Nawracają mnie, czyli zbereźny braciszek odc. 1

Wciąż i nieustająco znajdują się chętni, żeby mnie nawracać. Nie wiedzą biedacy, na jakiego heretyka trafili. Do tej pory nawracali mnie amatorzy, aż tu nagle trafił się profesjonalista, prawdziwy zakonnik. Facet ma już pewne doświadczenie w sprawowaniu rządu dusz i pewnie obecnie jest na etapie sprawdzania, jaki stopień mistrzostwa w tej dziedzinie udało mu się osiągnąć. Jak pożyje jeszcze trochę będzie miał dość mądrości, żeby sobie odpuścić.

Próbowałam go przestraszyć heretyckim listem, ale najwyraźniej go nie przeczytał, bo wziął mnie za Świadka Jehowy, chociaż w mailu wyrażałam się o Jehowie jak najgorzej. Wyłuskał z niego tylko to, że to ja chcę nawrócić jego. Rzucił mi więc wyzwanie:

Zobaczymy kto kogo nawróci? 😉

Odpisałam tak:

Ale ksiądz uparty…

Szkoda, że ksiądz nie zadał sobie trudu przeczytania ZE ZROZUMIENIEM mojego maila oraz tego, co znajduje się na moim blogu. Mógł też ksiądz (dla lepszego rozpoznania taktyki oraz słabości wroga) zajrzeć pod któryś z linków na blogu, a nazywają się one bardzo kusząco, bo „Moje linki osobiste”. Jest tam kopalnia wiedzy na mój temat.

Nie zrobił tego ksiądz, więc podejrzewając mnie o przynależność do Świadków Jehowy strzelił ksiądz kulą w płot.

Sądząc z maila jest ksiądz sympatycznym facetem i pewnie mającym najlepsze intencje. Problem w tym, że zanim ksiądz rzuci się, żeby mnie nawracać, pragnę uświadomić księdzu, że Polska nie jest krajem KATOLICKIM, lecz DEMOKRATYCZNYM, przynajmniej na razie, dopóki jeszcze nie staliśmy się Kaczystanem i dopóki nie zmieniono naszej konstytucji i prawa. A wobec tego radzę zajrzeć do Konstytucji RP, Deklaracji Praw Człowieka ONZ oraz (o zgrozo) do Kodeksu Karnego. W dokumentach tych jest jak wół napisane, że w naszym kraju obowiązuje wolność wyznania i sumienia i że za naruszanie tego prawa grożą konsekwencje prawne. Dlatego ostrzegam, żeby ksiądz nie przekroczył cienkiej granicy między dobrą zabawą a gwałtem psychicznym lub psychomanipulacją.

I co najważniejsze: wyjaśniam, że NIE JESTEM: mormonką, świadkiem Jehowy, katoliczką, zielonoświątkowcem ani żadnym innym zniewolonym chrześcijańskim barankiem. Nie jestem też barankiem ofiarnym Allacha, gotowym wysadzić się w powietrze dla wiary w bajki i iluzji życia wiecznego w raju. Nie należę do żadnego stada religijnego ani ateistycznego, nie biorę też udziału w żadnej formie wyścigu szczurów. Nikt mnie nigdy na nic nie nawrócił, z Amwayem, Herbalifem i wszelkimi możliwymi religiami włącznie, chociaż bardzo wielu usilnie próbowało, napastując mnie nawet w środku nocy. Ponadto nikt mnie w żadnej religii nie szkolił ani nie zrobił mi wody z mózgu w żadnej korporacji. Niezwykle starannie dbam o swoją nietykalność psychiczną i chronię siebie przed wszelkimi próbami zainfekowania mnie wirusem religijnego lęku (bardzo wcześnie zorientowałam się, że jest to technika najczęściej wykorzystywana przez religijnych naganiaczy).

To, do czego doszłam jest wyłącznie kwestią moich osobistych przemyśleń i wieloletnich poszukiwań. Dlatego proszę mi nie wmawiać, że moja grupa wyznaniowa błędnie interpretuje Biblię i że księdza grupa wyznaniowa robi to w sposób właściwy, ponieważ nie należę do żadnej grupy ani sekty (KK to dla mnie też sekta).

Pochodzę z rodziny ateistycznej i dlatego Biblia jest dla mnie zupełnie zwyczajną książką, do której nie podchodzę z nabożeństwem, nie czytam jej na klęczkach i nie uważam jej za świętą, a tym bardziej za nieomylną. Jest to książka jak każda inna, ani ona ani jej autorzy nie wzbudzają mojej bojaźni i nie mam oporów przed czytaniem jej bez należnego szacunku i z pełnym krytycyzmem. Z tego powodu widzę, że jej autorzy zaczerpnęli wiele mitów z wcześniejszych kultur i że jest w niej wiele kompletnych bzdur. Jest to księga chwilami przerażająca, a nawet wręcz zgubna duchowo i dlatego podejrzewam, że większość jej przekazu pochodzi nie od Boga, lecz od demona. Ten demon ma na imię Jehowa. Nie jestem ani jego świadkiem ani wyznawczynią, wręcz przeciwnie, jestem jego osobistym wrogiem. A oto dowody:

oto jeden mój akt „uwielbienia” dla Jehowy, a tu drugi, to jest moje kredo.

A w kwestii nawracania: katolicy często (zdecydowanie za często) próbują mi to robić, czym zmusili mnie do umieszczenia na mojej stronie jeszcze takiego linku.

Tu są moje rozważania na temat wiary, a tu na temat sekt.

Miłej lektury.

Tak na marginesie, uważam, że WIARA jest w istocie perfidnym narzędziem zniewolenia ludzkości i doprowadzenia jej do zguby. Pozbawia ona ludzi zdolności do krytycznego myślenia i zabija w nich instynkt samozachowawczy. Osobnik zniewolony przez wiarę gotów jest oddać swoje życie za dowolną bzdurę, czego świetnym przykładem jest zakaz przyjmowania krwi przez Świadków. Katolicy mają równie liczne i równie niebezpieczne wierzenia.

Pozdrawiam
Maria

(Opublikowane na starym blogu 2006-09-03 20:28:04)

Jedna myśl nt. „Nawracają mnie, czyli zbereźny braciszek odc. 1

  1. Komentarze przeniesione ze starego bloga

    astromaria 2006-09-05 02:22:07
    No, niestety, ksiądz albo nie czyta ze zrozumieniem, albo nawet wcale, bo najpierw wziął mnie za Świadka Jehowy, a potem sugerował, że mam jakieś związki z Mohanem, mimo że na blogu jest wszystko jasno napisane co o tych grupach sądzę. A co do wiary, to właśnie dziś, nie wiadomo po raz który, dopisałam na swojej stronie kolejne przemyślenia na temat pożytków i zagrożeń z niej płynących. To chyba z powodu tranzytu rządzącego sprawami wiary Neptuna wciąż odczuwam potrzebę doprecyzowywania moich przemyśleń na ten tak ulotny temat. Poza tym ten temat jest zupełnie nieprawidłowo rozumiany przez ludzi, którzy utożsamiają wiarę wyłącznie z katolicyzmem. A przecież wierzyć można w różne rzeczy i nie być z tego powodu katolikiem. Na przykład można wierzyć wyłącznie w materię i być ateistą, prawda?

    marcello 2006-09-04 21:36:56
    Napisałaś Mayu, że „ten profesjonalny…”, no może, ale nie siada się np. za kierownicę bolidu, jak się nie zapoznało z obsługą takowej maszyny. Próba nawracania osoby Twojego formatu bez uprzedniego zapoznania się z osobistymi poglądami dostępnymi choćby na Astro, jak na takiego „profesjonała”- bez urazy – było chyba trochę niepoważne. Dla niego. Jeśli chodzi o wiarę – to perfidne narzędzie – to może nie byłoby tak źle, sama wiara jako taka bywa aspektem pozytywnym, często pomagając człowiekowi w różnych sytuacjach życiowych, zgodzę się jednak z tym twierdzeniem jeśli miałaś na myśli wiarę w wersji „słusznoreligijnej”. Istnieją na świecie rzeczy, których nie powinno się podrabiać. Anglicy mieli Cyrk Monty Pythona, ciekaw jestem, czyim imieniem zostanie nazwany nasz rodzimy cyrk.

    astromaria 2006-09-04 17:36:13
    Jeśli chodzi o nawracaczy, to amatorzy są okropni (z reguły na mnie wrzeszczą i próbują mnie pokonać argumentacją biblijną oraz straszeniem zemstą Jehowy), natomiast ten „profesjonalny” jak na razie jest na poziomie i mam nadzieję, że z niego nie spadnie, chociaż jak znam życie, to pewności mieć nie mogę. Na razie nawet mnie to trochę bawi, ale być może jest to subtelna „gra wstępna”, natomiast kiedy już zostanę „oswojona”, dojdzie do konkretnych i zdecydowanych „działań nawracających”, a wtedy może zrobić się strasznie. Oczywiście, póki jest to zabawa i póki jest miło, wszystko jest OK, ale jeśli sprawy zajdą za daleko zakończę tę zabawę bardzo zdecydowanie. Żywot Briana widziałam i nieźle się uśmiałam. O ile pamiętam projekcja filmu w tv wywołała protesty moherowych, co też było śmieszne.

    EmiLeon 2006-09-04 12:45:09
    Szczerze Ci Mayu współczuje, że musisz się tak męczyć z tymi natrętami. Rzeczywiście można zobaczyć podobieństwo ze świetnym filmem Monty Pythona „Życie Briana”. W doskonały, arcyzabawny sposób pokazane są czasy Jezusa i powstawanie religi …hehehe setki razy oglądałem ten film 😀 naprawde warto obejrzeć, jaśli ktoś jeszcze nie oglądał to polecam 🙂

    nusantara 2006-09-03 22:21:15
    Przypomina mi to wszystko fragment „Żywotu Briana wg Monty Pythona”, kiedy Brian mówi do ludu, że muszą myśleć sami, na co oni mu odpowiadają: „tak, mamy myśleć sami”… Jedyne co mi się jeszcze w tej chwili nasuwa na myśl, to słynny cytat Marksa: „Religia to opium dla mas”.

Nie mam żadnego wpływu na moderację, więc proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s