Psychopaci, czcigodni uczeni mężowie i system patriarchalny

Kiedy słyszysz słowo „psychopata” na myśl przychodzi ci pewnie odrażający zbrodniarz, seryjny morderca lub łysy mafiozo z dymiącym rewolwerem. I jest w tym jakiś procent prawdy. Ale niestety, gdyby tylko tak wyglądała prawda, ten świat nie byłby aż tak złym miejscem. W rzeczywistości jest znacznie gorzej, niż myślisz i niż możesz się spodziewać.

W starym blogu pisałam o umniejszaczach. To też psychopaci, ale nie tacy krwawi, a zwłaszcza nie tak sławni, jak ci, na których polują policje całego świata. To żmije ukryte w kwiatach, niewidoczne, trudne do rozpoznania, ale przez to tym bardziej niebezpieczne. Taki psychopata może czaić się wszędzie i swobodnie działać przez nikogo nie rozpoznany.

Zdecydowana większość psychopatów (zwanych też socjopatami) to osobnicy odznaczający się nieprzeciętnym urokiem osobistym i wręcz zniewalającym erotycznym powabem. To ci zabójczo przystojni mężczyźni, otoczeni wianuszkiem niemal zahipnotyzowanych wielbicielek, wzbudzający zawiść innych facetów, nie mogących pojąć, jak oni to robią, że zawsze wszystko im się udaje.

Udaje im się, bo to osobnicy pozbawieni ludzkiej wrażliwości i sumienia, na tyle jednak inteligentni, że potrafią ukryć przed światem tę swoją ułomność. Inteligencja pozwala im działać skutecznie, brak sumienia – uwodzić i manipulować masami (nie tylko kobietami, ale i pracownikami, wyborcami itp.), a dobre aktorstwo udawać, że są serdeczni, ciepli i uczuciowi. Dzięki tym cechom i umiejętnościom wspinają się szybko po szczeblach kariery, bezwzględnie, ale subtelnie i w białych rękawiczkach eliminując po drodze konkurencję i pozbywając się każdego, kto mógłby okazać się na tyle niebezpieczny, żeby ich zdemaskować i ujawnić przed światem cyniczne metody ich działania.

Psychopata czuje się bezpieczny tylko wtedy, gdy ma władzę i pełną kontrolę nad innymi. Komfort zapewnia mu również uporządkowanie rzeczywistości wokół według ściśle określonych reguł. I z tego właśnie wynika jego ogromna potrzeba, wręcz przymus podporządkowywania sobie ludzi i manipulowania nimi według własnych potrzeb i uznania.

Dla psychopaty inni ludzie są tylko pionkami w prowadzonej przez niego grze lub narzędziami, które są dobre dopóty, dopóki są użyteczne. Jeśli więc ktoś nie chce mu się podporządkować, jest po prostu eliminowany jako element do niczego nie przydatny. W skrajnym przypadku ta eliminacja może oznaczać nawet śmierć.

Czytając mądre teksty psychologa klinicznego, Damiana Janusa oraz jeszcze bardziej pouczające (a chyba raczej przerażające?) komentarze internatów-racjonalistów*) pod nimi (o czym będzie jeszcze mowa nieco niżej), uświadomiłam sobie nagle, że system patriarchalny ma wszystkie cechy idealnego świata psychopaty. Wygląda na to, że to psychopaci wprowadzili go na tej planecie i gorliwie pilnują, żeby nie runął.

Cały ten porządek: męski, patriarchalny, mizoginiczny, okrutny i żądny hołdów Bóg na samym szczycie (starotestamentowy Jahwe ma cechy klasycznego psychopaty!), nie mniej spragniony czołobitności, wszechwładny i otoczony kastą rozpustnych kapłanów feudał (król, władca), cała hierarchia arystokracji różnych szczebli, a następnie bogate mieszczaństwo, zamożne chłopstwo, służba, nędzarze i niewolnicy na samym dole to świat bezpieczny, bo idealnie uporządkowany, w którym każdy, od urodzenia aż do śmierci, ma jednoznacznie określoną pozycję i zadania do spełnienia. Reguły gry są jasno określone, a jeśli ktoś je narusza, to sam jest sobie winny, gdy trafi za to na szafot. To świat okrutny i bezwzględny dla miłośników wolności, a szczególnie dla dowolnego rodzaju buntowników i wichrzycieli.

Każda z tych kast ma swoje własne hierarchie. W rodzinie mężczyzna jest panem, a kobieta jego pokorną służebnicą. Dzieci są całkowicie podporządkowane władzy ojcowskiej i bez szemrania muszą robić to, co ojciec rozkaże. Za niesubordynację wymierzane są surowe i upokarzające kary fizyczne, ze śmiercią lub oddaniem własnego dziecka do niewoli włącznie (ST). Nie ma tu miejsca na zdrową (ani w ogóle żadną) miłość, bo nie ma partnerstwa, poczucia równości ani szacunku dla drugiego człowieka. Zamiast tego są sztywne („sprawiedliwe”) reguły i iście wojskowa dyscyplina.

Psychopatyczny polityk oraz jego wierny wyborca to oczywiście konserwatysta, a więc strażnik uporządkowanego „po bożemu” świata, w którym cała ludzkość wyznaje jedną, rzecz jasna patriarchalną religię, gdzie bezwzględnie szanuje się autorytety, a młodzież edukuje się w szkołach o pruskiej dyscyplinie. W tym „idealnym” państwie stosuje się surowe prawo, którego nieodłącznym narzędziem, rzekomo gwarantującym porządek społeczny i bezpieczeństwo jest kara śmierci.

Uczucia, emocje i wszelka anarchia to rzeczy, których psychopata nie tylko nie rozumie, ale wręcz się ich boi, jako niemożliwego do przewidzenia oraz poskromienia żywiołu. Świat bez uczuć i dowolnego rodzaju chaosu jest rajem, w którym pozbawiony elementarnej inteligencji emocjonalnej i współczucia osobnik czuje się jak ryba w wodzie.

Seks, a szczególnie seksualność kobieca, wydaje się być dzikim i nieprzewidywalnym żywiołem, więc psychopata (oraz psychopatyczny system) zrobi wszystko, żeby go opanować, kontrolować i bezwzględnie represjonować. Szybko też odkrywa, że seks może być znakomitym narzędziem do manipulowania innymi. Seksem można nagradzać, ale można też poniżyć, splugawić i upokorzyć.

Patriarchalny porządek znajduje odzwierciedlenie również w korporacjach i firmach. Pan Prezes jest w nich Bogiem Wszechmogącym, a cała reszta, owe przysłowiowe szczury biorące udział w wyścigu, zmuszona jest do posłuszeństwa, wazeliniarstwa i składania ofiar na ołtarzu bóstwa sukcesu i ekspansji, a nierzadko przymuszana do świadczenia usług seksualnych „samcom alfa”, czyli tym, którym udało się w korporacyjnej hierarchii wspiąć najwyżej. Kto nie nadąża lub nie spełnia oczekiwań cara i boga, ten jest traktowany jak bezwartościowy odpad, a jego miejsce zajmuje kolejny, gotów do najwyższych poświęceń zawodnik.

I teraz podzielę się moim najnowszym odkryciem: świat zimno-logicznych nauk ścisłych to również świat patriarchalny. Tu nie ma miejsca na sentymenty i babską wrażliwość. Pewnie z tego powodu uczelnie, a zwłaszcza kariera naukowa, przez wieki były niedostępne dla kobiet. Jeśli nawet udało się kobiecie dostać na studia i je ukończyć (a mogła to osiągnąć tylko wtedy, gdy była o całe niebo inteligentniejsza i zdolniejsza od swoich kolegów oraz niewyobrażalnie wprost zdesperowana), nie mogła robić habilitacji, ponieważ przepisy zakazywały dopuszczania kobiet (i Żydów) do tego egzaminu. Dlaczego zakazywały? Z prostej przyczyny: ponieważ kobiety nie posiadają intelektu. Niektóre uciekały się w tej sytuacji do „zmiany płci”, a właściwie tożsamości. A ich piękne teorie, nazwane samym ich nazwiskiem (nazwisko Noether zna każdy fizyk, a imiona Amalie Emmy mało kto), uchodzą nierzadko za stworzone przez mężczyzn (proszę się nie obawiać, Kopernik jednak nie była kobietą). [Jeśli jakiś wielbiciel tradycji zechce teraz ocenić płci w kategoriach lepsza – gorsza to informuję, że w dziedzinie psychopatii mężczyźni również są lepsi i nie do pobicia; odsetek kobiet-psychopatek jest znikomy].

A co sądzi o kobiecym rozumie patriarchalna astrologia? Jest zdumiewająco zgodna z twierdzeniami, jakie wówczas obowiązywały w nauce. Oto fragment tekstu z mojej strony: „Innym ‚grzechem’ tej szkoły astrologii jest nienadążanie za przemianami społecznymi. W większości krajów europejskich i w USA aż do XX wieku kobiety nie miały praw obywatelskich, więc jedyną dziedziną, w której mogły się realizować było małżeństwo, dom i dzieci. I do takiego modelu kobiecości dostosowane były ówczesne zasady interpretacyjne. Uczono więc, że skoro Słońce jest męskie, świadome i logiczne, to nie należy ono do kobiety, a więc w jej horoskopie opisuje ono nie ją, lecz jej męża, jako tego, który realizuje się w świecie zewnętrznym i robi karierę. Natomiast Słońcem kobiety miał być Księżyc, bo jest on sygnifikatorem irracjonalnych impulsów i emocji, a w życiu rządzi takimi dziedzinami jak dom, kuchnia i dzieci. Podobna zasada mówiła, że Merkury w kobiecym horoskopie opisuje inteligencję nie jej, lecz jej męża, ponieważ Merkury przebywa blisko przy męskim Słońcu, z czego wynika wniosek, że jest to planeta męska, a więc ona, jako kobieta, rzecz jasna ani Merkurego ani inteligencji nie posiada w ogóle”.

Dzięki tym wstrząsającym odkryciom zrozumiałam, dlaczego świat tzw. racjonalistów tak często i tak bardzo mnie przeraża. Niejeden (rzecz jasna nie każdy) racjonalista to psychopata, który nie potrafi odnaleźć się w świecie emocji i uczuć, za to świetnie czuje się żyjąc wyłącznie „w głowie” (w psychologicznym żargonie mówi się tak o osobach uciekających od emocji w świat racjonalizacji). To wyjaśnia również mentalne okrucieństwo tych ludzi i ich potrzebę bezwzględnego, wręcz inkwizytorskiego zwalczania każdej wolnej, zbyt nowej lub zbyt mało ortodoksyjnej myśli, bo każda taka myśl zaburza stabilny, uporządkowany świat psychopaty, a tym samym pozbawia go poczucia bezpieczeństwa. Nic więc dziwnego, że największy gniew racjonalistycznego intelektualisty wywołują wszelkie zjawiska parapsychiczne, których obecna nauka nie potrafi wyjaśnić. Lepiej więc je zupełnie zanegować i zwalczać wszelkie wzmianki na ich temat, niż narażać się na niepokój wywołany przez chaos, który ich uznanie może wprowadzić do tradycyjnej nauki. Stąd ta straszliwa potrzeba palenia na stosie intelektualnych czarownic i heretyków, którzy ośmielają się zmieniać cokolwiek w zimnym, logicznym, a co najważniejsze, raz na zawsze uporządkowanym i poszufladkowanym świecie newtonowsko-kartezjańskiej (tak dziś już przestarzałej) nauki.

System, w którym żyjemy wydaje się nam normalny, bo z racji wychowania, jakiemu jesteśmy poddawani od urodzenia, jest po prostu czymś tak oczywistym, że go nie dostrzegamy, zupełnie tak samo, jak nie dostrzegamy powietrza.

W rzeczywistości jest to system chory i straszny.

Na ironię zakrawa fakt, że jedyni naprawdę normalni emocjonalnie osobnicy, którzy nie potrafią znieść tej wszechobecnej patologii traktowani są jak wariaci, dewianci i wykolejeńcy, krótko mówiąc – zasługujące na odrzucenie nieprzystosowane typy i godni pogardy życiowi nieudacznicy.

Kiedy pędzący w szalonym wyścigu szczur padnie w końcu na wpół martwy, a lekarze zdiagnozują u niego zawał, nowotwór lub (w znacznie gorszym przypadku) schizofrenię bądź zostanie uznany za opętanego przez demony z piekła rodem i tym sposobem zakończy się jego jakże błyskotliwa kariera, wbrew powszechnym przekonaniom może to dla niego oznaczać nie tyle koniec życia, co raczej początek wyzwolenia z piekła rządzonego przez pozbawionych uczuć cyborgów. Solidna dawka psychoterapii zapewni każdemu właściwą ocenę obiektywnej sytuacji oraz wkroczenie do świata wrażliwości i duchowości, czyli po prostu… człowieczeństwa.

Takich wyzwolonych (przebudzonych) ludzi możecie spotkać w Bieszczadach i na dalekich, wschodnich rubieżach kraju, ale nie tylko tam. W rzeczywistości są oni wszędzie, tyle tylko, że nie szukają ani sławy ani rozgłosu. To ludzie, którzy żyją skromnie i spokojnie, w harmonii z naturą i innymi ludźmi oraz z całą rzeczywistością, taką, jaka ona jest.

——
*) Pan psycholog, bardzo zresztą słusznie, wrzuca kilka kamyczków do ogródka psychiatrów-racjonalistów, znających tylko jedną metodę leczenia umysłu: środki psychotropowe. Leki te nie tylko niczego nie leczą, ale nawet szkodzą (chociaż z rzadka zdarza się również, że pomagają), ponieważ tylko przejściowo usuwają objawy choroby, nie wnikając w najmniejszym nawet stopniu w jej przyczyny. [Wiem co piszę, ponieważ od wielu lat mam okazję obserwować taki przypadek w rodzinie]. Na to stwierdzenie pewien racjonalistyczny (hmmm) komentator zareagował mniej więcej tak (nie jest to cytat dosłowny, lecz przerysowana przeze mnie karykatura, oddająca jednak dobrze treść merytoryczną tego, co chciał wyrazić): „lekarz jest tu bogiem i ma władzę, a ty pętaku jesteś tylko psychologiem i twoją rolą jest okazywać mu należny szacunek i robić co ci każe, ale jak widzę nie podoba ci się to i próbujesz za wysoko podskakiwać”. Tak właśnie traktuje się ludzi myślących, twórczych i nie potrafiących tolerować wynikającej z mentalnego oraz organizacyjnego konserwatyzmu patologii.

Więcej na ten temat można przeczytać tutaj:

Urodzeni kłamcy
Urodzeni mordercy
PSYCHOPATA – Maska zdrowia psychicznego część 1
PSYCHOPATA – Maska zdrowia psychicznego część 2

12 myśli nt. „Psychopaci, czcigodni uczeni mężowie i system patriarchalny

  1. Bardzo dobry tekst!

    Psycholodzy mają w ogóle kłopot z psychopatią, bo jakoś trudno leczyć kogoś, kto uważa, ze wszyscy dookoła mają problem, tylko nie on, mimo że swoimi działaniami niszczy otoczenie, bliskich, relacje.

    Podejrzewam, że poza ogromnymi dawkami mądrej, ale wymagającej miłości – przy braku możliwości kontroli drugiej strony, terapia prowokatywna może nieźle działać na typ psychopatyczny.

    Wezmę z niego fragment i podlinkuję go u siebie na blogu, dobrze? Myślę też, ze wrzucę linka na „Biegnącej z wilkami” 🙂

    O błędach zimnej psychoterapii pisze dużo Alice Miller.

  2. A proszę cię bardzo, bierz co chcesz.

    Alice Miller to moja ulubiona autorka. Jestem pod wrażeniem jej przemyśleń i analiz dotyczących wszelkich psychopatologii i problemów z przystosowaniem społecznym.

  3. Coś chyba nie wierzę w terapię prowokatywną. U jej podstaw leży brak szacunku dla decyzji pacjenta, decyzji by było tak jak jest bo jest okej.

    Prowokatywne to moze jest ,ale do terapii temu daleko.

  4. Jeśli chodzi o prawdziwych psychopatów, to moim zdaniem żadna terapia im nie pomoże. Interesowałam się tym problemem, bo spotkanie z psychopatą to straszna rzecz, jak zderzenie z rozpędzonym pociągiem. Wiem, że cwany psychopata potrafi wodzić za nos i wyprowadzać w pole nawet doświadczonego terapeutę.

    Jeśli chodzi natomiast o terapię prowokatywną, to za mało o niej wiem, żeby zabierać tu głos z pozycji autorytetu. Ale jeśli jest skuteczna, to chyba OK? Ja bym się tak bardzo nie przejmowała szacunkiem dla klienta, szczególnie „nieuleczalnego” klienta psychoterapeuty. Niektórzy nigdy nie wyjdą z problemów, bo te problemy i ich nieustające maglowanie nadają sens ich życiu. Właśnie dlatego ich terapia bywa nieskuteczna. Każdy pretekst jest dobry, byle tylko nie zacząć żyć normalnie (jeśli w ogóle wiadomo, co jest, a co nie jest „normalne”).

  5. Ciekawy tekst, choć trochę paranoiczny. Nic dziwnego, że ci osobnicy tak podobają się kobietom, ze swoją obojętnością, dystansem i inteligencja są doskonale przystosowani ewolucyjnie.
    Podobają się samej przyrodzie, skoro obdarzyła ich urodą 😉

  6. Obawiam się, że nasza codzienna rzeczywistość jest bardziej paranoiczna, niż chciałbyś w to uwierzyć. Ale nie dziwię się – kto chciałby wiedzieć, że żyje na tykającej bombie?

  7. To czy warto wiedzieć czy nie pozostawię pytaniem otwartym.
    Niestety słysze już, że coś tyka… słyszę, ale czy oboje słyszymy to samo nie jestem pewien.

  8. Moją zasadą jest „lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć”. Ale co z tą wiedzą zrobisz, to już inna sprawa. Doświadczenie nauczyło mnie, że lepiej jest, żeby niektórzy nie wiedzieli, bo człowiek działający pod wpływem paniki staje się niebezpieczny jak pijana małpa z brzytwą. Pisałam o tym na mojej stronie www w tekście o Erze Wodnika 🙂

  9. Witaj,

    mam wrazenie, ze mam pewne zachowania o ktorych piszesz. Moj ojciec byl taki, wiec najprawdopodobniej jest to genetyczne. Jak moge z tego wyjsc?

    Dzieki,

  10. Anonimowy, nie biczuj się za bardzo. Zapewniam cię, że żaden psychopata nie przyzna się do tego, że posiada cechy psychopaty, bo on buduje swoje życie na zaprzeczaniu. Być może nauczyłeś się pewnych „niezdrowych” zachowań i strategii, które pozwalały ci przetrwać i wyjść „z twarzą” z konfrontacji z ojcem, ale jeśli jesteś w stanie to widzieć, to nie jest źle.
    Co zrobić?
    Zacznij od samoobserwacji i koryguj swoje zachowania. A jeśli okaże się to zbyt trudne, zawsze możesz skorzystać z pomocy terapeuty. Medytacja też jest pomocna, bo pozwala oczyszczać umysł i emocje.

  11. Astromaria mam podobny problem jak Anonimowy- też cholernie się tego przestraszyłem że mogę byc psychopatą. Mam wiele cech które charakteryzują psych. Przez chwilę pomyślałem że wszystkie moje uczucia to kłamstwo i że nigdy nie bedę miał rodziny… to było straszne. To co napisałaś troszkę mnie uspokoiło… dzięki.

  12. @ anonimowy nr 2 – koniecznie przeczytaj życzenia noworoczne i obejrzyj film, który jest na końcu. I nigdy więcej nie myśl o sobie w taki sposób, bo jeśli będziesz tak myślał, to jeszcze w to uwierzysz i faktycznie staniesz się psychopatą lub osobnikiem bez uczuć. Uczucia można „odmrozić”, nie trzeba się ich bać. W sieci znajdziesz wiele materiałów na temat inteligencji emocjonalnej. Poczytaj, przymierz to do siebie i popracuj nad relacjami. Nie zapominaj przy tym, że to Twoje myśli kształtują rzeczywistość, w której żyjesz. Powodzenia!

W tym blogu komentarze są równie ważne jak teksty na stronie głównej, dlatego bardzo proszę o trzymanie się tematu! Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku. Jeśli Twój komentarz się nie ukazał przeczytaj zasady komentowania bloga (patrz strony na górze bloga). Komentarze nie na temat będę kasować, a awanturników banować!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s