Religia i ateizm
Fanatyków poznać można po tym, że z jednej strony są tragicznie pozbawieni poczucia humoru, a z drugiej wprost palą się do tego, żeby narzucić światu swoją wiarę. Choćby siłą.
Można wierzyć w religię, można też w „rozum”. I jedna i druga WIARA jest równie niebezpieczna.
Mnie jest wszystko jedno, czy do krematorium zaprowadzi mnie religijna święta inkwizycja, ateistyczny Stalin czy inkwizytor spod znaku fanatycznego racjonalizmu. Śmierć z ręki fundamentalisty dowolnego światopoglądu ma zawsze taki sam smak.
Wędrując dziś po internecie najpierw odwiedziłam blog katolicki…
Poczułam wyraźnie, że autor mną gardzi i że uważa mnie za istotę upadłą, straconą, wręcz za wroga. Dla niego byłam przedstawicielką obcego obozu. Kto nie ze mną, ten przeciwko mnie – zdawał się mówić do mnie autor, który wydawał mi się przedstawicielem świętej inkwizycji. Miałam uczucie, że autor najchętniej spaliłby mnie na stosie, a przed spaleniem poddałby mnie długim, powolnym i wyrafinowanym torturom.
Autor wspomnianego bloga zabrania mi wyznawać religię inną, niż katolicka, że o przyjęciu światopoglądu ateistycznego nawet nie wspomnę, zakazuje mi uprawiać seks z moim facetem, jeśli z nim żyję bez ślubu oraz z legalnym mężem, jeśli moim celem nie jest prokreacja, zabrania mi stosować nowoczesną i skuteczną antykoncepcję, korzystać z możliwości zapłodnienia in vitro lub dokonania aborcji, korzystać z pomocy psychoterapii (bo uczy antychrześcijańskiego egoizmu, a kto wie, czy nie jest jakąś sektą), interesować się tzw. „okultyzmem”, podjąć osobistą i świadomą decyzję dotyczącą ewentualnego przedwczesnego zakończenia mojego życia (eutanazja), wstąpić do masonerii, pić zioła i korzystać z usług medycyny alternatywnej, uprawiać jogę i medytację, chodzić do astrologa lub wróżki, czytać niektóre książki (np. zabawną bajkę dla dorosłych pt. „Kod Leonarda da Vinci” i inteligentnie napisaną bajkę dla młodzieży pt. „Harry Potter”), oglądać pewne filmy (i to nie tylko porno), palić krowie kupy w miedzianej piramidce (agnihotra), uprawiać pewne rodzaje sportu (karate, aikido itp.), handlować bezwartościowym chłamem w Amway’u, słuchać muzyki rockowej i metalowej, urządzić mieszkanie według zasad Feng Shui, siedzieć pod czakramem wawelskim itp. itd. Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność, ale po co?
W razie niezastosowania się do katolickich zasad straszą mnie tam opętaniem przez demony za życia oraz wiecznym potępieniem po śmierci.
Katolickie strony zioną płomienną nienawiścią do wszystkich innych wyznań, zwanych pogardliwie sektami oraz do ateistów, jak również do wszelkiej wolności intelektualnej i duchowej. Mam być zniewoloną, bezwolną i bezmyślną owcą, tępym, brudnym baranem i wierzyć ślepo oraz bezkrytycznie w to, co mi do wierzenia przedstawią, a wtedy będę dobrą dziewczynką.
Pełna obrzydzenia dla pogardliwego deptania mojej godności, inteligencji, wolności osobistej oraz prawa do kierowania się w życiu zasadą wolnego wyboru postanowiłam skierować się w stronę przeciwną, ku racjonalizmowi. I tak weszłam na tego bloga.
I trafiłam z deszczu pod rynnę – już sam tytuł („Modne bzdury”) mnie odrzucił. Jest agresywny i pogardliwy dla wszystkich myślących inaczej.
Słowo „bzdury” nie jest emocjonalnie neutralne. Wręcz przeciwnie: jest napastliwe, agresywne i obraźliwe. A przydomek „modne” sugeruje, że za tym co autor zwalcza podążają tylko bezmyślne matołki, kierujące się w swoich wyborach wyłącznie kryterium tego, co akurat jest na topie.
Ten blog, dokładnie tak samo jak blog, który z takim niesmakiem przed chwilą opuściłam, również kategorycznie zakazuje mi posiadać własne zdanie i kierować się oceną zjawisk niezależną od tego, co pokażą mi jako słuszne i prawdziwe tzw. „racjonaliści”.
Jego autor również zabrania mi kupować (bo za drogie) i pić zioła (bo to przesąd lub przeżytek, wszak żyjemy w czasach naukowej farmacji), zakazuje mi korzystać z całkowicie legalnych usług medycyny alternatywnej (która nie tylko nie jest zakazana prawnie, ale w większości cywilizowanych krajów wspierana, czego wyrazem jest prawo do zwrotu kosztów leczenia tą metodą na takich samych zasadach, jak w przypadku medycyny akademickiej). On również nie pozwala mi urządzić mieszkania według zasad Feng Shui, pójść do salonu wróżb, medytować, zajmować się astrologią oraz wieloma innymi rzeczami, które uważa za przesądy (skoro on tak uważa, to ja też muszę).
A ja pytam: jakim prawem ktokolwiek uzurpuje sobie prawo do narzucania mi, w co mam wierzyć, co myśleć, jak urządzić mieszkanie, co jeść i czym się leczyć?
Na blogu racjonalistycznym również widzę inkwizytora, tak samo fanatycznego i zawziętego, jak na blogu katolickim i tak samo zakazującego mi posiadać własne, niezależne zdanie na każdy możliwy temat.
Jeśli nie mam zaufania do żywności genetycznie modyfikowanej, to znaczy, że ciemna baba ze mnie. Tak się składa, że nie mam, a wynika to z zupełnie racjonalnej wiedzy: widziałam zbuntowanych indyjskich rolników, którzy przywieźli bezwartościowe płody rolne i wyrzucili je w gniewie pod firmą Monsanto (konkretnie: ogromną, zieloną, ale nie wydającą nasion kukurydzę), widziałam gąsienice motyli monarchów, ginące od pyłku zmodyfikowanej kukurydzy, widziałam zbankrutowanych amerykańskich farmerów, nabranych na bezwartościowe nasiona soi przez wymienioną powyżej firmę, widziałam próby niszczenia dorobku hodowlanego wielu pokoleń francuskich rolników w imię rzekomego prawa do wyłączności kontrolowania i handlowania kodami genetycznymi roślin przez firmy podobne do Monsanto i wiele innych przykładów.
Jeśli nie jestem ateistką, to znaczy, że jestem zabobonna, prymitywna i głupia. A wiec jestem wrogiem autora bloga…
Jeśli korzystam (z bardzo dobrym skutkiem) z usług homeopaty, to znaczy, że jestem tak niewyobrażalnie głupia, że nawet nie zauważyłam, że mi lub moim bliskim to nie pomaga (zapewniam, że doskonale pomogło – rozpuściło bezinwazyjnie spory kamień w nerce, co uratowało mojego syna przed operacją chirurgiczną).
Autorowi bloga nie podoba się, że KK ogranicza prawo do badań genetycznych, że zakazuje korzystania z prawa do aborcji i eutanazji i próbuje wymusić inne ograniczenia.
Mało tego – autor bloga napada na dziennikarzy, którzy ośmielają się pisać o truciu ludzi chemicznymi barwnikami dodawanymi do napojów (przecież od chemii jeszcze nikt nie umarł, prawda?) i podnosi larum, że zabobonna ludność, zamiast cieszyć się z możliwości korzystania z dobrodziejstw cudownej żywności modyfikowanej genetycznie domaga się żywności ekologicznej, a ta jest przecież jest droga, wcale nie jest lepsza (czyżby?), a co gorsze zapóźniona cywilizacyjnie. “Racjonalistycznie” dowodzi, że jeśli ktoś twierdzi, że syntetyczne barwniki są szkodliwe, to niech to najpierw udowodni, a potem dopiero żąda zakazu ich stosowania, bo inaczej dopuszcza się pomówienia. Prawda, jakie to logiczne?
Ja uważam, że jeśli jest choć cień podejrzenia, że jakiś dodatek do żywności może szkodzić, to należy go natychmiast wyeliminować i nie stosować aż do ostatecznego wyjaśnienia sprawy, czyli wykazania ponad wszelką wątpliwość, że jest w pełni bezpieczny. Podobnie – dopóki nie mamy całkowitej pewności co do pełnego bezpieczeństwa wprowadzania zmian w genach nie powinniśmy dopuszczać do otwierania tej puszki Pandory. No, ale ja ciemna przecież jestem…
Autor bloga najwyraźniej uważa, że on też może mi zakazać dokonywania własnych wyborów i zwyczajnie wyśmiać moje poglądy, gdy nie są zbieżne z tym, w co on wierzy. Jemu wolno, a innym nie wolno. Tak ma według niego wyglądać demokracja i prawo do podejmowania indywidualnego wyboru?
A ja się nie zgadzam! Każdy ma prawo walczyć o swoje. Żeby świat był miejscem naprawdę bezpiecznym muszą się ze sobą ścierać przeciwstawne poglądy, a obywatele muszą mieć prawo do nieposłuszeństwa, protestu i wyrażania własnego zdania na każdy temat. Jeśli tego im zabronimy, łatwo wpadniemy w rządy totalitarne: religijne lub ateistyczne. Totalitaryzm to totalitaryzm, dla mnie żadna różnica, czy prawicowy, czy lewicowy, bo ja nie życzę sobie żadnego. I zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby do tego nie dopuścić.
Oświadczam, że jestem dorosła, zdrowa na ciele i umyśle i żądam prawa do samostanowienia. Nie życzę sobie, żeby dowolnego rodzaju fanatyczni, zawzięci i nietolerancyjni inkwizytorzy obrażali mnie, poniżali i zmuszali do przyjęcia ich światopoglądu.
Nie życzę sobie być pozbawiana prawa do dokonywania własnego wyboru w imię żadnej jedynie-słusznej opcji. Nie zgadzam się na przykład, żeby zmuszano mnie do korzystania wyłącznie z usług medycyny akademickiej.
Nie życzę sobie być katoliczką.
Nie życzę sobie być ateistką.
Nie życzę sobie, żeby mnie ktoś zmuszał do przyczepiania sobie dowolnego rodzaju etykietek. Jestem absolutnie wolną, inteligentną, samodzielnie myślącą i niezależną od dowolnego rodzaju prądów i poglądów istotą ludzką, więc nie pozwolę żadnemu zamordyście postawić podkutego buta na moim karku.
Blog anty-bzdurowy poniżył mnie, sponiewierał moją godność i udusił paskudnie ciężką i duszną atmosferą. Dokładnie taką samą, jaka emanuje ze stron katolickich.
Uff, muszę odetchnąć świeżym powietrzem wolności, bo po tej lekturze naprawdę fatalnie się poczułam.
Ta lektura tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że racjonalizm jest wyznaniem. Tak, tak. Zostałam w tym wyznaniu wychowana. Mój ojciec był ateistą i racjonalistą. Obracałam się w kręgach intelektualistów, głęboko wierzących w naukę. Racjonaliści pisują do mnie maile i w większości przypadków są one tak samo fanatyczne, agresywne i pozbawione poczucia humoru jak maile od misjonarzy katolickich.
Nie tylko katolicy, ale również racjonaliści wyznają mi, że stracili swoją wiarę. Poznałam wielu naukowców, którzy stracili wiarę w naukę! Ich świat się zawalił. Dokładnie tak samo, jak wali się świat katolika, który nagle budzi się z religijnej iluzji. Strach patrzeć na człowieka, który nagle zrozumiał, że wszystko, w co wierzył było tylko efektowną iluzją.
Niektórzy ci ludzie rzucili się w ramiona Kościoła i tam szukają sensu. Niektórzy porzucili i tę ścieżkę, bo zrozumieli, że katolicyzm nic im nie jest w stanie zaoferować i szukają obecnie innej drogi.
Inni rzucili się w objęcia jakiegoś dziwacznego okultyzmu, błędnie przekonani, że wkraczają na ścieżkę rozwoju duchowego. W rzeczywistości poszukiwali tam nadprzyrodzonych mocy, którymi mogliby zadziwić maluczkich i rzucić ich na kolana.
Tylko nieliczni zrozumieli, że każda z tych dróg prowadzi donikąd.
Nauka, religia i moce sidhi to fałszywi bogowie. Te ścieżki prowadzą na duchowe manowce. Ale to wcale nie znaczy, że wiodą ku klęsce lub wiecznemu potępieniu.
Wszystko jest nauką i każda ścieżka prowadzi do celu. Nawet ta, która kończy się ślepym zaułkiem lub ścianą. Bo wszystko bez wyjątku jest ciekawym doświadczeniem, za które należy podziękować losowi. „Nigdy sie nie nałucys, jeśli sie nie przewrócis” mawiają mądrzy górale…
Zacznij myśleć sam, zaneguj wszystkie swoje wierzenia i przekonania, a zrozumiesz, że śnisz i że pogrążony jesteś w jednej, wielkiej iluzji.
[Komentarze do tego wpisu znajdują się tutaj].
czantor powiedział/a
Z duzym zainteresowaniem czytam P. przemyslenia.
Sa wspaniałe – tak należy zyc i postepować.
Zniewalani jestesmy stale i wszędzie przez religie, państwo a naczęściej przez pracodawcę.
Wszyscy oni z nas chcą mieć posłusznych, nie buntujących się niewolnników, wykorzystywanych do granic absurdu, a przecież każde z nas ma prawo do zycia w wolności i dobrobycie w miarę swoich możliwości.
Pozdrawiam, a w Nowym Roku 2009 życzę bardzo dobrego zdrowia i
mnostwa sił by leczyć zagubione dusze fanatyków i nie tylko.
astromaria powiedział/a
Dzięki za życzenia i wsparcie. Staram się jak mogę, żeby pokazać, że nie jesteśmy skazani na wybór między dwiema przeciwstawnymi, i jednocześnie obiema złymi opcjami, lecz mamy bardzo szerokie spektrum przeróżnych możliwości: złych, takich sobie oraz dobrych. Rezygnując z religii nie musimy wpadać w sidła ateizmu ani materialistycznego “racjonalizmu”, bo przecież możemy wybrać drogę środka: rozsądną wiarę z domieszką własnego, trzeźwego rozumu. Bunt nie musi od razu oznaczać destrukcji ani niszczycielskiej rewolucji. Można po prostu spokojnie zdjąć jarzmo z grzbietu i zachować przy tym spokój ducha.
Czantor powiedział/a
Cieszy mnie P. pogoda “ducha” , trzeżwość spojrzenia i ogromna zyczliwość. Mimo napastliwych a często mało wybrednych insynuacji z ogromnym uporem zdejmuje P. jarzmo z ich grzbietów,a Oni traktują to jak zło. Gdy tak zastanowić się to w polskim ludzie tkwią chyba wszystkie fobie. A o delikatności i nie wspominając tolerancji nie co marzyć. To skutki podstępnej gry naszych przede wszystkim “czarnych zniewalaczy”.
Bardzo słusznie P. zauważyła w zdaniu ,że “Rezygnując z religii nie musimy wpadać w sidła ateizmu ani materialistycznego “racjonalizmu”, bo przecież możemy wybrać drogę środka: rozsądną wiarę z domieszką własnego, trzeźwego rozumu.”
Ja To już osiagnąlem sporo czasu temu. Jeszcze raz KŁANIAM SIĘ i POZDRAWIAM, życząc wytrwałości.
nadir powiedział/a
Witam, również z chęcią czytam pani bloga od dłuższego czasu, daje wiele do myślenia. Naprawdę jestem wdzięczny za to czego się tu dowiedziałem. Mnie samego można określić mianem heretyka-katolika. W przekonaniach najbliżej mi do ebionitów. Osobiście powiem, że choć od wierzenia po katolicku się oddaliłem, to zachowałem część tejże wiary, (to co według mnie jest sensowne). Jestem na etapie poszukiwań, dziękuję za namiary na książkę “Tajemnice Biblii” Waltera-Jorga Langbeina i pare innych. Zapraszam na mój skromny blog niestety ubogi we wpisy z racji braku czasu: http://nanacatl.blog.onet.pl/
Życzę Szczęśliwego i udanego Roku 2009 aby był pełny uśmiechu, sił na każdy dzień:) Pozdrawiam
astromaria powiedział/a
Dziękuję za życzenia i je odwzajemniam, a jutro wstawię tu dłuższe życzenia dla poszukujących wolności czytelników.
Nie znam ruchu ebionitów, ale sprawdzę co to takiego. Jeśli chodzi o religie, to jak gdzieś pisałam, każda ma swoją ezoteryczną odmianę. Ma ją oczywiście również chrześcijaństwo, które (gdyby nie cesarz Konstantyn) mogłoby być naprawdę wspaniałym ruchem duchowym. Niestety, autentyczna duchowość zawsze musi w tym świecie działać w podziemiu.
Z blogiem się zapoznam i życzę mu owocnego rozwoju w przyszłym roku.
nadir powiedział/a
Jeśli oglądała pani film Tajemnice Biblii – “Jezus – Inne Spojrzenie” to na samym końcu jest mowa o ebionitach związanych z Jakubem Sprawiedliwym, o którym jeśli pamiętam wspominała pani, w którymś blogu. Oczywiście nie zamykam się w tym i zaczytuję się w Ewangeliach apokryficznych i innych różnościach, więc sporo u mnie chaosu. A co do chrześcijaństwa zgadzam się, gnoza mogła uczynić chrześcijaństwo piękną drogą, Jezus jako “Budda Zachodu”. Jeszcze raz pozdrawiam:)
astromaria powiedział/a
@ Nadir – oglądałam, ale zapomniałam ten szczegół. Bardzo mi się ten film podobał, pisząc teksty o Biblii na mojej stronie www korzystałam z tego, co w nim zobaczyłam.
dreadnought powiedział/a
Ktoś kiedyś rzekł.że tylu bogów,ilu ludzi’a biorąc pod uwagę,że według rachunku prawdopodobieństwa wiele planet we wszechświecie może być zamieszkałymi,to…
Stentor powiedział/a
Droga Astromario,
Czytam z uwagą wszystkie Pani mini-eseje (chyba to będzie dobra nazwa). Wydaje mi się, że w słusznej krytyce struktur kościelnych oraz, rzecz jasna, fundamentalistów wszelkiej maści nie dostrzegamy ludzi uważających się za wierzących i realizujących w praktyce zasady wiary. Bo są też i tacy. Niespecjalnie zwracający uwagę na słowa z ambony. Tak jak Chrystus na pytanie, jakie jest najważniejsze przykazanie, odpowiedział, że należy z całych sił kochać Boga, a zaraz w następnej kolejności wymienił bliźniego, czyli po prostu – Człowieka. Pozostałym przykazaniom specjalnie wielkiej uwagi nie poświęcił, jako że wynikają one z dwu pierwszych. Dlatego też wydaje mi się, że robiąc użytek z mózgu i pomagając ludziom – wierzy się niejednokrotnie mocniej i szczerzej niż klepiąc przysłowiowe “zdrowaśki”. Ergo: żyjąc w zgodzie z sobą samym i z innymi, ciesząc się życiem – wierzymy, choćbyśmy uważali się za ateistów czy agnostyków. Cóż, jedni widzą tylko te niezbyt piękne strony życia, inni zaś – przeciwnie. Pozdrawiam!
astromaria powiedział/a
Dobre jest wszystko, co jest umiarkowane, bo umiarkowanie (jako zaprzeczenie skrajności, a więc fanatyzmu) nie wojuje i nie zwalcza. Jeśli ktoś wyznaje dowolną religię, kultywując w niej pierwiastek duchowy, na pewno nie będzie toczył wojny o jakieś dziwne ideologie wyssane z palca przez kapłanów. Podobnie ateista, który raczej nie sądzi, żeby bóg (bogowie) mogli istnieć nie musi od razu (jak np. Dawkins i jego naśladowcy) rozpętywać świętej wojny i tępić wszelkiej wiary. Każdy ma prawo wierzyć w co chce, nawet w krasnoludki, płaską ziemię, kreacjonizm czy nieistnienie Boga i dopóki nie narzuca tej wiary innym, wszystko jest OK. Różnorodność jest piękna. Gdybyśmy wszyscy byli tacy sami świat byłby baaaardzo nudny.
Joshuana powiedział/a
Jeśli chcesz bazować na tym co i jak ‘mówi’ Kościół, może Ci nie wystarczyć, jeszcze kilka razy po dwa tysiące lat, by dojść do kluczowych rozwiązań i wniosków. Bóg to przewidział i dlatego zesłał Ducha Świętego by uczył Cię poprawnych interpretacji. On się na tym zna i pomaga bardzo chętnie. Spróbuj, poproś Go, a przekonasz się, że wiedza to jeszcze nie Mądrość.
astromaria powiedział/a
Buddyzm mówi, że patrząc na świat nie widzisz świata, lecz wyłącznie swój własny umysł. I ten komentarz jest na to najlepszym dowodem.
Joshuana powiedział/a
Astromario droga, jeśli ten komentarz był odpowiedzią na mój komentarz, to ja bardzo proszę : więcej szczegółów , bo to dla mnie , chyba za mądre. Czego takiego nie dostrzegam w świecie i co złego jest w tym , że używam umysłu? Do mnie można w proste słowa, ja zrozumiem
astromaria powiedział/a
Twój komentarz świadczy o tym, że albo w ogóle nie przeczytałeś tego, co tu napisałam, albo – jeśli przeczytałeś – że nic nie zrozumiałeś. Znaczy to, że nie komentujesz mojej wypowiedzi, lecz projekcję własnego umysłu.
Na przykład jaki związek z moim tekstem ma to zdanie: “Jeśli chcesz bazować na tym co i jak ‘mówi’ Kościół, może Ci nie wystarczyć, jeszcze kilka razy po dwa tysiące lat, by dojść do kluczowych rozwiązań i wniosków”? Gdzie masz coś na ten temat w tym, lub jakimkolwiek innym moim tekście?
Albo to: “zesłał Ducha Świętego by uczył Cię poprawnych interpretacji”? Gdzie ty spotkałeś jakiego “Ducha Świętego”? Tego pojęcia nie ma w nauce, w buddyzmie, w hinduizmie, sufizmie, islamie ani w żadnej innej, znanej mi religii czy filozofii. Jest wyłącznie w katolickiej teologii. Skoro nie ma go nigdzie poza teologią, śmiem sądzić, że to twór całkowicie zmyślony, a więc nie istniejący. Skoro więc powołujesz się na niego, tworzysz projekcję tego, co masz w swoim umyśle, tego, w co wierzysz, bo ci to wmówiono. A to nie musi mieć nic wspólnego z realną rzeczywistością. Jak więc coś, co prawdopodobnie nie istnieje, ma mnie “uczyć poprawnych interpretacji”? Interpretacji czego i po co?
Jeśli coś jest prawdą, nie wymaga tworzenia żadnych interpretacji, bo prawda sama się broni. To chyba oczywiste, czyż nie?
I ostatnie zagadnienie: “co złego jest w tym , że używam umysłu”? Umysł płata figle. Umysł to bynajmniej nie jest coś czysto racjonalnego, obiektywnego i nieomylnego. Ludzki umysł ulega licznym złudzeniom, od prostych złudzeń optycznych (do których podałam linki z boku bloga) do złudzenia religijne i światopoglądowe. Rozejrzyj się dookoła, a zobaczysz, że na tym świecie istnieje niezliczona ilość filozofii, religii i kierunków politycznych. Dla każdego coś miłego. A ile tych religii i światopoglądów jest z całą pewnością właściwych? Każdy człowiek odpowie na to pytanie, że prawdziwy jest tylko jego światopogląd, a inne są pomyłką. Katolik jest pewien, że to on posiadł ostateczną prawdę. To samo twierdzi protestant. Ateista powołuje się na naukę i wierzy, że to on wie wszystko. Ty kolegujesz się z “Duchem Świętym” i on ci objawia prawdę. Tak działają umysły. A ja siedzę sobie z boku i pukam się w głowę, bo dla mnie wszystko to jest jakimś zbiorowym szaleństwem. Ja w tym nie uczestniczę.
astromaria powiedział/a
PS. Umysł płata jeszcze gorsze figle: np. tworzy halucynacje, zwane przez niektórych świętymi wizjami. Osoba ich doświadczająca je “widzi”, wiec dla niej są realne. Ale nikt stojący obok tych wizji nie doświadcza. Umysł to dziwna rzecz.
Joshuana powiedział/a
Zanim zdecydowałam się tu cokolwiek napisać, poczytałam sobie tę stronkę to tu , to tam i to co na samej górze – również. Uczciwie przyznaję, że to co na samej górze, z pewny poczuciem przytłoczenia, które zresztą znasz, bo też o nim tam piszesz.Ale ja nie o tym. W bardzo wielu kwestiach zgadzam się z Tobą, niemalże w 100 procentach.Uwierzyłam też w to co napisałaś o ścieraniu się poglądów i , mimo, że pogryzło mi się to z końcowym :’…zaneguj wszystkie swoje wierzenia i przekonania…’ pomyślałam : przedstawię swoje, może się do czegoś przydadzą? Ponadto pomyślałam : dobry przeciwnik podnosi poprzeczkę. Już tak nie myślę. Wkurzyłaś się i nakrzyczałaś a ja myślałam ,że tu nie jest tak jak w pierwszym zdaniu na górze.Liczyłam na poczucie humoru (stąd moja ikonka w poprzednim poście).No cóż – mylić się to rzecz ludzka. Przykro mi, że masz w sobie tak mało radości a tyle krytycyzmu .Chyba wiem skąd się to bierze, dlatego życzę Ci dużo pogody ducha(jak zwał tak zwał) zdrowia, szczęścia i pomyślności
.
astromaria powiedział/a
Jeśli to o duchu świętym było żartem, to bardzo abstrakcyjnym, wyrafinowanym i dla mnie niezrozumiałym. Trzeba było zaznaczyć, że to dowcip, a najlepiej napisać w którym miejscu należy się śmiać.
Skoro ja ci wytłumaczyłam, co miałam na myśli pisząc o umyśle, to teraz zrewanżuj mi się tym samym i wytłumacz mi łopatologicznie, co miałaś na myśli pisząc to, co napisałaś o Kościele i Duchu Świętym. Bo widocznie tępa jestem i nie zrozumiałam.
Joshuana powiedział/a
…i ,na dzień dzisiejszy, nie zrozumiesz
.Może kiedyś, czego Ci serdecznie życzę. Raz jeszcze wszystkiego najlepszego dla Ciebie i tych, których kochasz i nie kochasz. Tobie samej, zaś, życzę dodatkowo duuużo miłości
.
Eliszka powiedział/a
Joshuana, tyle ci powiem. Ręce opadają.
A może pomyliłeś/aś/ adres? Zmień blog, będzie ci lżej, jak mówiła moja ś.p. babcia.
Joshuana powiedział/a
Oczywiście Eliszko, papa .
A Tobie też życzę, j.w.
Ps.Dobrze, że znalazło się tu coś świętego – chociaż to tylko pamięć po Babci
Joshuana powiedział/a
Przepraszam, że się jeszcze tu plątam, ale, żeby było do końca uczciwie muszę Ci Astromario podziękować. Mówię zupełnie poważnie. Po przeczytaniu tego, co napisałaś o NLP, dotarło do mnie, że to coś dotyczy mnie tu i teraz.Czułam to instynktownie, ale nie potrafiłam nazwać po imieniu. Twój tekst mi to jasno uświadomił i , nie będę urywać, bardzo pomógł. Może mogłam przeczytać gdzieś indziej, ale przeczytałam właśnie tutaj, stąd moja wdzięczność dla Ciebie. Raz jeszcze dziękuję, szkoda, że nareszcie muszę już iść(
), farta życzę !
Eliszka powiedział/a
Oj, głupio mi, bo tak wyszło, jakbym wyprosiła gościa Astromarii. Nic mi do tego. przepraszam
Joshuana, nie bierz moich słów na poważnie. To nie mój pookój i nie moi goście.
Muszę sie nauczyć nie wścibiania nosa w nie swoje sprawy.
proszę o wybacznienie
Joshuana powiedział/a
Dobrej niedzieli Eliszko
yovanka powiedział/a
Zgadzam się z tym, że nikogo nie powinno się zmuszać do podporządkowania się “jedynie słusznej” opcji. Dyskusja katolika z racjonalistą czy religijnego z wierzącym nie ma większego sensu, jeśli co najmniej jedna ze stron nie jest otwarta na inne spojrzenie. Zazwyczaj obie strony mają chęć trzymania się swojej wersji i każdy myślący inaczej jest wrogiem:))
Joshuana chyba wpisała się z ironią (tak to odbieram), w imię wpisu kontra, jako próbka rozpoczęcia dyskusji w innym właśnie nastroju, jak na portalach katolików czy racjonalistów.
Mnie jej poglądy nie zaatakowały – wszak ma prawo tak to widzieć. Skoro tu głos zabrała, ciekawa była reakcji.
Katolikom polecam lekturę Ute Heinemann. Niekatolikom żyjącym w kraju, którym rządzi KK także.
A wszystkim odrzucającym światopoglądy fanatyków – mniej agresji:))
Tylko wówczas sami nie staniemy się fanatykami:))
astromaria powiedział/a
@ Joshuana: uwierz mi, że ja NAPRAWDĘ NIC Z TEGO NIE ROZUMIEM.
Nie wiem o co ci chodzi, serio! Czy jesteś katoliczką i o tym Duchu Świętym napisałaś na poważnie, czy to miał być jakiś dowcip, którego nie złapałam… no, naprawdę, zgubiłam się.
Wierzę w duchy, ale nie w święte, tylko takie zwykłe. Wolno mi chyba?
Odpowiedziałam ci merytorycznie, przedstawiając rzeczowe argumenty, a ty wpadłaś w jakiś amok, którego nie rozumiem. Jeśli uważasz, że Duch Święty istnieje, to napisz tu jakie argumenty za tym przemawiają. Jakie twoje osobiste przemyślenia utwierdziły cie w tym przekonaniu.
Obrażanie mnie nie dowodzi, że masz rację. A gadanie o miłości nie robi na mnie żadnego wrażenia: krowa, która dużo ryczy mało mleka daje. I to wiadomo nie od dziś.
Wybacz mi mój brak cierpliwości do różnych nawiedzonych. Wciąż jestem napastowana przez wyznawców różnych dziwnych światopoglądów, którzy zostawiają mi długie cytaty ze swoich świętych ksiąg, bo uważają, że ich święte księgi są nieomylne i że ich lektura na pewno mnie przekona. Nie przekona mnie, z całą pewnością. Nie dalej jak wczoraj na moim Chomiku w rozmowach znalazłam pół Starego Testamentu, z jakimś pomstowaniem na magów, wróżów i przepowiadaczy przyszłości z jelit zwierząt. Co ja mam z tym wspólnego? Czy ja muszę czytać wciąż te same bzdety? Ja nie muszę przyjmować wiary każdego, kto do mnie przyjdzie. Chyba że uważasz, że powinnam wstąpić do wszystkich religii i sekt świata.
Joshuana powiedział/a
Dzień dobry. Trochę to niekonsekwentne z mojej strony, że się tu jeszcze pałętam, ale niech tam…raz kozie śmierć (głupawe to powiedzenie, ale popularne). Zadałaś mi ,Astromario, trochę pytań i pomyślałam, że niegrzecznie byłoby nie odpowiedzieć. Otóż, wierzę Ci, że nie rozumiesz, że się zgubiłaś,że mówienie o miłości nie robi na Tobie wrażenia. Nie tylko wierzę. Znam ten stan i jeszcze pamiętam jego klimat. Niechętnie o nim myślę, bo kojarzy mi się z totalnym skostnieniem (wiesz, takie przemarznięcie do szpiku kości). Ale do rzeczy. Piszesz też, że wierzysz w duchy, ale takie zwykłe.I tu mam pytanie : jeśli wierzysz w zwykłe, to czym ryzykujesz wierząc, że jeden z nich może być doskonałym, czyli świętym a do tego chętnym do wszelakiej pomocy? I to, że brakuje Ci już cierpliwości do lgnących (wiem, że tak to działa) do Ciebie różnych nawiedzonych, mimo, że masz silną osobowość (tak gdzieś o sobie piszesz).Stąd ,ponownie, moja propozycja :poproś Ducha Świętego o pomoc w krótkim i skutecznym rozprawianiu się z tymi namolnymi nawiedzonymi(bo rozumiem, że to jedna z Twoich pierwszych potrzeb)a zobaczysz, że to działa i nie będziesz się musiała zamartwiać jak opędzić się od tych wszystkich religii i sekt świata, a wówczas będziesz miała swoje argumenty i nie będziesz potrzebowała cudzych.Życzę dobrego dnia:)
Ps.Ani raz nie było moją intencją obrazić Ciebie, ale jeśli tak poczułaś to przepraszam.
astromaria powiedział/a
@ Joshuana: wierzę Ci, że nie rozumiesz, że się zgubiłaś,że mówienie o miłości nie robi na Tobie wrażenia. Nie tylko wierzę. Znam ten stan i jeszcze pamiętam jego klimat – słowo “stół” nie jest stołem. Słowo “miłość” nie jest miłością. Nie rozgrzejesz zamarzającego mówiąc o ciepłym piecu i rumie. Nie nakarmisz głodnego opowiadając o chlebie, ani nawet o najwspanialszej uczcie. Z całą pewnością nie rozgrzejesz serca mówiąc o miłości. Cały świat gada jak najęty o miłości, ale nie tylko nikt jej nie “robi”, a wręcz przeciwnie: ze słowami miłości na ustach palono heretyków, a dziś morduje się innych, inaczej myślących. O miłości gadają najgorsi hipokryci. Ktoś, kto nie czuje miłości, ten o niej mówi.
Ludzie religijni mają miłość na ustach (a nierzadko na mieczach!), a powinni mieć ją w sercu.
jeśli wierzysz w zwykłe, to czym ryzykujesz wierząc, że jeden z nich może być doskonałym, czyli świętym a do tego chętnym do wszelakiej pomocy? – zwykłe duchy też podobno udzielają pomocy. Ja nie potrzebuję pośrednictwa duchów, nawet najświętszych, ponieważ ja pomoc czerpię bezpośrednio z samego Źródła. Niektórzy to Źródło nazywają “Bogiem”, ale ja unikam tego słowa, bo niektórym kojarzy się z osobowym dziadkiem w niebie.
Stąd ,ponownie, moja propozycja :poproś Ducha Świętego o pomoc w krótkim i skutecznym rozprawianiu się z tymi namolnymi nawiedzonymi(bo rozumiem, że to jedna z Twoich pierwszych potrzeb)a zobaczysz, że to działa i nie będziesz się musiała zamartwiać jak opędzić się od tych wszystkich religii i sekt świata, a wówczas będziesz miała swoje argumenty i nie będziesz potrzebowała cudzych. – poprosiłam o to już dawno Źródło i pomogło. Nie na 100%, ale przynajmniej na 75%. Nie narzekam. A co do argumentów: gdzieś używam cudzych? Czyich? To raczej misjonarze używają cudzych argumentów, powołując się na swoje księgi i tradycje. Ja myślę sama.
Joshuana powiedział/a
Czy mogłabym prosić Cię Astromario o Twoją własną, nie cytowaną, definicję miłości? Przyznam, że bardzo jestem jej ciekawa, co zdarza mi się nie często.Chyba czuję, że mogę z niej (tej definicji)coś dla siebie zaczerpnąć.Tak więc – bardzo proszę
Ps.Nie mówiłam, że używasz cudzych argumentów.Niepotrzebnie oberwało się tym misjonarzom.Mówiłam, że(tym sposobem) zamiast pytać o moje, możesz mieć własne.Ot, nieporozumienie.
Eliszka powiedział/a
kurcze, zaczynam żałować, że przeprosiłam grzecznie, bo gdyby został pierwszy, mój bardzo grzczny wpis..
pierwsza myśl najlepsza, pochodzi z tych jaśniejszych rejonów
Joshuana… miłośc odkształca przyszłośc… ale nie ta deklarowana, nawoływana, lecz ta bezinteresowna, cichutka wspomagająca dobrą, miarową pracę naszego serca…bo, to najwyższa forma uzdrowienia.
A ty denerwujesz i jątrzysz nawyłowywaniem do miłości, którą niby emanujesz i rozdajesz ją na prawo i lewo.
Słowa posiadają określoną wibrację i w zależności od tego, kto jest autorem słowa miłość, odbiera się tę wibrację, jako fałszywą lub prawdziwą. To zbyt ważne słowo, by można było manipulować nim i szastać bezkarnie. Jakoś ci też nie wierzę.
Dobre myśli i uczucia mają to do siebie, że nie ma potrzeby narzucania ich komukolwiek. One są łagodne i osobisto-intymne.
Nie czuje sie potrzeby eksponowania ich bez … potrzeby.
Doszłam, przyznaje po dość wyboistej drodze doświadczania rzeczywistości do wniosku, że każdy człowiek ma inny zestaw pytań, na które chce lub powinien znaleźć odpowiedź.
Jeżeli ufasz swojej nieomylności, zostań przy niej i daj badać i drązyć drugiemu człowiekowi na swój własny, wyjątkowy sposób.
Jesteś na blogu osoby wyjątkowej, o ukształtowanej osaobowości i światopoglądzie. Na twoim miejscu wzięłabym też to pod uwagę.
yovanka powiedział/a
Joshuana – ponieważ zabrałam głos nt Twoich poprzednich wpisów, pozwolę sobie uzupełnić, skoro kontynuujesz.
To nie jest strona kościoła katolickiego i nomenklatura religijna, której się trzymasz, nie ma tu racji bytu. Chcesz Duchem Świętym nawracać?:)))
Jeśli używasz tego określenia dla zabawy, to też nie jest to odpowiednie miejsce.
Najważniejsze w miłości to akceptacja innych, jeśli uważasz, że kochając musisz koniecznie objawić swoją prawdę wszystkim – to więcej w tym miłości do własnej osoby, jak do bliźnich. Też miłość, fakt, ale ze szczyptą pychy i dlatego trudno strawna:))
Jak Eliszka mądrze napisała – miłość to bardzo indywidualne odczucie.
Masz prawo kochać swoją jedyną prawdę bardziej od darzenia tym uczuciem ludzi.
Jeśli zaglądnęłaś tutaj, bo masz wątpliwości, to nie wydaje mi się, że jakakolwiek dyskusja je wyjaśni.
Mam wrażenie, że nie zdajesz sobie sprawy, że ludzie tu zaglądający mają wypracowany światopogląd ZANIM tu trafią i jest to dla nich wspaniałe miejsce rozwijania swej wiedzy we wcześniej obranym kierunku. Nikt Ci nie narzuca tej wiedzy, ale uszanuj ją, podobnie, jak inni szanują Twoją inność i na portale KK z kagankiem oświaty nie wskakują.
Czyli – poproś swojego Ducha Świętego o więcej miłości do bliźnich:)) On już będzie wiedział, nie wgłębiając się w semantykę słowa, czego Ci potrzeba.
astromaria powiedział/a
Joshuana – człowiek który nie czuje miłości gada o niej. Po tym poznaje się osobę nie umiejącą kochać. Kto nie ma miłości w sercu, ten ma ją na ustach. Rozumiesz? Przemyśl to sobie.
Nie jesteś pierwszą i zapewne nie ostatnią “misjonarką miłości”, która dokonała inwazji na ten blog. Byli tu przed tobą inni, równie upierdliwi, na przykład ten. Jeśli cię to interesuje użyj wyszukiwarki lub kliknij tag “nawracają mnie”.
Joshuana powiedział/a
Ok, kobity ! styka !, bo mnie zatopicie w tym waszym oceanie miłości !
.
Nie mam więcej pytań. Buziaczki
astromaria powiedział/a
Powiem bez owijania w bawełnę – twoja pycha, arogancja i niewyobrażalne wprost przekonanie o własnej nieskazitelnej doskonałości wprost poraża. Jak żyję nie spotkałam tak pysznej i zadufanej w sobie osoby.
Joshuana powiedział/a
Silnej psychicznie i nie dającej się zastraszyć, a to zasadnicza różnica. No cóż kiedyś musi być ten pierwszy raz. Mnie było miło.
astromaria powiedział/a
A do tego jesteś toksyczna jak dioksyna. To bardzo typowe dla osoby, która ma gębę pełną frazesów o miłości, a w sercu nosi głęboką pogardę dla innych.
Papa, Joshuano, baw się dobrze, byle jak najdalej od mojej piaskownicy.
Ramosz powiedział/a
Z innej beki (ale na temat religii): dzisiaj w programie I PR, przed godziną 9 gościem była pani prezes polskiego Towarzystwa Biblijnego. Gospodarzem programu był (znany z poczucia humoru) redaktor Wiesław Molak. Pani była oczywiście bardzo przekonująca, Biblia to, ewangelie tamto. I redaktor zadał znienacka istotne pytanie: “Skoro wiemy, że ewangelii było więcej niż cztery, to dlaczego akurat te cztery zostały wybrane”. Odpowiedź : “Ojcowie Kościoła najwyraźniej wiedzieli co robią”
astromaria powiedział/a
A pewnie, że wiedzieli! Przecież kierował nimi niejaki Duch Święty, a ten koleś nigdy się nie myli.
Joshuana powiedział/a
Astromario droga, zajrzałam sobie tutaj i…widzę, że mnie jeszcze pamiętasz
.Z tej wdzięczności mam do ciebie pytanie ( jeśli można ).Wspomniałaś gdzieś , że twoi zacni przodkowie nieśli na wieś kaganek oświaty. Uważam, że to bardzo szlachetne. Na pewno nie ja jedna tak myślę.Ci, do których poszli pewnie też nie posiadali się z radości. Na pewno wiesz coś na ten temat ( wszak to chlubna karta w historii rodziny ).Czy mogłabyś coś o tym napisać ? Myślę, że nie tylko ja poczytam z zainteresowaniem
Pozdrawiam serdecznie.
astromaria powiedział/a
To naprawdę takie ciekawe? Babcia nie opowiadała o tym zbyt wiele, więc o ich przedwojennej karierze wiem niewiele. Wiem, że często ich przenoszono do różnych miejscowości, gdzie potrzebni byli nauczyciele i wiem, że mieszkali przez jakiś czas w Zelowie, które było wtedy miastem zamieszkałym głównie przez Żydów, ale były tam też inne mniejszości, np. Czesi i Niemcy. (Pisałam o tym tutaj). Prowadzili tam polską szkołę. Kiedy byłam bardzo mała, tak mała, że nie mam wspomnień z tamtego okresu, dziadkowie mieszkali na wsi, w Górce Pabianickiej, w drewnianej chacie przydzielonej im jako służbowe mieszkanie, jako ekwipunek otrzymali krowę Nulkę, kilka owiec, króliki i kury oraz oczywiście szkołę, której kierownikiem był mój dziadek. Nawet nie wiem, ile lat tak żyli, bo już za mojej pamięci dziadek otrzymał nową ofertę pracy, w Pabianicach. Wtedy zaczęła się akcja “1000 szkół na Tysiąclecie”, a mój dziadek został “kierownikiem szkoły w budowie”. Dosłownie. Szkoła była tylko na papierze i trzeba było pilnować budowy. Pamiętam, jak jeździłam z dziadkiem na tę budowę i jak szkoła rosła, od fundamentów po dach. Potem nawet sama się w niej przez krótki czas uczyłam, ale to był epizod, bo na stałe mieszkaliśmy w Łodzi.
Wiem, że zaraz po wojnie dziadkowie prowadzili lekcje dla dorosłych analfabetów. I właściwie tylko to było naprawdę interesujące, bo starzy dziadkowie uczyli sie w tej samej klasie, co małe dzieci. Babci nie za bardzo się to podobało, ale takie były wtedy warunki. Dopiero wiele lat po wojnie dorosłych wyproszono ze szkół i zorganizowano dla nich osobne kursy.
Niestety, dziadkowie już od dawna nie żyją, więc nic więcej mi nie opowiedzą.
I co, takie ciekawe to było?
Joshuana powiedział/a
Astromaria napisała : ” I co, takie ciekawe to było? ”
Nie, zwyczajne
.Taka tam proza życia. Przyznam, że znam wiele bardziej pasjonujących historii i życiorysów ludzi, którzy ją tworzyli. Ale o tym, może przy następnej okazji ( jeśli się nadarzy
).
Nieżyjący dziadkowie, faktycznie, już nie powiedzą. Chyba, że pamięć o ich czynach gdzieś jeszcze żyje. W moim odczuciu twój dziadek był “swój chłop”.
Pozdrawiam.
Xagog powiedział/a
“(…)interesować się tzw. „okultyzmem””
Należałoby sprecyzować czym jest okultyzm,bo ja poprzez słowo okultyzm rozumiem wchodzenie w interakcję z demonami czy innymi,niezbyt przychylnie nastawionymi do ludzi duchami.Przy czym cięzko powiedzieć które są przychylnie naswtawione,bo człowiekiem łatwo zakręcić.
“(…)oglądać pewne filmy (i to nie tylko porno)”
Akurat z psychologicznego punktu widzenia pornografia nie jest niczym dobrym dla psychiki ludzkiej,napewno nie jest dobra dla męskiej jak pokazują wyniki różnych badań (wystarczy wyklikać w google,można zacząć od wikipedii,temat jest dośc obszerny).
Medytacja-ciężko jest bez kogoś doświadczonego nad nami,można się naprawdę poślizgnąć,co ma związek z przemianami jakie zachodzą w umyśle i psychice medytującego.Ale to oczywiście nie oznacza że nie wolno kategorycznie.Zresztą istnieją różne rodzaje medytacji.
Ech,do czego zmierzam?Przestańcie w końcu prowadzić wojnę na WYZWISKA!Bądźcie ciągle uważni,i odłóżcie emocje na bok bo to do niczego dobrego nie prowadzi.Nauczcie się dążyć do zrozumienia innych,dlaczego tak postępują a nie inaczej.Co sprawia że mówią to i tamto.Nawet jeśli już musimy sobie wzajemnie wytknąć pychę,róbmy to dla dobra rozmówcy,a nie po to żeby połechtać własne ego,w dodatku w sposób który tylko wywoła gniew z drugiej strony.Sobie się przede wszystkim przyjrzyjcie i szczerze odpowiedzcie sobie na pytanie:”Jakie naprawdę są moje intencje?Co naprawdę chcę osiągnąć mówiąc to i tamto w taki i taki sposób?Co czuję kiedy to robię i dlaczego?”
Ale żeby poznać innych,przede wszystkim poznajcie samych siebie,wtedy częściowo poznacie też innych.Tak,wiem,niejeden powie teraz:”przecież znam siebie dobrze!”.Tylko czy aby na pewno?
Wszędzie dookoła widze tego typu sytuacje,emocje dosłownie unoszą się w powietrzu,ego ma zbyt dużo do powiedzenia.Przyjżyjcie się sobie samym najpierw.I żeby było sprawiedliwie-to samo tyczy się i mnie.
astromaria powiedział/a
Ja ci powiem, kto ma przestać i co ma przestać – przestań zaśmiecać mi bloga swoimi urojeniami i przestań mnie pouczać. Jak ci się tu nie podoba, to się stąd zabieraj i przestań zwracać się do mnie per “wy” – już raz wyraźnie o to prosiłam. Jasne? Jeszcze jeden taki furiacki komentarz, a dostaniesz bana!
Xagog powiedział/a
Jaki furiacki komentarz?Ja po prostu wypowiedziałem swoje zdanie i tyle,przy czym podałem kilka argumentów.Od tego chyba jest opcja wstawiania komentarzy?Bo w przeciwnym razie po co tu ona?Mój komentarz wcale nie był nacechowany jakimiś negatywnymi emocjami,trafiłem tu przez przypadek,przeczytałem i wopowiedziałem się,proste.Trochę samokrytyki.Piszesz coś na jakiś temat,więc licz się z tym,że prędzej czy później pojawi się ktoś kto będzie miał odmienne zdanie na dany temat,a w związku z tym licz się z ew dyskusją.A dyskusja z Tobą wygląda tak,że od razu wytykasz komuś głupotę i mówisz że zaśmieca.
No ale skoro moje komentarze są zaśmiecaniem,mimo że nie ma w nich obleg-w porządku.Jednak Twoje zachowanie świadczy o Tobie samej,bo ja nie wszedłem tu po to ze swoimi opiniami żeby toczyć z kimś wojnę-szukałem dialogu.
Pozdrawiam
astromaria powiedział/a
No to podyskutujmy merytorycznie, proszę bardzo, oto pierwsza “powalająca” mądrością twoja wypowiedź:
Dobrze, że napisałeś “ja poprzez słowo okultyzm rozumiem”. To od razu ustawia dyskusję na torach twoich subiektywnych przekonań i to jest uczciwe o tyle, że nie stawiasz tu jakichś obiektywnych i jedynie słusznych stwierdzeń. Ale z drugiej strony, gdybyś znał treść moich tekstów na ten temat, to byś wiedział, że słowa okultyzm nie używam. A co myślę o demonach mogłeś sobie przeczytać w zakładce O mnie. Gdybyś przeczytał, to byś wiedział.
Dalej piszesz nie wiadomo o czym i po co:
Gdzie widzisz tu artykuł na temat pornografii? Po co mnie pouczasz w tej kwestii, skoro mój tekst w ogóle tego tematu nie dotyczy? Masz jakieś problemy z pornografią, że wszędzie ją widzisz? OK, to twój problem, a nie mój. Jeśli komentujesz mój tekst, to pisz o tym, co w nim jest, a nie o swoich osobistych kompleksach i problemach.
I dalej walisz jak bokser (nie wiadomo do kogo w ogóle):
Gdzie ty tu widzisz wyzwiska? Mamusia ci wyzywała i nie poradziłeś sobie z tym problemem? Jeśli tak, to poddaj się psychoterapii, zamiast wylewać swoje żale zupełnie nie na temat w cudzym blogu.
Ten blog nie zajmuje się analizowaniem stanów duchowych ludzi błądzących. Nie jest moim zadaniem próba zrozumienia, dlaczego żyją pogrążeni w iluzji. Mnie to nie obchodzi.
JA W TYM BLOGU LUDZI BUDZĘ Z ILUZJI.
Skoro ich budzę, to nie będę ich usypiać bajaniem, że ich rozumiem. Ja ich nie rozumiem. Nie rozumiem, dlaczego ludzie żyją jak lunatycy. Ale przyznaję im pełne prawo do tego. Jak chcą, to niech śpią. Nie moja sprawa.
Prawda jest taka, że TEN BLOG LUDZI BUDZI, A NIE USYPIA!
Jeśli chcesz spać, to idź gdzie indziej. I nie mów mi o czym i jak mam pisać, bo sama wiem o co mi chodzi.
A teraz życzę ci miłego spania. We własnym domu.
Xagog powiedział/a
“Należałoby sprecyzować czym jest okultyzm,bo ja poprzez słowo okultyzm rozumiem wchodzenie w interakcję z demonami czy innymi,niezbyt przychylnie nastawionymi do ludzi duchami.”
Dobrze, że napisałeś “ja poprzez słowo okultyzm rozumiem”. To od razu ustawia dyskusję na torach twoich subiektywnych przekonań i to jest uczciwe o tyle, że nie stawiasz tu jakichś obiektywnych i jedynie słusznych stwierdzeń. Ale z drugiej strony, gdybyś znał treść moich tekstów na ten temat, to byś wiedział, że słowa okultyzm nie używam. A co myślę o demonach mogłeś sobie przeczytać w zakładce O mnie. Gdybyś przeczytał, to byś wiedział.
Napisałem tak,żeby zaznaczyć,że to moja opinia.Poza tym nie czytałem całego bloga,bo trudno o to biorąc pod uwagę ilość informacji jaka do człowieka napływa kiedy sobie surfuje po internecie,a tak właśnie tu trafiłem.Okultyzm to szerokie pojęcie,tak samo jak i magia czy ezoteryka,po prostu pozwoliłem sobie to zauważyć.
Dalej piszesz nie wiadomo o czym i po co:
“(…)oglądać pewne filmy (i to nie tylko porno)”
Akurat z psychologicznego punktu widzenia pornografia nie jest niczym dobrym dla psychiki ludzkiej,napewno nie jest dobra dla męskiej jak pokazują wyniki różnych badań (wystarczy wyklikać w google,można zacząć od wikipedii,temat jest dośc obszerny).
Gdzie widzisz tu artykuł na temat pornografii?
Nie chodzi o artykuł,ale pojedyńczą wypowiedź,której komentarz to jest.Akurat nie lubię pornografii,razi mnie to że jest taka powszechna bo nie ma najlepszego wpływu na człowieka i jego psychikę,tworzy głupie wzorce myślowe.Chodziło mi o to,że w moim odczuciu to zabrzmiało jak coś,co ma ścisły związek z mentalnością katolicką w ogóle- zabranianie komuś pornografii(m.in),jednak bez wytłumaczenia dlaczego,co wg mnie banalizuje temat i spłyca go.Tak,komentowałem Twój teksty i napisałem o tym co w nim jest – po prostu rozwinąłem trochę wątek i tyle.
“Przestańcie w końcu prowadzić wojnę na WYZWISKA!”
“Gdzie ty tu widzisz wyzwiska? Mamusia ci wyzywała i nie poradziłeś sobie z tym problemem? Jeśli tak, to poddaj się psychoterapii, zamiast wylewać swoje żale zupełnie nie na temat w cudzym blogu.”
A jechanie po mojej mamusi i jakieś insynuacje to co?Życzenia szczęścia?Chodziło mi o komentarze na Twoim blogu w ogóle,kiedy pisałem o wyzwiskach,bo zamiast dyskutować jedziecie po sobie,choćby w sposób podobny do tego co zacytowałem,a jaki to ma sens skoro ucina dyskusję?Takie strzykanie na siebie jadem zamiast rozmowy i argumentów.
“Ten blog nie zajmuje się analizowaniem stanów duchowych ludzi błądzących. Nie jest moim zadaniem próba zrozumienia, dlaczego żyją pogrążeni w iluzji. Mnie to nie obchodzi.”
No dobra,nie żebym się czepiał,ale cięzko wyobrazić mi sobie analizę czegoś\kogoś bez poznawania (próby zrozumienia) tej rzeczy bądź osoby,skoro analiza jest sama w sobie procesem poznawczym.Chodziło mi o to,że nie próbujesz rozumieć motywów kogoś kto coś tam napisał w komentarzu,a co odbiega od Twojego światopoglądu,tylko od razu riposta następuje.Niby nie mój blog i nie moja sprawa,ale nie przeszkadza mi to we wtrąceniu kilku zdań,tym bardziej że jest taka opcja i z czymś się nie zgadzam.Chcesz budzić ludzi – rozumiem i uważam to za szlachetne,bo widzę że całe masy śpią i nie wiedzą tego co dzieje się na ziemi – ale po co to robisz?Dla siebie samej,czy dla ludzi właśnie?Bo jeśli dla nich,to po co te riposty zamiast dyskusji?Po co emocje?
“Skoro ich budzę, to nie będę ich usypiać bajaniem, że ich rozumiem. Ja ich nie rozumiem.”
I odbieram to tak,że nie próbujesz ich zrozumieć.Mnie osobiście żal ludzi którzy śpią mentalnie i duchowo,ale to kwestia wrażliwości.Chodzi mi o to,że nie ma sensu komuś pomagać bez odrobiny psychologicznego zrozumienia,prób zrozumienia.
“Jeśli chcesz spać, to idź gdzie indziej. I nie mów mi o czym i jak mam pisać, bo sama wiem o co mi chodzi.”
Nie powiem że nie śpię,bo to jak z mówieniem “nigdy”.Jedyne co mogę zrobić to pozostać czujnym i uważać na to,żeby nie skończyć jak bydło z implantem w ciele,jeśli wiesz co mam na myśli.
W porządku,fajnie że masz bloga,że są na nim linki do materiałów o kodeksie żywnościowym,wykładów dr Rath’a itp.bo to rzeczy o których ludzi trzeba informować i wierz mi,wiem co to znaczy być wyszydzanym kiedy mówi się ludziom o teoriach spiskowych.Ale skoro piszesz,zajmujesz takie a nie inne stanowisko w danej kwestii i pojawiają się ludzie którzy się z czymś niezgadzają,to bądź gotowa na dyskusje-bo inaczej jak chcesz ich budzić?
“A teraz życzę ci miłego spania. We własnym domu.”
Ja Tobie życzę po prostu powodzenia i wszystkiego dobrego.
astromaria powiedział/a
W tym blogu ani w komentarzach nie ma żadnych wyzwisk ani strzykania jadem – wszystkie agresywne, napastliwe i personalne komentarze są natychmiast kasowane.
W tym blogu nie zajmuję się pornografią – nigdzie nie piszę na ten temat, ani w sensie pozytywnym ani negatywnym, więc nie widzę powodu, żebyś mnie pouczał o jej szkodliwości lub wysyłał po więcej wiedzy na ten temat do Wikipedii i Googla. Nie ma żadnego powodu, żeby ktokolwiek pisał w tym blogu jakiekolwiek komentarze na ten temat. Tego tematu tu w ogóle nie ma i nie będzie – jasne?
Nie zajmuję się również okultyzmem, ani w sensie uprawiania go, ani analizowania. Bajki o demonach możesz opowiadać na forach dyskusyjnych dla ogłupionych religijnie, tam będą ci za to bili brawo, ale nie u mnie.
Xagog powiedział/a
“Bajki o demonach możesz opowiadać na forach dyskusyjnych dla ogłupionych religijnie, tam będą ci za to bili brawo, ale nie u mnie.”
No i znowu po mnie jedziesz.Sugerujesz że jestem ogłupiony religijnie?
Zarzucasz mnie arogancję,a tak samo arogancka jesteś.
Poza tym,skoro piszę gdzieś komenta,to liczę na to że poza właścicielem bloga przeczyta go ktoś jeszcze,dlatego wnoszę dodatkowe informacje na temat rzeczy które występują w tekście.Z tą pornografią wytłumaczyłem wyżej o co mi chodziło.
astromaria powiedział/a
Strzyżono-golono. Nie rozumiesz co piszę? Nie oświecaj mnie w kwestii pornografii, bo to nie jest tematyka tego bloga. Nie pisz tu o demonach, bo to jest prawda wyłącznie dla forów katolickich. I to wszystko.
Integralny powiedział/a
Zapraszam do odwiedzenia mojego bloga i opisania go u siebie
astromaria powiedział/a
Przyjrzę się. Jak się wyśpię.
Integralny powiedział/a
Cieszę się i czekam na Twoją opinię. Zapraszam również do zabrania głosu w dyskusji na temat teorii ewolucji w dzisiejszej notce http://psychika.net/2009/10/dlaczego-chopakom-podobaja-sie-seksowne.html
sveritas powiedział/a
Zgadzam się z Tobą ale nie zupełnie. Pisząc:
Można wierzyć w religię, można też w „rozum”. I jedna i druga WIARA jest równie niebezpieczna.
przechodzisz ze skrajności w skrajność. Nie wszystkie blogi grożą ogniem peikielnym ani też nie wyszystkie narzucają swoje przekonania. Sam tworzę bloga o tematyce głównie ateistycznej ale nie zasługuję na miano “usiłującego wmówić komuś swoje przekonania”. To proste i banalne… tworzę bloga o moich poglądach ale kieruję je do innych ateistów. Nie wyszydzam i nie przekonuję żeby ktoś przestał wierzyć i stanął po stronie ateizmu. Nie wszyscy ateiści są tacy po*u***eni! Wyjaśniłem wszystko dokładniej na FAQ http://sveritas.wordpress.com/faq/
A ja pytam: jakim prawem ktokolwiek uzurpuje sobie prawo do narzucania mi, w co mam wierzyć, co myśleć, jak urządzić mieszkanie, co jeść i czym się leczyć?
Nie narzucam niczego. Szanuję zdanie ludzi którzy swoimi zdrowymi działaniami nie wyrządzają nikomu krzywdy. Jako ateista staram się walczyć z dyskryminowaniem mniejszości jak też zmuszaniem innych do religii…
astromaria powiedział/a
No bardzo się cieszę, czyżbym wreszcie spotkała przynajmniej jednego ateistę, który nie zionie nienawiścią do wszystkiego, co odmienne? Zaraz poczytam sobie co piszesz i jeśli to prawda co tu napisałeś, będę cię gorąco promować jako wzór do naśladowania. Moi rodzice byli ateistami i też nie byli krwiożerczy, ich nie interesowało wcale, w co wierzą inni ludzie. Czasem tylko sobie żartowali z niektórych co bardziej oszołomionych wyznawców.
Eliszka powiedział/a
Zdeklarowany ateista, który szanuje i przestrzega zasad stworzenia/ dla mnie tożsame z prawami boskimi/ podlega takim samym kryteriom, jest po prostu uczciwym, dobrym, wartościowym człowiekiem.
Znam takich ludzi i szanuję choć dla mnie duchowość jest ważną sferą doświadczania i pomaga mi odnaleźć sens życia, samorozwoju, spełnienia.
Wydaje mi się, że materialiści mają trudniejszy punkt odniesienia,a właściwie jego brak, ale wybory są sprawą indywidualną i nikomu nic do tego.