Moje credo
Pierwsze moje credo powstało na potrzeby mojej strony Gabinet Astropsychologii, ponieważ nieustająco byłam (a właściwe wciąż jestem) nękana przez palących się do nawracania mnie na chrześcijaństwo misjonarzy i innych nadgorliwych krzyżowców.
Co ciekawe, równie agresywni, napastliwi i żarliwi w swoich misjonarskich zapędach okazali się „racjonaliści”, którzy rzucili się na mnie z zapałem godnym świętej inkwizycji, wprost paląc się do tego, by upiec mnie na stosie dla heretyków, głoszących teorie niezgodne z materialistyczną ortodoksją! Najwyraźniej dopuściłam się tu obrazy ich uczuć ateistycznych, lol.
Szanowny sceptyku-racjonalisto!
Spróbuj sobie wyobrazić, tak czysto teoretycznie, że żyjesz w społeczeństwie daltonistów. Wyobraź sobie następnie, że jesteś jednym z nielicznych szczęściarzy, którym „przypadkowy skok ewolucyjny” umożliwił widzenie kolorów. Cieszysz się, prawda? A ja cię zmartwię – nic dobrego z tego dla ciebie nie wyniknie, bo prawda jest taka, że inni cię nigdy, przenigdy nie zrozumieją. Jeśli im powiesz, że widzisz czerwone wiśnie i zielone liście, uznają cię za kłamcę. Jeśli będziesz się przy swoim upierał, spuszczą ci łomot. A jeśli nie spokorniejesz i dalej będziesz się upierał przy zmyślaniu tych ohydnych bajek, wyszydzą cię, wsadzą cię do wariatkowa, a w końcu upieką cię na stosie.
To, że jesteś ślepy na kolory, nie znaczy, że inni ich nie widzą. To, że nie masz zmysłu umożliwiającego ci widzenie i rozumienie tego, czym zajmuje się ezoteryka, nie upoważnia cię do wyśmiewania i prześladowania tych, którzy te zmysły posiadają.
To nie ezoterycy są upośledzeni. To wy, materialistyczni „racjonaliści”, jesteście daltonistami – duchowymi. I dlatego powinniście nauczyć się pokory.
———–
Moje credo (nowa wersja)
Jestem NIEWIERZĄCA.
Generalnie i totalnie.
Moja niewiara obejmuje wszystkie religie, New Age, naukę, racjonalizm, ateizm, darwinizm, kreacjonizm, sceptycyzm, feminizm, politykę, demokrację, światopogląd prawicowy, lewicowy, liberalny i każdy inny, …………………… (tu możecie sobie wpisać wszystko to, co zapomniałam wymienić).
Nie wierzę w te wszystkie rzeczy, ale też niczego generalnie nie odrzucam. Jestem za, a nawet przeciw, więc zapoznaję się z zainteresowaniem ze wszystkimi możliwymi opcjami światopoglądowymi i wybieram z nich dla siebie wyłącznie to, co mi pasuje. A to, co mi nie pasuje wyrzucam, bo nie jest mi to potrzebne. Nie zamierzam obciążać się żadnym ideowym balastem: czarnym, białym, prawym, lewym, …….., itp., ponieważ prawda i tak zawsze leży nie na prawo i nie na lewo, lecz pośrodku.
Katolicyzm zdejmuje z ludzi całą odpowiedzialność za rozwój osobisty i zamiast tego każe im wierzyć w „zbawienie”, które rzekomo zagwarantował im Jezus, pozwalając się zamordować na krzyżu. Większej bzdury nie można wymyślić, naprawdę, to się wprost w głowie nie mieści.
Nikt ani nic Cię nie zbawi.
„Zbawić się” (cokolwiek to słowo znaczy) możesz wyłącznie ty sam/a, ale to wymaga świadomości i ciężkiej pracy nad sobą. Nikt Cię w tej pracy nie wyręczy, nie licz na to, że pójdzie gładko i bez bólu.
Wiara w „zbawienie” potrzebna jest „Systemowi” po to, żeby ludzie nie pracowali nad sobą, nie rozwijali się i nie starali się być lepsi. Mówiąc wprost, chodzi o to, żeby każdy żył w przekonaniu, że jest świetny taki, jakim go (rzekomo) Bóg stworzył i że nie musi się starać być lepszy. Bo po co się starać, skoro „zbawienie” należy się za samą wiarę, a nie za uczynki. Taka postawa powoduje, że w społeczeństwie nie ma miłości, zrozumienia ani chęci współpracy. To wszystko jest niepotrzebne, bo i tak będziemy zbawieni. Przez wiarę. Amen!
Co jeszcze gorsze, wiara w „zbawienie” sprawia, że człowiek staje się infantylny i do końca życia zachowuje się jak nieodpowiedzialne dziecko, które czeka, aż zjawi się Duży Tatuś i je uratuje. Po co się starać, skoro Tatuś i tak przyjdzie i wyciągnie z każdych tarapatów? Czy człowiek wierzący w takie cuda może stać się świadomy i dorosły? Nigdy!
Jest rzeczą oczywistą, że wiara jest ślepa i że pozbawia rozumu. Jeśli jednak przystałeś do klanu „racjonalistów” wcale nie postępujesz racjonalnie, ponieważ przyjmując ich światopogląd również kierujesz się wiarą, która jest tak samo ślepa, jak religijna (oni wierzą w Boga, a ty wierzysz w nieistnienie Boga i/lub w ludzki rozum – i jedno i drugie to również wiara). Jeśli wierzysz komuś, kto ci mówi, co masz myśleć, NIE JESTEŚ racjonalistą, lecz WYZNAWCĄ.
„Racjonalizm” w rzeczywistości nie ma nic wspólnego z rozumem, co odkryłbyś szybko, gdybyś rzeczywiście posługiwał się rozumem. To ogłupiająca ideologia, stworzona specjalnie po to, żeby łapać w sidła tych ludzi, którzy wyzwolili się ze zniewolenia religijnego. Człowiek nie ma prawa być wolny. Człowiek musi być zniewolony i nieświadomy własnej mocy oraz potencjału.
Żadna władza, ani religijna, ani świecka, nie potrzebuje ludzi przebudzonych, samodzielnie myślących i wolnych. Takimi ludźmi nie da się rządzić. „System” potrzebuje bezwolnych baranów i dlatego zastawia na ludzi 2 pułapki: religijną i ateistyczną. Jedna i druga ma za zadanie nie tylko ogłupianie, ale co jeszcze ważniejsze (i groźniejsze) – antagonizowanie ludzi. Katolicy muszą zionąć nienawiścią do „bezbożnych” i „niemoralnych” ateistów, a ateiści do „bezmyślnych” i „zabobonnych” katolików. [Nawiasem mówiąc od obu tych grup dostaję maile. Katolicy wyzywają mi od niemoralnych ateistów, a ateiści od głupich moherowych beretów - jedni i drudzy reprezentują ten sam brak kultury i ten sam poziom duchowy].
Jeśli nie wierzysz, zajrzyj na dowolny portal, reprezentujący przekonania przeciwne niż twoje i ujawnij się z nimi. Sam się przekonasz, z jaką nienawiścią cię tam przywitają.
Jeśli chcesz być naprawdę wolny musisz porzucić wszystkie gotowe światopoglądy, którymi mami Cię System. Występując z obozu, do którego należałeś wcześniej i nie przechodząc do przeciwnego, lecz stając w neutralnym punkcie automatycznie przestajesz mieć przeciwników.
Ale wtedy Ty stajesz się zagrożeniem dla obu zwykle wrogich sobie stad i oba zaczną na ciebie polować. Jednak nie obawiaj się, dopóki się nie poddasz lękowi, nic Ci nie zrobią. Pokonać Cię może tylko lęk – Twój własny. To on jest Twoim największym (i jedynym) wrogiem.
Jako lekturę wyjaśniającą dokładniej wiele poruszonych tu kwestii polecam moje Mapy świadomości (wciąż w fazie tworzenia).
Kwestia Boga
Zdecydowana większość ludzi utożsamia wiarę w nauczanie Kościoła z wiarą w Boga. Mało tego! Niektórzy utożsamiają nawet sam Kościół z Bogiem! Mądrzy czy głupi, wierzący czy ateiści, wszyscy popełniają ten sam niedorzeczny błąd logiczny: odejście z Kościoła uznają za odejście od Boga. Katolik który zaczyna widzieć oszustwo religii i nieuczciwość kleru dochodzi do pokrętnego wniosku, że to Bóg go rozczarował i z hukiem staje się ateistą. Natomiast ateista, który widzi, że ateizm jest ścieżką prowadzącą donikąd nawraca się na… katolicyzm lub wstępuje do innej sekty biblijnej i przyjmuje chrzest. Ludzie w ogóle nie widzą możliwości wiary w Boga w oderwaniu od religii i instytucji Kościoła. Nie widzą niczego poza skrajnościami, nie potrafią stanąć w neutralnym punkcie, więc nie są zdolni do dostrzeżenia obiektywnej prawdy. Zamiast wybierać między religią a ateizmem można przecież przyjąć założenie, że istnieje (jakkolwiek pojmowana) duchowa Siła Wyższa. Takie założenie uwalnia od obowiązku wiary w religijne dogmaty i mity i w niczym nie ogranicza.
Odrzucając wiarę w biblijnego, osobowego, patriarchalnego i mściwego Boga-Ojca wcale nie musisz odrzucać wiary w możliwość istnienia Boga. Takiego prawdziwego. To, co chrześcijaństwo uznaje za boga w żadnym razie Bogiem być nie może, ponieważ byt ten nie posiada żadnych atrybutów boskości i doskonałości. Jest on na wskroś ludzki, a więc raczej stworzony na ludzki obraz i podobieństwo. A przecież rzekomo było odwrotnie.
Bóg jest niepojętą Siłą Stwórczą, Kosmiczną Inteligencją, która stoi u podstaw wszelkiego stworzenia. Każdy Wielki Projekt musi mieć Inteligentnego Projektanta, ale Projektant ten bynajmniej nie musi być srogim dziadkiem z siwą brodą majstrującym coś z niczego w Edenie. Posłuchajcie, co o tym biblijnym “bogu” mówi Robert Anton Wilson, może to da wam do myślenia:
Kamieniem milowym na mojej drodze wyzwalania się z ateizmu stała się książka Raimunda Moody „Życie po życiu”. Nie miałam pojęcia o tym, co dzieje się z ludźmi w stanie śmierci klinicznej i być może miałabym trudności z uwierzeniem w to, gdyby autorem książki nie był lekarz. I gdyby nie przedstawił tam kilku naprawdę przekonujących dowodów. To był dla mnie bardzo pozytywny szok.
Przeczytaj też mój tekst pt. „Wiara”.
Gorąco polecam zapoznanie się z FAQ bloga Rozwój i Świadomość. Autorka bloga wyjaśnia w nim różne pojęcia związane z rozwojem duchowym, bardzo wartościowa i poszerzająca rozumienie lektura!
W co jeszcze nie wierzę?
Nie wierzę w szopkę z globalnym ociepleniem (dawniej nie wierzyłam również w dziurę ozonową – jak widać słusznie!) i uważam ją za spisek cwaniaków, którzy chcą się nieuczciwie wzbogacić na handlu nieszkodliwym dla środowiska (a nawet pożytecznym, bo stymulującym wzrost roślin) dwutlenkiem węgla. Jeśli chcesz wiedzieć dlaczego tak myślę obejrzyj te filmy (linki do playlist):
The Great Global Warming Swindle (PL)
Nie uwierzyłam również (jak widać słusznie!) w pandemię świńskiej grypy, bo było dla mnie od początku oczywiste, że kryje się za tym spisek cynicznych cwaniaków z koncernów farmaceutycznych, chcących się wzbogacić kosztem ludzkiego zdrowia. Dziś jest to udowodnione, ale jeszcze niedawno „racjonalistyczni” (pożal się Boże, co to za „racjonalizm”) blogerzy (a w rzeczywistości wynajęci i opłaceni zawodowi kłamcy) z „naukowym” zacięciem przekonywali wszystkich, że to bardzo groźna odmiana grypy i że KONIECZNIE trzeba się zaszczepić. W czasie kiedy pisałam te słowa media jazgotały jak opętane, strasząc śmiercią w męczarniach każdego, kto się nie zaszczepi i wiele osób w to uwierzyło. Widziałam na blipie rozpaczliwe pytania „gdzie mogę kupić szczepionkę za dowolną sumę pieniędzy”. Teraz te same media (TVN!!!) głoszą coś wręcz przeciwnego niż parę miesięcy temu.
Czy po tej lekcji dalej będziecie dalej wierzyć mediom we wszystko, co Wam powiedzą???















toze powiedział/a
Postanowiłem jeden wolny dzień poświęcić na czytanie Pani stron.
Nigdy nie uważałem się za intelektualistę, za człowieka obdarzonego wysoką inteligencją, ponieważ zawsze byłem postrzegany jako ten gorszy( mam na myśli swoją rodzinę), bo nie poszedłem do tej szkoły co trzeba, bo inni robią tak a nie inaczej, bo zmierzam w zupełnie innym kierunku. Z czasem zacząłem traktować się jak coś gorszego, coś co nie powinno należeć do rasy ludzkiej, jak można być kimś skoro nie jest się akceptowanym nawet przez swoją rodzinę? Zawsze inaczej postrzegałem rzeczywistość, odkąd sięgam pamięcią zawsze inaczej. Doszło nawet do tego, że w trosce o moje zdrowie psychiczne moja ukochana mama wysłała nmie najpierw do psychologa, później do psychiatry i… nic się nie zmieniło.Lekarze nie byli w satnie mi pomóc, doktorzy równierz. Tyle tylko, że nie potrzebowałem tej pomocy, nie takiej.
Patrząc z perspektywy, byłem inny ponieważ zawsze kierowałem się intuicją, własną – choć czasami błędną – logiką, bo zawsze byłem ciekawy nie tylko tego co jest za kurtyną, ale też co ją podtrzymuje, dokąd sięga i dlaczego istnieje. W swój własny analityczny sposób odkrywam świat i choć nadal czuję, że widzę go inaczej, nie przeszkadza mi to, bo nie jestem sam. Jestem świadomy własnych ograniczeń, jak równierz tego, że sposób w jaki piszę może być niezrozumiały dla innych, niestety nie z powodu wysokiego IQ, bo takiego nie posiadam, posiadam za to pierwiastek chaosu, który powoduje to, że w sposób dosyć dziwny przeskakuję z tematu na temat próbując zachować logiczną całość i w między czasie wplatając
w zrozumiałe słowa skróty myślowe – dla mnie tak oczywiste.
Nie porównuję Pani do mnie ani siebie do Pani, myślę raczej, że mamy podobny
cel; poszukiwanie.
astromaria powiedział/a
To jest “normalny” scenariusz w przypadku tzw. dzieci indygo i ludzi, których uznano za chorych na ADHD. Dla “normalnego” człowieka każdy, kto nie jest taki sam jak cała masa musi być wariatem albo głupkiem. A tak naprawdę to często ci “normalni” są nienormalni, bo ograniczeni. Spotkałam się z przypadkami, kiedy fakt, że ktoś przestał chodzić do kościoła został uznany przez rodzinę za dowód na jego chorobę psychiczną.
IQ nie świadczy o niczym. To tylko umiejętność rozwiązywania zagadek logicznych. Ludzie z wysokim IQ wcale niekoniecznie dochodzą do życiowych sukcesów i wcale nie muszą odznaczać się dużą mądrością. Jak to ktoś mądry powiedział “nie wystarczy dużo wiedzieć, żeby być mądrym”.
toze powiedział/a
Proszę się nie martwić, nie jestem niebezpieczny i chociaż mam subtelność dynamitu, moje intencje są pokojowe.
Dosyć ostrożna, raczej chłodna opinia człowieka, który ” znowu musi odpisywać jakiemuś facetowi z syndromem ( przerost ambicji nad możliwościami ).
Może się mylę, ale tak to odebrałem.
Lubię się angażować ( w granicach rozsądku ), co można czasem odebrać jako spoufalanie się, jeżeli tak się stało, to przepraszam.
Właśnie przeczytałem “Wiarę”, faktycznie Moherowe berety są prawdziwym utrapieniem, ale nie o tym chciałem napisać.
Moja córka chodzi do trzeciej klasy szkoły podstawowej, wśród różnych przedmiotów jest oczywiście religia, na której katechetka ( brak dużej litery oznacza brak szacunku )wymusza na dzieciach pewne zachowania dotyczące – jak to określiła – wiary. Dzieci muszą chodzić do kościoła, muszą uczestniczyć w różnych spotkaniach i zajęciach, rekolekcje , nabożeństwa itp. jeżeli nie to; pierwszą karą jest nagana na czele klasy, co ja odbieram jako poniżenie, kolejną obniżenie ocen, nie wspomnę już o grzechu śmiertelnym, ale – i skłoniło mnie to do szybkiej interwencji – problemy z przejściem do następnej klasy.
Nigdy, przenigdy nie będę zmuszał mojego dziecka do wyznawania jakiejkolwiek wiary, nie mogę też dopuścić do tego by moje dziecko było traktowane w klasie jak wyrzutek i w końcu jakim prawem jakaś katechetka może krzywdzić w imię wiary. Na szczęście jedna rozmowa wystarczyła, jednak najbardziej przeraziło mnie to, że byłem jedynym rodzicem, który cokolwiek zrobił. Czasami wydaje mi się, że żyjemy w średniowieczu.
astromaria powiedział/a
@ Toze: nie wiem, z czego się tłumaczysz, my tu na tym blogu wszyscy jesteśmy “wariatami”, bo nie pasujemy do świata. Do kościoła nie chodzimy i mamy podejrzane poglądy. Ja też niekiedy wykazuję subtelność dynamitu i nawet kilka osób się na mnie za to obraziło.
Opowieść o katechetce jest przerażająca. A najgorsze jest to, że stopień z religii liczy się do średniej, co daje tej pani władzę nad dzieciarnią, a nawet nad rodzicami. Z drugiej strony zadziwiające, że rozmowa pomogła. Czyżby katechetka okazała się reformowalna?
toze powiedział/a
Oczywiście, że nie. Pod koniec rozmowy wyjąłem telefon z kieszeni dając do zrozumienia, że wszystko nagrywałem i udało się. Pozwoliłem jej zastanowić się nad konsekwencjami tej, powiedzmy dyskusji. Od tamtej pory moje dziecko przynosi same piątki i prowadzi bardzo ładnie zeszyt. To naprawdę cud!
astromaria powiedział/a
Baaaardzo sprytnie… wykorzystam to przy najbliższej okazji
Xagog powiedział/a
“(…)ponieważ nieustająco byłam (a właściwe wciąż jestem) nękana przez palących się do nawracania mnie na chrześcijaństwo misjonarzy i innych nadgorliwych krzyżowców.
Co ciekawe, równie agresywni, napastliwi i żarliwi w swoich misjonarskich zapędach okazali się „racjonaliści”, którzy rzucili się na mnie z zapałem godnym świętej inkwizycji, najwyraźniej wprost paląc się do tego, by upiec mnie na stosie dla heretyków, głoszących teorie niezgodne z materialistyczną ortodoksją! Najwyraźniej dopuściłam się tu obrazy ich uczuć ateistycznych, lol.”
Myślę,że dobrze wiesz że problemem jest prowokacyjno-szyderczy ton Twoich wypowiedzi…
astromaria powiedział/a
Jak się nie podoba, to nie czytaj, nikt cię siłą nie przykuł do tego bloga. Jeśli będziesz się narażał na kontakt z tym, co cię wkurza zaszkodzisz wyłącznie sobie, a nie mnie.
Xagog powiedział/a
“To nie ezoterycy są upośledzeni. To wy, sceptycy, jesteście daltonistami – duchowymi. I dlatego powinniście nauczyć się pokory.”
Tylko dlaczego próbujesz uczyć innych pokory samemu dolewając oliwy do ognia stwierdzeniami typu:
“A tak naprawdę to często ci “normalni” są nienormalni, bo ograniczeni.”
Też zawsze byłem na uboczu bo moje zdanie i sposób postrzegania rzeczywistości były inne od ogółu.Ale nie mnie stwierdzać,co jest normalne.Ani nie Tobie.
Poza tym nie rozumiem skąd tyle nienawiści do chrześcijan skoro Jezus mówił tyle o miłości?Tylko nie podawaj mi argumentów typu “inkwizycja” bo nie widzę powodu dla którego miałbym się tłumaczyć z czegoś co robili inni ludzie wieki temu.Tak samo jak nie mogę wziąć na siebie winy i odpowiedzialności za jakiegokolwiek człowieka.Śmiejecie się ze straszenia ludzi piekłem?A wiecie że o piekle jest także mowa w Buddyźmie?To nie wymysł katolików.Wystarczy poczytać.
Bez względu na wszystko,wierzę że istnieje Stwórca,czuję to,zawsze to czułem.Za wszelkie nieporozumienia i niejasności można winić tylko ludzi,którzy nie mając hamulców,wykorzystują tych którzy jeszcze trzymają się jakichś zasad,chcą szanować bliźnich i żyć w pokoju
Wszyscy jadą po chrześcijanach,a nikt nie jest w stanie zaproponować alternatywy i tak,taplając się w oceanie emocji,jedni przekrzykują drugich,kłocąc się o to kto widzi prawdę,a kto nie.Z różnych pobudek,jedni są święcie przekonani że teorie jakie tworzą to prawda i można mówić innym co nią jest a co nie.Inni tylko chcą pokazać że coś wiedzą.
Pytanie:dlaczego ktoś kto w tak negatywny sposób odpiera,kulturalnie niejednokrotnie sformułowane kontry,miałby mi mówić o rozwoju duchowym?Bo jak z czymś tutaj się nie zgadzam to jestem ograniczony,jestem daltonistą?
astromaria powiedział/a
Człowieku, łyknij coś na uspokojenie, bo widzę, że furia ci rozum zaćmiewa. Co ty bredzisz? Prowadzę ten blog od marca 2005 roku, więc sporo tu już napisałam, ale ty w ogóle nie wiesz co, bo z twojego wpisu wynika, że nie wiesz w ogóle gdzie wlazłeś.
Xagog powiedział/a
“Człowieku, łyknij coś na uspokojenie, bo widzę, że furia ci rozum zaćmiewa. Co ty bredzisz? Prowadzę ten blog od marca 2005 roku, więc sporo tu już napisałam, ale ty w ogóle nie wiesz co, bo z twojego wpisu wynika, że nie wiesz w ogóle gdzie wlazłeś.”
Furia?Nieee,szukałem dialogu,ale widzę że to nierealne.Dobrze wiem gdzie wszedłem i o czym mówię.Z Twoich ust jednak nie pada w odpowiedzi nic poza oblegami…
astromaria powiedział/a
Dialog? Jaki dialog? Kilka cytatów z twoich wypowiedzi:
To ma być dialog? To jest mowa oskarżycielska, a co gorsze – zupełnie to nie ma związku z treścią mojego bloga.
Chrześcijaństwo wisi mi zwiędłym kalafiorem.
Nigdy nie byłam chrześcijanką, więc nie mam żadnych urazów związanych z wychowaniem w tej wierze i niczego nie muszę odreagowywać, w przeciwieństwie do ciebie, co widać gołym okiem.
Nie jestem chrześcijanką, bo żeby być uczciwym i prawym człowiekiem nie potrzebuję żadnego dekalogu ani księżowskiego straszaka w postaci bajek o piekle. Sama z siebie jestem porządną i moralną osobą, a dekalog po prostu mnie obraża, sugerując, że jestem prymitywnym bydlęciem, które do tresury wymaga kija i marchewki.
Nie będę chrześcijanką, bo czuję się wolna jak wiatr na stepie, a przynależność do dowolnego stada (również racjonalistycznego) nakłada na mnie ograniczenia, których nie zniosłabym ani przez chwilę.
I jeszcze taki “kwiatek”:
Genialne! Równie dobrze mógłbyś tu napisać, że faszyzmu nie można potępiać, bo nie można brać na siebie odpowiedzialności za czyny jakiegoś tam Hitlera i jego sługusów, którzy byli dawno i to nie twoja wina.
Inkwizycja, a raczej totalitarny katolicyzm to jest dokładnie to samo, co faszyzm. Albo myślisz tak, jak ci klechy / hitlerowcy każą, albo idziesz na śmierć. Nie ma żadnej różnicy w tych ideologiach.
To zwycięscy piszą historię, a nie przegrani. Kościół wygrał, więc jest legalny, Hitler przegrał, więc jest nielegalny. A dla mnie jedno i drugie to taki sam syf. Gdyby Hitler wygrał, dziś być może zajmowałby się działalnością dobroczynną i wszyscy by go chwalili za jego dobroć. Tak, jak dziś chwalą Kościół.
Xagog powiedział/a
“To ma być dialog? To jest mowa oskarżycielska, a co gorsze – zupełnie to nie ma związku z treścią mojego bloga.”
To Twój subiektywny odbiór tego co miałem do przekazania.
Mówisz o pokorze,a niejednokrotnie odpowiadasz stwierdzeniami typu:
“…niczego nie muszę odreagowywać, w przeciwieństwie do ciebie, co widać gołym okiem.
To nie jest pokora.Chodziło mi o to,że ciągle odpowiadasz jakimiś stiwerdzeniami że ktoś ma uraz,problem,kieruje nim furia,albo żeby łyknął coś na uspokojenie.A dla mnie to nic innego jak umniejszanie i sugerowanie rozmówcy że jest głupi.
“…a dekalog po prostu mnie obraża, sugerując, że jestem prymitywnym bydlęciem, które do tresury wymaga kija i marchewki.”
Dekalog to po prostu podstawowe zasady współżycia z innymi.Bardziej kulawe jest chyba tylko ludzkie prawo,które jest stronnicze i niesprawiedliwe.
Co w dekalogu jest złe,skoro opiera się na miłości,o czym mówił Jezus,sprowadzając je do 2 pierwszych przykazań.
“Inkwizycja, a raczej totalitarny katolicyzm to jest dokładnie to samo, co faszyzm”
Kościołowi katolickiemu też mam to i owo do zarzucenia,ale to nie zmienia faktu,że nie uogólniasz,bo kościół to ludzie-wszędzie są różni.Sama gdzieś pisałaś,że we wszystkim jest dobro i zło jednocześnie.
“Genialne! Równie dobrze mógłbyś tu napisać, że faszyzmu nie można potępiać, bo nie można brać na siebie odpowiedzialności za czyny jakiegoś tam Hitlera i jego sługusów, którzy byli dawno i to nie twoja wina.”
Nie widzę związku.A dlaczego miałbym się tłumaczyć z czegoś co ktoś zrobił kiedy mnie nie było na ziemi w ogóle?To złe,ale to przeszłość.O przeszłości należy pamiętać by się nie powtórzyła,to wszystko.Chodzi mi o fakt,że mogę wierzyć w Boga,ale to nie sprawia że mam obowiązek tłumaczyć się z czegoś co zrobili inni ludzie wierzący w Niego.Mnie akurat blisko do tego co w Nowym Testamencie,choć z kościołem jako takim mam niewiele wspólnego,nawet do niego nie chodzę,nie zostałem też wychowany w katolickiej rodzinie.Fakt,że z wieloma (albo i większością) rzeczami związanymi z religią chrześcijańską się identyfikuję nie oznacza że popełniam tym samym intelektualne samobójstwo.Ja biorę te wartości takimi jakie są,a nie interpretuję ich sobie jak mi się podoba,przy czym do części treści związanych z wspomnianą religią sam doszedłem rozmyślając.Dlatego nie lubię argumentów typu “inkwizycja”,bo to kwestia tego jak ktoś sobie interpretował i ja nie mogę brać na siebie odpowiedzialności za to.Każdy sam odpowiada za swoje czyny.”Nie zabijaj” znaczy “Nie zabijaj”.Proste.To że ktoś wykorzystuje religię do swoich celów to juz inny temat.Wspomniałem o tym,bo kiedy mówię o wierze,od razu padają tego typu argumenty.I to też nie znaczy że jestem katolem o skostniałych poglądach i zamkniętym umyśle,bo w wielu religiach widzę wspólne punkty i nie ograniczam swoich poszukiwań tylko i wyłącznie do Biblii.
W sumie dobrze byłoby zaznaczyć,że słowo “religia” mi zbytnio nie pasuje,bo ja nie wierzę w coś takiego jak religia,ja wierzę w Boga.
“Tak, jak dziś chwalą Kościół.”
Ani go nie chwalę,ani nie potępiam bo nie lubię uogólniania.
“To ma być dialog? To jest mowa oskarżycielska, a co gorsze – zupełnie to nie ma związku z treścią mojego bloga.”
Po prostu to co pisałaś o religii i wierzących.Odebrałem to jak uogólnienie – tak jakby wszyscy wierzący mieli ciasne umysły i bezkrytycznie wierzyli w to co im tam jakiś ksiądz powiedział.
Xagog powiedział/a
“Kościołowi katolickiemu też mam to i owo do zarzucenia,ale to nie zmienia faktu,że UOGÓLNIASZ,bo kościół to ludzie-wszędzie są różni.Sama gdzieś pisałaś,że we wszystkim jest dobro i zło jednocześnie.”
Zrobiłem błąd,więc koryguję
Mirosław Rynkowski powiedział/a
Całe szczęście że nie wierzę w zbawienie. Oświadczam że przeczytałem, zapoznałem się i rozumiem. Każdy z nas ma swoje poglądy, zdanie i cele życiowe. Każdy bez wyjątku może wierzyć lub nie. Lepiej jest mieć 10 owieczek wierzących niż 100 baranów którzy wierzą ale w niedziele i inne święta. Za tych baranów przepraszam bo nie mam zamiaru nikogo urazić a jedynie jest to zwykle porównanie. Bez sensu jest kogoś zmuszać do kościoła czy też do ezoteryki. Najlepiej jest jak każdy wybierze sam i tego każdemu życzę.
astromaria powiedział/a
Wiara jest potrzebna, ale tylko do przenoszenia gór. Jeśli ktoś uwierzy, że potrafi, to na pewno mu się uda. A jeśli uwierzy, że nie potrafi, to mu się nie uda. I to cała prawda na temat wiary. Każda inna wiara (religijna, polityczna, ideologiczna itp.) jest groźnym oszustwem.
Mika powiedział/a
Czy mając niecałe 18 lat i mieszkając w małej, pełnej skrajności mieścinie, jest szansa na swobodne życie w zgodzie z takim credo jakie Pani przedstawia?
Rozrywanie wewnętrznych łańcuchów jest trudne, zwłaszcza gdy twój światopogląd mają za chwilowy młodzieńczy “odchył” i próbują go stłumić wszystkimi środkami.
I kiedy jesteś bombardowany masą oszczerstw, raz jako bezbożnik, a raz jako wierzący w dziwactwa pomyleniec.
Jak przetrwać, kiedy impulsywna natura nie pozwala już na stwarzanie pozorów?
astromaria powiedział/a
Impulsywna dusza faktycznie może być problemem. Przetrwanie jest możliwe, ale nie trzeba się chwalić swoim przebudzeniem, a zwłaszcza nie należy robić wokół tego szumu. Jak powiedział Platon człowiek wolny jest wolny nawet w więzieniu. Najważniejsza jest wolna dusza. Naszych myśli nikt nie jest w stanie kontrolować. Ludzie mogą sprzeciwiać się słowom, które wypowiadamy, a zwłaszcza agitacji. Dlatego należy kultywować swoją wolność w ciszy i nikogo nie przekonywać do swoich racji. No i na szczęście mamy internet, który ułatwia odnajdywanie bratnich dusz.
wenn powiedział/a
Mirosław Rynkowski powiedział”Wiara jest potrzebna, ale tylko do przenoszenia gór. Jeśli ktoś uwierzy, że potrafi, to na pewno mu się uda. A jeśli uwierzy, że nie potrafi, to mu się nie uda. I to cała prawda na temat wiary. Każda inna wiara (religijna, polityczna, ideologiczna itp.) jest groźnym oszustwem.” POPIERAM
Tu też są uogólnienia i Pan Xagog mógłby się przyczepić.
Ma Pan [proszę się nie obrażać], ale nikłą, albo i żadną znajomość tematu jaki porusza Astromaria.Ale, tak sobie myślę, że jako dobry chrzścijanin, powinien być Pan łagodny, cierpliwy,wyrozumiały…
Czego Pana ta wiara nauczyła? Zacietrzewienie, złość …
Ile jest wojen religijnych??? Ludzie opamiętajcie się!!!
Ja osobiście całkowicie rozdzielam pojęcie WIARY i RELIGII
Jestem wierząca i nie uznaję żadnego kościoła i żadnej religii.
To ludzie stworzyli religie i pobudowali kościoły, i to w bardzo określonym celu.
Niestety nie rozwinę tematu- życie musi się toczyć, a na tym padole obowiązuje pojęcie czasu.
Niezmiennie wierząca w największą moc DOBRA i MIŁOŚCI .wenn
Elsa powiedział/a
Jeśli chodzi o religię w szkole,to też miałam przykre doświadczenia. Tam jest czysta dyskryminacja. Jeżeli rodzice nie chodzą do kościoła,to takie dziecko automatycznie nie jest dopuszczone np. do komunii. W imię pewnie tej miłości do bliżniego?! A co z psychiką takiego dziecka, które potem czuje się zdyskredytowane i napiętnowane? Moje dzieci po takich doświadczenia same zrezygnowały z bycia katolikami.
astromaria powiedział/a
Ksiądz Tischner powiedział coś takiego (nie pamiętam jak to brzmi dosłownie), że nie zostaje się ateistą od czytania Marksa, lecz z powodu kontaktu z księżmi jak najbardziej.
Mirosław Rynkowski powiedział/a
Moja córka jak miała naście lat zrobiła sobie dredy bo tak jej się podobało więc ksiądz wyrzucił ją z lekcji religii i zażądał aby więcej nie przychodziła dopóty nie przywróci sobie ładu na głowie. Jaki z tego morał jest. Ład ważniejszy jest na głowie niż wiara w głowie. Poszedłem więc do księdza z pretensjami bo sam córkę do wiary katolickiej nie popychałem i sama sobie wybrała że tak chce więc proszę. Ksiądz mi powiedział że nie pasuje do całej reszty więc się tak zdenerwowałem że poszło na noże i więcej córka na religie nie poszła. Miała wówczas lat 14 i do tej pory ma KK w nosie. Powiedziałem księdzu że jak dalej tak będą traktować ludzi to okaże się że trzeba będzie jakiś wzór wzorowego katolika zrobić tak jak mundurki szkole aby było wiadomo że ten jest katolik a inny prawosławny. Wiara to nie instytucja i jest we mnie a nie w domu, pokoju lub katedrze. Reszta to psychomanipulacja jak cud w Sobótce.
astromaria powiedział/a
Zawsze mówię, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Teraz córka może swoją wiarę kultywować na swój własny sposób, co na pewno wyjdzie jej na zdrowie.
Mirosław Rynkowski powiedział/a
Aby akt formalnego wystąpienia z Kościoła został uznany za skuteczny kanonicznie, winien być dokonany przez osobiste poprzez złożenie własnoręcznie podpisanego pisma, w którym występujący ze społeczeństwa KK wyraźnie przedstawia swoją wolę opuszczenia Kościoła droga pani. Widać od razu że jest to instytucja ale córka nie zamierza nic pisać bo nie wiem czy pani o tym wie ale skutkuje to ekskomuniką a to groźna broń na innowierców jest od wieków.
Haunebu powiedział/a
DO XAGOG: Jeśli będziesz miał okazje przeczytać ten komentarz wiedz, że jest w Tobie wielka mądrość. To pachnie na odległość

Astromarna, wybacz że wykorzystuje Twoją sferę blogo-intymności, ale rzadko spotyka czyta się tak dobrze przemyślane i dobre komentarze jak Xagoga.
W kwestii Waszej dyskusji, nasuwa mi się jedno podsumowanie:
Jeśli nie wiesz gdzie iść, każda droga Cię tam zaprowadzi…
I taki w skrócie jest ten blog
Xagog, jeszcze raz pozdrowienia
online powiedział/a
Dzieki za ciekawe informacje
Oleczek powiedział/a
Pani jest cynikiem..
astromaria powiedział/a
Może coś tam z cynika do mnie pasuje, ale nie lubię się etykietkować.
Oleczek powiedział/a
Ja wiem, że pani się nie lubi etykietkować, bo ma pani niecodzienne poglądy. Ale to wcale nie znaczy, że musi pani “walczyć” z Kościołem na każdym kroku. Chodzi mi o to, że 3/4 pani credo życiowego zajmuje gadka o Kościele. Aż tak Pani nienawidzi KK(wiem, czasem jest za co), że neguje pani sprawy, na których się nie zna? Radzę nie wyciągać pochopnych wniosków. Astrologia to jedno, a religia – drugie. Gwiazdy są na niebie, a Bóg w sercu, i tu jest ta różnica. Nie musi pani pisać rzeczy w stylu “zapewniam was, że ten bóg z Biblii nie ma nic wspólnego z prawdziwym Bogiem”, bo nikogo pani takim czymś do swoich racji nie przekona. Tym gorzej dla pani wizerunku, skoro w artykułach na tej stronie(mimo wszystko najlepszych w sieci o astrologii) pojawiają się czasem takie emocjonalne wstawki. Wielu ludzi naprawdę nie obchodzi pani wyznanie, wiara lub jej brak, pani “własna droga”. Odwiedziłem tą stronę z zamiarem odnalezienia ciekawych artykułów o astrologii, a znajduję tu pani spowiedź. To są tak naprawdę zwykłe zaczepki, w kraju, gdzie ponad 90% ludzi deklaruje rzymski katolicyzm, pisać na głównej cytaty burzące ich najświętsze dogmaty. Chce się pani odróżniać od zajadłych ateistów, ale wychodzi całkiem odwrotnie. Ja uważam, że w takim kraju jak Polska ludzi z astrologią powinno się oswajać, a nie na dzień dobry mówić, że wszystko, w co wierzą, to kłamstwo tylko dlatego,że pani tak myśli. To jest pani prawda, a każdy człowiek ma SWOJĄ PRAWDĘ. Uświadamianie np. ludziom że krzyż nie jest symbolem chrześcijańskim jest śmieszne, gdyż każdy chrześcijanin powinien wiedzieć, że w czasach Chrystusa ten znak oznaczał zhańbienie, ale mimo to przetrwał w chrześcijańskiej świadomości jako upamiętnienie ofiary Chrystusa i stał się symbolem więc nota bene jest [teraz] symbolem chrześcijaństwa. Porównywanie katolicyzmy do faszyzmu jest grubą przesadą, mimo zła, które Kościół wyrządził. Nadmierna demonizacja Watykanu, KK, duchowieństwa, gospodarki światowej i wszystkiego niemalże, co nas otacza, może przecież doprowadzić do fanatyzmu, co jak na złość zbliżyłoby panią do niektórych znienawidzonych duchownych. Proszę nie odpowiadać mi w stylu “jak ci się nie podoba, to wypad”, bo nie jestem tu po to, aby pani robić na złość, tylko chcę się czegoś dowiedzieć. Jasne, jest wiele innych stron, na których mógłbym poczytać o astro, ale blog astrofaq zachęcił mnie do pani spojrzenia na astrologię. Parafrazuje pani na wejście słowa Tołstoja, który bez inspiracji i autorytetów byłby nikim, a chyba o tym zapomniał. Na astrologii zna się pani świetnie, ale gdy czytam te bajeczki o nieistniejącym Jezusie i kłamliwej Biblii, to aż się ciśnie na usta, że historyk z pani mierny.
astromaria powiedział/a
Jeśli nie zrozumiałeś: w tym tekście wyjaśniam, że ani religia, ani ateizm nie są człowiekowi do niczego potrzebne. Są one wyłącznie jak kula u nogi, utrudniająca wędrówkę przez życie. To kajdany nałożone na rozum i duszę. Ze szczerego serca radzę je wyrzucić i zacząć cieszyć się wolnością.
A poza tym to nie jest blog astrologiczny. Tu piszę o czym innym.
Obywatel powiedział/a
Co ty gadasz? To przeca jest prastary symbol, tak stary jak ten świat. Kosmos, energia, cztery materialne żywioły, kierunki świata, kończyny człowieka, SŁOŃCE, siła witalna, harmonia natury, cztery osie horoskopu… Nie można ustalić skąd ten symbol pochodzi, wiadomo tylko że najczęściej spotykano go w kręgach indoeuropejskich. On jest w swojej istocie solarny i głęboko związany z rytmami natury. Swastyka i krzyże celtyckie mają dokładnie to samo znaczenie i wywodzą się z tego samego rdzenia.
Żadne “zhańbienie” – to, że Rzymianie krzyżowali wynikało głównie z wygody, oni byli pragmatyczni, nie symboliczni. Przez ukrzyżowanie Jezusa status ontologiczny symbolu się nie zmienił, ale problemem stało się to, że zaczęto traktować jako sakralny symbol jako taki, a nie to, co w istocie wyrażał.
astromaria powiedział/a
I dlatego nie miałabym nic przeciwko krzyżom w szkołach i urzędach, gdyby były to krzyże równoramienne. A takie o zaburzonych proporcjach mi nie pasują.
Oleczek powiedział/a
Astromaria nie musisz mi nic radzić, bo to wcale nie byłoby ze szczerego serca;). Do obywatela: wygodę to ty masz w domciu jak leżysz na kanapie,ale dla żydów wtedy śmierć na krzyżu była hańbą,bo tak karano najgorszych przestępców. Wystarczy otworzyć Biblię lub jakąś książkęczy odp. stronę w internecie.
Obywatel powiedział/a
Jesteś na dobrej drodze do tego, żebym zaczął uważać cię za idiotę, który nie tylko nie potrafi czytać ze zrozumieniem, ale ma tez elementarne braki erudycyjne.
Słowo “wygoda” zostało tu uzyte jako eufemizm, jednocześnie niejako w dwuznaczny sposób, sugerując, że dla Rzymian ten sposób skazywania na śmierć był łatwy i prosty, ponieważ nie trzeba było się troszczyć o to, kto przekłuje ofiarę włócznią ani kto poda truciznę. Wystarczyło delikwenta zawiesić na krzyżu a on umierał niejako sam, bez niczyjej pomocy, w dodatku owszem, będąc napiętnowanym (a o to też Rzymianom chodziło, bo kochali widowiska).
Ja pisałem o SYMBOLICE tego znaku, a że ty w najbardziej prymitywny sposób powiązałeś w głowie słowo “Żydzi” ze słowem “wygodnie” i wyszedł ci bełkot, sugerujący, że niby wygodnie miało być Żydom, to nie moja wina. Pisałem o statusie ontologicznym, jeśli masz jakiekolwiek pojęcie na temat tego, CZYM jest symbol w kulturze i czym są jego znaczenia.
Jeszcze raz podkreślam: najważniejsze jest to, jak symbol krzyża funkcjonował w kulturach przedchrześcijańskich, nie w czasach Chrystusa. Wtedy bowiem desygnat symbolu zmienił się wraz z tym, co znaczące.
Litearatury na ten temat jest na szczęście w bród i szczęśliwie Biblia nic o tym nie mówi, więc odsyłać mnie do niej nie musisz.
Oleczek powiedział/a
Skoro jesteś takim erudytą, to dlaczego zaraz po mojej wypowiedzi używasz co najmniej niemiłych zwrotów wobec osoby, której kompletnie nie znasz? Chyba mam prawo się oburzać, skoro po jednej z pierwszych moich wypowiedzi, w dodatku nie skierowanej do Ciebie, piszesz “co ty gadasz??” i wyzywasz mnie od idiotów. Jeśli uważasz się za osobę inteligentną, to chyba nie powinieneś wdawać się w rozmowy z plebsem… To, że używasz słów nieco bardziej wyszukanych(mając pewnie cichą nadzieję, że Cię nie zrozumiem), nie czyni z Ciebie osoby inteligentnej. Obrażając ludzi, których nie znasz, obnażasz swoje chamstwo, które, choć ukryte pod powłoką wysublimowania i znawstwa, objawia się nam w całej krasie. Piszesz jak typowy człowiek który myśli, że pozjadał wszystkie rozumy, ale daleko mu do tego. Sam piszesz o napiętnowaniu, czyli o tym, o czym ja chciałem napisać; możliwe, że źle się wyraziłem. Co nie znaczy, że możesz mnie “krzyżować” drogą internetową. To, że ktoś myśli inaczej niż ty, to nie znaczy, że jest idiotą.
astromaria powiedział/a
Oleczku, inteligencją to ty się tu raczej nie popisałeś, choćby dlatego, że nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Wyczytałeś w moim tekście rzeczy, których tam nie ma i wszystko poplątałeś. Jeśli chcesz żeby uważano cię za mądrego postaraj się bardziej.
A jeśli masz kilkanaście latek (takie odnoszę wrażenie), to wiedz, że ten blog mam zaznaczoną opcję, że jest od lat 17.
Oleczek powiedział/a
Nie mam obowiązku. Z czytania ze zrozumieniem jestem bardzo dobry, a jeśli ktoś tu coś poplątał to na pewno nie byłem ja. I dlaczego osaczasz mnie swoją opinią pod postem, który nie jest skierowany do Ciebie? Wcześniej zadawałem podobne pytania, na które jednak nie potrafisz mi odpowiedzieć. Nie wspominając już o kulturze, która w Internecie tez obowiązuje, czego po tobie nie było widać, gdyż po moich dwóch postach, gdzie zwracałem się do Ciebie per pani, przeszłaś bez pardonu na ty, jakbyś rozmawiała ze swoim kolegą. Nie tędy droga. Zawiodłem się na tobie, a właściwie na pani.
astromaria powiedział/a
W tym blogu wszyscy walimy sobie na ty – tak jest tu zarządzone i wiele razy było to ustalane. Jak komuś nie pasuje, to trudno.
Gdybyś czytał ze zrozumieniem, to byś zrozumiał, że nigdzie nie napadam na Kościół. Ja po prostu do niego nie należę. Wolno mi.
Obywatel powiedział/a
Może mam taki styl bycia, jeśli bardzo Ci się nie podoba, nie dyskutuj ze mną, ale jeśli dyskutujesz, na litość boską, mów jak człowiek rozgarnięty a nie jak idiota.
Wiedza zobowiązuje mnie między innymi do tego, żeby docierać do sedna sprawy i rozpoznawać fałsz lub celową manipulację w tekście, który czytam. Wydaje ci się że ta moja “erudycja” zobowiązuje mnie do głaskania Cię po główce? Nie, jeśli ktoś napisze bzdurę, to nazywam ją bzdurą. Nie w sensie epistemologicznym, tylko LOGICZNYM, bo twój wywód nie dostarczył jakichś fałszywych spostrzeżeń (w ogóle ich nie dostarczył), lecz nie trzymał się kupy. Poza tym: widać w jaki sposób czytasz ze zrozumieniem. Ja napisałem:
“Jesteś na dobrej drodze do tego…” to chyba nie to samo co “jesteś idiotą”, nieprawdaż? Ty jednak piszesz:
I właśnie przez tego typu wybiórcze traktowanie przeczytanej treści odechciewa się dyskusji. Myślisz że jesteś pierwszym który na tego bloga wszedł, wydzierając się że my tutaj “czegoś nie rozumiemy”, a zwłaszcza ponoć nie rozumiemy chrześcijaństwa, więc trzeba nam krowie na rowie wytłumaczyć? Nie, nie wszyscy byli kulturalni i łagodni, większość z nich była pod razu napastliwa i agresywna. Jeśli mam szczerze powiedzieć, to rzadko kiedy przychodził tu ktoś rozsądny, kto nie rzucał agrumentum ad personam na pierwszy ogień. Nie widzę powodów dla których nie miałbym więc reagować zdeczka alergicznie na wypociny które wyszły spod Twojej ręki, sugerujące że nie znamy się na historii (a zwłaszcza Maya) i mamy w ogóle we łbie niepoukładane:
Właścicielka bloga nigdy nie napisała, że Jezus nie istniał – no ale cóż, każdy czyta jak mu wygodnie (hint: napisała, owszem, że jego nauki zostały przeinaczone, a to GRUBA róznica). Reszty tego jakże “merytorycznego” zarzutu komentować nie będę. Uważasz że jesteś z czytania ze zrozumieniem bardzo dobry, że na pewno Maya coś poplątała, a później zarzucasz mi że “zjadłem wszystkie rozumy…” Hmmm.
Wiesz co, to jest śmieszne. Brzmi jak “nadmierna dawka rtęci w szczepionkach może być szkodliwa dla dzieci orazy wywoływać groźne choroby”. Otóż KAŻDA dawka rtęci w szczepionce szkodzi organizmowi. Albo inaczej, na astrologicznymm przykładzie: to, że wartości Wagi i VII domu są ważne, nie oznacza bynajmniej, że są one ostateczne. W przypadku kiedy stykamy się z FAKTAMI, zaczyna działać Skorpion i jego władca Pluton. Nie ma na tym blogu żadnej NADMIERNEJ demonizacji Kościoła – powiem więcej, są tu fakty dość szeroko znane, z których nikt nie robi wielkiej tajemnicy. Nie demonizuje się tutaj również gospodarki światowej – demonizuje się poszczególne gospodarki wilekich imperiów, w tym USA, a demonizacja owa opiera się znów – na faktach. Jeśli bardzo chcesz danych, poszukaj ich.
Posługujesz się tutaj typowo Wagowo-księżycową, zalękniałą retoryką i zakładasz że “jeśli coś może prowadzić do fanatyzmu, to na pewno do tego zaprowadzi, a więc powinno się z tego zrezygnować”. Otóż chciałbym Cię poinformować, że wszystko może prowadzić do fanatyzmu. A cel jest chyba tkai, żeby pomimo tego nie dać się fanatyzmowi, prawda? Maya setki razy pisała w notkach, a między innymi ja w komentarzach, że nie należy się bać i że ciemne chmury jakie zawisły nad ludzkością, rozproszą się w końcu dzięki wysiłkom jej samej. Trzeba miec odwagę, żeby mówić o tym, co wyczyniają politycy, a raczej “gabinety cieni” stojące za włodarzami tego świata, ale większej odwagi potrzeba, żeby móc tego słuchać.
Z mojej strony to tyle.
ja jestem powiedział/a
“JESTEM ZA, A NAWET PRZECIW”-Dla mnie to tylko, a nawet obserwacja.
first powiedział/a
Pani Mario czytałem z ciekawością Pani bloga, wszystko dość logiczne z pozytywneym natawieniem. Cytuj Pani maksymy mądrych i oświeconych ludzi, muszę jednak się podzielić (z przykrością) 2 uwagami. Po pierwsze stwierdzenie, źe prawda leźy zawsze po środku jest… chm… bez urazy ale wystarczy pierwszy lepszy przykłąd by obalić tą tezę: Dziewczynę brutalnie zaczepia napastnik, przechodzący obok świadek zajścia rzuca się by pomóc dziewczynie, zaczyna się kotłowanina, ktoś z boku wzywa policję i mówi, źe tłukli się wszyscy. Dziewczyna ginie. Napastnik twierdzi, źe chciał pomóc. Sąd nie mogąc dojść, kto zaczął daje im równo po 15 lat. Prawda leźy po środku? Prawda nie jest wypadkową. Uwaga 2ga – Wpisy typu : Chyba nie wiesz gdzie wlazłeś… (na forum katoli czy moźe walczących racjonalistów?) dyskwalifikuje wszystko co Pani wcześniej napisała o tolerancji, braku agresji i pozytywnej energii. Słyszła Pani o rozpuszczniu ego? Xagog ma prawo inaczej myśleć. A tak było miło…
astromaria powiedział/a
@ first: chyba nie wiesz, gdzie wlazłeś – zajrzyj sobie tutaj, gdzie wyraźnie jest napisane, że to lokal, w którym jest wykidajło, który wywala na zbitą twarz ludzi, którzy źle się zachowują i obrażają gospodynię. Jest tu również wyraźnie napisane, że nie dopuszczam do głosu ateistów, racjonalistów i fundamentalistów religijnych. To MÓJ BLOG i mam prawo. Tak jak mam prawo wywalić z domu tego, kogo nie życzę sobie w nim gościć. Zasady są określone jasno, kto nie czytał, tego strata.
Przykład z dziewczyną do d…, więc nawet na niego nie odpowiem.
Gdzieś pisałam o tolerancji, miłości i braku agresji? Nie rozśmieszaj mnie kolego, mówisz do Skorpiona do sześcianu, Skorpiony nie pieprzą o miłości, tolerancji i innych bzdetach. Tu masz kawę na ławę, a nie ćwierkanie.
Jeśli cię to zniechęciło to bardzo się cieszę, bo wygląda na to, że się nie dogadamy.
A cytat o ego masz zboku bloga: Osho powiedział, że jeśli nie będziesz miał ego każdy Adolf Hitler będzie ci pasterzem ,a ty będziesz owcą, więc pieprzenie o ego to nie w tym blogu, bo ja za cwana jestem, żeby dać sobą manipulować takim małym cwaniaczkom. Tu grają giganci, więc jeśli nie dorastasz, to wróć do piaskownicy.
First powiedział/a
Hu hu ha jaka zima zła!!!…
“my się zimy nie boimy…” To dość osobliwe doświadczenie. Osoba z taką wiedzą, podająca b. fajne cytaty, walcząca z rzeczywiście paskudnymi zjawiskami współczesnego świata – w postach odpisuje jak 5-cio letnie dziecko. To moja piaskownica, moja łopatka, jesteś fuj… Jakby autorami bloga były 2 róźne osoby. Xegog się żle zachował? Zapytał, czy ataki :katoli: nie są spowodowane prowokacyjnym i szyderczym tonem w stosunku do ich wiary. Skoro zarzuca się daltonizm psaudoracjonalistom i hierarchistom – moźeby tak zacząć od siebie i uznać źe nie widzi się kolorów zaangaźowanego czytelnika biblii. Zdobyć górę moźna róźnymi ścieźkami – jakie ma znaczenie którą kto podąźa? Waźniejsze jest jaką energię wytwarza wokół.
“Gdzieś pisałam o tolerancji, miłości i braku agresji? Nie rozśmieszaj mnie kolego, mówisz do Skorpiona do sześcianu, Skorpiony nie pieprzą o miłości, tolerancji i innych bzdetach. Tu masz kawę na ławę, a nie ćwierkanie.”…
“Każda myśl jest modlitwą. Jeśli masz pozytywne myśli, Twoje życie jest twórcze i radosne. Jeśli twoje myśli są pełne lęków i pesymizmu, lęk w Twoim życiu rozrasta się coraz bardziej, a Ciebie prześladuje pech.” “Każdy z nas ma wpływ na to, co dzieje się wokół. I nie chodzi tu o wpływ polityczny, lecz bardzo subtelny: wszyscy dokładamy do ogólnej puli swoją własną cegiełkę emocji. Jeśli ja byłabym sfrustrowana i wściekła, wyżywałabym się na swojej rodzinie, a wtedy moi trzej synowie i mąż zaraziliby się moją frustracją i ponieśli ją dalej”…
Osho nie jest moim guru – moźe sobie mówić co chce to jego sprawa. Ego jest tylko wypaczonym obrazem nas samych stworzonym przez nasz zalękniony umysł. Więc jeśli się uwolnimy od przywiązania do własnego wykreowanego obrazu, zobaczymy rzeczy jakimi są. Więc zapewniam Panią, źe Adolfik nie stanie się wtedy pasterzem, raczej bardzo zagubioną istotą.
First powiedział/a
Skoro cytuje juź Pani Buddę – warto zgłębić podstawy jego nauk.
zaiste za trudne zagadnienia Pani wplata w dyskusję. Myślałem, źe jako ludzie jesteśmy sobie równi, przynajmniej na poziomie wymiany myśli.
Rozumiem, źe kaźde odstępstwo od Pani poglądów jest pieprzeniem. Rzeczywiście – bardzo to się róźni od szlikowstwa moherów i “racjonalistów”. Nie wiem jak traktować argument o cwaniaczkach i gigantach.
Moźe być sobie Pani skorpionem do 17 potęgi, skoro to Panią cieszy to świetnie, ale co to ma wspólnego z dyskusją?
Wogóle, to przykro mi, źe musiałem to wszystko pisać, bo podoba mi się pani zaangaźowanie w walce z debilami siejącymi zniszczenie na tej pięknej planecie. Szanuję Panią za to i źyczę siły i uśmiechu. moźe zamiast kaźdego traktować jak wroga, spróbuje Pani wsłuchiwać się w to co mają do powiedzenia inni – bez wyjmowania szabelki i młotka.
“Pamiętajmy, że każda akcja wywołuje adekwatną reakcję. Co zasiejemy, to będziemy zbierać. Jeśli zasiejemy lęk przed grypą, przed szczepieniami i NWO, to wszystko to zbierzemy. Nasze lęki zmaterializują się i staną się naszą rzeczywistością. Czyż nie lepiej więc zacząć zasiewać pozytywne wibracje?”
Tak zgadzam się z Panią i Pozdrawiam!
astromaria powiedział/a
Chyba rozumiem… jesteś agentem działającym na rzecz Nowego Porządku Świata? Być może robisz to nieświadomie, co wcale cię nie rozgrzesza. Bo fakt, że działasz w ciemnej drużynie świadczy o tym, że lgniesz do mroku, a nie do światła. Na takim fałszu zbudowany jest cały ten szatański system, w którym żyjemy: religia miłości, która zamordowała miliardy ludzkich istnień, wybaczenia, nadstawiania drugiego policzka, a jednocześnie przelewania krwi i spożywania ludzkiego ciała przy ołtarzu. Widzisz ten szwindel? Ale myśl pozytywnie i zasiewaj pozytywne wibracje, zamknij oczy i przestań widzieć, co dzieje się wokół.
Powołujesz się się na jakieś “nauki duchowe”, że niby Budda, że “Sekret”, może Huna, próbujesz mnie zawstydzić, że łamię prawa duchowe, że popełniam wykroczenie i błąd na ścieżce, mało tego, że dymię z czachy lękiem śmiertelnym i skażam nim czytelników,więc, takimi myślami produkuję samo, czyste zło, które zaraz się spełni i zniszczy całą ziemię. Oczywiście natychmiast powinnam przestać to robić i krzyknąć w zawstydzeniu, że byłam głupia, grzeszna i niszczycielska, ale od dziś zmieniam styl i będę pisać tylko w pozytywnym tonie.
Takie gadki szmatki wstawiali tu inni przed tobą, a tu masz na te bzdury odpowiedź: http://astromaria.wordpress.com/2011/02/06/nowa-moda-zostaw-nwo-w-spokoju/ Może i pozytywne myślenie realizuje się w naszym życiu, ale to nie znaczy, że należy nałożyć na oczy klapki i przestać widzieć zło. Że nie wolno nikogo informować o tym, co szykuje faszystowska władza, bo jak tylko pomyślisz o faszyzmie, to on od razu się zrealizuje.
Powiem ci co myślę: gadasz szkodliwe i bardzo niebezpieczne idiotyzmy ubrane w szatki filozofii buddyjskiej, tyle tylko, że to tylko szatki. To, co robisz jest szkodliwe. Chcesz, żeby ludzie byli nieświadomi tego, co się dzieje i nie podejmowali żadnych działań na rzecz zmiany. Mówiąc wprost, chcesz, żeby ludzkość pozostała tępa i nieświadoma jak stado bezmyślnych baranów i poszła pod nóż, dokładnie tak samo, jak te barany. Robiąc to budujesz faszyzm i totalitaryzm. I to taki totalitaryzm, jakiego świat nigdy wcześniej nie widział. Jeśli nas zachipują, już nigdy nikt nie “skoczy”, bo władza będzie go kontrolować totalnie, wpływając na jego myśli, czyny, a nawet prawo do życia. Dzięki chipowi będzie można człowiek zabić na odległość, bez względu na to, gdzie się ukryje (ukryć się również nie będzie mógł, bo będzie wiadomo, gdzie jest).
Gdybym cierpiała na lęki, wykonując tę robotę, jaką wykonuję, już bym nie żyła, a w najlepszym razie siedziałabym w psychiatryku na psychotropach. Ze mną takie prymitywne numery się nie udają. A wiesz dlaczego?
A dlatego, że prawie 10 lat temu jakaś życzliwa dusza rzuciła na mnie klątwę śmierci. Byłam wtedy w naprawdę poważnych tarapatach. Ale “co mnie nie zabije, to mnie wzmocni”. Odkryłam metodę duchowego uzdrawiania, opisaną w tym blogu i wszelkie depresje, stany lękowe i podatność na psychomanipulację oraz podatność na głupie i zmanipulowane idee odeszły ode mnie na zawsze. Mnie zastraszyć ani wykiwać się nie da. Nie da się mnie również wyprowadzić w pole pierdołami o pozytywnym myśleniu i “zasiewaniu pozytywnych wibracji”. Takie rzeczy można “zasiewać” w czasach pokoju i harmonii, ale nie dziś, w czasach, w których można trafić do pierdla za wysianie rumianku we własnym ogródku. Taka jest prawda: za rumianek kara jak za dragi. A to dopiero początek. Jeszcze niedawno było dozwolone wszystko, co nie było zakazane. Dziś wszystko jest zakazane i nawet na najbardziej elementarne, ludzkie prawa trzeba mieć urzędowe zezwolenie. Jeśli ludzkie barany się nie przebudzą ta ziemia stanie się planetą więzienną, a ludzkość już nigdy nie odzyska wolności – chyba, że zlituje się nad nią Bóg i zakończy ten eksperyment.
Ja nie mam się czego bać, bo ja nie muszę wracać na tę planetę. Nie czuję się Ziemianką. Sądzę, że pochodzę z daleka. Jeśli nie uda się misja, którą tu wykonuję i nie przebudzę ludzkości, to się stąd zabiorę – do domu. I będę żyć spokojnie. Na razie jednak mam robotę do wykonania i wykonam ją do końca. Psy szczekają, karawana jedzie dalej.
To nie ja czynię źle – to ty działasz w drużynie ciemności. Zejdź z niej natychmiast, bo źle robisz. Zmień swoje postępowanie póki jeszcze jest czas.
astromaria powiedział/a
@ first: nie mam czasu więcej strzępić języka w twojej sprawie. Mam obowiązki, którymi muszę się zająć, więc bardzo cię proszę, nie zawracaj mi więcej głowy i nie zmuszaj do odpowiadania na twoją pisaninę.
Przeczytaj też koniecznie wszystkie komentarze pod notką o zostawianiu NWO w spokoju – tam się wypowiadały naprawdę mądre osoby.
astromaria powiedział/a
Zarządzam komentarzami globalnie, ze strony, na której widzę wszystko, co ktokolwiek ostatnio napisał. Ostatnio, czyli… ostatnio. A nie 2 lata temu. Żeby zobaczyć, co ktoś napisał 2 lata temu muszę wejść na stromę, gdzie ten komentarz się znajduje i poszukać o co chodzi – bo przecież jest rzeczą niemożliwą pamiętanie, kto i co pisał lata temu.
Nie miałam czasu grzebać w blogu wcześniej, bo miałam inną robotę. Dlatego dopiero teraz mogę na spokojnie odszukać, co takiego mądrego napisał niejaki Xagog, który nota bene napisał co napisał w lipcu 2009 i od 2 lat nikt go tu nie widział.
A napisał to, czego mógł nie pisać, ponieważ jak wół jest napisane tutaj:
Napisałam Xagogowi wyraźnie:
To nie mój problem, że chrześcijanie są drażliwi na punkcie swojej wiary. Chcą się jej trzymać, to niech się trzymają, ale niech się nie denerwują, jeśli inni widzą cały przekręt z nią związany. Kościół (instytucja zbrodnicza od samego początku) nie ma nic wspólnego z Ewangeliami, a Ewangelie z Jezusem, bo czego tak naprawdę nauczał Jezus nie wie nikt. Jak więc można być chrześcijaninem, skoro nawet nie wiadomo, czego nauczał chrześcijański guru?
Wszystkie (bez wyjątku!!!) zorganizowane grupy wyznawców i badaczy czegokolwiek, czy to religijne, czy ateistyczno-racjonalistyczne, czy nawet szkoły ezoteryczne są inwigilowane przez tajne służby, a ich nauczyciele uczą nie tego, co jest prawdą, lecz tego, czego te tajne służby sobie życzą.
Jeśli więc naprawdę i szczerze szukasz prawdy i “zbawienia” (cokolwiek to słowo mogłoby znaczyć) pierwszą rzeczą jaką musisz zrobić jest porzucenie grupy. Z grupą wejdziesz zawsze w ślepą uliczkę.
Nie widzę powodu, dla którego nie miałabym mieć prawa do mówienia źle o Kościele lub o czymkolwiek innym. Kościół to zło i nie będę go chwalić. I bardzo proszę nie próbować zamykać mi ust, bo to i tak się nie uda.
astromaria powiedział/a
I jeszcze jedno: nie mam czasu, zdrowia ani ochoty tłumaczyć każdemu od podstaw swojej filozofii ani dyskutować zażarcie każdego pojęcia. W zażartych dyskusjach zatracają się tylko ci, którzy muszą jeszcze przekonać samych siebie, że ich nowy światopogląd jest słuszny. Dlatego najbardziej zajadłymi wrogami Kościoła i religii są ci, którzy przed chwilą stracili wiarę. Podobnie najbardziej ideowymi wegetarianami są ci, którzy jeszcze wczoraj byli najbardziej żarłocznymi mięsożercami. Ci ludzie tłumaczą i argumentują nie dla innych, lecz dla umocnienia się w swojej nowej wierze czy filozofii. Ja mam to dawno za sobą (katoliczką nie byłam nigdy, więc problem zwalczania religii to nie moja broszka), więc nie mam motywacji, żeby argumentować, walczyć i przekonywać kogokolwiek do czegokolwiek. Niech każdy sam szuka swojej prawdy. Nie tylko w tym blogu, ale gdzie tylko zechce.
Legendarny powiedział/a
Droga autorko – naprawdę świetny tekst
Co tu dużo mówić… pozamiatałaś wszystko, dosłownie. Ludziom naprawde trudno uwierzyć w te wszystkie rzeczy a to z powodu ograniczonych ich choryzontów.
astromaria powiedział/a
Dzięki