Zbereźny braciszek odc. 8 – Kilka refleksji na temat miłosiernego wybaczania

Wiele mówi się o konieczności miłosiernego wybaczenia.

Zupełnie się z tym zgadzam, ponieważ niewybaczenie wbrew pozorom szkodzi nie temu, komu powinno być wybaczone, lecz temu, kto powinien wybaczyć.

Żywienie urazy, długotrwałe przetrawianie żalów i uparte odmawianie puszczenia przewin w niepamięć leży u podstaw wielu chorób. Oczywiście – tego, kto nie wybaczył.

Wybaczać jak najbardziej należy, ale nie oznacza to bynajmniej rezygnacji z wymierzania sprawiedliwości oraz z zadośćuczynienia. O wybaczeniu można mówić dopiero potem.

Jeżeli ktoś dopuścił się poważnego nadużycia lub złamania obowiązującego prawa powinien najpierw zostać osądzony, zgodnie z obowiązującymi przepisami. W cywilizowanym kraju nie może być tak, że ktoś krzywdzi innych lub w nosie ma obowiązujące prawo, a my mu za to odpłacamy miłością i wybaczeniem.

W takim przypadku musimy nauczyć się nie tylko mówić „nie”, ale również korzystać z przysługujących nam praw. Nikt nie może i nie powinien stać ponad prawem. Żadna Bardzo Ważna Instytucja, ani jej nie mniej Ważny Reprezentant nie powinni czuć się bezkarni. Czas wreszcie zacząć walczyć z nietykalnością pewnych świętych krów, które w Polsce czują się jak wasale na swoim własnym folwarku.

Jeśli nie będziemy stanowczo domagali się respektowania swoich praw, wkrótce obudzimy się pod kolejnymi rządami totalitarnymi. Wszystko wskazuje na to, że szykuje się nam nowa, a właściwie stara, bo religijna tyrania.

Jak na każdym kroku podkreślam – Polska nie jest krajem katolickim, lecz demokratycznym. Obowiązują tu określone normy i prawo.

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej Rozdział II, WOLNOŚCI, PRAWA I OBOWIĄZKI CZŁOWIEKA I OBYWATELA
ZASADY OGÓLNE,
Art. 53.

1. Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii.

2. Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują.

3. Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami. Przepis art. 48 ust. 1 stosuje się odpowiednio.

4. Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób.

5. Wolność uzewnętrzniania religii może być ograniczona jedynie w drodze ustawy i tylko wtedy, gdy jest to konieczne do ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób.

6. Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych.

7. Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania.

Art. 54.
1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.

Polski Kodeks Karny idzie jeszcze dalej:
Art. 194.

Kto ogranicza człowieka w przysługujących mu prawach ze względu na jego przynależność wyznaniową albo bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Nie godzę się na to, żeby w moim własnym kraju z przyczyn religijnych czy światopoglądowych przeszkadzano mi w pracy i żeby w jakikolwiek sposób ograniczano moją wolność osobistą.

Nie życzę sobie, żeby jacyś fanatycy zaczepiali mnie, obrażali i próbowali mnie zastraszać.

Nie dopuszczę do tego, żeby ktokolwiek deptał moją godność osobistą twierdząc, że jako kobieta jestem istotą gorszej kategorii i z tego powodu z pełną pokorą muszę uznać zwierzchnictwo mężczyzny-kapłana.
Nie zamierzam zrezygnować ze swojej wolności osobistej tylko dlatego, że jakaś nieuprawniona do tego instytucja uzurpuje sobie prawo do kontrolowania mojego sumienia i życia.

Zbyt długo godziliśmy się w Polsce na takie bezprawne czyny. Czas wreszcie powiedzieć jasno i wyraźnie „dość tego”!

Z tego powodu nie zamierzam puścić płazem tego, co się stało.

Żeby było zupełnie jasne: nie czuję żadnych emocji, a szczególnie nienawiści czy gniewu wobec Mirosława, ponieważ żadne jego wyczyny nie są w stanie zakłócić mojego spokoju wewnętrznego. Jestem odporna i mam wystarczająco silną osobowość, żeby nie poddawać się żadnym psychomanipulacjom. Jeśli jednak nikt się nie ruszy i nie podejmie działań, nic się w tym kraju nie zmieni i w dalszym ciągu będziemy musieli tolerować jawne łamanie prawa i dobrych obyczajów.

Ja okazałam się odporna, ale jestem pewna, że inne kobiety mogły na tym poważnie ucierpieć. Czas położyć kres podobnym praktykom.

Niech Kościół wie, że nie jest nietykalny. Braciszkowie w klasztorach niech zajmują się tym, do czego są powołani i niech nie sieją zgorszenia.

Obowiązkiem zakonników tego klasztoru jest opieka nad chorymi i temu powinni się poświęcić bez reszty, zamiast szukać uciech w świecie.

Pan Mirosław urządził się w życiu lepiej niż inni. Chyba nie potrafił docenić tych przywilejów. Dlatego teraz grozi mu ich utrata. Prawdziwe wygnanie z Raju.
Źle mu było?
Przecież ma wszystko, o czym marzył. Nie musi troszczyć się o zarabianie pieniędzy, nie grozi mu zwolnienie z pracy, bo zatrudnienie ma zagwarantowane do końca życia, ma dach nad głową, ciepłe posiłki, darmowe pranie i sprzątanie. Żyć nie umierać.
Ma jeszcze coś więcej, coś, co lubi najbardziej: wszystko to zapewnia mu poniżona, zdeptana i upokorzona kobiecość w postaci pełnych bałwochwalczej czci dla jego męskości siostrzyczek zakonnych.
Ale dla niego to za mało.

On chciałby widzieć w tym położeniu wszystkie kobiety świata. A szczególnie te, które mają czelność nie czuć szacunku ani do niego, ani do innych autorytetów.

Mam dla pana Mirka niespodziankę. Szkoda, że mnie nie przeprosił, że nie ukorzył się pokornie przede mną. Gdyby to zrobił być może poszlibyśmy na ugodę. Jak w amerykańskim sądzie. A tak ugody nie będzie.

Na zakończenie tej sprawy wszystko wybaczę i puszczę w niepamięć – dla własnego zdrowia.

(Opublikowane na starym blogu 2006-09-23 00:34:01)

Podsumowanie:

To dla mnie niepojęte… dlaczego klasztor, zamiast pozbyć się, psującej mu opinię, czarnej owcy, uruchamia taką machinę klonów, żeby ją chronić? „Mateusz” wziął nawet całą winę na siebie (w komentarzach), wmawiając mi, że to on robił sobie żarty.

Dlaczego nie wierzę w bajkę, że to nie braciszek M. do mnie pisał?
  1. Podałam klasztorowi numer telefonu, z którego pisano do mnie smsy – to jest niezbity dowód na to, kto jest sprawcą. Wystarczyło sprawdzić numer ojczulka i wszystko stałoby się jasne.
  2. „Mateusz”, który wziął na siebie winę pisze bardzo ładną polszczyzną, a o. M. wręcz przeciwnie – co widać, słychać i czuć w całej tej „korespondencji”. Jeśli chcesz się podszyć pod kogoś musisz „wejść w jego buty” i przyjąć jego (fatalny) sposób wyrażania myśli i niegramotnego pisania. W przeciwnym razie jesteś niewiarygodny.
  3. Prosiłam „Mateusza”, żeby się uwiarygodnił i napisał do mnie jeszcze raz, z adresu, którego używał do korespondencji jako o. M. Jeśli to on pisał, to może napisać jeszcze raz. Nie zrobił tego!
  4. Po moim donosie do władz klasztoru o. M. nagle zamilkł i już nigdy więcej się nie odezwał. Gdyby korespondował ze mną ktoś inny nie wiedziałby o tym, że pisałam do klasztoru i dalej by się ze mną bawił w kotka i myszkę. Wniosek nasuwa się sam: ojczulek został aresztowany w klasztorze i poddany ścisłej kontroli.
  5. O ile wiem, po interwencji dziennikarza i artykule w „Faktach i Mitach” ojczulek został za karę zesłany na prowincję – czyżby za niewinność? Niestety, bardzo szybko stamtąd powrócił. Widocznie jest niezastąpiony 🙂
  6. Klasztor powinien powiadomić o wszystkim policję. Powinien to zrobić, żeby oczyścić swojego zakonnika z podejrzeń, złapać i ukarać sprawcę, a mnie poinformować o jego niewinności i poprosić o usunięcie wpisów o zbereźnym braciszku. Nie zrobił tego. Nie pytam dlaczego.

Jedna myśl nt. „Zbereźny braciszek odc. 8 – Kilka refleksji na temat miłosiernego wybaczania

  1. Komentarze przeniesione ze starego bloga:
    astromaria 2006-09-23 11:26:41
    I Słońce weszło do Wagi… ale to chyba nie na temat.

    anahella 2006-09-23 02:14:42
    Dzis byl now z Lilith:P

    astromaria 2006-09-22 18:15:25
    Tak, to prawdziwy atak klonów. Oczulek miał taki fajny numer telefonu, za takie ładne numery chyba sporo się płaci, a teraz pewnie nie będzie mógł z niego korzystać, buuu 😦 bo będzie musiał się go pozbyć, jako dowodu zbrodni.

    Silverhands 2006-09-22 17:47:33
    Hahaha Jak widzę, atak klonów postępuje…

    nusantara 2006-09-22 16:21:24
    Tak jakoś mi wpadło do głowy:)Sprawa ta nadaje się dla detektywa Rutkowskiego- szkoda tylko, że ten siedzi za kratkami…

    astromaria 2006-09-22 15:57:03
    Jego własny syn!!!!!! Świetne!!!! Może faktycznie? Widać po kim odziedziczył geny!

    nusantara 2006-09-22 14:50:28
    Jeśli ktoś faktycznie bawi się kosztem owego zakonnika, może warto postawić pytanie w jakim celu to robi? Myślę, że jeśli miałoby to być "w ramach zabawy"- to żartowniś znudziłby się po krótkim czasie. Jak widać, sprawa ta trwa już dość długo. Może o. Mirek wcale nie jest taki niewinny? Może ktoś próbuje się na nim odegrać? Może robi to jego własny syn?

    astromaria ==> mbaj 2006-09-22 13:48:17
    Niewykluczone, że "Mateusz" to kolejna próba wywiedzenia mnie w pole. Wprawdzie wpis jest z Białegostoku, ale przecież braciszkowie mogą mieć znajomości w całej Polsce. W liście do mnie wysłanym z Interii były takie dane: "Pracuję w parafii w Z. Jestem tam wikarym. Posługuję również jako kapelan Szpitala Specjalistycznego w Z. Jestem także katechetą w pobliskiej szkole. Często można mnie spotkać na czacie na Interii. Moje namiary to : ojciec M., ". Na stronie www podany jest dokładny adres klasztoru, numer telefonu i funkcje o. M. Więc faktycznie mógł je stamtąd pobrać. Powiadomiłam klasztor o tym wpisie, niech dalej robią co uważają. Jeśli ten facet jest autentyczny i faktycznie przez ten cały czas posługiwał się danymi o. M., psując mu opinię, to jest to sprawa kryminalna i ja go chronić nie będę.

    astromaria 2006-09-22 13:31:57
    Mateuszu, prosty test: skoro to ty pisałeś z konta na Interii, to proszę cię bardzo, przyślij z niego do mnie kolejnego maila. M. siedzi teraz pewnie w areszcie domowym i nie może z niego korzystać, więc jest mało prawdopodobne, żeby mógł z niego korzystać.

    astromaria 2006-09-22 13:28:46
    Jeśli to prawda Mateuszu, to niestety poniesiesz wszystkie konsekwencje swojego czynu. Twoje przeprosiny w komentarzach do bloga nie mają żadnej mocy prawnej. Oszkalowałeś niewinnego człowieka i zrobiłeś to nie po raz pierwszy, bo zakonnicy twierdzą, że działo się to już pół roku wcześniej, a jeden z komentatorów bloga twierdzi, że robisz to od dawna. Bawisz się cudzym kosztem w tak okrutny sposób i liczysz na to, że wystarczy mi twoje "przepraszam"? Ja na tym nie ucierpiałam w najmniejszym nawet stopniu, ucierpiał na tym niewinny zakonnik (oczywiście – wszystko to piszę w trybie warunkowym, bo nie wiem, kto mówi prawdę a kto kłamie). Powiadomiłam o wszystkim zakon. Teraz oni będą decydować o tym co z tobą zrobić. Nie wykluczam też możliwości, że działasz z nimi w zmowie. Ale to się okaże już niedługo. Ja w każdym razie nie zamierzam puścić sprawy w niepamięć, lecz doprowadzę ją do końca.

    mbaj 2006-09-22 13:22:29
    Czy na stronie internetowej są faktucznie bezpośrednie dane kontaktowe o.M? W formularzu kontaktowym proszą o podanie, z kim wpisujący chce sie skontaktować, a informacja zostanie przekazana dalej…???

    Mateusz 2006-09-22 12:11:05
    Pani Mario! Ojciec M. jest niewinny. To ja jestem sprawcą całego tego zamieszania. Wszystko co zostało napisane w postach związanych z tą sprawą to są jedynie plotki i informacje nie mające potwierdzenia w obiektywnych faktach. Bardzo przepraszam, jeżeli poczuła się Pani urażona moimi mailami. Dane ojca M. pobrałem ze strony Zakonu. Bardzo żałuję, że doszło do publicznej dyskusji na ten temat. Nie miałem też zamiaru nawracać ani Pani ani kogokolwiek innego. W pewnym momencie ta "gra" wymknęła się z pod kontroli i poszła w niewłaściwym kierunku. Najrozsądniej byłoby chyba zamknąć całą tą sprawę, bo to wszystko nie ma sensu. Czytałem Pani blog i zorientowałem się, że nikt Pani nie jest w stanie odwieść z raz obranej drogi. Także pragnę przeprosić wszystkich, którzy zostali zaplątani w całą tą aferę, a w szczególności ojca M. Przepraszam i pozdrawiam Mateusz.

    astromaria 2006-09-22 00:57:04
    Z. to miasto, w którym mieści się klasztor, w którym mieszka i działa nasz ojczulek. W pierwszym liście podał mi do niego dokładny adres, telefon i wszystkie namiary, gdzie można go spotkać. To naprawdę zdumiewający, wręcz cudowny zbieg okoliczności, równie prawdopodobny jak główna wygrana w Lotto, że pani "Jolanta", o której "przypadkiem" pisał pan M. czytuje moją stronę i dlatego od razu przybiegła dać świadectwo prawdzie.

    Silverhands 2006-09-22 00:37:52
    Nieźle, Mario, klony zaczynają do ciebie gadać. A powoływania sie na Mohana jest zabawne. Twardogłowi katolicy naprawdę myślą, że wszyscy poza KK należą do jakiejś wielkiej, strasznej, niuejdźowej sekty i powołując się na ewidentny przekręt, jakim jest Hiamavanti, mogą sie cichcem wkraść w łaski takich jaki Ty, Mario. Słyszeliście o tej okropnej historii jakieś 2 lata temu, o dziewczynie, która chciałą wystąpić z Hiamavanti i członkowie sekty trzymali ją 2 tygodnie w szafie? Koszmar! Na szczęście przestępstwo wykryto i sprawcy poszli siedzieć. Ad rem: Bogu dzięki można być niezrzeszonym, co osobom przebywającym w stadzie trudno zrozumieć. I to widać po tych listach z Z. Swoją drogą, co jest w Z., bo mi umknęło? Ten klasztor?

    . 2006-09-22 00:15:46
    Miła pani Mario. Mam na imię Jolanta, nie Agnieszka. Mieszkam w Z. od wielu, wielu lat… Czy sądzi pani, że wpisałabym komentarz, chcąc ukryć swój numer IP? Nie powołuję się na koneksje z Mohanem – po prostu poznałam go kiedyś i byłam u nich na kilku spotkaniach (ale do Bractwa Himawanti nigdy nie należałam:-) Nie należę też do tych, którzy śpiewają Hare Kriszna, Hare Kriszna i tańczą przy dźwiękach bębenka – a przecież i u nich bywałam… Pani strona została mi polecona przez kogoś, kto często na niej bywa. Gwoli wyjaśnienia: nie szukam przyjaźni. Nie ma też mowy o jakiejkolwiek mistyfikacji. Po prostu zajrzałam tu dzisiaj, przeczytałam wpisy w blogu i napisałam komentarz. Szkoda, że tak trudno w to uwierzyć… Mimo wszystko pozdrawiam bardzo serdecznie 🙂 Jolanta

    astromaria 2006-09-21 21:00:36
    Jakże się bezgranicznie zdumiałam, kiedy po sprawdzeniu numeru IP pani "Jolanty" okazało się, że pisze ona… z Z.!!! Nie rozumiem zupełnie, jaki interes ma Kościół w tym, żeby tak uparcie i aktywnie kryć czarną owcę, psującą mu opinię? Przecież we własnym, dobrze pojętym interesie powinien się jej jak najszybciej pozbyć. Powołując się na koneksje z Mohanem nic pani u mnie nie zyska, lecz straci. Szkoda, że nie zadała pani sobie trudu poznania mnie i mojej (jak to pani sama, nie wątpię, że zupełnie nieszczerze, napisała) "wspaniałej" strony. Gdyby pani to zrobiła, wiedziałaby pani, co myślę o Mohanie i że nie jestem jego wyznawczynią. Jeśli pani nią była, to szczerze współczuję i z całą pewnością się z panią nie zaprzyjaźnię. Bardzo mi przykro, że się pani nie udała ta "inteligentna" mistyfikacja.

    astromaria 2006-09-21 18:35:44
    OK pani "Jolanto", być może jestem patologicznie podejrzliwa, ale tak szybko w to wszystko nie uwierzę. Miałam do czynienia z chorymi psychicznie, bo wśród moich bliższych i dalszych znajomych są i schizofrenicy i cyklofrenicy. Potrafię bez większego trudu rozpoznać, że ktoś ma coś nie tak z głową, to się po prostu czuje. A może mam wrodzonego "czuja", ja w każdym razie potrafię rozpoznać wariata od razu. Ten facet wariatem nie jest. Zadam pani pytanie – skąd czerpie pani pewność, że ten, kto do pani pisał to nie M., skoro go pani nie widziała ani nie złapała za rękę? Uwierzyła pani braciszkowi na słowo? A może ktoś ma jakieś niezbite dowody, które przekonają i mnie? W takim razie proszę mi je przedstawić. Kolejna wątpliwość – skąd ten "parafianin" wiedział, że zawiadomiłam ludzi z kurii? Dlaczego po tym fakcie tak nagle umilkł i w żaden sposób nie można go sprowokować do aktywności? Gdyby to był jakiś parafianin, to o niczym by nie wiedział i dalej by do mnie pisał. A może bardziej prawdopodobne jest to, że pan M. wysyłał maile z kafejki, jednak TERAZ TEGO ROBIĆ NIE MOŻE, bo jest pilnowany przez przeora? Może został za karę "udupiony" w klasztorze, z którego nie wolno mu wychodzić? I kolejna wątpliwość – skąd się pani wzięła? Skąd pani wie o mnie? Jak pani tu trafiła? Tylko proszę mi nie mówić, że "przypadkiem" i że od dawna jest pani wielbicielką mojej osoby i moich poglądów, bo pęknę ze śmiechu. To jest chyba najbardziej podejrzane. Nagle wypływa pani na powierzchnię i bierze pani w obronę M., zupełnie, jakbyśmy wszyscy mieszkali w jakiejś maleńkiej wiosce, gdzie wszyscy się znają i wszystko o sobie wiedzą. Nie zamierzam wierzyć w te nieprawdopodobne zbiegi okoliczności. To jest naprawdę zbyt cudowne, żeby mogło być prawdziwe. Zaczekam na oficjalne wyjaśnienie tej sprawy. Jeśli M. jest niewinny, to zostanie w pełni oczyszczony ze wszystkich zarzutów i jeszcze mi za to podziękuje. A jeśli jest winny, to klasztor zostanie oczyszczony z zakały, która psuje mu dobre imię. Proszę się nie troszczyć o zakończenie tej historii. Prawdziwa cnota krytyk się nie boi i nikt niewinny na pewno nie ucierpi. Kuracja oczyszczająca wszystkim dobrze zrobi. O mnie też proszę się nie troszczyć – ja się naprawdę znakomicie bawię i wprost pękam ze śmiechu widząc, jak ludzie związani z Kościołem i klasztorem próbują mnie uciszyć na wszelkie możliwe sposoby. Czy pani przypadkiem nie ma na imię Agnieszka?

    Jolanta 2006-09-21 17:21:25
    Witam. Już po raz trzeci próbuję dodać swój komentarz. Pierwszy raz był nieudany, drugi to była próba 🙂 Mam nadzieję, że teraz wszystko pójdzie jak z płatka! Pani Mario, już jakiś czas temu słyszałam o pani wspaniałej stronie – niestety jakoś nigdy nie udało mi się tutaj zajrzeć. Dopiero dziś… Przeczytałam wszystkie wrześniowe wpisy w pani blogu i bardzo chcę wyjaśnić sprawę korespondencji z o. M. To nie z nim pani korespondowała! Tak się składa, że to ja jestem tą "bardzo starą osobą, która nie ma jeszcze 250 lat". Wszystko, cokolwiek zostało o mnie napisane jest prawdą prócz jednego: to nie zakonnik wysyłał do pani te maile! Ten, kto je wysyłał, jest prawdopodobnie chory psychicznie… Znam o.M, znam Mohana, natomiast nie znam osobiście tego, kto wysyłał do pani maile. Wiem tylko, że i ja swego czasu miałam z nim sporo kłopotów, jednak jako osoba wielkoduszna wszystko wybaczyłam. Widzę, że ten człowiek rozpaczliwie pragnie zwrócić na siebie pani uwagę, a jednocześnie nie potrafi zrozumieć, że krzywdzi w ten sposób innych. Zapewniam panią, że żaden zakonnik nie usiłowałby pani "nawracać", zwłaszcza wysyłając TAKIE lub jakiekolwiek inne maile. Pozdrawiam serdecznie. Jolanta

    astromaria ==> Jolanta 2006-09-21 17:03:40
    Jestem pod wielkim wrażeniem. To skrzące się inteligencją i świadczące o wyrafinowanym intelekcie przemówienie godne jest samego Cycerona!

    Jolanta 2006-09-21 16:44:59
    Sprawa ojca M. to jedna wielka mistyfikacja!

    astromaria 2006-09-21 14:51:32
    Tak, chrześcijanin… Ale to widać nie są chrześcijanie, skoro nie stosują się nawet do nauk Jezusa i każą nazywać siebie "ojcami". Nie mówiąc o innych odstępstwach. Gnoza to dobra ścieżka, sporo się od gnostyków nauczyłam. Mają bardzo interesujące przemyślenia i przyznam się, że bardzo mnie to zawsze inspirowało. Rosa… skądś znam ten nick 🙂

    rosa 2006-09-21 14:20:12
    A to jest najlepsze 🙂 Chrześcijanin jest więc jednostką autonomiczną, niezależną od zewnętrznych okoliczności i autorytetów, odpowiadający tylko przed Bogiem, który gości w Jego duszy. „Bo z jakiej racji wolność moja ma być oceniana przez cudze sumienie?” (II 54,4). Wolność według Klemensa służy temu, by każdy z nas sam siebie czynił sprawiedliwym (III 65,1), kiedy zaś wykorzystana jest w swej pełni, zyskuje miano wolności gnostycznej, czyli takiej, która poprowadziła swego ucznia do poznania prawd zapewniających zbawienia, przemianę w Nowego Człowieka — Syna Człowieczego zapowiadanego przez Ewangelię. Jest gnostyk władcą samego siebie i wszystkiego w sobie (VII 17,1), jest tym, w którym Bóg znajduje swe święte miejsce (VII 29,6), albowiem wszelkie miejsce i wszelki czas, w którym myślą sięgamy ku Bogu, są istotnie święte (VII 43,1). Owszem, gnostyk poznaje Boga, lecz bardziej jeszcze poznany został przez Niego (VII 82,7) (innymi słowy, dał się rozpoznać jako Syn). Przekonanie zatem, jakoby należało Go szukać w zewnętrznych świątyniach wzniosłych katedr i bazylik, jest iluzją wybudowaną ludzkimi rękoma. Klemens mówi wprost: Albo czyż nie jest słuszne i zgodne z prawdą, żeby nie ograniczać jakąkolwiek przestrzenią Tego, który jest nieograniczony, ani w świątyniach „ręką ludzką wykonanych” nie zamykać Tego, który wszystko w sobie zamyka? (VII 28,1) http://www.gnosis.art.pl/numery/gn11_milewski_klemens.htm http://www.gnosis.art.pl/numery/arykuly_ktore_juz_sa.htm Pozdrawiam 🙂

    astromaria 2006-09-21 13:04:42
    Hehe, to jest lepsze: http://rozrywka-i-humor.videogalaxy.tv/videos/view/167.html

    mbaj 2006-09-21 10:45:39
    Mimo wrodzonego optymizmu mój (również wrodzony) racjonalizm podpowiada mi, że sprawa zostanie zamydlona i zatuszowana. Powszechna bezkarność 'sług bozych' z pewnościa dodaje im pewności siebie. Dla rozluznienia i a'propos tematu proponuję ogladnąć (koniecznie z głośnikami): http://rozrywka-i-humor.videogalaxy.tv/videos/view/796.html (Kabaret Moralnego Niepokoju i skecz Ksiadz)

    astromaria 2006-09-20 23:33:39
    Późnym wieczorem dopisałam do tej notki ciąg dalszy, kto ją czytał wcześniej, teraz powinien zobaczyć zakończenie.

    astromaria 2006-09-20 22:13:55
    Rozmydlanie już się zaczęło: "O. Mirek NIE MA ADRESU EMAIL xxx@interia.pl", a z nagłówków mailowych (hura!!!) nic nie wynika. Można udowodnić, że się coś ma, ale nie można udowodnic, że czegoś się nie ma. "po rozmowie z O. M. – ten strasznie się zdenerwował, bo nie jest Pani jedyną osobą, którą niejaki M. obraził". "W związku z tym, czy jeśli oddamy sprawę do Prokuratury zechce Pani być świadkiem w toczącym się postępowaniu?" Bardzo się cieszę, ja też się tam chętnie udam. Jak ludziom powiedzieć, że sprawa idzie do prokuratury, to oni się od razu wycofują. Ja wiele razy zeznawałam na policji i stawałam w sądzie jako świadek i doszłam do wniosku, że mnie i policjanci i sędziowie lubią (mam taki "prawniczo-detektywistyczny" horoskop, że włos z głowy mi nie spadnie). Naprawdę, nie boję się i wcale nie wycofam się wobec perspektywy przesłuchania na policji.

    MaSzowa 2006-09-20 20:33:30
    :))) Robi się coraz ciekawiej. Jestem na 80% pewna, że sprawa się "rozmydli", bo nie będzie można ustalić szczegółów i z braku dowodów zginie śmiercią naturalną. Pana Mirka może przesuną na inna placówkę… może. Pewności i tak nie zdobędziesz, bo to daleko.

Nie mam żadnego wpływu na moderację, więc proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s