Cywilizacja śmierci kontra katolicka cywilizacja miłości

Uwaga!!!

W związku z medialnym jazgotem, jaki rozpętał się po tym moim tekście informuję, że nie zajmuję się zwalczaniem religii ani nie jestem ateistką! Mam jednak prawo wyrazić swoje osobiste zdanie na każdy temat, a więc również na temat religii.

Jeśli jesteś przekonany, że twoim obowiązkiem jest „obrona wiary” i masz ambicję pokonać mnie w teologicznych dysputach, od razu zamknij to okno i idź gdzie indziej.

Nie jestem misjonarką i nikogo na nic nie nawracam. Ale i nawzajem: nie nie życzę sobie również, żeby mnie nawracano (na religię, ateizm lub cokolwiek).

Twoja niezłomna wiara jest wyłącznie Twoją osobistą sprawą i mnie nic do tego. Wprawdzie uważam to za przejaw skrajnego zniewolenia umysłowego, ale mimo to nie zamierzam jej ani podważać, ani obalać, BO TO NIE MOJA SPRAWA!

Nie cytuj mi tu Katechizmu, Biblii, papieża, encyklik, bulli, uczonych teologów ani niczego podobnego, bo DLA MNIE NIE SĄ TO ŻADNE AUTORYTETY!

Komentarze z tego typu cytatami nie będą zatwierdzane!

Dlaczego?

A dlatego, że nie mam czasu, ochoty, energii ani zdrowia, żeby toczyć zupełnie jałowe dyskusje typu „strzyżono-golono” z ludźmi, którzy bezmyślnie wierzą w dowolnego rodzaju bzdury. Nie mam również ochoty czytać po raz nie wiadomo który wciąż tych samych, naciąganych i oszukańczych argumentów. Te „święte” / „racjonalistyczne” prawdy nie przekonały mnie dawniej, kiedy byłam młodsza i bardziej podatna na agitację, więc na pewno nie przekonają mnie teraz, kiedy mam silniejszy kręgosłup moralno-duchowy.

Dość się naczytałam bzdur w komentarzach tego bloga, w różnych „ośrodkach apologetycznych”, na katolickich forach dyskusyjnych i na stronach „uczonych racjonalistów”. Dość! Nie chcę widzieć tego nigdy więcej! Żeby w to uwierzyć trzeba się całkowicie wyrzec rozumu.

Więcej informacji tutaj.

—————————-

Słowa te piszę pod wpływem medialnego jazgotu, rozpętanego nad grobem Agaty M. Nie wiem, czy była świadoma tego, do czego doprowadzi jej śmierć, sądzę jednak, że tego, co się dzieje wcale by sobie nie życzyła. Skoro jednak konserwatywne siły próbują wykorzystać jej przypadek do swoich cynicznych celów, nie zamierzam milczeć ani udawać, że nic się nie dzieje.

Zawsze twierdziłam, że chrześcijaństwo, a szczególnie jego odmiana zwana katolicyzmem odniosło tak fantastyczny sukces wyłącznie dzięki pomocy potężnych, nieprzyjaznych ludzkości sił. Na tej planecie wszelkie patologie i okrucieństwa gloryfikuje się jako wartości najwyższe, święte i miłe bogu. Od początku istnienia obecnej cywilizacji ludzkość sprowadzona została do roli bezmyślnych niewolników, otumanionych przez religijno-polityczne pranie mózgów. Od kołyski ludzi zmusza się do ślepej, fanatycznej wiary, rezygnacji z własnego rozumu na rzecz posłuszeństwa autorytetom, pokory, chorego kultu cierpienia i całkowitego wyrzeczenia się życia doczesnego na rzecz iluzorycznego życia wiecznego.

Usankcjonowany, przez wieki uświęcony i opiewany w pochwalnych pieśniach kult wszelkich potworności i patologii, od których normalnemu człowiekowi robi się słabo, został uznany za najwyższą i najpiękniejszą wartość. Przykłady? W każdym kościele wisi ogromna i przerażająca figura zadręczonego na śmierć, okrwawionego, okaleczonego i przybitego żywcem gwoździami do krzyża „syna bożego”, na ołtarze wynoszeni są święci męczennicy, zdziczałe tłumy wielbią obłąkanych cierpiętników i miotających się opętańców (Annelise Michel, Marta Robin, liczni stygmatycy) itp. Im potworniejszych i bardziej bezsensownych cierpień zaznali, tym bardziej są zasłużeni i stawiani za wzór do naśladowania. Im bardziej ten bóg nie okazał im miłosierdzia i odmówił uzdrowienia, tym większej miłości domaga się od swoich wyznawców.

Obrazu dopełnia horror mszy świętej z piciem krwi i spożywaniem ciała.

Propagując te potworności jednocześnie wmawia się ludziom, że Bóg jest wszechmogący, że jest bezgraniczną miłością, że pomaga każdemu, kto o tę pomoc poprosi i że ich kocha nas bardziej, niż swojego syna. A przecież tego „ukochanego” syna z zimnym okrucieństwem wydał na męczeńską śmierć. Mało tego – nie wysłuchał jego modlitwy, gdy ten w gaju oliwnym błagał o oddalenie kielicha goryczy. Co to za miłość, która żąda cierpień, krwi i śmierci? Co to za ojciec, który nie poda pomocnej ręki cierpiącemu dziecku i nie pospieszy z pomocą?

Gdyby ziemski ojciec nie pospieszył na pomoc swojemu napadniętemu przez bandytów synowi lub gdyby odmówił udzielenia pomocy lekarskiej swojej ciężko chorej i powykręcanej nieludzkim cierpieniem córce i ograniczył się do pouczenia ich o zbawiennej wartości cierpienia oraz męczeńskiej śmierci, stanąłby przed sądem i został skazany na wieloletnie więzienie. Co gorsze, pewnie do końca życia nie uporałby się z nękającymi go wyrzutami sumienia oraz z poczuciem swojej bezwartościowości, bo co to za mężczyzna, który nie jest gotów oddać życia za swoje dzieci i nie dba o zapewnienie szczęścia swojej rodzinie?

Co to za „kochający” bóg, którego raduje śmierć, ból i nieszczęścia spotykające jego dzieci?

Czy ludzkość wychowywana w takich „wartościach chrześcijańskich” może być normalna?

W imię tej religii życie straciły niezliczone rzesze ludzi: ofiary inkwizycji, wojen religijnych, pogromów, prześladowań, dzieciobójstwa (zakaz antykoncepcji z jednoczesnym potępieniem dla bękartów i ich upadłych matek!), nawracania pogan… Dodajmy do tego te wszystkie kobiety, których życie okazało się mniej cenne od „życia poczętego” oraz te wszystkie płody, które zginęły wraz ze swoimi matkami, nie doczekawszy terminu rozwiązania. I to właśnie jest ta szlachetna „cywilizacja życia”, którą należy przeciwstawić zachodniej cywilizacji śmierci, w której pławiące się w „zgubnym moralnie” pokoju i dobrobycie rodziny mają jedno lub dwoje dzieci.

Czyż mówienie w tej sytuacji o „cywilizacji śmierci” w stosunku do tych, którzy nie chcą podporządkować się kościelnemu nauczaniu o antykoncepcji nie jest cyniczną i bezczelną przewrotnością?

Kościół naucza, że życie trzeba chronić od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Pozwolę sobie zadać proste pytanie: dlaczego prawo to rygorystycznie stosowane jest wyłącznie do życia poczętego, podczas gdy ciężarnym kobietom taka ochrona w ogóle nie przysługuje? Dlaczego kobietę wolno z rozmysłem skazać na pewną śmierć, a nie wolno usunąć kilku komórek, które nie zdążyły nawet stać się płodem? Dlaczego prawo do ochrony nie przysługuje życiu już urodzonemu?

Dlaczego Kościół nie zauważa, że życie urodzone też jest cenne, a co więcej, że wymaga troski, szacunku, miłości oraz… edukacji? A edukacja, niestety, kosztuje i to sporo.

W krajach, w których całkowicie zakazano antykoncepcji i aborcji szerzy się nędza, choroby i przestępczość nieletnich. W Brazylii na ulicy żyją całe hordy bezpańskich, zdziczałych dzieciaków, które zostały zgodnie z chrześcijańskimi naukami urodzone, a następnie porzucone i zdane wyłącznie na własne siły. Dzieci te żywią się na śmietnikach, kradną, napadają, a jak trochę podrosną wstępują do siejących postrach dziecięcych gangów. Ludzie tak się ich boją, że popierają akcje policji, strzelającej do nich jak do dzikich kaczek. U nas nawet do psów strzelać nie wolno, ale jeśli poddamy się religijnemu fanatyzmowi, dotyczącemu „ochrony świętości życia” wkrótce życie naszych dzieci również stanie się mniej warte, niż życie psa.

Macierzyństwo według wzorców lansowanych przez Kościół jest równie przerażającym horrorem jak cała reszta.

Uświęcone po chrześcijańsku macierzyństwo, to macierzyństwo z religijnego obowiązku, najcudowniejsze, jeśli ukoronowane śmiercią kobiety. Żadna kobieta, która przeżyła poród i z radością podjęła obowiązki macierzyńskie nie dostąpiła zaszczytu wyniesienia na ołtarze. Podobnie niegodne i nie zasługujące na świętość są matki zastępcze, prowadzące domy dziecka, do których trafia niegdysiejsze „życie poczęte”, wyrzucone na śmietnik zaraz po urodzeniu.

W jednym z komentarzy pod artykułem wychwalającym „bohaterstwo” Agaty M. ktoś napisał: „matka Polka to martwa Polka”.

Nie wiem dokładnie, kiedy Agata M. zachorowała, ale wszystko wskazuje na to, że w ciążę zaszła będąc już chora. Czyż nie byłoby rozsądne uznać, że skoro dziewczyna jest chora na śmiertelną chorobę, to priorytetem powinno być zadbanie o jej zdrowie i ratowanie jej życia, a nie narażanie jej na ciążę, będącą ogromnym wysiłkiem nawet dla zdrowego organizmu? Czyż nie byłoby rozsądne przełożenie ciąży na czas, gdy dojdzie ona do pełni zdrowia i sił? Skoro stosowanie antykoncepcji było nie do pomyślenia z przyczyn religijnych, może należało czasowo zrezygnować z życia seksualnego? To przecież wolno, a nawet uznaje się to za chwalebne. Czyż nie byłoby to piękne poświęcenie dla ratowania życia ukochanej żony? Nie po raz pierwszy okazało się, że życie kobiety nie ma dla katolików żadnej wartości. Nie dość, że życie straciła młoda i pełna radości dziewczyna, to na domiar złego jej rzekomo ukochana córka straciła matkę. Nigdy nie będzie mogła się do niej przytulić, poczuć jej miłości, ani otrzymać wsparcia w trudnych życiowych chwilach. Ani ojciec, ani dziadkowie, choćby najlepsi na świecie, nie dadzą jej tego, co powinna otrzymać od matki.

Tworzenie pięknych mitów o bohaterstwie, poświęceniu i świętości nie zmieni bolesnej prawdy, że ta śmierć (i inne, podobne) była zupełnie bezsensowna i niepotrzebna. Oszukiwanie siebie i całego świata jest ulubionym zajęciem religijnych demagogów, ale prawda i tak wyjdzie na jaw w postaci późniejszych problemów psychologicznych, a nawet zdrowotnych u osieroconych przez matki dzieci. Ale o tym się nie mówi. To się ukrywa i maskuje pełnymi religijnego zakłamania uśmiechami.

Gdyby Kościołowi zależało na szczęściu i pomyślności ludzkości, to zadbałby o to, żeby ludzie mieli dzieci tylko wtedy, gdy ich pragną i tylko tyle, ile są w stanie szczerze kochać, dobrze wyżywić, oraz wychować na zdrowych, porządnych i wykształconych obywateli. Postarałby się o to, żeby ratować życie matek za wszelką cenę, choćby kosztem płodu, ponieważ życie matki jest cenniejsze, niż życie kilku komórek, którym i tak na każdym etapie ciąży grozi naturalne poronienie. Matka ma wartość bezcenną. Musi ona wychować dzieci, które urodziła. Osierocenie ich oznacza skazanie ich na niedolę wynikającą z braku opieki, miłości i troski. Oznacza również pogorszenie się warunków materialnych, ponieważ owdowiały mężczyzna nie jest w stanie jednocześnie dobrze zarabiać i samotnie wychowywać dzieci. W tej sytuacji dzieciaki muszą szybciej dorosnąć, żeby pójść do pracy i usamodzielnić się. Najstarsza córka musi zastąpić matkę, sprzątając, piorąc, prasując i gotując obiady (znam to z tragicznych opowieści mojej sąsiadki, która miała nieszczęście być najstarszą córką wdowca).

Śmierć matki zawsze powoduje poważne urazy psychiczne u jej dzieci. Osoby z takich osieroconych rodzin przez całe życie borykają się z problemami emocjonalnymi. To też wiem z pierwszej ręki, ponieważ na terapii spotkałam taką właśnie sierotę, która mimo dorosłego wieku nie przestała być przerażoną i osamotnioną małą dziewczynką bez mamy. Znam też tragiczną historię pewnej znanej i uwielbianej aktorki, która straciła mamę gdy miała 4 lata. Do dziś pozostała małą, bezbronną i przerażoną dziewczynką, co słychać w jej głosie i widać w oczach. I chyba z powodu tej smutnej bezradności jest tak lubiana przez publiczność.

Inne moje teksty na podobny temat:
Aborcja a Biblia
Kij w mrowisko, czyli antykoncepcja po polsku;
Moralność niewolnicza;
Kosmiczny spam;
Ile wolności a ile prawa, czyli co jest prywatne, a co publiczne;
Egregory;
Taka sobie kosmiczna bajeczka;
Kim są wasi bogowie (rozdział z książki Barbary Marciniak).

125 myśli nt. „Cywilizacja śmierci kontra katolicka cywilizacja miłości

  1. @ Obywatel

    No cóż, różnica kultur Orientu i Akcydentu jest wyraźna i widoczna. Choć wcale nie uważam, że nasza zachodnia kultura jest lepsza. Technicznie zapewne nad Wschodem górujemy. Indie zerżnęły od nas bombę atomową. Same by tego pewnie nie wymyśliły. Ale to chyba nie powód dla nas do dumy.
    Dalej… Czy my naprawdę nie mamy czasu, aby usiąść pod drzewem i pomedytować?
    Ja myślę, że mamy, a przynajmniej mieć go możemy, tylko tego nie chcemy. A szkoda, bo być może, a raczej chyby na pewno, byłyby nasza kultura mniej zachłanna, mniej niszczycielska i mniej stresorodna. A jeśli jesteśmy faktycznie mocno zestresowani, to jest to tylko i wyłącznie nasza własna wina. Każdy z nas może po prostu powiedzieć – niech ta wzburzona rzeka pędzi przed siebie. Ja wychodzę na brzeg. Nie dam się temu nurtowi ponosić tam, gdzie on mnie ze sobą rwie.
    Jeśli taka jest nasza karma, to życie na Zachodzie, to najwyższy czas ją powoli zmieniać. Poza tym ze szczątkowej wiedzy, jaką posiadam dosyć często się zdarza, że ta sama osoba inkarnowała i w Afryce, i w Chinach, i w Europie. Więc nie jest tak, że ludzie Zachodu od zawsze tylko tutaj inkarnowali się. To samo dotyczy Wschodu.
    Wcale też nie jestem przekonany, że człowiek Zachodu nie jest w stanie osiągnąć oświecenia. Chcieć to móc. A wiara góry przenosi. Tylko, że my nie nauczyliśmy się właściwie wierzyć. Na przykład czytałem, że lewitowanie w dużej mierze polega na tym, że się uwierzy, że można wznieść się w powietrze. My, racjonaliścu Zachodu nie umiemy jednak w to uwierzyć. Dlatego nie lewitujemy.
    Nie wydaje mi się też, że nasza racjonalna wiedza pozwoli nam wyzwolić się z ciasnych wyobrażeń o świecie. Chyba jest wręcz na odwrót. To racjonalna wiedza odrzuca wiedzę intuicyjną, doznania mistyczne, pozacielesne jako nieracjonalne i nienaukowe. Racjonalnie nie jesteśmy nawet w stanie wyobrazić sobie czasoprzestrzeni jako przestrzeni czterowymiarowej, na dodatek zakrzywionej. Racjonalnie też mamy problemy z dylatacją czasu, czy ze zjawiskiem przechodzenia pojedynczego elektronu przez dwa otworki JEDNOCZEŚNIE. A co dopiero mówić o racjonalnym zrozumieniu bezczasowości i wyższych, niematerialnych wymiarów.
    Nasz rozum został nam dany po to, aby przeżyć. Natomiast aby zrozumieć sens świata i życia, sam rozum to chyba za mało. Być może więc za dużo w nas racjonalizmu.
    Od życia uciekać nie ma potrzeby. Ja nie mam na to zresztą ochoty. Nawet, gdy zamiast na dyskotekę czy do knajpy siadam do medytacji, robię to nie po to, aby szukać ucieczki, ale po to, aby czas spędzony przed i po medytacji przeżyć bardziej świadomie i po prostu lepiej.
    O przydatności filzofii buddyjskiej dla człowieka Zachodu napisała już Astromaria. Mogę się pod tym tylko podpisać obiema rękami.

  2. Autokorekta.
    Powinno być, naturalnie „Okcydentu” a nie „Akcydentu”. Za tę literówkę przepraszam.

  3. @ Andrzej101: nagle mnie olśniło, że ludziom zachodu najbardziej szkodzi dobrobyt. No i oczywiście związana z tym cywilizacja techniczna. Z wczesnego dzieciństwa pamiętam wieś, na której spędzałam wakacje. Były to odcięte od świata 2 drewniane chaty, gdzie czas się zatrzymał. Nie było tam nawet prądu. Ludzie żyli tam jak za króla ćwieczka, chodzili spać i wstawali z kurami, nie mieli radia, telewizora (wtedy zresztą nie było jeszcze TV), jedli to, co im wyrosło lub co złowili w stawku za chatką, a jak potrzebowali grosza, to sprzedawali na targu świniaka i za to kupowali buty czy inne dobra. Żeby pojechać na targ trzeba było wstać przed świtem, zaprząc konia i wio! Chleb piekli w domu, w piecu opalanym drewnem. Mąkę i inne rzeczy robili sami – kieratem, napędzanym siłą końską😉 Suuuper! To są najcudowniejsze wspomnienia, jakie mam w życiu.

    Ci ludzie byli absolutnie cudowni i kochani. W jednej chatce (w tej, gdzie zatrzymywaliśmy się na wakacje) mieszkali starzy rodzice, a w tej drugiej ich dzieci i wnuki. Ci starzy ludzie byli jak z bajki: siwi, pomarszczeni, zgarbieni od ciężkiej pracy i wprost nieziemsko łagodni. To byli naturalni filozofowie. Żyli zgodnie z rytmami natury i cały czas się modlili. Posiadali jakąś taką niespotykaną dziś mądrość. Samo przebywanie z nimi miało zdolność leczenia chorób (bo choroby pochodzą z cywilizacji). Oni medytowali spontanicznie: po ciężkiej pracy siadali na przyzbie i patrzyli na zachodzące słońce, snując czasem opowieści, a czasem nic nie mówiąc, filozofowali też na pastwisku, pasąc krowę (jedyną, jaką mieli). Byli katolikami, ale sądzę, że było w nich też dużo z buddystów. Tyle tylko, że o tym nie wiedzieli.

    Myślę, że taka bieda jest w rzeczywistości wielkim skarbem: nie przejadali się, ruszali się na świeżym i nieskażonym powietrzu, nie myśleli o głupotach (bo nie mieli największego na świecie ogłupiacza, czyli TV) i oczywiście: nie byli szczepieni!

    @ Baria: racja, ja pochodzę z rodziny od pokoleń ateistycznej i racjonalistycznej (mój tata był strasznym, upierdliwym scepem), ale mi to w niczym nie zaszkodziło. Jak ktoś ma znaleźć to znajdzie – ja znalazłam (a raczej wciąż szukam)

  4. Arvwena,nizej cytuję dla mnie znamienny urywek wpisu Astromarii na temat Twojej prośby, zreszta wszystko co napisała warte jest urzeczywistnienia.

    „Arvena: skoro znasz przyczynę choroby, to jest to jednocześnie podpowiedź, jak leczyć. Stoi przed wami egzamin: czy potraficie przeciwstawić się temu, co wam zrobiono?”

    Arvena, szukaj wytrwale, nie poddawaj się walcz o swoje dziecko do końca!!!!!
    Pomagając dziecku, pomagasz sobie. Wierzę, ze tę pomoc otrzymasz

    I jak pisze Astromaria „Dodaj do tego potężną dawkę witaminy M (czyli miłość) i powinno być dobrze.”

    Warto tez zapoznać sie z duchowym leczeniem Bruno Groninga, znajdziesz to na tym blogu.
    Pozdrawiam i jestem z Tobą

  5. Andrzeju, to nie jest tak, że my jako Zachód jesteśmy całkowicie źli, do niczego nie dojdziemy i ni warto nawet próbować. Myślę, że nikt z nas nie powinien przeskakiwać pewnych stopni na schodach rozwoju tylko dlatego, że jego umysł zobaczył już majaczący na końcu drogi kształt. Upieram się przy stwierdzeniu że my, ludzie Okcydentu, mamy za zadanie nie tylko ogarnąć, czym jest umysł i poznać jego możliwości, ale także ciąży nad nami obowiązek wzięcia „sterów świata” w swoje ręce, gdy światu zagraża nowy totalitaryzm. Nasze spojrzenie jest racjonalne i rozumne, głupio byłoby zupełnie od tego uciekać i nie wykorzystywać naszej wiedzy, którą powoli wielu z nas zdobywa. Medytacja nie jest dla nas zła, ani siedzenie pod drzewem nie jest złe – ale my jesteśmy ludźmi CZYNU. Ludzie Orientu to ludzie ducha, dlatego w niepewnych czasach to my będziemy musieli bronić ich materialnej egzystencji (Dalaj Lama, jak widać, niewiele może wskórać nawet we własnej sprawie). My możemy medytować – tylko nasz umysł, choćby nie wiem jak otwarty i „oczyszczony”, zawsze tę medytację będzie pojmował inaczej, bo pewne bariery będą w tym życiu nie do przeskoczenia. Wydaje mi się, że inkarnujemy gdzieś na buddyjskim Wschodzie wtedy, gdy pojmiemy już, na czym ten nasz zachodni świat stoi. Zauważ, że nie mówię tu o Chinach – tamtejszy system religijno-filozoficzny trudno uznać za wyrafinowaną odmianę duchowości. Nie mówię tu też o Iranie czy Palestynie – mam wrażenie że przz ten „etap” już przeszliśmy.

    Zachód wyrządził ludziom wiele zła i myślę że jesteśmy po to, aby przypominać o tym naszym „pobratymcom”. Żeby walczyć o prawo do zycia tych, których wcześniej nasi przodkowie zgnoili i zdeptali. Być może my sami jesteśmy inkarnacjami tych skolonizowanych i podbitych ludów i przychodzimy, żeby skończyć z tym raz na zawsze?

  6. Dokładnie tak, Astromario! Taki mały, drewniany domek na zabitej dechami prowincji, nad strumieniem i pod lasem to moje marzenie. Jesteśmy chorzy z chciwości, zaganiani za zarabianiem pieniędzy na całkowicie zbyteczne cacka, co nas wpędza do grobu.
    Moim ulubionym filozofem praktykiem jest mieszkający w wyrzuconej przez kogoś dziurawej beczce na śmieci Diogenes, cynik. Krąży o nim wiele anegdot.
    Kiedyś poszedł napić się wody w rzece. Jednym z niewielu przedmiotów, jakie posiadał, był kubek do nabierania wody z rzeki. Diogenes kucnął, nabrał kubkiem wody i pił. Nagle obok zobaczył dziecko. Piło ono też wodę, ale bez kubka, wodę nabierało ręką. Diogenes spojrzał na kubek, na dziecko, jeszcze raz na kubek, po czym go wyrzucił i od tego czasu pił wodę ręką. Dodatkowo spokojniej spał, bo nie bał się, że ktoś mu kubek ukradnie.
    Naturalnie nie mam zamiaru mieszkać w beczce na śmieci, i pić wodę ze ścieku nazywanego rzeką. Ale chodzi o samą zasadę. Im masz mniej, tym jesteś spokojniejsza. A nawet do tego co masz, nie przywiązuj się.
    Gromadzenie tzw. „dóbr” dotyczy ludzi, którzy podświadomie czują, że są niewiele warci. Te „dobra” to ich sztuczne „ja”, proteza mająca podnieść ich prestiż i samopoczucie.
    Jeszcze jedna o Diogenesie anegdota – jeden z najwspanialszych na świecie dialogów.
    Legenda mówi, że tuż przed wyruszeniem na podbój świata przybył do Diogenesa, który był już w tym momencie sławny, Aleksander Macedoński.
    Diogenes leżał na trawie i się opalał. Dumny monarcha stanął nad nim pytając – co chciałbyś ode mnie otrzymać. Diogenes zerknął na nadętego kabotyna i mruknął – przesuń się w bok, zasłaniasz mi słońce.
    Aleksander osłupiał. Był pewien, że tamten „biedak” poprosi go o sakiewkę złota, młodą niewolnicę czy o urząd na jego dworze. A tamten po prostu go ignoruje. Promienie słońca są dla niego ważniejsze niż hojność króla.
    Zbity z pantałyku Aleksander powiedział wtedy – gdybym się jeszcze raz urodził, chciałbym być takim jak ty.
    A Diogenes bezczelnie odparował – ja też.
    Powiedział tym samym mocarzowi prosto w oczy, że uważa swój własny status ostatniego żebraka za bardziej godny pożądania, niż bycie wielkim królem.
    Macedońskiego nazwani „wielkim”, choć był wielkim barbarzyńcą i masowym mordercą.
    Przydomek wielki przysługuje jemu jedynie za to, że przyznał się głośno do tego, iż ten żebrak leżący na słońcu jest więcej wart, niż jego własny majestat.
    Takim właśnie mędrcem, jak Diogenes, chciałbym być.

  7. Dokładnie tak, Astromario! Taki mały, drewniany domek na zabitej dechami prowincji, nad strumieniem i pod lasem to moje marzenie. Jesteśmy chorzy z chciwości, zaganiani za zarabianiem pieniędzy na całkowicie zbyteczne cacka, co nas wpędza do grobu.
    Gromadzenie tzw. „dóbr” dotyczy ludzi, którzy podświadomie czują, że są niewiele warci. Te „dobra” to ich sztuczne „ja”, proteza mająca podnieść ich prestiż i samopoczucie.

    Obywatel…
    Skąd u Ciebie takie przekonanie, że my mamy obowiązek przejęcia steru nad światem?
    A może to właśnie my szkodzimy światu? Może to właśnie owo przekonanie, że mamy obowiązek przejęcia steru nad światem jest praprzyczyną grożącego światu totalitaryzmowi. Przecież to właśnie my – Zachód – nasi ludzie z Zachodu, wychowani w naszej „kulturze” są owymi totalistami chcącymi zniewolić świat. Pokonajmy ich, uwolnijmy świat i nas od nich, ale świat zostawmy w spokoju.

  8. Człowiek zachodu z natury jest totalitarny – we wszystkim, co robi. Nawet nasza nauka jest totalitarna: przecież musimy wiedzieć wszystko, po to, żeby ujarzmić naturę i poddać ją kontroli. Odwracamy kierunek biegu rzek, trujemy szkodniki robiąc im nalot dywanowy, chcemy zmieniać klimat na całej planecie i wytępić wszystkie choroby. Ale natura już nie raz pokazała nam, kto tu rządzi. Jak na górze, tak na dole. My trujemy stonkę, a jacyś „ONI” trują nas – bo przecież my jesteśmy stonką, która zżera zasoby planety.

    Ludzie wschodu wcale od tego totalitaryzmu nie są wolni. I to nie tylko dlatego, że przejęli nasz chory system wartości. Japończycy pięknie uprawiają swoje tradycyjne, buddyjskie ogrody, ale jednocześnie od zawsze podbijali terytoria sąsiadów, a siebie samych uważali za naród lepszy i bardziej kulturalny. Chińczycy… słyną z chińskich tortur😛

  9. Andrzeju:

    Nie „my” szkodzimy światu akurat. Kiedy mówiłem o „nas”, miałem na myśli tych, którzy się z tej skorupy totalitarnego zapędu już wydostali. Mówiłem o „nas” w kontekście innych ludzi Zachodu. Zachód wyrządził wszystkim więcej krzywdy niż to jakakolwiek ustawa przewiduje. Kiedy mówię o „nas” na tym tle, myslę o tych, którzy realizują (miejmy nadzieję) to, co jest powołaniem człowieka Okcydentu na obecnym etapie, ale nie oznacza to, że większość naszych „pobratymców” to realizuje. Wręcz przeciwnie – większość dalej chce łupić i podbijać, kontrolować i nadzorować dla własnej przyjemności. My nie chcemy żadnej władzy. Nie chcemy dać się oszukać – zdobywamy wiedzę, chcemy czemuś zapobiec, informujemy. Nie dlatego, że doznaliśmy oświecenia, ale dlatego, iż wielu z nas „przejrzało na oczy” i nie podobało im się to, co ujrzeli.

    Żeby było prościej: uważam że pewnym powołaniem człowieka Zachodu jest zdobycie wiedzy, dzięki której będzie mógl pomóc samemu sobie i innym – ale nie znaczy to, że ludzie Zachodu owo powołanie realizują. Powołaniem buddysty, sufisty czy hinduisty przeróżnych odłamów (zauważcie że nie mowię tu o stotalitaryzowanych systemach chińsko-japońskich, które upadły duchowo) będzie ostateczne zrozumienie istoty wszechświata poprzez fizyczne i psychiczne zjednoczenie się z nim. Nam, przynajmniej moim zdaniem, nie jest to na razie pisane. My musimy zrobić co się da i co jest w naszej mocy, aby uratować świat przed innymi ludźmi Zachodu, nie zapominając o tym, że w gruncie rzeczy sami przez długi czas dokładaliśmy cegiełki do tego imperialistycznego Matrixa. W końcu każdy z nas, dopóki się nie obudził, swoimi wyborami (choćby konsumenckimi), stylem życia bądź jedzenia lub też samym światpoglądem wspierał bezwiednie ten okrutny system. Nie powinniśmy się zarzucać poczuciem winy, ale powinniśmy mieć tego świadomość.

  10. Co nie znaczy, że złym pomysłem jest zdudowanie sobie domku na skraju lasu i życie zgodnie z naturą. Człowiek Zachodu musi u kresu swojej „lekcji” zrozumieć, iż w parze w coraz większą wiedzą idzie coraz większa odpowiedzialność.

  11. @Astromaria & Baria & Wędrowniczek & Eliszka dziekuję Wam za wsparcie i rady! Walczę o swoje dziecię, właśnie piszę odmowę i rezygnację z dalszych szczepień (nie wiem jak będzie, ale spróbuję, mam nadzieje, że obejdzie sie bez sądu i przymusowego doprowadzenia do szczepienia:)) A oczy mojego dziecka, choć dopiero ma 5 lat, to te jego spojrzenie jest takie dojrzałe…. nie wiem jak to określić? Patrzy z takim smutkiem, rezygnacją, ma mnóstwo cierpliwości do tego świata…. aż dziw bierze! Przypomina mi staruszka, który przeżył niejedno i nic już go nie zdziwi… Wierzę, że uda mi się go „odzyskać” w pełni:) Ech, gdyby nie internet, do dziś nie zostałby nawet zdiagnozowany, no i nie trafiłabym na tego bloga:) Zdrowa żywnośc i powietrze – tego trzeba nam wszystkim! A dzisiaj znów wypuszczają coś z samolotów:( w sobotę rano niebo było tak idealnie poszatkowane, że możnaby grać na nim w kółko i krzyżyk! Ludziska nawet nie spojrzą w niebo, mówią: e, tam… przecież nie truliby nas, kto by na to pozwolił? – pytają z oburzeniem! Dobrze, że mamy taki „mały domek na skraju lasu” z kawałkiem gruntu, wszytkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nam sie bardzo przyda taka przystań od cywilizacji i dostep do własnych warzyw, owoców….. natury nie oszukasz – jak mówi przysłowie:)
    Pozdrawiam wszystkich!

  12. @ Arvena: obejrzyj ten filmik, pewien młody tata opowiada w nim, jak wyleczył swojego synka z autyzmu. Mały ma 6 lat i jest w pełni zdrowy!

  13. Arvena – powodzenia w uwalnianiu się z pęt „systemu”. Niech Cię gwiazda Earendila prowadzi!

  14. @Arvena
    Odwagi, siły i wiele miłości Ci życzę. Jestem pewien, że dasz radę. Powodzenia!🙂

  15. @ Arvena :
    Wiara, miłość i modlitwa-medytacja mogą naprawdę pomóc.
    O tym, jako kochająca matka, intuicyjnie wiesz.
    A jak wytwarzać pozytywne wibracje i uczucia pisze Astromaria:
    https://astromaria.wordpress.com/medytacja/

    Do tego dołożyć można metodę Brunona Goringa :
    https://astromaria.wordpress.com/2008/12/03/bruno-groning/

    W necie (tym razem nie u Astromarii) znalazłem modlitwę serca:
    http://www.rozwojduchowy.net/artykuly-57_modlitwa_serca.html

    Przesyłam Tobie i dziecku moc serdecznych wibracji i uczuć.

  16. http://www.treatingautism.com przekierowuje na http://www.treatingautism.co.uk
    wyleczyć autyzm – świetna robota
    Właśnie zajarzyłem nieśmiało że aplikowany nam od niemowlęctwa udział w życiu społeczności KRK tak naprawdę jest taką „duchową” szczepionką która w większości nas blokuje naturalne mechanizmy poznawczo-obronne jakimi są krytycyzm i logika. Dave Allen świetnie pokazuje reakcję prostego umysłu dziecka na absurd i (jakby nie patrzeć) psychopatię.

  17. Astromario
    Zawsze uważałem, że aby o czymś mówić, trzeba mieć wiedzę i doświadczenie w temacie. Opluwanie chrześcijan zapisami „Od kołyski ludzi zmusza się do ślepej, fanatycznej wiary, rezygnacji z własnego rozumu na rzecz posłuszeństwa autorytetom, pokory, chorego kultu cierpienia i całkowitego wyrzeczenia się życia doczesnego na rzecz iluzorycznego życia wiecznego” jest tylko dowodem, że w dzieciństwie zostałaś skrzywdzona. Zgadzam się z Tobą, że ten świat nie jest idealny i także Kościół Katolicki składa się z ludzi, którzy ideałem nie są (księża także). Ale to nie dowodzi, że Boga nie ma (a w wielu zapisach sugerujesz to bezpośrednio lub pośrednio). Ponadto Twoja wiedza w tym temacie jest marna (moja prywatna ocena – mam prawo do takiego zdania!).
    Nie zamierzam Cię nawrócić, ale w dyskusji z Szymonem okazało się, że wcale nie rozumiesz takich wartości jak poświęcenie, ofiara (potwierdza to także zapis: „A przecież tego „ukochanego” syna z zimnym okrucieństwem wydał na męczeńską śmierć. Mało tego – nie wysłuchał jego modlitwy, gdy ten w gaju oliwnym błagał o oddalenie kielicha goryczy.”). No cóż, takie pojmowanie sprawy przypomina myślenie małego dziecka (np. rozważmy hipotetycznie, że tatuś krzywdzi maleństwo, skoro wyraża zgodę na nastawienie kości po złamaniu nogi {sprawia ból}, zapominając że tylko „po takiej operacji” dziecko będzie w pełni zdrowe).
    Jeżeli nie widzisz analogii do postępowania Boga Ojca, to znaczy że Twój sposób pojmowania wielu spraw jest infantylny. Więc: nie gardź Bogiem i Go nie obrażaj tylko dlatego, że czegoś nie rozumiesz. Wykaż więcej „klasy”.
    Dla jasności: jest to jedyny wpis (nie będę Cie zamęczał🙂 komentarzami), jestem wierzący (praktykujący katolik), nie boję się piekła, nie mam uprzedzeń i lęków (nalezę do odważnych), doświadczam miłości Bożej (dlatego jestem wierzący, a nie ze strachu przed piekłem), mam nastoletnie dzieci (trochę lat już przeżyłem). Pozdrawiam

  18. No, domorosły freudyzm. Katolicki freudyzm.

    Wszystkim katolikom przypominam, iż chrześcijaństwo z ZASADY jest przeciwne psychoanalizie, psychologii i tym podobnym metodom „grzebaniu w człowieku”, ponieważ zbawienie duszy osiąga się poprzez wiarę (protestantyzm) lub wiarę połączoną z modlitwą i sakramentami (katolicyzm), a jedynym pośrednikiem między Bogiem a ludźmi jest Jezus Chrystus. Nie jest nim więc psychoanalityk. Kiedy chrześcijanin ma problem, to nie odwołuje się do abstrakcyjnych kategorii wymyślonych przez psychologów, lecz modli się do Syna Bożego o łaskę. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wielu księży katolickich uznało wykorzystywanie tej wiedzy za pożyteczne – w końcu to nie pierwszy raz kiedy KK złamał podstawowe, biblijne zasady chrześcijaństwa. Jednak odwoływanie się do dziedziny wiedzy, która z zasady była przeciwna chrystusowej wierze, nie brzmi zbyt dobrze, choćby nie wiem ilu biskupów poparło to autorytetem.

    Maciej bloga oczywiście nie przeczytał, bo gdbyb przeczytał to by wiedział, że nie neguje się tu istnienia czegoś, co można nazwać Bogiem, a co my wolimy nazywać Nadrzędną Zasadą, albo, bo ja wiem, Pierwszą Przyczyną. Nie neguje się tu również tego, cały wszechświat jest nacechowany pewną celowością i widocznym zamiarem, co najprawdopodobniej jest sprawką istoty która nie tyle jest inteligentna, co sama jest inteligencją.

    Najbardziej podoba mi się gadanie o sensie cierpienia i ofiarach. O ile sens cierpienia jestem w stanie zrozumieć, kiedy człowiek znajduje się w niemal tragicznej (czyt: saturnicznej, Mayu) sytuacji a mimo to nie chce zrozumieć siebie tylko ucieka – wtedy musi trochę pocierpieć, żeby zrozumiał to, co nim naprawdę kieruje. Choć to cierpienie nie jest konieczne, może czasem (bardzo rzadko) być pożyteczne.

    Co do ofiar, to kolega Maciej powtarza za Szymonem, a mnie to tylko śmieszy. Oczywiście nie zastanawiał się Maciej nad pytaniem: „KTO tak naprawdę wymaga ofiar?”. Choć zna psychoanalizę w potocznym ujęciu, nie dotarł do tez głoszących, iż ofiar z ludzi żądają jedynie psychopatyczni szaleńcy, bądź też nadgorliwi dyktatorzy. Czego tak naprawdę chce ten, który żąda ofiary? Żąda on po pierwsze bezgranicznego posłuszeństwa od składającego. Chce upewnić się, że jego poddany jest mu posłuszny. Chce wiedzieć, że ma nad nim kontrolę. Czasem, jak w przypadku Izaaka ofiarowanego na całospalenie, wystarczy tylko postraszyć człowieka koniecznością ofiary, by upewnić się, że cżłowiek zrobi wszystko, czego sie od niego zażąda. O co więc chodzi? Chodzi o lęk. O „bojaźń bożą” – stwórca najpierw stworzył człowieka, którego wyposażył w zdolność wybierania, po to, żeby móc go karać za jego złe wybory. Człowiek poprzez swoje cierpienie dostarcza temu „stwórcy” czegoś w rodzaju psychopatycznej satysfakcji. Stwórca wiedział, że człowiek ma popęd do „złego” – z premedytacją go takiego stworzył, bo gdyby człowiek w punkcie wyjścia był idealny, nie przeciwstawiałby się stwórcy, ergo: stwórca by się koszmarnie nudził.

    A tak? Jest zabawa. Jerycho do piachu, kilka plemion pomordować, nasycić ziemię krwią własnego „wybranego ludu” po to, by potem posyłać jednego chudego człowieczka, ukrzyżować go i stwierdzić: „teraz już wszystko będzie okej, poprzednia władza popełniała błędy, ludzie nie do końca rozumieli nasze intencje, ale po tamtym okresie wypaczeń pozostała dla nas przestroga. Dlatego pytam, towarzysze, pomożecie???”.

    A lud jak zwykle dał się nabrać.

  19. Aha, jeszcze jedno, Macieju: chrześcijaństwo jest przeciwne psychologii gdyż ta własnie w okresie dzieciństwa człowieka odkryła genezę wielu bardzo złych i traumatycznych przeżyć (jak zresztą zauważyłeś). Okres wczesnego dzieciństwa jest zagospodarowany w większości przez naszą najbliższą rodzinę, którą psychoanaliza widzi jako „źródło cieprień” i więzienie, z którego trzeba się wyzwolić. Trochę to nie współgra z czwartym przykazaniem, prawda?

  20. Obywatelu, jak zwykle walnąłeś tekst godzien wyniesienia na pierwszą stronę bloga – może byś to zrobił, hę? Tak tylko nieśmiało pytam…

  21. Napiszę Ci „Kosmiczną Bajeczkę II” – christian version. Dziś wieczorem.🙂

  22. ” Nie po raz pierwszy okazalo sie, ze zycie kobiety dla katolika nie ma zadnej wartosci ” i staje sie to tak oczywiste dla tych, co po ostrym wybudzeniu musza stwierdzic, ze sredniowieczna inkwizycja nadal trwa wspierana dodatkow nowa „religia” czyli „naukowa” medycyna, ktora od wiekow zbiera swoje smiertelne zniwo u kobiet, bo mezczyzni sa przeznaczani na funkcje haraczy podatkowych i sluzenia soba , jako mieso armatnie.

    ” Medycyna” juz w niedawnej przeszlosci zabila wiele kobiet i osierocila tym wiele dzieci , kiedy to lapska „panow” doktorow zajete wczesniej „naukowym” rozcinaniem zwlok zakazaly smiertelnie poloznice „trupim jadem” wywolujac tym goraczke pologowa.

    Lekarz z prawdziwego zdarzenia Ignaz Semmelweis zauwazyl prosta zaleznosc w zakazaniu kobiet przez lekarzy – flejtuchow ,ktorym to powinno bylo byc juz niedobrze przy fakcie zabrudzonych macek wydalinami zmarlych przy „sekcjach”, po ktorych wykonaniu zabierali sie do „badania” poloznic.

    Ci „dociekliwi” dochtorzy bronili sie zaciekle przed tym, zeby odkrycie Semmelweisa nie dotarlo do wdowcow i osieroconych dzieci zmarlych na goraczke pologowa kobiet, bo wtedy juz przegoniono by tych „naukowcow” w diably domagajac sie przy tym odszkodowan na sieroty.

    Nie lezalo przeciez w „interesie” tego najbardziej obrzydliwego systemu czyli rabinicznych katoli na swiecie ,zeby nawet w taki prosty sposob czyli dokladnym myciem rak zapobiegac meczenskiej smierci kobiet i tragedii osieroconych rodzin.

    Ta perwersyjna sitwa nienawidzi dlatego najbardziej kobiety, ktore przekazujac zycie nastepnym pokoleniom psuja plany satanistow – globalistow chcacych miec dla siebie cala kule ziemska z przestrzenia „zyciowa” , o ile nazwac mozna „zyciem” istnienie pasozytniczych i zdegenerowanych potworow bedacych juz od tysiecy lat w slepej uliczce ewolucji z ich uwstecznieniem czyli inwolucja.

    Tak, jak wszy i gnidy na glowie martwego czlowieka musza zginac z glodu, to tak samo musza zginac bestie ,ktorym odcina sie wszedobylskie „macki” ,ktorym odcina sie dostep do ludzkich dusz , serc i portfeli i kiedy jakakolwiek slepa „wiare” powinno sie calkowicie zresetowac wstawiajac w to miejsce PRAWDE ratujaca zdrowie i zycie wspolczesnego pokolenia i tych nastepnych…

W tym blogu komentarze są równie ważne jak teksty na stronie głównej, dlatego bardzo proszę o trzymanie się tematu! Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku. Jeśli Twój komentarz się nie ukazał przeczytaj zasady komentowania bloga (patrz strony na górze bloga). Komentarze nie na temat będę kasować, a awanturników banować!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s