Zdrowotny Hyde Park

czyli wolna dyskusja na tematy zdrowotne

Jeśli chcesz przejść na konkretną stronę dyskusji w Zdrowotnym Hyde Parku użyj tego linku zmieniając zaznaczony na czerwono numer strony na ten, którego szukasz: http://astromaria.wordpress.com/zdrowotny-hyde-park/comment-page-10/#comments

———————

obamacare

 

Wolę zostać uzdrowiony przez szarlatana, niż uśmiercony przez sławę medyczną.

Te słowa (cytuję z pamięci) wypowiedział niezapomniany profesor Julian Aleksandrowicz, prekursor leczenia zgodnego z naturą, zajadle zwalczany i wyśmiewany przez swoich kolegów po fachu. Ja wyznaję taką samą filozofię i dlatego leczę się wyłącznie „szarlatanerią”, czyli medytacją, dietą, wyciskanymi na zimno sokami owocowo-warzywnymi, witaminami, ziołami i zjonizowaną wodą. Dzięki regularnemu praktykowaniu takich „przesądów” żyję długo i zdrowo, a u lekarza ostatni raz byłam 30 lat temu.

Wszystko to, co medycyna nazywa chorobą (a raczej niezliczonymi chorobami o przeróżnych nazwach) to wyłącznie różnie manifestujące się symptomy spowodowane przez poniższe czynniki:

  1. negatywne myślenie lub szok psychiczny,
  2. zatrucie organizmu toksynami (czyli silne zakwaszenie),
  3. drastyczny brak witamin i minerałów.

Typową chorobą będącą skutkiem szoku lub urazu psychicznego jest rak. Niemal wszyscy pacjenci oddziału onkologii podają, że ok. pół roku przed wystąpieniem objawów przeżyli jakieś traumatyczne wydarzenie. Białaczka u dzieci jest najczęściej spowodowana narodzinami młodszego rodzeństwa lub raptownym odstawieniem dziecka od piersi. Cała reszta (ze wszystkimi rodzajami raka włącznie) to skutek zakwaszenia, spowodowanego przez zatrucie toksynami, czyli niewłaściwego odżywiania. Aby wyleczyć dowolną chorobę należy po prostu oczyścić i zalkalizować krew, czyli radykalnie i na zawsze zmienić sposób odżywiania. Na dole podaję linki, które opisują jak przeprowadzić taką kurację. Są tam również autentyczne relacje osób, które pozbyły się rzekomo nieuleczalnych chorób, takich jak rak z przerzutami do wszystkich organów, cukrzyca, stwardnienie rozsiane itp.

Jeśli informacje umieszczone na tej stronie szokują cię lub oburzają (masz do tego prawo, bo przyznaję, że są zupełnie niezgodne z tym, co usłyszysz od swojego Znakomicie Wykształconego Lekarza) zechciej opuścić mój blog. Napastliwe komentarze będą kasowane!

Tak, wiem, że jest wolność słowa i że każdy ma prawo się wypowiedzieć, ale jest też coś takiego, jak moderacja bloga. Każdy autor ma prawo odmówić głosu ludziom, którzy wszczynają awantury.

Nie neguję potrzeby istnienia lekarzy. Są oni potrzebni, gdy ulegniesz wypadkowi, złamiesz sobie kończynę, dostaniesz ostrego ataku wyrostka lub gdy nie potrafisz sobie poradzić z dolegliwościami dowolnego rodzaju. W tym ostatnim przypadku doradzam wizytę u homeopaty lub lekarza naturalisty, a nie u alopaty, bo ten zamiast pomóc zatruje cię chemią nieorganiczną, która jest toksyczna, a nie lecznicza.

Przemyśl SAMODZIELNIE poniższe punkty:

  1. Żyjesz w ustroju korporatokracji, w którym (zgodnie z nazwą) rządzą korporacje, a nie rządy, a jedynym kryterium ich sukcesu jest zysk finansowy. W takim systemie nie liczy się zdrowie ani dobro człowieka, lecz wyłącznie pieniądze. Obecnie placówka medyczna to instytucja nastawiona na zysk, a niegdysiejszy pacjent to dojna krowa, mająca dawać jak najwięcej mleka czyli chorób. Czy w tej sytuacji zdrowie owego „klienta” komukolwiek się opłaca? Oczywiście, że nie! Na zdrowiu się nie zarabia. To choroby przynoszą zysk, a więc w interesie „rynku zdrowia” leży mnożenie chorób, a nie ich likwidowanie. W ustroju korporatokratycznym jesteś stale oszukiwany. Lekarze i inni eksperci kłamią bez mrugnięcia okiem, bo każde kłamstwo przynosi im zysk i premię od firmy farmaceutycznej lub producenta sprzętu medycznego. Rozejrzyj się wokół i pomyśl samodzielnie: mamy XXI wiek, półki aptek uginają się od tysięcy leków, szpitale są wyposażone w sprzęt jak z filmu SF, badania nad rakiem pochłaniają miliardy dolarów rocznie, ale lekarze nie potrafią niczego wyleczyć skutecznie i bez powodowania kolejnych poważnych chorób, będących skutkiem ubocznym stosowanych leków i zabiegów. Czy w ogóle przyszło ci do głowy, żeby zastanowić się nad tym, dlaczego, mimo wielkiego postępu technicznego, chorób i zgonów nie tylko nie ubywa, ale lawinowo przybywa? Żyjąc nieświadomie, zwalając odpowiedzialność za swoje zdrowie na ekspertów i specjalistów stajesz się dojną krową dla Systemu. Płacisz, cierpisz, trujesz się lekami, pozwalasz sobie wycinać kolejne narządy i… chorujesz dalej, a nawet coraz bardziej! Na szczęście możesz się z tego wyzwolić w bardzo prosty sposób: wystarczy, że się przebudzisz, że przestaniesz być potulną owcą i że staniesz się Człowiekiem Rozumnym.
  2. Choroby (ani inne nieszczęścia) nie spadają na ludzi przez przypadek ani z wyroku boskiego, lecz są konsekwencją błędów, głównie żywieniowych. To ty sam/a jesteś kowalem własnego losu i własnego zdrowia. Na chorobę trzeba sobie samemu ciężko i latami zaniedbań zapracować. Jeśli jesz pozbawioną wartości odżywczych i witamin, ale za to bardzo bogatą w toksyczną chemię (barwniki, aromaty, konserwanty, niezliczone E-coś-tam) paszę z supermarketu (cukier, czipsy, chrupki, gorące kubki, Coca Colę, biały chleb i bułki, makarony z białej mąki, wędliny, zwłaszcza tanie, mięso z przemysłowego chowu, „antycholesterolową” margarynę, „dietetyczne” słodziki, gotowe sosy i przyprawy z glutaminianem, wyroby garmażeryjne, gumę Orbit, cukierki bez cukru, wyroby typu light i 0% itp.) to sam/a kręcisz sobie sznur na szyję. Tylko błagam, nie mów mi, że żywność dopuszczona na rynek jest dokładnie przebadana i bezpieczna, a produkty typu light mają udowodnione działanie prozdrowotne.
  3. To ty i tylko ty decydujesz o tym, czy i jak się leczysz i to ty i tylko ty jesteś odpowiedzialny/a, jeśli od tego poniesiesz uszczerbek na zdrowiu lub umrzesz. Nikt cię siłą ani pod karabinami nie prowadzi na szczepienia, badania ani na chemioterapię / radioterapię / chirurgię i nikt ci siłą nie wpycha do gardła leków. To ty decydujesz o tym, jakim autorytetom wierzysz. To ty decydujesz o tym, czy oddasz swoje zdrowie w ręce lekarzy, czy zatroszczysz się o nie sam/a. Jeśli poddajesz się dowolnego rodzaju procedurom medycznym i zażywasz leki alopatyczne nie sprawdziwszy dokładnie wcześniej jakie są ich skutki uboczne, to nie możesz mieć potem pretensji, jeśli się okaże, że lek powoduje groźne skutki uboczne lub śmierć. Jeśli więc ci one zaszkodzą, pamiętaj, że stało się tak dlatego, że ty sam/a podjąłeś / podjęłaś taką decyzję.
  4. Pamiętaj, że lęk jest najgorszym doradcą! Pod wpływem lęku (np. przed rakiem) podejmujemy fatalne decyzje. System to wykorzystuje i doi pacjentów z pieniędzy, a kiedy wydoi z nich ostatni grosz (i resztki życia) odsyła ich do hospicjum, żeby tam sobie spokojnie umarli, bo i na tym da się jeszcze zarobić dzięki lekom rzekomo uprzyjemniającym  umieranie. To wprost niepojęte, co lęk robi z ludźmi: mimo że  niemal wszyscy pacjenci onkologii umierają (98%), chorzy, zamiast uciekać i szukać ratunku gdzie indziej, sami błagają o jeszcze więcej gazu musztardowego w żyły. Tak, to nie pomyłka: pewnie wiadomość, że onkolodzy podają pacjentom gaz musztardowy będzie dla ciebie szokująca, ale taka niestety jest prawda – sprawdź to sam/a! Trzeba jakoś utylizować wielkie zapasy tego gazu, które pozostały w magazynach od czasów I wojny światowej! Gaz ten nie został zużyty, ponieważ Konwencja Genewska zakazała jego używania w warunkach bojowych. Uznano, że to zbyt okrutny sposób mordowania żołnierzy. Ale pacjentów onkologicznych Konwencja Genewska nie chroni! Ponieważ nie wolno wrzucać odpadów toksycznych do morza, uznano, że najlepszym składowiskiem dla niego będą ciała chorych na raka. Czy teraz już rozumiesz, dlaczego większość pacjentów onkologii umiera?
  5. NIE PISZ, ŻE GDYBY KTOŚ WYNALAZŁ LEKARSTWO NA RAKA STAŁBY SIĘ MILIARDEREM! Nie wierz w bujdy, że lekarze szukają leku, ale mimo wysiłków wciąż go nie znaleźli. Lekarstwo na raka (i to niejedno) istnieje! Znanych jest mnóstwo skutecznych, bezpiecznych i tanich leków na raka, ale wszystkie są zakazane. Powtórzę to jeszcze raz: skuteczne leki na raka są nielegalne, wszystkie bez wyjątku, a wszyscy, którzy ośmielili się ogłosić radosną wiadomość, że odkryli skuteczny lek na raka zostali aresztowani lub zabici, a w najlepszym razie zastraszeni i uciszeni. Nie wolno leczyć raka, bo bo to wielki biznes!!! Z jego rzekomego leczenia żyją tłumy cynicznych cwaniaków: lekarze i cały przemysł farmaceutyczny, który przynosi dochody większe niż narkotyki, prostytucja, alkohol i papierosy łącznie! Ale i tego im mało, wiec stale organizowane są zbiórki datków, koncerty charytatywne i społeczne akcje, w czasie których zbierane są pieniądze na badania nad rakiem. Idą na to miliardy dolarów, a leku wciąż nie ma – jak to możliwe? To oczywiście jest zupełnie niemożliwe, ale tego nie wolno ci wiedzieć. Bo ty masz się bać, badać się regularnie i oczywiście leczyć. Na śmierć! Dla ich zarobku!
  6. Nie zachęcaj do „badań profilaktycznych”! Badania profilaktyczne nie istnieją, są jedynie badania diagnostyczne! Badanie niczemu nie zapobiega ani niczego nie leczy! Badanie wykazuje jedynie, czy pacjent jest chory czy zdrowy. Manipulacja znaczeniem słów wprowadza ludzi w błąd i o to tu właśnie chodzi: żeby oszukać i zarobić na ludzkim lęku. Zacytuję tu doktora Leonarda Caldwella:

    Wczesne wykrywanie oznacza wczesne zabijanie

    Naiwnością jest wiara w to, że raka, będącego najczęściej skutkiem ciężkiego zatrucia organizmu kwasami, toksynami i grzybami Candida, można wyleczyć podawaniem jeszcze większej ilości toksyn w postaci tzw. chemioterapii, czyli aplikowaniem w żyły pochodnej gazu musztardowego (śmiertelnie trującego gazu bojowego używanego na frontach I wojny światowej). Chory na raka nie potrzebuje więcej toksycznej chemii, lecz przeciwnie: radykalnego oczyszczenia z chemii zalegającej w jego tkankach! Jeśli to zrobi pozbędzie się nie tylko raka, ale cukrzycy, nadciśnienia, osteoporozy, chorób serca i miażdżycy, marskości wątroby, niewydolności nerek i wszelkich innych dolegliwości. Nie ważne na co chorujesz, ważne jest tylko to, że każdej choroby pozbędziesz się szybko i skutecznie, jeśli oczyścisz organizm.

  7. Nie powołuj się na autorytet swojego lekarza. Lekarze wiedzą to, czego nauczono ich na studiach medycznych, a uczelnie medyczne zostały już dawno wykupione przez korporacje, głównie farmaceutyczne, ale nie tylko, bo przemysł mleczarski, mięsny i biotechnologiczny również jest nimi zainteresowany. Studenci uczeni są, że mięso i mleko to samo zdrowie, a jeśli ktoś zachorował, to nie z powodu złego jedzenia, lecz wadliwych genów i musi się leczyć chemią nieorganiczną, bo tylko taki sposób jest naukowy.
  8. Nie podawaj tutaj dawkowania witamin i ziół, zalecanego przez WHO, FDA i Codex Alimentarius, np. nie cytuj takich „prawd” z Wikipedii: „zalecane (przez amerykańską agencję FDA) dobowe spożycie witaminy x / mikroelementu y wynosi dla osób dorosłych … mikrogramów. Praktycznie, stosując normalną dietę nie ma możliwości wytworzenia niedoboru tej witaminy / tego mikroelementu”. Jest to parszywe i ludobójcze kłamstwo! Żywność jest niemal całkowicie pozbawiona witamin i mikroelementów z powodu wyjałowienia gleb (niewłaściwe, chemiczne nawożenie) i jakby tego było mało, pozbawiona reszty składników na skutek dalszej, przemysłowej obróbki. Wszyscy ludzie bez wyjątku cierpią na silne niedobory zarówno witamin jak i mikroelementów. Stąd właśnie obecna epidemia raka, chorób serca, cukrzycy i innych chorób. Te choroby szybko i skutecznie leczy się dietą i suplementami. Ale to jest nielegalne! WHO i FDA to organizacje ludobójcze, zadbały więc o to, żeby zalecane dzienne zapotrzebowanie na witaminy i dawki ziół zaniżyć tak, żeby nie miały działania terapeutycznego. Jeśli będziesz zażywać witaminy i zioła w dawkach zalecanych przez FDA, z całą pewnością ci nie pomogą. I o to właśnie chodzi, żebyś powiedział: „to nie działa, to jest oszustwo”. Masz cierpieć z powodu niedoborów i chorować, bo tylko dzięki temu lekarze i farmaceuci mają zarobek. Jeśli jednak chcesz wyzdrowieć bierz co najmniej 3 razy tyle, ile jest podane na opakowaniu.
  9. Nie pieprz głupot, że rak, cukrzyca, autyzm i cokolwiek innego ma podłoże genetyczne”. Gdyby tak było, to nasi przodkowie wymarliby na raka, cukrzycę, autyzm i inne plagi, które dziś są powszechne i nas by tu nie było. Oni nie chorowali, a my wręcz wymieramy, jak te dinozaury – zastanów się, dlaczego? Jeśli nie wiesz, to pewnie dlatego, że z powodu braku witamin i mikroelementów nie jesteś w stanie samodzielnie myśleć. Uzupełnij braki, a zobaczysz, jak rozjaśni ci się umysł! I zapamiętaj sobie szokującą prawdę: GENETYKA = EUGENIKA. Jeśli nie wierzysz, sprawdź to samodzielnie!
  10. Nie waż się pisać w komentarzach, że medycyna alopatyczna leczy, a metody alternatywne zabijają. Jeśli wierzysz w te brednie, to musisz być mocno, wręcz do nieprzytomności zahipnotyzowany. Pokaż mi te stosy trupów po leczeniu alternatywnym. Pokaż mi „szarlatanów” siedzących w więzieniu za zabijanie pacjentów. Co? Nie potrafisz? Jaka szkoda! Za to ja ci pokażę stosy trupów na onkologii – 98% przypadków śmiertelnych vs 2% „wyleczonych”, czyli żyjących 5 lat po chemioterapii, to jest po prostu LUDOBÓJSTWO!!! To jest prawdziwy holokaust! Dodaj do tego tysiące ofiar Thalidomidu, Vioxxu, Mediatora, Yas, Xanaxu, Viagry, Prozacu i szczepionek. To nie teorie spiskowe, to fakty, o których piszą i gadają wszystkie media. Co zabiło Whitney Houston i Michaela Jacksona – witaminy i ziółka, czy leki przepisane przez doktora? Pokaż mi kogokolwiek, kto wyzdrowiał dzięki lekom alopatycznym  – mam na myśli osobę, która po kuracji mogła odstawić leki, np. insulinę czy leki na nadciśnienie i żyć długo i szczęśliwie bez ich zażywania – znasz kogoś takiego? Nie przejmuj się, ja też nie znam! Ale za to znam osoby, które całkowicie i na zawsze wyzdrowiały z cukrzycy, raka i nadciśnienia dzięki diecie i suplementom. Czy widzisz teraz, jak media i lekarze robią ci wodę z mózgu?
  11. Nie próbuj wyśmiewać leczenia raka i innych chorób dietą! Jeśli masz samochód to wiesz, że nie możesz nasikać do baku i próbować jeździć na takim „paliwie”. Twój samochód potrzebuje benzyny, a nie sików. Skoro samochód nie ujedzie na moczu, to jak możesz sądzić, że twój organizm jest w stanie „jeździć” i zachować zdrowie, jeśli tankujesz junk food i Colę? Zmień dietę, a rak i inne choroby same znikną!

Nie jestem lekarzem i nie podaję tu żadnych sposobów leczenia chorób. Podają tylko informacje, gdzie możesz szukać ratunku jeśli zachorujesz.

———————

NIEZWYKŁY  PRZYPADEK  WYLECZENIA

Wymienione wyżej naturalne sposoby leczenia chorób (opracowane głównie na podstawie wypowiedzi E. White) stosowało i do dzisiaj stosuje z powodzeniem wielu lekarzy oraz fitoterapeutów. Jednym z nich był Jethro Kloss – adwentysta, który wsławił się jako autor bardzo popularnej niegdyś w Ameryce książki pt. „Powrót do Edenu”. W tej bardzo interesującej książce opisuje on między innymi niecodzienny przypadek wyleczenia z raka pewnej kobiety,  której powiedziano, że przeżyje nie dłużej niż tydzień. Gdy zauważyła u siebie pewne objawy świadczące o chorobie, udała się do szpitala, gdzie ją zbadano i stwierdzono guza piersi.  Bardziej wnikliwe badania wykazały, że był to złośliwy nowotwór, więc amputowano jej chorą pierś. Niestety nastąpił przerzut i rak rozwinął się w jelicie grubym, co spowodowało, że zaistniała konieczność usunięcia części jelita grubego. Po pewnym czasie jednak w jelicie grubym ponownie pojawił się guz, który szybko się rozprzestrzeniał. Gdy chirurg otworzył jelito, zamierzając amputować następny jego fragment, zauważył, że rak zajął prawie cały obszar jelita grubego. W tej sytuacji nie widział innego wyjścia jak tylko zaszyć jelito i oświadczyć, że stan chorej jest beznadziejny, i że przeżyje ona nie dłużej niż tydzień. Wkrótce potem została odwieziona do domu, aby tam oczekiwać na zbliżającą się nieuchronnie śmierć. Ponieważ całe jelito grube zarośnięte było tkanką nowotworową, w jej brzuchu zrobiono otwór, przez który niestrawione resztki pokarmowe spływały bezpośrednio do specjalnego plastikowego pojemnika. Z drugiej strony brzucha znajdowały się jeszcze dwa inne otwory. Z jednego z nich spływał do pojemnika mocz a z drugiego gromadząca się obficie ropa. Chora cały czas cierpiąc z powodu przenikliwego bólu nie była już w stanie niczego zjeść ani wypić bez zwrócenia tego, co dostało się do jej żołądka. Jethro Kloss wyjaśnia, że dopiero w tej beznadziejnej sytuacji poproszono go o pomoc. Widząc stan chorej niczego nie obiecał, zapewniając, że ze swej strony uczyni wszystko, co w jego mocy, aby ją ratować a przynajmniej ulżyć cierpieniom. Najpierw polecił wyrzucić wszystkie szkodliwe leki włącznie z przeciwbólowymi, które zanieczyszczały tylko i osłabiały jej organizm. Ból natomiast uśmierzył stosując gorące okłady przeplatane krótkim zimnym nacieraniem. Następnie zrobił chorej długą serię głębokich lewatyw z odwarów ziołowych, co w pewnym stopniu oczyściło jelita z nieczystości, które blokowały ich przepływ. Dzięki tym zabiegom kał ponownie mógł być usuwany z organizmu naturalną drogą przez odbyt a otwory w brzuchu zostały zamknięte. Gdy te otwory zagoiły się, cztery osoby przeniosły chorą do łazienki i umieściły w wannie z gorącą wodą. Zabieg ten miał na celu podniesienie temperatury ciała, by ożywić siły obronne organizmu, poprawić krążenie krwi, usunąć zepsutą krew szczególnie z okolic jelita grubego oraz wywołać obfite pocenie w celu uwolnienia organizmu z nadmiaru toksyn powstałych w wyniku choroby. Te gorące kąpiele całego ciała robiono codziennie przez długi okres czasu i zawsze kończono je zimnym nacieraniem całego ciała mokrą solą oraz masażem. W międzyczasie, każdego dnia stosowano też gorące okłady na żołądek, jelita, wątrobę, śledzionę oraz kręgosłup. Kilka razy dziennie jej brzuch był dodatkowo masowany, aby jeszcze szybciej usunąć z jelit nieczystości. Regularnie podawano jej też do picia odwary z odpowiedniej mieszanki ziół o działaniu antyrakowym. Wszystkie te starania poparte były gorliwymi modlitwami wznoszonymi do Boga z prośbą o jego błogosławieństwo tych naturalnych aprobowanych przez niego środków. Chociaż wszystkie te zabiegi wymagały dużego wysiłku i poświęcenia, kontynuowano je przez cztery miesiące. Po upływie tego czasu pacjentka czuła się już na tyle dobrze, że ku zdumieniu wszystkich mogła wrócić do wykonywania swoich codziennych zajęć. Od tamtej pory stale uważała, aby nie robić niczego, co mogłoby ponownie pogorszyć stan jej zdrowia. Cały czas spożywała tylko zdrowe, wegetariańskie pokarmy. Jadła dużo świeżych i surowych owoców oraz warzyw a szczególnie dojrzewających na słońcu pomidorów. Może trudno w to uwierzyć, ale po pewnym czasie po raku nie było nawet śladu. Wszyscy byli zdumieni widząc, że ta kobieta będąc wcześniej z powodu raka niemalże w agonalnym stanie wróciła do zdrowia.

———————

„Mądry człowiek powinien wiedzieć, że zdrowie jest jego najcenniejszą własnością i powinien uczyć się jak sam może leczyć swoje choroby” – Hipokrates

„Medycyna przynosi często pociechę, czasem łagodzi, rzadko uzdrawia” – Hipokrates

„Badania medyczne zrobiły taki niebywały postęp, że dziś praktycznie nie ma już ani jednego zdrowego człowieka” – Aldous Huxley

„Medycyna stoi dzisiaj na wysokim szczeblu, stąd pewnie chorzy mają bliżej do nieba” – Feliks Rajczak

„Lekarz leczy chorobę, a zabija pacjenta” – Francis Bacon

„Bóg leczy, a lekarz pobiera opłatę” – Benjamin Franklin

„Jest wielkim błędem naszego czasu, że lekarze oddzielają duszę od ciała” – Hipokrates

„Niedobrze czułby się lekarz, gdyby wszyscy czuli się dobrze” – Publiusz Syrus

„Istnieją choroby, które tylko przez pośrednictwo duchowe dają się uleczyć” – Platon

Lekarze mają wyjątkowe szczęście, że słońce opromienia ich powodzenie, a ziemia przykrywa ich błędy” – Sokrates

Pacjent-klient

Pacjent-klient to zbitka pojęciowa określająca zmiany, jakie zaszły w postrzeganiu pacjenta pod wpływem procesu ekonomizacji opieki zdrowotnej. Jego efektem stało się przesunięcie zależności pomiędzy lekarzem a pacjentem w kierunku zależności rynkowych. Przejawami procesu ekonomizacji, niekiedy utożsamianego także z reformami New Public Management, stało się wprowadzenie do opieki zdrowotnej:

  • mechanizmu rynkowego (w tym rynków wewnętrznych)
  • mechanizmu konkurencji
  • swobody wyboru usługodawcy (…)

[Wikipedia]

Dawne pojęcie „służba zdrowia” przeszło tym samym do historii, ponieważ ani to służba (jaśnie pan lekarz miałby być czyimś sługą?!) ani zdrowie. Lekarz to Bardzo Ważna Persona! Żeby móc skończyć trudne, jedne z najdroższych i najdłużej trwających studiów, musiał się zadłużyć tak bardzo, że będzie spłacał kredyt co najmniej do 50-ki. A kiedy zacznie pracę będzie musiał konkurować na rynku, czyli… prowadzić własny biznes lub przynosić dochód szpitalowi, który go zatrudni.

Kilka lat temu wszystkie nierentowne szpitale zostały zamknięte, co uznano za wielki sukces reformy systemu opieki zdrowotnej. Znaczy to, że te szpitale, które przetrwały są rentowne.

Kto i co sprawia, że szpitale są rentowne?

Ty, drogi pacjencie!

Im więcej chorujesz, im więcej zabiegów i leków potrzebujesz, tym większy dochód generujesz – stajesz się trybikiem mechanizmu rynkowego, zgodnie z definicją z Wikipedii.

I tym sposobem stałeś się dojną krową, która zamiast mleka daje choroby.

Twoje zdrowie nikomu się nie opłaca.

Na zdrowiu się nie zarabia! Zarabia się wyłącznie na chorobach. Im więcej chorób, tym większa rentowność.

Każdy skutecznie wyleczony pacjent to na zawsze stracony klient!

Po urynkowieniu usług medycznych źródłem dochodu lekarzy (a także aptekarzy, a przede wszystkim, znajdującego się na szczycie tej piramidy, przemysłu farmaceutycznego) stało się doprowadzanie klientów do chorób i kalectwa. Lekarzowi najbardziej się opłaca mieć poczekalnię pełną ciężko chorych ludzi, potrzebujących specjalistycznych badań, leków, różnego rodzaju zabiegów i protez.

Z tego powodu wszelkie metody naturalne, jako tanie, skuteczne, a przede wszystkim niemożliwe do opatentowania przez Big Pharma muszą być zakazane.

Żebyś nawet nie próbował szukać pomocy gdzie indziej, niż w szpitalu, rozpoczęto wielką medialną kampanię zwalczania „śmiertelnie groźnej szarlatanerii” czyli ścigania specjalistów leczących ziołami, witaminami i dietą oraz wprowadzono zakaz informowania o wynikach badań naukowych nad skutecznością tych metod.

Codex Alimentarius (łac. książka żywności, kodeks żywności) – jest to zbiór przyjętych w skali międzynarodowej norm żywności, kodeksowych praktyk, zaleceń i wytycznych wykorzystywanych przez urzędowe służby kontroli, przemysł rolno-spożywczy oraz środowiska naukowe.

[Wikipedia]

Powiesz, że to oczywiście wspaniała rzecz, że określa się normy, gdyż gwarantuje to bezpieczeństwo naszej żywności i leków.

Prawda wygląda jednak zupełnie inaczej.

Codex Alimentarius określa normy dla żywności, których muszą przestrzegać wszyscy: producenci żywności, służby kontrolne oraz… naukowcy. Co to oznacza? Oznacza to koniec wolności prowadzenia badań naukowych i podawania do wiadomości publicznej ich wyników – bo jeśli wyniki badań naukowych nie będą zgodne z normami ustalonymi przez Codex Alimentarius będą nielegalne. Prawda naukowa została ograniczona do ram zgodnych z normami urzędowymi. Uczeni, którzy uzyskają wyniki inne niż dopuszczalne ryzykują, że ich ośrodki badawcze będą zamykane, a oni utracą licencję do prowadzenia dalszych badań. I tak już się dzieje!

Ale to jeszcze nie wszystko!

Prawda na temat Codex Alimentarius jest tak szokująca, że większość ludzi odrzuca ją jako teorię spiskową. Nic dziwnego, bo przecież żaden uczciwy człowiek nie jest w stanie uwierzyć, że te normy mógł stworzyć zbrodniarz wojenny, skazany za LUDOBÓJSTWO wyrokiem Procesu Norymberskiego na karę więzienia!

Na tym zdjęciu (z więzienia!!!) Fritz_ter_Meerjest zbrodniarz wojenny, Fritz Ter Meer, późniejszy twórca Codexu Alimentarius. W czasie II wojny światowej był on pracownikiem kartelu IG Farben, znanym z tego, że testował „leki” alopatyczne na więźniach obozu Auschwitz-Birkenau (w ramach „eksperymentów naukowych” m.in. wstrzykiwał więźniom benzynę w serce). Po wojnie, po odsiedzeniu zaledwie 2 lat więzienia (nie został zwolniony „za dobre sprawowanie”, jak podaje Wikipedia, lecz wyciągnięty stamtąd przez Rockefellerów, bo był im potrzebny do kontynuowania planu ludobójstwa,, zapoczątkowanego przez Hitlera i jego „lekarzy”) i został szefem firmy Bayer, matki zbrodniczego kartelu IG Farben.. W głowie się nie mieści, prawda? To wprost nieprawdopodobne, nic więc dziwnego, że nikt o zdrowych zmysłach nie jest w stanie uwierzyć w tę historię.

book-pl-coverWięcej przeczytasz w książce „Nazistowskie korzenie Brukselskiej UE”.

Normy dziennego zapotrzebowania na witaminy i mikroelementy określone przez Codex są celowo zaniżone, a normy dozwolonych skażeń przez agrochemię celowo zawyżone, tak, żeby ludzie chorowali z niedoborów i toksyn.

To nie jest teoria spiskowa, to są fakty!

Jeśli nie wierzysz poszukaj prawdy samodzielnie. Poczytaj, obejrzyj filmy, wysłuchaj wykładów o Codex (linki w tej notce, w dyskusji pod nią i w innych miejscach w blogu, np. sprawdź kategorię „Zdrowie”). Poznaj też relacje ludzi, którzy wyzdrowieli z rzekomo nieuleczalnych chorób (raka, cukrzycy, miażdżycy itp.) dzięki witaminom i diecie.

Onkologia nie ratuje życia, lecz zabija. Po 5 latach od „leczenia” onkologicznego żyje tylko 2% pacjentów. Po 5 latach… a ilu umarło następnego dnia po 5. rocznicy „leczenia”? Tych już się nie liczy! To nie medycyna, to holokaust! Gdyby jakikolwiek „szarlatan” od ziół i diet uzyskał takie wyniki „leczenia” (a raczej uśmiercania) dostałby dożywocie!

Wypowiedzi renomowanego doktora od których włosy staną Ci dęba

Nazywa się Marty Makary. Jest chirurgiem zajmującym się rakiem oraz naukowcem na Johns Hopkins School of Medicine i School of Public Health.

Marshall Allen z Propublica przeprowadził z nim wywiad na temat ubytków zdrowotnych u pacjentów.

Weź pod uwagę, że cytaty te wyjęto z ust mainstreamowego lekarza, który jest wewnątrz systemu i który w niego wierzy. Czyni to oświadczenia Makarego jeszcze bardziej szokujące.

(…)

My [lekarze] jesteśmy oceniani poprzez „jednostki walorów” na koniec każdego kwartału fiskalnego. Masz manager siada razem z nami i mówi czy nasze jednostki pracy idą w górę czy w dół; jeśli chcesz otrzymać większy bonus musisz zwiększyć liczbę operacji…”

Dane z New England Journal of Medicine wskazują, że prawie połowa opieki zdrowotnej nie opiera się na dowodach.

(…)

Widziałem przypadki, gdzie pacjent nie był informowany o mniej inwazyjnych metodach leczenia w poszczególnych operacjach, ponieważ lekarz miał takie „upodobanie” i miał po prostu nadzieję, że pacjent nie dowie się o takich metodach.”

Pomyłki medyczne są na piątym bądź szóstym miejscu (w zależności od przyjętej metodologii) na liście najczęstszych przyczyn zgonów w Stanach Zjednoczonych.”

Chęć i refleks lekarzy są ofiarą dla pacjentów, nawet gdy nie ma nic innego do zaoferowania. Istnieje potężna motywacja finansowa. Doktorzy płacą za nowy sprzęt, który kupują za pożyczone pieniądze.” (Inaczej mówiąc, ‘mamy ten drogi sprzęt, musimy go używać by za niego zapłacić.’ -JR)

(…)

W USA roczna liczba zgonów jest bezpośrednim rezultatem medycznych zabiegów i wynosi 225000. 106000 ludzi jest zabijanych przez leki zatwierdzone przez FDA [agencja do spraw żywności i leków]. 119000 obywateli amerykańskich ginie w szpitalach z powodu złej opieki medycznej. To trzecia najważniejsza przyczyna zgonów w Ameryce.

(…)

Obok tego istnieją medyczne okaleczania. W 2001 r. LA Times opublikował szokujący artykuł Lindy Marsa. Artykuł ujawnił, że w dodatku do 2,1 mln śmierci należy doliczyć kolejny milion śmierci w amerykańskich szpitalach każdego roku jako rezultat ostrych reakcji na farmaceutyki. Każdego roku w Ameryce występuje 36 milionów niepożądanych reakcji na leki.

———————

Ważne strony (dla chorych na raka i inne choroby, oszukańczo zwane przez medycynę nieuleczalnymi):

Fundacja zdrowia dr Rath’a

Medycyna komórkowa

Medycyna komórkowa dr Rath’a na YouTube

Naturalne witaminy (inny kanał z filmami dr Rath’a)

Makrobiotyka mój styl życia

Ten blog to dokumentacja rewolucji jaka dokonała się w moim życiu za sprawą makrobiotyki w wersji wegańskiej. Do zainteresowania się nią skłoniła mnie przebyta choroba nowotworowa. Chciałabym podzielić się moimi doświadczeniami, pomysłami na pyszne wegańskie makrobiotyczne posiłki i rozważaniami o zdrowiu i naturalnym stylu życia.

Makrobiotyka to nie tylko „dieta”, ale styl życia, sposób myślenia i postępowania. Makrobiotyka, choć niektórym może wydawać się bardzo rygorystyczna (bo przecież trzeba zrezygnować z produktów pochodzenia zwierzęcego i większości tzw. normalnego jedzenia) i trudna do zrealizowania (posiłki przygotowywane są na bieżąco i kilka godzin dziennie trzeba spędzić w kuchni), jest tak naprawdę jedną wielką przygodą. Jedzenie makrobiotyczne jest pyszne, naturalne, energetyczne, służy naszemu zdrowiu, przywraca równowagę i daje jasność umysłu. Kuchnia makrobiotyczna to pole popisu dla osób kreatywnych, które lubią eksperymentować, ale jednocześnie w życiu realizują się w wielu innych dziedzinach. Im dłużej stosujesz makrobiotykę, tym mniej zastanawiasz się co ugotować, jak skomponować posiłki, wystarczy, że interpretujesz sygnały, które wysyła ci twoje ciało i po prostu gotujesz „intuicyjnie”. I każdy posiłek staje się prawdziwą ucztą.

Terapia Gersona

Pokonaj raka raz na zawsze Metoda NIA dr George E. Ashkara

Germańska Nowa Medycyna dr Gerda Ryke Hamera

Sięgnij po zdrowie

Adwentyści o zdrowiu

———————

Poniższe teksty podesłał bladymamut:

McCarrison
Olbrzymie znaczenie odżywiania dla zdrowia udowodnił w swym słynnym doświadczeniu Robert McCarrison, który jako kierownik Instytutu Żywienia w Indiach usiłował rozwiązać za­gadkę ogromnych różnic w rozwoju fizycznym i stanie zdrowia poszczególnych plemion hinduskich.

Mieszkańcy północnych, górzystych okolic odznaczali się dobrą budową, doskonałym zdrowiem i odpornością, ale im dalej na południe, tym gor­szy był stan zdrowia ludności. Najbardziej wysunięte na połu­dnie plemię Madrasów było najnędzniejsze fizycznie i trapione przez liczne choroby. Podejrzewając, że przyczyna tkwi w od­żywianiu, McCarrison założył wielką hodowlę białych szczu­rów, którą podzielił na oddziały karmione tak, jak odżywiały się poszczególne plemiona hinduskie. Wszystkie te zwierzęta pochodziły od jednej pary i miały zapewnione identyczne, jak najbardziej korzystne warunki życia, a jedyną różnicę stanowiło pożywienie, przy czym oprócz diet indyjskich w jednym z od­działów zastosowano przeciętną dietę zachodnioeuropejskiego robotnika (biały chleb z margaryną, dżem, mięsne konserwy, gotowane kartofle i jarzyny, herbata z cukrem).

Doświadczenie trwało 2,5 roku (rok w życiu szczura odpo­wiada okresowi 25 lat w życiu człowieka). W tym czasie stop­niowo narastały wyraźne różnice między zwierzętami różnie żywionych oddziałów. Szczury żyjące na diecie plemion pół­nocnych były dobrze rozwinięte, duże, miały gęste, lśniące fu­terko, były spokojne i sprawiały wrażenie zupełnie zdrowych.

Inne oddziały wyglądały dużo gorzej, a szczury żyjące na diecie Madrasów były najmniejsze i najnędzniejsze ze wszyst­kich. Wykazywały liczne zmiany skórne, wyłysienie, strupy owrzodzenia, a przy tym były tak podniecone, że wprost zagry-zały się nawzajem.

Po upływie 2,5 roku zabito i sekcjonowano wszystkie zwie” rzęta. U 1189 szczurów żyjących na diecie północnej, którą McCarrison nazwał „idealną”, nie stwierdzono żadnych zmian patologicznych w narządach wewnętrznych. Dieta ta składała się z surowych owoców strączkowych, surowej marchwi i kapusty, surowego mleka, razowego chleba i mąki oraz raz na tydzień małej porcji surowego mięsa z kością, do tego woda.

Zbadano 2243 szczury żywione na wzór prowincji południo­wych oraz zachodniej Europy. Znaleziono u nich bardzo liczne i różnorodne choroby wszystkich narządów i układów, często guzy rakowe i gruźlicę, owrzodzenia przewodu pokarmowego, wszelkiego rodzaju stany zapalne i nieżytowe, niedokrwistość, przerosty migdałków, słowem: wszystkie te choroby, które ma­sowo dręczyły i nadal dręczą ludność odżywiającą się w taki sam sposób. Analogia szła tak daleko, że np. odsetek chorób nowotworowych przewodu pokarmowego czy pęcherza był identyczny wśród ludności pewnego okręgu, jak i w podobnie żywionym oddziale szczurzej hodowli. Sądzę, że tych informa­cji nie trzeba komentować.

Hunzowie
W czasie swej działalności w Indiach McCarrison odkrył i opisał społeczeństwo Hunzów żyjących w Himalajach w pobli­żu granicy Indii, Chin, byłego ZSRR i Afganistanu na wysokości około 2000 m n.p.m., wśród pokrytych lodowcami gór. Hunzo­wie twierdzą, że są potomkami wojowników armii Aleksandra Macedońskiego, którzy zdobyli górskie doliny Indii. Angielski badacz zdumiony był niezwykłym zdrowiem, tężyzną i długo­wiecznością tych ludzi, którzy nie znali żadnych chorób i zdolni byli do ogromnego wysiłku fizycznego. Ich 120-140-łetni starcy nie tylko jeszcze pracowali, ale odbywali dalekie, wysokogórskie wędrówki. Również inni badacze, którzy odwiedzali ten kraj, podkreślali niezwykłe zdrowie i wytrzymałość, a także wyjąt­kową uprzejmość i gościnność oraz łagodny i pogodny nastrój tych ludzi, którzy nawet w okresach głodu nie tracili swego mi­łego, serdecznego uśmiechu. Nazwano ten kraj szczęśliwą doliną, choć przede wszystkim jest on doliną tzw. biedy i skrajnej oszczędności.

Mając bardzo mało ziemi uprawnej, Hunzowie nie hodują wcale psów, kotów, świń, a ich stosunkowo nieliczne owce, kozy i krowy dają na ogół mało mleka. Z ogromną pieczołowitością uprawiają Hunzowie sady i mało urodzajne pola, dla których zbudowali cały system kanałów zbierających wodę z lodow­ców. W tym skalistym kraju jest niewiele roślinności naturalnej i pastwisk, toteż Hunzowie oprócz drzew owocowych hodu­ją również topole, których liście służą za pokarm dla zwierząt domowych. Niezwykła oszczędność i staranne wykorzystanie wszystkich nadających się do użytku części roślinnych czy od­padków zwierzęcych sprawiają, że – jak piszą badacze – „jest to kraj najczystszy i najzdrowszy na świecie”.

Hunzowie bardzo rzadko jadają mięso – raz na kilka tygodni, głównie podczas świąt. Mleko i jego przetwory są cenione, lecz jest ich mało, przy czym mleko jest chude, a masło jest używa­ne tylko przy wyjątkowych okazjach. Dzieci piją więcej mleka prosto od zwierząt na pastwiskach. Małe dzieci są dokarmiane piersią matki aż do 3. roku życia. Jajek jest bardzo mało, gdyż kury są nieliczne, a przy tym same muszą troszczyć się o swe wyżywienie. Zaopatrzenie w białko stoi tam na najniższej gra­nicy normy. Głównym pożywieniem Hunzów są owoce, surowe w lecie, a suszone i rozmoczone w zimie, oraz placki z ciemnej mąki (z całego ziarna), sporządzane tuż przed posiłkiem, krótko pieczone i spożywane na gorąco bez żadnych dodatków. Spo­rządzają oni specjalny napój morelowy (który zawiera prawie wszystkie witaminy), wino morelowe, pite tylko przy uroczy­stościach, oliwę morelową, placki z dodatkiem pestek morelo-wych i wiele innych.

Hunzowie mają mało orzechów, lecz dużo słodkich migda­łów, które jedzą na surowo oraz wyciskają z nich olej. Upra” wiają też sporo jarzyn. Dopiero od kilkudziesięciu lat wprowa­dzono tu ziemniaki oraz pomidory, które są bardzo cenione. Ogólnie jednak zjada się mniej warzyw niż owoców i potraw zbożowych. Soli używa się bardzo mało, a cukru nie stosuje w ogóle. Od czasu do czasu zdarzają się wiosenne przednów­kowe okresy głodu, kiedy jedyne, skąpe pożywienie stanowią jarzyny.

Hunzowie nie chorują, ponieważ dążą do całkowitej kontro­li nad swoim ciałem i umysłem. Potrafią w sposób doskonały zrelaksować się. Znajdują zawsze w ciągu dnia czas na spokoj­ną modlitwę i medytację. Pracują powoli, bez pośpiechu. Uwa­żają, że znane w cywilizacji Zachodu wysilanie się do granic szaleństwa w celu pomnażania majątku niszczy wewnętrznie człowieka, powoduje ciągłe napięcie i zmniejsza jego odpor­ność. Nie przejmują się spadkiem dolara na giełdzie nowojor­skiej, podnoszeniem cen paliw, bo nie posiadają samochodów ani dolarów i nie oglądają kretyńskich programów w TV, bo nie mają telewizorów.

Wszyscy, niezależnie od wieku, uprawiają sport. Popular­ne są gry w siatkówkę, w polo, biegi i wspinaczki górskie oraz zabawy zręcznościowe. Sport zapewnia im świetną kondycję i wytrzymałość. Aby nie doprowadzić do degeneracji społe­czeństwa, śluby zawierane są między partnerami z oddalonych terenów, nad czym czuwają starsi wiekiem oraz administracja. Dzieci w społeczności Hunzów nie są karane. Niemniej gdy zro­bią coś złego, zwraca im się uwagę i poprawia. Zachęca się je do rozwijania inicjatywy i indywidualności. Dzieci uczą się znaj­dować szczęście nie w gromadzeniu bogactw doczesnych, lecz w rozwijaniu wartości duchowych.

Tego rodzaju kraj, odcięty od „dobrodziejstw” cywiliza­cji, ma dla nauki wartość wspaniałego eksperymentu diete­tycznego, prowadzonego na całym społeczeństwie od wielu pokoleń, a nawet setek lat. Dziś, gdy kraj ten stał się sławny w Ameryce oraz zachodniej Europie i gdy liczni turyści zaczęli w „szczęśliwej dolinie” rozpowszechniać słodycze, białą mąkę i papierosy, zdrowie Hunzów, choć jeszcze dobre, zaczyna się już powoli psuć i jeśli nie wytrwają oni przy starych zwycza­jach, nie starczy go zapewne na długo.

Abchazi
Jednym z powodów, dla których maleńką republiką auto­nomiczną Gruzji zajmują się naukowcy wielu specjalności, jest długowieczność jej mieszkańców. W Abchazji 16 procent ludzi ma ponad 100 lat, a 35 proc. – ponad 90 lat.

Historia bez wątpienia wywarła wpływ na charakter i tryb życia mieszkańców Abchazji. Kult honoru, patriotyzm, po­wszechne poszanowanie narodowych obyczajów do dziś pozo­stają dla Abchaza najwyższymi wartościami. Jest on przy tym pogodny, lubi towarzystwo przyjaciół i stół biesiadny z rytua­łem kwiecistych toastów, kocha taniec i śpiew, jest rozmiłowany w przyrodzie swojej górzystej ojczyzny. Abchazi nazywają swój kraj – Krajem Duszy. Jest to określenie nader pojemne w treści, bowiem mieści się w nim zarówno łagodny klimat, zdrowotne plaże i bogate winnice, jak też gościnność i tradycyjna serdecz­ność tego ludu.

Sprawą honoru jest dla Abchaza zachowanie smukłej, wy­prostowanej sylwetki i zwinności ruchów. Człowiek otyły, nie-potrafiący dosiąść rumaka, budzi nie litość, lecz nieskrywaną pogardę. Stąd nawet w tak lubianych biesiadach Abchazi starają się wstawać od stołu nienasyceni do końca. Za prawdziwie uro­dziwe kobiety są w Abchazji uważane te, które mają talię osy, a przy tym niewielki biust.

Tamtejsi ludzie są przede wszystkim bardzo serdeczni. W abchaskiej etykiecie są dwa żelazne punkty: rozmowa i poczęstu­nek. Poczęstunek może mieć rozmaity przebieg w zależności od zamożności gospodarzy, jednak musi z całą pewnością zawie­rać świeżą zieleninę (koperek, pietruszka, kolendra, szczypio­rek, czosnek) oraz abystę, która jest podstawowym pokarmem Abchazów. Jest to rozgotowana na papkę mąka kukurydziana – jedyna bodaj potrawa, do której nie dodaje się przypraw.

Istotne jest jednak to, że mieszkańcy Abchazji przez cały rok spożywają mnóstwo świeżych owoców i warzyw, niewiele mię­sa, bardzo mało ryb, unikają natomiast tłuszczu i wysokokalorycznych produktów. Tradycyjnie nie jada się tam zup ani tym bardziej rosołów, które po ugotowaniu mięsa po prostu wylewa się jako szkodliwe dla zdrowia.

Mężczyźni w Abchazji tradycyjnie żenią się bliżej czterdziest­ki, kobiety także nierzadko czekają na ślub do 30 lat. W Abchazji istnieje obyczaj zakazujący zbliżeń seksualnych przed ślubem oraz kontaktów pozamałżeńskich po ślubie. Dawniej, jeśli dziewczyna traciła niewinność przed ślubem, rodzina mogła ją nawet sprzedać w niewolę, aby zmyć hańbę, którą okryła dom. Świadome tej kary dziewczyny nawet nie ośmielały się rozma­wiać z młodzieńcami, aby nikt nie miał powodu do podejrzeń. Faktem jest to, iż tamtejsi mężczyźni są aktywni płciowo nawet po siedemdziesiątce, zaś prawie 14 procent abchaskich kobiet ma regularne miesiączki po ukończeniu 55. roku życia.
Ludzie starsi otoczeni są nadzwyczajnym szacunkiem i cieszą się prawdziwym autorytetem. Starzy ludzie w Abchazji nie tyl­ko codziennie uczestniczą w życiu rodziny, ale też przynajmniej raz w tygodniu spotykają się w gronie rówieśników. Honorowe miejsce w społeczeństwie umacnia w starszych ludziach poczu­cie własnej godności, co bez wątpienia sprzyja zdrowiu i długie­mu życiu. Abchazom nieznany jest „stres emerytalny”, kiedy to człowiek czuje się wyobcowany i niepotrzebny. Przeciwnie, sta­ry Abchaz doznaje nieustannych dowodów szacunku ze strony członków rodziny i całej miejscowości – jako skarbnica mądro­ści, doświadczenia, tradycji i narodowych obyczajów. Do niego wszyscy zwracają się o radę, do niego też należy ostateczne sło­wo w ważnych sprawach.

Człowiek ponadstuletni nie jest w Abchazji przeżytkiem, ale aktywnym współtwórcą współczesności, jest potrzebny. W tej pięknej, surowej krainie nie ma problemu samotności człowie­ka. Każdy z nich, choćby nie wiadomo jak był chory, nie zosta­nie pozostawiony samemu sobie. Bliskich krewnych zastąpią dalsi, a jeśli i tych braknie, to członkowie rodu albo po prostu sąsiedzi. Chorego rodzina oddaje do szpitala w ostateczności, kiedy potrzebna jest operacja czy kroplówka. W przeciwnym razie lekarz czy pielęgniarka nawet codziennie będą pacjenta odwiedzać w jego domu, sprawując nad nim niezbędną opiekę. Tak tam było zawsze i tak jest do dzisiaj.
Dlaczego jednak Abchazi są długowieczni? Pierwsza przy­chodzi na myśl hipoteza genetyczna. Z całą powagą traktują ją badacze, wskazując, że predyspozycje do długiego życia prze­kazywane są z pokolenia na pokolenie. Statystyka rzeczywiście zdaje się potwierdzać, że w Abchazji długowieczność należy do rodzinnej tradycji. Posuwający się tym tropem biolodzy mówią, że jeśli nawet istnieje gen długowieczności, to wcale nie jest po­wiedziane, iż nie ma genów trwałości życia, które ujawniają się pośród reprezentantów stosunkowo małych grup etnicznych, gdzie obserwuje się tendencję do zawierania małżeństw w ob­rębie plemienia. Liczba mieszkańców Abchazji wynosi ponad 90 tyś., więc tradycyjne korzenie małżeństw narodowych, przy najsurowiej przestrzeganym zakazie zawierania związków przez odległych nawet krewnych (grozi za to haniebne wygna­nie z republiki), rzeczywiście w ciągu tysiącleci mogło dopro­wadzić do odpowiednich zmian genetycznych.

Wielu Abchazów twierdzi, że prawdziwym źródłem długo­wieczności jest codzienna praca fizyczna. Nikt nie może pracować bez odpoczynku, ale bez pracy odpoczynek nie ma sensu – głosi ab-chaska mądrość.

Podstawowym warunkiem długowieczności jest prawidłowe jedzenie, ruch; ponieważ w Abchazji dominuje teren górzysty, mieszkańcy zmuszeni są do nieustannego ruchu, w dół i w gó­rę, a konie jedynie trochę ten ruch ograniczają.

Kochając życie, kochamy również ludzi, czyli Abchazi repre­zentują miłość w pełnym tego słowa znaczeniu. A poczucie ho­noru (słowo zapomniane w Polsce, a nawet wykreślone z ency­klopedii przez „ciemne siły”) na co dzień pozwala na spokojny sen. Podobnie jest z innymi izolowanymi ośrodkami.

Yilcabamba to leżąca w dolinie wioska usytuowana po*” tora tysiąca metrów nad poziomem morza i oddalona trzyst pięćdziesiąt kilometrów na południe od równika. Ta odizoiowana od świata wioska w Andach, zgodnie z przeprowadzo­nym w 1982 roku spisem mieszkańców, ma populację liczącą 819 osób, w tym 17 mężczyzn i 2 kobiety w wieku powyżej stu lat. Ludzie Yilcabamby zajmują się przede wszystkim rolni­ctwem na własne potrzeby i generalnie pracują fizycznie jesz­cze w wieku 90 lat. Od wczesnego dzieciństwa rozpoczynają wytężoną pracę fizyczną i do końca są bardzo aktywni. Starzy ludzie mają bardzo wysoki status społeczny i aktywnie biorą udział w problemach i zadaniach społeczności lokalnej, tak jak u Hunzów i Abchazów.

Ich dieta jest niskokaloryczna, zawiera szczególnie mało tłuszczów i białek zwierzęcych. Typowy posiłek składa się z fa­soli, kukurydzy, ziemniaków, liści juki (bardzo bogate w skro­bię warzywo), zupy z bananów, chleba, owoców (takich jak: papaje, pomarańcze i winogrona) i czasem z bardzo niewielkiej ilości mięsa. Wszyscy piją produkowany we własnym zakresie rum i palą tytoń w niewielkich ilościach.

Na małej atlantyckiej wyspie Tristan da Cunha mieszkańcy nie znali próchnicy zębów ani reumatyzmu, żywiąc się jarzyna­mi, owocami, mlekiem, mięsem i rybami. Od czasu jednak gdy Amerykanie zaczęli masowo dowozić tu białą mąkę i cukier, choroby te zaczęły się szerzyć z niezwykłą szybkością, a ogólny stan zdrowia bardzo się pogorszył. Takie samo „dobrodziej­stwo” wyświadczono wyspom hawajskim i wielu innym kra­jom, które uszczęśliwiono wytworami europejskiej cywilizacji. Indianie Tarahumara z Meksyku są również jedną z nielicz­nych społeczności żyjących w zgodzie z tradycją. Ich pożywie­nie składa się z pełnego zboża, fasoli, dyń oraz innych warzyw i owoców z najbliższego im otoczenia. Badania lekarskie prze­prowadzone wśród ludu Tarahumara nie wykazały u nich wy­sokiego ciśnienia krwi, otyłości, chorób serca, udarów mózgu ani innych chorób układu krążenia.

Krótko mówiąc, receptą na długowieczność są: prawidłowa dieta, ruch i wzajemna życzliwość. Cechy te z pewnością cha­rakteryzowały naszych przodków, jak piszę dalej.
W Polsce przeprowadzono badania związane z odżywianiem się w okresie dzieciństwa wśród 756 starszych ludzi. Większość z nich pochodziła z biednych, wiejskich, wielodzietnych rodzin, a ich odżywianie w dzieciństwie było niedostateczne. Wśród 100 osób w wieku ponad 80 lat było 8 w wieku 83-95 lat z dobrą sprawnością fizyczną i umysłową. Po bardzo drobiazgowych wywiadach i dociekaniach ustalono skład i wartość odżywczą ich jadłospisu w okresie uczęszczania do szkoły podstawowej. Dzieci te cierpiały nędzę, a ich pożywienie było bardzo skąpe – według wyliczeń – średnio 1158 kcal na dobę. U jednego z ba­danych racje te były jeszcze mniejsze – 611 kcal. Dodać do tego trzeba owoce, do których te wiejskie dzieci miały dostęp zwłasz­cza latem i jesienią. Niektórzy z tych starszych ludzi podkreślali nawet, że bywały okresy, gdy żywili się prawie wyłącznie owo­cami. Obliczenia te potwierdzają oczywisty związek między od­żywianiem się w dzieciństwie a zdrowiem na starość.

Teraz kilka słów na temat różnych diet cieszących się coraz większą popularnością.

Anopsologia
Kierunek ten zapoczątkował 26-letni szwajcarski fizyk Guy-Claude Burger, który będąc beznadziejnie chorym, uznał, że po­nieważ jego choroba jest wynikiem cywilizaq’i, to trzeba od tej cywilizacji odejść. Zaszył się więc na farmie w prymitywnych warunkach, gdzie objawy choroby zaczęły stopniowo zanikać, a po kilku miesiącach doszło do wyzdrowienia. Odczyt na ten temat wygłoszony przez Burgera w Akademii Medycznej w Pa­ryżu w roku 1983 rozpoczął kierunek odżywiania nazywany anopsologią.

Zaaprobowanie anopsologii wymaga całkowitego odrzucenia balastu tradycyjnego myślenia. Jest to bowiem czysty instynkt/ którym obdarzone są niemowlęta i małe dzieci i który jest zabijany poprzez wychowanie i tradycyjne odżywianie. Instynktowne odżywianie się oparte jest na założeniu, że natura obdarzyła nas węchem i smakiem, aby umożliwić nam zaspokojenie podsta­wowych potrzeb, a organizm ludzki wie, czego mu potrzeba lub czego mu brakuje. W anopsologii nie ma miejsca na przekony­wanie dziecka, że to wprawdzie niesmaczne, ale takie zdrowe. Jeśli nie jest smaczne, nie może być zdrowe, w danym momencie bowiem organizm nie ma na to zapotrzebowania. Za parę dni czy tygodni to samo może być smaczne i pociągające, bo zaspo­koi jakieś nowo powstałe niedobory w organizmie. Działanie ba­riery smaku bardzo dobrze zobrazować może sytuacja, w której dziecko np. je jabłko i nagle odkłada je na bok, na pytanie zaś, czemu nie je go dalej, odpowiada, że już mu nie smakuje. Zapo­trzebowanie zostało bowiem zaspokojone i dalsze jedzenie jest już zbędnym obciążaniem organizmu. Dziecko często jednak zo­staje niepotrzebnie zmuszone do zjedzenia jabłka do końca.

Od wczesnego dzieciństwa jesteśmy zmuszani do przeja­dania się. Takie działanie jest niewłaściwe, nie wolno bowiem kończyć tego, co nam nie smakuje i za żadną cenę nie wolno niszczyć bariery smaku, która stanowi nasz najcenniejszy me­chanizm obronny. Co ważne, nieprzejadanie się powoduje, że procesy biologiczne przebiegają sprawnie i harmonijnie bez po­wstawania produktów odpadkowych. Taki sposób odżywiania się uaktywnia system immunologiczny, a ponieważ nie obcią­ża ustroju, wyzwala ogromne ilości energii. Nie trzeba tu rów­nież mówić o odtruwaniu organizmu, bo samozatrucie naszego ustroju w ogóle tu nie występuje.

Przy takim żywieniu odpada właściwie przygotowywanie posiłków, ponieważ absolutnie wszystko zjada się na surowo – mięso, jajka, jarzyny oraz owoce. Mało kto wie, że słynny dr Albert Schweitzer chorował na cukrzycę. Za poradą dokto­ra Maksa Gersona przeszedł na dietę składającą się początko­wo wyłącznie z surowych soków jarzynowych i owocowych. Poprawa była tak znaczna, że w ciągu miesiąca można było odstawić insulinę.

Makrobiotyka
18-letni Japończyk Sakurazawa Nyoti, znany później jako George Ohsawa, skazany na śmierć przez oficjalną medycynę, szuka ratunku. Lekarze stwierdzają u niego gruźlicę płuc oraz jelit i przepowiadają mu zaledwie parę miesięcy życia. Młodego chłopca ratuje jednak książka o starodawnej medycynie orien­talnej. Stosując podaną tam dietę – opartą głównie na ciemnym ryżu, zupach i jarzynach – odzyskuje zdrowie, a umiera dopiero w wieku 73 lat.

Uratowany Ohsawa rozpoczął dogłębne studia nad filozofią i tradycjami orientalnymi i na tej podstawie opracował system wskazań, obejmujący całokształt życia, znany dziś jako makro-biotyka. Początkowo rozwijała się ona w Japonii, ale w latach 50. Ohsawa podróżował po Europie i Stanach Zjednoczonych z pre­lekcjami i wtedy rozpoczął się rozkwit makrobiotyki i w tych rejonach. Termin „makrobiotyka” nie był nowy, używał go już w początkach zeszłego stulecia niemiecki lekarz Christoph W. Hufeland w odniesieniu do europejskiego wegetarianizmu. Oh­sawa nadał mu jednak nowe, szersze znaczenie, tłumacząc go jako sztukę długowieczności i szerokiego poglądu na świat. Je­steś tym, co jesz! Tak brzmi naczelna zasada makrobiotyczna i rozumie się ją zupełnie dosłownie:
jeżeli jadasz tłusto, jesteś tłusty, a twój umysł staje się leniwy i ociężały,
– jeżeli jadasz zbyt kwaśno, stajesz się lękliwy, podejrzliwy i bezradny,
jeżeli jadasz zbyt słono, stajesz się niepohamowany i gwał­towny jak morskie fale,
– jeśli odżywiasz się w sposób zrównoważony, wtedy twoje ciało jest zdrowe, lekkie i wdzięczne, twoje życie duchowe i psychiczne staje się spokojne i pełne harmonii.

Przez wiele lat wmawiano nam, że warunkiem zdrowia jest regularne dostarczanie wielkich ilości białka, witamin i soli mineralnych. Wymyśliła to nauka zachodnia, która cały świat dzieli na drobne cząstki, a człowieka na poszczególne organy, które osobno bada i leczy, nie widząc całości i wzajemnego po­wiązania zjawisk. Ileż jest leków, które leczą jakiś organ, jedno­cześnie niszcząc cały organizm.

Makrobiotycy twierdzą, że ich sposób życia jest właściwy ludziom od tysięcy lat i chroni przed większością chorób, po­nieważ wzmaga i podtrzymuje siły odpornościowe organizmu. Przestrzegając diety makrobiotycznej, chudnie się i młodnieje, mimo spożywania dużej ilości węglowodanów. Piękna cera czy zgrabna figura nie są same w sobie celem życia, otrzymujemy je wraz ze zdrowiem jako skutek zrównoważonego, makrobiotycznego stylu życia.

Po śmierci twórcy makrobiotyki najbardziej aktywni w pro­pagowaniu tej metody byli jego uczniowie: Michio Kushi wraz z żoną Aveline i Herman Aihara. Według Michio Kushi i innych autorów efekty diety makrobiotycznej są wprost nad­zwyczajne. Daje ona wysoki poziom energii, zdrowia i spraw­ności fizycznej, a lekkie niedożywienie mobilizuje organizm i zmusza go do lepszego funkcjonowania. Dobór diety jest indywidualną sprawą wyboru i dopasowania do aktualnych potrzeb i możliwości.

Naukowcy, lekarze i dietetycy wciąż na nowo odkrywają cudowne właściwości produktów makrobiotycznych. W jadło­spisie makrobiotycznym zawarte są wszystkie witaminy oraz wszystkie ważne składniki odżywcze w naturalnej postaci. W kapuście, pietruszce, bobie, soi, kaszy gryczanej, nasionach se­zamu, słonecznika, brokułach, migdałach, orzechach laskowych jest znacznie więcej wapnia niż w mleku, jajach, serach i jogur­cie, natomiast nasiona sezamu i siemienia lnianego mają prawie dziesięć razy tyle wapnia co mleko. Dodać należy, że w nasio­nach sezamu naukowcy odkryli substancję chroniącą przed nowotworami. Buraki ćwikłowe, pietruszka naciowa, bób, korzeń łopianu, korzeń imbiru, zielony groszek, cebula, zimowe odmiany dyni zawierają szczególnie dużo złożonych węglowodanów i mają ogromne ilości żelaza – pięć razy więcej niż mięso.

———————

Prawdziwa historia witaminy D

Prof. Thomas Szasz ostrzega przed dzisiejszą psychiatrią

———————

Dr Stanisław Rymsza
(Artykuł opublikowany w tygodniku „Ład” 27 października 1985 r.)

W związku z artykułem R. J. Baja pt. „Adwentyści wobec nowotworów” (Ład nr 33) poczuwam się do obowiązku moralnego i naukowego ukazania wyników moich badań biologicznych nad profilaktyką i autoterapią raka.

Tę wielką sprawę ogólnoludzką zapoczątkował drobny „prywatny” konflikt z medycyną, reprezentowaną przez kilku lekarzy pracujących w klinikach, którzy odmówili mi współpracy, „nie ufając nowinkom biologicznym”. Byłem więc zmuszony uciec się do testu publicznego. W styczniu i lutym 1954 r. w ramach akcji odczytowej TWP wygłosiłem cztery popularnonaukowe prelekcje otwarte o moich badaniach nad rakiem u zajęcy i królików oraz obserwacjach porównawczych chorych ludzi. Umówiłem się ze słuchaczami, aby donosili mi o każdym pozytywnym i negatywnym wyniku zastosowania przedstawionej im mojej metody sterowania samoleczeniem się organizmu w każdym przypadku (wykrytego przez specjalistyczną medycynę) raka u nich i ich bliskich. Odtąd w ciągu 25 lat otrzymałem 46 takich doniesień pozytywnych (guzki sutkowe — 32, nadżerki szyjki macicy — 8, guzy wątroby — 2, induratio penis — 2, nowotwór skóry — l, rak płuc — 1). Negatywnych zaś nie otrzymałem. A te contra factum non valet argumentum, więc nie czekając zaplanowanej początkowo setki (do bilansu procentowego), opisałem te godne uwagi owoce moich zignorowanych przez medyków „nowinek biologicznych” i rozesłałem komunikat do wszystkich uczonych parających się tą problematyką.

Był to wynik moich żmudnych badań: odkrycie nowej prawdy o specyficznej roli kwasu L-askorbinowego (C6H8O6) w tworzeniu się i funkcjonowaniu fagocytów, zdolnych do pożerania komórek rakowych. Mikrobiologicznicznie, ponad wszelką wątpliwość stwierdziłem, że ten kwas (acidum L-ascorbinicum), zwany witaminą C, przekształca bierne leukocyty, zwłaszcza neutrofilne w aktywne fagocyty, które drapieżnie bronią organizm przed wszelką infekcją zewnętrzną i przed neocytozą wewnętrzną, zakłócającą Jego genetyczny porządek rozwojowy, stabilnie zaplanowany w DNA. Pełne zaopatrzenie krwi i limfy w molekuły witaminy C tak potężnie uzbraja tworzące się pod jej wpływem fagocyty i makrofagj, że absolutnie żadne obce mikroorganizmy nie są zdolne rozwijać się w jej środowisku osmotycznym. Tu fagocyty przy pomocy witaminy C rozpuszczają (rozmiękczają) ścianki niepotrzebnych komórek egzogennych (mikroby chorobotwórcze) i endogennych (tkanki martwicowe, neocyty i neoplazy rakowe), a następnie je pożerają, same przy tym ginąc i trupami swymi wypełniając gruczoły chłonne, skąd są systematycznie wydalane do moczu jako tzw. „ciała ropne”, znane powszechnie z elementarnych analiz lekarskich.

W świetle tej prawdy o kwasie L-askorbinowym witamina C, może śmiało awansować do rangi wymarzonego przez ludzkość panaceum. Jeżeli wszyscy będą mieli zawsze swoją krew nasyconą witaminą C, to nie tylko rak, ale również inne dolegliwe cierpienia (grypa, katar, torbiel przyzębna, szkorbut etc.) zostaną wykreślone z rejestru chorób człowieka. Są tu jednak pewne bardzo istotne restrykcje, które przeoczają inni badacze (np. Pauling). Dlatego ich wyniki są połowiczne, a wnioski błędne. Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, ze witamina C nie jest lekiem sensu stricte, lecz koniecznym składnikiem organizmu, jak woda (H2O) i sól (NaCl), których naturalne uzupełnienie należy do kulinarii — nie do terapii. Dopiero brak tych składników lub ich niedobór wywołuje stany chorobowe, wymagające ingerencji medycyny. Takim właśnie deficytowym składnikiem krwi człowieka jest dziś kwas L-askorbinowy (C6H8O6), którego ubytek powiększa się coraz bardziej w miarę postępu technizacji życia codziennego (wibracja, promieniowanie, hałas, ultradźwięki) i chemizacja pokarmów (konserwacja, dezynfekcja, dezynsekcja). Szczególnie szkodliwa tu jest pironizacja żywności, zapoczątkowana wkrótce po wynalazku ognia, a dziś doprowadzona do perfekcji. Surówki spożywa człowiek coraz rzadziej. A więc, w rezultacie deficytu witaminy C w jego krwi, rozwijają się tzw. „choroby cywilizacyjne”, pośród których rak zajmuje czołowe i najgroźniejsze miejsce pobudzając uczonych (Rosenthal, Galio) do snucia najbłędniejszych hipotez i teorii. Np. nie wiedzą oni, że modny dziś interferon jest bezwartościowym odpadkiem (askorbinofagocytozy) antagonistycznych wirusów, a więc „śmieciem” witaminy C.

Rola witaminy C w organizmie Jest dwojaka. Primo: Jest ona konieczna jako czynnik (enyzm askorbinaza) metabolizmu, bez którego proces życia (przemiana materii) byłby niemożliwy. Secundo: służy fagocytom i makrofagom jako niezbędne narzędzia obrony organizmu przed egzo- i endoinfekcją. Stosownie do tej dwoistej funkcji witaminy C, jej zapas w organizmie dzieli się niejako na dwa magazyny. Pierwszy — bazowy, konstytutywny, stały, metaboliczny, nienaruszalny (na rzecz drugiego). Drugi — obronny, niestały, ilościowo zmienny, w zależności od dopływu z zewnątrz, z pokarmów, zużywalny po zaspokojeniu zapotrzebowań pierwszego (po jego nadmiarze ilościowym).

Normalnie organizm sam wytwarza witaminę C dla obu tych „magazynów” w dostatecznej ilości. Niestety. cywilizacja techniczna permanentnie utrudnia to wytwarzanie oraz niszczy (denaturalizuje) potrzebne do tego surowce pokarmowe. Stąd wiele ludzi nie posiada dostatecznego stężenia witaminy C we krwi, wystarczającego na zaopatrzenie obu tych „magazynów” stale się opróżniających wskutek procesu życia i obrony fagocytarnej. Cywilizacja techniczna prowadzi do tego, te zapas witaminy C zabezpiecza już tylko zaspokojenie konstytutywnych potrzeb metabolizmu i to w coraz uboższym zakresie Na potrzeby obronne mamy jej coraz mniej. Wynaturzony przez technikę i starzejący się organizm wytwarza ją coraz skąpiej, a schemizowane pokarmy dostarczają coraz mniej surowca, przydatnego na to wytwarzanie. Oba te nieszczęścia idą w parze! Na ich tle powstają różne choroby zakaźne, które medycyna nauczyła, się zwalczać za pomocą osobnych szczepionek. Ale wobec neocytozy kancerogennej okazała się bezradna, wskutek niewiedzy o istotnej roli witaminy C w organizmie, gdzie ona stanowi uzbrojenie fagocytów, zabijających i pożerających wszelkie niepotrzebne komórki (neocyty, mikroby, nekroby).

Odkrycia tych niepodważalnych prawd o witaminie C dokonałem na zasadzie: necessitas mater, studiorum. W roku 1952 lekarze stwierdzili, że mój najbliższy przyjaciel jest chory na „raka wątroby z przerzutem na płuca”. Zaproponowali jako jedyny ratunek chirurgiczne usunięcie guza oraz rentgeno- i chemioterapię z gwarancją życia przez 2 lata po operacji. Odrzuciłem tę „łaskę” medycyny i jako biolog na własną rękę podjąłem walkę ze śmiercią człowieka, poświęcając badaniom ponad 400 królików, co zawdzięczam pomocy prof. Jana Dembowskiego, który uwierzył w moją hipotezę intuicyjnie. Po wielu eksperymentach stwierdziłem, że 88 proc. rakowatych królików powróciło do zdrowia po wprowadzeniu dużych dawek witaminy C do ich pożywienia. Dalsze próby, już po wyeliminowaniu dostrzeżonych błędów transplantacyjnych, wykazały 100-procentowe wyzdrowienie zwierząt, dożywianych witaminą C. Podkreślam: dożywianych! — nie leczonych! Onkolodzy bowiem pouczyli mnie, że witamina C jest lekiem za mało toksycznym, więc nie zatruje raka(!)

Równolegle z królikami i mój najbliższy przyjaciel został w ten sam sposób uratowany od niechybnej śmierci, prognozowanej przez medycynę. Już w styczniu 1954 r. był on prawie zdrowy: z płuc całkowicie zniknęły wszystkie 4 guzki wielkości fasoli, a na wątrobie guz (wielkości mandarynki) zmalał do rozmiarów orzecha laskowego. Po następnym roku rtg nie wykazał Już żadnych zmian. A niedoszły „umarlak” jest dziś uosobnieniem zdrowia i siły (mężczyzna ten liczy dziś lat 89. 180 cm. 89 kg). Przez ostatnie 25 lat, odkąd pozbył się swego raka. nie chorował ani razu, nawet na katar — wyraźnie odmłodniał. A to dzięki witaminie C, której dawkę obliczyłem mu na 9 g dziennie krystalicznego kwasu L-askorbinowego, rozpuszczonego w litrze wody z cukrem. Po wyzdrowieniu pacjenta redukowałem stopniowo tę dozę aż do 2 g. które utrzymałem, na stałe jako minimum profilaktyczne, wykluczające nawrót nowotworu — co również wybadałem na zwierzętach. A więc (uczciwie wyprodukowanych przez „Polfę”) 18 drażetek a 0,2 g witaminy C dziennie całkowicie zabezpiecza mu zdrowie przed nowotworami, ale również przed innymi chorobami i schorzeniami.

Jako wskaźnik kontrolny nasycenia organizmu kwasem L-askorbinowym przyjąłem Jego śladową obecność w urynie. Kto w moczu ma kwas askorbinowy, temu nie grozi rak ani inna choroba. Zrozumiała więc jest naiwność amerykańskich uczonych (np. Burzyńskiego), którzy z moczu wypreparowują ten nadwyżkowy odpadek witaminy C jako specyficzny „antyneoplaston”. Przecież to substancja już mało aktywna biochemicznie, „zmęczona” pracowitą wędrówką po organizmie! Ale oni tego nie rozumieją i nie wiedzą, że to odpad witaminy C.

Odkrywszy tak niezwykłe walory witaminy C, przeprowadziłem bardzo dokładne badania mikrobiologiczne i biochemiczne nad jej działaniem. Tu m. i n. okazało się, że jest ona bardzo wybredna i kapryśna pod względem „towarzyskim”. We krwi nie znosi ona obecności alkoholi, alkaloidów, glikoalkaloidów. sulfamidów etc. Pod ich wpływem struktura kwasu L-askorbinowego ulega przekształceniom izomerycznym i traci niektóre atomy, przemieniając się w kwas dihydroaskorbinowy (C6H6O6) albo w inne bezwartościowe „askorbiniaki” (kwasy: d-askorbinowy, L-izoaskorbinowy, d-izoaskorbinowy), których mieszaninę fabryczną sprzedają apteki pod nazwą „witamina C”, ale bez literki „L” przed nazwą łacińską: acidum ascorbinicum. To pociąga za sobą bezskuteczność terapeutyczną i profilaktyczną tej handlowej witaminy C. A w organizmie traci ona wszelką wartość ochronno-fizjologiczną, gdy spotyka tam różne „używki” przyjemnościowe, nie stanowiące pokarmu.

A zatem kto chce mieć w swoim organizmie prawidłową gospodarkę askorbinową, gwarantującą absolutne zdrowie pod każdym względem, ten musi zrezygnować z wielu rozkoszy „cywilizacyjnych”, jakimi codziennie zanieczyszcza swoją krew (alkohol, nikotyna, kofeina, solanina etc.). To jest warunek konieczny skuteczności działania witaminy C. którą należałoby ustawowo wprowadzić do wszystkich produktów spożywczych, poddając je askorbinizacji przemysłowej. Bo tylko w ten sposób wszyscy ludzie będą mieli krew nasyconą tą witaminą bez uciążliwej konieczności łykania drażetek. Opłaciłoby się to wielokrotnie bardziej niż budowanie kosztownych ośrodków onkologicznych — albowiem tańsze jest zapobieganie aniżeli leczenie.

Aby uniknąć nieporozumień powtarzam, że tylko jeden kwas askorbinowy jest witaminą C, chociaż wszystkie one mają identyczny wzór ilościowy (C6H8O6), z wyjątkiem dihydroaskorbinowego (C6H6O6). Różnica polega na budowie molekuł (drobin) tych kwasów. Prawdziwa witamina C musi mieć literkę „L” przed swą nazwą: acidum L-ascorbinicum. To jest klucz do zagadki, na której załamują się badania i odkrycia wszystkich uczonych. A ich kosztowny interferon jest mało skuteczny, bo to odpad fagocytarny kwasu L-askorbinowego. powstający przy antagonizacji wirusów.

Dr STANISŁAW RYMSZA

———————

Hovara opowiada, jak jej siostra wyleczyła się z grypy sokiem z kiszonych ogórków (domowych i ekologicznych):

Na początku ubiegłego roku moja siostra podłapała grypę, była to bardzo ciężka postać grypy. Miała biegunkę, nudności, kaszel i gorączkę. Bolały ja wszystkie kości i miała okresowo duszność. Leżała z grypą juz dwa dni, bardzo osłabła, kurowała się aptecznymi lekami i nic. Po trzech dniach nie miała siły wstać z łóżka. Gdy ją odwiedziłam trochę się przeraziłam i chciałam dzwonić na pogotowie. Zawsze jak idę do rodziny to coś tam swojego domowego niosę. Tym razem wzięłam słoik ogórków kwaszonych, własnej roboty. Ogórki z pewnego źródła bez nawozów. Siostra widząc ogórki, oznajmiała, że nie ma apetytu na ogórki, ale ma wielką ochotę na wodę z ogórków i wypiła najpierw pól szklanki, potem za jakiś czas trochę więcej. O dziwo po dwóch godzinach wrócił jej apetyt, zaczęło się jej odbijać i spadła gorączka. Na drugi dzień czuła się już dużo lepiej. W sumie wypiła ok 1,5 litra kwaszonej wody z ogórków.
Nie wiem jak ta woda kwaszona zadziała na innych, ale warto to przetestować, jak nic innego nie pomoże. Lepiej to, niż drogi lek za blisko 300zł, który promuje wiadoma firma.
Moje ogóreczki robię tak:
Myję upycham do słoja, dodaję laseczki chrzanu, koper i czosnek (na litr duży ząbek i dwie laseczki chrzanu, grubości małego palca, koper-pół górnego “kwiatu”). To wszystko zalewam gorącą przegotowaną wodą z solą (łyżka stołowa na litr). Sól gruboziarnista, w tym roku zrobiłam z solą himalajską, są przepyszne i się nie psują.
Być może kwasielica z ogórków, również innym pomoże na grypę ;-)

———————————-

Tabelka 5 przemian

5przemian
———————

Autentyczne historie ludzi, którzy skutecznie i bezpiecznie, a co najważniejsze, raz na zawsze pozbyli się raka i innych, tzw. nieuleczalnych chorób bez pomocy medycyny alopatycznej:

Nieuleczalni – wstęp

Marlene Marcello McKenna i czerniak złośliwy z przerzutami

Rak płuc z przerzutami, czyli historia Janet Sommer

Profesor Oxfordu i terapia dr Gersona

Billy Best i chłoniak Hodgkina

Za młoda, by umierać

„Mam wolną wolę, więc wybrałem życie” – książka „Głodny anioł” Stanisława Karolewskiego. Nakład wyczerpany, ale jeśli wykażecie się sprytem zdołacie zdobyć swój egzemplarz, bo to lektura, którą bardzo gorąco polecam!

Jak w 90 dni pokonałem raka

Naukowcy odkrywają witaminę B17 (Laetrile)

Walter Last – „Kulisy leczenia nowotworów przez oficjalną medycynę”

Zabijanie pacjentów w imię naukowej medycyny jest sztuką lekarską, a skuteczne przywracanie zdrowia metodami naturalnymi jest przestępstwem

Michael Collins i retinopatia cukrzycowa, z serii „Nieuleczalni”

Zatruwa cię bisfenol A

———————

Blogi ludzi wyleczonych z rzekomo nieuleczalnych chorób:

Żyj bez candida wstrząsająca, ale szczęśliwie zakończona historia dziewczyny, która ciężko chorowała od 14 roku życia, rzekomo na zaburzenia hormonalne, a lekarze nie dawali jej żadnej nadziei na wyzdrowienie. Mały fragment jej historii:

Kiedy pytałam się lekarzy „czy jest jakiś lek na wyleczenie?” słyszałam: „niestety nie ma takiego leku bo nie da się tej choroby wyleczyć tylko zahamować żeby nie postępowała”.

Diagnoza podcięła mi skrzydła. W 2007 roku okazało się, że mam torbiele na tarczycy, choroba zamiast chociaż „ciut“ zatrzymać się postępowała nie ubłagalnie dalej. W 2008 roku pierwsza operacja i diagnoza: torbiel czekoladowy i zrośnięte wszystkie organy. Dostałam cudowny lek miało być dobrze. Uwierzyłam. Owszem na usg wszystko było pięknie – książkowo, ale po pół roku przeprowadzono kontrolną laparoskopię i znowu nie dobrze! Choroba nadal postępowała. Kolejny wyrok: zrośnięte jelito grube z macicą i jajnikiem. W kolejnych latach co pół roku leczenie szpitalne i nic…kompletnie nic… żadnej najmniejszej poprawy. Przez 1,5 roku aby normalnie funkcjonować musiałam brać całą garść leków przeciwbólowych w tzw. „końskich dawkach” aż do 2011 roku. Wtedy nastąpiła kulminacja, czyli kolejna operacja, która notabene też nic nie dała. Dalej wszystko zrośnięte, nawet nie pomógł zastrzyk przeciw zrostom. Powoli zaczęłam się przyzwyczajać do tej „chorej sytuacji“ i nie zdziwiłam się gdy po raz kolejny podano mi “cudowny lek hormonalny”. Choroba i jej leczenie przeistoczyło się w istny horror… woda w organizmie i problemy z jedzeniem.

Autorka bloga jest dziś zupełnie zdrowa. W blogu opisuje, w jaki sposób odzyskała zdrowie i jak dba o nie obecnie.

Rak Jest Uleczalny! czyli kolejny dowód na to, że terapia Gersona jest skuteczna!

———————–

Linki:

Dla chorych na raka:

Lekarstwo na raka (radykalne oczyszczanie limfy metodą NIA)

Terapia dr Maxa Gersona

Medycyna komórkowa dr Matthiasa Ratha

Nowa Germańska Medycyna (doktor Gerd Ryke Hamer wyjaśnia, jakie są przyczyny raka)

Dla chorych na cukrzycę:

Po prostu na surowo. Cofanie cukrzycy w 30 dni!

3 358 thoughts on “Zdrowotny Hyde Park

  1. Szukam w tym temacie polecenia książeczki Ewy Dąbrowskie „Ciało ducha ratować żywieniem”, może w innym temacie było..

    Ściągnęłam sobie i zaczęłam czytać – mam wielką ochotę praktykować te głodówki czy pół głodówki, które proponuje.
    Sezon sprzyja, owoców i warzyw ze swojego ogródka mam w tym roku wyjątkowo dużo /żeby tylko nie zapeszyć, bo nawałnice, burze non stop/

  2. @Pola w cellulicie i tu też witamina C pomoże.Ma bardzo duże braki tej witaminy ,jak widać .

  3. Poczytałam trochę o rutynie, która zapobiega zbyt szybkiemu utlenianiu się witaminy c, które to utlenianie powoduje jej niedobory. Więc może warto spożywać rutynę? Naturalnie występuje w podbiale, szczawie…pewnie sa tez jakieś suplementy, ale cholera wie, co w tym jeszcze jest. Mi kiedyś kosmetyczka polecała rutinoscorbin, ale ponieważ nie łykam takiego czegoś, więc naczynka mi nadal pękają…chyba muszę się za to wziąć.

  4. dziękuję :)
    dziwne z tą witaminą… muszę zrobić poważny wywiad… ;)
    oczywiście mówimy o naturalnej wit. C
    ciekawe jaką dawkę powinna zjadać?

  5. Witam
    jeszcze raz w kółko trzeba powtarzać – to jest z oficjalnej strony, promującej szczepienia. Mi wystarczy…!

    „Nie wszystkie preparaty określane mianem szczepionek są w pełni skuteczne, jak również nie wszystkie preparaty są bezpieczne dla każdej osoby szczepionej. Podejmując decyzję o podaniu szczepionki należy rozważyć bilans korzyści i ryzyka związanego z jej zastosowaniem.”

    „Do współpracy zapraszamy tylko osoby o uznanym autorytecie w środowisku medycznym i O C Z E K U J E M Y od nich niezależnych i bezstronnych informacji, popartych dowodami naukowymi.”
    …i tak do usranej śmierci… ! :-)

    http://szczepienia.pzh.gov.pl/pl_,oportalu.html

  6. Na poprawę kondycji skóry (nie wiem czy zniwelują cellulit) świetne są tarte buraki (poleca je dr Kulisz). Odbudowuje się nimi wątrobę i układ pokarmowy, a co za tym idzie; poprawiamy wchłanianie i transport wszystkich składników, które sobie dostarczamy. Często wrzucamy w siebie suplementy, ale przyswajalność mamy bardzo niską. Kuracja: 2 x dziennie po 3 łyżki startych, surowych buraków z łyżką dobrego tłuszczu (np. oliwy z oliwek). Po miesiącu, czy dwóch będą widoczne różnice, zarówno odczuwalne wewnętrznie, jak i widoczne zewnętrznie (skóra, włosy, etc…). Można też suplementować MSM (związek siarki), tyle, że wszystko to, co dzieje się na skórze jest wypadkową kondycji wewnętrznej, dlatego warto poszukać i usunąć przyczynę dolegliwości, a nie walczyć z symptomem…

  7. Czy wiecie, że Deepak Chopra, znany indyjski lekarz naturalny, specjalista od Ajurwedy, był kiedyś onkologiem? Opowiedział taka historię: badał kobietę, u której stwierdził tak zaawansowanego raka, że nic nie można już było dla niej zrobić (z jego ówczesnego punktu widzenia). Nie powiedział jej jednak tego, ani nie rzucił standardowego tekstu, jaki rzucają „lekarze” bawiący się w Pana Boga „ma pani 3 miesiące życia przed sobą”. Powiedział jej tylko, że ma się niczym nie martwić, tylko iść do domu i cieszyć się życiem na maksa. Po 6-7 latach wpadł na nią na ulicy. A poznał ją, bo była specyficznym przypadkiem i dużo myślał, jak jej przekazać wtedy to, co miał jej do przekazania. Wyglądała wspaniale, tryskałam radością, życiem i była okazem zdrowia. Zapytał ją: ” Poznaje mnie pani? Co słychać?” A ona na to” Jasne, ze poznaję, to pan mnie uleczył”. On na to: „A co Pani robi?”. Ona: „Dokładnie to, co mi pan doktor kazał: ciszę się i bawię życiem na maksa”.
    Myślę, że komentarz zbyteczny..
    Pozdrawiam
    Kamila

  8. @ Kalandrafel: super opowieść, a skąd to wzięłaś, jeśli możesz, to podaj źródło, może być po angielsku, bo warto to dać na blog.

  9. @ LogoPedant: zaczynam dzionek od wypicia szklanki mocno ciepłej wody z sokiem z cytryny (bez cukru!), potem robię szejk z buraczka: banan lub 2, nieduży buraczek, ogórek szklarniowy (zamiast pół szklanki wody) i sok z cytryny. Robię to chyba od lutego. Jakoś tak w maju wpadła do mnie przyjaciółka, z którą widuję się od czasu do czasu, ale nie codziennie. Patrzy na mnie, obchodzi mnie dookoła i mówi: „ale ty masz piękną cerę”. I to jest dowód na działanie buraczka!

  10. @ Pola: acerola. Ale acerola też bywa doprawiana jakimiś syntetykami, więc szukaj czystej. Jeśli chodzi o dawkę to nieustraszona powinna wiedzieć ile tego trzeba pochłaniać dziennie.

  11. Gdzieś czytałem (amnezja), żeby nie spożywać świeżo startego buraka (mowa oczywiście o surowym), tylko poczekać 2, 3 godziny, bo jest zbyt energetyczny. Nie wiem, co o tym sądzić…

  12. Ludzie najlepsze są kiszone buraki (prawdziwy barszcz), to znaczy sok z tegoż warzywa!!!!
    NIEBO W GĘBIE!
    Na początku robiłem to tak:

    http://bialczynski.wordpress.com/tag/buraki-kiszone/

    Teraz mam wyciskarkę (NIE WIRÓWKĘ !). Wyciskam sok, daję do butelek (wystarczy 2 litrowych – ok.4kg buraków.
    Na każdy litr ŁYŻKĘ soli, daję himalajską (robię solankę, w pół kubka wody i mniej tym więcej samego soku:-) )
    …do tego czocha na maksa korzeń chrzanu na 2 litry, pokrojony w drobną kostkę….
    z doświadczenia wiem – nie dawać suchych przypraw typu liść bobkowy. Mam wrażenie że jet na nich niewidoczna pleśń i barszczyk spleśnieje – ale tylko na powierzchni…
    I bez tych przypraw jest WSPANIAŁY. Czekamy tydzień – Wypijamy na surowo !!! szkoda gotować…..

    Jeszcze jedno…: ostropest plamisty mielony z ziaren na bieżąco co parę dni w młynku do kawy, na wątrobę……….

    http://www.pfm.com.pl/new/str4.php5?id1=61&id2=323&id3=323&id4=1411

    PROSTO OD PRODUCENTA za kg 12 zł
    to nie jest reklama po prostu zamawiam od tego człowieka, najtaniej i rzetelnie – plantator.

    wdrzazga69@wp.pl

  13. Ale kręcę, 6-7 minuta…chociaż warto obejrzeć całość

  14. Ja kupiłem kwas askorbinowy 1kg z firmy Stanlab .
    I używam ostropestu na watrobę.
    Podoba mi się pomysł na barszcz i szejk buraczkowy Marii,muszę to sprawdzić ;-)

  15. Eliszka
    Ja pisalam o tej ksiazeczce tutaj http://astromaria.wordpress.com/2008/12/03/bruno-groning/

    Pola
    Polecam rutyne (np.naturalny wyciag z sophorae japonica). Lykam juz ponad 6 miesiacy 500mg dziennie i widze zmiany – zylki zmieniaja sie z ciemno fioletowych w czeronawe, a z czasem zanikaja. Zajmuje to troche czasu, ale jednak efekty widac. Nie wiem tylko czy wylaczna zasluge moge przypisac rutynie, bo lykam tez inne (wit.C, tran i preparat na pajaczki, ktory zawiera kasztanowiec zyczajny, myszoploch kolczasty (co za nazwa :) ) i wyciag z pestek winogron).

    Astromaria
    Jakos mi sie placze po glowie ( gdzies kiedys czytalam), ze ogorkow surowych nie powinno sie jadac z innymi warzywami czy owocami, bo mimo, ze ogorek sam w sobie ma witaminy, to utrudnia przyswajanie witamin z innych produktow.
    Moze ktos ma jakies info na ten temat?

  16. Kiedyś ktoś puścił plotkę, że nie wolno łączyć ogórków z pomidorami, bo rzekomo jakoby to zabija witaminę C, ale nie znalazłam nigdzie potwierdzenia tej teorii. Może raczej chodzi o to, że nie powinno się łączyć kwaśnych warzyw z niekwaśnymi. Ta teoria ma więcej sensu. Sam ogórek to chyba nie jest zbyt bogaty w witaminy, ale oczyszcza krew i działa moczopędnie.

  17. W terapii Gerson ogórki są zabronione, bo neutralizują enzymy czy coś w tym stylu.

  18. @ Kalandrafel: dzięki za tę informację, faktycznie, od czasu jak zaczęłam dodawać ogórki czuję jakiś dyskomfort w żołądku. Przedtem dawałam jabłka, ale stare już mi się nie podobają, a nowych jeszcze nie ma. Będę dodawać arbuza :) albo melon.

    Właśnie wracam z Facebooka, gdzie (chyba jeszcze wciąż) toczy się wielka dyskusja o tym, co zrobić z tą ustawą o szczepieniach. Wygląda na to, że tworzy się prężna grupa, która nie poprzestanie na gadaniu, lecz weźmie sprawy z swoje ręce. Do grupy dołączył Maciej Lisowski, więc jest szansa, że spuścimy zdrajcom potężne lanie. To wszystko jest zemsta za postawę Kopaczowej w 2009 r. i naszą rolę w pogrzebaniu ACTA. Naraziliśmy się korporacjom, więc chcą nam pokazać, kto tu rządzi.

    Wkurzyli sięteż chodzy na SM, bo dla nich taki przymus szczepień to wyrok. Poza tym oni już wiedzą, że Big Pharma ich nie leczy, lecz doi z kasy http://www.ccsvi-ms.pl/forum/viewtopic.php?f=10&t=1377

  19. Dlaczego lepiej nie łączyć pomidora z ogórkiem?
    Możemy uważać, że odżywiamy się prawidłowo, bo jemy zdrowe, naturalne pokarmy. Może to być jednak mylne wrażenie. Nawet najzdrowsze produkty źle połączone mogą stać się bezwatrościowe, a nawet szkodliwe.

    Stan naszego zdrowia jest uzależniony w dużym stopniu od tego co jemy. Dlatego tak ważne jest posiadanie wiedzy na temat prawidłowego żywienia. Warto też znać zasady prawidłowego łączenia poszczególnych składników. Niektóre produkty mogą oddziaływać na siebie szkodliwie, niwelując wzajemnie swoje wartości odżywcze, a niekiedy nawet szkodząc.

    Niektóre niekorzystne połączenia to: ogórek i pomidor – a dokładnie ogórek i bogate w witaminę C pokarmy. Ogórek zawiera enzym askorbinowy, który niszczy witaminę C. Jadany osobno jest doskonałym niskokalorycznym pokarmem zawierającym witaminy i sole mineralne. Łącząc pomidor i biały ser narażasz się na bolesną chorobę stawów. Pojedyncze spożycie takiego zestawu nie spowoduje schorzenia, ale stosowanie takiej diety przez kilka tygodni juz jest zagrożeniem. Pipijanie mocną herbatą ciasta drożdżowego może zwiększyć utratę witaminy B1. Ryby morskie smażone na oleju słonecznikowym lub kukurydzianym moga przyspieszać starzenie, a czerwone mięso popijane winem może prowadzić do anemii. Ziemniaki polane masełkiem – pycha ale niestety tuczy. Unikaj także połączeń kiwi z żelatyną, czosnku i drożdży, a nawet naparu bardzo mocnej herbaty z dużą ilością cytryny. Popijając zaś niektóre grzyby alkoholem możesz doprowadzić do niestrawności lub nawet ciężkiego zatrucia.
    http://www.doz.pl/newsy/a217-Dlaczego_lepiej_nie_laczyc_pomidora_z_ogorkiem

  20. A no wlasnie, z ta herbata tez pamietalam, ze najlepiej nie popijac nia posilkow.

  21. @kotydwie przed każdym posiłkiem pijemy czystą wodę jemy po 30 min jedząc dobrze żujemy mieszając z śliną i też po 30 min lub godzinie pijemy.
    Gdy pijemy w czasie jedzenia żołądek nie wydziela wystarczająco soków trawiennych.Dobrze rano wypić ocet jabłkowy z miodem nad czczo .Po takim napoju nie męczymy się chodząc i pracując.Jak wyczytałam to cytryna i pomarańcze zakwaszają nasz organizm.

  22. @Kotydwie

    Tu nie chodzi o herbatę, tylko każdy płyn, bo zaburzamy proces trawienia w jamie ustnej…

    Ja bym stosował w żywieniu jedną, główna zasadę, mianowicie brak fiksacji na tym punkcie. ;-) Jeżeli będziemy się zbytnio zastanawiać nad każdym kęsem, to na pewno nie będzie dla nas zdrowy, skoro zasiejemy w sobie ziarno niepewności. Jeżeli z jakiś powodów jestem zmuszony do zjedzenia niezdrowego pokarmu (mowa o chemii, etc) to po prostu je błogosławię i dziękuję, że mam co jeść. Najgorzej to marnotrawić energię na ciągłą analizę. Mam pragmatyczne podejście do jedzenia, które w sumie jest największym uzależnieniem człowieka, a strach przed głodem dominuje na tej planecie…

  23. Czy możecie coś poradzić kobiecie z baardzo niskim ciśnieniem? Ma około 78 lat, wszystkie badania w zrobione, nic nie wykazały. Ciśnienie ma 70/40, pada na twarz, nie wychodzi z domu…

  24. Alfa, a ja czytała mo cytrynie, że nie zakwasza organizmu, a wręcz odwrotnie: mało, że oczyszcza doskonale wątrobe, to jeszcze alkalizuje krew. nie wiem, gdzie, bo czytam bardzo dużo, ale na pewno pisze cos o tym Tombak…

  25. Nie wolno lać soku z cytryny na liście herbaty, bo zawierają aluminium. Jednak lenie cytryny do herbaty po odcedzeniu liści jest bezpieczne.

    Wszystkie owoce, nawet najkwaśniejsze, w tym cytryna i pomarańcze alkalizują organizm!!!

  26. Kalandrafel to jest tak jak się za dużo czyta w jednej książce pisze tak w drugiej nie .Bo piłam cały czas nad czczo wodę z cytryną ,ale jak w drugiej przeczytałam ,że zakwasza to przestałam .Ale jeszcze sprawdzam i znalazłam taki art.
    • średnio zasadotwórcze (pH 8,0 – 7,1): warzywa: buraki, brokuły, kapusta, marchew, seler, pomidory, ziemniaki, chrzan, fasolka szparagowa, kalarepa, por, szczaw, szpinak (gotowany), owoce: dojrzałe banany, słodkie brzoskwinie, mandarynki, pomarańcze, cytryny, maliny, truskawki, awokado, dojrzałe winogrona;
    http://wzmocnienieodpornosci.pl/zdrowie/zakwaszenie-organizmu-objawy-zakwaszenia-acidoza-toksemia-odkwaszanie-organizmu.html
    Też w książce wyczytałam ,ale jeszcze sprawdzę .Wapń i magnez, pierwiastek ten skutecznie powstrzymuje siwienie włosów i łysieniu.
    Ale już mam mętlik w głowie .

  27. Nie wiem, czy ktos juz podawal ten artykul o „Pszenicznym brzuchu”, ale ciekawy.
    Wszystko jest troche dobre i troche zle :) , wiec najlepiej wszystkiego po troszeczku, z umiarem

    „Czytelnicy Nowej Debaty zdążyli już przywyknąć do tego, że zawsze kiedy aparat państwowo-medyczno-dietetyczno-farmaceutyczny formułuje i nagłaśnia jakieś zalecenia, bezpieczniej jest postępować dokładnie na odwrót – przynajmniej do
    czasu, aż można je zweryfikować na podstawie co najmniej kilku niezależnych źródeł. Niedawno opublikowana książka zatytułowana Wheat Belly (Pszeniczny Brzuch) jest kolejnym dowodem na roztropność takiej postawy. Jej autor, William Davis, na co dzień praktykujący kardiolog i bloger, obala wypromowany przez urzędową dietetykę mit, że pełnoziarniste pokarmy są zdrowe i dlatego powinny być podstawą codziennej diety. Zdaniem Davisa, zarówna praktyka lekarska, jak i współczesna wiedza naukowa, dostarcza niezbitych dowodów na to, że zboża, a zwłaszcza pszenica, mogą być dla wielu osób źródłem „nieuleczalnych” schorzeń przewlekłych (np. nadciśnienie, cukrzyca, choroby serca, migreny, bóle stawów, artretyzm, alergie itp.), wobec których „zfarmaceutyzowana” medycyna jest bezradna. Wheat Belly to kolejne potwierdzenie tego, że niskotłuszczowa dieta oparta na zbożach wpędza ludzi w chorobę, a chorym nie pozwala wyzdrowieć, zwiększając jedynie ich zależność od lekarstw.”

    http://nowadebata.pl/2011/10/13/buszujacy-w-pszenicy/

  28. Według prof. Michała Tombaka istnieje pięć głównych przyczyn, które niszczą zdrowie człowieka
    -zaniedbany kręgosłup
    -nieprawidłowe oddychanie
    -brak wewnętrznej higieny ciała
    -nieprawidłowe odżywianie
    -brak umiejętności szczęśliwego życia
    Jeżeli dodamy do tego coraz powszechniejsze przekonanie współczesnych o­nkologów, że rak jest zemstą natury za nieprawidłowo spożywane posiłki — to warto zastanowić się, co zmienić w naszych posiłkach, by żyć długo i zdrowo.

    Błędy przeciw naturze

    -Panie profesorze. Na czym polega podstawowy błąd, jaki popełniamy na co dzień, jedząc śniadania czy obiady?
    -Nasze posiłki możemy podzielić na cztery grupy: białka ( mięso, ryby, jaja), węglowodany ( chleb, miód, cukierki, ziemniaki), tłuszcze ( masło, olej, smalec) i pokarmy roślinne ( warzywa, owoce, soki). Cały problem polega na tym, że węglowodany zaczynamy trawić już w ustach, białka w żołądku, potrawy roślinne w jelicie cienkim.

    http://www.apetycik.pl/teksty.php?tekst=251&kat=10

  29. Kalandrafel ! Niskocisnieniowcy maja zbyt malo plynow w organizmie i soli. Rano leczniczo jedna filizanke kawy i pod prysznic.

    Teraz link o tym, jakie to „czarcie zarcie” nam wcisneli nalukowcy w stylu Frankensteina ze sciema cholesterolowo-tluszczowa lacznie z odpadowymi jajkami, z zakwaszacym czarcim napojem zwanym cola .

    Wiedza o odzywianiu, to wiedza o zdrowiu i zyciu , a ktora to wlasnie od podstaw tez tak dalece zostala zmanipulowana i zamiast odzywiania jest umartwianie na raty :

    http://niezaleznatelewizja.pl/2012/07/ix-harmonia-kosmosu-bonifacy-czerniak/

  30. Nieustraszona, a co powiesz na Charolotte Gerson, która jest weganką i w wieku 90 lat jest nadal aktywna, tryska zdrowiem i nie nosi nawet okularów? :-) ten pan trochę przesadza, wszyscy weganie, jakich znam, są wiekowi i bardzo zdrowi.

  31. AQQ, budujące są dla mnie niektóre komentarze pod artykulłem. Ludzie chyba się budzą….

  32. Tak, komentarze na massmediach coraz bardziej cieszą. :)

    Komary mnie nie żrą mam grupę koczownika B, nie mylić z innymi koczownikami. :)

  33. Kalandrafel! Zgadza sie z ta pania Gerson, bo ona przeciez dokladnie zna cudowne wlasciwosci oleju lnianego, a ktory tez byl przeciez przez wieki stosowany w Polsce. Po drugiej rzezi swiatowej jakims „dziwnym” trafem zatrzymano jego produkcje i wcisnieto na to miejsce margaryne, rozkrecono scieme cholesterolowa, a z kurzych jaj zrobiono sobie jaja i „wylegly” sie z nich choroby serca i inne potwornosci na ktore znowu pojawily sie odpowiednie „leki”.

    Jak nie posmarujesz, to nie pojedziesz i zgadza sie to tez w przypadku tluszczy ( zdrowych) bo niezbednych do wszystkich przemian metabolicznych. Jesli w ich miejsce wprowadza sie diety beztluszczowe, smary maszynowe w postaci margaryny oraz leki (statyny) rozwalajace watrobe i miesnie, to nic dziwnego, ze ludzka „maszyna” daleko nie pojedzie, tylko wyrzuci wczesniej swoje pieniadze na skladki,”leki”, doktory, profesory, chirurgi i inne zmory tak, ze mu na trumne braknie.

    Obejrzalam raz z wielkim zainteresowaniem film na Polonii z serii „Polska dobrze smakuje” , gdzie pokazano rodzine olejarska „staromodnie” i dzielnie produkujaca zdrowe oleje roslinne w tym cudowny olej lniany. Dobrze, ze dzieki internetowi mozna takie perelki wylapac i podac dalej, bo jednak polska kuchnia ma ich wiele , gdzie ktosik albo cosik zamoczyl juz zbyt mocno swoje trucicielskie macki :

    http://www.olejarnia.pl/

  34. nieustraszona: parę dni temu próbowałam, ale nie dałam rady obejrzeć tego faceta, bo mi działał na nerwy. Jest mnóstwo badań dowodzących, że wegetarianie mają się dobrze. Hunzowie nie żarli mięsa, a żyli po 150 lat. Najmądrzej o wegetarianach i mięsożercach napisał autor tego tekstu o witaminie B17, przeczytaj jeszcze raz. Są dwie grupy zdrowych i długowiecznych ludzi: wegetarianie i Indianie (mięsożercy). Kiedyś były szef tej tam instytucji co to ma niby nam mówić, co mamy jeść, bardzo sławny wegetarianożerca, postanowił, że udowodni naukowo, że wegetarianie to zdechlaki i anemicy. Wziął się do pracy, zrobił wszytko idealnie, tak jak metodologia badań naukowych nakazuje i przeżył największy szok swojego życia: okazało się, że wege byli o niebo i pod każdym względem zdrowsi niż ci, którzy odżywiali się zgodnie z zaleceniami tej tam instytucji. W związku z powyższym stał się wege, ale zaraz go zwolnili i zastąpili tą straszną kobietą, która teraz tam rządzi. Podejrzewam, że producenci wołowiny lub wieprzowiny, a może jedni i drudzy naciskali, żeby go odwołać.

  35. Szanowna Pani Mario…!
    Nawołujemy i nawołujesz do używania mózgu, rozumu…?!
    Więc tym samym to czynię:

    Wszyscy tutaj operujecie teoriami – zdrowe jest to czy tamto, dieta taka czy owaka.
    Po przeanalizowaniu paru książek, po rozmowach z ludzi, obejrzeniu paru programów i słuchając GŁOSU INTUICJI I ODCZUĆ.
    PODKREŚLĘ ODCZUĆ SWOICH. PONIEWAŻ NIE MOŻNA ZBADAĆ WSZYSTKIEGO I WSZYSTKICH, CZYNNIKÓW, a jest ich NIESKOŃCZONA ILOŚĆ.

    …doszedłem do wniosku, który mam nadzieje nasuwa się również i wam.

    To nie dieta, rośliny, czy mięso, zboża…!!!!

    Chodzi o ilość!!!!!!!!!! Na Boga!

    Rośliny jako, że są najłatwiej przerabialne, robią mniej szkód.
    I nie dzięki nim, ale POMIMO – Organizm może dobrze funkcjonować.

    PYTANIE JEST> ILE JEST TO – MAŁO..?!

    CZY -CIUT CIUT, CZY MOŻE NICCCCCC………..?!!!!!!!!!! :-)

    FAKTEM JEST ze mamy uykład pokarmowy (tak go nazywamy)…,

    ale czy jest nam potrzebny….?!! Jeśli tak to na ile????

    Proszę Państwa POMIMOOOOOOO

    A NIE DZIĘKI – CZEMUŚ……………!!

    WSZYSTKO…- SĄ TEORIE…..! I do jako takich – trzeba podchodzić.
    Temat jest otwarty zatem jest super bo jeszcze wszystko przed nami.. :-)

  36. Zależy też, o jakich wegetarianach mówimy, bo u mnie w pracy danei wegetariańskie to najczęsciej makaron z sosem beszamelowym, podrasowanym brokułem, albo nalesniki, albo leniwe pierogi. Wegetarianie odzywiający się w taki sposób długo, fakt, nie pociagną.
    Czy ktoś z Was czytał kiedys książkę Makarego Sieradzkiego? SAM się wyleczył z wielu chorób właśnei dietą wegańską po tym, jak mu lekarze powiedzieli, że niewiele mu zycia zostało (a miał wtedy 56 lat), bo miał wszystko, co się zwie „nieulaczalnym”. Żył jeszcze prawei 30 lat w doskonałej formie..niestety, zginął w wypadku…Polecam. Jego ksiązka jest dostęna w necie za darmo.

  37. @ Raf: Hunzowie, którzy byli (bo już nie są) chyba najzdrowszą społecznością na ziemi JEDLI BARDZO MAŁO, NIEMAL NA GRANICY GŁODU! Na przednówku praktycznie nie jedli nic. Bo nie było co jeść! Człowiek nie został stworzony do żarcia (i sr….), lecz do celów duchowych. Indianie również jedli bardzo mało, bo upolowanie bizona to była bardzo wielka sztuka. Indianie nie mieli broni palnej ani koni, dostali je dopiero po pojawieniu się białych najeźdźców. Zanim to się stało biegali pieszo z dzidami. Jakiś czas temu w TV pokazali pewnego badacza który robił eksperymenty na małpach. Jedne trzymał w cieple i karmił obficie, drugie w zimnie i niemal głodził, a trzecie w warunkach pośrednich między tymi oboma. I co się okazało? Że te małpy-Spartanki były idealnie zdrowe, długowieczne i płodne do późnej starość. Szczególnie jedna samica pobiła wszelkie rekordy. Żyła dłużej niż jakakolwiek małpa trzymana kiedykolwiek w niewoli (czyli pod ścisłą obserwacją) i mimo matuzalemowego wieku była wciąż płodna. Tak, to była małpa z tych, które były głodzone i wyziębione. Te głodzone małpy dostawały bardzo mało jedzenia niskobiałkowego i niskotłuszczowego. W związku z tym pan naukowiec, w wieku ok. 60 lat przeszedł na radykalny weganizm. Jada nieoczyszczany ryż z na wpół surowymi warzywami i wierzy, że dożyje 150 lat.

  38. Mam tę książkę Sieradzkiego. Jego opowieść jest rzeczywiście inspirująca, a najciekawsze jest to, że praktycznie sam doszedł do wszystkiego, bo nie miał dostępu do książek ani wiedzy. Zdrowie zniszczyli mu komuchy w politycznym więzieniu, gdzie był torturowany, poniżany i karmiony jakimś obrzydlistwem. Wyszedł chory na raka i gruźlicę, a jego lekarz powiedział, że nic dla niego zrobić nie może, bo jego dni są policzone. Zaczął się leczyć dietą, spacerami, ziołami, które sam zbierał i pozytywnym myśleniem i odzyskał zdrowie. Na starość był zdrowszy niż za młodu.

  39. Tak sobie myślę, że trzeba jeść tyle, ile trzeba i jeść, co potrzeba. Ostatecznie tą wiedzę indywidualnie posiada każdy z nas w sobie. Zakładam, że świat jest tak mądrze urządzony, że każdy z nas ma w sobie natychmiastowy dostęp do tej mądrości za pomocą intuicji, wglądu, czy poprzez pierwotne instynkty. Dlatego tak ważna jest umiejętność wyciszania się, wglądu w siebie, słuchania własnego ciała, sumienia, kultywowania spokoju. Jeżeli życie staje się ciągłym prawdziwym słuchaniem, naturalną medytacją, to człowiek dokładnie wie – intuicyjnie – co, ile i jak jeść.

  40. Myślę, że jedzenie mocno zagęszczonej materii jest elementem Matrixa (uszkodzili nam DNA, ogłupili i cofnęli w rozwoju duchowym), dlatego, że strach przed głodem to najlepiej napędzający do negatywnego działania czynnik. Dla jedzenia człowiek zrobi prawie wszystko (włącznie z zabiciem drugiego człowieka). Wystarczy odpowiedni poziom głodu, aby zagłuszyć większość mentalnych przekonań…

    @Astromaria, lubiany przez nas dr Kulisz, wręcz wyśmiewa wegetarian, a o weganach ma jednoznaczne zdanie, jako nierozsądnych ludziach. Wciąż przytacza prawdziwe znaczenie słowa „wegetarianizm”, czyli „nieskutecznego myśliwego”. ;-)

    Dla mnie kwestia rzekomo wrodzonej mięsożerności ludzi jest prosta do rozstrzygnięcia, dzięki zastosowaniu sprawdzianu, mianowicie: idź do lasu, nagi i bez broni, wypatrz zwierzynę, dogoń ją i upoluj, rozszarp futro i skórę tylko zębami, zjedz surowe mięso, straw je i się nie rozchoruj. Przypuszczam, że wynik skuteczności dla tego sprawdzianu wyniósłby 0 (słownie: zero).

  41. co roku patrzę z niemym podziwem na kosze pełne w marketach, na te kolejki do mięcha, ciast wszelkiego rodzaju
    niezmiennie odbieram to, jakby miała wybuchnąć co najmniej wojna, a to tylko 2 dni….

    rozumiem za moich czasów, stałam w kolejce by dzieciom pomarańcza włożyć do paczki, bo to taki rarytas był…

    a propos rarytas :
    pan w szkole dzieci pyta, czym dla nich jest rarytas ?
    no i dzieci, mniemam, że PRLowskie – banan, pomarańcz, czekolada…
    a przysłowiowy Jaś rzekł ” cipcia” = Pan się oburzył i kazał Jasiowi na drugi dzień do szkoły przyjść,
    Mały zdał relacje ojcu – tatuś wysłuchał i poważnie powiedział, by usiadł w ostatniej ławce …. skoro dla pana c…. nie jest rarytasem ;)
    sorki, tak mię się skojarzyło ;)

    I jeszcze jeden zapodam:
    3 prostytutki opowiadają o swoich klientach – jedna mówi, że ma samych VIPów, druga, też poważnych na wysokich stanowiskach:) a trzecia jakoś milczy. Te 2 zaintrygowane, no powiedz, jakiego miałaś ostatnio klienta?. Ta niechętnie – rolnika.??? No i najpierw mu było za sucho, potem za mokro, a na koniec chciał dopłaty …

    Maria mnie ukarze ?;)

Rozmowy na dowolne tematy prowadzimy tu: http://astromaria.wordpress.com/hyde-park/ i http://astromaria.wordpress.com/zdrowotny-hyde-park/ KOMENTARZE NIE NA TEMAT BĘDĘ KASOWAĆ! UWAGA!!! Jeśli Twój komentarz się nie ukazał przeczytaj http://astromaria.wordpress.com/komentowanie-bloga/

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s