Pewnie nie wiecie, ale wszyscy jesteśmy na coś chorzy i koniecznie wymagamy leczenia. Obejrzyjcie ten film, żeby się dowiedzieć jak kartele farmaceutyczne robią z was nabywców swoich wyrobów.
Archiwum kategorii ‘Matrix’
“Weź niebieską pigułkę, a historia się skończy, obudzisz się i uwierzysz we wszystko, w co zechcesz. Weź czerwoną pigułkę, a pokażę ci, dokąd prowadzi królicza nora”. Czy nasz świat jest rzeczywisty? A może jest wirtualną symulacją i iluzją? Może wszyscy jesteśmy jak te muszki owocówki lub szczury w laboratorium szalonego naukowca? Lub jeszcze gorzej – hodowlanymi zwierzętami, niczym owce doznającymi iluzji wolności i szczęścia na zielonej, letniej łące?
Choroby na sprzedaż
Posted by astromaria w dniu 22/05/2012
Opublikowany w Big Pharma, Matrix, Owce i wilki, Psychomanipulacja, Racjonalizm?, Zdrowie | Komentarzy: 49 »
Młodzi, znakomicie wykształceni, z wodą zamiast mózgu
Posted by astromaria w dniu 11/05/2012
Tylko na nas spójrzcie. Wszystko jest na wspak, wszystko jest do góry nogami: lekarze niszczą zdrowie, prawnicy niszczą sprawiedliwość, uniwersytety niszczą wiedzę, rządy niszczą wolność, główne media niszczą informacje, a religie niszczą duchowość. [Michael Ellner]
Prowadząc ten blog trochę zamknęłam się w hermetycznej puszce wśród ludzi myślących podobnie do mnie. Ale na szczęście mam też konto na Facebooku. Niby tam też są sami swoi, bo starannie dobieram znajomych, ale moi znajomi mają swoich znajomych, a ci swoich i tak dalej. Ponieważ ja nie chronię swojej prywatności zbyt wieloma zaporami, należę też do różnych grup, więc widzę co piszą ludzie z kręgów, z którymi pewnie nigdy nie miałabym okazji się zetknąć. I tu czasem zdarza mi się przeżyć lekki szok. A to wpadam na jakąś ziejącą jadem nienawiści anty-polonistkę, a to na jakiego aroganckiego racjonalistę, a to na innego dziwoląga z zupełnie obcego mi świata. Staram się być tolerancyjna, ale czasem nóż sam mi się w kieszeni otwiera. Bo jak może się nie otworzyć, jeśli spotykam lekarza, który nie tylko nie ma pojęcia o istnieniu jakichkolwiek skutków ubocznych szczepień (NOP, niepożądany odczyn poszczepienny), ale wręcz je z oburzeniem neguje? No bo przecież, gdyby takie coś istniało, to on, jako lekarz, musiałby o tym wiedzieć!
Im bardziej „doskonale wykształcona” czuje się dana osoba i im bardziej prestiżowy zawód wykonuje, tym bardziej jest tępa, niereformowalna i zabetonowana na swojej szklanej górze. Umie ona to, czego ją nauczono w czasie studiów, ale nie wie, że ta wiedza może być niewiele warta. Myślenie i negowanie wiedzy jest ostatnią rzeczą, jakiej od niej wymagano.
System edukacji nie uczy myślenia. Nawet gorzej – oducza, i to już od pierwszych klas szkoły podstawowej. Za zadawanie trudnych pytań można bardzo podpaść, bo to jest przeszkadzanie w zajęciach. Nauczyciel ma do przerobienia konkretny materiał, musi go wyłożyć w określonym czasie, zrobić sprawdziany i przedstawić dyrekcji do oceny postępy klasy jako całości. Zadaniem ucznia jest nauczyć się na blachę zadanej lekcji. Uczeń powinien umieć wyrecytować lekcję nawet obudzony w środku nocy.
System edukacji nie produkuje ludzi twórczych i samodzielnie myślących, lecz roboty do pracy w korporacji. Człowiek twórczy jest nieprzewidywalny i niezdyscyplinowany. Zamiast robić co mu każą sprzeciwia się i robi zamieszanie. Szefostwo tego bardzo nie lubi. Najlepiej by było, gdyby ludzie stali się jak mrówki w mrowisku, a jeszcze lepiej, żeby mieli inteligencję zbiorową i automatycznie robili to, co szef pomyśli.
W tym celu wymyślono procedury. Po co lekarz w izbie przyjęć ma improwizować? Bezpieczniej będzie, jeśli zaprogramuje się go niczym automat, żeby przestrzegał procedur. To uchroni go przed błędami, a szpital przed odszkodowaniami. Pacjent postrzegany jest jedynie jako wróg, który może obrzygać lub polecieć do sądu.
Od czasu, kiedy uczelnie medyczne zostały wykupione przez korporacje lekarz stał się automatem do zlecania szczepień i wypisywania recept. Szpitale zostały sprywatyzowane i muszą być rentowne. Obecnie zadanie lekarza polega na szczepieniu od pierwszych godzin życia i zapisywaniu jak największej ilości jak najdroższych leków. Jak tak dalej pójdzie lekarze już niedługo w ogóle będą niepotrzebni, bo zastąpią ich automaty do wypisywania recept. Pacjent wpisze do lekomatu objawy choroby i poda wyniki badań, a automat wyda mu leki i pobierze opłatę.
Lekarz już teraz zachowuje się jak automat. Jak go nauczyli na uczelni, tak działa. Nie myśli, nie poszukuje wiedzy w źródłach alternatywnych, nie jest ciekawy niczego, bo wydaje mu się, że wie wszystko.
Skutek?
Szczepienia zamieniają zdrowe dzieci w chore, a leki powodują skutki uboczne, czyniąc z pacjenta dożywotniego klienta służby zdrowia. Jeśli zabieg medyczny zaszkodzi pacjentowi, mówi się, że to przypadkowa korelacja. Usłyszałam ostatnio od Bardzo Ważnej Pani Ekspert Od Szczepień, że nie da się stwierdzić, czy problemy zdrowotne zostały spowodowane przez szczepienie czy przez czysty przypadek, ponieważ dziecko dostaje w pierwszym roku życia 14 szczepień. Znaczy to, że jest kłute częściej niż raz w miesiącu. Dzieci często chorują, więc każdy atak padaczki czy zapaść można zwalić (jakże niesłusznie) na szczepionkę i nazwać to NOP-em. A przecież dowodów na to brak!
Zastanawiam się, czy ci wszyscy Bardzo Ważni Specjaliści są totalnymi idiotami, ofiarami akademickiego prania mózgu, czy może reprezentantami jakiegoś obcego plemienia, któremu zlecono zadanie dokonania w białych rękawiczkach (ups, raczej fartuchach) ludobójstwa na Polakach?
Inny przykład zamroczenia ślepą wiarą w to, czego uczą uczelnie i co ludziom wszczekują do łbów me(n)dia: wpada młody „racjonalista” na mój blog, spogląda na tytuł i obrazki, nie czyta całości (bo po co?), nie ogląda wykładu doktor Niedzwiecki, bo
to że jakaśtam doktor powiedziała nic nie znaczy. Jest wielu ludzi którzy mają tytuły naukowe a gadają od rzeczy
Co ma wspólnego grubość rękawicy, fakt że leki używane w chemoterapii mogą doprowadzić do chemicznych oparzeń skóry a fakt ich skuteczności w leczeniu? Nic.
W ogóle go nie interesuje, że badania zespołu, do którego należy dr Niedzwiecki są solidnie udokumentowane, więc on wykładu nie obejrzy. Dla niego liczy się jedynie
źródło: WHO.
Źródło: WHO latem 2009 roku podawało hiobowe wieści na temat całkowicie zmyślonej (pod dyktando interesów finansowych karteli farmaceutycznych i interesów politycznych psychopatów tworzących rząd światowy) pandemii świńskiej grypy:
WHO: Mamy pandemię świńskiej grypy
Pierwsza globalna pandemia grypy od 41 lat. Światowa Organizacja Zdrowia nakazała swoim krajom członkowskim ogłoszenie pandemii grypy typu A/H1N1. Oznacza to najwyższy, szósty stopień zagrożenia.
Gdyby takiemu wykształciuchowi powiedzieć, że WHO, FDA, „renomowane pisma naukowe” i parę jeszcze innych instytucji powołanych do czuwania nad zdrowiem społeczeństwa „sponsorują” kartele farmaceutyczne, też nie uznałby tego za coś złego. Znakomicie wykształcony człowiek nie dostrzega związku między finansowaniem tych instytucji przez lobby farmaceutyczne z nadużyciami, jakie z tego wynikają, bo nie uczono go myślenia ani detektywistycznej dociekliwości. Zamiast tego wyrobiono w nim odruch bezkrytycznego przyjmowania za prawdę wszystkiego, co podają do wiadomości Bardzo Ważne Instytucje i Autorytety.
Koniec dyskusji. Betonowa klapa spadła na umysł i zgniotła szare komórki.
Irracjonalni racjonaliści nie kierują się własnym rozumem i nie kojarzą oczywistych rzeczy, bo są ludźmi ślepej, fanatycznej wiary. Gdyby zachowali zdolność kojarzenia faktów, to musieliby zauważyć, że coś tu się nie zgadza i że ktoś ich okłamuje. A wtedy ich wiara w „naukową medycynę” i „postęp w rolnictwie dzięki GMO” runęłaby jak domek z kart. Bo to jest wiara, a nie wiedza.
Opublikowany w GMO, Koncerny farmaceutyczne, Kretynizmy, Mafia medyczna, Matrix, Owce i wilki, Psychologia, Racjonalizm?, Samodzielne myślenie, Spiski a nie "teorie" spiskowe, Wiara czy wiedza?, Zdrowie | Otagowane: Autorytet i posłuszeństwo, NOP, Pseudonauka | Komentarzy: 90 »
Onkologiczne ludobójstwo zdemaskowane
Posted by astromaria w dniu 16/04/2012
Zapraszam do obejrzenia kolejnego, znakomitego wykładu doktor Aleksandry Niedzwiecki, w którym demaskuje ona wielkie oszustwa związane z przynoszącym miliardowe dochody biznesem rzekomego leczenia raka. Założenia „kuracji” onkologicznej oparte są na oszukańczych podstawach, a terapia ta jest gorsza od choroby.
Nie wystarczy wiedzieć, jak nas oszukują i mordują, najważniejszą częścią wykładu jest wiedza o tym, jak chronić się przed zachorowaniem i jak się skutecznie i bezpiecznie leczyć, gdybyśmy jednak zachorowali.
Czego trzeba więcej, żeby uwierzyć?
Wykład ten prezentuje doskonale udokumentowane dowody NAUKOWE uzyskane przez rzetelnych i uczciwych badaczy.
Z wykładu wynika, że główną przyczyną raka jest brak witamin (zwłaszcza C) i mikroelementów w diecie. Nasza dieta jest coraz mniej wartościowa z powodu wyjałowienia gleb przez sztuczne nawożenie pól oraz za sprawą przetwarzania (oczyszczania oraz „poprawiania”) naturalnej żywności. Białe pieczywo, makarony, ryż, cukier i sól oraz pozbawione witamin i mikroelementów warzywa i owoce nie są w stanie dostarczyć organizmowi niezbędnych do życia składników. Pozornie jedzący do syta może zachorować i umrzeć z głodu, bo kalorie, a nawet białka to nie wszystko, czego nasz organizm potrzebuje. Jedzenie i picie nowoczesnej, mocno schemizowanej żywności (sztuczne dodatki smakowe i zapachowe, barwniki, konserwanty, słodziki, kwasy, tłuszcze, niezliczone “E” itp.) zatruwa krew, a wraz z nią wszystkie komórki naszego organizmu. Nic więc dziwnego, że mamy „epidemię” raka i wszelkich innych chorób.
Dlaczego chemioterapia nie jest i nie może być skuteczna?
Ponieważ jej celem jest niszczenie komórek. Zabija ona zarówno komórki rakowe, jak i zdrowe. „Leczenie” stosowane w onkologii polega na aplikowaniu chemii i naświetlań, które nie mogą wyleczyć raka, bo są rakotwórcze z samej swojej natury.
Proszę przyjrzeć się uważnie poniższemu zdjęciu. Widzimy na nim 2 centymetrowej grubości gumową rękawicę, którą ochraniają swoje ręce lekarze i pielęgniarki aplikujący chemię pacjentom chorym na raka. Gdyby zawartość kroplówki wylała się na skórę doszłoby do bardzo poważnego oparzenia, które po latach może przekształcić się w raka skóry. I tę wysoko toksyczną substancję wlewa się w żyły chorego człowieka. To prawdziwy cud, że ktokolwiek jest w stanie przeżyć tę „kurację”!
Właściwe leczenie raka to powrót do natury.
Jeśli pozwolimy naszym organizmom oczyścić się z trucizn i dostarczymy im tego, czego potrzebują, żeby optymalnie funkcjonować (w tym przypadku naturalnych suplementów), same powrócą do równowagi i choroba zniknie bez leków.
Poniższe ilustracje pochodzą z wykładu. Są one tak wymowne, że postanowiłam je tu umieścić, żeby każdy potencjalny pacjent oddziału onkologicznego mógł się dobrze zastanowić, czy dobrze robi ufając lekarzom.
Ludzie! Obudźcie się wreszcie!
Mimo dostarczania coraz większej ilości niezbitych dowodów na wielką skuteczność naturalnego leczenia raka ludzkość w najlepsze trwa w matriksowej, głębokiej hipnozie. Chorzy na raka, trafiający na oddziały onkologiczne z reguły wychodzą stamtąd „nogami do przodu”, ale fakt ten, zamiast ludzi otrzeźwić i zmusić do ucieczki, paradoksalnie generuje w nich jeszcze większy lęk i napędza do lekarzy jeszcze więcej spanikowanych chorych. Jak wyjaśnić ten fenomen, jeśli nie hipnozą?
„Leczenie” raka to nieprawdopodobny wprost biznes, lepszy nawet niż prostytucja i narkotyki. Podobnie ma się sprawa ze szczepieniami.
Gdy pacjent umrze lub gdy zostanie wyleczony traci się kurę znoszącą złote jaja.
Pierwsza tragedia to kiedy pacjent umrze. Druga tragedia, to kiedy wyleczy się ludzi. Prawdziwie dobry lek to ten, który zażywa się bardzo długo
- to cytat z wywiadu z twórcą nowych leków.
Oburzające?
Teoretycznie tak. Ale jak się nad tym głębiej zastanowić, to niekoniecznie.
Każdy z nas jest kowalem własnego losu i sam ponosi odpowiedzialność za wszystko, co go spotyka. Jeśli ktoś nie interesuje się zdrowym odżywianiem i naturalnymi metodami dbania o zdrowie i jeśli bezmyślnie powierza pieczę nad nim innym ludziom to sam jest winien, jeśli skończy w grobie.
Dopóki udział w zabawie w doktora jest dobrowolny, to ja to akceptuję.
Zgadzam się na to, że lekarze dla zarobku trują i mordują każdego barana, który wpadnie w ich szpony. Wolna wola. Do tanga trzeba dwojga, a to znaczy, że pacjentowi taki układ odpowiada.
Mnie nie odpowiada, więc nie korzystam. Wolnoć Tomku w swoim domku.
Jednak w momencie, gdy rozzuchwalona banda zbrodniczych uczniów i następców doktora Mengele zaczyna wyciągać swoje pożądliwe łapy również po tych, którzy nie życzą sobie być leczeni na śmierć, kiedy wprowadzają przymusowe (pod rygorem utraty pracy) badania „profilaktyczne” i szczepienia, albo co jeszcze gorsze, obowiązek poddawania się „właściwemu” leczeniu wbrew woli pacjenta zaczyna się robić naprawdę strasznie. To jest zamach na moją wolność osobistą i ja tego nie zamierzam tolerować.
Jestem z pokolenia powojennego, więc wiem, jak działa medialna propaganda, wmawiająca ludzkim owieczkom, że gadanie o zagrożeniach jest tworzeniem wyssanych z palca teorii spiskowych.
To już jest chemiczno-farmaceutyczny totalitaryzm zagrażający zdrowiu i życiu każdego człowieka na Ziemi.
Na razie jeszcze mamy prawo wyboru, ale coraz częściej musimy się bronić przed wciąż ponawianymi próbami ograniczania naszych praw i wolności pod pretekstem dbałości o „nasze dobro”. Jak długo damy radę się opierać?
Tematyka wykładu:
- Dlaczego leczenie raka jest nieskuteczne
- Rozpoznanie natury raka – nowy cel terapii
- Dowody naukowe skuteczności naturalnego podejścia do raka
- Dlaczego ten kierunek nie jest promowany
- Jak działa ‘biznes raka’
- Co możemy zrobić – Polska wolna od raka!
Jak zwykle podaję link do pierwszego odcinka.
Słowo „Barbie” zawsze wywoływało w moim umyśle skojarzenie z osobą Klausa Barbie, nazistowskiego rzeźnika Lyonu. Dziś widzę, jak „prorocze” było to skojarzenie. Inna Barbie znów zabija niewinne dzieci, więc Klaus pewnie rechocze złośliwie w głębi piekła, gdzie niewątpliwie trafił, ciesząc się, że jego dzieło jest kontynuowane.
Łysa laleczka Barbie, wprawdzie bez włosów, ale wciąż piękna (jej twórcy zataili fakt, że po chemioterapii wypadają WSZYSTKIE włosy, a więc rzęsy również). Wspaniała akcja propagowania śmierci wśród najmłodszych. Teraz każda dziewczynka będzie chciała zachorować na raka i poddać się „leczeniu na śmierć”, bo to takie cool. Akcję na Facebooku polubiło już158 tysięcy ludzi! Mamy nową modę i masowy trend w kulturze.
Jeśli wierzysz, że po wojnie zwyciężyło dobro, zbrodniarze wojenni zostali zamknięci w więzieniach lub powieszeni, a nazizm a zawsze unicestwiony, to żyjesz w głębokim Matrixie i masz wodę zamiast mózgu! Obudź się z „racjonalistycznej” hipnozy i zacznij myśleć głową zamiast telewizorem i organem Michnika-Szechtera. To, czego uczono cię w szkole to bzdury i cyniczne kłamstwa.
NAZISTOWSKIE KORZENIE „BRUKSELSKIEJ UE” książka on line – przeczytaj koniecznie!!! Tu do pobrania.
“Rzeźnik z Lyonu” agentem niemieckiego wywiadu. Klaus Barbie służył RFN
Cała prawda o nazizmie rządzącym całym dzisiejszym światem
Jak działać?
Opublikowany w Big Pharma, Choroby „nieuleczalne”, Kretynizmy, Leczenie dietą, Mafia medyczna, Matrix, Medycyna alopatyczna, Medycyna naturalna, Mikroelementy, Mrożące krew w żyłach, Owce i wilki, Psychomanipulacja, Racjonalizm?, Rak, Ruch Oporu, Samodzielne myślenie, Spiski a nie "teorie" spiskowe, Witaminy, Zdrowie | Otagowane: Dr Aleksandra Niedzwiecki, Dr Matthias Rath, Milczenie owiec, Natura, Nauka, Nowotwory, Prawa obywatelskie, Prawo, Pseudonauka, Terroryzm | Komentarzy: 60 »
Co channelingi od Gwiezdnej Federacji Światła mają wspólnego z wielką polityką?
Posted by astromaria w dniu 24/03/2012
Myślicie, że to głupi tytuł notki?
Że niby wielka polityka to sprawa poważna, a jakieś channelingi od rzekomych ufoków to kabaret i kupa śmiechu?
„Racjonaliści” zapewne tak właśnie „myślą”. To klasyczny błąd, który popełniają ludzie pokładający bezkrytyczną wiarę w jednym tylko typie informacji ze świata: w me(n)diach głównego nurtu i trzymający się „racjonalnego” (nie)myślenia niczym pijany płotu. Człowiek naprawdę dobrze poinformowany szuka wiedzy wszędzie, a do myślenia używa swojej własnej głowy zamiast polegać na objaśniaczach rzeczywistości z TokFm czy TVN.
Wiele lat temu nabrałam się na pewien piękny i jakże świetlany przekaz od Federacji Światła zatytułowany: „Czy chcielibyście, żebyśmy się ujawnili”. Przekaz ten ociekał wprost miłością i światłem, a ja byłam naiwna i spragniona sprawiedliwości, mądrości, dobra i zwyczajnej normalności. Skoro ziemska władza była w stanie zapewnić mi tylko odwrotność tego wszystkiego, czyli powszechną głupotę, korupcję, niesprawiedliwość, konflikty, wojny i totalną nienormalność, jakżebym mogła odrzucić tak wspaniałą ofertę? Oczywiście zakrzyknęłam radośnie, że chcę. I to bardzo!
Na szczęście profesor Jadczyk ściągnął mnie na ziemię wyjaśniając mi w mailu, że to ściema i że absolutnie nie należy wierzyć w podobne deklaracje.
W pierwszej chwili nie uwierzyłam, ale zaczęłam obserwować i analizować. I zaczęłam dostrzegać, gdzie w tych przekazach kryje się haczyk. Taki sam, jaki wędkarz przygotowuje dla naiwnych rybek: zjedz tłustego robaczka, zobacz, jaki jest smakowity… zrozumiesz swój błąd dopiero jak zjesz. Dzięki temu zrozumiałam, że przekazy ociekające miłością otwierają serce, zamykając jednocześnie racjonalny umysł – i to jest ich prawdziwy cel.
Zniechęcona do GFL (skrót od Galactic Federation of Light) generalnie straciłam zainteresowanie channelingami i przestałam je śledzić, chociaż ich wielbiciele wielokrotnie próbowali przyciągnąć do nich moje zainteresowanie. Z tego samego powodu najpierw dałam się nabrać, a potem nabrałam dystansu do pełnych pięknych obietnic przekazów Benjamina Fulforda i jego Bractwa Białego Smoka.
Niedawno wydarzyło się coś, czego (z powodu nieznajomości channeligów) nie skojarzyłam z GFL: w Internecie zaczęły krążyć pogłoski, jakoby Bill Gates został aresztowany. Niektórzy twierdzili, że aresztowano również innych reprezentantów psychopatycznych światowych elit i że jest to początek oczyszczania świata z kanalii i krwiopijców. Nauczona doświadczeniem powstrzymałam się z osądami i dobrze na tym wyszłam.
Dziś dowiedziałam się, że sam Zbig Brzezinski zapałał świętym gniewem na tych egoistycznych, bezwstydnych bogaczy, którzy mieli czelność zgromadzić w swych łapskach 99% majątku świata. Powiedział, że wobec ogromnej nierówności w bogactwie, które w przypadku najbogatszych zostało wygenerowane poprzez działalność społecznie i gospodarczo szkodliwą („unproductive”), nawołuje do bardziej ścisłej kontroli ogólnoświatowej działalności finansowej ma też nadzieję, że „sloganizacja” dyskursu politycznego zostanie odwrócona przez nową falę niezadowolenia. Chce, żeby utworzono „listę wstydu” ludzi, którzy się wzbogacili ponad miarę na spekulacji, ale którzy nie oddają społeczeństwu nic w zamian (nie dają nic na cele charytatywne, nie płacą podatków itp.), wpędzając w coraz większą nędzę 99% ludności świata i zasugerował, że ci dranie nie mają prawa, żeby żyć. [Szkoda tylko, że nie nakazał bankierom zablokować ich konta i sprawiedliwie obdzielić tym majątkiem biednych].
Ludzie zaczęli pytać, co się u licha dzieje? Zbig gadający takie rzeczy – to pachnie czystym surrealizmem!
Wszystkich, którzy już się ucieszyli, że świat zmierza w dobrym kierunku spieszę uspokoić – nic z tego, kochani!
To kolejna zagrywka psychopatycznych elit, z której (jak zawsze) ludzkość wyjdzie pokonana, a elity umocnione.
Niedawno otrzymałam link do filmu animowanego, wyjaśniającego prawdziwe cele GFL. Po obejrzeniu go wysłuchałam kilku przekazów GFL i wtedy wszystko stało się jasne. Dzięki jednemu zdaniu w nim zawartemu połączyłam te wszystkie, pozornie niezwiązane ze sobą wątki w jedno.
Kluczem do zrozumienia o co chodzi elitom jest klasyczna zasada:
Problem – Reakcja – Rozwiązanie!
Kojarzycie?
Jeśli nie, to zacznę od samego początku:
Apokalipsa zapowiada wielki ucisk i przejęcie władzy nad Ziemią przez Szatana, ale nie lękajcie się owieczki, bo Chrystus już nadchodzi i zetrze go w proch, a wraz z nim rzuci w otchłań piekielną wszystkich jego sługusów, czyli światowe elity.
Że co proszę?
Skoro nikt nie zna przyszłości poza samym Bogiem, to jakim cudem ujawniono światu Apokalipsę i jakim cudem owa Apokalipsa realizuje się niczym scenariusz filmu?
Pisałam już wcześniej, że Apokalipsa nie jest żadnym objawieniem bożym, lecz scenariuszem, według którego światowe elity pod wodzą owego rzekomego „Szatana” lub jak kto woli „Jaszczurów” (co na jedno wychodzi) realizują swój cyniczny plan zniewolenia ludzkości. Skoro więc Apokalipsa jest scenariuszem, to również jej „pozytywne” zakończenie musi się rozegrać według planów jej twórców. A skoro tak, to ów zapowiadany „Chrystus” nie może być prawdziwym zbawicielem ludzkości, lecz wręcz przeciwnie, będzie to jakaś osobistość, którą owe elity planują się posłużyć przy realizacji swoich diabelskich planów. Nie ma również nadziei na likwidację psychopatycznych elit, chyba, że „diabeł” po raz kolejny pokaże, iż podpisujący z nim pakt, po wykonaniu mokrej roboty, zawsze zostaną przezeń oszukani i strąceni do otchłani.
W Apokalipsie mamy PROBLEM: Szatan opanował Ziemię!
Bóg nie może na to pozwolić, więc REAGUJE.
ROZWIĄZANIEM jest przybycie Chrystusa, który zrobi tu porządek.
Co nam obiecuje GFL?
Mniej więcej to samo. Dowiadujemy się, że władzę nad światem przejęła bezwzględna elita ciemnych kabalistów, którzy nie tylko bogacą się na krzywdzie reszty ludzkości, ale zatruwają żywność, wodę i oszukańcze leki. Ale nie lękajcie się, bo nie jesteście sami. Wiedzcie, że we Wszechświecie istnieją nie tylko cywilizacje złych Jaszczurów, ale jest tam również miejsce dla istot dobrych i chętnych do pomocy. Te szlachetne istoty obserwują wasze zmagania i podziwiają cudowne postępy, które czynicie (???), więc nie pozostawią was samych sobie. Ludzkość będzie uratowana, a znakiem zbliżania się tych cudownych przemian będzie… (UWAGA!) aresztowanie bogatych i wpływowych bandziorów należących do ciemnego kabała! Zanim to jednak nastąpi, droga ludzkości, musisz się zgodzić, żeby zbawcy się ujawnili! Kochani, bądźcie dzielni, nie bójcie się swoich braci z kosmosu! Jesteśmy rodziną, więc nie macie się czego obawiać. Absolutnie, pod żadnym pozorem nie bójcie się kosmitów!
Czy w tym momencie wszystko staje się jasne?
Media wprawdzie milczą (czegóż innego możemy się po nich spodziewać?), ale w sieci szumi od plotek, że aresztowano Billa Gatesa i inne szuje. A więc mamy zapowiadany sygnał! Zaczęło się! Nasi obrońcy już nadlatują i nareszcie zdejmą z nas to jarzmo!
Ucisk panujący na Ziemi stał się nieznośny, czyli mamy PROBLEM.
Na szczęście mamy potężną i dysponującą fantastyczną techniką rodzinę w kosmosie, więc możemy liczyć na jej REAKCJĘ!
Liczne UFO już do nas lecą z ROZWIĄZANIEM naszych problemów.
Czy są jeszcze tacy, którzy nie słyszeli o Projekcie Blue Beam? Jeśli są, to niech czym prędzej poszukają informacji na ten temat.
A tu są wymienione przez mnie filmy. Radzę oglądać je w takiej kolejności, w jakiej je umieściłam, gdyż w innym wypadku Federacja Światła mogłaby Wam zamącić w głowach.
A tu inna zapowiedź bliskich kontaktów – bardziej “racjonalna”?
Opublikowany w Matrix, NWO, Owce i wilki, Psychomanipulacja, Psychopaci, Samodzielne myślenie, Spiski a nie "teorie" spiskowe, Totalitaryzm, UFO i życie pozaziemskie, Wolność | Otagowane: Apokalipsa, Blue Beam, Galactic Federation of Light, Galaktyczna Federacja Światła, GFL, Iluminaci, Problem - reakcja - rozwiązanie, Teorie spiskowe | Komentarzy: 85 »
Astromarii wszędzie pełno!!!
Posted by astromaria w dniu 19/03/2012
Czyżby?????
Mam żelazną zasadę, której praktycznie nigdy nie łamię: nie komentuję żadnych blogów, z wyjątkiem kilku, z których autorami pozostaję w przyjacielskich stosunkach. Poza swoim blogiem wypowiadam się tylko wtedy, jeśli mam pewność, że nie dopadną mnie tam moi wrogowie, spragnieni chamskich pyskówek niczym wampir świeżej krwi.
Ostatnio złamałam tę zasadę, ponieważ komentowałam artykuł napisany przez osobę, którą znam. I oczywiście oberwałam. Oto co przeczytałam na swój temat:
czestochowiak
16 marca 2012 at 20:57
Astromario, wiele osób które jest przeciwnikiem przymusu szczepień ma już dość twoich wpisów o ludobójstwie, billu gatesie, i typowych tyrad jakie wklejasz wszędzie. Dość. Dość.
Ja wklejam WSZĘDZIE jakieś tyrady?
Bardzo proszę podać linki do tych tyrad!
Jeśli znajdziecie chociaż jedną moją tyradę na temat szczepień i Billa Gatesa (piszę jednak jego imię i nazwisko dużą literą, mimo, że nie szanuję tej postaci) wklejoną w jakimikolwiek blogu poza moim własnym, to ufunduję wam nagrodę rzeczową.
Czytając takie brednie zawsze się irytuję. Nie mogę pojąć, jak to możliwe, że ludzie są tak niewyobrażalnie głupi i agresywni. Łamałam sobie głowę przez cały wieczór, co się „czestochowiakowi” uroiło w głowie, skoro wszędzie widzi tyrady wklejane przeze mnie, ale nic nie wymyśliłam.
Jeśli nie możemy rozwiązać jakiejś zagadki, najlepiej jest wyłączyć logiczne myślenie i pozwolić umysłowi swobodnie dryfować. Taki stan osiąga się tuż przed zaśnięciem lub tuż po obudzeniu. Kiedy położyłam się w łóżku i ogarnął mnie stan błogiego relaksu nagle w mojej głowie zaświtała jasna myśl: wszyscy „racjonalistyczni” blogerzy piszą o mnie z wielkim natężeniem i częstotliwością! Skoro nie chcę się z nimi kłócić i wszystkich ich zbanowałam, to używają sobie na mnie na swoich blogach. Pojawiam się również na portalu Racjonalista, ale nie jako autorka komentarzy, lecz jako chłopiec do bicia dla sfrustrowanych członków sekty „racjonalistycznej”.
To sprawia, że wokół mojej osoby tworzony jest histeryczny i wszechobecny jazgot. Tyle tylko, że nie jest to mój jazgot, lecz cudzy. Pewien znany bloger wyszydzając (głupawo) medycynę naturalną zwraca się do mnie „prawda pani Marysiu?”, chociaż ja jego wypocin nie czytuję. I udziela na mój temat wywiadu w lewicowym portalu (bo widocznie od siebie nie ma nic ciekawego do powiedzenia).
Osoba nierozgarnięta widzi, że astromarii jest pełno na blogach i portalach „racjonalistów” i wyciąga z tego wniosek, że… winna jest astromaria! Bo pcha się wszędzie i wkleja tyrady!
—————–
Jeśli ktoś z Was widział gdzieś na jakimś blogu moje komentarze i tyrady, to bardzo proszę o podanie mi linków do nich, bo to znaczy, że ktoś się pode mnie podszywa. Jeśli tak, to będę musiała powiadomić adminów tych blogów, że łamią prawo i że wyciągnę z tego konsekwencje prawne.
Co do Billa Gatesa: możecie mi zarzucić, że zmyślam, kłamię i rzucam bezpodstawne oskarżenia na niewinnego człowieka. Jeśli tak uważacie, to obejrzyjcie na własne oczy te dwa filmy. Zapewniam was, że ja się za Billa nie przebrałam. To również nie aktor, to Bill Gates we własnej osobie, mówiący to, co mówi. Po obejrzeniu tych filmów odpowiedzcie sobie szczerze, z ręką na sercu, czy wciąż macie ochotę szczepić siebie i swoje dzieci? Bo ja zdecydowanie nie mam.
Możecie się osobiście przekonać, czy w moim blogu są jakieś „tyrady”. Moim zdaniem są to rzetelne materiały, co więcej: wszystkie bez wyjątku są NIE MOJEGO AUTORSTWA! Ja od siebie nie napisałam tam nic poza wstępem.
PS. Dopisane w środę, 21 marca:
Olśniło mnie, chyba wiem, kim jest “czestochowiak” i dlaczego wkurzają go jego moje rzekome “tyrady”.
Ten kretyn śledzi mnie na Twitterze. Robi to z własnej, nieprzymuszonej woli. Ja go do tego nie zmuszam ani go nie zapraszałam, żeby mnie obserwował (zwyczajnie: nie znam gościa).
Ja na Twitterze w ogóle nie “ćwierkam”, bo nie mam na to czasu, ale mam tak ustawione zamieszczanie postów w blogu, że automatycznie same się “ćwierkają” na Twitterze i na Facebooku.
No i w zeszłym roku (albo nawet jeszcze dawniej) koleś nie wytrzymał i ćwierknął do mnie poirytowany, że jeśli dzieci nie będą szczepione, to poumierają, a ja niegrzecznie odpisałam mu, że jest kretynem i nieukiem.
Zamiast wyłączyć obserwowanie mojej osoby, facet się katuje czytając co piszę i wkurza się, że a dość moich tyrad. Bardzo błyskotliwe. Typowe dla “racjonalistycznego” neofity.
Opublikowany w Kretynizmy, Matrix, Racjonalizm?, Szczepienia | Komentarzy: 82 »
Steinerowska demonozofia
Posted by astromaria w dniu 09/02/2012
Źródło: gnosis.art.pl
Wykład Jerzego Prokopiuka opracował Światosław Florian Nowicki
Zgodnie z obiegową koncepcją chrześcijańską po jednej stronie jest Chrystus, a po drugiej Jego Przeciwnik, Diabeł, Szatan – jako w zasadzie jedna istota. Natomiast u Steinera mamy wyraźnie układ składający się z trzech elementów – za chwilę okaże się, że można na to spojrzeć jeszcze inaczej, ale na razie weźmy tę klasyczną koncepcję Steinerowską – z których wiodącym jest Logos, czy Chrystus, Kreator, faktyczny Kreator tego Kosmosu, a obok są dwie istoty, które genetycznie pochodzą z szeregów anielskich, czyli pierwotnie były jasne, czy dobre, a ciemne, czy złe stały się dopiero stopniowo. Przy czym Steiner wielokrotnie podkreśla, że same w sobie są one jak gdyby dalej dobre i jasne, a tylko w naszym kosmosie odgrywają taką rolę, ponieważ to jest ich forma poświęcenia się dla człowieka. Jest to sytuacja, mówiąc łagodnie, bardzo dialektyczna, dlatego, że istoty te wprawdzie z jednej strony się poświęcają, ale przecież wcale nie zmienia to faktu, że na naszym poziomie są złe i groźne. To nie jest tak, że jak odsłonimy ich dobre jądro, czy rdzeń – choć niejednokrotnie o to właśnie chodzi – to tym samym możemy już lekceważyć ich złe działanie. Wręcz przeciwnie. To są jak gdyby dwa całkiem różne poziomy. I trzeba o tym pamiętać. My mamy do czynienia z poziomem takim, na którym one są ciemne i złe, a są takie dlatego, żebyśmy mieli wolność. To jest właśnie u Steinera generalne uzasadnienie, nieustannie powracające. Gdyby nie istnienie ciemności i zła, nie wiedzielibyśmy, co to światłość i dobro. Starszą w tej parze postacią jest Aryman, który oddzielił się wcześniej niż Lucyfer od głównego nurtu rozwoju anielskiego, dokonującego się w ramach hierarchii, opisanych przez Dionizego Areopagitę. Otóż i jeden, i drugi ma całą bogatą historię. Steiner głównie opowiadał historię Lucyfera. Gdyby ktoś chciał napisać – bo jeszcze nikt nie napisał – pracę na ten temat jako monografię: Lucyfer w dziełach Rudolfa Steinera, to byłoby to zapewne grube, potężne i skądinąd fascynujące dzieło. Do tego stopnia, iż spotykałem ludzi, którzy twierdzili, że sam Steiner – to taka mała dygresja – był istotą lucyferyczną, która powróciła do Chrystusa. Bo właściwie coś takiego jest przewidziane na przyszłość, a skoro tak, to kiedyś przecież musi się to zacząć i w tym wypadku to się już jak gdyby zaczęło – w biografii Steinera. I nawiasem mówiąc, w odniesieniu do Steinera, masa ludzi zadaje sobie pytanie, skąd ta nieprawdopodobna zupełnie fontanna, krynica kreacji, obejmująca tak ogromną liczbę dziedzin… Steiner to faktycznie człowiek, który potencjalnie tworzy właściwie całą alternatywną cywilizację, czy też jej zrąb. Nie ma tematu, na który by się nie wypowiadał w sposób twórczy. Jest to taki człowiek, który w oczywisty sposób ma do dyspozycji wszystkie pojęcia, to znaczy, że nie musi ich sobie dopiero wykuwać, bo są mu one dane, bo ma bezpośredni kontakt z całym światem idei. A taki kontakt może mieć właściwie tylko istota anielska. I niejednokrotnie sposób, w jaki Steiner pisze o Lucyferze, sprawia wrażenie, jak gdyby była to, jak niektórzy mówili, poniekąd złośliwie, po prostu apologia pro domo sua. Bo rzeczywiście ton, w jakim Steiner pisze o Lucyferze, jest niekiedy pochwalny.
Ale, oczywiście, powstaje pytanie natury historycznej: istota lucyferyczna, ale w jakiej fazie? Bo istoty lucyferyczne też się rozwijają. Jak zaczęły upadać, tak, jak się zdaje, upadają do dzisiaj, i to bardzo intensywnie. Na tym w zasadzie ten „rozwój” polega. O ile więc przedtem niewątpliwie były dokładną odwrotnością istot arymanicznych – trudno powiedzieć kiedy, ale w każdym razie kiedyś były taką odwrotnością – o tyle teraz (mimo że w dalszym ciągu są właściwie ich antytezą) współpracują z istotami arymanicznymi. To się, oczywiście, łączy z postacią Antychrysta, który będzie istotą lucyferyczną, o ile już nie jest, i Arymana, czyli tego właściwego inkarnowanego Szatana, którego ów Antychryst poprzedza.
W różnych antropozoficznych pracach demonologicznych wprowadza się istotne rozróżnienie: powiada się, że Diabolos to właśnie Lucyfer, a Satanas to Szatan, czyli Aryman. Najogólniejsza ich charakterystyka byłaby taka, że w ramach utrzymywania człowieka w polu wolności, jeśli tak można powiedzieć, w tym napięciu pomiędzy Arymanem i Lucyferem, droga Chrystusowa jest drogą środkową, która jak gdyby korzysta z tych dwóch biegunów, ale prowadzi pomiędzy nimi.
Otóż Lucyfer inspiruje człowieka jednostronnie do świata duchowego, tzn. do świata wyłącznie duchowego. W związku z tym jest patronem wszelkiego rodzaju idealizmu, sztuki (o tyle, o ile jest ona ekstatyczna, wychodząca poza materialność), mistyki, zwłaszcza orientalnej – tu od razu trzeba dodać, że zdaniem Steinera Lucyfer inkarnował się trzy tysiące lat przed Chrystusem, w Chinach, i to właśnie on dał impuls wszelkim religiom orientalnym. Niedokładnie może wszystkim, bo są tam także wątki pochodzące wyraźnie od Chrystusa, powiedzmy w idei bodhisattwy, w mahajanie. Ale wszędzie tam, gdzie pojawia się jednostronny ascetyzm, wrogość względem ciała, skrajny idealizm, szczególnego rodzaju eskapizm, mamy do czynienia z inspiracją Lucyfera. A takie są właśnie głównie religie orientalne.
A z drugiej strony należy tu, oczywiście, także sporo elementów występujących w religiach europejskich, tzn. na pewno będzie to w dużej mierze gnostycyzm, powiedzmy to sobie otwarcie. Steiner nawet twierdził, że gnoza to jest sposób, w jaki widziano Chrystusa i fakt Jego Inkarnacji z perspektywy lucyferycznej. Bo widziano ten fakt doketystycznie, nie dopuszczano jak gdyby możliwości przeniknięcia przez ducha materii do końca. Można by w związku z tym zapytać, czy nie można było inaczej. Oczywiście, można było, ale docenić wielkość faktu, jakim była Inkarnacja Chrystusa, byli w stanie tylko wcześniej inicjowani, naturalnie tylko oni widzieli całą ogromną kosmiczną skalę tego faktu. A jaką mieli oni inicjację? Naturalnie lucyferyczną, bo wtedy po prostu nie było innej. Przed Chrystusem nie było inicjacji Chrystusowej, to jest jasne. W związku z czym patrzyli oni na postać Chrystusa z ogromną rewerencją, jeśli tak można powiedzieć, na klęczkach, ale widzieli Go w sposób lucyferyczny. Tak powstała gnoza. Taka jest w każdym razie teza Steinera.
Otóż sama antropozofia jest poniekąd lucyferyczną gnozą – na wejściu, jeśli można użyć tego określenia – bo zaczyna się od pewnej fascynacji. Na ogół człowiek zwraca się do antropozofii zafascynowany – oczywiście wiedzą tajemną – a potem dopiero dowiaduje się, że powinien ją chrystianizować poprzez rozwijanie miłości, podziwu, pozytywnego stosunku do wszystkiego, co dobre, mądre i prawdziwe w świecie.
Tyle więc o orientalnym, czy – ściśle biorąc – lucyferycznym charakterze wielu religii. Ale Lucyfer w ramach swojego dalszego upadku ma – poza tym – jednostronnie idealistycznym, ale przecież wspaniałym aspektem, także pewien inny aspekt. Bo, na przykład, niewątpliwie inspiruje on ekstazy erotyczne, trudno powiedzieć, czy seksualne w takim wąskim, że tak powiem, „bydlęcym” rozumieniu. Powiedziałbym raczej, że jego inspiracje widać wszędzie tam, gdzie jest namiętność, gdzie jest fascynacja, gdzie jest widzenie albo więcej, niż jest w przedmiocie miłości, albo więcej, niż może dojrzeć zwykły zjadacz chleba. Bo istnieją przecież także inicjacje lucyferyczne. Z tym, że pokazują one światy, zdaniem Steinera, właściwie ułudne – tzn. pewnie w ramach swojej ułudy realne, bo, jak wiadomo, to zależy od tego, jak na nie popatrzeć, od wewnątrz, czy też od zewnątrz. Jak na to spojrzeć od zewnątrz, to jest to pewnie ułudne, ale jak się „siedzi” w ich środku, wygląda to bardzo realnie. I to będą, oczywiście, jakieś niesłychane światy umieszczone w astralu.
Otóż Steiner łączy Lucyfera w jakiś sposób z Wenus i z Merkurym, właśnie z tymi dwiema planetami. W tym mianowicie sensie, iż powiada, że ponieważ Wenus jest odpryskiem starego Księżyca, który był kiedyś ojczyzną istot lucyferycznych, to one tęsknią do Wenus i tu na Ziemi czują się właściwie na wygnaniu. Są jak bogowie na wygnaniu. Tęsknią do Wenus i jak gdyby przez to pociągają wielu ludzi w jej stronę. I cała ekstatyka miłosna ma prawdopodobnie taki właśnie podkład duchowy. Tyle na wstępie o istotach lucyferycznych.
Natomiast o istotach arymanicznych trzeba powiedzieć, że stanowią one dokładne przeciwieństwo istot lucyferycznych w tym sensie, że inspirują człowieka jednostronnie do świata materialnego, chcą go kompletnie pozbawić kontaktu ze światem duchowym. A wykorzystują do tego celu głównie materialistyczną naukę, materialistyczną technikę, materialistyczne systemy polityczno-społeczne, tzn. systemy oparte na terrorze. Bo o ile Lucyfer to ekstaza, o tyle Aryman to zimny intelekt i terror – to są dwa, że tak powiem, podstawowe jego elementy.
I dlatego wystepuje też jeszcze inny podział. Steiner powiada, że jeśli jawią nam się demony w postaci kobiecej, to są to istoty lucyferyczne, jeśli zaś w postaci męskiej – to są to istoty arymaniczne. Przeważnie będą to więc pewnie, z jednej strony, jakieś piękne diablice, a z drugiej strony, mężczyźni, raczej w zdecydowanie starszym wieku, albo przynajmniej dojrzali, z krogulczym nosem, będzie to zatem do pewnego stopnia jakiś rodzaj diabła-starca. Otóż właśnie za pośrednictwem takich dziedzin życia – jak nauka, technika, czy polityka materialistyczna – istoty arymaniczne chcą człowieka dosłownie „uziemić”, tzn. stworzyć z niego istotę, którą trzeba by nazwać kombinacją zwierzęcia z maszyną. Zwierzęcia przez to, że jest to jak gdyby próba odcięcia mu łączności między duszą a duchem. Na tym chyba właśnie polega istota grzechu przeciwko Duchowi źwiętemu, jest nim to wszystko, co odcina człowieka od ducha. A niewybaczalny jest on w tym sensie, że – po prostu – jak już człowiek zostaje odcięty od ducha, to przestaje być człowiekiem, jest oderwany od swojej matrycy, jako człowiek się kończy.
I co wtedy pojawia się na jego miejsce? Powstaje mianowicie bestia, bo ciało + dusza to jest już tylko bestia. Każde zwierzę ma przecież wraz z cielesnością także taką swoją quasi duszyczkę. I właśnie jednym z tych czynników w pewnym sensie poprzedzających dominację materializmu w naszych czasach jest uznanie w Kościele katolickim dogmatu o tym, że człowiek ma tylko cechy duchowe, a nie ma ducha, to znaczy, odebranie mu ducha, stwierdzenie, że jest on tylko sklejką psychofizyczną (Konstantynopol, 869-870). I to był ten pierwszy krok w kierunku animalizacji człowieka. Człowiek nie wywodzi się ze zwierząt, ale może do ich rzędu spaść. W takiej sytuacji człowiek staje się jak gdyby bestią. Ta jego bestialskość przejawia się w szczególności w dwojaki sposób. Mówię w tej chwili nie o jakichś zewnętrznych sprawach, takich jak okrucieństwo, ale o tym, co stanowi tu istotę rzeczy. Mianowicie pierwszą sprawą byłaby zatrata potrzeby poznania prawdy dla niej samej, potrzeby bezinteresownego poznawania prawdy. A drugą sprawą jest zatrata bezinteresownej moralności, dobrego działania dla samego dobra. Wiemy, że komunizm – i nie tylko zresztą komunizm, bo przecież poniekąd i różne faszyzmy, np. hitleryzm – hodowały ludzi wyraźnie w tym kierunku. To znaczy odbierały im i prawdę, czy dążenie do prawdy tak pojęte – jako coś bezinteresownego – i tak samo dążenie do dobra. Dobro miało być albo rasowe, albo klasowe, zawsze musiało być jakoś tam pochodne. Człowiek nigdy nie działa bezinteresownie – rzekomo. Nie mówiąc już o tym, że nie wychowywano ludzi w tym kierunku. I to byłby jeden czynnik. Wskutek tego powstaje coś w rodzaju inteligentnej bestii. Bo intelektu to nie musi nadgryzać. Intelekt może być niesłychanie sprawny. I znamy przecież wielu myślicieli komunistycznych, czy hitlerowskich o bardzo wysokiej klasie intelektualnej w pełni oddanej na służbę bydlęcości i, że tak powiem, obrony bestialstwa.
A drugim czynnikiem, o którym wspomniałem, jest czynnik mechanizacji człowieka. A przejawia się to jakby w dwojaki sposób. Na niskim poziomie, takim, powiedzmy, jak w naszych czasach, jest to okoliczność, że można mieć już serce jako maszynę, że można mieć dowolny niemal organ jako maszynę. Czyli właściwie, jak tak dalej pójdzie, przy dalszym udoskonalaniu tej techniki dojdzie do tego, że w zasadzie człowieka będzie można pewnie fizycznie wymienić do końca, lub prawie do końca.
Jest jeszcze drugi czynnik, mianowicie taki, że człowiek zaczyna zachowywać się jak maszyna. Mam na myśli pewien typ wychowania – chodzi mi nie tylko o wychowanie w sensie istnienia określonych typów pedagogiki, ale również o wychowanie stanowiące rezultat oddziaływania pewnych systemów, takich właśnie jak komunizm, czy faszyzm (ale nie tylko, także, powiedzmy, widać to w kwitnącym kapitalizmie, na demokratycznym rzekomo, Zachodzie) – typ wychowania sprawiający, że ludzie zaczynają zachowywać się po prostu jak maszyny. Ja bym powiedział tak: behawioryzm nie jest prawdziwą koncepcją człowieka, ale można taką sytuację stworzyć, że stanie się prawdziwą. I wtedy mamy do czynienia z sytuacją, w której człowiek przestaje mieć własne inicjatywy, od wewnątrz na zewnątrz nie wychodzi nic, jest wyłącznie zbiorem reakcji na bodźce. No i mamy już maszynę, bo maszyna jest wyłącznie zbiorem reakcji na bodźce. Jeszcze jednym przykładem na „mechanizowanie” człowieka niech będzie masowe zjawisko dawania mu ersatzów mechanicznych zamiast nowych rozwojowych możliwości duchowych: telewizji zamiast poznania imaginatywnego, audioaparatów zamiast poznania inspiratywnego, komputerów i „rzeczywistości wirtualnej” zamiast poznania mistycznego. Tak by się więc ogólnie przedstawiała istota arymanizmu.
Ale obecnie Lucyfer i Aryman współpracują ze sobą. O co im chodzi? Steiner powiada, że nie chodzi tu tylko o to, żeby zawładnąć Ziemią. Bo zapewne Arymanowi chodzi przede wszystkim właśnie o to, ale Lucyfer nie interesuje się Ziemią, Lucyfer chce innego świata. Natomiast i jeden, i drugi chcą możliwie maksymalnej ilości ludzi jako swoich poddanych, jeśli tak można powiedzieć, używając języka feudalnego. Żeby to sprecyzować, trzeba oczywiście powiedzieć, że przecież istoty duchowe żywią się po prostu innymi istotami duchowymi. To polega na tym, że karmią się naszymi myślami, naszymi uczuciami, naszymi aktami woli. To, co dla nas jest myślą, to dla innych, dla istot hierarchicznie wyższych, jest rodzajem, mówiąc żartobliwie, śniadanka, obiadku, czy kolacyjki. Oczywiście te istoty, jak Steiner zawsze to podkreślał, mają poniekąd swoje miejsce w ekonomii Kosmosu. One mają prawo do takich „rzodkieweczek”, jak mówił Robert Walter. Ale „rzodkieweczki”, jak wiemy, same się do nich garną.
Przytoczyłbym tu przykład Babadżiego, który jest klasycznym przykładem inkarnowanej istoty lucyferycznej. Ma on po prostu swoje spore grono wyznawców, którzy łączą się z nim. I sami tego chcą, bo przecież on im proponuje połączenie się z nimi przez ekstazę, tak jak to jest w wersji orientalnej: kropla wraca do oceanu w ekstazie. Nie jest to bynajmniej śmierć mistyczna, to nie dokonuje się przecież w cierpieniu, człowiek sam tego chce. Jest to więc całkowity kontrast w stosunku do propozycji, jeśli można użyć tego słowa, Chrystusa, który powiada: śmierć – tak, i to w cierpieniu najczęściej, ale potem zmartwychwstanie. Natomiast Lucyfer ani Aryman nie proponują żadnego zmartwychwstania. Aryman, oczywiście, ex definitione, bo bydlę po prostu nie ma co zmartwychwstawać, nie ma co w ogóle pchać się do zmartwychwstania.
W wariancie podsuwanym przez Lucyfera może być, owszem, właśnie tak, że człowiek jak gdyby się w nim roztapia – byłaby to więc poniekąd doprowadzona do końca sytuacja „kolacyjki”. Ale jest jeszcze pewna inna wersja, mianowicie taka, że człowiek pojawia się po śmierci, jakiejś tam śmierci, która nie jest, oczywiście, śmiercią zupełną, w świecie Lucyfera. I to jest właśnie ten świat, który budują i Lucyfer, i Aryman gdzie indziej, w pewnej innej sferze, a który Steiner nazywa ósmą sferą. Osobiście podejrzewam, że część tzw. „wzięć” przez UFO to właśnie porwania do tej sfery.
Otóż pomijając sprawę, jak to wygląda w tym właściwym świecie Lucyfera, tu, na Ziemi, inspiruje on ludzi do wolności, ale jakby w tym sensie, żeby człowiek zbuntował się przeciwko Bóstwu wiodącemu. I to ma, oczywiście, swój sens. I to też było potrzebne jako pewien sposób postępowania.
Steiner podkreślał zawsze, że to było potrzebne, aczkolwiek przedwczesne, że właściwie Bóstwo dałoby człowiekowi wolność, ale dopiero wtedy, kiedy człowiek dorósłby do niej. A Lucyfer człowiekowi zaproponował wolność, bunt za wcześnie. Owo „za wcześnie” to jest właśnie bardzo często chwyt istot lucyferycznych, czy arymanicznych. Podejrzewam osobiście, iż wmawianie nam, że już wkroczyliśmy w Epokę Wodnika, to jest właśnie jeden z tych chwytów.
Taka byłaby ta najogólniejsza teoria, którą trzeba teraz jeszcze skwalifikować i dodać do niej pewne dalsze elementy, coś, co ją nieco skomplikuje. Mianowicie w przedostatniej, czy ostatniej fazie swoich rewelacji Steiner wprowadził trzecią kategorię istot demonicznych. Są to mianowicie istoty, które nazwał Assurami, istotami assurycznymi. Assury są, jako demony, istotami jeszcze starszymi od Arymana, czyli, innymi słowy, pochodzą z Saturna, z tej pierwszej planety, najstarszej w całym układzie (Aryman pochodzi ze starego Słońca, Lucyfer – ze starego Księżyca). Steiner mówił o nich bardzo niewiele. Z tego, co wiem, wynikałoby coś takiego: istoty lucyferyczne gnieżdżą się w ciele astralnym, czy też atakują ciało astralne człowieka, co oznacza, że obierają sobie za przedmiot jego namiętności, popędy, uczucia; z kolei istoty arymaniczne atakują ciało eteryczne człowieka, w związku z czym są groźniejsze, bo atakują jak gdyby bios ludzki, czy podstawy ludzkiego biosu – i stąd Steiner twierdził, że rak, jako choroba będąca efektem działania istot arymanicznych, ma swą siedzibę, że tak powiem, w ciele eterycznym, a nie fizycznym i dlatego jest tak trudno uleczalny; natomiast istoty assuryczne atakują ludzkie „ja”, centrum samego człowieka. Jest to – chciałoby się tu nieomal użyć tego określenia Alfreda Jarry’ego – „wymóżdżanie”, ale nie chodzi o mózg, jest znacznie gorzej, jest to „wyjaźnianie” człowieka, jeśli można tak powiedzieć. I tu widać wyraźnie, że assury idą ręka w rękę z istotami arymanicznymi, to znaczy, z jednej strony, mamy arymaniczne materializowanie człowieka, a z drugiej strony – zabieranie mu przez assury „ja”. Po prostu.
Steiner wyróżniał jedną z tych istot, nazywał ją Soratem i mówił o nim, że jest to Demon Słoneczny, tzn. ten, który w Apokalipsie występuje jako bestia 666. Jest cały cykl wykładów Steinera na temat Apokalipsy i tam jest o tym mowa obszerniej i precyzyjniej. Istoty assuryczne wkroczyły w historię ludzką stosunkowo niedawno. Osobiście podejrzewam, że wiążą się z nimi te wszystkie zjawiska w naszej cywilizacji, które wprost atakują ludzkie „ja”. I to nie tylko przez to, że czynią z człowieka coś w rodzaju maszyny, bo do tego wystarczy po prostu przecięcie owej więzi pomiędzy „ja” a resztą, czyli duszą i ciałem. W działalności assurów mamy bowiem do czynienia z atakowaniem samego „ja”. I czasami ma się po prostu wrażenie, przy bezpośrednim kontakcie z pewną kategorią ludzi – a mówi mi o tym nie tylko moje bezpośrednie doświadczenie, lecz także ukazuje to też w wyraźny sposób wiele opisów literackich – że mamy do czynienia z istotami, które mają ciało ludzkie, duszę jeszcze ludzką (w tym sensie, że występuje u nich jakieś tam działanie intelektu, uczuć, woli), ale brakuje „ja”. Czuje się, że jest to tylko jakiś taki rodzaj patiomkinowskiej fasady. Pozór jest ludzki, a w środku tego – „ja” ludzkiego już nie ma. Gdybym chciał być złośliwy, to powiedziałbym, że można coś takiego zauważyć u niektórych urzędników, ale, oczywiście, nie twierdzę, że to jest specialité de la maison akurat urzędników. można się z tym spotkać prawdopodobnie w każdej warstwie społecznej.
Tak więc w wyniku działalności Assurów pozostaje pewnie tylko jakaś taka pragmatyczna resztka „ja”, która powoduje, że ta całość trzyma się jeszcze w ogóle kupy, jeśli można się tak brzydko wyrazić. Natomiast prawdziwego „ja”, w znaczeniu bezinteresownego zwrócenia się ku prawdzie, dobru i miłości, tego po prostu tam już nie ma.
Trudno powiedzieć coś więcej, bo, jak sądzę, niestety, dopiero przyszłość pokaże nam naprawdę istoty assuryczne w akcji. Ale w różnych antropozoficznych refleksjach na temat AIDS spotykałem domysły, czy domniemania, że AIDS jest swego rodzaju produktem ubocznym, czy symptomem – może tak lepiej powiedzieć – zatracania „ja” przez człowieka, że temu, co dzieje się na płaszczyźnie duchowej, czyli temu, że „ja” zostaje zniszczone, zabrane, zeżarte – wszystko jedno – na płaszczyźnie fizycznej odpowiada właśnie AIDS. Taki jest domysł. Oczywiście, nie będę tego w tej chwili rozwijał, bo dla naszych celów nie jest to przecież konieczne.
Mamy więc tu właściwie dwa schematy. Jeden to jest ten triadyczny: Chrystus po środku, Aryman i Lucyfer po obu stronach, tak jak dwaj łotrzy na krzyżu, po obu stronach Chrystusa. Ciekawa rzecz, że jest to właśnie dokładny odpowiednik tego triadycznego schematu. W literaturze antropozoficznej powiada się, że ten dobry łotr to jest Lucyfer, a zły – to naturalnie Aryman. Bo mianowicie – i to jest szalenie ważna sprawa i trzeba to koniecznie powiedzieć – i Lucyfer, i Aryman będą kiedyś zbawieni. Oczywiście, trzeba pamiętać, że są to istoty kolektywne, to znaczy, że istnieje wiele istot lucyferycznych i wiele istot arymanicznych, w związku z tym można powiedzieć, że zapewne część z tych istot będzie przywrócona Chrystusowi. O tym Steiner mówi już w Wiedzy tajemnej. Natomiast nic nie mówi na ten temat, jeśli chodzi o istoty assuryczne.
A drugi schemat jest taki, że mamy do czynienia z trzema kategoriami demonów, stosownie do nasilającej się intensywności zła, i mimo woli nasuwa się tu zestawienie z Trójca Świętą. Byłaby to taka jakby czarna Trójca. Można by nawet dopasować, kto tu przeciwstawia się komu, jakkolwiek, oczywiście, nie jest to takie prostackie. Mianowicie istoty lucyferyczne przeciwstawiają się Duchowi Świętemu, Duchowi Prawdy – one tworzą iluzje, a On jest Duchem Prawdy. Steiner powiada w pewnych tekstach, mało kto z antropozofów o tym w ogóle wie, że obecny, że tak powiem, wiodący Duch Święty – bo to znów jest cała grupa istot – jest to przemieniona istota lucyferyczna z poprzedniego kosmosu. Aryman przeciwstawiałby się Chrystusowi, tzn. zimną nienawiść, terror – Miłości. I wreszcie Sorat przeciwstawia się Bogu Ojcu, rozumianemu jako byt, jako podstawa wszystkiego. Sorat jest od niszczenia podstawowej rzeczy, jaką jest „ja”, jest on, można by rzec, Nihil. I ciekawa rzecz, że średniowieczni katarzy rozróżniali trzy istoty demoniczne: Lucybela (wyraźnie chodzi tu o Lucyfera), Szatana (jako odpowiednika Arymana) i Nihil (tego, który jest nicością, i jest to, oczywiście, Sorat, czyli, ściślej mówiąc, Assur).
Na zakończenie trzeba by też coś powiedzieć o Chrystusie. Mianowicie bardzo często mam wrażenie – nie ja jeden zresztą – że w tekstach antropozoficznych, już trochę u Steinera, ale także u różnych jego uczniów, dużo można się dowiedzieć wprost o Lucyferze, czy Arymanie, gorzej natomiast jest z tym aspektem Chrystusowym. Jak gdyby łatwiej było powiedzieć, o co nie chodzi, niż o co chodzi – w sensie jakichś głównych wyznaczników. Naturalnie, jak przejdziemy już do pewnego rdzenia samej antropozofii, to oczywiście wtedy chrystusowość zaczyna się wybijać coraz bardziej. I to jak gdyby w dwóch punktach. Jeden to jest sama droga inicjacji, a drugi to, oczywiście, zasada miłości. Jest to centralna sprawa. To znaczy, tam, gdzie jest miłość, tam jest Chrystus. To jest jednoznaczne. Nawet począwszy od najbardziej niskich jej form. A kończąc, oczywiście, na najwyższych. jeżeli chodzi o wpływy Lucyfera w tej dziedzinie, to wiążą się one nie tyle z miłością, co raczej z fascynacją. Dopóki trwa fascynacja, to może jest to jakaś lucyferyczna miłość – w tym sensie, że ja czegoś pragnę, czy czegoś pożądam, czyli na swój sposób kocham, bo mnie to fascynuje, jak gdyby wsysa, wciąga – i to właśnie jest specyficznie lucyferyczne. Ale tam, gdzie zaczynamy uczyć się miłości ze względu na drugą osobę, ze względu na drugiego człowieka – i to właśnie miłości bezinteresownej i nieegoistycznej, nie zaspokajającej wyłącznie mojej potrzeby – tam mamy już do czynienia z miłością Chrystusową. I u Steinera jest to bardzo mocno zaakcentowane, wspomina o tym w bardzo dużej ilości wykładów, właściwie nieustannie. Ale rzecz ciekawa, że u takich „szeregowych” antropozofów, jeżeli wolno użyć tego określenia, mało się o tym mówi. Raczej są to fascynacje poznawcze, czasami wręcz całe spekulacje, obracające się w tym polu pomiędzy Lucyferem a Arymanem, utrzymane w tonacji na ogół zresztą lękowej, sugerujące jakby, żeby się wystrzegać jednego i drugiego. Steiner, wręcz przeciwnie, mówi, że nigdy się nie należy wystrzegać, przeciwnie, należy wychodzić im naprzeciw – poznawczo i etycznie, bo to są dwa sposoby na pokonanie obu tych istot, a zarazem na ich zbawienie. Bo i my mamy brać udział w ich zbawianiu – Steiner twierdził, że manichejczycy, tak potwornie prześladowani wszędzie i przez wszystkich, przechodzili te ciężkie wcielenia poniekąd jako rodzaj treningu: po to, żeby zaznać zła do maksimum i w przyszłości być tymi, którzy będą zbawiać Lucyfera i Arymana. Życie tutaj – jak mawiał Gałczyński – „nie jest maliną”. I my na co dzień możemy robić to samo, z jednej strony, poznając te istoty, a więc żadna miarą nie uciekając przed nimi – tu jest absolutnie proponowana postawa faustowska: wyjść naprzeciw – a z drugiej strony, kierując się miłością. Wtedy jesteśmy zabezpieczeni przed wpływami lucyferycznymi i arymanicznymi, i pomagamy tym istotom w procesie ich zbawienia. Tak twierdzi Steiner.
I jeszcze tylko taki mały appendix. Steiner podkreśla fakt, że Chrystus jako Najwyższa Istota Słoneczna, czy poniekąd pomimo to, jest związany z Ziemią, złączył się z eterycznym ciałem Ziemi i przebywa jak gdyby w tym rejonie. A Lucyfer mimo wszystko związany jest ze Słońcem. Tylko tutaj cały czas trzeba pamiętać, że to chodzi o różne etapy. Bo my, zwracając się do tych istot, nie zawsze wiemy, do którego etapu ich rozwoju się zwracamy. Pamiętajmy, że zachodzi pewna inkongruencja pomiędzy naszą czasowością, a bezczasowością tamtych, czy też może raczej ponadczasowością. I to „wstrzelenie się” jest bardzo trudne, na przykład Steiner mówi, że w hinduizmie Wisznu to Chrystus, a Siwa to Lucyfer. Ale z czasów, kiedy jeszcze byli braćmi – bo są braćmi – i to stojącymi na tym samym poziomie. Tylko Chrystus zaakceptował rozwój świata taki, jaki zaplanował Bóg Ojciec, a Lucyfer odrzucił ten projekt. W związku z czym Chrystus zaczął się rozwijać razem z tym światem, a Lucyfer stał się kijem wkładanym w szprychy. Otóż w takiej sytuacji, jeżeli jakiś pobożny Hindus zwraca się do Siwy, to zwraca się do Lucyfera wprawdzie, ale z czasów, kiedy Lucyfer był jeszcze prawie całkiem „dobry”, i jak gdyby w ogóle nie było tu żadnego problemu, więc dlatego często spotykamy się – na płaszczyźnie ludzkiej – z sytuacjami na pozór paradoksalnymi. Na przykład Yogananda w swojej Autobiografii jogina mówi o tym, że miał wizje Chrystusa, a nawet spotkanie z Chrystusem, ale nie został chrześcijaninem, bo po prostu w jego wypadku nie było takiej potrzeby, należał on niejako do innej linii rozwojowej.
Opublikowany w Duchowość, Ezoteryka, Matrix | Otagowane: Assur, Chrystus, Gnoza, Lucyfer i Aryman, Prof. Jerzy Prokopiuk, Rudolf Steiner | Komentarzy: 68 »
Oj tam, oj tam, nie wpadaj w paranoję, przecież oni tego nie zrobią!
Posted by astromaria w dniu 01/02/2012
Wszyscy przebudzeni słyszeli to zdanie niezliczoną ilość razy.
Dla przeciętnego, “racjonalistycznego” leminga, którego świat ogranicza się do pracy, seksu, konieczności zapełnienia michy i spłacenia kredytów świat jest taki, jaki widzi w telewizorni. No owszem, idealny może nie jest, są w nim choroby, zbrodnie i wojny, ale co tam, przecież to normalka, było, jest i będzie.
Głód gdzieś w świecie? A co mnie to? Ja tam mam co żreć.
I i II wojna światowa? Komunizm? No owszem, były, ale już ich nie ma i spoko, nie będzie, przecież żyjemy w demokracji. A tak, jasne, może się powtórzyć, hehe, wal się, nie przeszkadzaj, bo Kiepscy lecą.
Chemia na niebie? Kretynka, przecież samoloty latają, czy ty wiesz kobieto, jak bardzo w ostatnich latach wzrósł ruch lotniczy? Przecież gdyby coś na nas rozpylali, to wszyscy by to zobaczyli i od razu by się wydało (a ty co widzisz nad swoją głową?)
Kamery na ulicach? I bardzo dobrze, bo przecież jest straszny bandytyzm i terroryzm!
Podsłuch w telewizorze i liczniku prądu? Hahahahahaha, naoglądałaś się filmów sensacyjnych, jakie podsłuchy? A nawet jeśli to co, niech się boją złodzieje, uczciwemu to nie szkodzi.
Totalitarna kontrola w stylu Wielkiego Brata, wszczepiane pod skórę chipy RFID kontrolujące zachowania, a nawet wpływające na myśli? Oj tam, oj tam, nie przejmuj się, przecież oni tego nie zrobią!
Masowe protesty przeciw władzy? A kurde, czego chcą znowu, czy ci ludzie nie mają nic lepszego do roboty?
Kiedy w 2001 roku patrzyłam na płonące i dymiące wieże WTC zastanawiałam się, do czego potrzebny im jest ten „zamach”. Było dla mnie zupełnie oczywiste, że nie mógł tego zrobić żaden „wróg” z zewnątrz, ponieważ tajne służby USA były zbyt profesjonalne, żeby do tego dopuścić (a jeśli nie były, to powinny popełnić seppuku). A więc musiało się kryć za tym coś zupełnie innego, niż „prawdy” podawane przez media. Dziś jest już dla mnie zupełnie oczywiste, jaki cel osiągnięto popełniając tę zbrodnię.
Dla Ciebie również wszystko powinno stać się jasne, gdy obejrzysz film „Oszukać Wielkiego Brata”. Muszę powiedzieć, że jestem pod wielkim wrażeniem, ale nie tyle umiejętności Atona Edwardsa, bo wszystkich swoich tajemnic na pewno nam nie zdradził, co raczej możliwości technicznych psychopatów, którzy przejęli władzę nad światem. Wygląda na to, że rzeczywistość przerosła wyobraźnię twórców sf i samego George Orwella.
Wielki Brat ma oczy i uszy wszędzie…
Nawet czytanie w myślach nie jest już bajką przyszłości, jest to zupełnie realna, naukowo opracowana metoda, powoli wdrażana w życie.
Jeśli wierzysz w bajkę, że uczciwy człowiek może spać spokojnie, bo jego uczciwość chroni go przed chorym zainteresowaniem demokratycznie wybranej władzy, to jesteś bardzo, ale to bardzo naiwny. Uczciwość, drogi obywatelu to rzecz względna. W świecie, w którym dozwolone jest wszystko z wyjątkiem tych kilku drobnych rzeczy, które są zakazane (jak zabijanie, kradzież czy niszczenie dobra wspólnego) możesz spać spokojnie. Ale w rzeczywistości, w której zakazane jest wszystko z wyjątkiem kilku drobnych rzeczy, które są dozwolone twoja uczciwość staje pod wielkim znakiem zapytania. Uczciwość nie obroni cię przed niczym, ponieważ istnieje możliwość wykreowania z kapelusza niezliczonej ilości wykroczeń, przestępstw i zbrodni i zapisania ich w kodeksach karnych.
W totalitarnym świecie wszystko może być zbrodnią, nawet to, co tobie wydaje się podstawowym prawem, przysługującym każdemu jak psu buda.
Gdyby ktoś powiedział mi, że dożyję czasów, w których rumianek i mięta zostaną zdelegalizowane niemal na równi z dragami lub że nie będę miała prawa uprawiać warzyw na własnej działce, pomyślałabym, że to jest czyste sf. I oczywiście zupełnie nierealne.
Wszystko stanie się zrozumiałe, gdy uświadomisz sobie, że powoli największą zbrodnią staje się wszystko to, co szkodzi interesom finansowym korporacji. Korporacje, zamiast konkurować na rynku, produkując rzeczy najwyższej jakości i w przystępnej cenie, poszły na łatwiznę i niszczą każdego, kto może zagrozić ich interesom.
Sianie warzyw i ziół w ogródku jest bardzo niebezpieczne, ponieważ jedząc je stajesz się zdrowy. To straszne przestępstwo wymaga surowej kary, ponieważ przez ciebie tracą lekarze, szpitale i kartele farmaceutyczne.
Jeśli napiszesz program i udostępnisz go za darmo zostaniesz złodziejem, który okrada Billa Gatesa i pójdziesz siedzieć.
Pod rządami korporacji żyjesz wyłącznie po to, żeby przynosić im zysk. Jeśli tego nie robisz, stajesz się bezproduktywnym zjadaczem chleba, którego należy bez litości odstrzelić.
Jeszcze niedawno prywatność była rzeczą świętą. Ale już nie jest. Od czasu, gdy „terroryści” zwalili dwie wieże automatycznie i ty stałeś się terrorystą. Nie szkodzi, że potencjalnym. Z tego powodu musisz być inwigilowany przez całą dobę i wszelkimi możliwymi sposobami. Nie buntuj się, jeśli wpuszczą ci do komputera robaka, zainstalują podsłuch w telefonie i kamerę w telewizorze (taka telewizja wzajemna: ty patrzysz w telewizor, a on patrzy na ciebie).
Paranoja?!
Oj tam, oj tam, nie zrobią tego?
No to zobacz, co już zrobili. Obejrzyj ten film, ale nie przejmuj się za bardzo tym, co ty możesz zrobić Wielkiemu Bratu – bo nic nie możesz.
Przejmij się raczej tym, co Wielki Brat może zrobić tobie.
Ostatnim bastionem wolności była gotówka – ale właśnie ją likwidują. Można próbować wyprowadzić Wielkiego Brata w pole, ale tylko dopóty, dopóki istnieje gotówka. W momencie, kiedy zniknie, zniknie również możliwość ukrywania się. Nie dostaniesz pieniędzy za pracę do ręki, lecz na konto, a konto pokaże gdzie jesteś i co robisz.
A będzie jeszcze fajniej.
W niedalekiej przyszłości, może nawet wcześniej niż ci się wydaje, w chwili urodzenia otrzymasz mikrochip RFID pod skórę, zeskanują ci tęczówkę oka oraz pobiorą DNA i odciski palców. Od tej chwili nigdzie się nie ukryjesz.
Wiedziałeś o tym, jakimi możliwościami dysponuje władza, rzekomo demokratycznie wybrana i służebna wobec obywatela?
Opublikowany w Koncerny farmaceutyczne, Matrix, Mrożące krew w żyłach, NWO, Owce i wilki, Parszywa polityka, Psychopaci, Spiski a nie "teorie" spiskowe, Totalitaryzm, Wolność | Otagowane: Inwigilacja, RFID, Terroryzm, Wielki Brat | Komentarzy: 53 »
Nowe zagrożenie dla wolności Internetu
Posted by astromaria w dniu 26/01/2012
Dalia Hashad – Avaaz.org avaaz@avaaz.org
Niesamowite! Ponad 200 tys. Polaków podpisało petycję Uratuj Internet w zeszłym tygodniu – i dzięki temu przyczyniło się do odrzucenia amerykańskich propozycji legislacyjnych wprowadzających cenzurę w Internecie (SOPA/PIPA). Nasza ambasador podpisała dziś w Tokio umowę ACTA, ale cały czas możemy jeszcze wpłynąć na decyzję Unii Europejskiej. Zorganizujmy międzynarodowy protest – podpisz naszą petycję i powiadom o niej znajomych.
Drodzy Przyjaciele,
Nowy międzynarodowy traktat mógłby zezwolić korporacjom patrolować naszą działalność w Internecie. W zeszłym tygodniu udało nam się skutecznie odeprzeć zagrożenie amerykańskiej ustawy która wprowadzałaby cenzurę w Internecie – jeśli podejmiemy natychmiastowe działania, możemy sprawić, że Parlament Europejski na zawsze odrzuci ACTA.
ACTA – międzynarodowy traktat, który pozwala korporacjom cenzurować Internet, negocjowany za zamkniętymi drzwiami, przez grupkę najbogatszych państw i przedstawicieli największych korporacji. Traktat stworzyłby nowe, podejrzane gremium wyposażone w środki pozwalające patrolować działalność każdego z nas w Internecie i wprowadzać ogromne kary – włącznie z karą więzienia – dla ludzi, którzy według nowej umowy szkodziliby interesom jej twórców.
Europa podejmuje obecnie decyzję na temat ewentualnego podpisania ACTA – bez tych podpisów międzynarodowy atak na wolność Internetu byłby niemożliwy. Wiemy, że ACTA sprzeciwia się już bardzo wielu, ale część członków Parlamentu cały czas waha się czy nowych umów nie podpisać – wywrzyjmy na nich presję, której potrzebują by odrzucić proponowane prawo. Podpisz petycję – jeśli uda nam się zebrać 500 tys. podpisów, w Brukseli doręczymy je do rąk własnych przywódcom europejskim.
http://www.avaaz.org/en/eu_save_the_internet_pl/?vl
To oburzające — 80% władz międzynarodowej społeczności zostało wykluczone z negocjacji na temat Umowy handlowej dotyczącej zwalczania obrotu towarami podrabianymi (ACTA). W zamian za to nad jej kształtem pracowali niewybrani drogą jawnych wyborów urzędnicy wraz z lobbistami wielkich korporacji. W rezultacie stworzono nowe zasasy oraz niebezpiecznie silny reżim ich egzekwowania. ACTA, początkowo miała dotyczyć Stanów Zjednoczonych, Unii Europejskiej oraz 9 innych państw, po czym stopniowo planowano dołączać do niej kolejne kraje. Jeśli uda nam się przekonać Unię Europejską do sprzeciwu wobec umowie teraz, ACTA straci swoją siłę i przepadnie na zawsze.
Represyjne przepisy mogłyby oznaczać, że karze podlegałyby takie działania jak choćby podzielenie się z kimś artykułem prasowym czy przesłanie filmu z przyjęcia, na którym zagrano piosenkę objętą ochroną praw autorskich. Oficjalnie przedstawiana jako umowa chroniąca prawa autorskie ACTA mogłaby również ograniczyć dostęp do leków zastępczych czy utrudnić rolników dostęp do nasion, których potrzebują. Ale to nie wszystko, Rada ACTA zapewnia sobie również wolną rękę w sprawie ewentualnych zmian jej zasad i nakładanie sankcji za ich łamanie, nie podlegając jednocześnie żadnemu demokratycznemu nadzworowi.
Przedstawiciele wielkich korporacji naciskają na szybkie podpisanie umowy, ale Parlament Europejski stoi na ich drodze. Wyślijmy parlamentarzystom jasne wezwanie do przyjęcia stanowczego stanowiska w sprawie ochrony wolności w Internecie i sprzeciwu wobec lobbistom. Podpisz teraz i zawiadom o tym wszystkich, których znasz.
http://www.avaaz.org/en/eu_save_the_internet_pl/?vl
W zeszłym tygodniu dowiedliśmy naszej kolektywnej potęgi gdy miliony z nas zjednoczyło swoje siły by powstrzymać Stany Zjednoczone przed ocenzurowaniem Intermetu. Tym samym zademonstrowaliśmy także jak potężne mogą być nasze opinie. Wyraźmy je ponownie by uporać się z nowym zagrożeniem.
Z nadzieją i determinacją,
Dalia, Alice, Pascal, Emma, Ricken, Maria Paz oraz cały zespół Avaaz
Więcej informacji:
Ambasador Polski w Japonii Jadwiga Rodowicz podpisała w czwartek w siedzibie MSZ Japonii umowę ACTA
ACTA w języku polskim
http://g.gazetaprawna.pl/dgp/zalaczniki/pdf/actapolski.pdf
Wikileaks o ACTA: “Umowa nie powinna przechodzić przez Parlament Europejski”
Protesty w sprawie ACTA: cegły poszły w ruch
http://wyborcza.pl/1,75248,11033589,Protesty_w_sprawie_ACTA__cegly_poszly_w_ruch.html
Wydawało ci się że SOPA była niebezpieczna? Zapoznaj się z ACTA (w języku angielskim)
ACTA contra SOPA: pięć powodów dla których ACTA jest większym zagrożeniem dla wolności w Internecie (w języku angielskim)
Co jest nie tak z ACTA (w języku angielskim)
http://www.edri.org/edrigram/number10.1/whats-wrong-with-ACTA
Tajny traktat: Umowy handlowej dotyczącej zwalczania obrotu towarami podrabianymi (ACTA) i jej wpływ na dostęp do leków (w języku angielskim)
Opublikowany w Big Pharma, Co przed nami ukrywają?, Kretynizmy, Matrix, NWO, Owce i wilki, Parszywa polityka, Psychomanipulacja, Psychopaci, Spiski a nie "teorie" spiskowe, Totalitaryzm | Otagowane: ACTA, Petycja, PIPA, SOPA | Komentarzy: 90 »








































