Psychopaci są w trakcie przejmowania pełnej kontroli nad całą żywnością świata

Na koniec trzeba wspomnieć o jeszcze jednej kwestii, która nam wydaje się interesująca. A mianowicie prawa patentowe. Żywność przez całe wieki należała do czegoś, co dziś nazwalibyśmy za językiem informatycznym „zasobami otwartymi”. Inaczej mówiąc: kupiony na targu ziemniak wysadzony i rozmnożony staje się własnością rolnika. Możemy od niego ziemniaki kupić, może on je nam podarować – i nic nikomu do tego. Na tym, że żywność należy do zasobów otwartych, ludzkość oparła swój sukces. Tymczasem rośliny GMO w większości wypadków objęte są patentami należącymi do wielkich firm. Opatentowane są również metody uzyskiwania GMO. Zrozumiały jest interes, jaki mają w tym koncerny, które inwestują w badania nad GMO i chcą mieć z tego zyski. Ale czy wchodząc na ścieżkę patentowania dobra podstawowego i codziennego, jakim jest żywność, nie tracimy czegoś niezwykle ważnego? – (GMO jak obcy)

Tytuł notki brzmi jak science fiction, ale niestety, to nie fikcja. Nie raz pisałam na tym blogu, że naszym światem rządzą psychopaci i że jeśli nie pozbawimy ich władzy, nasz koniec może być marny.

Psychopaci stanowią zaledwie ok. 3 – 5% społeczeństwa, jednak sukces gwarantuje im zupełny brak sumienia oraz empatii. Są oni zainteresowani jedynie własnymi zyskami finansowymi, a żeby mieć do nich nieograniczony dostęp próbują przejąć pełną kontrolę nad polityką, bankami oraz żywnością. Gdyby im się to udało, mieliby cały świat w rękach i mogliby dyktować ludzkości swoje warunki. Najbardziej wstrząsającym przykładem firmy rządzonej przez psychopatów jest Monsanto, którą śmiało można nazwać uosobieniem Szatana we współczesnym świecie.

Na rzecz psychopatów pracują świadomie (lub nie) całe rzesze zaślepionych racjonalistycznym fanatyzmem „wyznawców” rzekomo zgodnego z nauką rozwoju. Ci wszyscy ludzie, którzy ostro forsują rozwój energetyki atomowej oraz wprowadzanie żywności modyfikowanej genetycznie pracują na rzecz nowego, psychopatycznego systemu totalitarnego.

Takie są przerażające fakty, które każdy może sam sprawdzić, nawet bez wychodzenia z domu. Wystarczy komputer, połączenie z Internetem i wyszukiwarka Google; oczywiście, pomocna będzie przynajmniej podstawowa znajomość języków obcych.

Komu nie chce się buszować po sieci, może zdać się na pracę, którą wykonała dla niego Marie-Monique Robin, reżyserka francusko-kanadyjskiego filmu „The World According To Monsanto” („Świat według Monsanto”). Film dostępny jest też z polskimi napisami.

Marie-Monique Robin, jak sama mówi, przez 20 lat podróżowała po świecie i wszędzie słyszała o firmie Monsanto, ale nie zawsze były to rzeczy pozytywne. Żeby zrozumieć, o co chodzi przez kilka miesięcy szukała w sieci informacji, a następnie sprawdzała je w terenie, rozmawiając z ekspertami, politykami oraz osobami poszkodowanymi przez tego biotechnologicznego molocha. Dość powiedzieć, że 90% GMO (organizmów modyfikowanych genetycznie) na świecie należy do tej firmy, a więc jest to potężny monopolista.

Cuda obiecywane w reklamach uczyniły z Monsanto jedną z najbardziej kontrowersyjnych firm ery przemysłowej. Kilka haseł: plastiki, polistyreny, Agent Orange, aspartam, krowi hormon wzrostu, PCB…

Radzę pogogloować samodzielnie, wpisując te hasła oraz dodatkowo „gen terminator” do wyszukiwarki.

Pierwszy i najbardziej przerażający trop prowadzi do Aniston w Alabamie, gdzie przez lata działała fabryka „cudów” Monsanto. Niestety, rzekomy cud okazał się prawdziwym horrorem i obecnie miasteczko to oraz jego mieszkańcy kojarzą się z „Thrillerem” Michaela Jacksona. Film pokazuje sceny naprawdę przerażające…

Nie będę streszczać całego filmu, bo radzę obejrzeć go z całą, należytą uwagą i zastanowić się, jaki los czeka nas wszystkich, mieszkańców naszej małej, błękitnej planety, jeśli w porę nie przebudzimy się z zabójczej iluzji życia w bezpiecznym świecie, rządzonym przez mądrych polityków, pod kontrolą uczciwych uczonych. Przykład Aniston oraz opowieść o Agent Orange powinien wstrząsnąć każdą uśpioną owieczką…

W tym wpisie zajmę się wyłącznie problemem GMO.

Nie możemy stracić ani jednego dolara – odpowiedź firmy Monsanto na list mieszkańców o zabójczym skażeniu Aniston

W 1996 roku dopuszczono do uprawy modyfikowaną genetycznie soję (tzw. „Ready to Roundap”), czyli jej odmianę odporną na Roundap.

Czym jest ów tajemniczy Roundap?

Jest to bardzo silny herbicyd, zabijający wszystkie bez wyjątku rośliny, które zostaną nim spryskane. Cud miał polegać na tym, że przed wysiewem nasion wystarczy dwukrotnie, w odstępie 6-tygodniowym spryskać glebę tym „cudownym” środkiem, żeby na cały rok rozwiązać problem chwastów. Cóż za oszczędność: wysiewa się soję GMO i zupełnie nic się nie robi, tylko patrzy, jak rośnie na idealnie czystym polu. Marzenie każdego rolnika… Problem tylko w tym, że Roundap jest wyjątkowo toksyczną i nie podlegającą biodegradacji substancją.

Toksyczność Roundapu utajniono, żeby chronić rozwój GMO.

Dan Glickman, minister Billa Clintona w latach 1995-2000:

Zajmując stanowisko związane z regulacją biotechnologii, dość szybko odkryłem, że w całym agrobiznesie i w rządzie USA było takie poczucie, że jeśli nie idziesz naprzód w wydawaniu pozwoleń na biotechnologię, szybkich pozwoleń na uprawy GMO, to jesteś antynaukowy, przeciwny rozwojowi. Myślę, że w przemyśle rolniczym było wiele osób, które nie chciały aż tylu analiz, które powinniśmy byli zrobić, bo dokonali wielkich inwestycji w te produkty. Gdy ja byłem odpowiedzialny za rozporządzenia związane w rolnictwem, spotykałem się z licznymi naciskami, by nie drążyć tej sprawy za głęboko, że tak powiem. Nawet powiedziałbym, że gdy otwierałem usta w rządzie Clintona, obrywałem za to co nieco, i to nie tylko od przemysłu, ale też od niektórych osób w rządzie. Raz powiedziałem, że potrzebujemy bardziej przemyślanych przepisów w sprawie GMO… Ludzie odpowiedzialni za handel byli na mnie bardzo źli i pytali, jak ja, z rolnictwa, mogę kwestionować ich politykę.

Mówiąc wprost: w USA minister rolnictwa nie ma szans w starciu z korporacjami. Jak więc uregulowano kwestie GMO w Stanach? Najistotniejszą linię polityczną wytyczyły publikacje FDA, Urzędu do Spraw Żywności i Leków, który odpowiada za prawne regulacje bezpieczeństwa leków i żywności.

Dokument pt. „Żywność pochodząca z nowych odmian roślin” z dnia 29 maja 1992 roku stwierdza:

Żywność pochodząca z modyfikacji genetycznych, normowana jest w obrębie istniejącej struktury dotyczącej żywności pochodzącej z upraw naturalnych.

Jakie to proste! Wystarczy urzędowo zapisać, że żywność GMO niczym nie różni się od konwencjonalnej, więc nie ma potrzeby tworzenia dla niej specjalnych przepisów ani inicjowania badań naukowych i mamy wszystkie problemy z głowy.

W tym miejscu filmu mowa jest o krowim hormonie wzrostu, rBGH, czyli transgenicznym hormonie, wstrzykiwanym krowom, zwiększającym produkcję mleka o 20%. Monsanto rozpoczęła jego sprzedaż hodowcom w 1994 roku pod nazwą „Prosilac”. Reklama telewizyjna:

„Prosilac” jest najlepiej przetestowanym produktem w historii. Szybko zauważycie pozytywne rezultaty, jakie da wam „Prosilac”.

Tutaj odsyłam czytelników do bardzo fajnie napisanej książki „Szalony kowboj”, której VI rozdział mówi właśnie o owym cudownym hormonie:

Jego producent, firma Monsanto, postanowiła nie nazywać tego produktu hormonem wzrostu (wiedząc, że większość konsumentów nie życzy sobie syntetycznych hormonów w mleku), lecz somatotropiną wołową, będąc świadomą, że większość konsumentów nie będzie znała znaczenia tego terminu. Somatotropina jest hormonem wzrostu i z pewnością zostanie ona hormonem wzrostu, bez względu na to jak dużo wielosylabowych synonimów użyje się do jej nazwania.
(…)
Od czasu wynalezienia rBGH toczy się debata, czy hormon ten stwarza ryzyko dla zdrowia konsumentów, czy też nie. Jednak nie podlega dyskusji jeden oczywisty fakt, który sprawia, że debata ta wydaje się być nieco absurdalna: w Stanach mamy ogromną nadwyżkę mleka. Dajemy subsydia farmerom, by zabezpieczyć istniejące nadwyżki mleka przed znaczną obniżką ceny, która spowodowałaby ich bankructwo. Ostatnią rzeczą, jakiej w tym biznesie potrzebujemy jest preparat, który zwiększa długoterminowy problem nadprodukcji mleka. Po zainwestowaniu setek milionów dolarów w produkcję i rozwój tego nonsensownego preparatu, firma Monsanto naturalnie zaczęła walczyć o jego akceptację i możliwość stosowania, najwidoczniej pomijając konsekwencje zdrowotne dla krów lub ludzi, bądź też konsekwencje ekonomiczne dla farmerów. Firma ta działa w taki sposób, jakby wyświadczała ludzkości jakieś wielkie dobrodziejstwo, w rzeczywistości nie mając nic dobrego do zaoferowania.

Wróćmy jednak do problemu GMO…

Arpad Pustai, światowej sławy naukowiec stracił posadę, gdy w 1998 roku ostrzegł przed żywnością GMO.

Jedziemy do Aberdeen w Szkocji. Arpad Pustai pracował w tamtejszym Instytucie Rowett. Na zlecenie ministra rolnictwa przeprowadzał badania modyfikowanych ziemniaków dysponując budżetem ponad 2 mln. ero. Z trzydziestoosobowym zespołem badaczy przygotowywali Wielką Brytanię na przyjęcie GMO.

Arpad Pustai: – Byliśmy wszyscy nastawieni entuzjastycznie. Ministerstwo myślało, że jeśli przeprowadzimy testy, badając wszystkie możliwe aspekty, to będzie stanowić dobre wsparcie dla GMO. I gdy je przedstawili, powiedzieli, że najlepsze laboratorium w Europie, Laboratorium Żywności sprawdziło i je i stwierdziło, że są w porządku.

Arpad Pustai specjalizuje się w lektynach. Proteiny te funkcjonują jako środki owadobójcze chroniące rośliny przed mszycami. Naukowcy w Rowett stworzyli ziemniaka odpornego na mszyce, któremu wszczepili gen, który wytwarza lektyny. Przed tym ustalili, że w postaci naturalnej same lektyny nie stanowią zagrożenia dla zdrowia. Genetycznie zmodyfikowane ziemniaki testowano na szczurach.

Arpad Pustai: – Miały dwojaki efekt: po pierwsze powodowały rozrost jelit, a to nie za dobrze, bo jest potencjalnie – nie twierdzę, że jest rakotwórcze – ale może sprzyjać rozwojowi każdego guza wywołanego chemicznie. Kolejną sprawą jest to, że system odpornościowy stawał w pogotowiu, a my nie wiemy, czy to jest dobry, czy zły objaw, ale organizm na pewno rozpoznał modyfikowane ziemniaki jako obce. Byliśmy pewni, że to proces wszczepiania genu powoduje problem, a nie gen. Modyfikowany gen, gdy sprawdzaliśmy wyizolowany, nawet w wysokim stężeniu nie powodował szkody. Była to bardzo ważna sprawa, bo amerykańskiemu FDA chodziło o technologię. To, co my opublikowaliśmy było potwierdzeniem, że to nie modyfikowany gen powoduje problemy, ale technologia.

Kiedy pierwsze ziarna modyfikowanej soi dotarły do Wielkiej Brytanii zwierzchnictwo Arpada Pustai w sierpniu 1998 roku dało mu pozwolenie na udzielenie wywiadu BBC. W wywiadzie tym powiedział: – Jako naukowiec aktywnie pracujący w tej dziedzinie uważam, że to bardzo, bardzo nieuczciwe, żeby używać naszych obywateli jako króliki doświadczalne.

Dziś komentuje: – Nigdy mi tego nie wybaczą. Monsanto uznało nasze badania za istotne. Nawet zanim wyemitowano program, oni już o nim wiedzieli, bo Szkocki Instytut Badawczy otrzymał mnóstwo pieniędzy od Monsanto. Szybko zrozumieli implikacje.

Dzień po emisji wywiadu Arpad Pustai został zwolniony, a zespół badawczy rozwiązano.

Doktor Stanley Ewen odpowiadał za ocenę wpływu modyfikowanych ziemniaków na wewnętrzne organy szczurów. Nie ma już złudzeń, co do niezależności naukowej.

Dr Stanley Ewen: – Byłem strasznie zły i zaniepokojony, bo nie wiedziałem, co się dzieje.

Żona (?) Arpada Pustai komentuje: – Zaczęli też dyskredytować Stanleya, nie tylko Arpada czy mnie. Stanleya odesłano na emeryturę i zdyskredytowano na uniwersytecie.

Arpad Pustai: – To ciężka sprawa…

Dr Stanley Ewen: – W poniedziałek mieliśmy wspaniałą pracę, a we wtorek wszystko rozpadło się z gruzy. Miałem jakieś pojęcie, co się dzieje, ale nieprecyzyjne. Niemal dokładnie 8 lat temu byłem na przyjęciu, a obok mnie siedział ktoś z Rowett – Data Roy. Gdy spytałem czy to nie straszne, co się stało z Arpadem, spytał mnie, czy nie wiedziałem, że dzwoniono dwukrotnie z Downing Street do dyrektora. Wtedy jasno pojąłem, co się działo, że było to w jakiś sposób ponadnarodowe i że wywierano naciski na administrację Blaira, by powstrzymać badania, gdyż Amerykanie postrzegali je jako szkodliwe dla podstawy swojego przemysłu, czyli biotechnologii.

Mimo wszelkich zastrzeżeń produktom GMO i tak udało się zalać świat, a szczególnie Amerykę Północną i Południową, Azję i Australię, gdzie w sumie zajmują powierzchnię 250 mln. akrów.

Kluczowym zarzutem przeciwników GMO jest kwestia patentów. Jest to coś, co Monsanto nazywa swoją własnością intelektualną, która ma ochraniać ich interesy. W Ameryce Północnej, każdy farmer kupujący modyfikowane nasiona musi podpisać umowę technologiczną, w której zobowiązuje się do respektowania patentów firmy na modyfikowany gen.

Mówi John Hoffman, wiceprezydent firmy Monsanto: – Modyfikowane uprawy są chronione przez prawo patentowe USA. Tak więc nie wolno mi w żaden sposób zatrzymać nasion, by wysiać je w kolejnym sezonie. Jest to coś, co chroni Monsanto i inne firmy, które inwestują w technologię wiele milionów dolarów.

Dziennikarka: – A skąd Monsanto może wiedzieć, czy ktoś nie wysiał zebranych nasion?

[Drodzy państwo, ten film warto obejrzeć choćby po to, żeby zobaczyć minę Johna Hoffmana, gdy usłyszał to pytanie…]

John Hoffman: – Nie wiem, co powiedzieć… (patrząc w niebo): Skąd by wiedzieli, że ktoś wysiał zebrane ziarno?.. To dobre pytanie do Monsanto… hahaha…

Pytanie jest na tyle drażliwe, że Monsanto woli je ominąć, dając wspaniałe przyrzeczenia:

W przypadku nieumyślnego pojawienia się naszych odmian na polach danego farmera z pewnością dogadamy się z tym farmerem, by rozwiązać tę kwestię w sposób zadowalający obie strony.

Monsanto, farmerzy, naruszenia patentu… znowu pojawia się wyszukiwarka Google i co widzimy?

Rzeczywistość wygląda mniej różowo. „Centrum Bezpiecznej Żywności” z Waszyngtonu opublikowało pracę na temat farmerów pozwanych przez Monsanto za naruszenie praw patentowych. Zawiera co najmniej 100 spraw sądowych i wiele bankructw. Pośród ofiar: Troy Roush, farmer z Indiany.

Jedziemy na jego farmę.

Troy Roush: – Nasza przygoda zaczęła się w 1999 roku. Pewien pan pojawił się na farmie moich rodziców i twierdził, że jest prywatnym detektywem wynajętym przez Monsanto. Sprawdzał, czy farmerzy nie zachowują własnych nasion. Zapytał nas, czy zachowaliśmy własne nasiona. Odpowiedzieliśmy, że nie. Daliśmy mu kwity za zakup herbicydów i nasion, poinformowaliśmy, gdzie co było kupowane, by mógł sobie sprawdzić. Ale odmówił. Potem Monsanto założyło przeciwko mnie i mojej rodzinie sprawę. Zapoznali nas z dokumentami, które, jak twierdzili, dotyczyły próbek pobranych z naszych pól. By uzyskać te próbki ludzie Monsanto musieli wkroczyć na naszą posiadłość bez pozwolenia i je ukraść. Mieliśmy tamtego roku 492 akry soi „Przygotowanej na Roundap” (Roundap Ready). Były zakontraktowane przez firmę na nasiona. Kontrakt był bardzo szczegółowy, omawiał różne kwestie. Nie był to problem w nim wyszczególniony. Wszyscy o tym wiedzieli.

Dziennikarka: – Dlaczego załatwił pan to z Monsanto poza sądem?

Troy Roush: – Cóż, po 2,5 roku rodzina była wyniszczona. Cały ten stres i zagrożenie dla pracy 5 pokoleń. Jeśli by im się udało to wszystko by przepadło, zabraliby nam wszystko.

Zjawia się sąsiad David Runyon, który podobnie jak Roy obecnie uprawia konwencjonalną soję. Obaj padli ofiarą stworzonej przez Monsanto do egzekwowania prawa na polach „Policji Genetycznej”, której tak boją się amerykańscy rolnicy. Farmerzy potępiają totalitarne metody stosowane w świecie zdominowanym przez GMO.

David Runyon: – W lipcu 2003 roku przyszli do mojego domu ok. 19:00…

Dziennikarka: – Kto przyszedł?

David Runyon: – Pracownicy Monsanto. Pokazali mi wizytówki i wypytywali mnie o to, jaką soję uprawiam, jaką kukurydzę i gdzie sprzedaję uprawy. To był koniec rozmowy.

Roy: – Patenty wszystko zmieniły…

David: – Wpływa to na zaufanie do sąsiadów. Tego już nie ma. Sam mam dwóch farmerów, z którymi rozmawiam, z którymi się przyjaźnię.

Dziennikarka: – Czy farmerzy się boją?

Roy: – Oczywiście, że się boją. Nie da się bronić przeciwko tym ludziom. Stworzyli mały przemysł, służący wyłącznie do niszczenia życia farmerów. Oczywiście, że się boją.

Dziennikarka: – Czyli boi się pan, że sąsiedzi mogą na pana donieść?

Roy: – Tak! Wystarczy zadzwonić 0800-roundap. Zachęcali farmerów, by dzwonić na ten darmowy numer i kablować na sąsiada.

Dziennikarka: – Dlaczego chcieliby to robić?

Roy: – Chcą kontrolować.

Dziennikarka: – Nasiona?

Roy: – Tak. Nasiona. Chcą kontrolować życie. To podstawowy budulec żywności. Są w trakcie procesu przejęcia na własność żywności. Całej żywności!

Pomiędzy rokiem 1995 a 2005 Monsanto przejęło ponad 50 firm zajmujących się nasionami na świecie. Firmy te produkowały kukurydzę, bawełnę, pszenicę i soję, a także nasiona pomidorów, ziemniaków i sorgo. Wszędzie ludzie obawiają się monopolu Monsanto, który na dłuższą metę grozi wyginięciem wszystkich nietransgenicznych odmian. Monsanto się nie zgadza i mówi jedynie o korzyściach płynących z biotechnologii, zwłaszcza w krajach rozwijających się, jak Indie.

Mój komentarz:
Czym grozi wyginięcie nietransgenicznych odmian roślin lepiej nie myśleć. Gdyby zaraza zaatakowała uprawy GMO groziłoby to zniszczeniem CAŁEJ światowej puli nasion danego gatunku. Uratować nas może tylko różnorodność odmian – gdy jedna zginie, pozostaną inne.

Szkoda, że psychopaci nie chcą zrozumieć, że niszcząc żywość podcinają jednocześnie gałąź, na której sami siedzą. W przypadku klęski głodu oni są tak samo narażeni na śmierć, jak cała ludzkość, którą pragną sobie totalitarnie podporządkować.

—–
Wiadomość z ostatniej chwili: polecam ten tekst!

8 myśli nt. „Psychopaci są w trakcie przejmowania pełnej kontroli nad całą żywnością świata

  1. „To już jest koniec, nie ma już nic
    Jesteśmy wolni, możemy iść.”

    Tylko dokąd pójdziemy?
    I co zrobimy z tą wiedzą?

  2. Milczenie owiec?

    Owce milczą, psychole robią, co chcą. Oby owce nie obudziły się rano i nie stwierdziły, że wszystkie są martwe…

    Ale jak wszystkie owce będą martwe, kto będzie kupował i zjadał GMO?

  3. Dlatego trochę owiec sobie zostawią…

    Ale ja mam nadzieję, że nie wszystkie owce będą milczeć, budzącą się świadomość ciężko jest stłumić i udawać, że wszystko jest po staremu.
    Na razie chodzi o to, żeby nie dać się wyłapać – psychole śledzą wszelkie ruchy w sieci – i spokojnie uświadamiać kolejne owieczki.

    Twoje (i rozmaite inne) teksty tylko pozornie ulatują w pusty kosmos. Komentuje je garstka, ale czyta dużo więcej osób niż się do tego przyznaje (psychole dbają o to, żeby było wstyd się przyznać do wiary w takie opowieści, ale już niedługo).

    A lawiny podobno na początku nie widać.

  4. Cała nadzieja w Internecie i w tym, że nie da się go zamknąć ani ocenzurować. Czytałam mnóstwo wyznań „przebudzonych”, którzy opowiadali, że nie wierzyli w te spiskowe bzdury, ale ilość informacji na ten temat była tak wielka, że nie dało się tego zignorować. Zaczęli czytać z ciekawości i w nadziei, że się świetnie ubawią głupotami ,w które ludzie wierzą, a kończyło się bezsenną nocą w poszukiwaniu kolejnych materiałów i kolejnych dowodów.

    A co do komentarzy w blogu: jak piszę za przeproszeniem o dupci Maryni, to reakcja jest bardzo żywa. A jak napiszę coś naprawdę ważnego, zapada martwa cisza. Na początku mnie to frustrowało, potem ktoś skomentował fakt braku odzewu po tekście o „wzięciach” pisząc: „Co, zatkało was?” i to mi dało do myślenia. Ale tak poza tym, to mam tu skryty precyzyjnie zliczające cały ruch na blogu (stat24) i na bieżąco śledzę całą „czytelniczą” aktywność. Wiem, że czytają i wiem, że się nie odzywają. Może się boją, że Wielki Brat patrzy i złapie za rękę?

    Spoko, skoro ja jeszcze chodzę po tej planecie, to widocznie Brat nie jest aż tak wielki.

    A poza tym zaraz dodam po tym wpisie link do bloga koleżanki, która wytropiła w sieci niesamowity tekst. Przeczytaj go koniecznie…

  5. Bunt jest możliwy, gdy tylko owieczki nie będą miały nic do stracenia…
    Pomijając osobiste przekonania, wiedzę o tym folwarku, wystarczy posłuchać ludzi, frustracja i bezsilna złość otwierają oczy.
    Cała załoga Niemieckiego Obozu Zagłady Auschwitz liczyła 200 SS-manów (bijących i wrzeszczących, o mentalności nadludzi). Borowski bodajże zastanawia się nad biernością więżniów – przecież taka masa ludzi to potęga – masa ludzi która daje się mordować jak bezwolne bydło…
    Cóż, każdy miał coś do stracenia i nadzieję.

  6. Tak, to jest przerażające… Dobrze, że o tym napisałeś, o jakoś ten przykład nie wpadł mi do głowy, a przecież jest więcej, niż wymowny. 200 SS-mannów i tysiące więźniów. Gdyby byli solidarni, zatratowaliby swoich oprawców, nawet z gołymi rękami. Tymczasem wszyscy byli bierni. I to ich zabiło, a nie ci oprawcy. Teraz już rozumiem, czym naprawdę jest milczenie owiec. Można się załamać, gdy to sobie uświadomić.

  7. Z firmą Monsanto jest podobnie, jak z Rosją – Kremlowi nie będzie zależało na ewentualnych sankcjach UE, bo to Rosjanie po doopsku dostaną wówczas najbardziej. Jeśli owieczki zbojkotują gremialnie GMO – żegnajcie krociowe zyski.

    Całe szczęście, że 'pełna kontrola' nad czymkolwiek wymaga jednak minimalnego przyzwolenia strony kontrolowanej, o ile świadomość tej ostatniej jest dostatecznie rozbudzona. I taka jest też stawka w tej grze. O świadomość owieczek gramy, panie&panowie. Internetowi gęby łatwo zatkać się nie da – i na tym polega jego 'zbawienna' rola. Ten blog czyta sporo osób; tym, że niewielu komentuje nie przejmowałbym się. Keep up the good work!

  8. Jest jeden „mały” problem: decyzje w tej sprawie podejmują politycy, a ci nie mają obowiązku liczyć się z opinią narodu. No, chyba że groziłoby to utratą głosów w wyborach, ale akurat w przypadku GMO ludzi świadomych zagrożeń nie ma chyba aż tak wielu, żeby się trzeba było z nimi liczyć.

    Natomiast na blogach „racjonalistów” aż huczy od wyzwisk pod adresem „antynaukowej ciemnoty”, co to rzekomo blokuje postęp nie chcąc wpuścić na pola światłej nauki. Strach to czytać…

Nie mam żadnego wpływu na moderację, więc proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s