Kosmiczna bajeczka
Była sobie Bogini Rodzicielka, niewyobrażalna, doskonała i wszechmogąca (nazwana przez przedstawicieli systemu patriarchalnego Bogiem; ale czyż męski Bóg może rodzić?).
Trwała w nieskończoności, ale i w samotności, więc zaczęło jej się nudzić…
Czy doskonała Bogini może się nudzić? Któż to wie? Ale chyba może, skoro nas wszystkich stworzyła…. Mądrzy ludzie powiadają, że rodzice uczą się od swoich dzieci, możliwe więc, że i Bogini zapragnęła rozwijać się dzięki kreacji nowych światów.
Tak czy inaczej zaczęła tworzyć słońca, planety i istoty duchowe. Ślady wiedzy o tym możemy znaleźć w starożytnych księgach, które są czczone przez ludzi pobożnych jako święte i wyśmiewane przez racjonalistów jako zabobony i bujdy.
Nikt nie wie, kiedy to się zaczęło. Nikt nie wie również, czy Bogini jest wieczna, czy też może, tak jak i my, ma swój początek, a więc będzie kiedyś miała i koniec.
Nikt nie wie, czy jest jedyną Boginią, czy też może istnieje cała hierarchia Bogiń, nad-Bogiń, pod-Bogiń oraz Bogów, nad-Bogów, pod-Bogów…
Nieważne. Nas interesuje teraz coś innego.
Otóż Bogini stworzyła przed eonami światy i istoty, które początkowo były duchowe i jak ich stwórczyni doskonałe. Jednak, ponieważ zostały obdarzone wolną wolą, miały prawo robić co tylko chciały. I oczywiście robiły. Kiedy zapragnęły zakosztować życia w materii nikt im w tym nie przeszkadzał ani im tego nie bronił. I tak wcieliły się w materialne ciała, odkrywając, że może to być zupełnie przyjemne. Problem w tym, że materia jest obca duchowości i jeśli raz się w nią wstąpi, trudno się z niej ponownie wyzwolić, jako że skutkiem ubocznym tego procesu jest utrata doskonałości i duchowej świadomości.
A więc można powiedzieć, że utknęły. I to na długo.
Ponieważ jednak, zgodnie z boskim planem, wszystko co istnieje podlega ewolucji, mimo upadku w materię stawały się coraz bardziej świadome. W końcu doszły do tego, że same, prawie jak Bogini, zaczęły tworzyć nowe światy. No, może niezupełnie tak samo, ponieważ nie potrafiły stworzyć materii, potrafiły natomiast z istniejącej już materii, inicjując „Wielki Wybuch”, tworzyć wszechświaty i projektować nowe życie. Robiły więc to, radując się ze swojej doskonałości i swoich umiejętności. Osadzały stworzone przez siebie życie na licznych planetach i, podobnie jak robią to nasi naukowcy, obserwowały jego ewolucję.
Po kolejnych eonach stworzone przez nie byty same osiągały taki poziom rozwoju, który pozwalał im kreować nowe światy. Raz zapoczątkowany proces trwa w nieskończoność…
Ci, którzy zostali stworzeni jako pierwsi również ewoluowali i czynili postępy na drodze rozwoju. Dziś być może osiągnęli stan równy Bogini i uwolnili się z materii, łącząc się ze swoją stwórczynią jak krople deszczu łączą się z oceanem.
Zapoczątkowana przez nie kreacja wciąż trwa, a kolejne światy przechodzą te same etapy rozwoju. I być może będzie to trwało w nieskończoność.
Ponieważ Bogini obdarzyła stworzone przez siebie istoty wolną wolą, niektóre wybrały niezbyt szlachetną ścieżkę rozwoju. Zamiast stwarzać światy wolały je kraść innym, psuć dzieło bliskie doskonałości i prowadzić pasożytniczy tryb życia.
Opowiem historię jednej z planet, która padła ofiarą takich łupieżców.
Była to wyjątkowo piękna, błękitna planeta. Była tak urzekająca, że grupa starannie wybranych Mistrzów Genetyki z różnych, wysoko zaawansowanych w rozwoju planet, postanowiła stworzyć na niej bajeczny ogród, zwany Edenem. W tym ogrodzie, mającym być świadectwem ich mądrości i doskonałości, miały rosnąć najpiękniejsze rośliny i żyć najwspanialsze zwierzęta. Projekt ten wymagał długotrwałego i precyzyjnego planowania.
Mistrzowie genetyki przystąpili więc do pracy, bez pośpiechu projektując wszystko, co miało się tam znaleźć. Kiedy podstawy teoretyczne zostały opracowane w laboratorium, przybyli na Błękitną Planetę i zabrali się do realizacji planu.
Ustawili ją pod właściwym kątem w stosunku do gwiazdy, będącej jej słońcem, oddzielając tym sposobem ciemność od jasności. Żeby ustabilizować jej obroty umieścili na jej orbicie duży księżyc, po czym oddzielili wodę od lądu. Kiedy to wszystko zostało wykonane, laboratorium rozpoczęło tworzenie istot żywych. Podstawowy kod DNA, składający się z dwóch splecionych ze sobą helis, był dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, więc pozostawało tylko wszczepić go w materię i tchnąć w nią życie.
Pracowali dniami i nocami, wciąż z uwagą sprawdzając rezultaty swojej pracy. Jeśli zauważyli jakiekolwiek niedoskonałości od razu je korygowali. I tym sposobem stworzyli rośliny, owady, ryby i zwierzęta. Popatrzyli na nie i z radością stwierdzili, że były dobre, a nawet doskonałe.
Pierwszy etap ich pracy był naprawdę wspaniały, więc radowali się bezgranicznie. Ale nie był to jeszcze koniec. Ta cudowna, błękitna planeta miała być bankiem genów, wzorcem doskonałości i biblioteką wiedzy dla wszystkich innych światów. I jak każda biblioteka potrzebowała godnego tej roli bibliotekarza.
To było najtrudniejsze zadanie. Bibliotekarz powinien być istotą doskonałą, więc jego DNA musiało być bardziej rozbudowane niż to, które zostało użyte do budowy roślin i zwierząt. Wymagało więc użycia większej ilości nitek niosących informację. Po naradzie zadecydowali, że będzie ich aż dwanaście. Po krótkim odpoczynku ponownie zabrali się do wytężonej pracy.
Istota, którą zaprojektowali miała być stworzona na ich obraz i podobieństwo. Prawdę mówiąc miała być ich dzieckiem, a więc postanowili, że do jej stworzenia użyją swojego własnego DNA. Jak postanowili, tak też uczynili i już wkrótce prototyp był gotowy, wystarczyło tylko tchnąć w niego życie, a potem wkodować w helisy jego DNA całą niezbędną wiedzę, którą miał dysponować.
Powstały w ten sposób człowiek był istotą doskonałą i był równy swoim stwórcom. Znakomicie mógł wypełniać swoje zadanie, był też w stanie tworzyć nowe światy.
Wszystko wydawało się przebiegać doskonale według planów. Mistrzowie Genetyki nie przewidzieli tylko jednego – że ich poczynania są obserwowane przez grupę wygłodniałych istot, które rozpaczliwie poszukują nowego źródła pokarmu. Istoty te nie były w stanie odżywiać się pożywieniem materialnym, ponieważ na drodze ewolucji przystosowały się do spożywania czystej energii emocjonalnej. Poprzednie źródło ich pożywienia wyschło (prawdę mówiąc to one same, za sprawą nadmiernej eksploatacji, przyczyniły się do jego zniszczenia), przymierały więc głodem i były bardzo zdesperowane.
Popatrzyły na błękitną planetę i doszły do wniosku, że doskonale byłoby przekształcić ją w farmę, produkującą pożywną energię. Wyruszyły więc na podbój nowego terytorium, dokonując wrogiej inwazji. Prawowici właściciele Błękitnej Planety nie mieli zamiaru oddawać najeźdźcom swojego ukochanego projektu, wybuchła więc straszliwa wojna, która toczyła się na ziemi, w powietrzu oraz w wodzie. Niestety, Mistrzowie Genetyki przegrali ją z kretesem i musieli uciekać. Wspomnienia tych wydarzeń przetrwały do dziś w bardzo starożytnych mitach i legendach, zapisanych w „świętych” księgach Indii i Chin, opisujących krwawe wojny „bogów” (tak, właśnie „bogami”, ludzkość nazwała nie tylko swoich stwórców, ale i najeźdźców).
Nowi właściciele, a właściwie okupanci Błękitnej Planety nie potrzebowali doskonałego, uduchowionego i równego sobie partnera, lecz pokornego, prymitywnego i zalęknionego niewolnika. Dlatego natychmiast dokonali zniszczeń w kodzie DNA istot stworzonych przez Mistrzów Genetyki. Pozostawili im tylko dwie, bazowe helisy, prawie zrównując ich ze zwierzętami i roślinami.
Tak właśnie powstał człowiek, dumnie nazywający siebie samego homo sapiens, czyli „człowiek rozumny”.
Niestety, wbrew nazwie gatunkowej z rozumem nie było u niego najlepiej, ale czegóż można się spodziewać po istocie, która nie dość, że ma jak zwierzę tylko dwie helisy DNA, to jeszcze stale jest zastraszana i wodzona na pokuszenie przez swoich nowych właścicieli? Taki człowiek jest zdolny wyłącznie do biologicznego przetrwania, a co gorsze jest prawdziwą „maszynką” generującą najniższe emocjonalne wibracje, a zwłaszcza lęk, stojący za wszelkimi aktami przemocy, tak łatwo i chętnie przez niego dokonywanymi. Niegodne czyny, których się dopuszczał z powodu głupoty i lęku pochwyciły go w sidła prawa karmy, które na dobre uwięziło jego duszę na Ziemi, zmuszając ją do stałego powracania w te same miejsca i do tych samych ludzi, wśród których żył wcześniej.
To właśnie na owe emocje, zwane niekiedy luszem odczuwali zapotrzebowanie okupanci Błękitnej Planety. Lusz wydziela się szczególnie obficie w chwili przerażenia, a najwięcej generuje go osobnik prowadzony na śmierć lub patrzący na śmierć swoich bliskich, których kocha.
Nowi władcy ogłosili się Osobowym Bogiem Wszechmogącym i zażądali dla siebie bezgranicznego szacunku, uwielbienia oraz ślepego posłuszeństwa. Za niesubordynację karali okrutnie, bez litości wyrzynając całe narody. Na całym świecie ustanowili wypaczone kodeksy moralne, niesprawiedliwe hierarchie kapłanów, królów i arystokratów, wprowadzili system patriarchalny, totalitarny system państwowy, niewolnictwo, religie czczące fałszywych bożków i pieniądz. Za nieposłuszeństwo lub brak szacunku karali śmiercią i torturami. Jako „bóg” okazali się straszliwym tyranem, a co gorsze żądali składania na ołtarzach krwawych ofiar nie tylko ze zwierząt, ale i z ludzi. Ich „apetyt” na krew był wprost nienasycony. Jeśli nie wystarczały im składane na ołtarzach ofiary, podburzali do krwawych wojen, które dodatkowo dostarczały nowych jeńców, przeznaczanych na ofiarę.
Ich ukochaną rozrywką stały się wymyślne tortury, palenie ludzi na stosach, publiczne kaźnie i egzekucje, krwawe widowiska “sportowe”, takie jak pojedynki gladiatorów, walki nieuzbrojonych ludzi z drapieżnymi zwierzętami, rzucanie skazańców na pożarcie lwom oraz brutalne gry zespołowe, w których przegraną drużynę skazywano na śmierć. Nic więc dziwnego, że walczący o zwycięstwo zawodnicy łamali sobie kości, a nawet wzajemnie się zabijali.
Nowa kolonia dostarczała swoim właścicielom niemal nieograniczonych ilości najwyższej jakości pożywienia, byli więc z niej niezwykle zadowoleni. Ten stan rzeczy trwał 300 000 lat.
Ponieważ zgodnie z prawem ustanowionym na początku przez Boginię wszystko w świecie podlega nieuchronnej ewolucji ku doskonałości, posłuszny dotąd niewolnik coraz częściej okazywał niesubordynację i manifestował postawę buntowniczą. Coraz trudniej było mu tolerować prymitywne okrucieństwo, tyranię i niesprawiedliwość. Najbardziej rozwinięci ludzie rozpoczęli konsekwentną walkę o wprowadzenie prawdziwie cywilizowanych norm moralnych. Ich wysiłki doprowadziły z czasem do zakazania składania masowych ofiar z ludzi, organizowania brutalnych igrzysk i publicznych egzekucji, do złagodzenia prawa karnego i do większej tolerancji w życiu codziennym. Krwawe zabawy wyszły z mody (ale niestety przeszły do podziemia, gdzie wciąż są praktykowane; oczywiście w TV tego nie pokażą), prześladowane dotąd mniejszości mogły żyć i pracować w spokoju, uznano równość płci, a religie, przynajmniej w niektórych częściach planety, zaczęły tracić władzę, a nawet zanikać.
Do tej pory byliśmy hodowlą. Ale ponieważ prawa kosmiczne zakazują hodowania i wyzyskiwania istot świadomych, to właśnie świadomość nas wyzwoli.
Obecnie ludzkość znajduje się na drodze ku światłu i powoli zaczyna rozumieć, że jej dalsze istnienie zależy od jej sprzeciwu wobec tyranii i manipulacji, jakim do tej pory podlegała. Na świecie wciąż jest wiele zła i niedoskonałości, wynikającego choćby z trzymającego ludzi w ignorancji prawa karmy, a sytuację pogarsza fakt, że okupanci bynajmniej nie zamierzają tak łatwo zrezygnować ze swojej kolonii. Oni walczą wręcz o przetrwanie, a ponieważ z powodu przemiany duchowej ludzkość produkowała coraz mniej luszu, ich położenie stało się dramatyczne. Istoty konające z głodu gotowe są podjąć prawdziwie desperackie czyny, byle tylko wyrwać się ze szponów śmierci. Nic więc dziwnego, że szukają nowych sposobów pozyskiwania ożywczej energii czerpanej z naszych emocji. Jedną z metod jest podjudzanie ludzi do urządzania masowych rzezi z powodów etnicznych lub religijnych, do zamachów terrorystycznych oraz do krwawych wojen, na których giną tysiące. Jednym z przejawów desperacji jest próba wprowadzenia na całej planecie systemu totalitarnego, kontrolującego i pozbawiającego wolności wszystkich jej mieszkańców, a metodą, jaką się posługują są wszelkie możliwe sposoby pozbawienia nas świadomości. Aby osiągnąć swoje cele okupanci serwują nam dezinformację w mediach, karmią nas ogłupiającą rozrywką, emitowaną przez 1001 kanałów telewizyjnych, trują nas z nieba (chemtrails zawierające aluminium, bar i inne metale ciężkie), szczepią niemowlęta i małe dzieci toksycznymi szczepionkami zawierającymi rtęć, aluminium i adjuwanty, “leczą” choroby lekami zatruwającymi organizm i powodującymi skutki ubocznie (które też trzeba leczyć toksycznymi lekami) i w końcu zastraszają, organizując “zamachy terrorystyczne”, licząc na to, że lęk skłoni ludzi do dobrowolnego wyrzeczenia się praw i wolności obywatelskich. W celu ogłupienia ludzi tworzy się również fałszywą duchowość w stylu New Age, lansujące Nowy Porządek Świata i rząd światowy channelingi (Billy Meier, Księga Urantii), teorie stworzenia człowieka jako niewolnika kosmitów (Zecharia Sitchin) itp.
Tak więc, zanim nastanie prawdziwy świt Ery Wolności czeka nas mnóstwo wstrząsów i przerażających wydarzeń. Pamiętajmy jednak, że przed świtem zawsze jest najciemniej…
Przeczytaj również:
Richard Dawkins jest kreacjonistą
Naukowcy odnajdują pozaziemskie geny w ludzkim DNA,
Świat jest inny niż myślisz,
Rota o historii Ziemi,
NOSTRADAMUS: PROJEKCJA PRZYSZŁOŚCI,
Rozdział 3 z książki Barbary Marciniak “Zwiastuni świtu”
Dlaczego kosmici się nie ujawniają
Jeśli wierzysz w objawienia Zecharii Sitchina to musisz mieć inteligencję Lulu Amelu
Co Plejadanie (od Billy’ego Meiera) mają wspólnego z NWO?
I na zakończenie: dający do myślenia film… niby sf, ale wizje szalonych twórców nie raz się spełniały w realu (jak choćby ta z powieści “Rok 1984″, do której coraz bardziej się zbliżamy).
A tu coś o “nowoczesnym” składaniu ofiar z ludzi:
I już naprawdę na zakończenie taka mała refleksja, zainspirowana przez niektóre komentarze: skoro ten system jest tak nieludzki, to spytam przewrotnie – a co Ty, drogi czytelniku tu, w tym piekle, robisz? Jakie prawo przyciągania Cię tu ściągnęło? Jakie Twoje wibracje sprawiły, że trafiłeś do tego strasznego miejsca? Tylko nie mów, że jesteś Jezusem… Ten przynajmniej miał Misję-Od-Boga, więc musiał. Ale ty, czy ja? Tak za niewinność? To byłoby zbyt niesprawiedliwe…















Nordzom powiedział/a
Chwała Ci, że JESTEŚ Astromario.
Super, że ujęłaś w precyzyjne słowa te treść. TAK, dokładnie tak to wygląda (-ło)…
astromaria powiedział/a
W najnowszym Nieznanym Świecie jest pierwsza cześć wywiadu (będą jeszcze dwie) z holenderskim pisarzem, filozofem i religioznawcą Marcelem Messingiem pt. “Zostaliśmy oszukani”. Messing jest normalnym, akademickim uczonym z naukowymi tytułami, wykładowcą antropologii kulturowej, a oprócz tego mistykiem. Badając religie i mity starożytnych kultur wpadł na trop tego kosmicznego spisku “bogów”, który opisałam w swojej “Bajeczce”. Polecam tę lekturę.
Marek powiedział/a
Astromario, czy ta bajeczka różni się czymś od bajki judeochrześcijańskiej ? Każdy na swój sposób stara się znaleźć winnego naszej niekomfortowej sytuacji.
Łatwo znaleźć jest znaleźć winnego, ale wątpię, żeby to się dało tak łatwo wyjaśnić.
Po pierwsze nie wiadomo czym ma być ta materia, że jest tak przyjemnie w nią wejść i trudno wyjść. To podstawowy problem jeżeli było cos na początku dobrze to pytanie czemu sie popsuło.
Po drugie cały system jest oparty na czerpaniu energii ze źródeł zewnętrznych. Coś zjadamy, zeby przeżyć. Jak ten system powstał ? Nieludzkość tego systemu jest podstawowym źródłem wiary ateistów. Oni tak naprawdę są o tyle szlachetni, że nie wierzą, że mogłaby istnieć istota tak nieludzka, która ten mechanizm stworzyła.
astromaria powiedział/a
Bajeczka, jak to bajeczka, czy to biblijna, czy jakakolwiek inna, jest tylko próbą wyjaśnienia rzeczywistości. Jest mnóstwo bajeczek, które w całkiem zgrabny i logiczny sposób wyjaśniają to, co widać na zewnątrz, sęk w tym, że niektóre zaprzeczają innym fajnym i również świetnie pasującym do rzeczywistości bajeczkom… Tak czy inaczej, tak naprawdę nic nie wiemy i tylko rozpaczliwie próbujemy udawać, że wiemy.
Ta bajeczka od judeochrześcijańskiej różni się tylko tym, że brodatego dziadka w raju zastępują kosmiczni Mistrzowie Genetyki, co jest ciut bardziej racjonalne. I tyle.
Rozumiem ateistów, którzy tak właśnie myślą. Moja rodzina właśnie dlatego nie wierzyła w Boga. Ale dziś wiem, że na tym świecie jest miejsce dla wszystkiego: można paść ofiarą straszliwego, krwiożerczego bóstwa i “pójść na przemiał”, np. do krematorium, ale można się tu też zupełnie przyjemnie urządzić i nie doznać żadnych straszliwych cierpień. Oczywiście, wymaga to egoizmu, czyli nie zaprzątania sobie głowy tymi milionami, które poszły do gazu, a dziś konają w męczarniach, od chorób i głodu, w gettach wielkich miast. Jeśli ktoś ma szczególnie wrażliwe sumienie, to oczywiście może (i nawet powinien) nieść tym ludziom konkretną pomoc, a nie tylko gadać, jak jest źle i jaki bóg jest okrutny. Każdy może coś zrobić, natomiast nikt nie powinien ograniczać się do zrzędzenia, bo generowanie czarnych, negatywnych myśli tylko ten cyrk nakręca (energią myśli zasila się zło).
Sądzę, że jako ludzkość mamy tak naprawdę potężną broń w rękach, ale jej nie stosujemy dlatego, że o tym nie wiemy i nie wierzymy w takie “irracjonalne” sposoby. A wystarczyłoby tylko globalnie zmienić sposób myślenia. Myśli mają potężną moc i możemy nimi burzyć mury. Ale to się nie stanie, dopóki ludzie będą wierzyć mediom i nauce.
Marek powiedział/a
“zastępują kosmiczni Mistrzowie Genetyki” na których jednak nie mamy żadnych dowodów poza chanellingami.
“Jest mnóstwo bajeczek, które w całkiem zgrabny i logiczny sposób wyjaśniają to, co widać na zewnątrz, sęk w tym, że niektóre zaprzeczają innym fajnym i również świetnie pasującym do rzeczywistości bajeczkom… Tak czy inaczej, tak naprawdę nic nie wiemy i tylko rozpaczliwie próbujemy udawać, że wiemy.”
Ano właśnie.
“A wystarczyłoby tylko globalnie zmienić sposób myślenia. Myśli mają potężną moc i możemy nimi burzyć mury. Ale to się nie stanie, dopóki ludzie będą wierzyć mediom i nauce.”
Tylko pytanie na jaki sposób myślenia. Ja osobiście nie wierzę, że pozytywne myślenie jest tą receptą. Żydzi poszli do gazu, bo nie myśleli pozytywnie ? Gdyby chodziło tylko o pozytywne myślenie ta idea rozprzestrzeniłaby się natychmiast. Ale czasami natrafiamy na problem którego nie przeskoczymy pozytywnym myśleniem. Ostatecznie jeżeli robimy np. zawody to każdy z zawodników może myśleć super pozytywnie ale zwycięży tylko jeden. A życie jest sytuacją podobna do zawodów. Konkurujemy o jedzenie, samochody, partnerów, zasoby tej planety.
astromaria powiedział/a
@ Marek: Poruszyłeś tak ciekawe problemy, że zamiast odpowiadać tutaj, zrobię z tego nową notkę. Tutaj odpowiem tylko na jedno twoje pytanie: “na których jednak nie mamy żadnych dowodów poza chanellingami” – dowodów jest mnóstwo i leżą na samym wierzchu, tyle tylko, że są obiektem celowej dezinformacji prowadzonej polityków i inne władze, kontrolujące ludzkość. Zapewniam cię, że jeśli poszukasz z otwartym (to nie znaczy bezkrytycznym) umysłem, to, podobnie jak ja i wielu innych, znajdziesz takie dowody, że szczęka ci opadnie. Ale nie oczekuj, że podam ci je na tacy. Jeśli sam się nie wysilisz, niczego nie osiągniesz.
Marek powiedział/a
“Zapewniam cię, że jeśli poszukasz z otwartym (to nie znaczy bezkrytycznym) umysłem, to, podobnie jak ja i wielu innych, znajdziesz takie dowody, że szczęka ci opadnie.”
Ba szczęka mi tak opadła, że wylądowałem w szpitalu z psychozą. Ale weźmy chyba najlepszy dowód jaki jest. Film “Money as debt”. Jest to najbardziej rzetelne przedstawienie problemu kontroli społeczeństwa. Najpierw szok, że tak jest. Potem ta psychoza. A dzisiaj się zapytam, czy da się to zrobić jakoś inaczej. Myślałem nad tym niezły kawał czasu i się okazuje, że dowolny inny sytem piniądza jest tak samo podatny na nadużycia. Nie wierzysz proszę bardzo:
1. Pieniądz oprocentowany ujemnie to po pierwsze pieniądz którego nikt nie chce- każdy będzie chciał złota lub czegoś podobnego. Po drugie ten kto emituje pieniądz zarabia na tym całą pulę, co widać w bajeczce o Józefie i dwunastu braciach (w Egipcie zboże było pieniądzem właśnie oprocentowanym ujemnie)
2. Złoto. Jak widac w filmie od złota się zaczął problem, bo ludzie nie chcieli składować w domu worków złota żeby ich napadnięto.
3. Pieniądz papierowy nie oparty na długu – to zwykły papier toaletowy. Nei ma żadnego zabezpieczenia.
4. Mikrokredyty – system IDENTYCZNY z obecnym tylko brak pośrednika w postaci banku.
Astromario – masz lepszy system opisz go.
Co by było trochę śmieszniej mi np udało uniknąć zadłużenia, ale na górce nieruchomościowej ostrzegałem znajomych i choćbym stanął na głowie to i tak wzięli kredyt.
. Ale przykład tych ludzi pokazuje że to nie ONI są winni ale WSZYSCY.
I na koniec. Znam akurat tez ludzi którzy wiedzą jak to działa i to sobie wykorzystują. W sakli mikro. Rozumieją, że giełda nie idzie w nieskonczoność w góre i potrafią wycofać kasę przedtem. Swoją drogą są przepełnienie pozytywnym myśleniem, ale jakoś nie zauważają, że przy okazji okradają innych. Zresztą przed krachem na giełdzie wszyscy co grali byli przepełnieni pozytywnym mysleniem
astromaria powiedział/a
Jeśli chodzi o pieniądz, to zauważ, że w wielu systemach religijno-duchowych ma on fatalną opinię. Uważa się go za samo zło i przeklęty wynalazek Babilonu. Dzieciom w domach wpaja się przekonanie, że pieniądz jest brudny i grzeszny itp. Oczywiście, jest to lekka przesada, bo mądry zawsze poradzi sobie z każdym problemem, a głupi wywali się nawet na kretowisku. Jeśli się wie, co dobrego można zyskać dzięki kasie i na jakie niebezpieczeństwa można się natknąć (chorobliwa pazerność!!!), to można jakoś przetrwać. Jeśli się wie, że sterują tym siły nie-rynkowe, lecz mafijne, ta wiedza jest cenna, bo nic człowieka zaskoczyć nie może. Przydaje się także znajomość historii i analiza wcześniejszych krachów.
Zasada jest taka (ezoteryczna, jak najbardziej): nic nie jest dobre i nic nie jest złe samo z siebie. Wszystko można wykorzystać z pożytkiem lub przeciwnie. Kto zna zasady ten mądrze kieruje swoim życiem. Pieniądz nie jest żadnym wyjątkiem od tej zasady. Można przy użyciu pieniędzy robić zarówno dobro, jak i zło. Ale zdobywanie pieniędzy, tak jak każda “przyjemność” bardzo łatwo może stać się uzależnieniem i nałogiem. Jeśli ktoś wpada w hazard, to oczywiście jest stracony, bo przestaje panować nad sobą i nad tym, co robi.
Człowiek świadomy bawi się pieniądzem, gdy jest koniunktura, ale jednocześnie liczy się z tym, że ci, którzy pociągają za sznurki mogą to w każdej chwili zmienić. Dlatego należy mieć solidne, ale nie przesadne zabezpieczenie w postaci własności (np. spłaconej do końca ziemskiej posiadłości lub innych wartości trwałych; złoto w sztabach raczej nie jest najlepsze, bo rząd może je skonfiskować pod byle pretekstem).
W ogóle na tej planecie nie ma nic pewnego ani trwałego. Jeśli ktoś nadmiernie przywiązuje się do materii na pewno ją straci. Popatrz na tych wszystkich przedwojennych polskich bogaczy – jakie mieli fabryki, jakie pałace, majątki ziemskie, meble i inne dobra. I co im po wojnie pozostało? Wojna i komuna zamieniły to w ruinę, a ich samych posłano na śmierć. Ci, którzy bardziej cenili życie niż materię zwiali za ocean, pozostawiając to wszystko na łasce losu. Przeżyli, ale zbiednieli.
Dlatego najcenniejszą rzeczą, którą posiadasz jest duchowość i mądrość. Jeśli wiesz, że materia przychodzi i odchodzi, masz spokojniejszy sen. Wiesz, kiedy zmykać, a kiedy można żyć i bogacić się. Wszelki nadmiar zawsze jest problemem. Również dzieci – gdy masz jedno, w czasach wojny czy innej klęski bierzesz je pod pachę i znikasz, a gdy masz ich całą drużynę, musisz patrzeć jak idą na zagładę, bo ty nie możesz ich wyżywić ani chronić.
Jeśli nie przywiązujesz się nadmiernie do materii, wtedy pozytywne myślenie pozwoli ci przetrwać nawet w najgorszych czasach. Dzięki niemu Niebo się tobą opiekuje i nie pozwoli ci zginąć. Zawsze znajdzie się dobra dusza, która cię przenocuje, nakarmi czy w inny sposób poratuje. Dzięki temu niektórzy Żydzi wywiezieni na samym początku wojny przeżyli obóz i doczekali wyzwolenia – takie przypadki opisywano w książkach i hollywoodzkich filmach.
Jak dotąd jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby klęska wojny czy innej plagi dotknęła całą planetę w jednakowym stopniu. Zawsze gdzieś jest spokojna przystań. Jeśli nad Europą gromadzą się czarne chmury grożące wybuchem wojny, lepiej jest ratować skórę niż pilnować majątku.
Marek powiedział/a
“Jeśli nie przywiązujesz się nadmiernie do materii, wtedy pozytywne myślenie pozwoli ci przetrwać nawet w najgorszych czasach.”
O ile wiem pozytywne myślenie jeszcze nikogo od śmierci nie uchroniło. Ci co zwiali za ocean ostatecznie też umarli tylko później i w innych okolicznościach. Dlatego nie widzę aż tak wielkiego sensu specjalnie gonić za życiem (nie mówię oczywiście że pójście na pewną śmierć bez sensu nie jest głupie). Ale ostatecznie czy umrę dzisiaj czy za 60 lat to i tak umrę.
Każda bajeczka ostatecznie musi się zmierzyć z tym problemem. Czemu umieramy ? Czemu potrzebujemy energii żeby żyć ? Czemu ta energia jest trudno dostępna ? To już na pewno nie jest wina ani jaszczurów ani władców świata. Dlatego zawsze trzeba wyjść od tej pierwotnej bogini-boga. Co ona zepsuła. Czy da się to jakoś naprawić. Dowodów w tej sprawie brak.
mio26 powiedział/a
No cóż, śliczna bajeczka, ale takich scenariuszy można stworzyć więcej i tak będzie to tylko z cyklu “jak sobie mały Kazio wyobraża”. Bo czyż mrówka jest w stanie zobaczyć, kto i dlaczego wetknął jej kij w mrowisko. A my jesteśmy jak te mrówki, nasze możliwości postrzegania są bardzo ograniczone. Świat jest nieskończony zarówno w stronę makro i mikro, a naszej nauce wydaje się, że widzi wszystko. Właśnie, dlaczego dzisiaj nie chcemy się przyznać, że im więcej wiemy, tym mniej wiemy, bo zdobywamy świadomość, ile jeszcze jest do poznania. Dlaczego nauka i my sami nie potrafimy powiedzieć: nie wiem, może to jest tak, a może inaczej. Dlaczego trwamy prze jakichś twierdzeniach nawet gdy widać, że walą się już w gruzy. To naprawdę nie jest żadnym wstydem powiedzieć: nie wiem, ale na to trzeba mieć odwagę. Mnie osobiście odpowiadają zasady hermetyzmu, do poznania których kiedyś Pani mnie zachęciła (pisałem do Pani z innego adresu).
Pozdrawiam.
Rittswood powiedział/a
Kiedyś słuchałem wykładu na temat rzeczy złożonych, iż każda z nich jest i będzie nietrwała – co tyczy sie oczywiście materii lub wszelnich elementów które sa złożone. Zatem zakładając to co wiem i widzę, każda rzecz złożona posiada swój poczatek i koniec – nieuchronny. Skoro tak jest możemy ustosunkować się do nich w dwojaki sposób. Pierwszy – całkowicie odizolować, ponieważ znamy naturę zjawiska. Drugi – wykorzystać instrumentalnie na tyle na ile potrafimy, przynajmniej do momentu kiedy rzeczywistość nie dokona zmiany właściwości rzeczy złożonych i ich natura oraz cechy ulegną zmianie np. w chwili osiągnięcia wyższej świadomości gdzie rzeczywistość mogłaby ulec przemianie/dostrojeniu. Osobiście posiadam pewne szokujące dla mnie doświadczenia jeszcze z tego roku gdzie mója wiedza odnośnie materii uległa całkowitej transformacji, a teraz ponoszę tego konsekwencje. Tłumaczę swoim bliskim aby nieprzywiązywali się do przedmiotów w których posiadaniu się znajdują, ponieważ w każdym możliwym przypadku (poza wybranymi sytuacjami ich używania) prowadzi to zawsze do konfliktu, negatywizmu i konsekwencji, nie wymieniam innych cech bo szkoda… ale zapewne domyślacie się o co mi chodzi. Wszelkie przywiązanie jest tragiczne w skutkach… no tak ale jak wytłumaczyć przywiązanie do swojego dziecka, lub kochanej osoby? Może kluczem do zrozumienia jest przenikliwość ich rzeczywistości oraz jakiegoś tam “wielkiego planu” doświadczeń i sytuacji w których mają brać udział, może nawet i zginąć. Kiedyś Laura poruszała temat co zrobić kiedy wiemy że bliska nam osoba chce kogoś zabić i czy powinniśmy ją powstrzymać? Zawsze prowadzi to do konsekwencji ponieważ nasza ingerencja przyczyni się do zmiany doświadczenia tej osoby. Z każdym dniem staram się pogodzić ze śmiercią, w zasadzie często zdumiewa mnie fakt jak często o niej myślę (w kontekście naturalnym) i tutaj zawsze dopada mnie materia… im mam do niej większe przywiązanie tym ta śmierć może być bardziej spektakularna. Na koniec dodam że najbliższym mi osobom staram się zawsze prezentować konspekt duchowy ich życia i przyczyniam się swoimi pytaniami do niewygodnej reflekcji. Posiadam czuję się pysznie – i co ci z tego przyjdzie skoro nawet nie wiesz kim jesteś za tą stertą pozornie pieknych rzeczy.
TheEndi powiedział/a
…dlatego właśnie, mamy trumny, urny, cmentarze i nagrobki na nich…
Czyż nie prościej byłoby rozrzucić prochy na wietrze?
Rittswood powiedział/a
Cóż… ja chcę być pochowany w lesie bez żadnych krzyży, księży, kapłanów, tabliczek i obrządków. Zakopać i zasypać liściami do rozkładu. TheEndi – też ma dobry pomysł, może to jakaś alternatywa. Myślę że jest to szalenie ważne aby określić to jeszcze teraz, ponieważ jeszcze mnie pochowają standardowo na cmentarzu. Jestem w trakcie pisania swojej ostatniej woli (na co wpadłem zupełnie niedawno), którą zamierzam nosić zawsze przy sobie. Nie wiem tylko czy słowo pochowany – jest właściwe. Ponieważ to co ziemskie powinno zostać na ziemi i pragnę aby zostało potraktowane tak samo jak wszystko inne co jest jej własnością i trafiło powrotnie do jej obiegu. Mnisi Tybetańscy zanoszą ciała swoich zmarłych w szczególne miejsce aby tam zostało rozdziobane przez ptactwo i tym samy aby naturalny cykl ziemskiej materi zamknął się. Chcę dokładnie tego samego, ale w polsce to nie do zrealizowania, zatem muszę się głeboko zastanowić jak to rozegrać aby dało się zrealizować i nie było z tym żadnego kłopotu. Już teraz widzę swoją rodzinę i zdumienie jakie ich ogarnia. Warte przemyślenia… może astromaria coś napisze gdzieś w osobnym miejscu żeby można było podyskutować co byłoby najlepsze i najbardziej optymalne w polsce?
astromaria powiedział/a
Znam takie dyskusje. Mogę się tylko domyślać, że poszło wręcz na noże. Kiedyś rozważaliśmy w pewnym blogu problem “czy przenieść ślimaka przechodzącego przez drogę, żeby go ktoś nie rozdeptał” i mało brakowało, a zostałabym zabita, jako fanatyczka, despotka i potwór wcielony, bo ośmieliłam się napisać, że owszem, ja bym przeniosła. Zresztą – tydzień temu zrobiłam to w winniczkiem, zasuwającym po chodniku. Pewnie jestem degeneratką, nie rozumiejącą prawa karmy i nie szanującą wyroków boskich… z tego powodu nie komentuję już tamtego bloga.
Ośmielę się wrazić zdanie, że zabicie kogoś niesie tak niewyobrażalne konsekwencje, zarówno w obecnym jak i przyszłych życiach, dla wszystkich stron dramatu, to znaczy do rodziny zabitego, dla mordercy, dla jego rodziny i dla dalszych kręgów ludzi oraz dla karmy wszystkich tych osób, że jednak powinno się podjąć próbę przemówienia do rozumu temu, kto coś takiego planuje. I nie dam się przekonać, że dopuszczenie do zabójstwa może przynieść lepsze skutki niż niedopuszczenie do niego. Obawiam się, że ja również, jako osoba wiedząca o tych planach i nie podejmująca interwencji obciążyłabym swoje konto na tyle poważnie, że skutki tego ciągnęłyby się za mną jeszcze bardzo długo.
Chodzi ci o pochówek? Przypomnij mi przed 1 listopada, będzie to dobry temat na święto zmarłych.
Andrzej101 powiedział/a
A jeśli ktoś się topi, to czy powinienem go ratować, czy zostawić jego karmie?
Gdy moje dziecko stanie na parapecie okna na n-tym piętrze wysokiego bloku – ingerować mam w jego karmę czy nie?
Podobne pytania można mnożyć – tylko po co?
Marek napisał:
“O ile wiem pozytywne myślenie jeszcze nikogo od śmierci nie uchroniło”
Jeśli ktoś identyfikuje się z cielesnym pokrowcem, jeśli dla kogoś jego ciało wypożyczone mu na okres tego wcielenia to “ja” – to taka istota ma faktycznie problem. Boi się śmierci. Martwi się, co się z “nim” stanie po “śmierci”? Czy go “godnie” pochowają?
Niech umarli grzebią swoich umarłych.
Przywiązanie do ciała materialnego wywołuje lęk przed “śmiercią”.
Zadziwiające jest ilu “wierzących” boi się śmierci. Choć to oni powinni głosić, że śmierć nie istnieje.
Nie bójcie się tych, którzy ciało zabić mogę, ale duszy nie zabiją…
Niby to proste jak budowa cepa – a tak trudno to owieczkom pojąć.
Rittswood powiedział/a
Astromaria
czy przenieść ślimaka przechodzącego przez drogę, żeby go ktoś nie rozdeptał”
- na głównych alejach przez które aż truno przejść przez pasy – zauważyłem młodego gołębia. Z gracją lawirował pomiędzy samochodami, wyglądało to tak jakby jakaś siła sprawiała że akurat nie wpadał pod opony. Co ktoś przejechał 80-100 km/h on poprostu na 5-10 cm unikał opony. Nie wiedziałem co zrobić więc wpadłem na aleje i zacząłem zatrzymywac cały ruch (narobiło się sporo zamieszania) mało co nie zostałem potrącony przez samochody jadące dośc szybko na kolejnym pasie. Gołąb jak to ptak uciekał mi a ja starałem się jedną rekę trzymać w górze aby kierowcy wiedzieli że jestem poniżej linii maski. Miałem go juz prawie 5 razy w ręku i za 6 razem najechał go samochód z pasa obok. Do dzisiaj zastanawiam się po co to zrobiłem? Trudno mi wytłumaczyć wam calą tą sytuację ale do teraz mam wrażenie ze to była dla mnie pewna lekcja – abym się nie wpieprzał. Tak ja odbieram. Astromaria, nie twierdzę że ty tak nie powinnaś robić, uważam że to ja tak nie powinienem. Szalenie kocham zwierzęta, nie zjadam powyżej 1 gęstości, i to odnosi się dosłownie do wszystkiego, kupowania butów, zabijania much i mrówek w domu, które z cierpliwością łapię i wynoszę. Nie chodzę przez las kiedy nie muszę (tam wszędzie jest życie które depczę swoimi butami) nie chce abyście myśleli że jestem jakiś szaleniec. Poprostu do granic staram się szanować każde możliwe życie, a swoją egzystencję fizyczność ograniczyłem do całkowitego minimum ponieważ mam świadomość że każdy mój ruch i oddech prowadzi do niewyobrażanych dla przeciętnego czlowieka konsekwencji. Różnica pozostaje tylko w skali.
…powinno się podjąć próbę przemówienia do rozumu temu, kto coś takiego planuje
Zgadzam się, tego poprostu nie dopisałem. Nie miałem na mysli stanie i przyglądanie się. Rozmowa jest bardzo ważna i trzeba dołożyć wszelkich starań aby ta własnie dana osoba miała pełną świadomość że to co robi jest TYM CZYM ROBI. Natomiast zastanawiałbym się czy użyłbym siły aby ją powstrzymać – to już jest ingerencja w karmę.
- A co jeżeli ta osoba zabije takiego Hitlera albo Księdza który gwałcił małe dzieci? Karma doprowadza jedno dło do drugiego i pozostawia ich w konfrontacji. Powstrzymanie tych osób będzie ingerencją w karmę. To wnioskuję ze swojego doświadczenia. Może te molestowane dzieci w poprzednim wcieleniu były równie mało popularne i urodziły się po to aby doświadczyć tej krzywny które kiedyś same zadawały?
Andrzej101
A jeśli ktoś się topi, to czy powinienem go ratować, czy zostawić jego karmie?
Gdy moje dziecko stanie na parapecie okna na n-tym piętrze wysokiego bloku – ingerować mam w jego karmę czy nie?
Podobne pytania można mnożyć – tylko po co?
I tutaj ja bym się odwołał do czegoś co nazywam instancją, która mówi (nawet kasjopejanie że jedyne co macie zrobić to prosić) Proście a będzie wam dane (nie lubię się opierac na biblii bo nie ma dla mnie szczególnie wartości) ale to tez dobry cytat… Jeżeli ktoś prosi o pomoc udzielę mu jej… poniewaz mnie o to prosi. Myślę wtedy o tym że jestesmy duszami ludzkimi, które musza sobie pomagać – Jeżeli żle myślę to mnie poprawcie! – jestesmy jednym gatunkiem, który nie powinien posiadać żadnych granic i powinien mieć wyraźną świadomość o swojej duchowości. Znam może garstkę ludzi którzy wiedzą/przywiązują wage do swojej duszy. Co jednak kiedy ta osoba robi sobie ze mnie jaja… po czym się utopi?
Gdy moje dziecko stanie na dachu z zamiarem odebrania sobie życia, będe je namawiał aby uświadomiło sobie co chce zrobić i jakie beda tego konsekwencje, ale też nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie czy z miłości do niego nie złapię go za rękę (to jest właśnie przywiązanie i jeszcze resztki mylnie interpretowanej miłości) bo wydaje mi się ze bardziej kierował bym się niedopuszczeniem do pustki w sercu po utracie najbliższej osoby niż prawdziwą miłością, piszac to teraz uświadamiam sobie jak jeszcze wiele nie potrafię zrozumieć i jak wielki wpływ ma na mnie moje ego. Te rozmowy z wami mają na mnie dobry wpływ
Co do pochowania mnie, chciałem powiedzieć że… chciałem sprawić… chcę… aby wszyscy wokoło mnie zrozumieli że nie traktowałem go jako czegoś co wymaga marmurowego pomnika. Chce aby przez taką własnie deklarację zrozumieli jak wyjątkowo przejściowy ma ono charakter, aby szanować ziemię za to że mnie nosi przez tyle lat i karmi i co najważniejsze aby oddać jej to co mi dała z wdzięcznością – tyle. Poprostu chce to potraktować najprościej jak tylko się da.
Powiem ci Andrzeju jeszcze jedną rzecz… wczoraj się znalazłem w szpitalu z podejrzeniem zapalenia mięśnia sercowego (co oznaczoało że pojawiło sie potencjalne ryzyko nagłego zgonu) nie zdajesz sobie sprawy jak intensywnie myślałem o śmierci i o tym jak wiele rzeczy w moim życiu nie wygląda tak jak powinno. Tłumaczyłem sobie to wszystko czego do tej pory doświadczyłem i starałem umacniać w swojej wiedzy, ale ewidentnie cała ta sytuacja miała nademną większa kontrolę. Strach ma wielkie oczy, może to doświadczenie miało mieć własnie taki charakter, abym uświadomił sobie jak kolosalna przepaść jest jeszcze pomiędzy tym co wiem i co staram się zrozumieć a sytuacją w której zachowam się adekwatnie do powyższego. Dlatego teraz wiem że łatwo powiedzieć “nie bójcie się” kiedy serce chce wyskoczyć z klatki a mysli osiągają apogeum szaleństwa.
astromaria powiedział/a
Takich zagadek filozoficznych jest mnóstwo, np.: pędzi pociąg prosto na 5 robotników. Jeśli przestawisz zwrotnicę zginie tylko 2 ludzi – co robisz? Można się tak bawić, szkoda tylko, że to nie ma sensu. Masz intuicję i ona musi ci być przewodnikiem. Kieruj się sercem i działaj spontanicznie, zamiast rozmyślać nad głupotami.
Równie dobrze mogę ci powiedzieć, że było zapisane w niebie i zgodne z karmą, że rzuciłeś się między samochody ratować gołębia. Udowodnij, że tak nie jest.
Jako astrolog wciąż muszę odpowiadać na pytania, czy coś musiało się zdarzyć albo czy będzie musiało się zdarzyć – no bo przecież może tak było zapisane w gwiazdach. Jedyna prawidłowa odpowiedź na takie pytania brzmi: “jak umrzesz i staniesz przed boskim obliczem, to zadaj to pytanie Bogu”. Ja nie wiem. Ale mogę powiedzieć, że ludzie mają niekiedy identyczne horoskopy i jednemu z nich się zdarza coś dramatycznego, a innemu zupełnie nic. Prawdopodobnie wszystko zależy od tego, jak ci ludzie myślą. Jeśli któryś z nich myśli prawidłowo, to nic się nie zdarzy, a jeśli myśli nieprawidłowo, to musi dostać w łeb – żeby otrzeźwiał i zmienił podejście do życia.
Nadmiar myślenia jest szkodliwy. Podejrzewam, że twoje problemy z sercem są spowodowane przez niepotrzebny niepokój spowodowany rozmyślaniem o deptanych trawkach i mrówkach i są ostrzeżeniem. Przestań dzielić włos na czworo i zacznij normalnie żyć. Zainteresuj się buddyzmem i zacznij praktykować “tu i teraz”. Jak dojdziesz do wprawy, będziesz wiedział co robić w każdej sytuacji.
Acha, jest też fajna książeczka “Tao Kubusia Puchatka”, autor dobrotliwie żartuje sobie w niej z takich ludzi, którzy stale myślą i myślą i w końcu padają wyczerpani tym myśleniem. Mózg pożera ogromne zasoby energii, a co gorsze może ulec awarii. Nie czekaj, aż bezpieczniki ci się przepalą, tylko zacznij medytować i “odpuszczać”.
TheEndi powiedział/a
@Rittswood
Poruszyłeś ciekawy temat, ale ja mam nieco inne podejście do miejsca spoczynku, niż Ty. Ziemia (czytaj: gleba) jest dla mnie równie dobrym miejscem, co niebo, woda, czy ogień, czy też miska drapieżcy, ponieważ nie zmienia to faktu, iż powracam do natury, choć tak naprawdę nigdy się z nią nie rozstałem. Mnie bardziej trapi sposób, w jaki zostanie moje fizyczne “ja” zagospodarowane, czyli rytuał religijny, świecki, czy jakikolwiek inny zdeterminowany przez prawo, zasady, czy czyjeś widzimisię… Tu jest moja niezgoda, ale cóż mam uczynić za życia, aby odbyło się to na moich zasadach, jakiekolwiek by one nie były? Nie mam pojęcia… Zapewne ogół mógłby uznać, iż moja ostatnia wola pod tytułem: “Wyrzućcie mnie przy drodze” jest co najmniej ekscentryczna i zmartwiona rodzina lub znajomi, chcieliby zmienić taką wolę prawnie. Cóż wtedy…? A cóż, kiedy moje organy pożyczy inna istota? A, a, a co…?
Otarcie o śmierć Cię doświadczyło i stwierdzam, że jesteś mądrym człowiekiem, ponieważ dostrzegłeś zmiany. Eliszka wyraziła kiedyś bardzo trafną myśl, iż pokonała depresję, znajdując sens istnienia poza światem doczesnym. Ta myśl, dobrze odzwierciedla różnicę pomiędzy klasycznym podejściem do śmierci, a stosunkiem bardziej kosmicznym.
@Astromaria
Pełna zgoda. Uważam, że w sytuacjach, które opisujesz Ty i inni, najważniejszym głosem decydującym jest głos intuicji, który słuchany uważnie, podpowie właściwą decyzję. Ratowanie należy podjąć, jeżeli odczuwamy taką potrzebę, a sztuką jest jedynie ocenienie, czy wynika ona z czystej miłości do życia, czy też samego siebie… Nie bez kozery znajdujemy się w sytuacjach, na które możemy mieć wpływ, a ich przebieg i skutek z powodu podjętej lub nie decyzji, na naszą karmę*.
*Podzielę się z Wami jeszcze jednym odczuciem, które “nawiedza” mnie od niedawna. Mam nieodparte wrażenie, że ścisłe kierowanie się prawem karmy jest kolejnym więzieniem. O łagodniejszym rygorze, z możliwością spaceru na świeżym powietrzu i odwiedzinami, ale nadal więzieniem. Czyż nie jesteśmy wolni, na tyle, na ile ograniczymy sobie tę wolność…? Czy nie czujecie, że w tych “zasadach” coś nie gra?
Spokojnego łikendu Siostry i Bracia.
Andrzej101 powiedział/a
Czytałem kiedyś spory rabinów, np. – jeśli “nieczysty” dotknie ucha dzbanu – czy należy umyć cały dzban, czy tylko jego ucho.
Spory, spory, spory… Dociekania, filozofowanie (a raczej mędrkowanie), czy po naszemu – dzielenie włosa na czworo.
Karma jest iluzją, matriksem. Istnieje tylko wtedy, gdy my wierzymy w konieczność zapłaty za to czy za tamto. No to otrzymujemy tę zapłatę. Karma ma tę właściwość, że działa zwłaszcza na tych, którzy jej działania najbardziej się obawiają. Są jej niewolnikami – na własne życzenie.
Mądrość zaczyna się tam, gdzie kończy się intelektualna wiedza.
W medytacji warunkiem wstępnym jest wyrzucenie z umysłu tych wszystkich formułek, twierdzeń i przekonań, które mamy nawciskane w naszych mózgownicach. Inaczej nie osiągniemy zrozumienia.
To tak jak byśmy patrzeli na formułki i wzory na szybie uważając je za ważne. Wtedy nie zobaczymy tego, co jest za oknem. Tę szybę trzeba po prostu umyć. Wtedy widzimy przez nią to, co dzieje się na “zewnątrz”.
Dobrego dzisiaj. O jutrze pomyślimy jutro.
Rittswood powiedział/a
astromaria
U mnie na porzadku dziennym jest medytacja, kontemplacja oraz wirowanie. Kiedyś gdy nie praktykowałem tych rzeczy myślałem nieco inaczej. Wiesz… to też nie jest tak że cały czas rozmyślam i nic innego nie robię (ale fakt że w ciągu doby zajmuje mi to sporo czasu i muszę faktycznie wystopować). To wszystko razem wzięte doprowadziło mnie do właśnie pewnych wniosków, o których pisałem wcześniej… że życie istnieje wszędzie gdzie tylko się oglądnę. Jeżeli nie jem mięsa ponieważ nie chcę aby zwierzęta cierpiały wyłącznie przez moją potrzebę doznania przyjemności, to zabijam je idąc drogą – zupełnie nieświadomie. Zabijam je jadąc samochodem o przednią szybę, zabijam je oddychając bo przecież takie mikroorganizmy jak roztocza również wdycham a one tam giną w moich płucach. Co kolwiek zrobię (dosłownie) wszystko wiąże się z cierpieniem innych… fauna i flora cierpi ponieważ jeżeli jej ktoś nie eksploatuje to ktoś ja niszczy bezmyślnie. Te energie cały czas się przelewają to z lewej na prawą i z dołu do góry. Wszystko jest jednym wielkim kotłem w którym depczemy po sobie i wchodzimy na głowę (ale oczywiście nie tylko – ponieważ istnieje również odwrotność całości, pozytywizm, radość, śmiech i szczęście). Nie żyję tylko cierpieniem, lecz w każdej z tych rzeczy dostrzegam całe spektrum innych aspektów. Całość dąży do równowagi. Takie samo stanowisko ma prawdopodobnie każda inna sytuacja tutaj czy w kosmosie. Życie jest cierpieniem w każdej możliwej postaci (z tym trudno się nie zgodzić), zatem staram się je ograniczać lub zwyczajnie nie robić tego czego nie muszę. Wsłuchuję się w głos intuicji… bardzo…
TheEndi…
Moja koncepcja związana z pochówkiem jest otwarta, nie chcę poprostu traktować tego jako wielkie sprawy. Faktycznie jeżeli nie będzie to mozliwe to niech mnie spalą i rozsypią ale to chyba gorsze rozwiązanie. Nawet w takij kwestii ma zastosowanie komercja, trzeba kupić trumnę, miejsce, opłacić karawan, chłodnię… etc… porażka!!!!
Nie mam bladego pojęcia czy wogóle ktoś to potraktuje poważnie… czas wyjaśni.
Obywatel powiedział/a
Nie przesadzasz? Od tego jest las, by łazić po nim, należy do wszystkich żywych stworzeń, jest królestwem natury. Zastanów się – czy owo życie, które jest wszędzie równiez nie niszczy się nawzajem bez Twojej ingerencji? Wyobcowywanie się z natury uważam za kardynalny błąd, regularnie robię wycieczki do lasu i uważam że gdybym dreptał tylko po mieście, zniszczyłoby mnie to. Prowadzi to do jakchś skrajnych postaw typu “jestem złym człowiekiem, niszczę dobrą naturę, moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina, trzeba te lasy ogrodzić, zabezpieczyć przed złymi ludźmi, trzeba ratować zwierzęta…”. Moim zdaniem kiedy niedźwiedź łazi po lesie to nie tylko zdarza mu się zabijać różne owady, ale jeszcze rozrzebywać mrowiska i czynić szkodę podobną do tej, którą czynię idąc wydeptaną ścieżką.
Rittswood powiedział/a
Obywatel
Zatem wyjaśnię… nie uważam ze jestem męczennikiem, który we wszystkim widzi wyłącznie cierpienie, który zamknął się w sobie i odciął od świata – o czym napisałem już wcześniej. Gdyby tak było nie pisałbym tutaj. Jest to mój punkt widzenia, który staram się klarować na tyle na ile jest to możliwe. Poprostu uważam że wszelkie przyjemności, które sprawiają że czuję się dobrze są dla mnie zbyteczne, tak samo uważam że wszelkie nieprzyjemności sa dla mnie zbyteczne. Wychodząc do lasu, pies który towarzyszy mi od pewnego czasu biega po wszystki i to bez wyjątków, ja natomiast ograniczam się do ściezki, która została już przez kogoś wydeptana – pewnie jeżeli jej by tam nie było bez wyraźnej potrzeby nie właziłbym tam. Niedźwiedź nie jest chyba najlepszym przykładem, tak jak i pies – ponieważ te istoty nie mają świadomości konsekwencji swoich poczynań i robią to co jest dla nich najbardziej naturalne – żyją i kierują się instynktem, emocjami. To łaśnie odróżnia nas od zwierząt – że my mamy nad tym prawdziwą kontrolę i możemy podejmować decyzję. Czy widziałeś kiedyś jak zabija się przemysłowo krowę ? Ile znosi cierpienia ? Mała biedronka czy mrówka przeżywa to dokładnie tak samo, poprostu powiększ ją i sprawdź – jeżeli to jest konieczne. Można napisać że nie można się tym przejmować… ale czy to już nie podpada w ignorancję.
Zróbmy tak, zamieńmy się miejscami i sprawdźmy jak wygląda to z ich perspektywy… o… o… coś jedzie … coś jedzie na dużych kołach, moje dzieci nie zyją… wacham je są martwe, staram się je podnieść i przenieść może będa żyły… nie nie żyją… one nie zyją. A u góry słychać…. aaaaaaaaa choć Jacek… kto pierwszy dojedzie do tamtego drzewa!!!
Zauważ jaki gigantyczny powstaje kontrast… twoja przyjemność… czyjaś śmierć. Czy się jakoś różni od naszej? Może tak a może nie. Tylko czy była konieczna, tego nie wiem i może kiedyś się dowiem. Dlatego właśnie odstępuję od przyjemności, jest ich w moim życiu coraz mniej – a ich miejsce zastępuje zrozumienie, dostrzegam tego konsekwencje w postaci świata, który teraz wygląda całkowicie inaczej… wygląda blisko jak film “Oni żyją…”
Oczywiście nie chcę z tego zrobić jakiejś psychodramy, poprostu JA TO BIORE POD UWAGĘ i nie ignoruje tego. Zdaję sobie doskonale sprawę że wszystko co robię ponosi za sobą okreslone konsekwencje.
Możesz powiedzieć… czy nie przesadzasz z tym minimalizmem? Odpowiem nie… bo to wyłącznie kwestia skali i tzw. PRAW UNIWERSALNYCH, które dotyczą każdego i wszystkiego. Zadaj sobie to samo pytanie kiedy ktoś zadepcze twoje życie, a ty usłyszysz że w zasadzie to było tylko i wyłącznie dla przyjemności.
Andrzej101 powiedział/a
@Rittswood:
Polecałbym Ci Bhagavad-gitę. Autor/autorzy tej księgi, uważanej za jedną z świętych ksiąg hinduizmu był o wiele mądrzejszy ode mnie.
Krysna tłumaczył w niej Arjunie, że śmierci nie ma – nie istnieje.
A ponieważ śmierć nie istnieje to tak na prawdę nie możemy kogoś “zabić” w sensie unicestwienia go.
Krysna nawet wyjaśniał Arjunie, kiedy konieczne jest podjęcie walki i nawet zabijanie w sensie fizycznym.
Wyjaśniał też, jakie warunki muszą być spełnione, aby zabijanie w sensie fizycznym nie obciążało karmy “zabijającego”.
Padło tam nawet stwierdzenie, że jeśli nie zabijesz, aby przeciwstawić się złu i tyranii, obciążasz siebie.
Karma to nie takie uproszczone – dwa razy dwa to cztery.
Doświadczenie graniczne może pomóc Ci w uświadomieniu sobie iluzoryczności i faktycznej “wartości” naszej fizycznej egzystencji.
Pozdrawiam.
Andrzej101 powiedział/a
Kiedyś, dawno, dawno temu zetknąłem się z zasadą ahimsy. Była to dla mnie duchowa rewolucja. Wcześniej, wychowywany w katolicyźmie, zasadę “nie zabijaj” odnosiłem jedynie do istot ludzkich, a nie do życia jako takiego. Ahimsa mną wstrząsnęła. Nawet w telewizji (kiedyś ten narkotyk, mordercę czasu i rozumu faktycznie oglądałem) widziałem takich dziwolągów w Indiach. Nosili maseczki na ustach, aby nie wdychać muszek, miotełkami rozgarniali pył na drodze przed sobą, aby nie nadepnąć na robaczka i go nie zabić.
Byłem niedaleki od tego, aby robić to samo. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia – ile to żywych istot już zamordowałem. Był taki moment, że uświadomiłem sobie, iż nie jest możliwe, abym nadal – nawet nieświadomie – nie zabijał. Robaczków, mikrobów, bakterii.
Wpadłem w przerażenie. Wydawało mi się, że najlepiej byłoby, gdybym popełnił samobójstwo. Wprawdzie zabiję, ale tylko siebie. No, ale wtedy nie będę zabijał innych istot.
O mało jednak nie oszalałem, gdy uświadomiłem sobie, że popełniając samobójstwo zamorduję miliony bakterii żyjących w moich jelitach, które potrzebują mnie żywego. Jak się zabiję, zginą i one. Tak czy owak będę masowym mordercą, Pol-potem w kieszonkowym wydaniu.
Wtedy przyszedł ciekawy percept.
Zobaczyłem dziwoląga z maseczką na ustach i z miotełką rozgarniającego przed sobą pył na drodze, aby nie zabić robaczka. Był tak tym zajęty, że nie zauważył gałęzi drzewa nad drogą. Wyrżnął w nią głową. Zginęło tysiące mikrobów na jego czole i na gałęzi w miejscu uderzenia. Co gorsza, z gniazdka na końcu gałęzi wypadło kilka piskląt. Wszystkie zginęły. A kochający życie nawet tego nie zauważył. Bo musiał uważać, aby nie rozdepnąć robaczka na drodze.
Jeśli zauważę mrówkę, robaczka czy ślimaka na mojej drodze, nigdy ich świadomie nie rozdeptuję. Ale więcej czasu poświęcam na to, aby obserwować, co dzieje się dookoła mnie i poza drogą. A także uważam, aby nie zabłądzić i nie zejść na manowce.
Rittswood powiedział/a
Widzimy to podobnie Andrzeju. Nie popaść w szaleństwo aby przywiązanie do najbardziej elementarnego detalu nie zatarło nam obrazu szerszego planu, aby przysłowiowa muszka słodowa nie przysłoniła nam słonia, jako rzeczywistości która nas otacza lub pędzi w naszym kierunku.
astromaria powiedział/a
Ludzie ze wszystkiego potrafią zrobić piekło. Z religii, która rzekomo mówi o miłości Boga do ludzi, z ekologii, która jest dobra, bo ratuje środowisko i z każdej innej, pięknej i słusznej idei… Prawda jest taka, że jest to problem ludzi nr 3 z Map świadomości. To oni wypaczają wszystko i zamieniają w dogmat, a nawet w zbrodnię. Zrobili to z religiami, dziś robią z ekologią: wykombinowali, że trzeba wymordować ludzkość, bo jej istnienie zagraża naturze.
Byłam kiedyś na wycieczce w lesie z moją bardzo pobożną, dobrą i anielską koleżanką, którą znam jeszcze z czasów szkolnych – kupa lat znajomości. I ona jest katoliczką, ale ahimsa jest jej pasją. Nikt nigdy tak mnie nie udręczył i nie zmordował, jak ona. Zdrowotna i relaksująca wycieczka do lasu, zamiast radości przyniosła mi zmęczenie i doprowadziła niemal na krawędź śmierci. Cokolwiek powiedziałam, koleżanka natychmiast zwracała mi uwagę, że wyrażam się bez miłości i szacunku o bliźnich, a przecież moim obowiązkiem jest kochać wrogów. Jak rzuciłam wiąchę na widok sterty opon wrzuconych do małego jeziorka, dowiedziałam się, że być może niesprawiedliwie oceniam bliźniego, który to zrobił, bo może on jest po prostu upośledzony umysłowo lub duchowo i nie wie, co robi. Rada dla mnie: “nie oceniaj i nie osądzaj”. Kiedy weszłam w krzaki, żeby zerwać kuszącą, czerwoną malinkę dowiedziałam, że połamałam trawkę i inne badylki, a może zadeptałam kilka mrówek, a w ogóle to co mi szkodzi, żeby ta malina dojrzała i sama spadła na ziemię. Kiedy zboczyłam z udeptanej ścieżki rozlegał się lament, że depczę trawę. I tak przebiegała cała nasza wycieczka. 2 godziny mordęgi. Za każdym razem, kiedy próbowałam się przeciwstawić, dowiadywałam się, że jestem niedobra i że jest we mnie za mało miłości.
Mój blog nazywa się “Jestem za, a nawet przeciw”. To ma przypominać, że każda idea jest dobra, ale w umiarkowanej formie. Chrońmy naturę, ale nie kosztem eksterminacji ludzi. Nie mordujmy, jeśli jest możliwe uniknięcie mordu. Jeśli nie jest możliwe, to wznieśmy oczy do nieba i bach, połóżmy trupem drania z karabinem maszynowym, strzelającego do ludzi. Nie ma żelaznych i niezłomnych zasad, zawsze trzeba zachowywać elastyczność i działać optymalnie. No i nie należy za dużo myśleć, bo od tego przepalają się bezpieczniki w systemie nerwowym. Oczywiście zupełnej bezmyślności też nie zalecam.
Podobnie jest z przyjemnościami. Nie widzę sensu, żeby się ich wyrzekać. Świat został tak stworzony, że aby żyć trzeba jeść. Od początku istnienia tego świata odbywa się tu wielkie, wzajemne pożeranie: pokarmem jest wszystko, od bakterii po duże zwierzęta. Wilki muszą polować, mój kot, chociaż lubi marchewkę i kukurydzę musi jeść mięso, bo inaczej zdechnie, a ja go kocham i chcę dla niego dobrze. Więc mu kupuję to, co ktoś zabił. Zgroza, czyż nie? Opłacam rzeźnika! Pewnie trafię do piekła.
Po latach doszłam do wniosku, że radykalny wegetarianizm nie jest dobry dla wszystkich. Dla mnie na przykład nie jest. Bardzo lubię jarzynki i owoce, zwłaszcza surowe, ale ostatnio kupuję morskie ryby. I lepiej się czuję. Czy życie pełne chorób i udręki z powodu wyrzekania się radości jedzenia zdrowych rzeczy jest dobre dla świata? Nie sądzę. Pula dobra i zła jest… STAŁA. Jak pula światła. Jest dzień, ale musi być też noc. Jak ja zrobię coś złego, ktoś inny zrobi coś dobrego.
ja jestem powiedział/a
“Ilekroc wiedza czyni krok naprzod,Bog oddala sie o krok do tylu.”- Gustave Naquet
http://www.wingmakers.pl
Dr Neuruda- to jest kosmiczna bajka,ale ile miedzy wierszami.
konik polny powiedział/a
jeżeli jedynym prawem jest wolna wola- to z opisu sytuacji wynika że karma jest swego rodzaju więzieniem,- tylko jak się z niej wyplątać i opuścić materię i zjednoczyć się z boginią/pramatką??
astromaria powiedział/a
@ Konik Polny: owszem, jest, szczególnie w wydaniu hinduistycznym – każdy należy do swojej kasty i nie ma mowy, żeby mógł się z niej wydostać. To paraliżuje wolę. A jak się można z tego wymotać? Dzięki zwiększaniu świadomości, czyli budząc się z iluzji. Jesteś niewolnikiem tak długo, jak długo jesteś tego nieświadomy. Gdy zrozumiesz, że nie musisz grać w tę grę, nie musisz wierzyć w to, w co wierzyć ci każą, np. nie musisz wierzyć w wojny, demokrację, naukową medycynę, politykę i inne bzdety stajesz się wolny. Patrzysz wtedy na ludzkość jak na taniec chochoła. Ale ty stoisz z boku i nie bierzesz w tym udziału.
Piotr powiedział/a
Ale jest taka nauka jak Huna. Może nie zajmuje się dosłownie karmą. Jest to nauka miłości. Zgodnie z nauka huny możemy zespolic się z Bogiem, tutaj na ziemi. Wystarczy z integrowac 3 jażnie. Mi się jeszcze nie udało(ale próbuje). A po za tym Huna to nie zwykła pomoc w życiu.
Ziemianin powiedział/a
Witaj Mario…:-)
CYTAT; /I już naprawdę na zakończenie taka mała refleksja, zainspirowana przez niektóre komentarze: skoro ten system jest tak nieludzki, to spytam przewrotnie – a co Ty, drogi czytelniku tu, w tym piekle, robisz? Jakie prawo przyciągania Cię tu ściągnęło? Jakie Twoje wibracje sprawiły, że trafiłeś do tego strasznego miejsca? Tylko nie mów, że jesteś Jezusem… /
Hehehe…Jezusem nie jestem, jak już wiesz, jestem Mieczysław.:-)
Wiesz Marysiu sam bym chciał to wiedzieć, tysiące razy nad tym się zastanawiałem, przeczytałem mnóstwo literatury w tym temacie, ale stale jestem w punkcie wyjścia. Ktoś to wszystko cholernie sprytnie obmyślił. Cóż możemy zrobić?…, tylko “olać” to wszystko co z nami nie koresponduje, co nam nie pasuje, te wszystkie ideologie religijne, polityczne, zakazy, nakazy i żyć sobie po swojemu, ale jest to trudne. Jesteśmy już tak wciśnięci w SYSTEM i uzależnieni od niego, że to naprawdę trudne. Największą rolę spełnia tutaj MAMONA.Żeby jakoś istnieć w tym piekle trzeba ją mieć. Potomkowie Reptilian – sługusy tych gadzich kreatur, którzy zarządzają tym piekłem mają jej pod dostatkiem, niewolnicy zaś tylko tyle żeby przetrwać z dnia na dzień i żyć w ciągłym strachu przed wszystkim co jest, żeby im produkować ten tzw.LUSZ.
Znowu Cię zacytuję; /Lusz wydziela się szczególnie obficie w chwili przerażenia, a najwięcej generuje go osobnik prowadzony na śmierć lub patrzący na śmierć swoich bliskich, których kocha./
Tak,… czytałem kiedyś w prasie, że w Niemczech miłośnicy zwierząt odkryli azjatyckie ( nie pamiętam narodowości)restauracje, gdzie przyrządzano potrawy o specyficznym smaku dla wybranych klientów z psów. Ten specyficzny smak był uzyskiwany w ten sposób że wrzucano żywe zwierzęta do gotującej się wody w kotle, podobnie czynią to z rakami. Ci klienci to chyba potomkowie w/w “cywilizacji” gadów, tzw. ziemscy DOZORCY. Też lubią LUSZ …
Wiesz Marysiu, przychodzi taki moment życia w tym piekle, że niczym już nie postraszą, nawet utratą “życia”, bo czyż można nazwać życiem tą WEGETACJĘ ?…Przychodzi taki moment, kiedy wszystko już tak człowiekowi zbrzydnie, że jest mu wszystko jedno co się z nim stanie. Wtedy nikt go już nie postraszy. Odpowiedź na postawione przez Ciebie pytania bardzo bym chciał znać, żeby potem kiedy będzie to możliwe spotkać się z oprawcami TWARZĄ w TWARZ, jak równy z równym i złapać go za ten wredny ryj. Powiesz, że nie ma we mnie miłości, ale owszem jest jej sporo, potrafię bardzo kochać, ale ponieważ żyjemy w dualiźmie, potrafię też bardzo nienawidzić zła na które muszę patrzeć, bo jest wszędzie i odczuwać go na swojej skórze. Wiesz Marysiu, nie należę do ludzi którzy po uderzeniu w policzek nadstawiają drugi. Może mnie potępiać cały Świat, czy Wszechświat to i tak pozostanę SOBĄ i będę robił to co uważam za słuszne w moim odczuciu. “Rozgadałem” się trochę, bo bratnia z Ciebie Dusza…
Miłych snów …
astromaria powiedział/a
Myślę, że nie chodzi o to, żeby ci świat zbrzydł i przez to stał ci się obojętny twój los, lecz o to, żeby osiągnąć taki stopień zrozumienia mechanizmów rządzących tym światem, żeby się tym nie emocjonować i ze spokojem spojrzeć w twarze tych gadziorów. Właśnie przed chwilą wkleiłam w forum dyskusyjnym ten fragment z wywiadu ze Svali (uciekinierką z klanu Iluminati):
Co zrobić z ludzkością, która NIE CHCE WIEDZIEĆ w czym tkwi? Może ludzie to faktycznie barany?
Pytanie, co my tu robimy pozostaje otwarte. Może odbiła nam szajba i zachciało się nam mrożących krew w żyłach przygód wśród dzikich, kosmicznych ludów?
Marcus powiedział/a
“Illuminati nie zwracają uwagi na to kto drukuje takie wywiady czy na to że są ujawniani, bo liczą na większość ludzi która nie uwierzy w te rewelacje”.
I dlatego właśnie to wszystko się trzyma. Paradoksalnie my jesteśmy bezpieczni bo oni mają to w dup.., że jakiś X czy Y pisze na blogu takie rzeczy na ich temat skoro blog czyta 0,000000000099% populacji.
Chyba wrzuce tą Svali u mnie, przynajmniej jakis ułamek ułamka sobie to poczyta.
astromaria powiedział/a
Tu jest Svali w całości: http://davidicke.pl/forum/wychowanka-illuminati-opisuje-organizacje-t3554.html
To, co my piszemy to dla owiec śmieszne teorie spiskowe. Piszemy sobie a muzom. I nawet jeśli się okaże, że teorie spiskowe okazały się faktami (bo po latach ujawnia się prawdę), to i tak nikomu nie daje to do myślenia. Bo owce wierzą w przypadek. “Przez przypadek ktoś napisał coś, co okazało się prawdą, a cała reszta to wyssane z palca bzdury”.
Na blogu Monitor Polski jest wideo, na którym widać pałowanie studentów w USA – bez żadnego powodu na kampus najechał oddział uzbrojonych po zęby oddziałów policji, szli ławą i pałowali i polewali gazem każdego, kto stanął im na drodze, a potem pozamykali ludzi nie wiadomo za co i część. Bój się obywatelu, koniec wolności! Charliego Veitcha też zamknęli – w ramach pre-crime, z okazji “ślubu stulecia”.
Marcus powiedział/a
Dzięki, wrzuce to w dziale symbolika NWO.
Marcus powiedział/a
I powiedz co my mamy robić? Informować ludzi do końca a jak się nie uda to po śmierci zabrać dupę w troki i już tu nie wracać. Bo jak się tu urodzisz znowu to czipa od razu w szpitalu na porodówce dostaniesz albo przerobią cię na “kotlety” dla szaraków (jak te znikające masowo dzieci w USA).
astromaria powiedział/a
Może jednak nie będzie tak źle. Może faktycznie przejdziemy do tej 4 gęstości. Oczywiście nie wszyscy. Ci, którzy zostaną będą myśleli, że umarliśmy, hehe, a my będziemy patrzeć na nich z góry. Poszukam u Marciniak, jeśli sobie przypomnę gdzie ona o tym pisała.
Ziemianin powiedział/a
/Nie emocjonować się tym i ze spokojem spojrzeć w twarze tych gadziorów./
———————————
Przejściowe Stany Świadomości 1
http://krystal28.wordpress.com/
Zawieszeni w próżni;
Żałować nie ma czego, tylko zawieszenie w próżni jest dość upierdliwe, trudno mi jakoś beznamiętnie patrzeć na ten wszechobecny syf, ale staram się trzymać w ryzach, hehe… nadawał bym się chyba na jednego z jeźdźców APOKALIPSY…tego z mieczem.
…
Punkt Próżni jest krytycznym przejściem pomiędzy waszą starą rzeczywistością i nową. To co było, zostało zakończone. Zamiast żałować utraconego, zaakceptujcie próżnię. To jest dla wielu osób wymagające przedsięwzięcie, gdyż w Punkcie Próżni nie ma niczego do zrobienia. Musicie po prostu być świadkami tego i siebie, ponieważ na tym bezludnym lądzie nie ma znaczników percepcyjnych.
————————–
Zawieszony w próżni…hmm…tak właśnie się czuję. Póki co jestem tylko obserwatorem i czekam na moment przeskoku… Oby jak najszybciej.
Pozdrawiam Wszystkich
Ziemianin powiedział/a
Hipoteza o pojawieniu się olbrzymiego UFO w Chinach.
http://www.nautilus.org.pl/?p=artykul&id=2352
Otóż obiekt UFO mógł po prostu być projekcją wykonaną w innym wymiarze albo wręcz poruszać się w innym wymiarze. Ciekawa hipoteza. Podobno równoległe Światy zachodzą na siebie, stąd zdarzają się zniknięcia (teleportacja do innego wymiaru. Jest parę takich przypadków udowodnionych, kiedy ludzie po jakimś czasie wrócili w swojej niezmiennej postaci i byli zdziwieni że tyle zmieniło się w ich otoczeniu na Ziemi, gdzie upłynęło dużo czasu i postarzeli się wszyscy, w przeciwieństwie do nich). Wniosek; w innych wymiarach czas płynie inaczej, albo go wcale nie ma…:-) jak to było opisane w “Misji” na jednym ze światów równoległych, wiesz o co chodzi bo czytałaś. Zerknij na to.
Miecz.
astromaria powiedział/a
Obejrzyj sobie serię “Ancient Aliens” (na YouTube http://www.youtube.com/user/prawdaxlxpl), w części pt. “Bliskie spotkania” jest mowa o tym, że w średniowieczu zdumieni mieszkańcy niemieckich miast obserwowali wojnę w powietrzu. Walczyły ze sobą “krzyże”, a jak wiemy samoloty na niebie wyglądają jak krzyże. A więc wygląda na to, że był jakiś błąd w Matrixie i coś porobiło się z czasem. Ludzie nie raz opowiadali dziwne rzeczy, np. pasażerowie samolotu nie kryli zdumienia, gdy wylądowali na swoim lotnisku, ale w latach 50. Znamy też opowieści o ginących bez wieści eskadrach samolotów, statkach i innych rzeczach. Szczególnie dużo takich “wpadek” zdarza się w Trójkącie Bermudzkim. Matrix ma swoje błędy.
Ziemianin powiedział/a
No wiem. A Wedy też straszne wojny opisują, te piaskowe pustynie to ślady po nich. Wiesz co, przed chwilą czytałem tekst na stronce Schodami do Nieba;
Japonia, wulkany, tsunami i co dalej? Elektrownie jądrowe…
http://www.schodamidonieba.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=951:japonia-wulkany-tsunami-i-co-dalej-o-ziemi&catid=44:swoje&Itemid=125
Po takim skażeniu to już żadne pozytywne myślenie, ani medytacje nie pomogą. I to ciągle trwa, a nikt nie wie czy w ogóle da się to przerwać. Zaserwowali nam światowe krematorium, i jeszcze dalej chcą je rozbudowywać . W Polsce też. Na tej Planecie to będzie chyba powrót do epoki dinozaurów…
PS.
O tym Bin Ladenie też ciekawy tekst;
http://www.schodamidonieba.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1012:osama-bin-laden&catid=44:swoje&Itemid=125
LogoPedant powiedział/a
@Ziemianin
Nie “bluźnij” bracie.
Pomogą, a nawet zneutralizują całe zło, jakie jeszcze wije się w konwulsjach, bo ludzkość się budzi, a ja mogę robić za setną małpę, jeżeli Maria się zgodzi (wciąż jej szukasz?)
. Oto jestem! Zmieniajmy świat swoimi myślami i intencjami. Marudzeniem, możemy mu jedynie zaszkodzić…
astromaria powiedział/a
Ciekawy to jest wyłącznie ten o Osamie, którego nie zabili, bo od co najmniej 10 lat nie żyje. A dokładnie to ciekawe jest jego zakończenie. Ty wybierasz – strach czy miłość, Schodami do nieba albo windą na szafot. Od tego, jak grasz zależy czy przejdziesz na następny level. Jest o co grać, bo po roku 2012 obudzisz się we własnym łóżku, tym samym, w którym zasnąłeś, lecz rzeczywistość wokół będzie ciut inna. Część ludzkości zniknie. Znikną miliony albo miliardy… Rozejrzyj się wokół, żeby sprawdzić na którym levelu jesteś: jeśli wokół trwa wojna i leżą trupy, to kiepsko, bo nie przeszedłeś. Będziesz żył na skażonej radioaktywnie planecie, jadł GMO, a władza, w ramach wojny z islamskim terroryzmem będzie miała prawo rzucić cię w glebę, przydeptać ci kark buciorem i wywieźć cię w nieznanym kierunku, nie powiadamiając o tym twoich bliskich. Dostaniesz chipa i trafisz do obozu pracy albo, jako stary i nieprzydatny pryk, dostaniesz kulkę w łeb.
Ale jeśli wokół panuje pokój, na idealnie czystym niebie świeci słońce, śpiewają ptaki, a zdrowi i mądrzy ludzie promiennie się uśmiechają, to możesz uznać zwycięstwo: grałeś po mistrzowsku i jesteś na wyższym levelu. Koniec z wojnami, religiami, politykami, mediami, nauką i innymi bzdurami. “Ukochany” Obama nie pokaże ci się w TV, nie zobaczysz tam również Tuska. Znikną racjonaliści wraz z krzyżowcami, nie będzie tam Barta, Michnika ani Kazi Szczuki. Będziesz się czuł jak w raju. A co najfajniejsze odmłodniejesz ze 20-30 lat.
I tego ci życzę (sobie i wszystkim naszym bliskim zresztą również). To jak, spotkamy się na wyższym levelu?
LogoPedant powiedział/a
Ty się Maria przyznaj, że masz już kody dostępu na ten wyższy level, he, he, he… Gadasz z taką pewnością siebie, że na pewno już tam jesteś…
astromaria powiedział/a
@ LogoPedant: to taka wprawka do wizualizacji. Jak uwierzysz, to dostaniesz…
katja_krzemykowa powiedział/a
@Mario, ja też bardzo chętnie wejdę na wyższy level, o ile dam radę przestać wściekać się na tych, którzy NIE CHCĄ nic widzieć i wolą się oszukiwać. Dla własnego ojca jestem już oszołomką, która nie wierzy w TVN24. No ale trudno.
Z innej beczki – nie wiedziałam, gdzie to napisać, więc jakby co, to usuń ten post. Planuję się zwrócić do egzorcystki Wandy Prątnickiej w sprawie synka. Ona dużo pisze o tym, że pomogła wielu dzieciom z autyzmem poprzez odprowadzenie duchów. Podobno zadziwiająco często w przypadku dzieci autystycznych podczepiają się jakieś nieproszone energie. Myślisz, że to dobra specjalistka? (Nie wiem, może ją znasz). Może to dobry trop?
Coś się dzieje niefajnego w naszej rodzinie i już nie wiem, jak to ugryźć. Dziś w nocy po bardzo ciężkiej chorobie i wielkim cierpieniu umarła moja bardzo kochana babcia. Tego samego dnia tylko rano umarła babcia mojego męża. Obie tego samego dnia! I w ogóle mam wrażenie, że jakieś energie się przypałętały do nas…
Ziemianin powiedział/a
/To jak, spotkamy się na wyższym levelu?/
—————————————
Pożyjemy – zobaczymy. Ja bym wolał stąd spieprzyć na wyższy level jak piszesz, niż tu zostać i dziesięciolecia naprawiać to co jest. Jeśli jest tyle Światów to po co się trudzić, lepiej śmignąć stąd. Niech ten Świat naprawiają ci co go zepsuli…
—————————————
Więc chyba się spotkamy…
Ziemianin powiedział/a
@LogoPedant
Nie marudzę i nie bluźnię bracie, pogadać nie można ?… Nazywam rzeczy po imieniu, jak jest słoneczny piękny dzień to nie będę mówił że deszcz pada.
Poza tym sam wiesz, że liczą się czyyyny. Od gadania do czynów to daleka droga, zauważyłeś chyba że ludzie dużo gadają i przeważnie mało robią, albo nic.Ja nie niszczę Świata i nikomu nie szkodzę, raczej pomagam. Jestem tylko obserwatorem i “walę” to co widzę, jak widzę że psychole (sorry – nieświadomi) malują sprayem co się tylko da w formie wulgarnych epitetów, to mówię że robią syf, i tyle… Moje myśli krążą raczej w innych, lepszych Światach, a tu ratować nie ma co, bo ta planeta została zaprojektowana do celów eksperymentalnych gdzie występują olbrzymie tarcia różnych potencjałów żeby móc rozpoznać i wybrać schody do nieba, lub windę na szafot, jak Maria zacytowała powyżej.
Pozdrawiam
astromaria powiedział/a
@ katja_krzemykowa: książka jest bardzo dobra, więc jako teorię mogę ją polecić z czystym sumieniem, natomiast nie wiem zupełnie, jak skuteczna jest ta pani. Kilka lat temu moja koleżanka korzystała z jej usług, ale z tą koleżanką jest taki problem, że ona stale dokonywała jakichś “wielkich odkryć” i zaczynała się zachowywać jak zaczadziała. A to odkryła dietę Kwaśniewskiego i wszystkich nią na siłę uszczęśliwiała, a to jakąś ścieżkę duchową czy nową terapię i nimi też zatruwała nam życie. W końcu odkryła panią Prątnicką, a ta jej powiedziała, że wszyscy w jej rodzinie mają po 100 duchów i wymagają egzorcyzmów. Wywaliła na to kupę kasy, a nam nie dawała żyć, bo nas też namawiała, ale nie wiem, czy jej to coś pomogło, bo jej syn zmarł na raka mózgu. Zachęcona przez tę koleżankę zadzwoniłam tam, odebrała jakaś Magda-egzorcysta i powiedziała, że mam kilka duchów, a każdy w mojej rodzinie jeszcze więcej i zaśpiewała chyba 200 od sztuki. Jak policzyłam ile mam zapłacić to podziękowałam i poradziłam sobie sama.
Wiem też, że kilka lat temu była jakaś afera, bo dziewczyny, które tam pracowały odeszły i wbiły jej nóż w plecy mówiąc o niej jakieś straszne rzeczy. Tak więc ja ci polecić usług tej pani nie mogę, bo sama z nich nie korzystałam. Jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć poszukaj googlem, na pewno znajdziesz jakieś fora dyskusyjne, gdzie ludzie opisują swoje osobiste doświadczenia z egzorcyzmów.
Powtórzę jeszcze raz: książka mi się podobała, natomiast cała reszta budzi moje wątpliwości, dlatego nie mogę z czystym sumieniem polecić jej usług.
astromaria powiedział/a
@ Ziemianin: podobno w okolicach 2012 roku ma nastąpić rozszczepienie czasoprzestrzeni i powstaną światy równoległe. Tak twierdzi np. ruski fizyk Wsielenski, ale teorii jest tyle, że można dostać głupawki. Coś podobnego twierdzą też badacze Kalendarza Majów, np. Johann Kossner. Obaj panowie twierdzą, że ludzie, którzy osiągnęli stan przebudzenia świadomości nie mają się czego obawiać, że świat będzie się walił, ale świadomym nic nie grozi, więc nie należy się denerwować. Niestety, już widać, że przebudziło się niewielu, dlatego na wyższy level przejdzie garstka. Reszta zostanie w świecie, jaki szykują im Iluminaci. “Iluminaci” to znaczy “oświeceni” (w ich własnym mniemaniu, bo my wiemy, że żaden prawdziwie oświecony człowiek nie może być czcicielem Szatana). Każdy ma takie oświecenie na jakie zasługuje.
Marcus powiedział/a
Majowie nie wiedzą kiedy to dokładnie nastapi czy to będzie 2012 czy 2020 czy inny, rok bo jak mówi szaman pogubili się w datach.
astromaria powiedział/a
“Nie wiadomo, czy to jest to samo słońce” – no własnie… Jeśli znajdziemy się w równoległym świecie, może to być inne słońce i inna ziemia. Majowie może się pogubili w wyliczeniach, ale biali ludzie nie. Oczywiście, nie piszę tu o białych ludziach z Newsweeka, bo to kretyni. Chciałam powiedzieć racjonaliści. I dlatego im się wszystko równo popier…ło. Jose Argulles spędził na obliczeniach całe życie, ale w końcu rozgryzł zagadkę tych dwóch kalendarzy. Szkoda, że media jak zwykle o tym nie słyszały. Ale nie ma się czemu dziwić, bo to są media “iluminackie” – tak ich oświeciło, że aż ich oślepiło, więc nic nie widzą i nic nie wiedzą.
LogoPedant powiedział/a
@Ziemianin
Ostatnio ktoś podrzucił tutaj powiedzenie, którym posługują się buddyści, a które to idealnie oddaje naszą i Wszechświata naturę: “Patrząc na świat, widzisz swój umysł”. Obejrzyj proszę krótki wywiad z Nassimem Harameinem: http://kwiatlotosu.wordpress.com/2011/04/26/wywiad-z-nassimem-harameinem-nowy-paradygmat-w-fizyce-kwantowej/ i zrozumiesz, jak ważna jest intencja i Twój mentalny wybór… Słońca życzę!
Iza40 powiedział/a
Dla mnie odkrycie Bruce Liptona, Eckharta Tolle i Nassima Harameina było odkryciem Życia. Wywróciło moje przekonania do góry nogami.
LogoPedant powiedział/a
@Iza40
Dla mnie również… Najbardziej budujące jest to, że Nassimowi, chyba jako pierwszemu, współczesnemu naukowcowi, udał się przebić przez arogancki, racjonalistyczny mur zadufania dzisiejszego środowiska fizyków. Jego referat, o którym odpowiada w wywiadzie, który zalinkowałem, wywołał entuzjazm. I jak sam Nassim opowiada, przypuszcza, że racjonalistów porwała czysta matematyka, którą udowodnił swoje twierdzenia o naturze Wszechświata i jego skalowalności. Mało ludzi zdaje sobie sprawę, jak wielkiego dokonał odkrycia (odnalazł korelację, pomiędzy materią, a duchem), choć tak naprawdę jego dowody, potwierdzają tylko to, co mistrzowie duchowi przekazują od tysiącleci, że Kosmos jest w nas…
Mnie frapuje jeszcze inna sprawa… Zastanawiam się, ile było różnych cywilizacji na naszej planecie i jak one postrzegały rzeczywistość. Wiele wskazuje na to (artefakty, sprzed wielu milionów lat), że wiedza, którą dziś odkrywamy, była stosowana w praktyce, tylko te cholerne Jaszczury dobrały nam się w jakimś momencie do tyłków…
Może było tak, że ta walka o energię trwa na Ziemi od zawsze… Ostatnio wpadła mi do głowy hipoteza, że Jaszczury to potomkowie dinozaurów, bo naukowcy nie raz udowodnili, że wielkie gady miały inteligencję i myślały abstrakcyjnie, zatem niekoniecznie Reptile są “z kosmosu”, a być może stąd… To głębsza refleksja…
Ziemianin powiedział/a
@LogoPedant
Wiesz co LogoPedant, można tak polemizować do końca tego wcielenia, “pozjadać” wszystkie rozumy mądrych i “oświeconych” ludzi i co z tego wynika dla jednostki jeśli nie czuje w sercu radości ? Nic ! Bo wszystkie te mądrości mu “latają” gdzieś tam… To wszystko piękne, miło się słucha i czyta, ale jest wirtualne. Powiadasz; liczy się intencja i mentalny wybór. To może dotyczyć kolejnego wcielenia a nie realu. W realu to nie działa. W mej naturze nie ma złych intencji, zawsze fruwałem w obłokach myśląc i wizualizując to co dobre i piękne. Skończyłem z tym, bo widzę że to paranoja. To nie działa. Schizofrenicy żyją poza realem i dlatego nazywa się ich chorymi. Z tymi wywiadami z Harameinem już się zetknąłem, Tolla też czytałem, który bodajże dwa lata przesiadywał codziennie na ławce w parku i dumał, aż w końcu wydumał, że “doznał oświecenia”. Teraz jest sławny, udziela wywiadów, pisze książki, kasa płynie to może się bawić w te pseudoduchowości i pleść przeróżne “bzdety”. Zawsze znajdą się owieczki pragnące pasterza. Tolla to w ogóle nie mogę słuchać bo te “bzdety” mnie nie bawią.
Tu, w TYM realu, jeśli nie urodzisz się w CZEPKU, co zapewni ci masę możliwości realizacji siebie już na samym starcie, a bo to masz dobrych, kochających i bogatych rodziców, którzy zapewnią ci materialny byt, na co nie musisz już tracić energii, otrzymasz solidne wykształcenie w najlepszych uniwersytetach, a realizując siebie jesteś szczęśliwy. A teraz pomyśl o tych wszystkich nieszczęśnikach, bezdomnych, porzuconych, niechcianych, głodnych i brudnych. Czy oni mogą się realizować ? Czy mają wybór ? Moim zdaniem NIE MAJĄ. Nooo, mają co najwyżej dwie opcje, trwać w tym wychodku do czasu naturalnej śmierci ciała z wyczerpania, albo odfrunąć stąd zapijając się na śmierć, co wielu czyni. No ale chyba nie powiesz że to świetne możliwości wyboru. Tak to wygląda w REALU. Dzięki za dobre rady, ale jak ktoś powiedział; – głodnego nie nakarmisz ideą, tak dobrymi radami nikogo nie uszczęśliwisz -. Ktoś jeszcze powiedział; – DOBRYMI RADAMI PIEKŁO JEST WYBRUKOWANE -.
Serdecznie pozdrawiam.
PS.
Nie odpisuj łaskawie, bo ta polemika mnie nie interesuje.
Marcus powiedział/a
@LogoPedant
Są teorie które mówią o kosmosach, nie o jednym kosmosie ale o wielu które są jak bańki mydlane przylegające do siebie (teoria strun chyba o tym mówi). Jaszczury mogły tu trafić z innego kosmosu gdzie jest inna fizyka.
Ci co mieli dalekie OBE opisują, że w innych światach żyją istoty ale jest tam inna fizyka która nie przystaje do naszej. Czyli prawa naszej fizyki są tam nic nie warte a naukowcy myślą, że opisują one prawa uniwersalne dla całego kosmosu, może i naszego kosmosu ale nie wszystkich kosmosów.
Co mogły zrobić jaszczury? Przybyły tutaj zrobiły rozeznanie i elitarne hybrydy do kontroli, następnie wycofały się tak aby o ich istnieniu nikt oficjalnie nie wiedział. Wykreowały czarne dziury w naszej galaktyce przez które zasysają energię do swojego kosmosu. Postawiły księżyc (sztuczny satelita) który utrzymuje ten cały system stabilny na lini nasza galaktyka – czarne dziury.A jak wiadomo księżyc jest nieproporcjonalnym satelitą w stosunku do naszej planety. Mamy o tym (sztuczności księżyca) w legendach Zulusów o czym mówił Credo Mutwa. Skala dramatu jest o wiele wieksza niż nam się wydaje mówimy o istotach które mają technologie przenoszenia ciał niebieskich i robienia czarnych dziur !!!!
Tylko takie zjawisko jak fala albo jakieś inne kosmiczne (może to rozczepienie o którym mówia Majowie) może ten system rozwalić. Oczywiście cała nasza galaktyka pomimo dramatu jest częścią boskiego wszechświata, dlatego indywidulanie możemy się pod źródło podłączyć. Ale rozwalenie tego systemu to coś co chyba przekracza nasze możliwości więć jakaś kosmiczna interewncja jest potrzebna, nie mówie tutaj o obcych ale o kosmicznym zjawisku.
Czarne dziury: http://projektasymetria.blogspot.com/2011/05/czy-nasza-galaktyka-to-bateria.html
A ten film w genialny sposób pokazuje dlaczego jest tyle kłamst dotyczących księżyca, to ciało niebieskie wygląda na główny mózg tej energetycznej operacji. O tym, że w środku jest pusty dowiedzieli się astronauci kiedy zrzucili na niego pare ton a on zadzwonił jak dzwon. U Zulusów księżyć porównuje się do wydmuszki jajaka !!!! Zgodnie z prawami naszej fizyki jest on za duży jak na naturalnego satelite naszej planety. I nad czym tu jeszcze się zastanawiać?
Who Built The Moon?
astromaria powiedział/a
Ale wy się nie kłócicie, prawda? W moim forum miała miejsce taka dyskusja:
Marcus powiedział/a
@Astromaria
“Kłócimy” się(raczej dyskutujemy) bo myślimy to jest twórczy aspekt i rozwija heheheh!!!
“Spisek polega na uwięzieniu niematerialnej istoty w materialnym ciele. Siedzisz w więzieniu materii i materia tobą rządzi”
Dlatego trzeba się bawić materią (w materi) mając świadomość, że jesteśmy czymś więcej a nie popadać w depreche z powodu tego, że jesteśmy w materii. Zasady są proste: rób to na co masz ochote tylko pamiętaj żeby twoja “piaskownica” i “twoje zabawki” nie szkodziły innym. Iluminaci mają inne zasady: rób to na co masz ochote ale i to co Twój “Pan” ci nakazuje, w dupie miej innych – komunikuj się z nim tylko za pomocą symboli.
poszukiwacz powiedział/a
Jeśli Księżyc został zaprojektowany, to kto był twórcą projektu? Kto zbudował Księżyc?” – http://www.mojawyspa.cba.pl/teksty/kto.zbudowal.ksiezyc.htm
poszukiwacz powiedział/a
Zagadka Illuminati – http://prawdaxlxpl.wordpress.com/2011/05/05/zagadka-illuminati/
LogoPedant powiedział/a
@Ziemianin
Wyjaśnijmy sobie jedną rzecz… Po pierwsze; będę pisał i odpowiadał, kiedy tylko przyjdzie mi na to ochota, nawet, jeżeli moje słowa, wsadzisz sobie w poważanie. Po drugie; trafiłeś w miejsce, w którym w pocie czoła, budujemy określony stan ducha, z silnym nastawieniem na pozytywną zmianę mentalności nas wszystkich. Pragniemy mieć realny wpływ na rzeczywistość, poprzez intencje, które kierujemy do Wszechświata. Jeżeli nie masz ochoty zakasać rękawów i popracować razem z nami, to chociaż nie przeszkadzaj… Wystarczającą ilość defetyzmu musimy znosić, dzięki większości społeczeństwa, które siedzi w “czarnej dupie”, aż po uszy i codziennie nas o tym informuje, poprzez propagandowe “szczekajki”. Skoro jesteś taki wrażliwy, dostrzegając zło tego świata, to pomyśl proszę, iż wielu czytelników bloga Astromarii (tych milczących pewnie najwięcej) szuka u przemiłej gospodyni pocieszenia, a Twoja postawa na pewno nie jest budująca. Jeżeli twierdzisz, że tyle już ścieżek przeszedłeś i tyle już wiesz, o tym okrutnym świecie, to czego dupę zawracasz?
Z całym szacunkiem do owego, również serdecznie pozdrawiam.
@Marcus
Wiele z tego, o czym piszesz jest mi znane, choć przyznam, że teoria o tak dużych możliwościach gadów, trochę mnie zasmuciła. Czas pokaże, co będziemy w stanie zdziałać, zwiększając swój potencjał energetyczny. Mnie w równym stopniu, co Ciebie, kręcą te tematy, tylko teraz nie mam nerwa, żeby dogłębniej poszukiwać… Powiem Ci, że z jednej strony to dość przygnębiająca wizja naszego ułamka Wszechświata, a z drugiej jest to chyba najbardziej pasjonujący temat i cieszę się, że żyję w tak przełomowym momencie naszego rozwoju. Ciekawi mnie cały czas, czy wcześniejsze cywilizacje na Ziemi, przechodziły przez podobne historie… Wyobraź sobie, jak bogaty w życie i jego przejawy musi być cały Wszechświat i ewentualne, inne kosmiczne światy… Rzeczywistość jest ciekawsza, niż fikcja…
Marcus powiedział/a
@LogoPedant
Nie pękaj to tylko teoria aczkolwiek wiele wskazuje, że to może być prawda. Pocieszające jest to, że w tym układzie oni potrzebują bardziej nas niż my ich. Pewnie dlatego nie chcą nas zniszczyć tylko zredukować. Temat jest naprawde fascynujący a ja lubie się mądrzyć bo sporo czytam i wiem. Niedługo moje ego tak napuchnie od tej “mądrości”, że pękne jak bańka spekulacyjna na giełdzie i wtedy będe wolny hehehehe!!!!
Ziemianin powiedział/a
@LogoPedant
/Wyjaśnijmy sobie jedną rzecz… Po pierwsze; będę pisał i odpowiadał, kiedy tylko przyjdzie mi na to ochota…/
———————————-
Jasne, nie będę sabotował, bo nie miałem takiego zamiaru. Miałem na myśli tylko komentarz do mojego wpisu, nic więcej. SORRY.
Zatem, niech Twoja mądrość Cię prowadzi…
Zakończę pozdrowieniem dobrych kosmitów ( bo mi się to bardzo spodobało);…
Żyj długo i szczęśliwie !
Ziemianin powiedział/a
@astromaria
Jedyna twoja wolność przejawia się w sposobie myślenia. Tego nikt nie jest w stanie ci narzucić, bo to twoja głowa. Przynajmniej na razie. Jak wynajdą lepsze generatory fal, to i to się skończy, bo będziesz myślał tak, jak HAARP czy inne badziewie ci każe.
—————————
Mario – może oni już mają te “badziewie” i generują w eter tzw. przekazy, bo jest tego teraz taki wylew, że to zaczyna być zastanawiające, tym bardziej że wiele, jeśli nie większość są co najmniej dziwne, jeśli nie bezsensowne. Ta cała GFŚ… Czytając te komentarze na różnych forach widzę że ludzie łykają wszystko bezkrytycznie. To świetna metoda żeby odwrócić uwagę ludzików od tego co oni wyprawiają na Ziemi. Jeśli by się to okazało prawdą, to… :-/
Pozdrawiam
LogoPedant powiedział/a
@Marcus
Czyli uprawiasz egonomię…
@Ziemianin
Pozdrawiam.
Ziemianin powiedział/a
Polecam czytelnikom dwa świetne teksty ;
“Niewidzialna Istota Ukryta pod Ludzką Maską” i “Przejściowe Stany Świadomości 2″ –
http://krystal28.wordpress.com/
Myślę Mario że nie będziesz miała nic przeciwko, iż to zasugerowałem, bo przecież chodzi o duchowy rozwój największej ilości dusz, do czego niezbędne są różne punkty widzenia.
Pozdrawiam Wszystkich