Różdżkarstwo

Przeniesione ze starego bloga (2007-10-30 02:59:53)

Na blogu ezoterycznym znalazłam taki komentarz:

No ale jak Dawkins przetestował różdżkarzy i mu wyszło że są gorsi o 0.04% od rzutu monetą to co…to też jest atak i zianie nienawiścią?

Wyjaśniam więc tutaj, żeby tam nie robić offtopów.

Nie mam pojęcia, na czym polegało to „testowanie”, ale mogę się domyślać na podstawie tego, co wielokrotnie widziałam w programach na Discovery: pewnie chodziło o wykrywanie zakopanych rur z wodą. Jeśli tak, to cały ten „eksperyment” jest totalną bzdurą, o czym piszę dalej.

Różdżkarstwo to nie moja branża, więc nie za bardzo się na tym znam. Mimo że skończyłam kurs, zdałam egzamin z wynikiem pozytywnym, posiadam dyplom i nawet udało mi się wykryć żyłę wodną na podwórku znajomego, nie zajmuję się tym profesjonalnie.

Dokładnie było tak: mój znajomy chciał budować dom, ale bał się cieków wodnych, więc spytał, czy mogę sprawdzić miejsce, które wybrał. Wzięłam różdżkę i poszłam we wskazane miejsce. Stwierdziłam, że przez ten teren przechodzi ciek, ale ponieważ byłam zupełnie niedoświadczona poprosiłam, żeby skonsultował to z kimś, do kogo ma zaufanie. Zadzwonił więc do swojego znajomego radiestety, który po przybyciu na miejsce potwierdził moją diagnozę (której wcześniej nie znał).

Dlaczego więc piszę, że się na tym nie znam mimo posiadania dyplomu i mimo tak „spektakularnego” sukcesu?

A dlatego, że jest to wiedza jak dla mnie nieweryfikowalna. I nie tylko dla mnie. Dla nauki również. Dlatego nie wierzę, że istnieją jakiekolwiek sposoby naukowego dowiedzenia oszustwa w tej dziedzinie. Nie mam tu na myśli wykrywania wody do kopania studni, lecz znajdowanie tzw. szkodliwych cieków; szukanie przy użyciu różdżki zakopanych w ziemi rur z wodą jest totalnie pozbawione wszelkiego sensu, bo nie do tego służy ta sztuka. Podobnie bałamutne są „eksperymenty” robione w żartobliwym programie „Brainiac” (na Discovery), gdzie wlano wodę do kilku wybranych plastikowych kubłów i wrzucono do nich nakręcaną zabawkę, która miała imitować przepływ wody. Następnie przykryto wszystkie (puste i pełne) kubły ścierkami, po czym wypuszczono zupełnie nieprzeszkolonego faceta z różdżką, żeby wykrył, gdzie woda jest, a gdzie jej nie ma. Rzecz jasna niczego nie wykrył, co uznano na ostateczny i niepodważalny „dowód naukowy” obalający różdżkarstwo. Jest to kpina z rozumu, a nie nauka, ale być może nie poznałam się na dowcipie.

A teraz wracam do mojej edukacji: byłam na obozie radiestezyjnym, wysłuchałam serii wykładów, które prowadził doktor fizyki teoretycznej i pracownik naukowy pewnej „normalnej” uczelni wyższej, wzięłam też udział w ćwiczeniach praktycznych, a na końcu zdałam rzeczony egzamin, który polegał na wykryciu cieków wodnych na terenie wyznaczonym przez instruktora.Podobno cieki wyznaczyłam właściwie. Ale czy rzeczywiście, tego nie wiem, ponieważ mój instruktor potwierdził to „na gębę”, czyli sam przeleciał się z różdżką i sprawdził je tym „chałupniczym” sposobem. Żadnych urządzeń pomiarowych nie zastosował. Czyli – musiałam mu uwierzyć na słowo.

Nie czuję się pewnie, kiedy nie mogę w wiarygodny sposób zweryfikować wyników swojej pracy. To, że jakaś różdżka kiwa mi się w rękach wydaje mi się sprawą zbyt ulotną, żebym mogła czuć spokój duszy i nie odczuwać wyrzutów sumienia, że może kogoś niechcący robię w trąbę. Niestety, tak już mam.

Innym problemem związanym z różdżkarstwem było złe samopoczucie fizyczne, jakie ta robota u mnie wywoływała. Bieganie przez godzinę z różdżką po łące kończyło się w moim przypadku utratą energii na tyle znaczną, że w nieprzyjemny sposób pogarszało się moje samopoczucie. Uznałam więc, że nie warto narażać swojego zdrowia dla tej dziwnej działalności. Ten fakt można uznać za dowód szkodliwości cieków wodnych. Gdyby to nie było szkodliwe, nie czułabym się tak źle. Nie jest to zresztą tylko moje odczucie. Pewien radiesteta zwierzył mi się, że po wielu godzinach pracy w terenie czuje się tak chory, że czasem zdarza mu się krwawy kaszel. Brrr…

Pozostałe moje kontakty z różdżkarstwem wyglądały następująco:

1. Znajomi (nota bene ultra-katolicy) kupili dom pod Warszawą, ale nie mieli tam wody. Kłopot straszny! Złapali więc za telefon i wezwali na pomoc znajomego… zakonnika! Tak, tak kochani, zakonnika, z klasztoru jak najbardziej katolickiego. Rzeczony zakonnik przybył uzbrojony w stosowny sprzęt (czytaj: różdżki i wahadła różnego typu) i zabrał się ochoczo do roboty. Wyglądało to niezwykle malowniczo, jako że tego dnia wiał potężny wiatr, który efektownie rozwiewał poły zakonnego habitu. Po kilku godzinach pracy miejsce pod studnię zostało wyznaczone, a jakiś czas później sama studnia wykopana. Woda znajdowała się dokładnie w tym miejscu, które wskazał zakonnik i dokładnie na takiej głębokości, jaką wyliczył (to znaczy… wyznaczył ją licząc ilość obrotów różdżki dookoła swojej osi). Przy okazji z usług owego fachowca skorzystali wszyscy sąsiedzi moich znajomych, którzy zbiegli się tłumnie, by z wielkim zainteresowaniem obserwować całą tę niezwykłą hecę. Jak widać zakonnikowi wcale nie przeszkadzało to, że według oficjalnego nauczania KRK różdżką i wahadłem poruszają straszliwe demony. Możliwe też, że był z nimi w znakomitej komitywie.

2. Szwagrostwo również kupili dom pod Warszawą i również mieli problem z wodą. Wezwali więc różdżkarza, ale innego, świeckiego, z cechu różdżkarzy. Rzeczony fachowiec przybył na miejsce, biegał z różdżką w tę i z powrotem, w końcu wyznaczył miejsce na studnię. Określił na jakiej głębokości będzie woda i zapewnił, że będzie ona znakomitej jakości. Niestety, woda była znacznie głębiej, a co gorsza podłoże było skaliste, więc wiercenie w nim okazało się straszliwą katorgą. Najgorsze jednak było to, że woda była fatalna: tak mocno zmineralizowana, że nie nadawała się ani do spożycia, ani nawet do prania.

Proszę mi tu nie pisać o demaskowaniu oszustw różdżkarzy, którzy nie potrafią wykryć rur z wodą zakopanych w ziemi, bo ten eksperyment jest szczytem idiotyzmu i ja się na to nabrać nie dam. Funkcją różdżkarzy nie jest szukanie rur z wodą, lecz wykrywanie naturalnych cieków i wyznaczanie miejsca na studnie.

Nic więcej na temat różdżkarstwa nie mam do powiedzenia. Jak już napisałam – to nie moja branża i nie zamierzam ginąć na tej wojnie.

Jeśli jednak ktoś koniecznie chce się dowiedzieć, czy różdżkarze są skuteczni, niech się uda do najbliższego cechu rzemieślniczego i o to zapyta. W cechu mają wszystkie dane na temat sukcesów i porażek zrzeszonych tam fachowców Sądzę, że nieskuteczni radiesteci są stamtąd wyrzucani, a pozostają tylko ci, którzy mają wyniki – to tak, na moją babską logikę; w końcu rządzą tym prawa rynku, a one są bezlitosne.

Założę się, że kiedy racjonalista ma dość cywilizacji i kupuje sobie dom w środku lasu, co wiąże się z koniecznością wykopania studni, nie ma innego wyjścia, niż zwrócić się o pomoc w tej sprawie do różdżkarza. Robi to, bo sądzi, że w lesie nikt go nie widzi. A co niby mógłby zrobić innego? Przekopać na ślepo pół lasu i nie znaleźć wody? Wolne żarty!

PS. Różdżkarstwo nie jest nauką, pseudonauką ani bad science. Różdżkarstwo jest rzemiosłem, z którego usług korzysta wielu ludzi. Z jakim skutkiem? Nie mam pojęcia. Mam wodę z wodociągu, więc to nie mój problem. Jeśli jednak Richard Dawkins używa swojego autorytetu, żeby z zaciekłością zwalczać różdżkarstwo jako pseudonaukę, to chyba naprawdę musi mieć nierówno pod sufitem. I to bardziej, niż myślałam…

Lepiej niech się weźmie za kynologię – to dopiero musi być antynauka pod psem, a kto wie, czy nie destrukcyjna sekta!

Przeczytaj też mój tekst na blogu „Ezoteryczny obraz świata”: Różdżkarstwo i inne odrażające zabobony kontra światła nauka, zapraszam.

Jedna myśl nt. „Różdżkarstwo

  1. Komentarze przeniesione ze starego bloga:

    astromaria –> maszowa 2007-11-01 00:16:40 77.79.204.136

    No i trafiłaś w samo sedno. Nowy tekst o różdżkarstwie zamieściłam na blogu ezo i tam piszę podobne rzeczy. Jeśli do eksperymentu weźmie się oszustów, a sam eksperyment zaprojektuje tendencyjnie, to zawsze wyjdzie to, co chciało się udowodnić. Czyli: że to oszustwo. Ale jeśli człowiek potrzebuje po prostu wody, to przecież nie będzie kopał w ciemno, bo bezowocne kopanie głębokich dziur w ziemi jest ciut wyczerpujące. A co do różdżkarza, o którym piszesz, to jest to cała prawda. Różdżka potrzebna jest tylko początkującemu, bo ona jest anteną, która wzmacnia sygnały, odbierane przez jego własny organizm. Wprawny fachowiec nie potrzebuje żadnych anten, bo on nauczył się czuć te wibracje całym sobą. Znajomy radiesteta pokazał mi, jak to się robi przy pomocy samych rąk – wystarczy złączyć palce obu dłoni, lekko napiąć i przejść się po terenie, a w miejscach cieków ręce same się skręcają, ponieważ następuje lekki skurcz mięśni. On nie używa nawet tego sposobu, bo ma taką wprawę, że radzi sobie bez jakichkolwiek wspomagaczy. Tylko wyszedł na podwórko i od razu pokazał, jak idą cieki, bo to widać po stanie roślin: rosnące na ciekach są karłowate, pogięte i kiepsko wyglądają.

    maszowa 2007-10-31 23:14:30 83.6.224.175

    W każdej dziedzinie i w każdym towarzystwie można spotkać fachowców i partaczy. Mam świetny sposób na weryfikację zdolności „wodoznajdowania” u różdżkarza 😉 – trzeba go zatrudnić do kopania studni. Moja studnia na działce letniskowej ma właśnie świetną wodę na przewidzianej głębokości. A człowiek, który to zrobił, nie potrzebował nawet żadnej różdżki! Po prostu sam chyba był różdżką, bo chodził po ziemi i całym sobą wyczuwał, gdzie biegnie podziemna rzeka.

    astromaria 2007-10-31 15:35:32 77.79.204.136

    Wychodzi na to, że kler jest tolerancyjny bardzo wybiórczo, bo nie tylko dla swoich, ale co więcej tylko dla mężczyzn. Pewnie nie pamiętasz, ale kiedyś była taka afera z zakonnicą, która uzdrawiała ludzi reiki. Siostry się modliły, a ona przyjmowała pacjentów. I wtedy jakiś ksiądz tam przyszedł i powiedział, że widzi szatana i siostrze zakazano tych diabelskich praktyk, a nawet ją zaszczuto. To była bardzo głośna sprawa.

    sirenqua 2007-10-31 12:35:30 83.238.180.4

    Klerowi nie przeszkadza różdżka jako taka. Przeszkadza ona w niewłaściwych rękach – czyli nieduchownych. Podobnie zresztą z geomancją – katolicki natchniony świetnie wyznaczy miejsce na budowę kościoła, kolorystykę i kształt budowli i kościół będzie pasował do miejsca. Widziałam takie, póki geomancją się interesowałam. A parafianie nie muszą wiedzieć, że to sztuka. Może zresztą ma to związek z manipulacją? Wykorzystać wiedzę, która jest dostępna, wmówić innym, że to natchnienie i odstraszyć od zdobywania tej wiedzy? Zresztą, zaraz zakwestionujesz, że to wiedza… 😉

Proszę się nie awanturować z powodu moderacji - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s