patriarchatu, więc dlaczego czepiasz się feminizmu?” – dlaczego? Przecież wyraźnie to napisałam: ważą się losy ustaw o aborcji, a te głupie pindy na blogu bez jaj lamentują, że słowo „praczka” ma wyłącznie żeńską formę, a słowo „inżynier” męską. Przecież to kretynki, a nie feministki.

    „Odnośnie psa i innych zwierząt. Czy uwazasz, że zwierzęta nie posiadają psychiki i nie potrafią odczuwać i postrzegać otaczającej ich rzeczywistości w sposób mentalny, a nie tylko instynktownie?” – a gdzie ja coś takiego napisałam? Cytat proszę!

    „A wracając do zwierząt skąd masz stuprocentową pewność, że tylko ludzie zapadają na choroby psychiczne” – a gdzie ja napisałam że mam pewność co do tego?

    „Jeśli zwierzę, nie reaguje prawidłowo (przeciętnie tak jak większość) to według Ciebie jest opętane, nieprawdaż?” – gdzie to napisałam?

    „Nic mi nie wiadomo, aby na wydziałach medycyny weterynaryjnej nawet takich renomowanych uczelni jak SGGW (bardzo blisko Ciebie, bo w Warszawie)istniały Katedry lub chocby Zakłady zajmujące się psychiką zwierząt” – no to źle słyszałaś. Nie wiem, czy taki wydział jest w Warszawie, ale istnieje coś takiego (bodajże) zoopsychologia. Dalsze twoje rozważania na temat zwierząt pomijam, bo nie dotyczą ani mojego bloga ani tematu egzorcyzmów.

    „Ale co ja tutaj piszę o chorobach psychicznych zwierząt,skoro dzisiaj wielu m.in. w naszym pięknym kraju pozamykałoby w szpitalach bez klamek wszystkich homoseksualistów, a dawniej tak postępowano z innowiercami (najłagodniejszy środek represyjny), że juz nie wspomnę o wegetarianach. Choć i dzisiaj kwitną na naszym rodzimym gruncie takie wybitne indywidualności jak Pan Dariusz Pietrek z Chorzowa, który wszystko co niekatolickie najchętniej zamknąłby w zamkniętych obozach pracy ( nie mam tutaj na myśli takich groźnych sekt 🙂 jak ŚJ czy Himawanti, ale wszelkie ruchy związane z NEW AGE a nawet astrologią, radiestezją czy ogólnie pojętą medycyną niekonwencjonalną)” – wybacz, ale nie rozumiem tego słowotoku. Jeśli nie masz gdzie się wyżywać, to załóż własnego bloga albo pojedź do Hyde Parku.

    „Zauważam po raz kolejny, że masz tendencję do nadinterpretacji tego co piszą inni oraz kwitowania kwestii, których nie wyjaśniasz komentarzem, że ktoś nie czyta ze zrozumieniem. Nawet na myśl mi nie przyszło, by określać Ciebie jako kreacjonistkę, natomiast Ty od razu zaliczyłaś mnie do feministek i ateistek. Myślę, że ateistyczny model wychowania jeszcze nie wywietrzał Tobie z głowy” – zgłosiłaś tu tysiące żalów i pretensji, wiele skierowałaś pod moim adresem, szkoda tylko, że zupełnie bez uzasadnienia. Co ja mam wspólnego z jakimiś klinikami, w których mają pracować egzorcyści? Czy ja popieram Pietrka? Jak widzę jesteś bardzo sfrustrowana i zdecydowanie za bardzo wszystko generalizujesz, ale nie rozumiem, dlaczego wyżywasz się na mnie. Nie ja odpowiadam za to wszystko.

    A co najważniejsze – przyjmij do wiadomości, że ja nie opowiadam się ZDECYDOWANIE ani za czymś ani przeciwko czemuś. Ja zawsze staram się stać w środku, bo widzę obie strony medalu. Dlatego ani nie poprę feminizmu, ani patriarchatu. Za to sprzeciwię się KAŻDEJ formie prześladowania, nękania lub dyskryminowania kogokolwiek bez racjonalnych powodów. Do tego nie potrzebuję niczyjego poparcia ani sztandarów żadnej organizacji.

    Jeszcze raz przypominam – albo piszesz na temat cytując dosłownie moje słowa, albo stąd wylatujesz!

Proszę się nie awanturować z powodu moderacji - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s