Dekalog – czy rzeczywiście jest taki wspaniały?

Prawa ustanowione są dla sprawiedliwych nie dlatego, by nie popełniali nieprawości, lecz by jej nie doznawali – Epikur

Nie ma życia przyjemnego, które by nie było rozumne, moralnie podniosłe i sprawiedliwe, ani też nie ma życia rozumnego, moralnie podniosłego i sprawiedliwego, które by nie było przyjemne – Epikur

Nie można żyć szczęśliwie, nie żyjąc godnie, moralnie i uczciwie – Epikur

Czy nie lepiej byłoby, zamiast tępić zło, szerzyć dobro? – Antoine Saint-Exupery

Co jakiś czas piszą do mnie wielbiciele dekalogu, nie potrafiący zrozumieć, dlaczego nie jestem wielbicielką tego (jak twierdzą) najwspanialszego, najpiękniejszego i najszlachetniejszego kodeksu moralnego wszechczasów. Cóż ja, niemądra istota, widzę złego w nakazie „nie kradnij”, czy „nie zabijaj”? Przecież kradzieże i mordy są złem, a więc zakaz ich popełniania jest jak najbardziej chwalebny i słuszny, czyż nie?

Może dekalog jest słuszny, a nawet zbawienny, cóż z tego jednak, skoro jest nieskuteczny, co chyba każdy widzi. Ponadto – ani on szczególnie piękny, ani szlachetny, ani tym bardziej odkrywczy, ponieważ jak świat światem, we wszystkich kulturach, również przed- i poza- chrześcijańskich, ludzie ustalali jakieś normy i zasady współżycia społecznego. Zakaz czynienia zła obowiązywał we wszystkich społecznościach, jakie kiedykolwiek istniały na świecie (zacytowany na wstępie Epikur, filozof grecki, który żył w latach 341–271 przed naszą erą, wyrósł w innej kulturze i jak widać nie potrzebował nauk Jahwe, żeby cenić prawo), więc Bóg Jahwe nie wymyślił niczego nowego. Czy do kultywowania dobrych obyczajów potrzebujemy aż autorytetu jakiegoś nagle objawionego izraelskim pasterzom owiec bóstwa, jakiegoś Zeusa czy innej, gromowładnej postaci?

Moim zdaniem – nie. Ani prawo karne, ani państwowa konstytucja nie mają nic wspólnego z Bogiem czy religią, ponieważ obowiązują wszystkich obywateli, bez względu na ich wyznanie. Obowiązują one również ateistów. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś oczekiwał uczynienia z konstytucji obiektu kultu lub włączenia jej do kanonu Ksiąg Świętych. Taki sam kodeks stworzyli za komuny również ateiści (i tak samo go nie przestrzegali, jak wyznawcy Jahwe).

Jednak co znacznie gorsze – cały ten „kodeks moralny” jest postawiony na głowie, bo najwyraźniej swoje przesłanie kieruje pod niewłaściwy adres.

Od wieków, w każdej społeczności obok moralnych i wrażliwych ludzi żyli psychopaci i dewianci nie przestrzegający norm współżycia. I to ich, a nie nas, powinien ten dekalog obowiązywać. Co z tego jednak, skoro my mamy go niejako „w genach”, a oni wręcz przeciwnie. Uczciwi i dobrzy ludzie nie czynią zła, a więc nie ma żadnego powodu, żeby ich napominać „nie kradnij” czy „nie zabijaj”. Uczciwi i dobrzy ludzie są ofiarami, a nie sprawcami. Sprawcami są psychopaci, ale problem z nimi polega na tym, że żadne nakazy, nawet te pochodzące od samego boga, do nich nie przemawiają ani nie skłaniają ich do szlachetnego postępowania.

W pełni zgadzam się w Epikurem: porządni obywatele mają być przez prawo CHRONIENI, więc nie ma żadnego powodu, by kierować pod ich adresem nakazy z rodzaju „nie kradnij” czy „nie zabijaj”.

Normalny człowiek nie ma potrzeby zabijania, więc po co mu dekalog? Z kolei psychopacie nic po przykazaniach. On i tak ma je „w d…użym poważaniu”. Jedyna broń, jaką mamy przeciwko takim ludziom, to policja, sądy i więzienia. Dekalog psychopacie w niczym nie przeszkadza. Jeśli zechce zamordować, to zamorduje, bo to typ aspołeczny.

Pozwolę sobie zacytować tu słowa Einsteina:

Moralność człowieka zależy od zdolności współodczuwania z innymi ludźmi, wykształcenia oraz więzi i potrzeb społecznych; żadna religia nie jest do tego potrzebna. Człowiek byłby zaiste żałosną istotą, gdyby kierował się w życiu wyłącznie strachem przed karą i nadzieją na nagrodę po śmierci. [z artykułu „Religion and Science”, New York Times Magazine, 9 listopad 1930r.]

Powtórzę jeszcze raz: porządni obywatele nie potrzebują napominania ani dekalogu. Porządni obywatele potrzebują ochrony przed osobnikami aspołecznymi, jednak ci na pewno nie zamierzają dobrowolnie przestrzegać żadnych dekalogów ani innych uregulowań prawnych. Na takich ludzi jest tylko jeden sposób – skuteczna izolacja od zdrowego społeczeństwa, sprawiająca, że nie będą mogli nikomu zaszkodzić.

Gdyby ten bóg, który dał ludzkości dekalog rzeczywiście troszczył się o swoje dzieci, to przede wszystkim postarałby się chronić je przed doznawaniem, a nie przed popełnianiem zła.

Gdyby ów przemawiający poprzez Świętą Księgę bóg rzeczywiście był Bogiem, to byłby doskonały, a wtedy stworzone przez niego, „na jego obraz i podobieństwo” istoty również byłyby doskonałe i żadna żądza mordu nawet nie wpadłaby im do głowy. Doskonały byłby również świat: bez morderstw, wojen i cierpienia. Czyż to nie oczywiste? Skoro więc sam „bóg” wymaga resocjalizacji, nie powinien pouczać innych, lecz naprawić się sam.

I jeszcze cytat „z ostatniej chwili”:

Chociaż religia może być przydatna do tworzenia i egzekwowania solidnych ram moralnych, to my sami – bez pomocy religii – z łatwością rozwijamy w sobie intuicję moralną. Psycholog Eliot Turiel zauważył, że nawet trzy-, czterolatki widzą różnicę między zasadami moralnymi (nie wolno nikogo bić) a konwencją (nie wolno rozmawiać na lekcji). Potrafią też zrozumieć, że łamanie zasad moralnych (uderzenie kogoś) jest złe, niezależnie od tego, czy nam ktoś tego zabronił, czy też nie. Z kolei naruszenie konwencji (rozmowa w czasie lekcji) jest złe tylko wówczas, gdy wcześniej zostało wyraźnie zakazane. Dzieci potrafią także jasno odróżnić wspomniane normy moralne od zasad zdrowego rozsądku.

To by mogło oznaczać, że w ludzkim mózgu istnieje coś takiego, jak moduł moralności, który uaktywnia się we wczesnym dzieciństwie. Tezę tę potwierdzają do pewnego stopnia obserwacje z zakresu neurologii.

W swej ostatniej książce „Umysł ludzki” stwierdziłem, że niektóre obszary mózgu stają się aktywne, gdy angażujemy się we współpracę z innymi. Obszary te związane są z odczuciem przyjemności i nagrody. Pewne obszary mózgu mogą się również uaktywniać, kiedy odczuwamy empatię i przebaczenie.

Tak więc religia nie jest raczej wytworem jakiejś konkretnej części naszej konstrukcji psychologicznej. Czy jest zatem bardziej prawdopodobne, że koncepcje religijne są czymś w rodzaju produktu ubocznego powstałego w ewoluującej podświadomości po to, aby pomóc nam przetrwać?

(Fragment pochodzi z artykułu w The Guardian, autorstwa Lorda Roberta Winstona, profesora medycyny na Uniwersytecie Londyńskim)

Przeczytaj też: Taka sobie kosmiczna bajeczka

10 myśli nt. „Dekalog – czy rzeczywiście jest taki wspaniały?

  1. „a wtedy stworzone przez niego, „na jego obraz i podobieństwo” istoty również byłyby doskonałe „
    Tak ale Bóg stworzył ludzi na swoje podobienstwo a nie kopię ;p

  2. Nawet jeśli to blade podobieństwo, to i tak wychodzi, że oryginałowi wiele brakuje.

    Dlaczego tak się stało pisałam wcześniej, na przykład w „Takiej sobie kosmicznej bajeczce”.

  3. Bardzo fajny wpis, w pełni się zgadzam. Dodam jeszcze od siebie, że nakazy i zakazy w starym testamencie są daleko bardziej szczegółowe – można powiedzieć, że wręcz totalitarne – a sposoby oddawania czci Jahwe kojarzą mi się jedynie z Voodoo i niczym innym. Ktoś jest zainteresowany, to może sobie przeczytać w każdej w miarę rzetelnie przetłumaczonej Biblii szczegółowy opis tego, co i jak należy robić z krwią, wątrobą, nerkami i ogólną flaczyzną baranów i kóz ofiarnych i kiedy, jak, co i w jakiej kolejności ta krwią mazać. Samo uznawanie tego zbioru regulacji pasterskich za świętą księgę zakrawa na absurd a bierze się z tego głównie, że ludzie („ludzie” tj. większość;) nie za bardzo przyjaźnią się ze starożytną, elitarną niegdyś i jak się okazuje również dzisiaj sztuką czytania ze zrozumieniem. A dlaczego tak jest? Może ma to związek z taoistyczną radą dla władców, żeby ich poddani mieli „pełne żołądki i puste serca”. I wtedy będzie super, bo stadem najedzonym, ospałym i zadowolonym łaaatwo jest manipulować jak się chce ;))

    Się rozpisałem a chciałem tylko trzy cytaty z księgi wyjścia przytoczyć. Nie z jakiegoś apokryfu tylko z oficjalnej Katolickiej skarbnicy Mądrości. Oto one:

    „NIe będziesz tworzył rezeźby ani żadnej podobizny tego, co jest w górze na niebie lub co jest na dole na ziemi,, ani co jest w wodzie poniżej ziemi. Nie będziesz padał na twarz przed nimi i nie będziesz im służył;bowiem Ja Jahwe, twój Bóg jestem Bogiem zazdrosnym, który dochodzę nieprawości ojców na synach, na wnukach i prawnukach tych, co mnie nienawidzą” Wj 20,4-6

    😉 Nie ma to jak motywacja pozytywna, nie? Poza tym zemsta na przyszłych pokoleniach.. rzeczywiście niezbyt miła perspektywa jeśli można zauważyć. Już lepiej wielbić Jahwe i dawać kapłanom kasę, żeby Bóg był zadowolony.. i jeszcze dygresja.. K. Katolicki – jeśli chodzi o zakaz tworzenia „idoli” – ustanowił chyba niepobity w historii rekord naginania treści do formy ;).

    Następny proszę:
    „Nie będziesz wypowiadał na próżno imienia Jahwe, twego Boga. Jahwe bowiem nie pozostawi bez kary tego, kto by wypowiadał Jego Imię na próżno” Wj 20,7

    Na próżno? Co to jest na próżno? Czy nie aby bez Boskiej czci, tarzania się w pyle i błagań (uniżonych – bo i tak będzie, co Jahwe postanowi) o pomoc, łaskę, czy kropnięcie wroga. Ewentualnie wybicie kóz wroga;)

    I ostatni a właśnie ostatnie, bo to trzy z dziesięciu przykazań są:

    „Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego: nie będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani jego sługi, ani służebnicy, ani WOŁU ani OSŁA, ani żadnej rzeczy, która należy do twego bliźniego” Wj 20,17

    ;)))
    fajne, nie .. dalej są jeszcze inne Szarijatowe nakazy zakazy, wszelakie powinności, kary, nagrody, zachowania lansowane, historie „obiektów” do naśladowania itd. Ogólnie Stary Testament może służyć spin doktorom i innym przyjemniaczkom za modelowy przykład robienia kaszki z mózgu i przyuczania ku uległości. Do czego zresztą był wykorzystywany przez dwa tysiące lat (niecałe bo Stary Testament skodyfikowano ok roku 70 po Jezusie i podzielono na dwa kanony – Palestyński z 39? księgami objawionymi i Aleksandryjski z 46? też objawionymi. Aleksandryjski jest używany przez Katololo a Palestyński przez rozmaite protestantcwo;))

    A karą z abluźnienie Bogu Jahwe była…

    śmierć jakby ktoś się nie domyślał ;))

    pozdrawiam 😉
    R.

  4. No tak, to się właściwie nadaje na kolejną notkę…

    ST jest odczytywany i interpretowany na tyle różnych sposobów, że aż trudno zliczyć. Każda frakcja wycina z niego to, co jest dla niej wygodne. Nawet owe szczegółowe instrukcje, co i jak robić z krwią, mimo, że tak niby dokładne, też dają się naginać, jak komu pasuje.

    No i te przykazania: po pierwsze są 2 wersje dekalogu, jedna dłuższa (dekalog, co znaczy „dziesięciopunktowiec” ma tam punktów aż 17) i druga krótsza. KK wziął sobie tę krótszą i jakby jeszcze było mu tego za dużo, dodatkowo ją okroił. Pierwsze przykazanie, to o nieczynieniu obrazów zupełnie z niego wywalił, a ostatnie przeciachał na pół, bo zabrakło by mu jednego do pełnej dziesiątki.

    Bracia muzułmanie trzymają się ściśle tego zakazu tworzenia obrazów, co u nich wyraża się w sztuce, jako zakaz malowania czegokolwiek, co jest bożym dziełem. Zamiast więc malować widoczki, kwiatki, zwierzątka czy portrety Arabowie stworzyli sławne „arabeski”, czyli ornamenty.

    Do tego dochodzą karkołomne sztuczki z tłumaczeniem. Owo „branie na daremno” tłumaczono już na tyle różnych sposobów, że nawet nie pamiętam wszystkich.

    No i ta mściwość oraz zazdrość boga, ufff, cóż to za bóg, który czuje tak nikczemne emocje?

    Potem pojawił się Jezus i próbował ludziom tłumaczyć, że niewidomy nie został pokarany za grzechy rodziców, ale lęk przed karą spadającą na potomków trwa do dziś.

    W sumie oba Testamenty razem tworzą tyle sprzeczności, że każdy może przy pomocy „Pisma” udowodnić każdą, dowolną tezę. Czy trzeba tłumaczyć, jak to jest wygodne dla władzy?

    A co do ludu – Rzymianie mieli powiedzenie „chleba i igrzysk”. Czyli: micha musi być pełna, a telenowela oraz sport w TV na kliknięcie pilotem.

    Programy zmuszające do myślenia pokazywane są dobrze po północy lub na wydzielonych kanałach, które trzeba osobno zamawiać, bo nie ma ich w pakiecie podstawowym.

    Na szczęście jest (jeszcze) internet…

  5. A mnie interesuje takie zjawisko, jak wmuszanie przestrzegania przykazań kościelnych wszystkim wokoło. Czyli – w niedzielę nawet ateista myć okien czy remontować nie może, w piątki obcemu zagląda się do talerza, czy aby mięsa nie je oraz w poście na kieliszku stawia się krzyżyk, choćby to cudzy kieliszek był. Skąd w nich taka pewność, że ich system wartości jest jednakowo ważny dla innych? Czy taka wiara zależy jedynie od cudzego postępowania?

  6. To przekonanie, że ich system wartości jest jedyny właściwy i dlatego powinien obowiązywać wszystkich ludzi bez względu na wyznanie widoczne jest wszędzie, gdzie się ruszysz. Przecież to widać stale i na co dzień: jak ślub, to tylko w kościele, jak moralność to tylko katolicka, jak badania naukowe czy medycyna, to tylko taka, na którą etycy KK wydadzą zezwolenie itp. Może uda się to zwalczyć, ale pewnie nie za naszego życia, niestety. Chociaż w Europie jakoś z tym sobie poradzono, przynajmniej w niektórych krajach…

  7. Mam niestety wrażenie że w paru krajach Europy „poradzono sobie” z chrześcijaństwem laząc w łapy islamowi, czyli „z deszczu pod rynnę”… Można bowiem bezkarnie zakazać bożonarodzeniowej choinki, ale nie daj Boże, a może Allachu, nie wolno wkurzać wyznawców islamu bo jeszcze coś wysadzą… 😦 We Francji ilość wyznawców islamu przekroczyła 10% i jeszcze parę lat, a wprowadzą tam szariat.

    A apropos tzw – 10 przykazań – „nie” zabijaj, „nie” cudzołóż, „nie” kradnij, powtarzane jak mantra i afirmacja.. a przecież wiadomo, że w afirmacjach nie stosujemy „nie” bo podświadomość nie zna negacji. A więc: zabijaj, kradnij, cudzołóż, pożądaj żony bliźniego swego – oto treści afirmowane w podświadomości przez nas wszystkich – i między innymi dlatego świat jest dokładnie taki jaki jest.

  8. Ooo, właśnie, zwróciłeś uwagę na coś, co przeoczyłam, że to przecież negatywna afirmacja…

    A jak z logowaniem? Może skorzystaj z open.id? Tu możesz założyć konto: http://openid.pl/ i logować się tą metodą na wiele blogów, których ikonki widać na dole.

  9. Wszyscy zapewne mają swoją rację ale…
    Prawo Boże jst zaprawdę dyrektywą jedynie … pozostawiając człowiekowi możliwość stanowienia prawa dla siebie.
    Dyrektywy nie są niedoskonałe,
    niedoskonałe jest tylko prawo stworzone przez człowieka …

  10. Damian, a jakie ono – Boże, to prawo? Jedyne Prawo Boże podał Jezus Chrystus, a brzmi ono – „miłuj bliźniego swego”. Kto przestrzega powyższego, nie zabija, nie kradnie i nie cudzołoży i nie robi też setki innych rzeczy o których w dekalogu nie wspomniano w ogóle, bo starożytnym Żydom nawet się o tym i nie śniło

    Apropos logowania, na razie „trzyma” mnie w systemie. 🙂

Nie mam żadnego wpływu na to, że komentarze stałych bywalców bloga lądują w moderacji! Proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s