Źródło wszelkiego zła?

Nie jestem fanką Richarda Dawkinsa i pewnie dlatego z tak dużym opóźnieniem obejrzałam jego film The Root of All Evil? Niestety, czuję się dość mocno zniesmaczona.

Pierwsza część jest moim zdaniem bardzo słabiutka i zadowolić może tylko niewybrednych i najwierniejszych wielbicieli ateistycznego guru. Po tej pierwszej jaskółce poczułam się na tyle zdegustowana, że z trudem przemogłam się, żeby w niedzielny, leniwy wieczór zobaczyć również część drugą. Na wszelki wypadek, żeby być sprawiedliwą i nie wydawać pochopnych opinii.

Osoby nie znające autorki bloga informuję, że jestem wolna od wszelkich iluzji, do których zaliczam na równi religię jak i ateizm (patrz: opis w nagłówku bloga). Świat nie jest czarno-biały, nie istnieją więc w nim ani zjawiska wyłącznie dobre, ani wyłącznie złe. Jedne są trochę lepsze, inne trochę gorsze, a w jeszcze innych trudno się doszukać równoważącego, przeciwstawnego elementu, ale zawsze gdzieś tam on jest, tyle że ukryty i słabo widoczny. Co więcej, dobro i zło są w stałym, nieustającym ruchu, jak woda w oceanach, poruszająca się w rytm przypływów i odpływów. Dziś coś jest dobre, a nawet bardzo dobre, ale jutro może stać się złe. Odwrotnie oczywiście również (jak życie nam to stale pokazuje).

Niestety, większość ludzi wydaje się być zupełnie nieświadoma tego faktu. Niektórzy mają na oczach (umysłach?) klapki, a raczej filtry, uniemożliwiające im dostrzeganie pełnego spektrum wielobarwnej rzeczywistości. Tacy ludzie to fundamentaliści, widzący tylko jedną (białą lub czarną) barwę świata. I tu spieszę donieść, że do fundamentalistów zaliczają się nie tylko wyznawcy religii. Mogą nimi być wszyscy posiadacze dowolnego światopoglądu. Jeśli zdecydowanie utożsamiasz się z jakimkolwiek wyraźnie określonym światopoglądem, jesteś fundamentalistą albo w jakimś stopniu zbliżasz się do tego.

Tak jak biel jest fundamentalistycznie biała, tak czerń jest fundamentalistycznie czarna. Jeśli na świecie istnieje fundamentalizm religijny, z całą pewnością po przeciwnej stronie skali musi zaistnieć fundamentalizm materialistyczny (ateistyczny, racjonalistyczny, czy jak tam sobie chcecie go nazwać).

Gdyby nie było fanatyzmu religijnego, nie powstałby również fanatyzm ateistyczny.

Przykładem takiego fundamentalisty jest Richard Dawkins, którego działalność kojarzy mi się z agresywnym misjonarstwem… ateistycznym. Ten facet w religiach dostrzega wyłącznie zło, a w nauce wyłącznie dobro i przez pierwszą część filmu stale, aż do znudzenia to powtarza, od czego nabawiłam się w końcu mdłości. Nie zauważa przy tym, że zachowuje się dokładnie tak samo, jak owi agresywni działacze religijni, których tak bardzo nie lubi. I jedni i drudzy próbują wpływać na programy szkolne oraz na politykę, ale Dawkins zdaje się zupełnie nie zauważać, że (przynajmniej na razie) to nauka jest w tej rozgrywce górą.

Stara definicja psychologiczna mówi, że nic nas tak nie drażni, jak własne wady u kogoś innego…

Jak wspomniałam na występie, pierwsza część filmu wydała mi się słaba, demagogiczna i nieprzekonująca. Nie lubię chrześcijaństwa, więc nie trzeba mnie przekonywać, że czyni ono więcej zła niż dobra, ale patrząc na zmagania Dawkinsa z tym tematem raz po raz łapałam się za głowę, że jest tak nieudolny i nieprzekonujący.

Przede wszystkim: religie nie mogą być źródłem WSZELKIEGO zła. Źródeł zła jest wiele. Nauka też ma tu swój niemały dorobek, choćby w kwestii zanieczyszczania środowiska, produkcji wymyślnych i okrutnych maszyn do zabijania oraz nieetycznych eksperymentów przeprowadzanych nie tylko na żyjących, czujących i cierpiących zwierzętach, ale i na nieświadomych tego ludziach. Nieprzemyślanego oraz nieodpowiedzialnego majstrowania w genach również nie pochwalam. Chciałoby się powiedzieć, „niech rzuci kamieniem kto jest bez winy”.

Pierwsza część filmu odwraca wręcz uwagę od prawdziwych problemów. Bo problemem tego świata nie jest wiara w stworzenie świata przez dziadka z brodą ani w dogmat o niepokalanym poczęciu czy wniebowstąpieniu. Nie jest tym problemem nawet (rzekome) odrzucanie nauki przez wyznawców religii. Walka nauki z religią jest głupotą.

Twierdzenie, że fundamentaliści chrześcijańscy ponownie wypowiadają wojnę nauce jest co najmniej nadużyciem. To, że jakaś grupa religijna wierzy w stworzenie świata przez Boga nie jest jeszcze wypowiedzeniem wojny nauce, lecz co najwyżej niezgodą na przyjęcie teorii ewolucji.

Podobnie twierdzenie:

w Nowym Świecie religia działa jak prywatne przedsiębiorstwo. Rywalizujące grupy zakładają przedstawicielstwa na każdym rogu ulicy, rywalizując o ludzkie dusze i pieniądze

jest bardzo naciągane, gdy popatrzy się na wszystkie wielkie metropolie świata, migające kolorowymi reklamami wielkich koncernów przemysłowych, handlowych, ubezpieczeniowych, finansowych i rozrywkowych. Nie ma nic dziwnego w tym, że każdy chce zwrócić na siebie uwagę i zarobić ile się da. Dlaczego więc nie nazwać właśnie ich źródłem wszelkiego zła?

Znacznie bardziej niepokojący jest ten oto, odnotowany przez Dawkinsa fakt:

fundamentalizm chrześcijański umacnia się wśród elektoratu jedynego światowego supermocarstwa, we wszystkich grupach społecznych, z uwzględnieniem samego prezydenta.

Szkoda, że temat powiązań polityki z religią nie został rozwinięty, a przecież ten problem jest bardzo niepokojący. Według mnie najbardziej przerażające słowa tego filmu padły na spotkaniu z ewangelistą Tedem Haggardem, gdy mówi on w kazaniu o nakazie posłuszeństwa (!) i wyznaje, że co tydzień rozmawia z prezydentem Bushem oraz pozostaje w stałym kontakcie z Tonym Blairem i Arielem Sharonem… Czyżby Dawkins nie miał odwagi powiedzieć głośno tego, że polityka, wraz z religią, wspólnie ogłupiają ludzkie owieczki, by czerpać z tego przeróżne, nie tylko materialne korzyści?

Mrożące krew w żyłach opowieści o prześladowanych naukowcach-ateistach wydały mi się, delikatnie mówiąc, naciągane. Trudno uwierzyć, że muszą się oni spotykać w tajnych miejscach, niczym jacyś średniowieczni alchemicy, żeby w podziemiu celebrować „wiedzę tajemną” (czytaj: darwinizm). Podobnie demonizowanie zagrożenia płynącego z strony kreacjonistów i wyznawców teorii płaskiej ziemi oraz babć i dziadków zaludniających kruchty kościołów jest po prostu śmieszne. Patrząc obiektywnie, jest to zwykły folklor i nic ponadto.

Dawkins chwilami zachowuje się jak religijny neofita, zupełnie jakby wychował się w analfabetycznej i zawszonej rodzinie fundamentalistów religijnych i nagle doznał naukowego oświecenia. Jego pasja jest chwilami wręcz chora. Śmieszne jest jego egzaltowanie się naukowym wyjaśnieniem zjawiska wschodu słońca i przeciwstawianie tej „nowoczesnej nauki” starożytnym mitom o złotym rydwanie. Kto dziś wierzy w takie bajki? Komu dziś trzeba tłumaczyć, że słońce nie jest bogiem na złotym rydwanie? Patrząc na to miałam wrażenie, że oglądam jakiegoś oszołoma.

Chyba tylko darwinista (lub naiwny humanista) może wierzyć w bajkę, że za zamachami na wieże WTC stoi muzułmański fanatyzm religijny. Gdyby Dawkins był fizykiem i umiał dobrze liczyć, wiedziałby, że żadna z wież nie mogła się spalić na popiół, ani tym bardziej kompletnie zawalić na skutek uderzenia jednego samolotu osobowego. Konstruktorzy wież przewidzieli o wiele większe zagrożenia niż nawet największe samoloty pasażerskie oraz rakiety bojowe. Prawdziwy naukowiec, kierujący się wiedzą i dociekliwością, a nie naiwną wiarą w polityczne bajki powinien wiedzieć, że oficjalna wersja tych wydarzeń jest wręcz antynaukowa i przyjęcie jej wymaga zaślepienia. Zupełnie jak religia.

Szkoda również, że Dawkins nie rozwinął tematu epidemii AIDS, dziesiątkującej kraje afrykańskie i kościelnego zakazu używania prezerwatyw. Jak dla mnie zakaz ten jest dowodem na to, że to nie kto inny, jak właśnie Kościół szerzy w całym świecie „cywilizację śmierci”.

Opowiadając o profesorze, który przez kilkanaście lat głosił nieprawdziwą teorię, ponieważ „był jej GORĄCYM WYZNAWCĄ” Dawkins sam wbija sobie nóż w plecy, niechcący udowadniając, że również nauka opiera się na wierze, a co więcej, zdarza się jej głosić nieprawdę. Cóż z tego, że profesor w końcu przyznał się do błędu i przeprosił. Niemniej jednak przez te wszystkie lata był jej zwolennikiem i w nią WIERZYŁ, wbijając kolejnym rocznikom studentów do głów bzdurę, którą potem oni ponieśli dalej. Dawkins chciał tym sposobem udowodnić, że nauka się reformuje, a Kościół nie, co jest nieprawdą, ponieważ Kościół też w kilku sprawach przyznał się do błędu, przeprosił i zmienił swoje nauczanie. Przykładem może być choćby zaakceptowanie teorii: heliocentrycznej i Darwina oraz przeprosiny za prześladowania heretyków.

Inne irytujące kwestie, w skrócie:

Wszędzie istnieją zastępy potencjalnych zabójców, (…) ludzi, którzy chcą zabić ciebie i mnie, bo kieruje nimi coś, co uważają za najwyższy ideał.

Tacy ludzie byli, są i będą zawsze. Dziś kierują się religią, ale jeśli im ją zabierzemy, mogą zacząć kierować się ateizmem i zabijać w imię „rozumu”. Bo to nie religia (czy inna ideologia) jest winna, lecz fakt, że taki typ ludzi istniał zawsze. Każda ideologia może posłużyć do zaprowadzania rządów twardej ręki.

Uważam także, że koncepcja boskiego stwórcy godzi w elegancję i piękno wszechświata

Kompletny idiotyzm, aż szkoda tracić czas na polemikę z tym głupstwem. Wszechświat na zawsze pozostanie jednakowo piękny i elegancki, bez względu na to, kto go stworzył.

Wiek XXI miał być erą rozumu

O XX wieku mówiło się dokładnie to samo. O XIX i XVIII też. Oświecenie miało rzekomo ostatecznie wyzwolić ludzi z ciemnoty i zabobonów. Nie wyzwoliło i nie wyzwoli, ale wyjaśnienia przyczyn tego zjawiska nauka nigdy nie dostarczy, ponieważ jest ono… nienaukowe (lecz ezoteryczne).

Wiara religijna zniechęca do samodzielnego myślenia, powoduje podziały i wiele innych niebezpieczeństw

Autorytety naukowe też to robią. W szkole trzeba się uczyć, samodzielne myślenie jest represjonowane, bo przeszkadza w sprawnym prowadzeniu lekcji. Einstein dziwił się, jak to jest możliwe, że po zaliczeniu szkolnej edukacji zdarzają się jeszcze jacyś geniusze. Jako astrolog muszę wyznać, że wiele razy czułam się prześladowana i represjonowana z tego powodu, że zajmuję się dziedziną wiedzy nie uznawaną przez naukę. Nie raz byłam ostro, wręcz ordynarnie atakowana przez ateistów i tzw. „racjonalistów”, którzy przysyłali mi obraźliwe maile lub pozostawiali agresywne wpisy w komentarzach.

Lourdes: co w tym jest złego? Ludzie przyjeżdżają tam w nadziei odzyskania zdrowia i rzeczywiście opisano wiele przypadków tzw. „cudownego” uzdrowienia (przypominam racjonalistycznym oszołomom, że Kościół bardzo niechętnie uznaje nowe cuda). Być może ludzi uzdrawia silna wiara w Boga, może placebo, a może czysty zabobon. Dla mnie nie ma to znaczenia, bo liczy się sam fakt uzdrowienia. Profesor Julian Aleksandrowicz, lekarz, powiedział kiedyś, że woli być uzdrowiony przez szarlatana niż umrzeć pod opieką sławy medycznej. I ja się z nim zupełnie zgadzam.

Poddawanie w wątpliwość wiary tych nieszczęsnych ludzi może wydawać się nieludzkie

i takie jest w istocie.

Czy jednak nie lepiej przyjąć prawdę, niż łudzić się nieuzasadnioną nadzieją?

A ja spytam: co to jest „prawda”? MOJA (najmojsza) wersja rzeczywistości? Nie ma gorszej zbrodni, niż zabicie nadziei, bo to nadzieja trzyma ludzi przy życiu i pozwala im walczyć.

Wiele osób twierdzi, że nauka i religia mogą zgodnie współistnieć. Moim zdaniem nie mogą. Są ze sobą głęboko sprzeczne

I cóż my tu widzimy? Czy przypadkiem nauka nie wypowiada tu wojny religii, a nie odwrotnie? Czy nie jest to sianie nienawiści? Jeszcze krok i możemy się spodziewać nawoływania do pogromów. Zarżnijmy te wszystkie moherowe babcie, a świat stanie się lepszy!

Na szczęście druga część filmu jest znacznie lepsza i bardziej rzeczowa. Jeśli masz niewiele czasu, to daruj sobie pierwszą i od razu przejdź do drugiej.

Jeśli chcesz wiedzieć, jaka jest prawda o zagrożeniach płynących ze strony religii, koniecznie przeczytaj tekst „Najgroźniejsza sekta świata„.

12 myśli nt. „Źródło wszelkiego zła?

  1. Odpowiedzieć może Kaczmarski, strasznie to pasuje do tej notki:

    http://www.wrzuta.pl/audio/rbSL4UoFbB/05._jacek_kaczmarski_-_zrodlo_wszelkiego_zla

    Schną mężczyźni, śnią kobiety
    Błysk biseksualnych bielizn,
    Płodzą uniwersytety
    Permisywizm i ateizm.
    W spisku cyrkla i fartucha
    (Zamiast maski – okulary)
    Chrześcijańskiego dusi ducha
    Szatan pychy i niewiary.
    Sprawy mroczne i ogromne:
    Świat na naszych oczach kona.
    Wszystko wina to masona,
    Że o Żydzie tutaj już nie wspomnę.

    Usprawiedliwiają krocie
    Wskazującym boskim palcem,
    Zaprzeczają wszelkiej cnocie,
    Która się nie sprawdzi w walce.
    Wykupują łaskę Pana
    Zer bezmiarem w komputerach,
    Hostią ostryg i szampana
    Chcą się zbawić tu i teraz.
    Sprawy mroczne i ogromne:
    W kłamstwie cały świat i w kantach.
    Wszystko wina protestanta,
    Że o Żydzie tutaj już nie wspomnę.

    Chorych łudzą, głodnych mnożą,
    Koronują złotogłowiem,
    Przekłamują wolę bożą
    Swym strzelistym pustosłowiem.
    Wielbią krzyże i kajdany,
    Nędza dla nich wielkość znaczy;
    Obnażonym i skazanym
    Kroją święty strój rozpaczy.
    Sprawy mroczne i ogromne:
    Hipokryzja świat połyka.
    Wszystko wina katolika,
    Że o Żydzie tutaj już nie wspomnę.

    Unicestwić, pozarzynać,
    Wobec śmierci się nie wahać
    Biorąc z sobą poganina
    W wielkim hołdzie dla Allacha.
    By pijane rozpasanie
    Wieczność trwało w tamtym świecie –
    Trup z hurysą na kolanie
    Prorokowi służył przecież!
    Sprawy mroczne i ogromne:
    Cały świat krwią naszą spłynie.
    Muzułmanin temu winien,
    Że o Żydzie tutaj już nie wspomnę.

    Jest żyć po co, ginąć po co,
    Kochać, mnożyć i zabijać,
    Na olbrzyma ruszać z procą,
    W labiryncie nić odwijać.
    W trąby dąć by mury kruszyć,
    Gadać z krzewem lub kamieniem,
    Stawiać nieśmiertelność duszy
    W zakład z własnym nieistnieniem.
    W kwestie mroczne i ogromne
    Słodka świata treść wycieka:
    Wszystko wina to człowieka,
    Że o Bogu tutaj już nie wspomnę…

  2. Twoja filozofia jest tak wyrafinowana, że najwyraźniej nie dorosłam, żeby ją zrozumieć. Czy możesz wyrażać się w sposób zrozumiały dla prostej kobiety?

  3. nie problem, lecz podejście raczej sprawiło, że tutaj trafiłem.
    jeśli to co napisano u góry strony jest prawdą, to z chęcią poprzestanę na tym 🙂

    ps. na stronę trafiłem przypadkiem.

  4. Nigdy nie należy poprzestawać na tym, co jest gdzieś napisane, lecz szukać dalej, bo nie o to chodzi, by złapać króliczka, lecz o to, by gonić go 🙂

  5. Astro 🙂 pisząc „poprzestanę” miałem na myśli nie dodawanie niczego w treści wyżej napisanej. Poszukiwanie mam w naturze 😉
    ps. dodam, że jestem ateistą – jeśli to ważne na akurat tej stronie, choć wolę myśleć o sobie jako o fillabiliście, liberale – w rozumieniu Poppera, lub krytycznym racjonaliście – również zgodnie z jego rozumieniem tej formuły 😉 pozdrawiam.

  6. @ Po Drodze: ateizm to pojęcie pojemne jak worek, tak więc nie za bardzo można być pewnym, co ono oznacza w twoim konkretnie przypadku. Ale ten fallabilizm podoba mi się jak najbardziej. Od racjonalizmu nie odżegnuję się w żadnym razie, ponieważ bardzo niepewnie czułabym się w życiu, gdybym nie mogła używać logicznego rozumu. Na co dzień przydaje mi się on bardzo, ale i od intuicji również się nie odżegnuję, ponieważ podpowiada mi ona bardzo trafnie, gdzie szukać i z kim się zadawać. Jestem zwolenniczką używania obu półkul mózgu: tej racjonalnej i tej artystyczno-intuicyjnej, na równych prawach. Jeśli ktoś używa tylko jednej półkuli mózgu, tej logicznej, staje się półgłówkiem, nieprawdaż? Liberalizm też jest zasadniczo OK, byle nie ten „ekonomiczny”, który doprowadził do bankructwa całego świata (zaryzykuję tak daleko idące stwierdzenie).

  7. przepraszam, że nie na temat 🙂 ale tak mnie coś na tego kaczmarskiego naszło 🙂
    Fillabilizm 🙂
    jeśli idzie o liberalne podejście w ekonomii jest ono mylnie rozumiane 🙂 straszy się zupełnym brakiem kontroli nad gospodarką a to bzdura już w interpretacji pierwszych ekonomistów 🙂 wystarczy poczytać missa czy f. von hayek 🙂 np. „konstytucja wolności”, gdzie tłumaczy, iż liberalne podejście do gospodarki absolutnie nie powinno kojarzyć się ze służalczym podejściem do przedsiębiorców i ograniczaniem prawodawstwa w tym zakresie. ale to szerszy temat 🙂 odsyłam do lektury. osobiśie jestem za rozwiązaniami, które proponował hayek (zresztą sporo przewidywał: jak problemy z obow. ubezp. społ. czy gospodarką mieszkaniową prowadzona przez państwo itd. itd. – oczywiście nie on jeden, ale … dopiero teraz poprawiamy „nasze” błędy w tym zakresie i to dosyć niemrawo)
    formuła ateisty nie jest pojemna jak worek – chyba, że nie rozumie się jej sensu (warto przeczytać książkę „bóg urojony” dawkins’a wiele wyjaśnia w kwestii rozumienia terminu, albo zajrzeć na stronę racjonalista.pl). mówienie o worku w tym wypadku trąci mi relatiwizmem rozumianym nienaukowo 🙂
    liberał poppera nic nie mówi o ekonomii
    racjonalista poppera nie odżegnuje się od intuicji, przeciwnie uważa ją za zasadniczy składnik umożliwiający tworzenie teorii. intuicja (czyli najprościej, skojarzenia oparte na miksie doświadczeń, spostrzeżeń, odczuć, lęków, chęci etc. etc.)

    pozdrawiam 😉

  8. warto przeczytać książkę “bóg urojony” dawkins’a wiele wyjaśnia w kwestii rozumienia terminu, albo zajrzeć na stronę racjonalista.pl

    Widzę że podajesz iście fachową literaturę prawdziwych ekspertów od teorii nauki i nie tylko…

    Niedawno przyszedł tutaj taki katol, który uważał, że nie ruzmiemy istoty chrześcijaństwa. Teraz Ty chesz nam wyłożyć, jak mniemam, istotę ateizmu? Świetną bibliografię masz, nie ma co. Nie wiem czy te poglądy gospodarcze muszą się wiązać koniecznie z ateizmem? Jedno sobie, a drugie sobie.

    Czy Popper aby na pewno był ateistą? I to takim, z którego Dawkins mogłby być dumny? Na strone „szczęśliwi ateiści” znajduję nazwiska ludzi, którzy ateistami nigdy nie byli, choć odżegnywali się od zorganizowanych religii.

  9. Dawkins i portal Racjonalista… a może Fronada i Opoka? Czy ty człowieku nie masz rozumu? Ten blog jest przeznaczony dla ludzi samodzielnie myślących, nie ma tu miejsca dla zniewolonych przez katolicyzm, ateizm ani jakiekolwiek manipulujące tępymi baranami autorytety. Książka Dawkinsa jest intelektualnie równie odkrywcza jak papieskie encykliki.

    Jedna z zasad ezoteryki mówi, że przeciwieństwa są tym samym. Katolicyzm i ateizm są tym samym – zniewoleniem umysłu i ducha.

    Na Racjonaliście można przeczytać dokładnie takie same idiotyzmy (np. o astrologii, homeopatii, medytacji, duchowości itp.) jak we Frondzie i na Opoce, tyle tylko, że uzasadnienie wniosków jest odmienne. Dla katoli to wszystko grzech i sztuczki demonów, a dla ateistów rzeczy niezgodne z nauką.

    Tak czy inaczej ich (katolików i ateistów) widzenie świata jest charakterystyczne dla ludzi ze świętej inkwizycji i sprowadza się do walki ze wszystkim, czego tępe, prymitywne łby nie rozumieją.

    Jak dla mnie na jedno wychodzi. Dlatego odrzucam te (i inne) autorytety.

Proszę się nie awanturować z powodu moderacji - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s