Skąd się biorą tyrani
Opublikował/a astromaria w dniu 17/10/2009
Rozmowa Anny Bikont z Alice Miller
Gazeta Wyborcza, 29/30 maja, 1999
Alice Miller, psychoterapeutka i autorka bestsellerów, od kilkudziesięciu lat mówi to samo: żeby nie bić dzieci. Ponieważ bici na ogół aprobują bicie. Analizowała dzieciństwa wielkich tyranów. Bici byli Stalin, Hitler, Ceausescu, Mao. Jej wykład na sesji „Jak kochać dziecko?” słuchacze nagrodzili owacją na stojąco.
Nie mówię, że wszyscy bici muszą bić – powiedziała mi dzień wcześniej. – Wszystkie krowy są zwierzętami, ale nie każde zwierzę jest krową. Znam takich, którzy byli bici i nie biją. Mówię tylko, że wszyscy, którzy biją, byli w dzieciństwie bici. Tak jak zawsze ten co gwałci, był przedmiotem gwałtu. Jeden z pacjentów, mówił mi tak: „Dawałem mu klapsy, nie pomagało, to biłem mocniej”. Zapytałam: „Jak długo pan go już bije?”. „Od początku. Dziś syn ma 12 lat i cały czas nie widać rezultatów”. Zapytałam, czy może sobie wyobrazić, że kupił sobie odkurzacz, który się zaciął, i on od 12 lat go kopie z nadzieją, że zacznie działać. Roześmiał się, to znaczy, że coś do niego dotarło.
Z reguły im dzieci są bardziej krnąbrne, tym bardziej są bite. Matki mówią mi: „Ja go biłam, jak był mały”. Za tym stoi dość powszechne przeświadczenie, że jak mały, to nie czuje i można wszystko z nim zrobić. Najgorsze jest właśnie znęcanie się nad dziećmi do trzeciego roku życia. Wtedy kształtuje się mózg. W dorosłym życiu stajemy się tym, co wtedy przeżyliśmy.
Alice Miller jest piękną, elegancką kobietą koło osiemdziesiątki. Mówi nienaganną polszczyzną. Zanim zgodziła się udzielić wywiadu „Gazecie”, przepytała mnie ze znajomości swoich książek. Zastrzegła, że nie życzy sobie żadnych pytań osobistych. Polska Żydówka, która przeżyła Holocaust w Warszawie (ujawniła na seminarium, że studiowała filozofię na tajnych kompletach u Tatarkiewicza i Kotarbińskiego), po wojnie zajmowała się psychoterapią w Niemczech, dziś mieszka w Szwajcarii. W Warszawie, gdzie żyje jej siostra, była po raz pierwszy od pięćdziesięciu lat.
Powtarza Pani w swoich książkach, że dziecko poniżane, prześladowane, bite ma gorzej niż więzień obozu koncentracyjnego. Mówi to Pani po to, żeby prowokować, czy myśli Pani tak naprawdę?
– Myślę tak naprawdę. Takie stwierdzenie wydaje się nam przesadne, bo cierpienia ludzi w obozach są nam znane, a cierpienia małych dzieci nie. Więźniowi nikt nie kazał kochać prześladowcy, a dziecko ma kochać i szanować ojca, który je bije. Więzień wie, że cierpi i jest w grupie innych cierpiących. Dziecko bite jest osamotnione, a jego cierpienie nie jest uznawane przez społeczeństwo. Mówi mu się, że to, co się z nim robi, jest dla jego dobra. Ma uwierzyć, że osoba, która się nad nim znęca, kocha je i zasługuje na szacunek. Dziecko nie może reagować w naturalny sposób – za złość, krzyk, płacz zostanie znowu zbite. W ten sposób uczy się je, żeby nic nie czuło. Dziecku pozostaje tylko zaciśnięcie zębów, by nie okazać bólu, czyli wyparcie się samego siebie i identyfikacja z prześladowcą. W przeciwieństwie do dorosłego dziecko nie może sobie recytować z pamięci wierszy, by nie stracić rozumu. Więc pytam Panią, czyje położenie jest gorsze, więźnia obozu koncentracyjnego czy dziecka?
– Przytacza Pani statystyki: 60 procent terrorystów niemieckich okazało się być dziećmi pastorów. Rozumiem zatem, że lepiej, jeśli wychowaliśmy się w rodzinie bijącego alkoholika o niskim statusie społecznym niż w rodzinie bijącego pastora?
– Możliwe, że tak, bo w przypadku pastora dochodzi cały ładunek hipokryzji. Dziecko jeszcze bardziej zmuszane jest do myślenia, że to, co mu się przydarza, jest dobre i święte.
Toż to mały Adolfek, syn państwa Hitlerów
W książce „Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii”, która w tych dniach wyszła w Polsce, Alice Miller opisuje, jak postanowiła zająć się biografią Hitlera: „Empatia, to znaczy wczucie się w przeżycia dziecka, ocenianie i rozumienie jego losu, odrzucenie perspektywy dorosłych, jest moim narzędziem podejrzenia, czy potrafię się zdobyć na empatię wobec dziecka, które wyrosło na największego ze znanych mi zbrodniarzy”.
Cytuję Alice Miller wiersz Wisławy Szymborskiej „Pierwsza fotografia Hitlera”:
„A któż to jest ten dzidziuś w kaftaniku?
Toż to mały Adolfek, syn państwa Hitlerów!
Może wyrośnie na doktora praw?
Albo będzie tenorem w Operze Wiedeńskiej?(…)
Dokąd te śmieszne nóżki zawędrują, dokąd?”
– Pani zdaniem już wtedy, kiedy Adolfek był bobasem, było przesądzone, dokąd te nóżki zawędrują? Nie mówię oczywiście o skali poczynań, ale o kierunku rozwoju.
– Tak, jego droga była już wtedy przesądzona. Ojciec go niemiłosiernie bił, codziennie, od urodzenia. Ojciec, pół-Żyd…
– Domniemany pół-Żyd.
– Tak, ale to nie miało znaczenia. Przeciwnie, te niedopowiedzenia, podejrzenia tylko zagęszczały atmosferę. Babka Adolfka ze strony ojca była przez 14 lat utrzymywana przez swojego byłego pracodawcę, Żyda z Grazu, w czasie pobytu u niego zaszła w ciążę. Jej syn Alois został dobrym urzędnikiem celnym, ale domniemanie, że może być Żydem, w jego oczach niweczyło całą pozycję, na którą tak ciężko zapracował. Stąd przecież wzięło się maniakalne przekonanie Hitlera, że trzeba oczyścić Niemcy z żydowskiej krwi, tropiąc ją do trzeciego pokolenia wstecz. Żydzi reprezentowali upokarzaną, dręczoną biciem część jego ja, tę, którą chciał wszelkimi sposobami usunąć z tego świata.
Hitler wychowywał się z ciotką Johanną, siostrą matki, garbatą i cierpiącą na schizofrenię. Jej zachowanie musiało w nim wzbudzać paniczny lęk. Stąd wyrok eutanazji, który jako führer wydał na ludzi chorych umysłowo. Gdy miał jedenaście lat jego ojciec zakatował go niemal na śmierć.
Dziecko kocha rodziców, bo ta miłość jest mu niezbędna do życia. Wypiera gniew, który zamienia się w nienawiść do słabych. Niemcy stały się dla Hitlera symbolem niewinnego dziecka, które chciał obronić. Przed ojcem, przed ciotką.
– A kochająca matka – o jakiej piszą biografowie Hitlera – nic tu nie może pomóc?
– Choć go kochała, nie stanowiła dla niego żadnej podpory, ponieważ nie reagowała, kiedy ojciec go bił. Była zbyt wystraszona. Tak samo chowani byli Adolf Eichmann czy Rudolf Hess. Nie znali współczucia, tak jak dla nich nikt nie miał współczucia, gdy byli dziećmi.
Zwyczajna tresura
W swojej książce Alice Miller zauważa, że ojciec Rudolfa Hessa nie chciał go z pewnością wychować na komendanta Oświęcimia, ale jako gorliwy katolik chciał, biciem i upokorzeniem, wykreować go na misjonarza. Dzieciństwem Eichmanna, który był przymuszany do bezwzględnego posłuszeństwa i zaprzeczania własnym uczuciom, tłumaczy Miller to, że podczas swojego procesu mógł on bez specjalnych emocji słuchać wstrząsających zeznań świadków, kiedy jednak zapomniał wstać przy odczytywaniu wyroku i zwrócono mu na to uwagę, zaczerwienił się ze wstydu.
– Ale faszyzm to nie tylko Hitler, Eichmann czy Hess. Żeby taka ideologia mogła panować, potrzebne było wprzęgnięcie w jej służby dobrych kilku milionów ludzi. Daniel Goldhagen w swojej głośnej książce „Gorliwi kaci Hitlera. Zwyczajni Niemcy i Holocaust” próbuje udowodnić, że każdy zwykły Niemiec mógł się zamienić w oprawcę. Wszyscy byli bici od urodzenia?
– Wszyscy. Hitler nie znalazłby tylu zwolenników, gdyby te dzieci były inaczej chowane. To pedagogika końca XIX i początku XX wieku umożliwiła ludobójstwo. Wówczas w Niemczech powszechnie maltretowano dzieci. Pokutuje to zresztą do dziś, ale rzadko kiedy tresurę zaczyna się tak wcześnie i prowadzi tak systematycznie. Na dwa pokolenia przed dojściem Hitlera do władzy te metody wychowania doprowadzono do perfekcji. Goldhagen pisze, że część oprawców nie była poddana indoktrynacji. Nie potrzebowali jej, ponieważ osoba, która zmuszana jest idealizować upokorzenia zaznane w dzieciństwie, przez całe życie uważa, że kary cielesne są zbawcze. Pamięć ciała zachowuje instrukcje, jak ranić innych. Jestem przekonana, że tylko osoby, które doznały psychicznego i fizycznego okrucieństwa, mogą stać się oprawcami. Co więcej – rodzicie wymierzają kary, nie pamiętając, że byli identycznie karani. To jest istota przymusu powtarzania własnego losu.
Dzieci doktora Schrebera
W swoje książce Miller opisuje, jak wychowywano dzieci według zaleceń Daniela Schrebera, którego książki miały w Niemczech około 40 wydań i przedstawiały system wychowania dziecka od jego przyjścia na świat. Schreber twierdził, że krzyki to tylko fanaberie, przejaw uporu, który stanowczo trzeba złamać. Noworodek miał być poddawany wojskowemu drylowi i bity przy pierwszym płaczu, aż oduczy się płakać. Przytulanie i okazywanie emocji uznawał Schreber za przejaw słabości, który może spaczyć charakter na całe życie. Uczył, jak ćwiczyć dziecko w sztuce rezygnowania. Opisywał sceny z własnego domu, jak to kazał niani położyć sobie dziecko na kolanach, samej jeść gruszkę i nie dać dziecku ani kawałka. Jednak się ugięła, podała kęs gruszki malcowi i została natychmiast zwolniona z pracy.
– Z takich niemowląt wyrastali oprawcy w obozach śmierci – mówi Alice Miller. – Jeden syn doktora Schrebera popełnił samobójstwo, drugi zakończył życie jako chory psychicznie. Miał paranoję. Freud napisał o nim, że żywił homoseksualne uczucia do ojca, ponieważ w jego urojeniach powtarzał się straszliwy lęk przed Bogiem, który go prześladował. A przecież to wcale nie było urojenie, on tak się bał ojca.
– Czy na podstawie różnic w stylu wychowania można wytłumaczyć, dlaczego Niemcy były podatne na faszyzm, a Rosja na komunizm?
– Pewnie tak. Nie wiem, jak w Rosji wyglądało wychowanie. Ale czy zna Pani jakieś inne powody, które by tłumaczyły faszyzm w Niemczech?
– Na ten temat napisano tysiące książek: bezrobocie, poczucie zagrożenia…
– Hitler bezrobocie szybko zlikwidował. Zresztą bezrobocie nie prowadzi do przemocy. Jeśli ktoś tak twierdzi, dyskryminuje ludzi biednych. Znam bezrobotnych rodziców, którzy nie biją dzieci. Geny? Zawsze zdaję genetykom to pytanie: dlaczego akurat 30 lat przed dojściem Hitlera do władzy urodziło się tyle osób ze złymi genami? Przecież to absurd.
Pytam, czy wojnę w Jugosławii też jest w stanie wytłumaczyć na gruncie swojej teorii, i słyszę, że Serbowie wyjątkowo okrutnie wychowują dzieci. Gdy znów próbuję oponować, mówiąc, że może nie jest to jedyne wyjaśnienie, słyszę: – Powtarza mi Pani to, co wszyscy piszą, to niech Pani też to napisze zamiast ze mną rozmawiać.
Przechowane w podświadomości
Alice Miller opowiada o Stalinie, zrodzonym z ojca alkoholika i matki psychotyczki, też strasznie bitym w dzieciństwie.
– Był potem kochany przez miliony i cały czas bał się spisku. A on się bał, że ojciec go zabije. Tak samo Hitler był paranoicznie lękliwy. Jak inaczej wytłumaczyć ten ich strach?
Już nie próbuję wtrącać, że bali się niebezpodstawnie, bo taki los dyktatorów, że często giną wskutek spisku. Alice Miller traktuje swoją teorię jak posłannictwo, nie znosi dyskusji. Choć jestem wyjątkowo zgodnym rozmówcą – tak jak ona uważam, że pierwsze trzy lata życia decydują o naszym życiu, że nie wolno dzieci bić, że to bici biją. Nie wydaje mi się tylko, że świat można wytłumaczyć za pomocą jednej teorii.
– Mao Zedong był niemiłosiernie chłostany przez ojca, który mówił: „Muszę z ciebie zrobić mężczyznę”. Mao do końca życia idealizował ojca i wymordował 30 milionów ludzi. Niech Pani mi to wytłumaczy innymi czynnikami, z całym szacunkiem dla socjologii.
W domu Ceusescu była straszna bieda. W jednej izbie dziesięcioro dzieci, ojciec alkoholik. Rodzice nazwali go Nicolae, zapominając, że jednemu synowi już wcześniej dali to imię. Był bardzo bity. Któregoś razu, a miał wtedy 13 lat, poszedł na dworzec w Bukareszcie ukraść walizkę. Złapali go, a że w walizce było pełno literatury marksistowskiej, posadzili go w więzieniu z politycznymi. Tam poznał swoich przyszłych partyjnych towarzyszy. Zdobył ich szacunek, gdyż ochoczo mordował koty, które były więzienną plagą.
– Jeżeli maltretowane dziecko ma przetrwać – tłumaczy Alice Miller – musi wyprzeć wiedzę o tym, co się z nim dzieje. Ale wspomnienia ukryte w podświadomości skłaniają je do powtórzeń. To co Ceaisescu przeżył w dzieciństwie, zaaplikował całej Rumunii. Wprowadził tam straszną biedę i zakaz spędzania płodu.
Zupełnie inaczej był wychowany Gorbaczow – w rodzinie, która dawała dzieciom miłość. Kiedy jego ojciec się dowiedział, leżąc ranny w lazarecie, że syn nie chodzi do szkoły, bo nie ma w co się ubrać, kazał żonie sprzedać owce i kupić mu buty i wiatrówkę. Nie jest przypadkiem, że Gorbaczow nie trzymał się władzy za wszelką cenę.
Jedno z amerykańskich pism spytało mnie, czy dzieci z Kosowa nie staną się w przyszłości mordercami. Myślę, że nie. Przecież matki trzymają je w ramionach, cały świat chce im pomóc. One swoje przeżycia mogą przerobić, uzewnętrznić, przelać na papier.
– Austriacki pisarz Peter Handke zatrwożył swoich czytelników i przyjaciół, opowiadając się po stronie Miloszevicia. Pisze Pani o ciężkich doświadczeniach Handkego z dzieciństwa. Czy łączyłaby Pani te fakty?
– Możliwe, ale nie chcę mówić o trudnych sprawach żywych.
Na wykładzie Alice Miller opowiadała o badaniach nad maltretowanymi dziećmi rumuńskimi.
Tomografia komputerowa wykazała zmiany w ich mózgach. Partie mózgu odpowiedzialne za kontrolę emocji były o 20-30 procent mniejsze niż u innych dzieci, co naukowcy wyjaśniają niszczeniem połączeń nerwowych przez hormony wydzielane w stresie.
– Małpy hodowane przez atrapy są agresywne i nie umieją dbać o potomstwo – mówiła. – Dlaczego sądzić, że te same prawa nie dotyczą potomstwa człowieczego?
Przytaczała badania nad 400 Niemcami, którzy działali w ruchu antynazistowskim bądź ratowali Żydów. Stwierdzono, że jedynym elementem odróżniającym ich od nazistów był sposób wychowania. W domach przyszłych antynazistów kary cielesne były rzadkie i związane z konkretnym przewinieniem. U oprawców ojciec sięgał po pas nie wtedy, kiedy dziecko zawiniło, ale kiedy był pijany albo rozdrażniony.
Świadek może pomóc
– Nie tylko Hitler miał traumatyczne relacje z ojcem. Podobnie było z Brunonem Schultzem albo Franzem Kafką. Co decyduje, czy cierpienie dziecka przetworzy się na literaturę, na zadawanie cierpienia innym czy na akty autodestrukcji? Czy ten decydujący moment też sytuuje Pani w dzieciństwie?
– Jeżeli w domu dziecko pozna coś innego niż okrucieństwo, to nie stanie się Hitlerem. Wystarczy, że będzie ktoś, kogo nazywam świadkiem pomocnym albo pomocnikiem „ to może być starsza siostra, brat, babcia, ktoś, kto lubi dziecko – by nie stało się zbrodniarzem. Także dorosłym pomóc może poznanie człowieka oświeconego, przyjaznego. Kafka miał bardzo ciężkie dzieciństwo, ale w wieku dojrzewania nawiązał serdeczny kontakt z siostrą, która go kochała, rozumiała, popierała. Dlatego nie stał się zbrodniarzem. Ale umarł na gruźlicę w wieku 40 lat. Dlaczego?
– Chce Pani powiedzieć, że gruźlica to autoagresywna choroba?
– Prawdopodobnie tak było w tym przypadku. Milena, jego przyjaciółka w ostatnich latach życia, go rozumiała, ale to go nie uratowało, co mnie dziwi. Może dlatego, że nie wystarczy rozumieć obecnie życia, trzeba zrozumieć, co się stało w dzieciństwie. Kafka napisał do ojca list, w którym opisywał swoje cierpienia (drukowany pośmiertnie), i błagał matkę, by go ojcu przekazała, sam nie miał odwagi. Matka nigdy tego nie zrobiła. To znaczy, że cierpienie syna jej nie interesowało.
Ojciec Dostojewskiego był okrutny, zabijał poddanych. Ale matka go bardzo kochała. Dostojewski nie stał się zbrodniarzem, miał za to epilepsję.
Świadek może pomóc, sprawić, że dziecko stanie się artystą, poetą, pisarzem. Żeby jednak naprawdę wyzdrowiało, musi przy czyimś wsparciu przypomnieć sobie wyparte doświadczenia z dzieciństwa, uprzytomnić sobie, jaką krzywdę mu zadano. Świadków poznanych w okresie dorosłości nazywam świadkami oświeconymi i piszę swoje książki w nadziei, że ta grupa się poszerzy. Kierowana tą samą nadzieją daję też Pani ten wywiad.
Stopniowo coraz lepiej
– Pani słowa są bardzo ważne w Polsce, gdzie poseł partii chrześcijańskiej publicznie chwali się, że bije własne dziecko, a w telewizji ktoś opowiada z przekonaniem, że sam był bity i wyrósł na porządnego człowieka, więc tak też wychowuje córkę. Ale czy przeczytanie książki lub wywiad może pomóc, skoro dziecięce przeżycia są zepchnięte głęboko w podświadomość?
– Tak. Kiedyś w Londynie przyszedł do mnie po wywiadzie czarny student i powiedział, że był maltretowany fizycznie i seksualnie. Zapytałam, skąd to wie, bo bardzo często dzieci wypierają takie przeżycia. On się dowiedział o tym z moich książek, wcześniej wzrastał w przekonaniu, że to, co z nim robiono, mieściło się w naturalnym porządku świata.
– Wiek XX, wiek Holocaustu, to wiek wyjątkowo okrutny, a przecież dzieci cywilizacji zachodniej traktowano generalnie lepiej niż w poprzednich wiekach.
– Naprawdę Pani uważa, że dzieci były wychowywane w trosce i szacunku?
– Nie wszystkie, ale jednak nie tak okrutnie jak wcześniej. O metodach stosowanych w XVIII wieku można przeczytać w książce „Czarna pedagogika”, na którą się Pani powołuje. Potem było stopniowo coraz lepiej. Bunt lat 60 obrodził w społeczeństwie amerykańskim i zachodnim liberalnymi metodami wychowawczymi, relacje zaczęto opierać na miłości, a nie na posłuszeństwie.
– Często myli się zaniedbanie z wolnością. Wiele dzieci zostało wtedy zaniedbanych.
– Ale też spora jest liczba dorosłych wychowanych na podręcznikach dobrodusznego, permisywnego Spocka. Czy świat stał się od tego lepszy?
– Dzieci wychowane z szacunkiem nie pójdą zabijać mniejszości narodowych, o tym mogę zapewnić. W Niemczech metody wychowawcze bardzo się zmieniły i odmieniło to społeczeństwo. Uważam, że największy wpływ wywarli Amerykanie stacjonujący tam od wojny. Oni pokazywali inny styl, rozbijali utarte poglądy.
Miałam w Niemczech pacjentkę, której matka była nazistką. Jechała z nią zaraz po wojnie pociągiem, czarny Amerykanin chciał dać dziewczynce czekoladkę, matka zabroniła ją przyjąć. Powtarzała: „Jak mogła zwyciężyć armia, której oficerowie trzymają nogi na stole”. Niemcy byli przekonani, że tylko surowe wychowanie pozwoli wygrać wojnę, a następne pokolenie już nie miało powodu w to wierzyć.
We wszystkich swoich książkach Alice Miller powtarza, że zawsze jest adwokatem dziecka, które widzi w pacjencie. W książce „Pamięć wyzwolona. Jak przerwać łańcuch toksycznego dziedzictwa” zarzuca dorosłym, że wykorzystują dziecko jako zbiorniki niechcianych emocji, protezy zaburzonego poczucia wartości, przedmiot władzy i przyjemności. Freudowi zarzuca, że przypisuje dziecku instynkty: seksualne i agresji, oskarżył bezbronne dziecko, a stanął w obronie dzierżących władzę rodziców. W książce „Dramat udanego dziecka. Studia nad powrotem do prawdziwego Ja” rodzicom przypisuje odpowiedzialność za perwersje seksualne dzieci, ich nerwice natręctw, alkoholizm czy depresje.
– Czy to nie okrucieństwo – pytam – oskarżanie rodziców, którzy przecież strasznie cierpią, widząc, co dzieje się z ich dziećmi chorymi na anoreksję czy depresję?
– A Pani naprawdę sądzi, że decydują złe geny?
– Sądzę, że choroba psychiczna może być skutkiem defektu mózgu. Morderca może mieć wrodzone zaburzenia mózgu, które powodują, że nie czuje empatii, nie jest w stanie wyobrazić sobie, co dzieje się z drugim człowiekiem.
– Przychodzimy na świat z jakimiś skłonnościami, talentami, mamy też za sobą historię dziewięciu miesięcy, ale to, co się dzieje z nami dalej, zależy od środowiska, czyli na początku – od rodziców. Ja im chcę pomóc, a nie oskarżać. Próbuję ich informować, żeby im dać szansę. Tylko musząc przejść przez ból ujawnienia tego, co sami przeżyli w dzieciństwie, i co oddają swoim dzieciom. To mają mi za złe.
– Znam rodzinę, gdzie ojciec ostro bił dzieci, powtarzając przy tym, że „prawdziwy mężczyzna nie płacze”. Jeden syn został wybitnym działaczem społecznym, drugi alkoholikiem. Nie chcę przez to powiedzieć, że należy bić dzieci, żeby produkować działaczy społecznych, tylko że losy bitych dzieci nie są może aż tak przesądzone.
– Wrodzone talenty mogą tu grać dużą rolę.
– Ameryka żyje sprawą masakry dokonanej przez dwóch uczniów w Littleton. Obaj pochodzili podobno z rodzin liberalnych, otwartych, szanujących podmiotowość dziecka.
– To nieprawda. Śledzę tę sprawę w Internecie. Tam jest głęboka patologia. To rodzice twierdzą, że wszystko było u nich w porządku. Jak oni mogą tak mówić, skoro jeden z tych chłopców opowiadał, że chce wybić całe miasto? Jak rodzicie mogą nie słyszeć, co mówi ich dziecko?
– Czy jest Pani za penalizacją bicia dzieci?
– Stanowczo tak.
W furii i na zimno
Po rozmowie z Alicją Miller byłam umówiona na kolację w gronie przyjaciół. Zaczęłam rozmowę o biciu. W gronie czterech osób byłam jedyną, która nie była bita jako dziecko. Moją przyjaciółkę biła matka. Znam ją, charakterna pani, ale w dobrym stylu dystyngowanej damy.
– Tłukła mnie z furią, z całej siły, za drobne przewinienia, za spóźnienie, pyskowanie, a potem obiecywała prezenty, kupowała mi nowe sukienki. Do tej pory, jak mama mówi, że mi coś kupi w prezencie, to cała sztywnieję.
Przyjaciółka uderzyła swojego syna tylko raz w złości. On jej to do tej pory przypomina i ona do tej pory to rozpamiętuje.
Gdy podsumowałam: „Troje bitych dzieci na czworo”, znajomi zaczęli się wycofywać. „Nie, nie, ja po prostu dostawałem jakieś klapsy – powiedział ten, który chwilę wcześniej przyznał, że spuszczano mu lanie pasem. A drugi próbował mnie przekonać, że był lepiej bity, bo nie w furii, ale następnego dnia, na spokojnie. Powiedziałam, że zdaniem Alice Miller właśnie takie bicie sieje największe spustoszenie w psychice dziecka, bo żeby przyjąć obraz sprawiedliwie karzącego ojca, musi ono zatracić kontakt ze swoim bólem i gniewem. – To prawda – wyznał – pamiętam te noce przerażenia i od rana oczekiwanie na głos ojca: „Marku, proszę cię na chwilę do mnie”. Chwilę potem Marek dodaje, że przecież nie da się chować dzieci (ma ich dwoje) bez klapsów. Gdy oponuję, pyta: – I nigdy nie masz ochoty przylać swoim dzieciom? Odpowiadam przecząco, a on patrzy na mnie z niedowierzaniem.

Eliszka powiedział/a
Mario, dziękuję za ten wywiad.
Moje dzieci są dorosłe, ale mam wnuki. Przyglądam się, naszym reakcjom/ tzn. dziadków/ i zachowaniom dzieci.
Alice Miller jest wielka, wzorce wyniesione z domu są potężną matrycą, wg której odbieramy świat i tych, których kochamy również.
Dla siebie … będę się starała być bardziej wyrozumiałą i łagodną dla swoich wnuków, dla ich żywiołowości, energii, która ich rozsadza czasami i trudno zachować tę mądrą, kochającą wyrozumiałość.
Dla jasności, bez cienia hipokryzji.. w mojej rodzinie nikt nie bił i nie bije dzieci, ale to za mało… chodzi o większą cierpliwość w wychowaniu, prowadzeniu, o miłość okazywaną z głębi kochanjącego serca.
Obywatel powiedział/a
Rację ma dziennikarka, że nie cały swiat i nie całą tyranię da się tak wytłumaczyć. Że są przyczyne karmiczne, ew. nieodgadnione przyczyny o wyższej, kosmicznej randze. Nie znamy ich, ale to, że ich nie znamy, nie usprawiedliwia naszej ignorancji.
Ale to ni cholery nie umniejsza dokonań Alice Miller na polu współczesnej psychologii. Właściwie nie wiem czy powinienem ją nazywać psychologiem, bo psychologia jako taka zawsze budziła coś w rodzaju sprzeciwu u mnie. Alice Miller to jedyna autorka, którą czytałem bez wyrazu obrzydzenia na twarzy. Owszem, jak każdy psycholog, generalizuje bardzo, ale jej praca jest niebywała, a jej odkrycia warte refleksji. Ona jest raczej misjonarzem ludzkości, takim terapeutą… bardziej religijnym, bym powiedział. Bo ma posłannictwo którego się trzymać będzie do końca życia. Zresztą, byli więźniowie Auschwitz często tak mają – zwykle targa ich w jakąś skrajność, bo doświadczyli synonimu okrucieństwa tak potwornego, że trudno się dziwić.
Smutnym jest jednak, że świat miał już wystarczająco dużo czasu, żeby dokładnie wgryźć się w jej poglądy… i co zostało? Zostało w publicznej świadomości kilka sloganów pod tytułem “haha, ciężkie miałeś zabawki w dzieciństwie”. Albo “bezstresowe wychowanie”.
Do dziś ludzie “zwykli” przypisują dzieciom tę “polimorficzną perwersyjność”, twierdząc że są podstępne i wredne. Pewna moje znajoma np. kupiła sobie kiedyś książkę “Toksyczni Rodzice” Susan Forward, przeczytała, naburmuszyła się jakby (chociaż nie wydaje się, żeby stosowała jakąś przemoc domową – ją po prostu zawsze oburza coś, co odbiega od jej światopoglądu), ale zastanowiła nad książką. Tyle że niedługo potem kupiła sobie “Małego Tyrana” – i już się nagle okazało, że Forward pisze bzdury, bo dziecko to jednak jest podstępne.
Jeszcze jakby dodać do tego poglądy Naszych Kochanych Moherów (z którymi wielu przeciwników “NWO” che iść walczyć ramię w ramię) które uważają, że nic tak dobrze dziecku na otrzeźwienie nie robi jak parę klapsów, to mamy smutną refleksję że do zbudowania normalnego społeczeństwa jest nam, ludziom Zachodu, daleko. Piszę: ludziom Zachodu, bo nie da się ukryć, że to my właśnie wymyśliliśmy sobie usprawiedliwienie dla bicia dzieci na zasadzie racjonalnego, heglowskiego porzadku tezy-antytezy-syntezy. Tezą początkową były uwarunkowania kulturowe, tak jak to jest w kulturach niezachodnich często, zwykły przymus powtarzania – nie da się go ganić, bo jest naprawdę głęboko nieuświadomiony. Antytezą były teorie wrażliwych ludzi, którzy chcieli aby dzieci w ogóle nie dotykać (podpatrzyli to np. u Samoańczyków w latach ‘70) ani nie zwracać im uwagi. Więc logiczną wydaje się synteza, która mówi dziś w tak zwanej “konwencjonalnej świadomości” że owszem, bicie dwa-trzy razy dziennie to patologia, bicie “bez powodu” to też patologia, ale… “bez bicia w ogóle to sie nie da”. Prawda?
Wiecie, zanim nastąpiła ekspansja europejczyków na taką skalę, można było zaobserwować jak się wychowuje dzieci w różnych kulturach. Antropologowie dostarczali przeóznego materiału. I o biciu, czy nie biciu decydowały zwykle rożne względy tradycyjne, rzadko typowo “racjonalne” w naszym wydaniu. Górale prali dzieciory, aż halny niósł trzaskanie gołej dupy o nieheblowany stół 9dalej zresztą piorą, teraz uważając to za wyraz ich tożsamości). Arapeshowie bali się wszelkiej agresji, więc ich dzieci wzrastały w poczuciu bezpieczeństwa. Współcześni, zachodni europejczycy na bicie i nie bicie mają setki naukowych lub mniej naukowych argumentów. Wszak czy znajdzie się u nas teoria, która nie doczeka się zwolenników?
Baba.Jaga powiedział/a
Nie powinniśmy zapominać też o równie dotkliwym, “psychicznym biciu” – wyśmiewanie, upokarzanie, poniżanie itd. Bardzo ważną rzeczą jest też wspomniane w przelocie w wywiadzie zaniechanie – czyli po prostu nie robienie pewnych rzeczy dla dobra dziecka. Efekty może nie są wyraźne, poważne jak w przypadku bicia, ale upośledzają rozwój dziecka, skutki takiego traktowania są bardziej subtelne, nie tak łatwe do wychwycenia. Zresztą samo psychiczne znęcanie się nad dziećmi, zaniechanie jest trudniejsze do zauważenia, zdiagnozowania.
Jeśli chcielibyście zaznajomić się z podobnymi ideami, jakie promuje Alice Miller, to możecie zapoznać się z antypedagogiką – nurtem w wychowaniu, w który A.M. wniosła duży wkład. Tylko błagam, zajrzyjcie do książek, bo w internecie większość informacji wygląda jakby była przeklejona z wikipedii – wszędzie praktycznie to samo
Ten nurt w wychowaniu, pedagogice budzi dużo emocji, więc naprawdę radzę nie opierać się na internecie.
astromaria powiedział/a
@ Obywatelu, nie tylko górale uważają bicie dzieci za wyraz swojej tożsamości. Niestety, jest to cechą wszystkich prawicowców. Bo to jest ich tradycja, dana im od Boga samego. Nie raz i nie dwa słyszę takie deklaracje.
Ale zauważ też pewną prawidłowość: każda piękna idea przekształca się w swoją karykaturę. Jak na początku tłukli te biedne dzieciaki i jak powszechnie wykorzystywali je seksualnie, tak teraz mamy tendencję totalnie odwrotną. Państwo karze za przemoc w rodzinie i za pedofilię (nawet pchając się bez pardonu w zupełnie prywatną sferę). Skutek: ojciec boi się przytulić dziecko, żeby go nie posądzono o zboczone ciągoty, a niebite dzieci są chowane bez jakiejkolwiek dyscypliny, przez co teoria “niebicia” jest powszechnie wyśmiewana. I ośmieszana.
Ludzie robią dosłownie wszystko, co w ich mocy, żeby tylko nie postępować rozsądnie i nie kroczyć ścieżką umiarkowania i rozsądku. Ludzie zawsze muszą postępować skrajnie i przesadnie. Stale przerzucamy się z jednej skrajności w drugą. To jakaś zbiorowa paranoja.
astromaria powiedział/a
@ Baba.Jaga: wykazano, że znęcanie się nad dziećmi, również psychiczne (bo są domy, gdzie się dziecka nie dotyka, ale się stosuje wyrafinowane tortury psychiczne) powoduje fizyczne zmiany w mózgu. Takie dzieci mają zaburzoną integrację półkul mózgowych. Ci wszyscy okrutnicy to ludzie o lewopółkulowej orientacji. Oni są logiczni, ale całkowicie pozbawieni empatii i sumienia.
Zgadzam się, że książki Alice Miller trzeba przeczytać w całości. Bez tego nie można mieć wyobrażenia, o co chodzi w jej batalii.
marcus powiedział/a
Dzieci bite przez zakonnice
http://dziendobrytvn.plejada.pl/24,25030,news,,1,,dzieci_bite_przez_zakonnice,aktualnosci_detal.html#autoplay
Obywatel powiedział/a
No właśnie Mayu, jest jak mówisz, bo to faktycznie wszystko działa jak heglowska triada. Tylko że jakoś w większości przypadków nie dochodzimy do syntezy. Albo dochodzimy do niej, ale że jest wielu lubiących biało-czarne myślenie, zaraz ten ewolucyjny skok się cofnie i wrócimy do skrajności. Bo to zawsze tak jest, kiedy się tylko w tym nowym “płynnym”, ponowoczesnym świecie pojawia jakiś poważny problem, większość lamentuje nad tym, jakie to teraz czasy i że trzeba wrócić do czegoś tam. A nowe warunki wymagają nowych sposobów rozwiązywania problemów.
Weź takich kuratorów sądowych: większość z nich to jacyś degeneraci, a w sumie to degeneratki umysłowe – często same z rozbitych, nieszczęśliwych rodzin. Rozbijają rodziny za to, że tatuś nie wykąpał dziecka. Zabierają małego chłopca albo dziewczynkę do “bidula”, bo, nie wiem, babci się przysnęło a miała iść do szkoły. A w “bidulu”, jak to w “bidulu” – prawo dżungli, osamotnienie i dziecko, które wcześniej miało względnie normalną rodzinę, ma szansę wyrosnąć tam na prawdziwego mordercę.
Oczywiście nie twierdzę, że kuratorzy nigdy nie mają racji, zabierając dzieci narkomanom czy innym takim. Ale w domu dziecka wcale nie czeka ich lepszy los. A już na pewno nie jest rozwiązaniem sianie paniki i wtrącanie każdego takiego dziecka do “bidula” jak leci.
astromaria powiedział/a
Niestety, Obywatelu, państwo rośnie w siłę, a to oznacza coraz większe ograniczanie sfery prywatnej. Niektórzy (prawica) żądają zupełnego nie wtykania nosa w prywatne sprawy. A często oznacza to wychowanie w “tradycyjnych wartościach”, czyli tresurę, terror i katowanie (patriarchalny bóg nad nami i takiż ojciec w rodzinie). Lewica przeciwnie, uważa, że dla dobra rodziny i jej najsłabszych członków państwo musi interweniować i ingerować. I teraz właśnie, od skrajnych wartości prawicowych zmierzamy w stronę lewicowego przegięcia. W Anglii już zainstalowano kamery w domach rodzin “patologicznych”, a niedługo będą one pewnie we wszystkich. Prywatność jest nam odbierana w imię wyższych wartości. Straszy się nas terroryzmem i przemocą domową… a przecież zło zawsze było, jest i będzie i nie zlikwidują go żadne kamery. A już na pewno nie zlikwiduje go odbieranie rodzicom dzieci, bo takie postępowanie jest jeszcze gorsze. Ludzi powinno się edukować, a nie prześladować i traktować jak zboczeńców czy przestępców.
marcus powiedział/a
Rok 1943. Wojna światowa trwa od paru lat. Atak na Pearl Harbor wciągnął w wojnę także Amerykę. Wtedy właśnie Amerykanie spróbowali zajrzeć w przyszłość. Uznali, że prognozy sporządzone przez sztabowców, specjalistów wywiadu i analityków gospodarczych warto wesprzeć pracą psychologów. W tym celu poproszono najbieglejszych psychologów z Harvardu, aby stworzyli portret psychologiczny Adolfa Hitlera i na tej podstawie przewidzieli jego zamierzenia na przyszłość. Specjaliści odtworzyli krok po kroku życiorys Hitlera. Powstał liczący ponad tysiąc stron raport harvardzkich specjalistów. Fachowcy poznali gorzkie dzieciństwo Hitlera, syna brutalnego pijaka i nadopiekuńczej, wcześnie zmarłej matki. Zdiagnozowali kompleksy, fobie, seksualne frustracje i perwersyjne obsesje pełnego obaw i strachu człowieka.
Obywatel powiedział/a
Wiesz, państwo posadzi paru ludzi do więzień, wyśle dzieci do domów dziecka i może już powiedzieć, że POMOGŁO. A rolą państwa jest POMAGAĆ przecież. I walczyć ze złem.
Państwo działa dokładnie jak medycyna alopatyczna – idzie po najmniejszej linii oporu.
astromaria powiedział/a
No tak, dla naszego dobra, bo my tacy głupi jesteśmy, że bez kontroli na pewno zrobilibyśmy sobie krzywdę.
Precz z państwem!!! Na stare lata staję się anarchistką!!! Jestem Ziosia-siamosia i ja chce siama!
chatka puchatka powiedział/a
byłam bita przez matkę za wszystko i wszystkim, piękne kwiaty na udach po trzepaczce do dywanów i wstyd na wf-ie, ojciec katował mnie psychicznie a karę wymierzał jak rasowy kat z odczytaniem przewinień i fanfarami, było też coś więcej …
mam córkę, ma 5 lat, gdzieś miesiąc temu doprowadziła mnie do takiego stanu, że para poszła mi uszami, patrząc jej w oczy klepnęłam ją w tyłek, była histeria …
porozmawiałyśmy o tym na spokojnie, powiedziałam jej co się we mnie wtedy działo i dlaczego tak zrobiłam…
dzieci bite nie muszą bić
astromaria powiedział/a
Nie muszą, Alice Miller o tym mówi wyraźnie. Nie każdy mści się na niewinnych dzieciach za swoje cierpienie.
chatka puchatka powiedział/a
tylko, że ja nie miałam “świadka”, nikogo tylko ja, siostra nie wytrzymała tego, “wykoleiła” się…
co innego mnie przeraża we mnie, nie potrafiłam tego nazwać i proszę: “Pamięć ciała zachowuje instrukcje, jak ranić innych. Jestem przekonana, że tylko osoby, które doznały psychicznego i fizycznego okrucieństwa, mogą stać się oprawcami.” słów mi brak, wiem, wszystko jest po coś ale to boli.
chatka puchatka powiedział/a
Sorki
wypłakałam się, jak komuś pobrudziłam rękaw to zwracam za pralnie 
Bicie to nie wszystko ale od czegoś trzeba zacząć, mam w pracy “wzorowe” matki, które przechwalają się jak to dały w dupę swojemu dzieciakowi, bo gówniarz się zesikał bawiąc się bez pamięci u cioci na urodzinach, a jaki wstyd!
marcus powiedział/a
Nie wszyscy ludzie nadaja sie na rodzicow. Dziecko “zrobic” jest latwo o wiele trudniej dobrze wychowac. Zaliczam sie do tego grona osob ktore dzieci nie chca miec bo wiem, ze ja sie do tego nie nadaje.Znam osoby ktore maja dzieci bo tak wypada, bo juz czas, bo babcia i dziadek czeka na wnuki, bo na starosc ktos mi musi podac szklanke z woda itp. Jezeli nie ma prawdziwej potrzeby na bezwarunkowa milosc do dziecka i swiadomosci wielkiej odpowiedzialnosci za jego wychowanie i unikanie ewentualnego “kaleczenia” psychicznego i fizycznego to nie ma co sie za dzieci zabierac. Jezeli chcemy jezdzic samochodem to musimy przejsc specjalistyczne szkolenie i zdac egzamin i tak jest w wielu dziedzinach zycia. Niestety za wychowanie dzieci biora sie czesto osoby nie przygotowane bez podstawowej wiedzy na ten temat a skutki takich “eksperymentow” moga byc oplakane.
Z drugiej strony ci co nie chca miec dzieci czesto (szczegolnie w Polsce) sa narazeni na spoleczne niezrozumienie i naciski ze strony czlonkow rodziny np. jakies ciocie klocie. Czesto slysze od “cioci kloci”, ze jeszcze pewnie nie dojrzalem do roli rodzica i dlatego nie chce miec dzieci. Dla mnie to nie jest argument bo ja dojrzalem do tego wlasnie aby ich nie miec. Nie biore sie za cos co mnie nie interesuje i czemu nie podolam tylko dlatego, ze TAK WYPADA i moj starszy kolega mowi mi, ze on w moim wieku to juz mial dwojke dzieci, a ja na to – i co z tego!!!
Tak wiec chciane i wychowywane z pasja dziecko bedzie szczesliwe. Jezeli ktos ma ta pasje,prawdziwe checi i talent do bycia dobrym rodzicem to powinien nim zostac.Bycie rodzicem to jest misja a nie bulka z maslem a dziecko to nie zabawka albo piesek. Reszta niech trzyma sie od tego z daleka aby nie tworzyc przyszlych emocjonalnych kalek, ktore beda “produkowac” nastepne pokolenie toksycznych rodzicow. A ciocie klocie niech zajmuja sie robieniem na drutach albo ogladaniem “Klanu” w TVP.
astromaria powiedział/a
@ Marcus: dramatem tego świata jest to, że fajni i mądrzy ludzie nie chcą mieć dzieci, natomiast ci najbardziej nieodpowiedzialni mnożą się jak króliki. Ale ja ci się nie dziwię, nikt rozsądny nie powoła dziecka do TAKIEGO świata. Do świata, w którym psychopaci trują ludzi przymusowymi szczepionkami z rtęcią, aspartamem, opryskami z nieba… i takiego, w którym wybuchają bezsensowne wojny, gdzie jedni zdychają z przeżarcia, a inni konają z głodu. Poczekajmy, może po tym mitycznym 2012 roku rzeczywiście coś się zmieni, a jak nie, to lepiej będzie wymrzeć bezpotomnie. Ja o wnuki nie proszę, wręcz przeciwnie, apeluję o rozwagę i przyjrzenie się światu, w którym te dzieci miałyby żyć.
Eliszka powiedział/a
Mario, wyjęłaś mi z ust słowa, to prawda mądrzy, dojrzali ludzie, odpowiedzialni, podejmują decyzję, nie sprowadzają dzieci bezmyślnie, że tak to ujmę.
Co do roku 2012, to wydaje mi się, że on będzie odbiciem ‘wibracji’ tych, którzy w niego wejdą/ dożyją/.
Czas żniw już się rozpoczął i tylko ślepi i głusi tego nie dostrzegają, lub nie chcą widzieć.
Bogowie rządzący dzisiejszym światem przerażają i tylko świadomość może nas i nasze dzieci uratować.
Tak, tu na Ziemi możemy jeszcze opowiedzieć się po właściwej stronie, w tzw. zaświatach bowiem trafimy do ‘podobnych ‘ sobie, jeżeli jeszcze stwórca da nam taką szansę, bo zdaje się, że naczynie się przelewa…
Bardzo ważna jest rola kobiety, zawsze była ważna, gdyż odbiera subtelniejsze wibracje łatwiej, szybciej. Zachowanie kobiet pokazuje tendencje wibracji energetycznych świata. Dzisiejszy ‘obraz kobiety’ nie napawa optymizmem/ przynajmniej ten medialny/.
ech, szkoda mówić
POli powiedział/a
Pierwszy kontakt z pracami pani Alice Miller mialam na studiach i bylo to przedstawiona jako ciekawostka, a nie material obowiazkowy. Ale z ciekawosci przecztalam, poniewaaz strasznie intersowal mnie wplyw dziecinstwa na ksztaltowanie sie osobowosci. Jednak Pani Miller w wielu zaganieniach z wychowaniem jest takze “radykalna” ( w przeciwnym slowa znaczeniu), tzn. wiele rzeczy , przedtawionych w ksiakach ma sie nijak z praktyka . Jestem to zrozuzmiele, poniewaz sama nie ma dzieci i jako takiej praktyki.
Sama osobiscie moge to przyznac szczerze, ze bylam bita przez mojego ojca, TAK OJCA , nigdy nie nazwalabym go tata.Ale cale szczescie, ze mialam oprcie w mamie, chociaz nigdy nie zapobiegala tym incydentom.
Nasza rodzina bylo jako ta porzadna , przykladowa, wiele osob z mojej bliskiej rodziny nie wierzy,ze bylam bita, w moim przypadku jeszcze dochodzilo znecanie sie psychiczne.
Tak wogole to mam jeszcze siostre, na ktora nigdy nie zostala podniesiona reka i nigdy moj ojciec nie odwazyl sie ja ponizac itd.
Przykre ale prawdziwe, napewno pod tym wplywem uksztaltowal sie moj charater , ktory jest bardzo “mocny”, wiem , ze kiedys taki nie byl, przeszlam naprawde psychiczna transformacje w moim zyciu, jak zrozumialam dlaczego to sie dzieje.
Sama zgadzam sie , ze na dziecko takze powinno konczyc sie jakis kurs, jesli nie zda sie trudno , nie mozna miec dziecka.
Tyle chodzi mordercow po tym swiecie i psycholi, ze naprawde, trzeba siegnac do zrodel i sprobowac to naprawawic w pierwszej komorce spoleczniej, czyli rodzinie.
Na koniec sama mam dziecko , chociaz nie planowane
, nie bije i nigdy nie beda bila, bicie jest oznaka slabosci wg mnie.
astromaria powiedział/a
@ POli: a znasz klasyczną książkę Susan Forward “Toksyczni rodzice”? Susan pisze, że matka, która nie bije, ale toleruje bicie przez męża też jest współwinna. Ona pewnie też była ofiarą przemocy ze strony swojego ojca i stąd jej lęk przez przeciwstawieniem się agresji męża. Ale jako osoba dorosła powinna mieć dość rozumu i dojrzałości, żeby położyć temu kres. To jest straszne, jak to przechodzi z pokolenia na pokolenie. Dobrze, że jesteś tą pierwszą w rodzinie, która zerwała z tą “tradycją”. Ja też to zrobiłam. Mnie nie bito, ale moja matka znęcała się nade mną psychicznie i była bardzo “wrzaskliwą” osobą. W domu stale słychać było wściekły, pełen potwornej złości wrzask. Do dziś wpadam w przerażenie, kiedy ktoś przy mnie krzyczy ze złością.
POli powiedział/a
Maria, moja matka caly czas jest pod wplywem mojego ojca, jest to dziwne, poniewaz jest naprawde inteligentna i myslaca osoba. Wiec wogole nie rozumiem tego stanu. Nieraz jak sie wkurze i napomne cos o moim dziecinstwie i prawdzie przy rodzinie to mowi, ze to nie prawda i dlategto byl konflikt w naszym domu , poniewaz ja mam podobny charakter do mojego ojca
)) Komedia. Wszystkiego wypiera sie. Wiec dalam sobie spokoj, nich zyje sobie w swojej bajce , ja ide dalej przed siebie. Widze,ze to ja wykancza, ale ona nie slucha mnie i innych. Moj ojciec jest naprawde toksyczna osoba rozsiewajaca negatywna energie doodkola i terrozyzuje psychicznie doodkola i nieszanuje nikogo ani niczego.
Duke Nukem powiedział/a
Trafiłem dziś na art o edukacji.
Co nieco związane jest to z notatką.
“Dobre oceny psują ludzi”
http://portalwiedzy.onet.pl/4868,11116,1582704,1,czasopisma.html
Ze wstępu:
“Człowiek rodzi się jako egoista, a współczesny system oceniania uczniów tylko utwierdza go w przekonaniu, że musi dbać jedynie o siebie – uważa Ken Blanchard, amerykański badacz specjalizujący się w tematyce przywództwa. Zamiast uczyć bezinteresowności szkoła promuje chciwość.”
Nieco dalej:
“Często mylimy wartość z ceną.
Wpaja nam się bezsensowne przekonanie, że wszystko da się zmierzyć: od kilku pokoleń mamy obsesję na punkcie uzyskiwania wymiernych wyników, już od przedszkola.
Z przedszkola na Wall Street?
Czy istnieje większy egoista niż małe dziecko? Czy jest ktoś bardziej skoncentrowany na sobie samym niż maluch w wieku przedszkolnym? A wie pan, dlaczego tak jest?
Dlaczego?
Bo bezinteresowność nie jest wrodzona, trzeba się jej nauczyć. Tymczasem my już od dawna nie uczymy nikogo bezinteresowności. Wręcz przeciwnie, przekonujemy każdego, że inni – począwszy od rodziców po dyrektora – będą go cenić i kochać tym bardziej, im więcej zdobędzie punktów, pieniędzy, władzy…”
I dalej:
“A co pan by zrobił? Pochwaliłby swoje dziecko za złe stopnie?
Jeśli kocham moje dziecko, potrafię oddzielić moje uczucia od jego wyników w szkole. Moja miłość jest bezwarunkowa: kochamy ludzi za to, kim są, za to, że są wyjątkowi, a to, co posiadają, wiedzą czy potrafią, jest na dalszym planie.
W ten sposób promuje pan przeciętność.
Jeśli okazuję mojemu dziecku miłość tylko wtedy, gdy przynosi ze szkoły dobre stopnie lub wbija gole podczas meczu, to doprowadzę do tego, że ono będzie niewolnikiem swoich osiągnięć: będzie potrzebować coraz więcej pieniędzy, coraz więcej władzy i sukcesów, aby być z siebie zadowolonym. Codziennie będzie wychodzić z domu z zamiarem osiągnięcia coraz lepszych wyników. A jeśli ich nie osiągnie po dobroci, prawdopodobnie będzie próbować zdobywać je na siłę.”
Polecam przeczytać całość.
astromaria powiedział/a
Tak jest, niestety. Uczymy się rywalizacji zamiast miłości i współpracy. Ale prawda jest taka, że geniusze nie miewają dobrych ocen. Geniusz jest doskonały tylko w jednej dziedzinie, a reszta go nie interesuje. Rywalizacja zabiła pewnie niejeden geniusz.