Duchy

DUCHY to ludzkie dusze, które po śmierci fizycznego ciała, na skutek niewłaściwych wierzeń, nie odeszły w zaświaty, lecz pozostały w świecie żywych.

Są to przede wszystkim dusze racjonalistów-sceptyków i ateistów, którzy wierzą wyłącznie w istnienie martwej materii. Ludzie ci negują istnienie nieśmiertelnej duszy, są więc przekonani, że śmierć musi być końcem ich świadomej egzystencji. Skoro więc wciąż posiadają świadomość, wyciągają z tego wniosek, że nadal przebywają wśród żywych.

Inni ludzie wierzą, że po śmierci zapadną na całą wieczność w głęboki sen i będą spali aż do dnia, gdy zostaną obudzeni przez trąby, wzywające ich na sąd ostateczny. Oni również nie są w stanie uwierzyć, że umarli.

Kolejna grupa to ci, którzy z różnych innych przyczyn panicznie boją się śmierci. Być może wierzą w okrutnego boga, który może ich skazać na wieczne męki w piekle, może boją się ostatecznego kresu swej egzystencji i zaniku świadomości na zawsze lub mają jeszcze inne, chore wyobrażenia na temat śmierci.

Dusze zmarłych powinny natychmiast po śmieci odejść w zaświaty, czyli do sfery duchowej, gdzie jest ich miejsce i gdzie mogą uczyć się dalej. Po śmierci fizycznego ciała dusza posiada niewielki zasób energii umożliwiającej jej wędrówkę w zaświaty, jeśli więc nie odejdzie tam od razu, ta energia się wyczerpuje, co sprawia, że nie może ona samodzielnie pokonać tej drogi i zostaje uwięziona w świecie materialnym. Zabłąkana dusza najczęściej nie ma świadomości, że jej ciało zmarło i wierzy w to, że wciąż przebywa wśród żywych. Ponieważ w rzeczywistości nie posiada ciała, stara się je zdobyć, choćby za cenę pozbawienia życia kogoś innego lub czasowego przejęcia kontroli nad cudzym ciałem. To właśnie nazywamy opętaniem, które często jest przyczyną zamykania w szpitalach psychiatrycznych w pełni zdrowych ludzi, którym można by było pomóc, gdyby zastosowano egzorcyzmy.

Duchy jak najbardziej istnieją i są jednym z wielu dowodów na to, że nasza rzekomo nieomylna nauka nie ma o wielu rzeczach najmniejszego pojęcia. Fakt, że nauka nie potwierdza istnienia duchów, ani nie zajmuje się ich badaniem, nie ma żadnego praktycznego znaczenia i w żadnym razie nie powoduje zniknięcia problemów z nimi związanych.

Duchy są wprawdzie dla większości ludzi niewidzialne, są jednak często słyszalne, a co gorsze – potrafią nieźle narozrabiać i stać się przyczyną prawdziwych nieszczęść.

10 myśli nt. „Duchy

  1. Duchy i inne zabobony zostały nagłosnione za czasow sredniowiecza kiedy to kosciol wojując za pomocą strachu nakłaniał ludzi do twardej wiary (i dawania na tace aby zagubiona dusza dziecka nie porwała xP)

  2. Otóż mylisz się bardzo – duchy nie są zabobonami. Najprościej jest uznać, że coś jest przesądem, bo to zwalnia od konieczności odważnego poszukiwania prawdy. Tymczasem większość doświadczonych psychiatrów wie, że niektórzy pacjenci nie są chorzy. I że pomóc im może prosty, świecki egzorcyzm. Widziałam, jak robił to pewien znany i szanowany emerytowany brytyjski psychiatra. Ten gość to nie byle kto, bo jest krajowym konsultantem od spraw psychiatrii.

  3. Widziałem niejeden film o egzorcyzmach. Nie taki byle jaki Tytułu nie pamietam ale to był jakiś niemiecki kręcony amatorską kamerką. Jakaś laska drze się jak „opętana” a kolo wymawia niemiecką modlitwę itd. Bujda i tyle.

    Zresztą gdyby człowiek wierzył w wszystkie takie bajki to by z kościołu nie wychodził xD

  4. I co z tego wynika? Jak dla mnie zupełnie nic. Jak chcesz poznać prawdę musisz wejść w to głębiej. A jeśli cię to nie interesuje, to się nie wypowiadaj, bo po prostu nie znasz się na rzeczy.

    Kościół ma swoje cele w tym, żeby ludzi okłamywać. Ale to, że kłamie w sprawie egzorcyzmów, nie znaczy, że nie ma opętań.

  5. Hmm, ale wiesz kiedyś zorze polarną uważali za taniec dusz. Dziś już idzie to naukowo wytłumaczyć. Za 10 lat kolejnych pare „dziwów” zostanie wyjaśnionych, a za 100 (jak się nie pozabijamy) mogą być nawet wszystkie.

  6. Oczywiście, spodziewasz się, że wszystko zostanie naukowo wyjaśnione po twojej myśli, czyli z punktu widzenia materializmu. Niestety, mam złe wieści – fizycy już dziś są na tropie duchowości i przyznają, że materia to nie wszystko. Newtonowsko-kartezjańska nauka zaczyna się rozsypywać ze starości, obecnie potrzebny jest jej solidny remont. O ile Newton pewnie się obroni (jego nauka spełnia rolę fundamentu, na którym nadbudowuje się kolejne piętra wiedzy), o tyle Kartezjuszowi możesz już grać marsza żałobnego.

  7. „Dusze zmarłych powinny natychmiast po śmieci odejść w zaświaty, czyli do sfery duchowej, gdzie jest ich miejsce i gdzie mogą uczyć się dalej. Po śmierci fizycznego ciała dusza posiada niewielki zasób energii umożliwiającej jej wędrówkę w zaświaty, jeśli więc nie odejdzie tam od razu, ta energia się wyczerpuje, co sprawia, że nie może ona samodzielnie pokonać tej drogi i zostaje uwięziona w świecie materialnym”.

    Przydała by się etykieta-podręcznik jak umierać i co się robi po wyjściu z ciała. Naprawdę niewiele ludzi się nad tym za życia zastanawia, a później jest problem.

  8. Przydała by się nasza ludowa księga zmarłych, ta tybetańska jest chyba w całości zrozumiała przez tybetańskich intelektualistów. Jak ma się obchodzić otoczenie z nieboszczykiem jest jeszcze w miarę opisane, ale jak sam umierający ma odejść to już nie za bardzo.
    Za mało rad praktycznych, opisanych bardziej zrozumiale.

    Z naszego gruntu kulturowego podobno gregorianki zamówione w kościele skutecznie pomagają zbłąkanym duszą. Ewentualnie można prosić egzorcystę o przeprowadzenie ducha, ale u nas z egzorcystami wcale nie jest taka prosta sprawa. Wiele osób się reklamuje, a w rzeczywistości nie zna się na tym.
    Zmarły sąsiad znajomej, podchodził pod jej drzwi. Pies jeżył się bo wyczuwał czyjąś obecność blisko mieszkania. W końcu dali na mszę w kościele i to mu chyba pomogło.
    Przestał przychodzić. Nieżyjący podobno wyczuwają do kogo mogą się zwrócić o pomoc w sprawach przejścia na tamten świat, kto będzie na tyle kompetentny i życzliwy aby zająć się skutecznie ich problemem.

    Teraz rozumiem dlaczego cześć zmarłych angażuje się w przeprawy swoich krewnych na drugą stronę…aby Stefanowi raźniej było. Jak to ma tak wyglądać jak w tej „Tybetańskiej księdze zmarłych” nic dziwnego, że u niektórych panuje kompletna dezorientacja.

    O zejściu po śmierci w niższe byty też już gdzieś słyszałam. Pewien facet opowiadał, że miał traumatyczne przeżycia ze swojej śmierci klinicznej. Nie widział żadnego światła, a jedynie ciemność i zmory. Teraz żyje w strachu co to będzie jak naprawdę umrze. Nie są to odosobnione przypadki. Najlepiej umierać spokojnie, świadomie, ale to nie daje gwarancji, że coś nie złapie i nie przejmie.

    Czytałam też o kobiecie, która eksperymentowała z wychodzeniem z ciała podczas snu, niemal nie została przechwycona przez jakieś istoty. Zaczęli ja ciągnąć w dół. Nie było to przyjemne. Na szczęcie ktoś inny w porę się zreflektował i pomógł jej się wydostać.
    Jeżeli takie historie przytrafiają się świadomie śniącym, to tym bardziej należało by się zastanowić czy komuś dusze ludzkie nie są potrzebne. Reptilianie nie robią czasem z tego użytku? Wiem że część obcych nie potrzebuje ciała fizycznego, a jedynie wyciąga do eksperymentów ciało astralne. Wieczorem zabierają ciało astralne śpiącego na statek a rano kiedy trzeba wstać do szkoły wsadzają go z powrotem do ciała fizycznego. Ten przypadek znam. Z taką technologią pewnie mogą sobie pozwolić na jeszcze więcej.

  9. Gregorianki i inne msze są zapewne zalecane dla katolickich zmarłych. Ateistom i agnostykom pewnie się nie przydadzą. A kto wie, czy nie zaszkodzą…

    Co do tego faceta, który widział ciemność i zmory – doktor Moody też opisywał taki przypadek. Może facet żył źle i miał wyrzuty sumienia? Może krzywdził bliskich? To mogło być ostrzeżenie, że musi się skierować na drogę miłości. Zamiast bać się śmierci, lepiej popracować nad sobą i poprawić co trzeba.

    Z kolei jeśli chodzi o świadomie śniących, to nie byłabym taka pewna, jak bardzo oni są naprawdę „świadomi”. Mam na myśli świadomość praw rządzących światem duchowym. Ktoś, kto podejmuje astralne wędrówki nie wiedząc, co czeka na niego po drugiej stronie ryzykuje bardzo dużo i może sobie narobić naprawdę dużych kłopotów. Można tam spotkać byty bardzo nieprzyjemne, zbłąkane dusze, a nawet demony. Czarni magowie (voodoo i nawet huny) potrzebują dusz do „czarnej roboty” i chętnie łapią je w niewolę, zmuszając je do służby na swoją korzyść, czyli do szkodzenia wrogom.

    Kiedyś, żeby zostać szamanem, trzeba było się długo uczyć pod okiem doświadczonego mistrza i przechodzić liczne próby. A dziś domorosłych szamanów jest na pęczki. Problem w tym, że lwia część z nich kończy w wariatkowie lub ratuje się w ramionach Kościoła. Każdy ksiądz opowie ci długie historie o tym, jak to ratował poszukiwaczy astralnych wrażeń ze szponów „szatana”. Mówi o tym film Roberta Tekieli, o którym gdzieś tu wspominałam.

W tym blogu komentarze są równie ważne jak teksty na stronie głównej, dlatego bardzo proszę o trzymanie się tematu! Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku. Jeśli Twój komentarz się nie ukazał przeczytaj zasady komentowania bloga (patrz strony na górze bloga). Komentarze nie na temat będę kasować, a awanturników banować!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s