Kosmiczna bajeczka
Była sobie Bogini Rodzicielka, niewyobrażalna, doskonała i wszechmogąca (nazwana przez przedstawicieli systemu patriarchalnego Bogiem; ale czyż męski Bóg może rodzić?).
Trwała w nieskończoności, ale i w samotności, więc zaczęło jej się nudzić…
Czy doskonała Bogini może się nudzić? Któż to wie? Ale chyba może, skoro nas wszystkich stworzyła…. Mądrzy ludzie powiadają, że rodzice uczą się od swoich dzieci, możliwe więc, że i Bogini zapragnęła rozwijać się dzięki kreacji nowych światów.
Tak czy inaczej zaczęła tworzyć słońca, planety i istoty duchowe. Ślady wiedzy o tym możemy znaleźć w starożytnych księgach, które są czczone przez ludzi pobożnych jako święte i wyśmiewane przez racjonalistów jako zabobony i bujdy.
Nikt nie wie, kiedy to się zaczęło. Nikt nie wie również, czy Bogini jest wieczna, czy też może, tak jak i my, ma swój początek, a więc będzie kiedyś miała i koniec.
Nikt nie wie, czy jest jedyną Boginią, czy też może istnieje cała hierarchia Bogiń, nad-Bogiń, pod-Bogiń oraz Bogów, nad-Bogów, pod-Bogów…
Nie ważne. Nas interesuje teraz coś innego.
Otóż Bogini stworzyła przed eonami światy i istoty, które początkowo były duchowe i jak ich stwórczyni doskonałe. Jednak, ponieważ zostały obdarzone wolną wolą, miały prawo robić co tylko chciały. I oczywiście robiły. Kiedy zapragnęły zakosztować życia w materii nikt im w tym nie przeszkadzał ani im tego nie bronił. I tak wcieliły się w materialne ciała, odkrywając, że może to być zupełnie przyjemne. Problem w tym, że materia jest obca duchowości i jeśli raz się w nią wstąpi, trudno się z niej ponownie wyzwolić, jako że skutkiem ubocznym tego procesu jest utrata doskonałości i duchowej świadomości.
A więc można powiedzieć, że utknęły. I to na długo.
Ponieważ jednak, zgodnie z boskim planem, wszystko co istnieje podlega ewolucji, mimo upadku w materię stawały się coraz bardziej świadome. W końcu doszły do tego, że same, prawie jak Bogini, zaczęły tworzyć nowe światy. No, może niezupełnie tak samo, ponieważ nie potrafiły stworzyć materii, potrafiły natomiast z istniejącej już materii, inicjując „Wielki Wybuch”, tworzyć wszechświaty i projektować nowe życie. Robiły więc to, radując się ze swojej doskonałości i swoich umiejętności. Osadzały stworzone przez siebie życie na licznych planetach i, podobnie jak robią to nasi naukowcy, obserwowały jego ewolucję.
Po kolejnych eonach stworzone przez nie byty same osiągały taki poziom rozwoju, który pozwalał im kreować nowe światy. Raz zapoczątkowany proces trwa w nieskończoność…
Ci, którzy zostali stworzeni jako pierwsi również ewoluowali i czynili postępy na drodze rozwoju. Dziś być może osiągnęli stan równy Bogini i uwolnili się z materii, łącząc się ze swoją stwórczynią jak krople deszczu łączą się z oceanem.
Zapoczątkowana przez nie kreacja wciąż trwa, a kolejne światy przechodzą te same etapy rozwoju. I być może będzie to trwało w nieskończoność.
Ponieważ Bogini obdarzyła stworzone przez siebie istoty wolną wolą, niektóre wybrały niezbyt szlachetną ścieżkę rozwoju. Zamiast stwarzać światy wolały je kraść innym, psuć dzieło bliskie doskonałości i prowadzić pasożytniczy tryb życia.
Opowiem historię jednej z planet, która padła ofiarą takich łupieżców.
Była to wyjątkowo piękna, błękitna planeta. Była tak urzekająca, że grupa starannie wybranych Mistrzów Genetyki z różnych, wysoko zaawansowanych w rozwoju planet, postanowiła stworzyć na niej bajeczny ogród, zwany Edenem. W tym ogrodzie, mającym być świadectwem ich mądrości i doskonałości, miały rosnąć najpiękniejsze rośliny i żyć najwspanialsze zwierzęta. Projekt ten wymagał długotrwałego i precyzyjnego planowania.
Mistrzowie genetyki przystąpili więc do pracy, bez pośpiechu projektując wszystko, co miało się tam znaleźć. Kiedy podstawy teoretyczne zostały opracowane w laboratorium, przybyli na Błękitną Planetę i zabrali się do realizacji planu.
Ustawili ją pod właściwym kątem w stosunku do gwiazdy, będącej jej słońcem, oddzielając tym sposobem ciemność od jasności. Żeby ustabilizować jej obroty umieścili na jej orbicie duży księżyc, po czym oddzielili wodę od lądu. Kiedy to wszystko zostało wykonane, laboratorium rozpoczęło tworzenie istot żywych. Podstawowy kod DNA, składający się z dwóch splecionych ze sobą helis, był dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, więc pozostawało tylko wszczepić go w materię i tchnąć w nią życie.
Pracowali dniami i nocami, wciąż z uwagą sprawdzając rezultaty swojej pracy. Jeśli zauważyli jakiekolwiek niedoskonałości od razu je korygowali. I tym sposobem stworzyli rośliny, owady, ryby i zwierzęta. Popatrzyli na nie i z radością stwierdzili, że były dobre, a nawet doskonałe.
Pierwszy etap ich pracy był naprawdę wspaniały, więc radowali się bezgranicznie. Ale nie był to jeszcze koniec. Ta cudowna, błękitna planeta miała być bankiem genów, wzorcem doskonałości i biblioteką wiedzy dla wszystkich innych światów. I jak każda biblioteka potrzebowała godnego tej roli bibliotekarza.
To było najtrudniejsze zadanie. Bibliotekarz powinien być istotą doskonałą, więc jego DNA musiało być bardziej rozbudowane niż to, które zostało użyte do budowy roślin i zwierząt. Wymagało więc użycia większej ilości nitek niosących informację. Po naradzie zadecydowali, że będzie ich aż dwanaście. Po krótkim odpoczynku ponownie zabrali się do wytężonej pracy.
Istota, którą zaprojektowali miała być stworzona na ich obraz i podobieństwo. Prawdę mówiąc miała być ich dzieckiem, a więc postanowili, że do jej stworzenia użyją swojego własnego DNA. Jak postanowili, tak też uczynili i już wkrótce prototyp był gotowy, wystarczyło tylko tchnąć w niego życie, a potem wkodować w helisy jego DNA całą niezbędną wiedzę, którą miał dysponować.
Powstały w ten sposób człowiek był istotą doskonałą i był równy swoim stwórcom. Znakomicie mógł wypełniać swoje zadanie, był też w stanie tworzyć nowe światy.
Wszystko wydawało się przebiegać doskonale według planów. Mistrzowie Genetyki nie przewidzieli tylko jednego – że ich poczynania są obserwowane przez grupę wygłodniałych istot, które rozpaczliwie poszukują nowego źródła pokarmu. Istoty te nie były w stanie odżywiać się pożywieniem materialnym, ponieważ na drodze ewolucji przystosowały się do spożywania czystej energii emocjonalnej. Poprzednie źródło ich pożywienia wyschło (prawdę mówiąc to one same, za sprawą nadmiernej eksploatacji, przyczyniły się do jego zniszczenia), przymierały więc głodem i były bardzo zdesperowane.
Popatrzyły na błękitną planetę i doszły do wniosku, że doskonale byłoby przekształcić ją w farmę, produkującą pożywną energię. Wyruszyły więc na podbój nowego terytorium, dokonując wrogiej inwazji. Prawowici właściciele Błękitnej Planety nie mieli zamiaru oddawać najeźdźcom swojego ukochanego projektu, wybuchła więc straszliwa wojna, która toczyła się na ziemi, w powietrzu oraz w wodzie. Niestety, Mistrzowie Genetyki przegrali ją z kretesem i musieli uciekać. Wspomnienia tych wydarzeń przetrwały do dziś w bardzo starożytnych mitach i legendach, zapisanych w „świętych” księgach Indii i Chin, opisujących krwawe wojny „bogów” (tak, właśnie „bogami”, ludzkość nazwała nie tylko swoich stwórców, ale i najeźdźców).
Nowi właściciele, a właściwie okupanci Błękitnej Planety nie potrzebowali doskonałego, uduchowionego i równego sobie partnera, lecz pokornego, prymitywnego i zalęknionego niewolnika. Dlatego natychmiast dokonali zniszczeń w kodzie DNA istot stworzonych przez Mistrzów Genetyki. Pozostawili im tylko dwie, bazowe helisy, prawie zrównując ich ze zwierzętami i roślinami.
Tak właśnie powstał człowiek, dumnie nazywający siebie samego homo sapiens, czyli „człowiek rozumny”.
Niestety, wbrew nazwie gatunkowej z rozumem nie było u niego najlepiej, ale czegóż można się spodziewać po istocie, która nie dość, że ma jak zwierzę tylko dwie helisy DNA, to jeszcze stale jest zastraszana i wodzona na pokuszenie przez swoich nowych właścicieli? Taki człowiek jest zdolny wyłącznie do biologicznego przetrwania, a co gorsze jest prawdziwą „maszynką” generującą najniższe emocjonalne wibracje, a zwłaszcza lęk, stojący za wszelkimi aktami przemocy, tak łatwo i chętnie przez niego dokonywanymi. Niegodne czyny, których się dopuszczał z powodu głupoty i lęku pochwyciły go w sidła prawa karmy, które na dobre uwięziło jego duszę na Ziemi, zmuszając ją do stałego powracania w te same miejsca i do tych samych ludzi, wśród których żył wcześniej.
To właśnie na owe emocje, zwane niekiedy luszem odczuwali zapotrzebowanie okupanci Błękitnej Planety. Lusz wydziela się szczególnie obficie w chwili przerażenia, a najwięcej generuje go osobnik prowadzony na śmierć lub patrzący na śmierć swoich bliskich, których kocha.
Nowi władcy ogłosili się Osobowym Bogiem Wszechmogącym i zażądali dla siebie bezgranicznego szacunku, uwielbienia oraz ślepego posłuszeństwa. Za niesubordynację karali okrutnie, bez litości wyrzynając całe narody. Na całym świecie ustanowili wypaczone kodeksy moralne, niesprawiedliwe hierarchie kapłanów, królów i arystokratów, wprowadzili system patriarchalny, totalitarny system państwowy, niewolnictwo, religie czczące fałszywych bożków i pieniądz. Za nieposłuszeństwo lub brak szacunku karali śmiercią i torturami. Jako „bóg” okazali się straszliwym tyranem, a co gorsze żądali składania na ołtarzach krwawych ofiar nie tylko ze zwierząt, ale i z ludzi. Ich „apetyt” na krew był wprost nienasycony. Jeśli nie wystarczały im składane na ołtarzach ofiary, podburzali do krwawych wojen, które dodatkowo dostarczały nowych jeńców, przeznaczanych na ofiarę.
Ich ukochaną rozrywką stały się wymyślne tortury, palenie ludzi na stosach, publiczne kaźnie i egzekucje, krwawe widowiska “sportowe”, takie jak pojedynki gladiatorów, walki nieuzbrojonych ludzi z drapieżnymi zwierzętami, rzucanie skazańców na pożarcie lwom oraz brutalne gry zespołowe, w których przegraną drużynę skazywano na śmierć. Nic więc dziwnego, że walczący o zwycięstwo zawodnicy łamali sobie kości, a nawet wzajemnie się zabijali.
Nowa kolonia dostarczała swoim właścicielom niemal nieograniczonych ilości najwyższej jakości pożywienia, byli więc z niej niezwykle zadowoleni. Ten stan rzeczy trwał 300 000 lat.
Ponieważ zgodnie z prawem ustanowionym na początku przez Boginię wszystko w świecie podlega nieuchronnej ewolucji ku doskonałości, posłuszny dotąd niewolnik coraz częściej okazywał niesubordynację i manifestował postawę buntowniczą. Coraz trudniej było mu tolerować prymitywne okrucieństwo, tyranię i niesprawiedliwość. Najbardziej rozwinięci ludzie rozpoczęli konsekwentną walkę o wprowadzenie prawdziwie cywilizowanych norm moralnych. Ich wysiłki doprowadziły z czasem do zakazania składania masowych ofiar z ludzi, organizowania brutalnych igrzysk i publicznych egzekucji, do złagodzenia prawa karnego i do większej tolerancji w życiu codziennym. Krwawe zabawy wyszły z mody, prześladowane dotąd mniejszości mogły żyć i pracować w spokoju, uznano równość płci, a religie, przynajmniej w niektórych częściach planety, zaczęły tracić władzę, a nawet zanikać.
Obecnie ludzkość znajduje się na drodze ku światłu i powoli zaczyna rozumieć, że jej dalsze istnienie zależy od jej sprzeciwu wobec tyranii i manipulacji, jakim do tej pory podlegała. Na świecie wciąż jest wiele zła i niedoskonałości, wynikającego choćby z trzymającego ludzi w ignorancji prawa karmy, a sytuację pogarsza fakt, że okupanci bynajmniej nie zamierzają tak łatwo zrezygnować ze swojej kolonii. Oni walczą wręcz o przetrwanie, a ponieważ z powodu przemiany duchowej ludzkość produkuje coraz mniej luszu, ich położenie staje się dramatyczne. Istoty konające z głodu gotowe są podjąć prawdziwie desperackie czyny, byle tylko wyrwać się ze szponów śmierci. Nic więc dziwnego, że szukają nowych sposobów pozyskiwania “ożywczej” energii. Jedną z metod jest podjudzanie ludzi do urządzania masowych rzezi z powodów etnicznych lub religijnych, do zamachów terrorystycznych oraz do krwawych wojen, na których giną tysiące. Jednym z przejawów desperacji jest próba wprowadzenia na całej planecie systemu totalitarnego, kontrolującego i pozbawiającego wolności wszystkich jej mieszkańców. Aby uniknąć sprzeciwów okupanci organizują zamachy terrorystyczne na strategiczne obiekty poszczególnych państw, licząc na to, że lęk skłoni ludzi do dobrowolnego wyrzeczenia się praw i wolności obywatelskich.
Tak więc, zanim nastanie prawdziwy świt Nowej Ery czeka nas mnóstwo wstrząsów i przerażających wydarzeń. Pamiętajmy jednak, że przed świtem zawsze jest najciemniej…
Przeczytaj również:
Richard Dawkins jest kreacjonistą
Naukowcy odnajdują pozaziemskie geny w ludzkim DNA,
Świat jest inny niż myślisz,
Rota o historii Ziemi,
NOSTRADAMUS: PROJEKCJA PRZYSZŁOŚCI,
Rozdział 3 z książki Barbary Marciniak “Zwiastuni świtu”
Dlaczego kosmici się nie ujawniają
I na zakończenie: dający do myślenia film… niby sf, ale wizje szalonych twórców nie raz się spełniały w realu (jak choćby ta z powieści “Rok 1984″, do której coraz bardziej się zbliżamy).
I już naprawdę na zakończenie taka mała refleksja, zainspirowana przez niektóre komentarze: skoro ten system jest tak nieludzki, to spytam przewrotnie – a co Ty, drogi czytelniku tu, w tym piekle, robisz? Jakie prawo przyciągania Cię tu ściągnęło? Jakie Twoje wibracje sprawiły, że trafiłeś do tego strasznego miejsca? Tylko nie mów, że jesteś Jezusem… Ten przynajmniej miał Misję-Od-Boga, więc musiał. Ale ty, czy ja? Tak za niewinność? To byłoby zbyt niesprawiedliwe…
Nordzom powiedział/a
Chwała Ci, że JESTEŚ Astromario.
Super, że ujęłaś w precyzyjne słowa te treść. TAK, dokładnie tak to wygląda (-ło)…
astromaria powiedział/a
W najnowszym Nieznanym Świecie jest pierwsza cześć wywiadu (będą jeszcze dwie) z holenderskim pisarzem, filozofem i religioznawcą Marcelem Messingiem pt. “Zostaliśmy oszukani”. Messing jest normalnym, akademickim uczonym z naukowymi tytułami, wykładowcą antropologii kulturowej, a oprócz tego mistykiem. Badając religie i mity starożytnych kultur wpadł na trop tego kosmicznego spisku “bogów”, który opisałam w swojej “Bajeczce”. Polecam tę lekturę.
Marek powiedział/a
Astromario, czy ta bajeczka różni się czymś od bajki judeochrześcijańskiej ? Każdy na swój sposób stara się znaleźć winnego naszej niekomfortowej sytuacji.
Łatwo znaleźć jest znaleźć winnego, ale wątpię, żeby to się dało tak łatwo wyjaśnić.
Po pierwsze nie wiadomo czym ma być ta materia, że jest tak przyjemnie w nią wejść i trudno wyjść. To podstawowy problem jeżeli było cos na początku dobrze to pytanie czemu sie popsuło.
Po drugie cały system jest oparty na czerpaniu energii ze źródeł zewnętrznych. Coś zjadamy, zeby przeżyć. Jak ten system powstał ? Nieludzkość tego systemu jest podstawowym źródłem wiary ateistów. Oni tak naprawdę są o tyle szlachetni, że nie wierzą, że mogłaby istnieć istota tak nieludzka, która ten mechanizm stworzyła.
astromaria powiedział/a
Bajeczka, jak to bajeczka, czy to biblijna, czy jakakolwiek inna, jest tylko próbą wyjaśnienia rzeczywistości. Jest mnóstwo bajeczek, które w całkiem zgrabny i logiczny sposób wyjaśniają to, co widać na zewnątrz, sęk w tym, że niektóre zaprzeczają innym fajnym i również świetnie pasującym do rzeczywistości bajeczkom… Tak czy inaczej, tak naprawdę nic nie wiemy i tylko rozpaczliwie próbujemy udawać, że wiemy.
Ta bajeczka od judeochrześcijańskiej różni się tylko tym, że brodatego dziadka w raju zastępują kosmiczni Mistrzowie Genetyki, co jest ciut bardziej racjonalne. I tyle.
Rozumiem ateistów, którzy tak właśnie myślą. Moja rodzina właśnie dlatego nie wierzyła w Boga. Ale dziś wiem, że na tym świecie jest miejsce dla wszystkiego: można paść ofiarą straszliwego, krwiożerczego bóstwa i “pójść na przemiał”, np. do krematorium, ale można się tu też zupełnie przyjemnie urządzić i nie doznać żadnych straszliwych cierpień. Oczywiście, wymaga to egoizmu, czyli nie zaprzątania sobie głowy tymi milionami, które poszły do gazu, a dziś konają w męczarniach, od chorób i głodu, w gettach wielkich miast. Jeśli ktoś ma szczególnie wrażliwe sumienie, to oczywiście może (i nawet powinien) nieść tym ludziom konkretną pomoc, a nie tylko gadać, jak jest źle i jaki bóg jest okrutny. Każdy może coś zrobić, natomiast nikt nie powinien ograniczać się do zrzędzenia, bo generowanie czarnych, negatywnych myśli tylko ten cyrk nakręca (energią myśli zasila się zło).
Sądzę, że jako ludzkość mamy tak naprawdę potężną broń w rękach, ale jej nie stosujemy dlatego, że o tym nie wiemy i nie wierzymy w takie “irracjonalne” sposoby. A wystarczyłoby tylko globalnie zmienić sposób myślenia. Myśli mają potężną moc i możemy nimi burzyć mury. Ale to się nie stanie, dopóki ludzie będą wierzyć mediom i nauce.
Marek powiedział/a
“zastępują kosmiczni Mistrzowie Genetyki” na których jednak nie mamy żadnych dowodów poza chanellingami.
“Jest mnóstwo bajeczek, które w całkiem zgrabny i logiczny sposób wyjaśniają to, co widać na zewnątrz, sęk w tym, że niektóre zaprzeczają innym fajnym i również świetnie pasującym do rzeczywistości bajeczkom… Tak czy inaczej, tak naprawdę nic nie wiemy i tylko rozpaczliwie próbujemy udawać, że wiemy.”
Ano właśnie.
“A wystarczyłoby tylko globalnie zmienić sposób myślenia. Myśli mają potężną moc i możemy nimi burzyć mury. Ale to się nie stanie, dopóki ludzie będą wierzyć mediom i nauce.”
Tylko pytanie na jaki sposób myślenia. Ja osobiście nie wierzę, że pozytywne myślenie jest tą receptą. Żydzi poszli do gazu, bo nie myśleli pozytywnie ? Gdyby chodziło tylko o pozytywne myślenie ta idea rozprzestrzeniłaby się natychmiast. Ale czasami natrafiamy na problem którego nie przeskoczymy pozytywnym myśleniem. Ostatecznie jeżeli robimy np. zawody to każdy z zawodników może myśleć super pozytywnie ale zwycięży tylko jeden. A życie jest sytuacją podobna do zawodów. Konkurujemy o jedzenie, samochody, partnerów, zasoby tej planety.
astromaria powiedział/a
@ Marek: Poruszyłeś tak ciekawe problemy, że zamiast odpowiadać tutaj, zrobię z tego nową notkę. Tutaj odpowiem tylko na jedno twoje pytanie: “na których jednak nie mamy żadnych dowodów poza chanellingami” – dowodów jest mnóstwo i leżą na samym wierzchu, tyle tylko, że są obiektem celowej dezinformacji prowadzonej polityków i inne władze, kontrolujące ludzkość. Zapewniam cię, że jeśli poszukasz z otwartym (to nie znaczy bezkrytycznym) umysłem, to, podobnie jak ja i wielu innych, znajdziesz takie dowody, że szczęka ci opadnie. Ale nie oczekuj, że podam ci je na tacy. Jeśli sam się nie wysilisz, niczego nie osiągniesz.
Marek powiedział/a
“Zapewniam cię, że jeśli poszukasz z otwartym (to nie znaczy bezkrytycznym) umysłem, to, podobnie jak ja i wielu innych, znajdziesz takie dowody, że szczęka ci opadnie.”
Ba szczęka mi tak opadła, że wylądowałem w szpitalu z psychozą. Ale weźmy chyba najlepszy dowód jaki jest. Film “Money as debt”. Jest to najbardziej rzetelne przedstawienie problemu kontroli społeczeństwa. Najpierw szok, że tak jest. Potem ta psychoza. A dzisiaj się zapytam, czy da się to zrobić jakoś inaczej. Myślałem nad tym niezły kawał czasu i się okazuje, że dowolny inny sytem piniądza jest tak samo podatny na nadużycia. Nie wierzysz proszę bardzo:
1. Pieniądz oprocentowany ujemnie to po pierwsze pieniądz którego nikt nie chce- każdy będzie chciał złota lub czegoś podobnego. Po drugie ten kto emituje pieniądz zarabia na tym całą pulę, co widać w bajeczce o Józefie i dwunastu braciach (w Egipcie zboże było pieniądzem właśnie oprocentowanym ujemnie)
2. Złoto. Jak widac w filmie od złota się zaczął problem, bo ludzie nie chcieli składować w domu worków złota żeby ich napadnięto.
3. Pieniądz papierowy nie oparty na długu – to zwykły papier toaletowy. Nei ma żadnego zabezpieczenia.
4. Mikrokredyty – system IDENTYCZNY z obecnym tylko brak pośrednika w postaci banku.
Astromario – masz lepszy system opisz go.
Co by było trochę śmieszniej mi np udało uniknąć zadłużenia, ale na górce nieruchomościowej ostrzegałem znajomych i choćbym stanął na głowie to i tak wzięli kredyt.
. Ale przykład tych ludzi pokazuje że to nie ONI są winni ale WSZYSCY.
I na koniec. Znam akurat tez ludzi którzy wiedzą jak to działa i to sobie wykorzystują. W sakli mikro. Rozumieją, że giełda nie idzie w nieskonczoność w góre i potrafią wycofać kasę przedtem. Swoją drogą są przepełnienie pozytywnym myśleniem, ale jakoś nie zauważają, że przy okazji okradają innych. Zresztą przed krachem na giełdzie wszyscy co grali byli przepełnieni pozytywnym mysleniem
astromaria powiedział/a
Jeśli chodzi o pieniądz, to zauważ, że w wielu systemach religijno-duchowych ma on fatalną opinię. Uważa się go za samo zło i przeklęty wynalazek Babilonu. Dzieciom w domach wpaja się przekonanie, że pieniądz jest brudny i grzeszny itp. Oczywiście, jest to lekka przesada, bo mądry zawsze poradzi sobie z każdym problemem, a głupi wywali się nawet na kretowisku. Jeśli się wie, co dobrego można zyskać dzięki kasie i na jakie niebezpieczeństwa można się natknąć (chorobliwa pazerność!!!), to można jakoś przetrwać. Jeśli się wie, że sterują tym siły nie-rynkowe, lecz mafijne, ta wiedza jest cenna, bo nic człowieka zaskoczyć nie może. Przydaje się także znajomość historii i analiza wcześniejszych krachów.
Zasada jest taka (ezoteryczna, jak najbardziej): nic nie jest dobre i nic nie jest złe samo z siebie. Wszystko można wykorzystać z pożytkiem lub przeciwnie. Kto zna zasady ten mądrze kieruje swoim życiem. Pieniądz nie jest żadnym wyjątkiem od tej zasady. Można przy użyciu pieniędzy robić zarówno dobro, jak i zło. Ale zdobywanie pieniędzy, tak jak każda “przyjemność” bardzo łatwo może stać się uzależnieniem i nałogiem. Jeśli ktoś wpada w hazard, to oczywiście jest stracony, bo przestaje panować nad sobą i nad tym, co robi.
Człowiek świadomy bawi się pieniądzem, gdy jest koniunktura, ale jednocześnie liczy się z tym, że ci, którzy pociągają za sznurki mogą to w każdej chwili zmienić. Dlatego należy mieć solidne, ale nie przesadne zabezpieczenie w postaci własności (np. spłaconej do końca ziemskiej posiadłości lub innych wartości trwałych; złoto w sztabach raczej nie jest najlepsze, bo rząd może je skonfiskować pod byle pretekstem).
W ogóle na tej planecie nie ma nic pewnego ani trwałego. Jeśli ktoś nadmiernie przywiązuje się do materii na pewno ją straci. Popatrz na tych wszystkich przedwojennych polskich bogaczy – jakie mieli fabryki, jakie pałace, majątki ziemskie, meble i inne dobra. I co im po wojnie pozostało? Wojna i komuna zamieniły to w ruinę, a ich samych posłano na śmierć. Ci, którzy bardziej cenili życie niż materię zwiali za ocean, pozostawiając to wszystko na łasce losu. Przeżyli, ale zbiednieli.
Dlatego najcenniejszą rzeczą, którą posiadasz jest duchowość i mądrość. Jeśli wiesz, że materia przychodzi i odchodzi, masz spokojniejszy sen. Wiesz, kiedy zmykać, a kiedy można żyć i bogacić się. Wszelki nadmiar zawsze jest problemem. Również dzieci – gdy masz jedno, w czasach wojny czy innej klęski bierzesz je pod pachę i znikasz, a gdy masz ich całą drużynę, musisz patrzeć jak idą na zagładę, bo ty nie możesz ich wyżywić ani chronić.
Jeśli nie przywiązujesz się nadmiernie do materii, wtedy pozytywne myślenie pozwoli ci przetrwać nawet w najgorszych czasach. Dzięki niemu Niebo się tobą opiekuje i nie pozwoli ci zginąć. Zawsze znajdzie się dobra dusza, która cię przenocuje, nakarmi czy w inny sposób poratuje. Dzięki temu niektórzy Żydzi wywiezieni na samym początku wojny przeżyli obóz i doczekali wyzwolenia – takie przypadki opisywano w książkach i hollywoodzkich filmach.
Jak dotąd jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby klęska wojny czy innej plagi dotknęła całą planetę w jednakowym stopniu. Zawsze gdzieś jest spokojna przystań. Jeśli nad Europą gromadzą się czarne chmury grożące wybuchem wojny, lepiej jest ratować skórę niż pilnować majątku.
Marek powiedział/a
“Jeśli nie przywiązujesz się nadmiernie do materii, wtedy pozytywne myślenie pozwoli ci przetrwać nawet w najgorszych czasach.”
O ile wiem pozytywne myślenie jeszcze nikogo od śmierci nie uchroniło. Ci co zwiali za ocean ostatecznie też umarli tylko później i w innych okolicznościach. Dlatego nie widzę aż tak wielkiego sensu specjalnie gonić za życiem (nie mówię oczywiście że pójście na pewną śmierć bez sensu nie jest głupie). Ale ostatecznie czy umrę dzisiaj czy za 60 lat to i tak umrę.
Każda bajeczka ostatecznie musi się zmierzyć z tym problemem. Czemu umieramy ? Czemu potrzebujemy energii żeby żyć ? Czemu ta energia jest trudno dostępna ? To już na pewno nie jest wina ani jaszczurów ani władców świata. Dlatego zawsze trzeba wyjść od tej pierwotnej bogini-boga. Co ona zepsuła. Czy da się to jakoś naprawić. Dowodów w tej sprawie brak.