Czyżbym naprawdę zapragnęła dostać się do stada?

Oj, naiwna ja, naiwna… A do tego zupełnie niekonsekwentna.

Najpierw wycofałam swoją stronę ze wszystkich rankingów w proteście przeciwko temu, co się na nich wyprawia, a potem, jak jakaś głupia, podjęłam daremną próbę wpakowania swojego bloga do innego rankingu. Było na nim napisane, że to blogi ludzi myślących i tolerancyjnych, hehe. Myślałam, że naprawdę… Tolerancyjnych… jak najbardziej, ale tylko dla jednej opcji: dla SWOJEJ. Czyli: ateistycznej. Na pewno nie dla żadnej innej.

W Polsce albo jesteś czarny, albo biały. U nas wierzący to katolik, a niewierzący to ateista. Innych opcji brak, a ludzi pragnących pozostać poza wszelkimi koteriami i nie pasujących do określonych ramek nikt nie lubi, bo po prostu nie rozumie. To niezrozumienie budzi lęk i wrogość. Ludzie dobierają się według klucza przynależności ideologicznej i tworzą hermetyczne grupy, nie ma więc mowy, żeby zaakceptowali kogoś, kto odstaje, kto mąci i sieje ferment.

Kiedyś, jeszcze za komuny, spędzałam wakacje w pewnej uroczej wsi nad pięknym jeziorem i tam wszystko było jasne: większość mieszkańców bywała na kolacyjkach u księdza proboszcza, reszta gościła u I sekretarza partii. Dziś tak naprawdę nic (albo niewiele) się zmieniło. Chyba tylko to, że teraz nie ma komunistów, są za to ateiści. U księdza pozostało po staremu.

Chodzę sobie po stronach i blogach zarówno katolickich, jak i ateistycznych i zarówno na jednych jak i na drugich czuję się jednakowo fatalnie.

Wierzący mają swoje sztywne schematy myślowe, których muszą się trzymać, aby „dostąpić zbawienia”, ateiści mają swoje, ani trochę mniej sztywne. Różni ich tylko zwrot, bo kierunek jest ten sam (astrologicznie: opozycja Panna – Ryby). I jedni i drudzy myślą, że myślą. A raczej inaczej – ci którzy myślą, że myślą nie myślą, lecz wierzą, a ci którzy wierzą naprawdę nie wierzą, tylko są nauczeni zasad i dogmatów. Prawdziwa wiara nie na dogmatach się opiera, lecz na sercu i duszy.

Stadne zwierzątka, czerpiące poczucie siły z tego, że stanowią zgraną grupę… jak bardzo muszą być słabi i niepewni swoich przekonań, skoro boją się „obcego”.

Dla mnie jest to getto. Zamknięty, zatęchły świat pozornie pięknych, uszlachetniających i wyzwalających ideologii – u jednych pozory miłości bliźniego, a u drugich szerokich horyzontów intelektualnych i tolerancji dla inności. A tak naprawdę, zarówno tu jak i tam bastion „naszości”.

Identyczne przejawy miłości i tolerancji można zobaczyć na religijnych stronach zwalczających sekty jak w ateistycznym portalu „Racjonalista” czy ateista.pl: takie same ignoranckie chichoty z astrologii i innych niezrozumiałych dla nich zjawisk, te same (wręcz identyczne) teksty o Świadkach Jehowy, buddyzmie, New Age’u i „wyznawcach UFO”, to samo pragnienie oplucia, dokopania i sponiewierania tych, którzy nie z nami.

Obie opcje są mi obce, a nawet wrogie. Nic tam po mnie.

Czego ja szukałam i na co liczyłam? Dałam się nabrać na etykietkę „tolerancja, wolność słowa, prawa człowieka, poszanowanie praw mniejszości, neutralność światopoglądowa państwa”? O naiwności!

Najpierw ich poobrażałam, weszłam wszystkim na odciski, szyderczo wyśmiałam ich przekonania, wykazałam nieuctwo tam, gdzie chełpili się wyższością intelektualną, a potem, jakby nigdy nic, zapytałam, czy zaproszą mnie do swojego kółka. I bardzo się zdziwiłam, że odpowiedziała mi głucha, wręcz grobowa cisza…

Czyżbym nagle poczuła się słaba i niepewna w swoim własnym, wolnym od ideologii świecie? Zamarzyło mi się poparcie stada? Co za wstyd!

Idee ateistów są mi równie obce, jak idee fundamentalistów religijnych.

Ci ludzie mnie przerażają. Boję się ich zaślepienia, okrucieństwa i zwykłego, duchowo-intelektualnego prymitywizmu.

Ten świat, który podzielił się na obozy „silnych jednością” jest dla mnie miejscem obcym i nieprzyjaznym. Muszę w nim (a raczej poza nim) jakoś istnieć, ale bardzo mnie to męczy i boli.

(Opublikowane na starym blogu 2006-05-01 22:27:42)

Jedna myśl nt. „Czyżbym naprawdę zapragnęła dostać się do stada?

  1. Komentarze przeniesione ze starego bloga:

    Aśka stafiej@o2.pl 2006-06-06 22:33:54 83.26.3.45

    Wolę szukać wspólnych cech , niż podniecać się innością. Te wspólne cechy to np zachwycanie się pięknem pejzażu , zachodu słońca , do tego nie trzeba mieć poglądów .

    astromaria 2006-05-02 16:07:22 82.160.202.242

    Przesyłam wam kochani marxistowsko-lennowskie pozdrowienie i idę studiować chaoizm…

    nusantara 2006-05-02 14:37:04 83.24.240.199

    Jak ja Cię świetnie rozumiem… Kiedy wreszcie ludzie pojmą słowa piosenki Johna Lennona: „Imagine there’s no countries, (…)and no religions too, (…) Imagine all the people living live in peace(…)”…? Tak bardzo chciałabym żyć ze wszystkimi w miłości i zgodzie…

    Tohu – Wabohu 2006-05-02 04:02:37 83.31.250.56

    Hej Mayu, zapomnialas o dyskordianach! Jestesmy z Toba! Heil Eris! : ))) A swoja droga – bycie outsiderem daje mi poczucie niezwyklego komfortu psychicznego. Nikogo nie reprezentuje! Co za lekkosc!

Proszę się nie awanturować z powodu moderacji - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s