Egregory
Posted by astromaria w dniu 24/06/2007
Ten tekst jest nieco rozszerzonym fragmentem mojej nowej autobiografii, którą właśnie umieściłam na swojej stronie (ludzie się zmieniają, więc to, co było dobre 5 lat temu dziś nie musi do mnie pasować). Ponieważ jest on wykładem na temat egregorów, postanowiłam umieścić go również na blogu (kto i po co miałby zaglądać do mojego bio?)…
——
Słowa „egregor” nie znajdziecie w żadnej encyklopedii (nawet w Wiki) ani słowniku, więc już wyjaśniam o co chodzi.
Otóż egregor jest to duch określonej społeczności. Jeśli grupa ludzi robi coś wspólnie lub w coś wierzy, tworzy tym samym egregora, którego moc zależy od ilości wyznawców oraz siły ich wiary. Można go nawet porównać do inkuba, czyli istoty, która jest wytworem czyjejś wyobraźni. Są ludzie, którzy siłą swojej psychiki tworzą takie inkuby, które stają się materialne i potrafią nieźle narozrabiać, szkodząc samemu swojemu twórcy.
Ezoterycy wiedzą o tym, że ludzka psychika ma potężną moc. W końcu myśl jest energią, a twarda materia to nic innego, jak skoncentrowana energia (materia składa się głównie z pustych przestrzeni). Jeśli więc ktoś (a zwłaszcza duża grupa ludzi) zasila swoją energią mentalną jakieś, nawet zupełnie abstrakcyjne wyobrażenie, to może się zdarzyć, że energia ich myśli przybierze materialną postać.
Przykładem może być Szatan. Ta istota została zmyślona przez judeochrześcijańskich kapłanów, żeby pomagała im trzymać w ryzach owczarnię pańską. Nic tak skutecznie ludzi nie kontroluje i nie przywołuje do porządku jak lęk. Silna wiara oraz potężny ładunek negatywnych emocji sprawiły, że ów początkowo fikcyjny Szatan nabrał mocy i dziś każdy katolik przysięgnie, że jest on jak najbardziej realny, że go spotkał, a nawet więcej, jego moc jest potężniejsza, niż boska.
Wszystkie religie tworzą swoje egregory, ponieważ pełnią one rolę psów stróżujących, które pilnują wyznawców i odstraszają przeciwników. To właśnie za sprawą owych stróżujących egregorów tak trudno jest porzucić religię lub inną tradycję, w której było się wychowanym. Rolą egregora jest zaganiać zbiegłą owieczkę z powrotem do stada i pilnować, żeby nie próbowała znowu uciec.
Kościół dorobił się całego mnóstwa egregorów. Paradoksalnie wiele z nich pracuje na rzecz wyznawców Szatana, choćby z tej przyczyny, że lęk i inne negatywne emocje są bardziej nośne niż miłość. Dlatego ludzie nie egzaltują się miłością do Boga, lecz lękiem przed Szatanem i demonami, a to zasila akumulatory ciemnej strony mocy. [Chcecie dowodu? Proszę bardzo: dostaję mnóstwo listów od osób bardzo pobożnych. Jak dotąd tylko jedna z nich przysłała mi słowa bezwarunkowej, boskiej miłości i tolerancji dla tego co robię. Pozostali obrzucają mnie wyłącznie mocnymi w słowach i pełnymi wiary w to, co piszą, ostrzeżeniami przed Szatanem i jego niewyobrażalną wprost potęgą].
Bóg każdej religii monoteistycznej (a te są najgroźniejsze) również posiada cechy potężnego egregora, ponieważ ludzie skupieni wokół dowolnego wyznania są mało świadomi duchowo. Osoby pobożne są jak dzieci, potrzebują więc prostego i zrozumiałego dla nich obrazu Boga. Zwykle postrzegają go więc jako osobę, najczęściej „tatusia” – dobrego i kochającego, ale jednocześnie surowego, osądzającego i (rzekomo słusznie) karzącego, a co więcej – zaborczego i zazdrosnego o swoje wpływy. Kapłani wkładają wiele wysiłku w utrwalenie wizerunku Boga osobowego, zwalczając wszelkie inne, bardziej metafizyczne koncepcje. I tak tworzą potężnego egregora, który przejmuje pełną kontrolę nad wyznawcami. Gdy człowiek modli się do tej istoty, przechwytuje ona całą energię modlitwy, która traci moc i w ogóle nie dociera do prawdziwego Boga. Czyż można więc się dziwić, że ateiści rechocą ironicznie, dowodząc, że Boga nie ma, na co niezbitym dowodem jest fakt, że nie słucha On modłów swoich wyznawców (ateiści nie wierzą też w egregora, więc moje słowa również wyśmieją).
Otóż panie i panowie ateiści, Bóg nie ma z tym wszystkim nic wspólnego. Po prostu wierni kierują swoje modlitwy nie do Boga, lecz do udającego go egregora bądź do rządzącego naszą rzeczywistością Demiurga. Ci, którzy znają prawdę modlą się skutecznie, ponieważ Bóg, ten prawdziwy, kocha bezwarunkowo i nie żąda od swoich dzieci spełnienia żadnych warunków, oprócz jednego: poznania prawdy. Ale o tym napiszę a następnej notce.
Swoje egregory mają wszystkie grupy ludzkie. Mają je narody, rodziny, miejsca, zawody, partie polityczne, kluby i stowarzyszenia. Nie ma takiego zbiorowiska, które nie posiadałoby swojego egregora. Mają go również astrolodzy i ezoterycy.
Szczególnie te ostatnie potrafią być wredne. Ale nie dlatego, że ezoteryka jest zła, lecz dlatego, że w zdecydowanej większości zajmują się nią nie rozumiejący jej zasad, nieodpowiedzialni głupcy. I ci nieświadomi ludzie, bawiący się w wampiryzm, magię, wywoływanie duchów, rzucanie uroków i inne niebezpieczne rzeczy wyhodowali takiego egregora, że aż strach.
Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że całym światem rządzą przeróżne egregory. Jest ich tak dużo, są tak potężne i mogą być tak groźne, że trudno jest żyć. Opętują one ludzi i sieją postrach, a ci opętani z kolei miotają się nieświadomi tego, co się z nimi dzieje i próbują wypędzać jednego egregora innym. I tym sposobem wpadają z deszczu pod rynnę, a ich kłopoty nie mają końca.
Opętani przez egregora „ezoteryki” szukają ratunku w Kościele, mając nadzieję, że Bóg im pomoże. Poddają się więc kościelnym egzorcyzmom i tym sposobem zostają opętani przez egregora „boskości”, czyli jednego lub nawet całe mnóstwo egregorów kościelnych, co nie tylko nie uwalnia ich ze szponów zniewolenia, ale przeciwnie, spycha jeszcze niżej. Bo o ile jako ezoterycy dyskretnie robili swoje, o tyle jako „nawróceni” wpadają w istny misjonarski szał nawracania wszystkich wokół i nie przebierają przy tym w środkach, posuwając się nawet do rzucania klątw na tych, którzy nie chcą iść wraz z nimi ich nową ścieżką ku „zbawieniu”.
Znane z nauczania mistyków „przebudzenie” bądź „oświecenie”, to nic innego, jak wyrwanie się spod władzy wszystkich istniejących egregorów i wolne od nich życie w komunii z prawdziwą, a nie religijną, czystą boskością.
Na szczęście urodziłam się w rodzinie ateistyczno-racjonalistycznej, czego wartość dopiero dziś umiem docenić. Ten racjonalistyczny trening dał mi tarczę do obrony przed „duchową fiksacją” i szaleństwem. Stoję mocno nogami na ziemi, a moja głowa zawsze jest chłodna i trzeźwa. Dlatego, zajmując się astrologią i szeroko pojętą duchowością, nigdy nie ześlizgnęłam się w egregorialne szaleństwo.
Paradoksalnie, do wiary w Boga doszłam na drodze racjonalnej analizy. Moja wiara nie ma zupełnie nic wspólnego z jakąkolwiek religijną egzaltacją czy fiksacją.
Mój Bóg jest czymś, co mogę określić jako „Wszechumysł” lub „Wielki kreator”. Kosmiczne channelingi nazywają Go „Źródłem Pierwotnym” lub „Jedynym” (Prawo Jedynego) i te określenia też mi się podobają.
Bóg jest nieskończoną i doskonałą inteligencją, a co najważniejsze: bezwarunkową miłością. Dlatego w życiu nic nam nie grozi. Dla przebudzonego nie ma nieba, piekła, różnic religijnych, upadków ani błędów, nie ma też żadnych innych przykazań, poza jednym danym nam przez Jezusa, który powiedział: „Nowe przykazanie daję wam”. Tym przykazaniem jest miłość. Nie ma takiej choroby, nienawiści, zła czy nieszczęścia, której nie dałoby się wyleczyć miłością.
I dlatego każdy z nas, nawet najgorszy grzesznik, dojdzie do celu, bo wszystkie drogi prowadzą do Boga. Jedni dojdą szybciej, inni wolniej, ale dojdą wszyscy bez wyjątku.
Po co więc błądzić, szukać szczęścia w objęciach fałszywych wierzeń, po co służyć egregorom, skoro można się przebudzić i zobaczyć świat takim, jaki on naprawdę jest?
Takie przebudzenie daje spokój, harmonię wewnętrzną i poczucie bezpieczeństwa. Bo cóż może nam grozić?
Przebudzenie uwalnia też z prawa karmy, ale o tym napiszę w innym miejscu.















maszowa powiedział/a
Odruchowo najeżyłam się, czytając na temat Twojego Boga… Kilka razy pisałam i zamazywałam komentarz. Wreszcie postanowiłam napisać tylko tyle, że każdy powinien dochodzić do własnych wniosków i we własnym tempie.
Ja w kwestii Boga wciąż sama sobie zaprzeczam: czasem ostentacyjnie twierdzę, że nawet jeśli istnieje, to tylko jako Wielki Obserwator – dokonujący eksperymentów w swoim niebieskim laboratorium. Za chwilę zaprzeczam jego istnieniu, by następnie mieć pretensje o sposób, w jaki umierała moja mama. Skoro mam pretensje to chyba do kogoś konkretnego.
Wciąż powtarzam, że w nic nie wierzę i jestem skłonna uwierzyć we wszystko. Kiedyś może dojdę z tym do ładu. Może. Nie śpieszę się – samo przyjdzie.
astromaria powiedział/a
Wielki Obserwator to Bóg agnostyków. Ja nie jestem agnostyczką, lecz czymś w rodzaju gnostyczki (ale ponieważ zawsze mam skłonność do herezji, więc i tu nie jestem do końca wiernym wyznawcą). Przyznam się, że najbliższe mojej wizji prawdy są przekazy channelingowe, które całkiem nieźle uzupełniają wizję gnostyków.
O mojej wizji Boga będzie w dalszej części tych rozważań. Teraz piszę “kosmiczną bajeczkę”, w której przybliżę swoje rozumienie tego eksperymentu, który ma miejsce na naszej planecie. A potem wyjaśnię, jak to jest z tymi dwoma gnostyckimi bogami.
Cierpliwości…
Anonymous powiedział/a
Tyle jest roznych hipotez teori opartych czasami na slepej wierze a czesto inni twierdza , ze dowiedzieli się tego w medytacji , jeszcze inni robią eksperymenty paranormalne.okazuje się ,ze czlowiek jest za slabo wyewoluowany aby miec wgląd w prawde.twoja prawde zaakceptuje niewielu ale wazne , ze poszukujesz, byc moze za lat 10 zmienisz diametralnie swoją koncepcje jak twierdzisz w medytacji
astromaria powiedział/a
–> Anonimowy: a co to w ogóle jest “prawda”? Czy istnieje coś takiego, jak prawda? Każdy ma swoją prawdę, w którą wierzy. Ludzie myślący i poszukujący są gotowi stale zmieniać swoje widzenie świata i swoją prawdę. Ja w każdym razie swoją zmieniłam nie raz i nie dwa. A więc możliwe, że i w przyszłości ją zmienię.
Do swojej “prawdy” przywiązani są tylko wyznawcy określonego światopoglądu. A ja staram się być wolna od ograniczeń.
joanna justyna powiedział/a
podpisuję sie pod słowami pewnego niemieckiego “okultysty”…dla człowieka rozwijajacego się duchowo prawda dnia dzisiejszego jest kłamstwem jutra…wszystko jest dobre i zawsze w odpowiednim momencie dla danego człowieka…
Anonymous powiedział/a
Podoba mi się to, co tutaj przeczytałam i przedstawiony punkt widzenia wydaje mi się słuszny. Mam 18 lat i od jakiegoś roku interesuję się ezoteryką, wiarą w reinkarnację i mocą podświadomości. Wiem, że jestem jeszcze daleka od dokładnego zrozumienia czegokolwiek, ale poszukuję prawdy i czuję się w pewnym stopniu ‘przebudzona’. Dawno przestałam postrzegać jako Boga uosobionego, ale nigdy nie przestałam w niego wierzyć, a obecnie wyobrażam go sobie jako potężną energię, żródło dobra i miłości, światło, i coś w rodzaju Najwyższej Istoty. Nie boję się już ‘kary za grzechy’, śmierć jawi mi się jako przyjemne przejście do innego wymiaru, skąd po ‘doładowaniu energii’ powraca się jako nowy człowiek, nie będący ‘białą kartką’ ze względu na karmę. Podziwiam i doceniam Pani pracę. Pozdrawiam.
astromaria powiedział/a
Co do przejścia do innego wymiaru po śmierci: gorąco polecam serię spotkań z mediami Johnem Edwardem i Lisą Williams na Reality TV (codziennie o 20:00). Po obejrzeniu tych programów staje się jasne, że śmierć jest tylko przejściem do innego świata, a potem czeka nas powrót na ziemię. Media przekazują nam też wiedzę o tym, że nasi zmarli są w stałym kontakcie z nami, opiekują się nami i nad nami czuwają.
Nie ma tam nawet mowy o tym, że Bóg może kogoś karać. Nawet samobójcy i ci, którzy popełnili złe czyny są tam traktowani z należnym szacunkiem.
Egzorcyzmy Emily Rose a właściwie Anneliese Michel « Astromaria powiedział/a
[...] Michael opętał kościelny egregor, byt, którego zadaniem jest pilnowanie stada, zapędzanie zbiegłych owieczek z powrotem do [...]
Miki powiedział/a
Z pojęciem agregora spotkałem się dopiero na tej stronie.
I musze przyznać że przedtawienie “bogów” z różnych religie jako agregory jest logicznym wytłumaczeniem.
Najgorsze że to ludzie sami sobie kreują byty które mogą nimi manipulować
Również w najnowszym Nexusie jest dosyć ciekawy artykuł o agregorach.
Taki wstęp.
“To, na czym koncetrujemy swoją uwage, determinuje rodzaj energii, jaki wytwarzamy. Ggdy agregoryczne struktury owładniają człowiekiem zawłaszczają jego energię i podporządkowują sobie jego uwage i wten sposób człowiek staje się sterowaną przez nie marionetką”
astromaria powiedział/a
Ooo, ciekawe, jeszcze nie kupiłam Nexusa, ale zaraz to zrobię.
marcus powiedział/a
A pro po egregorow z Medzugorie
bUaZEn powiedział/a
Jeżli Bóg nie istnieje, to wiara w niego nic nas nie kosztuje. Jeśli jednak istnieje, a my w niego nie wierzymy – to zgodnie z religijnymi dogmatami może się to dla nas okazać nieopłacalne. Co za tym idzie wiara w Boga – dowodził Pascale – jest opłacalna.
-;]
astromaria powiedział/a
I jaki stąd wniosek praktyczny? Powinniśmy być wyrachowani?
bUaZEn powiedział/a
Open your mind and the rest will follow…
astromaria powiedział/a
Aaa, to koan zen… trzeba przemedytować znaczysię
marcus powiedział/a
“Co za tym idzie wiara w Boga – dowodził Pascale – jest opłacalna”
Brak wiary w Boga osobowego jest bardziej oplacalny, wiara w Boga uzaleznia a kazdy nalog jest szkodliwy. Silne uzaleznienia to nerwice wymagajace leczenia. Religijnosc jest silna nerwica natrectw.
sabra powiedział/a
[i]Wszystkie religie tworzą swoje egregory, ponieważ pełnią one rolę psów stróżujących, które pilnują wyznawców i odstraszają przeciwników. To właśnie za sprawą owych stróżujących egregorów tak trudno jest porzucić religię lub inną tradycję, w której było się wychowanym. Rolą egregora jest zaganiać zbiegłą owieczkę z powrotem do stada i pilnować, żeby nie próbowała znowu uciec.
Kościół dorobił się całego mnóstwa egregorów.[i/]
..
Cos w tym jest co piszesz o tzw egregorach ,ale …skad wiesz ,ze ty
jestes wolna od takowego ?
Co do tej opetanej dziewczyny podzielam twoje zdanie – padła ofiara , i az dziw ze nie zorientowała sie ani ona ani ci kapłani .
astromaria powiedział/a
Właściwie to każda grupa ludzi, zajmujących się czymkolwiek tworzy egregora. Jak dla mnie to np. astrologia ma co najmniej dwa różne egregory: pozytywnego i negatywnego. Bo są i pozytywne egregory, np. działalności charytatywnej (która nota bene czasem wcale dobra nie jest, bo mp. może wynikać z potrzeby zaspokojenia ego, a nie z potrzeby czynienia dobra). Moim zdaniem, jeśli człowiek ma silną osobowość, to egregor nie ma na niego wpływu.
sabra powiedział/a
Słowa „egregor” nie znajdziecie w żadnej encyklopedii (nawet w Wiki) ani słowniku, więc już wyjaśniam o co chodzi.
Otóż egregor jest to duch określonej społeczności. Jeśli grupa ludzi robi coś wspólnie lub w coś wierzy, tworzy tym samym egregora, którego moc zależy od ilości wyznawców oraz siły ich wiary. Można go nawet porównać do inkuba, czyli istoty, która jest wytworem czyjejś wyobraźni. Są ludzie, którzy siłą swojej psychiki tworzą takie inkuby, które stają się materialne i potrafią nieźle narozrabiać, szkodząc samemu swojemu twórcy.
>>>>>>
>>>>>>
Skoro tak , to skad sie wziął ów wyraz okreslenie ,jaki jest źródłosłów jakie znaczenie z jakiego języka i kultury?
Jesli jest to DUCH , to juz bardziej mze byc przystepne , sa duchy czyste i nie czyste zatem nad kazda grupą dominuje jakis duch -lub demon .Chociaz i tu nie zbaardzo sie znam jak to z tymi duchami jest.
Sa nadziemskie władze ,ksietwa ,moze ciemnosci duchy złe na okregu ,ale skad sie wział egregor ?
Inkub to tez cos nowego – cos od inkubatora ,cos wychodowanego ?
Wyjasnij prosze .
Jesli Michael została zdominowana przez demona ,i o tym ci ksiez mówia i chca dziewczyne uwolnic
ale jednoczesnie , daja sie wmotac w głos demona podszywajacego sie pod kogos kto jest dominujacy
w wierze katolickiej ,czyli maryja .
Nie wiem jak mozna wierzyc i jak mozna myslec ze sie jest tym kims kto ratuje dusze z czyscca .
A te swiatła w Medjugorje – pierwszy raz widze ,co to takiego – tez egregor – czyli ?
astromaria powiedział/a
Czego nie znajdziesz w encyklopedii, to znajdziesz w google. Ale w skrócie: Greckie słowo egerio oznacza “być wzbudzonym” i wywodzi się z greckiego przekładu Biblii (a tak naprawdę ze złego przekładu przez żydowskich tłumaczy na grekę, którzy wstawili słowo egregeros zamiast erim, ale za dużo trzeba by tłumaczyć; na marginesie: polska Biblia jest takim właśnie karkołomnym tłumaczeniem z jednego na drugi, a potem jeszcze trzeci język). Egregor jest bytem wzbudzonym (powołanym do istnienia) przez ludzkie myśli i emocje. Jako pierwszy używał tego określenia mag John Dee. U nas w Polsce słowa “egregor” do niedawna nie używano (chyba, w każdym razie ja się z tym nie spotkałam), natomiast pojęcie to było bardzo popularne wśród ezoteryków rosyjskich (u których pobierałam nauki).
Inkub to faktycznie byt energetyczny “wyhodowany” myślami i emocjami konkretnej osoby. Jeśli jest naładowany dużą porcją energii może nieźle narozrabiać.
Światła w miejscach objawień (i same objawienia) to osobna bajka. Moim zdaniem są to miejsca manifestacji obcych cywilizacji, wcale nie nastawionych do ludzi przyjaźnie. Jestem przekonana, że siły te robią widowisko na niebie, żeby manipulować głupimi i zabobonnymi masami. Wyobraź sobie, że uzbrojona w lasery i inne bajery trafiasz do dżungli, do jakiegoś plemienia, które nigdy w życiu nie widziało białego człowieka i jego techniki. Dla nich telewizor to magiczne pudełko, a światła laserów przyjęliby za dowód, że przybyli do nich bogowie. Wzięliby cię za boginię o nadprzyrodzonej mocy i zdolności do czynienia cudów, po czym padliby na twarz. Ludzkość zachowuje się podobnie w stosunku do wyżej rozwiniętych cywilizacji. Wystarczy im pokazać piękną panienkę na niebie i powiedzieć, że to matka boska i już padają na twarz.
sabra powiedział/a
nie znam sie na etykietach tego forum zatem , nie potrafie cytowac pogrubiac itp .
amoze KTOS mi podpowie ?
Zaciekawiło mnie to co znalazłam
..Cytuje ….
Słowo egregor wywodzi się z greckiego egerio – być wzbudzonym, być czujnym, widzieć, patrzeć, po raz pierwszy zaś pojawia się ono w pochodzącym z III w. p.n.e greckim przekładzie Biblii (Septuaginta), a dokładniej w Trenach 4.14. Hebrajski tekst tego fragmentu Tory brzmi: “Błąkali się jak ślepi po ulicach splamieni krwią tak, że nie można było dotknąć ich szat” (chodzi o proroków i kapłanów Izraela, którzy popełniwszy grzech nieposłuszeństwa wobec Jahwe zabijali sprawiedliwych wzywających ich do pokory i nawrócenia).
Dokonujący tłumaczenia z hebrajskiego na grecki żydowscy uczeni w miejsce hebrajskiego erim, irim (ślepi) wstawili greckie egregeros (widzący), co oczywiście zmieniło sens tekstu, który wedle Septuaginty wyglądał teraz następująco: “Widzący błąkali się po ulicach splamieni krwią tak, że nie można było dotknąć ich szat”…
Znane są trzy powody takiego przekładu tekstu. Po pierwsze dlatego, że nie chodzi tu o fizyczną ślepotę, ale o ślepotę innego rodzaju: o niedostrzeganie czegoś przez kogoś, kto widzi, takimi na przykład duchowymi ślepcami byli – wedle Jezusa – faryzeusze.
Po drugie z tej przyczyny, że aczkolwiek duchowa ślepota sprawia, iż brniemy dalej w grzech, to jednak nie odbiera nam możności dostrzegania tego faktu.
W podobny sposób opisany jest w Biblii duchowy stan proroka Bilaema, który mówi o sobie, iż upada z otwartymi oczami – widzi swój upadek a jednak prorokuje przeciw Izraelowi. Po trzecie z tego powodu, że hebrajskie słowo ir, er (l. mn. irim, erim) oznacza nie tylko ślepca. Jest ono także synonimem upadłego anioła, tego, który widzi sprawy duchowe, lecz trwa w ciemności. I tym również terminem określa ów rodzaj anielskich bytów Księga Henocha, podobnie zresztą jak Biblia, w której płodzący z niewiastami dzieci nefilim nazywani są synami irim, czyli zbuntowanych aniołów. Jeśli więc weźmiemy pod uwagę wszystkie te trzy aspekty powyższego tekstu dostrzeżemy w błąkających się jak ślepcy mordercach nie tylko świadomych swego potępienia „duchowych ślepców”, ale i demoniczne byty, które ich opętały. …koniec Cyt.
><<<<<<<<<<<<<
Czyli egregor to inaczej – widzący –
ale skoro pusty to znaczy Skorupa dziwne czy to jak sitra achra ,co kradnie dusze ?
Co do tych świateł , moze byc ze sa to istoty z innego wymiaru ale dlaczego ludzie tak to chłoną
Matka i boska ,ale to nie takie proste , napewno nie ta któa by chcieli .
marcus powiedział/a
Takie byty jak egregory lub podobne znane sa tym co praktykuja OBE w swiecie astralnym. Wszystko sie tam manifestuje o czym czlowiek pomysli. Jezeli miliony osob w rzeczywistosci fizycznej modli sie do okreslonego fikcyjnego bytu duchowego to nic nie stoi na przeszkodzie aby taki byt sie zamanifestowal w astralu a pozniej zyje sobie juz wlasnym zyciem aczkolwiek jest przywiazany do swoich “kreatorow”, dlatego im nie odpuszcza tak latwo.
Astromaria wspomniala ciekawa rzecz.Jak dziala ten mechanizm wiecej tutaj:
http://religia.przebudzenie.net/12-kult-cargo.html
marcus powiedział/a
W Buddyzmie w “Tybetanskiej ksiedze umarlych” jest opisana cala droga po smierci czlowieka. Jest tam mowa o tym, ze po smierci naszej odchodzacej z ciala swiadomosci manifestuja sie rozne byty czesto takze demoniczne. Oswiecony umysl rozpona je jako iluzje, produkt nieoswieconego umyslu. Tak dlugo jak w nie wierzymy tak dlugo sa realne i wplywaja na nas. Tak wiec i w buddyzmie wystepuje cos na ksztalt egregorow, przebywajacych w swiecie astralnym do ktorego udaje sie takze nasza swiadomosc po smierci na jakis czas.
astromaria powiedział/a
No właśnie. Tak jest różnica między chrześcijaninem i buddystą, że ten pierwszy bierze spotkanego po śmierci egregora za Jezusa, matkę boską czy samego Boga, a buddysta wie, że to egregor, więc przechodzi obok obojętnie.
sabra powiedział/a
Dziwne bo z jednej strony chcecie podwazyc – co ? -chrześcijanstwo
czy Biblie ? a z drugiej strony podpieracie sie budda buddyzmem ?
przeciez budda miał powiedziec zeby nie wierzyc nikomu NIKOMU
a jesli tak to dlaczego mam wierzyc w jego słowa ?
Skad oni wiedza ze to
egregor ? no a jesli sa ,to znaczy ze JEST tez to co PRAWDZIWE .
Chrzescijanstwo , padło we własne sidła i to z lenistwa ,przeciez
ilu z nich chce samemu myslec szukac dociekac .
Moze i egregorami sa ci co patrza i nie widza – nie wiem .
sabra powiedział/a
No własnie
marcus powiedział/a
@Sabra
“przeciez budda miał powiedziec zeby nie wierzyc nikomu NIKOMU
a jesli tak to dlaczego mam wierzyc w jego słowa?”
Dokldanie tak wszystko trzeba samemu sprawdzac. Ja sprawdzalem chrzescijanstwo przez ponad dwadziescia lat mojego zycia i stwierdzam, ze to lipa, wiecej czasu na to marnowac nie bede. Teraz sprawdzam Buddyzm i Budde czy mial racje na razie nie narzekam i wiem, ze ide sluszna droga. Kieruje sie w glab siebie – medytacja i jeszcze raz medytacja.
Dla mnie to jest droga wlasciwa ale dla kogos innego juz nie. Kazdy musi znalezc sam swoja droge.
Co do tzw. egregorow, w Buddyzmie to sie inaczej nazywa ale to jest to samo. Kiedy czlowiek poprzez gleboka medytacje i lata praktyki ma wycwiczony umysl jest w stanie oddbyc bardzo “przytomnie” swoja droge od smierci do ponownych narodzin. Po kolejnych narodzinach po prostu pamieta wszystko co sie stalo od poprzedniej smierci. Kiedy mamy juz kilka takich osob ktore mialy te same doswiadczenia wiec mozemy mowic o pewnej prawidlowosci. Tak wlasnie powstala “Tybetanska ksiega umarlych”
astromaria powiedział/a
@ Sabra, nie chcę być niegrzeczna, ale powiem ci, że daremnie absorbujesz mój czas i energię. Nie mam czasu ani ochoty na jałowe dyskusje. Co chcesz osiągnąć? Co ci się marzy? Liczysz na to, że mnie nawrócisz i będziesz miała jakąś zasługę w niebie? Zapewniam cię, że mnie nie przekonasz. Za stara jestem na to, żeby być naiwna w tej dziedzinie. Chrześcijaństwo mnie nie pociąga, bóg Jahwe nie ma mi nic do zaoferowania. Nie zostanę chrześcijanką. Nie marudź więcej, bo ja już mam dość i zaraz sięwkurzę. Nie będę odpowiadać na twoje komentarze, bo czas, który na to muszę poświęcać mogłabym przeznaczyć na coś bardziej pożytecznego.
Prometeusz powiedział/a
Droga Pani Mario…!
Mam wielką ochotę na podjęcie z Panią dyskusji (zdaję sobie sprawę, że, jako osoba obca, nie będę wzbudzać zaufania i nie ma gwarancji, że do dyskusji w ogóle dojdzie). Nie w celu wykazania racji, założenia frontu wyzwolenia Świata, pochwalenia czy zganienia – nie mam ani mocy ani chęci ku temu. Zwykłą, ludzką przyjemność sprawia mi sama intelektualna dyskusja (ponoć dyskusja jest intelektualna z natury, a bezowocne jest tylko wymienianie pustych komunikatów, ale niestety w czasach wszechobecnej nowomowy…) Mogłaby być o kawie, mogłaby być o niebieskich migdałach – i tak byłaby owocna, jak mniemam. Na zasadzie ‘minutę z mądrym a dzień z głupcem’ – po prostu poszukuję osób, przez kontakt z którymi mogę się (niematerialnie, rzecz jasna) wzbogacić jako człowiek… a takich osób jest niestety bardzo niewiele, i to na nieszczęście powszechne nie ze względu na to, że ja już jestem taki mądry, tylko z przyczyny zgoła odwrotnej; jako, że szukam prawdy, staram się też siłą faktu odnajdywać ludzi, którzy czynią podobne wysiłki. Stąd też, na podstawie bardzo instynktownego i podświadomego oglądu zawartości Pani stron i wypowiedzi, postanowiłem się odezwać i nieśmiało zagaić
Choć swoją postawę i motywację zapewne opisałbym w słowach zupełnie różnych od tych, którymi Pani określa siebie, to jednak większość wniosków zdaje się wskazywać w tym samym kierunku – i w tym właśnie, przyznam się szczerze, upatruję ‘drogowskazu’: jeżeli niezależnie, zupełnie różne (nie przeciwne, po prostu – różne) postawy i poszukiwania dają podobne wnioski, to ‘coś w tym jest’. Dalszej rzecz jasna analizy (a jakże, cui bono? i nie tylko) wymaga sam cel, na który owe wnioskowania wskazują, lecz same w sobie już są one cele pewnymi prawidłowościami, wartymi dogłębnej analizy.
Jednym z owych zagadnień są, jak Pani je opisuje, egregory. Przyznam, zainteresowało mnie początkowo jedynie samo słowo, zaś pierwszych kilka wierszy tekstu omal mnie nie zniechęciło – dopiero brnąc dalej na mojej twarzy pojawił się znajomy uśmiech ‘ti-ti, bobasku…!’, jak go na własne potrzeby określam. Taka moja ‘eureka’. Już tłumaczę, skąd to zainteresowanie. Wnioskując z ogólnego charakteru Pani strony, a także miejsc w internecie, gdzie można się na Panią natknąć (a ‘spotkaliśmy się’ już kilkakrotnie – o ile nie sądzę, by mnie Pani kojarzyła, o tyle Pani nick nie jest mi bynajmniej obcy), dużo Pani szpera i pewnie niewiele zdołało owym obserwacjom umknąć… czy znany jest więc Pani rodowód samego słowa ‘egregor’?
Nie wiem, czy tak, ale mnie osobiście właśnie ów rodowód zapewnił jedną z największych, tak fizycznych, jak i metafizycznych podróży przez czas i przestrzeń, jak o poszukiwania prawdy w całym moim życiu się rozchodzi. Na codzień używam raczej określeń starogreckich i sumeryjskich: ‘Egregoroi’ bądź ‘Grigori’, rzadziej ‘Igigi’, lecz natura owych istot jest nieodłącznie związana z historią ludzkości i, przynajmniej z tego, co sam zdołałem odkryć, są dalece potężniejsi, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
W swoich poszukiwaniach odkryłem coś, czego nie potrafię opisać. Nie ma słów, którymi nawet w przybliżony sposób mógłbym to określić… mogę jedynie podać przykłady. Chyba nic bardziej ezoterycznego w moim życiu się nie przytrafiło, niż właśnie to. Ów dziwny… instynkt?, który wskazuje, czego szukać, pozwala znajdować odpowiedzi, pomimo, że przysypano je dawno toną nadinterpretacji i kłamstw, by ktoś mógł ich użyć na własne potrzeby. Jedną z kluczowych kwestii jest właśnie istnienie Obserwatorów…
Ale, by już nie przeciągać – czekam na Pani odpowiedź… jeżeli się na takową Pani zdecyduje, rzecz jasna – wówczas oczywiście zna Pani mój adres mailowy.
Pozdrawiam,
Prometeusz
astromaria powiedział/a
Witam, może faktycznie gdzieś się spotkaliśmy, widywałam tu i tam jakiegoś Prometeusza
Jeśli chodzi o pochodzenie słowa “egregor”, to owszem, jest mi znane, ale mam wstręt do przepisywania definicji i tekstów źródłowych, więc nie spisałam. Liczę na to, że zainteresowani sami poszukają, co tylko wyjdzie im na zdrowie.
Co do Obserwatorów – będzie jakieś rozwinięcie tego wątku? Czy mamy przejść na priv?
Prometeusz powiedział/a
Witam Sz.P. Mario
Mam nadzieję, że nie tylko tego wątku. Choć przyznam, że sama kwestia Obserwatorów jest szalenie ważna… a przynajmniej takie wskazówki dają mnie wszystkie moje poszukiwania. Temat rzeka, rzek wiele, a im więcej czytam Pani wypowiedzi i artykułów tu i ówdzie, tym bardziej dochodzę do wniosku, że nawet, jeżeli nie nadajemy na b. podobnych falach, to poszukiwania prawdy podsuwają nam bardzo podobne rozwiązania i… jest w tym coś ekscytującego
(Szczególną moją uwagę zwrócił opis śmierci, który w pewnym miejscu Pani przedstawiła. Sam zupełnie innych używam słów, ale do identycznych wniosków doszedłem i… jest Pani chyba pierwszą osobą, u której takie zrozumienie owej materii zaobserwowałem).
Myślę, że priv będzie chyba spokojniejszy. Czuję bowiem, ze dużo więcej tematów jest do omówienia, a co dwie głowy to nie jedna. Zresztą, w kwestii ezoteryki, nie ukrywam, że również liczę po cichu na lekcję. Może nie upokarzającą (choć kto wie?), bo życie uczy mnie jej na codzień i staram się przyjmować, ile mogę, ale na pewno wartościową. Co do zaś samych Obserwatorów i kilku innych ‘ciekawych’ żyjątek – wydaje mi się, podkreślam – wydaje mi się, że chyba zrozumiałem, przynajmniej w zarysie, ‘o co chodzi’ – z nimi, jak też z nami, ludźmi: naszym Światem, historią, wierzeniami, filozofiami etc. Nie ukrywam, że potrzebuję pomocy i chętnie jej sam udzielam, jak chodzi o dzielenie się informacjami i jest to cel podstawowy. Po prostu wydaje mi się na chwilę obecną, że jest Pani najwłaściwszą osobą do skontaktowania się
Nie chcę się narzucać… podałem e-mail kontaktowy i będę zobowiązany, jeżeli Pani napisze – poczytam to za aprobatę dla rozpoczęcia dyskusji.
Pozdrawiam,
Prometeusz
aga powiedział/a
No ale ateizm też tworzy swojego egregora
)
tak czy siak na pewno sympatyczny
Artykuł o egregorach jest świetny! I uważam że trzeba uważać co się mysli i gdzie człowiek serce kładzie.
I nie znalazłam jak dotąd mądrzejszej ochorny przed egregorami jak słowa “będziesz miłował Boga a bliźniego swego jak siebie samego”
Ciekawe czy miłośc to też egergor
astromaria powiedział/a
A dlaczegóż nie miałyby istnieć również miłe egregory? Jeśli grupa pracuje z miłością nad czymś pozytywnym, to na pewno tworzy pozytywnego egregora. W tym blogu pracujemy nad wyhodowaniem takiego super-pozytywnego egregora, który będzie nas chronił i bronił