Chrześcijaństwo a buddyzm

Chrześcijaństwo i buddyzm chyba nigdy się nie zrozumieją.

W samych założeniach tych religii tkwi tak zasadnicza różnica i tak skrajnie odmienne są ich cele, że porozumienie wydaje się niemożliwe.

Celem buddyzmu jest praca nad umysłem, prowadząca do wyzwolenia od cierpienia i od dręczenia całego świata naszą neurotycznością. Buddysta pracuje nad sobą, żeby ulżyć nie tylko sobie, ale i całemu światu. Wierzy, że gdy stanie się świadomy i w pełni zdrowy, będzie mógł pomagać innym i nieść ulgę w cierpieniu wszystkim stworzeniom. Tu, na ziemi. Tu i teraz. Nie w przyszłości, nie po śmierci, nie w jakimś nieokreślonym „życiu wiecznym”.

Buddyzm nie zajmuje się Bogiem, ale nie znaczy to bynajmniej, że neguje Jego istnienie lub że głosi ateizm. Buddysta wie, że Bóg nie potrzebuje naszej miłości, oddania, troski ani tym bardziej ofiar z naszej strony. Bóg jest Bogiem, a więc jest doskonały i na pewno czuje się szczęśliwy i spełniony. Poza tym jest daleko i ma swoje, na pewno ważniejsze sprawy niż nasze problemy. Nic nam do niego. Nieszczęśliwi, niedoskonali i niespełnieni jesteśmy MY, a nie Bóg, i to MY, a nie Bóg, potrzebujemy pomocy. A więc musimy się zająć SOBĄ. I musimy to zrobić natychmiast.

Nieszczęśliwy, sfrustrowany i nieszczęśliwy człowiek nie tylko nie jest w stanie nawiązać kontaktu z Bogiem (a raczej boskością), ale staje się wielkim problemem również dla swojego otoczenia. Neurotyk potrafi zniszczyć szczęście wszystkich wokół, a to z punktu widzenia buddyzmu jest rzeczą bardzo niedobrą, więc należy to natychmiast uzdrowić.

Buddysta nie zna pojęcia grzechu. Zamiast mówić o grzechu mówi o szkodliwości określonego postępowania. Szczególnie nie pojmuje, dlaczego należałoby potępiać homoseksualizm czy seks pozamałżeński. Jeśli dany czyn nie szkodzi innym, nie jest szkodliwy. Buddysta różni się również od chrześcijanina stosunkiem do zwierząt. Chrześcijaństwo nie widzi nic złego w znęcaniu się nad zwierzętami, a dla buddysty jest to czyn szkodliwy z duchowego punktu widzenia, ponieważ zadaje cierpienie czującej istocie.

Według nauk buddyzmu nie powinniśmy pragnąć „życia wiecznego”, dążyć do niego ani łączyć z nim żadnych nadziei, ponieważ w rzeczywistości jesteśmy po uszy zanurzeni w życiu wiecznym z jego nieodłącznym cierpieniem. Życie wieczne, czyli nieustające wcielanie się jest tym, z czym powinniśmy jak najszybciej skończyć poprzez dążenie do oświecenia i wyzwolenia. Osiągnąć to można tylko dzięki uwolnieniu się z ignorancji, która jest przyczyną naszych cierpień. Do tego nie jest potrzebna wiara w Boga, lecz wiedza i praktyka psychologiczno-duchowa, czyli praktyczna, skuteczna w działaniu i przekonująca dla rozumu WIEDZA. To właśnie ona nas wyzwoli.

Buddyzm wypracował tak skuteczne metody pracy z umysłem, że współczesna psychoterapia czerpie ze składnicy jego metod pełnymi garściami.

Chrześcijaństwo przeciwnie. W tej religii cierpienie, ignorancja, ślepa wiara, poczucie winy oraz grzeszności, pokuta i wyrzeczenie się rozumu są cnotą i celem samym w sobie. Umartwianie się, krzyżowanie, biczowanie, poświęcanie się dla innych lub dla jakichś dziwnych idei, odczuwanie wdzięczności za ból i rozpacz – to wszystko jest rzekomo miłe Bogu, zbawienne dla całej ludzkości i ma być jedyną gwarancją zbawienia. Im więcej cierpienia, tym pewniejsze zbawienie i osiągnięcie życia wiecznego. A co najważniejsze – chrześcijanin musi uwierzyć w wizję Boga taką, jaką przedstawia mu kler, nawet jeśli zupełnie kłóci się to z jego rozumem i logiką. I to właśnie jest przyczyną największych problemów neurotycznych osób wierzących w te nauki.

W obecnych czasach Kościół złagodził nieco swoją postawę, więc wiele młodych osób może zarzucić mi, że grubo przesadzam.

Ja nie przesadzam, ja pamiętam.

(Opublikowane na starym blogu 2005-05-17 23:40:00)

20 myśli nt. „Chrześcijaństwo a buddyzm

  1. Komentarze przeniesione ze starego bloga:

    astromaria 2008-06-13 14:20:25 77.79.204.133

    Pić pewnie mogą, czemu nie, byle z umiarem. Nie każde wypicie musi od razu być nałogiem. To, że nie można pić nałogowo, to chyba nie poświęcenie, lecz zdrowy rozsądek. I to jest chyba wspólne dla wszystkich religii.

    arleta 2008-06-13 09:15:14 82.160.64.254 192.168.1.105

    Ja uważam że buddyzm to fantastyczna religia! Tylko pełna wyrzeczeń bo buddyści nie mogą posiadać żadnych uzależnień pić alkoholu i palić marihuany.

    al dzodzo33@wp.pl 2008-03-13 12:46:39 90.156.73.159

    Bardzo ciekawy i celny tekst. Dodam od siebie,że kolejną różnicą jest całkowity brak tolerancji innych wyznań czy poglądów w chrzescijanstwie,podobnie jak w islamie.Przekonanie że podąża się „jedynie słuszną drogą” było i jest przyczyną wielu nieszczęść dotykających ludzkość.A przecież na szczyt góry mogą prowadzić różne ścieżki.Trochę próbował ekumenizować chrześcijaństwo JP II,ale jest to religia z gruntu mało reformowalna i Ratzinger wskoczył w stare koleiny. Budda natomiast,był otwarty. „Nigdy nie wierz w to co ci mówią,nawet jeśli mówię to ja,dopóki sam tego nie sprawdzisz i nie doświadczysz.” I piekne słowa: „Sam dla siebie bądz Swiatłem,bo wszystko czego potrzebujesz znajduje się w tobie.”

    moon mirek11@wp.pl 2008-03-06 01:53:56 83.23.38.24

    zupełnie nie trafione.Chrześcijaństwoto ogrom pracy właśnie nad sobą.Poczytaj Ewangelie.Jezus stawia nam wysoko poprzeczkę.Tylko pracując nad sobą i swoim umysłem możemy temu sprostać.Finał jest ten sam.Zbawienie-Przebudzenie.Kwestia nazewnictwa.Pozdrawiam

    budd no@mail.xx 2008-01-18 18:38:00 83.22.223.30

    No taka prawda, buddyzm jest bardzo moralną i postępową filozofią. Sam zaczynam stopniowo praktykować filozofię buddyzmu.

    dasia roszczin@o2.pl 2008-01-11 12:35:06 82.35.8.202

    niedawno uslyszalam taka wypowiedz,ktora idealnie nadaje sie na komentarz . Zwraca sie przedstawiciel chrzescijanstwa do przedstawiciela buddystow;Kiedy w koncu dojdziemy do jekieggos porozumienia czy nawiazemy wspolprace buddysta odpowiada; kiedy w koncu cos ustalicie

    dawidos davidos@poczta.onet.pl 2005-05-21 00:59:25 213.227.72.69

    w tym porównaniu pokazujesz same wady chrześcijaństwa. nie można pomijać tego, że m.in dzięki chrześcijaństwu dokonal się postep cywilizacyjny. można dyskutować nad tym czy zmienił on nasze życie na lepsze czy nie ale faktem jest ze bez niego sie teraz nie obejdziemy. nie dyskredytowałbym tak chrześcijaństwa ani w ogóle religii bo bez niej nie utrzyma sie zadne spoleczeństwo. podr 🙂

    astromaria 2005-05-20 00:01:17 82.160.115.154

    I o to właśnie chodzi… Naukowcy twierdzą, że najgenialniejsi z ludzi wykorzystują zaledwie 10% mózgu. To są zagadnienia warte poważnego zastanowienia: Po co nam taki wielki mózg, skoro go nie używamy? Co sprawiło, że utraciliśmy dostęp do tych zasobów? I do czego bylibyśmy zdolni, gdybyśmy mogli uruchomić te rezerwy? Rozwiązanie tej zagadki może dostarczyć nam informacji na temat tego, czym naprawdę mogłoby być człowieczeństwo. I kim człowiek naprawdę jest (był)…

    [Marcin] 2005-05-19 23:41:37 83.16.91.210

    Ja ty i wszyscy mamy umysl. tak samo myslimy ale najzabawniejsze jest to ze my ludzie nie potrafimy wykorzystac naszego umyslu w pełni. moim zdaniem rozwiazaniem wszystkiego jest rozum czyli nasz mozg. gdybysmy potrafili sie nim posługiwac w pełni bysmy byli zdolni do wszystkiego. az strach pomyslec

  2. Polecam książkę „Dobre serce.Dalajlama czyta ewangelię’ – Jego Świątobliwość Dalajlama, Laurent Freeman OSB, Wydawnictwo Jacek Santorski&Co, 2008. Oto jej fragment: „Jeśli mówimy, że uważamy się za chrześcijan czy też za buddystów, to mamy na myśli pełne znaczenie tych słów. To znaczy, iż nie jesteśmy nimi tylko dlatego, że w coś wierzymy, ale też, że oceniamy siebie w relacji do tego, jak tą wiarą żyjemy. W tym kontekście można mówić o chrześcijanach, którzy są lepszymi buddystami od niektórych buddystów, gdyż bardziej pielęgnują uważność lub też mają lepsze wyczucie nietrwałości rzeczy. Z drugiej strony są buddyści, którzy pokonują chrześcijan na ich własnym boisku, bo szczerze praktykują, a nie tylko proklamują miłosierdzie. Na tym poziomie autentyczności religii liczy się bardziej osobiste doświadczenie i świętość niż obiektywny zbiór zasad wiary albo jej niuanse filozoficzne i teologiczne.”

  3. Zawsze i wszędzie są ludzie prymitywni (dogmatycy religijni) i ludzie o wysoko rozwiniętej świadomości duchowej. Nie ma reguł. Na pewno nie można powiedzieć, że każdy buddysta jest doskonały, a chrześcijanin nie, ani odwrotnie. Ale prawdziwie rozwinięci i świadomi ludzie nie są ani buddystami, ani chrześcijanami, ponieważ ludzie ci całkiem odrzucają religie. Oni nie potrzebują religii. Mają własny system wartości i potrafią żyć przyzwoicie bez dekalogu i Dhammapady.

    A co do samego Dalajlamy – to ikona popkultury. Ktoś go posadził na tak wysokim stołku i miał w tym jakiś cel, na pewno nie jest to żaden spontaniczny ani samorodny autorytet. Nie ufam ludziom ze światowego świecznika.

  4. Zgadzam się z Marią.
    Dwóch moich znajomych odcina się od wszelkiej religii, nie chodzą do żadnego kościoła, poza ślubami swoich dzieci czy innymi uroczystościami rodzinnymi, nie sądzę by mieli czas czy ochotę na drążenie duchowości czy innych filozofii a należą w moim odczuciu do najrozsądniejszych ludzi, jakich znam.
    Wśród zdeklarowanych katolików też jest wiele osób wrażliwych o dobrym sercu i mają nieźle poukładane w głowach, choć z różnych powodów nie podejmują indywidualnej ścieżki rozwoju duchowego.
    Co prawda statystyczne dane o liczebności ‚wiernych’ kk podawane ostatnio w mediach / ok.90%/ przy okazji wyborów – śmieszą i ociekają hipokryzją, ale … nie osądzam, nie krytykuję.
    Niech każdy we własnym zakresie zastanowi się i dochodzi do własnych wniosków.
    Prawo nieingerencji daje wolną wolę wyboru.
    Jasiowędrowniczku/ ale się nazwał?/ liczy się osobiste doświadczenie, a z tą świętością to bym nie przesadzała. Żyć pełnią i znaleźć radośc życia przedkładam nad świętość.

  5. Fajna dyskusja. Powiem tak pare lat temu przyjalem buddyjskie trzy schronienia czyli moge powiedziec, ze jestem buddysta. Praktykuje madytacje zen i jest to dla mnie dobra „terapia” ale tu rodzi sie pewien problem. Medytacja jak najbardziej tylko, ze czesc buddystow z praktyki dyscypliny umyslu robi sobie religijne kazamaty. Dowiedzialem sie od mistrza buddyjskiego, ze wskazane jest aby zbudowac sobie w domu symboliczny oltarzyk i palic kadzidelka. Tylko, ze ja nie mam zamiaru budowac oltarzykow i palic kadzidelek. W Azji czesc buddystow modli sie do figury Buddy ja nie mam zamiaru.

    Dalajlama to bodhisatwa czyli osoba ktora zrezygnowala z totalnego oswiecenia aby sluzyc innym. Co nie oznacza, ze taka osoba nie osiagnela tzw: „malego oswiecenia”. Taka osoba powinna miec wglad w wiele spraw ale kiedy widze Dalajlame jak spotyka sie z pedofilem i satanista Bushem to zadaje sobie pytanie co ten czlowiek wie o sprawach tego swiata a czego nie wie jako nawet „czesciowo” oswiecony.

    Chodzi mi o to, ze kilka lat temu odkrylem buddyzm jako wspaniala religie lub inaczej droge rozwoju ale jakis czas potem prowadzac wlasne badania na temat UFO, Iluminatow i innych spraw uzmyslowilem sobie, ze sa sprawy o ktorych ci „oswieceni” (lub oswieceni) mistrzowie buddyjscy nie mowia. Albo nie wiedza albo boja sie glosno mowic. Moze Dalajlama wie i siedzi cicho bo boji sie odwetu na narodzie buddyjskim (np. trzesienie ziemi HARPem) dlatego podaje reke Bushowi? Moze.

    Zmierzam do tego, ze Buddyzm oddala sie od pierwotnych zalozen i obudowuje sie rytualem. Budda nie modlil sie do swietych figur nie oddawal, poklonow swietym sutrom (co robi sie w klasztorach) tylko medytowal. Wspolczesni mistrzowie nakazuja oddawac szacunek sutrom, klaniac sie przed figurami i palic kadzidelka. W Tybecie mistrzow wystawia sie na podwyzszeniu tak aby publika mogla skladac poklony.Dlaczego nie mamy robic tylko tego co robil Budda?

    Moja praktyka odnosi sie tylko do medytacji i bycia w zyciu przyzwoitym i szczodrym. Nie znosze rytualow i zbiorowych zgromadzen. Czy jestem zlym buddysta? Czy moge nazywac sie buddysta? Jezeli nie to nie potrzebuje tej etykietki.

    W niedalekiej przyszlosci wybieram sie do pewnego mistrza buddyjskiego. Zabiore ze soba ksiazki i
    zgromadzone materialy z zakresu tych wszystkich tematow na ktore sie na tym blogu rozpisujemy. Jestem ciekawy jego odpowiedzi. To bedzie wielki test dla mojej „buddyjskiej religijnosci”. Gleboko wierze w to co sam odkrylem. Chrzescijanstwo nie zdalo tego testu, moze i buddyzm go nie zda. Ciekawe co oswiecony mistrz powie na temat spisku ktory ma przyczyny w kosmosie. Dalajlama na ten temat milczy i podaje reke pacholkom Iluminati. Ale jak powiedzialem wczesniej moze sie boji albo „oswiecony” nie zna prawdy albo…. no wlasnie strach pomyslec. Ale naszym obowiazkiem jest przetestowac tych wszystkim „mistrzow” i mistrzow. Tego wlasnie Budda od nas oczekiwal mowiac:

    (…)”Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza.
    Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan, lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie.
    Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie.
    Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga.
    Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego co przynosi powodzenie wam i innym”.

  6. Sam Dalajlama powiedzial na spotkaniu w Warszawie – „szpiegujcie” mnie patrzcie mi na rece co robie i co mowie, sprawdzajcie mnie. A wiec sprawdzajmy. Doszukujmy sie sami prawdy i testujmy tych od „podawania” prawdy. Pierwszy przegral proboszcz mojej parafi, kto nastepny?

    Jeszcze slowo o mistrzach buddyjskich. Sa czasami potrzebni w trakcie bardzo glebokich doswiadczen medytacyjnych. Ale taka osoba powinna byc doswiadczona i sprawdzona. Chodzi o to, ze podczas glebokich stanow medytacyjnych nasz umysl laduje w corasz glebszych planach astralnych (astral wedlug Buddy to kolejna faza manipulacji i iluzji, tak jak tzw. nieba czy piekla oraz Bostwa czy Bogowie oraz inne wymiary) a tam byty astralne moga sie z nami komunikowac i robic nas w bambuko.Sa nawet takie ktore podaja sie za samego Budde i chwala nas jak my to super medytujemy. Doswiadczony mistrz (o takich naprawde trudno) powinien na bazie wlasnego doswiadczenia praktyki medytacyjnej i glebokiej wiedzy udzielac wskazowek adeptowi. Jest to na zasadzie mentorstwa a nie na bazie autorytetu pana proboszcza. Zawsze sami praktykujemy i ponosimy sami za siebie odpowiedzialnosc. Mistrz to tylko trener a zawodnik sam biegnie do mety.

  7. Ciekawa dyskusja, moze i ja wlacze pare zdan z obserwacji i swego doswiadczenia.
    Wiem, ze przynaleznosc do kazdej religii i organizacji jest platna lub wolne datki.Wszystkie kontrolowane sa pod wzgledem finansowym i nie tylko…
    Nie wierze w zadne autorytety i ich nie wspieram.
    Mam pelne zaufanie do Stworcy i wolna jestem od wszelkich posrednikow religijnych,ktorzy nastawieni sa tylko na manipulacje umyslowe i zbieranie kasy.
    Nie ma znaczenia do jakiej religii dzisiaj nalezysz to wszystko jest to samo moze jedynie rozni sie kierownictwem lub nazwa.
    Cala „Madrosc” jest w naszym wnetrzu i kazdy z nas induwidualnie ma do niej dostep.Lecz, wiekszosc ludzi szuka na zewnatrz autorytetow i boskosci, poniewaz zasmiecony umysl nie pozwala odkryc swego wnetrza.Madrosc mozna odkryc tylko w CISZY.

  8. Nie chcę krakać, ale wróżę buddyzmowi marny koniec. Dopóki był on praktykowany w Tybecie, gdzie życie było proste i przez prostych ludzi, wszystko było w porządku. Mnisi żyli „w cnocie”, bo nawet nie mieli pokus. Mieli swoje księgi, wysokie góry, czyste powietrze i dużo czasu, żeby medytować. Ale ciemne siły nie mogły tego znieść, więc zesłały Chińczyków, którzy zrobili tam rzeź. „Dobrzy” biali ludzie „pomogli” Tybetańczykom. Wszystko wydawało się takie piękne, w USA wybudowano piękne i przytulne klasztory, mnisi się do nich wprowadzili i co? Znaleźli się na ziemi białych ludzi (a raczej na ziemi podbitej krwawo i zawłaszczonej przez tych ludzi), a biali ludzie to „uczeni w piśmie”. Biały człowiek już dawno zatracił kontakt z duchowością i w tak wielkim stopniu, że w ogóle nie rozumie, o co chodzi w rozwoju duchowym. Tu liczą się tytuły naukowe, hierarchia i kasa. Do wszystkiego dochodzi się rozumem lub po drabinie zaszczytów, od studenta do rektora lub od kleryka do papieża.

    Jezus też był fajnym facetem i prawdopodobnie nie gorzej niż Budda rozumiał, o co tu chodzi, ale biali ludzie wiedzieli jeszcze lepiej, więc stworzyli Kościół i religię. Skutki jakie są każdy widzi. Obawiam się, że to samo zrobią z buddyzmem. Już mamy Dalajlamę, który jest odpowiednikiem papieża. Resztę załatwi się podobnie. Owce będą klepać pacierze przed figurą, walić pokłony i palić kadzidła, a z nauk Buddy zrobi się Katechizm. A jak mnisi poczują, co można osiągnąć dzięki kasie i wpływowym poplecznikom, to będziemy mieli drugi Watykan, tylko że buddyjski i w USA. A żeby nie było nudno powstaną buddyjskie protestantyzmy i może nawet dojdzie do przelewu krwi, gdy różne odłamy wezmą się za łby.

    Biały człowiek potrafi. Nie takie rzeczy udawało mu się zepsuć. Zniszczyli wszystkie tradycje duchowe (pogaństwo, religię Indian, Hawajczyków i wszystkich innych „prymitywnych” ludów), więc i buddyzm im się nie oprze.

    Myślę, że Mistrzowie wiedzą o naszych kontrolerach, ale podejrzewam, że traktują to wszystko jako iluzję. Bo prawdę mówiąc to jest iluzja, w której jest pogrążony cały zachodni świat. Ludzie mają burdel w głowach, skutki tego objawiają się w postaci tych Iluminatów. Jak na górze tak na dole. Gdyby ludzie przebudzili się i wzięli się za medytację, dzięki czemu zrobiliby porządek w swoim wnętrzu, wtedy i to, co na zewnątrz też uległoby przemianie. Tak, jak organizm choruje, gd zachwianiu ulega homeostaza, tak i ludzkość się „wykoleja”, gdy traci kontakt z rzeczywistością duchową. A właściwie gdy ją zupełnie odrzuca i neguje jako zabobon i… iluzję. To jest dopiero iluzja w iluzji!

    Marcus, my nie mamy się czego obawiać, bo my znamy prawdę. Medytuj i traktuj świat materialny jako Matrix, a Iluminaci będą cię mogli pocałować tam, gdzie światło nie dochodzi. Oni doskonale wiedzą, że są słabi i że ich władza ledwie się trzyma. Będą rządzić tylko tak długo, jak długo masy pozostaną uśpione. Ale jeśli przebudzi się ta setna małpa, to ich świat runie. Moim zdaniem zbliżamy się do tego momentu. Dlatego oni teraz zagęszczają strach i odwracają naszą uwagę. Mamy się zająć wyborami, powodzią, trzęsieniami ziemi i dymem wulkanicznym, a jesienią zafundują nam nową pandemię – wszystko po to, żeby utrzymać nas w lęku i tym nas kontrolować. Jednak przebudzonych jest coraz więcej.

    Wszechświat sam przywróci równowagę. Zauważ, że gdy nowotwór lub bakterie za mocno zaatakują i zabiją organizm, same również zginą. Tak czy inaczej oni już są martwi. Jeśli zabiją ludzkość sami też przestaną istnieć. Ale nie oni nas tu osadzili, nie oni są naszymi stwórcami, więc nie do nich należy władza nad tą planetą i nad ludzkością. Planeta sama zrobi tu porządek.

  9. amen
    A Planeta robi już porządek, to widać, słychać i czuć.
    Tylko głusi, ślepi/ czytaj leniwi umysłowo/ nic nie czają i „dobrze” im w stadzie owieczek. Właśnie, tylko czy dobrze?
    Słuchajcie, uwielbiam śpiewać, śpiewam na spacerze wśród pól…
    …i choć życia psiamać popołudnie, jest cudnie, jest cudnie… od Marylki i wszystko co znam
    Ostatnio zgadałam się z jednym muzykiem, notabene organistą w kościele i zaprosił mnie do chóru kościelnego. I śpiewam z nimi, sopranem, choć trochę mi idzie ciężkawo…
    Przyszedł ostatnio na próbę chóru ks. proboszcz parafii/ nie moja/ i przygląda mi się… w końcu wydusił… to chyba nie moja owieczka ???
    Nic nie odpowiedziałam :), w końcu w jakimś sensie korzystam z uprzejmości instytucji, choć powiedziałam panu organiście, że nie lubię ani instytucji ani jej urzędników. Śpiewa mi się fajnie

  10. Pani Mario! Bardzo ciekawa dyskusja. Buddyzm się komercjalizuje. Katolicyzm jest zbudowany na fałszywych fundamentach. Ja też uważam, że Jezus to był fajny gość. Mądry i tyle. Gdy weźmiemy w dłoń NY i w miejsce faryzeuszy bądź „uczonych w piśmie” wstawimy „księży, biskupów, papieży” to jest to bardzo aktualny tekst. Moja rodzina jest w sytuacji gdy „objadają ONI domy wdów”. 1500 zł za pochówek. A gdzie „darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”? Hieny cmentarne. Mówiłam szwagierce, żeby to olała i czyniła według słów aby „grzebanie umarłych zostawić umarłym”, aby skremować teściową i pochować w rodzinnym gronie – gdziekolwiek na cmentarzu komunalnym. Ale ona jest bardziej „papieska od samego papieża”.
    I jeszcze jedna myśl, która mnie dręczy od wielu lat – biała rasa jest chyba najgorszą. Dlaczego? Kto nam taką krzywdę zrobił?

  11. @ Iza40: wychodzi na to, że mamy kiepskie geny. Podobno „Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo”, ale Biblia mówi też o tym, że i Wąż maczał w tym swoje… hmmm, raczej nie palce, bo wąż ich nie ma, ale może to były geny.

  12. Ja myślę, że ta biała rasa jest najbardziej wyrywna i widoczna, wszędzie się pcha.
    Nie chcę myśleć tak, że jesteśmy najgorsi. Przynajmniej nie wszyscy, nie generalizujmy.
    Co w duszach ‚innego koloru’ gra, tego nie wie nikt…
    Fakt, że to biały człowiek wyrugował ich z ich miejsc spod ichniego nieba. I w tym procederze mają swój niechlubny udział przede wszystkim religie i wszelkie innej maści egregory .

  13. @ Eliszka:

    w końcu wydusił… to chyba nie moja owieczka ???

    Co to za jakaś bezpańska owieczka, czy nikt jej nie strzyże? Trzeba ją złapać i oswoić!

    w końcu w jakimś sensie korzystam z uprzejmości instytucji

    O, bardzo przepraszam, śpiewasz za darmo, więc to instytucja korzysta z twojej uprzejmości.

    Co do białego człowieka: wygląda na to, że to najbardziej waleczna, agresywna i ekspansywna rasa na ziemi. Nie dość, że podbija wszystkie ziemie, czyni niewolników z ich mieszkańców, to jeszcze ma niesłychany wprost talent do tworzenia dogmatów wszelkiego rodzaju, od religijnych po naukowe. I z powodu tych dogmatów pali na stosie lub prześladuje heretyków (niereligijnych również).

  14. Kiedyś czytałam historię pewnego plemienia Indian Ameryki Południowej. Pewien współczesny już indiański starzec powiedział taką smutną uwagę o hiszpańskiej eksterminacji jego plemienia :”najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że ONI przybyli tu tylko po to, aby nas zabić”. Wiele ludów by tak mogło powiedzieć. A my Słowianie za Marią Janion chyba możemy śmiało powiedzieć, że utraciliśmy naszą tożsamość w chwili „przyjęcia” chrześcijaństwa. Obserwuję jak coraz więcej ludzi zaczyna używać własnego rozumu i ma dość KK w Polsce. Ich kłamstw i zawłaszczania naszego narodowego majątku. Ja już nie jestem katoliczką. Odeszłam z Kościoła po lekturze Ewangelii, po lekturach egzegetów. Teraz to już nie wiem w co wierzę. Nie umię tego zdefiniować. I tak mi dobrze.
    PS. Cieszę się, że trafiłam na ten blog. Myślałam, że tylko ja jestem lekką paranoiczką i tylko mnie się wydaje, że żyjemy w jakimś Matrix`ie.

  15. Wschód i Zachód to światy zbyt odmienne żeby w ogóle mogły się zrozumieć. U Junga („Psychologia Kundalini-Jogi”) było:

    Nam, ludziom Zachodu, idee hinduskie są obce, w większości nie jesteśmy w stanie nawiązać z nimi wewnętrznego związku. W perspektywie psychologicznej wszyscy jesteśmy chrześcijanami, niezależnie od tego, czy nasza świadomość zgadza się z tym poglądem, czy nie. A zatem każda doktryna budująca w duchu chrześcijańskim ma lepsze widoki na to, by ująć naszą wewnętrzną naturę, niż choćby nie wiem jak głębokie ujecie pochodzące z obcego nam kręgu myśli.

    Antropologowie to wiedzą, ale reszta dalej się łudzi. Biały człowiek (to oczywiście uogólnienie, żadne rasowe uzasadnienia nie wchodzą tu w grę, tylko czysto kulturowe) reprezentuje stadium, w którym materialny byt już potrafi panować nad instynktami, ale jeszcze nie dojrzał do tego, jak robić to bez pomocy reguł i dogmatów. Rzekłbym, to stadium pośrednie. Największym potencjałem tego „etapu” jest ciekawość poznawcza, umiejętnośc posługiwania się rozumem i zdolność spojrzenia na świat niejako z zewnątrz (rozwój nauki, itd.). Największymi zagrożeniami są jednak skłonności do prymitywnego samozachwytu w/w zdolnościami i poniżanie tych, którzy stoją „niżej w hierarchii”. Myślę że bycie białym człowiekiem, człowiekiem Zachodu, nie jest łatwe. Trzeba zmagać się z permanentnym kryzysem tożsamości, trzeba wielokrotnie zadawać sobie pytania o to, co przyniesie następny dzień (nie jest to proste, bo „wiemy że nie wiemy”) – wielu popycha to w stronę instynktu stadnego, w stronę odruchów czysto plemiennych, przy jednoczesnym wyznawaniu poglądu iż „prymitywne” plemiona były głupie. O współczesnym trybalizmie napisał Michel Maffesoli i to dość trafnie. Pełny tytuł jego książki to „Czas plemion. Schyłek indywidualizmu w społeczeństwach ponowoczesnych”.

    To się wiąże z teoryjką, którą powtarzają ci i owi, a której intuicyjne potwierdzenie można znaleźć, studiując starożytną i nowożytną literaturę, a nawet niektóre channelingi. Ja się do niej przychylam i nieśmiało tu może sformułuję, z zastrzeżeniem, że etniczność jako taka ma tu mniejsze znaczenie niż przynależność do pewnej kultury. Zresztą, to mam nadzieję, wiedza intuicyjna. Podzieliłem tu ludzi na trzy bardzo (bardzo bardzo) ogólne typy: „czarnych”, „białych” i „żółtych”.

    Człowiek „czarny” (uogolniam – pamiętajmy, nie chodzi o rasę, lecz o etnos) reprezentuje pewne podwaliny życia, moment w którym człowiek przychodzi na świat i cieszy się tym, co jest. Czuje podświadomie, że jest częścią większej całości i jako taki rzadko próbuje na siłę wyróżniać się z tłumu. Radość daje mu poczucie uczestnicwa we wspólnocie. Przede wszystkim chce się czuć bezpiecznie – wszystko, co myśli o jakiejś metafizyce, zawiera się w czymś na podobieństwo obrazów, a kiedy trzeba o tym powiedzieć „białemu”, „czarny” wpada w zakłopotanie, tłumaczy najlepiej jak potrafi, ale wszystko brzmi jak nawiedzony bełkot. Brzmi tak, ponieważ ten człowiek nie myśli za pomocą słów. Słowa mają nierzadko charakter magiczny i rytualny, nie wypowiada się ich ot tak. Z drugiej strony nasz „czarny” mierzy siły na zamiary – idzie zawsze tam, gdzie idzie jego stado, bez względu na wszystko. Słucha raczej tych, którzy mówią głośno i mają autorytet niż tych, którzy mówią mądrze. Jego ufnością i zapałem można manipulować, wywołując u niego skrajne reakcje emocjonalne.

    Człowiek „biały” to taki, jakiego przedstawiłem wyżej. Jest ciekawy świata i chce wszystko dokładnie poznać. Wie, że może wątpić w to, co widzi i nie dawać wszystkiemu wiary. Interesuje go utrzymywanie pewnego porządku na świecie, w sposób racjonalny ogarnia już fakt, iż istnieje pewna hierarchia, tak więc ową hierarchę instytucjonalizuje. Podobnie jak wszystko. Jest trochę niepewny co do swojego status quo, poszukuje więc możliwości jego racjonalnej weryfikacji. Dzięki rozumowi i abstrakcyjnemu mysleniu potrafi mówić nawet o tym, czego nie rozumie. Kontakt z sacrum osiąga z trudem, chce bowiem uchwycić jego istotę w słowach. Nie znosi pustki i nudy. Z racji wyindywidualizowania się z „plemienia” odczuwa niezrozumiałe dla „czarnego” poczucie wyższości, które każe mu potępiać, a nawet czasem zabijać tych, których nie rozumie.

    Człowiek „żółty” nie stanowi wcale istoty doskonałej (popatrzmy choćby na Chińczyków). Przypomina bardziej starca, który nie ma już siły na nieustanne stawianie pytań. Pewne kwestie są dla niego oczywiste. Bez skrępowania korzysta nawet z tego, co wymyślił człowiek „czarny”, nie krępują go bowiem w tej kwestii niewygodne i ciasne dogmaty. Absolut widzi mu się jako coś, z czym on sam ma szansę osobiście się spotkać – tak jak człowiek, któremu zostało już niewiele życia opowiada czasem, że widzi „tamtą stronę” coraz wyraźniej. Człowiek „żółty” pojmuje niedorzeczność życia i jego trudów, widzi absurd istnienia, na starość bowiem żywot „przelatuje przed oczami”. Uczy się pokory i przyjmowania świata takim, jaki jest. Nie wyklucza, że można coś zmienić, ale dla niego samego liczyć się będzie bardziej to, czy on sam jest wobec siebie w porządku. Przestaje przywiązywać wagę do materii, widząc jak bardzo jest nietrwała. Dzięki temu, że zobaczył już tak wiele, jest w stanie zdobyć się na prawdziwą empatię i współczucie, bez popadania w patetyczny ton. Z drugiej jednak strony, człowiek „żółty” nie ma sił, by bronić się przed zakusami tych, których celem jest narzucenie ich własnego porządku. Jego myśli skierowane są ku niewyrażalnemu, ale za tę cenę traci niejako kontakt ze światem materialnym. Odczuwa intensywniej wibracje kosmosu, ale nie zawsze będzie potrafił zorganizować sobie życie na tym „łez padole”. Dlatego często mówi się o nim wśród „białych” z pogardą – że brudny, że sra na ulicy, że rozmnaża się ponad miarę, że analfabeta, że nie zna słowa „przepraszam” i tak dalej.

    To oczywiści ebardzo uogólniona typologia, nieajako alternatywna dla Map Świadomości.

  16. Czlowiek „czerwony” w tym przypadku indianie Hopi juz przepowiadaja wielki kataklizm 2012 a po nim przyjscie „mesjasza”. Brzmi znajomo, podobnie do przepowiedni czlowieka „bialego” (Apokalipsa) tego ktory kiedys niszczyl czlowieka „czerwonego”. Jakas dziwna korelacja w tym przypadku.

  17. E-e-e… Indianom Hopi już niejedno wkładano w usta. Jedno co wiadomo, to to, żemieli przepowiednię końca czasów, w której „biały mężczyzna zacznie nosić długie włosy” i w ogóle będzie na opak. Kto wymyślił, że podali datę??? Czy to nie jest podciąganie wszystkiego pod jeden folklor?

  18. @Obywatelu!!!!
    Jest pewnie podobnie jak z Majami. Jest wiele organizacji wsrod samych majow ktore podaja rozne wersje interpretacji kalendarza.

    Tak na marginesie Obywatelu jestem ciekawy Twojej opini na ten temat (film ponizej), pewnie jak zwykle w takich przypadkach bedzie krytyczna ale wysluchaj tego do konca. Czegos takiego jeszcze nie bylo,tzn. tak kompleksowej wiedzy pochodzacej od kogos tam z kosmosu.Prawda czy sciema?

    http://www.azuritepress.com/index.php

  19. Sorry, że ja pociągnę wątek śpiewania : śpiewam dla ogromnej przyjemności śpiewania, a panu organiście pewnie proboszcz płaci… co prawda, owieczki dają na tackę 🙂 ale fajnie, teksty pieśni są przepiękne

    Interesująca próba podziału i charakterystyka nacji przeprowadzona przez Obywatela… Pisze, m.in., że biały człowiek w sposób racjonalny pojmuje, że istnieje jakaś hierarchia, tak więc ową hierarchię zinstytucjonalizował… i tu się pogubił bardzo
    Im wyższa hierarchia , tym większa władza, np. w hierarchii kk., im „cięższy” grzech, tym wyższy dostojnik może go ‚odpuścić’ :), w państwowej i administracyjnej podobnie
    A hierarchia istnieje i obowiązuje i jest odwieczna i niezmienna i dotyczy w równym stopniu białych, kolorowych, wszystkich – hierarchia to uporządkowanie wg kryteriów odwiecznych z uwzględnieniem trzech aspektów: poziomu rozwoju w Kosmicznej Świadomości., poziomu respektowania Praw Czasu i Przestrzeni i przyswojenia Cech Uniwersalnej Kosmicznej Osobowości : a te cechy,to”
    miłość, radość, pokój, cierpliwość, życzliwość, dobroć, wiara. łagodność i PANOWANIE NAD SOBĄ
    czego wszystkim ludziom a przede wszystkim sobie życzę z całego serca

  20. Eliszko, to nie jest charakterystyka nacji, tylko pewna metafora etapów w myśleniu ludzkim wyrażona za pomocą bardzo uogólnionych konstruktów, odnoszących się do kręgów kulturowych. W żadnym wypadku nie można tego pojmować jako jakiegoś choćby i szczątkowego opisu danej „rasy”. To tylko odwołanie się do pewnych stereotypów.

    Marcus: obejrzę później, bo to bardzo długie a ja trochę nie mam czasu… Co do wszelkiej wiedzy z kosmosu odnoszę się krytycznie, ale nie neguję. Nie posiadam takiej wiedzy po prostu.

W tym blogu komentarze są równie ważne jak teksty na stronie głównej, dlatego bardzo proszę o trzymanie się tematu! Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku. Jeśli Twój komentarz się nie ukazał przeczytaj zasady komentowania bloga (patrz strony na górze bloga). Komentarze nie na temat będę kasować, a awanturników banować!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s