Steinerowska demonozofia
Posted by astromaria w dniu 09/02/2012
Źródło: gnosis.art.pl
Wykład Jerzego Prokopiuka opracował Światosław Florian Nowicki
Zgodnie z obiegową koncepcją chrześcijańską po jednej stronie jest Chrystus, a po drugiej Jego Przeciwnik, Diabeł, Szatan – jako w zasadzie jedna istota. Natomiast u Steinera mamy wyraźnie układ składający się z trzech elementów – za chwilę okaże się, że można na to spojrzeć jeszcze inaczej, ale na razie weźmy tę klasyczną koncepcję Steinerowską – z których wiodącym jest Logos, czy Chrystus, Kreator, faktyczny Kreator tego Kosmosu, a obok są dwie istoty, które genetycznie pochodzą z szeregów anielskich, czyli pierwotnie były jasne, czy dobre, a ciemne, czy złe stały się dopiero stopniowo. Przy czym Steiner wielokrotnie podkreśla, że same w sobie są one jak gdyby dalej dobre i jasne, a tylko w naszym kosmosie odgrywają taką rolę, ponieważ to jest ich forma poświęcenia się dla człowieka. Jest to sytuacja, mówiąc łagodnie, bardzo dialektyczna, dlatego, że istoty te wprawdzie z jednej strony się poświęcają, ale przecież wcale nie zmienia to faktu, że na naszym poziomie są złe i groźne. To nie jest tak, że jak odsłonimy ich dobre jądro, czy rdzeń – choć niejednokrotnie o to właśnie chodzi – to tym samym możemy już lekceważyć ich złe działanie. Wręcz przeciwnie. To są jak gdyby dwa całkiem różne poziomy. I trzeba o tym pamiętać. My mamy do czynienia z poziomem takim, na którym one są ciemne i złe, a są takie dlatego, żebyśmy mieli wolność. To jest właśnie u Steinera generalne uzasadnienie, nieustannie powracające. Gdyby nie istnienie ciemności i zła, nie wiedzielibyśmy, co to światłość i dobro. Starszą w tej parze postacią jest Aryman, który oddzielił się wcześniej niż Lucyfer od głównego nurtu rozwoju anielskiego, dokonującego się w ramach hierarchii, opisanych przez Dionizego Areopagitę. Otóż i jeden, i drugi ma całą bogatą historię. Steiner głównie opowiadał historię Lucyfera. Gdyby ktoś chciał napisać – bo jeszcze nikt nie napisał – pracę na ten temat jako monografię: Lucyfer w dziełach Rudolfa Steinera, to byłoby to zapewne grube, potężne i skądinąd fascynujące dzieło. Do tego stopnia, iż spotykałem ludzi, którzy twierdzili, że sam Steiner – to taka mała dygresja – był istotą lucyferyczną, która powróciła do Chrystusa. Bo właściwie coś takiego jest przewidziane na przyszłość, a skoro tak, to kiedyś przecież musi się to zacząć i w tym wypadku to się już jak gdyby zaczęło – w biografii Steinera. I nawiasem mówiąc, w odniesieniu do Steinera, masa ludzi zadaje sobie pytanie, skąd ta nieprawdopodobna zupełnie fontanna, krynica kreacji, obejmująca tak ogromną liczbę dziedzin… Steiner to faktycznie człowiek, który potencjalnie tworzy właściwie całą alternatywną cywilizację, czy też jej zrąb. Nie ma tematu, na który by się nie wypowiadał w sposób twórczy. Jest to taki człowiek, który w oczywisty sposób ma do dyspozycji wszystkie pojęcia, to znaczy, że nie musi ich sobie dopiero wykuwać, bo są mu one dane, bo ma bezpośredni kontakt z całym światem idei. A taki kontakt może mieć właściwie tylko istota anielska. I niejednokrotnie sposób, w jaki Steiner pisze o Lucyferze, sprawia wrażenie, jak gdyby była to, jak niektórzy mówili, poniekąd złośliwie, po prostu apologia pro domo sua. Bo rzeczywiście ton, w jakim Steiner pisze o Lucyferze, jest niekiedy pochwalny.
Ale, oczywiście, powstaje pytanie natury historycznej: istota lucyferyczna, ale w jakiej fazie? Bo istoty lucyferyczne też się rozwijają. Jak zaczęły upadać, tak, jak się zdaje, upadają do dzisiaj, i to bardzo intensywnie. Na tym w zasadzie ten „rozwój” polega. O ile więc przedtem niewątpliwie były dokładną odwrotnością istot arymanicznych – trudno powiedzieć kiedy, ale w każdym razie kiedyś były taką odwrotnością – o tyle teraz (mimo że w dalszym ciągu są właściwie ich antytezą) współpracują z istotami arymanicznymi. To się, oczywiście, łączy z postacią Antychrysta, który będzie istotą lucyferyczną, o ile już nie jest, i Arymana, czyli tego właściwego inkarnowanego Szatana, którego ów Antychryst poprzedza.
W różnych antropozoficznych pracach demonologicznych wprowadza się istotne rozróżnienie: powiada się, że Diabolos to właśnie Lucyfer, a Satanas to Szatan, czyli Aryman. Najogólniejsza ich charakterystyka byłaby taka, że w ramach utrzymywania człowieka w polu wolności, jeśli tak można powiedzieć, w tym napięciu pomiędzy Arymanem i Lucyferem, droga Chrystusowa jest drogą środkową, która jak gdyby korzysta z tych dwóch biegunów, ale prowadzi pomiędzy nimi.
Otóż Lucyfer inspiruje człowieka jednostronnie do świata duchowego, tzn. do świata wyłącznie duchowego. W związku z tym jest patronem wszelkiego rodzaju idealizmu, sztuki (o tyle, o ile jest ona ekstatyczna, wychodząca poza materialność), mistyki, zwłaszcza orientalnej – tu od razu trzeba dodać, że zdaniem Steinera Lucyfer inkarnował się trzy tysiące lat przed Chrystusem, w Chinach, i to właśnie on dał impuls wszelkim religiom orientalnym. Niedokładnie może wszystkim, bo są tam także wątki pochodzące wyraźnie od Chrystusa, powiedzmy w idei bodhisattwy, w mahajanie. Ale wszędzie tam, gdzie pojawia się jednostronny ascetyzm, wrogość względem ciała, skrajny idealizm, szczególnego rodzaju eskapizm, mamy do czynienia z inspiracją Lucyfera. A takie są właśnie głównie religie orientalne.
A z drugiej strony należy tu, oczywiście, także sporo elementów występujących w religiach europejskich, tzn. na pewno będzie to w dużej mierze gnostycyzm, powiedzmy to sobie otwarcie. Steiner nawet twierdził, że gnoza to jest sposób, w jaki widziano Chrystusa i fakt Jego Inkarnacji z perspektywy lucyferycznej. Bo widziano ten fakt doketystycznie, nie dopuszczano jak gdyby możliwości przeniknięcia przez ducha materii do końca. Można by w związku z tym zapytać, czy nie można było inaczej. Oczywiście, można było, ale docenić wielkość faktu, jakim była Inkarnacja Chrystusa, byli w stanie tylko wcześniej inicjowani, naturalnie tylko oni widzieli całą ogromną kosmiczną skalę tego faktu. A jaką mieli oni inicjację? Naturalnie lucyferyczną, bo wtedy po prostu nie było innej. Przed Chrystusem nie było inicjacji Chrystusowej, to jest jasne. W związku z czym patrzyli oni na postać Chrystusa z ogromną rewerencją, jeśli tak można powiedzieć, na klęczkach, ale widzieli Go w sposób lucyferyczny. Tak powstała gnoza. Taka jest w każdym razie teza Steinera.
Otóż sama antropozofia jest poniekąd lucyferyczną gnozą – na wejściu, jeśli można użyć tego określenia – bo zaczyna się od pewnej fascynacji. Na ogół człowiek zwraca się do antropozofii zafascynowany – oczywiście wiedzą tajemną – a potem dopiero dowiaduje się, że powinien ją chrystianizować poprzez rozwijanie miłości, podziwu, pozytywnego stosunku do wszystkiego, co dobre, mądre i prawdziwe w świecie.
Tyle więc o orientalnym, czy – ściśle biorąc – lucyferycznym charakterze wielu religii. Ale Lucyfer w ramach swojego dalszego upadku ma – poza tym – jednostronnie idealistycznym, ale przecież wspaniałym aspektem, także pewien inny aspekt. Bo, na przykład, niewątpliwie inspiruje on ekstazy erotyczne, trudno powiedzieć, czy seksualne w takim wąskim, że tak powiem, „bydlęcym” rozumieniu. Powiedziałbym raczej, że jego inspiracje widać wszędzie tam, gdzie jest namiętność, gdzie jest fascynacja, gdzie jest widzenie albo więcej, niż jest w przedmiocie miłości, albo więcej, niż może dojrzeć zwykły zjadacz chleba. Bo istnieją przecież także inicjacje lucyferyczne. Z tym, że pokazują one światy, zdaniem Steinera, właściwie ułudne – tzn. pewnie w ramach swojej ułudy realne, bo, jak wiadomo, to zależy od tego, jak na nie popatrzeć, od wewnątrz, czy też od zewnątrz. Jak na to spojrzeć od zewnątrz, to jest to pewnie ułudne, ale jak się „siedzi” w ich środku, wygląda to bardzo realnie. I to będą, oczywiście, jakieś niesłychane światy umieszczone w astralu.
Otóż Steiner łączy Lucyfera w jakiś sposób z Wenus i z Merkurym, właśnie z tymi dwiema planetami. W tym mianowicie sensie, iż powiada, że ponieważ Wenus jest odpryskiem starego Księżyca, który był kiedyś ojczyzną istot lucyferycznych, to one tęsknią do Wenus i tu na Ziemi czują się właściwie na wygnaniu. Są jak bogowie na wygnaniu. Tęsknią do Wenus i jak gdyby przez to pociągają wielu ludzi w jej stronę. I cała ekstatyka miłosna ma prawdopodobnie taki właśnie podkład duchowy. Tyle na wstępie o istotach lucyferycznych.
Natomiast o istotach arymanicznych trzeba powiedzieć, że stanowią one dokładne przeciwieństwo istot lucyferycznych w tym sensie, że inspirują człowieka jednostronnie do świata materialnego, chcą go kompletnie pozbawić kontaktu ze światem duchowym. A wykorzystują do tego celu głównie materialistyczną naukę, materialistyczną technikę, materialistyczne systemy polityczno-społeczne, tzn. systemy oparte na terrorze. Bo o ile Lucyfer to ekstaza, o tyle Aryman to zimny intelekt i terror – to są dwa, że tak powiem, podstawowe jego elementy.
I dlatego wystepuje też jeszcze inny podział. Steiner powiada, że jeśli jawią nam się demony w postaci kobiecej, to są to istoty lucyferyczne, jeśli zaś w postaci męskiej – to są to istoty arymaniczne. Przeważnie będą to więc pewnie, z jednej strony, jakieś piękne diablice, a z drugiej strony, mężczyźni, raczej w zdecydowanie starszym wieku, albo przynajmniej dojrzali, z krogulczym nosem, będzie to zatem do pewnego stopnia jakiś rodzaj diabła-starca. Otóż właśnie za pośrednictwem takich dziedzin życia – jak nauka, technika, czy polityka materialistyczna – istoty arymaniczne chcą człowieka dosłownie „uziemić”, tzn. stworzyć z niego istotę, którą trzeba by nazwać kombinacją zwierzęcia z maszyną. Zwierzęcia przez to, że jest to jak gdyby próba odcięcia mu łączności między duszą a duchem. Na tym chyba właśnie polega istota grzechu przeciwko Duchowi źwiętemu, jest nim to wszystko, co odcina człowieka od ducha. A niewybaczalny jest on w tym sensie, że – po prostu – jak już człowiek zostaje odcięty od ducha, to przestaje być człowiekiem, jest oderwany od swojej matrycy, jako człowiek się kończy.
I co wtedy pojawia się na jego miejsce? Powstaje mianowicie bestia, bo ciało + dusza to jest już tylko bestia. Każde zwierzę ma przecież wraz z cielesnością także taką swoją quasi duszyczkę. I właśnie jednym z tych czynników w pewnym sensie poprzedzających dominację materializmu w naszych czasach jest uznanie w Kościele katolickim dogmatu o tym, że człowiek ma tylko cechy duchowe, a nie ma ducha, to znaczy, odebranie mu ducha, stwierdzenie, że jest on tylko sklejką psychofizyczną (Konstantynopol, 869-870). I to był ten pierwszy krok w kierunku animalizacji człowieka. Człowiek nie wywodzi się ze zwierząt, ale może do ich rzędu spaść. W takiej sytuacji człowiek staje się jak gdyby bestią. Ta jego bestialskość przejawia się w szczególności w dwojaki sposób. Mówię w tej chwili nie o jakichś zewnętrznych sprawach, takich jak okrucieństwo, ale o tym, co stanowi tu istotę rzeczy. Mianowicie pierwszą sprawą byłaby zatrata potrzeby poznania prawdy dla niej samej, potrzeby bezinteresownego poznawania prawdy. A drugą sprawą jest zatrata bezinteresownej moralności, dobrego działania dla samego dobra. Wiemy, że komunizm – i nie tylko zresztą komunizm, bo przecież poniekąd i różne faszyzmy, np. hitleryzm – hodowały ludzi wyraźnie w tym kierunku. To znaczy odbierały im i prawdę, czy dążenie do prawdy tak pojęte – jako coś bezinteresownego – i tak samo dążenie do dobra. Dobro miało być albo rasowe, albo klasowe, zawsze musiało być jakoś tam pochodne. Człowiek nigdy nie działa bezinteresownie – rzekomo. Nie mówiąc już o tym, że nie wychowywano ludzi w tym kierunku. I to byłby jeden czynnik. Wskutek tego powstaje coś w rodzaju inteligentnej bestii. Bo intelektu to nie musi nadgryzać. Intelekt może być niesłychanie sprawny. I znamy przecież wielu myślicieli komunistycznych, czy hitlerowskich o bardzo wysokiej klasie intelektualnej w pełni oddanej na służbę bydlęcości i, że tak powiem, obrony bestialstwa.
A drugim czynnikiem, o którym wspomniałem, jest czynnik mechanizacji człowieka. A przejawia się to jakby w dwojaki sposób. Na niskim poziomie, takim, powiedzmy, jak w naszych czasach, jest to okoliczność, że można mieć już serce jako maszynę, że można mieć dowolny niemal organ jako maszynę. Czyli właściwie, jak tak dalej pójdzie, przy dalszym udoskonalaniu tej techniki dojdzie do tego, że w zasadzie człowieka będzie można pewnie fizycznie wymienić do końca, lub prawie do końca.
Jest jeszcze drugi czynnik, mianowicie taki, że człowiek zaczyna zachowywać się jak maszyna. Mam na myśli pewien typ wychowania – chodzi mi nie tylko o wychowanie w sensie istnienia określonych typów pedagogiki, ale również o wychowanie stanowiące rezultat oddziaływania pewnych systemów, takich właśnie jak komunizm, czy faszyzm (ale nie tylko, także, powiedzmy, widać to w kwitnącym kapitalizmie, na demokratycznym rzekomo, Zachodzie) – typ wychowania sprawiający, że ludzie zaczynają zachowywać się po prostu jak maszyny. Ja bym powiedział tak: behawioryzm nie jest prawdziwą koncepcją człowieka, ale można taką sytuację stworzyć, że stanie się prawdziwą. I wtedy mamy do czynienia z sytuacją, w której człowiek przestaje mieć własne inicjatywy, od wewnątrz na zewnątrz nie wychodzi nic, jest wyłącznie zbiorem reakcji na bodźce. No i mamy już maszynę, bo maszyna jest wyłącznie zbiorem reakcji na bodźce. Jeszcze jednym przykładem na „mechanizowanie” człowieka niech będzie masowe zjawisko dawania mu ersatzów mechanicznych zamiast nowych rozwojowych możliwości duchowych: telewizji zamiast poznania imaginatywnego, audioaparatów zamiast poznania inspiratywnego, komputerów i „rzeczywistości wirtualnej” zamiast poznania mistycznego. Tak by się więc ogólnie przedstawiała istota arymanizmu.
Ale obecnie Lucyfer i Aryman współpracują ze sobą. O co im chodzi? Steiner powiada, że nie chodzi tu tylko o to, żeby zawładnąć Ziemią. Bo zapewne Arymanowi chodzi przede wszystkim właśnie o to, ale Lucyfer nie interesuje się Ziemią, Lucyfer chce innego świata. Natomiast i jeden, i drugi chcą możliwie maksymalnej ilości ludzi jako swoich poddanych, jeśli tak można powiedzieć, używając języka feudalnego. Żeby to sprecyzować, trzeba oczywiście powiedzieć, że przecież istoty duchowe żywią się po prostu innymi istotami duchowymi. To polega na tym, że karmią się naszymi myślami, naszymi uczuciami, naszymi aktami woli. To, co dla nas jest myślą, to dla innych, dla istot hierarchicznie wyższych, jest rodzajem, mówiąc żartobliwie, śniadanka, obiadku, czy kolacyjki. Oczywiście te istoty, jak Steiner zawsze to podkreślał, mają poniekąd swoje miejsce w ekonomii Kosmosu. One mają prawo do takich „rzodkieweczek”, jak mówił Robert Walter. Ale „rzodkieweczki”, jak wiemy, same się do nich garną.
Przytoczyłbym tu przykład Babadżiego, który jest klasycznym przykładem inkarnowanej istoty lucyferycznej. Ma on po prostu swoje spore grono wyznawców, którzy łączą się z nim. I sami tego chcą, bo przecież on im proponuje połączenie się z nimi przez ekstazę, tak jak to jest w wersji orientalnej: kropla wraca do oceanu w ekstazie. Nie jest to bynajmniej śmierć mistyczna, to nie dokonuje się przecież w cierpieniu, człowiek sam tego chce. Jest to więc całkowity kontrast w stosunku do propozycji, jeśli można użyć tego słowa, Chrystusa, który powiada: śmierć – tak, i to w cierpieniu najczęściej, ale potem zmartwychwstanie. Natomiast Lucyfer ani Aryman nie proponują żadnego zmartwychwstania. Aryman, oczywiście, ex definitione, bo bydlę po prostu nie ma co zmartwychwstawać, nie ma co w ogóle pchać się do zmartwychwstania.
W wariancie podsuwanym przez Lucyfera może być, owszem, właśnie tak, że człowiek jak gdyby się w nim roztapia – byłaby to więc poniekąd doprowadzona do końca sytuacja „kolacyjki”. Ale jest jeszcze pewna inna wersja, mianowicie taka, że człowiek pojawia się po śmierci, jakiejś tam śmierci, która nie jest, oczywiście, śmiercią zupełną, w świecie Lucyfera. I to jest właśnie ten świat, który budują i Lucyfer, i Aryman gdzie indziej, w pewnej innej sferze, a który Steiner nazywa ósmą sferą. Osobiście podejrzewam, że część tzw. „wzięć” przez UFO to właśnie porwania do tej sfery.
Otóż pomijając sprawę, jak to wygląda w tym właściwym świecie Lucyfera, tu, na Ziemi, inspiruje on ludzi do wolności, ale jakby w tym sensie, żeby człowiek zbuntował się przeciwko Bóstwu wiodącemu. I to ma, oczywiście, swój sens. I to też było potrzebne jako pewien sposób postępowania.
Steiner podkreślał zawsze, że to było potrzebne, aczkolwiek przedwczesne, że właściwie Bóstwo dałoby człowiekowi wolność, ale dopiero wtedy, kiedy człowiek dorósłby do niej. A Lucyfer człowiekowi zaproponował wolność, bunt za wcześnie. Owo „za wcześnie” to jest właśnie bardzo często chwyt istot lucyferycznych, czy arymanicznych. Podejrzewam osobiście, iż wmawianie nam, że już wkroczyliśmy w Epokę Wodnika, to jest właśnie jeden z tych chwytów.
Taka byłaby ta najogólniejsza teoria, którą trzeba teraz jeszcze skwalifikować i dodać do niej pewne dalsze elementy, coś, co ją nieco skomplikuje. Mianowicie w przedostatniej, czy ostatniej fazie swoich rewelacji Steiner wprowadził trzecią kategorię istot demonicznych. Są to mianowicie istoty, które nazwał Assurami, istotami assurycznymi. Assury są, jako demony, istotami jeszcze starszymi od Arymana, czyli, innymi słowy, pochodzą z Saturna, z tej pierwszej planety, najstarszej w całym układzie (Aryman pochodzi ze starego Słońca, Lucyfer – ze starego Księżyca). Steiner mówił o nich bardzo niewiele. Z tego, co wiem, wynikałoby coś takiego: istoty lucyferyczne gnieżdżą się w ciele astralnym, czy też atakują ciało astralne człowieka, co oznacza, że obierają sobie za przedmiot jego namiętności, popędy, uczucia; z kolei istoty arymaniczne atakują ciało eteryczne człowieka, w związku z czym są groźniejsze, bo atakują jak gdyby bios ludzki, czy podstawy ludzkiego biosu – i stąd Steiner twierdził, że rak, jako choroba będąca efektem działania istot arymanicznych, ma swą siedzibę, że tak powiem, w ciele eterycznym, a nie fizycznym i dlatego jest tak trudno uleczalny; natomiast istoty assuryczne atakują ludzkie „ja”, centrum samego człowieka. Jest to – chciałoby się tu nieomal użyć tego określenia Alfreda Jarry’ego – „wymóżdżanie”, ale nie chodzi o mózg, jest znacznie gorzej, jest to „wyjaźnianie” człowieka, jeśli można tak powiedzieć. I tu widać wyraźnie, że assury idą ręka w rękę z istotami arymanicznymi, to znaczy, z jednej strony, mamy arymaniczne materializowanie człowieka, a z drugiej strony – zabieranie mu przez assury „ja”. Po prostu.
Steiner wyróżniał jedną z tych istot, nazywał ją Soratem i mówił o nim, że jest to Demon Słoneczny, tzn. ten, który w Apokalipsie występuje jako bestia 666. Jest cały cykl wykładów Steinera na temat Apokalipsy i tam jest o tym mowa obszerniej i precyzyjniej. Istoty assuryczne wkroczyły w historię ludzką stosunkowo niedawno. Osobiście podejrzewam, że wiążą się z nimi te wszystkie zjawiska w naszej cywilizacji, które wprost atakują ludzkie „ja”. I to nie tylko przez to, że czynią z człowieka coś w rodzaju maszyny, bo do tego wystarczy po prostu przecięcie owej więzi pomiędzy „ja” a resztą, czyli duszą i ciałem. W działalności assurów mamy bowiem do czynienia z atakowaniem samego „ja”. I czasami ma się po prostu wrażenie, przy bezpośrednim kontakcie z pewną kategorią ludzi – a mówi mi o tym nie tylko moje bezpośrednie doświadczenie, lecz także ukazuje to też w wyraźny sposób wiele opisów literackich – że mamy do czynienia z istotami, które mają ciało ludzkie, duszę jeszcze ludzką (w tym sensie, że występuje u nich jakieś tam działanie intelektu, uczuć, woli), ale brakuje „ja”. Czuje się, że jest to tylko jakiś taki rodzaj patiomkinowskiej fasady. Pozór jest ludzki, a w środku tego – „ja” ludzkiego już nie ma. Gdybym chciał być złośliwy, to powiedziałbym, że można coś takiego zauważyć u niektórych urzędników, ale, oczywiście, nie twierdzę, że to jest specialité de la maison akurat urzędników. można się z tym spotkać prawdopodobnie w każdej warstwie społecznej.
Tak więc w wyniku działalności Assurów pozostaje pewnie tylko jakaś taka pragmatyczna resztka „ja”, która powoduje, że ta całość trzyma się jeszcze w ogóle kupy, jeśli można się tak brzydko wyrazić. Natomiast prawdziwego „ja”, w znaczeniu bezinteresownego zwrócenia się ku prawdzie, dobru i miłości, tego po prostu tam już nie ma.
Trudno powiedzieć coś więcej, bo, jak sądzę, niestety, dopiero przyszłość pokaże nam naprawdę istoty assuryczne w akcji. Ale w różnych antropozoficznych refleksjach na temat AIDS spotykałem domysły, czy domniemania, że AIDS jest swego rodzaju produktem ubocznym, czy symptomem – może tak lepiej powiedzieć – zatracania „ja” przez człowieka, że temu, co dzieje się na płaszczyźnie duchowej, czyli temu, że „ja” zostaje zniszczone, zabrane, zeżarte – wszystko jedno – na płaszczyźnie fizycznej odpowiada właśnie AIDS. Taki jest domysł. Oczywiście, nie będę tego w tej chwili rozwijał, bo dla naszych celów nie jest to przecież konieczne.
Mamy więc tu właściwie dwa schematy. Jeden to jest ten triadyczny: Chrystus po środku, Aryman i Lucyfer po obu stronach, tak jak dwaj łotrzy na krzyżu, po obu stronach Chrystusa. Ciekawa rzecz, że jest to właśnie dokładny odpowiednik tego triadycznego schematu. W literaturze antropozoficznej powiada się, że ten dobry łotr to jest Lucyfer, a zły – to naturalnie Aryman. Bo mianowicie – i to jest szalenie ważna sprawa i trzeba to koniecznie powiedzieć – i Lucyfer, i Aryman będą kiedyś zbawieni. Oczywiście, trzeba pamiętać, że są to istoty kolektywne, to znaczy, że istnieje wiele istot lucyferycznych i wiele istot arymanicznych, w związku z tym można powiedzieć, że zapewne część z tych istot będzie przywrócona Chrystusowi. O tym Steiner mówi już w Wiedzy tajemnej. Natomiast nic nie mówi na ten temat, jeśli chodzi o istoty assuryczne.
A drugi schemat jest taki, że mamy do czynienia z trzema kategoriami demonów, stosownie do nasilającej się intensywności zła, i mimo woli nasuwa się tu zestawienie z Trójca Świętą. Byłaby to taka jakby czarna Trójca. Można by nawet dopasować, kto tu przeciwstawia się komu, jakkolwiek, oczywiście, nie jest to takie prostackie. Mianowicie istoty lucyferyczne przeciwstawiają się Duchowi Świętemu, Duchowi Prawdy – one tworzą iluzje, a On jest Duchem Prawdy. Steiner powiada w pewnych tekstach, mało kto z antropozofów o tym w ogóle wie, że obecny, że tak powiem, wiodący Duch Święty – bo to znów jest cała grupa istot – jest to przemieniona istota lucyferyczna z poprzedniego kosmosu. Aryman przeciwstawiałby się Chrystusowi, tzn. zimną nienawiść, terror – Miłości. I wreszcie Sorat przeciwstawia się Bogu Ojcu, rozumianemu jako byt, jako podstawa wszystkiego. Sorat jest od niszczenia podstawowej rzeczy, jaką jest „ja”, jest on, można by rzec, Nihil. I ciekawa rzecz, że średniowieczni katarzy rozróżniali trzy istoty demoniczne: Lucybela (wyraźnie chodzi tu o Lucyfera), Szatana (jako odpowiednika Arymana) i Nihil (tego, który jest nicością, i jest to, oczywiście, Sorat, czyli, ściślej mówiąc, Assur).
Na zakończenie trzeba by też coś powiedzieć o Chrystusie. Mianowicie bardzo często mam wrażenie – nie ja jeden zresztą – że w tekstach antropozoficznych, już trochę u Steinera, ale także u różnych jego uczniów, dużo można się dowiedzieć wprost o Lucyferze, czy Arymanie, gorzej natomiast jest z tym aspektem Chrystusowym. Jak gdyby łatwiej było powiedzieć, o co nie chodzi, niż o co chodzi – w sensie jakichś głównych wyznaczników. Naturalnie, jak przejdziemy już do pewnego rdzenia samej antropozofii, to oczywiście wtedy chrystusowość zaczyna się wybijać coraz bardziej. I to jak gdyby w dwóch punktach. Jeden to jest sama droga inicjacji, a drugi to, oczywiście, zasada miłości. Jest to centralna sprawa. To znaczy, tam, gdzie jest miłość, tam jest Chrystus. To jest jednoznaczne. Nawet począwszy od najbardziej niskich jej form. A kończąc, oczywiście, na najwyższych. jeżeli chodzi o wpływy Lucyfera w tej dziedzinie, to wiążą się one nie tyle z miłością, co raczej z fascynacją. Dopóki trwa fascynacja, to może jest to jakaś lucyferyczna miłość – w tym sensie, że ja czegoś pragnę, czy czegoś pożądam, czyli na swój sposób kocham, bo mnie to fascynuje, jak gdyby wsysa, wciąga – i to właśnie jest specyficznie lucyferyczne. Ale tam, gdzie zaczynamy uczyć się miłości ze względu na drugą osobę, ze względu na drugiego człowieka – i to właśnie miłości bezinteresownej i nieegoistycznej, nie zaspokajającej wyłącznie mojej potrzeby – tam mamy już do czynienia z miłością Chrystusową. I u Steinera jest to bardzo mocno zaakcentowane, wspomina o tym w bardzo dużej ilości wykładów, właściwie nieustannie. Ale rzecz ciekawa, że u takich „szeregowych” antropozofów, jeżeli wolno użyć tego określenia, mało się o tym mówi. Raczej są to fascynacje poznawcze, czasami wręcz całe spekulacje, obracające się w tym polu pomiędzy Lucyferem a Arymanem, utrzymane w tonacji na ogół zresztą lękowej, sugerujące jakby, żeby się wystrzegać jednego i drugiego. Steiner, wręcz przeciwnie, mówi, że nigdy się nie należy wystrzegać, przeciwnie, należy wychodzić im naprzeciw – poznawczo i etycznie, bo to są dwa sposoby na pokonanie obu tych istot, a zarazem na ich zbawienie. Bo i my mamy brać udział w ich zbawianiu – Steiner twierdził, że manichejczycy, tak potwornie prześladowani wszędzie i przez wszystkich, przechodzili te ciężkie wcielenia poniekąd jako rodzaj treningu: po to, żeby zaznać zła do maksimum i w przyszłości być tymi, którzy będą zbawiać Lucyfera i Arymana. Życie tutaj – jak mawiał Gałczyński – „nie jest maliną”. I my na co dzień możemy robić to samo, z jednej strony, poznając te istoty, a więc żadna miarą nie uciekając przed nimi – tu jest absolutnie proponowana postawa faustowska: wyjść naprzeciw – a z drugiej strony, kierując się miłością. Wtedy jesteśmy zabezpieczeni przed wpływami lucyferycznymi i arymanicznymi, i pomagamy tym istotom w procesie ich zbawienia. Tak twierdzi Steiner.
I jeszcze tylko taki mały appendix. Steiner podkreśla fakt, że Chrystus jako Najwyższa Istota Słoneczna, czy poniekąd pomimo to, jest związany z Ziemią, złączył się z eterycznym ciałem Ziemi i przebywa jak gdyby w tym rejonie. A Lucyfer mimo wszystko związany jest ze Słońcem. Tylko tutaj cały czas trzeba pamiętać, że to chodzi o różne etapy. Bo my, zwracając się do tych istot, nie zawsze wiemy, do którego etapu ich rozwoju się zwracamy. Pamiętajmy, że zachodzi pewna inkongruencja pomiędzy naszą czasowością, a bezczasowością tamtych, czy też może raczej ponadczasowością. I to „wstrzelenie się” jest bardzo trudne, na przykład Steiner mówi, że w hinduizmie Wisznu to Chrystus, a Siwa to Lucyfer. Ale z czasów, kiedy jeszcze byli braćmi – bo są braćmi – i to stojącymi na tym samym poziomie. Tylko Chrystus zaakceptował rozwój świata taki, jaki zaplanował Bóg Ojciec, a Lucyfer odrzucił ten projekt. W związku z czym Chrystus zaczął się rozwijać razem z tym światem, a Lucyfer stał się kijem wkładanym w szprychy. Otóż w takiej sytuacji, jeżeli jakiś pobożny Hindus zwraca się do Siwy, to zwraca się do Lucyfera wprawdzie, ale z czasów, kiedy Lucyfer był jeszcze prawie całkiem „dobry”, i jak gdyby w ogóle nie było tu żadnego problemu, więc dlatego często spotykamy się – na płaszczyźnie ludzkiej – z sytuacjami na pozór paradoksalnymi. Na przykład Yogananda w swojej Autobiografii jogina mówi o tym, że miał wizje Chrystusa, a nawet spotkanie z Chrystusem, ale nie został chrześcijaninem, bo po prostu w jego wypadku nie było takiej potrzeby, należał on niejako do innej linii rozwojowej.















Iza40 powiedział/a
Bardzo ciekawy wykład, zainteresował mnie. Co prawda, pierwsza refleksja oparta była na strachu, bo sobie pomyślałam, że my ludzie, to kurcze zawsze mamy wiatr w oczy, ale potem odetchnęłam i sobie pomyślałam, grunt to mieć serce i patrzeć w serce. Nie będę swoim strachem stwarzać na dla kogoś koalcyjki
.
Czy ten Steiner to persona warta uwagi?
astromaria powiedział/a
Warta uwagi. Oczywiście, nie twierdzę, że trzeba się tego nauczyć i przyjąć jego widzenie świata jako jedyną własną filozofię, ale poczytać warto. Warto czytać różne rzeczy, z różnych półek, ale oczywiście zawsze trzeba pozostać sobą. Cudze myśli powinny być inspiracją do własnych przemyśleń, a nie kalką do kopiowania.
KingOvNot powiedział/a
@Iza40
Na pewno Steiner to był(a) persona godna uwagi,ale Tobie radziłbym się zająć raczej Izą40-ści
masz znacznie bliżej i nie
będziesz musiała tracić czasu na kolejne bajki z cyklu -Na wyspach Bergamutach,podobno jest kot w butach itd.itp…
Wiki – Rudolf Steiner (ur. 27 lutego 1861 w Kraljevac, Chorwacja, zm. 30 marca 1925 w Dornach koło Bazylei, Szwajcaria) – austriacki filozof, mistyk-wizjoner, badacz spuścizny Goethego, twórca antropozofii, mason. Po raz pierwszy rozpoznany jako krytyk literacki i filozof kultury. Na początku XX wieku założył ruch duchowy, antropozofię, jako ezoteryczną filozofię wyrastającą z europejskiego transcendentalizmu i teozofii.
Budowanie takich teorii,z mojego punktu widzenia to jakiś obłęd,ale na tej planecie to norma…więc niech te dobre anioły,które potem stały się złe,choć w w swym rdzeniu pozostają dobre,a tylko tak dla dobra swiata są złe,niech nas mają w swoim rdzeniu, znaczy opiece. Hough !
KingOvNot powiedział/a
@Iza40
Na pewno Steiner to był(a) persona godna uwagi,ale Tobie radziłbym się zająć raczej Izą40-ści
masz znacznie bliżej i nie
będziesz musiała tracić czasu na kolejne bajki z cyklu -Na wyspach Bergamutach,podobno jest kot w butach itd.itp…
Wiki – Rudolf Steiner (ur. 27 lutego 1861 w Kraljevac, Chorwacja, zm. 30 marca 1925 w Dornach koło Bazylei, Szwajcaria) – austriacki filozof, mistyk-wizjoner, badacz spuścizny Goethego, twórca antropozofii, mason. Po raz pierwszy rozpoznany jako krytyk literacki i filozof kultury. Na początku XX wieku założył ruch duchowy, antropozofię, jako ezoteryczną filozofię wyrastającą z europejskiego transcendentalizmu i teozofii.
Budowanie takich teorii,z mojego punktu widzenia to jakiś obłęd,ale na tej planecie to norma…więc niech te dobre anioły,które potem stały się złe,choć w w swym rdzeniu pozostają dobre,a tylko tak dla dobra swiata są złe,niech nas mają w swoim rdzeniu, znaczy opiece. Hough !
astromaria powiedział/a
Kiedyś masoneria nie była wcale taka zła. Masoni to byli ludzie myślący. Widzieli oszustwa Kościoła, rozumieli prawa duchowe i chcieli dobrze, ale wyszło jak zwykle. Chazarskie plemię nie śpi, więc widząc, że masoneria rozkwita wysłali tam swoich agentów, a ci powoli przejęli władzę nad całym tym biznesem i zrobili z tego syf. Pokaż mi, co jest nieprawdziwego w tym wykładzie? Faktem jest, że najpierw pojawia się słodki Lucyfer i opowiada ludziom o duchowości, zbawieniu i raju, a kiedy oni otworzą swoje serca przybywa Aryman i zaprowadza terror. Dokładnie to samo przytrafiło się masonerii. Przybyło kilku światłych kolesi i zaczęli nauczać, po czym zjawili się syjoniści i zrobili porządek.
A propos: oglądam wywiad Projektu Camelot z Jordanem Maxwellem i włosy stają mi na głowie coraz wyżej. Jestem po prostu w szoku, co ten mason wygaduje. On się w ogóle nie kryje z tym, kim jest i że działa imieniu NWO! Ale owce uwierzyły, że to badacz spisków i persona godna zaufania. Ludzie, otwórzcie oczy! To jest chazarska masoneria, a nie Steiner!
Herr powiedział/a
Wykład naprawdę ciekawy. Chyba przeczytam w wolnej chwili raz jeszcze. Nie pierwszy raz spotykam się z teorią odgrywania roli “złych” i “dobrych” przez co wcielamy się w role negatywne ku własnej edukacji i rozwojowi, który z kolei przysłuży się wzrostowi innych w przyszłości. Podobne założenia są dość często spotykane wśród channelingowców i brzmią calkiem rozsądnie. A przynajmniej pozwalają zmiękczyć uczucia w stosunku do tych ciemniejszych istot, zamiast się ich bać tym samym je karmiąc.
O Steinerze też nie slyszałem wcześniej, ale wygląda to wszystko dość interesująco. Ciemna Trójca to też ciekawy symbol, z racji że wyjątkowo często używany w okultyzmie w negatywnym celu. A tak btw od razu wam polecę parę ciekawych linków:
Wiele planów od dawna jest szykowanych na obecną Olimpiadę i wielce prawdopodobne że także na Euro 2012. Wtedy też będziemy przeżywać bardzo ścisłą kwadraturę Urana/Plutona co może skutkować wzmożonymi protestami (żądania ludzkości rozpoczete w II połowie lat ’60 będą się coraz mocniej manifestować i ujrzymy ich konsekwencje), to również okres kiedy Neptun zagości mocniej w Rybach.
http://newworldorder.com.pl/artykul,3348,Tajemnicza-symbolika-Igrzysk-Olimpijskich-Londyn-2012
A tu wywiad z zamordowanym już człowiekiem, który zdradził plany dt. Olimpiady w Syjonie (tzn w Londynie):
http://newworldorder.com.pl/artykul,2722,Zion-Olimpiada-2012
Według mnie to wszystko wygląda ciekawie. Do tego można dołożyć logo Euro 2012, Pałac Kultury (wyglądający jak Big Ben -> jedna z kart illuminatów, porównać koloryz naszego logo i ludzi tam będących). Filmik pokazujący przygotowania do Olimpiady obfituje w symbolikę:
A dla tych co są ciekawi rynku muzycznego polecam szczególnie:
http://radtrap.wordpress.com/2011/08/19/amy-winehouse-i-klub-27/
tu jest o Amy Winehouse, jak i dlaczego została zamrodowana, czemu morduje się gwiazdy muzyki pop w wieku 27 lat, kto to robi i dlaczego. Śmierć Amy Winehouse i historia tego ma wiele wspólnego z opowieściami Arizony, która była wykorzystywana do czarno-magicznych rytuałów.
KingOvNot powiedział/a
Ponieważ czytałem dzieła zarówno Steinera jak i Prokopiuka,tudzież wielu innych wspaniałych myślicieli (bez ironii).
Nasuwają mi się nastepujące wnioski…że wszystkie te fantastyczne idee religijno-filozoficzne,wymyślili faceci,którzy:
a)cierpieli na zatwardzenie
b)mieli kłopoty ze wzwodem (albo jedno i drugie
)
c)kompletnie byli pozbawieni poczucia humoru
Pokażcie mi choć jedną kobietę,która wymyśliła podobne ,niestworzone historie.
Nie ma takiej ? Z tego wynika,że kobiety:
a)nie mają zatwardzenia
b)nie mają kłopotów ze wzwodem
c)mają poczucie humoru
ps.polecam książkę pana Prokopiuka”Lucyferiana…i wnioski nasuną się same…:)
astromaria powiedział/a
Bez przesady proszę. O ile mogę się zgodzić, że większość filozofów cierpiała na różne dziwne przypadłości, z umysłowymi włącznie, o tyle historia o Lucyferze i Arymanie jest naprawdę bardzo zgrabna i inspirująca. Ja ją bardzo lubię i zachęcam wszystkich do przeczytania jej z należytą uwagą.
Nordzom powiedział/a
Gdybyż nad tymi wszystkimi spekulacjami nie unosił się duch biblii i odbiblijne pojmowanie świata, zwłaszcza Orientu i jego systemów etycznych!…
KingOvNot powiedział/a
Jak ktoś lubi sobie czytać to polecam “Fragmenty nieznanego nauczania” Uspieńskiego. To jest książka o Gurdżijewie.
Oczywiście jak każdy facet,musiał wymyśleć kilka nieprawdopodobnych teorii,ale niektóre rzeczy są godne uwagi i przeczytania.
I jeszcze jedna książka,”Wprowadzenie do nauk Gurdżijewa” W.Kulczyka.
W koment.11 nie chciałem nikogo zniechęcać
,sam lubię czytać i zapoznawać z różnymi punktami widzenia,ale…to tylko różne
punkty widzenia,nic więcej…można sobie zrobić w głowie niezły śmietnik,a mało już tam mamy uwarunkowań i programów
(cudzych ) ?
Eliszka powiedział/a
Mam pytanie, czy ktoś przebrnął przez treść “Księgi Wiedzy” i ma swoje zdanie na jej temat ?
Iza40 powiedział/a
Marcus powiedział/a
Teksty Steinera i nie tylko są tutaj:
http://www.ksiegozbiory.cba.pl/ksiegi.html
LogoPedant powiedział/a
@Eliszka
Księga Wiedzy jest w nas…
astromaria powiedział/a
@ Nordzom: Steiner pisał dla świata chrześcijańskiego. Za jego czasów był to monolit, można by rzec. Nie było wtedy multi-kulti, a Kościół trzymał świat silną ręką. Jedyną alternatywą były ruchy protestanckie. Dlatego w jego pismach unosi się duch Biblii. Ale ponieważ ja jestem za, a nawet przeciw, więc nie odrzucam mądrych rzeczy tylko dlatego, że są chrześcijańskie czy biblijne. Mnie się w ogóle podoba gnoza, a ona jest chrześcijańska, stety lub niestety. Poza tym Biblia jest księgą składającą się z różnych pism, stąd jej nazwa (Biblia to po prostu “pisma”). Są w niej pisma mądre i są pisma głupie. Co więcej, mądre pisma zostały poprawione przez głupich redaktorów i zrobił się wielki pasztet, raczej bez sensu.
Czytając komentarze dochodzę do smutnego wniosku, że albo nie przeczytaliście tego uważnie, ale bo jest dla was zwyczajnie za trudne. Komentarze są bez sensu, nie na temat i świadczą o niezrozumieniu tekstu.
KingOvNot powiedział/a
@Astromaria
A może ludzie mają już dosyć tych wszystkich wydumanych bzdur ?
Komentarze są takie jak wykład…Bóg SrOjciec,a gdzie do kurki wodnej Bogini Matka ??? No tak, pierze gacie tej reszcie…
Przecież to jest historia pisana przez facetów,dla facetów…kobiety są zbyt zająte życiem,żeby zajmować się takimi histEriami.
ps.jeśli Ci przeszkadzają te wpisy,to je wywal,nie będę miał pretensji
astromaria powiedział/a
@ KingOvNot: a nie przyszło ci do głowy, że to ty jesteś zbyt głupi, żeby to zrozumieć? Wybacz, ale mam dość czytania bezrozumnego bełkotu.
astromaria powiedział/a
Z takimi tekstami zrobiłbyś furorę na forum dla feministek, ale nie tutaj.
astromaria powiedział/a
Zaczęłam pisać łopatologiczny wykład dla owiec “Co autor miał na myśli”, ale mi go wcięło, więc chyba nie warto się wysilać. Od tej chwili wszystkie kretyńskie komentarze świadczące o niezrozumieniu tego wykładu lądują w koszu.
Może powiem tylko, że dosłowne odczytywanie “demonozoficznych” alegorii nie świadczy dobrze o czytającym.
astromaria powiedział/a
Komentarze nie na temat przeniosłam do Hyde Parku.
Nordzom powiedział/a
AstroMario
- prowokujesz nas do marnowania energii na scholastyczne sofizmaty, w dodatku z okreslonej proweniencji dot. dziejów i kultur…
Że kusząca recepta wobec realizowanych nam scenariuszy ?
No, niby można tak mnożyć wersje filozoficznych interpretacji i bytów… Wszelako na Ziemi działo się znacznie więcej – dłużej i szerzej, niż “świata koło” zakreślone przez R.Steinera.
Pewnie traktujemy to jako jedną z interpretacji. Po prostu.
astromaria powiedział/a
Powiem szczerze, że czuję się bardzo zawiedziona.
KingOvNot powiedział/a
@Astromaria
Jesteś strasznie impulsywna,a dziwisz się “unym”,że są tacy bezduszni…
Nazwałaś mnie głupim,bezrozumnym…czyżbyś cierpiała na brak poczucia humoru bądz na…
Być może jestem za głupi,być może tylko mam odmienne zdanie na ten temat.
OK, ja się na Ciebie nie złoszczę i w ramach zadośćuczynienia za zawód jaki Ci sprawiłem,proszę napisz do mnie na
maila. Wyślę Ci książkę pana Prokopiuka “lucyferiana..” plus “Jestem heretykiem”,na własny koszt oczywiście
Poważnie
Pozdrawiam i Przytulam
astromaria powiedział/a
Komentarze poniżej pasa będą kasowane. Szkoda, że nie macie nic ciekawego do powiedzenia. Spodziewałam się ciekawej dyskusji na temat przejawiania się zła w świecie i jego masek. Niestety, przeczytałam o zwzodach, zatwardzeniu i praniu gaci. A powyżej pasa nie masz żadnych refleksji?
KingOvNot powiedział/a
@ Astromaria
Powyżej pasa…? Jak się ma zatwardzenie,to i głowa może boleć i człowiek agresywny się staje…
Pozdrawiam
astromaria powiedział/a
Jeszcze jedna kwestia: ten blog nazywa się “jestem za, a nawet przeciw”, a to znaczy, że nie zachowujemy się tu jak fanatycy. Fakt, że wszyscy jesteśmy wolni od religijnych więzów i przesądów nie oznacza automatycznie, że możemy beztrosko wyrzucić Biblię do kosza, uznając, że są w niej same bzdety. Nigdy i nigdzie nie ma samych bzdetów, nawet w wywiadzie z Jordanem Maxwellem, który mnie tak ostatnio zbulwersował. Nawet tam jest jakiś procent prawdy. Więc proszę mi tu nie pisać, że to jakieś scholastyczne sofizmaty i że w świecie działo się znacznie więcej. Nikt nie jest w stanie zawrzeć w jednym wykładzie wszystkiego o wszystkim na całym świecie i we wszystkich epokach.
Właśnie słucham archiwalnej audycji Radia na fali, w której wystąpił Krzysztof Rogala (znany jako redmuluc) i rozmowa toczy się o Biblii właśnie. O wężowych istotach, Annunaki itp. oraz o pracy Michaela Heisera. Jak widać poważni ludzie, tacy jak Heiser, Biblię studiują i nie przynosi im to ujmy.
Zainteresowani mogą posłuchać:http://www.teoriachaosu.com.pl/mp3/Teoria_Chaosu_Live_2011-12-23.mp3
Marcus powiedział/a
Ale awantura się zrobiła !!!
co do tekstu:
“(…) w tym napięciu pomiędzy Arymanem i Lucyferem, droga Chrystusowa jest drogą środkową”
Dawno temu zapewne istniał mądry nauczyciel którego nauki pomieszano lub wypaczono. Najlepszy przykład to sama “Biblia” gdzie nowotestamentowe (pewnie też już poprzerabiane w pewnym stopniu) nauki doklejono do starotestamentowego zestawu nauk “arymanicznych” boga Jahwe. Dotatkowo wycięto z tej wieloksięgi połowę życia owego nauczyciela. Pytałem kiedyś jednego teologa (tzn: mgr teolog po UWM w Olsztynie) dlaczego Biblia miczy na temat życia Chrystusa pomiędzy 13 a 30 rokiem życia. Teolog zamilczał tak samo jak Biblia.
Cały ten zabieg miał na celu wylania dziecka z kąpielą. Adept odkrywający fałsz instytucjonalno – biblijnego chrześcijaństwa za fałsz bierze także “prawdziwe rodzynki” które pozostały w biblijnym tekście. Natomiast adept który pozostał w instytucjonalno – biblijnym owczym pędzie dostaje gotowy zafałszowany pakiet interpretacyjny który “myśli” za niego. Czyli prawdziwy Chrystus jest gdziś między wierszami. Trzeba być prawie poetą aby go odczytać (zinterpretować).
Dla ludzi którzy zawsze wszystko brali dosłownie i nie czytali poezji, zrozuminie Steinerowskiej Demonozofii może być problematyczne. Dlatego wylewają dziecko z kąpielą. Co nie oznacza, że ze wszystkim tam się trzeba zgadzać.
“(…) Otóż Lucyfer inspiruje człowieka jednostronnie do świata duchowego, tzn. do świata wyłącznie duchowego. W związku z tym jest patronem wszelkiego rodzaju idealizmu, sztuki (o tyle, o ile jest ona ekstatyczna, wychodząca poza materialność), mistyki, zwłaszcza orientalnej”.
Ten cytat jest dla mnie kluczowy i zarazem wielki jednocześnie. Kto tego nie rozumie nie zrozumie nic.
Ilu to wzniosłych “ezo – new – age’owych” nauczycieli mamy? Pływających w sosie miłości i pieprzących tylko o miłości (podkreślam TYLKO). Proszę mnie źle tutaj nie zrozumieć.
Znacie pewnie jogina z Fioletowego Płomienia, fecet aż kipiał od duchowośći a w rezultacie wylądował na finiszu w Projekcie Cheops. Ten cytat wyżej jest właśnie o takich ludziach jak Michał Papierski. Lata praktyki jogi, Indie, wzniosła duchowość i lądowanie w “lucyferycznym ogrodzie” (uwaga: nie piekle ale ogrodzie !!!). Proszę mnie źle nie zrozumieć joga i duchowość wchodu to nic złego. W podobnym “kanale duchowośći” znalazł się ostatnio Leszek Weres. I tu prosze mnie źle nie zrozumieć astrologia to nic złego. Chyba nie muszę tłumaczyć łopatologicznie o co mi tutaj chodzi.
“(…) Istoty arymaniczne chcą człowieka dosłownie „uziemić”, tzn. stworzyć z niego istotę, którą trzeba by nazwać kombinacją zwierzęcia z maszyną”
Debilna popkultura, GMO, upadająca edukacja, kontrola, chemiczny syf, leczenie wszystkiego pigułami, godziny spędzone przed “programatorem TV” to chyba wszystko jasne.
Podsumowując:
Lucyfer – wzniosła fałszywie pojęta duchowość (np. Rajska, obecny Weres i inne pochodne produktu pseudoduchowości)
Aryman – materializm, racjonalizm, darwinizn, odrzucenie wszelkiej duchowości.
Trzeba się unieść ponad Arymana i Lucyfera, bawić się nimi ale tak aby oni nie bawili sie nami (to zdanie metaforyczne -informacja dla tych nie “kumających” poezji).
PS. Można się ze wszystkim u Steinera nie zgadzać ale trudno nie zauważyć, że sporo rzeczy tutaj kupy się trzyma. Nie widzę w tym fałszu i jakoś dziwnie się składa, że wiele to wyjaśnia. No ale trzeba być trochę poetą i mieć wyobraźnię.
magaut powiedział/a
Czytając ten wykład przypomniała mi się ‘Święta góra’ Jodorowsky’ego (niedawna emisja na TVP) i zdanie Osho, zawarte w którejś z jego książek – zdanie znam jedynie z relacji, bo póki co nie czytałem żadnej z nich – że człowiek powinien połączyć i równoważyć drogę medytacji (Wschód) z drogą miłości (Zachód), zamiast kroczyć tylko jedną z tych dwu, tym samym niepełną drogą.
Iza40 powiedział/a
Zachód i “droga miłości”? Ja myślę, że na Zachodzie używając języka Steinera, króluje Aryman, chociaż z drugiej strony, wielu nie znajdując szczęscia w świecie materii ucieka w duchowość i czasem wpada w objęcia Lucyfera. Odnoszę takie wrażenie, ze wielu odbija się od Arymana do Lucyfera.
Marcus powiedział/a
Zaczyna mnie ten wordpress wku…., znowu siedzę w moderacji.
Nordzom powiedział/a
@Magaut
- od kiedy droga Zachodu była “drogą miłości” ?
Drogą strachu i totalnej kontroli – to owszem, i wmawiania kultu pokornego cierpienia.
Ech, te dorabiane hasła!…
astromaria powiedział/a
@ Marcus:
mam ochotę cię uściskać, nie pierwszy raz zresztą. Jesteś jedynym, który to zrozumiał. Podziwiam cię, że potrafiłeś wyzwolić się z wychowania katolickiego, ale nie wylałeś dziecka z kąpielą.
To jest właśnie klucz do zrozumienia tego wykładu. Tego nie wolno czytać dosłownie, lecz “poetycko”, czyli alegorycznie. Tu są naprawdę przepięknie wyłożone prawa duchowe.
Nie bierzcie dosłownie takich pojęć jak “Szatan”, “Bóg Ojciec” czy “Chrystus”. To są personifikacje pojęć zła, wyższej mądrości czy dobra. Pewnie znowu powinnam napisać kolejny tekst pt. “Stawiam kropkę nad i”. Ech…
Czy wy nie widzicie, jak zło zwodzi ludzi? Religie miłości i przebaczenia, idee New Age, mające pogodzić wszystkich dzięki jednej, wspólnej religii (bo jeśli będzie jedna, to się nie będziemy wyrzynać), jeden rząd, bo jak znikną państwa to zapanuje pokój, kamera na każdym drzewie i latarni dla naszego bezpieczeństwa, czyli wszelkie hasła “dla naszego dobra”. To jest domena Lucyfera.
A jak się dasz nabrać na te hasła, to przychodzi Aryman i stawia ciężki bucior terroru na karkach naiwnych. I zamiast miłości mamy świętą inkwizycję, zamiast religii mamy ateizm, zamiast pokoju totalitaryzm światowy, zamiast bata na przestępców jest państwo Orwella.
Ale gdybyśmy kroczyli drogą środka i posiadali świadomość chrystusową, to oba te diabły mogłyby nas pocałować – wiadomo gdzie. Bylibyśmy święci, a więc “zbawieni”.
Marcus powiedział/a
@Magaut
“(…) zdanie Osho, zawarte w którejś z jego książek – zdanie znam jedynie z relacji, bo póki co nie czytałem żadnej z nich – że człowiek powinien połączyć i równoważyć drogę medytacji (Wschód) z drogą miłości (Zachód), zamiast kroczyć tylko jedną z tych dwu, tym samym niepełną drogą”.
Osho powiedział to do ludzi zachodu, którym brakowało metafizyki (tajemnicy) wschodu. Nie sądze aby mówił to do Azjatów. Co niby takiego mieliby czerpać z Zachodu? Osho miał wiele takich powiedzonek z jednych coś wynika a inne? no właśnie, gadki, szmatki.
astromaria powiedział/a
@ magaut: może raczej drogę mistycyzmu (wschód) z drogą rozumu (zachód).
Zauważcie, jak Lucyfer współpracuje z Arymanem. Kiedy pojawia się idea lucyferyczna otwieramy nasze serca i chcemy się zatracić w tej prawdzie i miłości. Wydaje się nam, że to jest samo dobro, sama duchowość i czysta miłość, więc nic złego nie może nas spotkać. Po prostu zaufajmy i idźmy tą drogą.
A potem mamy to, co mamy, czyli wielkie rozczarowanie i zgrzytanie zębów.
@ Iza40: ja sądzę raczej, że odwrotnie: od Lucyfera do Arymana, ale zdarza się też w tę i z powrotem.
Indygo powiedział/a
Ej tam, zmyślacie na temat Osho
http://www.paranormalne.eu/forum/index.php?showtopic=3759
Marcus powiedział/a
@Astromaria
“(…) Podziwiam cię, że potrafiłeś wyzwolić się z wychowania katolickiego, ale nie wylałeś dziecka z kąpielą”.
Nie było łatwo cała rodzina w tym siedzi a strach był OGROMNY, że rzucam kościół, naprawde wielki. Ale pomógł mi Jung i Prokopiuk o czym już kiedyś tutaj pisałem. Jeszcze Erich Fromm i Robert Monroe.
“(…) Kiedy pojawia się idea lucyferyczna otwieramy nasze serca i chcemy się zatracić w tej prawdzie i miłości. Wydaje się nam, że to jest samo dobro, sama duchowość i czysta miłość, więc nic złego nie może nas spotkać. Po prostu zaufajmy i idźmy tą drogą.
A potem mamy to, co mamy, czyli wielkie rozczarowanie i zgrzytanie zębów”.
Doświadczyłem tego bo w pewnym momencie duchowość mnie rozczarowała dlatego, że wpadłem na chwilę do “lucyferycznego ogrodu błogości” było przez moment bardzo fajnie a dalej poczułem przygnębienie i pustkę. Dlatego to rozumiem.
michał powiedział/a
Wykład Jerzego Prokopiuka jest interesujący. O ile można słusznie dywagować o sprawach i wątkach drugorzędnych, które trudno zweryfikować, które niektórych doprowadzają do wspomnianych gaci, to jest tu jeszcze coś więcej, pewien RDZEŃ, którego nie da się w żaden sposób wydumać. On jest jak nieuchwytne serce poezji (którą przywołał Marcus). Biblię przeczytałem całą i wielokrotnie wracałem do niej. Poznawałem interpretacje takie i siakie, katolickie i protestanckie oraz ezoteryczne. Za każdym razem wydawało mi się, że już wiem, że już poznałem, że chodzi właśnie o to, co w danym momencie zdawało się trzymać kupy. Przyszedł moment, że miałem dość i spaliłem swoją biblię jako symboliczny akt, że koniec z tym, że Boga nie ma, że to są naiwne wymysły prostaków. Odważyłem się po latach wiary wyrzec się jej. Poczułem się jak wygnaniec. Szukałem dalej. Medytacje, inicjacje, cuda na kiju (a działo się trochę) itp. Znajdowałem zawsze samego siebie. Za każdym razem gdy dotykałem “nirwany” czy innych błogostanów musiałem powrócić na swoje cztery litery, w swoją szarą rzeczywistość. Lucyferyczne propozycje były naprawdę pociągające. Później na chwilę przyszła wersja Arymaniczna i wgryzanie się w mechanizm biologiczny i wniosek: jestem maszyną, której coś się wydaje. Kiedy pewnego dnia szczerze zmęczony sobą odpuściłem, poddałem się to wówczas tak zwyczajnie stało się “coś”, po czym pierwsze skojarzenia i odnośniki jakie mi się nasunęły były słowami z biblii i były to proste słowa Jezusa. Pomimo, że nie uważałem się od lat za chrześcijanina (i nie uważam bo to słowo jest tylko etykietką), to właśnie z tej strony (chrystusowej) wyłoniło się potwierdzenie. Zdając sobie sprawę z nieścisłości i wszelakich możliwości manipulacji pisanym słowem, uświadomiłem sobie, że nawet jeśli postać Jezusa ginie w mroku historii i legend, to jednak jest w tej postaci “coś”, co jest więcej niż literą słowa (wokół którego można się przecież spierać). To “więcej” jest innej natury niż zwykłe słowa. Doszedłem sam przed sobą do oczywistego dla mnie wniosku, do wniosku zrodzonego w mrokach mego serca, że nawet gdyby Jezus nigdy nie istniał, to ktoś kto włożył Jezusowi w usta znane z ewangelii słowa, sam musiał być Chrystusem. Dlatego zachęcam aby nie wylewać dziecka z kąpielą. Jednak prawidłowość jest taka, że sprawy do których nie dorośliśmy stają się dla nas bełkotem, a sprawy które już przerośliśmy stają się dla nas czytelne na wylot i to z daleka. Człowiekowi się wydaje, że jak troszkę wie, to wie już bardzo dużo. Przychodzi taka chwila, że się wie na tyle dużo, aby stwierdzić, że nie wie się nic… i w tym tkwi szansa. Musiałem długo błądzić aby to powiedzieć, że Bóg i Jego łaska jest niezmienna, reszta to dekoracje.
Pozdrawiam Astromarię i czytelników strony.
Dorota powiedział/a
@ Astromaria
Ośmielona tym, co napisałaś powyżej:
„Jeszcze jedna kwestia: ten blog nazywa się “jestem za, a nawet przeciw”, a to znaczy, że nie zachowujemy się tu jak fanatycy. Fakt, że wszyscy jesteśmy wolni od religijnych więzów i przesądów nie oznacza automatycznie, że możemy beztrosko wyrzucić Biblię do kosza, uznając, że są w niej same bzdety. Nigdy i nigdzie nie ma samych bzdetów”
pozwalam sobie napisać to, co poniżej:
53:1.4 Na Urantii niewiele słyszano o Lucyferze z tego powodu, że wyznaczył on swego pierwszego namiestnika, Szatana, do głoszenia jego idei na waszej planecie. Szatan był członkiem tej samej, pierwszej klasy Lanonandeków, ale nigdy nie działał jako Władca Systemu; związał się on całkowicie z powstaniem ( buntem – mój przypis ) Lucyfera. „Diabeł” to nikt inny jak Caligastia, zdetronizowany Książę Planetarny Urantii, Syn z drugiej klasy Lanonandeków. Kiedy Michał przebywał w ciele na Urantii, Lucyfer, Szatan i Caligastia sprzymierzyli się, aby doprowadzić do upadku jego misję obdarzającą. Jednak mocno się zawiedli.
53:1.6 W końcu smok stał się symbolicznym reprezentantem wszystkich tych złych postaci. Po tryumfie Michała „Gabriel zstąpił z Salvingtonu i związał smoka (wszystkich przywódców buntu) na epokę”. Napisane jest o seraficznych buntownikach z Jerusem: „I aniołów, którzy nie zachowali swojej godności, ale opuścili własne mieszkania, spętanych wiekuistymi więzami zatrzymał w ciemnościach na sąd wielkiego dnia”.
53:2.1 Lucyfer i jego pierwszy asystent, Szatan, panowali na Jerusem przez ponad pięćset tysięcy lat, kiedy to zaczęli w swych sercach sprzeciwiać się Ojcu Uniwersalnemu i Synowi Michałowi, który wtedy był namiestnikiem Ojca.
Legenda:
powstanie Lucyfera = bunt
Michał = Chrystus
Lanonandek = syn stwórcy ( mniejszy w hierarchii niż Stwórca – Źródło)
sąd wielkiego dnia = czas, w którym żyjemy ( chyba )
Obdarzenie = obowiązkowe zadanie Chrystusa wcielenia się w „byt”, który stworzył i ma ten „byt” pod swoją opieką. W ten sposób podniósł swój i nasz status. On został prawowitym władcą Nebadonu, a my otrzymaliśmy „Ducha Świętego”, czyli lepsze połączenie ze Źródłem, taki szybszy wi-fi
Jerusem = to nie jest Jerozolima, tylko stolica Systemu Lokalnego pod nazwą Satania
Taka jest interpretacja „demonów” w tej „podejrzanej” księdze, której imienia nie ośmielę się wspomnieć.
Chciałaś dyskusji, to napisałam to, co powyżej. Jak chcesz to, to wpuść na stronę, jak nie, to nic nie szkodzi, zrozumiem.
Poganka powiedział/a
Marcus ! Tez kiedys mialam malego “stracha” , jak poszlam do urzedu, zeby wypisac sie z tej organizacji. bo myslalam, ze mnie beda pytac o przyczyny, ale poszlo, jak po masle , bo wypisalam formularz z oswiadczeniem rezygnacji z przynaleznosci jako “czlonek” w tej bandzie , no i po ptokach. Strach ma …wielkie oczy !
Moj owczesny malzonek namowil mnie do tego, bo twierdzil, ze za podatki jakie juz mafii zaplacil ma zaplacona zlota droge do nieba i zrobil to pierwszy. Wczesniej obciazono go tez podatkiem rowniez za mnie, mimo tego, ze nie pracowalam no i zyjac w “grzechu” bez malzenstwa koscielnego. Wtedy jeszcze nie wymagano oplaty za ten “przywilej”.
Pozniej przyszedl liscik tylko do malzonka od miejscowego klechy “zapraszajacego” na rozmowke wyjasniajaca przyczyny wyjscia
z tej “organizacji” ,no bo jak sam ten klecha napisal, ze to nie chodzi przeciez o przyczyny finansowe !
Wtedy juz zauwazylam, jak ta mafia chce utrzymac siec na “baranach”, ktore sie uwolnily. Czytalam w polskojezycznej gazetce, ze nazwiska osob , ktore wystapily z “kosciola” w Niemczech sa przekazywane do parafii “macierzystych” w Polsce i tam oglaszane na ambonach, jako przyklady “grzesznikow”.
Niektorzy odwiedzajacy “stare katy” nie mogli zrozumiec, dlaczego wielu znajomych i sasiadow nie chcialo z nimi rozmawiac.
Tak mafia chroni w bezczelny sposob swoje swoje “interesy” , ale ludzie przestaja juz sie bac tych smiesznie ubranych pajacow i starych rozklekotanych trutni.
Wystarczy tylko krotko spojrzec na obrazki :
http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2012/02/11/zydomasonska-rewolucja-w-kosciele-katolickim-benedykt-xvi-zyd-ratzinger-tauber-peintner-i-judaizm-czyli-apokalipsa-czesc-i/#more-18349
astromaria powiedział/a
@ Michał: dzięki, właśnie o takie zrozumienie mi chodzi. Chrystus, Lucyfer i Aryman to nie muszą być realne postacie. To pewne symbole. Chrystus, bez względu na to, czy istniał, symbolizuje ścieżkę ku Światłu. A ci dwaj pozostali zwodzą nas i próbują nie dopuścić do tego, żebyśmy ją znaleźli. I o to tu chodzi.
astromaria powiedział/a
@ Dorota: jak napisałam, te postacie to tylko symbole. Księga Urantii próbuje nam wmówić, że to są fakty historyczne i realne osoby. Czyli robi to, co robią wszystkie religie i kapłani. Nie należy mylić ezoteryki z egzoteryką, plz.
toze powiedział/a
Bez względu na to kim jesteśmy, w co wierzymy i jaki mamy cel; w pewnym momencie stajemy przed lustrem zadając sobie, to jakże ważne pytanie… a może to jest wskazówka?
Dla mnie istotne jest to co czuje poznając pewien punkt widzenia.
Ferdydurek powiedział/a
Mnie bardziej przekonuje Castaneda.A może można jego “drapieżców” jakoś pogodzić z poglądami Steinera?
Carlos Castaneda “Aktywna Strona Nieskonczonosci”
- Co to jest, don Juanie? – zapytałem. – Wszędzie dokoła dostrzegam ulotne, czarne cienie.- Ach, to właśnie dziki wszechświat – odrzekł. – Niemierzalny, nieliniowy, wykraczający poza sferę języka. Czarownicy starożytnego Meksyku byli pierwszymi, którzy te ulotne cienie ujrzeli, więc zaczęli za nimi podążać. Widzieli je tak, jak ty je teraz widzisz, i widzieli je jako energię w jej ruchu we wszechświecie. I faktycznie udało im się odkryć coś transcendentalnego.- Co takiego odkryli, don Juanie? – zapytałem.- Odkryli, że mamy towarzysza na całe życie – powiedział tak dobitnie, jak tylko potrafił. – Drapieżcę, który przybył z otchłani kosmosu i zawładnął naszym życiem. Ludzie są jego więźniami. Ten drapieżca jest naszym panem i władcą. Zrobił z nas potulne, bezradne baranki. Jeżeli chcemy się zbuntować, bunt zostaje zdławiony. Jeżeli chcemy działać niezależnie, rozkazuje nam, byśmy tego nie robili…..Dlaczego ten drapieżca zawładnął nami w sposób, o jakim mi mówiłeś, don Juanie? – zapytałem. – Musi istnieć jakieś logiczne wytłumaczenie.- Jest wytłumaczenie – odparł don Juan – i to najprostsze na świecie. Zawładnęli nami, ponieważ jesteśmy ich pożywieniem, i uciskają nas bezlitośnie, ponieważ utrzymujemy ich przy życiu. My hodujemy kurczęta na kurzych fermach, gallineros, drapieżcy zaś hodują nas na ludzkich fermach, humaneros. Dlatego zawsze mają co jeść.-…. Chcę przemówić do twojego analitycznego umysłu – rzekł don Juan. – Zastanów się przez chwilę, a potem mi powiedz, jak byś wytłumaczył sprzeczność pomiędzy inteligencją człowieka-inżyniera i głupotą jego przekonań albo głupotą jego pełnego sprzeczności zachowania. Czarownicy są przekonani, że to drapieżcy dali nam przekonania, nasze pojęcia dobra i zła, nasze prawa społeczne. To oni stworzyli nasze nadzieje i oczekiwania, sny o powodzeniu i myśli o porażce. Dali nam pożądanie, chciwość i tchórzostwo. To przez drapieżców jesteśmy tak zadowoleni z siebie, schematyczni i egoistyczni.
- Ale jak można tego dokonać, don Juanie? – zapytałem, jakby bardziej jeszcze rozeźlony tym, co mówi. – Szepcą nam to wszystko do ucha, kiedy śpimy?- Nie, nie robią tego w ten sposób. To idiotyczny pomysł! – odparł z uśmiechem. – Są nieskończenie skuteczniejsi i bardziej zorganizowani, niż ci się zdaje. Aby zapewnić sobie naszego posłuszeństwo, uległość i słabość, drapieżcy wykonali fantastyczne posunięcie – fantastyczne, oczywiście, z punktu widzenia strategii wojennej, a przerażające z punktu widzenia tych, przeciwko którym zostało skierowane. Oddali nam swój umysł! Słyszysz, co mówię? Drapieżcy oddają nam swój umysł, który staje się naszym umysłem. Umysł drapieżców jest barokowy, pełen sprzeczności, posępny, przepełniony obawą przed zdemaskowaniem, które może nastąpić lada chwila.Wiem, że choć nigdy nie cierpiałeś głodu – ciągnął – odczuwasz niepokój związany z jedzeniem, który nie jest niczym innym, jak niepokojem drapieżcy, że w każdej chwili jego posunięcie zostanie odkryte i zabraknie mu pożywienia. Poprzez umysł, który w końcu jest ich umysłem, drapieżcy wtłaczają w życie ludzi wszystko, co im pasuje. W ten sposób zapewniają sobie pewne bezpieczeństwo, które niczym bufor neutralizuje nieco ich strach.Jeżeli to prawda, że nas zjadają, jak to się odbywa?
Don Juan wyjaśnił że czarownicy widzą niemowlęta jako dziwne, świetliste kule energii, pokryte od samej góry do samego dołu czymś w rodzaju lśniącej otoczki, przypominającej plastykową pokrywę, ciasno dopasowaną do ich kokonu energii. Powiedział, że to właśnie ta lśniąca otoczka świadomości stanowi pożywienie drapieżców i że do czasu osiągnięcia przez człowieka dorosłości pozostaje z niej jedynie wąski strzęp, który biegnie od podłoża do czubków palców u stóp. Strzęp ten pozwala ludzkości zaledwie na przeżycie, ale nic ponadto.O ile mu wiadomo, człowiek jest jedynym gatunkiem istot, u którego lśniąca otoczka świadomości leży poza tym świetlistym kokonem. Dlatego też jest łatwą zdobyczą dla świadomości innego rzędu, takiej jak ciężka świadomość drapieżcy….
Następnie powiedział coś, co zdruzgotało mnie doszczętnie. Stwierdził, że ów wąski strzęp świadomości stanowi samo centrum autorefleksji, w której człowiek nieuleczalnie się pogrążył. Grając na naszej autorefleksji, która jest jedynym ocalałym punktem świadomości, drapieżcy tworzą rozbłyski świadomości, które następnie bezwzględnie pożerają. Podsuwają nam idiotyczne problemy, które wymuszają powstanie tych rozbłysków świadomości, i w ten sposób utrzymują nas przy życiu, żeby później móc się odżywiać owymi energetycznymi rozbłyskami powstałymi dzięki naszym niby-problemom.
Poganka powiedział/a
Ferdydurek! Dzieki za ten piekny i zarazem pouczajacy tekst, ktory troche przypomina mi literature Coello.
Zgadza sie to wszystko z moimi “wyrywkowymi” obserwacjami naszej szarej rzeczywistosci i wgranymi w nia oraz nasze dusze “programami” . Wczoraj przykladowo w pudle dla idiotow ( wlaczam je dla papugi, zeby jej nudno nie bylo) uslyszalam reklame dla seriali filmowych, ktore podawano w stylu podobnym do staropolskich przepisow kuchennych w stylu wez kope jaj, dziesiet funtow cukru…i brzmialo to tak : bierzemy z czlowieka to, co najgorsze i robi sie z tego sukces filmowy ! Tu nas maja i jak wszy glowowe wchodza w dusze czlowieka przez glowe, kiedy wmawia mu sie wirtualnie co ma robic,mowic i myslec oraz czuc.
Jeszcze bardziej podstepna opcja wszy lonowych (mend) opanowala seksualnosc i rozrodczosc czlowieka, zabierajac mu tym glowne sily zyciowe i wprowadzajac w to miejsce programy depopulacyjne.
Z innej glownej beczki kradnacej nam energie zyciowa czyli o podatkach : pewna pancia z biura podatkowego powiedziala mi, ze trzeba ciagle byc aktywnym i “cos” robic, bo wczesniej nie moglam za nic pojac, o co tu we wszystkim chodzi, objuczona tysiacami spraw papierkowych i praca, ale za to z ciaglymi “dziurami” w kieszeni.
Te “strzepy swiadomosci” napewno sa pozostawiane na to, zeby sie ciagle krecic w tym diabelskim kolku i w dodatku z poczuciem wmawianej od dziecka “winy”, bo mam przepraszac i dziekowac jeszcze za to, ze zyje oraz na kolanach z wieloma papierkami prosic o pare nedznych groszy z faszystowskich urzedow, zeby nie zdechnac z glodu i z zimna pod mostem.
Te “rozblyski swiadomosci” zinterpretowala bym, jako poczucie strachu wywolywanego sztucznie i roznymi metodami na poczatku “religijnymi”, bo pozniej dochodzi “spijanie krwi” poprzez odsetki ze sztucznego dlugu falszywego “pieniadza” z “prywatnych” bankow. Te “strachy” zaszczepily nam wlasnie te ludzkie “wszy glowowe” i “mendy lonowe”, bo same zyja w ciaglym strachu przed ich zdemaskowaniem i unicestwieniem.
Pusty smiech mnie ogarnal po obejrzeniu tych wszawych ryjow na stopsyjonizmowi, gdzie poprzebierani w rozne “swiete” rekwizyty i ubranka wymieniaja te stare, zdegenerowane od pokolen typy usciski swoich parszywych lapsk z debilnymi usmieszkami i chytrymi oczkami.
Szkoda, ze wyszly u nich z “mody” te kapelusze inkwizytorskie z pomponikami, bo wygladali by jeszcze bardziej smieszniej i pocieszniej te wszy glowowe.
Te wszystkie diabelskie “artystki” powinny dobrac mikrofony w ksztalcie fallusa przed swoje wyjace otwory gebowe, a w te inne wlozyc “wibratory” do wykonywania jeszcze lepszych “podskokow” na scenie.
Na telawizory trzeba nalozyc klapy od sedesow i postawic obok rolki papieru toaletowego zrobionego z zeitungow mendialnych.
Kazdy czlowiek majacy wszy glowowe i lonowe po ich identyfikacji zabiera sie do ich zniszczenia oraz usuniecia gnid, jesli jest tego swiadomy, ze tolerujac pasozyty na swoim organizmie doprowadza “tolerancja” do jego calkowitego wycienczenia i zniszczenia i nie wolno pozwolic sobie na zadne kompromisy, czy chociazby pozostawienie jednej “gnidy” chroniac przez to siebie i otoczenie przed ponownym “atakiem” demonicznych bytow pasozytniczych.
Ferdydurek powiedział/a
Nie traktuję książek Castanedy jako wytworu jego bujnej wyobraźni.Warto poznać dokończenie tego wątku z jego książki :
Ale dlaczego czarownicy starożytnego Meksyku i współcześni czarownicy nic z tym nie robią, choć widzą drapieżców?
- Ani ty, ani ja nic nie możemy z tym zrobić – odrzekł don Juan poważnym, smutnym głosem. – Jedyne, co nam pozostaje, to poddać się dyscyplinie, dzięki której w końcu nie będą mogli nas tknąć. Jak chcesz wymagać od innych, by wzięli na siebie taki trud? Wyśmieją cię i wyszydzą, a co bardziej agresywni dadzą ci taki wpierdol, że popamiętasz. I zasadniczo nie dlatego, żeby nie chcieli ci wierzyć. Głęboko w każdym człowieku tkwi atawistyczna, intuicyjna świadomość istnienia drapieżców…
- Czarownicy starożytnego Meksyku – powiedział – widzieli drapieżcę. Nazwali go latawcem, bo skacze w powietrzu. Nie jest to urzekający widok. To wielki cień, mroczny i nieprzenikniony, czarny cień, który w podskokach przemieszcza się w powietrzu. Potem ląduje płasko na ziemi. Czarowników starożytnego Meksyku niezwykle nurtowało pytanie, kiedy pojawił się on na Ziemi. Rozumowali tak, że człowiek w pewnym okresie musiał być istotą doskonałą, obdarzoną fenomenalnym wglądem, zdolnym do takich wyczynów percepcji, że dziś są one przedmiotem legend. A potem wszystko jakby zniknęło i oto mamy obecnie człowieka uśpionego.Naszym przeciwnikiem nie jest zwykły drapieżca. Jest bardzo przemyślny i zorganizowany. Metodycznie przestrzega planu, który czyni z nas istoty bezużyteczne. Człowiek, istota magiczna, nie jest już magiczny. Jest zwykłym kawałkiem mięsa. Człowiekowi nie pozostały już żadne marzenia oprócz marzeń zwierzęcia hodowanego dla mięsa: marzeń wyświechtanych, konwencjonalnych i kretyńskich.Ten drapieżca który jest, rzecz jasna, istotą nieorganiczną, nie jest dla nas tak całkowicie niewidzialny jak inne istoty nieorganiczne. Myślę, że jako dzieci go widzimy; jest to dla nas jednak tak przerażający widok, że nawet nic chcemy o tym myśleć. Dzieci, rzecz jasna, czasem się upierają i chcą zwrócić na niego baczniejszą uwagę, lecz wszyscy dokoła zniechęcają je do tego.Jedyną alternatywą dla ludzkości – ciągnął – jest dyscyplina. Dyscyplina to jedyny środek zaradczy. Ale gdy mówię o dyscyplinie, nie chodzi mi o jakieś ascetyczne praktyki. Nie chodzi mi o to, żeby wstawać o piątej trzydzieści każdego ranka i polewać się zimną wodą aż do zsinienia. Poprzez dyscyplinę czarownicy rozumieją umiejętność niewzruszonego stawiania czoła przeciwnościom losu, których nie braliśmy pod uwagę w naszych oczekiwaniach. Dla nich dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem i to nie dlatego, że są oni silni i twardzi, lecz dlatego, że przepełnia ich nabożna cześć.
- W jaki sposób dyscyplina czarowników może być środkiem zaradczym? – zapytałem.
- Czarownicy powiadają, że dyscyplina sprawia, iż lśniąca otoczka świadomości staje się dla latawca niesmaczna – odparł don Juan, bacznie wpatrując się w moją twarz, jakby szukał w niej jakichś oznak niedowierzania. – Efekt jest taki, że drapieżcy są zdezorientowani. Lśniąca otoczka świadomości, która jest niejadalna, nie mieści się, jak sądzę, w ich systemie poznawczym. Zdezorientowani, nie mają innego wyjścia, jak tylko odstąpić od swych nikczemnych zamiarów.Jeżeli drapieżcy nie będą przez jakiś czas zjadać naszej lśniącej otoczki świadomości – ciągnął – ta będzie dalej rosnąć. Upraszczając tę kwestię maksymalnie, mogę powiedzieć tak, że czarownicy, dzięki zachowywaniu dyscypliny, odpychają drapieżców wystarczająco długo, by ich lśniąca otoczka świadomości rozrosła się powyżej poziomu palców stóp. Kiedy już przekroczy ten poziom, urasta z powrotem do pierwotnych rozmiarów. Czarownicy starożytnego Meksyku mawiali, że lśniąca otoczka świadomości jest jak drzewo. Jeżeli go nie przycinać, rozrasta się do naturalnych rozmiarów i osiąga naturalną gęstość. Gdy świadomość osiąga poziomy ponad poziomem palców stóp, jej fenomenalne wyczyny stają się oczywistością.Wspaniała sztuczka dawnych czarowników – ciągnął don Juan – polegała na obciążeniu umysłu latawca dyscypliną. Stwierdzili oni, że jeśli narzucić umysłowi latawca wewnętrzną ciszę, wówczas obca instalacja się rozprasza; daje to każdemu, kto wykonuje ten manewr, absolutną pewność zewnętrznego pochodzenia umysłu. Obca instalacja powraca, tego możesz być pewien, ale już nie tak silna, i tak oto rozpoczyna się proces, w którym rozpraszanie umysłu latawca staje się zabiegiem rutynowym; proces ten trwa tak długo, aż pewnego dnia umysł latawca rozprasza się na dobre. Smutny to dzień, doprawdy! Od tego dnia będziesz musiał się opierać na własnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie będzie już nikogo, kto by ci powiedział, co masz robić. Nie będzie już żadnego zewnętrznego umysłu, który mógłby ci dyktować kretyństwa, do których zostałeś przyzwyczajony.
- Dyscyplina niesamowicie obciąża obcy umysł – odrzekł. – Tak więc, dzięki niej czarownicy przełamują obcą instalację.- Umysł latawca rozprasza się na zawsze – powiedział – kiedy czarownikowi uda się pochwycić wibrującą siłę, która utrzymuje w jednej całości skupisko naszych pól energii. Jeżeli utrzymają w tym uchwycie dostatecznie długo, umysł latawca zostaje pokonany i się rozprasza. I to właśnie zaraz zrobisz: uchwycisz się energii, która utrzymuje nas w jednej całości…
Głęboko w środku wiesz, że nie jesteś w stanie odrzucić przyzwolenia na to, by nieodłączna część ciebie, twoja lśniąca otoczka świadomości, stała się w niepojęty sposób źródłem pożywienia dla istot o niepojętej dla nas naturze. A inna część ciebie będzie się temu przeciwstawiać całą swoją mocą.Przewrót czarowników – ciągnął – polega na tym, że odmówili oni honorowania umów, w których nie byli stroną. Nikt mnie nigdy nie pytał o to, czy nie zgodziłbym się zostać pożarty przez istoty o odmiennym rodzaju świadomości. Moi rodzice po prostu wprowadzili mnie na ten świat po to tylko, bym został czyimś pożywieniem, tak samo jak i oni – koniec, kropka.
LogoPedant powiedział/a
@Ferdydurek
“Latawiec” – zbyt romantyczna nazwa na takie paskudztwo. Bliżej mu do padalca…
Tak, czy owak to dobra wiadomość, ponieważ potwierdza, iż miłość jest odpowiedzią na każde zło…
astromaria powiedział/a
@ Ferydurek: w wykładzie prof. Prokopiuka jest mowa o “śniadanku”, zauważyłeś to? Wszystkie systemy ezoteryczne nauczają o tych pasożytach i mówią o tym, że my jesteśmy hodowlą, jak owce. Na górze bloga masz “Lusz” Roberta Monroe. Mówił o tym Gurdżijew, pisze o tym Marciniak w swoich książkach, znajdziesz to w różnych channelingach. O pożytkach płynących z doskonałości nauczał Jezus. Słyszałeś może o “Totalizmie” dr Pająka? To podobna idea. Dzięki praktykowaniu totalizmu człowiek staje się doskonały, a tym samym “niejadalny” dla tych wszy, które nas wysysają. Medytacja prowadzi do wyzwolenia, dlatego zakazuje jej Kościół, a “racjonalizm” ją wyszydza.
Tekla powiedział/a
Bank
Jak czarne włochate kulki
Po banku toczą się srulki.
Skaczą, skaczą nad biurkiem,
targuje się srulek ze srulkiem.
Srulek srulkowi uległ
i biegnie do kasy srulek.
Liczy drżącymi palcami
i zmyka przed srulkami.
W klubzeslach z dala od kasy
siedzą srule-grubasy.
Srulki z uśmiechem lubym
kłaniają się srulom grubym.
A w głębi – w ciszy – wielki jak król
Duma
sam
główny
Srul
Ferdydurek powiedział/a
@Astromaria:Czytałem to wszystko.Prokopiuk pisał że jesteśmy rzodkieweczkami a Gurdżijew że pokarmem dla księżyca.Opis z“luszem” Roberta Monroa z przewodnika dla turystów z innych planet odwiedzających ziemię, jest najbardziej wstrząsający.Mam nadzieję że jest on tylko częściowo prawdziwy.
Marcus powiedział/a
Castaneda miał rację.
Czy mieliście kiedyś paraliż przysenny?
Miałem to wielokrotnie, uczucie które trwa od kilku sekund do minuty. Nie możesz się poruszyć, nie śnisz ale jesteś w pełni świadomy. Jakby coś/ ktoś (jakaś siła) człowieka wciągało do ciemnej odchłani. Nie potrafie tego lepiej opisać.
Raz miałem potężny paraliż, myślałem, że umieram. W myślach (bo nie możesz wtedy mówić) krzyczałem nie !! nie !!!. Po kilkunastu sekundach to ustało. A ja zobaczyłem dziwny zarys postaci obok mojego łóżka, coś jak duch, przezroczysty obłok mgły. Po chwili to znikneło. To tak jakby ktoś/ coś przyszło się nakarmić moim kosztem. Unieruchomiło mnie, nakarmio się i odeszło. Piszę to serio, to prawda tego doświadczyłem na szczęście tylko pare razy w całym życiu. Tylko raz po paraliżu to coś/kogoś widziałem ale ten paraliż był najśilniejszy.
Może ktoś z Was miał podobne doświadczenia?
Ferdydurek powiedział/a
Chyba coś podobnego przeżyłem.Prawie zaraz po położeniu się poczułem naraz taki potężny paraliż.Ze wszystkich sił bezskutecznie próbowałem się poruszyć,odczuwałem też w pobliżu coś mrocznego i jakiś dźwięk jakby z horroru.Przerażony pomyślałem że już umarłem ale zwróciłem się przytomnie w myśli do Boga i gdy powiedziałem w myślach słowa ” O Boże” momentalnie odzyskałem panowanie nad ciałem.
Wyciągnąłem z tego wniosek że aby w potrzebie pewne słowa posiadały moc to nie powinno się ich wymawiać nadaremnie .
Dorota powiedział/a
Myślący i świadomi ludzie zawsze zastanawiają się nad tym kto „utkał” naszą historię. Obojętnie, czy jest nam dobrze, czy źle czujemy „coś” w środku. Nie jesteśmy maszynami, więc odczuwamy radość, strach, zimno, ciepło, dążymy do czegoś, coś nam wychodzi, a coś nam nie wychodzi. Kiedy już osiągamy jakiś wyższy poziom absurdu w tym naszym myśleniu to dochodzimy do wniosku, że może „coś” się „uwzięło” i nie pozwala nam na to, co chcemy. Jakoś w przeciwnym wypadku, ta zasada nie działa, bo gdy mamy się dobrze, to wydaje nam się, że jesteśmy wspaniali i tylko nie wiadomo dlaczego nie możemy iść dalej i dalej. Widzimy przecież wielu takich, którzy mają dużo, a chcą jeszcze więcej i więcej… Nigdy dość! Ci na dole, którym jest źle szukają różnych powodów na zewnątrz i tworzą rózne byty: Arymany, Lucyfery, Jaszczury itd. Ci na górze w większości wypadków się nad tym nie zastanawiają, bo po co mają szukać jakichś przyczyn – przecież oni są „bogami”, oni wszystko mogą, nad nimi nie ma nikogo: żadnego Boga, Chrystusa, Anioła, nic tam nie ma , są tylko oni i ich władza i moc. A jak się okaże, że ich moc jest jeszcze dla nich za mała, to zawsze mogą wszystko rozpieprzyć i tak, czy inaczej swoją „moc” pokażą. Tylko jak wiemy z historii zawsze rozpieprzaniem czegoś nie zajmował się ezoteryczny Aryman tylko całe mnóstwo drobnych chytrych człowieczków, którzy nie widzieli dalej niż koniec ich własnego nosa i za byle ochłap zrobili kuku innym, takim samym jak oni małym człowieczkom. Zresztą to jest w dalszym ciągu nasza codzienność. A dlaczego człowieczek człowieczkowi wilczkiem? A dlatego, że człowieczek nie chce być dobry dla drugiego człowieczka, bo nie wierzy w prawdziwego Boga, którego nigdy nie widział, więc mówi, że pewnie go nigdzie nie ma i nic mu nie zrobi. Przecież nie może mu zrobić czegoś coś, czego nie ma. A tu : Zonk! Jest Rdzeń, który istniał zawsze i nie pozwoli na to, żebyśmy o nim zapomnieli. Jak nie „po dobroci”, to „po złości”, ale da o sobie znać. Pojawiają się różne zmory i inne „widy”, żeby przypomnieć człowieczkowi o jego człowieczeństwie i o tym, że oprócz wymyślonych „ciemnych” są jeszcze jacyś „jaśni”. Ale wiadomo ślepy światła nie zobaczy , więc terapia szokowa bardzo przydaje się w oświeceniu. Diagnoza całej tej choroby jest prosta: brak Miłości. Miłość jest zwana też Światłem, a to Światło jest w nas i nie jest to jakiś kościelny frazes, tylko najczystsza Energia napędzająca nasze życie i działająca poprzez nasze DNA. To jest ten Rdzeń.
Bardzo proste przykazanie o Miłości, które otrzymaliśmy domaga się respektowania.
Aha, jeszcze jedno: nie jesteśmy sami we Wszechświecie, bo byłoby to ogromne marnotrawstwo przestrzeni, więc jacyś „Kosmici” ( dobrzy i źli ) tam na pewno się znajdują i zasada:„ na obraz i podobieństwo” jak najbardziej obowiązuje. Taka skomplikowana „maszyna” jak ciało człowieczka została wymyślona w mądrzejszych rejonach Wszechświata niż nasz skromna Ziemia.
Tak więc, nie ma co się oszukiwać i mówić, że niczego nad nami nie ma, a jeśli jest to to tylko nasz wymysł i latwo się go pozbędziemy, gdy przestaniemy o tym myśleć.
Pozdrawiam bardzo serdecznie.
EwaDeena powiedział/a
ad.47- Podobnie mówił Uppaluri Gopala Krishnamurti, hinduski filozof, nazywany „szalonym mistykiem”, „anty-guru”, „wściekłym mędrcem”. Cytuję za artykułem o nim:
“Według U.G. to nie my, jak uważa zdecydowana większość ludzkości, jesteśmy generatorami myśli, lecz jedynie reaktorami reagującymi na nie, istniejące w uniwersalnym polu myśli. Każdy z nas ma myśli przeznaczone wyłącznie dla siebie, gdyż każdy z nas jest swoistą anteną odbierającą fale, czyli myśli o określonej długości. Każdy z nas jest inną anteną, gdyż wszyscy różnimy się wyposażeniem genetycznym. Myśl, wg U.G., potrzebuje nas, gdyż “żywi” się naszą energią. Jakiekolwiek nasze pragnienie natychmiast wywołuje myśli, które spływają do nas. Myśli te następnie modyfikują się o aktualny zasób naszej pamięci i zreplikowane, czyli powielone, ale i odnowione, żyją dalej. I tak do następnego pragnienia.”
LogoPedant powiedział/a
@Marcus, Ferdydurek
…aż za dobrze znam takie stany…
astromaria powiedział/a
@ Marcus: katolicy (i inni chrześcijanie również) twierdzą oczywiście, że to demony.
Marcus powiedział/a
Jeszcze coś dodam aby postawić kropkę nad “i” w sprawie Steinerowskiej interpretacji Lucyfera.
Jak pisałem gdzieś wyżej wpadłem kiedyś do Lucyferycznego Ogrodu (to takie moje pojęcie, zaraz je wyjaśnie). A oto przykłady jak głupi byłem.
LUCYFERYCZNY OGRÓD – strefa poznawania duchowości, adept odklejony od dotychczasowych znanych jemu oraz skostniałych systemów duchowych czy religijnych odkrywa “coś” nowego. To nowe “coś” ma przewodnika – “proroka” lub nauczyciela który wygłasza nowe lub redefiniuje stare “prawdy”. Nie mieści się to jednak w klasycznej definicji sekty jest to pojęcie bardziej płynne.
Nowy “Prorok” wygłasza swoje prawdy (lub raczej półprawdy). Na początek dostajemy dawkę czegoś co dla odklejonych od matrikasa ludzi jest już znane. Dlatego tak łatwo zawierzamy nowemu przewodnikowi czujemy, że w końcu ktoś nam powie całą prawdę jednak im dalej idziemy tym trudniej nam o dystans i obiektywizm do tego co słyszymy. Po początkowej dawce prawd anty NWOwskich robi się coraz dziwniej i co jakiś czas coś się wewnetrznie w nas buntuje. Tak wrażliwość na ten wewnętrzny bunt (głos intuicji itp.) powoduje, że jesteśmy w stanie odkleić się od przewodnika i powiedzieć – DOŚĆ. Niestety wiele osób nie ma takiej wewnetrzej siły i idzie w to dalej. Dlaczego?
Dla kogoś takiego jak ja, wychowanego w programach kościoła katolickiego z którego się uwolniłem, prawie każdy napotkany jogin może wydawać się szczytem osiągania prawd duchowych. Każdy zaawansowany ezoteryk czy gnostyk może uchodzić za wielkiego nauczyciela. I to jest sedno pułapki. Nie oznacza to, że joga czy ezoteryka lub medytacja może być z gruntu zła i należy jej unikać. Oznacza to,że praktykującym te systemy należy patrzeć na ręce. Sama technika (medytacja, joga, studia ezoteryczne) to tylko środek w rękach praktykanta.
Przykłady:
Przykład Papierskiego jogina z wieloletnią praktyką i pobytem w duchowych Indiach opisałem w komentarzu powyżej (nr 27).
Natomiast guru polskiej astrologii pierdoli ostatnio sitchinowskie farmazony.
Ci którzy znają mnie tutaj dłużej pamietają może jak prawie trzy lata temu z zachwytem pisałem o tym panie poniżej:
Dlaczego wpadłem w taki kanał? George mówił rzeczy o szarakach, jaszczurach, NWO które już gdzieś wcześniej słyszałem. Dlatego wydał mi się wiarygodny. A dalej? No właśnie było już coraz dziwniej. Dodam tylko, że on wieszczy w 2012 całkowity kataklizm naszej planety a my (przebudzeni) przejdziemy do innej lepszej rzeczywistośći. Otworzą się jakieś wrota przez które przejdziemy, gdzie? No właśnie, do krainy którą znamy tylko z opowiadań pana Georga.
UWAGA: w 2009 roku zapowiadał serię wydarzeń które miały wystąpić już w 2011 – nic się nie sprawdziło !!! Co pieprzy dalej nie wiem bo już od dawna nie słucham. Dodam tylko, że pieprzył dużo o miłośći tak, że od nadmiaru słodkośći zemdliło.
Na tą panią poniżej straciłem kilkadziesiąt funtów bo jej książki amazon.co.uk sprowadzał mi aż z USA. W książkach opisuje cała historię naszej planety, Dodam, że do czasu jest to nawet bardzo wewnętrznie spójne. Naprawdę jest tam wiele informacji o UFO i NWO. A dalej, no właśnie: ta pani czanelinguje jakieś istoty które powiedziały jej, że ludzie maja tylko 200 lat na opuszczenie planety bo słońce umiera. I tylko jej technika medytacyjna (podana przez te istoty) może uratować ludzi. A kiedy sprawdziłem na jej stronie, okazało się, że warsztaty medytacyjne odbywają się na luksusowych statkach i kosztuja pare tysięcy dolarów. I wiecie co? Mają chętnych. I jeszcze jedno przestrzegają oni przed OBE dlaczego? Czyżby obawiali się, że projekcja astralana na własną ręke może obalić ich “prawdy”? Kiedy poszperałem głębiej w internecie znalazłem materiały z takich wrasztatów. Na jednym z nich grupa odmawiała modlitwę do Melchizedeka !!!! Normalnie poczułem się jak w kościele. Pomyślałem co to kur… jest !!!!
To tylko parę przykładów.
Dlaczego odnoszę wrażenie, że te wszystkie pierdoły o przejściu do czwartej gęstości, lub do innej krainy (Szambali itp.), ewakuacji planety bo słońce umiera mają na celu wykopanie nas z tej planety? NWOwski światowy rząd chce przyciąć populację a new – age’owskie guru tworzą sytuację zagrożenia tak jakby ta planeta była na wymarciu. Dlaczego pierdoły Rajskiej i spółki mówią o ludzkim zombi które zostanie po fali. To wszystko ma wspólny mianownik – redukcję populacji. W telewizorni, propagandzie syjonistów czy czenelingach od “dobrych i duchowych istot” słyszymy jak to jest bardzo źle z nadmiarem ludzkośći.
LUCYFERYCZNY OGRÓD – to nie piekło ale oaza miłości. Rozwój “duchowy”, błogość oraz zaślepienie oraz decepcja. Dlatego trzeba być UWAŻNYM w każdym momencie.
Michael Heiser odszyfrował węża z Edenu jako “lśniącego”. W potocznym znaczniu Lucyfer to coś mrocznego, ciemnego i obrzydliwego.I tak to się celowo tylko przedstawia. W rzeczywistośći “lśniący” może się objawić w każdej postaci nawet jak istota pełna światła. Czego nie rozumieją te owieczki od księdza Natanka które przybierają czerwone płaszcze Rycerzy Chrystusa.
astromaria powiedział/a
@ Marcus: wszyscy wpadaliśmy do ogrodów Lucyfera, bo to piękny koleś jest i ma gładką, inteligentną i rajcującą gadkę. Potrafi zagaić i do katolika, i do ezoteryka i do poszukiwacza kosmitów. To jest Lśniący, piękny gościu. Ja, jako “racjonalistka” z urodzenia byłam spragniona duchowych bajek i też wpadałam tu i ówdzie. Dobrze, że nigdzie nie zostałam na dłużej. Na książki też wywaliłam kupę kasy, niestety, większość to bujdy na resorach przyprawione… no, przez kogo? Przez Lśniącego, oczywiście.
Ten Kawasilas czasem gada rozsądnie. Ale jak dokładniej go posłuchać, to wychodzi szydło z worka.
Ludzie błądzą permanentnie, ale nie ma się co wściekać. Jeśli są inteligentni i nie poddają się hipnozie, to sobie poradzą. Dziś słuchałam archiwalnych audycji “Teorii chaosu” i byłam zachwycona prowadzącym Claude mOnet’em, ale i on dał się zwieść Luckowi pod postacią “słusznej” globalizacji i teorii Kardaszewa. Facet jakby nie rozumiał, że to nie “my” (ludzkość) jesteśmy problemem, lecz psychopaci i ich niszczące wszystko korporacje stosujące politykę spalonej ziemi. Jeśli nie wyeliminujemy psychopatów z gry ludzkość zginie. Ale gdyby to się udało, być może dalibyśmy jakoś radę.
Poganka powiedział/a
Kiedys czytalam o takim “triku” bogow, ktorzy go cwanie zastosowali chowajac tajemny klucz do “wiedzy” wlasnie w duszy czlowieka i wtedy czlowiek szuka go wszedzie, tylko zapomina o … sobie.
Ludzie z rozpedu uwalniajac sie z jednego laltorytetu wpadaja w objecia juz czekajacego nastepnego z innym sciemnianiem, sa specjalnie tworzone bozki zastepcze przez lucka za pomoca psychopatow na roznych stolkach i urzedach.
Masowa hipnoza z zastraszaniem leci przez rozne mendia i diabelskie wersety.
Wedlug zasad “psychiatrii” osobnicy nieobliczalni i zagrazajacy smiertelnie sobie oraz otoczeniu sa natychmiast sila ubezwlasnowolnieni i oddzielani od spoleczenstwa w celu zapobiegniecia ich niszczycielskiej dzialalnosci i teraz wlasnie te wszystkie “nie-rzady” probuja to wszystkimi mozliwymi metodami mendialnymi wstrzymac.
Ta bestia zbudowana na glinianych i krotkich nozkach klamstw i strachu rozpada sie , bo ludzie coraz bardziej swiadomi jej niebezpiecznych manipulacji bronia sie i jednocza wlasnie poprzez ujawnianie jej “trikow”, bo wyciaganie z cylindra tego samego “kroliczka” juz sie opatrzylo i “zdiagnozowalo”.
Nie z nami takie numery … “Brunner”, hi, hi !
W ojczyznie “Brunnera” trwaja goraczkowe poszukiwania na stanowisko szefa ministrow, bo obecny zostal mendialnie wykopany za to, ze puscil pare z gadziego pyska piszac o tym, ze skutki “kryzysu” sa przesuwane na podatnikow, a takich zdan sie nie wypowiada w mafijnym towarzystwie wzajemnej adoracji.
Zadzwonil nawet ow osobnik do glownego szmatlawca i dopiero wlozyl kij w mrowisko… !
Teraz szukaja nastepnego “wilka w owczej skorze” mogacego wzbudzac “zaufanie” mas, ale swiat sie zmienia i coraz trudniej o …jelenia do tego “gabinetu cieni” z prawdziwego horroru wyprodukowanego w mozgach najwiekszych szkodnikow dla ludzkosci i Natury.
LogoPedant powiedział/a
Dobrą analogią do tego, o czym pisze Marcus byłby poczciwy Pan Hilary, który “zgubił” okulary.
Podobnie jest z naszą wiedzą, której tak naprawdę nie zatraciliśmy. Została jedynie zagłuszona przez Matrixa. Sądzę, iż jedyną, słuszną ścieżką, jaką możemy podążać jest droga intuicji i poznawania (obserwowania) wewnątrz naszej istoty. Okulary mamy wciąż na nosie i dobrze widzimy, jedynie “sztuczki magiczne” odwracają naszą uwagę od tego faktu i sprawiają, że wydajemy się sobie ślepi…
P.S. Też wdepnąłem “tu i tam”, ale jak się nie wywrócisz to się jeździć nie nauczysz…
Marcus powiedział/a
Cejrowski Wielki Katolik, Lucyfer, demony i Buddyzm !!!
astromaria powiedział/a
Pies tańcował z Cejrowskim. Nie ma sensu się nim przejmować, a to znaczy, że należy olewać. To syjonista, a nie katolik (na jedno zresztą wychodzi). Buddyzm jest im solą w oku, bo nie dał się zindoktrynować ideami NWO i New Age. Przynajmniej na razie.
Marcus powiedział/a
To co się dzieje ostatnio w tzw. środowisku “new – age/ezotero” to szok !!! Zmasowany wysyp czanelingów, książek o “duchowości” itp. Jest to o tyle niebezpieczne, że łatwo i fajnie podane ale wyprowadza to ludzi na manowce.
Kolejna Amerykanka rozmawia z aniołami:
Jest już popularna w amerykańskiej TV. W filmiku poniżej mówi, że anioły chciały (tak jej powiedziały) aby Obama został prezydentem !!!
Ta pani jak i wiele innych podobnych osób wygląda sympatycznie, mówi piękne rzeczy o miłości, brzmi to jak lekarstwo dla smutnych czy nieszczęśliwych ludzi. Nie dajcie się nabrać.
Pozostaje tylko myśleć samodzielnie to jedyne lekarstwo. Osobiście nie potrzebuje aniołów w moim życiu, nie mówiąc już o takich które promują Obame. Pułapka polega na tym, że większość ludzi nie myśli samodzielnie tylko tęskni za “duchowym słodkim kisielkiem”, kapłanami, duchowymi przewodnikami, aniołami i całym tym dziadostwem.
Po latach błądzenia po “duchowych manowcach” doszedłem do wniosku, że samodzielne myślenie, sprawiedliwy osąd i działanie oraz szacunek dla innych istot to filary zdrowej duchowośći.
Marcus powiedział/a
Warto zobaczyć do końca, znajduje się tam ciekawy wykład Krzysztofa Rogali
Duke Nukem powiedział/a
Dzięki Marcus.
Wykład zaczyna się od 1:03:24. Ale teraz to sobie daruję. Natomiast to co mówi Janusz Zagórski kilka minut przed tym wykładem też warto wysłuchać.
LogoPedant powiedział/a
Poza zapowiedzią nadejścia islamskiego Mesjasza Ewangelia według Barnaby kwestionuje też boskość Jezusa – uznaje go bowiem za człowieka – a także kwestionuje fakt jego ukrzyżowania oraz koncept Świętej Trójcy.
astromaria powiedział/a
Powstała w V wieku???? I to ma być dokument z epoki? Toż niektórzy kwestionują nawet oficjalne Ewangelie z tego powodu, że zostały spisane kilkadziesiąt lat po fakcie! Nie dajmy się zwariować, dla mnie ta wiadomość nie ma żadnej wartości. Islamska podróbka i tyle.
LogoPedant powiedział/a
To tylko przykład tego, w jak zawiłej plątaninie faktów i mitów jest nam dane się poruszać…
Duke Nukem powiedział/a
No cóż. Można tak grzebać w zapiskach i życia własnego nie starczy.
Przy tej okazji chciałem zwrócić uwagę na coś na co “nadział się” Steiner w swoich badaniach nad biblią, talmudem itd. A to że bardzo prawdopodobne jest iż ewangelie w/g Mateusza i w/g Łukasza mówią o zupełnie dwóch różnych osobach o imieniu Jezus. Dobitnym argumentem są linie rodowe przedstawiane w tychże ewangeliach które bardzo ale to bardzo do siebie nie pasują. Ale są i inne argumenty. Tła historyczne które się wyłaniają z dwóch ewangelii też mają duże problemy z kompatybilnością. O tym (i nie tylko) jest napisane w artykule na Gnosis: http://www.gnosis.art.pl/numery/gn03_bock_pierwotne_chrzescijanstwo.htm:
Myślę że warto przeczytać całość mimo że art jest dość długi.