BHP czarnego maga – ku przestrodze!

Dożyliśmy czasów, kiedy podręcznik magii można kupić w każdej księgarni i na każdym straganie z książkami. Egzaltowane panienki bawią się w wywoływanie duchów, picie krwi i rzucanie uroków. W umysłach ludzi zapanował totalny zamęt. Nikt już nie odróżnia ezoteryki od okultyzmu, astrologii od magii, ścieżki rozwoju duchowego od destrukcyjnej sekty. Ludziom po prostu odbija. Im ktoś słabszy duchowo i na umyśle, tym chętniej bawi się zakazanymi zabawkami i ulega złudzeniu, że kroczy ścieżką rozwoju duchowego. Prawda jednak jest taka, że w rzeczywistości kroczy ścieżką rozwoju Ego – i to nie w znaczeniu jakości, a wyłącznie wielkości. Niektórym rozdyma się ono po prostu ponad wszelkie granice. Ludzie ci sądzą, że angażują się w rozwój duchowy, podczas gdy w rzeczywistości igrają z mocami, nad którymi nie są w stanie zapanować. I w końcu sami padają ich ofiarą. Ludzie ci próbują szukać ratunku w Kościele, ale jest to uleganie czarowi złudnego śpiewu syreny. Instytucja ta oferuje im dokładnie to samo, od czego próbowali uciec.

Moją zasadą było zawsze trzymanie się od magii z daleka. Nie zdołano mnie przekonać, że istnieje dobra, bo biała magia. Dla mnie magia to magia, koniec, kropka. Nie ma dobrej i złej, ponieważ człowiek jest zbyt głupi, żeby był w stanie odróżnić jedną od drugiej.

Kościół jest potężną organizacją magiczną i właśnie dlatego tak zawzięcie zwalcza magów. On się ich po prostu boi, bo wie, że kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie, lepiej więc mieć konkurencję pod kontrolą i po swojej stronie. I to wszystko. Jeśli sądzisz, że poprzez nawracanie błądzących Kościół ratuje ich ze szponów magii, to jesteś naiwny jak dziecko we mgle i wiele musisz się jeszcze uczyć o świecie, w którym żyjesz.

Ponieważ pochodzę z rodziny racjonalistycznej, całkowicie zignorowałam fakt istnienia magii i magów, co się na mnie zemściło. Omijając temat szerokim łukiem omijałam również książki na jej temat, a Crowleya unikałam szczególnie starannie. Kiedy więc starłam się wyjątkowo ostro z grupą czarnych magów uprawiających astrologię klasyczną i powiedziałam im prosto w nos, co o nich myślę ściągnęłam na siebie klątwę śmierci. Tego dnia, kiedy wywołałam ich gniew wiedziałam, że na wymianie zdań się nie skończy. Praktycznie od razu odczułam, że ktoś coś przy mnie manipuluje. Byłam tak wzburzona, że nie mogłam usiedzieć w domu i musiałam wyjść na miasto. Snułam się wtedy bez celu przez kilka godzin po dzielnicy, w której mieszkałam, a z nieba walił ogromny śnieg. Wszystkie chodniki koło mnie stały się niezdatne do chodzenia, ale mnie to tylko cieszyło, ponieważ przedzierając się przez zwały kopnego śniegu wywalałam z siebie nadmiar złej energii. Prawdziwe problemy zaczęły się nieco później. Najpierw pojawił się irracjonalny lęk i zaczął narastać z każdą chwilą, a potem stopniowo jakaś tajemnicza siła zaczęła przejmować władzę nad moim umysłem. W mojej głowie narastał hałas, aż przybrał takie nasilenie, że nie dało się tego wytrzymać. Nie byłam w stanie zapanować nad własnymi myślami, a co gorsze jakiś głos coraz natarczywiej domagał się, żebym skończyła ze sobą. Perswadował mi, że moje życie nie ma sensu, że nic nie udało mi się osiągnąć, że nie mam żadnych perspektyw na przyszłość i że jedynym wyjściem jest skrócić te męki wybierając śmierć.

Sądziłam wtedy, że podczepił się pode mnie jakiś duch, demon lub astral, ale ponieważ nie brałam udziału w żadnych seansach spirytystycznych ani nie chadzałam na cmentarze, było to mało prawdopodobne. Naprawdę, nie mogłam zrozumieć, co to było. I do wczoraj nie wiedziałam. A dowiedziałam się prawdy czytając wyznanie osoby, która doświadczyła tego samego, tyle tylko, że znając książki Crowleya i jego przepis na czarnomagiczny „implant” śmierci doskonale wiedziała co ją trapi i jak sobie poradzić.

Ja tego nie wiedziałam, więc nie miałam pojęcia, jak się tego pozbyć. Wezwałam więc Boga i mojego Opiekuna na pomoc i tę pomoc uzyskałam. Jak?

Po raz pierwszy w życiu zwróciłam się bezpośrednio do mojego Anioła Stróża z prośbą o ratunek. I wtedy nagle zobaczyłam oczami wyobraźni okładkę archiwalnego numeru „Nieznanego Świata”, w którym był artykuł o Bruno Gröningu i o tym, że grupa praktykująca uzdrawianie jego metodą działa również w Warszawie. Pamiętam, że kiedy miałam ten numer NŚ w rękach przeleciałam ten tekst dość pobieżnie, bo nie za bardzo wierzyłam wtedy w takie „cuda”, ale teraz zrozumiałam, że to był błąd i że muszę do tego powrócić. Problem w tym, że w mojej głowie panował taki chaos, że nie byłam nawet w stanie skupić się na tyle, żeby przejrzeć stos pism, zbieranych przeze mnie przez całe lata.

Wtedy zadzwoniła do mnie mieszkająca niedaleko koleżanka i zaprosiła mnie do siebie na herbatę. Poszłam z nadzieją, że rozmowa z nią odciągnie moje myśli od tego, co kłębi się w mojej głowie. Chyba musiałam wyglądać jakoś dziwnie, bo koleżanka spytała, co się ze mną dzieje, a ja opowiedziałam jej o wszystkim, w tym również o swojej wizji i o tym, że nie mogę się pozbierać, żeby cokolwiek zrobić i znaleźć tę grupę pomocy. Wtedy ona wstała bez słowa i wyszła do drugiego pokoju. Po chwili wróciła i położyła przede mną ulotkę. Spojrzałam i wprost oniemiałam: to była ulotka zapraszająca na spotkanie grupy Przyjaciół Bruno Gröninga!!! Były tam numery telefonów do osób prowadzących spotkania oraz różne inne informacje. Naprawdę, nie wierzyłam własnym oczom!

To naprawdę musiał być znak z nieba, więc podążyłam tym tropem, zadzwoniłam gdzie trzeba i już niedługo stawiłam się w miejscu spotkań.

Pokazano mi jak pobierać ten „uzdrawiający prąd” i rozpoczęłam praktykę. Na początku bardzo przeszkadzał mi mój racjonalizm i niewiara, ale postanowiłam „na rozum”, że nie zrezygnuję i wytrzymam. Nie miałam po prostu wyjścia. Wiedziałam, że lekarze mi nie pomogą. Jedyne, co mogli dla mnie zrobić, to podać mi jakieś leki psychotropowe, które nie tylko nie usuną przyczyny, ale jeszcze uszkodzą mi mózg, a na to nie miałam ochoty. Byłam pewna, że po odstawieniu leków problem powróci, tak więc groziło mi, że będę na lekach do końca życia i nigdy się od nich nie uwolnię. Widziałam kilku pacjentów „przymulonych” takim leczeniem i nie miałam najmniejszego zamiaru zasilać ich szeregów.

Mimo oporów (wewnętrzny sceptyk-racjonalista potwornie się ze mnie naśmiewał i drwił) metoda duchowego uzdrawiania okazała się w końcu skuteczna i w szybkim czasie udało mi się ten implant zneutralizować. Powiem więcej – w moim życiu nastąpiła cała seria cudownych wydarzeń. Jako „skutek uboczny” praktykowania tej ścieżki duchowej uzyskałam poprawę zdrowia, sytuacji życiowej, relacji z bliźnimi oraz napisałam wiele tekstów, które znalazły się na mojej stronie.

Jakiś czas później napisał do mnie wirtualny (znany z listy dyskusyjnej) kolega, którego bardzo lubię i poprosił mnie o spotkanie. Pogadaliśmy o tym i o owym i w pewnym momencie opowiedział mi wstrząsającą historię o tajemniczym samobójstwie pewnego astrologa klasycznego.

Nie mam pewności co do przyczyn tego samobójstwa, ale po zapoznaniu się z okolicznościami nabrałam podejrzeń, że czai się za tym coś paskudnego. Ale te wszystkie fakty skojarzyłam dopiero dziś (nie wiem czy to przypadek czy nie, ale dotarło to do mnie w kinie, gdzie oglądałam Kod Leonarda da Vinci).

Ja nie tylko nie gniewam się na autora tego implantu, ale wręcz jestem za niego dozgonnie wdzięczna. Gdyby nie on, pewnie długo jeszcze żyłabym w stanie uśpionej duchowości i nawet nie przeszłoby mi przez myśl zawracać Bogu głowę moimi nędznymi problemami. W tamtych czasach wierzyłam wprawdzie w Boga, ale trwałam w przekonaniu, że nawet w najmniejszym stopniu nie interesuje Go to, co my tu na Ziemi wyprawiamy. Sądziłam, że Bóg ma ważniejsze sprawy na swej boskiej głowie niż wysłuchiwanie lamentów i spełnianie nierozsądnych próśb. Teraz wiem, że jest inaczej. A odkryłam to właśnie dzięki temu, że rzucono na mnie czarnomagiczną klątwę śmierci.

Kochani, jeśli mnie nie lubicie (a wielu jest takich), to się nie krępujcie – rzucajcie klątwy gęsto. Pamiętajcie tylko o zasadach BHP. Ich punkt pierwszy i najważniejszy brzmi: „Każdy czarny mag prędzej czy później zginie z własnej ręki”. Znaczy to, że jest jedna niezłomna zasada: jeśli obiekt jest czysty, to klątwa odbije się od niego jak od lustra i wróci do nadawcy. Jeśli życzysz mi śmierci, to ryzykujesz, że ściągniesz ją na siebie.

A więc powodzenia!

Tutaj jest ciąg dalszy tej historii.

(Opublikowane na starym blogu 2006-06-18 23:34:55)

Inne moje teksty o Bruno Gröningu:

Bruno Gröning

Bruno Gröning jeszcze raz

Bruno Gröning – życie i działalność

20 myśli nt. „BHP czarnego maga – ku przestrodze!

  1. Pingback: Bruno Groning « Astromaria

  2. A ja się bawiłem w magię troszkę.
    Z tego co zauważyłem magia jest po prostu wpływaniem na świat za pomocą woli, czyli inną formą modlitwy.

    Różnica wg mnie polega na tym, że modląc się mamy postawę przyjmującą, więc jeśli wszechświat nie zechce – nie da, a czarując mamy postawę robiącą, więc jeśli wszechświat nie da – i tak się stanie.

    Jak wiadomo działanie niewspółgrające z wszechświatem ma często brzemienne skutki. 😉
    Myślę, że magię można to porównać do programowania malutkiej części wielkiego programu. Trzeba pomyślunku.

    Łatwiej jednak po prostu poprosić o dobro, dlatego też w końcu zrezygnowałem z magii, chociaż nie wiem czy do końca, bo samo działanie woli to już po części magia.

  3. W życiu tak jest, że trudno jest stworzyć precyzyjne definicje. Wszystko się przenika i jedno przechodzi w drugie. Tak więc nie wiadomo, co magią jest, a co nie jest. Czy pozytywne myślenie to magia? A modlitwy?

    Dla mnie dopuszczalne jest „czarowanie” dotyczące wyłącznie własnego życia, bo jeśli wynikną z tego złe skutki, konsekwencje spadną na samego czarownika, natomiast jeśli „majstruje się” przy innych, chcąc wpłynąć na ich los lub postępowanie nawet w „najlepszych” intencjach, to już jest czarna magia. A kiedy obiekt tego czarowania nic o tym nie wie, to w ogóle jest niedopuszczalne.

  4. Niestety co do klątw i rzucania klątw dla mnie jest to nie etyczne ponieważ jak można komuś czynić krzywdę. Wystarczy wklepać w wyszukiwarkę rzucanie klątw i okazuje się że firm które wykonują takie rytuały jest dużo. Czarowanie własnego życia 🙂 fajnie brzmi lecz musimy pamiętać że mimo wszystko mogą być skutki niemiłe dla nas. Czytałem że afirmując zarabianie więcej pieniędzy może mieć skutek taki że zostaniemy zwolnieni z tej którą mamy a to tylko po to abyśmy mogli znaleźć lepszą za takie pieniądze jakie afirmowaliśmy. Nie rozumiem jak można czarować na innych gdy taka osoba o tym nie wie.

  5. Ludziom się wydaje, że to jest zupełnie niegroźne, bo przecież oni się zajmują „białą magią”, więc robią dobrze. A jeśli użyją czarnej, to też jest „dobrze” bo jak Kali ukraść krowę to co w tym złego?

  6. Astromario!!!
    Życiowe „wydarzenie” z implantem, które Opisałaś, jest identyczne z moją historią.
    Podobnie jak Ty, nie czuję żalu do „implantującego”, dzięki temu implantowi otworzyłem oczy i zyskałem wiele doświadczeń. Bolały, bo to było jak zawieszenie na krawędzi, pomiędzy życiem i śmiercią, ale dzięki temu bólowi potrafię teraz jasno rozróżnić… co jest… a co nie jest…
    Pozdrawiam serdecznie:)))

  7. Opowiem swoją historię. Jakieś 9 lat temu pewna osoba uknuła przeciwko mnie spisek i spowodowała, że wyleciałam z pracy. Z perspektywy czasu widzę, że bardzo dobrze, że się wtedy tak stało bo to otworzyło inne perspektywy dla mnie. Niestety wtedy moje ego było tak strasznie zranione, ja czułam się tak skrzywdzona, że wzniosłam ręce ku górze i przeklęłam tę osobę. Życzyłam jej wszystkiego najgorszego. Nie wiem co we mnie wtedy wstąpiło ale zyczyłam tej osobie śmierci w męczarniach. Po 3 miesiącach moj mąż (który był wtedy świadkiem tej sceny) powiedział mi, że ta osoba zmarła na raka. W męczarniach. Zażartował, że jestem czarownicą. Mnie wtedy zmroziło. Zrozumiałam, że zrobilam źle. Czasem się usprawiedliwiałam, że może ta osoba knując przeciwko mnie sama „wyhodowała” sobie raka. Nie mniej od tego czasu nikomu nie życzę źle. Staram się w ogóle nie myśleć źle. Bo kto wie czy zła myśl nie ma wielkiej siły rażenia? Czasu nie cofnę a szkoda, bo właściwie dzisiaj jestem wdzięczna za tę intrygę. Tak po prostu miało być. Mam jednak wyrzuty sumienia. I muszę z tym żyć.

  8. Nie wiesz i pewnie nigdy się nie dowiesz, czy był w tym twój udział, więc lepiej nie myśl o tym za dużo. Przesyłaj tej osobie myśli pełne wybaczenia, sobie zresztą również. Do tanga zwykle trzeba dwojga. Ona zachowała się wrednie i całkiem możliwe, że z powodu wrodzonego braku życzliwości dostała raka. Ty ją przeklęłaś i być może to jej jakoś zaszkodziło. Ale ja myślę, że gdyby była naprawdę święta, to nic by się jej nie stało. W rzeczywistości ludzi zabija ich własna złość. Miałam kiedyś w chórze (gdzie się w czasach młodości udzielałam) jedną taką wredną koleżankę. Była tak potwornie nieżyczliwa, złośliwa i wstrętna w sposobie bycia, że przed nią uciekałam. Potem odeszłam z chóru, a chyba po 2 czy 3 latach mój mąż mi powiedział, że ona nie żyje. Była zupełnie młoda, chyba nawet nie miała 40-ki, a umarła. Tak kończą ludzie przesiąknięci złością. Złość zabija, ale nie tego, na kogo się złoszczą, lecz tego, kto się złości.

  9. Jestem strasznie gadatliwy, a samotnosc czasem owa gadatliwosc jeszcze dodatkowo wzmacnia, wiec pozwole sobie wypowiedziec sie na ten, niezwykle interesujacy temat.

    Na poczatek a propos szamanow, szamanizmu i tego, co sam o nim wiem (gdzieniegdzie ze znakiem zapytania, skierowanym w strone Autorki i stalych gosci). Ci, ktorzy mieszkali ze spolecznosciami (prawdziwi szamani) odpowiadali za wiele rzeczy, ale magia jako taka (rzucanie klatw, urokow, obcowanie z duchami – nie idea duchow przodkow, ale wzywanie duchow w celu zdobycia mocy, poznania przyszlych zdarzen, zdobycia wladzy, zaszkodzenia innym etc.) – absolutnie nie. Jedyne, czym sie zajmowali, to obrona przed nia i jej przeciwdzialanie.
    Ludzie, ktorzy parali sie magia per se (pozniej zwani czarnoksieznikami) byli raczej szybko alienowani – ludzie bali sie ich i tego, co w nich drzemalo. Totez czesto rzucali klatwy, byli opetywani i czynili straszne rzeczy, nieraz calkowicie im nieznanym osobom trzecim nawet w formie ‚zadania na zlecenie’, za odpowiednia oplata.

    Co sam o tym sadze – swiat ‚duchowy’ to dosc dziwna i delikatna kwestia. Wbrew rozlicznym oswiadczeniom, a i doswiadczeniom – nikt tak na prawde nie wie, co dzieje sie po smierci. Dlaczego – to proste: nie ma wsrod zywych zmarlego. Owszem, istnieje idea reinkarnacji, ale i ona nie posiada dowodow jednoznacznych. Osobiscie sklanialem sie raczej ku idei, iz wszyscy jestesmy (my, kwiaty, psy, ludzie) czastka Boga, tj. energii zyciowej, owej vis vitalis, ktora mozna czesciowo utozsamiac z qi/chi, eterem (orgonem Reicha) oraz… ogniem*. Gdy rodzi sie nowe zycie, ‚kropla’ energii wydziela sie pod wplywem nie poznanych i nie zrozumialych jeszcze czynnikow i animuje, ozywia owa stworzenie. W chwili smierci uchodzi z niego (slynne doswiadczenie z waga w domu opieki) i u pojawia sie wielka niewiadoma – czy, rozplywajac sie w morzu, z ktorego powstala, zatraci pamiec w niej zapisana? Czy zatraci ja calkowicie, czy czesciowo? czy, gdy cala lub jej czesc, bedzie ozywiac inne stworzenie, bedzie zawierala w sobie pamiec przeszlych zdarzen (chocby na glebszych, ‚wyblaklych’ juz poziomach), czy moze, niczym sformatowany dysk, bedzie pusta i dopiero wzor otoczenia (pole elektromagnetyczne i inne, wynikajace z ukladu planet, gwiazd, ale takze uczuc i doswiadczen matki, srodowiska rozwoju etc.) przybierze calkiem nowa form? Nie wiem. Choc temat to wielce interesujacy.

    Co wazniejsze, i co dotyczy zlych energii/duchow… Podobnie, jak materia i energia sa odmianami tego samego stanu, tak tez i wierze gleboko, iz osobowosc/bezosobowosc/osobniczosc, czy tez inaczej ozywienie/nieozywienie, czy to swiadome, czy nie, to tez pewne ostrzejsze, wyrazniejsze formy przejsciowe Jednosci, z ktorej nasza roznorodnosc sie wywodzi, i ktorej zasadom podlega. Zle duchy (choc nie nazwal bym ich chyba egregorami – ta ostatnia nazwa byla juz powiem kiedys uzyta do opisu bytow, ktore – byc moze nimi sa, ale byc moze nie, wiec poki nie jestem pewien, innej uzyje nazwy*) moga ‚powstac’ na wiele sposobow, jak i wykazywac rozny stopien ‚swiadomosci’ – nie ozywiaja wszak materii, ktora ma stany dosc precyzyjnie przypisane, wszak inna swiadomosc ma woda (slynne eksperymenty Masaru Emoto), a inna – my, ludzie, a takze marchewki, kroliczki i kamienie przydrozne. Wracajac jednak do zlych duchow i energii – moga tworzyc, inicjowac ich akumulacje i ukierunkowywac/kierowac nimi zywi… moga byc zrodzone z martwych, badz tez byc nimi w calosci (klasyczna historia ‚ducha’ za zycia – tragiczna smierc i niepogodzenie sie z nia, lub tez historia czesci Upadlych (hebr. Nephilim), ktorzy byli hybrydami istot ludzkich i aniolow, za co kara byla niesmiertelnosc ich duszy, syn. po smierci ich dusze staly sie Nephilim, Upadlymi, poszukujacymi ciala – demonami, ktore opetuja ludzi. Sama Ksiega Rodzaju, wbrew wielu idiotycznym wrecz probom interpretacji, stwierdza wyraznie, iz istnieli oni w czasach n dlugo przed Potopem; na dlugo nawet przed skrzyzowaniem aniolow** z ludzmi).

    Ciekawy opis oddzialywania takiego… bytu, nieznanego pochodzenia, moge przytoczyc, a uslyszalem go calkiem niedawno od najblizszej mi osoby, za ktorej wierygodnosc recze honorem i glowa (moze przypomina to Pani cos, Pani Mario?). Osoba, znajdujca sie w stanie szoku/zalamania, co naturalne, przezywa przez szereg miesiecy naplywajacy falami zal, smutek, zwatpienie, leki egzystencjalne i wszystkie temu podobne rzeczy. Pojawiaja sie jednak pewne bardzo, ale to bardzo osobliwe i niepokojace… rzeczy, aspekty. 1) Pocenie sie krwia. Ustaje po kilku miesiacach, ale w poczatkowych okresach pojawialo sie dosc czesto. Sam widzialem w charakterystyczny sposob odbarwiona posciel – tylko krwawymi potami da sie wyjasnic to, co widzialem, a dodam, ze znam sie conieco w tych tematach; 2) Opis dziwnego zdarzenia. Osoba ta (z natury dobra i niesamowicie pozytywna) wspomina, iz walczyla wowczas z czyms, co okresla mianem ‚czarnej rozpaczy’. Wspomina jedna taka sytuacje, po ktorej juz nigdy nie dala sie poniesc tym emocjom i zaczela je zwalczac pozytywnym mysleniem. Otoz, pewnego razu, wspomina, gdy gotowala w kuchni, nie widomo skad, wyczula obecnosc… czern, jak ja niezmiennie opisuje, pustke, rozpacz, ktora momentalnie doprowadzila ja do gorzkiego placzu i wielu lez. W koncu, gdy po jakims czasie (raczej minuty, niz godziny), przestala plakac, postanowila dokonczyc gotowanie i zjesc. Swiezo ugotowana, jeszcze goraca (!) zupa w garnku byla… zwazona!!! Wspomina, ze jak nic innego, podzialalo to na nia jak orzezwiajacy prysznic i stalo sie poczatkiem zmian.

    Azeby podsumowac te nieco dlugo i chaotyczna wypowiedz – sa sily/istoty, o ktorych nie mamy wiele pojecia – moze maja szamani, moze nieliczni znaja wiecej wiedzy, ktora zgromadzily pokolenia i cywilizacje; wszak w tekscie zachowal sie szereg niezwyklych opisow, o czym ponizej. Tak czy siak – nie rozumiemy ich, i nie wierze, by jakikolwiek czlowiek posiadl kiedykolwiek moc, wiedze i potege dostateczna, by z nimi igrac. Od wiekow ludowa madrosc i ludzkie tradycje odzwierciedlaly niechec do cmentarzy, nieczystosc zwiazana z obcowaniem z cialami zmarlych, strach przed magia. Strach, ktory nie wynikal, jak probuje wmawiac debilna nieuka, z zabobonnosci, ale z wrodzonego instynktu, podbudowanego wiedza. To potega ‚z innego Swiata’, prastara i niszczycielska. To wielowiekowa madrosc i sila, z ktora nie wolno igrac. Predzej czy pozniej sprzeniewierzy sie i zniszczy kazdego, kto sprobuje jej uzyc.

    *Ogien/Egregoroi/Nephilim. Dobrze przelozony stary testament wspomina pewien niesamowity fragment wypowiedzi Szatana, gdy ten byl jeszcze ‚na sluzbie u Elohim, a skierowanej pod adresem Adama: „(…) Syn (z)ognia nie bedzie sie klanial synowi (z) ziemi/gliny”. Wyjasnia wiec on ponad wszelka watpliwosc, ze nie tylko inne wygladem, ale z innej natury sa Egregoroi (Igigi, Grigori) – z greki (Egregoroi) czy tez akadyjskiego (Igigi), doslownie tlumaczy sie jako ‚Ten, ktory patrzy i widzi [wszystko]’, skrotoopisowo zas – Obserwatorzy. Elohim/Edonai/Jhwh (ani Jehowa, ani Jahweh – jidysz wywodzi sie z jezyka egipskiego (dygresja: podobnie jak kult Jhwh i prawdziwa Gore Synaj, gdzie otrzymali oni skrzynie z Mfkt, zrodlem potegi Dawida i Salomona, oraz przykazaniami, mozna przesledzic do kultu Slonca/Atona i zapomnianego Faraona Ehnatona oraz jego kaplanow), ktory byl zasadniczo jezykiem opartym na wymowie dlugich zlepkow spolgloskowych na wydechu – samogloski istnialy tylko miejscami i ich dokladny zapis oraz ewolucja i roznicowanie nastapil dla obu jezykow znacznie pozniej) to rowniez liczba mnoga. Nie sa niczym ‚dobrym’ dla czlowieka, jedynie wladcami. Egregoroi zas – ‚straznikami’/’pastuszkami’. Buntuja sie jednak pod przywodztwem tego, ktory zostanie okreslony mianem Nieprzyjaciela (Satana, Szatan, Sza’m atanas), mieszaja sie z ludzmi i daja poczatek gigantom, ktorych dusze po smierci, jako hybrdy, nie traca swiadomosci (co wskazuje na fakt, iz, wg tekstow okolobiblijnych, ludzkie dusze takiemu procesowi podlegaja, zas dusze z zalozenia niesmiertelnych Obsserwatorow/Aniolow – nie) i poszukuja, niczym pasozyty, cial do opetania. Maja oni ‚naklaniac do upadku’ i, wykorzystujac slabosci, takie jak seksualna i rozszczepienie jazni, opetywac ludzi z zadzy odzyskania ciala. Arogancja i glupota jest wierzyc, iz mozna je opanowac, czy tez wydusic od nich odpowiedzi na drazace nas pytania. Predzej powiedza czesc prawdy/troszke z niej, aby wykorzystac, posiasc; predzej oszukaja i zgubia. Wszak madrosc takich tworow, ich wiedza i ‚zmysly’ wykraczaja poza najsmielsze wyobrazenia nawet najpotezniejszych ‚magow’, pozalcie sie Niebiosa… Ze tez nie wspomne o calej reszcie energii/bytow, kryjacych sie za czarami, urokami i innymi tego typu zjawiskami.
    Ogien – procesy, ktore napedzaja wszystkie zyjace organizmy, to w istocie… powolne, katalizowane procesy spalania, zachodzace.. we wodzie (wodnych roztworach! Tak wiec porownanie zycia z synteza wszystkich zywolow (z pylu, a dokladniej gliny ziemi – fascynujaca potwierdzalnosc najnowszej wiedzy i dawnych tekstow, nie prawdaz? pochodzi materia, glownie aminokwasowe prekursowy i kationy metali, niezbedne do stworzenia szkieletu zycia oraz paliwo; wiatrem/powietrzem jest oddech, ktory utozsamiany jest z oddechem zycia – spirit, respiracja, duch, dusza – a ktory podtrzymuje plonacy w nas ogien; by nas nie strawil, nie spalil, plonie on… we wodzie) jest intrygujaco trafne, zas umieszczenie w kluczowym punkcie ognia ma rowniez niezwykle znaczenie, i rzuca nowe swiatlo na dawne wierzenia dotyczace uzycia i mocy ognia…

    Pozdrawiam i czekam na odpowiedz(i)?,
    Prometeusz

  10. A cóż tu można dodać? Wbrew temu, co twierdzą racjonaliści świat pełen jest bytów niematerialnych, zarówno życzliwych, jak i złośliwych i mocy duchowych zdolnych do czynienia zarówno dobra, jak i zła. Uczono nas w racjonalistycznych szkołach, że szamani to zwykli oszuści, znający fizykę i robiący dzięki niej sztuczki, na które nabierał się ciemny i niewykształcony lud oraz stosujący placebo i hipnozę, żeby ciemny lud leczyć. Niestety, jest to guzik prawda. Ale był czas, kiedy (jako urodzona w sekcie racjonalistycznej) wierzyłam w te bzdury. Zastanawiające jest, jak bardzo tępione są umiejętności szamańskie. Robiła to religijna święta inkwizycja i robi to współczesny racjonalizm. Palenie na stosie nie jest ani trochę gorsze od tego, co robione jest dziś. Bo dziś robi się ludziom straszną krzywdę przy pomocy racjonalitycznego prania mózgów.

    Nie znam się na tych wszystkich hierarchiach demonów, ale nasza planeta jest miejscem, gdzie to całe towarzystwo wyczynia wielkie harce, lepiej więc nie wchodzić im w drogę i z nimi nie zadzierać. We własnym, dobrze pojętym interesie!!! Znam parę osób, które zajmowały się wywoływaniem duchów i niestety, kiepsko na tym wyszły, więc przekonałam się, że to nie bajki, nie żarty i nie żadne zabobony. To są fakty.

    W ogóle nasza planeta to dość ponure miejsce, w sensie duchowym. I naprawdę szkoda, że dziś prawdziwych szamanów już nie ma. To, co udało się odtworzyć to marne niedobitki dawnej, niezwykłej wiedzy i dawnej mocy.

    Szkoda, że Biblia koncentruje się praktycznie wyłącznie na ciemnej stronie mocy duchowej.

  11. Biblia w ogole zdaje sie miec wiele wspolnego z… ciemna moca. Zreszta, poza szamanami, nie Pani sama przyna otwarcie – kto, poza wioskowymi uzdrowicielami i geniuszami urodzonymi oraz odpowiednio ‚oszlifowanymi’ znal ‚jasne strony’ i praktykowal? Kto rozsadnie uzywal wiedzy i skromnie czynil dobro? Nikt, kto pragnal wladzy. Zas w dzisiejszym swiecie tylko ci ostatni przetrwali…

    Wierze, a przynajmniej mam nadzieje, ze mozna owa dawna wiedze odtworzyc… Szczegolnie w dzisiejszych czasach – mysle, ze ktos, lub raczej ktosie powinni sprobowac odzyskac, co sie da i przezyc, przetrwac jako zywe encyklopedie. Jezeli oni zgina, to za sto lat ludzie nawet nie beda wiedzieli, co to slonce, wiatr, ognisko… nie mowiac o glebokiej wiedzy; o wiedzy prawdziwej. Nie ocaleje wiedza i wola do czynienia dobra, to Ziemia pozostanie planeta mrokow…

    Pozdrawiam serdecznie,
    Prometeusz

  12. Chciałam napisać parę słów odnośnie białej i czarnej magii, albo raczej magii w ogóle.
    Na początku tego tekstu napisałaś: „Moją zasadą było zawsze trzymanie się od magii z daleka. Nie zdołano mnie przekonać, że istnieje dobra, bo biała magia. Dla mnie magia to magia, koniec, kropka. Nie ma dobrej i złej, ponieważ człowiek jest zbyt głupi, żeby był w stanie odróżnić jedną od drugiej.”
    Wszystko zależy jak zdefiniuje się magię. Jeśli określić ją jako wpływ na otoczenie (sam człowiek też jest elementem tego otoczenia) w „niewytłumaczony naukowo sposób” (choć już teraz nie jest to do końca prawda), wtedy to, co zrobiłaś uzdrawiając się też było magią.
    A podstawowa różnica między magią czarną a białą jest taka, że białą magią nie wpływasz na nikogo, oprócz siebie, dodając zawsze formułę „zgodnie z wolną wolą i wrażliwością wszystkich i dla dobra wszystkich”, co pozwala wpływać na innych tylko jeśli oni sami się na taki wpływ zgadzają. Natomiast w czarnej magii dozwolony jest wszelki wpływ na wszystko i wszystkich.
    Może masz rację, że nie potrafimy sami (przynajmniej część z ludzi) odróżnić jednej magii od drugiej, a ta formuła, którą przytoczyłam, pozwala naszemu Wyższemu Ja / Bogu / Aniołowi Stróżowi / czy też innej istocie w jaką ktoś wierzy, zdecydować i określić czy coś będzie w perspektywie dobre i przyniesie pozytywne skutki oraz czy jest zgodne z pragnieniami osób zaangażowanych.

    Pozdrawiam 🙂
    Kasia

  13. Jeśli wpływasz tylko na siebie, to OK, bo nie szkodzisz tym innym, ale i tu czają się pułapki, bo możesz nie wiedzieć, co jest dla ciebie dobre. Na przykład ludzie bardzo często upierają się, żeby dostać tę konkretną pracę lub rozkochać w sobie tę konkretną osobę, a to jest duży błąd. Bo ta praca tak naprawdę może być niedobra, a osoba niewłaściwa, co się okaże później, kiedy już będziesz mieć to, co „czarowałaś”. Dlatego lepiej jest prosić o to, co jest dla ciebie najlepsze, bo Siła Wyższa wie to, czego ty nie wiesz.

  14. Zgadzam się, że lepiej prosić o coś co jest dla nas najlepsze 🙂 ale tak samo można w sobie tworzyć obraz (rozwijając Twój przykład) zadowolenia z pracy, nie precyzując, jaka konkretnie ma ona być. Na przykład – chcemy zmienić pracę, bo obecna nam nie odpowiada, ale tworząc wyżej opisany obraz, nie powodujemy usilnie, że zmienimy pracę, ale np. dopuszczamy możliwość, że polubimy obecną albo że ona się zmieni dla nas – przy czym prosimy również aby było to na korzyść wszystkich związanych z danym wydarzeniem osób 🙂 Moim zdaniem to właśnie jest biała magia 🙂

  15. @ kasi3nka: no tak, ale ile jest osób, które to rozumieją? Większość czaruje bezmyślnie nie tylko swoje życie, ale i innych i to jest dopiero straszne, bo ci ludzie tracą panowanie nad własnym życiem.

  16. Czytajac Pani blog, zdalam sobie sprawe, ze przezylam wielokrotnie w swoim zyciu takie zaimplantowanie czarna magia. Musialam przejsc dluga droge rozpaczy, zagubienia, spolecznego odrzucenia, niewiary w siebie i swoje mozliwosci, nieustannego poczucia bycia gorszym od innych, by wreszcie, ocierajac sie o smierc, zaczac szukac drogi ku Oswieceniu. Mysle, ze mysli potrafia byc sprawcze, dlatego tez powinnismy nauczyc sie myslec zawsze pozytywnie o sobie i innych. Jest to bardzo trudne, zwlaszcza, gdy ma sie mnostwo zlych doswiadczen, ale nie jest niemozliwe😊. Ciagle sie ucze tego i wierze, ze uda mi sie wszystkie moje blokady, kody, intencje, z Boza pomoca, usunac. I, ze dzieki calkowitemu oczyszczeniu psychicznemu, nastapi rowniez oczyszczenie i tym samym zdrowie fizyczne. Pozdrawiam serdecznie. Beata

  17. Negatywne myślenie jest nałogiem, z którego bardzo trudno wyjść. Nasi rodzice i szkoła programują nas negatywnie, ucząc, że do niczego się nie nadajemy, że nie jesteśmy dość dobrzy, że sobie nie poradzimy w życiu itp. Pochodzę z rodziny czarnowidzów, którzy zawsze spodziewali się wszystkiego najgorszego i jeszcze się chełpili, że to jest mądrość. Przepracowanie tego negatywizmu zajęło mi wiele lat. Myślę, że bez praktykowania duchowego uzdrawiania nie udałoby mi się. Naczenie się pozytywnego myślenia jest bardzo ważne. Bez tego niczego w życiu nie da się osiągnąć.

  18. Droga Astromario!

    Mylisz się sądząc, że nie istnieje przypadek. Przypadek to ksywka Duch Świętego.

    I jeszcze jedna uwaga. Twoje odkrycie, że „jeśli obiekt jest czysty, to klątwa odbije się od niego jak od lustra i wróci do nadawcy” jest podstawą „Prywatnego Egzorcyzmu” katolików. Idzie to tak:

    Boże, spraw proszę, by cierpienie (moje lub osoby za którą się modlę) posłużyło zwalczeniu zła, szczególnie czynionego przez tego złego ducha, który je wywołał!

    To wszystko. Jezus prosił: na modlitwie nie bądźcie gadatliwi, bo wie Ojciec Wasz czego wam trzeba.

  19. A spotkałeś kiedyś tego Ducha Świętego? Czy (jak na ducha przystało) ubrany był w białe prześcieradło? A Jezusa spotkałeś? Czy miał przy sobie szczerozłotą rózgę do zaganiania baranów do stada?

Nie mam żadnego wpływu na moderację, więc proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s