Dedykuję wszystkim, którzy przekonują, że potrzebujemy rządu światowego (do kontaktów z... kosmitami).
Bruno Gröning:
Można uleczyć każdą chorobę, ale nie każdego człowieka klik
Tao:
Uczeni nie są mądrzy, mądrzy nie są uczeni.
Heraklit z Efezu
Nie wystarczy dużo wiedzieć, ażeby być mądrym.
Marshall McLuhan, medialny ‘guru’:
Tylko małe sekrety muszą być strzeżone. Wielkie trzymane są w sekrecie dzięki niedowierzaniu opinii publicznej
dr Sidney MacDonald Baker:
Empirycy to ci, którzy wierzą w to, co widzą. Racjonaliści to ci, którzy widzą to, w co wierzą.
Michael Ellner:
Tylko na nas spójrzcie. Wszystko jest na wspak, wszystko jest do góry nogami: lekarze niszczą zdrowie, prawnicy niszczą sprawiedliwość, uniwersytety niszczą wiedzę, rządy niszczą wolność, główne media niszczą informacje, a religie niszczą duchowość.
Demokracja?
Demokracja to dwa wilki i owca głosujące nad tym, co zjedzą na obiad [Benjamin Franklin]
Demokracja jest najgorszym z możliwych ustrojów, gdyż są to rządy hien nad osłami. [Arystoteles]
Świat jest rządzony przez całkiem inne osoby, niż się to wydaje i tylko ci, którzy potrafią zajrzeć za kulisy wiedzą kto to jest. [Benjamin Disraeli]
Ci którzy decydują nie są wybierani, a ci, których się wybiera nie mają nic do decydowania [Horst Seehofer, przewodniczący CSU i premier Bawarii]
Nasza rasa jest Rasą Panów. Jesteśmy świętymi bogami na tej planecie. Różnimy się od niższych ras, ponieważ wywodzą się one od insektów. Faktycznie porównując je do naszej rasy, inne rasy to bestie i zwierzęta, owce w najlepszym przypadku. Inne rasy są uważane za ludzkie odchody. Naszym przeznaczeniem jest rządzenie niższymi rasami. Nasze ziemskie królestwo będzie rządzone poprzez naszych liderów za pomocą rózgi żelaznej. Masy będą lizać nasze stopy i służyć nam jako nasi niewolnicy. [Menachem Begin, premier Izraela, laureat Pokojowej Nagrody Nobla]
Wierzę w to, że instytucje bankowe stwarzają większe zagrożenie dla naszej wolności niż armie. Jeśli Amerykanie kiedykolwiek zezwolą na to, by prywatne banki przejęły kontrolę nad emisją ich waluty, przez inflację, potem przez deflację, to banki i korporacje które na tym wyrosną będą pozbawiać ludzi wszelkich prywatnych dóbr, do momentu aż ich dzieci nie przebudzą się bezdomne na kontynencie, który został podbity przez ich ojców. Władza nad emisją powinna być zabrana bankom i przywrócona ludziom, do których ona prawowicie należy. [Thomas Jefferson]
Pozwólcie mi emitować i kontrolować pieniądze kraju, a ja nie dbam o to, kto tworzy jego prawa [Mayer Amschel Rothschild]
Lichwa, gdy raz dostanie się do władzy, zrujnuje i doprowadzi do upadku każdy naród. Nie warto mówić o suwerenności Parlamentu i demokracji dopóki rząd nie odzyska władzy emisji pieniądza i kredytu, i dopóki nie uzna się, że jest to jego podstawowa i nienaruszalna powinność. [William Lyon Mackenzie King, premier Kanady]
W tym rozdziale historii świata, nie istnieje coś takiego jak niezależna amerykańska prasa. Wy to wiecie i ja to wiem. Żaden z was nie ośmieli się szczerze wygłosić swojej własnej opinii - nawet jeśli ktoś z was spróbuje to zrobić, może być z góry pewnym, że jego tekst nie ukaże się w druku. Płacą mi za powstrzymywanie się od wyrażania moich poglądów na łamach gazety, w której pracuję. Wam płacą mniej więcej tyle samo za robienie mniej więcej tego samego - jeśli ktoś z was okaże się na tyle naiwny, by napisać o tym, co myśli, będzie sobie musiał poszukać innej pracy. Gdybym ja pozwolił sobie na taką szczerość, straciłbym zajęcie przed upływem dwudziestu czterech godzin od publikacji. W interesie dziennikarza leży niszczenie prawdy, kłamanie w żywe oczy, perwersja, poniżanie, pełzanie u stóp Mammona i sprzedawanie własnego kraju i własnego narodu za kromkę chleba. Wy to wiecie i ja to wiem. Cóż to za szaleństwo - wznosić toast za niezależną prasę? Jesteśmy narzędziami, wasalami bogaczy zza kulis. Jesteśmy marionetkami: oni pociągają za sznurki, my tańczymy. Nasze talenty, nasze predyspozycje i nasze życia należą do innych ludzi. Jesteśmy intelektualnymi prostytutkami. [John Swinton, były szef Personalny New York Times, ok. 1880 r.]
Jesteśmy wdzięczni wydawcom “Washington Post”, “New York Times”, “Time Magazine” i innym wielkim wydawnictwom, których menedżerowie uczestniczyli w naszych spotkaniach i dotrzymali swych obietnic zachowania dyskrecji przez blisko 40 lat. Byłoby dla nas niemożliwością zrealizowanie naszego planu budowy światowego rządu, jeśli bylibyśmy w tym czasie przedmiotem zainteresowania prasy… [David Rockefeller]
Jesteśmy na krawędzi globalnej transformacji. Wszystko, czego teraz potrzebujemy to odpowiednio wielki kryzys, a wtedy narody zaakceptują Nowy Porządek Świata. [David Rockefeller]
Rząd Światowy powstanie bez względu na to, czy nam się to podoba czy nie. Otwartą pozostaje jedynie kwestia, czy Rząd Światowy stworzony zostanie na drodze przemocy czy powszechnego przyzwolenia. [James Paul Warburg]
Idealną sytuacją dla każdego człowieka jest ta, która pozwala mu na pełną wolność działania przy jednoczesnym kontrolowaniu zachowania innych w celu wymuszenia posłuszeństwa na drodze do realizacji własnych pragnień. To znaczy, innymi słowy, każdy człowiek poszukuje władzy nad światem niewolników. [James Buchanan, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii]
Nad społeczeństwem dominować będzie elita… która dla osiągnięcia swoich politycznych celów nie będzie wzbraniać się przed stosowaniem najnowocześniejszych technik kształtowania publicznych zachowań i utrzymywania społeczeństwa pod ścisłą kontrolą i inwigilacją [Zbigniew Brzeziński w książce "Between Two Ages" 19970 r.]
Robert Anton Wilson:
(...) Za czkawkę po średniowiecznym katolicyzmie należy uznać fakt, że większość nawet dobrze wykształconych osób sądzi, iż każdy musi w coś wierzyć i jeśli nie jest się teistą, trzeba być dogmatycznym ateistą, a jeśli nie ceni się kapitalizmu, trzeba gorliwie wierzyć w socjalizm itd. itp. Jednym słowem istnieje szeroko rozpowszechnione przekonanie, że jeśli nie wierzy się w coś, trzeba wierzyć w tego przeciwieństwo.
Moim skromnym zdaniem wiara to śmierć inteligencji, ponieważ kiedy zaczyna się wierzyć w jakąś doktrynę, przestaje się myśleć na temat tego, czego ta doktryna dotyczy, przez co zawęża się obszar myślenia. Można wręcz powiedzieć, że osoba, która niczego nie kwestionuje jest z klinicznego punktu widzenia martwa, ponieważ według obecnych standardów medycznych brak aktywności mózgowej oznacza koniec życia. [Kosmiczny spust czyli tajemnica Iluminatów]
------
...obok przemyślanych i inteligentnych listów zdarzało mi się otrzymywać zapalczywe, choć niezbyt mądre listy od dwóch grup dogmatyków – fundamentalistycznych chrześcijan i fundamentalistycznych materialistów.
Fundamentalistyczni chrześcijanie wmawiali mi, że jestem sługą Szatana i powinienem jak najszybciej poddać się egzorcyzmom. Natomiast fundamentalistyczni materialiści informowali mnie, że jestem kłamcą, szarlatanem, oszustem i skandalistą. Mimo tych drobnych różnic listy te były do siebie zdumiewająco podobne. Obie grupy cechowała niepohamowana zaciekłość oraz całkowity brak poczucia humoru, życzliwości i dobrych obyczajów.
Te dwie straszne sekty jedynie pomogły mi utwierdzić się w agnostycyzmie, dostarczając dalszych dowodów na rzecz mojej tezy, że kiedy dogmat zakrada się do umysłu, ustaje wszelka aktywność intelektualna. ["Kosmiczny spust czyli tajemnica Iluminatów"]
------
Wszyscy jesteśmy gigantami, wychowanymi przez pigmejów, którzy nauczyli się chodzić na mentalnych czworakach. ["Powstający Prometeusz"]
Wywiad z Iluminatem:
To nie tak, mój młody przyjacielu. Czyż pan sam nie dotarł do prawdy? Czyż nie otrzymał pan wszystkich książek i innych tekstów , których pan poszukiwał? I czy nie znalazł pan w nich potwierdzenia tego, co pan przeczytał albo może przeżył wcześniej? Czyżby nie odkrył pan samodzielnie niejednej tajemnicy tego świata ? Kto szuka ten znajduje! Ale większość ludzi wcale nie chce szukać. Dlatego właśnie nie traktujemy ich inaczej niż zwierzęta, bo te również niczego innego nie szukają. Czy to jasne ? Kto nie korzysta ze swego rozumu i nie walczy o wolność osobistą, ten nie odczuwa jej braku. Wiedza jest przecież dostępna! Jest wszędzie. Ale kto tego nie chce dostrzegać, ten widzieć nie będzie. Pan przecież wie, że my się nie ukrywamy, Właściwie nigdy się nie ukrywaliśmy. [Jan van Helsing "Ręce precz od tej książki"]
Wikipedia:
Eugenika – pojęcie (...), które dotyczyło selektywnego rozmnażania zwierząt (w tym ludzi).
Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą.
Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem. Nie byłem przecież socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było
[Tekst napisany w obozie koncentracyjnym Dachau]
Fred Hoyle:
Na złomowisku są wszystkie części i fragmenty Boeinga-747, porozkręcane i chaotycznie porozrzucane. Trąba powietrzna przypadkowo przechodzi przez złomowisko. Jakie jest prawdopodobieństwo tego, że po jej przejściu znajdziemy tam w pełni złożony 747, gotowy do lotu?
Prawdopodobieństwo powstania choćby jednego z polimerów żywych organizmów przez przypadek jest takie samo jak prawdopodobieństwo, że całkowicie wypełniający przestrzeń Układu Słonecznego niewidomi, obracający w rękach kostkę Rubika, ułożą ją prawidłowo i równocześnie.
Nieważne jak olbrzymie środowisko jest brane pod uwagę, życie nie mogło mieć przypadkowego początku. Stada małp bębniące na chybił trafił na maszynach do pisania nie mogłyby wyprodukować dzieł Szekspira z tej praktycznej przyczyny, że cały dostępny obserwacjom wszechświat nie jest wystarczająco olbrzymi by pomieścić niezbędne hordy małp, niezbędne maszyny do pisania i, z pewnością, niezbędne śmietniki, do których wyrzucano by nieudane próby. Tak samo rzecz ma się z żywą materią.
Astromaria:
Od czasu, kiedy cyrkowy magik, James Randi zaczął arbitralnie decydować o tym, który uczony ma prawo publikować swoje prace w prasie naukowej, a ateista Richard Dawkins głosić kazania w kościołach, gdzie obwieszcza całemu światu, że Bóg nie istnieje, świat zupełnie stanął na głowie.
Salvador Dali:
Jedyna różnica miedzy mną a wariatem jest taka, że ja wariatem nie jestem
Tomasz Lis:
Kto ma mikrofon, ten ma władzę (podobno to tylko żart) ;-)
Kasjopeanie:
Wiara, że jedno źródło zawiera całą wiedzę, jest sprzeczna z rzeczywistością. Jeśli zakładało się, że zjedzenie owocu z drzewa wiedzy dostarczy całej wiedzy, wtedy jest się zwiedzionym, ponieważ żadne konkretne źródło nie może dostarczyć całej wiedzy. Jeśli więc ktoś uwierzy w taki podstęp, sam złapie się w pułapkę w obrębie danych parametrów. I na wieczność rasa ludzka będzie zatruta przez podobny problem, który objawia się na kilka sposobów: zawsze szuka się prawdy na jednej drodze czy tez poprzez religię, zamiast szukać jej na miriadach różnych dróg; także wiara w proste odpowiedzi na bardzo skomplikowane kwestie i pytania.
Richard Dawkins został kreacjonastą?
...cóż, mogłoby tak być, gdyby wcześniej, gdzieś we wszechświecie cywilizacja biorąca początek z darwinowskiej ewolucji nauczyła się skomplikowanej technologii i stworzyła formy życia. Mogliby wtedy zasiać je na naszej planecie. To jest bardzo, bardzo prawdopodobne, myślę nawet, że można by to udowodnić. Wchodząc w szczegóły biochemii czy biologii molekularnej możemy odnaleźć ślady ‘inteligentnego projektanta’. To byłaby istota o wyższej inteligencji z jakiegoś miejsca we wszechświecie. Tak, ale ta istota też musiałaby w jakiś sposób powstać, poprzez proces, który dałoby się wyjaśnić. Tak, życie nie może się zacząć spontanicznie. Zobacz to na własne oczy!
--------------
Im bardziej nieprawdopodobne statystycznie zdarzenie, tym mniej wiarygodne jest, że zaistniało przypadkiem. Oczywistą alternatywą dla zachodzących zmian jest Inteligentny Projektant. [w pracy "The Necessity of Darwinism", New Scientist,
15 Kwiecień 1982, str. 130].
Niccolo Machiavelli
Dopóki ludzie są ze sobą skłóceni, nie są niebezpieczni. A w takim razie każdy, kto chce nas kontrolować, musi się zatroszczyć o klimat stresu, lęku i powszechnej agresji.
“Prof” Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów:
Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna… śmierć, jak śmierć… A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym [w „Kropka nad i”, TVN 24 09.02.2011]
Albert Einstein:
Nie wiem jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na kije i kamienie.
C. S. Lewis:
Nie masz duszy. Jesteś duszą. Masz ciało.
Bill Cosby:
Nie wiem, co jest kluczem do sukcesu, ale kluczem do klęski jest chcieć zadowolić wszystkich.
Spisek, nie teoria
We wtorek, niemiecki dziennik Süddeutsche Zeitung poinformował, że Karch [szef laboratorium szpitala uniwersyteckiego w Münster, przyp.tłumaczącej] odkrył, że bakteria O104: H4 odpowiedzialna za obecny wybuch epidemii jest tzw chimerą, która zawiera materiał genetyczny z różnych bakterii E. coli. Zawiera ona także sekwencje DNA bakterii dżumy, co czyni ją szczególnie chorobotwórczą. Spiegel OnLine
Życie przerosło kabaret
W elektrowni jądrowej energię pochodzącą z rozpadu silnie radioaktywnego materiału używa się do ZAGOTOWANIA WODY.
Mefisto („Faust” J. W. von Goethe):
Jestem tej siły cząstką drobną, / co zawsze złego chce / i zawsze sprawia dobro
Gautama Budda:
Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach.
Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan, lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego co przynosi powodzenie wam i innym. (Kalama Sutra)
John Lennon:
Naszym społeczeństwem kierują chorzy umysłowo ludzie dla chorych celów. Myślę, że rządzą nami obłąkańcy dla obłąkanych celów i myślę, że za powiedzenie tego mogą mnie zamknąć w szpitalu dla wariatów. Na tym właśnie polega obłęd tego wszystkiego.
Osho (Rajneesh):
Dobrze jest mieć ego, ponieważ inaczej nie będziesz miał w życiu kręgosłupa. Każdy cię zmiażdży. Jeśli nie będziesz miał w życiu ego, pozostaniesz nieistnieniem, będziesz wykorzystywany, gnębiony, torturowany. Każdy człowiek, każdy Adolf Hitler stanie się twoim pasterzem, a ty będziesz owcą.
“Szczepienia są chemiczną lobotomią” – Bertrand Russel
Bestie końca czasów Plik pdf Bestie końca czasów Scribd Szczepionki które uczynią Cię posłusznym
----------------------
„Dzisiejszy świat zamieszkuje 6,8 miliarda ludzi i zmierza do wartości 9 miliardów. Jeśli obecnie wykonamy dobrze zadanie jeżeli chodzi o szczepionki, służbę zdrowia, rozrodcze usługi zdrowotne, wówczas możemy obniżyć tę wartość o być może 10 lub 15 procent”. [Bill Gates na zamkniętej konferencji TED 2010 w Long Beach w Kalifornii].
----------------------
O ile w latach 70-tych notowano jedno zachorowanie na autyzm na 10 000 nowo narodzonych dzieci, to po wprowadzeniu tych nowych szczepionek w 1991r. jedno zachorowanie notowano raz na 150 zaszczepionych dzieci. (...) koszt produkcji jednej szczepionki - ampułki to 2 centy, a koszt sprzedaży to ok. 50 dolarów. ]
Gdyby stosować zasady farmakopei, to ilość tylko rtęci, zawartej w szczepionce mogłaby być użyta dla dziecka o wadze 135 kg. Wiadomo, że ośrodki szczepionkowe zalecają jednorocznemu dziecku nawet 10 szczepionek. W tej sytuacji takie dziecko powinno ważyć ponad 1350 kg w pierwszym roku życia. [dr Jerzy Jaśkowski]
----------------------
Raport CDC stwierdza, iż wśród kobiet w ciąży zaszczepionych na świńską grypę odnotowano siedem razy więcej poronień. Kobiety zaszczepione na grypę sezonową chorowały trzy razy częściej na tę grypę, zaś szczepione na A/H1N1 chorowały na świńską grypę dziesięć razy częściej.
William S. Borroughs:
Paranoja to znajomość wszystkich faktów.
George. H. W. Bush:
W tych kłopotliwych czasach naszym piątym celem jest Nowy Porządek Świata, który może zapoczątkować nową erę
Joseph Stiglitz:
Ekonomika każdego państwa jest analizowana oddzielnie, po czym Bank wręcza każdemu ministrowi ten sam czteroetapowy program.
Pierwszy etap to prywatyzacja, którą bardziej dokładnie należałoby raczej nazywać etapem „przekupstwa”. Zamiast korzystnie sprzedawać państwowe przedsiębiorstwa przywódcy danego narodu beztrosko wyprzedają, stosując się do żądań Banku Światowego, swoje przedsiębiorstwa dostarczające wodę i elektryczność. Gdybyście tylko mogli zobaczyć, jak szeroko otwierają się im oczy na widok dziesięcioprocentowej prowizji wpłacanej na ich konta w bankach szwajcarskich w zamian za spuszczenie o kilka miliardów z ceny sprzedaży państwowych dóbr.
Rząd Stanów Zjednoczonych wiedział o tym, przynajmniej w przypadku największego „przekupstwa” wszechczasów, rosyjskiej wyprzedaży w roku 1995. „Ministerstwo Skarbu USA uważało, że jest to wspaniale zorganizowane, jako że chcieliśmy, aby Jelcyn został powtórnie wybrany na prezydenta. Mało nas obchodziło, że to skorumpowane wybory. Chcieliśmy, aby pieniądze trafiły do Jelcyna” poprzez wspieranie jego kampanii.
-----------
Stiglitz nie jest terrorystą spod znaku teorii spiskowych. Człowiek ten tkwił wewnątrz tej gry, był członkiem gabinetu Billa Clintona w charakterze przewodniczącego zespołu jego doradców ekonomicznych.
Anton Pawłowicz Czechow:
Przyjacielu, tylko przeciętni, tuzinkowi ludzie są zdrowi i normalni (...). Powtarzam więc, jeżeli chcesz być zdrowy i normalny - wracaj do stada.
Lew Tołstoj:
Wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są za wzorce
Ali Ibn Abi Talib:
Bóg cię po to obdarzył rozumem, byś miał gdzie szukać ratunku
Victor Lebow:
Nasza niezwykle produktywna gospodarka potrzebuje konsumpcjonizmu jako stylu życia, musimy zamienić kupowanie i korzystanie z towarów w rytuał, dzięki któremu uzyskujemy duchowy spokój w konsumpcji. Potrzebujemy konsumpcji, spalania, zamiany na nowe i wyrzucania w coraz większym tempie.
Henry Kissinger:
Żołnierze są głupimi, tępymi zwierzętami używanymi w polityce zagranicznej
Ryszard Legutko:
Po prawdzie, ciężar dowodu stawia ateistów w dwuznacznej sytuacji. Muszą oni udowadniać, że czegoś czy kogoś nie ma. Jeśli jednak czegoś lub kogoś nie ma, to po co to wykazywać? Wystarczy wszak ów brak ignorować. Wyznawcy ateizmu postępują odwrotnie, wkładając całe serce, cały umysł i całą duszę w dzieło podważania istnienia nie istniejącego. Wspomniany Flew poświęcił Bogu kilka książek i zajmował się nie istniejącym bytem przez ponad sześćdziesiąt lat swojego życia. U niektórych ateistów Bóg staje się wręcz obsesją. Wydają przeciwko niemu książki i czasopisma. W przestrzeni społecznej głoszą uparcie słowo nie-Boże, zaś w rozmowach towarzyskich wracają do niego, niezależnie od podniesionego tematu czy panującej atmosfery. Ktokolwiek szukałby świadectwa stałej obecności idei Boga w ludzkim umyśle, powinien zacząć od wojujących ateistów. [Z artykułu “Ateiści Pana Boga” Wprost 2005]
AIDS
"Dlaczego Magic Johnson nie ma AIDS?" Takie pytanie zadał Maciej Trojanowski w listopadzie 2000 roku doktorowi Jamesowi DeMeo. Odpowiedź brzmiała: "Bo przestał się leczyć".
dr Will Keepin, fizyk:
Jeżeli udamy się na dworzec możemy zauważyć, że ruch pociągów jest ściśle skorelowany z ruchem wskazówek zegara. Naiwne naukowe podejście kazałoby nam zadać pytanie: które z tych zjawisk jest przyczyną, a które skutkiem? Czy pociągi wywołują ruch wskazówek, czy też wskazówki wywołują ruch pociągów? Skoro korelacja jest dobrze widoczna musi też istnieć związek przyczynowo-skutkowy. Tymczasem go nie ma. Jest natomiast niewidoczna gołym okiem zasada organizacyjna, która odpowiada za występowanie tej korelacji.
Z taką samą sytuacją mamy do czynienia w przypadku astrologii.
Alfred Korzybski:
Są dwa sposoby na łatwe życie: wierzyć we wszystko albo nie wierzyć w nic. Obydwa zwalniają nas od myślenia.
prof. Maria Dorota Majewska:
Pamiętajmy, że naukowcy dowiedli, iż osobnicy podejrzliwi, wręcz paranoiczni, mają znacznie większą szansę na przetrwanie
Thorwald Dethlefsen:
Światło istnieje, ciemność zaś – nie.
Dlatego często wzmiankowana walka między siłami światła a siłami ciemności nie jest żadną prawdziwą walką, bo jej wynik jest znany od zawsze.
Ciemność nic światłu uczynić nie może.
Światło natomiast niezwłocznie przetwarza ciemność w jasność – i dlatego ciemność musi światła unikać, jeśli nie chce zdemaskowania swego nieistnienia.
To prawo daje się prześledzić także w naszym fizycznym świecie – jak na górze, tak na dole. Załóżmy, że mamy pomieszczenie wypełnione światłem i że poza tym pomieszczeniem panuje ciemność. Możemy spokojnie otwierać drzwi i okna i wpuszczać ciemność do środka – nie zaciemni ono pomieszczenia; to światło rozjaśni ciemność.
Odwróćmy ten przykład: mamy ciemne pomieszczenie, otoczone od zewnątrz światłem. I znów otwieramy drzwi i okna. Tym razem znów światło przemieni ciemność i wypełni pomieszczenie jasnością. [Poprzez chorobę do samopoznania]
Zygmunt Bauman:
[Z.B.]: Każdy może nas okłamywać praktycznie bezkarnie. Kiedyś wiadomo było, że politycy kłamią, więc ludzie szukali prawdy u rozmaitych ekspertów, autorytetów, intelektualistów, mędrców. Dziś eksperci, intelektualiści i mędrcy coraz częściej kłamią równie bezkarnie i lekko jak kiedyś politycy. Więc kiedy słyszymy, że według ostatnich badań jakiś enzym, który jest w jakiejś jadalnej substancji, wydłuża lub skraca życie, to ludzie roztropni od razu pytają: „A kto finansował badania?”. Coraz bardziej powszechna staje się opinia, że jak badania zamówi korporacja producentów tytoniu, to okaże się, że papierosy są zdrowe. Pewnie nie ma już tezy tak absurdalnej, żeby się jej nie dało podeprzeć wynikami badań naukowych przeprowadzonych w uznanych ośrodkach.
[J.Ż.]: Ale można ją za pomocą innych badań obalić.
[Z.B.]: Właśnie! Równie łatwo można obalić lub uzasadnić najsłuszniejszą i najgłupszą tezę! I co nam z tego przychodzi?
Dla mędrca nie ma rzeczy niewłaściwych Dhammapada (czyta Ksawery Jasieński)
Ted Turner:
Jest nas zbyt wielu. Stąd bierze się globalne ocieplenie. Zbyt wielu ludzi zużywa atmosferę
Al Gore „Ziemia na szali”:
... w niektórych rejonach Polski regularnie sprowadza się dzieci pod ziemię do głębokich kopalń, żeby je chronić od różnych gazów i zanieczyszczeń powietrza. Można sobie wyobrazić, jak nauczyciele ostrożnie wychylają się z tych kopalń i sprawdzają, czy można już bezpiecznie wyjść na powierzchnię.
prof. Julian Aleksandrowicz:
Głównym przejawem niepowodzenia współczesnej medycyny jest to, że nie umie ona przeciwdziałać rozpowszechnianiu się chorób cywilizacyjnych. Możliwe, że wybuduje się kiedyś w Polsce kilkadziesiąt centrów onkologicznych, wiele nowych szpitali psychiatrycznych, ośrodków kardiologicznych, trudno jednak będzie uznać to za sukces medycyny.
------
Katedra jest czymś więcej niż tylko sumą kamieni, ona nadaje im piękno i sens. Podobnie człowiek jest czymś więcej niż tylko sumą organów.
Daniel Cohn-Bendit (eurodeputowany):
Od dawna miałem ochotę pracować z dziećmi. W 1972 roku złożyłem podanie o pracę w alternatywnym (państwowym) przedszkolu we Frankfurcie nad Menem. Pracowałem tam ponad dwa lata. Mój nieustanny flirt z dziećmi szybko przyjął charakter erotyczny. Te małe pięcioletnie dziewczynki już wiedziały, jak mnie podrywać. Rzecz jasna niejedna z nich przygląda się rodzicom, kiedy się pieprzą. Kilka razy zdarzyło się, że dzieci rozpięły mi rozporek i zaczęły mnie głaskać. Ich życzenie było dla mnie problematyczne. Jednak często mimo wszystko i ja je głaskałem. Wtedy oskarżono mnie o perwersję [Autobiografia z książki "Wielki bazar"] czytaj więcej
Przysłowie chińskie:
Jeżeli wiesz wszystko, to znaczy, że zostałeś źle poinformowany
Credo Mutwa:
Przestańcie nazywać konspirację teoriami. Teorie nie zabijają ludzi... teorie nie mordują niewinnych dzieci... Teorie są tylko ideami unoszącymi się w powietrzu. Konspiracja jest realna, jest tu, i zabija!
Wolter:
Nie zgadzam się z tobą, lecz zawsze będę bronił twego prawa do głoszenia własnych poglądów
Niebezpieczne GMO
Bardzo się staramy, aby każdy zrozumiał, że skażenie genetyczne to coś zupełnie innego niż skażenia chemiczne, które przez własną głupotę rozpowszechniamy przez ostatnie 50 lat. Rzecz w tym, że chemikalia nie potrafią same się rozmnażać. Nawet największe skażenie chemiczne z czasem maleje, podczas gdy w technologii genetycznych modyfikacji jest dokładnie na odwrót. DNA może się w zasadzie rozmnażać samodzielnie, a więc możliwe jest, że początkowo niewielkie skażenie rozrośnie się z czasem do olbrzymich rozmiarów. [Terje Traavik (naukowiec norweski]
-----------
Pomimo upływu jednej trzeciej wieku i ponad 350 mld dolarów zainwestowanych w to cacko huragan pozostaje bardziej przewidywalny, a pożar bardziej możliwy do opanowania niż rośliny genetycznie modyfikowane [prof. Ignacio Chapella z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley]
Francis Collins:
Jedną z wielkich tragedii naszych czasów jest pogląd, według którego nauka i religia muszą toczyć wojnę.
-----
Gdy dokonujesz przełomu, jest to moment naukowego radosnego podniecenia, ponieważ uczestniczyłeś w tych poszukiwaniach i wydaje się, że znalazłeś to. Jest to jednak także moment, w którym przynajmniej czuję bliskość Stwórcy w sensie spostrzeżenia czegoś, czego wcześniej nie widział żaden człowiek, ale o czym wiedział Bóg.
------
Kiedy masz pierwszy raz przed sobą instrukcję składającą się z 3,1 miliarda liter, która zawiera wszystkie rodzaje informacji i wszystkie rodzaje tajemnic dotyczących rodzaju ludzkiego, nie możesz tego oglądać strona po stronie, nie czując strachu. Nie mogę pomóc, ale mogę patrzeć na te strony i mieć niejasne poczucie, że daje mi to pogląd na umysł Boga.
------
Widzę bożą rękę w pracy poprzez mechanizm ewolucji. Jeżeli Bóg wybrał stworzenie ludzi na swój obraz i zdecydował, że mechanizm rozwoju będzie najlepszą drogą, by tego celu dokonać, mamy powiedzieć, że to nie jest sposób.
(Collins szefował The Human Genome Project i był ateistą przez 27 lat. "Znalazłem Boga'' - mówi na "Paranormalium" człowiek, który rozbił ludzki genom).
David Coleman:
Celem astrologii nie jest przewidywanie przyszłości, a celem magii nie jest nabycie mocy; OBIE te dziedziny zajmują się przekształcaniem naszych gęstszych jakości w ich najczystszą bądź najbardziej uszlachetnioną kwintesencję
J. P. Uspienski “Fragmenty nieznanego nauczania”:
Tylko ktoś świadom trudności przebudzenia zdolny jest pojąć, że wymaga ono długiej i mozolnej pracy [G. Gurdżijew]
------------
Można powiedzieć, że dla człowieka subiektywnego zło wcale nie istnieje, że istnieją dla niego różne koncepcje dobra. Nikt nigdy nie robi niczego dobrowolnie w interesie zła, w imię zła. Każdy działa w interesie dobra, tak jak je rozumie. Ale każdy rozumie je w inny sposób. W konsekwencji ludzie topią, mordują i zabijają się nawzajem w interesie dobra. Powód jest znów ten sam: ludzka niewiedza i głęboki sen, w którym żyją ludzie.
Jest to tak oczywiste, że nawet dziwne wydaje się, że ludzie nigdy przedtem o tym nie myśleli. Jednakże pozostaje faktem, że oni tego nie pojmują i że każdy uważa “swoje dobro” za jedyne, a całą resztę za zło. Nadzieja na to, że ludzie kiedykolwiek to zrozumieją i rozwiną ogólną i jednorodną ideę dobra, jest naiwna i płonna.
Plutarch:
Łatwiej jest zbudować miasto w powietrzu niż założyć państwo bez religii
Frank Zappa:
Moja najlepsza rada dla każdego, kto chce wychować szczęśliwe i zdrowe na umyśle dziecko: trzymajcie je jak najdalej od kościoła... Jeśli tylko zbliżycie się z dzieckiem do jakiegoś kościoła, wpadniecie w tarapaty.
-----
[...] budować całą tę desperacką socjologię na pomyśle, że istnieje Facet w Chmurach, który ma Wielką Księgę, który wie, czy jesteście źli czy dobrzy, i którego to obchodzi – budować to wszystko na tym – ludzie, to przecież myślenie godne szympansa!
-----
Istota chrześcijaństwa jest wypowiedziana w historii kuszenia Adama w Raju. Owoc zakazany był na drzewie WIEDZY. Podtekst tego jest taki, że powodem wszelkiego naszego cierpienia jest to, że chcieliśmy DOWIEDZIEĆ SIĘ, co tak naprawdę się dzieje. Moglibyśmy wciąż żyć w Raju, gdybyśmy tylko trzymali nasze pier*** gęby zamknięte na kłódkę i NIE ZADAWALI ŻADNYCH PYTAŃ.
-----
Zastanówcie się przez chwilę nad regułami chrześcijaństwa: co to było, co zjadł Adam, a czego nie powinien był zjeść? To nie było zwykłe jabłko – to był OWOC Z DRZEWA WIADOMOŚCI DOBREGO I ZŁEGO.
Podtekst? "Jak będziesz chciał być za mądry, to ci tak wpier****, że się nie pozbierasz" – mówi Pan. Bóg jest najmądrzejszy i nie życzy sobie żadnej konkurencji.
Czyż nie jest to wobec tego religia w najwyższym stopniu antyintelektualistyczna?
-----
Jeśli o mnie chodzi, to każdy, kto odczuwa potrzebę przynależenia do jakiejś religii, ma do tego prawo. Popieram to. Jednak byłbym wdzięczny, gdyby ludzie ci okazali więcej szacunku tym, którzy nie podzielają ich poglądów, religijnego entuzjazmu i wiary w nekroegzystencję.
-----
Umysł jest jak spadochron. Nie działa, jeśli nie jest otwarty.
-----
Jeśli posłuchaliście matki, ojca, księdza, faceta z telewizji czy jakichkolwiek innych ludzi, którzy mówili wam, jak postępować i przez to pędzicie teraz nudny, marny żywot, to w pełni na to zasługujecie.
-----
Polityka jest jedną z gałęzi przemysłu rozrywkowego.
Thomas Paine:
Gdy czytamy o obscenicznych historiach, niecnych uczynkach, okrutnych i poprzedzonych torturami egzekucjach, nieustannej chęci zemsty, którą wypełniona jest ponad połowa Biblii, dochodzimy do wniosku, że należałoby ją raczej nazwać słowem demona niż słowem bożym. Służyła [...] ona korupcji i brutalizacji rodzaju ludzkiego.
-----
Z wszystkich systemów religijnych, jakie kiedykolwiek wynaleziono, nie ma drugiego bardziej obraźliwego dla stwórcy, bardziej destruktywnego dla człowieka, bardziej odrażającego dla intelektu i bardziej sprzecznego ze swoją własną logiką niż ten, nazywany chrześcijaństwem
["The Age of Reason"]
Fryderyk Nietzsche:
Gdyby Bóg, który zstąpił na ziemię, zamiast kary, winę wziął na siebie - to byłoby dopiero rzeczą boską!
------
Bóg chrześcijański jest tak absurdalnym Bogiem, że powinien zostać zniesiony nawet jeśli istnieje.
------
Nikt nie może swobodnie postanowić, że zostanie chrześcijaninem: nie można się 'nawrócić' na chrześcijaństwo – trzeba być na to dostatecznie chorym.
------
Osoba wierząca nie jest w ogóle zdolna do tego, aby mieć sumienie w kwestii "prawdy" i "nieprawdy". Prawość w tym punkcie niechybnie doprowadziłaby do zakwestionowania tego, w co wierzy.
------
Żadna inna książka [Biblia] nie była chętniej czytana i żadna nie wyrządziła więcej zła.
------
Chrześcijaństwo, jak dotychczas, było największym nieszczęściem ludzkości.
------
Jeżeli ktoś żyje z tego, że zwalcza wroga, jest zainteresowany tym, aby wróg pozostał przy życiu
Kurt Vonnegut:
Od co najmniej czterech pokoleń moja rodzina z dumą dystansuje się od oficjalnych religii... Mówcie co chcecie o cudownej słodyczy ślepej wiary. Moim zdaniem, zdolność do takiej wiary jest czymś przerażającym.
Sat-Okh:
Ludzie wiodący żywot w brudnych osadach lub fortach, zepsuci łatwością zabierania nam ziemi, na pewno nie rozumieli nas i naszych zwyczajów. Ich religia mówiła, że kto nie wierzy w Boga, ten jest dzieckiem złego ducha i trzeba go zniszczyć. Nigdy nie mogłem zrozumieć białych, bo przecież wszystko, co Wielki Stwórca zbudował, jest jego domem oraz jego świątynią. Biali natomiast budują świątynię i tam umieszczają swego Boga, modlą się w niej, poza świątynią zaś czynią źle, kradną, zabijają, a Bóg im to przebacza (...). - "Serce Chippewaya"
(Sat-Okh to polski Indianin)
Arthur Schopenhauer:
Zdrowy rozsądek może zastąpić prawie każdy stopień wykształcenia, ale żadne wykształcenie nie zastąpi zdrowego rozsądku.
-----
Przeznaczenie rozdaje karty, a my tylko gramy.
-----
Religię możemy przyrównać do przewodnika, który prowadzi ślepego - chodzi bowiem tylko o to, aby ślepy doszedł do celu, a nie o to, aby wszystko widział.
-----
Łatwiej jest coś obalić niż udowodnić, wywrócić niż postawić.
-----
Są trzy fazy ujawniania się prawdy. Najpierw prawda jest ośmieszana, potem spotyka się z gwałtownym oporem, a na koniec traktowana jest jako oczywistość.
-----
Zaiste, chciałoby się powiedzieć, że ludzie są diabłami na ziemi, a zwierzęta dręczonymi przez nich duszami.
-----
Nie miłosierdzie, lecz sprawiedliwość jesteśmy winni zwierzętom.
-----
Gdyby wychowanie i pouczanie dawało owoce, to jakże mógłby wychowanek Seneki wyrosnąć na Nerona?
Phillip Zimbardo:
W całej ludzkiej historii więcej przestępstw popełniono z powodu posłuszeństwa, niż nieposłuszeństwa obywatelskiego. Tak więc to nie sprzeciw, nie bunty i nie dewianci są zagrożeniem dla społeczeństwa. Prawdziwym zagrożeniem dla wszystkich społeczeństw są ludzie bezmyślnie i ślepo posłuszni jakimkolwiek władzom.
------
Tłumienie rebelii i wszelkich innych poglądów jest oznaką tyranii. Chodzi o to, żeby nie dopuścić opozycji, żadnych alternatywnych poglądów do iluzji, którą stworzono. Zazwyczaj do iluzji, że dadzą ludziom bezpieczeństwo, lepsze życie, choć tak naprawdę zabierają ludziom wolność i swobody.
Stanley Milgram:
Społeczeństwo zawodzi zupełnie, kiedy trzeba stworzyć wewnętrzne hamulce dla działań, które wywodzą swój początek od autorytetu
-----
Siła autorytetu nie pochodzi od jego właściwości charakteru lecz od jego domniemanej pozycji w strukturach społecznych
Mark Twain:
Ludzie w ogóle nie myślą. Oni tylko myślą, że myślą.
Johann Wolfgang von Goethe:
Wiara jest miłością niewidzialnego, ufnością w niemożliwe, nieprawdopodobne
Dale Carnegie:
Jezus powiedział, że królestwo niebieskie jest w tobie. Ale dokładnie tam leży też królestwo piekielne
Leszek Weres:
Odkrycia naukowe rodzą się jako herezje i umierają jako przesądy.
Dżalaluddin Rumi:
Miłujący Boga nie mają religii, tylko samego Boga
-----
Jeśli nie widziałeś diabła, spójrz na własne „ja”
Paramahansa Yogananda:
Dziecko rodzi się w tym dniu i o tej godzinie, kiedy płynące ze sklepienia niebieskiego promienie są w matematycznej harmonii z jego indywidualną karmą. Jego horoskop jest obrazem jego niezmiennej przeszłości, ukazującym obecne wyzwania i prawdopodobne przyszłe efekty.
Ziarno przeszłej karmy nie może wykiełkować, jeśli upiecze się ono w boskim ogniu mądrości...
Im bardziej dogłębna jest samorealizacja człowieka, tym bardziej wpływa on na cały wszechświat za pomocą subtelnych wibracji duchowych i tym mniej jest on dotknięty przez zjawiskowy przepływ zdarzeń (karmę).
Mistrz Szeng-Jen – “Bęben Dharmy”:
Niewielu ludzi wie, że śni. Nawet jeśli wiedzą, rzadko kiedy chcą się obudzić. Ktoś, kto nie widzi swej własnej natury, uważa, że jest jak najbardziej rozbudzony, że życie jest rzeczywiste i że nie cierpi. Gdy rozpoznaje iluzoryczną naturę jaźni, zdaje sobie sprawę, że śnił tylko bardzo długi sen i że w gruncie rzeczy sen ten naznaczony jest cierpieniem. Stosunkowo niewielu ludzi zdaje sobie jednak sprawę, iż do rozpoznania nietrwałej i iluzorycznej natury codziennego życia potrzebna jest poważna codzienna praktyka. Nie wystarczy tylko posłuchać moich słów, przeczytać książkę lub dojść do intelektualnego zrozumienia tej prawdy. O buddyjskiej praktyce słyszało wielu, ale niewielu chce się jej naprawdę poświęcić. Jeszcze trudniej spotkać kogoś, kto praktykuje, budzi się ze snu i zamiast zapaść weń z powrotem, w końcu urzeczywistnia swą własną naturę. (...)
Nawet jeśli rozumiemy, iż nasze życie jest pozbawione substancji, nierzeczywiste i podobne do sennego marzenia, nadal ponosimy odpowiedzialność za ten sen, bez względu na to, czy doświadczany jest na jawie, czy nie.
Stefan Kisielewski:
Głupiec jest kontent z siebie; gdyby przestał być kontent, przestałby być głupcem.
Polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby
Wszystko co piszę o astrologii, medycynie naturalnej i homeopatii oparte jest na empirii i rzetelnych dowodach naukowych!
Witaj gościu w moim blogu!
Misją tego bloga jest dostarczanie informacji, jakich nie znajdziesz w mediach, a przede wszystkim budzenie z iluzji i SKŁANIANIE DO SAMODZIELNEGO MYŚLENIA.
Wyłącz telewizor i radio. Nie pozwól tym reżimowym, propagandowym szczekaczkom kształtować Twoich myśli i opinii. Zrelaksuj się i spróbuj zacząć myśleć własną głową, a nie telewizorem.
To pokojowy blog, a jego autorka życzy Ci naprawdę dobrze.
• Z nikim nie walczę,
• niczego nie zwalczam,
• za niczym nie agituję,
• nikogo do niczego nie przekonuję,
• nikogo na nic nie nawracam,
• nikomu niczego nie narzucam,
• nie interesują mnie zażarte polemiki,
• nie wdaję się w światopoglądowe kłótnie,
PONIEWAŻ JESTEM TOLERANCYJNA I SZANUJĘ PRAWO KAŻDEGO CZŁOWIEKA DO ŻYCIA WEDŁUG JEGO WŁASNYCH IDEAŁÓW. Nie obchodzi mnie w co wierzysz dopóki nie narzucasz mi swoich przekonań.
Nie ma takiego pojęcia, jak "temat kontrowersyjny", bo ALBO COŚ JEST PRAWDĄ, ALBO KŁAMSTWEM. Pół-prawda to gówno-prawda. Takie tematy jak GMO i naturalne leczenie raka nie są kontrowersyjne, bo już dawno wszystko zostało udowodnione ponad wszelką wątpliwość. GMO to broń masowej zagłady, a onkologia okalecza i zabija, a nie leczy.
Dla mnie to jest oczywiste, ale ludzie wychowani przez szkoły i mendia uważają, że wszystko trzeba wyrażać w sposób "obiektywny", a więc zawsze trzeba przedstawić zarówno argumenty za, jak i przeciw, nawet jeśli są całkowicie nieprawdziwe i szkodliwe. I to jest murowany sposób, żeby zamordować prawdę, a ludziom zrobić wodę z mózgu.
NIKOGO NIE ZMUSZAM DO CZYTANIA MOJEGO BLOGA ani nikomu się z nim nie narzucam, jeśli więc go czytasz, robisz to wyłącznie z własnej, nieprzymuszonej woli.
Nikomu nie przynoszę w zębach dowodów na to, o czym piszę! Jeśli jesteś wielbicielem rozumu i racjonalistą, sam, OSOBIŚCIE zbadaj dany temat i zdobądź dowody (opinie autorytetów są niemiarodajne, bo autorytety coraz częściej są skorumpowane i cynicznie fałszują wyniki badań).
W przeciwieństwie do członków dwóch destrukcyjnych sekt: ateistyczno-racjonalistycznej i Himavanti NIKOGO PERSONALNIE NIE ATAKUJĘ, NIE WYSZYDZAM ANI NIE OBRAŻAM I NIGDY TEGO NIE ROBIŁAM!!!
Nigdy nie udzielałam się w forum racjonalista.pl (nigdy nie brałam tam udziału w dyskusji o astrologii!) ani nigdy nie komentowałam i nie będę komentować blogów pseudo-racjonalistów (nie mieszam w szambie, bo śmierdzi). Jeśli widzisz w którymś z blogów lub forów pseudo-racjonalistycznych komentarz napisany przez astromarię, wiedz, że to jakiś oszust podszywa się pode mnie.
Na sugestie, że jestem antysemitką odpowiadam: Semitami są głównie ludy Zachodniej Azji i Arabowie. Nie mam nic do tych nacji, bo ci ludzie nic złego mi nie zrobili. Nie istnieje coś takiego, jak "naród żydowski". Żydzi to ludzie studiujący Torę. Jestem natomiast zdecydowaną ANTY-SYJONISTKĄ.
Informuję, że NIE TOLERUJĘ ANTYPOLONIZMU. To jest rasizm i jeśli kogoś na tym przyłapię złożę donos gdzie należy.
Z oszczercami, kłamcami, prowokatorami, trollami, agresorami, psychopatami oraz płatnymi agentami dowolnego lobby (atomowego, łupkowego, alopatycznego, onkologicznego, wakcynologicznego, eugenicznego, depopulacyjnego i każdego innego) nie dyskutuję, lecz natychmiast ich banuję.
Nie wierzę, nie wierzyłam i nigdy nie prorokowałam końca świata w 2012 roku, a Patricka Geryla i Zecharię Sitchina zawsze uważałam za oszustów. Nigdy się nie powoływałam na żadnego z nich.
Kiedy nie wiem, kto w tym pełnym cynicznych kłamstw i dezinformacji świecie kłamie, a kto mówi prawdę stosuję radę rzymskiego sędziego Luciusa Cassiusa Longinusa (ok. 125 p.n.e.) i zadaję pytanie: "cui bono", czyli "kto czerpie z tego zysk". Amerykańscy śledczy wyrażają to jako "follow the money", "podążaj za pieniędzmi". Od tej zasady chyba nie ma wyjątku.
Kto mówi prawdę w sprawie klimatu, szczepień na grypę, GMO, profilaktyki zdrowotnej, Codex Alimentarius itp.? Cui bono?
Podstawy html – nie każdy musi znać, ale się przydaje
Dodawanie linku do komentarza:
<a href ="skopiowany adres linku">Tytuł artykułu</a>
Pogrubienie tekstu:
<strong>tekst</strong>
lub <b>tekst</b>
Pochylenie tekstu:
<em>tekst</em>
lub <i>tekst</i>
Mapa zlicza od 27 maja 2011 ok. 22:30
Matrix
Cypher: Niewiedza to błogosławieństwo.
Morfeusz: Weź niebieską pigułkę, a historia się skończy, obudzisz się we własnym łóżku i uwierzysz we wszystko, w co zechcesz. Weź czerwoną pigułkę, a zostaniesz w krainie czarów i pokażę ci, dokąd prowadzi królicza nora.
Neo: Wiem, że tam jesteście. Czuję was. Wiem, że się boicie. Boicie się nas. Boicie się zmian. Nie znam przyszłości. Nie powiem wam, jak to się skończy. Ale powiem wam, jak się zacznie. Odłożę słuchawkę i pokażę ludziom to, co przed nimi ukrywaliście. Świat bez was. Świat nie kontrolowany, bez granic i nakazów. Świat, w którym wszystko jest możliwe. Co się stanie potem, to już zależy od was.
Morfeusz: Matrix jest wszędzie, otacza nas ze wszystkich stron. Nawet tu i teraz. Widzisz go wyglądając przez okno i włączając telewizor. Czujesz, gdy idziesz do pracy, czy do kościoła, gdy płacisz podatki. To świat, który postawiono ci przed oczami, by przesłonić prawdę.
Morfeusz: Musisz zrozumieć, że większość tych ludzi nie jest gotowych by się odłączyć. A wielu z nich jest tak zranionych, tak beznadziejnie zależnych od systemu, że będą walczyć w jego obronie.
--------------
Agent Smith: Ludzie to choroba, rak toczący tę planetę. Wy jesteście plagą... a my jesteśmy lekarstwem.
Zygmunt Bauman:
Na pewno nie chcę państwa globalnego. To byłby, jak już Karl Jaspers orzekł, koszmar. - Bo nie byłoby gdzie uciekać. Jedno państwo dla całej ludzkości byłoby ramą dla totalitaryzmu, jakiego świat jeszcze w najgorszych nawet marach nocnych nie doświadczył.
Telford Taylor
Jeśli odpowiedzialność za czynniki ekonomiczne, które wywołały II wojnę światową – mianowicie kartel olejowy i narkotykowy – nie zostanie wywiedziona na światło dzienne, te same czynniki wywołają w przyszłych pokoleniach jeszcze więcej szkód niż naziści. [Telford Taylor, amerykański oskarżyciel w Trybunale do Ścigania Zbrodni Wojennych w Norymberdze przeciwko IG Farben, w 1947 r.]
Ted Gunderson (agent FBI)
Nie jestem teoretykiem konspiracji, jestem realistą konspiracji. Ona tam jest.
Wiadomość z ostatniej chwili, uznana za sensacyjną. TVN24 donosi:
Zwany przez media najsłynniejszym współczesnym ateistą i “rottweilerem Darwina” profesor Richard Dawkins nieoczekiwanie przyznał, że nie jest w 100 procentach pewny, czy Bóg nie istnieje.
Dalej TVN24 informuje, że Dawkins ostatnio wolał, żeby nazywano go agnostykiem – czyż to nie zdrada idei czystego ateizmu? Głęboko (nie)wierzący ateista musi być zimny lub gorący, a nie letni, a pfuj.
W pewnym momencie, i to było dla wielu zaskoczenie, naukowiec przyznał, że nie jest w 100 procentach pewien, że nie ma żadnego stwórcy. – Dlaczego więc nie określasz siebie jako agnostyka? – zapytał w tym momencie filozof sir Anthony Kenny, prowadzący dyskusję.
Dawkins odpowiedział, że właśnie tak czynił.
Może jest to wielkie zaskoczenie dla TVN-u, ale nie dla mnie. Obserwuję zmagania Dawkinsa z materią Boga i widzę, że od lat się biedny łamie i przeżywa udręki jak biskup, który stracił wiarę. Cała ta jego ostatnia wielka, opasła księga wymierzona przeciwko Bogu jest najlepszym dowodem na to, że już dawno stracił swoją żarliwą (nie)wiarę. Usiłował udowodnić sobie samemu, że jednak nie wierzy, ale wyszedł mu niestrawny i nieprzekonujący gniot, który u osób obdarzonych choćby minimalną inteligencją wywoływał na zmianę potężne ataki ziewania i sarkastycznego chichotu.
Nie od dziś wiadomo, że najbardziej żarliwe kazania wygłaszają księża, którzy stracili wiarę.
Ateiści i „racjonaliści” szczerze nienawidzą mnie za to, że już wcześniej ujawniłam poważny grzeszek Dawkinsa przeciw (nie)wierze. Przesłuchiwany przez Bena Steina na okoliczność swojej pewności co do nieistnienia Boga wił się jak piskorz i wypadł niestety bardzo, ale to bardzo nieprzekonująco. A na koniec strzelił sobie (i wszystkim swoim wyznawcom) straszliwego samobója. Przyznał mianowicie, że odkrył coś, co można nazwać „projektantem”. Znaczy: boskim projektantem. Albo przynajmniej kosmicznym. Może to niekoniecznie Bóg, może to tylko jacyś genialni przybysze z kosmosu, ale tak czy inaczej coś / ktoś grzebał w naszych genach i nawet da się wyliczyć kiedy tego dokonał.
…cóż, mogłoby tak być, gdyby wcześniej, gdzieś we wszechświecie cywilizacja biorąca początek z darwinowskiej ewolucji nauczyła się skomplikowanej technologii i stworzyła formy życia. Mogliby wtedy zasiać je na naszej planecie. To jest bardzo, bardzo prawdopodobne, myślę nawet, że można by to udowodnić. Wchodząc w szczegóły biochemii czy biologii molekularnej możemy odnaleźć ślady ‘inteligentnego projektanta’. To byłaby istota o wyższej inteligencji z jakiegoś miejsca we wszechświecie. Tak, ale ta istota też musiałaby w jakiś sposób powstać, poprzez proces, który dałoby się wyjaśnić. Tak, życie nie może się zacząć spontanicznie.
Zobacz to na własne oczy:
Jest kwestią czasu, kiedy ten wielki rottweiler darwinizmu i guru ateistów ogłosi swoją zupełną klęskę w wojnie przeciwko Stwórcy.
Powiem Wam, co się wtedy stanie: ogłoszą Dawkinsa WARIATEM. Będą pisali, że jest chory psychicznie, bo musiał zwariować, gdyż inaczej nie gadałby takich głupot. Psychopatyczni psychologowie będą na swoich blogach wynajdywać nazwy różnych „syndromów” i „zespołów” na które rzekomo cierpi, a portal racjonalista.pl wysmaży taki sam nienawistny gniot, jakim zaszczycił Antony Flew’a, niegdysiejszego guru ateistów, który zdradził, ochrzcił się i stał się deistą.
A ja jak zawsze stoję sobie z boku, śmieję się cichutko i obserwuję, jak ludzie zamiast stać się ludźmi pozostają stadnymi owcami. Jeśli stado religijne zawiedzie ludzką owieczkę przechodzi ona do stada ateistycznego, a kiedy rozczarują ją ateiści wraca do parafialnego. I tak od ściany, do ściany, zamiast w końcu stanąć w środku i powiedzieć „mam dość stada, które dyktuje mi co mam o czym sądzić, nie jestem baranem, lecz Człowiekiem, a Człowiek myśli własną głową!”
Marlene Marcello McKenna urodziła się w rodzinie katolickich, włoskich imigrantów, wyszła za mąż za prawnika irlandzkiego pochodzenia i miała z nim troje dzieci. Pracowała razem z mężem, oboje byli zaangażowani w politykę i prowadzili bardzo intensywny i stresujący styl życia.
Marlene od dzieciństwa miała znamię na plecach, ale się nim nie przejmowała. Do czasu, bo znamię nagle zaczęło ropieć. Poszła do lekarza, który zlecił biopsję. Lekarka wezwała ją do siebie i obwieściła jej, że ma bardzo złośliwego czerniaka, że rokowania są fatalne i że pozostało jej zaledwie kilka miesięcy życia. Zleciła usunięcie znamienia, ale zaraz po tym zabiegu Marlene odkryła guzek na szyi. Zdiagnozowano przerzuty i usunięto węzły chłonne, ale nie zlecono radioterapii. Marlene uznała, że jest zdrowa. Jednak wkrótce zaczął ją boleć brzuch i miała problemy z jelitami. Ból narastał, a ona chudła. Badania wykazały czerniaka jelita. Musiała poddać się operacji, w czasie której wycięto jej 20 cm jelita. Okazało się, że przerzuty są dosłownie wszędzie. Lekarze dawali jej nie więcej niż pół roku życia. Jej syn powiedział, że to jest skutek życia, jakie prowadziła. Lekarze wciąż ją operowali i wciąż coś wycinali, a ona czuła nieznośny ból. Była chuda jak szkielet i z całego ciała wystawały jej dreny. Wyglądała tak fatalnie, że postanowiła nie pokazywać się dzieciom, żeby ich nie straszyć. Miała dość terapii i lekarzy, nie chciała więcej ani chemii, ani naświetlań. Chciała, żeby zabrali ją do domu.
Gdy Marlene była w szpitalu jej mąż rozmawiał o niej ze swoją starą ciotką. Powiedziała mu ona, że 20 lat temu lekarz zdiagnozował u niej raka. Zdziwił się bardzo i zapytał: „I co?” a ciotka odparła: „Nic, więcej do niego nie poszłam”. Ciotka zmarła szczęśliwa w wieku 90 lat, z kieliszkiem burbona w jednej ręce i z papierosem w drugiej.
Młodszy brat Marlene zainteresował się naturalnymi metodami leczenia, kiedy jego syn zachorował na zapalenie ucha. Spytał terapeutkę, czy można jakoś pomóc jego siostrze. Terapeutka doradziła dietę makrobiotyczną. Kupił książkę Michio Kushi i dał ją Marlene, ale ona uważała, że to brednie i nie chciała go słuchać. Brat się uparł, więc w końcu zgodziła się spotkać ze specjalistą. Bardzo ciężko szło jej zrozumienie, o co w tym chodzi, a co więcej kuchnia nigdy nie była jej królestwem.
Michio Kushi przepisuje jedzenie tak, jak lekarze leki. Kazał wyrzucić cukier, mąkę, nabiał i wszelką żywność chemicznie „poprawianą”. Komórki rakowe żywią się wszelkimi prostymi związkami, takimi jak cukier i mąka oraz toksynami z chemii dodawanej do żywności. Są prymitywne, więc wyrafinowana, naturalna żywność jest dla nich zabójcza. Trzeba je zagłodzić, nie dostarczając im tego, co lubią. Zlecił, żeby 50-60% żywności stanowiły całe ziarna zbóż (nie mielone!), poza tym świeże (ekologiczne) warzywa, fasola i wodorosty, nie na surowo, lecz podduszone. Owoce tylko sezonowe i lokalne. Każdy kęs należy przeżuwać do 60 razy.
Zatrudnili kucharkę makrobiotyczną, żeby uczyła Marlene i gotowała dla wszystkich domowników. Kiedy weszła ona do kuchni aż podskoczyła z przerażenia na widok kuchenki mikrofalowej. Kuchnia elektryczna też się jej nie podobała. Wyjaśniła wszystkim, że sama niedawno była chora na raka mózgu i że elektryczność, a zwłaszcza mikrofale są zabójcze dla zdrowia, ponieważ źle oddziałują na strukturę komórkową żywności. Kto chce być zdrowy ten nie powinien w ogóle mieć w domu takich urządzeń. Do kuchenki mikrofalowej nawet nie chciała podejść. Wyrzucili więc ten cały sprzęt i kupili kuchenkę gazową.
Terapeutka doradziła, żeby Marlene najpierw wyleczyła siebie, a dopiero potem swoją rodzinę. Potrawy wydawały im się mdłe, ale nauczyli się je jeść. Jej syn śmiał się, że kiedy ona przeżuwa drugi kęs jedzenia on już jest na podwórku i gra w piłkę. Wkrótce Marlene zaczęła się czuć lepiej. Zmienił się kolor jej krwi i zaczęła wierzyć, że to jest właściwa ścieżka. W końcu zaczęła nawet słuchać, co mówi do niej terapeutka. [Dieta makrobiotyczna sprawia, że stajemy się uważni, skupieni i pełni szacunku dla innych].
Lekarze byli zdumieni jej powrotem do zdrowia. Po roku odzyskała dawną wagę i poczuła się zdrowa. Wkrótce potem okazało się, że jest w ciąży. Miała 42 lata i dorosłe dzieci. Wszyscy byli przerażeni! Trzech lekarzy zalecało aborcję, ponieważ byli pewni, że rak wróci. Konsultant makrobiotyczny odradzał aborcję. Marlene obiecała Bogu, że jeśli podaruje jej życie, ona również podaruje życie. Wiedziona rozterkami udała się do żeńskiego klasztoru, żeby się pomodlić w kaplicy. Tam spłynął na nią głęboki spokój. Wiedziała, że wszystko będzie dobrze. Wychodząc natknęła się na zakonnicę, która ją obserwowała. Spytała, czy ma problem i Marlene opowiedziała jej o ciąży. Siostra ją uściskała i obiecała, że będzie się za nią modlić wraz z innymi siostrami.
Marlene, będąc w ciąży, wróciła do polityki, ale przegrała prawybory. 10 dni później urodziła zdrowego syna Josepha, który jest rówieśnikiem dziecka jej najstarszego syna. Joseph stał się ulubieńcem i oczkiem w głowie całej rodziny. Dziś i on jest już dorosły (ma 23 lata).
Marlene, chociaż jest już po 60-ce wciąż jest zdrowa i dziś czuje się lepiej niż w młodości. Napisała książkę o swojej chorobie i wyleczeniu („When Hope Never Dies”), zajęła się medycyną holistyczną i została zaproszona do Białego Domu przez prezydenta Clintona.
Nie mogę być taka niedobra, żeby zostawić was bez odpowiedzi na fundamentalne pytania postawione w tej notce: dlaczego służący bogu ludzie, tacy jak wierni, a nawet sami kapłani, doznają opętań, nierzadko prowadzących do samobójstw i dlaczego wypędzanie demonów w imię tegoż boga jest zupełnie nieskuteczne.
Niedawno świat dowiedział się o samobójstwie żony sławnego pastora, a przypadek Anneliese Michel jest szeroko znany i wciąż, mimo upływu prawie 36 lat od tamtych wydarzeń, dyskutowany. Ja pisałam o tym w tej notce, a na pewnym bardzo popularnym blogu ten temat został poruszony wczoraj, aczkolwiek w zupełnie innym kontekście niż tutaj.
Jako osoba wyzwolona zarówno z religii jak i z pseudo-racjonalizmu mogę sobie pozwolić na komfort oceniania tych wypadków zupełnie politycznie niepoprawnie, a więc niezgodnie zarówno z tym, czego naucza Kościół, jak i z tym, co sądzą o tym (i podają do wierzenia swoim parafianom) guru sekty racjonalistycznej.
Otóż moim zdaniem ten „bóg” jest tak tragicznie nieudolny z prostej przyczyny – ponieważ nie jest on bogiem. Jest to „bóg” całkowicie fałszywy, wykreowany przez religię i na potrzeby kapłanów. I to w jego imię, a nie w imię Boga prawdziwego popełniono te wszystkie zbrodnie i nadużycia, z których Kościół musi się dziś tak mocno tłumaczyć.
Zgodnie z sentencją znaną z nauczania Jezusa: „Po owocach ich poznacie”, Bóg, jako byt doskonały, wydaje wyłącznie dobre owoce: szczęścia, zdrowia i harmonii.
„Bóg” który wydaje owoce nieszczęścia: choroby, opętania, konfliktu i wojny nie jest, bo nie może być, Bogiem prawdziwym. Bóg, który nie chroni swoich wyznawców przed szatanem, demonami czy dowolnymi innymi harcami sił nieczystych nie jest Bogiem (przez duże „B”), lecz bogiem (bożkiem, przez małe „b”).
Wszystkie nieszczęścia tego świata biorą się z tego, że ludzie zostali odcięci przez kapłanów od prawdziwej boskości i zniewoleni przez fałszywe wyobrażenie tego bytu jako osoby, o zgrozo, płci męskiej („bóg osobowy”), podczas gdy w rzeczywistości jest to byt niewyobrażalny z ludzkiego punktu widzenia. Jest to Kreator Wszystkiego, Wszech-Umysł, Źródło Pierwotne…
Bóg jest wszystkim, przejawia się we wszystkim i wszystko jest Bogiem.
Gdyby wierni odkryli drogę do prawdziwego Boga, owczarnia pańska całkowicie by się wyludniła. Nikt nie dawałby na tacę ani nie korzystał z pośrednictwa kapłanów, ponieważ ludzie zwracaliby się z każdą potrzebą bezpośrednio do Boga i otrzymywaliby wszystko, lub prawie wszystko, o co poproszą. Ludzie staliby się wolni, szczęśliwi i zrealizowani.
Ale cóż wtedy stałoby się z kapłanami?
Poszliby na zieloną trawkę lub musieliby zacząć uczciwie pracować, co dla tej kasty nierobów jest zupełnie nie do pomyślenia!
Dlatego kapłani musieli dokonać cynicznej podmiany i w miejsce prawdziwego Boga podstawić fałszywego.
Żeby jednak rozczarowani tym oszustwem wierni nie pouciekali z organizacji religijnej kapłani korzystają ze straszaka, który trzyma ich owczarnię w ryzach.
Stali czytelnicy tego bloga znają pojęcie „egregora”.
Jak wiemy wszystko jest energią. Każda myśl i każda emocja jest energią. Nawet materia jest energią, tyle tylko, że bardzo skoncentrowaną i nisko wibrującą.
Egregor to byt energetyczny, który tworzy każda ludzka zbiorowość. Im więcej ludzi jest zaangażowanych w jakiś rodzaj aktywności, im bardziej emocjonalnie się w nią angażują i im dłużej się tej aktywności poświęcają, tym potężniejszy jest egregor, który tworzą. Rzecz jasna religia również tworzy egregora. Im jest starsza i liczniejsza tym potężniejszy jest jej egregor.
Zadaniem religijnego egregora jest pilnowanie wiernych, tak samo jak robi to pies pasterski ze stadem owiec. Pamiętacie z lekcji religii te sielskie obrazki z Jezusem wśród śnieżnobiałych owieczek? Tak właśnie kapłani traktują wiernych. Są oni ich własną owczarnią pańską!
Tak, jak każda zbiegła ze stada owieczka musi być przez psa odnaleziona i przyprowadzona z powrotem do stada, tak każdy wierny, który zapragnie wyzwolenia z religijnych kajdan musi wrócić (skruszony i przerażony) na łono swojego Kościoła. Zadaniem egregora jest zastraszanie i nękanie każdego, kto ośmieli się szukać wolności i niezależności poza swoją grupą religijną.
Anneliese Michel, uczciwa i wrażliwa dziewczyna, została cynicznie oszukana i paskudnie wykorzystana. Z poświęceniem wykonała ogromną, bolesną pracę, ale nie dla Boga (jak wierzyła), lecz dla Kościoła. Po jej śmierci kościoły na całym świecie wypełniły się wiernymi. I wypełniają się do dziś, bo pamięć o tej tragicznej historii wciąż jest odświeżana – jak choćby na wspomnianym poczytnym blogu, straszącym ludzi szatanem i opętaniem, jeśli się nie zwrócą w stronę boga (szkoda tylko, że tego przez małe „b”).
Nie twierdzę, że wszyscy ludzie skupieni w Kościele są ludźmi głupimi i pozbawionymi wyższej świadomości. Jest wśród nich wielu uczciwych i bliskich doskonałości ludzi, którzy doskonale rozumieją przypowieść Jezusa o owocach, dzięki czemu nie podlegają opętaniom, a ich modlitwy są wysłuchiwane.
Niestety, większość daje się oszukiwać i wykorzystywać – jak owce, które się strzyże, doi, a w końcu zarzyna dla mięsa i skór (patrz: Wschodnia bajka).
Na marginesie omawiania serii telewizyjnej „Nieuleczalni” (Incurables, Zone Reality) przedstawię tu kilka słów wyjaśnienia dla osób, które dopiero zaczynają podejrzewać, że z medycyną alopatyczną coś jest nie tak, jak być powinno.
W szkole uczą nas naukowego, a więc materialistycznego sposobu patrzenia na rzeczywistość. Od spraw duchowych ma być religia. Jak we wszystkim, czym hipnotyzuje nas Matrix, mamy tu do czynienia z silnie zaznaczonym dualizmem, czyli w tym przypadku ustawieniem materii w opozycji do ducha.
Stali czytelnicy tego bloga wiedzą, że przeciwieństwa są tym samym (zafiksowanie na dowolnego rodzaju skrajności zawsze prowadzi do ekstremizmu, a więc fanatyzmu) i że prawda zwykle leży gdzieś w połowie drogi, albo wręcz zupełnie nie tam, gdzie fanatycy ją sytuują.
Współczesna nauka bada świat materii, całkowicie ignorując sprawy ducha. Naukowa medycyna również pomija kwestie duchowe, skupiając się wyłącznie na „mechanice” i procesach fizyko-chemicznych, zachodzących w organizmie. Lekarze, którzy ośmielają się dostrzegać metafizyczną stronę życia traktowani są jak szarlatani lub – w najlepszym razie – nieszkodliwi wariaci. Niejeden z takich lekarzy musiał pożegnać się z karierą tylko dlatego, że jego filozofia nie była zgodna z „nauką” medyczną (która w rzeczywistości nierzadko z prawdziwą nauką nie ma nic wspólnego i często przypomina kult pełen dogmatów).
Bezduszne, „naukowe” podejście sprawia, że pacjent traktowany jest jak biologiczna maszyna, którą należy naprawić podobnie, jak naprawia się każdy inny mechanizm, np. samochód czy komputer. Jeśli jakaś część działa nieprawidłowo i nie da się jej naprawić (zaszyć, skręcić śrubami, wstawić dreny itp.), to należy ją zastąpić nową (przeszczepem). Jeśli stwierdza się brak jakiegoś związku chemicznego, np. insuliny czy neuroprzekaźnika, podaje się go w postaci leku i wierzy, że to pomoże – zupełnie tak samo, jak wlanie do silnika samochodowego właściwego paliwa i oleju.
Czasem coś tam przebąkuje się na temat znaczenia serdeczności i troski, które pomagają pacjentom szybciej wrócić do zdrowia, ale zagłębianie się w metafizykę jest zdecydowanie źle widziane, bo nienaukowe.
Seria „Nieuleczalni” udowadnia, że nie tędy droga.
Wszystkie leki chemiczne mają mniej lub bardziej poważne skutki uboczne*) (proszę uważnie czytać ulotki dołączone do leków – jeśli łykasz cokolwiek bez zapoznania się z treścią ulotki ryzykujesz śmiercią lub kalectwem!) i prawie zawsze uzależniają pacjenta na całe życie. Odstawienie leku nierzadko jest równoznaczne ze śmiercią! Koronnym przykładem jest cukrzyca, która sprawia, że pacjent stale musi mierzyć poziom cukru i aplikować sobie insulinę, a jeśli znajdzie się w sytuacji, że z jakiegoś losowego powodu nie może jej zdobyć, zaczyna się ścigać ze śmiercią.
Naukowa medycyna doskonale potrafi określić, ile białek, tłuszczów, mikroelementów i witamin potrzeba, aby zachować zdrowie, ale nie potrafi wyjaśnić, dlaczego człowiek, który teoretycznie dostarcza swojemu organizmowi wszystkiego, czego mu potrzeba choruje i marnieje w oczach.
Seria „Nieuleczalni” uświadamia nam, że wszyscy jesteśmy dziećmi natury i że bez natury nie jesteśmy w stanie żyć ani tym bardziej zachować pełni zdrowia. Udowadnia również siłę i skuteczność modlitwy i wiary.
Do zdrowego życia nie wystarczą same białka i witaminy. Żywność (zgodnie ze swoją nazwą) musi żywić, a więc być pełna życia i energii, czyli świeża i uprawiana w naturalny sposób.
W diecie makrobiotycznej (która jest „rekordzistką” w rankingu wszelkich znanych metod przywracania zdrowia) stosuje się żywe jedzenie, np. kiełkujące, całe ziarna i świeże warzywa i owoce, a jaja muszą być koniecznie zapłodnione. Jaja pochodzące z chowu klatkowego nie nadają się do jedzenia, bo nie dość, że kury są stłoczone i zestresowane, to jaja te nie są zapłodnione. Podobnie „martwe” (pozbawione energii chi) są mrożonki, a zwłaszcza potrawy przyrządzane w kuchenkach mikrofalowych – mogą mieć zachowane wszystkie witaminy i sole mineralne, ale nie ma w nich życia, więc zamiast oddawać organizmowi swoją energię, zużywają ją w procesie trawienia. Co więcej, według medycyny chińskiej (najstarszej, obok ajurwedy metody naturalnego leczenia i przywracania zdrowia) mrożonki**), nawet podawane na gorąco, wychładzają organizm i powodują blokady w meridianach (szlakach przepływu energii życiowej), co powoduje bóle stawów (zwłaszcza kolan). Jeśli cierpisz z powodu problemów z kolanami natychmiast przestań kupować mrożonki dowolnego rodzaju!
Szczególnie niebezpieczne są szybkie dania („fast food”, hamburgery, gorące kubki (glutaminian!!!), dania do podgrzewania w mikrofalówkach itp.), chipsy (sama chemia!) i wszelkie dania „dietetyczne”, czyli odtłuszczone i zawierające słodziki (diet soda, diet Cola, jogurty i inne wyroby mleczne „0%”).
Biała mąka i cukier zaliczają się do TRUCIZN, których absolutnie i pod żadnym pozorem nie wolno jadać osobom chorym na raka! Rak żywi się cukrem (co wykorzystuje medycyna naturalna, ale o tym później) i białą mąką.
Uwaga! Rzekomo „dietetyczne” słodziki są jeszcze gorszą trucizną niż cukier!
Właściwe leczenie nie polega na wszczepianiu sztucznych organów ani na wlewaniu do krwi substancji chemicznych, których brakuje, lecz na naturalnym przywracaniu zachwianej równowagi (homeostazy). Takie działanie pozwala organizmowi powrócić do pełni zdrowia i utrzymać je.
Niech Cię nie przeraża perspektywa „tracenia czasu i energii” na gotowanie w domu, bo to właśnie dzięki właściwej diecie i unikaniu wszelkiej chemii możesz odzyskać pełnię wolności od cierpienia fizycznego i psychicznego spowodowanego chorobą lub kalectwem. Uwolni Cię to również od wydatków i uzależnienia od leków.
Co najważniejsze, zdrowy organizm oznacza również zdrowy, a więc sprawnie pracujący mózg. Tylko dzięki niezależnemu myśleniu możesz wyzwolić się z sieci kłamstw i manipulacji, którymi karmią ludzi media, politycy i sprzedajne mamonie „autorytety” medyczne (i wszelkie inne).
Bruce Lipton, lekarz i naukowiec udowodnił, że duch góruje nad materią i że to nie geny rządzą organizmem, lecz że to świadomość (duch) rządzi genami. Dlatego nie ma chorób nieuleczalnych (poza bardzo nielicznymi wadami wrodzonymi), chyba, że ktoś w nie wierzy. W co wierzysz, to dostajesz. Jeśli pragniesz zdrowia, musisz przestać wierzyć w choroby i lekarzy i zacząć wierzyć w naturę, zdrowie i własną moc sprawczą. Bez tego nie odniesiesz sukcesu na drodze ku zdrowiu i szczęściu.
Japoński badacz Masaru Emoto udowodnił naukowo pamięć wody, a więc zasadę działania homeopatii. Woda przekazuje organizmowi informację, która została w niej zapisana, a to znaczy, że nie potrzeba dodawać do niej żadnych substancji chemicznych, żeby nią leczyć. Wystarczy jedynie informacja o tej substancji.
Na zakończenie: proszę mi nie zarzucać generalizacji ani jednostronnego postrzegania medycyny. Piszę tu o medycynie alopatycznej, która truje, a nie o medycynie ratunkowej czy chirurgii urazowej, które ratują życie i przywracają sprawność po wypadkach.
———–
*) Wyjątkiem są warzywa i owoce, które w naturze narażone są na działanie mrozu, który ich nie zabija, np. brukselka, pory, rokitnik czy owoce jałowca. Jeśli nie mamy wyjścia i musimy skorzystać z mrożonek można je „rozgrzać” odpowiednimi przyprawami.
Więcej informacji o energetyzowaniu potraw i fatalnych skutkach stosowania mikrofal można znaleźć w Internecie, na stronach z przepisami zdrowej kuchni.
bardzo rzadkie: anafilaksja; obrzęk naczynioruchowy, wysypka pęcherzowa (w tym rumień wielopostaciowy, zespół Stevens-Johnsona i toksyczne złuszczanie się naskórka). Zwiększenie aktywności aminotransferaz w surowicy i zwiększenie aktywności kinazy kreatynowej (CK).
Od dawna mam wrażenie, że jestem wewnątrz jakiejś szalonej gry komputerowej, która rozgrywa się według chorych, nie dających szans na zwycięstwo zasad. Jedna strona skupia w swoich w rękach wszystkie atuty, takie jak władza, śmiercionośne rodzaje broni, możliwość inwigilacji przeciwnika i dostęp do każdego rodzaju informacji, a co najgorsze jest zwyczajnym, pozbawionym współczucia i moralności psychopatą, natomiast druga strona staje do rozgrywki z gołymi rękami, a co gorsze nie ma pojęcia w co, z kim i według jakich reguł ma grać. A co jeszcze gorsze – święcie wierzy, że przeciwnik jest uczciwy, szlachetny i… demokratycznie wybrany przez jego drużynę, po to, żeby mu służyć i działać dla jego dobra.
Czy drużyna naiwnych golasów ma szansę wygrać w tak napisanej grze?
Tylko na nas spójrzcie. Wszystko jest na wspak, wszystko jest do góry nogami: lekarze niszczą zdrowie, prawnicy niszczą sprawiedliwość, uniwersytety niszczą wiedzę, rządy niszczą wolność, główne media niszczą informacje, a religie niszczą duchowość. [Michael Ellner]
Tak działają autorytety i instytucje, którym bezgranicznie ufamy, bo wierzymy, że zostały „demokratycznie” powołane do dbania o nasze dobro i bezpieczeństwo. Nie wiemy jednak, że wszystkie te „niezależne” instytucje zostały wykupione przez grupę wpływowych ludzi potajemnie rządzących światem i zamiast służyć naszemu dobru służą wyłącznie do dojenia z nas pieniędzy.
Medycyna ma przynosić zyski służbie zdrowia, a ponieważ skuteczne leczenie jest nieopłacalne zmieniono metody kształcenia lekarzy w taki sposób, żeby niczego wyleczyć nie umieli.
Prawo działa według zasad moralnych Kalego: jeśli służy rządzącej elicie, to jest sprawiedliwe, jeśli sądzi na korzyść szarego obywatela, to jest niesprawiedliwe i wyrok należy zmienić.
Ślepo wierzymy uczonym, więc nie negujemy niczego, co nam do wierzenia, niczym religijni kapłani, obwieszczają. Bezkrytycznie przyjmujemy informacje o dziurze ozonowej, o globalnym ociepleniu spowodowanym przez człowieka i wpływie CO2 na wzrost temperatury na ziemi – a przecież są to kompletne bzdury, na które kiedyś nie dałby się nabrać uczeń 5 klasy szkoły podstawowej! Ale dziś nawet ludzie po studiach nie są w stanie odkryć, że „eksperci” robią ich w naukowego konia. Po co to robią? Oczywiście po to, żeby obłożyć nas podatkiem węglowym i podnieść ceny na gaz i ropę.
Media już dawno przestały być niezależne, bo wszystkie znalazły się w rękach ludzi sprawujących władzę i kłamią na jedną nutę, kreując fikcyjną rzeczywistość, wygodną dla rządzących gawiedzią.
Reguły Rachunku Prawdopodobieństwa mówią nam, że bez najmniejszego udziału inteligencji, w 50% przypadków zdarzenia w naszym świecie powinny prowadzić do powiększania dobra oraz korzyści dla ludzkości. W czysto mechaniczny sposób życie w naszym świecie powinno było przejawić coś w rodzaju „równowagi”. Uwzględniając dodatkowo czynnik inteligentnych decyzji czynienia dobra, wynik powinien wzrosnąć do mniej więcej 70%. Oznaczałoby to, że ludzkość posuwałaby się przez stulecia naprzód, aż do stanu, gdzie dobro i pozytywne rzeczy zdarzają się w naszym życiu dużo częściej niż „negatywne” czy „złe”. Tym samym wiele problemów ludzkości znalazłoby efektywne rozwiązanie. Wojna i konflikty stałyby się rzadkością, co najmniej 70 procent ziemskiej populacji miałoby przyzwoitą opiekę medyczną, pewny dach nad głową, wystarczającą ilość pożywnego pokarmu, tak że prawie nie słyszałoby się o śmierci z powodu choroby czy głodu. Fakty są jednak zupełnie inne. [Laura Knight-Jadczyk]
Dlaczego tak się dzieje? Kto nam przeszkadza i jak to robi?
To jest pytanie, na które mało kto potrafi odpowiedzieć!
Zacznę od samego początku, czyli od stworzenia świata. Mamy do dyspozycji trzy wersje, wszystkie jednakowo zwariowane.
Wersja chrześcijańska: świat został stworzony w 7 dni przez Boga z brodą, który na końcu ulepił człowieka z pyłu ziemi i tchnął w niego życie. Ale potem zjawił się Szatan udający węża, oszukał pierwszą parę, która za jego namową zjadła owoc z drzewa znajomości dobrego i złego, za co Bóg się wkurzył i wygnał ich z raju. Z powodu tego owocu ród ludzki ma przerąbane, a kobieta jeszcze bardziej. I dlatego na tym świecie wszystko jest do d…, ale na szczęście dobry Bóg dał ludziom swojego ukochanego Syna, żeby go ukrzyżowali, a potem po Nim płakali, i ten Syn, zanim go zabili, stworzył Kościół, żeby to Szatan miał przerąbane, a nie człowiek, ponieważ za sprawą tej śmierci (zwanej „ofiarą”) zostaliśmy zbawieni. Szatan wprawdzie i tak próbuje szkodzić, a wszystko w świecie dalej jest kompletnie bez sensu, ale nic nie szkodzi, bo mamy spowiedź, odpusty i co tydzień mszę świętą, więc i tak pójdziemy do raju, nawet jeśli się stoczymy na samo dno.
Wersja ateistyczna: świat po prostu powstał. Tak mi wyjaśnił pewien „racjonalista”. PO PROSTU POWSTAŁ! Powstał, bo coś straszliwie pierd…nęło, zrobił się chaos, czyli niewyobrażalny wprost bałagan, który potem się sam uporządkował (przez czysty przypadek oczywiście), bakterie też powstały (tak po prostu, z niczego), a potem była ewolucja, z bakterii powstało wszystko co żyje, a na końcu człowiek (z małpy). Wszystko bez wyjątku w świecie który powstał było do d…. (a niby jak miałoby być dobrze, skoro był chaos, a człowiek to też małpa, tyle tylko, że inteligentna… chyba inaczej), ale na szczęście na końcu powstała nauka i zjawili się uczeni i obecnie naprawiają to partactwo, które wydalił z siebie Wielki Wybuch. Uczeni już niedługo zwalczą całe zło: choroby, głód i wojny, a na świecie zapanuje raj. [Jasne, oczywiście, zajrzyjcie na onkologię, a przekonacie się, jak wygląda zwycięska walka z chorobami, przemyślcie również fakt, że to nauka tworzy najbardziej zabójcze i zagrażające istnieniu naszej cywilizacji rodzaje broni oraz wymyśla najbardziej psychopatyczne sposoby uśmiercania bliźnich, lol].
Wersja kosmiczna: nie wiadomo kto stworzył świat, ale przynajmniej wiadomo, kto stworzył człowieka: byli to bardzo uczeni i dobrzy kosmici. I stworzyli go na swój obraz i podobieństwo. I byli dla człowieka dobrzy, dbali o niego, uczyli go uprawy roli, leczenia chorób, budowania miast i wszelkiej mądrości, a on w swojej naiwności traktował ich jak bogów i oddawał im cześć. I było fajnie jak w raju, ale któregoś dnia naszą piękną planetę wypatrzyły paskudne i złe do szpiku kości Jaszczury żyjące w najciemniejszych zakamarkach Wszechświata i postanowiły ukraść tę piękną posiadłość wraz z całym dobytkiem. Więc pod wodzą niejakiego Jahwe wsiadły na swoje ogniste rydwany i przybyły mordować, niszczyć i łupić. Dobrzy bogowie nie zamierzali oddać swojego rajskiego ogrodu, więc również wsiedli na swoje ogniste rydwany i przystąpili do wojny, ale niestety przegrali ją i musieli zmykać. Tym sposobem ludzkość wpadła w straszliwe tarapaty, bo nie dość, że jej nowi właściciele byli do szpiku kości źli i patologiczni, to jeszcze nie mieli życzenia użerać się z ludzkością rozumem równą bogom. Zamienili ją więc dzięki genetycznym modyfikacjom w bezrozumne stado baranów. Żeby było jeszcze śmieszniej herszt Jaszczurów, wspomniany Jahwe, okrutnik i psychopata, ogłosił się Bogiem Wszechmogącym, co spowodowało powszechną schizofrenię u jego wyznawców, którzy musieli wierzyć, że jest samym dobrem i miłością, a jednocześnie widzieli, że każdego, kto mu podskoczył karał okrutną śmiercią i że lubował się we krwi. Pasjami kochał pokrywać wzgórza trupami całych narodów i „karmić swój miecz mięsem”, kochał też napletki, ale naprawdę nie wiem, do czego były mu one potrzebne, zwłaszcza w hurtowych ilościach.
Krwią upoję strzały moje, a miecz mój naje się mięsa, krwią poległych i pojmanych z nieczesanych głów wrogów” (Pwt 32.42)
Z wiary w te głupoty powstało chrześcijaństwo, które z miłości do bliźniego torturowało i paliło na stosie i do reszty ogłupiło ludzkość. Ale czego można spodziewać się po religii, która Szatana wyniosła na ołtarze i modli się do niego, błagając go o wyzwolenie spod władzy Szatana – prawdziwa komedia pomyłek!
Tak, kochani, to nie pomyłka – Kościół Katolicki czci Szatana i jemu służy!
Jako pierwsi odkryli to Gnostycy. Pomyśleli i wyszło im (całkiem słusznie), że Jahwe żadną miarą nie może być Bogiem. A nawet jeszcze gorzej – że jak nic musi być diabłem wcielonym, a w najlepszym razie szalonym i niedoskonałym Demiurgiem. Pomyśleli jeszcze trochę i doszli do wniosku, że Bóg jest gdzieś tam, ale na pewno nie tu, na ziemi. Bo tu niepodzielnie rządzi Jahwe, czyli Szatan. Przykra sprawa, ale jesteśmy całkowicie we władzy Szatana, który ustala prawa i niepodzielnie rządzi tym światem!
Żeby było jasne: wszystko wskazuje na to, że Jahwe to Szatan i jednocześnie Jaszczur! Jest to ta sama postać, w trzech przebraniach (obejrzyjcie sobie stare obrazy przedstawiające Szatana, a przekonacie się, że często wygląda on jak wielki jaszczur).
A teraz uwaga: to Szatan ustanowił prawo karmy! W czasach, kiedy ludzie po odejściu dobrych bogów skryli się w jaskiniach i zostali cofnięci niemal do stanu zwierzęcego, Szatan napisał program komputerowy bardziej genialny, niż geniusze z Microsoftu i nawet precyzyjniejszy, niż wyliczenia w najlepszym, szwajcarskim banku. Tego programu nie da się oszukać, każdy ma swoje konto i to nie na jedno wcielenie, lecz na wszystkie, od początku świata aż do dnia w którym w końcu (a jednak…) osiągnie oświecenie, które wyzwala człowieka z trybów karuzeli wcieleń.
Pomyślmy chwilkę, jakie to ma dramatyczne następstwa: człowiek został genetycznie uszkodzony, jego umysł nie pracuje prawidłowo, jego myślenie jest dalekie od doskonałości, jego poczucie moralności jest wypaczone, kieruje się irracjonalnymi impulsami i najczęściej niskimi pobudkami… i wszystkie jego uczynki są precyzyjnie zapisywane na jego karmicznym koncie. Za każdy zły czyn jest pokuta w następnym wcieleniu, a jeśli popełni kolejny zły czyn zadłużenie rośnie. Złych czynów jest zdecydowanie więcej niż dobrych, więc konto jest wciąż zadłużane (analogicznie jak konta wszystkich państw świata w Banku Światowym – zasada „jak na górze, tak na dole”).
Perfidia polega na tym, że Kościół (będący jak już wiemy świątynią Szatana) zakazał nauczania o reinkarnacji i prawie karmy. Z tego powodu ludzie nie mają pojęcia, że zaciągają dług karmiczny i nie znają sposobu, żeby się z tej pułapki wyplątać. Zamiast tego wierzą naiwnie, że już są zbawieni i że nic nie muszą robić, poza regularnym spowiadaniem się i klepaniem pacierzy. To jest wyjątkowo perfidna pułapka dla duszy, ponieważ nie ma takich argumentów, które przekonają katolika, że nauki Kościoła są fałszywe i że zbawienie nie istnieje – w każdym razie nie w takiej postaci, jaką obiecuje Kościół. Zbawić trzeba się samodzielnie, a do tego potrzeba WIEDZY i mądrości, a nie bezmyślnej, owczej wiary.
A co w takim razie z Bogiem? Tym prawdziwym, a nie fałszywym, rządzącym tym światem?
Bóg jest Bogiem, więc tak naprawdę to On jest władcą tego świata. Z jakiegoś względu zgodził się na taki układ i pozwolił Szatanowi przejąć władzę nad tym skrawkiem Wszechświata. Może po prostu sprawdza, czy Jego dzieło, nawet tak bardzo uszkodzone przez szatańskie kombinacje zdoła rozbudzić w sobie ten nikły płomyczek boskiego światła, które w nim pozostało?
Tak czy inaczej człowiek wcale nie jest pozostawiony na pastwę Szatana i jeśli naprawdę tego zapragnie, może się zwrócić o pomoc do Boga i jeśli jest to prośba szczera i bezinteresowna otrzyma ją. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, więc cierpienie często wychodzi nam na dobre. Z serca płynąca modlitwa o pomoc i ufne oddanie się Bogu pod opiekę czyni cuda. I to jest jedyny skuteczny sposób wyzwolenia się z pułapki karmicznej. Kiedy dojdziemy o tego etapu przestaje nas interesować prestiż, majątek i sprawy przyziemne. Zamiast tego zyskujemy głębokie zrozumienie praw rządzących tym światem i wyzwolenie z lęku. Szatan traci nad taką osobą władzę i w żaden sposób nie zdoła jej zaszkodzić.
Niestety, większość ludzi szukając wyjścia z labiryntu, w którym zabłądzili w desperacji robi bardzo głupie rzeczy. Żeby znaleźć wyjście z karmicznego zadłużenia trzeba być świadomym jak działa ten system, bo bez tej wiedzy nie można się wyzwolić. Niestety, nawet te osoby, które uwierzyły w prawo karmy postępują głupio i same sobie szkodzą.
Jednym z przykładów jest powszechna wśród osób znających prawo karmy wiara, że przed obecnym wcieleniem sami zgodziliśmy się na cierpienie, ból i podłe traktowanie (np. przez toksycznych rodziców), gdyż rzekomo jest to dla nas bardzo korzystne i rozwojowe. Cierpienie nie jest rozwojowe, chyba że osiągnie ekstremalne natężenie, które zmusi ofiarę do szczerej modlitwy – pisałam o tym wcześniej. Zwykle jednak cierpienie nie jest aż tak wielkie, więc je cierpliwie znosimy, wierząc, podobnie jak chrześcijanie, w jego zbawczą moc. I na wieki tkwimy w tym kłamstwie nie czyniąc ani kroku ku wyzwoleniu. Setki wcieleń idą na marne, a my nie czynimy żadnego postępu. Dzieci toksycznych rodziców same są złymi rodzicami, bo nikt ich nie nauczył kochać i szanować własnych dzieci, ich dzieci również wyrastają na toksycznych rodziców i tak w nieskończoność – co jest w tym zbawiennego?
To kolejna pułapka i kolejna fałszywe prawo duchowe. Problemy należy rozwiązywać i nie przekazywać ich następnym pokoleniom. Przekazywać należy miłość i dobro, a nie zło!
Anonimowa: Spłata długów w tradycyjny sposób również jest dyskusyjna. Niektórzy twierdzą, że trzeba przepracować, inni ją rozpuszczają, trzeci noszą specjalne branzoletki, które znoszą karmę, jogini w Indiach tak robią. Ja: Kapłani w Indiach sprzedają bransoletki i fikcyjne środki do rozpuszczania karmy (może „Kreta”?), a nasi księża biorą kasę za odpusty, np. masowo w Wielkanoc. Wszystko to są bzdury, z których żyją kapłani wszystkich religii bez wyjątku. I dzięki temu pracują dla Szatana, ponieważ na dłużej usidlają ludzi w sidłach karmy i głupoty. Anonimowa: Przeczytaj autobiografię jogina, poczytaj o kroplach korte a potem iroznizuj o środkach rozpuszczających kret. Skąd wiesz, że to bzdury? Znam osoby, które się tym zajmują, ropuszczają stare blokady, przykładowo z tego życia, albo kilastet lat wstecz i problemy znikają za jedną sesja.
No proszę, jaki prosty sposób na karmę! Można ją rozpuścić – za pieniądze! Nic nie rób, nie pracuj nad sobą, nie staraj się być mądra ani dobra, zamiast iść po rozum do głowy po prostu idź do jogina i kup od niego krople rozpuszczające karmę! Zażyj, a karma zniknie jak syf z rur po wlaniu „Kreta”! Szkoda naprawdę, że jogin nie sprzedaje mądrości. Ale nic w tym dziwnego, bo gdyby to robił straciłby klientów i źródełko dochodów za nicnierobienie zwyczajnie by wyschło.
Cały świat sprzedaje nam Kreta do rur – na każdy problem bez wyjątku!
Lekarze sprzedają pigułki, prawnicy sprawiedliwość, naukowcy carbon tax, rządy bezpieczeństwo w postaci ustaw przeciwko terrorystom (czyli nam), Kościół odpusty, a jogini krople na karmę. Jakie to proste! Szkoda tylko, że ludzi uwikłanych w grzech i karmę nie ubywa, lecz przybywa – jest nas już dobrze ponad 6 miliardów, a będzie więcej. Chyba, że zostaniemy zbawieni za jednym zamachem jakąś naukowo opracowaną bronią masowej zagłady, która oczyści planetę z całej ludzkości wraz z jej ciężką karmą. Ale ta karma i tak powróci, bo nic w przyrodzie nie ginie. Dlatego lepiej pracy nad sobą nie odkładać na jutro, lecz załatwić to dziś – w tym wcieleniu.
Bierzmy się odważnie do roboty!!! Na pohybel Jahwe, Jaszczurom i całemu wężowemu potomstwu!
PS. Jak zwykle po opublikowaniu tekstu jeszcze coś mi się przypomniało: „jak na górze, tak na dole”, mrówki hodują mszyce dla słodkiej spadzi, my hodujemy zwierzęta dla mleka, wełny i mięsa, a Raptilianie hodują nas, dla luszu.
Znalazłam w sieci ciekawy tekst, nie mam pojęcia, kto jest jego autorem (jeśli się ujawni, podam link do jego strony lub bloga), ale ponieważ opisuje on bardzo dobrze życie i działalność Bruno Gröninga postanowiłam go opublikować w blogu. Tekst ten odpowiada na kilka ważnych pytań i wyjaśnia wątpliwości, zgłaszane przez niedowiarków i wrogów Bruno, np. dlaczego zmarli jego dwaj synowie, co robił Bruno w Wehrmachcie i dlaczego miał taką dużą szyję.
Potraktujmy ten tekst jako nasze czytanie na niedzielę
Styl oryginalny.
——————————————
Trudno jest pisać o takim fenomenie jakim był i nadal jest Bruno Groening, wiedząc, jak niedołężna jest to próba przybliżenia Czytelnikom takiej postaci, o której z całą pewnością można powiedzieć: wciąż nieodgadniona. Dla sporej części ludzi postać wręcz nieznana, dla lekarzy i wielu naukowców to postać tylko uzdrowiciela lub nawet szarlatana, wywołującego masową psychozę, ale dla wielu wnikliwszych osób, poważnie zainteresowanych tematem tej osoby to niewątpliwie ktoś znacznie więcej niż uzdrowiciel czy cudotwórca. Ja sam zdałem sobie z tego sprawę nie za pierwszym razem, lecz po uważnych lekturach dotyczących tej postaci. Dla mnie jasnym się stało, iż mamy tutaj do czynienia ze zjawiskiem przekraczającym normalne ramy nieznanego, albo czynnika X. I nie chodzi tutaj o żadne wybielanie czy upiększanie historii Groeninga lecz o właściwe zrozumienie przesłania i nauk oraz czynów, które po sobie pozostawił, a które same za siebie przemawiają tak wyraźnie, iż zbędnym jest jakikolwiek ich komentarz.
Bruno Groening urodził się 31 maja 1906 r. w Gdańsku-Oliwie, w wielodzietnej rodzinie Augusta i Margarete Groening. Ojciec, z pochodzenia Polak zaszczepił mu od wczesnych lat ideały ciężkiej i uczciwej pracy, co przełożyło się później na wybór zawodu cieśli oraz liczne ciężkie prace przy przeładunkach statków a także inne prace fizyczne. Już jako młody chłopak różnił się od swych braci i sióstr oraz innych rówieśników. Nie uczestniczył w szkolnych waśniach, zachowywał spokój w wielu sytuacjach oraz promieniował pogodą ducha. Znana jest np. ciekawa historia jednej z bójek, a mianowicie przed szkołą podstawową, do której uczęszczał mały Bruno bili się dwaj chłopcy i jeden zaczął zachęcać Bruna do wzięcia udziału w bójce. Bruno odmówił i chłopiec podszedł do niego i uderzył go w policzek. Bruno nie oddał lecz udał się do swego domu. Chłopiec zaś po skończonej rozprawie z kolegą sam zaczął uderzać się w twarz i zrozpaczony pobiegł do domu Bruna, gdy przekroczył jego próg, prosząc o pomoc – przestał się okładać pięścią i zrozumiał swój błąd.
Młody Bruno często uciekał do pobliskiego lasu, gdzie w ciszy i skupieniu łączył się z całym istnieniem, dostrzegając Boga w szumie strumyka czy niewielkim kamieniu, tam też przebywał godzinami, a lokalna zwierzyna chętnie podchodziła do niego i nie czuła lęku. Te długotrwałe zniknięcia nie koniecznie podobały się rodzicom, i też często dostawał za nie lanie. Już wtedy także zauważono, iż w jego obecności ustawały kłótnie, a osoby chore zaczynały się lepiej czuć. Wykazywał duży spokój jeśli idzie o niesnaski wśród rodzeństwa, i tak np. gdy rodzice kazali nakryć do stołu starszemu bratu Bruna, ten nie wykonał ich polecenia a uczynił to z pokorą Bruno. Po pochwale rodziców straszy brat wylał na jego głowę gorący dzban kawy, lecz – ku zaskoczeniu i szokowi zgromadzonych – nie stała się mu żadna krzywda. Nie powstało żadne oparzenie.
Bruno zresztą był w stanie także podawać wiele szczegółów z naszej przyszłości. Kiedy podał datę wybuchu i zakończenia I wojny światowej ojciec go spoliczkował. Bruno zaś wiedział swoje i krytyka oraz niezrozumienie ze strony rodziny nie zablokowały jego zdolności. Przewidział także datę śmierci swej matki oraz wybuch, dokładny przebieg i zakończenie II wojny światowej.
Bruno dorastał w trudnych czasach kryzysu ekonomicznego i ciągłych kłopotów z pracą, pomimo, iż nie miał wyższego wykształcenia, a ukończył szkołę dla cieśli (jednak bez dyplomu) był jednak doceniany przez towarzyszy pracy jako solidny i uczciwy pracownik, posiadający dar złotej ręki. Dosłownie czego się dotknął zaczynało należycie pracować i działać, posiadał wręcz dar niezrozumiałego dla nas wpływu na materię. Ożenił się też z Gertrudą Cohn z Gdańska, z którą miał dwóch synów, lecz tragicznie zmarłych, praktycznie mocno odseparowanych od niezdrowego wpływu ojca – zdaniem żony – na swe dzieci. Prawda była jednak taka, iż pierwsza żona Groeninga kompletnie nie rozumiała daru jaki otrzymał jej mąż, była wiecznie niezadowolona z faktu, iż Bruno chciał pomagać innym ludziom i uczynić dom otwartym dla potrzebujących. Pragnęła bowiem posiadać go na własność i nie dzielić się z nim ze światem, nie rozumiała kompletnie siły i prawdziwej tożsamości własnego męża, oraz nie usłuchała jego rad co do postępowania z chorymi synkami, lecząc ich w szpitalach, wbrew woli ojca.
Nadszedł czas II wojny światowej, tak długo jak mógł Bruno unikał wcielenia do Wehrmachtu, lecz w 1943 roku gdy ważyły się losy III Rzeszy siłą został włączony do armii. Odmówił strzelania do ludzi i po wielu krytycznych perypetiach miał prowadzić czołg. Wielokrotnie został ranny. Dostał się do niewoli radzieckiej, i tam też dał się we znaki Rosjanom, żądając większej opieki dla rannych i poszkodowanych; gdyby nie to że paru radzieckich oficerów poznało się na zdolnościach Groeninga nie wróciłby z niewoli żywy. Gdy wrócił do Niemiec Zachodnich w grudniu 1945 r. rozpoczął największą przygodę duchową jaką zna XX wiek.
O uzdrawianiu duchowym napisano już wiele prac, powstało wiele szkół i systemów uzdrawiania takich jak np. praniczne uzdrawianie wg metody Choa Kok Sui, systemy Reiki oraz leczenie duchowe wg Harrego Edwardsa, pioniera uzdrawiania duchowego na Wyspach Brytyjskich. W przypadku uzdrowień wg metody H. Edwardsa co ciekawe praktycznie często wykorzystywano dotyk rąk, istniała też konieczność wykonywania odpowiednich ruchów gdy w przypadku B. Groeninga w zasadzie w ogóle nie było to konieczne. Nota bene Wielka Brytania jest jednym z pierwszych krajów i na razie nielicznych, jeżeli nie jedynym, gdzie w państwowej służbie zdrowia prawnie usankcjonowano obecność uzdrowicieli duchowych przy łóżkach chorych i którzy całkowicie legalnie współpracują z białym personelem! Harry Edwards, którego losy różniły się od losów B. Groeninga jest jednym z najwybitniejszych uzdrowicieli duchowych, w pełni zaakceptowanym przez środowisko medyczne i kościelne na Wyspach, fenomenem mającym na swym koncie mnóstwo uzdrowień, w tym także na odległość; i także on podkreślał fakt, iż jest tylko narzędziem w ręku Boga.
Jednakże przypadek Bruno Groeninga wykracza poza same ramy uzdrawiania duchowego. W zasadzie uzdrawianie fizyczne to tylko 5 % Jego działalności. Bruno Groening nigdy zresztą nie pytał ani o chorobę, ani o diagnozę lekarską ani nie dotykał ciała chorych, poza naprawdę nielicznym przypadkami, gdy było to konieczne, w ogóle zakazywał jakiegokolwiek mówienia o chorobie w swej obecności. Zajmował się za to wygłaszaniem wykładów wiary – prostych w przesłaniu, nacechowanych niezwykłą siłą, wielce religijnych treści o Bogu, jako o największym lekarzu wszystkich ludzi. Zmieniał tym samym samych ludzi od środka, posiewał w nich nowe ziarna wiary i ufność w wyższą siłę – i to należy uznać za jeden z największych cudów Jego dokonań.
Dla Boga nie ma chorób nieuleczalnych – i tę wiedzę, podkreślam – wiedzę – starał się wpoić w naszą świadomość. „Jest wiele rzeczy, których nie da się wytłumaczyć, ale nie ma niczego, co nie może się wydarzyć” – mawiał. Po uzdrowieniu w Herford (Westfalia) chłopca z zaniku mięśni sława Groeninga rozniosła się po całych Niemczech i poza ich granice. Do Herford sprowadzać zaczęły tłumy. Władze zakłopotane takim rozwojem sytuacji wprowadzały zakazy uzdrowień i oskarżały Groeninga o naruszenie ustawy dla naturoterapeutów. Po tym wydarzeniu Groening udaje się do Hamburga, ale i tam długo nie dane mu było wygłaszać kazań. Jedzie do Traberhof niedaleko Rosenheim w Bawarii i tam wydarza się jeden z największych cudów – zbiorowe uzdrowienie tysięcy ludzi nieuleczalnie chorych. Dochodziło wręcz do scen biblijnych – niesłyszący odzyskiwali słuch, niemi – mowę, niewidomi – wzrok, sparaliżowani odrzucali kule, wstawali z wózków inwalidzkich, noszy. Każdy czuł się jakoś inaczej niż zwykle, w powietrzu wibrowała boska energia. Sam Groening stał na balkonie oparty o balustradę i wygłaszał swe kazanie, gdy zaczynały dziać się uzdrowienia. Zanim jednak zaczął mówić stał i patrzył w tłum zgromadzonych (około 30 tysięcy ludzi) dłuższy czas, w całkowitej ciszy, ciszy w której usłyszeć można było trzepot skrzydeł motyla, badając, niemal studiując całość karmy ludzi zgromadzonych przed nim. Jego sławny gruczoł życia pod szyją (mylnie utożsamiany z wolem) – gigantyczny zbiornik energii był wtedy nabrzmiały, jak zawsze gdy przechodziła przez niego boża siła (proszę zwrócić uwagę na zdjęcia). Bowiem to BOŻA SIŁA uzdrawia i pomaga, nie on. Groening nigdy nie mówił, że on uzdrawia, lecz że To uzdrawia, boży prąd, Heilstrom. On jest tylko przekaźnikiem albo transformatorem tej potężnej energii, to jest jego życiowe zadanie i służba dla Boga. To była potężna energia, która bez takiego transformatora mogłaby spalić ludzi na popiół. Gdy miał powiększony mocno ów gruczoł na szyi czuł się świetnie, obywał się bez snu i praktycznie nie musiał nic jeść.
Ktoś może powiedzieć, iż ludzie od wieków potrafią pobierać energię z otoczenia. Zgoda, na pewno ćwiczenia takie jak tai chi czy qi gong, pobieranie prany czy energii ki ze słońca, ziemi, powietrza jest, było i będzie przez wiele osób praktykowane, natomiast nie jest to energia z Najwyższego Źródła. Groening był przekaźnikiem bezpośrednim energii z tego Najwyższego, Boskiego Źródła, prosto z bożego poziomu, stąd też taka jej moc i w wielu przypadkach natychmiastowość Jej działania. Oczywiście uzdrowienia zależały od otwartości danego człowieka, jego nastawienia i pracy wewnętrznej a przede wszystkim wiary w Boga lub chociaż szczerej jej chęci…
Wydarzenia z Traberhof spowodowały, iż wszystkie gazety w Niemczech pisały o nim i o tym co się wydarzyło w stadninie koni koło Rosenheim, ale też powstawała wielka fala krytyki, uprzedzeń, złośliwego dziennikarstwa oraz zmowy korporacji lekarsko-akademickich. Przecież niemożliwe aby profesorowie nie dawali sobie rady z chorobami nieuleczalnymi, a „byle chłystek bez wyższego wykształcenia” leczył (ba, uzdrawiał!) ludzi ot tak w ciągu paru chwil.
Tajemnice życia Bruno Groeninga.
Bruno uzdrawiał w swej obecności, bez swej obecności, będąc w pobliżu lub na odległość. Potrafił także dokładnie wiedzieć co robi inny człowiek przebywający kilkaset kilometrów od niego, potrafił czytać w myślach czy wręcz wiedział o tych myślach i odczuciach drugiego człowieka. Znane są przypadki gdy wiele razy cytował list, którego nie otwierał a dany mu przez szukającego pomocy, nieraz trzymał rękę na zamkniętej książce i czytał jej treść bez zaglądania do niej…
Innym przykładem niesamowitej działalności Bruna są sławne kulki ze staniolu (będące swego rodzaju imitacją naszej planety, Ziemi.) Zwijane z paczek papierosowych i ładowane energią stanowiły dar dla szukających pomocy, i to nawet na drugim krańcu globu. Osoby trzymające takie małe kulki odczuwały mrowienie, ciepło lub miały inne wrażenia, i nie da się tego inaczej wytłumaczyć jak tylko działaniem siły, której jeszcze do końca nie znamy i nie rozumiemy. Dzięki promieniowaniu leczniczej siły osoby używające tych kulek odzyskiwały zdrowie, a nieraz były specjalnie chronione w różnych sprawach życiowych.
Znana jest, dla mnie szokująca i dająca wiele do myślenia, opowieść jednej z kobiet, będących na jednym z wykładów Bruna w Niemczech: wspomina ona, iż w trakcie wykładu nagle uświadomiła sobie, zdała sobie w swym wnętrzu sprawę z tego, Kto przed nią stoi… Gdy to pomyślała, Bruno Groening przerwał wykład i zwrócił się do niej, patrząc prosto w oczy: To co Pani teraz pomyślała, proszę zachować dla siebie. Często zresztą przerywał swe wykłady i odpowiadał na zadawane w myślach pytania przez zgromadzonych w sali.
Dlatego na wstępie napisałem, iż jest to wciąż postać nieodgadniona i nie rozpoznana. Dla mnie osobiście Bruno Groening jest nie tylko fenomenem ducha, niezwykłym uzdrowicielem, ale przede wszystkim Bożym Człowiekiem, Mistrzem, bezpośrednim Narzędziem Boga, jednym z przejawów bożej świadomości na planecie Ziemia.
Nauka Bruno Groeninga.
Groeninga cechowała niezwykła miłość do człowieka, świata zwierząt i roślin. Czuł powiązanie z całym światem, uwielbiał oddawać się kontemplacjom natury, uwielbiał przebywać blisko natury, w lasach, górach czy nad morzem. Bruno Groening był przekonany, iż we Wszechświecie panuje jedna siła, Bóg. Dla niego Bóg był faktem, ale i również istnienie zła, szatana nie stanowiło dla niego tajemnicy. To właśnie Duch panuje nad materią, a nie na odwrót. Nauczał, iż myśli nie pochodzą od człowieka, one do nas przychodzą, i to z dwóch źródeł – źródła dobra, od Boga – takie jak miłość, przebaczenie, tolerancja, prawda, piękno oraz od źródła zła, szatana, takie jak nienawiść czy zawiść, złość. Człowiek posiada wolną wolę – największy dar Boga – i to od nas zależy za jakim źródłem podążamy. Wskazywał też na cechy ludzkiego umysłu takie jak przyzwyczajenie, które pęta człowieka silnymi więzami, z których jest coraz trudniej się wyzwolić. To właśnie nasze nawyki, przyzwyczajenia, sposoby myślenia a przez nie sposoby konstruowania naszych wyobrażeń o świecie są nieraz największą przeszkodą w otwarciu się na innego człowieka, na dobro, lub na inną optykę patrzenia. Jak mawiał: jaka wola, taka myśl, jaka myśl takie działanie. Bruno stwierdzał, iż każdy człowiek powinien się nastawić na odbiór bożej siły poprzez przyjmowanie wygodnej pozycji bez krzyżowania rąk i nóg, odwracając dłonie do góry wnętrzem, i świadomie nastawiając się na odbiór uzdrawiającej siły, myśląc o przyjemnych rzeczach, bynajmniej nie o chorobie i zmartwieniach, lub modląc się. Każdy człowiek winien tak postępować, gdyż ładuje się energetycznie, jak bateria. Po pewnym czasie lub od razu zaczynamy czuć lub zauważać zmiany w sobie, w swym ciele, wiele osób odczuwa prąd, mrowienie, chłód lub ciepło, wielu nic nie odczuwa, ale to nie przeszkadza w działaniu bożej siły. Następują też bóle regulacyjne, jako normalny stan po przywróceniu porządku w ciele człowieka. Ale bożą siłę można także prosić o pomoc w sprawach życiowych, w sprawach wewnętrznych, i tutaj też dzieją się niesamowite rzeczy. Ludzie poprzez przyjmowanie bożego prądu uzyskują wiele rozpoznań życiowych, nabierają dystansu do otaczającej rzeczywistości, wyciszają się, uzyskują pomoce związane z pracą, kłopotami życiowymi. Bruno Groening nawoływał także do wielkiego powrotu do natury, do myślenia kategoriami niematerialistycznymi. Wskazywał na potrzebę szanowania drugiego człowieka, traktowania go jako swego bliźniego. Groening pragnął dać ludziom metodę panowania ducha nad materią, nad ciałem – gotowi to przyjąć uzyskiwali wspaniałe efekty.
Dzisiaj nauka Bruno Groeninga jest przekazywana w ramach kół przyjaciół B. Groeninga, powstających na całym świecie. Ideę kół zaszczepiła najpierw wspólnotom w Niemczech a potem na całym globie Grete Hausler, sama uzdrowiona przez bożą siłę z kilku nieuleczalnych chorób. To właśnie w tych kołach szukający pomocy i chętni poznawać nauki „małego Groeninga”, jak sam często o sobie samym mawiał, odnajdują spokój i szansę na poprawę zdrowia i rozwiązanie trudnych spraw i kłopotów osobistych. Również istnieje wiele udokumentowanych przypadków uzdrowień po obejrzeniu filmu dokumentalnego „Cudowny Apostoł” obrazującego życie i misję Bruno Groeninga ze wspaniałą muzyką Burcharda Pescha.
Nauka, lekarze, kasta prawnicza i urzędnicza oraz niemal całe środowisko naturoterapeutów nie rozumiało fenomenu Bruno Groeninga. Zakazywano wystąpień i przemów, mimo, iż Bruno nie żądał od nikogo pieniędzy, diagnoz, nie chciał słyszeć o rodzajach chorób, nie nakładał rąk – po prostu mówił i uzdrowienia działy się. Nie leczył, jak naturoterapeuci i lekarze lecz siła uzdrawiała poprzez niego. A to kolosalna różnica której nikt nie chciał zrozumieć i widać było iż społeczność polityczna i ogólno-społeczna Niemiec nie jest w stanie poradzić sobie z takim zjawiskiem duchowym jak Groening. Również w Polsce wciąż mało wie się o fenomenie duchowego uzdrawiania i niestety raczkujemy w porównaniu z Wielką Brytanią w tej kwestii.
Nie ulega wątpliwości, iż naczelnym celem misji Bruno Groeninga na Ziemi była trwała, duchowa odnowa ludzkości. Rozważając jego fenomen chodzi bowiem u samych jego podstaw, na odkrycie, zaakceptowanie i zrozumienie „kosmicznej siły życia”, obecnej w całym Wszechświecie, siły, która przenika wszystko, będąc gwarantem całego galaktycznego porządku. Ta cząstka Ducha jest w każdym z nas, jest Prasiłą, Wewnętrznym Porządkiem, Przedwiecznym Prawem. Groening był nosicielem i prekursorem nowej idei życia: życia zakotwiczonego w Bogu, naturze, ale życia dla którego nie było rzeczy niemożliwych.
Wszyscy ludzie z naszego kręgu kulturowego, nawet ateiści (jako, że większość nich urodziła się i dorastała w typowych rodzinach katolickich) znają Apokalipsę, czyli Proroctwo świętego Jana. Jest to najbardziej znana i niemal oficjalnie uznana przepowiednia dla świata. Napisana jest wprawdzie takim językiem, że normalny człowiek nie jest w stanie nic z tego zrozumieć, ale od czegóż mamy biblijnych „interpretatorów”, którzy opatrzyli ją większą ilością (całkowicie bezsensownych) przypisów i objaśnień, niż jest treści w oryginalnym tekście.
Oprócz Apokalipsy okresowo objawiają się nam na niebie przeróżne Maryje i Jezusy, które pomstując niemiłosiernie (jak nie przymierzając, sam diabeł) i przeklinając ludzki ród straszą nas mieczem, pomstą i zagładą, jeśli głupia i podła ludzkość natychmiast nie zacznie się modlić.
Po prostu… modlić!
ROTFL!
Mamy też Nostradamusa, który w słowach równie zawiłych i niezrozumiałych jak Apokalipsa przekazuje swoje widzenie przyszłości i do kompletu Babę Wangę, wizjonerkę z Bułgarii, która wsławiła się wieloma trafnymi przepowiedniami (ciekawe, kto ją inspirował, czyżby to UFO, które widziała nadzmysłowo?). Upss, zapomniałabym, mamy jeszcze przeróżnistych kosmitów, nieustająco czanelingujących z jakichś odległych planet. Oni też nie są dla nas zbyt mili, widocznie nikt w całym wielkim kosmosie, z samym „bogiem” Jahwe włącznie, nas nie lubi.
Wszyscy nas straszą na potęgę. I przeklinają. I wszyscy radują się, że nie żyją w naszych czasach.
Mamooo, nikt nas nie lubi, buuuuu !!!
A my? No cóż, my mamy najwyraźniej straszliwego pecha, że zostaliśmy skazani na życie w czasach końca i zagłady. I że zapłacimy za grzechy wszystkich naszych grzesznych przodków, od czasów Adama i Ewy, a najbardziej za wyczyny rządzących naszą planetą psychopatów, z którymi w żadnym razie się nie utożsamiamy, jako że jesteśmy ofiarami, a nie beneficjantami ich podłych wyczynów.
No, ale żyjemy przecież w wariatkowie, a tu obowiązują prawa ustalone przez jakże sprawiedliwego „boga” Jahwe, który za czyny oprawców każe ich ofiary.
Tradycja jest kontynuowana, więc nie narzekajmy, lecz jak ten Cygan z przysłowia pozwólmy się powiesić za winy chłopa. Amen!
Każdy kto zna Apokalipsę musiał słyszeć o „znamieniu bestii”, które ma się znajdować na prawej ręce lub na czole i bez którego nikt nie będzie mógł niczego sprzedać ani kupić. Przez niezwykły „przypadek” władza pracuje nad chipem RFID, który ma być wszczepiony w prawą rękę lub czoło każdego bez wyjątku mieszkańca naszej planety. Dokładnie tak, jak mówi Apokalipsa. Ma on zastąpić dowód osobisty, kartę kredytową, klucz do drzwi i wszystko, co tylko współczesnemu człowiekowi potrzebne jest do życia. A nawet więcej – bo nie tylko do życia, ale i do śmierci również. Jak skoczysz władzy obywatelu, to cię władza wyłączy. Odetnie ci dostęp do konta w banku, więc zanim zdechniesz z głodu przyjdziesz do władzy na klęczkach i będziesz ją po rękach, a nawet dupie całował, żeby zechciała ci wybaczyć i przywrócić cię do łask. A jeśli nie zdołasz jej przekonać, to wyłączy ci nie tylko bank, ale i ciebie samego. Na wieki wieków. Amen!
Prawda, jakie to prorocze dzieło ta Apokalipsa?
Wszystko to było wiadomo już na początku świata!
Jaki ten Jahwe jest wszystkowiedzący, prawda?
NIEPRAWDA!
Jahwe nie był jasnowidzem, a ta księga nie jest proroctwem.
Ona jest… SCENARIUSZEM!
Tak, scenariuszem napisanym i realizowanym przez wieki.
To wyjątkowo chytry plan…
Ludzkość nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką jest potęgą. Ludzkość nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką potęgą są jej myśli i energia mentalna.
My jesteśmy bardzo groźni dla naszych okupantów. Ale nie jako armia, lecz jako ŚWIADOMOŚĆ.
Oni nie boją się naszej siły militarnej, ponieważ ludzkość już dawno została całkowicie rozbrojona, a armie i policje wręcz przeciwnie, uzbrojone w kosmiczne maszyny do pałowania i zabijania.
Nie możemy powstać zbrojnie, bo nas zmiotą z powierzchni ziemi. W starciu zbrojnym nie mamy żadnych szans.
Naszą bronią jest świadomość.
Obecna wojna toczy się właśnie o ŚWIADOMOŚĆ!
Władza robi co może, żeby nas tej świadomości pozbawić, a nawet żeby ją wykorzystać przeciwko nam.
Temu celowi służą przymusowe i zmasowane, powodujące autyzm szczepienia od pierwszej doby życia, skażona agrochemią, przetworzona, zawierająca neurotoksyny (aspartam, glutaminiany, konserwanty i inne „E”), napromieniowana, pozbawiona witamin i soli mineralnych żywność, zakaz dostępu do ziół, zakaz korzystania z pomocy homeopatii i medycyny naturalnej i w końcu przymus korzystania z medycyny alopatycznej, ze szczególnym naciskiem na chemioterapię, zalecaną ostatnio nie tylko w „leczeniu” nowotworów, ale niemal nawet na katar i chrypkę.
Cała ta wszechobecna, obca naturze chemia nie tylko powoduje choroby (czy chory człowiek jest w stanie sprawnie myśleć?), ale bardzo źle wpływa na sposób funkcjonowania mózgu i całego systemu nerwowego.
Straszące nas końcem świata, karą boską i zemstą za nasze rzekome grzechy przepowiednie i objawienia z wyzywającymi nam Jezusami i Mariami w roli głównej mają jeden cel: sprawić, żebyśmy uwierzyli, że jesteśmy niegodni, podli i nic niewarci i że nie zasługujemy na nic innego, jak starcie z powierzchni ziemi.
Jeśli cała ludzkość w to uwierzy, będzie to pożądana przez najeźdźców zmiana świadomości ludzkości. Jej energia mentalna zostanie ukierunkowana na samozagładę. Sami się zniszczymy lub zamienimy w niewolników, posłusznie błagających Jaśnie Panią Władzę o opiekę i ratunek.
Pani Władza nie jest żadną władzą. Nikt jej demokratycznie nie wybierał. To zwyczajna mafia, która podstępem przejęła władzę nad całą ludzkością i działa jak każda typowa organizacja przestępcza.
Tyle tylko, że wszystko to ma się odbyć przy zachowaniu pozorów uszanowania naszej wolnej woli.
Dlatego to my sami mamy błagać o pomoc i ratunek. Sami mamy błagać o rządy silnej ręki (czyli o ustrój faszystowski) i mamy się z ulgą zgodzić na totalitarną kontrolę całego naszego życia, w tym również jego sfery prywatnej.
„Zachęcić” nas do tego mają te wszystkie kataklizmy i „katastrofy naturalne”, ataki terrorystyczne (911, 7.7.), wycieki ropy, tsunami, trzęsienia ziemi, awarie reaktorów elektrowni atomowych, powodzie, nieurodzaje (spowodowane przez chemtrails!), głód, drożyzna i epidemie, których świadkami jesteśmy (i jeszcze będziemy) w ostatnich latach.
Jeśli uwierzymy, że to wszystko zostało zapisane w kronikach Ziemi i że tak miało być, a my sami nie mamy najmniejszego wpływu na to, co dzieje się na naszej planecie i z nami osobiście, skończymy marnie. Sami się oddamy w niewolę, z której nie będzie powrotu. Zachipowani ludzie będą całkowicie i na zawsze pozbawieni wolnej woli – na własne życzenie.
Na całe szczęście Apokalipsa nie jest proroctwem.
Na całe szczęście Apokalipsa jest scenariuszem, który może, ale nie musi się zrealizować.
Wszystko zależy od nas, a dokładnie od naszej ŚWIADOMOŚCI.
Jeśli zdołamy się przebudzić, a wiele wskazuje na to, że jest to możliwe, scenariusz zostanie zmieniony. My sami go napiszemy.
ŻADEN DETERMINIZM NIE ISTNIEJE.
Ziemia jest STREFĄ WOLNEJ WOLI!
Dlatego nic, co tu się dzieje nie jest odgórnie zaplanowane ani nigdzie zapisane. To my sami tworzymy swoją rzeczywistość i wykuwamy swój los.
Jedna kropla przelewa kielich.
Potrzebujemy tej jednej, jedynej, małej kropelki świadomości, a będziemy wolni!
I na zakończenie przypomnę wam, jaką ogromną mocą dysponujecie!
Wszystko, dosłownie wszystko ZALEŻY OD WASZEJ PSYCHIKI i od mocy waszych myśli.
Od nich zależy wasze szczęście i zdrowie, a nawet życie.
Pisałam tu kilka razy o praktykach wiernych z Kościoła Boga z Widocznymi Znakami. Jest to fundamentalistyczny odłam Kościoła Zielonoświątkowców z Kentucky. Ludzie ci potraktowali zupełnie dosłownie ten oto fragment Biblii:
A takie znaki będą towarzyszyły tym, którzy uwierzyli: w imieniu moim demony wyganiać będą, nowymi językami mówić będą, węże brać będą, a choćby coś trującego wypili, nie zaszkodzi im. Na chorych ręce kłaść będą, a ci wyzdrowieją. Ewangelia Marka 16:17-18, Biblia Warszawska
No więc biorą w ręce grzechotniki, a ich pastor pił (czas przeszły, bo jednak w końcu zmarł, widocznie musiał stracić wiarę, cóż za pech!) jad ze słoja, tańczą z nimi, a gdy ktoś zostanie ukąszony modlą się za niego i nakładają ręce. I o dziwo, wielu z nich przeżyło, mimo że jad grzechotnika jest jednym z najbardziej zabójczych. Tak, moi drodzy, wiara przenosi góry. Skoro wiara ratuje nawet pokąsanych przez grzechotniki, może uratować również was. Nawet od radioaktywnego pyłu, chemtrails, oparów znad Zatoki Meksykańskiej, szkodliwego dla zdrowia GMO i chemii, którą musicie jeść, bo porządnego, zdrowego jedzenia już nie ma, niestety.
Sheeple mogą już kupować trumny, świeć Panie nad ich duszami, amen. W pełni zasłużyli na Nagrodę Darwina, przyznawaną pośmiertnie największym idiotom na świecie.
———————
PS. Potrzebujecie dobrych wiadomości? Syjonistyczna inżynieria społeczna, która miała doprowadzić do zatarcia różnic narodowych i zlikwidowania poczucia patriotyzmu w Europie, poniosła kolejną, bardzo spektakularną klęskę. Profesor Czapiński zdecydowanie przedwcześnie ogłosił w TokFm „koniec tendencji narodowych, ponieważ tendencje ponadnarodowe są silniejsze”. Niestety, a raczej na szczęście nie są! Cała Polska trzęsie się z oburzenia, a ludzie masowo podpisują petycję z żądaniem ukarania Polsatu za skarcenie młodego artysty za patriotyzm, taki niemodny, śmieszny i zaściankowy. Jest to dziś zdecydowanie temat dnia, również na WordPress!
Każdy z nas, jeśli oczywiście nie jest upośledzony umysłowo ani uwięziony w Guantanamo, jest w stu procentach odpowiedzialny za to, co go spotyka w życiu.
Żyjemy w Matrixie, a wszystko wokół nas to jedna, wielka iluzja, która czyni z nas niewolników systemu. Aby stać się wolnym wystarczy się przebudzić, a co jeszcze ważniejsze: PRZESTAĆ SIĘ BAĆ!
Zdecydowana większość ludzi pogrążona jest w lunatycznym śnie i śni koszmarny sen wariata. Każdy nieświadomy praw duchowych człowiek żyje jak zombie, nie mając pojęcia o tym, że jest niewolnikiem i owcą stadną przeznaczoną do strzyżenia, dojenia i zabijania. Na całe szczęście nieszczęścia chodzą po ludziach, bo nic tak skutecznie nie budzi ze stanu hipnozy jak dramatyczne zdarzenia. Jak napisał Steven Arroyo: najbardziej nieświadomi ludzie muszą doświadczyć najstraszniejszych zdarzeń. Dlatego nie istnieje ani dobro, ani zło, bo nigdy nie wiemy, co jest dla nas dobre, a co złe. Czasem to, co najgorsze okazuje się najlepszym, co mogło daną osobę spotkać.
Dlatego nie współczuję chorym i cierpiącym, bo wiem, że będą cierpieć i chorować do czasu, aż zrozumieją, że choroba nie dotyczy ich ciała fizycznego, lecz duszy i umysłu. Jedyna droga do wyzdrowienia wiedzie przez zmianę sposobu myślenia i stosunku do świata i ludzi. Jednak wszelkie próby wytłumaczenia tego ofiarom ciężkich chorób prawie zawsze skazane są na niepowodzenie, a nawet mogą wywoływać ich agresję. Lepiej więc nie wtrącać się w ich życie, lecz pozwolić działać prawom duchowym. Siła Wyższa wie najlepiej, czego komu trzeba i czego dana osoba musi doświadczyć, żeby zmądrzeć. Czasem jest to śmierć i nic na to poradzić nie możemy.
Śmierć nie jest końcem istnienia, lecz końcem jednego etapu rozwoju i początkiem drugiego (reinkarnacja jest FAKTEM i jest na nią mnóstwo NIEZBITYCH dowodów, ale z nikim nie będę się o to kłócić ani nikomu nie dostarczę w zębach dowodów, bo nie jestem psem aportującym; chcesz dowodów, to sam ich sobie poszukaj; samodzielne poszukiwania są bardzo kształcące).
Na tej dziwnej planecie zwanej Ziemią niebo i piekło leżą tuż obok siebie, na wyciągnięcie ręki. To my sami decydujemy o tym, w którym z tych światów żyjemy. Możemy wybrać piekło choroby i pełnego cierpień „leczenia” zabijającego w majestacie prawa, męczeńską śmierć na ołtarzu dowolnej wiary: religijnej lub racjonalistycznej lub raj wolności duchowej i intelektualnej, miłości i pełnego zdrowia.
To ty decydujesz o tym, w którym z tych światów chcesz żyć. I ty ponosisz za wszystko pełną odpowiedzialność.
Nikt nie może mieć pretensji do nikogo, jeśli pod wpływem religijnej wiary, medialnej propagandy lub „dobrych rad” księdza, eksperta onkologicznego bądź cioci Kloci zrobi coś głupiego, zaszkodzi sobie w dowolny sposób lub doprowadzi się do śmierci. Nie może mieć do nikogo pretensji, bo ostateczna decyzja należy do niego i sam ponosi za nią odpowiedzialność.
Dzięki bibliotekom i pismom naukowym każdy ma nieograniczony dostęp do wszelkich możliwych źródeł wiedzy i informacji z każdej dowolnej dziedziny i może z nich zrobić właściwy użytek. Dziś, dzięki Internetowi, jest to łatwiejsze niż kiedykolwiek w dziejach ludzkości. Nie trzeba w ogóle wychodzić z domu, wystarczy tylko chcieć ruszyć tyłek sprzed telewizora i wykonać kilka kliknięć myszą.
I proszę nie powtarzać bezmyślnie za „racjonalistycznymi” użytecznymi idiotami, że „w internetsach to są same śmieci”. Tej wymówki nie kupuję. W Internecie można znaleźć wszystko to, co wydrukowano w papierowych książkach oraz poważnych pismach naukowych plus całe mnóstwo zakazanej, nielegalnej i niewygodnej dla decydentów wiedzy, która nigdzie nie została wydrukowana, ponieważ została wycięta nożycami cenzora, jako nieodpowiednia dla celowo utrzymywanych w głupocie ludzkich owieczek.
Bóg cię po to obdarzył rozumem, byś miał gdzie szukać ratunku – Ali Ibn Abi Talib
Bóg dał Ci mózg, żebyś myślał i wolną wolę, żebyś się nią kierował. Jeśli oddajesz innym władzę nad swoim losem i pozwalasz im decydować za siebie, sam jesteś winien, jeśli wpadniesz w poważne tarapaty.
Nikt nie ma obowiązku polegać ślepo na żadnym autorytecie, ani wierzyć bezkrytycznie religijnemu przywódcy. Jeśli to robi, to znaczy, że siebie samego uważa za bezmózgiego idiotę i osobę niezdolną do posługiwania się inteligencją.
Wiem, że to co piszę niektórym może wydawać się herezją.
Przecież po to mamy Kościół z Dekalogiem, żeby prowadził nas prosto ku zbawieniu.
Po to mamy medycynę, żeby nas leczyła i ratowała od śmierci.
Po to mamy ekspertów z każdej dziedziny życia, żebyśmy nie pobłądzili w gąszczu fałszywych teorii.
Każdy kij ma dwa końce.
Brak uregulowań rodzi ryzyko bezprawia i nadużyć ze strony przeróżnych szarlatanów.
Nadmiar uregulowań to dzieło psychopatów, którzy dla władzy i pieniędzy nie cofną się przed niczym, np. przed kłamstwem, korupcją i szantażem, a w końcu przed wprowadzeniem ustroju totalitarnego. Bo psychopata żyje tylko po to, żeby przejąć kontrolę nad światem, a ludzkość zamienić w armię tępych niewolników.
Nowy Porządek Świata to wymyślona przez paranoików teoria spiskowa?
Idealną sytuacją dla każdego człowieka jest ta, która pozwala mu na pełną wolność działania przy jednoczesnym kontrolowaniu zachowania innych w celu wymuszenia posłuszeństwa na drodze do realizacji własnych pragnień. To znaczy, innymi słowy, każdy człowiek poszukuje władzy nad światem niewolników. [James Buchanan, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii]
Nad społeczeństwem dominować będzie elita… która dla osiągnięcia swoich politycznych celów nie będzie wzbraniać się przed stosowaniem najnowocześniejszych technik kształtowania publicznych zachowań i utrzymywania społeczeństwa pod ścisłą kontrolą i inwigilacją [Zbigniew Brzeziński]
Człowiek myślący musi zdawać sobie sprawę z takich zagrożeń i w każdym ustroju społecznym zachowywać czujność.
Nie piszę tego, żeby straszyć, lecz po to, żeby uświadomić Wam wartość INFORMACJI. Wiedza uchroni Cię przed spiskami (a nie „teoriami”!!!) takich ludzi jak James Buchanan, Zbig Brzeziński i cała zgraja innych cwaniaków (więcej autentycznych cytatów tych drani znajdziesz w lewej kolumnie bloga).
Nadmiar podejrzliwości prowadzi do paranoi, ale jej zupełny brak świadczy o braku instynktu samozachowawczego i o zwyczajnej głupocie. A to grozi unicestwieniem.
Z wyżej wymienionych powodów trzeba myśleć samodzielnie i na nikim bezkrytycznie nie polegać. Dlatego ani trochę nie współczuję pacjentom onkologicznym (i żadnym innym takoż). Są dorośli i sami ponoszą odpowiedzialność za to, co robią ze swoim życiem. Jeśli godzą się na okaleczanie, ból, rakotwórcze naświetlania, skutki uboczne chemioterapii, a nawet jeśli na końcu, z wyrokiem „nieuleczalni”, umierają w cierpieniu w hospicjum – robią to, bo się na to zgodzili. Nie stali przed plutonem egzekucyjnym, gdy podpisywali zgodę na leczenie, a to znaczy, że nikt ich do niczego nie zmuszał.
Jeśli widząc, że „leczenie” tylko pogarsza stan ich zdrowia nie zrobili nic i nawet nie próbowali się ratować, to znaczy, że z pełną świadomością zrzekli się odpowiedzialności za swój los i życie.
I ja to proszę państwa w pełni szanuję. Nawet bardzo. I szczerze podziwiam. Nie rozumiem takiej postawy, ale ją akceptuję.
Bunt rodzi się we mnie tylko wtedy, kiedy myślę o chorych na nowotwory dzieciach, bo jeśli mają głupich i bezwolnych rodziców, skazane są na cierpienie i śmierć w majestacie prawa. Wprawdzie Konstytucja gwarantuje rodzicom prawo do decydowania o losie dzieci, co więcej ani w Konstytucji, ani w Kodeksie Karnym nie ma nakazu przymusowego leczenia w razie choroby, ale praktycznie nikt nie korzysta z tych praw, ponieważ ludzie nie mają ani świadomości, że prawo ich chroni, ani wiedzy o tym, że są alternatywne, bezpieczne i o wiele skuteczniejsze metody leczenia (jakby ktoś pytał: PRZEZ LEKARZY, a nie czarownicę w bagnie). A co gorsze, są tak przerażeni diagnozą, że przestają myśleć i godzą się na wszystko. Dlatego, w przypadku gdy u dziecka stwierdza się nowotwór, jest ono kierowane do szpitala i niemal pod przymusem, a w każdym razie pod wpływem lęku i pod bardzo silną presją psychiczną, rodzice podpisują zgodę na leczenie i wszelkie zabiegi, jakie lekarze uznają za konieczne.
Liczy się tylko pieniądz
Bandyci z Big Pharma chcą Twojego ciała, bo chcą na nim zarabiać. Chcą wstrzykiwać w nie chorobotwórcze (rakotwórcze i zawierające rtęć) szczepionki i poddawać je nieuzasadnionym operacjom chirurgicznym już od dnia narodzin (obrzezanie) oraz chemicznemu „leczeniu”, nawet jeśli jesteś zdrowy lub gdy tylko istnieje cień możliwości, że możesz być chory. Medycyna wespół z mediami wytwarzają psychozę lęku przed chorobami i epidemiami, dzięki czemu ludzie uwierzyli, że szczepienia są konieczne, a rak jest chorobą powszechną i nieuleczalną. Ludzie uwierzyli w mit „wczesnej wykrywalności” i związaną z tym konieczność samobadania (np. piersi) oraz regularnego poddawania się badaniom okresowym. Wystarczy maleńki guzek, nieznaczna zmiana na zdjęciu lub małe wahnięcie w wynikach badań, żeby pacjent wpadł w panikę i był gotów na wszystko, co zleci mu jego lekarz.
A przecież wystarczy chwilkę pomyśleć…
Jakim cudem wciąż istniejemy jako gatunek?
Jakim cudem ludzkość zdołała w ogóle przetrwać, a nawet tak się rozmnożyć, że aż niektórzy nawołują do depopulacji, skoro insulinę wynaleziono w latach 20-tych XX wieku, a „naukową” onkologię wymyślono dopiero w latach 30-tych? Jakim cudem ludzkość nie wymarła, skoro nie było diabetologów, onkologów, psychiatrów, chemii farmaceutycznej, szczepień ani naświetlań?
Pomedytuj nad tym drogi czytelniku, myślenie nie boli.
A teraz małe ćwiczenie: pomyśl przez chwilę i policz, ilu osobom z Twojego otoczenia niepotrzebnie wycięto wyrostek robaczkowy, pierś, węzły chłonne, tarczycę lub cokolwiek innego? Może znasz kogoś, komu pozostawiono w brzuchu nożyczki, gazę lub inne przedmioty? A może znane ci niemowlę chorowało ciężko, a nawet zmarło po szczepieniu?
Albo inaczej: czy potrafisz wskazać kogoś, kogo naukowa medycyna XXI wieku skutecznie wyleczyła z cukrzycy, nadciśnienia, choroby obturacyjnej płuc lub marskości wątroby (przeszczepy się nie liczą)? Mówiąc o „wyleczeniu” mam na myśli stan powrotu do pełnego zdrowia i całkowite odstawienie wszelkich leków. No, jak ci idzie udzielanie odpowiedzi na moje pytania?
Za ignorancję płaci się najwyższą cenę
Trochę rozumiem ludzi, a trochę nie. Rozumiem, bo wszyscy wokół przekazują sobie mrożące krew w żyłach opowieści o chorych na raka znajomych i krewnych, którzy przeszli istne piekło kuracji, późniejszych wznów i ponownych kuracji, po czym zmarli w męczarniach w hospicjum. Wizja doświadczenia podobnego losu jest przerażająca. Ale jeszcze bardziej nie rozumiem, dlaczego ludzie nawet nie próbują szukać alternatywnych rozwiązań, skoro powszechnie stosowane prowadzą na niemal pewną śmierć. Wystarczy zapoznać się ze statystykami uleczalności raka (a raczej jej braku), żeby postukać się w głowę i dojść do wniosku, że coś tu się nie zgadza. Mimo tego całego straszenia człowiek dorosły i w miarę rozgarnięty ma przecież swobodny dostęp do alternatywnej wiedzy i może z niej skorzystać.
Dlaczego tego nie robi? No? DLACZEGO???
Odpowiada mi głucha cisza…
Głupota zabija
Oto dowód: tekst zaczerpnięty z bloga pewnej chorej na raka dziewczyny. Wyjaśnia ona, dlaczego nie da się nabrać na żadne alternatywne metody leczenia, a zwłaszcza na dietę dr Gersona:
Podam Wam przykład – dieta Gersona. Należy ona do najbardziej znanych propozycji antyrakowych, jest dobrze opisana, są ośrodki, w których metodę się stosuje. Sama fachowość, czołówka listy metod alternatywnych. Popytałam o nią specjalistów i oto czego się dowiedziałam.
Kwestia wyciskarki do soków sprzedawanej za ciężkie pieniądze. Absolutnie musi być taka jaką zalecają, z ceramicznymi wałkami, bo tylko ona nie zabija potrzebnych składników owoców i warzyw. Otóż specjalistka wyjaśniła mi, że maszynę zaprojektował dr Gerson kilkadziesiąt lat temu. A to oznacza, że nie było wówczas magicznej stali nierdzewnej. Metalowe wałki były najzwyczajniej w świecie niezdrowe, bo cząsteczki metali dostawały się do jedzenia, więc dr Gerson słusznie wymyślił, że należy wprowadzić ceramiczne. Tyle, że w dzisiejszych czasach nie ma to żadnego znaczenia, który to szczegół jakoś na ogół umyka specjalistom od diety.
Koniec wywodu. Jeśli ktoś sądzi, że jest to „fragment wyrwany z kontekstu” wyjaśniam, że bynajmniej. To jest całość. Koniec. Kropka. To jest dosłownie zacytowany powód, że osoba ta nie ma zaufania do metody Gersona z powodu (rzekomo) ceramicznych wałków. Prawda jednak jest taka, że dziś wszystkie wyciskarki do soków stosowanych w terapii Gersona są robione ze stali nierdzewnej. Tak, ze stali nierdzewnej, a nie z ceramiki! Ale nawet gdyby były ceramiczne, to jaka logika stoi za tym dziwacznym wywodem? Nie będę się leczyć sokami tylko dlatego, że 60 lat temu zaprojektowano ceramiczne wałki, które dziś są przeżytkiem? Czyżby ta panna wierzyła, że leczy ceramika lub stal, a nie soki?
I jeszcze taki kwiatek:
Ja, na przykład, przy wzroście 168 zazwyczaj ważyłam 55kg. Teraz moja waga waha się między 48, a 51kg. W dodatku guz uciska żołądek, co sprawia, że jestem w stanie zjeść na jeden raz tyle co kot napłakał. W tej sytuacji ja nie mogę się żywić sokami owocowymi i gotowanymi warzywami, bo najzwyczajniej w świecie zniknę. Fakt, że razem z chorobą, ale jakoś mnie to nie pociesza. Ja muszę wpierniczać setki kalorii żeby jakoś się tuczyć, a przynajmniej nie chudnąć.
Jakaż to dieta zapewnia owe tuczące “setki kalorii”? Jak mniemam są to słodkie, maślane drożdżówki ze śnieżnobiałej mąki pszennej. Ciekawe, co na to onkolog? Ach, zapomniałam, onkolodzy nie znają się na zdrowym żywieniu, bo to nienaukowe.
Okazuje się, że takie rzeczy jak węglowodany i cukry powinny w ogóle zniknąć z naszego “jadłospisu”. Jest to o tyle poważne, że nowotwór po prostu rozwija się i to bardzo szybko głównie dzięki właśnie węglowodanom i cukrom. – Marek Kidziński, autor książki “Jak w 90 dni pokonałem raka?“
Ratunkiem dla chorego może się okazać wyrok śmierci
Tak, dokładnie: WYROK ŚMIERCI wydany przez onkologów, którzy oświadczają pacjentowi, że już nic więcej dla niego zrobić nie mogą, więc żadne błagania o chemię i naświetlanie nie pomogą. Koniec, nie ma o czym gadać, wypisujemy panu / pani skierowanie do hospicjum, żegnamy, papa, proszę nas w d… pocałować.
Tak zdradzony pacjent (ale nie łudźcie się, że każdy, bohaterka w.w. bloga tego nie zrobiła!) w końcu budzi się ze stanu zombicznego i zaczyna myśleć. Wydaje się to trochę spóźnione, ale jak to mówią lepiej późno niż wcale. Jeśli pozostała w nim choć iskierka nadziei i ducha walki zaczyna szukać ratunku zupełnie gdzie indziej. Skoro onkolodzy go odtrącili i z zimną obojętnością skazali na śmierć, zwraca się do „szarlatanów”, w ostatniej nadziei, że u nich znajdzie pomoc. I często znajduje. Proszę mi wierzyć, są udokumentowane przypadki wyjścia z całkowicie beznadziejnego stanu.
Na Reality TV niedawno nadawano serię filmów dokumentalnych pt. „Nieuleczalni”. Pacjenci porzuceni przez onkologię, z wyrokiem pewnej i szybkiej śmierci w hospicjum opowiadali tam, jak zamiast biernie czekać na wyrok losu, postanowili wykorzystać cień ostatniej szansy i spróbować metod alternatywnych, „nienaukowych” i „szarlatańskich”. Jedna z kobiet wybrała dietę makrobiotyczną. Zgłosiła się do specjalisty, który skomponował jej jadłospis i stale kontrolował postępy w zdrowieniu, korygując dietę zależnie od jej aktualnego stanu zdrowia. Pacjentka zaczęła dochodzić do zdrowia w tak szybkim tempie, że zdumiewało to jej rodzinę. Kiedy wkrótce potem, w wieku 41 lat zaszła w ciążę wszyscy doradzali jej aborcję. Lekarze straszyli wznową, a przyjaciele obawiali się, że ciąża może ją zabić. Ona jednak postanowiła nikogo nie słuchać i udała się do kaplicy, aby się pomodlić. Tam spłynął na nią doskonały spokój, więc umocniła się w przekonaniu, że jej decyzja jest słuszna. Ciąża przebiegała bez komplikacji i zakończyła się urodzeniem zdrowego syna. Dziś chłopak na ponad 20 lat, matka i syn są zdrowi i oboje cieszą się życiem i szczęściem.
Takich opowieści było tam mnóstwo. Ponieważ mamy kryzys można się spodziewać, że serial będzie wielokrotnie powtarzany, chyba, że onkolodzy załatwią zakaz jego emisji. Ale bądźmy dobrej myśli…
Organizm ma wielką zdolność przywracania homeostazy. Nie potrzebuje do tego ciężkiej chemii ani żadnych poważnych ingerencji. Nie należy mu w tym przeszkadzać, jedyną dopuszczalną metodą jest delikatne wspomaganie dietą lub informacją (homeopatia).
Na zakończenie fragment „Samokrytyki lekarza medycyny konwencjonalnej”:
Spoglądając wstecz na swój sposób myślenia i podejścia do zdrowia i choroby zdałem sobie sprawę, że:
Byłem agresywny. Zakładając, że życie to ciągła walka o przetrwanie oraz że życie ludzkie to najwyższa wartość, nie miałem żadnych wątpliwości używając całego arsenału broni przeciwko wszystkiemu, co uznałem za najeźdźcę lub agresora, choć i oni byli przejawami życia. [Dzięki makrobiotyce nauczyłem się, że nasz „wróg” może być naszym dobroczyńcą i że może zmienić się w naszego najlepszego sprzymierzeńca. Odkąd stałem się makrobiotykiem nie drażnią mnie nawet komary. Teraz widzę, że moje paranoidalne, agresywne i militarne podejście do życia miało swoje źródło w jadaniu produktów zwierzęcych (zwłaszcza mięsa i jajek)].
Myślałem, że życie to skomplikowany proces biochemiczny, w którym mogą nastąpić nieprzewidziane reakcje. Im więcej poznawałem szczegółów, tym bardziej potwierdzały one moje poglądy. Nie miałem możliwości konfrontacji z innymi poglądami. I tak miałem dużo roboty z przyswajaniem złożoności teorii, którą wyznawałem. [Takie fragmentaryczne, czysto ANALITYCZNE i skomplikowane spojrzenie na świat spowodowane i spotęgowane było konsumpcją żywności sztucznie oczyszczonej (białej mąki i cukru), przemysłowo przetworzonej, z dodatkiem konserwantów, rozdrobnionej (np. jadanie tylko niektórych części owoców), a zupełnym brakiem prostego, zdrowego, podstawowego pożywienia].
Myślałem, że jestem istotą myślącą. Kiedy Michio Kushi poprosił mnie, abym prosto, lecz wyczerpująco zdefiniował pojęcie miłości, pokoju, wolności, szczęścia, prawdy, zdrowia, choroby, życia, mogłem tylko podawać cytaty z książek i nie zastanawiałem się, dlaczego nie mogłem znaleźć właściwych definicji w encyklopediach, czy też tworzyć ich samemu. Myślałem, że odpowiedź na te pytania wymaga rzadkiej umiejętności i jest prawem przynależnym tylko mistrzom filozofii. [Moje studia filozoficzne w szkole medycznej nie były ani rozległe, ani głębokie; przedstawiono nam w zarysie poglądy tylko niektórych filozofów Zachodu oraz wyjaśniono logikę arystotelesowską. Dopiero teraz w pełni widzę, jak płytko myślimy po tego rodzaju edukacji. Umiemy jedynie podawać niekompletne, niejasne i zawiłe definicje, a te zmieniają się z dnia na dzień. Wybrałem się kiedyś do mojego byłego profesora filozofii i poprosiłem o podanie definicji. Uśmiechnął się, ale odpowiedzi nie usłyszałem. Dzięki makrobiotyce zrozumiałem, że ten brak głębi, umiejętności i precyzji myślenia ma dużo wspólnego z nie przeżuwaniem pełnych produktów naszej diety; innymi słowy z nie wykorzystywaniem naszych zębów „mądrości” w takim celu, do jakiego zostały przeznaczone, tzn. do dokładnego przeżuwania pełnych zbóż. Jedząc pełne zboża i przeżuwając je dokładnie zauważymy, iż zaczniemy poszukiwać, i to poszukiwać pełnej odpowiedzi, w której będzie też miejsce na te szczegóły, które już znamy. Zauważymy, że logika Arystotelesa to w pełni lustrzane odbicie logiki w kategoriach Yin Yang, a to z kolei to dynamika samego życia, wszystkich w nim zmian].
Widzę teraz, że ja i moi koledzy dumni byliśmy, iż korzystamy z osiągnięć współczesnej medycyny oraz na tyle naiwni, aby wierzyć, że medycyna ta pewnego dnia pokona wszystkie choroby. [Teraz zdaję sobie sprawę z tego, iż człowiek dumny znajduje się na krawędzi upadku, a cały postęp – jeżeli nie jest w harmonii z życiem samym – jest w rzeczywistości regresją, a przynajmniej, że każdemu osiągnięciu towarzyszy pewnego rodzaju regresja. Duma i naiwność to czarujące, młodzieńcze cechy, szczególnie spotęgowane konsumpcją mleka, jego przetworów i cukrów prostych].
Byłem przekonany, że jedynie „metodą naukową” można właściwie badać naturę. Z wyższością patrzyłem na dogmatyczne religijne i metafizyczne metody terapii, w rzeczywistości wykazując taki sam dogmatyzm w swojej dziedzinie.
Jakie jest biologiczne tło takiego dogmatyzmu? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam do rozstrzygnięcia każdemu osobiście.
Jeśli świadomie lub podświadomie dominują w nas agresja, pomieszanie, duma, naiwność i fanatyzm, oczywistym jest, że nie patrzymy na siebie krytycznie. Patrzymy uparcie tylko na to, co osiągnęliśmy (wydłużenie życia, zlikwidowanie tego, czy tamtego), ale nie zawsze widzimy, jakim kosztem zostało to osiągnięte i jakie skutki uboczne przyniosło: zwiększającą się zachorowalność, coraz to nowe, poważne choroby, zwiększenie długości życia oznaczające utrzymanie przy życiu, a nie przywrócenie zdrowia i szczęścia.
Ponieważ my nie patrzymy krytycznie na siebie, krytyka musiała przyjść z zewnątrz. Pierwsza nadeszła ze Wschodu. Była nią praca całego życia George Ohsawy. Jednakże jego pouczenia nie były wyrażone we właściwym języku – nie były one sprawdzalne eksperymentalnie ani zilustrowane danymi statystycznymi. Do tej pory miały one niewielki wpływ na kierunek rozwoju współczesnej medycyny. Ponieważ nie ufamy nikomu tylko sobie i naszym metodom, jak możemy poświęcić Ohsawie odrobinę naszej cennej uwagi?
Oczywiście, dopóki nie zaczniemy się odżywiać według zasad makrobiotyki, trudno nam będzie zrozumieć, a nawet wyobrazić sobie logikę i siłę makrobiotyki. Ale też, jeżeli nie będziemy myśleć „holistycznie”, trudno nam będzie jeść właściwie. Czy zatem nie ma wyjścia? Według zasady Yin-Yang można zacząć od postępowanie przeciwnego do dotychczasowego: zacząć słuchać, zamiast mówić, patrzeć na całość zamiast na poszczególne części, myśleć: „Nie wiem zbyt wiele” zamiast „Wiem dużo”. W taki oto sposób można zobaczyć pełny obraz życia i doświadczyć go.
Marc Van Cauwenberghe
Ten film gościł w moim blogu niezliczoną ilość razy, ale obawiam się, że wciąż są tacy, którzy jeszcze go nie widzieli. Jeśli tak, to KONIECZNIE powinni to obejrzeć.