Czy dostrzeganie różnic między płciami jest równoznaczne z dyskryminacją?

Przeniesione ze starego bloga (2008-06-12 15:31:02)

Wszystko jest podwójne; wszystko ma swoje bieguny; wszystko tworzy parę ze swoim przeciwieństwem; podobne i niepodobne są tym samym; przeciwieństwa są identyczne w swojej naturze, lecz różne w stopniu; skrajności się spotykają; wszystkie prawdy są jedynie półprawdami; wszystkie paradoksy da się pogodzić – Kybalion (IV Prawo Hermetyzmu, czyli „Prawo Biegunowości”).

Ta notka jest kontynuacją poprzedniej, ponieważ przekonałam się, że samo napomknienie o występowaniu dowolnych różnic między ludźmi tak niektórych niepokoi, że gotowi są uznać je za godne potępienia.

Słowo „dyskryminacja” pochodzi od łacińskiego discriminatio, co znaczy rozróżnianie. W języku angielskim zachowało się takie samo jego znaczenie jak w łacinie, ale w polskim ma ono zdecydowanie pejoratywny wydźwięk i oznacza wyłącznie prześladowanie ze względu na różnice. Jednak nie każda oczywista i widoczna na pierwszy rzut oka różnica musi prowadzić do prześladowań. Umiejętność odróżnienia kobiety od mężczyzny lub murzyna od białego nie ma nic wspólnego z seksizmem czy rasizmem.

Rozumiem oczywiście słuszną walkę z uprzedzeniami, które wciąż jeszcze są zmorą wielu społeczeństw (a naszego w szczególności), ale powinniśmy też zdawać sobie sprawę z tego, że każda słuszna idea, o którą heroicznie walczymy z czasem przekształca się we własne przeciwieństwo i zgodnie z naukami ezoterycznymi obraca się przeciw ludzkości. To właśnie dlatego pod zwycięskimi rządami feminizmu i poprawności politycznej strach głośno komentować jakiekolwiek różnice między ludźmi, żeby nie narazić się na podejrzenia, że po prostu rozróżniając (czyli dostrzegając oczywiste różnice) automatycznie dopuszczamy się dyskryminacji, czyli piętnowania, co oczywiście wcale nie jest prawdą.

Feministki walczyły o słuszną sprawę i jestem całym sercem po stronie tych dzielnych bojowniczek, które nierzadko traciły wolność, a nawet życie za to, żeby świat uznał oczywiste prawo kobiet do samostanowienia, a nawet do człowieczeństwa, bo nawet tego niekiedy im odmawiano (w niektórych systemach patriarchalnych twierdzono, że kobieta, tak samo jak zwierzę, nie posiada duszy, a rozumu w szczególności). Obecnie jednak feminizm zaczyna dryfować w niewłaściwym kierunku. Zamiast walczyć z konkretnymi przejawami łamania prawa (bo obecne prawo traktuje jednakowo wszystkich ludzi, bez względu na płeć) czy dbać o takie interesy kobiet, jak np. prawo do równych zarobków, antykoncepcji, aborcji i badań prenatalnych, traci energię na kłótnie o nieistotne drobiazgi, jak choćby nękanie naukowców, którzy ośmielają się dostrzegać różnice w budowie i funkcjonowaniu mózgu kobiet i mężczyzn. Z faktami naukowymi nie prowadzi się wojen ideologicznych, chyba że jest się w zmowie z wstecznymi siłami.

Różnimy się nie tylko anatomią, ale i psychiką, a przede wszystkim emocjonalnością. Negowanie oczywistych różnic prowadzi do tak śmiesznych zachowań, jakie prezentowały dawne sufrażystki: aby udowodnić, że płci nie różnią się niczym, sikały na stojąco w pisuarach. Dziś bardzo nas to śmieszy (ciekawe, jak one to robiły?), ale podobną „logikę” możemy zaobserwować i dziś. Choćbyśmy nie wiem jak zaprzeczali, kobieta z całą pewnością nie jest i nie będzie mężczyzną. Kobiety inaczej widzą kolory i inaczej orientują się w przestrzeni, rzadziej są daltonistkami, inaczej parkują samochody, mają o niebo większą intuicję i dlatego inaczej rozwiązują łamigłówki oraz prowadzą biznesy (intuicyjnie, a nie logicznie), mają podzielność uwagi, o której mężczyźni mogą tylko pomarzyć, są mniej agresywne i bardziej skore do współpracy grupowej itp. itd. Żadna feministka nic na to nie poradzi. Nie zmieni tego nawet fakt, że Skłodowska dostała Nobla, bo jak widać gołym okiem noblistki można policzyć na palcach jednej ręki. Ale brak woli walki o sukcesy na polu nauki w żadnym razie nie upoważnia nikogo do twierdzenia, że kobiety są gorsze. Są po prostu inne i mają inne preferencje życiowe.

To, że ludzie różnią się między sobą nie znaczy, że są z tego powodu lepsi lub gorsi. Genialny kompozytor pewnie nie ma szans na Nobla, a genialny uczony nie będzie oklaskiwany na estradach, ale kto odpowie na pytanie, który z nich jest cenniejszy? Dla twardogłowego racjonalisty liczy się wyłącznie sukces w wąskiej dziedzinie nauk ścisłych, a sztukę najchętniej wyrzuciłby do śmietnika jako rzecz nie mającą żadnego praktycznego zastosowania, natomiast dla kogoś wielbiącego sztukę artysta jest bogiem i największym skarbem ludzkości.

Jakiś czas temu sławny stał się przypadek przedsiębiorcy, który dał ogłoszenie tej treści: „Poszukuję pani po czterdziestce na stanowisko X”. Feministki uradowałyby się podwójnie, bo nie dość, że facet szuka kobiety, a ta płeć jest na rynku pracy dyskryminowana, to jeszcze nie szuka młodej, głupiej i cycatej, tylko ponad czterdziestoletniej, czyli osoby, która należy do grupy dyskryminowanej ze względu na wiek. Facet wiedział, co robi, bo nie potrzebował kochanki, lecz profesjonalistki, która ma doświadczenie zawodowe i odchowane dzieci, a takie pracują najlepiej.

Niestety, zdobycze wywalczone przez feministki obracają się teraz przeciwko kobietom, bo przedsiębiorca został pozwany do sądu przez młodego, bezrobotnego mężczyznę, który uznał, że stał się ofiarą seksistowskiej dyskryminacji i zażądał przyjęcia na oferowane kobiecie stanowisko.

Inny powód, dla którego w ogłoszeniu pojawia się płeć poszukiwanego pracownika jest chyba oczywisty: kobiety nie mogą wykonywać pewnych zawodów niekoniecznie ze względu na brak wystarczającej krzepy fizycznej, bo zdarzają się prawdziwe Herod-baby. Kobieta nie może nosić ciężkich worów ani wdychać podejrzanych o szkodliwość oparów, bo gdyby się okazało, że jest w ciąży mogłaby poronić lub urodzić upośledzone dziecko. Ale mężczyzna (już) może być pielęgniarzem czy przedszkolankiem, mimo, że brak nazwy dla tego zawodu. Myślę, że znalazłoby się więcej takich zawodów, w których nie ma i nie będzie równouprawnienia, nawet w „równej, wolnej i braterskiej” Erze Wodnika.

Ludzie różnią się między sobą na wiele różnych sposobów i żadne poprawne politycznie kłamstwa tego nie zmienią.

Nie ma żadnego powodu, żeby tuszować różnice, bo to nie różnice są złe. Złe są prześladowania z powodu różnic i to z prześladowaniami, a nie z różnicami musimy walczyć.

Jedna myśl nt. „Czy dostrzeganie różnic między płciami jest równoznaczne z dyskryminacją?

  1. Komentarze przeniesione ze starego bloga:

    astromaria 2008-08-14 16:06:36 77.79.204.133

    A kto to sprawdzi, czy one uprawiają seks z facetami, czy nie? Deklaracje to jedno, a życie to drugie. A gwałty? Czyż się nie zdarzają?
    Kobiety katolickie przywykły do tego, że mają być ciche, pokorne i pozbawione prawa do decydowania o sobie. One wręcz twierdzą, że same, dobrowolnie i z radością rezygnują z tego prawa, bo ono jest im do niczego niepotrzebne. Bo cielęca pokora jest przecież zgodna z „prawem naturalnym”. A lesbijki? One często bardzo pragną zajść w ciążę, problem tylko w tym, że nie zawsze mają z kim, a rządy ograniczają im prawo do zapłodnienia in vitro (u nas trwa walka o to, żeby przysługiwało to wyłącznie małżeństwom, zupełnie, jakby małżeństwo dawało jakąś gwarancję trwałości na wieki). Ale jeśli znajdzie się chętny do zapłodnienia, niejedna lesbijka powściągnie swoje obrzydzenie do płci męskiej i ochoczo skorzysta z okazji…

    Magda 2008-08-11 13:04:35 83.4.167.195

    Tak, zdecydowanie przesadziłam. Jak można kobietom pozwolić decydować o własnym życiu. I w końcu, przynajmniej według żródel katolickich, nawet dziewice, lesbijki, aseksualistki i wszelkie inne panie nie uprawiające seksu z panami mągą przypadkowo i bezwiednie zajść w ciąże.

    astromaria –> Magda 2008-07-07 14:09:08 77.79.204.133

    Bez przesadyzmu, bardzo proszę. Jak wiesz, żyjesz w świecie, w którym „dobrzy” kapłani i „dobrzy” politycy troszczą się o swoich obywateli tak bardzo, że aż do ich ubezwłasnowolnienia. Ostatnio nawet nie wolno nam podejmować samodzielnych decyzji co do tego, czy chcemy, czy też nie chcemy być w ciąży, a jak już w tej ciąży się okażemy być, to w tym momencie stajemy się totalnie ubezwłasnowolnione, a nawet traktowane jak potencjalne morderczynie, nastające na życie własnego, niewinnego aniołka (a więc może na wszelki wypadek powinni nas od razu na czas ciąży aresztować). Dlatego właśnie nie pozwalają nam tych worów nosić – na wszelki wypadek, coby się coś ewentualnie nie poroniło.
    To, że nie każda kobieta chce być w ciąży nic nie znaczy, bo może w nią zajść bez „chcenia”, nawet jeśli stosuje hormonalną antykoncepcję. I właśnie dlatego, że jest taka możliwość do worów nie zatrudnia się ŻADNEJ kobiety w wieku rozrodczym. Nie wiem, czy jest to dyskryminacja, czy nadmiar ostrożności, to jest rzecz sporna. Fakt, nikt nie zakazuje ciężarnej nosić worów z zakupami ani taszczyć wózka z dzieckiem na 3 piętro bez windy. A te, które „nie mogą” też czasem mogą, mam koleżankę, której kilku lekarzy powiedziało, że nie ma szans, a jednak zaszła w ciążę „cudem” i ma 2 synów. A gdyby w tym czasie nosiła wory, to by ich nie miała (być może).

    Magda ja_mag@poczta.onet.pl 2008-07-06 13:07:30 83.10.62.170

    Jedna poprawka. Nie każda kobieta jest, będzie, chce lub może być w ciąży. Odmowa zatrudnienia herod-baby przy noszeniu worków tylko dlatego, że większości kobiet zdarza się być w ciąży jest dyskryminacją. Dajmy ludziom podejmować własne decyzje i realizować się zgodnie z ich możliwościami oraz chęciami, a nie średnią statystyczną dla danej grupy. Na świecie jest dość miejsca dla noszących ciężary herod-bab, przykładnych pań domu, wieloródek, bezdzietnych, itd.

    equus 2008-06-12 21:47:51 217.98.20.20 83.31.107.135

    Ja napiszę tylko, że w pełni się z Tobą zgadzam. I piszę to z perspektywy geja, który widzi u swoich kolegów gejów sporo przykładów kompletnego niezrozumienia, przeinaczenia i przegięcia idei równouprawnienia. Ciekawe jest to, że ruchy antydyskryminacyjne koniec końców zaczynają prowadzić do oczekiwania, że wszyscy będą tacy sami.

Proszę się nie awanturować z powodu moderacji - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s