Astrologia dla astronomów

Ja to mam źle w głowie…

Jak widzę, że ludzie wypisują bzdety o astrologii, to mnie od razu jakiś diabeł opętuje i muszę narozrabiać. Dziś znalazłam forum astronomiczne, a w nim dział „Z pogranicza nauki”, a w nim z kolei dział „Astrologia”. No i wiadomo, jak astronomowie i wielbiciele tej nauki usłyszą o astrologii, to jakby ktoś zamachał bykowi płachtą przed nosem. Na szczęście w tym forum nie było krwawych plam po trupach astrologów, ale brednie te same co wszędzie.

Nie wytrzymałam, bo pomyślałam sobie, że wreszcie mam okazję oświecić astronomów i wkleiłam im taki oto tekścik:

Astrologia nie jest nauką i prawdopodobnie nauki zrobić się z niej nie da. To wiedza empiryczna o charakterze ezoterycznym. Z tego powodu w astrologii nie stosuje się myślenia naukowego, a więc przyczynowo-skutkowego. Tu stosuje się myślenie takie na wpół magiczne, czyli równoległe. Jeśli to kogoś interesuje, to polecam pisma C. G. Junga i jego teorię synchroniczności. Dzisiejsza nauka zaczyna ocierać się o magię (np. fizyka kwantowa), więc wierni wyznawcy Kartezjusza powinni mieć się na baczności, ponieważ nieuchronnie zbliża się kres ich panowania.

PRECESJA nie ma żadnego wpływu na astrologię. Precesji podlegają gwiazdozbiory, ale astrologia się nimi nie posługuje i nigdy się nie posługiwała. Dlatego ani wielkość, ani kształt ani też umowność wykreślenia granic gwiazdozbiorów jej nie zaprzeczają.

Astrologia posługuje się ZODIAKIEM.

Definicję zodiaku każdy może sprawdzić w encyklopedii, a tam jest wyraźnie napisane, że zodiak wynika z podziału ekliptyki na 12 idealnie równych, 30-stopniowych odcinków.

EKLIPTYKA to tor, jaki kreśli Słońce w swym rocznym obiegu po niebie. Ekliptyka jest na stałe przywiązana do Ziemi, a więc nie podlega precesji.

WĘŻOWNIK nie jest znakiem zodiaku, lecz „gwiazdozbiorem zodiaku”, a to jest poważna i zasadnicza różnica.

Dobrze jest znać te szczegóły, żeby krytykując astrologię nie wykazać się nieuctwem astronomicznym.

„GWIAZDOZBIORY ZODIAKU” to te gwiazdozbiory, przez które przechodzi ekliptyka. W pasie ekliptyki leży też Wężownik. Nie jest on jednak bynajmniej 13-tym znakiem zodiaku (świat zna wiele różnych zodiaków, ale w Europie przyjęło się stosować zodiak babiloński, 12-znakowy), lecz gwiazdozbiorem zodiaku.

Znaki zodiaku babilońskiego przejęły nazwy od gwiazdozbiorów i to jest jedyna analogia między nimi. Z tego powodu osoba urodzona 16 grudnia 14230 roku będzie Strzelcem, tak jak była nim przed wiekami.

Horoskopy dla baranów, czyli te gazetowe z prawdziwą astrologią nie mają absolutnie nic wspólnego, bo są wyłącznie zabawą dla baranów, owiec i głuptasów. „Baran”, „Byk” itp. to wyłącznie nazwa archetypu psychologicznego.

ARCHETYP to inaczej mówiąc „prazasada”, czyli coś, co w naturze nie występuje w czystej postaci. Ktoś, kto twierdzi, że jest Baranem w rzeczywistości ma Słońce w znaku Barana, ale to tak naprawdę znaczy bardzo niewiele i rzadko się zdarza, by go sensownie, a zwłaszcza kompleksowo opisywało. Profesjonalny astrolog, jeśli w ogóle pisuje takie „horoskopy”, to robi to pod pseudonimem, żeby się nie kompromitować i nie ośmieszać. I jeśli to robi, to oczywiście wyłącznie dla forsy. Pieniądze nie śmierdzą, a na głupocie ludzkiej można się dorobić największego majątku. Tak więc w pełni zgadzam się z wrogami astrologii – horoskopy gazetowe to totalna bzdura i zasługują wyłącznie na to, by je powiesić w wychodku w zastępstwie papieru toaletowego.

Nie istnieje żaden udowodniony wpływ ciał niebieskich na wrodzony charakter człowieka. Kosmos nie kształtuje charakteru człowieka, taki pomysł woła o pomstę do nieba (!!!) i astrologia tak wcale nie twierdzi. Jeśli twierdzi tak ktoś, kto nazywa siebie astrologiem, to jest to wyłącznie jego prywatny pogląd i tylko on sam za niego odpowiada.

Jeśli natomiast chodzi o rozważenie możliwości, że jednak ciała niebieskie wpływają na życie na Ziemi proszę przeczytać ten tekst.

Odmiana astrologii zwana biodynamiką bada jak najbardziej naukowo wpływy kosmiczne (nie tylko księżycowe) na uprawy rolne i inne prace gospodarskie. W Szwajcarii istnieje od kilkudziesięciu już lat wielkie eksperymentalne biodynamiczne gospodarstwo rolne założone przez Marię i Matthiasa Thun. Zainteresowani tematem mogą poszukać informacji na ten temat w Internecie.

Jak dotąd, z powodu braku odpowiednich przepisów oraz profesjonalnego szkolnictwa, w Polsce każdy może ogłosić się astrologiem i publikować bzdury. Problem tylko w tym, że niekoniecznie musi to być astrologia, niekiedy są to rzeczy wyssane z brudnego palca i nic ponadto. Dlatego różnego rodzaju publikacje nieuków jak wymieniony tu „Kalendarz księżycowy” są wyłącznie radosną twórczością ignorantów i nie mają z astrologią nic wspólnego. Nota bene z powodu inwazji pseudoastrologii i oszukańczych „horoskopów” gazetowych oraz innych bredni poważni i szanujący się profesjonaliści przestają posługiwać się nazwą „astrologia” zastępując ją innymi określeniami, np. „kosmoekologia” oraz „kosmogram” zamiast wyświechtanego i ośmieszonego horoskopu.

Nie wiemy zbyt wiele o oryginalnej, babilońsko-chaldejskiej astrologii, ponieważ do naszych czasów przetrwała jej wersja wypaczona przez średniowiecze i późniejsze, bardzo „nienaukowe” czasy.

W ciągu wieków ery nowożytnej astrologia została zaśmiecona przez liczne przesądy. Chrześcijaństwo dołożyło do niej swoje wypaczenia, np. wiarę w determinizm (predestynację). Skoro Paweł z Tarsu nauczał, że jeszcze przed narodzeniem człowieka Bóg podejmuje decyzję o tym, czy ma być on zbawiony czy potępiony (List do Rzymian) i że jego czyny nie mają na to żadnego wpływu, astrolodzy przyjęli, że widać to w horoskopie i że astrolog ma możliwość odczytania, czy jego właściciel jest świętym czy grzesznikiem.

Astrologia trafiła też na jarmarki, gdzie rzesze cwanych szarlatanów i oszustów traktowały ją jako narzędzie wróżbiarskie.

Obecnie rozwija się nowa odmiana astrologii, zwana „humanistyczną” lub astropsychologią. Odcina się ona od wszelkiego determinizmu oraz wróżbiarstwa i pełni rolę doradczą i psychoterapeutyczną. Jest ona stale weryfikowana przez badania naukowe. Takie badania na ogromnej grupie ludzi przeprowadzili np. pedagodzy szwajcarscy, Bruno i Luise Huber. W badaniach tych interpretowano „w ciemno”, według tradycyjnych zasad horoskop pacjenta, nie wiedząc nic na jego temat, a niezależnie od tego przeprowadzano badania psychologiczne tej samej osoby. Następnie porównywano ich wynik z interpretacją horoskopu. Dzięki temu potwierdzono niektóre zasady, inne zaś odrzucono jako fałszywe. W Polsce ukazało się kilka książek Huberów, zainteresowani mogą więc do nich zajrzeć.

Na zakończenie powiem tylko, że najbardziej zajadli i fanatyczni wrogowie astrologii nie mają o niej pojęcia i z dumą krzyczą, że nigdy nie zniżyli się do tego, by tę bzdurę poznać. A potem robią z siebie pośmiewisko popisując się ignorancją… astronomiczną. Bo mylenie gwiazdozbiorów z zodiakiem jest nieuctwem. Wystarczyłoby zajrzeć do pierwszej encyklopedii lub spytać astronoma, żeby się trochę oświecić i nie kompromitować niewiedzą.

W opisie tego Forum było napisane: „Jeżeli lubisz oglądać kanał Discovery to miejsce dla Ciebie”. A więc wrzucę tu fragment tekstu, spisanego przeze mnie z tegoż kanału:

Will Keepin (doktor fizyki): Fraktale to układy składające się z zagnieżdżonych w sobie zbiorów samopodobnych struktur. Weźmy np. fraktal zwany zbiorem Mandelbrota. Ta figura geometryczna ma specyficzny kształt. Kolejne obrazki (które ukazywały się na monitorze telewizora) pokazują jej fragmenty powiększone 10 razy, 100 razy, 1000 razy itd. Każdy z nich zawiera zagnieżdżoną strukturę podobną do oryginału. Powiększenie tego fragmentu 127 mln razy pokazuje dokładną replikę pierwotnego obrazka, maleńką kopię całości. W nauce nazywa się to zagnieżdżonymi w sobie zbiorami samopodobnych struktur, ale to bardzo naukowy, opisowy termin. W istocie jest to odkrycie przez współczesną naukę starożytnej zasady alchemii i astrologii: co w górze to i na dole. W taki sposób ujmowali to starożytni mistycy i mędrcy. Zasada ta mówi o tym, że istnieją ponadskalowe wzorce, które mają swoje odbicie również w istocie ludzkiej.

Innymi słowy Keepin uważa, że wzorce rządzące gwiazdami i planetami występują również we wzorcach, które spotykamy w naszym życiu.

Will Keepin: Procesy, które przebiegają we wszechświecie toczą się również w nas samych. Nie jest tak, że planety mają moc sprawczą. My i one znajdujemy się na różnych poziomach, ale rządzą nami te same zależności. Przykład: jeżeli udamy się na dworzec możemy zauważyć, że ruch pociągów jest ściśle skorelowany z ruchem wskazówek zegara. Naiwne naukowe podejście kazałoby nam zadać pytanie: które z tych zjawisk jest przyczyną, a które skutkiem? Czy pociągi wywołują ruch wskazówek, czy też wskazówki wywołują ruch pociągów? Skoro korelacja jest dobrze widoczna musi też istnieć związek przyczynowo-skutkowy. Tymczasem go nie ma. Jest natomiast niewidoczna gołym okiem zasada organizacyjna, która odpowiada za występowanie tej korelacji. Z taką samą sytuacją mamy do czynienia w przypadku astrologii. Astrologia opisuje te niewidoczne powiązania organizacyjne jakie występują między eleganckim ruchem planet naszego Układu Słonecznego a naszą własną drogą przez życie. To subtelny rodzaj uporządkowania Wszechświata. Subtelność nie odbiera mu realności ani prawdziwości. Porządek ten występuje w wymiarze fizycznym i nie można go ani zmierzyć ani wykryć w laboratorium.

Całość można przeczytać tutaj

Zapraszam też na blog astrologiczny!

(Opublikowane na starym blogu 2005-10-09 01:35:21)

5 myśli nt. „Astrologia dla astronomów

  1. Mam jedno, małe pytanie. Napisałaś gdzieś, że „ezoteryka, stojąca ponad religią i racjonalizmem, udziela bardzo interesujących odpowiedzi, które w zdumiewający sposób potwierdza dzisiejsza fizyka kwantowa” oraz że „fizyka kwantowa ociera się o magię”. Moje pytanie brzmi: które z tych ‚odpowiedzi’ potwierdza fizyka kwantowa, oraz w którym momencie ociera się ona o magię. Byłbym wdzięczny za wyczerpującą odpowiedź. Pozdrawiam.

  2. Panie anonimowy, zdecyduj się, czy mam odpowiedzieć na „małe pytanie”, czy napisać „obszerny komentarz”? Jedno z drugim stoi w sprzeczności.

    Skoro mam pisać obszerny komentarz, to raczej wybiorę formę osobnej notki (o czym od dłuższego czasu myślę, ale lenistwo mnie powstrzymuje).

    Zamiast odpowiadać na te pytania proponuję, żebyś obejrzał film „What the Bleep do We Know”. Jest dostępny w sieci, ale trzeba poszukać. W tym filmie wypowiadają się uczeni i mówią o powiązaniach nowoczesnej nauki z duchowością. Gorąco polecam. Acha, dostępna jest też II część filmu, tytułu dokładnie nie pamiętam, ale jest tam coś o króliczej norze…

    Trochę wykręciłam się sianem, ale napisanie takiej notki wymaga zebrania do kupy sporo materiałów, które są gdzieś tam rozsiane…

  3. Po pierwsze nic nie stoi w sprzeczności – napisałem, że pytanie jest małe, a nie odpowiedź na nie:) Po drugie, szczerze mówiąc spodziewałem się podobnej odpowiedzi. Zamiast obronić swoich twierdzeń podając mi choć parę przykładów, polecasz mi oglądnąć film nakręcony przez sekciarzy – wyznawców samozwańczego medium, która twierdzi że ma kontakt ze starożytnym wojownikiem z Atlantydy. A całość okraszona komentarzami „naukowców” których wypowiedzi zmanipulowano tak, by przedstawić swoje racje (czemu zresztą jeden z nich stanowczo się sprzeciwił, gdy zobaczył film). „Naukowców” pokroju prof. Jana Pająka (no co, też ma tytuł) Polecanie takiego tendencyjnego filmu nie jest żadną odpowiedzią. Prawda jest taka, że na moje pytanie można odpowiedzieć w paru zdaniach, zakładając że zna się na nie odpowiedź…i ma się pojęcie o mechanice kwantowej 🙂 I nie trzeba się uciekać do wyższej matematyki i notacji Diraca. Tyle że oboje wiemy, że nie masz o niej bladego pojęcia, skoro odpowiadasz mi w ten sposób. Gdybyś miała wiedziałabyś, że mechanika kwantowa nie ma nic wspólnego z magią ani ezoteryką. Na takiej samej zasadzie kilkaset lat temu magią był efekt żyroskopowy czy zaćmienie Słońca, co z powodzeniem wykorzystywali ludzie wykształceni by ogłupić gawiedź. Więc proszę Cię uprzejmie, jako fizyk teoretyk, nie wycieraj sobie (za przeproszeniem) gęby mechaniką kwantową, bo na jej właściwe zrozumienie potrzeba wielu lat studiów (a niektórzy znani fizycy nigdy jej do końca nie zrozumieli). Kursy korespondencyjne i czytanie wikipedii nie wystarczą, naprawdę.

    Ps. na forum buddyjskim są wypowiedzi odnośnie tego „dzieła” kilku osób mających pewne pojęcie o mechanice kwantowej:
    forum.medytacja.net/phpBB2/viewtopic.php?t=4869

    i pamiętaj – zaślepiony umysł będzie we wszystkim widział to, co chce zobaczyć.

Nie mam żadnego wpływu na moderację, więc proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s