Przeniesione ze starego bloga (2008-09-02 17:14:35)
Tak się przejawia kwadratura tranzytującego Neptuna o mojego natalnego Słońca, zgroza. Mam już dość!!! Ledwie spławiłam nawiedzoną chrześcijankę, a już najazdu na mnie dokonał jakiś głoszący sacharynowo przesłodzoną ideę miłości facet, przekonany, że jest oświecony, wszystkowiedzący i doskonały, więc może pouczać innych. Uwielbiam takich.
Próbowałam coś mu uświadomić, ale on tak jest zachwycony własnymi ideami, że cudze spływają po nim jak woda po gęsi. Byłam grzeczna, cierpliwa, ale do czasu. Facet coraz bardziej działał mi na nerwy swoją pełną pychy faryzejską arogancją, aż w końcu doszłam do wniosku, że z takim nie da się delikatnie. Tu potrzeba walnąć z całej siły. Może (?) otrzeźwieje, ale prawdę mówiąc bardzo wątpię.
Umieszczam tu moją całą korespondencję z tym panem i życzę dobrej zabawy. Komu nie chce się czytać całości, temu polecam ostatni fragment (poznać go można po pojedynczym >), w którym „poszłam na całość”, ujawniając całe moje sarkastyczne poczucie wisielczego humoru.
Zbyszek pisze:
Witam Ciebie serdecznie!
Mam do Ciebie pytanie, co oznacza żyć wg. Prawa! Zacytuję z Twojego opisu “Horoskop”
Jedna z zasad ezoteryki mówi: “Każda przyczyna ma swój skutek; każdy skutek ma swoją przyczynę; wszystko dzieje się według Prawa; przypadek to jedynie nazwa dla nierozpoznanego Prawa; istnieje wiele płaszczyzn przyczynowości, lecz nic nie wymyka się Prawu”.
Co to jest “Prawo” lub “żyć wg. prawa” Jakie dokładnie masz Prawo lub zasady obowiązujące na myśli. Ile państw, grup etnicznych, czy szczepów tyle praw, a każde z nich jest inne. Czy masz na myśli “Prawo Kosmosu”? Jeżeli tak, to proszę, (jeżeli nie stanowi to dla Ciebie kłopotu) przyślij mi jego zasady.
Buddyzm określa wspaniale ścieżkę życia każdego z nas i mówi, że nie możemy przeszkadzać nikomu w dojściu do “Oświecenia” niezależnie jaką drogę obrał.
Moim zdaniem najważniejszą częścią życia każdego z nas jest Miłość. Jeżeli to uczucie jest podstawą działania, to nie należy martwić się o dalsze losy. Proszę o Twoje zdanie na ten temat, za co z góry dziękuję!!
Przesyłam ogrom Miłości i Światła!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zbyszek
Maria pisze:
Witaj Zbyszku, we Wszechświecie obowiązują prawa, które sprawiają, że świat istnieje. Są to np. prawa fizyki. Planety krążą wokół Słońca według praw fizyki. Drewno pływa w wodzie również za sprawą prawa, a dopóki w naszym organizmie panuje homeostaza żyjemy i jesteśmy zdrowi. Choroba jest najczęściej wynikiem złamania jakiegoś prawa duchowego.
Do studiowania praw duchowych powołane są religie, problem tylko z nimi jest taki, że kapłani są tylko ludźmi, a ludzie są omylni.
Jeśli jesteś buddystą, to wiesz, że istnieje coś takiego jak “mapy świadomości”. Jest 7 czakr i 7 stopni ludzkiego rozwoju. Człowiek żyjący na poziomie I czakry nie jest w stanie zrozumieć praw oczywistych dla poziomu VII. Kapłani zajmujący się duszpasterstwem zwykle reprezentują poziom III, najwyżej IV, a ich wierni jeszcze niższe i takie właśnie jest religijne rozumienie praw. Ale w odosobnionych, górskich klasztorach, np. w Tybecie, żyją mnisi rozumiejący prawa we właściwy sposób. I zapewne prawo miłości jest przez nich rozumiane jak należy.
Pozostali miłością nazywają przeróżne kłamstwa i manipulacje. Właśnie koresponduję z pewną panną, która uległa iluzji, że kieruje się miłością. Za sprawą tej iluzji uznała, że ma prawo narzucić mi swoją religię. Żebym i ja była równie szczęśliwa jak i ona.
Tak więc jestem bardzo nieufna, gdy ktoś mówi przy mnie o miłości. Miłość jest jednym z najbardziej nierozumianych pojęć, ale ludzie wprost uwielbiają o niej mówić. W jej imię nawet mordują.
–
Pozdrawiam
Maria
Zbyszek pisze:
Witam Ciebie Marysiu!!
Serdecznie dziękuję za odpowiedź na mój list i chciałbym tylko nadmienić, że miłość miłuje, a to oznacza, iż nikt z nas nie ma prawa do oceny nikogo i niczego, gdyż jesteśmy częścią całości i doświadczamy.
Żadna religia nie jest odpowiednikiem naszej duchowości, gdyż zostały spaczone one z powodu “żądzy”.
Ludzie, którzy doświadczyli “Światła” przestali postrzegać rzeczywistość w “konwencjonalny” sposób. Jeżeli miałaś okazję przeczytać pozycję M. Newtona to zapewne doskonale zdajesz sobie sprawę z tego o czym mówię.
Każdy z nas ma prawo do własnej drogi życia i nie powinien pozwolić nikomu decydować za siebie. Oddawanie prawa decyzji innym jest podstawowym brakiem zrozumienia tego co mamy za zadanie wykonać w danym wcieleniu.
Mam nadzieję, że nie zanudzałem Ciebie moimi wywodami na temat duchowości.
Jeżeli masz ochotę przedstawić głębszy punkt widzenia w tej sprawie to będę bardzo rad!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Przesyłam ogrom Miłości i Światła!!
Zbyszek
Maria pisze:
Drogi Zbyszku,
a co właściwie rozumiesz pod owym “przedstawianiem głębszego punktu widzenia w tej sprawie”? W jakiej “sprawie”? W sprawie miłości? Czy w sprawie nie oddawania innym władzy nad sobą?
Jeśli chodzi o to drugie, to temu właśni zagadnieniu poświęcona jest moja strona i blogi. Uważam za swoją “misję” przekonywanie ludzi do tego, że powinni być sobą i kierować się własnym sercem oraz rozumem, a nie nakazami religii czy polityki.
Zachęcam do lektury 
–
Pozdrawiam
Maria
Zbyszek pisze:
Witam Ciebie serdecznie Marysiu!!
Dziękuję serdecznie za Twoją odpowiedź! Nasuwa mi się jednak pytanie, jak postrzegasz Miłość!
W pierwszym liście piszesz, że “Tybet” rozumie głębiej zasady miłości od przeciętnego człowieka. Teraz zadajesz mi pytanie “co to jest głębsze pojęcie miłości”???????????????
Wielu ludziom wydaje się, że to pytanie jest trywialne, ale odpowiedzieć na nie jest niezwykle trudno. Ludzie mylą pojęcia zaliczając do Miłości uczucia i działania które są całkowicie obce temu stanowi ducha.
Każdy człowiek (a raczej dusza) ma misję do wypełnienia w swoim życiu. Aby poznać to zadanie trzeba zgłębiać własne “Oświecenie” a to temat bardzo wymagający.
Jeszcze raz serdecznie dziękuję za Twoją opinię i przesyłam ogrom Miłości i Światła!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zbyszek
Maria pisze:
Witam serdecznie Zbyszku,
nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby zajmować się teoretycznie miłością. Wszędzie wokół ludzie (za przeproszeniem) wycierają sobie twarze tym słowem, ale zauważyłam, że ci, którzy robią to najczęściej o miłości pojęcia raczej nie mają. Na przykład uważają, że wyrazem miłości jest stałe “chrześcijańskie napominanie bliźniego”, które jest niczym innym, jak pełnym duchowej / moralnej wyższości pouczaniem celnika przez faryzeusza.
O namiętności damsko-męskiej nawet nie wspomnę, bo to jest trywialne. To z miłością nie ma zupełnie nic wspólnego, chociaż całe pokolenia poetów opiewają to w wierszach jako “miłość”. Zawsze twierdziłam, że poeci potrzebują gruntownej i profesjonalnej psychoterapii. (Ale jestem nieromantyczna, prawda?)
Teoretyzowanie na temat miłości nie jest moją specjalnością. I raczej nie zamierzam tego robić również w przyszłości. Piszę tak dlatego, że zawracanie sobie głowy tym tematem prowadzi do fałszu i duchowego zakłamania.
Ja wolę inne formy pracy, niż kaznodziejskie przynudzanie. W moich tekstach słowa “miłość” raczej nie znajdziesz, nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek o tym pisała (o, przypomniałam sobie, pisałam raz, w tekście o medium Johnie Edwardzie).
Miłości nie można sobie intelektualnie narzucić. Do tego trzeba dorosnąć. A co więcej – miłość wcale nie musi się manifestować w postaci obrzydliwej i przyprawiającej o mdłości słodkości. Wręcz przeciwnie, prawdziwa miłość wyraża się niekiedy w trudny i niezbyt przyjemny sposób, np. kiedy musimy zawrócić z drogi narkomana. Słodzenie w takim przypadku prowadzi do klęski. Tu jest potrzebna “twarda mowa” i brutalne zagrożenie przykrymi konsekwencjami oraz bezwzględne trzymanie się tych nie kojarzących się z miłością zasad.
Czy zwykły, “opętany” miłością adept krzywej ścieżki rozwoju zdobyłby się na coś takiego? Na pewno nie! Bo dla niego miłość to gesty, puste słowa, farsa i teatrzyk.
Moja miłość nie jest słodka, ja bywam brutalna. Walę czasem różne prawdy prosto w twarz. I tym sposobem budzę ludzi z miłosnej (i każdej innej) iluzji, w której są pogrążeni. Ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy głoszenie na prawo i lewo, że robię to z miłości. Ja to robię z rozsądku, a jedynym kryterium skuteczności jest końcowy efekt: jeśli człowiek “wyzdrowiał” i wyszedł w iluzji, to uważam to za sukces.
Obawiam się więc, że o miłości raczej nie pogadamy
Prawdę mówiąc mam coś w rodzaju alergii na to słowo.
–
Pozdrawiam
Maria
Zbyszek pisze:
Witam Ciebie Marysiu!!
Dziękuję serdecznie za Twoją opinię w sprawie Miłości. Duchowość człowieka w samej sobie jest miłością i tylko od nas samych zależy czy to zdołamy zrozumieć i “wydobędziemy” z siebie.
Każdy ma prawo na swój sposób postrzegać miłość, ale czy jest to właśnie to uczucie o którym mówimy?
Relacje ludzi, którzy przeżyli własną śmierć są jednoznaczne “wszechogarniająca miłość”.
Ludzie którzy dotknęli “Światła” zmienili natychmiast swój sposób życia i postrzegania innych, a to za sprawą właśnie tego uczucia którego doznali podczas opuszczenia własnego ciała.
Wyrażanie miłości w postaci całego życia, ale również w postaci słów przy określonych sytuacjach jest wręcz konieczne, bo “lunatykom” duchowym zaczyna świtać idea tego uczucia.
Jak wiesz każda przemoc jest złem, nawet jeżeli w pierwszej fazie przynosi określony skutek, i to jest mottem działania setek ludzi na ziemi.
Malutki, chudziutki człowieczek z Indii nie używał przemocy, ale miłości do osiągnięcia celu który sobie wyznaczył.
Wiara w to co się czyni, u podstaw której leży miłość jest przeogromną siłą twórczą, której potęga jest niewyobrażalna.
Piszesz o narkomanii i uzależnieniach, a także jak w bezwzględny sposób pokonać “demona”. Jeżeli podstawą działania nie będzie miłość nie osiągnie się niczego.
Jeszcze jedna niezwykle istotna sprawa. Ludzie uzurpują sobie prawo do oceny zdarzeń,ludzi itd…, którego de facto nikt z nas nie ma. Jest takie bardzo trafne powiedzenie “Jestem odpowiedzialny więc nie oceniam”
Jeżeli będziesz miała ochotę i okazję to przeczytaj Khalila Gibriana “Prorok” myślę, że to rzuci inne światło na sprawę miłości.
Przesyłam ogrom Miłości i Światła!!!!!
Zbyszek
Maria pisze:
Kochany Zbyszku,
nie każdemu jest dane przeżyć śmierć kliniczną, a nawet jeśli jest dane, nie każdy doświadcza mistycznych przeżyć z tym związanych. Są tacy, którzy ze śmierci klinicznej nie mają żadnych wspomnień albo pamiętają wyłącznie pustkę i ciemność. Dlatego raczej Twoje rady dotyczące tego typu wglądu są mało praktyczne. Wymagają one takiej samej wiary, jak wiara religijna.
Jeśli zaś chodzi o Gibrana i jego “Proroka” to mam tę książkę i znam ją bardzo dobrze, była to jedna z pierwszych moich lektur, jakieś ćwierć wieku temu (miałam ją w wersji powielaczowej), gdy byłam początkująca na tej ścieżce. Od tamtej pory przeczytałam setki, a może nawet więcej niż setki książek.
Khalil Gibran powiedział: “Nauczyciele często są jak szyby: pozwalają widzieć prawdę, ale oddzielają od rzeczywistości”, dlatego już od dawna nie szukam nauczycieli i nie korzystam z niczyich “dobrych rad”. Kieruję się własnym osądem. Kieruję się też radą Babaji: “Prawdy szukaj w medytacji, a nie w zakurzonych księgach. Aby ujrzeć księżyc, patrz w niebo, a nie w sadzawkę”. Dlatego patrzę w niebo i medytuję. I słucham Boga. Bóg jest we mnie. Bóg jest wszędzie, bo wszystko jest Bogiem. Nie muszę teoretyzować na temat miłości. Jeśli trzeba postępuję jak Jezus, który wpadł we wściekłość, poprzewracał kramy handlujących w świątyni i na pożegnanie przyłożył im sznurem, którym była przepasana jego szata.
Skoro Jezusowi wolno, wolno i mnie.
Jeśli chodzi o misjonarzy przeróżnych światopoglądów, to nie ma tygodnia, żeby mnie jakiś nie próbował przekonać, że to właśnie on posiadł ostateczną mądrość i że powinnam podążyć właśnie za nim. Zrozum, że nie mogę podążać za każdym, który jest przekonany o swojej oświeconej mądrości. Zbyt wielu jest takich, a ja jestem tylko jedna. Nie podzielę się więc, żeby wysłać za nimi jakąś cząstkę siebie.
Ostatnie wpisy na obu moich blogach mówią właśnie o tym. Na “starym” blogu opisuję swoje zmagania z jakąś nawiedzoną misjonarką chrześcijańską, a na ezoterycznym zajmuję się problemem “jedynej prawdy jaka jest”.
Nie ma jedynej prawdy. Każdy człowiek jest na innym etapie i każdy żyje według tego, do czego aktualnie dorósł. Nikt nie przeskoczy swojego poziomu, więc nie ma sensu nikogo uczyć ani nawracać. Jak dorośnie, sam zrozumie. Bo prędzej czy później każdy stanie się Bogiem i każdy zrozumie boską naukę. Ale nie wcześniej.
Łapanie ludzi do określonych szkół myślenia jest w rzeczywistości łapaniem duchowych niewolników. Zastanów się, komu i do czego potrzebni są owi niewolnicy i jaką korzyść czerpią z ich posiadania “nauczyciele”. Czy to ma coś wspólnego z miłością? A może raczej z eksploatacją lub pasożytnictwem?
Jak napisałam: nie zajmuję się miłością. Nie znam się na tym. W ogóle mnie to nie interesuje.
Dla mnie istnieje tylko jedno kryterium: jakie konkretne owoce wydaje czyjaś praca i życie. Jeśli ktoś stale gada o miłości, ale jego żona choruje na depresję, a dzieci są znerwicowane, to na pewno jego “miłosna praca” nie wydaje właściwych owoców.
Jeśli natomiast ktoś nie gada nigdy o miłości, lecz w jego rodzinie panuje harmonia i zdrowie, wtedy owoce są dobre.
Mam nadzieję, że mnie rozumiesz?
–
Pozdrawiam
Maria
——————
I tu przyznam się, że się w końcu wkurzyłam… Ile razy można tłumaczyć to samo? Ponieważ Zbyszek najwyraźniej uważa siebie samego za mistrza, a mnie za głuptasa, odpowiedziałam tym razem twardo i po skorpionowemu:
Zbyszek:
> Witam Ciebie Marysiu!!!
>
> Dziękuję za Twoje spostrzeżenia i uwagi na temat życia i miłości.
> Mam dziwne odczucie, że, jak to określasz “Dla mnie istnieje tylko jedno
> kryterium: jakie konkretne owoce wydaje
> czyjaś praca i życie) chodzi Tobie przede wszystkim o efekty
> fizyczno-materialne, a to chyba nieporozumienie.
Maria: Tak, znasz mnie lepiej, niż ja znam siebie. Jestem skrajną materialistką i wszystko robię wyłącznie dla kasy, sławy i własnej korzyści, bez liczenia się z dobrem innych, więc ich depczę, bo liczy się tylko mój cel. Nawet z tego powodu koresponduję z tobą. Zarobię za to miliony, amen.
Zbyszek:
> Pisałaś wcześniej o nałogach i jak je zwalczasz. Czym się różni
> misjonarz który chce Ciebie nawrócić na swoją ścieżkę od Ciebie która
> wie co dla narkomana najlepsze. Objawy fizyczne w przypadku uzależnienia
> są odzwierciedlenia przemian duchowych.
Maria: Działam na chama. Biorę narkomana za ryj, przywalam mu serię z pięści i jest uzdrowiony. Proste.
Zbyszek:
> Widocznie dana osoba musi doświadczyć tego aby zrozumieć coś głębszego.
> Kto dał prawo komukolwiek do osądu i kierowania czyimś życiem? Ja mam
> kilka lat i przeżyłem już ten okres w którym maił nas uszczęśliwić
> wszystkich bez wyjątku Marks, Lenin, Breżniew………
> Przyjmując takie postawy już mielibyśmy “Świętą Inkwizycję”
Maria: W świętej inkwizycji pobierałam nauki, więc działam skutecznie i w d. mam czyjeś lekcje. Kto nie ze mną, tego na stos. Upiekłam już tysiące kacerzy, zaraz upiekę i ciebie.
Ja mam 13 lat i tak sobie tylko pieprzę. A kto to był Breżniew? W życiu nie słyszałam!
Zbyszek:
> Piszesz o Bogu ale jakim Bogu? Ja znam tylko Stwórcę. To co opisuje
> Biblia jest opisem barbarzyńcy i mordercy z którym ja się nie utożsamiam
> mentalnie.
Maria: Kocham Jahwe, przekonał mnie, że trzeba miecza i krwi, że należy pokrywać trupami wzgórza, a ulicami lać krew i że pomsta jest rzeczą szlachetną i piękną. Skoro “bóg” jest psychopatą, to nic dziwnego, że cała ta cywilizacja też jest rządzona przez psychopatów. A więc przystępuję do nich, będę rżnąć, gwałcić, palić i grabić.
Zbyszek:
> Wielu twierdzi, że zabijanie w imię “Boga” jest słuszne, ale ja jestem
> daleko od tego.
Maria: A ja przeciwnie, i zaraz utnę ci ten arogancki, zarozumiały i pełen pychy łeb przy samej dupie, jasne?
Zbyszek:
> Piszesz również o efektach w rodzinie “Jeśli natomiast ktoś nie gada
> nigdy o miłości, lecz w jego rodzinie
> panuje harmonia i zdrowie, wtedy owoce są dobre.”
>
> Co oznacza nie gada? W jaki sposób wyrażasz swoje uczucia do bliskiej
> osoby? Milczysz, ignorujesz, wszystko ukrywasz? Ja nie miłuję dla
> “efektów” tylko dla miłowania. Nie oceniam innych, czy są zdrowi czy
> chorzy, bo choroba to przyczyna stanu duchowego, a ja nie znam stanu
> duchowego np. moich sąsiadów i nikt mi nie dał żadnego prawa do osądu
> innych.
Maria: W rodzinie nikogo nie słucham, nie przytulam, nie mówię o miłości, lecz zgodnie z zaleceniem Biblii walę synów rózgą. Sąsiadów surowo oceniam i obgaduję tak jadowicie, że boją się wyjść z domu. Jestem chodzącą psychopatologią i nienawiścią. Mówiąc wprost: do pięt ci nie dorastam i niegodna jestem czytać twoich oświeconych słów. Idź więc gdzie indziej, może trafisz na kogoś lepszego i bardziej godnego.
Zbyszek:
> Moim skromnym zdaniem w moim życiu duchowość ma pierwszeństwo nad
> materializmem. Jeżeli stan duchowy jest “wspaniały” nie mam problemu z
> osiągnięciem wyznaczonego celu, ale to nie cel jest priorytetem, to stan
> ducha jest moim celem.
>
> Przesyłam ogrom Miłości i Światła………………………
>
> Zbyszek
Maria: A dla mnie liczy się tylko kasa, sława, kariera i zaszczyty. Pragnę władzy i jutro wedrę się do pałacu prezydenckiego, zarżnę jego mieszkańców i udekoruję swoją głowę laurem. Bo ja jestem jedyną osobą, nadającą się do rządzenia. Pokażę wszystkim, czym jest władza…
——
Kurde, co się dzieje z tymi zakłamanymi misjonarzami? Ledwie spławiłam jedną nawiedzoną, a zaraz zjawił się kolejny. Pogięło was, czy co?
I to w sytuacji, kiedy naprawdę OGROMNYMI wołami napisałam nad wejściem do skrzynki mailowej:
UWAGA!!! MISJONARZOM DOWOLNEJ RELIGII ORAZ KRZYŻOWCOM WSTĘP SUROWO WZBRONIONY!!!
A może byś tak najpierw zechciał poznać moją stronę www i blogi? Tam jest cała prawda na mój temat. Zamiast zawracać mi głowę i okradać mnie z czasu po prostu PRZECZYTAJ, a będziesz wiedział, kim jestem, co sądzę o Jahwe i totalitaryzmach. A przy okazji może trochę się nauczysz.
A teraz idę zalewać kubłami miłości Hitlera. Na pewno go to zmieni. I stanie się aniołem. Nie będę go oceniać. Nie będę go osądzać. Będę go kochać. Aż do zatracenia.
–
Pozdrawiam
Maria