Nie mogę być taka niedobra, żeby zostawić was bez odpowiedzi na fundamentalne pytania postawione w tej notce: dlaczego służący bogu ludzie, tacy jak wierni, a nawet sami kapłani, doznają opętań, nierzadko prowadzących do samobójstw i dlaczego wypędzanie demonów w imię tegoż boga jest zupełnie nieskuteczne.
Niedawno świat dowiedział się o samobójstwie żony sławnego pastora, a przypadek Anneliese Michel jest szeroko znany i wciąż, mimo upływu prawie 36 lat od tamtych wydarzeń, dyskutowany. Ja pisałam o tym w tej notce, a na pewnym bardzo popularnym blogu ten temat został poruszony wczoraj, aczkolwiek w zupełnie innym kontekście niż tutaj.
Jako osoba wyzwolona zarówno z religii jak i z pseudo-racjonalizmu mogę sobie pozwolić na komfort oceniania tych wypadków zupełnie politycznie niepoprawnie, a więc niezgodnie zarówno z tym, czego naucza Kościół, jak i z tym, co sądzą o tym (i podają do wierzenia swoim parafianom) guru sekty racjonalistycznej.
Otóż moim zdaniem ten „bóg” jest tak tragicznie nieudolny z prostej przyczyny – ponieważ nie jest on bogiem. Jest to „bóg” całkowicie fałszywy, wykreowany przez religię i na potrzeby kapłanów. I to w jego imię, a nie w imię Boga prawdziwego popełniono te wszystkie zbrodnie i nadużycia, z których Kościół musi się dziś tak mocno tłumaczyć.
Zgodnie z sentencją znaną z nauczania Jezusa: „Po owocach ich poznacie”, Bóg, jako byt doskonały, wydaje wyłącznie dobre owoce: szczęścia, zdrowia i harmonii.
„Bóg” który wydaje owoce nieszczęścia: choroby, opętania, konfliktu i wojny nie jest, bo nie może być, Bogiem prawdziwym. Bóg, który nie chroni swoich wyznawców przed szatanem, demonami czy dowolnymi innymi harcami sił nieczystych nie jest Bogiem (przez duże „B”), lecz bogiem (bożkiem, przez małe „b”).
Wszystkie nieszczęścia tego świata biorą się z tego, że ludzie zostali odcięci przez kapłanów od prawdziwej boskości i zniewoleni przez fałszywe wyobrażenie tego bytu jako osoby, o zgrozo, płci męskiej („bóg osobowy”), podczas gdy w rzeczywistości jest to byt niewyobrażalny z ludzkiego punktu widzenia. Jest to Kreator Wszystkiego, Wszech-Umysł, Źródło Pierwotne…
Bóg jest wszystkim, przejawia się we wszystkim i wszystko jest Bogiem.
Gdyby wierni odkryli drogę do prawdziwego Boga, owczarnia pańska całkowicie by się wyludniła. Nikt nie dawałby na tacę ani nie korzystał z pośrednictwa kapłanów, ponieważ ludzie zwracaliby się z każdą potrzebą bezpośrednio do Boga i otrzymywaliby wszystko, lub prawie wszystko, o co poproszą. Ludzie staliby się wolni, szczęśliwi i zrealizowani.
Ale cóż wtedy stałoby się z kapłanami?
Poszliby na zieloną trawkę lub musieliby zacząć uczciwie pracować, co dla tej kasty nierobów jest zupełnie nie do pomyślenia!
Dlatego kapłani musieli dokonać cynicznej podmiany i w miejsce prawdziwego Boga podstawić fałszywego.
Żeby jednak rozczarowani tym oszustwem wierni nie pouciekali z organizacji religijnej kapłani korzystają ze straszaka, który trzyma ich owczarnię w ryzach.
Stali czytelnicy tego bloga znają pojęcie „egregora”.
Jak wiemy wszystko jest energią. Każda myśl i każda emocja jest energią. Nawet materia jest energią, tyle tylko, że bardzo skoncentrowaną i nisko wibrującą.
Egregor to byt energetyczny, który tworzy każda ludzka zbiorowość. Im więcej ludzi jest zaangażowanych w jakiś rodzaj aktywności, im bardziej emocjonalnie się w nią angażują i im dłużej się tej aktywności poświęcają, tym potężniejszy jest egregor, który tworzą. Rzecz jasna religia również tworzy egregora. Im jest starsza i liczniejsza tym potężniejszy jest jej egregor.
Zadaniem religijnego egregora jest pilnowanie wiernych, tak samo jak robi to pies pasterski ze stadem owiec. Pamiętacie z lekcji religii te sielskie obrazki z Jezusem wśród śnieżnobiałych owieczek? Tak właśnie kapłani traktują wiernych. Są oni ich własną owczarnią pańską!
Tak, jak każda zbiegła ze stada owieczka musi być przez psa odnaleziona i przyprowadzona z powrotem do stada, tak każdy wierny, który zapragnie wyzwolenia z religijnych kajdan musi wrócić (skruszony i przerażony) na łono swojego Kościoła. Zadaniem egregora jest zastraszanie i nękanie każdego, kto ośmieli się szukać wolności i niezależności poza swoją grupą religijną.
Anneliese Michel, uczciwa i wrażliwa dziewczyna, została cynicznie oszukana i paskudnie wykorzystana. Z poświęceniem wykonała ogromną, bolesną pracę, ale nie dla Boga (jak wierzyła), lecz dla Kościoła. Po jej śmierci kościoły na całym świecie wypełniły się wiernymi. I wypełniają się do dziś, bo pamięć o tej tragicznej historii wciąż jest odświeżana – jak choćby na wspomnianym poczytnym blogu, straszącym ludzi szatanem i opętaniem, jeśli się nie zwrócą w stronę boga (szkoda tylko, że tego przez małe „b”).
Nie twierdzę, że wszyscy ludzie skupieni w Kościele są ludźmi głupimi i pozbawionymi wyższej świadomości. Jest wśród nich wielu uczciwych i bliskich doskonałości ludzi, którzy doskonale rozumieją przypowieść Jezusa o owocach, dzięki czemu nie podlegają opętaniom, a ich modlitwy są wysłuchiwane.
Niestety, większość daje się oszukiwać i wykorzystywać – jak owce, które się strzyże, doi, a w końcu zarzyna dla mięsa i skór (patrz: Wschodnia bajka).
Przeczytaj też: Egzorcyzmy














